Wpisy oznaczone tagiem "PSYCHIKA" (211)  

anonimcia
 
Podsumowanie jak ucieka życie zupy na tę chwilę.

Jak to już wszystko napisałam to czuję się jak taka stereotypowa nastolatka, która sobie wymyśla problemy, ale może właśnie tym jestem i to ten problem trzeba rozwiązać. W każdym razie opisanie tego co się w pewnej części dzieje w mojej głowie, chociaż za dobrze mi nie wyszło, to zarysowało mi co jest nie tak i pomogło uspokoić moją nerwicę i przynajmniej spędziłam jakoś produktywniej niż youtube bezsenną noc. Tak więc mam nadzieję, że wykorzystam to w przyszłości, aby się polepszyć.

Przez nowe leki, a bardziej ich skutki uboczne wróciło mi poczucie niepokoju, bezsenność i najlepiej, lęk przed śmiercią i przed śmiercią moich bliskich c:. Tak więc jest śmiesznie, przypuszczałam że tak samo jak w zeszłym roku w wakacje, kiedy ta śmierć stała się przedmiotem moich lęków, tak i że one w te wakacje wrócą, ale po tym jak przeszedł lipiec to myślałam, że nic takiego mi już nie grozi. Tyle dobrego, że nie miałam ataku paniki, w przeciwieństwie do zeszłego roku, bo od tego właśnie całe to bailando się wtedy zaczęło. Uświadomiłam sobie, że tak konkretnie boję się tego momentu umierania, tego że tego nie uniknę, będę miała świadomość, że umieram, że za chwilę zniknę i na prawdę nie potrafię się z tym pogodzić, zaakceptować. Nigdy w życiu nie powiedziałabym tego na głos, ale wolałabym  znowu chcieć umrzeć niż się tak strasznie bać. Nie wiem co mi może z tym pomóc, bo ignorować tego nie potrafię, bo to takie nachalne odczucie, nawet nie myśl, ja mam wtedy wrażenie, że już jestem w tej sytuacji, ostatnie kilka minut mojego życia i tego nie da się po prostu wyłączyć. Rozmawiać o tym też nie potrafię z nikim, bo od razu w płacz, albo jeszcze bardziej potem zaczynam myśleć o tej śmierci i po prostu jeżeli się tego nie poczuło to rozwiązania typu pogodzenie się z tym, nie myślenie o tym, wiara w życie po śmierci, czy inne pomysły na radzenie sobie z tym, które wydają się łatwe, logiczne, ale kiedy tym się żyje to to wszystko nie działa, bo jedyne o czym można myśleć to, że nie ważne co zrobię, to muszę umrzeć i nic tego nie zmieni. Rozmawianie o tym z ludźmi nie jest czymś co potrafię, bo wszyscy normalni ludzie boją się śmierci, ale to ja nie potrafię sobie z tym poradzić i czuję się przez to tak strasznie głupia. Czasami kusi, aby wywołać w takich momentach ból, że odwróci to uwagę, ale po pierwsze, nawet nie potrafię się ogarnąć na tyle, żeby to zrobić, a po drugie po zerwaniu z #1 to nie ma już takiego efektu jak kiedyś, po części nie ma we mnie już takiej wewnętrznej agresji  i takiej dziwnej chęci ukarania innych, po przez ranienie samej siebie. Po zerwaniu z #2 byłam już w ogóle pewna, że jestem już silna psychicznie i że po wakacjach maturalną zacznę bez problemów i tylko druga klasa była taka zjebana życiowo, a teraz dwa tygodnie później zastanawiam się czy po 18 nie zacząć się leczyć. Boję się, że nawet gdybym zaczęła się leczyć to nie poczuję się tak dobrze jak wtedy po *. Nie wiem, czy żałuję, że #2 mi to dał, bo z jednej strony się nie uzależnię, bo bez niego nie będę miała do tego łatwego dostępu, ale z drugiej strony jeszcze nigdy tak dobrze się w żuciu nie czułam co pokazało mi jak chujowo się czuję na co dzień. To nie była euforia jak po **, czy głupawka jak po alkoholu, ja po prostu dobrze się czułam, byłam skupiona, miałam siły i po prostu nie było tak jak zawsze. Przez to też zrozumiałam jak bezsensowne są inne używki, po których i tak zawsze dochodzę do takiego momentu, że chcę tylko znowu już być trzeźwa i chcę być znowu w pełni obecna. Po zerwaniu z #2 musiałam oddać mu boxa, po czym dopaliłam resztę zwykłych i mam nadzieję w sumie, że to może nareszcie był ten ostatni, bo powolne zabijanie się nie idzie w parze z moimi lękami, ale znając siebie uzależnienie jest silniejsze. Kupię sobie tabakę i już będę tym gimbusem, ale może przynajmniej nie będzie mnie tak ciągnęło do fajek, bo naprawdę za każdym razem jak je widzę gdziekolwiek, w serialu, na zdjęciach, albo nawet, gdy przypomnę sobie konkretne osoby to chce mi się palić. Ale kiedy mam właśnie dłuższe okresy palenia to zaczynam mieć paranoję, że to już ten moment kiedy przesadziłam, papierosy mnie zabiją, już jestem na coś chora i tylko do piachu, co tak na prawdę kończy się wizytą u lekarza, który w sumie nie wie co od niego chcę, bo dziecięcemu nie powiem, że myślę, że umieram bo palę, proszę mnie ostukać i mamie nie mówić. Przy okazji tych wszystkich problemów z głową, znowu czuję się gruba, ale przynajmniej jedna rzecz się nie zmieniła, nadal nie jestem w stanie określić jak wyglądam, nie potrafię stwierdzić obiektywnie, ani nawet subiektywnie jak moje ciało wygląda i nadal boję się stanąć na wagę, nadal