Wpisy oznaczone tagiem "One Shot" (9)  

harukoo
 
Harukoo: Yoonmin - Suga i Jimin...
Czy oni nie są słodcy? =^.^=  
tumblr_nzvfj9ZUrH1u6p9ibo1_500.jpg

Jeśli ktoś shipuje ich tak mocno jak ja, to zapraszam na mojego wattpada, gdzie znajdzie krótkiego shota o nich :D
www.wattpad.com/(…)89159926-don%27t-look-at-us-like…

tumblr_inline_o0mf27BjCE1shntrm_540.jpg
 

zakiraluna
 
Kochani!
Stało się już swego rodzaju tradycją, że przy okazji różnych Świąt, zamiast serwować Wam wyświechtane frazesy i życzenia, piszę jakieś krótkie opowiadanie tematyczne, na ogół dość zabawne... tym razem nie mogło być inaczej! Tak więc zapraszam do czytania, a jedynym czego życzę sobie i Wam, to czas i święty spokój- bo to jego najbardziej brakuje! :)
_________________________________________________________
– Ani mi się waż!– matka mocno pacnęła mnie po dłoni, zmierzającej wprost do wielkanocnego koszyczka. Zaczerwieniłem się lekko i w myślach skarciłem za własną bezmyślność. Powinienem był zaczekać, aż pójdzie się malować!
Czekoladowy baranek dumnie wystawiał swój łeb spomiędzy gotowanych jajek, szynki i niewielkiego chleba. To właśnie na niego miałem taką ochotę…
– Zaczekaj mały…– zaśmiał się dziadek i pomarszczoną dłonią pogłaskał mnie po głowie.
– Dziadku, ale ja chcę!– jęknąłem, a matka, wsuwająca do koszyczka coś zielonego zgromiła mnie wzrokiem.
– Spójrz– wskazał na duży, wiszący zegar. Czy on nie wie, że jeszcze nie znam się na zegarku?– Kiedy dłuższa wskazówka będzie w jednej linii z krótszą, będziesz mógł zjeść baranka– zmrużyłem oczy i z nową ciekawością spojrzałem na tarczę. Wskazówki tworzyły teraz niewielki kąt, do tego wcale się nie poruszały… czy on sobie ze mnie żartuje?
– Idę się umalować i zaraz wychodzimy do kościoła– zarządziła mama i pogroziła mi palcem. – Nawet nie próbuj nic wyjadać! Trzeba to najpierw poświęcić.– Kompletnie nie wiedziałem, o co jej chodzi z tym święceniem, ale bałem się zapytać… kiedy tylko zniknęła za drzwiami, łakomie wyciągnąłem dłoń do koszyka.
Zupełnie niespodziewanie, baranek zniknął mi z pola widzenia. Przerażony podniosłem wzrok.
– Twoja mama by mnie zabiła…– dziadek znowu się zaśmiał, trzymając koszyczek na kolanach. Jęknąłem głośno, miałem ochotę się rozpłakać, zaraz jednak poczułem dławiącą złość. Pewnie dziadek sam chce zjeść mojego baranka! Myśli, że jestem głupi? Zeskoczyłem z wysokiego, kuchennego krzesła i z założonymi rękami stanąłem naprzeciwko niego.
– Nie wolno ci zjeść mojego baranka!– zabroniłem zdecydowanie, a dziadek popatrzył na mnie przez chwilę i roześmiał się głośno, jego śmiech grzmiał przez dłuższą chwilę, aż ocierał łzy z jasnych oczu.
– Piotrusiu, w moim wieku, przy mojej ilości zębów, czekolada jest raczej niewskazana…– o co chodzi? Kiedy mówił, dokładnie przyjrzałem się tym trzem zębom, które posiadał. Co było w tym dziwnego? Przecież moje wyglądały zupełnie tak samo…
– Mógłbyś sobie wstawić nowe, gdybyś tylko chciał– matka wyszła z łazienki i przez ułamek sekundy podziwiałem jej nową twarz. Jak ona to robi?
– Lepsze trzy własne, niż wszystkie państwowe…– mruknął w odpowiedzi dziadek i jedną ręką podrapał się za uchem. Natychmiast skorzystałem z okazji i wyrwałem mu koszyczek, z mojego gardła wydobył się okrzyk triumfu, ale okazał się przedwczesny- dziadek w ostatniej chwili chwycił koszyczek za wąską rączkę.
– Piotrek, przestań natychmiast!– wybrzmiała matka, zapinając kolczyki.
Nie miałem zamiaru odpuścić. Mocno szarpnąłem za koszyczek i wtedy stało się coś niespodziewanego: rączka urwała się, a cała zawartość wysypała się na ziemię, odskoczyłem natychmiast i popatrzyłem na pobojowisko.
Skorupki jajek, które tak pięknie ozdobiłem w przedszkolu popękały brzydko, masło utworzyło żółtą breję, sól razem z pieprzem rozsypała się, a baranek… o nie!
Ze łzami w oczach uklęknąłem przy tym, co zostało z mojego czekoladowego baranka. Wziąłem do ręki kawałek, który wyglądał mi na jego głowę i zaniosłem się głośnym płaczem.
– No nie!– krzyknęła matka, łapiąc się za głowę. – Jak ja nie cierpię świąt!

