Wpisy oznaczone tagiem "Opowiadanie" (1000)  

horizon4us
 
Nowe opowiadanie nosi tytuł "Texas Apocallypse" i jest odskocznią od horrorów, które pisałam do tej pory :) Mam nadzieję, że ta opowieść post apokaliptyczna się spodoba ;) Do tego zabiorę was w podróż po zakątkach Stanów! :)

wattpad.com/user/hornsinhaze

www.wattpad.com/story/124294159-texas-apocalypse


CYMERA_20171208_173017.jpg
 

purplelps
 
Zgodnie z obietnicą :D.
I wybaczcie że tak mało tutaj tego shipu a którym jest to opowiadanie…W następnym rozdziale postaram się żeby było o nim więcej ;).
Nie przyjmuje komów typu „super”, „fajne” itp.
***

  Dipper nie mógł w to uwierzyć. Pacyfika – dziewczyna, która go nienawidzi i to ze wzajemnością przytuliła go, widząc go po tych kilku latach rozłąki. Pamiętał, że to samo zrobiła to tylko raz, kiedy musiał pozbyć się ducha z jej domu. Od tego czasu jakoś nie miał wielkiego kontaktu z nim. Tolerowała go, ale nie rozmawiała z nim czy coś…W każdym bądź razie już nie okazywała mu takiej nienawiści jak na początku.
Blondynka ściskała go niezwykle mocno, jak by się bała, że chłopak ją opuści.
-Pacyfika, puszczaj…-powiedział-Zaraz mnie udusisz…
-Ach, wybacz.-po chwili tak też zrobiła
Zapadła grobowa cisza. Oboje kompletnie nie patrzyli sobie w oczy.
Nie minęło nawet kilka sekund, a do towarzystwa dołączyła Mabel.
-Przeszkadzam?-spytała
-Nie.-odpowiedział jej brat-Ani trochę.
-Dobrze wiedzieć.  W sumie grunt, że się nie pozagryzywaliście.
-Oj tam, oj.-rzuciła Pacyfika-Nie widziałam go z 4 czy tam 5 lat… Nie muszę mu się tak od razu rzucać do gardła.
-Rozumiem. No to ja wam nie będę przeszkadzać…-po chwili na twarzy Mabel zagościł chytry uśmieszek
-Mabel, czekaj!-powiedział jej brat
-Coś nie tak?
-Chyba ja też powinienem już iść….Bo wiesz, mieliśmy iść się spotkać z Wendy…
-Aha…
-Dobra, to ja też już idę.-Pacyfika wtrąciła się do rozmowy -Mam parę spraw na głowie.  Do jutra!
Po tych słowach dziewczyna udała się w kierunku drzwi. Przed wyjściem z budynku pomachała do bliźniaków, a następnie wyszła.
-A tak na serio to do czego między wami doszło?-spytała Mabel
-Sister….-jej brat po usłyszeniu tego pytania się zawstydził
-No co? Mam wrażenie że Pacyfika wpadła ci w oko.
-Nie, wcale nie! Skąd ci to przyszło do głowy?! Swoją drogą…myślałem, ze się nie lubicie?
-No tak było. Ale dowiedziałam się, że wiele nas łączy i zaprzyjaźniłyśmy się.
-Serio? Dopiero dzisiaj?
-Nie dzisiaj, 4 lata temu.
Dipper nie wiedział co mógłby dalej powiedzieć. Serio, Mabel i Pacyfika się teraz przyjaźnią? W dodatku od 4 lat! W sumie to o dziwo Dipper wtedy nie miał kontaktu z blondynką – dzisiejszy dzień to było ich pierwsze spotkanie od czasu pokonania Billa Cyferki.
-Chciałbym wiedzieć, czemu przez ten czas jej nie widziałem.-rzucił
-Pamiętasz jak jej rodzina straciła swój dom oraz wszystkie pieniądze?
-Tak, a co?
-Po tym co się stało przeprowadzili się i teraz mieszkają gdzieś dalej.
-Aha…
-Poza tym cały czas spędzałeś z Soosem, Wendy albo z wujkiem Fordem…Więc nic dziwnego…
-Dobra, rozumiem, rozumiem…

  Nadszedł wieczór. Bliźniaki obecnie stały przed Tajemniczą Chatą i czekały aż Wendy wraz z swoimi znajomymi się pojawi.
O wilku mowa! Rudowłosa już przyszła. W rękach trzymała skrzynkę z alkoholem.
-To co?-spytała-Jesteście gotowi na prawdziwą balangę?
-No ba!-odpowiedziała Mabel
-Super.
-Słuchaj Wendy..-Dipper nagle zmienił temat-Czy wy…będziecie to pić?
-No cóż…-odpowiedziała dwudziestolatka-Ja nie jestem jeszcze pełnoletnia, więc to tylko i wyłącznie dla moich znajomych. Ale spokojnie – dzięki temu jako jedyni będziecie jeszcze tymi „niepijącymi”.
Chłopak po tych słowach się uśmiechnął. Odkąd tylko przyjaźni się z Wendy, ta zawsze mogła stanąć po jego stronie i zawsze mógł na nią liczyć.
Po chwili podjechał samochód.
-O, nasza podwózka!-powiedziała rudowłosa-Jedziemy!
Po kilku sekundach cała trójka weszła do pojazdu.
Cóż, na szczęście po akcji z Kupidynem jej paczka trzyma się w całości i można powiedzieć, że wszystko było jak dawniej.
Bliźniaki usiadły na samym tyle, obok Tambry. Fioletowłosa pisała coś na telefonie, a następnie spojrzała na rodzeństwo i wróciła do swoich rzeczy. Ogólnie to dla niej w życiu liczyły się tylko dwie rzeczy – jej komórka oraz jej chłopak – Robbie.
-Dobra, już jedziemy.-powiedział Thomson-Tylko proszę, nie walcie w dach. Moja mama…
Ale wszyscy mieli o gdzieś i oczywiście uderzali pięściami w dach pojazdu.

  Minęło pół godziny. Samochód już się zatrzymał przy jakimś starym domu.  Od razu wszyscy wysiedli i udali się do budynku.
-Na pewno będzie super.-powiedziała Wendy-Robbie znalazł nam super miejscówkę, w której podobno kiedyś straszyło! Przyznajcie, że to brzmi genialnie.
-Tak, tak…-rzucił lekko zawstydzony Dipper
-Wendy, chodź no tu!-krzyknął Lee-Thomson się nie mieści.
-Ok, już idę!
Rudowłosa od razu pobiegła w ich stronę.
Dipper natomiast przez czas patrzył się w ziemię, w rękami w kieszeniach.
-Wszystko ok?-spytała Mabel
-Tak, tak!-odpowiedział-Tylko…
-Wciąż podoba ci się Wendy?
-Skądże! Jesteśmy tylko przyjaciółmi, ok? Ja mam 17, a ona 20 –nic z tego nie wyjdzie. Serio.
-Rozumiem. No to…nad czym tak rozmyślasz?
-Nad….niczym.-powiedział, po czym zrobił się cały czerwony
-Dipper, wiem że kłamiesz.-powiedziała jego siostra-Powiedz, o czym teraz myślisz?
-O niczym…
-Aha… Mam wrażenie, że mnie okłamujesz, ale na razie –dam ci spokój.
Ten jednak olał słowa swojej siostry. Po chwili do owej trójki podeszła Wendy.
-Dobra, już wszystko załatwione.-powiedziała-Możemy iść.
I po kilku sekundach cała reszta weszła do środka.

  Pomimo małej ilości osób ‘’impreza” już się rozkręciła –alkohol lał się gdzie popadnie i już zaczęło śmierdzieć owym napojem.
-No to?-spytała Mabel-Mamy do nich dołączyć?
-Nie trzeba.-odpowiedziała rudowłosa-Chodźcie za mną.

  Kilka minut później. Cała trójka był obecnie na balkonie  i cóż – wszystko było zrobione idealnie do luzowania się czy tym podobne. Były tam cztery krzesła, jakiś stolik i dwie skrzynki napojów.
-Chcecie?-spytała Wendy dając bliźniakom po puszcze
-Jasne.-odpowiedziała Mabel, po czym zaczęła pić swój napój
-Wow, Wendy.-powiedział Dip-Sama to wszystko zrobiłaś?
-Tak, zgadza się.-odpowiedziała
-No to nieźle. Taki twój prywatny kącik.
-Oj, tam niekoniecznie prywatny. W końcu o nim wiecie.
Przez jakiś czas ze sobą rozmawiali i popijali przy tym napoje.
-Dobrze wiedzieć, że twoja paczka po tej akcji z Kupidynem się jeszcze trzyma.-rzuciła Mabel
-Ta, na szczęście udało się nam pogodzić.-wyjaśniła dwudziestolatka-W końcu sytuacja z bożkiem miłości poszła w niepamięć, chociaż Robbie i Tambry wciąż się ślinią na swój widok.

     Następnego dnia.  Dipper obecnie siedział w Tajemniczej Chacie, gdzie pisał coś swoim dzienniku. Po chwili zauważył że do środka wchodzi Mabel. Szybko zamknął dziennik, którzy następnie wrzucił pod stół.
Jego siostra była obecnie z towarzystwie swoich przyjaciółek – Grendy i Candy.
-Siemka Dipper!-powiedziała jego bliźniaczka po czym do niego pomachała
-No hej.-odpowiedział chłopak-Ty tu z koleżankami…?
-No a jak! Zaraz idziemy na zakupy. Chcesz iść z nami?
-Nie, dzięki. Z resztą zakupy są dobre dla dziewczyn.
-Aha…
-A tak na serio: idziesz tylko z Grendą i Candy?
-Tak, a co?
-A ty przypadkiem nie przyjaźnisz się z Pacyfiką?
-Bo może zakupy dobrze by jej zrobiły.
-No tak, ale…Chwila moment…Czy Pacyfika jednak…
-Słuchaj sister, robię to dla twojego dobra.-rzucił-Nie wiem czy ona jest obecnie dobra i prędzej czy później wystawi cię pod wiatr.
-Dipper, przyjaźnie się z nią już kilka lat – ufam jej. Ale jeśli chcesz być na 100% pewien, że się zmieniła to w porządku – mogę was umówić na spotkanie.
-Super! To…gdzie ona mieszka?
-No cóż – obecnie już gdzieś o wiele dalej. Jakieś 10 kilometrów stąd.
-Ok, dzięki.
Po tych słowach wyszedł z Tajemniczej Chaty.

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Fajnie, że mając 20 lat Wendy nadal jest niepełnoletnia - prawdopodobnie większość osób zrobiła by pełnoletniość od 18 tak jak jest w Polsce, a nie od 21 jak jest w USA - 21 jak się nie mylę... Poza tym to fajny rozdział i czekam na kolejny ;)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gablotka-szkolna
 
Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy im. św. Mikołaja w Kole w Z-O- E-W w Kole oraz Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Kole zapraszają do udziału w konkursie literackim „Moja opowieść o Świętym Mikołaju”. Uczestnik ma prawo do złożenia  jednego, autorskiego opowiadania nawiązującego do tematu konkursu. gablotka-szkolna.blogspot.com/(…)konkurs-literacki-…
 

berrydream
 
Potknęłam się o własną nogę i upadłam z hukiem na podłogę pełną butelek. Rozbolał mnie nos i miałam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje. "Czy ja krwawię?" - pomyślałam próbując się podnieść. Kierując wzrok w górę ujrzałam zniekształconą twarz mężczyzny, która w jakiś sposób mnie pociągała. Wyciągnął rękę w moją stronę, ale nie potrafiłam jej złapać. Był blisko i daleko jednocześnie.
-Kurwa. - mruknęłam do siebie odsuwając butelki. W tym momencie dotarło do mnie, jak głośno jest wewnątrz pomieszczenia, w którym się znajduję. Ocknąwszy się, z wielkim trudem podniosłam się, odpychając ręcę mężczyzny, który właśnie chciał mi pomóc.
-Spierdalaj. - rzuciłam cicho wiedząc, że i tak mnie nie usłyszy. Dotarło do mnie, że jestem w swoim własnym mieszkaniu.
-Graaace! - usłyszałam z drugiego pokoju. A może właśnie z tego? - Ale zajebiście!
Spojrzałam w tamtą stronę. Carrie tańczyła na schodach w samej bieliźnie, a wokół niej kilka innych dziewczyn. Zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle je znam, kiedy zdałam sobie sprawę, że to Maggie i jej koleżanka. Wszystkie miały ogromne, czarne oczy.
-Grace. - ponownie usłyszałam swoje imię. Obraz rozmazał mi się, kiedy odwróciłam wzrok.
-Duff? - westchnęłam ledwo łapiąc równowagę. - Co ty tu robisz?
-Zaprosiłaś mnie! Nie pamiętasz? - uśmiechnął się, nerwowo tupiąc w miejscu. - Zatańczymy?
-Ja... Chyba nie najlepiej się czuję. - mówiąc te słowa poczułam niesamowitą falę euforii, która wyostrzyła mi wzrok. Blondyn zmarszczył brwi. Zaczęłam mu się przyglądać - miał dziwna minę, zmęczone oczy, aczkolwiek nadal całkiem nieźle się prezentował. Patrzył na mnie w specyficzny sposób - chyba mu się podobałam. Wybuchnęłam niespodziewanym śmiechem, a on momentalnie się rozchmurzył, łapiąc mnie mocno w pasie. Pachniał dziwnie, głównie papierosami. Mój głód nikotynowy gwałtownie się odezwał, ściskając mnie za wnętrzności.
-Muszę zapalić. - przytuliłam się do niego. - Chodź.
Pociągnęłam go za rękę zadając sobie sprawę, że nie mam papierosów. Na szczęście Michael ogarniał bardziej ode mnie i poczęstował mnie od razu, gdy tylko wyszliśmy. Usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Jak tam Axl? - palnęłam wybuchając śmiechem. Nie czułam w tej chwili kompletnie żadnego sentymentu.
-Cóż. - westchnął Duff. - Trochę mu odjebało po tym... No wiesz... Wszystkim. Słyszałem, co się wydarzyło. Żeby nie było - nie mam nic do tego i nie zamierzam cię umoralniać.
-Słucham? - zmarszczyłam brwi.
-No, u Maggie. Słyszałem o wszystkim, o tym, że was...przyłapał.
Zaczęłam chichotać.
-Dean mnie przytulił, to wszystko. Coś wam się wszystkim pojebało. - odpaliłam kolejnego papierosa - poprzedniego gdzieś zgubiłam.
-W sumie to było do przewidzenia, że ten psychol coś pomiesza. Maggie wie cokolwiek?
-Nie! - prawie krzyknęłam. - I żeby nie przyszło ci do głowy jej o tym mówić. Dean jej się oświadczył, są już szczęśliwi. Nie ma po co, to nic nie znaczyło. Dawno, nieprawda.
Blondyn przyglądał się mi chwilę po czym objął mnie ramieniem.
-Jak sobie życzysz, księżniczko.
Posiedzieliśmy tak jeszcze przez jakiś czas, dopóki nie zrobiło mi się dziwnie zimno.  Krótki spacer wokół domu był wystarczający, by odczuć zmęczenie. Wolnym krokiem wróciliśmy do domu.
Atmosfera zmieniła się nie do poznania. Większość siedziała na tyłku nic nie robiąc, natomiast Maggie stała i płakała.
-Och, daj spokój! - machnęła ręką na bruneta łkając. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam o co chodzi.
Był tam Dean i robił awanturę Maggie. Dziwne, że nie zauważyliśmy, jak wchodzi.
-Sorry, gołąbeczki, ale może byście sobie odpuścili w moim mieszkaniu? - zaczęłam, ale totalnie mnie ignorowali.
-Zachowujesz się jak jakaś...dziwka! - krzyczał brunet. -Mam tego dosyć! Najpierw nie odbierasz, później coś takiego...
Maggie osunęła się przy ścianie wpadając w histerię. Ja również zaczęłam mieć tego dość. Ludzie, całkowicie zażenowani, zaczęli opuszczać mój dom. Stanęłam za Deanem i stuknęłam go palcem w ramię.
Odwrócił się gwałtownie. Jego oczy tak bardzo błyszczały nienawiścią, że przez chwilę się go naprawdę wystraszyłam. Musiał to zauważyć, bo sekundę po tym odetchnął i spojrzał na mnie czule.
-Przepraszam. - szepnął. Nastała cisza. Dean zamknął oczy i zaczął głęboko oddychać. Wyczuwałam, że za chwilę coś się stanie. Przeszło mi przez myśl, że za chwilę przeprosi wszystkich i powie Maggie o swojej tajemnicy związanej ze mną. Niestety, nic takiego się nie stało.
-Dean, po prostu... - zaczęłam chcąc go wyprosić, lecz przerwał mi gestem.
-Nie, już wychodzę. - doskonale mnie zrozumiał. Spojrzał mi prosto w oczy zrezygnowany, po czym na Maggie z lekką niechęcią. Już miał do niej podchodzić i ją podnosić, kiedy Carrie wypaliła:
-On JĄ kocha. Od dawna.
Wszyscy spojrzeli na nią pytającym wzrokiem prócz mnie - moje oczy wyrażały mnóstwo złości i pretensji. Duff pocałował mnie w policzek i wyszedł. Nastała długa cisza. Dean wstał i się wyprostował wpatrując się w podłogę.
-C-co? - wydusiła Maggie ocierając łzy.
-Dean kocha Grace. Od bardzo dawna. Kiedyś się spotykali, ale ona go nie chciała. No, a potem trafiło na ciebie, nikt nie chciał ci wspominać o przeszłości, no bo i po co, ale teraz wydaje mi się to istotne, a prawdopodobnie nigdy byś się tego nie dowiedziała. No ale! Podobno jesteście dość szczęśliwi, co nie?
-Dean?! - jęknęła Maggie. Widać było, że jest na granicy wytrzymania absolutnie wszystkiego. - Dean, spójrz na mnie!
Ale on nie patrzył, bo zwyczajnie był tchórzem. Wiedział, że nie wyjdzie z tego cało i chyba nawet nie zamierzał próbować.
-Przepraszam. - szepnął tylko i zakrył oczy dłonią. Był zmęczony.
Myślałam, że w tym momencie Maggie zacznie płakać jeszcze bardziej, albo co gorsza, zacznie go bić i histeryzować, robiąc mi z mieszkania jakąś pieprzoną "Modę na sukces", ale ona tylko wstała i w milczeniu zaczęła się ubierać. Dean nawet nie drgnął, pozwolił jej wyjść w spokoju. Carrie z wielkim uśmiechem wzięła resztę butelki z wódką i skierowała się w samotności na górę. Zostaliśmy sami.
Westchnęłam, nie kryjąc ulgi. W końcu nie musiałam niczego udawać, ani grać przyjaciółki. Wiedziałam, że "przyjaźń" z Maggie dobiegła ostatecznego końca i nawet nie było mi przykro z tego powodu. Spojrzeliśmy na siebie biorąc głęboki wdech.
-Napijesz się? - zaproponowałam.            
-Tak.
Usiedliśmy obok siebie na kanapie, wcześniej zrzucając śmieci ze stołu. Włączyłam telewizor i upiłam sporego łyka wina, podając butelkę Deanowi.
-Nie jest ci przykro? - zaczęłam całkiem spokojnie. Mimo całej sytuacji także wyglądał na opanowanego.
-Jest. - westchnął. - Przykro mi, że nie dość, że sam nie czuję się dobrze, to jeszcze ranię innych. Chciałem to przyspieszyć, odizolować się od ciebie zapychając myśli kimś innym. Całkiem się udało... Na początku. Tak jak mówiłem, to nie to samo.
-Długo nie da się siebie okłamywać... - powiedziałam mądrym tonem i uśmiechnęłam się. - To okrutne, ale cieszę się, że nie muszę jej już znosić. Gdy podał mi butelkę po raz kolejny dostrzegłam, jak blisko mnie się znajduje, a jego zapach lekko mnie rozbudził.
-Potrafię grać w nieskończoność. To męczące, ale da się, szczególnie, jeśli nie wyobrażasz sobie bycia samemu. A ja jestem pierdolonym tchórzem.
-Jesteś uzależniony od ludzi.
-Wiem, zawsze to wiedziałem. Nie potrafię żyć bez bliskiej osoby, nawet jeśli ta bliskość jest sztuczna i wymuszona. Taki ze mnie skurwiel.
Uśmiechnęłam się. Chyba go rozumiałam - nie pamiętałam, kiedy ostatnio byłam sama.
 

purplelps
 
Nareszcie! W końcu wzięłam się w garść i napisałam to opowiadanie. Planowałam je od 2 miesięcy, ale chciałam najpierw musiałam zająć się innymi fanficami, także no xD.
Ale mimo tego że trochę miłego zanim mogłam się za nie spokojnie wziąć – nie żałuje. Wręcz przeciwnie, akurat dzięki temu doszło mi trochę pomysłów, które mogę tu wykorzystać.
W każdym bądź razie – miłego czytania.

Od razu mówię, że nie przyjmuję komów typu ‘’super”, ‘’fajne” itp.
***

„Nie mogę uwierzyć, że dzisiaj mija pięć lat odkąd po raz pierwszy tutaj przyjechałem. Co prawda Wodogrzmoty Małe nie są już takie tajemnice i pełne paranoicznych zjawisk jak kiedyś, ale i tak wciąż kryje się w nich coś niezwykłego. W każdym bądź razie pozostaje mi tylko czekać na spotkanie z starymi znajomymi.”
Dipper zamknął niebieski dziennik z złotym wizerunkiem sosny na okładce.  Prowadził go od jakiś kilku lat. Kiedy tylko minęło kilkanaście miesięcy od jego 13 urodzin i spalenia wszystkich trzech dzienników, postanowił że założy swój w którym opiszę swoje przeżycia jak akcja z Krasnoludami, spotkanie Multimiśka czy jak on i Ford grali w „Lochy, lochy i więcej lochów”, co skończyło się walką na śmierć i życie.
Przez te kilka lat Dipper się nieco zmienił. Obecnie miał 17 lat,  był wyższy i nosił inne ubrania. Mimo wszystko z charakteru był ‘’dawnym sobą”, chociaż nieco dorósł.
Obok niego siedziała jego siostra bliźniaczka – Mabel. Ona w przeciwieństwie do swojego brata zmieniła się niewiele – jedynie stała się bardziej odpowiedzialna, poważniejsza i już się tak często nie zakochiwała w chłopakach. Mimo to jednak wciąż miała swój szalony charakter. No i uwielbiała nosić własnoręcznie robione swetry – o tym trzeba pamiętać.
-Proszę wysiadać!-powiedział kierowca autobusu-Jesteśmy już na miejscu.
Bliźniaki wzięły swoje bagaże, a następnie wysiadły z pojazdu.
Przed sobą mieli Tajemnicza Chatę. Co prawda wujek Stanek od dawna w niej już nie pracował, ale mimo to wciąż była miejscem pełnym dziwactw i sklepem z pamiątkami.
Stanek oraz Ford po tym jak zwiedzieli cały świat , zamieszkali w jakimś domu, który znajdował się niecały kilometr od Tajemniczej Chaty.

  Po kilku minutach bliźniaki znalazły się przed ogromnym domem. Mabel od razu zapukała do drzwi.
-Kto tam?-z środka budynku odezwał się męski głos
-Dipper i Mabel.-odpowiedziała nastolatka
Po kilku sekundach drzwi się otworzyły.
-Ach, moje ulubione bliźniaki.-powiedział wujek Stanek -Wchodźcie.
Tak też zrobili. W środku domu dosyć przytulnie i wyglądem nieco przypominało środek Tajemniczej Chaty.
-Jak tam?-spytał ich wujek-Dobrze sobie poradziliście w szkole?
-Tak, naprawdę dobrze.-odpowiedział Dipper
-Dobrze wiedzieć. Chodźmy do kuchni, opowiecie mi i Fordowi co u was.

  Minęło 20 minut. Przez ten czas bliźniaki, wraz z swoimi wujkami wymieniali zdania, siedząc w kuchni.
Kiedy już tylko trochę pogadali to wujek Stanek i Mabel poszli oglądać telewizje, a Ford i Dipper zostali sami w kuchni.
-Jak tam praca nad twoim dziennikiem?-spytał mężczyzna
Stanford wiedział o tym, że Dipper zaczął prowadzić własne dzienniki. Cóż się dziwić – kiedy ten postał już autora zareagował niezwykle pozytywnie – już, nie ma to jak piszczeć z radości, kiedy poznało się swoją ‘’inspirację”.
Chłopak od razu wyciągnął z plecaka swój dziennik, a następnie dał go wujkowi.
-Proszę bardzo.-powiedział
Ten otworzył dzienniki zaczął go przeglądać.
Kiedy już tylko go trochę przejrzał, oddał przedmiot nastolatkowi.
-Naprawdę świetna robota.-powiedział-Jestem pod wrażeniem, że potrafiłeś wszystko to opisać.
-No wiesz – miałem swoją inspirację.
Po chwili na twarzy Forda zagościł szeroki uśmiech.
-Dobra, to ja już idę.-siedemnastolatek schował swój dziennik do plecaka, który następnie założył-Do zobaczenia później!
Po kilku sekundach chłopak opuścił dom.

  Kilka minut później.  Dipper, wraz z swoją siostrą udał się do Tajemniczej Chaty.
Przy kasie zastali Wendy. Rudowłosa siedziała z nogami opartymi o blat stołu i czytała książkę. Dziewczyna na chwilkę oderwała wzrok od ‘’lektury” a następnie podeszła do bliźniaków.
-Jak was dawno nie widziałam!-ta zaczęła roztrzepywać im włosy-Czekałam aż w końcu przyjedziecie.
-Heh, też na to czekaliśmy.-odparła Mabel-Co nie Dipper?
-Tak, tak.-odpowiedział chłopak z nieco nerwowym uśmiechem
Odkąd tylko minęły 13 urodziny bliźniaków Dipper już nie był zakochany w Wendy. I tak by nic z tego nie wyszło. Nie dlatego, że była od niego starsza, ale dlatego że zamknęła go w Friendzoned. Mimo wszystko wciąż byli bliskimi przyjaciółmi, tym bardziej że ona nie potrafi sobie wyobrazić wszelkich szaleństw bez bliźniaków, a już szczególnie jego. Poza tym właśnie w jego 13 urodziny przed wyjazdem wymienili się ze sobą czapkami, a rudowłosa wciąż miała jego biało-niebieską czapkę z wizerunkiem sosny, którą akurat nosiła. W sumie to nic dziwnego – Dipper wciąż nosił czapkę którą dostał od Wendy.
-To co robimy?-spytała Mabel-Okradamy jakiś sklep? Pójdziemy na dach? Porzucamy w samochody puszkami?
-To nie aż takie głupie pomysły.-odparła dwudziestolatka-Chociaż myślałam raczej nad tym żebyśmy wieczorem gdzieś wyszli. Wraz z moją starą ekipą. Chyba ją pamiętacie.
O ekipie Wendy nie można zapomnieć. Szczególnie przez fakt, że bliźniaki wraz właśnie z rudowłosą i znajomymi raz utknęli w sklepie, nawiedzanego przez duchy. Nie była niezapomniana noc.
-Jasne!-odpowiedziała Mabel-To genialny pomysł!
-Super.-odpowiedziała Wendy
-No to do zobaczenia wieczorem.

  Po chwili rodzeństwo udało się na górę budynku. Pamiętali, że jeszcze kiedyś na czas wakacyjny to były ich pokoje.
-Hejka!-powitał ich Soos
-Cześć.-odpadł Dipper
-Jak się macie?
-Dobrze, dzięki.-odpowiedziała siedemnastolatka
Po chwili do towarzystwa dołączyła Melody. Od jakiś 4 lat była ona żoną Soosa. Oprócz tego krótko po 17 urodzinach bliźniaków ona i jej mąż doczekali się już córki. Kobieta obecnie trzymała swoje dziecko na rękach.
-Przyznaj, że jest urocza, czyż nie?-spytała Mabel trzymając niemowlę i pokazując je swojemu bratu
-Faktycznie, jest całkiem urocza.-poparł
-Poza tym jesteś jej ojcem chrzestnym.-Soos wtrącił się do rozmowy
-Serio?-zdziwił się-No to…fajnie.
-Dobra, muszę już lecieć.-jego siostra nagle zmienia temat-Powinnam się już spotkać z Grendą i Candy. Narka!
Po tych słowach opuściła towarzystwo.