nie potrafię się zdrowo odżywiać i nadal nie wróciła mi kompulsywna potrzeba dużej redukcji, więc na pewno mój wygląd na lepsze też się nie zmieni. Nie mam chęci, siły i motywacji, żeby cokolwiek z tym zrobić, tak samo jak z moim nieposprzątanym od kwietnia pokojem, który jest ohydny, dlatego, że nie potrafię się zmusić, żeby coś z tym zrobić, bo tak naprawdę nie ma we mnie ani grama chęci by coś z tym zrobić, ale nawet mimo tego i tak mi z tym źle będzie. I to takie błędne koło źle mi, mam blokadę psychiczną, nic z tym nie robię, źle mi, mam blokadę... Tęsknię za znajomymi, czuję się trochę samotna i bez nich nic mnie nie wyrwie z siedzenia z samą sobą i nic nie robienia. Wiem, że nadal cały czas mogę porozmawiać z G., ale mam wrażenie, że ją ranię bo nie potrafię sobie poradzić z jej energią, tym co czasami powie i jej podejściem, przez co ją odtrącam, albo mówię głupie rzeczy, które ona bierze do siebie. Wiem, że K. mówił, że chce być dla mnie dobrym kolegą, na którym mogę polegać, ale mimo tego po tym jak zerwałam z #2 i pisałam do niego o tym, mam wrażenie, że się mną rozczarował, bo odjebałam, a on zawsze wierzył, że może mi zaufać i nie będę przyczyną zjebanych akcji i teraz boję się do niego pisać. Z trójką nie potrafię wznowić kontaktu do momentu dopóki a) nie zaczną mówić mi w twarz jaki mają ze mną problem, lub b) nie będą takie krytyczne, stosując standardy, które są dopasowane tak, jak im pasuje, nie patrząc na sytuację z innej strony, tylko od razu zaczynając od "ja tego nie rozumiem" i jednocześnie na tym kończyć. Po tym jak C. i G. odnowiły kontakt z A. przy czym mnie ona kompletnie zignorowała, pokazując jak bardzo ma na mnie wywalone i że ona mnie nie chce też nie potrafię się do nich odezwać, bo wiem, że dla nich A. Jest ważniejsza ode mnie i że może z czasem zaczną się z nią zgadzać. Co przy okazji ssie, bo wiem że A. ich nie lubi, ale nie ma wystarczająco jaj, żeby być ze sobą szczera, tylko dalej będzie w to brnęła, byleby tylko nie musiała wchodzić w jakiś otwarty konflikt. To że A. na mnie nie zależy ssie również dlatego, że zostałam zaproszona na naprawdę fajną osiemnastkę, ale z bliższych znajomych miałabym tam tylko A., a moja nerwica nie pozwoli mi iść bez niej. A Z. ma wyjebane na mnie i pewnie nadal myśli, że traktuję ją tak jak reszta jej terytorialistów. Tęsknię za #1, mimo tego, że nie pamiętam już nawet dokładnie naszego związku, ale zapominam również na szczęście okres po zerwaniu. Po prostu mi go brakuje i tęsknię za kochaniem go. Związek z #2 był moim błędem, nie kochałam go kiedy o ten związek poprosiłam, ani kiedy go zakończyłam, ta relacja była taka idealna ponieważ nic nie czułam, ani złości, irytacji, zmartwienia, ani szczęścia. To było moje pierwsze zauroczenie i szkoda, że tak późno zrozumiałam, że to tylko zauroczenie, bo on podszedł to tego poważnie, przez co się przestraszyłam i spierdoliłam. Chociaż wizja bycia częścią jego rodziny była naprawdę pocieszna, to nie byłabym w stanie dać mu takiej miłości, jak on mi. Wszystkie jego problemy sprawiły, że zobaczyłam, że nadal jestem tylko bachorem i nie jestem w stanie być w poważnym związku. Nie chciałabym też przejść z bycia czyjąś córką do bycia czyjąś żoną, chciałabym pobyć trochę sobą, poznać się i co chcę, na co mnie stać, a z nim, z tych jego planów wynikało, że nie miałabym na to szansy. Pod koniec sierpnia idę na kurs prawa jazdy, co jest takie troszkę bardzo stresujące, bo ja po prostu wiem, że nie ma szans, żebym zdała za pierwszym razem :'D. Ale postaram się nie przejmować tym i nie bać się uczyć, chociaż mój mózg już dosłownie nic nie przyswaja. Jak tylko troszeczkę polepszy mi się moja dystymia i odzyskam motywację, obiecuję że będę ogarniać szkołę, jako że to to ostatni rok w takim formacie i może ogólnie ostatni rok w jakimkolwiek formacie edukacji jak nie zdam matury. Ogarnę sobie korki z matmy, podszlifuję się z polskiego, co by to te wszystkie pieniądze wydanie na pomoce naukowe, zakreślacze, cienkopisy i inne duperele w szale zakupów, których tak na prawdę jedynym celem było dowartościowanie się, na coś się przydały. W tym roku wszystkie zakupy zrobiłam on-line, bo sklepy to dla mnie już za dużo, kiedy do nich wchodzę mam wrażenie, że czas dziwnie biegnie, jest za jasno, zaczynam się stresować, zapominam wszystko i po prostu muszę wyjść. Ale przynajmniej z dzwonieniem przez telefon nie jest tak źle. Ja potrzebuję tylko znowu poczuć się albo lepiej, albo żeby wróciły mi jakieś produktywne kompulsywne myśli i znowu zacznę działać. Teraz czuję taką pustkę, że czasem nawet nie widzę siebie w sobie i nie widzę sensu w robieniu czegokolwiek. Ale przynajmniej napisałam wszystko to co czuję, jest to w jednym miejscu i może jutro będzie lepiej i może ruszę do przodu
 