kosz.jpg
 

zakiraluna
 
Coś małego krótkiego, na specjalne życzenie Lisy (za której namową w ogóle zdecydowałam się to wrzucić :) )
_________________________________________________________
– Musisz mi pomóc!– usiłowałam szarpnąć mężczyznę za rękę, ale jak zwykle  moja dłoń ze świstem przecięła jego ciało. Czasem zapominałam, że jestem duchem. Właściwie, zdarzało mi się to całkiem często. Moja śmierć nie była niczym spektakularnym- ot, kolejna stara panna z kotami zeszła na atak serca, w swoim malutkim mieszkaniu w Londynie- szkopuł polegał na tym, że kiedy odłączyłam się od ciała, poczułam bardzo silną potrzebę powrotu do domu, jakiś głos męczył mnie tym nieustannie...
Podróż do Polski to dla ducha nic takiego, ubawiłam się jak nigdy strasząc ludzi śpiących w samolotach, ale dopiero będąc w kraju uświadomiłam sobie, że nie pamiętam adresu swojego domu. Za cholerę nie mogłam go sobie przypomnieć i byłam już bliska samobójstwa (z drugiej strony nawet nie wiedziałam jak mam tego dokonać), kiedy spotkałam tego faceta. Widział mnie! Musiał być czymś w rodzaju medium, ale najwyraźniej zupełnie się tym nie przejmował, bo kiedy do niego mówiłam zlewał mnie koncertowo- O nie koleś!, pomyślałam sobie, trafiłeś na zły typ! Męczyłam go więc codziennie i dziś był tylko kolejny z takich dni.
– Idź sobie!– zdziwiłam się, że w ogóle raczył mi odpowiedzieć, ale od tego momentu wszystko potoczyło się raczej gładko: obiecałam mu że zostawię go w spokoju, kiedy pomoże mi odnaleźć dom w którym kiedyś mieszkałam,choć niechętnie, zgodził się i jakiś czas później (jako duch miałam mały problem z poczuciem czasu- problem był taki, że po prostu go nie miałam) podał mi adres- może i był mało inteligentny, ale żeby próbować wręczyć duchowi zapisaną karteczkę? I to jeszcze różową! Mimo to podziękowałam uprzejmie i zaczęłam szukać.
Udało mi się odnaleźć wskazany adres nad wyraz szybko, z początku nie mogłam uwierzyć, że to tu, ale jakiś głos w mojej głowie szeptał mi: To tu! Wejdź do środka!
To ma być mój dom? Gdybym miała gardło, pewnie teraz by się ścisnęło, pamięć powoli zaczęła mi wracać.
Przekroczyłam bramę i przeszłam na tył, gdzie znajdowało się wejście, wspomnienia ożyły w mojej głowie momentalnie, prawie słyszałam szczekanie naszego psa… wyjechałam w wieku 20 lat, zostawiając tu rodziców i już nigdy nie wróciłam. Nigdy. Nie sądziłam jednak, że mój ukochany niegdyś dom zmieni się w taką ruderę; okna były powybijane, cały zewnętrzny tynk już zniknął, odsłaniając gołe, popękane cegły, w tej chwili cieszyłam się, że jestem duchem, bo gdybym była słabą, ludzką materią, bałabym się choćby otworzyć drzwi, choćby z obawy, że cała kondygnacja zwali mi się na głowę.
Niechętnie przeszłam przez ścianę i znalazłam się w długim, stosunkowo wąskim holu. Odruchowo przyłożyłam dłoń do ust, kiedy stąd wyjeżdżałam, na podłodze leżał ciemny, puchaty dywan… teraz była to jakaś wykładzina, brudna i pełna dziur… Przeleciałam cały korytarz i skręciłam w lewo, nie chciałam oglądać wszystkich pokoi i narażać się na jeszcze większą depresję, interesował mnie tylko jeden pokój: mój własny.
Przeszłam przez na wpół wyżarte drzwi i zamarłam w bezruchu.
Nic się nie zmieniło. Kompletnie nic, z wyjątkiem tego, że szyba była wybita… to samo biurko, ten sam kolor ścian, te same, choć już bardzo zniszczone książki na półkach, ten sam sprzęt grający na podłodze… z jakichś powodów, nie zmienili tu nic. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się nad przyczyną, kiedy moją uwagę przykuła tablica korkowa, która jakimś cudem utrzymała się na ścianie. Zdjęcia , mnóstwo zdjęć, ja, moja rodzina, znajomo, jakieś bilety… jak mogłam być taka głupia, i to wszystko zostawić? I to na rzecz czego? Kotów i tanich puddingów w knajpie?
Wyciągnęłam rękę i moja dłoń przejechała na zdjęciu przedstawiających mnie i obejmujących mnie rodziców. Nawet nie zwróciła uwagi, że nie dotknęłam go naprawdę, po prostu wpatrywałam się w te trzy postacie, zastanawiając się, dlaczego tak marnie pokierowałam swoim życiem…
– Nareszcie wróciłaś– usłyszałam w swojej głowie dwa
doskonale znane mi głosy.
  • awatar Seiti: Idealne miejsce do straszenia. Powinna rozważyć taki stały etacik :D Fajna końcówka, zdecydowanie. :D
  • awatar Seiti: Naszło mnie teraz pytanie: biedne, głodne koty nie zjadły jej zwłok? Wybacz, ale to efekt odmóżdżenia...
  • awatar Lisa Angels: :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