  Godzinę później. Dipper już trochę się przeszedł po okolicy i powitał znajomych, a następnie wrócić do Tajemniczej Chaty.
-Jak tam?-spytała Wendy, która wciąż siedziała za ladą, z książką w ręku-Spotkałeś kogoś znajomego?
-Tak, tak.-odpowiedział-W sumie to dużo znajomych.
-Rozumiem. Słuchaj, wyznaczysz mi małą przysługę?-spytała odkładając lekturę
-Jasne. A jaką konkretnie?
-Muszę na chwilę wyjść. Także popilnuj kasy.
-Spoko.
-Super! Zaraz wracam!-rudowłosa wstała, a następnie udała się jakiś metr od siedemnastolatka
Chłopa od razu usiadł za kasą. Następnie wyciągnął z plecaka swój dziennik i zaczął coś na nim zapisywać.
Nie minęła nawet sekunda, a drzwi od sklepu się otworzyły.
-Wiesz mi – miętowy i róż to hity tego lata.-powiedział jakiś żeński głos
-Serio?-odezwała się kolejna dziewczyna
Dipper na chwilę oderwał wzrok od swojej książki. Nie wiedział jak zareaguje na ten widok.
Jego siostra właśnie rozmawiała z Pacyfiką! Co prawda chłopak ostatni raz widział blondynkę w swoje 13 urodziny, ale mimo to pamiętał, jaką Pacyfika darzyła go niechęcią….
W dodatku było widać, że ma ona dobre relacje z Mabel.
-O, cześć Dipper.-powiedziała jego „sister”-Nie wiedziałam, że tu jesteś.
-Tak, tak..-rzucił sucho-Ja tu tylko zastępuję Wendy.-wyjaśnił
-Ach, rozumiem…-rzuciła siedemnastolatka-Dobra Pacyfika, muszę wskoczyć po coś, za chwileczkę wracam.
-Ok.-odpowiedziała jej przyjaciółka
Po kilku sekundach dziewczyna , zostawiając swojego brata i znajomą samych.
Chłopak po chwili wstał, obierając się przy tym łokciem o ladę.
-Tęskniłaś za mną?-spytał
-Nie.-odpowiedziała dziewczyna z założonymi rękoma-Ani trochę.
Po kilku sekundach niespodziewanie rzuciła się na niego, przytulając go.
-Głupiutki Dipper…-powiedziała

C.D.N
  • awatar Aduszka♥: ,,Po chwili do towarzystwa dołączyła Melody. Od jakiś 4 lat była ona żoną Soosa. Oprócz tego krótko po 17 urodzinach bliźniaków ona i jej mąż doczekali się już córki. Kobieta obecnie trzymała swoje dziecko na rękach.'' Aww, uwielbiam ten ship ♥ -Tęskniłaś za mną?-spytał -Nie.-odpowiedziała dziewczyna z założonymi rękoma-Ani trochę. ,,Po kilku sekundach niespodziewanie rzuciła się na niego, przytulając go. -Głupiutki Dipper…-powiedziała'' Nienawidzę Pacyfiki i w ogóle nie shipuje jej z Dipperem, ale mam nadzieję, że skoro się zmieniła to zasługuje ode mnie na drugą szansę. :3 Fajnie, że wreszcie wstawiłaś to opowiadanie ^^
  • awatar Biedronka_CzarnyKot: To jest świetne !!! Najbardziej mi się podoba,że wszystko się dzieje parę lat później. I coś czuję,że będzie ship Dipper x Pacyfika :D
  • awatar (Nie)znajoma: Genialne! Po prostu genialne! Jak na razie to opowiadanie zapowiada się świetnie! To jak na koniec Pacyfika przytuliła Dippera było urocze ♥ - przynajmniej w mojej wyobraźni. Ta scena była naprawdę słodka ♥♥♥ A poza tym to bardzo podobał mi się ten fragment dziennika Dippera na początku :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

purplelps
 
Wybaczcie za to, że rozdział taki krótki - nie mam zbytnio na niego weny, inspiracji i w ogóle.  Ale spokojnie -dalszy ciąg będzie w drugim sezonie. A będzie on po obiecanym FF z "Gravity Falls".
Nie przedłużając - oto rozdział.

Nie przyjmuję komów typu ‘’super”, ‘’fajne” itp.
***
  Następnego dnia.  Shawn obecnie był w domu, gdzie sprzątał. Tom musiał wyjść z domu i wraz z Jen musiał jakoś wynagrodzić te sytuację z ekranem.
Oprócz chłopaka, w domu byli też Cody i Kitty.
-Halo?-powiedział-Pomożecie mi?
-Bardzo bym chciała…-odpowiedziała Kitt-Ale ta impreza mnie wykończyła.-po chwili dziewczyna wylądowała twarzą w kanapę
-No pięknie.-powiedział wrzucając śmieci do worka- Wszystko muszę robić sam.
-Nie narzekaj, ciesz się że Tom ci w ogóle wybaczył.-dodał Cody
-Ta, cieszę się. Mam to nawet wymalowane na twarzy.
-Serio? Bo tego akurat nie widać.
Shawn miał mu już coś powiedzieć, ale zamiast tego przewrócił oczami i wrócił do swoich spraw.
-Słuchaj Kitty…-zaczął Cody-A jak będzie z umową?
-Umową?-spytała
-Mhm. Obiecałaś, że jak urządzę dla ciebie te imprezę to nauczysz mnie idealnego grania w gry i w ogóle…
-No tak! Tylko najpierw musimy iść do mnie. Ok?
-Ok. Jeszcze jedno – Shawn możesz wziąć te kasę, którą zarobiliśmy za imprezę. I tak nie potrzebujemy tej forsy, a widząc to jak teraz wygląda twoje mieszkanie… Bardziej ci się przyda.
-Serio?-zdziwił się chłopak zdejmując połamane krzesło o ściany -Dzięki…
I od razu Cody i Kitty opuścili mieszkanie.

  U Dave`a. Chłopak siedział u siebie w domu, gdzie oglądał telewizję. Po chwili usłyszał dźwięk dzwonka do drzwi.
-Proszę.-powiedział
Do środka weszła Sky.
-Cześć Dave.-powiedziała
-Sky?!-zdziwił się-Co ty tu robisz? Przecież cię nie zapraszałem…
-Tak, wiem. Wybacz.-po chwili usiadła obok niego na kanapie-Ale nie mam nic do roboty, więc postanowiłam do ciebie wpaść. Także…jeszcze raz przepraszam.
-Nic się nie stało. Ale następnym razem zadzwoń albo coś.
-W porządku. Poza tym mam nadzieje, że już się nie gniewasz za to, że popchnęłam cię na ten stolik.
-Spoko, wybaczam. Ale proszę – więcej mną nie rzucaj jak marionetką.
-Zapamiętam to. Zapamiętam. Obejrzymy jakiś film?
-Jasne, jeśli chcesz.
-No oczywiście że chcę!

  Kitty i Cody byli przy jakimś domu.
-Słuchaj, myślałem że mieszkasz dalej.-powiedział
-No tak.-odpowiedziała-Ale muszę coś załatwić. Sierra, chodź no tu!
Po chwili Sierra właśnie przyszła. Była ona ubrana w beżową sukienkę, a głosy były rozpuszczone.
-Co do…?-spytał chłopak
-Cóż, pomogę ci w tych grach, ale…musisz iść z Sierrą na randkę.-wyjaśniła Kitt
-CO?! Czemu?!
-Ej, gdyby nie ona to byś nie miał miejsca na zrobienie tej imprezy. Więc albo z nią idziesz do kawiarni czy gdzie tam, albo z obietnicy nici.
-Kitt, no weź…-ten po chwili zaczął robić do Azjatki ‘’oczy szceniaka”
-Nie. Ale spoko – wytrzymasz z nią co najmniej 20 minut i nauczę się tych tajników.
-Ok, ok...Sierra, idziemy!
-Jej!-ta od razu rzuciła się na chłopaka, przytulając go przy tym-No to chodźmy!
-Dobrze, tylko….dusisz!-powiedział
-Dobra, to ja wam nie będę wam przeszkadzać…-powiedziała Kitty, po czym poszła
-To co robimy?-spytała Sierra
-Chodźmy do tej kafejki.-zaproponował-Co ty na to.
-Tak, tak, chodźmy! Ja stawiam!
-No dobra…
I po chwili poszli.

The End
  • awatar (Nie)znajoma: A gdzie moja scena z Trentem i Gwen??? Tak dobrze się zapowiadało... Mam nadzieję, że będzie w drugim sezonie, co??? Biedny Cody, najpierw każą mu wyprawić imprezę, a teraz musi iść na randkę ze Sierrą...
  • awatar *Mordka*: @(Nie)znajoma: bddxuew drugim sezonie, spokojnie ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu „super”, „fajne” itp.
***

  Kolejny dzień. Kitt właśnie się obudziła. Od razu przetarła oczy, a następnie spojrzała w kalendarz. To już dzisiaj – dzisiaj są jej urodziny, dzień na który od jakiegoś czasu bardzo, ale to bardzo czekała Zaczęła skakać i piszczeć z radości.
Szybko zdjęła z siebie piżamę i założyła swój codniowy strój. Następnie uczesała się w dwa kucyki, zjadła śniadanie, a następnie wyszła z domu.

 Emma siedziała obecnie u siebie, gdzie czytała książkę. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Azjatka położyła książkę na stole, a następnie otworzyła drzwi.
Za nimi stałą jej siostra. Na twarzy Kitt był widoczny szeroki uśmiech.
-Cześć Kitty.-powiedziała starsza siostra
-Hejka.-odpowiedziała-Pamiętasz o tym, że miałyśmy iść na zakupy?
-Tak, tak, pamiętam. I to bardzo dobrze.
-Świetnie! To co, idziemy? Nie chcę stracić całego dnia.
-Za chwilę. Tylko muszę coś załatwić.
-Ok.
Starsza siostra od razu gdzieś zniknęła. Ta jednak udała się do salonu, gdzie siedział Noah.
-Pamiętasz o pomocy w tej imprezie?-spytała
-tak, pamiętam.-odpowiedział
-Super. To widzimy się wieczorem. Narka, kotku.-po chwili ta pocałowała go w policzek-Kocham cię.
I po kilku sekundach ta wraz z swoją siostrą opuściła dom.

  W domu Toma. Cody, wraz z dziewczynami obecnie dekorował dom na imprezę.
-Tak dobrze?-spytała Samey przykładając jedną z ozdób do ściany
-Nie!-krzyknął chłopak-To powinno być gdzieś przy oknie, a nie na środku gołej ściany.
-Tak jest.-po chwili ta zabrała ozdobę
-Od kiedy chcesz żeby tak to wszystko wyglądało?-spytała Carrie
-Tym lepsza impreza, tym Kitty lepiej mi zapłaci.-odpowiedział
-Co?
-Nic, nic…
-Dobra, tak może być?-spytała Zoey przyczepiając do krzesło do ściany
-Idealnie!
-Po co komuś krzesło na ścianie?-spytała Gwen-I tak nikt nie będzie z niego korzystał…
-No niby tak…Ale tym więcej fajnych rzeczy na ścianie, tym lepiej.
Po chwili do towarzystwa przyszedł Shawn.
-Jak tam przygotowania?-spytał
-Dobrze.-rzuciła Jasmine
-To dobrze. Chwila moment….Co tu robi to krzesło?!-po chwili ten wskazał na powieszony mebel
-Przymocowaliśmy  je.-odpowiedziała Lindsay
-Dlaczego?
-Ej, to był pomysł Cody`ego.-skomentowała to Izzy
-Cody, czemu na ścianie wiszą krzesła?!
-Dla…lepszego efektu…?-odpowiedział
-„Dla Lepszego efektu”? „DLA LEPSZEGO EFEKTU”?! Tom mnie zabiję jeśli to zobaczy…
-Ej, zanim wróci to je zdejmiemy. Tak samo jak resztę mebli…
-„Resztę mebli”, poważnie? Chcesz powiedzieć, że powiesiłeś więcej krzeseł?
-Nie tylko krzesła.-Lindsay wtrąciła swoje 2 grosze-Jeszcze komodę, biurko, szafę…
-LINDSAY!-krzyknęli wszyscy jednocześnie
-No co?
-Jak mogliście powiesić meble?-spytał Shawn-To czysta głupota…
-Od kiedy tak bardzo dbasz o porządek?-spytała z założonymi rękoma Jasmine-Kompletnie cię nie poznaje…
-Wybacz, ale obiecałem Tomowi, że podczas imprezy nic nie zostanie zniszczone czy coś.
-No dobrze, już dobrze.-dodał Cody-Tylko…wyznaczysz na przysługę? Taką małą.
-Ok…
-Idź do sklepu i kup tyle napoi, ile ważysz.  Natychmiast!
-A niczego nie zdemolujecie?
-Obiecujemy.-odpowiedziała Izzy
-Dobra.
Po chwili Shawn udał się w kierunku drzwi.

  Tymczasem, na konwencie. Tom i Jen właśnie siedzieli przy stoliku, gdzie pili napoje.
-Dobra, mamy już zrobić co trzeba?-spytał chłopak
-No raczej…-odpowiedziała Jennifer
-Ok.-po chwili ten dał jej swój napój-No to zaczynajmy!
Po chwili Thomas ustał na czymś.
-Pani, panowie, kosmici czy czym wy tam jesteście.-powiedział-Bardzo miło mi Was widzieć na tym konwencie!
Wszystkie osoby patrzyły się najpierw na siebie, a następnie spojrzały na chłopaka.
-Może i jesteśmy różni, może i piszemy o różnych tematach, ale jedno jest pewne – my wszyscy jesteśmy blogerami. A blogerzy powinni trzymać się razem. Razem, bez konfliktów, bez tych głupich wojen, który blog jest lepszy.
-No w sumie to on ma rację.-powiedział ktoś z tłumu
-Więc…świat i otoczenie dla blogerów jest lepsze tez tych głupich konfliktów i wojen. Zgadzacie się ze mną?
-Tak!-krzyknęła reszta blogerów jednocześnie
-Super! Niech tak będzie!
Po chwili chłopak wszedł.
-Tom, spisałeś się na medal.-powiedziała Jen
-E tam, to tylko połowa mojego planu. Czas na drugą połowę!
Nie minęła nawet chwila, a Thomas wyciągnął zza pleców jakiś pilot.
-Co to?-spytała dziewczyna
-To coś, dzięki czemu nasz blog będzie rozpoznawalny.
-Dawaj!
-Ok!
Ten od razu nacisnął przycisk na pilocie. Po chwili na dużym ekranie pojawił się napis ‘’Zapraszamy na blog Toma i Jen”.
-Świetna robota.-powiedziała Jennifer
-Wiem.-odpowiedział jej kolega-Na pewno dzięki temu będziemy rozpoznani.
-Na pewno!-rozległ się jakiś męski głos-Jesteście aresztowani.
Blogerzy się odwrócili – zanim stał policjant. W dodatku pod ich nieuwagę skuł ich ręce kajdankami.
-CO?!-zdziwiła się Jen-Dlaczego?!
-To za zhakowanie głównego monitoru.-wyjaśnił-Tak się nie robi.
-Ale proszę pana, my tylko chcieliśmy zareklamować bloga.-powiedział Tom-No i to nie my hakowaliśmy, tylko taka znajoma…
-Całe to hakowanie dla jakiejś głupiej reklamy?! Dość, tego będziecie się tłumaczyć na komisariacie. Z resztą nawet nie wiadomo kto był sprawcą…
-Ale…Ale…
Ten jednak jedynie ich wyprowadził.

  Nadszedł wieczór. Właśnie zaczynała się już impreza.
Cody obecnie stał na zewnątrz, przy drzwiach. Po chwili podeszła do niego Gwen.
Zaczęli ze sobą dyskutować, aż wreszcie gotka postanowiła pogadać z nim ‘’na poważnie”.
-Słuchaj, a na co te wiadra?-spytała
-Jak to na co - Na kasę!-odpowiedział
-Kasę?! Po co?!
-Pomyśl sobie – to będzie największa i najbardziej zapamiętana impreza w dziejach!  Więc każdy będzie miał na nią wstęp – ale za niewielką opłatą.
-Aha…
-Słuchaj, z tego co się orientuje to nie lubisz imprez. Więc bądź taka miła i popilnuj tych wiader. A jeśli ktoś przyjdzie z forsą na imprezę – proś żeby dał dyszkę.
-Aha…
Chłopak zaczął się nietypowo na nią patrzeć, a następnie wrócił, przyciągając przy tym Trenta.
-Ała, puszczaj mnie!-powiedział Trent
-Wybacz, wybacz.-odpowiedział Cody-Ale ktoś musi popilnować wiader. Miłego wieczoru!-po chwili ten wrócił do środka
Zapadło kilka sekund grobowej ciszy.
-Chcesz się napić?-spytał Trent
-Jasne.-odpowiedziała Gwen, po czym wzięła z jego ręki kubek
Cisza wciąż panowała. Oboje byli lekko zawstydzeni. Ową ‘’niepewność” przerwał jednak tłum ludzi z pieniędzmi.

 -Idzie tu!-krzyknęła Samey patrząc przez okno
Wszyscy obecnie siedzieli w domu. Był już gotowy tort i mnóstwo pudełek z prezentami, a prócz tego światło zostało zgaszone.
Po chwili do środka weszły Emma i Kitty. Starsza z sióstr włączyła światło, ukazując przy tym imprezowiczów.
-Niespodzianka!-krzyknęli wszyscy
-To dla mnie?!-ucieszyła się Kitt-O matko, dzięki, dzięki, dzięki! Tylko…co tu robią ci ludzie?
-Zaprosiliśmy ich.-wyjaśniła Jasmine
-No fajnie, tylko…Jakiejś połowy z nich nie znam…
-Poznasz ich przy okazji.-rzucił Cody-Teraz trzeba imprezować!
Wszyscy zaśpiewali jej ‘’Sto Lat”, a następnie zjedli trochę tortu. Potem impreza trwała w jak najlepsze – wszyscy tańczyli, pili bądź wchodzili na jakiś powieszony mebel.
(imprezowa nuta – dla lepszego efektu)

-No dalej Dave.-powiedziała Sky-Tańczmy!
-Sky, kiedy ja nie chcę…-powiedział chłopak
-Oj tam, oj! Zabawmy się!
Po chwili złapała go za ręce, a następnie zaczęła się z nim kręcić na środku Sali.
-Sky, przestań!-powiedział
Nie minęła nawet chwila, a ten wylądował prosto na stolik, głową w poncz.
Jego koleżanka szybko do niego podbiegła.
-Rany boskie, Dave tak mi przykro.-powiedziała
-Masz szczęście że nic mi nie jest…

  Minęły ok.2 godziny. Impreza wciąż trwała, jednak było teraz o wiele ciszej. Kilkanaście osób leżało kompletnie pijanych. W dodatku obecnie w tle leciała spokojna muzyka.
-I co Kitt?-spytał Cody-Jak tam się podoba impreza? Fajna?
-Zajefajna!-odpowiedziała-Nigdy się tak dobrze nie bawiłam!
-No to dobrze że ci się podoba. To jak…będzie z umową?
Po chwili drzwi się nagle otworzyły.
Do środka weszli Tom i Jen.
-O cześć.-powiedziała Kitty
-Wiesz może do czego tutaj doszło?-spytał Tom
-Była…imprezka…-odpowiedział Cody
-No tak, ale Shawn miał wszystkiego pilnować. A gdzie on jest?
Po chwili do grupki Shawn właśnie podszedł.
-Gdzieś ty był?!-spytał Thomas
-Wybacz, ale…  To wina Cody`ego!-po chwili ten wskazał palcem właśnie na Cody`ego
-Co?!
-Ej, ej ej, nie ma po co kogoś winić.-Kitty wtrąciła się do rozmowy-Przykro że Shawn`owi nie wyszło. A jak wam poszło na konwencie?
Tom i Jen patrzyli na siebie, lekko zawstydzeni. Nie potrafi wyznać, że trafili na komisariat gdzie spędzili kilka godzin tłumacząc się z całej akcji.
-Cóż, nieźle…-odpowiedziała Jennnifer patrząc się w ziemię
-Ok Shawn, wybaczam ci.-rzucił sucho Thomas-Ale żeby to był pierwszy i ostatni raz.
-Słowo.
-No i dobrze. A teraz ja i Jen musimy iść.
-I jeszcze jedno.-powiedziała Jen-Wszystkiego najlepszego Kitt.

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Trent i Gwen stoją razem! Trent i Gwen stoją koło siebie! Sami! Czyżby za niedługo miała się stać ta scena z Trentem i Gwen, którą obiecywałaś pisząc jeszcze poprzednie opowiadanie? :D Poważnie? Za takie coś na komisariat? Nie zmienia to faktu, że to dobry pomysł na reklamę ;) Myślałam, że Shawn podejdzie pijany, a Tom się wkurzy i będzie śmiesznie XD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
A więc mi się udało i nie poszłam dzisiaj do szkoły :D. Yay xD. Tylko zamiast tego mam dentystę...Ale cóż - trzymajcie za mnie kciuki.
A teraz prezentuje wam rozdział.

Nie przyjmuje komów typu ‘’super”, ‘’fajne” itp.
***

  Kolejny dzień. Kitty właśnie wstała. Słońce akurat ‘’świeciło” jej po oczach. Od razu się ubrała i weszła na komputer. Tam oglądała jakieś filmiki na YouTube, aż w końcu postanowiła wejść na FaceBook`a. Tam, w powiadomieniach pojawiła się wiadomość od Emmy. Brzmiała ona tak:
„Cześć Kitt? Wpadniesz dzisiaj do mnie?”
„Jasne, czemu nie.” –Kitty właśnie tak jej odpisała.

  W domu Toma. Shawn obecnie siedział na kanapie, gdzie oglądał jakiś serial i jadł chipsy. Po chwili usłyszał kroki. Od razu rzucił opakowanie chipsów, a następnie wstał i podszedł do odkurzacza, który leżał w kącie.
Po chwili do pokoju wszedł Tom. Właśnie zauważył, że jego współlokator odkurza .
-Wow, w końcu się wziąłeś za obowiązki.-powiedział poprawiając okulary
-O tak, tak, wziąłem się za to.-odpowiedział z sztucznym uśmiechem
-No cóż, nic tylko ci pogratulować. W każdym bądź razie – powodzenia w sprzątaniu.
Po tych słowach Thomas wyszedł z salonu.
Po chwili rozległo się jakieś pukanie. Chłopak po kilku sekundach spojrzał się przez okno – tam stała Sierra, który uderzała pięściami właśnie w okno. Shawn szybko wyłączył odkurzacz, a następnie podbiegł do okna, które otworzył.
-Wielkie dzięki.-powiedziała dziewczyna wchodząc do środka
-Spoko....-odpowiedział, po czym zamknął okno-Co tu robisz?
-Cóż…pamiętasz o tym że Kitty jutro ma urodziny?
-Urodziny? Jutro? Kurka, nie wiedziałem…
-Czemu?
-Ostatnio ja i Kitt w ogólne nie mieliśmy ze sobą kontaktu.-wyjaśnił
-Aha…Kompletnie nie wiem jak mogłeś nie wiedzieć o jej urodzinach! Akurat z tej okazji jest planowana impreza, która pewnie będzie największą imprezą tego roku!
-Wow…Wy naprawdę chcecie żeby te urodziny wypaliły…
-Nie ja – Cody organizuje imprezkę, wraz z dziewczynami. Mogłabym mu pomóc, ale ech…on nie chcę…
-Ej, nie martw się. Na pewno dojdziecie do porozumienia.
-Wątpię, ale dzięki.
Po chwili do pokoju wszedł Tom.
-Sierra?!-zdziwił się-Co Ty tu do jasnej Anielki robisz?!
-Eeee….
-Jak tu weszłaś? Przecież nie widziałem cię przy drzwiach. Niech zgadnę, znowu weszłaś przez okno…?
-Znowu?!- Shawn wtrącił swoje dwa grosze-Ona zawsze ci tak wbija na chatę?
-Cóż, wygląda na to, że tak.
-Nie narzekaj, ciesz się że okna ci nie wybiłam.-dodała dziewczyna
-Ta, dobrze że te go nie zrobiłaś…-skomentował to Thomas-W każdym bądź razie-czego chcesz?
-Słuchaj, wpadłam na pewien pomysł.-wyjaśniła-Ale potrzebuję na to twojej zgody.
-Możesz już przejść do konkretów?-spytał
-Tak, tak! Otóż…pamiętasz o tym, że Kitty jutro ma urodziny?
-Tak, wiem o tym.
-Ale wciąż nie ma miejsca, gdzie można zrobić imprezę. I….myślałam nad tym, żeby zrobić ją w twoim domu!
-CO K*RWA?!-zdziwił się
-Coś nie tak?
-IMPREZA?! W MOIM DOMU?! Nie ma mowy!
-Dlaczego? Przecież masz duży dom, na imprezkę się nada.
-Tak, tak wiem. Ale…Jutro ja i Jen idziemy na Konwent dla Blogerów, więc nie będzie mnie w domu. A nie chcę żeby ktoś mi go zdemolował czy coś.
-Ja mogę go popilnować.-wtrącił nagle Shawn
-Co proszę?-zdziwił się Tom
-Słuchaj, ja tu mieszkam, tak?
-Tak.
-No i nigdzie się jutro nie wybieram, najwyżej będę na tych urodzinach. Więc mogę wszystkiego popilnować.
-Naprawdę możesz to zrobić?
-Mhm.
-Och Shawn! Wielkie dzięki! D*pę mi ratujesz…
-Tak, tylko…Pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Nie będziesz narzekał na moje zachowanie. Ale jeśli mi się nie uda – postaram się po sobie sprzątać.
-Hmm…. No dobra. Ale pamiętaj – umowa to umowa.
-Ok.

  W domu Sky. Dziewczyna obecnie wycierała kurzę z półki, w swoim pokoju. Po chwili usłyszała muzyczkę, z swojego dzwonka z telefonu. Od razu położyła ścierkę i wzięła telefon do reki.
-Halo?-powiedziała
-Hej Sky.-z głośnika wydobył się znajomy jej głos
-Dave?-spytała sucho-Czemu znowu do mnie dzwonisz?
-Ta, wybacz za to.-ten zaczął kontynuować swoje-Ale słuchaj, zapomniałem ci podziękować za ten wypad. Było fajnie, o poza tym że pojawiła się osa i musiałaś mnie nieść na rękach…A tak poza tym bardzo mi się podobała.
-Cóż, miło mi to słyszeć.
-W każdym bądź razie nie mam nic przeciwko, żebyśmy częściej gdzieś wychodzili.
-No cóż…Kitty jutro ma imprezę urodzinową, możemy tam się spotkać. W prawdzie nie masz zaproszenia, ale mogę powiedzieć, że przychodzisz ze mną.
-Rzecz w tym, że ja nie lubię imprez…Ale spoko. Możemy się tam spotkać. Tylko byśmy musieli się trzymać z dala od reszty towarzystwa.
-Ale wtedy…
-Nara Sky.
-Ta, nara…Do zobaczenia jutro.
I zaraz po tym zakończyła połączenie.

  Było już popołudnie. Noah i Emma siedzieli u siebie w domu, gdzie oglądali telewizje. Po chwili usłyszeli dzwonek do drzwi. Chłopak od razu wstał, a następnie podszedł je otworzyć.
Za nimi stała Kitty.
-Cześć Kitt.-powiedział
-Elo.-rzuciła
-Wchodź.
Po chwili ta weszła do środka, a następnie wraz z chłopakiem udała się do salonu.
-Cześć Kitt.-powiedziała jej siostra-Dobrze, że jesteś.
-Tak, wiem.-odpowiedziała-A więc czemu miałam przyjść?
-Słuchaj, może tak z okazji urodzin wyjdziemy gdzieś?-zaproponowała-Na lody, na zakupy…Gdzie tylko chcesz! Tylko po prostu żebyśmy miło spędziły czas, skoro jutro będzie taki dla ciebie ważny dzień…
-No nie wiem – mam już coś na głowie…
-Daj spokój, swoją sprawę załatwisz wieczorem, a wcześniej – wypad na miasto.
-Czy ty się aby dobrze czujesz? Bo zwykle to masz „najpierw obowiązki, potem zabawa”, a ty proponujesz mi to….
-Ej, nie będzie aż tak źle. Masz urodziny, więc możesz robić co tylko chcesz.
-No dobra, spoko.
-Świetnie! Jutro popołudniu do ciebie wpadnę. A w tym czasie…masz ochot coś zjeś?
-Nie, dzięki. Jadłam obiad, nie jestem głodna. Ale chętnie bym się czegoś napiła…
-Jak coś to w kuchni jest sok.
-Ok, dzięki.
Kitty od razu udała się do kuchni.-A co to za ta ‘’ważna sprawa”, którą twoja siostra ma załatwić?-spytał Noah
-Cóż, Cody oraz jeszcze jakieś kilka dziewczyn organizują jej z tej okazji imprezę.-wyjaśniła-Ale będzie dopiero wieczorem i wypadałoby Kitt czymś na ten czas zająć.
-To ma sens.

  Cody obecnie siedział w domu, wraz z dziewczynami z którymi organizuje imprezę.
-Dobra, jakieś pomysły gdzie urządzimy imprezkę?-spytał
-Nie.-odpowiedziała sucho Carrie
-Poważnie, nie możecie nic wymyślić?
-POWAŻNIE!-odpowiedziały wszystkie dziewczyny jednocześnie
Po chwili do salonu weszła Sky.
-No nareszcie!-odpowiedział chłopak wstając-Gdzieś ty wczoraj była?
-Wybacz, miałam pewną sprawę na głowie.-wyjaśniła, po czym usiadła
-Aha. Tylko mogłaś dać nam znać czy coś.
-Tak, wiem…Sorry.
-W każdym bądź razie, masz może jakieś miejsce na urządzenie imprezy?-Jasmine nagle zmieniła temat
-Niestety nie. A nawet nie szukałam.
Po chwili z kieszeni spodni Cody`ego rozległa się jakaś piosenka. Ten szybko wyciągnął z kieszeni telefon, a następnie przyłożył go do ucha.
-Halo?-spytał
-Cześć Cody!-z słuchawki rozległ się żeński, znajomy jemu głos
-SIERRA?!-chłopak był przerażony-Czego ty…
-Słuchaj, może spotkamy się przy tym małym sklepiku?-zaproponowała
-Po co?
-Mam dla ciebie małą niespodziankę.
-Jaką?
-Nie powiem, bo to nie będzie już niespodzianka. Dobra, muszę kończyć, do zobaczenia!
Połączenie zostało już przerwane.
-Co ona szykuje?-spytała Samey
-Nie wiem.-odpowiedział Cody.-I nie chcę wiedzieć.
-Mimo wszystko powinniśmy to zrobić.-zaproponowała Zoey-W końcu…Wiesz jaka ona jest…
-Dobra, chodźmy.
-Nie, ty idź sam.-rzuciła Gwen
-Czemu?
-Bo tak. Ale jeśli chcesz to możesz iść z dowolną osobą. JEDNĄ!
-Dobra, to idę z tobą.
-Chwila, co?
Ale ten złapał ją za rękę i zaciągnął do drzwi.