kazancl
 
KazanCl: Nie było mnie tu rok?. Chyba tak...
Czy coś się zmieniło w dobrym kierunku? - raczej nie..
Z dnia na dzień przybywa tylko problemów i fałszywych ludzi w moim otoczeniu. Psychiatra tylko kręci głową i mówi musisz się ogarnąć
  • awatar gość: Weno się wreszcie ogarnij xd
Pokaż wszystkie (1) ›
 

jamniczek-pl
 
Nie masz żadnej fobii?

Zaraz się przekonamy. ;>
fobie.jpg

www.mojafobia.pl/lista_fobii.html

Nie jestem Magdą Gessler (szacunek), ale serdecznie (nie) polecam neurotykom i osobom z zaburzeniami wszelakimi.

- To czemu sama to czytasz?
- Erm, weź przestaw na inny kanał, nie drąż tematu. ;`}
  • awatar antybohaterka: Z tymi przystankami to mam ja. Pamietam tw powroty z Wroclawia i zerkanie za okno czy juz mam wysciasc czy nie xD
  • awatar vill.: Masakra... już sobie zdiagnozowaam 3 z tej listy xD
  • awatar Makidu: Ostatnio stanowczo aestafobia =.= I parę innych ;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

jamniczek-pl
 
Rozbawiła mnie bardzo i jednocześn...

Jeżeli (ze)chcesz.
:)


 

annagrace
 
Przepraszam, że się nie odzywam od dłuższego czasu, ale nie jest ze mną ostatnio najlepiej i nie jestem w stanie pisać. Odezwę się za jakiś czas.
AnnaGrace
IMG_0108.PNG
Pokaż wszystkie (1) ›
 

