Wpisy oznaczone tagiem "One shot" (9)  

harukoo
 
Harukoo: Yoonmin - Suga i Jimin...
Czy oni nie są słodcy? =^.^=  
tumblr_nzvfj9ZUrH1u6p9ibo1_500.jpg

Jeśli ktoś shipuje ich tak mocno jak ja, to zapraszam na mojego wattpada, gdzie znajdzie krótkiego shota o nich :D
www.wattpad.com/(…)89159926-don%27t-look-at-us-like…

tumblr_inline_o0mf27BjCE1shntrm_540.jpg
 

zakiraluna
 
Kochani!
Stało się już swego rodzaju tradycją, że przy okazji różnych Świąt, zamiast serwować Wam wyświechtane frazesy i życzenia, piszę jakieś krótkie opowiadanie tematyczne, na ogół dość zabawne... tym razem nie mogło być inaczej! Tak więc zapraszam do czytania, a jedynym czego życzę sobie i Wam, to czas i święty spokój- bo to jego najbardziej brakuje! :)
_________________________________________________________
– Ani mi się waż!– matka mocno pacnęła mnie po dłoni, zmierzającej wprost do wielkanocnego koszyczka. Zaczerwieniłem się lekko i w myślach skarciłem za własną bezmyślność. Powinienem był zaczekać, aż pójdzie się malować!
Czekoladowy baranek dumnie wystawiał swój łeb spomiędzy gotowanych jajek, szynki i niewielkiego chleba. To właśnie na niego miałem taką ochotę…
– Zaczekaj mały…– zaśmiał się dziadek i pomarszczoną dłonią pogłaskał mnie po głowie.
– Dziadku, ale ja chcę!– jęknąłem, a matka, wsuwająca do koszyczka coś zielonego zgromiła mnie wzrokiem.
– Spójrz– wskazał na duży, wiszący zegar. Czy on nie wie, że jeszcze nie znam się na zegarku?– Kiedy dłuższa wskazówka będzie w jednej linii z krótszą, będziesz mógł zjeść baranka– zmrużyłem oczy i z nową ciekawością spojrzałem na tarczę. Wskazówki tworzyły teraz niewielki kąt, do tego wcale się nie poruszały… czy on sobie ze mnie żartuje?
– Idę się umalować i zaraz wychodzimy do kościoła– zarządziła mama i pogroziła mi palcem. – Nawet nie próbuj nic wyjadać! Trzeba to najpierw poświęcić.– Kompletnie nie wiedziałem, o co jej chodzi z tym święceniem, ale bałem się zapytać… kiedy tylko zniknęła za drzwiami, łakomie wyciągnąłem dłoń do koszyka.
Zupełnie niespodziewanie, baranek zniknął mi z pola widzenia. Przerażony podniosłem wzrok.
– Twoja mama by mnie zabiła…– dziadek znowu się zaśmiał, trzymając koszyczek na kolanach. Jęknąłem głośno, miałem ochotę się rozpłakać, zaraz jednak poczułem dławiącą złość. Pewnie dziadek sam chce zjeść mojego baranka! Myśli, że jestem głupi? Zeskoczyłem z wysokiego, kuchennego krzesła i z założonymi rękami stanąłem naprzeciwko niego.
– Nie wolno ci zjeść mojego baranka!– zabroniłem zdecydowanie, a dziadek popatrzył na mnie przez chwilę i roześmiał się głośno, jego śmiech grzmiał przez dłuższą chwilę, aż ocierał łzy z jasnych oczu.
– Piotrusiu, w moim wieku, przy mojej ilości zębów, czekolada jest raczej niewskazana…– o co chodzi? Kiedy mówił, dokładnie przyjrzałem się tym trzem zębom, które posiadał. Co było w tym dziwnego? Przecież moje wyglądały zupełnie tak samo…
– Mógłbyś sobie wstawić nowe, gdybyś tylko chciał– matka wyszła z łazienki i przez ułamek sekundy podziwiałem jej nową twarz. Jak ona to robi?
– Lepsze trzy własne, niż wszystkie państwowe…– mruknął w odpowiedzi dziadek i jedną ręką podrapał się za uchem. Natychmiast skorzystałem z okazji i wyrwałem mu koszyczek, z mojego gardła wydobył się okrzyk triumfu, ale okazał się przedwczesny- dziadek w ostatniej chwili chwycił koszyczek za wąską rączkę.
– Piotrek, przestań natychmiast!– wybrzmiała matka, zapinając kolczyki.
Nie miałem zamiaru odpuścić. Mocno szarpnąłem za koszyczek i wtedy stało się coś niespodziewanego: rączka urwała się, a cała zawartość wysypała się na ziemię, odskoczyłem natychmiast i popatrzyłem na pobojowisko.
Skorupki jajek, które tak pięknie ozdobiłem w przedszkolu popękały brzydko, masło utworzyło żółtą breję, sól razem z pieprzem rozsypała się, a baranek… o nie!
Ze łzami w oczach uklęknąłem przy tym, co zostało z mojego czekoladowego baranka. Wziąłem do ręki kawałek, który wyglądał mi na jego głowę i zaniosłem się głośnym płaczem.
– No nie!– krzyknęła matka, łapiąc się za głowę. – Jak ja nie cierpię świąt!