  Minęło pół godziny. Sierra właśnie wyszła z sklepu, z tabliczką czekolady w ręku.
Kiedy była już na zewnątrz zastała tam Cody`ego oraz Gwen.
-O, widzę że jednak jesteś.-powiedziała fioletowłosa-Z nią…
-Ja tu tylko stoję.-powiedziała Gwen z założonymi rękoma-Nie będę wam ani trochę przeszkadzać.
-Aha…-rzuciła Sierra, po czym ugryzła kawałek czekolady, który następnie połknęła-Słuchaj Cody,  otóż chcę ci pomóc z imprezą.
-Daj spokój Sierra.-powiedział-Nie potrzebujemy pomocy.
-Ale to jest miejsce na imprezkę…
-Miejsce na imprezkę?! Gdzie?!  
-W domu Toma. On o tym wie i się zgodził.
-SERIO? DZIĘKI, DZIĘKI, DZIĘKI!-chłopak od razu się na nią rzucił i ją przytulił

  Nastał wieczór. Tom i Jen obecnie siedzieli przy włączonym laptopie.
-Ok, jutro jest nasz wielki dzień.-powiedział spokojnie chłopak-Wiemy jak się zareklamować. Nie możemy tego zepsuć, bo jeszcze zostaniemy okrzykniętymi najgorszymi blogerami świata.
-Tak, masz rację.-odpowiedziała dziewczyna-A jeśli dobrze nam pójdzie to może zyskamy na tym.
-No i widzisz. A teraz…pocałujesz mnie…?Tak na szczęście.
Po chwili ta cmoknęła go w policzek.
-Myślałem raczej o pocałunku z języczkiem…

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Sierra wchodząca do domów przez okno?! Na szczęście ja mam tylko dachowe XD Chociaż może się wspiąć na dach... Z nią nigdy nic nie wiadomo... Gwen się nie spodziewała, co... Nie wiem dokładnie dlaczego, ale mnie to rozśmieszyło :D Tom jak zwykle... eee... Przypomniała mi się ta scena, gdy Jen pokazywała mu piersi i w zasadzie... eee... Nie wiem jak powinnam to skomentować... I ostatnio chyba zapomniałam napisać o tym, że mam jakieś wrażenie, że Dave złamał nogę przez Heather... ciekawe dlaczego XD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu „super”, „fajne” itp.
***

  Następnego dnia.  Sky właśnie szykowała się na spotkanie – ubrała się w niebieską bluzkę, i oczywiście różową mini-spódnice. Do tego na nogi założyła buty tego samego koloru co bluzka, a włosy uczesała w niski kucyk.
Od razu wzięła ze sobą swoją białą torebkę i udała się na dół.
-Cześć Kochanie.-powiedziała jej mama-Idziesz gdzieś?
-Tak, na spotkanie ze znajomym.-wyjaśniła
-W porządku. Ale wróć przed 19.
-Postaram się. Poza tym pamiętaj, że nie jestem już małym dzieckiem.
-Wiem. Ale ty tak szybko dorastasz…
-No dobra. Pa mamo.-po chwili Sky cmoknęła kobietę w policzek i wyszła

  W domu Cody`ego. Ten, siedział wraz z dziewczynami, z którymi planuje imprezę.
-Dobra, ma może ktoś jakiś pomysł gdzie będzie impreza?-spytał
-Może w czyimś domu?-zaproponowała Samey
-Albo na mieście?-dodała Izzy
-Na mieście raczej nie wypali.-skomentowała to Gwen-Zapewne ktoś się naskarży, złapie nas policja, aresztuje i będzie po imprezie…
-No w sumie coś w tym jest…-powiedziała Carrie
-Słuchajcie, a gdzie jest Sky?- Zoey nagle zmieniła temat
-Nie wiem.-odpowiedział Cody-Może zapomniała przyjść…
-Sky nie jest zapominalska.-skomentowała to Jasmine-Już Lindsay prędzej by zapomniała, a o dziwo jednak przyszła.  Z dużym opóźnieniem, ale jednak.
Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Dawn, otwórz.-rzucił chłopak-Jeśli to Sierra, nie wpuszczaj jej.
Blondynka wstała z fotelu i udała się do drzwi, które następnie otworzyła.
Za nimi stała Emma.
-Cześć.-powiedziała azjatka
-Hej Emma.-odpowiedziała Dawn-Co tam?
-Cóż, myślę że mogę wam pomóc przy imprezie.-wyjaśniła-W końcu to na urodziny mojej siostry….
-No w sumie… Wchodź.
Niebieskowłosa weszła do środka. Następnie obie dziewczyny udały się do salonu.
-Hejka Emma.-powiedziała Carrie-Jak tam życie?
-Nie jest źle.-odpowiedziała-Poza tym myślałam nad tym, żeby wam pomóc przy tej imprezie.
-Serio chcesz nam pomóc?!-spytał Cody-Przecież nie potrzebujemy już kolejnych lasek do pomocy…
-Ej,  Kitty to moja siostra.-odpowiedziała Emma-Znam ją jak własną kieszeń, więc będę mogła wam pomóc.
-No w sumie… Tym bardziej, że Sky nie raczyła się dzisiaj pokazać…-rzucił-Także, raczej nie ma problemu.
-Super!
-Tylko znajdź nam jakąś miejscówkę na imprezę. Serio, my wciąż nie mamy gdzie jej zrobić…
-Cóż, postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy.
-No oby.

  Tymczasem w domu Dave`a. Chłopak obecnie siedział przed telewizorem. Miał ochotę zmienić kanał, ale na nic – owy przedmiot był na drugim końcu kanapy, a on ledwo mógł się tam dostać z swoją złamaną nogą.
Po chwili usłyszał on dzwonek do drzwi.
-Proszę.-powiedział, z  lekkim niezadowoleniem w głosie
Po chwili do środka weszła Sky.
-Cześć…?-rzuciła
-Sky?!-zdziwił się-Co ty tu robisz?!
-Nie pamiętasz?-po chwili dziewczyna rzuciła torebkę na fotel, a następnie usiadła obok niego-Wczoraj dzwoniłeś do mnie z prośbą, żebym przyszła. I jak widzisz – jestem.
-Aha…
-Nie jesteś zadowolony?
-Jak by to powiedzieć…Nie.
-Czemu?!  Zaprosiłeś mnie do siebie i każesz mi przyjść w mini-spódnicy. Zrobiłam to, a ty cię nie cieszysz i nie chcesz mnie tu widzieć! W takim razie – do widzenia!
Sky od razu wstała i wzięła w fotela swoją torebkę. Po chwili jednak podniosła jedną z kul do nogi i trzymała ją jak by za chwilę miała nią rzucić o ziemię.
-Ok, ok!-krzyknął Dave-Możesz zostać! Wybacz za to, co ci powiedziałem! Tyko nie rób tego – nie będę miał jak chodzić…
-Co za ulga…-dziewczyna odłożyła przedmiot na swoje miejsce-To…co byś chciał zrobić?
-Nic. Nie mam ani chęci ani zdrowej nogi do robienia czegokolwiek…
-A nie chcesz gdzieś wyjść? Na przykład do parku.
-Nie, dzięki.
-No weź!
-Daj spokój Sky – nie chcę, nie mogę i już.
-No to już idę… Ciekawe co ludzie pomyślą, szczególnie przez to że wpadłam do ciebie w mini-spódnicy…
-Dobra, wygrałaś…-rzucił-Wyjdziemy gdzieś. Ale póki mam złamaną nogę, niech to będzie pierwszy i ostatni raz.
-Zgoda.-po chwili ta dała mu obie kule do nogi-Chodźmy.

  Tymczasem na mieście. Kitty i Sierra akurat siedziały w kafejce, gdzie piły kawę.
-Już się nie mogę doczekać soboty.-powiedziała Kitt
-Czy to ze względu na twoje urodziny?-spytała Sierra
-Mhm.
-No to bardzo fajnie! Ja nie mam z czego się cieszyć..
-Coś się stało?
-Nic, tylko… Chciałam pomóc Cody`emu, ale ten odmówił i wygonił mnie z domu…
-Chodzi o imprezę, tak?
-Mhm…
-Przykro mi.-po chwili azjatka położyła rękę na ramieniu przyjaciółki-Ale na pewno wyjdzie super. W każdym bądź razie jestem ciekawa jak wyjdzie moja impreza....Sierra?
O dziwo fioletowłosa gdzieś zniknęła.
Po chwili do stolika podszedł kelner.
-Rachunek dla pani.-powiedział dając jej kartkę
-Proszę bardzo.-ta od razu dała mu pieniądze-Ciekawe, gdzie ona sobie poszła…

  W domu Toma. Ten obecnie siedział na kanapie, przy włączonym telewizorze, z laptopem na kolanach.
Po chwili do pokoju wszedł Shawn. Ten akurat zaczął wycierać kurzę.
-Matko…-powiedział-Sam mi wypominasz, że powinienem dbać o porządek, a się lenisz i marnujesz prąd! Wiesz ile kasy za to idzie?!
-No wybacz.-odpowiedział Thomas wyłączając laptop-Ale staram się coś wymyślić na ten konwent. Bo wiesz…trzeba dać sensowną reklamę.
-Ta, ta, szkoda tylko że się na tym nie znam… Gdybym prowadził bloga to bym pisał o jakimś normalnym hobby, jak na przykład „jak uchronić się przed apokalipsą Zombie”.
-Serio?! Ludzi kręci moda, a nie głupie Zombie! Raczej one nie nadejdą. Pamiętasz o tym, że przeżyliśmy 4 końce świata?
-Tak, pamiętam. Ale mimo wszystko –apokalipsa Zombie jest możliwa.-ten od razu wrócił to zamiatania kurzu-Swoją drogą, to po co musisz iść na ten pi*przony konwent?
-Tak, tak, muszę...T o przecież najlepsza okazja na zareklamowanie swojego bloga. A im większa popularność – tym więcej kasy za to się dostaje.
-Mhm… Obstawiam, że w jeden dzień zdobyłbym więcej kasy niż ty przez te reklamę.
-Serio? Ty chyba naprawdę nic nie wiesz o zarabianiu kasy…
-Wiem i to sporo! Kiedyś pracowałem w cukierni! Pracowałem, bo mnie zwolnili…Przypadkowo zniszczyłem jakieś zamówienie…
Po chwili do pokoju weszła Jen.
-Cześć.-powiedziała
-Elo.-odpowiedział Shawn
Dziewczyna po kilku sekundach nietypowo spojrzała na Toma.
-Halo?-spytała-Gdzie „dzień dobry” czy coś w tym stylu?
-Ach, tak, tak…-rzucił sucho Thomas-Siemka Jen.
Ta od razu usiadła na kanapie, obok niego.
-Masz już coś, co możemy zaprezentować?-spytała
-Nie.-odpowiedział-Ale….
Po chwili ten zaczął jej szeptać coś na ucho, na co dziewczyna co chwilę odpowiadała ‘’aha”.
-I co wymyśliliście?-spytał po chwili Shawn
-Cóż, dowiesz się już w sobotę.-odpowiedziała Jennifer

  W parku. Tam obecnie siedzieli Dave i Sky. Oboje siedzieli na ławce, gdzie jedli lody.
-Widzisz Dave?-powiedziała dziewczyna-Mówiłam, że wypad gdzieś to dobry pomysł.
-Ta, miałaś racje...-odpowiedział sucho-Raz na jakiś czas można wyjść na lody.
-Mimo wszystko widzę, że wciąż nie jesteś zadowolony.
-Nie chciało mi się wychodzić z domu. I już. O Ch*LERA, OSA!
-CO?!
-OSA LECI!-ten po chwili upuścił loda-JA MAM UCZULENIE, WIEJMY!
-Dobra, dobra!
-A poniesiesz mnie? Z tą moja nogą daleko nie dajdę.
-Niech ci będzie…Wskakuj mi na ręce.
-E…Halo, noga?
-No tak.
Po chwili ta wzięła go, wraz z jego kulami na ręce.

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Wow! Ciekawy rozdział... Ja na miejscu Dave'a w życiu nie zgodziłabym się wyjść do parku. Sama miałam nogę w szynie i nie chciałam wyjść choćby na zewnątrz, a co dopiero człapać do parku! To naprawdę nie takie proste poruszać się o kuli.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu „super”, „fajne” itp.
***

  Następnego dnia, w domu Cody`ego. On, wraz z dziewczynami, z którymi zaplanował zrobić imprezę oglądali zakupione dekoracje.
-Wow.-powiedziała Zoey-Wyglądają świetnie.
-Ile na to wydaliście?-spytała nagle Sky
-Nie pamiętam.-odpowiedział chłopak-Ale grunt, że było nas stać. Ogólnie to może jeszcze coś dokupimy.
-No wszystko pięknie, fajnie-powiedziała Samey-Tylko…
-Coś nie tak?-spytał Cody
-Gdzie w ogóle będzie ta impreza?
Zapadła grobowa cisza. Trwała ona jakieś dobre kilka sekund.
-Cody, czy ty w ogóle znalazłeś jakieś miejsce, gdzie możemy zrobić imprezę?-spytała Gwen
-No właśnie nie..-odpowiedział chłopak
-No nie, to już przecięcie!-skomentowała to Jasmine
-Dajcie spokój dziewczyny.-dodała Carrie-Mamy czas do soboty. Na pewno coś znaj…
-Nie, nie ma czasu! Na pewno to będzie dużo kosztować… Skąd weźmiemy na to wszystko kasę?
-Spokojnie, jakoś musimy to wszystko doprowadzić do ładu i składu.-dodała Dawn-Poszukamy jakiegoś dobrego miejsca na imprezę i na pewno wszystko będzie ok.
Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Sky, otwórz.-poprosił Cody-Ja musze trochę ochłonąć…
Dziewczyna od razu udała się w kierunku drzwi. Otworzyła je – za nimi stał Dave. Chłopak miał nogę w gipsie, podbite oko i chodził na kulach.
-Cześć Dave…-powiedziała dziewczyna z sztucznym uśmiechem
-Ta, cześć..-odpowiedział przewracając oczami
-Wszystko ok?
-Ok? OK?! Jak ma być ok?!  Wczoraj potrącił mnie samochód! I przez to mam złamaną nogę!
-Ej, przecież prędzej czy później znowu będziesz mógł chodzić.
-Jasne, ciekawe kiedy… W każdym bądź razie widziałaś może Cody`ego? Chcę z nim pogadać na ten temat.
-Nie.
-To…co w takim razie robisz w jego domu?
-Dave…Wyznaczysz mi przysługę?
-A jaką?
-Spadaj!-po tych słowach dziewczyna zamknęła drzwi
Po chwili do dziewczyny podszedł Cody.
-Kto to był?-spytał
-A, nikt ważny.-odpowiedziała wzruszając ramionami

  W domu Noah i Emmy. Obecnie siedziała tam Jen, która zszywała jeasny. Po kilku sekundach rozcięła nitkę i popatrzyła na swoje ‘’dzieło”.
-I voila!-powiedziała-Zupełnie jak nowe!
-Wow Jen, to wygląda niesamowicie!-dodała Emma-Jak ty to zrobiłaś?
-Kiedyś chodziłam do szkoły mody.-wyjaśniła-I dzięki temu nauczyłam się szyć i w ogóle.
Po chwili do pokoju wszedł Noah, wraz z Tomem.
-Hej dziewczyny.-rzucił Thomas-Co robicie?
-Naprawiamy prezent dla Kitt.-wyjaśniła Emma-Wierzcie lub nie, ale Jen zrobiła to tak, że jeansy wyglądają niemalże jak dopiero wyjęte z sklepu.
-Oj tam, oj.-rzuciła Jennifer-To tylko drobiazg, dla znajomych wszystko.
-Ta, wszystko.-rzucił sucho Noah
-A propo, Jen co przygotujemy na ten konwent?-spytał Tom
-Jak to ‘’przygotujecie”?-spytała Emma
-Cóż, konwent to idealna okazja by zareklamować blog.-wyjaśnił-A żeby to zrobić, trzeba coś sensownego zaprezentować. Więc Jen – masz już coś?
Na twarzy dziewczyny pojawiło się przerażenie. Na śmierć zapomniała – spotkanie, na którym pojawią się wszelkiego rodzaju blogerzy jest coraz bliżej, a ona i jej partner niczego nie mają.
-No właśnie…nic…-powiedziała
-CO?! Przez ten czas nic nie wymyśliłaś?!
-Nie miałam kiedy – ta sprawa z urodzinami i w ogóle. A ty….-na jej twarzy pojawił się nietypowy uśmieszek-Wymyśliłeś już coś na ten konwent?
-No…-ten od razu się zawstydził-Nie.
-W takim razie oboje mamy problem…
-Na pewno uda wam się coś wymyślić.-dodała Emma-Konwent jest dopiero w sobotę, a wy macie na to trochę czasu.
-Taaa, masz rację…-rzuciła Jennifer-Tylko trzeba wpaść na coś świetnego, oryginalnego i w ogóle…

  Po południe. Kitty i Carrie obecnie były w galerii, gdzie oglądały biżuterię.
-Zobacz tylko, ten naszyjnik jest całkiem fajny.-powiedziała Kitt pokazując przyjaciółce srebrny łańcuszek z fioletową zamieszką w kształcie kulki
-No faktycznie, jest ładny.-dodała blondynka
-Ładny to mało powiedziane.-azjatka zaczęła go przykładać do swojej szyi-Jest on po prostu boski! Aż chyba go zakupię.
-Jeśli chcesz to mogę ci go kupić.
-Nie trzeba.  Serio, sama mogę zapłacić.
-Daj spokój, niedługo masz urodziny. To mógłby być taki prezent ode mnie.
-Serio?! Dzięki! Chwila…
-Coś się stało?
-Nie, tylko…skąd wiesz że niedługo mam urodziny? Przecież w ogóle ci o tym nie mówiłam… Emma ci powiedziała, czy coś?
-Jak by to powiedzieć…Jeden z naszych znajomych mi powiedział.
-Aha…
-No dobra, dawaj te naszyjnik i idziemy już do kasy. Mamy mnóstwo rzeczy do załatwienia. A mówiąc rzeczy mam namyśli sklepy.
-No dobrze, już dobrze.

  Sierra właśnie szła do domu Cody`ego. W rękach trzymała dwie torby prezentowe, po jednej w każdej dłoni. Była obecnie ubrana w czerwoną sukienkę w białe groszki, a na jej nogach widniały czarne pantofle na niskim obcasie. Włosy były zrobione w kok za pomocą wstążki tego samego koloru co sukienka. Na twarzy dziewczyny był widoczny uśmiech.
Od razu już była przy domie chłopaka. Nacisnęła dzwonek. Po kilku sekundach drzwi otworzyła je Zoey.
-Oh, cześć Sierra.-powiedziała czerwonowłosa
-Hej Zoey.-odpowiedziała-Cody jest w domu?
-Tak.
Fioletowłosa weszła do środka. Właśnie zobaczyła jak chłopak szedł w kierunku kuchni.
-Cody!-krzyknęła
Od razu dała Zoey torebkii podbiegła do Cody`ego, którego od razu przytuliła.
-Tak dawno cię nie widziałam!-powiedziała ściskając go do siebie
-Przecież kilka dni temu rozmawialiśmy razem na Skype`ie…-odpowiedział dusząc się
-Daj spokój, ja się czuję, jak by minęły wieki. Poza tym potrzebujesz dodatkowej pary rąk do pomocy nad imprezą.
-Dodatkowej pary rąk?! Sierra, o czym ty w ogóle mówisz?!
-Och, prawie bym zapomniała!
Po chwili ta puściła chłopaka, a następnie wyrwała z rąk Zoey torby i dała je chłopakowi.
-Jest tam wszystko, co przyda się na imprezę.-wyjaśniła
-No fajnie, tylko…-ten od razu oddał jej torby-Nie potrzebujemy twojej pomocy.
-Jak to „nie potrzebujecie”?
-Mamy już wszystko co trzeba. Nie potrzebujemy więcej pomocy.
-Och, w porządku…
Dziewczyna od razu posmutniała i powoli wyszła z domu.
-Czekaj!-krzyknęła Zoey-Trzeba jeszcze…
Jednak nie dokończyła, gdyż Cody zasłonił jej usta ręką.
Po kilku sekundach, ten spojrzał przez okno. Kiedy już tylko Sierra zniknęła z pola widzenia, zabrał rękę z twarzy czerwonowłosej.
-Odbiło ci?!-spytała dziewczyna-Przecież dobrze wiesz, że potrzebujemy jakiegoś miejsca na imprezę! A Sierra mogłaby coś wymyślić!
-A czy ona ci wygląda na kogoś, kto znajdzie nam miejscówkę na imprezę?!
-Słuchaj, ona jest dosyć…nietypowa. Ale znając ją pewnie by coś wymyśliła. No wiesz – ma ona te swoje źródła, znajomych i w ogóle…
-Ta, a potem by się ode mnie nie odczepiła. Ona jest jak pryszcz na siedzeniu!
-Przeżyjesz…
-Nie. Nie przeżyję.

  Noah i Emma obecnie siedzieli u siebie w domu. Po chwili usłyszeli dźwięk dzwonka do drzwi.
Azjatka od razu wstała i otworzyła drzwi.
Za nimi stały Kitty oraz Carrie. Obie weszły do środka.
-Cześć siostro.-powiedziała Kitt
-No hej.-rzuciła Emma-Co tam?
-Dobrze. Zobacz tylko co mam!
Po chwili młodsza z sióstr wyciągnęła z torebki srebrny wisiorek z fioletową zawieszką.
-Skąd go masz?-po chwili do reszty dziewcząt podszedł Noah
-To prezent od Carrie. Z okazji urodzin.-wyjaśniła
-Aha.-rzuciła sucho jej starsza siostra-Słuchaj, kupiłaś coś jeszcze poza tym?
-Tak, kilka ubrań. A co?
-Może spróbujesz wymyślić jakąś stylizację na imprezę urodzinową?-zaproponowała
-Cóż, imprezę mam dopiero w sobotę…
-Tak, ale warto by było gdybyś coś wymyśliła…no…
-W sumie….Dobra, jak coś to przez jakiś czas zajmuje łazienkę. Na razie!
Kitt od razu udała się w stronę owego pomieszczenia. Noah natomiast poszedł już na górę, w efekcie czego Carrie i Emma zostały same.
-Skąd wiesz, że Kitty niedługo ma urodziny?-spytała niebieskowłosa
-Pomagam Cody`emu zorganizować dla niej imprezę z tej okazji.-odpowiedziała
-Robicie imprezę z okazji urodzin Kitt?!
-Mhm. A co? Nie wiedziałaś?
-Ja nawet nie myślałam, o tej imprezie…. Długa historia…
-Chcesz nam pomóc?
-No, ale w czym?
-W przygotowywaniu imprezy. Każda para rąk się przyda.
-No dobra. Mogę spróbować.
-Świetnie! To jutro przyjdź do Cody`ego. Omówimy te sprawy i w ogóle…

  Nadszedł wieczór. Sky obecnie siedziała u siebie w domu i przeglądała coś na komputerze. Po chwili usłyszała muzykę. Od razu ją rozpoznała – leciała ona z jej telefonu. Szybko wzięła z stolika swój sprzęt i na niego spojrzała – na ekranie wyświetlał się numer, którego w ogóle nie znała. Po chwili postanowiła odebrać, a następnie przyłożyła telefon do ucha.
-Halo?-spytała
-No cześć.-z słuchawki rozległ się znajomy głos
-DAVE?!-zdziwiła się-Skąd masz mój numer?!
-Mam swoje sposoby.-wyjaśnił-Słuchaj, może jutro wpadniesz do mnie?
-Po co?
-Jak wiesz mam złamaną nogę. A potrzebuję pomocy przy takich drobnych sprawach. Pomogłabyś mi?
-Cóż, sama nie wiem… Ale czemu dzwonisz akurat do mnie? Przecież wiesz, jakie mamy schrzanione relacje…
-No wiem, wiem. Ale pomyśl – może jutro spróbujemy je naprawić? Przecież raz się żyję.
-Dobra…Niech ci będzie…
-Super! A, i jutro przyjdź w krótkiej spódnicy!
-Chwila, co?
Ale ten się rozłączył.
-Czemu ja mam przyjść do niego w spódnicy…-powiedziała

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Czuję się źle, bo nie mam pojęcia o co chodzi z Sky i Dave :( Krótkiej spódnicy?! Co? :D Chwała! Wreszcie Emma dowiedziała się o imprezie organizowanej przez Cody'ego.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Co prawda pisałam wcześniej, że nie będę w tym tygodniu zbyt aktywna, ale miałam trochę wolnego czasu i postanowiłam że w końcu skończę rozdział. Także...macie :D.
Nie przyjmuje komów typu „super”, „fajne” itp.
***
  Był poranek. Noah akurat schodził na dół. Od razu poszedł do kuchni, wlał sobie kawy do i udał się do salonu. Zaczął już pić napój, lecz kiedy był już w salonie, wypluł kawę. A to wszystko przez to co tam zobaczył.
Emma siedziała bezczynnie na kanapie. Miała wory pod oczami i jedyne co zrobiła, to patrzyła się w pusty ekran telewizora, najwyżej raz czy dwa mrugnęła.
-Emma, wszystko ok?-spytał
-Tak, tak.-dopowiedziała-A co?
-Nie wyglądasz najlepiej. Spałaś chodź trochę?
-Próbowałam. Ale się nie udało. To wszystko przez te głupie spodnie – w jeansach nie da się spać…
-Słuchaj, przykro mi że szukanie prezentu dla twojej siostry tak się skończyło. Ale dzisiaj spróbujemy to wszystko ogarnąć. Będzie dobrze.
Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Chłopak położył kubek na stoliku i udał się w kierunku drzwi, które od razu otworzył.
Za nimi stała Izzy, która patrzyła się na niego z ogromnych uśmiechem na twarzy.
-O, hej Izzy.-powiedział-Co ty tu…
Kiedy miał już skończyć, rudowłosa wyciągnęła zza pleców ogromne nożyce ogrodowe.
-Matko boska!-krzyknął-Na co ci one?!
-No jak to na co?-rzuciła-Żeby uwolnić Emmę.
-Czy ty sobie żartujesz?! Tom i Jen przecież mieli nam z pomóc.
-Nie mają na to czasu. Zamiast tego postanowili mi zapłacić, żebym poszła za nich i uwolniła Emmę z tych jeansów.
-No dobra, dobra, ale…nie mogłaś wziąć czegoś, powiedzmy…mniejszego?
-Nie. Tylko takie nożyce znalazłam. A teraz się przesuń, bo inaczej ci oko wydłubie.-ta odepchnęła Noah i weszła do środka
-Mam nadzieje, że nic jej nie zrobisz…-powiedział

  W tym samym czasie, w domu Toma. Chłopak chodził w te i we w te, zbierając przy tym z ziemi skarpety.
-Jasna ch*lera, Shawn…-powiedział-Mógłbyś chodź raz po sobie posprzątać…
-Ależ oczywiście ‘’Panie Idealny”.-powiedział sarkastycznie Shawn, który wszedł do pokoju i od razu rzucił się na kanapę
-Weź, ty tak na mnie nie mów.-Thomas od razu rzucił stertę na fotel-No i w końcu weź się za siebie, bo ludzie pomyślą że mieszkam z świnią i…
-Patrz, Jen w samej bieliźnie!
-CO?! Gdzie?!-ten od razu zaczął się rozglądać-Ej, nie wywiniesz się tak łatwo! Gadaj, jak będzie z tym czynszem?
-Jakim czynszem? Myślałem, że mogę mieszkać tu za darmo!
-Bo możesz. Ale wpadłem na pewien pomysł – kiedy nie zadbasz o siebie i będziesz mnie traktował jak pokojówkę to będziesz mi płacił.
-Kiedy ja nie mam ani grosza…
Zapadła grobowa cisza.
-Yyy…Tom?-spytał brunet
-K*rwa, no nie… No po prostu, k*rwa no nie! Jak można być takim głupim, że nie ma się przy sobie pieniędzy!
-Ta, wybacz…
-Spoko. Tylko weź następnym razem miej te pieniądze – inaczej cię wyrzucę i będziesz mieszkał u Mamusi.
-Kiedy ja nie chcę…
-Sam widzisz! Także na twoim miejscu znalazłbym jakąś pracę- tak na wszelki wypadek…
Po tych słowach Tom od razu wstał i udał się na górę.
-Ale gdyby nie ja, to kot sąsiadki by już dawno cię zabił!-powiedział Shawn

  W domu Cody`ego. On, wraz z dzień wcześniej zaproszonymi dziewczynami.
-Dobra, macie może jakieś pomysły co zrobimy na urodziny Kitty?-spytał
-Może jakiś wypad, na przykład na kręgle?-zaproponowała Sky
-Albo pójdziemy do restauracji.-dodała Zoey
-Równie dobrze możemy zostać w domu, kupić jej tort, zaśpiewać ‘’sto lat”, obejrzeć z nią jakiś serial i….-powiedziała Gwen
-I…?-spytała Lindsay
-I nic. Po prostu pewnie pójdziemy do domów i kropka.
-Poważnie Gwen?-spytała Jasmine-Nie masz lepszego pomysłu?
-Ej, w przeciwieństwie do was nie znam aż tak dobrze Kitt. Także nie wiem co mogłybyśmy zrobić.
-Mam pomysł!-powiedział Cody-Może każda z was pójdzie na „przeszpiegi” i spróbuję się dowiedzieć czegoś na temat Kitt.
-Cody, ten pomysł jest taki głupi, że już prędzej Lindsay wpadnie na coś lepszego.-Gwen kontynuowała swoje
-A poza tym raczej wiadomo co ją kręci.-dodała Carrie-Gry, seriale, mangi, anime, popularność w necie…
-Już wiem!-powiedziała Samey-Może kupimy jej jakieś mangi i zamówimy sushi. Tak po japońsku, ze tak to ujmę.
-No w sumie to nie jest źle.-skomentowała to Zoey
-Problem w tym, że chcemy zrobić jej dużą imprezę.-wyjaśniła Dawn
-No i mamy problem…-westchnęła Samantha z założonymi rękoma
Po chwili rozległ się huk. Wszyscy odwrócili się w stronę drzwi. Były one otwarte, a za nimi stała Izzy, z nożycami ogrodowymi w rękach. Od razu rzuciła nożyce na ziemię i weszła do środka.
-Robota wykonana.-powiedziała
-Izzy!-krzyknął Cody-Gdzie ty byłaś? Mieliśmy rozmawiać o imprezie urodzinowej dla Kitt!
-Tak, wiem.-odpowiedziała rudowłosa-Ale jej siostra utknęła i musiałam jej pomóc.
-Aha…
-Ale nie jest źle – za pomoc dostałam trochę forsy. Może kupię sobie coś fajnego.
-I to jest myśl!-dodała Sky
-Ale co?-spytała Lindsay
-Złożymy się na jakiś prezent dla Kitty – na przykład telefon albo tablet graficzny. Czy co ona tam chcę…
-Ej, to nie głupi pomysł.-dodała Zoey-Po ile się składamy?
-No cóż…-Cody zaczął się namyślać-Izzy, ile ty tam masz?
-60 dolarów i jakiś guzik od kamizelki.-odpowiedziała
-No to na 60 dolarów.  No i jeszcze przydarzą się dekoracje.
-No i fajnie.-dodała Zoey
-Zobaczcie co znalazłam!-powiedziała Lindsay
Wszyscy podeszli do blondynki. Trzymała ona w ręku jakiś kupon. Było na nim napisane: „Zniżka na artykuły urodzinowe, -50% taniej!”.
-O mój…Do kiedy to?-powiedział Cody, który po chwili zaczął coś mamrotać pod nosem-O matko, do dzisiaj!
Po chwili ten bez słowa wziął Lindsay za rękę i wybiegł z nią z pokoju.
-Chwila, gdzie wy idziecie?-spytała Jasmine
-Do sklepu.-odpowiedział chłopak-Ale spoko, postaramy się wrócić za…godzinę? Nie wiem. W każdym bądź razie – możecie się rozejść.
Po tych słowach reszta dziewczyn wyszła.