annagrace
 
Długo mnie tu nie było, ponieważ nie miałam praktycznie na nic czasu. Wychodzenie z zagrożeń w szkole, awantury w domu, ciągłe jeżdżenie wszędzie i załatwianie prywatnych spraw. Wszystko zlało się ze sobą i nie miałam chwili na odpoczynek. Wreszcie jest wolne. Przez dłuższą chwilę nie będę musiała patrzeć na twarze wszystkich fałszywych osób w mojej klasie. Teraz święta, oby tylko to przetrwać. Bardzo nie lubię okresu świąt. Jest to dla mnie tak sztuczne i bezsensowne. Zawsze kupuję prezenty dla bliskich, chociaż nie wiem sama z jakiej racji. Nie lubię też nic dostawać, nie na tym chyba polegają te całe święta. Mniejsza z tym.
Jakiś czas temu miałam mocniejszy stan lękowy. Byłam sama koło ruchliwej drogi i jedyne o czym w tej chwili myślałam, to wbiec na sam jej środek i skończyć tą mękę. Podczas ataków paniki nie myślę racjonalnie i myślę, że z czasem źle się to skończy. Próbowałam się uspokoić jak tylko mogłam, ale słabo mi to szło. Słyszałam wszystko jak przez ścianę, a widziałam jak przez mgłę. Byłam zapłakana i ledwo szłam do domu. Kiedy tylko dotarłam na miejsce, wzięłam tabletki, które zostały mi przepisane przez psychiatrę i zasnęłam. Kiedy się obudziłam byłam strasznie przybita i ciężko mi było oddychać. Tego dnia musiałam jednak iść do szkoły. Wszystko mnie drażniło i dwie lekcje przepłakałam. Nie marzyłam o niczym innym niż wyjście z tego więzienia.
Przedwczoraj prawie pobił mnie ojciec. Wrzask, wyzywanie mnie, podnoszenie ręki itd. to już chyba standard w tym domu. Niektórzy ludzie mimo, że wiedzą o czyjejś chorobie nie przejmują się nią. Taki jest mój ojciec. Kiedy tylko wyszedł z mojego pokoju trzaskając za sobą drzwiami, wrócił stan lękowy. Zaczęłam się dusić i płakać. Nie mogąc opanować emocji sięgnęłam po to co zawsze- żyletkę. Pojawiło się sporo głębokich przecięć. Po chwili trochę się uspokoiłam i poczułam ulgę.
Nie chcę was męczyć zbyt długim postem, więc to tyle jak na teraz.
Miłego dnia.
AnnaGrace
cutting-depressed-depression-suicide-Favim.com-1796959.jpg
Pokaż wszystkie (1) ›
 

jamniczek-pl
 
Oglądałam kolejny dokument.

A w nim przypomniano zdarzenie, które miało miejsce 24 maja 1987 roku.

" (..) Ken Parks wstał z kanapy i będąc cały czas w stanie snu wyszedł z domu, potem wsiadł za kierownicę swojego samochodu. Przejechał 23 kilometry trasą, którą bardzo dobrze znał, kierując się do domu teściów, z którymi zawsze pozostawał w dobrych relacjach. (...)
W rezydencji Barbary i Denisa Woods'ów popełnił okrutną zbrodnię będąc tego zupełnie nieświadomym - w trakcie snu, jak utrzymywał później w sądzie.
nie_wiedzial_ze_zabijal.jpg

Używając kuchennego noża zadźgał na śmierć teściową i ciężko ranił teścia. Po całym zajściu Ken Parks wsiadł do samochodu i pojechał na najbliższy komisariat. Funkcjonariuszom zeznał, że chyba zabił kilka osób. (...) Sam niczego nie pamiętał od momentu zaśnięcia na kanapie przed telewizorem w trakcie oglądania 'Saturday Night Live'".

Został uniewinniony.

wiadomosci.onet.pl/(…)4yz9b…
  • awatar IMA:): Straszne
  • awatar st.anger: Też to kiedyś oglądałam. Zbrodnia doskonała.
  • awatar jamnick: @IMA:): Kiedy o tym myślałam wpadło mi do głowy pytanie: czy mogłoby mi się coś takiego zdarzyć? Tobie, jemu, jej?
Pokaż wszystkie (9) ›
 