kosz.jpg
 

zakiraluna
 
Coś małego krótkiego, na specjalne życzenie Lisy (za której namową w ogóle zdecydowałam się to wrzucić :) )
_________________________________________________________
– Musisz mi pomóc!– usiłowałam szarpnąć mężczyznę za rękę, ale jak zwykle  moja dłoń ze świstem przecięła jego ciało. Czasem zapominałam, że jestem duchem. Właściwie, zdarzało mi się to całkiem często. Moja śmierć nie była niczym spektakularnym- ot, kolejna stara panna z kotami zeszła na atak serca, w swoim malutkim mieszkaniu w Londynie- szkopuł polegał na tym, że kiedy odłączyłam się od ciała, poczułam bardzo silną potrzebę powrotu do domu, jakiś głos męczył mnie tym nieustannie...
Podróż do Polski to dla ducha nic takiego, ubawiłam się jak nigdy strasząc ludzi śpiących w samolotach, ale dopiero będąc w kraju uświadomiłam sobie, że nie pamiętam adresu swojego domu. Za cholerę nie mogłam go sobie przypomnieć i byłam już bliska samobójstwa (z drugiej strony nawet nie wiedziałam jak mam tego dokonać), kiedy spotkałam tego faceta. Widział mnie! Musiał być czymś w rodzaju medium, ale najwyraźniej zupełnie się tym nie przejmował, bo kiedy do niego mówiłam zlewał mnie koncertowo- O nie koleś!, pomyślałam sobie, trafiłeś na zły typ! Męczyłam go więc codziennie i dziś był tylko kolejny z takich dni.
– Idź sobie!– zdziwiłam się, że w ogóle raczył mi odpowiedzieć, ale od tego momentu wszystko potoczyło się raczej gładko: obiecałam mu że zostawię go w spokoju, kiedy pomoże mi odnaleźć dom w którym kiedyś mieszkałam,choć niechętnie, zgodził się i jakiś czas później (jako duch miałam mały problem z poczuciem czasu- problem był taki, że po prostu go nie miałam) podał mi adres- może i był mało inteligentny, ale żeby próbować wręczyć duchowi zapisaną karteczkę? I to jeszcze różową! Mimo to podziękowałam uprzejmie i zaczęłam szukać.
Udało mi się odnaleźć wskazany adres nad wyraz szybko, z początku nie mogłam uwierzyć, że to tu, ale jakiś głos w mojej głowie szeptał mi: To tu! Wejdź do środka!
To ma być mój dom? Gdybym miała gardło, pewnie teraz by się ścisnęło, pamięć powoli zaczęła mi wracać.