  W domu Toma. Tam akurat siedziała Jen i Emma.
-No i się nie udało.-powiedziała azjatka-Straciłam prezent dla Kitt.
-Słucham przykr mi z tego powodu.-powiedziała Jennifer-Ale..
-Ale co? Zapłaciłaś Izzy, żeby za ciebie to wszystko zrobiła. Nie czujesz się ani trochę za to winna?
-No dobra, wiem że w tym przypadku popełniłam duży błąd, ale hej – jeansy to nie wszystko. Znajdziemy jej coś innego. Ja na jej miejscu ucieszyłabym się bardziej z sukienki lub spódnicy niż jeansów.
Po chwili podszedł do nich Shawn. Chłopak trzymał w ręku ścierkę i wycierał stół, przy którym siedziały dziewczyny.
-Shawn, co ty tu robisz?-spytała Jen
-Nie mam czasu na pogaduchy.-odpowiedział-Nie widzisz, że pracuje?
Po tych słowach ten od razu sobie poszedł i zaczął wycierać szafki.
-Co w niego wstąpiło?-spytała Emma
-Nie wiem.-odpowiedziała Jennifer
-Jesteś skazana mieszkać z nim pod jednym dachem – powinnaś wiedzieć co z nim jest nie tak.
-To, że tu mieszka nie oznacza że interesują mnie jego sprawy. On tylko mieszka w piwnicy, z która i tak jest bezużyteczna.
Po chwili do pokoju wszedł Tom.
-Cześć dziewczyny.-powiedział
-Tom, możesz mi powiedzieć co się tutaj dzieje?-spytała Jennifer
-Ale że co?-spytał
-Przyznaj się – zrobiłeś coś Shawn`owi. Bo o dziwo jest jakiś…porządniejszy.
-No cóż – groziłem mu, że jak nie będzie dbał o porządek to będzie musiał albo mi płacić albo się wynieść. Chyba nie musze mówić co dalej.
-No, nie musisz.-dodała Emma
-Ale przyznam – spisałeś się na medal.-dodała Jen

  W domu Kitty. Ta siedziała u siebie i oglądała sobie serial. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi.
-Proszę.-powiedziała
Po chwili do środka weszła Sierra.
-Hejka Kitt.-powiedziała-Mam mega bombę dla ciebie!
-Poważnie?-spytała azjatka-Pokaż!
Fioletowłosa od razu wyciągnęła telefon i usiadła obok niej.
-No bo widzisz..-zaczęła-Podobno w te sobotę masz urodziny…
-Tak, zgadza się.-odpowiedziała spokojnie niebieskowłosa
-A masz jakieś plany?
-Jak by to powiedzieć…
-Paczaj!-po chwili Sierra wyciągnęła zza pleców kilka pudełek z płytami DVD-Zaległe seriale! Będzie co nadrabiać! W to w te sobotę!
-No fajnie, tylko..
-Tylko co?
-Otóż w te sobotę nie mogę.
-Jakiś powód?
-W te sobotę mam urodziny. I poprosiłam Cody`ego, żeby zrobił mi z tej okazji imprezę.
-Wow…-rzuciła Sierra-No to nieźle!
-No wiem. Impreza – czyż to nie brzmi genialnie.
-Nie, ja miałam na myśli to, że Cody ci ją organizuje. Też bym chciała żeby to zrobił!
-A wiesz co? Kazałam mu to zrobić, pod warunkiem że ja nauczę go wygrywać w gry. I przez ciebie wpadłam  na pewien pomysł.
-Uuuu, a jaki?
Po chwili Kitty wyszeptała jej wszystko na ucho, na co Sierra, co chwilę odpowiadała „aha”.
-Cóż, to może się udać.-rzuciła fioletowłosa

  Było już ok. godziny 17.
Heather, Cody i Lindsay siedzieli w samochodzie.
Heather siedziała za kierownicą, Cody obok niej, a Lindsay z tyłu i czytała czasopismo.
Cała trójka obecnie stała w korku samochodowym.
-Matko boska!-powiedziała Heather uderzając głową w kierownicę-Kiedy to się wreszcie skończy?!
-Heather, uspokój się.-chłopak chciał jakoś złagodzić sytuacje
-Czy ty sobie żartujesz?! Siedzimy w tym korku jakiś kwadrans, a mam mnóstwo spraw na głowie.
-Tak, wiem… Ale sklep z rzeczami potrzebnymi na imprezę jest po drugiej stronie miasta, a ja nie mam prawa jazdy, więc…
-Lindsay też musiałeś zabierać?
-Jak by to powiedzieć…tak. Ona przynajmniej wie, gdzie jest ten sklep.
-Raczej wątpię.-po tych słowach Heather wyciągnęła telefon-Ma ona pamięć dziurawą jak ser szwajcarski.
-Ej, co ty robisz?
-Piszę SMS-a do Alejandro. Musi wiedzieć, że dzisiaj nie przyjadę….No i mi telefon padł!-po tych słowach wrzuciła sprzęt z powrotem do torby
-Patrz, możemy jechać.-Lindsay nagle zmieniła temat
-No nareszcie!
Zaczęli jechać dalej. Po chwili nagle pojazd w coś uderzył.
-Co do…?-spytała blondynka
Po chwili cała trójka wysiadła z pojazdu. Zobaczyli, ze leżała tam jakaś osoba.
-K*rwa!-krzyknęła Heather
-O matko!-po chwili ktoś wyszedł z samochodu-Dzwonię po karetkę!
Minęło kilka minut. Przez ten czas nikt się nie odzywał, a karetka zdążyła przyjechać i zabrać rannego.
-Słuchaj…-zaczął Cody-Co teraz?
Heather od razu ciężko westchnęła.
-Cóż, lepiej jedźmy już do tego sklepu.-odpowiedziała-Pewnie niedługo zamykają, no i wypadałoby zapomnieć o tym co się tutaj stało…

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Bam bam bam! Heather ucieka z miejsca przestępstwa! - Dlaczego to mnie nie dziwi? Skoro Izzy była u Emmy nie mogła się dowiedzieć, że jeansy były prezentem dla Kitt? Wtedy reszta dowiedziałaby się, że Em coś planuje i mogli by zaplanować wszystko razem, a Jen i Tom mogliby powrócić do tego czegoś co tam mieli XD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu ‘’super”, ‘’fajne” itp.
***

  Był ciepły, słoneczny poranek. Po ulicach chodziło mnóstwo ludzi, a samochody jeździły po ulicach.

  Noah i Emma siedzieli u siebie w domu, gdzie oglądali jakiś serial. Nie było nic słychać, poza dźwiękami z telewizora.
Oboje co chwilę zajadali się popcornem. Oprócz tego azjatka co jakiś czas z rumieńcami na twarzy patrzyła się na ‘’tego jedynego”.
Po chwili do pokoju weszła Kitty. Dziewczyna miała włosy w kompletnym nieładzie i była ubrana w różową piżamę, z napisem ‘’Tired” na bluzce.
-No cześć, zakochane gołąbeczki.-powiedziała Kitt
-Błagam, idź sobie.-powiedziała Emma, patrząc się z niezadowoleniem na siostrę-My tu oglądamy… I proszę, nie nazywaj nas ‘’gołąbeczkami”.
-Ej, pasuje wam to. Zdecydowanie za dużo czasu spędzacie razem.-po chwili usiadła obok nich
-A co mamy innego robić?-spytał Noah nietypowo patrząc na Kitty
Ta na odpowiedź jedynie wzruszyła ramionami.

  Minęło kilka minut. Cała trójka już kończyła oglądać.
-To jak?-spytał Noah-Oglądamy kolejny odcinek?
-Nie, ja spadam.-odpowiedziała Kitt, po czym wstała-Ten serial to nie moje klimaty, a poza tym muszę już iść. Chociaż szczerze to bym jeszcze posiedziała w piżamie do popołudnia…
Po chwili Kitty udała się na górę.
-Ta, ja też chyba pójdę.-dodała Emma-Wypadałoby wskoczyć do sklepu.

  Dziewczyna zgodnie z obietnicą od razu udała się w kierunku drzwi. Miała już iść, lecz przypomniała sobie o tym, że portfel został w kuchni. Szybko tam pobiegła, po czym wzięła swoją rzecz. Kiedy wychodziła z pomieszczenia, coś rzuciło jej się w oczy.
Na lodówkę była przyklejona różowa karteczka. Dziewczyna zdjęła ją w lodówki i ją przeczytała.
-O mój…-powiedziała
Po chwili do kuchni przyszedł Noah.
-Myślałem, ze już poszłaś.-powiedział, po czym wlał sobie do szklanki trochę soku pomarańczowego
-No miałam, ale…muszę jeszcze gdzieś zajść. Za niedługo wracam.
Po tych słowach wybiegła z domu.

  Jen siedziała u siebie, gdzie obecnie się ubierała. Po chwili usłyszała dzwonek do drzwi. Szybko włożyła na siebie bluzkę i pobiegła na dół.
Otworzyła drzwi. Za nimi stała Emma. Azjatka była cała zdyszana i opierała się ręką o drzwi z szansą, na złapanie tchu.
-Emma?-zdziwiła się Jennifer-Co ty tutaj robisz?
-Słuchaj, potrzebuje pomocy.-wyjaśniła-I to migiem.
-Ale o co chodzi?
-Poczekaj chwilę…- niebieskowłosa zaczęła grzebać w kieszeni swoich spodni –Voila!-po chwili wyciągnęła kartkę, a następnie dała ją Jen
Dziewczyna zaczęła czytać co było na niej napisane.
-A co to?-powiedziała-Jeansy, cola, szampon… Po co mi przynosisz listę zakupów?!
-Sęk w tym, że to nie jest lista zakupów… Tylko tego, co Kitty chcę żeby było na jej urodzinach…
-Serio?! Kiedy są jej urodziny?
-W te sobotę. I raczej wypadałoby je zorganizować, szczególnie przez to co się rok temu wydarzyło…
-A co się wtedy stało?
-Wszyscy o niej zapomnieli. Znaczy, mama sobie przypomniała, ale jedyne co zrobiła to dała jej jakiś tandetny długopis…
-No to fatalnie. Nic dziwnego, że jeśli chodzi o urodziny w tym roku, to jest strasznie wymagająca…
-Dokładnie. I miałam nadzieję, że w sobotę pomożesz mi z tą imprezą!
-CO?! Nie mogę!
-Czemu?
-Ja i Tom idziemy na konwent Blogerów. A to idealna okazja na naszego bloga. Także wybacz…
Po tych słowach Jen zamknęła drzwi. Zauważyła jednak, ze nie były w pełni domknięte. Chciała już je porządnie zamknąć, lecz zauważyła, że drzwi były zablokowane przez nogę Emmy.  Z tego powodu je otworzyła.
-Poważnie?-powiedziała-Lepiej będzie jak już sobie pójdziesz.
-Tak, tak, wiem… Ale proszę, pomóż przynajmniej trochę, przed tym konwentem…
-Dobra, zobaczę co da się zrobić. Później wybierzemy się do jakiegoś sklepu i poszukamy tego co trzeba.
-Och, dzięki, dzięki!-po tych słowach niebieskowłosa rzuciła się na przyjaciółkę i ją przytuliła
-Spoko, spoko. Tylko…weź mnie puść.
-No dobrze, już dobrze.
Po chwili Emma ją puściła.

  Tymczasem Kitty i Cody siedzieli w domu chłopaka, gdzie akurat grali na konsoli w jakąś gra.
-Hah, wygrałam!-powiedziała Kitt
-C-Co?!-zdziwił się-Jak?! Przecież znam te grę jak własną kieszeń.
-No tak, ale przyznaj się – znowu przegrałeś. I znowu z dziewczyną.
-Ej, weź mi tego nie wypominaj!
-Cody, nie denerwuj się… To tylko gra…
-Jak mam się nie denerwować?! Przegrałem z dziewczyną! Znowu… Jak ty to robisz?!
-Ale że co?
-Wygrywasz w te gry. Proszę, naucz mnie tak grać!-po chwili ten złapał dziewczynę za koszulę i zaczął do niej robić „oczy szczeniaka”
-Powiem ci to: mnóstwo nieprzespanych nocy. Tylko ja, konsola i mnóstwo kubków kawy. Spałam tylko przez 3-4 godziny.
-O dziwo dzisiaj jesteś w dobrej formie….
-To dlatego, że robię tak na jakiś czas śpię nawet do 14. Wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
-Mimo wszystko – naucz mnie.
-No dobra. Ale pod jednym warunkiem – moja impreza urodzinowa musi się odbyć.
-Impreza?! Urodzinowa?! Kiedy?!
-W te sobotę. I strasznie zależy mi żeby to była naprawdę zarąbista imprezka.
-Jak bardzo, w skali od 1 do 10?
-100. A nawet 200. Po prostu chcę żeby była niezapomniana!
-No dobra. Zrobię wszystko co w mojej mocy. Bo czego się nie robi dla lepszych wyników w grach video…

  Było już popołudnie. Emma i Jen, wraz z Noah i Tomem udały się do sklepu z ubraniami.
-Powinnaś koniecznie przymierzyć te jeansy!-powiedział Tom przykładając je do nóg Emmy
-Sama nie wiem…-odpowiedziała azjatka-Nie są one w moim stylu…
-Kto mówi że to dla ciebie?-skomentowała to Jen-Ty i Kitty macie podobny rozmiar, a ona chciała jeansy...więc je skołujmy.
-Równie dobrze mogłaby zostać galerianką…-dodał Noah-No wiecie, taką laską która za różne rzeczy oferuje…
-Tak Noah, wiemy kto to jest…-skomentował to sucho Thomas-A teraz się zamknij.
Minęło kilka minut. Emma akurat była w przebieralni, a cała trójka na nią czekała.
-Proszę bardzo!-powiedziała niebieskowłosa wychodząc
-Wow...-powiedział Noah-Pasują ci jak ulał.
-Och, dzięki. –na jej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech
-Dobra, róbmy te zakupy.-dodała Jen-A ty już ściągaj te spodnie.
-Ok, ok…-po tych słowach ta wróciła do przebieralni
Minęło kilka sekund, a jedyne co można było usłyszeć to jęki, wydobywające się właśnie z przebieralni.
-Ech, Emma?-spytał Tom-Wszystko ok?
-Nie!-krzyknęła-Te ch*lerne spodnie utknęły i za Chiny nie mogę ich zdjąć!
-No to z*jebiście…-dodał Noah-Więc spędzimy tutaj jeszcze trochę czasu…-po chwili wyciągnął z torby swojej dziewczyny książkę i zaczął ją czytać
-Dobra, lecę po jakąś pomoc.-powiedziała Jen po czym oddaliła się od reszty

  W tym samym czasie, w domu Carrie. Dziewczyna tam właśnie siedziała, wraz z Gwen, Zoey i Sky, gdzie oglądały horror.
-Błagam, nie wchodź do tej piwnicy.-powiedziała Sky-Proszę nie…
-Za późno.-rzuciła sucho Gwen-Weszła tam.
Po chwili z telewizora rozległy się krzyki. Wszystkie dziewczyny, oprócz Gwen patrzyły się na ekran z przerażeniem. Gotka za to wyglądała na zachwyconą.
-Powiedz…-zaczęła Zoey-Dlaczego musimy to oglądać?
-Bo teraz moja kolei na wybieranie filmu.-niebieskowłosa wzięła z stołu pilot i „zatrzymała film”-Mam dosyć tych amerykańskich filmów o szkołach, nastolatkach, musicalach…Tak szczerze to mam tego po kokardę.
-Ok, ok, rozumiemy.-powiedziała Carrie
Po chwili rozległa się jakaś piosenka.
-Chwileczkę.-powiedziała blondynka wstając z kanapy-Muszę coś zrobić.-po tych słowach od razu wyszła z salonu
-No dobra.-rzuciła Gwen biorąc pilota do ręki-No to lecimy dalej.
Minęły z dwie minuty.  Dziewczyna już wróciła do salonu.
-Dobra, musimy jechać do Cody`ego.-powiedziała
-Po co?-spytała Sky
-Jest jakaś sprawa do załatwienia.-wyjaśniła-I powinnyśmy już tam być.
-EJ, a film?-spytała Gwen
-Film poczeka.-powiedziała Zoey-Jedziemy!
Po chwili cała czwórka wyszła z domu.

  Godzinę później. Tom, Jen, Noah i Emma właśnie wracali z galerii.
-Matko boska, teraz już wiem co czuję moja babcia.-powiedziała Emma, po czym spojrzała na swoje spodnie
Pomimo wszelkich prób i starań, to nic – spodnie od co utknęły na azjatce.
-Słuchaj, przykro mi że tak wyszło.-powiedziała Jen
-Ta, wiem…-odpowiedziała niebieskowłosa-Nie dość, że mam na sobie spodnie, które kompletnie mi się nie podobają, to jeszcze nie mam prezentu dla Kitt…
-Ej, będzie dobrze.-powiedział Tom-Pójdziemy do domu i spróbujemy cię wyciągnąć z tych jeansów, nie niszcząc ich. Serio, nie dość, że ta pomoc była kiepska, to jeszcze byliśmy skazani im zapłacić!
-Dobra, zna może ktoś jakiś skuteczny sposób na wyciągnięcie Emmy z tych spodni?-spytała Jennifer
-Chyba nie ma.-odpowiedział Noah
-Jak to „nie ma”?!
-Wydaje mi się, że spodnie utknęły jej ‘’na dobre”. To nie jest łatwa sytuacja, więc nie da się tego doprowadzić do ładu i składu, także- albo Emma, albo jeasny.
-Noah, nie pomagasz….-powiedział Tom z zaciśniętymi zębami-To trochę jak by powiedzieć ‘’albo życie albo seks”, tylko że z łatwiejszą odpowiedzią …. Z resztą to twoja dziewczyna - mógłbyś ją chodź trochę wspierać.
-Ależ wspieram! Tylko, że duchowo…
-Wsparcie duchowe to nie wsparcie…. Mógłbyś ją przytulić czy coś.
-No dobra, dobra…
Nie minęła nawet sekunda, a ten przytulił swoją dziewczynę.
-Wybacz, że miałem cię w nosie i chciałem cię wspierać duchowo…-powiedział sucho
-Spoko.-odpowiedziała

  W domu Cody`ego. Był on tam wraz z Sky, Zoey, Gwen, Carrie, Jasmine, Samey, Lindsay, Dawn i Izzy.
-Dobra, o co chodzi?-spytała Jasmine
-Musimy zrobić naradę.-wyjaśnił
-Ciekawe po co…-dodała z założonymi rękoma Sky-Jeśli chodzi o jakieś fetysze stóp to ja spadam.
-Niezupełnie. Zbliżają się urodziny Kitty i wypadałoby zorganizować imprezę z tej okazji.
-Poważnie?-spytała Gwen-Nawet mnie ciekawi skąd wiesz kiedy ona ma urodziny…
-To skomplikowane. Ale walić to – musimy się przygotować, mamy czas tylko do soboty.
-A czemu akurat nas prosisz o pomoc?-zapytała Izzy, kręcąc na palcu pasemko swoich włosów
-Bo wy znacie ją całkiem dobrze. Co nam pomoże w zorganizowaniu imprezy. Więc…jak z tym będzie?
-Ok.-odpowiedziała Lindsay
-To co robimy?-spytała Zoey-Składamy się na kilka prezentów czy każdy sam coś kupuje?
-Sam kupuje. Ale imprezę organizujemy wspólnie.
-Dobra.-dodała Carrie

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Nowe opowiadanie! Jej! Z tego co widzę to będzie miało ono ciekawą formę ;) Będzie też ciekawie, bo jak na razie zapowiadają się dwie osobne imprezy urodzinowe tyle, że w tym samym celu i o tej samej porze! Ciekawe :D
  • awatar _Kate_❤: ullala no nie powiem naprawdę ciekawe :D jestem zainteresowana co będzie dalej *-* Jak widzę serio lubisz ,,Total drama'' i się nie dziwie. Czekam na kolejną część :>
Pokaż wszystkie (2) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu ‘’Super”, „fajne itp.
***

  Następnego dnia, w szkole.  Była obecnie lekcja Matematyki.  Pan Goldenford – nauczyciel, właśnie oddawał uczniom ich zeszyty. W końcu podszedł do ławki Morty`ego.
-Nie mogę uwierzyć, że tak dobrze ci poszło…-powiedział dając chłopcu jego przedmiot-Aż zaczynam się ciebie bać…
Czternastolatek od razu otworzył zeszyt na stronie z pracą domową. W rogu kartki widniało napisane czerwonym długopisem ‘’A”.
-O w dupę…-powiedział

  Było już popołudnie. Morty akurat wrócił już ze szkoły. Od razu po powrocie rzucił plecak w kąt i udał się do garażu. O dziwo był jednak pusty. Chłopiec na to jedynie wzruszył ramionami i wyszedł.
Po kilku sekundach zaczął rozglądać się po domu.
-O, hej Summer.-powiedział na widok swojej siostry-Widziałaś może Ricka?
-Nie.-odpowiedziała sucho dziewczyna patrząc się w telefon-Z resztą i tak mam to gdzieś.-po tych słowach rudowłosa udała się na górę
-Ale jędza…-powiedział do siebie
-Wszystko słyszałam!
Po chwili chłopiec zobaczył, że jego dziadek właśnie wychodzi z kuchni, z butelką piwa w ręku.
-C-Cześć Rick.-powiedział czternastolatek-Szukałem cię.
-Ta, dzięki za *beeee* troskę.-po chwili staruszek wziął do ust łyk piwa-A teraz spadaj – mam kaca i nie chcę żeby twoi rodzice widzieli mnie w takim stanie. –sześćdziesięciolatek od razu udał się w kierunku drzwi do garażu
-S-Słuchaj, jeszcze raz dzięki. Tym razem za…te pomoc w pracy domowej. Pierwszy raz dostałem ‘’A”, a nie ‘’D” czy ‘’C”, ewentualnie ‘’B”…
-No to *beeee* gratuluje. No dobra, to ja już *beee* spadam.  Jak Beth mnie zobaczy w takim stanie to będę miał wyj*bane. Poza tym wiedz, że to było po raz pierwszy i ostatni.
Po tych słowach sześćdziesięciolatek od razu udał się do garażu, zamykając za sobą drzwi.

  Nastał wieczór. Morty obecnie siedział u siebie w pokoju, w piżamie i z laptopem przed sobą. Po chwili do pokoju wszedł Rick.
Chłopiec na jego widok od razu wyłączył sprzęt.
-C-Co ty tu robisz?-spytał z lekkim przerażeniem
-No ten… -zaczął jego dziadek opierając się o drzwi-Wkładaj spodnie! Musisz ze mną na kolejną z tych wypraw.
-Poważnie? Nie mam na to ochoty…
-No weź. Z resztą lepsze to niż oglądanie Pornosów…
-Rick, przestań się wtrącać w nieswoje sprawy!-po chwili ten zrobił się cały czerwony
-Morty, nie musisz się tak gorączkować. A teraz chodź.-po tych słowach mężczyzna wyszedł z pokoju

  Minęło kilka minut. Oboje właśnie lecieli Statkiem Kosmicznym. Po chwili wylądowali na jakimś miejscu.
-I oto jesteśmy!-powiedział Rick opierając się o fotel-Jedno z największych kin w Galaktyce.
-Kino?!-na twarzy jego wnuka pojawił się szeroki uśmiech-Super! Tylko…rodzice nie zauważą?
-Spokojnie - pewnie uważają że śpisz. Poza tym to tylko na półtorej godziny, plus jeszcze trochę na drogę powrotną.
-Ok…
-No to załatwione. A teraz cicho Morty- zaczyna się. Tylko włączę nam tłumacza, bo film jest w języku ludzi z tej planety.- sześćdziesięciolatek od razu przesunął się do przodu i zaczął coś ustawiać
Po kilku sekundach na ogromnym ekranie pojawił się film, natomiast nad sterem -  napisy.
-Częstuj się.-po chwili Rick wyciągnął pudełko pełne popcornu
-Och, dzięki.-rzucił czternastolatek, po czym wziął trochę przekąski do ust

  Minęło ponad półtorej godziny. Oboje już byli w domu.
-Matko, ale jestem już zmęczony…-powiedział Morty wychodząc z statku
-Cóż, nie dziwie się.-skomentował to jego dziadek, również opuszczając statek-Musisz się wyspać, bo znając mnie pewnie znowu pójdziesz ze mną na kolejną ‘’wycieczkę”.
-Serio?! Myślałem, że po tym, że w kółko wpadam w tarapaty to dasz mi święty spokój.
-Morty, ja nigdy nie dam ci spokoju. Muszę mieć jakiegoś partnera do podróży. A ty jesteś lepszy niż ta twoja sukowata siostra, jak jej tam…
-Summer.
-No właśnie! Znając ją to pewnie by chciała jedynie chodzić po sklepach. Z resztą nie narzekaj – prędzej czy później polubisz te moje podróże, tym bardziej że może dzięki temu zostaniesz prawdziwym samcem Alfa.-po chwili Rick wziął z stołu butelkę piwa i zaczął wypijać jej zawartość
-No może…  Dobra, to ja już idę.
Nie minęła nawet sekunda, a mężczyzna przytulił wnuka.
-Ach Rick, puść mnie!-powiedział chłopiec-D-Dusisz....
-No dobra, dobra.-ten od razu wypuścił-Koniec tych pieszczot.
-To...Dobranoc.
Po tych słowach Morty wyszedł z garażu.


The End
  • awatar (Nie)znajoma: Wow... to chyba jedno z najkrótszych opowiadań jakie czytałam... Rick przejawił trochę życzliwości - tego się nie spodziewałam!
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu ‘’Super”, „Fajne” itp.
***

  Morty obecnie leżał na jakimś stoliku, w garażu. Tam akurat leżał na brzuchu, z podwiniętą bluzką, gdzie akurat Rick obwiązywał mu brzuch bandażem.
-Ał! Cholera…-powiedział chłopiec-Czy to musi tak boleć?
-To nie moja wina, że zostałeś postrzelony.-odpowiedział sześćdziesięciolatek, który wyciągnął nożyczki-Sam w to g*wno wdepnąłeś, to teraz sam spróbuj z niego wyjść.
-Wielkie dzięki Rick.-w głosie czternastolatka było słyszać ironię-Kompletnie mi nie pomagasz.
-Ja ci tylko wypominam fakty.-jego dziadek od razu rozciął resztę bandażu i cały ‘’sprzęt” położył na stoliku
-Słuchaj, to był twój pomysł żeby jeszcze zrobić. Gdybyś się mnie posłuchał, to by się to tak nie skończyło!
-Masz szczęście, że jednak cię nie olałem i razem wróciliśmy do domu.  W przeciwnym razie twoi rodzice by mnie udupili. Poza tym muszę o ciebie dbać – jesteś moim ‘’partnerem w przestępstwach”.
-Weź nie przesadzaj. Jeszcze bardziej mnie przerażasz,
-Jesteś jeszcze młody i masz przed sobą całe życie. A nie pozwolę żeby przeze mnie mój własny wnuk zginął.-po chwili wziął z stołu jakąś strzykawkę-I nie pozwolę żebyś miał nudne życie. I wiedz, że nie będę twoją niańką, dlatego w większości sytuacji radź sobie sam.
-Dobra, dobra…
-No to się dogadaliśmy. A teraz zaciśnij zęby – będzie lekko kłuć.
Po chwili Rick od razu wbił w chłopca igłę. Czternastolatek od razu pisnął z bólu, jednak przestał kiedy już jego dziadek wyciągnął igłę.
-P-Poważnie Rick?!-spytał-Musiałeś?!
-Wiedz, że chciałem sprawdzić na tobie mój najnowszy wynalazek.-wyjaśnił mężczyzna-Właśnie pracuje mad substancją, która potrafi zagoić wszelkiego rodzaju rany.  Dlatego myślę, że bandaż nie będzie ci potrzebny, w dodatku dałem ci go jedynie, żebyś się zbytnio nie wykrwawił.
Po chwili chłopiec od razu lekko odwinął bandaż. Po chwili odwinął go jeszcze więcej i zauważył że po ranie nie ma ani śladu.
-Wow…-powiedział-J-Jestem pod wrażeniem
-Ta, też czasami siebie zaskakuje. Wiedz, że jesteśmy tam Emmet i Marty, czy jak tam oni się w tym „Powrocie do Przyszłości” nazywali.
-W sumie…No dobra. To ja już idę spać.-po chwili Morty wstał z stolika-Dobranoc Rick.-po tych słowach chłopiec wyszedł z garażu
-Dobranoc Morty…-odpowiedział jego dziadek

  Następnego dnia.  Było już popołudnie.  Rick i Morty obecnie wciąż siedzieli sami w domu. Pierwszy obecnie siedział w garażu, a drugi w salonie, gdzie oglądał telewizje.  Po chwili zadzwonił telefon.  Chłopiec od razu wstał , udał się na korytarz i przyłożył słuchawkę do ucha.
-Halo?-spytał
-O, cześć synku.-z słuchawki rozległ się głos jego mamy-Jak tam u ciebie i dziadka?
-Dobrze.
-No to dobrze.
Oboje wymieniali ze sobą dialogi. Po chwili Rick zaczął iść w kierunku kuchni.  Od razu ustał, obojętnie spojrzał na wnuka i podszedł do lodówki.
Po chwili znowu wrócić do niego, tym razem z butelką piwa w ręku.
Zobaczył, ze czternastolatek obecnie odkładał słuchawkę i nietypowo popatrzył się na mężczyznę.
-Rick…-zaczął
-Ej, mój zakaz ’’nie-picia” już się skończył.
-Nie o to chodzi. Masz może chwilkę?
-Jasne. Co chcesz?
- Pomożesz mi w pracy domowej?
-Po co?
-Bo jesteś ’’najinteligentniejszym człowiekiem w galaktyce”, a ja mam mały problem. No i liczyłem na małą pomoc, z twojej strony. To pomożesz mi czy nie?
-Nie.-po chwili wziął do ust łyk piwa
-Ale czemu?
-Bo *beeee* nie.
-Rick, proszę. Chociaż raz!
-Nie i koniec.  Sam sobie radź…-po chwili sześćdziesięciolatek zaczął iść w kierunku garażu
-Pójdę z tobą na kolejną z twoich wypraw! Tylko mi pomóż…
Po chwili Rick od razu spojrzał na chłopca.
-Ech, zgoda…-odpowiedział-Ale niech to będzie pierwszy i ostatni raz.
-Dobra.