annagrace
 
Spotkałam się z Panią Magdą, żeby porozmawiać. Nie była to w sumie miła rozmowa. Chciała za wszelką cenę dowiedzieć się co się ze mną dzieje. Nie jestem osobą, której mówienie o swoich problemach przychodzi z łatwością. Nie jestem też do końca przekonana, czy na pewno jej ufam, ale o tym napiszę wam w osobnym poście. Będąc u niej czułam się głupio, bardzo głupio. Spędziłyśmy razem 4 godziny i rozmawiałyśmy o wszystkim, a moje problemy starałam się omijać szerokim łukiem. Nic to jednak nie dało, ponieważ Pani wręcz zmuszała mnie do mówienia i nie było to fajne, ale nie mam jej tego za złe, bo wiem jak się martwi. Jest bardzo czuła. Niestety nie udało jej się zmusić mnie do mówienia. Nasmutniejszym dla mnie momentem był widok jak wzięła moją rękę, spojrzała na świeże rany na nadgarstku, głaskała je palcem i spojrzała na mnie takim smutnym wzrokiem pytając dlaczego to robię. Wtedy zrobiło mi się tak dziwnie, bo bardzo nie lubię jak ona jest smutna, a jej oczy mówiły same za siebie. Zapytała mnie też dlaczego z nią rozmawiam. Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Nie dlatego, że nie znam odpowiedzi, bo znam. Nie umiałam odpowiedzieć, ponieważ nie jestem na tyle odważna i nie umiem otwarcie mówić o uczuciach. Rozmawiam z nią dlatego, ponieważ jest dla mnie jak mama, której zawsze potrzebowałam. Potrafi wysłuchać, pomóc, doradzić, pocieszyć, rozbawić, a już najbardziej uwielbiam się do niej przytulać. Nie wiem jak ona to robi, ale jednym przytuleniem tak bardzo potrafi poprawić humor. To jest niesamowite. Pomogła mi w wielu rzeczach i zawsze mogłam na nią liczyć. Po prostu kocham ją tak, jakby była moją rodziną. Mogłabym się długo rozpisywać, poważnie. Wracając do tematu, nic konkretnego jej nie powiedziałam, bo nie umiałam. Coś się zmieniło. Wieczorem napisałam jeszcze do niej sms i uznałam, że może jej coś napiszę, no wiecie- o problemach. Tej nocy nie byłam w stanie, ale jeśli się przełamię, to spróbuję tej nocy.
Dlaczego w ogóle chcę do niej pisać i cokolwiek jej mówić? Bo wiem, że dałaby radę mi pomóc. Jest bardzo mądra i zaradna. Dawno nie spotkałam takiej osoby, dlatego myślę, że tak byłoby może lepiej. Już kiedyś rozmawiałyśmy o moich problemach, ale to było dość dawno. Wtedy robiła co mogła i przez jakiś czas było lepiej. Wiadomo, nie było super świetnie, ale nie było takiej tragedii. Warto spróbować jeszcze raz, ale nie wiem czy jestem na to gotowa.
Zobaczymy czy mi się uda. Będę na bieżąco dawać Wam znać, jak tylko coś do niej napiszę.
Trzymajcie się kochani. Życzę Wam spokojnego i pogodnego dnia.
AnnaGrace
the-saddest-moment-is-when-the-person-who-gave-you-28491650.png
 

annagrace
 
Dziś byłam na cmentarzu, na grobie mojego taty. Nie pisałam Wam jeszcze co się stało, że już go nie ma. Zmarł z powodu choroby serca. Był również narkomanem oraz pił i palił. Nie wyrażał zgody na podjęcie leczenia i dlatego nie ma go już z nami. Będąc na cmentarzu poszłam zapalić znicz na grób mojego kolegi, który popełnił samobójstwo dwa lata temu, mając 14 lat. Natknęłam się tam na jego mamę, która była zapłakana... Nie dziwię jej się i bardzo współczuję. Był świetnym, zabawnym, przystojnym, sympatycznym i inteligentnym chłopakiem. Sama też miałam łzy w oczach będąc tam.
Po wizycie na cmentarzu wraz z moimi opiekunami i babcią zostaliśmy zaproszeni na obiad do mojej ciotki. Szczerze? Nie przepadam za nią i wiem, że ona za mną też. Ciągle słyszę chamskie docinki w moją stronę, które niby miały być zabawne. Ciocia, która doskonale wiedziała, że jestem wegetarianką podłożyła mi cały talerz kotletów pod nos i pytała którego biorę. Jako iż mam jeszcze trochę rozumu, przemilczałam sprawę. Później stopniowo wszyscy zaczęli się włączać do upokarzania mnie. Czyli standardowo. Najbardziej zapadła mi w pamięci jak ciocia zapytała mojej opiekunki czy planują już zamknąć mnie w psychiatryku i, że im szybciej tym lepiej.
Dlaczego moja ciocia o to zapytała? Ponieważ moja opiekunka powiedziała jej, że znów nic nie jadłam. Jest to oczywiście wynik nerwicy. Kiedy mam stan lękowy miewam myśli, że się zadławię i uduszę, dlatego są momenty, kiedy nie jem jakiś czas. Cały ten obiad próbowałam być silna, ale kiedy tylko wyszliśmy i weszliśmy do samochodu, założyłam słuchawki i zaczęłam płakać. Nikt tego oczywiście nie widział. Może i lepiej.
Od czasu powrotu nie wyszłam ze swojego pokoju.
To chyba tyle na dziś. Mam nadzieję, że chociaż wy mieliście spokojny dzień.
Miłego wieczoru.
AnnaGrace
tumblr_ljrk08tQIa1qeubbbo1_500.jpeg
 