livli5
 

Wyobraź sobie, że stoisz w pokoju bez drzwi. Jedynym wyjściem jest okno, położone tak wysoko nad ziemią iż upadek z tej wysokości, jeśli sprzyjałoby ci szczęście, groziłby natychmiastową śmiercią. Ach, ale nie bój się, gdyż w tej chwili bezpiecznie siedzisz w pokoju, w swoim ulubionym fotelu, popijając gorącą czekoladę. Nic ci nie grozi, spokój ogarnia twój umysł, a ty wiesz, że pomimo braku wyjścia, niczego ci nie brakuje. W końcu masz mnie. Ja zadbam, by twe serce nigdy nie było smutne, czy nieszczęśliwe. Pomimo, że nie możesz mnie dostrzec, uważnie cię obserwuję. Rozmawiam z tobą, gdy zabraknie ci towarzystwa, utulam śpiewem do snu gdy nie możesz usnąć.
Więc czemu nie chcesz obdarować mnie uśmiechem? Dlaczego siedzisz w bezruchu, a twe oczy są puste? Ach no tak… nie przejmuj się, dla mnie najważniejsze jest to, że nareszcie możemy być razem… razem na wieczność. Czyż to nie jest spełnienie marzeń? Dla mnie nie musisz nic mówić, nie musisz jeść, oddychać, wystarczy mi, że wreszcie nie czujesz bólu i jesteś szczęśliwy… w końcu obiecałeś mi, że będziesz mój, gdy spełnię jedno twoje życzenie.
Jedna  kropla trucizny w twoim napoju uczyniła nas oboje najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Ja mogę zostać z tobą na zawsze, a ty… wreszcie stałeś się wolny.
Godziny dłużą się w miesiące, a dni w lata, czas już dawno zgubił mnie gdzieś po drodze. Nie zostało mi już nic. Marzenie rozsypało się w pył wraz z twym ciałem. Opuściłeś mnie mimo obietnicy. Wieża bez wyjścia, która od wieków była mi domem, stała się po twoim odejściu więzieniem rozpaczy… Skoro świat o mnie zapomniał… Skoro ty o mnie zapomniałeś, to czy mam obowiązek trwać tu dalej?
Odpowiedź jest prosta… skoro ty możesz być wolny i latać w przestworzach, to czemu ja miałabym tu trwać bez ciebie. Podchodzę do okna i upajam się plączącym się w moich włosach wiatrem.  Wyczekuj naszego spotkania, gdyż nie ważne gdzie teraz jesteś… odnajdę cię, choćby na końcu świata.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

neriel99
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

neriel99
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

shitami
 
Tak mi się nudzi, to konto powstało głównie po to by szukać jakiś blogów z fanfickami i móc je skomentować, ale chyba od czasu do czasu wstawię tu coś swojego ;)
Dlatego pod natchnieniem chwili przyszło mi coś takiego(ma równo 1 stronę w wordzie czcionką 13,5 Times new roman):