  Od razu oboje się do pokoju chłopca. Tam na biurku leżały wszelkiego rodzaju zeszyty i rzeczy typu ołówki, długopisy itp.
-No dobra.-powiedział Rick siadając przy biurku-Pokaż mi z czym ty tu masz problem.
-Proszę.-po chwili jego wnuk otworzył zeszyt i pokazał mu to co trzeba
-No dobra, zobaczmy co da się zrobić. Ale pamiętaj – pomagam ci w pracy domowej, a ty w zamian ze mną idziesz.
-Tak, pamiętam.
-No i dobrze.

  Minęło jakieś półtorej godziny. Morty obecnie pisał coś w zeszycie.
-I gotowe.-powiedział
-No i fajnie.-poparł go dziadek-A teraz pora na moją obietnicę.
-Teraz? Tak szybko?
-No dobra.-po chwili Rick wyciągnął z swojego fartucha Pistolet Portalowy -Jeśli chcesz to otworzę portal do czarnej dziury i wrzucę cię tam, razem w twoją pracą domową.
-Nie no, spoko mogę z tobą iść. Nie chcę siedzieć w czarnej dziurze.
-Super.-po chwili mężczyzna od razu nacisnął przycisk na Pistolecie, otwierając przy tym portal-No to idziemy.
Po chwili oboje przeszli przez portal.

  Nie minęła sekunda, a oboje znaleźli się w innym wymiarze. Tam akurat wszystko było poniszczone, rośliny były zaniedbane i na dachach czy też ziemi leżały ludzkie zwłoki.
-O-O mój Boże!-powiedział Morty łapiąc się za głowę-R-Rick, czemu to wszystko tak wygląda?!
-Jesteśmy w Wymiarze gdzie ludzie *beeeee* powymierali. –wyjaśnił jego dziadek zabierając coś z ziemi-Jakaś epitemia czy coś.
-Epitemia?! R-Rick, poważnie musimy tu być?!
-Tak Morty, musimy. Z resztą się nie umrzesz, nie ma szans, że się zarazisz.
-No dobra….
-No to zaj*biście. A teraz mi tego popilnuj.-po chwili mężczyzna dał czternastolatkowi zebrane przez siebie rzeczy-Ja muszę się rozejrzeć. Zaraz wracam.
Po chwili sześćdziesięciolatek od razu poszedł. Chłopiec zauważył coś na ziemi. Od razu odłożył wszystko, co dał mu Rick i podszedł, zobaczyć co to za przedmiot. Od razu rozpoznał, że to Pistolet Portalowy Rick`a. Na pewno mógł mu wypaść z fartucha.
Morty pierwszy raz miał owy przedmiot w ręku. Po chwili przypadkowo nacisnął przycisk otwierający Portal. Po chwili z Portalu wyszły jakieś macki i zaczęły łapać Morty`ego.
-Ch-Cholera!-krzyczał-Puszczajcie mnie!
Po chwili macka została zestrzelona laserem. Czternastolatek od razu wylądował na ziemi. Obejrzał się – jakiś metr od niego stał Rick, który właśnie chował do fartucha pistolet. Następnie podszedł do niego, wziął z ziemi Pistolet portalowy i nacisnął przycisk zamykając portal.
-Wygląda na to, że uratowałem cię po raz piąty… Czy tam szósty…-powiedział
-Wybacz…-odpowiedział jego wnuk
-Wybaczam, tylko… Proszę, nie wpadaj już tak często w tarapaty.
-No dobrze, dobrze. –po chwili chłopiec wziął rzeczy, które zostawił wcześniej-Tylko jakoś znalazłem twój Pistolet Portalowy i…
-Wiedz, że to nie jest oryginalny Pistolet Portalowy – tylko podróbka.
-Że co?
-Zrobiłem ją na wszelki wypadek, gdyby prędzej czy później byłbym skazany oddać oryginalny Pistolet czy coś w tym stylu. A w przeciwieństwie do oryginalnego nie potrafi otwierać Portali do każdego Wszechświata – tylko do Planety, gdzie mieszkają zmutowane ośmiornice.
-To wiele wyjaśnia…
-No dobra, wracajmy już do domu. –po chwili Rick wyciągnął z fartucha ‘’oryginalny” pistole i otworzył portal-Swoją drogą, miło by było gdybyś również raz uratował mi dupsko.

  Po chwili oboje znaleźli się już w domu. Kiedy już wrócili, Rick udał się do garażu, a Morty na dół, do salonu, gdzie już siedziała jego starsza siostra, Summer. Obecnie patrzyła się w telefon, jednak po chwili rzuciła wzrok na swojego brata.
-O, cześć Morty.-powiedziała sucho-I jak? Zgaduję, ze wynudziłeś się z dziadkiem.
-Wiesz co Summer?-powiedział-To było zupełnie bardziej szalone niż myślałaś…

  Nastał wieczór. Zgodnie z obietnicą rodziców, już wrócili. Oboje akurat udali się do kuchni.
-Cześć!-powiedziała Beth-Tęskniliście?
-O, cześć kochanie.-powiedział Rick
Jego córka od razu się uśmiechnęła.
Po chwili do mężczyzny podszedł Jerry. Oboje rzucili na siebie wrogie spojrzenie.
-I jak tato?-spytała Beth-Weekend z Morty`m się udał?
-Tak, tak.-odpowiedział po czym wziął do ust łyk alkoholu
-Pomimo małych trudności…-dodał Morty-Ale…udało się nam znaleźć wspólny język.
-To świetnie. Dobra, to ja już zacznę szykować kolację.

 Było już późno w nocy. Rick obecnie siedział w garażu i nad czymś majsterkował. Po chwili do garażu wszedł Morty.
-Cholera!-wystraszył się sześćdziesięciolatek-Myślałem, że śpisz…
-Nie mogę zasnąć.-wyjaśnił chłopiec-A poza tym muszę jeszcze coś załatwić.
-Aha….
Po chwili niespodziewanie czternastolatek go przytulił.
-Dzięki za ten weekend.-powiedział-To było…wow…
-Ta, nie musisz mi dziękować.-jego dziadek się lekko zawstydził-A teraz spadaj – jestem zajęty, a ty już powinieneś spać.
-No dobra.  Dobranoc Rick…
I wyszedł z garażu.

C.D.N
  • awatar Abstrakcyjny blog: haha świetne! W dodatku o mojej ulubionej kreskówce!
  • awatar (Nie)znajoma: Hmm... dlaczego Morty zawsze musi wpadać do portalu z jakimiś mackami???
Pokaż wszystkie (2) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu "super", "fajne" itp.
***

*Macie tu piosenkę dla efektu piosenkę. I nie wyłączajcie jej, dopóki nie przeczytacie rozdziału :D

A jeśli jednak... Włączcie to:

***

  Minęło kilka dni. W życiu osób nie były jakiś zmian.

  Bridgette siedziała obecnie w kafejce. Co chwilę patrzyła się na zegarek w telefonie. Czekała na Geoff'a, gdyż umówiła się z nim właśnie w kafejce. O wilku mowa! Chłopak właśnie przyszedł.
-Nareszcie!-Powiedziała dziewczyna chowając do torebki telefon-Czekałam na ciebie.
-Jak długo?-Spytał, siadając przy stoliku
-Sama nie wiem... Z 10 minut? Niby nie tak długo, ale czułam się jakby to była wieczność...
-Zgaduje, że tęskniłaś za mną.-ten zaczął z nią flirtować
-No może... Przecież nie było cię jakiś czas i miałam jakiś powód, by przyjechać do tej Australii.
Po chwili do owej dwójki podeszli DJ i Sanders.
-Cześć.-powiedział chłopak
-Siema DJ.-odpowiedział Geoff-Czy ja tu widzę, że ty i Sanders się spotykacie?
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi.-rzuciła dziewczyna

  Scott obecnie siedział w więzieniu. Leżał na swoim łóżku o grał na harmonijce.
Po chwili do jego celi podszedł policjant.
-Proszę pana.-powiedział-Ktoś chcę pana odwiedzić.

  Po chwili oboje udali się do jakiegoś okienka. Tam akurat można było rozmawiać przez "telefon".
Policjant zaprowadził do okienka, przy którym siedziała Courtney, z słuchawką w ręku.
Ten od razu usiadł przy okienku i przyłożył do ucha słuchawkę.
-A ty tu czego?-Spytał-Przecież przez ciebie tu jestem.
-Wpadłam sprawdzić, co u ciebie.-wyjaśniła-I zostawić ci mały prezent.
Po chwili dziewczyna wzięła jakieś ciasto i położyła je przy okienku.
Scott od razu rozpoznał je - w dzień w który został aresztowany Courtney je upiekła...
Po kilku sekundach dziewczyna już poszła, za to prezent od niej był już dokładnie przed jego oczami.
Zobaczył, że na nim białym lukrem był napis "Jak wyjdziesz z pierdla to może się spotkamy?".
Po chwili od razu wyrwał trochę ciasta. Zobaczył że w środku jest pilnik.
-Courtney, Courtney, Courtney...-Powiedział-Coś czuję że za niedługo się zobaczymy.

  Emma wciąż siedziała w domu swojej siostry. Obecnie leżała na kanapie w salonie, gdzie oglądała telewizję. Po chwili usłyszała kilka znajomych głosów.
Po chwili do salonu weszli Kitty, Dawn i Noah. Cała trójka coś do siebie mówiła.
-O, cześć Emma.-powiedziała Dawn
Zapadła grobowa cisza.
-Emma, wszystko ok?-Spytała Kitt
-Kitty...-Zaczęła-Co oni tu robią?!
-Cóż, prędzej czy później trzeba będzie wszytko wyjaśnić.-Dawn od razu wtrąciła swoje kilka groszy
-A więc...-Zaczęła Emma-Czekam na wyjaśnienia. Wyjaśnienia tego, co łączy Noah i Dawn.
-Emma, co ty mówisz?!-Zdziwił się chłopak
-Ty i Dawn spędzaliście ze sobą tyle czasu, jakbyś... Mnie zdradzał.
Zapadła minuta ciszy. Po chwili Noah i Dawn zaczęli się śmiać.
-Z nim?-Spytała dziewczyna
-Z nią?-Spytał chłopak
-W życiu!-Odpowiedzieli jednocześnie
-P-Poważnie?!-Zdziwiła się azjatka
-Mhm.-odpowiedziała Dawn
-Ale... przychodziłaś do niego...
-Dawn pomagała mi w pisaniu książki.-wyjaśnił chłopak-A ona często sprawdza aury różnych osób i mogła się dowiedzieć Czegoś, co zapisała na notatkach.
-I wszystko jasne...-skomentowała to Kitty
-Więc...-Zaczęła Emma-Nie zdradzałeś mnie.
-Ależ skąd!-Odpowiedział chłopak-Jesteś moją bratnią duszą, więc nie rozumiem po co miałbym cię zdradzać.
Dziewczyna miała mu odpowiedź, ale zamiast tego zarzuciła na niego ręce i zaczęła go całować.
-Och...-Powiedziała Kitt

  Duncan i Gwen obecnie byli na koncercie. Grała tam głośna muzyka Rockowa, a wszędzie było pełno ludzi.
-Po Prostu z*jebiście!-Krzyknął chłopak-Czyż nie?
-O tak!-poparła go Gotka-Wreszcie zaczynasz traktować mnie poważnie...
-Poważnie czy nie i tak jesteś lepszym towarzystwem niż Zoey.
-Cóż, uznam to za komplement.
-To miałbyć komplement.
-Bardzo śmieszne Duncan. Bardzo śmieszne.

  Był już wieczór. Obecnie w klubie była impreza.
Zoey, która miała teraz włosy zrobione w kucyk i była ubrana w czerwoną sukienkę w białe grochy, siedziała przy stoliku.
Po chwili obok niej usiadł Mike. Chłopak w rękach trzymał dwa kubki z napojami.
-Proszę, to dla ciebie.-powiedział dając jej jeden z kubków
-Dziękuję.-odpowiedziała po czym zaczęła pić
-To... Co teraz?
-Zaszalejemy!-Odpowiedziała po czym złapała go za rękę
Oboje od razu wybiegli na sam środek sali.
-Tańczmy jak by nie było jutro.-powiedział

  Jen siedziała i patrzyła się w okno. Z niego miała widok na dużo część miasta.
Po chwili przyszedł Tom. Chłopak w rękach miał dwa kubki kakao. Jeden z nich postawił obok dziewczyny.
-Och, dzięki.-powiedziała na widok kubka
-Dla mojej dziewczyny wszystko.-powiedział, po czym pocałował ją w policzek
Ta od razu się uśmiechnęła.
-Nie musiałeś.-odpowiedziała
-Daj spokój. Jesteś najlepszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałem.
-Oj, bo się rumienie!
Po chwili oboje zaczęli się całować.

The End
***
W końcu! Skończyłam to opowiadanie :D. Wybaczcie za takie zakończenie - jakoś straciłam Wenę na to opowiadanie (w końcu męczyłam się z nim prawie 4 miesiące...). Oprócz tego cieszę się, że ktoś w ogóle je czytał ;). Już wkrótce oczekujcie nowego opowiadania z TP - tylko zajmę się tym drugim xD.
  • awatar Alex Spring: Lubię Twoje opowiadania, choć nie zawsze mam czas, aby je skomentować ;) Piosenkę też lubię :)
  • awatar (Nie)znajoma: ♥♥♥ Wspaniałe jeśli chodzi o całość! Piosenka Ellie świetnie się tutaj wpasowała ♥ Pomimo, że nie znam charakteru Sander to uważam, że ona i DJ tworzyliby ciekawą parę :) Geoff i Bridgette wreszcie znowu razem (w sensie, że w ich mieście) tak jak znowu byli razem w wczorajszym odcinku TP, który oglądałam :D Ok... nie wiem dlaczego, ale czytając to opowiadanie zaczęła dopingować związku Scott'a i Courtney ♥ Jej! Emma i Noah wreszcie się pogodzili - mogliby to zrobić już na początku kiedy nie było "dziecka", szczera rozmowa jest dobra na (prawie) wszystko ;) Ta scenka z Duncanem i Gwen nie było zła, ale... i tak nie popieram tego shipu :/ Mike i Zoey są wspaniali ♥ Wgl to lubię postać Zoey, a dzisiaj zaczęłam oglądać Zemstę Wyspy, więc już wgl wspaniale ♥♥♥ No i Tom z Jen - wspaniała była ich historia ♥♥♥
Pokaż wszystkie (2) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu ‘’Super”, „fajne” itp.
***
  Rick otworzył oczy.  Był on obecnie w salonie, gdzie leżał na kanapie, a wraz z nim Morty. Jego wnuk właśnie rozmawiał z kimś przez telefon
-Spokojnie, jest dobrze.-powiedział chłopiec-Z Rick`iem?....Nie, nie teraz… Cóż, teraz siedzi w garażu i nie może rozmawiać, ale później mu powiem, że dzwoniłaś....No dobra, pa…-po chwili czternastolatek zakończył rozmowę i odłożył telefon
-M-Morty, co się w ogóle stało?-spytał jego dziadek, który akurat wyciągnął z chusteczkę, która była cała zakrwawiona oraz nie wiedzieć czemu ktoś mu włożył do nosa
-Jakby to powiedzieć… Już wiem! Byłeś pijany i spadłeś z schodów! Na szczęście zbytnio nie ucierpiałeś – dostałeś tylko krwotoku z nosa.
Po chwili ten od razu się odwrócił od sześćdziesięciolatka.
-Coś się stało?-spytał Rick
-J-Jak byłeś pijany to wskoczyłeś mi to pokoju i mówiłeś coś, ze jestem odmieńcem czy coś…-odpowiedział-W każdym bądź razie mnie obraziłeś. Znowu…-po chwili chłopiec dał mu szklankę wody
Mężczyzna od razu wypił jej zawartość.
-Morty, musisz wiedzieć, że jak jestem pijany to nie należy się mnie słuchać. Także po prostu miej mnie w nosie.
-Poważnie Rick?! Mój własny dziadek mnie obraża, a ja mam to mieć to po prostu w nosie! Czy ty znowu sobie ze mnie żartujesz?!
-Słuchaj Morty, po prostu zapomnij o tym i oddaj mi butelkę, którą mi zabrałeś.
-Nie ma mowy! Nie pozwalam ci pić alkoholu – tylko wodę.
-K*rwa! Poważnie?! Na jak długo?
-Do jutra. Wiem, że nie wytrzymasz, ale to dla twojego dobra. Ja przeżyje jeśli zrobisz sobie krzywdę, ale moja mama będzie załamana… Złamiesz jej serce, jeśli ona znowu cię straci. Przez ciebie nawet musiałem jej przez telefon okłamać, że siedzisz w garażu i nie masz czasu rozmawiać, a nie że jesteś pijany...
-Dobra, niech ci będzie…-odpowiedział jego dziadek z założonymi rękoma
-No i widzisz – niby jesteś bezdusznym dupkiem, a pokazałeś że masz serce.
-Bardzo śmieszne Morty. Zachowujesz się jak…moja była żona. I proszę, nie pytaj co się stało z twoją babcią, bo też wolę o tym nie myśleć…
-Nawet mnie to nie interesuje. Tylko…chcę…żebyśmy…Po prostu musimy porozmawiać!
-Zgoda.
-Więc… Wiem, ze wcześniej mi mówiłeś, że jestem za młody by to wiedzieć, ale…czemu zniknąłeś? Jak odpowiesz mi tak samo jak wcześniej – w porządku. Będę mógł poczekać.
-W zasadzie to mogę ci powiedzieć. Ale tyko mały szczegół.  
-No to zamieniam się w słuch.
-Po prostu zostawiłem Beth i jej matkę.  No i wróciłem – po dwudziestu latach.
-Dwudziestu latach?! Ale mówiłeś, że ostatnio mnie widziałeś w dzieciństwie… To się kompletnie nie trzyma kupy…
-Morty, wszechświat jest popi*rdolony. Czy cię widziałem w dzieciństwie czy nie, to już kwestia działania wszystkich wymiarów i alternatywnych rzeczywistości . Ty i ja to dwa zupełnie inne światy – ja mam wszystkich ludzi głęboko w dupie, a ty dla bliskich wskoczyłbyś w las.  Podróże w wszelkiego rodzaju wymiarach dało mi wiele doświadczeń i zyskałem wielu przyjaciół jak i wrogów.  Swoją drogą Beth mi mówiła, że nie masz żadnych znajomych.
-Niestety, ale to prawda…-po chwili chłopiec ciężko westchnął i zaczął się patrzeć w ziemie
-Takich ludzi można mieć tylko w jednym miejscu – głęboko w dupie.  Mogą sobie uważać, że robią coś fajnego, ale głęboko się mylą.  Powiedz, chodzi o to, że podoba ci się Jessica?
-Chwila… Skąd ty wiesz o Jessice?
-To skomplikowane, wątpię że zrozumiesz.  W każdym bądź razie – masz szczęście że tu jestem.  Poza tym przyznaj – czy Beth, Summer lub też przynajmniej Jerry nie powiedzieli by ci czegoś takiego.  Także no…jesteś po prostu inny niż te dzieciaki ze szkoły. Można nawet powiedzieć, że jesteś cool, czy jak to mówią obecnie nastolatkowie w tych czasach…
Po chwili czternastolatek niespodziewanie go przytulił.
-Co do…?-zdziwił się staruszek
-Dzięki Rick.-odpowiedział Morty
-W porządku. A teraz puść mnie – koniec czasu na rozpieszczanie, bo nie potrafię być milszy na więcej niż na kilka minut.
Po chwili sześćdziesięciolatek od razu wrzucił go na podłogę.
-Dobra Morty, może wybierzemy się do jakiegoś wymiaru?-spytał-Wiem, że nie lubisz tych moich wypraw, ale teraz po prostu pójdziemy się rozluźnić czy coś. Ok?
-No dobra, pod warunkiem że znowu nie będę musiałam narażać życia lub kończył jako przynęta.
-Zgoda.
Po chwili wyciągnął z fartucha pistolet portalowy i za jego pomocą otworzył portal przez który on i jego wnuk przeszli.

  W innym wymiarze.  Oboje akurat już znaleźli się przy jakimś budynku.
-No dobra Morty.-powiedział Rick-I oto jesteśmy – jeden z największych barów w galaktyce.
Po chwili sześćdziesięciolatek otworzył drzwi od budynku.
Oboje weszli do środka. Jak wspominał dziadek, byli oni w barze. Tam każdy był pół-człowiekiem, pół-lisem, leciała muzyka oraz wszyscy pili piwo lub sok jabłkowy.
-Sam nie wiem Rick…-odpowiedział chłopiec-Mam tylko nadzieję, że się nie upijesz – przecież nie miałeś już dzisiaj pić alkoholu.
-Spokojnie, zamówimy nam po soku, wypijemy, pogadamy trochę i spadamy do domu. Co złego może się stać?
Po tych słowach dziadek i wnuk od razu podeszli do lady.
-Dzień dobry.-powiedział Morty
-Och, dzień dobry.-odpowiedział ‘’liso-człek”, który stał za ladą-Czy ty nie jesteś za młody na chodzenie do baru?
Po chwili wskazał palcem na tabliczkę z napisem ‘’Osobą poniżej 17 roku życia wstęp wzbroniony”.
-Słuchaj proszę pana.-powiedział Rick opierając się o ladę-Dzieciak się nie upije i ja tego dopilnuje.
-Przepraszam, ale czy przypadkiem pan nie ma tutaj wstępu?-spytał lis za ladą
-Kto? Ja?
-Słuchaj pan.-barman od razu wstał-Jakieś kilka lat temu ty i dwóch twoich kolegów przyszliście tu, upiliście się i zdemolowaliście bar, więc nie masz tutaj wstępu.
-Morda, s*kinlisie!-
Po chwili Rick wziął z stolika kieliszek i rzucił nim prosto w twarz barmana. Następnie wziął dwie szklanki oraz jakąś butelkę, które od razu schował do fartucha.
-Dobra Morty, spadamy!-powiedział, po czym wziął wnuka za rękę i oboje wybiegli z baru

  Po kilku sekundach ucieczki oboje znaleźli się przy jakimś moście. Z niego był widok na morze.
-Wow…-powiedział Morty-Ale tutaj jest pięknie!
-W rzeczy samej…-poparł go Rick nalewając do szklanki sok,  a następnie ową szklankę dał chłopcowi-Proszę bardzo.
-S-Słuchaj Rick…-zaczął czternastolatek-Nie żeby coś, ale przesadziłeś w tym barze…
-Chodzi ci o to, że rzuciłem w barmana kieliszkiem?-po chwili wziął drugą szklankę i ją również zaczął napełniać sokiem-Ta, wiedz że to było jedyne sensowne rozwiązanie żebyśmy oboje mogli jakoś na tym skorzystać. W każdym bądź razie to już problemy ogoniastych. Za nasze zdrowie Morty.
-Za nasze zdrowie.
Po chwili oboje ‘’przybili” swoje szklanki i zaczęli wypijać z nich sok.
-Może pójdziemy gdzieś?-spytał sześćdziesięciolatek-Mamy jeszcze trochę czasu.
-Poważnie Rick?-spytał chłopiec-Przecież mieliśmy pójść się napić i od razu wrócić do domu.
-Daj spokój Morty. Co złego może się stać? Raz na jakiś czas trzeba skorzystać.  No chodź, będzie fajnie.

  Oboje od razu udali się do jakiegoś sklepu. Tam akurat Rick włożył sobie na głowę fezę.
-Morty, tylko zobacz jaki mam z*jebisty kapelusz.-powiedział
-Wyglądasz jak jakiś…nie wiem… po prostu ci nie pasuje i już.-rzucił jego wnuk- Według mnie w ogóle nie powinieneś nosić kapeluszy, czapek czy tam można zakładać sobie na głowę.

  Po kilku minutach chodzili oni po jakimś miejscu. Było tam ciemno, ale znajdowały się tam lampy, które jako jedyne oświetlały wszelkiego rodzaju drogi czy budynki.
-Dobra Morty, gdzie mamy teraz iść?-spytał Rick-Do jakiegoś sklepu? A może jeszcze trochę się poprzechadzać?
-Słuchaj, a może po prostu wrócimy do domu? Robi się już późno, a ja jestem zmęczony.
-Daj spokój. Rozejrzyjmy się i gdzieś jeszcze pójdziemy.
Mieli już iść dalej, lecz przed nimi stało kilka ‘’liso-ludzi”. Byli oni ubrani w policyjne mundury.
-A co wy tu robicie?-spytał sześćdziesięciolatek
-Jest pan aresztowany.-powiedział jeden z policjantów
-Czemu?
-Za to, że wyrzuciłeś w barmana kieliszkiem oraz że go okradłeś.
-Ej, wielkie halo o to, co zrobiłem?
-Przez pana ten barman stracił wzrok! Poza tym miałeś tam zakaz. Dlatego najlepiej będzie jak dasz się zakuć w kajdanki.
-Prędzej bym się pociął, niż bym z wami poszedł! Chodź Morty, spadamy!-po chwili on i chłopiec zaczęli biec w drugą stronę
-Nie tak szybko…-powiedział jeden z policjantów
Ten od razu wyciągnął pistolet i zaczął coś w nim ustawiać.
Rick i Morty od razu podbiegli do jakiegoś muru.
-Chowajmy się.-powiedział Rick-Szybko, szybko.
Ten od razu schował się za murze. Jego wnuk miał zrobić to samo,, jednak po kilku sekundach poczuł ogromny ból w brzuch.
Od razu upadł na ziemię, a z jego brzucha zaczęła lecieć krew. Ten z ciężkim bólem zaczął trzymać się za brzuch, a z jego oczu leciały łzy.
Zauważył, że policja stała również z drugiej strony, a konkretnie było ich dwóch. Jednak gdy jeden z nich zobaczył leżącego czternastolatka, to od razu uciekł, a drugi pobiegł za nim.
Po chwili Rick od razu wyszedł zza muru.
-O cholera, Morty!-wystraszył się dziadek, który do niego podbiegł-Boże, to nie może się stać…
-R-Rick…-powiedział chłopiec
-Nie martw się.-po chwili sześćdziesięciolatek wyciągnął z fartucha Pistolet Portalowy i nacisnął na nim przycisk, otwierając portal-Trzymaj się Morty. Będzie dobrze.
Po chwili wziął go na ramię i przeszedł z nim przez portal.

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Co złego może się stać? Z Rickiem wszystko! Jak już wspomniałam z Rickiem wszystko może się stać....
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu "super", "fajne" itp.
***

*Dla lepszego efektu włączcie sobie te nutkę*


  Zapadła grobowa cisza. Tom od razu zasłonił usta dłońmi, a Jen po prostu zamilkła.
-Tom...-Powiedziała-Czy ty... Naprawdę mnie kochasz?
-Tak...-chłopak od razu się zawstydził i zaczął się drapać z tyłu głowy
-Ale... Chcesz żebym była twoją dziewczyną? Myślałam, że nic do mnie nie czujesz.
-Jakiś czas temu zrozumiałem, że tak naprawdę nie kocham Courtney. Tylko... ciebie. Jesteś najsłodszą,  najmodniejszą, najbardziej energiczną i najbardziej  optymistyczną osobą jaką znam. To...zostaniemy parą? Oczywiście jeśli dalej coś do mnie czujesz...
Po chwili w oczach Jen pojawiły się łzy, jednak na twarzy był widoczny uśmiech. Przy okazji przytuliła chłopaka.
-Tak.-Powiedziała-Wybacz za to, że teraz się...po prostu nie mogłam się nie rozpłakać.
-W porządku.-odpowiedział po czym pocałował ją w policzek
Po chwili jednak ta "oderwała" od siebie głowę i zaczęli się całować w usta
*Pozwalam na wyłączenie piosenki*

  Cała szóstka już była w Pizzerii. Tam właśnie siedzieli i jedli Pizze.
-Bridgette, wszystko w porządku?-Spytała Sanders
-Tak...-Odpowiedziała smutno-Tylko jakoś nie jestem głodna.
-To może chcesz wrócić do hotelu?-Spytał Brody
-Nie, mogę jeszcze zostać. Tylko... Muszę na chwilę pogadać z Geoff'em.
Po chwili od razu złapała swojego chłopaka za rękę i wraz z nim wyszła gdzieś dalej.
-Bridge, o co chodzi?-Spytał
-Słuchaj...-Zaczęła-Czemu na laptopie znajdują się zdjęcia Blaineley?
-Co proszę?! Skąd one się tu wzięły?!
-Poważnie się dziwisz?! Przecież na tych zdjęciach jest w samej bieliźnie, a na niektórych to już kompletnie naga!
-Słuchaj, nie podoba mi się to! Powiedz mi czemu grzebałaś mi w laptopie!
-Kiedy wychodziłam to go nie wyłączyłeś. I wtedy właśnie te zdjęcia rzuciły mi się w oczy. A teraz mi powiedz - skąd je do jasnej ch*lery masz!-Po chwili od razu złapała go za koszulkę
Z gniewem spojrzała na niego, lecz po chwili nagle posmutniała, puściła chłopaka i się odwróciła.
-W porządku?-Spytał-Bo jakoś nie wyglądasz na szczęśliwą...
-Powiesz mi skąd masz te zdjęcia?!-Spytała
-Matko, będziesz mnie w kółko o to pytać?!
-Tak, chyba że już w końcu mi powiedz skąd je masz.
-No cóż... Wysłała mi je.
-Co?! Czemu?! Chyba musiała mieć jakiś powód, ona nie jest na tyle głupia, żeby wysyłała ci swoje nagie zdjęcia. Ewentualnie zdjęcia w bieliźnie...
-Blaineley jest głupia. Widać to po jej krzywej mordzie i faktem, że już prędzej się potnę niż ona znajdzie pracę.
Po chwili oboje Wybuchli śmiechem.
-Więc chcesz powiedzieć, że... Mogła ci je wysłać przez przypadek?
-Możliwe. Raczej zna Mojego Maila - zalewa moją skrzynkę chamskimi wiadomościami...
Po chwili do owej dwójki podszedł DJ.
-Tu jesteście!-Powiedział-Nie idziecie dokończyć Pizzy?
-Za chwilkę.-odpowiedziała Bridgette-Tylko muszę o czymś porozmawiać z Geoff'em. Ale za chwilę przyjdziemy.
-Tylko... Zostaw nas samych.-dodał Geoff
-Och, ok.-powiedział DJ po czym wrócił do reszty
-Więc... Co z tymi zdjęciami?
-Cóż, zapewnie były przypadkowe. Ale mimo wszystko trzymajmy się z dala od Blaineley.
-W sumie to równie dobrze możemy mówić po jej prawdziwym imieniu - czyli Mildred.
-Racja.-po chwili na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech

  Kitty obecnie siedziała w domu. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Od razu udała się je otworzyć.
Za nimi stała Emma. Siostra Kitt w ręku trzymała walizkę.
-Cześć siostro...-Powiedziała Emma
-Emma?!-Zdziwiła się jej siostra-Co ty tu robisz?
-Później ci wyjaśnię. W każdym bądź razie, wpuszcisz mnie do środka?
-No dobra.
Po chwili dziewczyna weszła do domu.
Obie siostry od razu udały się do salonu. Usiadły ma fotelach i zaczęły jeść ciastka.
-Co cię tu sprowadza?-Spytała Kitt biorąc do ust ciastko
-Muszę z tobą pomieszkać przez jakiś czas.
-Powód?
-Noah mnie wyrzucił z domu.
Po chwili niespodziewanie Kitt zaczęła kaszleć, zupełnie jak by się czymś zakrztusiła.
Po kilku sekundach już było po wszystkim.
-Poważnie?!-Zdziwiła się-Czy to przez to, że kłamałaś z tą ciążą?
-Zgadłaś... Wkurzył się za to...
-Nie martw się. Za kilka dni mu przejdzie.
-Wątpie w to...-Po chwili Emma ciężko westchnęła
-Mimo wszystko będziesz mogła tutaj pomieszkać.