annagrace
 
Wczoraj był jeden z dziwniejszych dla mnie dni. Jak każda głupia nastolatka sięgnęłam po papierosa elektrycznego po dość długiej przerwie. Mimo, że obiecałam Pani Magdzie, że więcej się do tego nie dotknę pokusa była zbyt silna. Nie nazwę tego jeszcze uzależnieniem, ale za dobrze też to nie wygląda. Po kilku minutach zaczęło mnie boleć serce i ciężko mi się oddychało. Tak często zaczynają się u mnie stany lękowe, więc pomyślałam, że to pewnie to. Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie. To zjawisko jednak nie występuje w moich stanach lękowych, więc się zdziwiłam. Musiałam usiąść, bo jeszcze chwila i bym upadła. Położyłam się na łóżku i urwał mi się film na dosłownie 5 minut. Nie wiem, czy straciłam przytomność czy zasnęłam, ale wątpię, żebym tak nagle zasnęła na pięć minut. Nigdy mi się nie zdarza taka drzemka. Kiedy się obudziłam nadal nie mogłam swobodnie oddychać. Było mi duszno i czułam ucisk w gardle. Przeszło dopiero po godzinie. Tego dnia miałam jeszcze jeden stan lękowy. Skończył się on wbiciem igły do pobierania krwi w rękę. Cieszę się, że tym razem nie ucierpiał mój nadgarstek, bo i tak nie wygląda on dobrze. Na szczęście już się goi. Jest teraz taki szorstki, zrobiły się strupki (na drugim też). Zobaczymy jak to wszystko potoczy się dalej.
Miłego dnia kochani.
AnnaGrace
38cc142900236bf95152e4e1.jpg
 

annagrace
 
Dzisiejszy dzień minął wyjątkowo spokojnie. Nie poszłam do szkoły, ponieważ postanowiłam wybrać się z Natalią do kina na film pt. "Twój Vincent". Moim zdaniem był naprawdę bardzo fajny i gorąco polecam. Na tym filmie miała być również Pani Magda, ale nie pojawiła się. Cóż, można było się tego spodziewać. Troszkę się zawiodłam, bo jednak jakaś nadzieja była. Chciałam ją zobaczyć i przytulić. Macie taką osobę, której przytulenie daje wam ogromną siłę? Lub kiedy jedna rozmowa potrafi was tak bardzo zmotywować? Moją taką osobą jest właśnie Pani Magda. Spędziłam poza domem wiele godzin, co oznacza, że odwiedziłam wiele miejsc. Po woli przyzwyczajam się do wzroku ludzi, kiedy widzą moje nadgarstki. Kilka razy dziś, kiedy myłam ręce w toalecie miałam okazję widzieć miny w stylu "Boże co to jest", "jakaś nienormalna", "idiotka". To się dało wyczytać z twarzy. Ludzie nie wiedzą, że ich grymas jest widoczny na pierwszy rzut oka? A może chcą, żeby było widać ich obrzydzenie(?). Nie wiem i nie chcę się zagłębiać. Cóż, czego można się spodziewać po ludziach, którzy nie wiedzą jakie piekło przechodzą poszczególne osoby i jak wielkim wyzwaniem jest każdy kolejny dzień.
Stan lękowy jeszcze się nie odezwał. Cały dzień minął mi bez większych problemów. Lekkie duszności były, ale nie stało się nic gorszego i z tego powodu się bardzo cieszę.
Na dziś to chyba tyle. Życzę wszystkim miłej nocy i dobrego jutra.
AnnaGrace
IMG_7684.JPG
 

annagrace
 
Kolejna bezsenna noc. Nerwica nie ustępuje. Każdy tę chorobę przeżywa inaczej, dlatego zawsze osoby cierpiące na nią mają wiele do omawiania i wymieniają się swoimi doświadczeniami. Opowiem wam jak wyglądają moje stany lękowe, w tym ten, który wystąpił godzinę temu.
Wszystko zaczyna się od tego, że momentalnie zaczynam czuć coś w gardle, taki ucisk. Robi się on coraz mocniejszy, aż nagle zaczynam się dusić. Wtedy całkowicie tracę nad sobą kontrolę. Chodzi mi o to, że nie jestem w pełni świadoma tego co robię. Moim standardowym czynem jest sięganie po żyletkę i cięcie nadgarstka. Tak stało się i teraz. Kiedyś podczas stanu lękowego wybiegłam w nocy na ulicę, krzycząc, że chcę umrzeć, a innym razem rozcięłam sobie lekko brzuch nożem. Jeden z domowników nigdy nie chodzi wcześnie spać i widząc co się ze mną dzieję pomógł mi. Uratował mi życie. To co piszę może wydawać się straszne i uwierzcie mi, dla mnie jest to koszmar. Moje stany lękowe potrafią trwać od dziesięciu minut do godziny. Nadal nie rozpracowałam metody uniknięcia ataku. Wraz z Panią psycholog próbowałyśmy wielu metod, ale jak na razie bezskutecznie. Zazwyczaj, gdy kończy się stan lękowy i zaczynam kontaktować i rozumieć co się ze mną dzieje zaczynam płakać. Z bezsilności. Przemywam pociętą rękę i staram się udawać, że nic się nie stało. Nerwica nie jest chorobą, do której można się przyzwyczaić. Potrafi ona zrobić krzywdę.
Dzisiejszy stan lękowy dobiegł końca. Trwał mniej więcej dwadzieścia minut.
Niebawem opowiem Wam całą moją historię z nerwicą, jak się zaczęła, kiedy i ile już trwa.
Gdyby ktoś miał jakieś pytania, to śmiało można do mnie pisać wiadomości prywatne.
Życzę wszystkim dobrego dnia.
AnnaGrace
IMG_9608.JPG
 