Przekroczyłam bramę i przeszłam na tył, gdzie znajdowało się wejście, wspomnienia ożyły w mojej głowie momentalnie, prawie słyszałam szczekanie naszego psa… wyjechałam w wieku 20 lat, zostawiając tu rodziców i już nigdy nie wróciłam. Nigdy. Nie sądziłam jednak, że mój ukochany niegdyś dom zmieni się w taką ruderę; okna były powybijane, cały zewnętrzny tynk już zniknął, odsłaniając gołe, popękane cegły, w tej chwili cieszyłam się, że jestem duchem, bo gdybym była słabą, ludzką materią, bałabym się choćby otworzyć drzwi, choćby z obawy, że cała kondygnacja zwali mi się na głowę.
Niechętnie przeszłam przez ścianę i znalazłam się w długim, stosunkowo wąskim holu. Odruchowo przyłożyłam dłoń do ust, kiedy stąd wyjeżdżałam, na podłodze leżał ciemny, puchaty dywan… teraz była to jakaś wykładzina, brudna i pełna dziur… Przeleciałam cały korytarz i skręciłam w lewo, nie chciałam oglądać wszystkich pokoi i narażać się na jeszcze większą depresję, interesował mnie tylko jeden pokój: mój własny.
Przeszłam przez na wpół wyżarte drzwi i zamarłam w bezruchu.
Nic się nie zmieniło. Kompletnie nic, z wyjątkiem tego, że szyba była wybita… to samo biurko, ten sam kolor ścian, te same, choć już bardzo zniszczone książki na półkach, ten sam sprzęt grający na podłodze… z jakichś powodów, nie zmienili tu nic. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się nad przyczyną, kiedy moją uwagę przykuła tablica korkowa, która jakimś cudem utrzymała się na ścianie. Zdjęcia , mnóstwo zdjęć, ja, moja rodzina, znajomo, jakieś bilety… jak mogłam być taka głupia, i to wszystko zostawić? I to na rzecz czego? Kotów i tanich puddingów w knajpie?
Wyciągnęłam rękę i moja dłoń przejechała na zdjęciu przedstawiających mnie i obejmujących mnie rodziców. Nawet nie zwróciła uwagi, że nie dotknęłam go naprawdę, po prostu wpatrywałam się w te trzy postacie, zastanawiając się, dlaczego tak marnie pokierowałam swoim życiem…
– Nareszcie wróciłaś– usłyszałam w swojej głowie dwa
doskonale znane mi głosy.
  • awatar Seiti: Idealne miejsce do straszenia. Powinna rozważyć taki stały etacik :D Fajna końcówka, zdecydowanie. :D
  • awatar Seiti: Naszło mnie teraz pytanie: biedne, głodne koty nie zjadły jej zwłok? Wybacz, ale to efekt odmóżdżenia...
  • awatar Lisa Angels: :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