  Nadeszła noc. Scott właśnie szedł do swojego pokoju. Od razu zapalił światło. Wtedy jego oczom ukazała się Courtney. Dziewczyna siedziała na łóżku w czerwonej bieliźnie oraz w białym szlafroku.
-Co ty tu...?-Zdziwił się chłopak, który of razu zrobił się cały czerwony
-Nie pamiętasz?-Spytała wstając z łóżka-Mieliśmy dzisiaj zaszaleć? Nieprawdaż?
-No tak...
-To... szalejmy...
Po chwili oboje zaczęli się namiętnie całować. Nie minęła chwila, a oboje rzucili się na łóżko.
Po chwili jednak chłopak poczuł, że coś skuło jego ręce. Spojrzał się na tył - jakiś policjant własnie zakuwał go w kajdanki.
-Co do ch*lery?!-przestraszył się
-Jest pan aresztowany.-odpowiedział sucho policjant
-Że co?! A co ja takiego zrobiłem?
-Dostaliśmy doniesienia że kogoś pobiłeś.
-Ale... ale... Courtney, masz kontakt z prawnikami czy też sama jesteś prawnikiem! Zrób że coś?
-Wybacz, ale nie znasz mnie. Kompletnie. Dlatego idziesz za klatki.
-Nie! Tak być nie może!
Po chwili policjant zabrał chłopaka z pokoju.
-Dobra zobaczenia, Scott!-Powiedziała
Po chwili wyciągnęła z szuflady pieniądze. Od razu wzięła kilka banknotów.

  Następnego dnia, w Australii. Cała szóstka właśnie się pakowała. Dzisiaj już wyjeżdżali z Australii.
-Długo jeszcze?-Spytał DJ
-Jeszcze chwilka!-Odpowiedziała Bridgette-Już!
Dziewczyna po chwili wyszła z pokoju,z walizką w ręku.
-Kiedy powinna się zjawić reszta?-Spytała
-Chyba za chwilę.
Po chwili reszta grupki już przyszła.
-To jak?-Spytał Geoff-Idziemy już?
-Ależ oczywiście.-odpowiedziała Bridge-I to szybko, bo pewnie spóźnimy się na samolot.
-No to na co jeszcze czekamy?-Spytała MacArthur-Chodźmy!
I wszyscy już poszli.

  Mike i Zoey siedzieli w swoim mieszkaniu. Właśnie tańczyli do jakiejś piosenki z radia. Kiedy już piosenka się skończyła to dziewczyna usiadła na kanapie.
-Jestem wykończona.-powiedziała
-Ja też.-odpowiedział siadając obok niej-Słuchaj Zoey... Niedługo w tym klubie nocnym jest dyskoteka i nie wiem czy chciałabyś iść.
-Jasne! Czemu nie. Zapowiada się super.

  Noah obecnie siedział w domu i pisał coś na kartkach. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi.
-Emma, otworzysz?-Spytał-No tak...-Po chwili wstał od stołu i otworzył drzwi
Za nimi stała Dawn.
-O hej Dawn.-powiedziała
-Cześć.-odpowiedziała
-Chcesz wejść?
-Jasne.
Po chwili dziewczyna weszła do środka, a następnie oboje udali się do kuchni.
-Coś się stało?-Spytała nagle
-Po tym Baby Shower nakrzyczałem na Emmę.-wyjaśńił-S ona się z tego powodu wyprowadziła.
-Poważnie?-Zdziwiła się-Nie powinieneś jej przeprosić czy coś?
-Nie mogę. Mam na razie wyrzuty sumienia i w dodatku nie wiem gdzie teraz się znajduje.
-No to masz problem... Ale spokojnie, na pewno będzie dobrze.
-Cóż, taką mam nadzieję...

  Duncan i Gwen byli na wypadzie. Oboje siedzieli na stoliku przy kafejce, gdzie pili koktajle.
-I jak?-Spytał
-Super.-odpowiedziała-Wielkie dzięki za ten wypad.
-Spoko, nie ma problemu. Jeśli chcesz możemy się częściej spotykać.
-Ależ oczywiście że chcę.-po chwili gotka pocałowała go w policzek
Buntownik od razu się zawstydził.
-Nie musiałaś...-Powiedział
-Wiem.-odpowiedziała-Ale miałam na to ochotę.

  Nadszedł wieczór. Tom obecnie siedział w swojej sypialni. Po chwili do jego pokoju weszła Jen.
-Widzę, że jesteś w dobrym humorze.-powiedziała Jen-Jest jakiś powód?
-Courtney w końcu oddała mi pieniądze, które "pożyczyła".-wyjaśnił
-No to bardzo fajnie. Wciąż masz z nią dobrze kontakty?
-No w sumie... Ale to nie jest żadne uczucie czy coś.
-Aha.
-Słuchaj Jen... Czy nie chciałabyś dzisiaj... No wiesz... Uprawiać seks?
-Sama nie wiem Tom...-Odpowiedziała-To będzie mój pierwszy raz i się trochę boję...
-Spokojnie.-po zaczął gładzić jej włosy-Obiecuję że nie wyrządze ci żadnej krzywdy. Kocham cię i nie chcę żeby coś ci się stało. Dlatego obiecuje był ostrożny. Słowo.
-No dobra. Wierzę ci i jestem pewna że będziesz ostrożny.
-To jak? Gotowa?
-Gotowa.
Po chwili oboje od razu rzucili się na łóżko i zaczęli się namiętnie całować.

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Ta piosenka jest świetna, a ta scenka jest tą na która tak długo czekałam ♥♥♥ Dobrze, że to wszystko wydarzyło się przez przypadek - chyba nie zniosłabym kolejnych rozterek... Cóż... ciekawa jestem czy Noah faktycznie wszystko przejdzie... No tego się nie spodziewałam - Czy Courtney pojedzie do miasta, spotka Duncana i oboje zrozumieją, że są dla siebie stworzenia? :D Przeleciałabym się do Australii... Ja bym na dyskotekę nie poszła - nie lubię takich rzeczy :/ Ach Noah brakuje Emmy - urocze ♥ Eee... A co z moim pomysłem o Courtney i Duncanie??? Wow! To było takie... Powiedział to tak... prosto z mostu... Wow!
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu „Super”, „fajne” itp.
***
  W innym wymiarze.  Rick od razu zaczął poszukiwania swojego wnuka. Na nic.
W owym wymiarze było mnóstwo kolorowych świateł, które co chwilę raziły go po oczach. W dodatku każdy, kogo mijał tańczył.
W końcu ujrzał Morty`ego. Akurat tańczył obok kilku dziewczyn.
Dziadek od razu podbiegł do grupki.
-Całe szczęście, że tu jesteś!-powiedział chłopiec-Jedna z tych lasek mnie wciągnęła. Chciałbym sobie iść, ale żadna z nich nie chcę mnie puścić. Więc proszę, ratuj….
-No dobra, zaraz ci pomogę. Poczekaj chwilę…
Od razu wyciągnął z fartucha pistolet i zestrzelił jedną z dziewczyn.  Następnie wziął Morty`ego za rękę i odciągnął go od grupki.
-Czekajcie!-powiedziała dziewczyna z krótkimi czerwonymi włosami-Oni nie mogą nam zwiać!
-Na nich!-krzyknęła blondynka z opalenizną  
Wtedy wszystkie dziewczyny zaczęły ich gonić. O dziwo były dosyć szybkie i rzuciły się na obu chłopaków.  Rick`owi na szczęście udało się wyciągnąć pistolet i zestrzelił kilka z nich. Morty`emu natomiast udało się jedną bądź dwie powalić na ziemię. Kiedy już uwolnili od razu weszli do portalu.

  Nie minęła sekunda, a oboje znaleźli się w garażu. Portal na szczęście już się zamknął.
-No dobra Morty, jesteśmy cali.-powiedział jego dziadek-Dobra robota.-po chwili wystawił rękę tak jak by chciał przybić piątkę
Ale jego wnuk zignorował  go i od razu udał się w kierunku drzwi.
Mężczyzna od razu nietypowo spojrzał na czternastolatka, który akurat po chwili się do niego odwrócił.
-Morty, wszystko ok?-spytał Rick
-Tak…-odpowiedział chłopiec dotykając klamki-Tylko jestem zmęczony.
Po chwili już wyszedł.

-Em, Morty?-spytał lekko uchylając drzwi-Wszystko ok? Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko do mojej obecności.
Sześćdziesięciolatek był obecnie w pokoju swojego wnuka. Chłopiec obecnie leżał na łóżku z twarzą w poduszce. W ogóle się nie odezwał, więc mężczyzna więc usiadł na łóżku, obok niego.
-Słuchaj, widzę że po tej całej akcji z Imprezowym Wymiarem nie czujesz się najlepiej.-zaczął-Nie dziwię się. To jeden z najgorszych Wymiarów w Wszechświecie, głównie przez mieszkańców z którymi nie wytrzymasz nawet sekundy. Jeszcze te dziewczyny… Wyglądały na starsze od ciebie. Nawet mi się wydaje, że były pijane i chciały cię zgwałcić.  
-Rick, jestem świadomy tego co tam się stało…-powiedział czternastolatek odrywając głowę od poduszki-Pozwól mi zostać sam...
-Wiesz co Morty? Twoi rodzice chcieli żebym o ciebie zadbał, a nie żebyś od imprez miał traumę do końca życia. Jeśli chcesz to pójdziemy na lody. Ale na miasto, bo wydaje mi się, że masz już dosyć łażenia po wymiarach na dziś. Co ty na to?
-No dobrze…

  Oboje obecnie byli w lodziarni, gdzie akurat jedli lody.
-Nawet sobie nie przypominam kiedy w ogóle ruszałem się gdzieś bez Pistoletu Portalowego.-powiedział Rick zajadając deser
-Potrzebujesz jakiejś rutyny.-dodał jego wnuk-Także nie zawsze powinieneś przemieszczać się poprzez wymiary i równie dobrze wyjść na miasto.
-Tak, ale moja inteligencja nie powinna się marnować. Bycie najinteligentniejszym człowiekiem w galaktyce to Błogosławieństwo jak i przekleństwo.
-Poważnie najinteligentniejszym? Bo mi się wydaje, że sobie żartujesz…
-Nie żartuje. Ale nie dziwi mnie to – mam wrażenie że jesteś takim samym dupkiem jak twój ojciec…
Po chwili chłopiec zamilkł. Wiedział o tym, że jego dziadek oraz tata się nienawidzą, ale żeby już ten mówił swojemu wnukowi takie coś….

  20 minut później, w domu.  Oboje akurat od razu po powrocie z lodziarni udali się o salonu.
-Jeszcze raz dzięki za ten wypad.-powiedział Morty-Po tej całej akcji z tym wymiarem czuję się o wiele lepiej.
-Spoko, dobrze że Ty się czujesz lepiej.-odpowiedział Rick-To ja chyba pójdę… Nie musisz mnie szukać.
Po chwili mężczyzna od razu wyszedł z salonu i udał się do garażu.

  Rick właśnie coś majsterkował przy Pistolecie Portalowym.  Kiedy już skończył, od razu nacisnął na nim przycisk. Po chwili ukazał mu się zielony portal, przez który przeszedł.
Od razu się tam znalazł – Konsylium Ricków. Tam aż się roiło od wszelkiego rodzaju Ricków i ich Mortych. Kilka kroków dalej i znalazł się w „Punkcie Obserwacyjnym”.  
Kiedy już tam wszedł, od razu zaczął iść po schodach na górę budynku.
Po ok.2 minutach w końcu się tam dostał. W pomieszczeniu było mnóstwo szuflad, które zajmowały większość pokoju. Przy stole siedział jeden z Ricków – wyglądał niemalże jak ten ‘’obecny” z tą różnicą, że jego włosy były nieco dłuższe i zrobione w kitkę oraz nosił okulary. Właśnie czytał książkę, lecz kiedy tylko ta ‘’druga” wersja jego podeszła do stolika, oderwał oczy od lektury.
-A ty tu czego?-spytał okularnik-Rada Ricków chyba zabroniła ci tu przychodzić.
-Słuchaj ty Czterooki Kłamcą.-zaczął Rick-Potrzebuje danych na temat Morty`ego, a dobrze wiem że masz tutaj wszelkiego rodzaju informacje na temat wszystkich Ricków i Mortych.  Ale już!
Po chwili ten wyciągnął zza pleców pistolet. Na twarzy Rick`a w okularach pojawiło się przerażenie i ledwo przełknął ślinę.
-Aha, więc chcesz powiedzieć że w końcu postanowiłeś znaleźć swojego Morty`ego?-po chwili ‘’Czterooki Kłamca” wstał i zaczął coś przeglądać w szufladach-Do Morty`ego z jakiego wymiaru chcesz dane? K-479? 304-X?
-C-137.
Po chwili okularnik dał mu teczkę z napisem „Morty C-137”.
-Proszę bardzo.-powiedział-Tutaj znajdziesz wszystko na temat swojego Morty`ego. Tylko postaraj się oddać te teczkę jak najszybciej.
-Pi*rdol się….-powiedział Rick wychodząc z budynku

  Mężczyzna już znalazł się w swoim domu. Kiedy spojrzał na godzinę nie mógł w to uwierzyć – była 21.30. W ogóle nie sądził, że to zajmie mu tak długo.
Na kanapie akurat spał Morty. Rick jedyne co zrobił to położył dokumenty na stole i wziął swojego wnuka na ramię, a następnie udał się na górę, zostawiając chłopca w jego pokoju.
Od razu wrócił do salonu, gdzie zaczął już przeglądać teczkę. Było tam mnóstwo kartek z wszelkiego rodzaju zapiskami na temat czternastolatka jak data urodzin, miejsce zamieszkania itp. Przy okazji znalazł płytę, którą po chwili włączył. Ukazały mu się różne scenki, w których oczywiście pojawiał się Morty, podczas robienia codziennych zajęć np. jedzenie obiadu czy odrabianie lekcji. Po chwili wyłączył nagranie.

  Następnego dnia.  Rick i Morty właśnie byli już na kolejnej swojej przygodzie. Obecnie byli oni w wymiarze, który cały był cukierkowy oraz roiło się od króliczków i kotków.  
-Nie wierzę, że prędzej czy później musiałbym tutaj wrócić…-powiedział Rick po czym wyciągnął z fartucha kolbę i zaczął wypijać jej zawartość
-Jakiś powód?-spytał jego wnuk-Nie musiałeś tutaj iść.
-Tutaj jest zbyt cukier-*beeee*-kowo.  W dodatku jeden nieuważny ruch i bam – ta kraina pokazuje ci pazura i możesz zginać. Ale musiałem tutaj pójść po coś.
Owa dwójka zaczęła już iść dalej. Po chwili byli oni w dosyć nietypowym miejscu.
Tam ziemia była różowa i ‘’piankowa” oraz znajdowały się drzewa na których rosły cukierki.
-I oto jesteśmy!-powiedział sześćdziesięciolatek, który po chwili zaczął wyrywać cukierki z drzewa
-Poważnie Rick?-spytał jego wnuk- Na co ci cukierki z jakiegoś wymiaru?-po chwili chłopiec wyrwał z jednego z drzew cukierka i już zaczął go rozpakowywać, lecz Rick ‘’uderzył go” wytrącając łodycz z ręki
-Nie jedz tego!-powiedział-Bo zmienisz się w królika, kotka czy tam co się na tej planecie również rozmnaża…
-E…Ok. Nie tknę tego…
-No i dobrze.  Ja będę zbierać próbki, a ty… Po prostu tutaj stój.
-S-S-Serio zabierasz mnie na wyprawę i każesz mi tylko stać?! P-Powinien siedzieć w domu i grać w gry czy coś, a nie po prostu stać!
-Morty, Morty, Morty..-jego dziadek ciężko westchnął-Nie musisz się denerwować. Ale z ciebie *beee* s*kinsyn.
-Co proszę?!
Ale ten po prostu go zignorował i zaczął zbierać cukierki z drzew.
Czternastolatek natomiast po prostu stał oparty przy drzewie. Po chwili zobaczył, że przy nim jest mały kot. Był on szary i jedno ucho miał szare, a drugie czarne.  Zwierzątko patrzyło się na chłopca swoimi ogromnymi, czarnymi oczami.
-Och…-powiedział
Niespodziewanie jednak koteczek rzucił się na chłopca i zaczął wymachiwać przed nim łapami tak, jakby za chwile miał go podrapać.
-Ach, cholera, przestań!-krzyczał chłopiec próbując odciągnąć od siebie zwierzaka
Po chwili do chłopca podszedł Rick. Od razu obojętnie spojrzał na chłopca atakowanego przez kota. Później jednak wyciągnął pistolet i zestrzelił zwierzątko.
-Wszystko ok?-spytał mężczyzna
-Tak.-odpowiedział jego wnuk-Na szczęście mnie nie skrzywdził.
-To masz szczęście. Gdyby jednak wbił w ciebie jeden z pazurów bardziej, to byś pewnie został pół-człowiekiem, pół-kotem.
-Ciekawi mnie tylko czemu zaatakował akurat mnie. Nic nie zrobiłem…
-Te zwierzaki są bezmyślne i mogą się rzucać na każdego kto popadnie. A teraz chodź – później mi podziękujesz za to, że uratowałem ci dupsko – po raz któryś….-po chwili sześćdziesięciolatek wyciągnął z fartucha Pistolet Portalowy

Po chwili oboje byli już w salonie, w swoim domu.
-Matko, jestem już wykończony…-powiedział  Rick zamykając portal-To ja chyba już pójdę.-od razu odwrócił się w kierunku wyjścia
-Hej Rick…-powiedział Morty
-O co chodzi?-dziadek po chwili się do niego odwrócił i przy okazji wyciągnął z fartucha kolbę
-Chcę porozmawiać o tych przygodach. C-Chodzi mi oto, że j-ja…nie lubię ich.
-Co masz na myśli, mówiąc ‘’nie lubię ich”? Chcesz mi powiedzieć, że wolisz swoje nudne życie bardziej od przygód?
-N-Nie! Chodzi mi o…ciebie. W kółko zabierasz mnie na te swoje wyprawy! A na każdej jestem albo bezużyteczny albo kończę jako przynęta albo musisz ratować mi cztery litery. P-Przez ciebie czuję się jak jakiś słabeusz lub dupek. P-Poza tym mógłbyś traktować mnie lepiej!
-Traktować cię lepiej? Po co?
-C-Czy ty w ogóle rozumiesz o co mi chodzi?! Traktujesz mnie jak śmiecia! Poza tym wolałeś podróżować po tych głupich wymiarach, szaleć i tworzyć te idiotyczne wynalazki zamiast zostać z rodziną! Rick… Możesz mi wyjaśnić dlaczego?
-Słuchaj Morty.-mężczyzna od razu położył rękę na ramieniu chłopca-Wyjaśnię ci to. Ale jak będziesz starszy, bo…na razie nie zrozumiesz tego.
-Ależ rozumiem! Trzymałeś się z dala ode mnie, bo zapewne nie zależy ci na rodzinie!-po chwili czternastolatek od razu się „wyrwał” od dziadka -Jesteś tylko jednym wielkim, głupim alkoholikiem! Obrażasz mnie do woli i zmuszasz mnie do tych niebezpiecznych podróży!
Po chwili chłopiec się odwrócił.  Zapadła kompletna cisza.
-Morty?-Rick się lekko zaniepokoił
-Ja…Ja…-głos czternastolatka zaczął się łamać-Ufałem ci…-powiedział, kiedy łzy spływały mu po policzku
Po tych słowach na twarzy sześćdziesięciolatka pojawiło się zdziwienie.
-U- UFAŁEM ci!-powtórzył chłopiec-Myślałem, że po tym jak wróciłeś to potraktujesz mnie poważnie. Ale nie – byłem w błędzie…
Po kilku sekundach Rick upuścił kolbę, nieco wylewając jej zawartość oraz przytulił wnuka.
-Nie musisz się tak denerwować…-powiedział mężczyzna
-Daj mi spokój…-po chwili Morty od razu „wyszedł” spod rąk dziadka i udał się na górę-Ufałem ci…-wyszeptał
Sześćdziesięciolatek podniósł z ziemi kolbę, usiadł na kanapie i ciężko westchnął. Ok, ta kłótnia to była lekka przesada. Poza tym Morty to był jeszcze dzieciak i mieszka z nim pod jednym dachem dopiero 3 dni…

  Minęły 3 godziny.  Morty obecnie siedział w swoim pokoju i oglądał filmiki na swoim laptopie.
Obecnie już czuł się lepiej po tej całej kłótni z swoim dziadkiem. Mimo to czuł jednak mały ‘’niepokój”.
Po chwili drzwi niespodziewanie się otworzyły.  Do pokoju wszedł Rick.  
-Siema Mor-*beeeeee*-ty!-powiedział nieco niewyrażnie
-Rick, możesz sobie iść?-spytał czternastolatek wyłączając laptop-Nie mam ochoty cię tu widzieć.
-Daj spokój!
-Nie!-po chwili chłopiec od razu go kopnął w brzuch
Sześćdziesięciolatek od razu upadł na ziemię. Jednak o dziwo zamiast jakoś ‘’sensownie” nie zareagować, to się śmiał.
-W-Wiesz co*beeeee*  Morty?!-spytał, podchodząc do łózka-Nigdy nie będziesz normalnym Mortym!
-Chwila…co?
-Nigdy! Gdybyś był *beeeee* normalnym Mortym to byś znosił moje wyprawy i nie zachowywał się jak beksa! Jesteś *beee* odmieńcem!
-Rick, ty tu pi*przysz głupstwa! Możesz się zachować…normalnie?
-Nie zachowuj się jak *beeee* Jerry.  Przyznaj, że to zabawne.
-‘’Zabawne”?! C-Czy ty się do jasnej cholery dobrze czujesz?!
-Daj spokój! Warto od czasu do czasu trochę pożartować, czyż nie?
Po chwili staruszek wziął do ręki butelkę i zaczął wypijać jej zawartość. Chłopiec od razu wytrzeszczył oczy‘. Zauważył, że jego dziadek trzyma w ręku butelkę piwa. Jedno jest pewne – był on pijany.
-R-Rick, bądź dla mnie tak miły i oddaj mi te butelkę…-powiedział błagalnie czternastolatek
-Chyba cię p*jebało!-odpowiedział sześćdziesięciolatek zabierając z ust butelkę
-To dla twojego dobra. Oddaj mi ją!
-Nigdy!
Po kilku sekundach Morty od razu pod nieuwagę dziadka wyrwał z rąk butelkę, a następnie wybiegł z pokoju.
Chłopiec po chwili pobiegł na dół. Sześćdziesięciolatek natomiast już szedł za nim.
No i stało się… Rick się przewrócił i zaczął spadać.
-Rick!-przestraszył się jego wnuk
Mężczyzna wylądował na podłodze, niemalże przy nogach wnuka. Lekko uniósł głowę i nieco otworzył oczy. Przed sobą miał rozmazany widok czternastolatka, który na niego krzyczał.
-Rick, ty cholerny pijaku!-powiedział Morty-Czy tobie na rozum odwaliło?!

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Ja nie wiem czy te wymiary naprawdę istnieją czy ty je wymyślasz, ale jak wymyślasz to naprawdę nieźle :) Super! Pijany dziadek obraża swojego wnuka...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu "super", "fajne" itp.
***
*Dla lepszego efektu włączcie sobie te piosenkę*


  Wszyscy goście byli w szoku. Nie minęła chwila, a na twarzach Noah i Kitty pojawiło się niezadowolenie.
-Jak mogłaś to zrobić?-Spytał
-Cóż, ja...
-A czy to istotne?!-Spytała Eva-Ona nas oszukała!
-Poważnie?-Spytał Cody-Nie wstyd ci?
Ale Emma nie odpowiedziała. Milczała. Po prostu.
-Lepiej już Chodźmy.-zaproponował Devin-Mamy ważniejsze sprawy na głowie.
Po chwili wszyscy goście wyszli. W domu zostali tylko Noah, Emma, Kitty i Dawn.
-Masz coś do powiedzenia?-Spytała z założonymi rękoma Dawn
-Ja...-Zaczęła azjatka-Chciałam żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę...
-Aha.-rzucił sucho Noah-Szkoda tylko, że to kosztowało nas nerwy, czas i pieniądze...
-Ja przepraszam...
-Liczyłem że jesteś bardziej odpowiedzialna i dojrzalsza, ale widzę, że się myliłem...
Po chwili ten z spuszczoną głową poszedł na górę.
-Noah, ja ci wszystko wyjaśnię!-Powiedziała Emma
Już miała iść za nim na górę, lecz Kitty złapała ją za sweter.
-Co ty robisz?!-Spytała-Ja chcę z nim pogadać, a ty tu mnie zatrzymujesz!
-Pozwól mu trochę ochłonąć.-wyjaśniła Kitt-Dopiero później będziesz mogła mu wszytko wyjaśnić.
-Ale...
-Poczekaj. Na pewno się trochę uspokoi.
-Niech ci będzie...

*możecie wyłączyć piosenkę*

  W tym czasie na wsi, w domu Scott'a. Chłopak właśnie wszedł do środka domu. Courtney akurat wyciągała coś z piekarnika.
-Co tam pichcisz?-Spytał chłopak
-Coś.-odpowiedziała dziewczyna kładąc ciasto na ladzie
-A co konkretnie?
-Ciasto. I nie pytaj się o mnie o więcej, bo i tak nie jest ono dla ciebie.-po chwili zdjęła z rąk rękawiczki
-Aha, chcesz powiedzieć że masz jakiegoś kochanka, co...?
Po chwili Courtney przypomniała sobie o Tomie. Przecież miała zarobić dla niego pieniądze, by móc mu je oddać.
-A masz może jakieś pieniądze?-Spytała-No chyba powinnam za tę swoją pracę dostać jakąś wypłatę.
-Wypłatę powiadasz? No to masz.
Po chwili chłopak wyciągnął banknot 50-dolarowy.
-Tylko tyle?!-Zdziwiła się
-A co?-Spytał
-To jakaś jedna piąta tego co potrzebuje!
-Słuchaj, a co się stało z tą kasą, którą miałaś?
-Wydałam.-wyjaśniła-Wydałam na nowy telefon, bo mój stary wyrzuciłeś przez okno!
-Nie narzekaj, i tak to był grat. A jeśli chcesz więcej pieniędzy - pracuj więcej.
Po chwili Scott miał już wyjść, lecz ta złapała go za podkoszulek.
-A jak... powiedzmy...zabawie się z tobą?
-Powiedziałaś..."zabawić"?!-po chwili na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek
-Mhm. Ale to dopiero wieczorem.
-Poczekam na to. Poczekam.

  Tymczasem w Australii. Cała szóstka siedziała w pokoju hotelowym, którzy wynajeli Geoff, Brody, Sanders i MacArthur. Wszyscy akurat siedzieli przy telewizorze.
-Idzie ktoś na Pizzę?-Spytał Brody
-Jasne, czemu nie.-odpowiedziała Sanders
-No to chodźmy.-dodał Geoff-Ja stawiam.
Wszyscy już wyszli z pokoju. Po chwili Bridgette zauważyła coś na laptopie. Były tam zdjęcia Blaineley!
Bridge od razu usiadła przy sprzęcie i zaczęła owe zdjęcia przeglądać.
Na zdjęciach była ona w bieliźnie, a na kilku - kompletnie naga.
-Nie...-wyszeptała blondynka-To niemożliwe...
Po chwili do pokoju wszedł DJ.
-Bridgette, nie idziesz?-Spytał
-Na chwilę.-odpowiedziała
Ten od razu podszedł do laptopa. Zobaczył on zdjęcia i na ich widok zrobił wielkie oczy.
-Skąd są te zdjęcia?-Spytał
-Nie wiem.-odpowiedziała dziewczyna-Ale nie rozumiem czemu Blaineley by mu je wysyłała. Może... Nie! Przecież nie mógł mieć z nią jakiegoś romansu!
-Bridgette, uspokój się.  Będzie dobrze.
-DJ, słuchaj. Muszę się dowiedzieć, skąd ma tę zdjęcia. Przecież to nie miałoby sensu, gdyby dała mu je bez powodu, tym bardziej że są wrogami. A Blaineley jest teraz w Australii. Więc...
-Nie wyciągaj pochopnych wniosków. Po prostu chodźmy i spytajmy go.
-No dobra, masz rację. Lepiej Chodźmy, bo reszta pewnie nie będzie na nas czekać.
I po chwili wyszli z pokoju.