annagrace
 
Pisałam dziś trochę z moim niegdyś najlepszym przyjacielem. Chciał odbudować kontakt po krótkiej przerwie. Tęskniłam za nim, ale nie dałam się zwieść drugi raz. Powiedziałam, że nie chcę odbudować tej znajomości. Wiecie co jest najgorsze? Nie byłam tego do końca pewna. Kiedyś mogłam na niego liczyć, ale kiedy wszystko zaczęło mnie zabijać wewnętrznie, on postanowił mnie dobić i wytykał mi praktycznie wszystko. Stał się tez okropnie wścibski. Nie chciałam tego więcej znosić, więc się odizolowałam. Niedawno spotkaliśmy się na imprezie i pod wpływem alkoholu stało się coś, czego teraz żałuję. Dobrze się bawiliśmy, śmialiśmy, ale jednak nie dam się zranić drugi raz.
Czy będę jeszcze żałować, że go przekreśliłam? Pewnie tak, ale nie pozwolę mu się więcej skrzywdzić.
AnnaGrace
IMG_0259.JPG
 

annagrace
 
Pierwszy wpis, chyba najtrudniejszy. W każdym kolejnym będę przybliżać wam moją osobę i pisać o tym co się obecnie dzieje. Mam na imię Anna, chodzę do pierwszej klasy liceum i w tak młodym wieku mam dość życia. Są chwile, które są szczęśliwe, piękne i niezapomniane, ale w moim życiu dominuje smutek i ból. Jestem w rodzinie zastępczej, więc już od dziecka wiele przechodziłam. Matka stara się ze mną kontaktować, ale zazwyczaj kończy się to u mnie stanami lękowymi. Dlaczego? Zacznijmy od tego, że choruję na nerwicę lękową. Odczuwam wszystko dwa razy mocniej niż ludzie zdrowi, reaguję zbyt emocjonalnie, a podczas "ataku" nie jestem w stanie nad sobą zapanować i często się okaleczam lub krzyczę, że chcę umrzeć. Jakiś czas temu zdiagnozowano u mnie depresję i jestem po nieudanej próbie samobójczej. Mam najlepszą przyjaciółkę o imieniu Natalia, która jest jedną z dwóch najważniejszych dla mnie osób i dobrą koleżankę o imieniu Karolina. Do niedawna miałam jeszcze dwóch przyjaciół i jedną przyjaciółkę, ale o tym już kiedy indziej. Drugą najważniejszą dla mnie osobą jest pewna dorosła kobieta. Ma na imię Magda. Kocham ją całym serduszkiem. Wiele razy uratowała mnie od zrobienia różnych głupstw. Nie wiem czy to dobrze, ale dała mi tyle miłości... Jest dla mnie jak mama, której od zawsze tak bardzo potrzebowałam. Zastanawiacie się pewnie kim jest ta kobieta. Poznałam ją w mojej poprzedniej szkole, tyle chyba wystarczy. Jeśli miałabym coś dodać o mnie powiedziałabym, że jestem odważną dziewczyną, która idealnie potrafi maskować swoje problemy. Blizny to nieodłączny element moich nadgarstków. Są tam zarówno stare blizny jak i świeże rany.
Cóż, tyle chyba wystarczy jak na pierwszy raz. Trzymajcie się cieplutko.
AnnaGrace
 

jamniczek-pl
 
Zacznę, może niestandardowo, czyli od początku.
... Wkurzyłam Cię? To dobrze. :)  Bodziec dotarł do konkretnej strefy w mózgu.
Idźmy dalej.

Jeżeli w "teście na IQ" wypadasz słabo a boisz się o swoją inteligencję nie masz się o co martwić. Pod warunkiem, że myślisz, rzecz jasna. To taka podstawa.

Zasadnicze pytanie: często myślisz? Powiedzmy, w przeliczeniu na godzinę. Wykonujesz pracę biurową, wszystko ładnie pięknie, cyferki literki śmigają. Ale w głowie o wiele więcej śmiga.
Masz tak?

umysl.jpg


Jedziesz samochodem. Nie jesteś znużony korkiem, bo dodajesz cyfry rejestracji, które widzisz. Albo rozmyślasz nad tym, w jaki sposób liście drzew poruszają się w zależnoś...