livli5
 

Wyobraź sobie, że stoisz w pokoju bez drzwi. Jedynym wyjściem jest okno, położone tak wysoko nad ziemią iż upadek z tej wysokości, jeśli sprzyjałoby ci szczęście, groziłby natychmiastową śmiercią. Ach, ale nie bój się, gdyż w tej chwili bezpiecznie siedzisz w pokoju, w swoim ulubionym fotelu, popijając gorącą czekoladę. Nic ci nie grozi, spokój ogarnia twój umysł, a ty wiesz, że pomimo braku wyjścia, niczego ci nie brakuje. W końcu masz mnie. Ja zadbam, by twe serce nigdy nie było smutne, czy nieszczęśliwe. Pomimo, że nie możesz mnie dostrzec, uważnie cię obserwuję. Rozmawiam z tobą, gdy zabraknie ci towarzystwa, utulam śpiewem do snu gdy nie możesz usnąć.
Więc czemu nie chcesz obdarować mnie uśmiechem? Dlaczego siedzisz w bezruchu, a twe oczy są puste? Ach no tak… nie przejmuj się, dla mnie najważniejsze jest to, że nareszcie możemy być razem… razem na wieczność. Czyż to nie jest spełnienie marzeń? Dla mnie nie musisz nic mówić, nie musisz jeść, oddychać, wystarczy mi, że wreszcie nie czujesz bólu i jesteś szczęśliwy… w końcu obiecałeś mi, że będziesz mój, gdy spełnię jedno twoje życzenie.
Jedna  kropla trucizny w twoim napoju uczyniła nas oboje najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Ja mogę zostać z tobą na zawsze, a ty… wreszcie stałeś się wolny.
Godziny dłużą się w miesiące, a dni w lata, czas już dawno zgubił mnie gdzieś po drodze. Nie zostało mi już nic. Marzenie rozsypało się w pył wraz z twym ciałem. Opuściłeś mnie mimo obietnicy. Wieża bez wyjścia, która od wieków była mi domem, stała się po twoim odejściu więzieniem rozpaczy… Skoro świat o mnie zapomniał… Skoro ty o mnie zapomniałeś, to czy mam obowiązek trwać tu dalej?
Odpowiedź jest prosta… skoro ty możesz być wolny i latać w przestworzach, to czemu ja miałabym tu trwać bez ciebie. Podchodzę do okna i upajam się plączącym się w moich włosach wiatrem.  Wyczekuj naszego spotkania, gdyż nie ważne gdzie teraz jesteś… odnajdę cię, choćby na końcu świata.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

neriel99
 
Dziś Walentego i bla bla bla - każdy wie, jak oklepane są te wszystkie regułki związane ze świętami; mówić o nich nie będziemy.
Wszędzie niemal widać gdzieś serduszka. To niemal prześladowanie ludzi na siłę. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. T^T

A, no tak. Dla mnie to dziwne, bo ich nie obchodzę. Aha! To dlatego! xD Za tydzień powinnam zjeść coś czarnego, tylko nie wiem co... Wiecie, chodzi o to, że osoby, które, mniej więcej, nie obchodzą Walentynek, tydzień po nim świętują i jedzą jakąś zupkę czy coś tam, coś tam. Oczywiście to wszystko dzieje się w Japonii, ale dokładnych informacji nie wiem.

No ale mieliśmy nie mówić o Walentynkach...

Okej. Muszę pomówić. xDD
Zaraz. Przypomniał mi się zombie z jednego filmu, hahaha xD

Internet tak mi cholernie nawala, że ja pierdolę kurwa mać!!
E, a no tak. Jak mam słabe łączę, staję się prawdziwą, przeklinającą ja. xD

Dobra, uszy wam powiędną. A naprawdę mogą przy mojej wiązance, jak się rozkręcę. T^T

Wczoraj akurat zetknęłam się na starego bloga z opowiadaniami Shizaya. ;3 ;3 ;3
I akurat był tam one-shot związany z Walentynkami. Był idealnie wyważony. ;3 Postacie świetnie przedstawione, a te przeżycia są po prostu w dychę! ;D

shizaya-opowiadania-yaoi.blogspot.com

Wszystko znajdziecie w spisu treści. ;**


Cholera, głowa mnie zaczęła boleć. To przez nią wstawiam ten chory wpis. I słabe łącze. Hahaha, weźcie mnie do psychiatryka, wariuję. T^T
To przez łącze...

Ale się powtarzam.

Dobra, nie pogarszam sprawy, kończę ten wpis.

x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3x3

No co? Walentynki przecie! xD Potop prześladujących serduszek i różyczek musi być!
 

neriel99
 
Deszcz lał tak, że wydawało się, że nigdy nie przestanie. Było zimno od rzęsistych kropel, które rozsiewały wokół chłód.

Pewna dziewczyna szła pospiesznie na przystanek autobusowy. Trzymała ręce w płaszczu i rozmyślała. Przywitała się z osobami, z którymi czekała na autobus.

Głosy młodszych od niej sąsiadów były zagłuszone, jakby oddalone. Docierały do nastolatki z opóźnieniem, albo wcale nie dochodziły. Nagle dziewczyna otrząsnęła się i zorientowała, że młodzi się śmieją, ale nie miała pojęcia z czego. Nawet nie rozmawiała tak dużo z jedną koleżanką, co zwykle robiła, czekając na przystanku. Rozmowa po prostu się nie kleiła. Deszcz skutecznie ją rozpraszał.

A może to dlatego, że rozmawiała z kimś innym...?

Gdy dziewczyna się obudziła, zobaczyła ją - siedzącą przy niej rówieśniczkę ubraną w całości na czarno, która miała przerażającą, grobową minę. Wyglądała jak Romka; miała ciemne oczy jak bezdenną studnię, długie do pasa, proste, kruczoczarne włosy w grzywką na prosto, a ciemna karnacja dodawała jej tajemniczości.

Nieznajoma natychmiast doskoczyła i zasłoniła ledwie wybudzonej usta, by ta nie mogła krzyczeć. Z resztą, ze strachu i tak by chyba tego nie zrobiła... tym bardziej byłoby to głupie ze względu na to, że jej Szef rozkazał jej, aby wybrała jakiegoś śmiertelnika i z nim porozmawiała; to była coroczna, obowiązkowa, jesienna tradycja Wartości i najważniejszych Przymiot. Nieważne, czy miały one jakiś cel, pomóc komuś, czy po prostu chciały wypełnić swoją powinność. Po prostu musiały wypełnić ten obowiązek.

Romka miała bezwzględne spojrzenie i lodowate dłonie. Nastolatka była przerażona. Myślała o najgorszym, drżąc żałośnie. Oczy zeszkliły jej się. Na nic było miotanie się. Szybko ją zablokowała. Była silniejsza od niej. Przez chwilę wydawało jej się, że ta "bezdenna studnia" nie była wcale czarna, lecz fioletowa.

"Słyszałam, że osoby o zimnych rękach nie są przez nikogo kochane..." - pomyślała i zaraz zachciało jej się śmiać z nadmiaru adrenaliny i lęku.

- Twój krzyk jest bezcelowy. - po tych słowach serce nastolatki mocniej zabiło. - Uspokój się. - słuchała Romki, która mówiła nie znoszącym sprzeciwu głosem. Przybliżyła się nieznacznie. Jej wyraz twarzy znacznie się zmienił. Nie była już nieustępliwa. - Wiesz, że jak teraz się zerwiesz i będziesz wrzeszczeć wniebogłosy, to będą Cię uważać za wariatkę? - spytała z aroganckim rozbawieniem, co nie spodobało się dziewczynie. - Tylko Ty mnie widzisz, słyszysz i czujesz. Nikt poza Tobą. Od Ciebie zależy, czy mnie posłuchasz i nie będziesz krzyczeć. Mnie to nie obchodzi. - powoli oddalała swą dłoń z lekkim wahaniem, na wypadek gdyby jednak nie była posłuszna.

A jednak, była.

- Jak Ci na imię? - spytała, nadal niemal leżąc na biednej, sparaliżowanej ze strachu dziewczynie, której kłębiło się wiele myśli na temat obcej.
- Zoe.

Romka wyciągnęła dłoń tak zimną, jak u trupa. Nastolatka uścisnęła ją zszkowana bez wahania, lecz bez żadnego zaufania.
- Prawda. - Zoe spojrzała na nią niepojętym wzrokiem. Tamta uśmiechnęła się i opowiedziała powód jej przybycia, kiedy młoda szykowała się na wyjście z domu na przystanek autobusowy...

- Więc... jak tam jest? - spytała z mała obawą, że Prawdzie nie spodoba się jej ciekawość.
- Podobnie jak tu, na Ziemi. No, może troszkę inaczej. Wartości spotykają się na konferencjach i rozmawiamy o pogodzie... Żyjemy tak jak ludzie. Bawimy się, przyjaźnimy, pracujemy...

Złotowłosa Zoe, która wyglądała jak Skandynawka (ale nią nie była), uważnie słuchała. Miała taką samą fryzurę, co Prawda, tylko ona miała falowane włosy koloru blond, a Prawda proste i brunatne. Ich oczy też ze sobą kontrastowały - niebieskie z ciemnobrązowymi. Można też tak powiedzieć o ich karnacji.

Prawda rozmawiała o niezobowiązujących tematach z Zoe, którą się zafascynowała. Gdy się ją o coś zapytano, mówiła prosto ze swojego serca, szczerze i w dodatku konkretnie.

Wkrótce dzień minął, Prawda wypełniła obowiązek, lecz nadal podążała za Zoe. Przywiązała się do niej. Prawda pomimo Wartości, jaką przedstawiała, była impulsywna, szalona i porywcza. Zoe była jej przeciwieństwem, lecz bardzo polubiła tę jej różnicę.

Zoe widziała Prawdę w każdym odbiciu lustra, szyby, nawet kałuży, zawsze jej towarzyszyła. Najwięcej rozmawiały w pokoju Zoe, po szkole. Prawda nie zawsze miała czas przebywać z nią w szkole. Stały się prawdziwymi przyjaciółkami. Prawda przypominała znajomej, jeżeli czegoś zapominała, a nastolatka pomagała i doradzała "Romce" w problemach podczas konferencji i nie tylko... i tak na odwrót...

- Teraz Twoja kolej! Kto Ci się podoba? - zapytała się Adeli (bo takie było prawdziwe imię Prawdy) Obie siedziały na łóżku Zoe.

Adela stała się pogodniejsza i łagodniejsza, odkąd zyskała przyjaciółkę. Niemal codziennie ją odwiedzała po zebraniach Przymiotów. Stała się bardziej dziewczęca, przestawała być chłopczycą. Nikt z dziewczyn się z nią wcześniej nie przyjaźnił, a teraz mogła się komuś zwierzać! Trochę onieśmielona, zarumieniła się i przycisnęła poduszkę do piersi. Poruszyła się nerwowo, ale milczała, delikatnie uśmiechnięta.
- Ooo rany! Wpadłaś po uszy! No kto to, kto to? Jak wygląda?  - pytała się podniecona i zniecierpliwiona Zoe.
- Aaa taki jeden... jest dla mnie nawet miły i w ogóle... rozmawiamy czasami ze sobą... ale bywa często okrutny dla ludzi. Mało co cię uśmiecha. Ma obojętny, przeszywający wzrok. Jest cyniczny, co mi się nie podoba, ale chwilami jest taki... inny, co mi się cholernie podoba. - nieśmiało mówiła. - Jest wysoki, przystojny, ma falowane, dłuższe blond włosy, jak się czasami widzi Francuzów - wymownie poruszyła zabawnie brwiami, na co Zoe zaśmiała się - no i niebieskie oczy jak u anioła... - rozmarzyła się, robiąc maślane oczy.
- Właściwie... - zmierzyła dziewczynę wzrokiem - wyglądasz jak jego siostra...
- A kim jest?

Milczała.
- To Los. - powiedziała jednym słowem, Zoe zamarła.
- Ojej... - trochę się zmieszała, tym bardziej pod wymownym spojrzeniem Adele. "Lubi nieszczęście innych, tak...?" - wyczytała z jej oczów.
- No cóż... jeżeli miałabym Ci pomóc, to musiałabym dowiedzieć się czegoś więcej...

Adele przytuliła Zoe, szeroko się uśmiechając.
- Jesteś najwspanialszym człowiekiem pod słońcem. Dziękuję~
Dla blondynki sytuacja była trochę niekomfortowa, ale starała się to ukryć. Nie była przyzwyczajona do takich wylewów emocji.

Ręce Prawdy były od jakiegoś czasu bardzo ciepłe i serdeczne.

- Wiesz... tak sobie myślę... Prawda jest przez każdego inaczej rozumiana i istnieje kilka jej wersji... - niebieskooka rzuciła któregoś wieczoru z innej beczki.

Romka wsparta na prostych łokciach oglądała księżyc w pełni i gwiazdy, które mrugały do niej zalotnie.

- Chyba masz rację... - powiedziała cicho czarnowłosa, obserwując spadającą gwiazdę na rozgwieżdżonym niebie.
- O spójrz! Spadła! - wskazała palcem.

Zoe zerwała się.
- Eeech, nie zdążyłam. - jęknęła zrezygnowana.
- Och, szkoda...

Zoe uśmiechnęła się tajemniczo.
- Jak stoją sprawy z Losem? - teraz przerodził się w zuchwały.
Adele natychmiast się zaczerwieniła.
- Ech?! Czemu tak nagle...?!
- Eee - szturchnęła ją zadziornie łokciem. - musiało się coś stać, co nie? Za ten czas poznałam trochę Prawdę...

Czarnowłosa zaśmiała się.
- Nic przed Tobą nie ukryję. Jest coraz lepiej. Na przykład, jutro mam randkę...
- I teraz mi o tym mówisz?! - zbulwersowała się nieszkodliwie, bardziej z podniecenia. - Co zakładasz? Musisz się tak odstrzelić, żeby mu gały wyszły z orbit! - zatarła ręce, paląc się do pomocy. Prawda chichotała, dziękując w duchu, że wybrała właśnie ją rok temu.

- Och! Nigdy Ci o tym nie powiedziałam! - sama Prawda się zdziwiła.
- Co takiego? - zaciekawiła się Zoe.
- No to, dlaczego akurat przyszłam do Ciebie... - spojrzała wymownie na przyjaciółkę.
- No...?
- Dzień wcześniej od pierwszego spotkania słuchałaś piosenki... tak bardzo przykuła moją uwagę, że po prostu musiałam...
- Acha... ale o jakiej piosence mówisz? Nie pamiętam...

Adele zadziornie przejechała Zoe po nosie.
- Dzięki mnie stałaś się mniej gorzka! - powiedziała z dumą.
- Jak pysznie... - mruknęła ironicznie, z czego się zaśmiały.

- Na pewno pamiętasz... - wróciła do tematu wiedząc, że Zoe nie da jej spokoju.

"Czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodkość w nas"*


~oOo~~~oOo~~~oOo~~~oOo~~~oOo~~~oOo~
Yay! Napisałam to OS, ale troszkę go zmieniłam. xD

*Jest to fragment piosenki Comy pt. Leszek Żukowski. (jedna z najlepszych piosenek Comy, od razu wpadła mi w ucho. "pomaga przetrwać", jak to ktoś powiedział ;))


szczera-prawda.jpg
  • awatar Ancykcyk ;): WOW. Świety. Bohaterki są super i bardzo podobają mi się takie lekkie jakby sentencje, rozważania tak po prostu wtrącone w np. dialog jak to o losie. Także tego, czekam na więcej ! :)
  • awatar She's a whiskey in a teacup: @Ancykcyk ;): Nie mów tak! *pąs* To wyszło mi do bani! Ale... może zrobię z tego kontynuację... xD Jak będę umierać z nudów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

shitami
 
Tak mi się nudzi, to konto powstało głównie po to by szukać jakiś blogów z fanfickami i móc je skomentować, ale chyba od czasu do czasu wstawię tu coś swojego ;)
Dlatego pod natchnieniem chwili przyszło mi coś takiego(ma równo 1 stronę w wordzie czcionką 13,5 Times new roman):