*Dla lepszego efektu włączcie te piosenkę*

Gwen szła przez ulicę z spuszczoną głową. Przez to jak zobaczyła, że Mike i Zoey są szczęśliwi, to w jej sercu pojawiła się pustka.
Czuła, że potrzebuje miłości.
Po chwili na kogoś wpadła.
-Aj, uważaj jak łazisz!-Powiedział męski głos
Dziewczyna spojrzała na osobę, na którą wpadła. Nie mogła uwierzyć własnym oczom, w co widzi.
-Duncan?-Spytała ucieszona-Co ty tu robisz?
-Zoey chciała żebyśmy znowu byli parą. Ja ją olałem, bo i  i tak pewnie nic z tego nie wyjdzie... Ale skoro ty jesteś....-wyjaśnił-Chciałem cię przeprosić za tę akcję z wyjazdem. Wybacz, że ci go zepsułem.
-Spoko, wybaczam. Ale proszę - więcej już ze mnie nie żartuj. Nie należę do takich osób.
-Poza tym... Może jutro gdzieś wyjdziemy? Przynajmniej tak po przyjacielsku?
-No dobra. Może pójdziemy na shake'a?
-Dobra. To do zobaczenia... Urocza Gotko.
Po chwili lekko rozczochrał włosy dziewczyny i sobie poszedł.
Gwen się lekko zarumieniła. Czyżby... To on był jej "pustką"?
*Pozwalam na wyłączenie piosenki*

-Noah, proszę otwórz!-Powiedziała Emma waląc w drzwi od ich sypialni
-Po co?!-Spytał-Żebyś nagadała mi kłamstw jak wcześniej?!
-Noah, bardzo cię za to przepraszam! Obiecuję się zmienić...
Po chwili drzwi się otworzyły.
-Jeśli chcesz się zmienić - bądź tą starą Emną, za czasów kiedy zaczynaliśmy związek. Poza tym - wynoś się stąd!
-Ale Noah...
-Nie chcę cię tu widzieć, rozumiesz?!
-Tak?! TAK?! W takim razie się wyprowadzam!-Po chwili wyciągnęła walizkę spod łóżka i zaczęła do niej wrzucać wszelkiego rodzaju ubrania-Do widzenia!
Po ok.3 minutach ciczy, azjatka wyszła z pokoju. Z dołu natomiast rozległ się dźwięk walenia drzwiami.

  Tom i Jen skończyli oglądać film. Teraz siedzieli i kończyli pisać wpis na swojego bloga.
-Słuchaj Jen...-Zaczął Tom-Może... przenocujesz u mnie?
-Jakiś powód?-Spytała wyłączając laptop
-Cóż, akurat na dzisiaj zapowiadali burzę i lepiej będzie tak zostaniesz u mnie.-po Chwili na jego twarzy pojawił się sztuczny uśmiech
-Tom, mam wrażenie że mnie okłamujesz...-Powiedziała dziewczyna-Wyjaśnij mi to wszystko...
-Słuchaj ja, ja... Jen, kocham cię!

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Ja mówiłam, że Emma nie wyjdzie dobrze na tym kłamstwie - to było oczywiste. Eee.. eee... eee... nie wiem czy potrafię coś więcej wydusić z siebie... "zabawić"?! Tak wgl to jak słyszę o Courtney i tym chłopaku (nie wiem jak zapisać jego imię odmienne) to widzę taki obraz, że on jest takim złym człowiekiem, a ona biedną pokojówką XD Tak Bridgette - zapytaj się, a nie postępuj tak jak Emma! Tak wgl to dzięki za narobienie mi smaka na pizzę ;) Dziękuję, że pozwoliłaś mi wyłączyć piosenkę XD Może skomentowanie tej scenki zacznę od tego, że dzisiaj oglądałam odcinek TP w trasie, gdzie Duncan i Gwen się pocałowali, więc... Ok, przyznam że nie lubię tego shipu, nie cierpię... Tak jeszcze dodam, że się cieszę, że są aż 2 scenki z piosenką ♥♥♥ Ok, to teraz zostało czekać aż Emma i Noah się pogodzą... bo oni się pogodzą, prawda??? Ok... nie jest złe, ale wydaje mi się, że Tom mógłby być bardziej romantyczny - tak szczerze to czekałam na jakąś piękną scenkę z tym jak Tom wyznaje miłość Jen...
  • awatar Bernadka88: Pinki :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu „super”, „fajne” itp.
***

  Kilka sekund później. Oboje od razu znaleźli się w garażu, w swoim domu.
-No i widzisz Morty.-powiedział Rick-Ciesz się, że jesteśmy już w domu, bo inaczej dalej trułbym ci 4 litery.
-No ta, cieszę się.-powiedział jego wnuk-Aż jestem po wrażeniem że to twoje urządzenie nas nie zgubiło czy coś…
-Mój pistolet portalowy skonstruowałem tak, że raczej by nas nie zgubił. W każdym bądź razie lepiej już chodźmy.
Po chwili oboje wyszli z garażu.
Po kilku sekundach byli już na korytarzu, gdzie zastali rodziców Morty`ego. Na twarzy dorosłych znajdowało się niezadowolenie i w dodatku Beth stała z założonymi rękoma.
-Wszystko dobrze?-spytał staruszek
-Dostaliśmy telefon z szkoły.-wyjaśniła Beth-Dowiedzieliśmy się, że zwolniłeś Morty`ego z lekcji. W dodatku bez wyjaśnienia oraz naszej zgody.
-No i?
-Masz coś nam do wytłumaczenia?-spytał Jerry
-Jak by to powiedzieć… Potrzebowałem małej pomocy Morty`ego.
-Poważnie?! Wyrywasz go w trakcie lekcji, żeby zabrać go na jakąś głupią wyprawę?!
-Jemu też się coś od życia należy! Poza tym potrzebuje jakiegoś męskiego towarzystwa, ale jak by to powiedzieć….O, już wiem! Jerry, jesteś fatalnym ojcem!
-Będziesz mi to wypominać po grób?!
-Tak Jerry. Będę.
-Dosyć tego!-krzyknęła Beth-Jerry, ty już lepiej się nie odzywaj.
-Ale…-zaczął jej mąż, jednak nie skończył, gdyż ta kontynuowała dalej
-Natomiast tato, Morty… Dzisiaj wam odpuszczę. Ale liczę, że to będzie pierwszy i ostatni raz.
-Obiecujemy.-powiedział jej syn
-No i dobrze. A teraz lepiej już chodźcie się umyć – wyglądacie nie najlepiej i nawet pachniecie okropnie.
Po chwili dziadek i wnuk już szli w kierunku łazienki.
-Beth…-zaczął Jerry
-Ej,  coś nie tak?-spytała kobieta
-Twój ojciec zwalnia naszego syna z lekcji bez żadnych wyjaśnień, tylko po to by zabrać do jednego z tych głupich wymiarów, a ty mu wybaczasz?! Pomyślałaś o tym, ze Morty`emu mogło się coś stać?!
-Ale jak widzisz-nie stało się. Mimo wszystko zadbam o to, żeby nie zrobili sobie krzywdy.

  Minęły 4 godziny.  Rick siedział w garażu i przekręcał coś. Po chwili do garażu wszedł Morty, który od razu usiadł obok niego.
-O, co ty tu robisz?-spytał dziadek
-Ja tu tylko przyszedłem sprawdzić co robisz.-wyjaśnił-I z tego co widzę, to udało ci się pozbyć statku z naszego garażu. Ciekawe jakim cudem…
-Mam swoje sposoby. W każdym bądź razie, skoro tu jesteś, to możesz mi podać pudełko ze śrubkami? Leży ono na półce.
-No dobra…
Chłopiec od razu wstał podszedł do półki. Zaczął się rozglądać za pudełkiem. W końcu je znalazłam.  Już je wyciągnął, lecz po chwili duża ilość rzeczy z półki spadła na ziemię.
-Ojć….-powiedział
Rick od razu wstał z krzesła i spojrzał na cały bałagan.
-Cholera, Morty!-powiedział podchodząc do półki-Poprosiłem cię o jedną rzecz, ale ty musiałeś to wszystkie zj*bać!
-Przepraszam….- odpowiedział jego wnuk-Ale to nie moja wina! Gdybyś też wyciągał to pudełko to by efekt był podobny!
-Eh, no dobra Morty, teraz ci wybaczam. Ale liczę, że to był pierwszy i ostatni raz.  A teraz sobie idź. Muszę posprzątać.
-No dobra…
I po chwili chłopiec wyszedł z garażu.

  Nadszedł wieczór. Cała rodzina siedziała przy stole i jadła kolacje. No prawie – Rick akurat jeszcze nie raczył się pokazać.
-Muszę wam coś powiedzieć.-oznajmiła Beth-Ja wraz z waszym tatą jadę na weekend.  Wyjedziemy jutro i wrócili w niedzielę wieczorem.
-A mogłabym przez ten czas nocować u znajomej?-spytała Summer-Proszę, proszę, proszę!
-No nie wiem…-rzucił Jerry-Kto by przez ten czas siedziałby z Mo…
Po chwili do kuchni przyszedł Rick. Staruszek właśnie pił coś z swojej kolby i nie odrywał jej z ust, póki nie usiadł przy stole.
-O tato, dobrze że jesteś.-powiedziała Beth-Ja i Jerry jutro wyjeżdżamy na weekend, a Summer chcę nocować u koleżanki. A Morty raczej nie zostanie sam, więc mógłbyś spędzić z nim trochę czasu?
-No nie wiem… A czy on nie może również nocować u znajomych?
-Problem w tym, że…on nie ma znajomych.
-Poważnie?! No cóż, myślę że mogę z nim posiedzieć .
-Dzięki. Może zjesz kolacje?
-Nie trzeba. Ja tu tylko przyszedłem po zapasy.
Po chwili wstał od stołu i otworzył lodówkę, wyciągając z niej butelkę jakiegoś alkohol, po czym wyszedł z kuchni.
-Poważnie?-spytał Morty-Czy ja potrzebuje niańki?!
-Nie musisz mówić, że twój dziadek to niańka.-wyjaśniła jego mama-Po prostu spędzicie ze sobą weekend.  A na wszelki wypadek – będziemy do was dzwonić. Ok?
-Ok.

  Była już noc. Morty aktualnie wciąż spał. Poczuł lekki chłód. Miał ochotę się przykryć, lecz nigdzie nie mógł znaleźć koca. Po chwili nagle coś go „uderzyło”. Po chwili się otworzył oczy.  W ogóle nie znajdował się w swoim pokoju, tylko w statku kosmicznym. Od razu wstał i zauważył, że za sterem statku siedział Rick.
-O, cześć Morty.-powiedział-Widzę, że się obudziłeś.
-Rick, co się tutaj dzieje?!-spytał jego wnuk-Czemu jestem w tutaj, a nie…powiedzmy…W moim łóżku?!
-Muszę cię wyciągnąć na małe zakupy do innego wymiaru.-wyjaśnił jego dziadek-A akurat o czwartej nad ranem jest tam najtaniej.
-Jest czwarta nad ranem?! Rick, czy ty do jasnej cholery dobrze się czujesz?!
-Siedź cicho Morty! Zobacz, już jesteśmy!
Po chwili statek już się zatrzymał. Rick od razu z niego wyszedł, natomiast Morty wciąż siedział w środku.
-Nie idziesz?-spytał jego dziadek
-A po co?-spytał nastolatek-Nie wyjdę w bluzce i bokserkach do sklepu!
-O tej godzinie prawie nikogo nie ma. I trzeba korzystać. No chodź.
-Dobra…
Chłopiec wiec wyszedł.  

  Oboje byli już w sklepie. Było tam mnóstwo dosyć dziwacznych rzeczy. Oboje stali gdzieś przy kasie.
-Dobra Morty, masz tutaj małą listę zakupów.-powiedział Rick dając wnukowi listę-Pochodź trochę po sklepie i poszukaj tych rzeczy.
-No dobra, a ty?
-Znam ten sklep jak własną rękę. Poradzę sobie.
No i się rozdzielili.

  Morty zaczął rozglądać się po sklepie. Nie mógł znaleźć tego czego szukał. Jedynie trząsł się z zimna. Z całym sklepie panował chłód.
Po chwili od razu podszedł do jakiegoś regału, gdzie stał Rick i coś przeglądał, przy okazji popijając coś z kolby.
-I jak idą poszukiwania?-spytał
-Kiepsko.-odpowiedział chłopiec-Nie potrafię znaleźć tego co trzeba! A do tego jest tutaj tak zimno…
-Taki klimat, nie-*beee*-stety…-Rick od razu wrzucił do koszyka coś, co przypominało niebieskie jabłko-Dlatego na tej planecie gatunki wymierają….
-Wymierają?! Chcesz powiedzieć, że jeśli tutaj jeszcze zostaniemy to możemy zamarznąć na śmierć?!
-Cóż, są na to szanse…
-Ekstra… Nie dość, że zabierasz mnie do miejsca, gdzie mogę umrzeć to jeszcze w nocy…-chłopiec wziął trząsł się z zimna, a przy okazji na policzku spłynęła mu łza, która od razu zmieniła się małą bryłkę lodu
Rick po chwili od razu spojrzał na swojego zmarzniętego wnuka. Położył koszyk na ziemi, zdjął płaszcz i założył go na swojego wnuka.
-Och, dzięki…-powiedział czternastolatek zakładając na siebie płaszcz
Ale jego dziadka szedł w kierunku wyjścia. Morty od razu wziął do ręki koszyk i poszedł zanim.

  Było już popołudnie.  Morty obecnie siedział w salonie, gdzie oglądał telewizję. Summer już jakiś czas temu wyszła z domu, natomiast rodzice rozmawiali z Rick`iem.
-Liczę, że zadbasz o naszego syna.-powiedział Jerry-Chociaż to mało prawdopodobne….
-Spokojnie, zrobię wszystko co w mojej mocy.-odpowiedział dziadek-Dla mojej córki i…zięcia…
-Spokojnie, będziecie mieli dużo czasu na te swoje wyprawy.-dodała Beth-Tylko zadbaj o to, żeby Morty`emu się nic nie stało.
-Obiecuję.
-No to do niedzieli! Będziemy dzwonić jak coś.
Po chwili oboje wyszli. Rick od razu udał się do garażu. Morty akurat zobaczył gdzie on idzie i udał się za nim.

  -Cześć Rick, co robisz?-spytał
-O matko, Morty!-krzyknął mężczyzna-Wystraszyłeś mnie…
-Wybacz.
-W każdym bądź razie mógłbyś wyjść? Mam kilka spraw do załatwienia.
-No dobra, tylko… Chcę ci podziękować za to co zrobiłeś dla mnie w tym wymiarze.
-Co masz na myśli?
-Cóż, jak dałeś mi ten płaszcz….  To było… miłe z twojej strony.
-Miłe, miłe, mów co tam chcesz… A teraz wynocha – muszę naprawić mój Pistolet Portalowy, bo coś się w nim popsuło.  Ale jeśli chcesz mi się na coś przydać – podaj mi śrubokręt.
-Ok.
-Tylko nie schrzań tego jak wczoraj…
Czternastolatek od razu ciężko westchnął, ale po chwili podał swojemu dziadkowi narzędzie.
Ten od razu coś przekręcał w swoim ‘’urządzeniu”. Po chwili nagle otworzył się jakiś portal.
-Co do…?-zdziwił się Rick
Od razu z niego wyszła jakaś ręka, która złapała Morty`ego za bluzkę i zaczęła „ciągnąć” go do portalu.
-Cholera!-krzyczał chłopiec-Puszczaj mnie!
Ale zanim jego dziadek się obejrzał to jego wnuk został wciągnięty do portalu.
-O ja pi*rdolę!-powiedział-Spokojnie Morty, zaraz cię uratuje!
Po chwili wziął z stołu jakiś pistolet i schował go do fartucha. Następnie przeszedł przez portal.

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: "Akurat o czwartej nad ranem jest tam najtaniej" - padłam XD Super - Morty został wciągnięty przez coś do nie wiadomo czego - extra...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu "super", "fajne" itp.
***

  Panowało kilka sekund ciszy. Emma zamarła. Liczyła, że jej ciąża nada się jedynie do jakiś głupot, które mogłaby dostać dzięki "ciąży" za darmo. A tu co? Wszyscy włożyli wysiłek w przygotowanie imprezy dla dziecka. Dla dziecka, którego nawet nie ma!
-Emma?-Noah się lekko zaniepokoił-Wszystko ok?
-Tak.-odpowiedziała Azjatka z nieco sztucznym uśmiechem-Tylko... muszę wskoczyć do łazienki. Kitty, idziesz ze mną.
-Ale...
Emma jednak bez słowa złapała młodszą siostrę za rękę i od razu zaciągnęła do łazienki.
Starsza siostra od razu zamknęła drzwi.
-Poważnie Kitt?-Spytała-Musiałaś organizować to całe Baby Shower?
-Ej, to nie był mój pomysł, tylko Dawn.-wyjaśniła Kitty-A poza tym prędzej czy później byś musiała się przyznać...
-No dobra, może i masz rację. Ale najwyżej przesiedze całą imprezkę w łazience.
-Nie ma mowy! Masz tam wrócić!
-Ale..
-Żadnych "ale"! Idziesz tam czy tego chcesz czy nie.
Kitty po chwili złapała swoją siostrę za bluzkę i wraz z nią wyszła z łazienki.

  Obie siostry od razu udały się do kuchni, gdzie wciąż siedziała reszta gości.
-I co?-Spytała Carrie-Cieszysz się z niespodzianki?
-Ja?-Zdziwiła się azjatka-Tak i to bardzo...-Po chwili na jej twarzy pojawił się nieco sztuczny uśmiech
-W takim Razie dobrze, że było warto.-dodał Devin
-Na pewno to dziecko będzie urocze.-powiedziała Izzy
Rudowłosa po chwili podeszła do Emmy i zaczęła do jej brzucha robić głupie miny.
-Izzy, przestań.-powiedziała Eva-Robisz mi obciach...
-No sorry, sorry.
-A jak tam bobas?-Spytał Cody-Kopię?
-Ta, trochę kopię.-odpowiedziała Emma-Ej, może coś zjemy? W końcu... dziecko musi się najeść, co?
Cała reszta spojrzała na siebie dosyć nietypowo.
-Dobra.-potwierdził Owen
Po chwili ten wziął do ręki cały tort i zjadł w jednym kawałku.
-Owen...-Powiedziała reszta towarzystwa

  Tom siedział u siebie w domu. Co chwilę patrzył się na zegar w telefonie. Wciąż czekał na Jen, ale dziewczyna jeszcze się nie pojawiła. Może jednak powiedziała mu, że idzie się przebrać, żeby po prostu móc sobie pójść?
Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Proszę.-powiedział chłopak
O wilku mowa! Jen akurat już weszła do środka domu. Salon akurat był prosto od drzwi, więc dosyć szybko zobaczył, a nawet ucieszyła go obecność "przyjaciółki".
Jen, zgodnie z "obietnicą" była ubrana w swoje normalne ciuchy.
-Świetnie, że już jesteś.-powiedział-Trochę ci to zajęło.
-Taaa, w sumie.-po chwili Jennifer usiadła obok niego-Przyznam, że przez chwilę myślałam żeby nie przychodzić, ale jak widzisz-jestem.
-Dalej.... Wciąż jesteś na mnie wkurzona za tę akcję z pocałunkiem?
-Tak. Ale tylko trochę. Wcześniej to po tym jak zobaczyłam ciebie i...jak ona miała na imię?
-Courtney.
-No właśnie! Jak was zobaczyłam razem to wpadłam w szał. Ale już mi nieco przeszło.
Nie minęła chwila, a ich ręce się dotknęły.
-Przepraszam za to. Mogłem to zrobić wcześniej, ale po tym co powiedziałaś... Niepotrzebnie na ciebie nakrzyczałem.
-Wybaczam ci. Już mnie nie obchodzi czy będziemy razem czy nie. Teraz wystarczy mi tylko, żebyśmy się pogodzili. Możemy nawet utknąć w Friendzone, tylko... pogódź my się.
-Och, ok... Może... Obejrzymy jakiś film?
-No dobra. Czemu nie.

  Geoff, Bridgette, Brody, MacArthur, DJ i Sanders byli na plaży. Geoff i Bridgette leżeli i się opalali, Brody i MacArthur jedli lody, natomiast DJ i Sanders bawili się w wodzie.
-Cześć Bridge...-Powiedział jakiś żeński głos
Blondynka od razu wstała. Obok niej stała pewna znajoma jej osoba...
-Mildred?!-Zdziwiła się-Co ty tu robisz?!
-Proszę, nie mów na mnie"Mildred" tylko "Blaineley".-wyjaśniła-Wiedz że nienawidzę swojego prawdziwego imienia.
-No ok, Blaineley... Ale co ty tutaj robisz?
-Muszę szukać pracy, więc pomyślałam, że polecę do Australii. I liczyłam że mi się uda, a tu taki klops... Mimo wszystko postanowiłam tu jeszcze zostać. Ładnie tu.
-Aha... Wciąż jesteś tą"starą" Blaineley?
-Tak. Niestety. Chociaż miło by było gdybyś mi w czymś pomogła.
-Wybacz, ale nie.
-No weź.
-Nie. Wybacz.
Po chwili Bridgette wstała i już sobie poszła.
-Bridge, gdzie ty idziesz?-Spytał Geoff, wstając i zdejmując okulary przeciwsłoneczne
-Do hotelu.-odpowiedziała-Jestem już zmęczona.
Po chwili z wody wyszedł DJ.
-Bridgette, czekaj!-Powiedział
-Ej, idę z wami!-dodała Sanders, która zaraz po nim wyszła z wody

  Gwen i Zoey już udały się do bloku, gdzie mieszka Mike. Obie miały ze sobą pudła z rzeczami drugiej z dziewczyn.
Od razu zapukały do drzwi od domu chłopaka.
Ten od razu je otworzył.
-Cześć dziewczyny.-powiedział-Wchodźcie.
Obie od razu weszły do środka mieszkania.
-Co macie w tych pudłach?-Spytał
-Moje rzeczy.-odpowiedziała czerwonowłosa-Od dzisiaj ponownie z tobą mieszkam.
-Poważnie?!
-Mhm.
-Po prostu ekstra!
-Oj wiem.
Po chwili oboje zaczęli się całować. Gwen przez chwilę patrzyła na tę scenę, a potem zaczęła się patrzeć na ziemię.
Oboje od razu przestali się całować.
-Gwen...-Zaczęła Zoey-Wszystko ok?
-Tak, tak...-Odpowiedziała Gotka-Tylko muszę już iść. To do zobaczenia!
Po chwili niebieskowłosa od razu wyszła.

  Tymczasem, podczas Baby Shower. Impreza wciąż trwała. Wszyscy goście obecnie siedzieli w salonie i ze sobą rozmawiali.
-Już się nie mogę doczekać, aż w końcu dziecko się urodzi.-powiedział Noah tuląc się do brzucha swojej dziewczyny
-Heh, racja...-Odpowiedziała Emma po czym zaczęła się nerwowo śmiać
-Teraz tylko trzeba pomyśleć o płci, jak będzie się nazywało...-dodała Carrie
-No w sumie... Muszę iść do łazienki.-azjatka zmieniła temat-Zaraz wracam.
No i stało się.
Dziewczyna miała już iść, lecz nagle jej Ubrania, te które miała jako "brzuch" zaczepiły się o coś i spadły.
Wszyscy goście od razu wystrzeszczyli oczy, natomiast sama Emma zasłoniła usta rękoma.
-Co do...?-Spytał Cody podnosząc jakąś bluzkę
Wszyscy oprócz Azjatki do niego podeszli. Wtedy spojrzeli na Azjatke.
-Możesz nam to wytłumaczyć?-Spytała Dawn
-Jaaa... Nie jestem w ciąży.-wyjaśniła-Kłamałam...
-Co zrobiłaś?!-Zdziwiła się reszta

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Skoro Emma wymyśliła ciążę to teraz musi przez to przebrnąć i mimo, że nie pochwalam jej zachowanie to współczuję jej... Ach ten Owen XD Tom heloł! Ja tu czekam, żebyś ją wziął i powiedział coś typu:" Ale Jen, my musimy być razem, kocham cię! - scena całowania - Czy zostaniesz moją dziewczyną? - Tak! - scena całowania :D Ok, przyznam że nie mam pojęcia kim jest ta babka to Bridgette ją spotkała. Sanders też pobiegła? - Zaczynam shipować Sander i DJ :D Pewnie, że wszystko jest ok! Zoey i Mike całują się namiętnie na oczach Gwen, która ma złamane serce, ponieważ przypomniała sobie Trenta XD O nie! Sekret Emmy wyszedł na jaw! Teraz znając życie pokłóci się z Noah, aż w końcu się spotkają, porozmawiają na spokojnie i będzie potem już tylko love story.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu „super”, „fajne” itp.
***

  Reszta rodziny Smith`ów była jeszcze w większym szoku.  Jeszcze kilka minut temu nawet nie wiedzieli, co się stało z Rick`iem Sanchezem (Morty i Summer nawet do tego czasu się w to nie intrygowali), a jak się okazuje – został wpuszczony do ich domu.
-Tato…-powiedziała Beth-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś, o tym że nas opuszczasz?
-Co?!-zdziwił się Rick-Przecież zostawiłem ci wiadomość, w której…
-Te wiadomość?-spytał Morty dając dziadkowi metalową kostkę
-Noś w dupę!-po chwili Rick puścił swoją córkę-Jak mogłem zapomnieć to u was zostawić?
-Po prostu.-powiedział Jerry z założonymi rękoma-Patrząc na twój wiek ani trochę się nie dziwię.
-Jerry, chyba już pamiętam dlaczego zawsze cię tak nienawidziłem….
-Słuchaj tato…-zaczęła Beth-Czy…chcesz tutaj zamieszkać?
-Co pro…-zaczął Jerry
Nie dokończył,  gdyż jego żona kontynuowała swoje.
-Raczej straconego czasu nie nadrobimy, ale chcę wiedzieć, że odzyskałam ojca. Poza tym skoro nie masz gdzie mieszkać….
-No dobra!-rzucił Rick-Poza tym i tak prędzej czy później poprosiłbym was o dach nad głową. Plus, już mam wszystko co trzeba.
Ten po chwili wyszedł z garażu.
-Mamy z nim mieszkać?!-zdziwił się Jerry-Beth, przecież wiesz, że on mnie nie lubi.
-Tak, wiem.-odpowiedziała Beth-Ale zrozum to-wreszcie odzyskałam ojca. A patrzą na to, że w dzieciństwie prawie się z nim nie widywałam, przez te jego podróże, albo po prostu zamykał się w garażu to cieszy mnie to, że w ogóle tutaj wrócił.
-Aha… Nie zmienia to jednak faktu, że wpuszczanie twojego ojca to był zły pomysł.
-Serio? Mi się wydaje, ze po prostu nie masz serca…
Wtedy oboje zaczęli kolejną kłótnie.
Ich dzieci od razu na nich popatrzyły, a następnie wyszły z garażu.

  Oboje udali się do salonu. Rodzeństwo od razu usiadło na kanapie. Summer jedynie patrzyła się w swój telefon, natomiast Morty usiadł obok swojego dziadka.
Rick akurat patrzył się bezczynnie w ekran telewizora, przy okazji również popijał coś z swojej kolby. Po chwili spojrzał na chwile na swojego wnuka.
-Ty chyba jesteś Morty, tak?-spytał
-Ech…tak.-rzucił nastolatek-Skąd wiedziałeś?
-Co prawda ostatnio cię widziałem jak byłeś niemowlęciem, aczkolwiek udało mi się zapamiętać kim jesteś.-wyjaśnił-A teraz ile masz lat – 12?
-14. Nie 12, 14.
-12, 14, co za różnica?
-Całkiem mała…dziadku.
-Możesz mi mówić Rick.
-No dobrze, Rick. Ał.-po chwili Morty od razu złapał się za szyje-Boli jak cholera, odkąd dostałem tym pazurem.
-Jakim pazurem?
-Jakiś gostek zaczepił mnie, gdy wracałem ze szkoły.  Poddusił mnie i przy okazji ukuł w szyję. Potem zauważyłem że zniknął – został jedynie jakiś kosmita. No i przez nieco mam jakiegoś siniaka na szyi.
-Dobra, pokaż mi na chwilę te ranę. Spróbuje ci ją opatrzeć.
Po chwili złapał go za głowę i zaczął oglądać ranę.
-Aha.-rzucił Rick-Ten pazur po prostu zrobił ci ranę na szyi. Okład z lodu powinien ci pomóc.
-Ok.
-Swoją drogą masz szczęście, ze to lekkie ukłucie-inaczej twoja rana byłaby większa, a ty byś nie mógł już oddychać.
Morty od razu udał się do kuchni, gdzie wyciągnął z zamrażalki worek z lodem, a następnie przyłożył do szyi. Zobaczył również że jego rodzice już byli na korytarzu. Jerry od razu poszedł na górę, a Beth szła w kierunku salonu.

  20 minut później, w salonie. Cała rodzina tam siedziała. Summer siedziała robiąc coś na telefonie, podobnie jak Jerry, z tą różnicą że robił coś na tablecie. Beth uważnie patrzyła się na swojego ojca, a Morty po prostu siedział, wciąż przykładając do szyi worek z lodem.  Rick natomiast coś opowiadał, co jakiś czas popijając coś z kolby.
-I bam!-powiedział-W ten oto sposób udało nam się uciec, a te cholerne dupki się nawet nie pokapowały!-powiedział po czym wziął do ust kolejny łyk alkoholu
-Wow, tato.-powiedziała Beth-Widać, że twoje życie przez te kilkanaście lat było…naprawdę ciekawe. A co cię tutaj sprowadziło na ziemię?
-Cóż, walczyłem z jakimiś dziwnymi kosmitami, które potrafiły zmieniać się w ludzi. Ale jeden z skubańców uciekł przez jakiś portal. Oczywiście musiałem go zabić, więc wskoczyłem przez portal i tak dostałem się tutaj. I wiedz, że gdybym nie ja, to by Morty już by nie żył.
Staruszek po chwili popatrzył na swojego wnuka. Chłopiec wyglądał na nieco zawstydzonego, aczkolwiek na jego twarzy był widoczny uśmiech.
-Oj tam.-powiedział zabierając z szyi worek z lodem, ze względu na to, że już nie czuł bólu-To tylko drobiazg.
-Życie ci uratowałem, a ty mówisz, że to drobiazg? Wiesz mi, ale następnym razem to będziesz mi dziękować.