Właśnie.

Wypowiadająca się kobieta (przepraszam, nie pamiętam nazwiska, Stowarzyszenie Mensa) powiedziała, że jej koleżanka podczas jazdy samochodem dodaje cyfry, które widzi na rejestracjach.

Znamy ludzi inteligentnych i nieinteligentnych.

Osoby nieinteligentne, przepraszam z góry, są dość proste w obudowie psychicznej. Nie oznacza to, że gorsze! Nawet, napisałabym, lepiej jest czasami. O co mi chodzi?

Jeżeli Cię to interesuje - do przeczytania niebawem.
 

robstenkochanie
 
Lost Soul:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kuroczarna
 
Ledwo wstalam i zajelam sie czytaniem do szkoly wezme angielski i opracowanie lektur i moze matematyke to sie tym zajme. Bo pomiedzy j. Polskim a historia mam 2 godziny wolnego to sie poucze. Ahhh nie chce mi sie isc do szkoly. Bo strace czas. Ehhh wolalabym usiasc i sie uczyc i nigdzie sie nie wybierac chyba ze jutro na matematyke do pani.

speed_1377666106_af_org.jpg


Tak mysle ze nie zdam matury bo szczerze glupia jestem. Nie chce jednak mojego skarba K. Wkurzac bo troche wkurzam jak o sobie zle mowie bo widzi u mnie wiele zalet ktorych ja podobno nie zauwazam. To kochane z jego strony. Kochane ze chce bym mowila o sobie dobre rzeczy a nie zle. Mysle ze coraz mniej tak zle o sobie mysle. Chociaz ostatnio sie zastanawiam czy nie moge teraz po prostu sie stresowac i o sobie pochopnie myslec. O tym jaka jestem idiotka. Dopiero usiadla na tydz przed matura do nauki bo wczesniej jak usiadla to ryczala jak debilka. Tak usiadlam przy angielskim i zywczajnie plakalam. Nie moglam przestac i troche go dezorientowalam bo probowal mi pomoc z angielskiego a ja tak sie zachowywalam.
Bez myslnie ze tak to ujme. Z gory przepraszam za bledy jak pisze ale... pisze z telefonu i nie zauwazam ze moze jest gdzies literowka wiec na wstep przepraszam.


IMG_295600703671085.jpeg


Co jeszcze... hmmm wlasnie bede sie ubierac chociaz wolalabym zostac.
Hmmm stanowczo wolalabym zostac a jutro pojsc na tzw fakultety z matematyki. Dzisiaj bym zrobila spora czesc. Wczoraj skonczylam caly kurs z dzialan i z logsrytmow zostalo mi jeszcze troche niestety. Ale moze dam sobie rade. Musze sie postarac musze sie przygotowac na pierwsze 3 przedmioty j.polski matematyke i angielski podstawowy i rozszezony. Boje sie ze moglam nie potrzebne go brac... ale wzielam. Trudno zapnialam skreslic to i tak mam. Nic nie poradze na to. Zdam nie zdam... to juz bez znaczenia. Byle by chociaz sprobowac by nikt nie powiedzial ze tego nie chce zrobic.
Nom.
Hah zabawnie sie czuje mialam juz w wieku 21 lat byc na studiach a tu dopiero zdaje mature. Ale chce ja zdac bo inaczej strace alimenty. Nie mam pojecia przyznam jak jest z tymi alimentami i co sie stanie jak nie zdam matury co jednoznaczne moze byc z nie dostaniem sie na studia. A 1 rok w jakims studium nie wiem czy cos by zmienilo. Nie chce stracic 600 zl gdy ojciec jeszcze jest dodatkowo dluzny mnie i siostrze 42 tys. Alimentow. Ale co panstwo interesuje ze dziecko moze miec depresje co mojego ojca moze obchodzic nie dostalam sie to nie.
Heeeh nie mam pojecia. czy stracilabym alimenty. Bo bym sie uczyla i ponownie do matury bym przystapila ale w nastepnym roku. Ghaaaa moze bym wtedy zarobila na studia w warszawie. Ale co to sedzine ochodzi. Ghaaa moze ktos kto tutaj zajrzy mi powie czy stracilabym alimenty? Czy mozna tak zrobic? Bo nie chce ich stracic sa male szczerze wspomagaja oplaty mieszkaniowe i caly dlug wiec ehhh... no nir moge i tyle.... nooooo..... czasem mam dosc na prawde. A co wy myslicie? Doradzilibyscie mi cos?


tumblr_n9url8Qk8N1tvv3vuo1_1280.jpg
 

 

Kategorie blogów