Ta złość kłębiła się gdzieś wewnątrz mnie, a upływające sekundy odliczały czas do mojego wybuchu. Dzisiejszy dzień zdecydowanie zaliczał się do tych z kategorii "Do dupy", przegrałam w sądzie... ja, która nigdy nie przegrywa! Ja, która nigdy nie daje za wygraną! Mimo to jakiś dupek wykorzystał mój uprzednio już posrany dzień i poniżył totalnie w czymś, gdzie pokonanie mnie zazwyczaj graniczyło z cudem. Opanuj się... mówiłam do siebie w myślach, ale zgromadzony gniew rozrywał moje wnętrzności.
-Idę-Zakomunikowałam i opuściłam budynek, kierunek strzelnica... tak zakładałam, ale w połowie drogi złapał mnie on... Zatrzymałam się centralnie przed nim, a on swoją umięśnioną sylwetką zagrodził przejście.
-Jest sprawa-Powiedział, opierając lewę ramię o ścianę kamienicy.
-Bezpośredni jak zwykle, co masz?-Starałam nie pokazywać prawdziwych uczuć kotłujących się gdzieś w środku mnie, założyłam kolejną maskę i starałam się zgrywać pewną siebie. Z drugiej strony już nie mogłam się doczekać. Sprawa specjalna, bo tylko z takimi się do mnie zwracano, jednak strzelnica nie będzie mi już potrzebna...
-Rodzina Karamoui...(zgodnie z zasadami języka jap. czyt się Karamooi)-nie ciągnął dalej, gdyż doskonale wiedziałam o kogo chodzi
-Te parszywe świnie?-Parsknęłam śmiechem.-Może ten dzień nie jest taki zły.-Wyprostowałam się i ruszyłam na prawo, omijając bruneta. Przystanęłam jeszcze na chwilę i szepnęłam.-Za 10 minut będę na skrzyżowaniu Royal place i Stream way-Po czym straciłam go z oczu, a sama skręciłam w jedną z mrocznych alejek.
Szary,podniszczony budynek nie był moją stałą miejscówką. Bywałam tam rzadko i najczęściej tylko w pilnych sytuacjach, ta należała właśnie do takich. Nie będę się wypowiadać na temat tej rodziny bo wzbudza we mnie najgorsze wspomnienia z czasów wczesnej młodości i jeszcze prędzej. Wreszcie, po prawie pół roku wysyłania formularzy otrzymaliśmy zgodę na usunięcie tych robali, zatruwających tylko nasz świat, bezużytecznych szkodników... Ja i moja specjalna drużyna, zajmujemy się tylko najtrudniejszymi z przypadków, a ten był poważny.
Mówią wam coś słowa asasyn czy ninja? Tak, jestem czymś podobnym, jestem skrytobójcą... ale bynajmniej nie takim zwykłym. Działamy w spółce Hangshout city,mającej na celu stworzyć naszą własną utopię, miejsce gdzie wszyscy będą szczęśliwi bezpieczni, mogący żyć z swoimi racjami i nie wstydzić się ich.
Byłam gotowa, mój strój.... czarny, obcisłe aczkolwiek elastyczne leginsy, czarna koszulka i skórzana kurtka prezentowały się świetnie. Buty, które nie pasowały idealnie do reszty, dodawały tej stylizacji mojego pazura. Włosy spięte, przylegały ściśle do głowy tak, by ani jeden kosmyk przypadkiem nie opuścił swojego miejsca. Na koniec maska, przypominająca bardziej kominiarkę. Widać mi było tylko jedno oko, moje bezbłędne oko, na którym zawsze mogłam polegać. Tym razem soczewka była fioletowa, dzięki zmianie barwy oczu, przeciwnicy nie byli w stanie mnie określić. Włosy też były zasłonięte w tym właśnie celu, jedynym kolorem różnym od czerni był odcień mojej skóry i krwisto czerwona szminka. Dlatego nic dziwnego, iż nazywali mnie..
Madame Black!- Zawołali pachołkowie (pomocnicy, niższy szczebel) i podbiegli do mnie, zaczynając wypytywać o mało istotne szczegóły.



6.jpeg

Oto mój wizerunek, Vocaloid IA
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

abvdf
 
Rita jest sekretarką Sakir'a która na samym początku udaję że wychodzi za mąż żeby uszczęśliwić siostrę..wtedy Sakir wpada na pewien pomysł..

*Na początku nie rozumiałam o co chodzi i mnie nudziło ale później...POLECAM*

Sanssdqc-titre-1.jpg
 

 

Kategorie blogów