Ta złość kłębiła się gdzieś wewnątrz mnie, a upływające sekundy odliczały czas do mojego wybuchu. Dzisiejszy dzień zdecydowanie zaliczał się do tych z kategorii "Do dupy", przegrałam w sądzie... ja, która nigdy nie przegrywa! Ja, która nigdy nie daje za wygraną! Mimo to jakiś dupek wykorzystał mój uprzednio już posrany dzień i poniżył totalnie w czymś, gdzie pokonanie mnie zazwyczaj graniczyło z cudem. Opanuj się... mówiłam do siebie w myślach, ale zgromadzony gniew rozrywał moje wnętrzności.
-Idę-Zakomunikowałam i opuściłam budynek, kierunek strzelnica... tak zakładałam, ale w połowie drogi złapał mnie on... Zatrzymałam się centralnie przed nim, a on swoją umięśnioną sylwetką zagrodził przejście.
-Jest sprawa-Powiedział, opierając lewę ramię o ścianę kamienicy.
-Bezpośredni jak zwykle, co masz?-Starałam nie pokazywać prawdziwych uczuć kotłujących się gdzieś w środku mnie, założyłam kolejną maskę i starałam się zgrywać pewną siebie. Z drugiej strony już nie mogłam się doczekać. Sprawa specjalna, bo tylko z takimi się do mnie zwracano, jednak strzelnica nie będzie mi już potrzebna...
-Rodzina Karamoui...(zgodnie z zasadami języka jap. czyt się Karamooi)-nie ciągnął dalej, gdyż doskonale wiedziałam o kogo chodzi
-Te parszywe świnie?-Parsknęłam śmiechem.-Może ten dzień nie jest taki zły.-Wyprostowałam się i ruszyłam na prawo, omijając bruneta. Przystanęłam jeszcze na chwilę i szepnęłam.-Za 10 minut będę na skrzyżowaniu Royal place i Stream way-Po czym straciłam go z oczu, a sama skręciłam w jedną z mrocznych alejek.
Szary,podniszczony budynek nie był moją stałą miejscówką. Bywałam tam rzadko i najczęściej tylko w pilnych sytuacjach, ta należała właśnie do takich. Nie będę się wypowiadać na temat tej rodziny bo wzbudza we mnie najgorsze wspomnienia z czasów wczesnej młodości i jeszcze prędzej. Wreszcie, po prawie pół roku wysyłania formularzy otrzymaliśmy zgodę na usunięcie tych robali, zatruwających tylko nasz świat, bezużytecznych szkodników... Ja i moja specjalna drużyna, zajmujemy się tylko najtrudniejszymi z przypadków, a ten był poważny.
Mówią wam coś słowa asasyn czy ninja? Tak, jestem czymś podobnym, jestem skrytobójcą... ale bynajmniej nie takim zwykłym. Działamy w spółce Hangshout city,mającej na celu stworzyć naszą własną utopię, miejsce gdzie wszyscy będą szczęśliwi bezpieczni, mogący żyć z swoimi racjami i nie wstydzić się ich.
Byłam gotowa, mój strój.... czarny, obcisłe aczkolwiek elastyczne leginsy, czarna koszulka i skórzana kurtka prezentowały się świetnie. Buty, które nie pasowały idealnie do reszty, dodawały tej stylizacji mojego pazura. Włosy spięte, przylegały ściśle do głowy tak, by ani jeden kosmyk przypadkiem nie opuścił swojego miejsca. Na koniec maska, przypominająca bardziej kominiarkę. Widać mi było tylko jedno oko, moje bezbłędne oko, na którym zawsze mogłam polegać. Tym razem soczewka była fioletowa, dzięki zmianie barwy oczu, przeciwnicy nie byli w stanie mnie określić. Włosy też były zasłonięte w tym właśnie celu, jedynym kolorem różnym od czerni był odcień mojej skóry i krwisto czerwona szminka. Dlatego nic dziwnego, iż nazywali mnie..
Madame Black!- Zawołali pachołkowie (pomocnicy, niższy szczebel) i podbiegli do mnie, zaczynając wypytywać o mało istotne szczegóły.



6.jpeg

Oto mój wizerunek, Vocaloid IA
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

abvdf
 
Rita jest sekretarką Sakir'a która na samym początku udaję że wychodzi za mąż żeby uszczęśliwić siostrę..wtedy Sakir wpada na pewien pomysł..

*Na początku nie rozumiałam o co chodzi i mnie nudziło ale później...POLECAM*

Sanssdqc-titre-1.jpg
 

 

Kategorie blogów