  Następnego dnia, w szkole. Była obecnie lekcja matematyki. Wszyscy uczniowie albo rozmawiali ze swoimi znajomymi, albo patrzyli się na tablice, albo pisali coś w zeszytach.  Morty natomiast patrzył się na Jessice-dziewczynę, która siedziała niedaleko niego i był w niej zakochany.
-No dobrze, kogo by tu wziąć do tablicy…-spytał nauczyciel, pan Goldenford-Może…Mortimer Smith?
-Kto?!-przestraszył się nastolatek-Ja?!
-Tak, ty.-odpowiedział nauczyciel-Do tablicy, panie Smith.
Morty od razu wstał. Powoli podchodził do tablicy. Wziął do ręki kredę, a następnie z przerażeniem patrzył na nauczyciela oraz resztę klasy. Miał już coś napisać na tablicy, lecz po chwili niespodziewanie do klasy wszedł Rick.
-Przepraszam.-powiedział-Muszę zwolnić Morty`go z lekcji.
-Co proszę?-zdziwił się chłopiec
-Chwila, kim pan jest?-spytał nauczyciel
-Jestem dziadkiem Morty`ego.-wyjaśnił-I muszę go natychmiast zwolnić z zajęć!
-Jakiś powód?
-Nie mam czasu na wyjaśnienia! Po prostu muszę go zwolnić!
Po chwili staruszek złapał swojego wnuka za rękę i wybiegł z klasy.

  Oboje biegli przez korytarz. Trwało to jakieś kilka sekund – później zatrzymali się gdzieś przy wyjściu, gdzie akurat dyszeli z zmęczenia.
-Możesz…mi…powiedzieć…czemu mnie zwolniłeś z lekcji?-spytał Morty, dalej dysząc
-Musimy coś załatwić.-wyjaśnił Rick, po czym zaczął grzebać w kieszeni swojego fartucha
Po chwili od razu wyciągnął małe, szare urządzenie. Nacisnął jakiś przycisk, który się na nim znajdował i od razu pojawił się jakiś zielony portal.
-Dobra, wchodzimy.-powiedział staruszek
-Poważnie Rick?! Zwalniasz mnie z lekcji żebym musiał gdzieś z tobą iść.
-Po pierwsze: uratowałem ci dupsko od odpowiadania na odpowiedź. Po drugie:  potrzebuje pomocy w misji.
-Misji?! Poważnie?!
-Sam sobie nie poradzę. Jestem zbyt stary i…nie do końca trzeźwy.-po chwili wyciągnął z fartucha kolbę i zaczął wypijać jej zawartość
-Czy ty sobie żartujesz?! Przecież…
-Wiesz co Morty? Masz do wyboru dwie opcje: albo wrócisz do klasy albo ze mną pójdziesz. To jak?
-Dobra… Pójdę z tobą…
-No i fajnie. No to chodźmy.
Od razu przeszli przez portal.

-Ta-dam!-powiedział Rick
Nie minęła chwila, a oboje byli już w całkiem innym wymiarze. Cały był dosyć…dziwaczny. Wszędzie były różnego rodzaju stwory czy rośliny, które miały albo jakieś macki albo dużą ilość oczu.
-Ech, Rick….-Morty wyglądał na lekko skrzywionego-Czy aby na pewno to ten wymiar?
-Wierz mi lub nie, ale zwiedziłem tyle wymiarów, że wiem który jest który.-wyjaśnił jego dziadek, chowając swoje małe urządzenie do fartucha-Także wątpię, że się zgubiliśmy.
-No dobrze.  Więc co mamy zrobić?
-Cóż, chciałem coś wziąć z tego wymiaru. No i liczyłem na małą pomoc.
-Och…ok.
-Tylko uważaj na zmutowane rośliny.
-Zmutowane rośliny. O co ci…
Po chwili nastolatek niespodziewanie został złapany przez jakieś plączę. Owe plącze powoli unosiło go do góry. Zobaczył, że należy ono do ogromnej muchołówki, która patrzyła się właśnie na chłopca  swoimi ogromnymi, czarnymi oczami.
-Hej…?-spytał chłopiec
Po chwili roślina od razu „warknęła” pozostawiając wszędzie mnóstwo „śliny”.
-Cholera.-powiedział Rick wycierając z substancje z twarzy-Morty, mówiłem ci żebyś uważaj!
-Ej, w przeciwieństwie do ciebie zmutowane rośliny widzę po raz pierwszy w życiu!-skomentował to nastolatek-Poza tym miło by było, gdybyś mi trochę pomógł!
-Dobra, dobra, niech ci będzie. Swoją drogą akurat trafiliśmy na roślinę, której właśnie szukaliśmy.
Po chwili staruszek od razu wyciągnął z fartucha metalowy pistolet, nieco większy od jego ręki. Od razu za jego pomocą wystrzelił kilka laserów. Jeden z nich trafił w plącze rośliny, które spadło wraz z jego wnukiem.
-Ała, Rick…-powiedział Morty wstając i trzymając się za plecy-Rick, nie mogłeś być ostrożniejszy?
-Nie mogłem. A teraz pozostaje mi tylko jedno – zabić te roślinkę.
Mężczyzna zaczął celować pistolet prosto w „usta” muchołówki. Nie minęła nawet minuta, a roślina od razu „wybuchła” pozostawiając na owej dwójce mnóstwo żółtej cieczy.
-No i widzisz Morty!-powiedział staruszek chowając pistolet do swojego fartucha-Nie było aż tak źle. Czyż nie?
-Sam nie wiem…-odpowiedział chłopiec wycierając z siebie ciec-Musiałeś mnie zabierać ze sobą?
-Tak, musiałem.-po chwili Rick od razu wziął z ziemi jakiś kwiat-Bo widzisz – ten oto kwiat był  mi bardzo potrzebny. A żeby móc łatwiej zabić te roślinę potrzebna była przynęta. Za którą właśnie robiłeś.
Nastolatek nie wiedział jak to skomentować. Po prostu.
Kilka sekund później jego dziadek od razu schował kwiat o fartucha, a następnie wyciągnął jedno z swoich urządzeń i za jego pomocą ponownie „włączył” portal.
-No dobra.-powiedział-Chodźmy już do domu. Z tego co mi się wydaje, to lekcje ci się skończyły.-od razu miał już włożyć nogę do portalu
-Słuchaj Rick.-zaczął czternastolatek-Czy od teraz w każdej twojej misji mam robić za „przynętę”?
-Cóż, nie wiem. Ale na pewno od przygód się nie wywiniesz. Od teraz tak będzie wyglądało twoje życie.
-Czyli… Moje nowe życie…

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Dziwnym jest to, że oni tak normalnie rozmawiają o tym, że Morty'ego zaatakował kosmita. Super - dziadek robi z wnuczka przynętę XD Ogólnie to świetny rozdział!
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu "super", "fajne" itp.
***

  Minęło kilka sekund. Tom już rozglądał się po okolicy. Myślał tylko o jednym-musiał znaleźć Jen, żeby ją przeprosić i wyznać jej to co czuję...
Rozejrzał się dookoła-po dziewczynie ani śladu.
Po chwili chłopak poczuł lekki chłód i zaczął się nieco trząść z zimna.
Od razu jednak odpuścił sobie szukania dziewczyny. Przecież mogła już wrócić do domu. A patrząc na to, że wciąż miała mu za złe, to raczej nie powinien dzisiaj z nią rozmawiać.

  Następnego dnia. Bridgette od razu wstała, ubrała się i uczesała.
Od razu udała się do kuchni, gdzie już czekał na nią DJ.
-Widzę, że już jesteś gotowa na dzisiejszy wypad na plażę.-powiedział
-Zgadza się.-potwierdziła, siadając przy stole-Już się nie mogę doczekać popołudnia.
-Czemu nie wcześniej?
-Geoff... Strasznie długo śpi. A to wszystko przez to, że późno idzie spać.
-Rozumiem. Nic dziwnego. Taki on jest.
-Heh, racja. I właśnie takiego go kocham.

  2 godziny później. Duncan, Gwen, Mike i Zoey siedzieli w samochodzie.
Jedyne co można było usłyszeć to muzykę z radia.
Mike i Zoey siedzieli z tyłu i się całowali.
Z kolei Duncan i Gwen w ogóle ze sobą nie rozmawiali.
Po chwili Mike i Zoey na chwilę przestali się całować.
-Coś się stało?-Spytała czerwonowłosa
-Nie chcę o tym rozmawiać...-Odpowiedziała sucho Gwen patrząc się w okno
-Czyżby to z powodu wyjazdu?
-Ech, no raczej...
-Nie było aż tak źle...-Rzucił Duncan
-Mówisz tak, bo ty się świetnie bawiłeś moim kosztem.
-Co z tego?! Było bardzo fajnie.
-Idiota... Aż się cieszę, że jak wrócimy będę mogła go spokojnie unikać.
-Chwila, co?!-Zdziwiła się Zoey-Myślałam, że wy...
-Nie Zoey.-rzuciła Gwen-To się nie uda. Mogło, ale...nie uda się. Nic z tego nie wyjdzie...

  Courtney ponownie siedziała przy stole. Właśnie go czyściła, wycierając cały blat. Po chwili wzięła do ręki jakąś butelkę z płynem.
-Żegnaj, głupia plamo.-powiedziała wylewając zawartość butelki na stół
Po chwili do kuchni przyszedł Scott.
-Znowu będziesz to przerabiać?-Spytał
-Wiedz, że teraz na pewno zejdzie.-powiedziała-Ten detergent potrafi usunąć plamy wszelkiego rodzaju.-po chwili wzięła do ręki ścierkę i zaczęła czyścić miejsce, na którym znajdowała się plama
-Jasne, jasne...
-Wiedz, że działa!-Po chwili zaczęła się patrzeć na wyczyszczone miejsce
-Bez urazy, ale...to bez sensu.
-Chcesz żebym wciąż tu mieszkała czy nie?
-No chcę, chcę...
-W takim razie po prostu się nie odzywaj.

  4 dni później. Nie było jakiś szczególnych zmian. DJ i Bridgette wraz z Geoff'em i jego znajomymi spędzali czas na Australińskich plażach, Zoey i Gwen wciąż mieszkały razem i o ile pierwsza w z nich dogadała się ze swoim chłopakiem - druga miała gorzej i unikała Duncan'a. Relacje Scott'a i  Courtney były całkiem pozytywne. Noah wraz z Dawn dalej siedział nad książką, ku zazdrości Emmy. Azjatka dalej za to udawała ciążę. Z kolei Tom nie mógł dogadać się z Jen. W ogóle nawet z nią nie porozmawiał.

  Emma i Kitty siedziały w salonie. Tam popijały herbatę i zajadały ciastka.
-Emma, wiem że nie powinniśmy o tym mówić, ale...powiesz mu?-Spytała Kitt
-Zwariowałaś?!-Zdziwiła się jej siostra-Za nic! Za Chiny mu nie powiem!
-Ale prędzej czy później to zrobisz...
-Mimo wszystko - na razie nie. Wolę poczekać aż on i Dawn już nie będą się spotykać. Ech, tęsknię za tym jak spędzałam czas sam na sam z Noah...
Po Chwili na twarzy młodszej siostry pojawił się szeroki uśmieszek.
-Wszystko w porządku?-Spytała Emma
-Wpadłam na pewien pomysł.-po chwili wstała od stołu-Zaraz wracam.
Minęło kilka sekund.
Po chwili jej siostra wróciła, ciągnąć przy sobie Noah.
-Kitty, możesz mnie puścić?!-Spytał-Książka sama się nie napiszę!
-Nie narzekaj!-Powiedziała Kitt
Po chwili od razu wepchnęła chłopaka do szafy.
-Kitty, co ty robisz?-Spytała Emma podchodząc do siostry
Ta jednak bez słowa  zepchnęła również swoją siostrę do szafy, po przesunęła stół, by "zablokował" wyjście z szafy.
-Kitt, błagam, wypuść nas!-Krzyknęła Emma
-Ależ wypuszczę.-odpowiedziała młodsza-Tylko muszę coś załatwić...
Dziewczyna od razu wyszła pokoju.
Jej siostra, siedząc w szafie zaczęła uderzać pięściami o drzwi, krzycząc o pomoc.
-Zapomnij o tym.-powiedział smętnie Noah-Twoja siostra tak szybko nas nie wyciągnie.
-No to fatalnie...-Rzuciła azjatka, przestając walić w drzwi-To co teraz?
-Słuchaj, jesteśmy teraz sami więc... może pogadamy?
-Cóż... Ok. A więc...jak idzie ci pisanie książki?
-Całkiem nieźle.-odpowiedział-Niby innym osobom trwa to kilka miesięcy, ale w moim przypadku poszli dosyć szybko.
-Wow. No to jestem pod wrażeniem.

  Jen szła przez ulicę. Patrzyła na wszystko z obojętnym spojrzeniem. Po chwili upadła na ziemię. Podniosła się lekko. Zauważyła, że potknęła się o krawężnik.
-No po prostu świetnie.-powiedziała ironicznie
Po chwili zauważyła że ktoś podaje jej rękę. Spojrzała bliżej i zauważyła, że to właśnie Tom podaje jej "pomocną dłoń".
-Pomóc ci?-Spytał
-Nie trzeba.-odpowiedziała sucho-Dzięki.
-Słuchaj, wydaje mi się że dalej chcesz udawać twardą. I przykro mi,, ale ty się nie nadajesz na taką laskę.-powiedział-To chcesz pomocy czy nie?
-No dobra...-wymamrotała pod nosem
Po chwili podała mu rękę. Od razu pomógł jej wstać.
Od razu zapanowało kilka sekund ciszy. Oboje nie ostrzyli w oczy drugiego. W końcu chłopak postanowił się odezwać.
-Pójdziemy może do mnie?-Spytał
-Co?!-Zdziwiła się Jen
-Wybacz. Głupie pytanie...
-Nie no, spoko. Mogę do ciebie wpaść. Tylko najpierw pójdę do siebie. Przez to co powiedziałeś niezbyt komfortowo czuję się w tych ubraniach...
Po chwili od razu sobie poszła.

  W tym samym czasie, w Australii. Cała szóstka "ekipy" siedziała przed telewizorem i oglądała jakiś film. Była to komedia romantyczna.
Bridgette patrzyła się w telewizor, tuląc się do Geoff'a, Brody i MacArthur patrzyli się w telewizor zajadając chipsy, a DJ i Sanders siedzieli koło siebie i patrzyli się bardziej na siebie, niż na film.
-Nie ma to jak dobry seans w towarzystwie znajomych.-powiedziała Bridge
-Jasne, dobry...-skomentowała to MacArthur robiąc obrzydzoną minę, z czego Brody zaczął się śmiać
-Każdy ma inny gust.-dodał DJ
-A ja mam tak, że nie gustuje w romansach.
-Jak tam chcesz.-powiedziała Sanders

  Zoey i Gwen właśnie były w domu Gotki.
Zoey pakowała do walizki swoje rzeczy. Po chwili do pokoju weszła Gwen.
-Co robisz?-Spytała
-Pakuje się.-odpowiedziała czerwonowłosa-Dzisiaj już się wyprowadzam.
-A więc ponownie będziesz mieszkać z Mike'iem?
-Mhm. Ale spokojnie - ty i ja pozostaniemy w kontakcie.
-No taką mam nadzieję. Życzę ci powodzenia, żebyś ty i Mike więcej się nie pokłócili.
-Dzięki. A tobie życzę powodzenia w kwestii z... jakimś chłopakiem, którego sobie znajdziesz.

  Godzinę później. Noah i Emma wciąż siedzieli w szafie.
-Poważnie?!-Zdziwiła się dziewczyna-Pocałowałeś Cody'ego w ucho?
-No, tak.-odpowiedział-Ale to było przez sen, więc się nie dziw.
-Nie no, spoko. Skoro to było dawno temu. Tylko... Często spędzałeś czas z Dawn. Jakiś powód?
-No cóż...
Miał już powiedzieć, lecz po chwili drzwi od szafy się otworzyły. Oboje od razu z niej wyszli.
Przy szafie zastali Dawn oraz Kitty. Obie były ubrane w identyczne sukienki i szpilki oraz miały identyczne opaski-s tą różnicą że w przypadku Dawn były zielone, a u Kitt fioletowe. Poza tym Dawn na szyi miała srebrny naszyjnik. No i obie miały "zamienione" fryzury - Kitty miała rozpuszczone włosy, a u Dawn zrobione były w dwa kucyki.
-Wow.-rzuciła Emma-Dlaczego się tak wystroiłyście się?
-Mamy małą niespodziankę.-wyjaśniła Dawn-Chodźcie.
Cała czwórka od razu udała się do kuchni. Było tam mnóstwo prezentów, a nad stołem wisiał napis "Gratulacje Emma!".
Poza tym było też kilkoro znajomych Noah oraz Emmy-a mianowicie: Carrie, Devin, Owen, Izzy, Cody i Eva.
-Co do...?-Spytał Noah
-Cóż, trzeba było jakoś uczcić to, że Emma jest w ciąży.-wyjaśniła Carrie
-Dlatego zrobiliśmy... Baby Shower!-Powiedziała Kitty
-O nie...-skomentowała to Emma

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Wg mnie Tom powinien pójść do domu Jen, a następnie zacząć ją przepraszać - jeśliby nie słuchała to pocałować ❤ Taaak! Gwen i Duncan nie będą razem! Gwen i Duncan nie będą razem! Ok, nie wiem czemu, ale mnie śmieszy ta sytuacja z Courtney i Scottem XD To co Emma i Noah potrzebują teraz najbardziej to szczerej rozmowy. Jen wraca do starego stylu? Robimy postępy XD Ja myślę, że Gwen mogłaby spotkać Trenta, co??? Ach teraz chcę coś zrobić Kitt - Emma i Noah prawie doszliby do tej szczerej rozmowy... Mam jeszcze pytanie - Co do jasnej anieli robi tam Eva??? Noah ją lubił? Bo jakoś nie przypominam tego sobie...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

purplelps
 
Dobra, więc oto opowiadanie z „Rick i Morty”. Wiecie bądź nie, ale ja naprawdę kocham te kreskówkę :D. Na początku myślałam żeby napisać opowiadanie inspirowane taką jedną teorię z tej kreskówki, ale raczej nic z tego nie wyjdzie. Za to wpadłam na lepszy pomysł – czyli jak (oczywiście z mojej głowy) mogło wyglądać życie rodziny Smith`ów przed pierwszym odcinkiem.
To oto opowiadanie rozgrywa się przed pierwszym odcinkiem serialu. Głownie się to skupia na Headcanonie (nie będę wam tłumaczyć co to znaczy – po prostu poszukajcie w necie xD), ale też trochę na kanonie . Dodam też, że opowiadanie w przeciwieństwie do kreskówki  mniej zabawne. Nie przedłużając, miłego czytania :*.
Wiem, że rozdział jest trochę nudny, ale w następnym akcja się rozkręci ;).
***
Nie przyjmuję komów typu „super”, „fajne” itp.
***

  Był słoneczny dzień. Auta jeździły po ulicy, a po okolicy chodziło dużo ludzi. Oprócz tego wiał lekki wiatr.
Było już po lekcjach. Morty już wyszedł z budynku. Miał już ochotę opuścić szkołę, by móc wrócić do domu i spokojnie odpocząć.  Po chwili, kiedy już był na zewnątrz został zaczepiony przez pewnego gościa.
Wyglądał on na nieco starszego od nastolatka i był od niego wyższy. Był on ubrany w czarną bluzę z kapturem, która zakrywała mu twarz.
-Idziesz gdzieś?-spytał gość –Może chcesz się jeszcze trochę pobawić?
-Zostaw mnie.–rzucił sucho nastolatek-Chcę wrócić do domu.
-A więc tak… Dobrze. Możesz iść. Ale najpierw się zabawmy!
Po chwili Gostek zaczął przyciskać chłopca do ściany, a następnie od razu wyciągnął nóż. W pobliżu nie było już żadnego ucznia, a jak tak to nie widział owego zajścia. Przez to Morty był bezbronny… Oprócz tego po chwili poczuł ukłucie w okolicach szyi.  Miał ochotę coś powiedzieć, ale nie mógł – wtedy by wyszedł tchórza, a fakt że jakiś licealista nie chciał go puścić już mu wystarczy.
-Cholera!-krzyczał Morty-Puszczaj mnie!
-Ej, postaram się żeby to nie bolało… A teraz zamknij oczy…
Gościu powoli zbliżał nóż do gardła czternastolatka. Chłopiec z zamkniętymi oczami starał się nie myśleć, jaką krzywdę zrobi mu nieznajomy. Minęło kilka sekund-nic. Jedynie już nie czuł tego, że ktoś trzyma go za szyję.
Otworzył oczy.  Nigdzie nie było Gostka. Za to na ziemi leżało jakieś stworzenie. Wyglądało trochę jak jakiś zielony kosmita, z którego brzucha leciała różowa ciecz-jak by krew.
Po chwili rozległ się jakiś szelest w krzakach. Morty od razu rozejrzał się by sprawdzić co to jest.  Szelest ustał. Za to na ziemi znalazł jakiś pistolet.  Chłopak od razu wziął przedmiot do ręki i go oglądać.
-Jak to w ogóle…
Nie minęła sekunda, a pistolet od razu strzelił laserem w ptaka, który siedział na drzewie. Ptaszek zaraz po tym jak został trafiony laserem ‘’eksplodował” – zostały z niego same piórka.
Chłopiec od razu spanikował i odłożył broń na swoje miejsce.

  Minęła godzina. Morty już był w swoim domu.
Akurat pogoda postanowiła się zmienić i obecnie padało, a na zewnątrz już nie było tak pięknie jak wcześniej.
Nastolatek siedział w jadalni, gdzie wraz z swoją siostrą Summer i rodzicami właśnie jedli obiad.
-Jak wam minął dzień?-spytała Beth (mama Morty`ego)
-Całkiem ok.-rzuciła Summer  -W końcu udało mi się dogadać z tą całą Allison.
-Och, to dobrze.-rzucił Jerry (ojciec Morty`ego i Summer)-A co u ciebie Morty?
-No cóż…-zaczął chłopiec
Po chwili Beth złapała go za głowę.
-O rany Morty, co ci się stało?-spytała
-Ale mamo, o co chodzi?-spytał chłopiec
-Masz jakiegoś siniaka na szyi. Kto ci to zrobił?
-Beth, nie musisz tak dramatyzować…-Jerry chciał ją jakoś uspokoić
-Jerry, ja nie dramatyzuje!-blondynka od razu puściła głowę syna-Po prostu boję się co mogło się stać. Przecież siniak na szyi sam się nie mógł zrobić. Powiedz, stało się coś?-kobieta owe pytanie kierowała do nastolatka
-Cóż, jakiś gość ze szkoły chyba chciał mnie zabić.-wyjaśnił czternastolatek-Ale po chwili niespodziewanie zniknął, ale zamiast tego….
Morty mógł kończyć dalej te opowieść, lecz po chwili rozległo się pukanie do drzwi.
-Ja otworzę!-powiedział
Chłopiec od razu wyszedł z kuchni.
-Chodźmy za nim.-zaproponowała Summer
-Cóż, nie wiem czy powinniśmy…-rzucił Jerry
-Tato!-krzyknęła nastolatka
-No dobra, dobra. Chodźmy.
Cała trójka od razu wyszła na korytarz, gdzie chłopiec już stał przy drzwiach.

  Morty od razu je otworzyła. Za nimi stał jakiś mężczyzna. Wyglądał jak by miał ok.60 lat i miał bladą cerę oraz szaro-niebieskie włosy. Ubrany był w niebieski golf, brązowe spodnie i czarne buty, a do tego miał biały fartuch naukowy.  W dodatku był cały mokry.
-No cześć!-powiedział-Wpuścicie mnie?
Cała rodzina Smith`ów spojrzała na siebie trochę nietypowo. Owa cisza panowała kilka dobrych sekund. Została ona przerwana przez nieznajomego.
-Halo, długo jeszcze?!-gość zaczął się niecierpliwić-Nie będę stał na tym deszczu jak jakiś debil!
-Wchodź.-rzuciła nagle Beth
-Ale...-zaczął Jerry
Jednak zanim dokończył zdanie, gość wszedł do środka.
-…czuj się jak u siebie w domu.-powiedział Jerry z sztucznym uśmiechem
-No, raczej powinienem.-rzucił nieznajomy-Od dawna nie mam stałego domu.
Po chwili cała rodzina, nie licząc Jerry`ego spojrzała na gościa z współczuciem.
-Bardzo nam z tego powodu przykro…-powiedziała Beth
-Ech, mogło być o wiele gorzej. A teraz przepraszam, ale chyba pójdę pod prysznic.
-Czekaj, a jak masz na…-zaczęła Beth
Ten jednak od razu zniknął gdzieś w łazience.
-…imię.-dokończyła
Po chwili Jerry spojrzał na swoją żonę z niezadowoloną miną.
-Poważnie Beth?-spytał-Wpuszczasz nam tu do domu jakiegoś nieznajomego bezdomnego?!
-Ej Jerry, nie denerwuj się.-kobieta chciała chodź trochę uspokoić męża-Najwyżej jak deszcz się skończy to spróbujemy coś z nim zrobić.
-No tak, ale co jeśli nas okradnie czy coś w tym stylu? To wszystko będzie twoja wina, bo ty go tu wpuściłaś.
-Nie musisz robić z igły widły!
-Ależ muszę!
Oboje dorosłych zaczęło na siebie krzyczeć.  Morty z prostą miną patrzył się na kłócących się rodziców, a Summer wyciągnęła telefon i zaczęła coś na nim pisać.
Po chwili coś zwróciło uwagę na chłopca. Na ziemi leżało coś na styl małej, metalowej kostki. Od razu wziął przedmiot do ręki i zaczął go uważnie przeglądać.
Po chwili rodzice już się nie odzywali. Za to Jerry od razu gdzieś poszedł.
-CO DO CHOLERY?!-po kilku sekundach rozległ się głos mężczyzny
Reszta rodziny postanowiła go poszukać.
Od razu cała trójka udała się do garażu, gdzie on teraz był.
-Jerry, co się stało?-spytała Beth
-No tylko zobacz!
W tym momencie wskazał na środek garażu. Tam akurat leżał statek kosmiczny.
-Skąd to się wzięło?-spytała Summer, po czym spojrzała na swoją mamę
Blondynka na to jedynie wzruszyła ramionami.
-No dobra, jakiś bezdomny w naszym domu, statek kosmiczny w garażu, ciekawe co jeszcze?!-powiedział Jerry
-Dobra, to ja już chyba sobie pójdę.-Summer nagle zmieniła temat-Nawet nie mam ochoty myśleć skąd to się wzięło…
Dziewczyna miała już wyjść z garażu, lecz po chwili przypadkowo wpadła na swojego brata. Ten od razu upuścił kostkę, którą miał w rękach. Schylił się żeby ją wziąć, lecz zauważył że nad nią znajduje się coś na styl hologramu.
-Heh?-spytał biorąc przedmiot ponownie do ręki-Hej, musicie to zobaczyć!
Cała reszta rodziny podeszła do Morty`ego i podobnie jak on uważnie patrzyła się w przedmiot.
-Co to jest?-spytała Summer
-No nie wiem.-odpowiedział nastolatek
Po chwili kostka zaczęła pokazywać dalszy hologram.  Obraz przedstawiał mężczyznę, który wyglądał na jakieś 46-47 lat. Był on ubrany w fartuch naukowy oraz miał lekki zarost i włosy zaczesane do tyłu.
-O mój Boże!-Beth od razu złapała się za głowę-To przecież mój ojciec…
-Ciii….-reszta rodziny chciała uciszyć kobietę
Po chwili cała czwórka ponowie patrzyła się na hologram.
-Witajcie!-powiedział mężczyzna z hologramu-Jeśli znaleźliście to ‘’nagranie” prawdopodobnie oznacza to że nie żyję.  Oczywiście nie w stu procentach.  Po prostu musiałem opuścić moją rodzinę. Mam ku temu dobre powody. Wolę ich jednak nie mówić. Może kiedyś się zobaczymy. Ale…może. A jeśli nie – wiedzcie że was kocham.  No, nie wszystkich, ale resztę rodziny… I przepraszam was za to wszystko. Postaram się o was pamiętać. Zapewne po raz ostatni – wasz Rick Sanchez.
Po chwili można było zobaczyć jak Rick wyciąga małe urządzenie.
I nic. To był koniec nagrania. Morty od razu położył gdzieś kostkę, a Beth zaczęła płakać.
-W porządku?-spytał Morty
-Odkąd wasz dziadek zniknął to nie wiedziałam co się mogło stać.-wyjaśniła kobieta ocierając jedną z łez-Ale teraz już wiadomo…
-Może on żyje.-rzuciła Summer-Ale może…
Po chwili do garażu przyszedł wpuszczony już wcześniej nieznajomy. Miał on na sobie te same ubrania w jakich przyszedł, ale jego włosy akurat były mokre – nic dziwnego skoro był pod prysznicem.
-Hej.-powiedział-Co tam porabiacie?
Nic. Zero odpowiedzi.
Jedyne co można było usłyszeć to szlochy należące do Beth.
Gość jedynie podszedł do kobiety i ją przytulił.
-Ej, uspokój się.-powiedział cicho-Nie chcę żeby moja córka płakała.
Cała rodzina wytrzeszczyła oczy. Co on miał na myśli mówiąc ‘’Córka”?!
-Tato…?-wyszeptała Beth-To naprawdę ty…
-Tak Beth.-odpowiedział-To ja.

C.D.N
  • awatar (Nie)znajoma: Świetny rozdział! Co prawda ta końcówka była taka trochę... no nie wiem... dziwna (?)... czuła (?)... ok nie wiem jak ją określić. W końcu to dziwna, że on tak nagle podchodzi... ok, nie będę się wymądrzać... Poza tym ogólnie cały rozdział mi się podobał :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów