Wpisy oznaczone tagiem "Oliwia" (176)  

nietereska
 
Z ujawnionych w trakcie sekcji zwłok obrażeń wynika, że Oliwia była wielokrotnie katowana przez konkubenta matki, a matka nie zrobiła nic, aby ją chronić. W mieszkaniu zabezpieczono liczne ślady krwi na ścianie, na poduszce oraz w łazience. Ponadto w szafie znaleziono poplamione krwią ubranka dziewczynki.
Zapraszam do przeczytania całego mojego artykułu:
pl.blastingnews.com/(…)twierdzi-ze-nie-chcial-jej-z…
zabójstwo Oliwii Łódź Bałuty.jpg
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Dziewczyny! Krótka piłka, bo już mi dałyście do myślenia.
Co na ewentualną komunię dla Oliwki i Zosi? Kasa odpada, tak jak laptopy, tablety, smartfony i inne bajery - po prostu one to już mają. Czekam na wszystkie propozycje.
Prezent od cioci i wujka - żadne z nas nie jest rodzicem chrzestnym, tylko gościem.
  • awatar Kalina_: Złoto :) jakaś przywieszka, kolczyki, bransoletka albo pierścionek :) Coś co zostanie na pamiątkę od Cioci :) Ja mam do tej pory przywieszkę z komunii od babci i bransoletkę od cioci :)
  • awatar gościówa: ja bym sie skupila na bizuterii moze cos ze srebra jakis komplecik kolczyki i przywieszka. nie kupuj lancuszka z krzyzykiem czy Maryja bo od tego sa chrzestni. kup cos ladnego co ponosza i beda miec na pamiatke. no chyba ze jestescie nieprzyzwoicie bogaci to zloto tez mozna ;) ale tak szczerze to złoto bardzo drogie jest i na dwie komunie cos kupic to szarpnie na pewno za kieszen...
  • awatar Kalina_: @gościówa: nie mogę się z Tobą zgodzić, że złoto jest bardzo drogie, owszem jest drogie ale wszystko zależy gdzie taki komplet zakupisz. Wiadomo APART, YES albo inne sieciówki nabijają sobie ceny w sumie tylko za nazwę i tak gram złota jest o jakieś min. 100 zł droższy niż u "zwykłego" złotnika, który ma ceny stosunkowo normalne ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Telefon tego dnia obudził mnie dość późno, bo było już przed 8. Nieznany numer, ale nic to, odbieram.
- Halo?
- Ciocia Ada?
- Tak kochanie, ciocia. Co tam? - poznałam od razu Oliwię.
- Ciociu bo ja się staram żeby do komunii iść już w tym roku wiesz?!
- Jak to do komunii kochanie, przecież za rok powinnaś iść ze swoją klasą? - wciąż zaspana, próbowałam przetworzyć informacje.
- No tak ale Zośka powiedziała że ona chce iść ze swoją przyjaciółką Tatianą, a Tatiana wyobraź sobie to idzie rok wcześniej ze swoim starszym bratem Kacprem i z kuzynem Stasiem. Bo jej mama powiedziała że zrobią podwójnie komunię łączoną z trójką dzieci i im się to opłaci czy coś.
- No dobra Oliwka, ale co Ty masz wspólnego z Tatianą, Kacprem i jakimś Stasiem? - przecierałam oczy, bo nic a nic z tego nie rozumiałam.
- No jak to co, ciocia! Jak Zośka pójdzie teraz w maju to ja też chcę, nie zostanę sama jak osioł na przyszły rok!
- Ale wiesz kochanie, że to trzeba dużo egzaminów pozdawać, umieć cały pacierz? - tłumaczyłam jej i starałam się przypomnieć sobie co do cholery trzeba było jeszcze zaliczyć przed komunią. - No i są jeszcze inne modlitwy, tajemnice wiary, trzeba chodzić na specjalne spotkania i próby...
- Oj ciocia to się nauczę! Ja się tylko chciałam dopytać wiesz, bo jak Zośka by szła do komunii i ja bym szła to do kogo byś przyszła?
- Oliwia, czyś Ty zwariowała? - całkiem rozbudzona, usiadłam na łóżku - Jeśli byś szła razem z Zosią to chyba byście były w jednej parafii, a przyjęcie też możecie zrobić razem.
- Ale moja mama może nie chcieć i... - no tak, wiedziałam już że Lidia oczywiście planuje po swojemu i zaprosić tylko swoją rodzinę, a nas olać! I szlag jasny mnie trafił.
- Przekaż mamie, że powinna wziąć pod uwagę nie tylko swoją rodzinę, ale też rodzinę Twojego taty. - zdenerwowałam się. A wiedziałam, że mała jej przekaże, to na pewno...
- No bo jak mama zrobi gdzieś indziej to nikt z Was nie przyjdzie prawda... - głos małej zaczynał się powoli trząść. - Ani babcia Gabrysia, ani dziadek Zbyszek, ani Ty i wujek Paweł, ani ciocia Ala z wujkiem Adamem...
- Oliwka, uspokój się. Po pierwsze, porozmawiaj z tatą na ten temat, zobaczysz co powie o przyjęciu. On na pewno przekona mamę, a jeśli mu się nie uda i będziecie mieć osobno to obiecuję, że na pewno przyjdziemy do Ciebie na trochę. Może tak być?
- A czemu tylko na trochę?
- Oliwka! Weź się zastanów, Zosia jest tak samo moją bratanicą jak Ty, naprawdę jesteś tak samolubna? Chciałabyś żebym przyszła tylko do Ciebie a o Zosi zapomniała?
- No nie. Bo byłoby jej smutno no i by prezentu nie dostała.
- No właśnie. Na razie kochanie to Ty się ucz do egzaminu i zobacz, czy ksiądz Was dopuści do tej wcześniejszej komunii. A potem pomyślimy co dalej, dobra?
- Dobra. Ciocia? A wiesz co?
- No?
- Ty to jednak mądra jesteś.
- Oj kochanie, Ty też jesteś, dobrze że zadzwoniłaś. A teraz wykręć numer do taty i pogadaj z nim.
- Dobra. Cześć ciocia! Papa!
- Pa mała, pa.

I co ja mam zrobić z tymi dwoma małymi gadami? Oliwka płacze, bo mamusia pewnie jej machnie przyjęcie gdzieś na wsi u rodziny (swojej oczywiście, a nas nie zaprosi), albo wręcz przeciwnie, największy hotel w okolicy wynajmie. Czy zgodzi się na wspólne przyjęcie? To szczerze wątpię, bo przecież musi Maksowi na złość zrobić. Jedyna nadzieja jest taka, że jednak pójdą do komunii w normalnym terminie za rok i np jedna będzie miała na początku maja a druga tydzień później. A jeśli pójdą w tym roku, to może Maks jej coś do rozumu przemówi... Jak to inaczej logistycznie rozwiązać, nie mam bladego pojęcia...
  • awatar Kalina_: Najgorzej jest jak się rodzice nie mogą dogadać :( Ja miałam sytuację, gdzie miałam dwie komunie w jeden dzień na których musiałam być i właśnie pogodziliśmy to, że u jednych byliśmy w kościele oficjalnym obiedzie i posiedzieliśmy trochę (moja mama była chrzestną dlatego musieliśmy być w kościele tam i taka nam wyszła kolejność) a druga komunia była organizowana w domu więc po obiedzie pojechaliśmy tam i posiedzieliśmy już do wieczora :) I wszyscy byli zadowoleni.
  • awatar megi94: Niestety ale często tak jest, że w jeden dzień komunię ma dwoje dzieci z jednej rodziny. Sama miałam kilka takich sytuacji i nigdy nie było tak, że przyjęcia były połączone, bo umówmy się: jeśli wszyscy się mniej więcej znają to jest ok, ale jeśli nie, to nikt nie chce obcych na "swojej" imprezie (bo jak dla mnie to w większości kolejna okazja dla dorosłych by sobie zrobić impreze. Dziecko dostanie prezenty i na ty się jego przyjemność kończą). Poza tym każdy robi po swojemu: jedni wolą w domu inni w sali, jedni zapraszają tylko najbliższych inni najchętniej by zaprosili pół miasta. I niestety mało kto pyta dzieci o zdanie w tej kwestii. Więc zostaje Ci nadzieja, że nie pójdą razem do komunii, ewentualnie możesz się sklonować:)
  • awatar Blonde Angel: myślałam o tym żeby posiedzieć trochę u jednej trochę u drugiej. ale z komunią jest o tyle łatwiej, że rodzice dziewczynek - tj Maks i Fabian (tata Zosi) to rodzeństwo. myślę że dałoby się dograć np na wspólny lokal i np dwa stoły z rodziną. Na pewno wszyscy będą chcieli w lokalu (bo wiadomo latać nie trzeba, myć garów sprzątać itp), tylko pytanie czy w jednym i tym samym?...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: - Ciocia Ada, ciocia Ada! - dwa moje kochane potworki, Oliwka i Zosia wpadły do mieszkania jak burza. Za nimi wlókł się po schodach mój chrzestny.
- Oddaję Ci je, ubranka na zmianę i środki czystości mają w plecakach. - machnął ręką na tornistry, które dziewczynki właśnie zrzuciły z pleców. - Jutro wieczór wpadnie po nie Maks jak będzie wracał z delegacji.
- Dam sobie radę, nie martw się. - uśmiechnęłam się do dziewczynek, na co one się wyszczerzyły tak, że już wiedziałam że coś knują. Ledwo za wujkiem zamknęły się drzwi, dziewczynki wtuliły się i oczywiście taktykę podchodów zaczęła Oli.
- Ciociuniu kochana, chodźmy na plac zabaw! Tu jak szłyśmy był taki piękniutki koło szkoły, chooodźmy!
- Kochane, pójdziemy na plac zabaw, ale po obiedzie. - powiedziałam, ku ich rozpaczy - Ciocia teraz gotuje wam zupkę, nie mogę jej zostawić bo się zepsuje i nie będzie co jeść.
- Jak mama zepsuje zupę, to idziemy do cioci Weroniki albo dzwonimy po katering. - powiedziała szczerze Zośka.
- No kochana, tu cioci Weroniki nie ma, a kateringu nie będę dla Was zamawiać, zapomnijcie.
- Ale ja nie lubię zup. - Zocha zrobiła minę "w ciup", czyli taki smutny dzióbek.
- Zosia, jak Ci nie będzie smakować to nie zjesz. Ale obiecuję, jak spróbujesz to zjesz całą.
- I będę mogła zostawić?
- Tak, wtedy zrobię Ci omleta albo coś innego.

Dwie godziny później, po licznych zabawach typu gra w wojnę, monopoly czy jenga dziewczynki wtryniły po dwie dolewki... krupniku! Tak, krupniku, którego podobno dzieci tak strasznie nie lubią i pytały się, jak się ta "pyszna zupka" nazywa! Gdy im powiedziałam, że krupnik, nie uwierzyły, bo "krupnik jest niedobry że błeee". No to im powiedziałam że to zupka z kaszą krupczatką ;) Kolejne półtorej godziny, dopóki się nie ściemniło spędziłyśmy na placu zabaw. Dziewczynki zadowolone i zarumienione prześcigały się na takiej mini siłowni na świeżym powietrzu, która szybciej macha rękami/nogami/językiem (niepotrzebne skreślić).
Zapytacie pewnie, gdzie problem, czy jakieś akcje z dziewczynkami, o których pisałam. Ano, one zaczęły się wieczorem...
Zwykle popołudniu, tj o 17 oglądam teleexpress. Tam jest chociaż krótko, zwięźle i na temat. Gdy wróciłyśmy z placu zabaw Oliwka i Zosia chciały koniecznie pokolorować te nowe naklejki z monster high co dostały rano od dziadka. Rozłożyłam im więc na stole w salonie kredki i kolorowanki, a sama włączyłam tv żeby zobaczyć wiadomości. Nie widziałam potrzeby, żeby dzieci z pokoju wyganiać na ten czas - przecież to nie żaden horror czy filmy dla dorosłych co lecą po 22. Okazało się, że popełniłam duży błąd.
Dziewczynki oczywiście zajęte kolorowaniem razem ze mną jednym uchem słuchały wiadomości. A po skończonym dzienniku Zosia zapytała, kto to są ci panowie uchodźcy. Wyczułam grząski grunt - dorośli się kłócą na te tematy a ja mam to dzieciom wyjaśniać? Wytłumaczyłam że tam daleko w ich kraju kłócą się źli ludzie i jest wojna i Ci ludzie uciekają przed nią, bo boją się że ktoś ich albo ich dzieci zabije. Myślałam że to wyjaśnienie im starczy, ale Oliwia oczywiście zaczęła drążyć.
- Ciociu czy byś takiego pana uchodźcę do domu przyjęła jakby zapukał? - zatkało mnie, ale próbowałam jakoś wyjść z tej sytuacji.
- Wiesz Oliwka, chyba jednak nie, bo bym się bała. Nie umiałabym się z tym panem dogadać bo oni mówią w innym trudnym języku. A po drugie bałabym się bo nie wiadomo czy taki pan nie zrobiłby mi krzywdy, bo go nie znam. A mama i tata przecież Ci mówią że nie wolno obcych do domu wpuszczać prawda? - zaryzykowałam, a mała pokiwała głową. Na tym na szczęście temat się urwał, dziękowałam za to Bogu i zmieniając temat, zaproponowałam dziewczynkom na kolację porcję frytek i paluszki rybne.
Wieczór, gdy dziewczynki kładły się spać, chciały oczywiście zadzwonić na dobranoc do rodziców. Mają swoje komórki więc wyjęły i jedna zadzwoniła do taty (Zosia),a druga do mamy (Oliwka). Opowiadały, jak im minął dzień, co widziały i co robiły, więc zostawiłam je w pokoju i poszłam podgrzać obiad Pawłowi, który dopiero co wrócił do domu. Gdy wróciłam do dziewczynek kilka minut później widziałam że Oliwia jest jakaś niewyraźna, ale zmierzyłam jej gorączkę, nic jej niby nie dolegało ale minę miała jakby jej ktoś kazał tran pić.
- Dobranoc ciociu słodkich snów. - pocałowała mnie Zosia i przytuliła się do swojej pluszowej rybki.
- Ciociu, ale pamiętaj że ja Cię kocham, dobranoc! - ucałowała mnie Oli, a ja aż się uśmiechnęłam. Gdybym to ja wiedziała czemu jest taka wystraszona...
Gdy pół godziny później otwierałam maila, jak się potem okazało od Lidii, matki Oliwki, a byłej żony mojego brata wszystko stało się jasne. Dowiedziałam się z niego że jestem "ksenofobicznym zacofańcem, który podżega(?) jej dziecko" oraz "małomiasteczkową ciemnotą która nie rozumie chęci niesienia pomocy dla biednych oraz idei inności i wielokulturowości w Europie". Taak, zostałam zjechana za to, że powiedziałam Oliwce że nie wpuściłabym pana uchodźcy do domu. I wg mojej byłej bratowej jest to zaściankowe myślenie, bo takiego człowieka trzeba wg niej zrozumieć, przyjąć i dać mu żyć w spokoju w naszym kraju!
Nie rozumiem jej zdania, ale je szanuję, w końcu, jak to mówią, poglądy są jak d..a, każdy ma swoją, co nie. Natomiast ona nie uszanowała mojego zdania, kiedy ja się tych ludzi po prostu boję. Boję się, tak, dobrze czytacie, bo to są ludzie innej narodowości i innej mentalności, i nie wiem czy ja bym się z nimi w jakiejkolwiek kwestii zgodziła. Ba, ja nie wiem czy bym polaka do domu przyjęła jakby mi obcy człowiek zapukał i chciał nocleg czy coś! Bo nieważne czy polak czy węgier, francuz czy arab - człowiek to człowiek, są dobrzy i źli. Nie ma na to reguły typu "a bo polacy są dobrzy" albo "araby to złodzieje".

Gdy w niedzielę wieczór przyjechał po nie Maks, pokazałam mu tego maila. Oczywiście przepraszał mnie, ale co mi z tego? Jeśli ona tak małej w głowie namiesza to niedługo w środku miasta zaczepi ją pan, powie że jest biednym przybyszem z dalekiego kraju a Oliwia z nim pójdzie pokazać jadłodajnię albo odda mu całe kieszonkowe na chlebek! Maks niestety musiał się ze mną zgodzić. Obiecał z nią pogadać - ale szczerze, wątpię że to coś da. Przykre jest to, że ktoś jest tak wpatrzony w tą "inność" i zaślepiony, że wmawia dziecku że wszyscy polacy co nie chcą obcych są be, a wszyscy uchodźcy co tu jadą - cacy. Jak mówiłam - człowiek jest albo dobry, albo zły i nie można go oceniać po tym, że jak tu jedzie uciekając przed wojną to biedny i pokrzywdzony. Na pewno wiele takich osób jest wśród uchodźców. Ale jest jeszcze inna opcja - może on jedzie wcale nie szukać azylu tylko łatwego zarobku licząc na tzw. socjal? Niestety, Lidia nie bierze tej opcji pod uwagę...
  • awatar megi94: Uchodźcy to jest baaardzo grząski grunt. Ja sama, uważam, że trzeba im pomóc ale w odpowiedni sposób i z głową, bo jeśli jako uchodźcy przyjeżdża do Europy 90% mężczyzn w sile wieku, a naledwie 10 % pełnych rodzin (mówię przykładowo) to jest coś nie tak. Co nie zmienia faktu, że nie można ich tak na pastwę losu ( a raczej ISIS) zostawić. Ale wracając do Oliwi i jej dziwnej matki, to co niby miałabyś jej powiedzieć "Pewnie Oliwka, wpuszczaj do domu wszystkich jak leci"? Przecież jak powiesz dziecku, że byś wpuściła kogoś obcego do domu (już bez względu na to jakiej narodowości), to ona za chwilę, jak zacznie zostawać sama w domu też stwierdzi, że może ich wpuścić. A Lidia chyba nie zauważyła, że Oliwia jest dzieckiem!
  • awatar Blonde Angel: @megi94: Ja zauważyłam że ona Oliwkę traktuje jak przyjaciółkę/partnerkę do rozmowy a nie jak dziecko. Ja rozumiem, mała ma 8 lat, dużo rozumie. Ale to nadal dziecko. Jeśli nakładzie jej do głowy że panowie uchodźcy wszyscy są biedni, to w końcu któregoś dnia zastanie u siebie w domu 3 obcych panów których córka wpuściła bo chcieli pomocy. Gorzej jak nikogo nie zastanie bo małą jej porwą (a jest prześliczną blondyneczką) albo zrobią coś jeszcze gorszego. Jasne, pomóc trzeba, to też ludzie, ale nie można mówić że wszyscy którzy tu jadą to są biedni ubodzy, bo nie wierzę że w 100% tak jest.
  • awatar Obiezyswiatka: Nie rozumiem zachowania Lidii bo mam podobne myślenie, ale też nie wiadomo jak Oli przedstawiła sprawę mamie. Ja czytam teraz świetne książki Van Talko czy jakoś tak i ta mentalność arabska jest totalnie dla nas abstrakcyjna.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: W niedzielę w odwiedziny wpadli Maks, Milena, mała Zuza oraz Oliwka. Byłam ciekawa, jak starsza siostra reaguje na małą, czy jest zazdrosna. Miałam nadzieję, że przynajmniej nie będzie tego okazywać "przy ludziach". A jak wyszło? Przeczytajcie sami.
Podczas obiadu mała zaczęła marudzić. Widzę, że Milena się do niej podnosi, z żalem spoglądając na niedojedzonego kotleta. Skończyłam jeść wcześniej więc stwierdziłam, że jej pomogę.
- Daj spokój, ja do niej pójdę. Jedz spokojnie! - powiedziałam i poszłam utulić małą. Wniosłam ją na rękach do pokoju bo wydawała się być spokojniejsza, mając w zasięgu wzroku rodziców. I w końcu wyszło tak, że rodzice zjedli jeszcze deser, a mała leżała u mnie na ręku i rozglądała się dookoła.
- Ciociu... - szarnęła mnie za sweter Oliwka - Pobawimy się?
- Zaraz tata dokończy deser, zabierze Zuzę i możemy iść. - uśmiechnęłam się i zażartowałam - Chociaż nie wiem czy ją Wam oddam bo jest słodka!
- Wiesz ciociu, weź ją sobie jak chcesz. - wzruszyła ramionami mała.
- No coś Ty! Oddałabyś swoją małą siostrzyczkę? - udałam wielkie oburzenie żeby pokazać jej, że nie tędy droga.
- Nie, no co Ty, ciocia. Nie oddałabym. - powiedziała Oliwka, a po chwili namysłu dodała - Bo jakbym oddała to by mnie ciocia Milena chyba zabiła...

Kurtyna. No i to by było tyle z braku zazdrości i z wielkiej siostrzanej miłości ;) Przynajmniej na razie, mam nadzieję :)
  • awatar megi94: Wyrośnie z tego, musi się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Moja siostrzenica swojego młodszego o 3 lata praca przez pierwszy rok chciała oddać, (choć zazdrość jej do tej pory została). Z tego co sama zauważyłam to wydaje mi się, że najważniejsze, żeby się Oliwka nie czuła odtrącona, bo jak się np. ciągle mówi dziecku, żeby się same sobą zajęło, bo trzeba się maleństwem zająć, to później te problemy z zazdrością są coraz większe;)
  • awatar Ania: A mi się zdaje ze Oliwia byla za dlugo jedynaczka i teraz bedzie problem z nia...
  • awatar Margaret: Będzie dobrze, na razie jest zazdrosna o niemowlę które tylko je i śpi i wciąż je trzeba nosić. Jak Zuzia pójdzie na nogi, będzie się z nią bawić ile wlezie, zobaczysz :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

blondeangel
 
Blonde Angel: - Przyjeżdżamy popołudniu z Mileną i Oliwką. Przyjdziecie w odwiedziny? - prosił Maks przez telefon i chytrze dodał - Oli się stęskniła.
- Dobra, przyjedziemy. Może być 17?
- Może. Buziaki! - rozłączył się, a ja zaczęłam kombinować, bo nic dla Oliwki nie miałam tym razem. Zapas czekolad - wyżarty. Zabawek null, ostatnio nic jej nie dokupiłam. No nic, mąż mnie poratuje, nie ma wyjścia.
- Paweł, jak będziesz wracał do domu weź kup jajko niespodziankę. - zadzwoniłam do niego - O 17 jesteśmy umówieni z Maksem i Mileną.
- Uff, już myślałem że to jajko dla Ciebie.
- Nie dla mnie, są te Minionki teraz w jajkach, a Ty masz szczęście to może trafisz. Oliwka była ostatnio na tym w kinie więc myślę, że byłaby zadowolona jakby takiego stworka trafiła.
- Ok, kupię. Papa.
~~~`
Gdy o 17 weszliśmy do domu wujka i cioci, Milena nawet nie podniosła się z kanapy. Pomachała nam tylko różowym wachlarzem, którym się schładzała.
- Ledwo żyjesz na te upały? - zapytałam, siadając obok.
- Daj spokój. Spójrz na moje stopy! - zerknęłam i stwierdzenie "o co Ci chodzi" zamarło mi na ustach. Milena miała nogi dwa razy większe niż zwykle.
- Długo tak już masz?
- Od jakiś dwóch tygodni, raz są większe, raz mniejsze. To przez te upały. - poskarżyła się - W domu najchętniej siedzę na kanapie z nogami w chłodnej wodzie. O, i koło wentylatora oczywiście.
- A badania robiłaś?
- Pewnie. Kazali mi tylko nie wychodzić na upał, schładzać się i tyle. Myśleli że to może nerki, ale jest wszystko ok z nimi. Najgorsze jest to że chodzę w klapkach Maksa. Inne na mnie nie wchodzą...
- Trzeba było powiedzieć, ja mam takie luźne klapki, kupiłam je właśnie jak miałam nogę spuchniętą i nic innego mi nie wchodziło. Mogłabym Ci podrzucić.
- A jaki masz rozmiar?
- 38/39.
- No a ja 36 więc jest problem... Zwykle kupuję na dziale dziecinnym a tam jak wiesz, buty są szczuplejsze.
- No niestety... - i w tym momencie zostałam zaatakowana od tyłu przez Oliwkę, która rzuciła się na moje plecy.
- Ciocia Ada, ciocia Ada!
- Moja Oliwka, moja Oliwka! - naśladowałam małą, przytulając się i dając jej całusa - Co tam mała?
- Chodź na plac zabaw! Nikt nie chce ze mną iść!
- OLIWIA! Nigdzie nie pójdziesz! A Ty - bezczelnie wskazał na mnie paluchem - to nawet nie próbuj mnie przekonywać! - okrzyczał nas obie Maks.
- Nie, tym razem przyznam Ci rację. - powiedziałam a brat osłupiał - Oliwka, jest za gorąco. Możemy dostać gorączki i udaru od takiego mocnego słońca, a tutaj plac zabaw nie jest w cieniu.
- Ale ciociu to może później...
- Później porozmawiasz o tym z tatą i Mileną, jeśli się ochłodzi to pewnie Cię puszczą. A teraz zobacz, co mam dla Ciebie. - wyjęłam jajko z torebki - Otwieraj i pokaż, może tam się schował jakiś Minionek? - zachęciłam ją. Po chwili papierek leżał na stole, czekolada w buzi u Oliwki a zabawka... Zabawką okazał się jakiś stworek z pędzlem na głowie, co stał na palecie z farbami. Obok niego była kolorowanka.
- Ciociu tu są farby! I kolorowanka! Ale fajne! - ucieszyła się mała. Chociaż farby były dwie (żółta i niebieska) to malowanka przedstawiała podwodny świat (dwie rybki, wodę, rozgwiazdę) i za pomocą tych dwóch kolorów można było pokolorować wszystko. Oli oczywiście od razu zabrała się do malowanek, więc pół godziny było względnego spokoju :)
Zgadnijcie teraz gdzie wisi na honorowym miejscu kolorowanka, z krzywym napisem "dla kochanej cioci" na odwrocie? U mnie na lodówce :) Niby drobiazg, ale cieszy oko co rano... :)
  • awatar megi94: Te upały już się chyba wszystkich dają we znaki. A Oliwka jest świetna, zawsze jak o niej piszesz, to aż bije ta dziecięca energia:)
  • awatar Blonde Angel: @megi94: Oliwia jest baaardzo żywym dzieckiem. m.in. dlatego zapisali ją do szkoły tańca i na basen, żeby nie rozwaliła całego domu tylko spożytkowała energię gdzieś indziej ;) to też nie jest dziecko które można zostawić same sobie, trzeba kreatywnie coś wymyśleć żeby ją zająć :)
  • awatar Ania: słodka ta mała ale mam wrażenie że ona tak tylko do Ciebie a dla reszty to żywe dziecko które robi masę problemów i bałagan
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

blondeangel
 
Blonde Angel: Mam dla Was kolejną notkę. Jak zwykle, napisana w Wordzie. Chciałam ją tu przekopiować i wstawić. co mi się wyświetla?
BŁĄD DODAWANIA. WYKRYTO SPAM.
Jaki k%$@a spam?! Sama tą notkę pisałam do diabła! :/
~~~~~~~~~~~~~~`
OTO I NOTKA. "SPOSOBEM" (czyt. edycją tej krótkiej informacji powyżej) UDAŁO SIĘ JĄ WSTAWIĆ.
~~~`
- To kiedy macie to wesele? - zapytała ciocia, popijając herbatę.
- Za miesiąc.
- A w co się ubierasz?
- Sama nie wiem. Przeszłam miasto wzdłuż i wszerz, nic mi się nie podoba. - wzruszyłam ramionami. - Zresztą, jak idę do sklepu, to pierwsze co to napadają mnie panie, oglądają jak małpę z każdej strony i się kłócą, czy mam figurę jabłka, klepsydry czy może kolumnę i jaka kiecka będzie pasować. Wkurza mnie to już.
- Bo wiesz, między Bogiem a prawdą ja sama nie wiem jaką Ty masz figurę. - ciocia przyglądała mi się intensywnie - Naprawdę, bardzo trudno ocenić i dobrać coś.
- Dlatego chodzę i mierzę. Widocznie jestem tak unikatowa że nie da się tego objąć w jakieś typy. - zażartowałam.
- Ciociu ciociu. - mała Oliwia stała obok i starała się zwrócić na siebie uwagę. - A mnie to kogoś przypominasz wiesz.
- Tak, a kogo? - zainteresowałam się w duchu się modląc, żeby to nie była jakaś Majka Jeżowska czy Maryla Rodowicz.
- Ostatnio na zajęciach tanecznych ćwiczyliśmy do układu pani Dody. I myśmy ją widzieli wiesz, bo kiedyś przyszła do pana właściciela bo oni się znają i patrzyła na nasz trening przez takie szyby! - powiedziała jednym tchem.
- I co, przypominam Ci panią Dodę?
- Tak! Tylko jesteś wyższa i masz inną głowę. - powiedziała.
- Wiesz co, jak Ci się tak przyglądam, to mała ma trochę racji. - powiedziała ciocia - Tylko jak mówiła Ty jesteś wyższa i to sporo, a przez to masz bardzo długie, zgrabne nogi. No i zdaje się, jesteś ciut szczuplejsza. Ale reszta by się zgadzała.
- Matko nie wiem czy to komplement czy nie! - zaczęłam się śmiać.
- Słuchaj co jak co, mogą o niej mówić wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że ma brzydką figurę. Jest zgrabną babką. Może tylko ma krótkie nogi, ale to akurat nie jej wina. - dodała mama.
- Boję się, że lada moment każecie mi podpatrzeć jakieś jej kreacje i nosić jakieś body czy gorsety jak w ostatnim teledysku...
- Oj nie gadaj, sukienki na wyjścia ma ładne! - wtrąciła się Milena - ostatnio na necie widziałam jej długą sukienkę taką kremową z rozcięciem na nogę, wyglądała cudnie. A taka morelowa z baskinką? To był hit na allegro jak ona ją włożyła!
- Dobra, popatrzę sobie w google. Ale nie liczcie że kupię coś za 3 tysie, bo nie sądzę żeby ta pani pozwalała sobie na kreacje z niższej półki po 150-200 zł, jak my, zwykli zjadacze chleba. - dodałam.
Dobra, przyznaję się bez bicia. w domu odpaliłam google, wpisałam sukienki dody i wyskoczyło mi z pierdyliard fot. Nie wiem, kogo ona ma za stylistę - ale kiecki na wyjścia ma naprawdę ładne, jak mówiła Milena. Można ją lubić, lub nie - ale sprawiedliwość trzeba oddać i figurę również ma całkiem całkiem. Wolę ją 1000 razy od Anji Rubik, która dla mnie jest szkieletem, nie kobietą. Ale czy jest podobna do mojej figury? Trudno mi obiektywnie ocenić, chociaż parę podobieństw by się znalazło. I pomyśleć, że na ten pomysł wpadła ośmiolatka... :)
  • awatar Obywatelka Świata - : A to tutaj co jakiś czas jest standardem. Przekopiowują ją powoli etapami
  • awatar Blonde Angel: @20-kilku letnia Bradshaw: Dodałam notkę do tej informacji o rzekomym spamie ;) wyświetla się?
  • awatar Obywatelka Świata - : Co do figury, ja też nie wiem, jaką mam bo mam szerokie barki duży biust, niby odstający brzuch, ale i nie małą pupę. niby klepsydra, ale mam za długie nogi, no nie ciu ciu do żadnych opisów. :P A ja tak nienawidzę mierzenia. Co do Dody, dobrze powiedziały. No z Oliwii świetna obserwatorka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: - Milena, jak dobrze Cię widzieć! - ucałowałam „bratową”, drugą połówkę Maksa.
- Cześć, ślicznie wyglądasz! - uśmiechała się od ucha do ucha. Uwielbiałam tą dziewczynę, była tak ciepła i biła z niej radość, nie dała się nie lubić, po prostu.
- Noo, ja bym powiedziała że Ty wyglądasz znacznie lepiej. Trzeci miesiąc?
- Dokładnie. - spojrzała zdziwiona – Rentgen w oczach masz?
- Oj nie, wyczuwam kobiety w ciąży na kilometr, możesz być od godziny w ciąży a ja to widzę po Tobie. - uśmiechnęłam się – Nie wiem czemu, może intuicja.
- Ciocia Ada! - przerwała nam rozmowę Oliwka – Ciocia, jak ja Cię kocham dobrze że przyjechałaś! - tuliła się, a mnie się normalnie sama gęba uśmiechała.
- Ja Cię też kochanie, poczekaj zdejmę buty i zaraz w coś pogramy.
- Po obiedzie pogracie! - przerwał nam ryk cioci z kuchni – Oliwka! Miałaś zanosić talerze, a nie męczyć ciocię od wejścia!
- Już idę no, idę... - mruknęła zrezygnowana.
- A mała wie? - zapytałam, wskazując głową na człapiącą Oliwię.
- Wie. Nie przyjęła tego za dobrze.
- Domyślam się, że jej mama też nie.
- A to już nas nie interesuje. Oli się pogodziła z tym i koniec, a Lidka nie musi, to nie jej sprawa. Cześć blondyna. - ucałował mnie Maks.
- Cześć drwalu. - wyszczerzyłam się – Rodzice zaraz dojdą, wstąpili do żabki po coś na kaszel, a Paweł...
- Już jestem, parkowałem. - uchyliły się drzwi i wlazł mój brunet.
Po obiedzie, wpałaszowaniu tryliarda ciast, po prostu ledwo dotoczyłam się do kuchni. Zaraz za mną przydreptała oczywiście Oliwka.
- Ciociu, ciociu, a wiesz co? Ale ta ciocia Milena zgrubła. - siadła i zaczęła „poważną” rozmowę.
- Kochanie, ale dzięki temu że ciocia troszkę utyje będziesz mieć siostrzyczkę albo braciszka. Cieszysz się?
- Nie. Nie lubię dzieci. - skrzywiła się, na co się roześmiałam.
- A nie chcesz być starszą siostrą? - kusiłam – Wiesz, tobie będzie teraz więcej wolno, a temu maluchowi praktycznie nic.
- Serio? - zapytała podejrzliwie.
- Pewnie! Maluch będzie tylko leżał i jadł, a Ty będziesz odpowiedzialna za wiele różnych rzeczy!
- Ciocia ma rację, sama będziesz na przykład chodzić z Lordem na spacer dookoła domu. (Lord to ich pies, szczeniak, ma około 3 miesiące). - powiedział Maks wykorzystując ukochanego psa swojej córki jako kartę przetargową.
- Ojej jak się cieszę! - mała zaczęła skakać dookoła psa i go tulić, a młody skamlał jakby się bał i już widział te spacery z Oli... ;)
  • awatar Zakira Luna: :P
  • awatar Obywatelka Świata - : Już widzę, jak jej się będzie chciało z nim spacerować.
  • awatar Blonde Angel: @20-kilku letnia Bradshaw: jest w nim zakochana, uwierz mi, chodziłaby z nim non stop, w każdą pogodę. Bardziej martwię się o Lorda, bo coś czuję że go zamęczy głaskaniem przytulaniem i miłością :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: - Cześć wujek. - wychrypiałam do słuchawki - Wszystkiego najlepszego! Przepraszam, ale nie przyjdziemy dziś na imieniny. Strasznie kaszlę, nie chcę was zarazić.
- Nie ma sprawy Ada, zdrowiej. - odpowiedział mój chrzestny, ale przerwał mu cienki głosik tuż obok słuchawki:
- Ciocia Ada? Daj mi ciocię Adę! Ja chcę z ciocią rozmawiać! - ton rozkazujący małej Oliwki nie pozostawiał wątpliwości, że w końcu i tak zabierze komórkę od dziadka. - Ciociu! Kiedy przyjdziesz, tak strasznie mi się nudzi! - powiedziała smutnym głosikiem do słuchawki.
- Słoneczko, nie przyjdę dziś. Bardzo kaszlę, chyba będę chora.
- Proooszę ciociu przyjdź! Tak bardzo proszę! Chociaż posiedzimy i pogramy w kółko krzyżyk! No proooszę!
- Oliwia nie męcz cioci, mówi Ci przecież że jest chora. - głos mojego chrzestnego przebijał mi się echem w słuchawce, pewnie stał tuż obok i nasłuchiwał.
- Cicho dziadek, ja teraz rozmawiam! - powiedziała karcąco i znów słodziutkim tonem zwróciła się do mnie - No ciociu, przyjdź, obiecałaś mi ostatnio że zobaczymy się za miesiąc!
- Oliwcia kochanie, chciałabym ale naprawdę jestem zaziębiona.
- Chcieć to móc! niech Cię wujek Paweł przywiezie. Babcia zrobiła ciasto toffi! - sięgnęła po ostateczny argument, cwaniara jedna.
- Zobaczę co da się zrobić. A teraz idź do babci i jej pomóż. Bądź grzeczna, to może przyjadę.
- Jeee, ciocia Ada przyjedzie, ciocia Ada przyjedzie! - usłyszałam oddalający się głos w słuchawce, którą znów podniósł mój chrzestny:
- Naprawdę przyjedziesz?
- Na jakąś godzinę czy dwie spróbuję. No nie umiem jej odmówić, nic na to nie poradzę.
- No tak, w końcu jesteś ulubioną ciocią. To do zobaczenia. - rozłączył się. A nade mną stał zły jak diabli mąż... No cóż, spodziewałam się, uśmiechnęłam się promiennie i przytuliłam, żeby rozładować atmosferę.
- Miałaś nie jechać. Jesteś chora. - powiedział takim głosem, jakby co najmniej w dramacie obyczajowym występował.
- Kochanie, no, nie marudź ubieraj się. Pojedziemy na trochę.
- Ty dla tej małej jesteś w stanie chyba wszystko zrobić, nie? Pogoniłabyś mnie na cztery strony świata jakby mnie nie polubiła.
- No, prawie wszystko. - pocałowałam go - A jakby Cię nie polubiła, czekałaby Cię dłuuga droga z przekupywaniem jej czekoladą... No ale w końcu by Cię skojarzyła z tabliczką Milki i polubiła! - wzruszyłam ramionami i się roześmiałam.
  • awatar Zakira Luna: Fajnie, to pamiętnik czy opowiadanie? :P
  • awatar Blonde Angel: @Zakira Luna: pamiętnik. wszystkie wydarzenia są prawdziwe. postaci również, jedynie imiona mają zmienione.
  • awatar megi94: hahaha skąd ja to znam, takim małym cwaniarom ciężko odmówić, zwłaszcza, że takie kochane są;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: 23grudnia, godzina 21.
W końcu, zmęczona wyszłam z kuchni, wycierając ręce. Wszystko było gotowe: dopiero co ugotowane pierogi stygły na kuchennym blacie, a pokrojona sałatka leżała w wielkiej misce. Byłam, delikatnie mówiąc, zajechana. Ja rozumiem, że przygotowywanie jednej Wigilii to da się przeżyć, ale trzech na raz? TRZECH? Ileż można. To oznacza trzy razy więcej: pierogów, uszek, barszczu, kompotu, sałatki, ciast, pieczonych mięs itp. itd...
No ale cóż. Trzeba było ogarnąć jeszcze swoją skromną osobę - wziąć kąpiel, żeby zmyć z siebie zapach pieczonej szynki i białe palce odbite na rękach od mąki. Z miłym westchnieniem zanurzyłam się w cieplutkiej wodzie pełnej piany, ale wiedziałam - mam tylko z 10 minut takiej przyjemności. Dlaczego? Bo byłam kompletnie "niezrobiona". Nie miałam ogarniętych ani paznokci, ani włosów - no po prostu niczego. Gdy, wreszcie ogarnięta, z suchymi i wreszcie "odmączonymi", czystymi włosami, i z uroczymi wzorkami świątecznymi na pazurkach :D uznałam, że pora już spać, gdy oczy już mi się zamykały podczas suszenia włosów, a zegar pokazywał 23.18.
WIGILIA, 24grudnia a.d.2014
Wigilia? Nie ma taryfy ulgowej, pobudka o 8! O 9 jesteśmy już w drodze, do cioci Haliny, żeby spędzić z nią chociaż taką "mini wigilię". Ciocia jest już w podeszłym wieku i, jak sama twierdzi, "nie ma już sił" żeby jechać te pięćdziesiąt parę kilometrów do nas na święta, chociaż doskonale wie, że my przecież byśmy ją przywieźli i odwieźli. No ale nic. U cioci mini Wigilia zaczęła się od biadolenia pt. "pralka mi się zepsuła!". Ręce nam opadły, bo jak to, DZIŚ się zepsuła? Ano nie dziś, dwa dni temu, ale ciocia ZAPOMNIAŁA zadzwonić... no to dawaj, my z mamą za telefon, dzwonimy, czy będzie jakiś miły pan tak dobry i przyjedzie dziś zerknąć, co z tą pralką... Po jakiś 40 minutach dzwonienia jeden facet bez problemu się zgodził. Przyjechał jakoś około 13, zerknął na pralkę, nastawił dwie rzeczy, trzecią wyczyścił, zainkasował trzy dychy! I życząc Wesołych Świąt, odjechał. Połamaliśmy się opłatkiem, bo niestety, niewiele czasu już nam zostało, zapakowaliśmy cioci smakołyki do lodówki i odjechaliśmy.
Do domu wróciliśmy około 15. Miałam zaledwie pół godziny żeby się ogarnąć, przebrać ze zwykłych ciuchów w coś elegantszego. Nałożyłam szybko granatową sukienkę, do niej dopięłam kołnierzyk i naciągając rajstopy, chwyciłam z kuchni kromkę chleba. O 16 byłam już u teściów, gdzie podzieliliśmy się opłatkiem, wtryniliśmy przepyszny barszcz czerwony z uszkami oraz pierogi, a ja już w tym momencie "odpadłam" jedzeniowo. Paweł doprawił się oczywiście jeszcze rybką i śledziami, ale ja stwierdziłam, że muszę zostawić ciut miejsca na następną wigilię... Po Wigilii - tradycyjnie, prezenty. Od teściów Paweł dostał sweter, ja natomiast fajną maszynkę do depilacji, bo ta, którą miałam, dokonała żywota jakiś miesiąc wcześniej.
O 18, cóż, kolejna Wigilia, trzecia tego dnia. Nadążacie? Bo ja ledwo ledwo. Zdążyliśmy akurat na moment łamania się opłatkiem, bo ruch na drodze był nieprzeciętny. Oczywiście pierwsze co, to rzuciła się na mnie córka Maksa, Oliwia. Mała jest cudowną, śliczną blondynką o czarnych oczach. No i nieskromnie dodam, że jestem jej ulubioną ciocią. Oczywiście głównie dlatego, że jej rodzice rozstali się, gdy miała niecałe dwa latka, a gdy Maks przyjeżdżał z nią do miasta, mała brała mnie chyba za mamę, bo, do byłej żony mojego brata byłam dosyć podobna. Obie jesteśmy średniego wzrostu, szczupłe blondynki. Z tym, że ja mam oczy niebieskie, a mama Oliwki czarne. No ale tak małe dziecko lgnęło do każdego, bo brakowało jej mamy. A mnie jej było tak bardzo szkoda, że jej tą mamę na czas pobytu tutaj zastępowałam.
Po Wigilii, na której wpychali w każdego tony żarcia, (wg tradycji "wszystkiego trzeba spróbować"!), przyszła kolej znów, na prezenty :D Wyobraźcie sobie minę mojego męża, jak rozpakował prezent ode mnie w którym był sweterek... I prezent od moich rodziców, w którym była... bluza! :D Obawiam się, że biedak zapamięta te święta jako "swetrowe" :D Mała Oliwka natomiast była rozczarowana prezentami. Liczyła chyba na jakieś zabawki mimo swoich siedmiu lat, ale niestety, Gwiazdka przyniosła jej jedynie trzy gry edukacyjne, jedną torebkę "do samodzielnego zszycia sznurówką" (mega była, serio!) i jedną książkę. Nie była zbyt pocieszona tym obrotem sprawy, ale gdy zobaczyliśmy jak świetne gry dostała, rozsiedliśmy się z nią na dywanie i zaczęliśmy grać :D
Wigilię kończyłam maksymalnie objedzona, wręcz przejedzona. Skończyło się tak, że gdy na stół wjechało ciasto, nie miałam już miejsca ani na kawałeczek... Czego odżałować nie mogę, bo ciasto toffii cioci Gabi, żony mojego chrzestnego jest najlepsiejsze na świecie.
Do domu turlamy się około 22, gdy jesteśmy tak padnięci, że po prostu nie mamy już siły nawet na siedzenie przy stole, a co dopiero mówić o pasterce. Tymczasem pod choinką w domu czeka paczka oklejona kolorowym papierem...
- To dla Ciebie kochanie. - uśmiecha się mój mąż, a ja nie wiem czy mi się to nie śni. Bo domyślam się, co w tej paczce może się kryć. Żeby sen się nie rozpłynął, siadam szybko na dywanie i rozrywam papier, a moim oczom ukazuje się szare pudełko z logo firmy. Szybko je rozklejam i wyjmuję pięknego, czarnego laptopa; po czym uszczęśliwiona rzucam się Pawłowi na szyję.
  • awatar megi94: Intensywne święta:D ale przygotowywania jedzenia na tyle osób to Ci serdecznie współczuję:D
  • awatar gość: Aż trzy? Jestem pełna podziwu jak to ogarnęłaś ;) ja stałam przy garach od wtorku(gdzie lepiłam pierogi i uszka z pomoca babci) do czwartku wieczora, bo kuzynka 18 robiła w pierwszy dzień świąt ;) padnięta byłam na maksa. Nas na Wigilii bylo 9 dorosłych i 4 dzieci :D
  • awatar gość: to niżej to ja, Klara. Fuck! znowu zapomniałąm się podpisac ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 

Kategorie blogów