Wpisy oznaczone tagiem "Proza" (113)  

gablotka-szkolna
 
Zespół Szkolno – Przedszkolny nr 1 w Biskupcu Szkoła Podstawowa nr 2 w Biskupcu jest organizatorem III Międzynarodowego V Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Hubal”. Praca konkursowa może być napisana w dowolnej formie poetyckiej lub prozatorskiej inspirowana biografią mjr. Henryka Dobrzańskiego pseud. „Hubal”.gablotka-szkolna.blogspot.com/(…)konkurs-literacki-…
 

mercilesscult
 
MercilessCult: Czuję parcie, by coś napisać. Ostatni wpis 4 lata temu, no no... prawdziwa literatka.
Nie wiem jak u Was, ale mnie mycie garów uspokaja. Co ja mówię.. działa kojąco jak balsam. Gdy pojawia się mniej lub bardziej zidentyfikowany powód do rzucania mięsem w myślach, nic nie pomaga doraźnie tak dobrze, jak trzaskanie talerzami i milionem sztućców. Jakie to szczęście, że wciąż nie dorobiłam się zmywarki. I że ten rodzaj terapii potrzebny jest sporadycznie.
Dziś akurat, zwykła proza życia. A w mojej głowie Cześka - koleżanka od kilku lat. Błyskotliwa i całkiem wygadana. Niedawno rozstała się z narzeczonym. Z pozoru para udana, a od środka wiadomo już, że bagno. Nie ma się co oszukiwać, K. do tych starających się o cokolwiek to nie należał. W dzień jej urodzin po prostu wstał, podrapał się po pośladku, chrząknął, pierdnął i dodajcie sobie co tam jeszcze chcecie. Chyba między jednym a drugim padło jakieś "najlepszego" i to by było na tyle. Bidulka myślała, że wieczorem chociaż przytulanko będzie. A może naaaaawet seks. A gdzie tam! FIFA2016 lub 17.
I tak stoję i myję te gary, piana w zlewie się rozrzedza, a ja myślę. O tym jak zarzucał Czesi, że #jedynaczka nie potrafi się dzielić, bo gówno wie o braterstwie i poświęceniu. Może i tak. Tylko skąd wiedziała jak sprawiać, żeby się uśmiechał? Skąd wiedziała, że to miłe, gdy pamiętasz o urodzinach i starasz się uczynić ten dzień wyjątkowym? Gdy wiesz, że wystarczy sama obecność i żadne prezenty tego nie zastąpią. Ale co ja tam wiem, co biedna Cześka może wiedzieć. Pieprzone jedynaczki.
 

uran56
 
Darmowe top ogłoszenia 24h i bezpłatne anonse, sprzedam - kupię, Nauka - Edukacja - Książki


Audiobooki, mp3 - E-booki - Gazety, czasopisma - Kalendarze - Komiksy - Korepetycje - Książki dla dzieci - Książki edukacyjne, naukowe - Księgarnie, e-księgarnie - Kursy, szkolenia - Mapy i przewodniki - Nauka języków - Podręczniki szkolne - Poradniki, albumy, hobby - Proza i poezja - Tablice i pomoce naukowe


@Audiobooki #audiobook #mp3 #ebooki #ebook #Gazeta #czasopismo #Kalendarz #Komiksy #komiks #Korepetycje #Książki #książka #edukacja #nauka #gimnazjum #liceum #technikum #księgarnia #eksięgarnia  #kurs #kursy #szkolenia #szkolenie #mapa #mapy #przewodniki #przewodnik #Naukajęzyka #podręcznik #Poradniki #poradnik #album #albumy #hobby #Proza #poezja #Tablice #pomoc #korepetycje #korki


bazarek.net.pl/(…)ogloszenia-edukacyjne-darmowe-bez…



usługi.jpg
 

caligo
 
"...ugodziło we mnie przekonanie o tym, że na świecie wszędzie jest wszystko jedno. Bardzo dawno to przeczuwałem, ale zupełne przekonanie zjawiło się ostatniego roku jakoś nagle. Poczułem nagle, że
byłoby mi wszystko jedno, czy świat będzie istniał, czy też nigdzie nic nie będzie."

Jakoś tak w kontekście do rozmów o ateizmie, wierze i nauce, w kontekście do dzisiejszej pogody (szaro-burej), w kontekście do poczucia osamotnienia (nie ma przy mnie najbliższej osoby), do natury istnienia wszelakiego – w tym człowieczego – a najbardziej w kontekście do siebie samej, przypomniałam sobie dziś „Sen śmiesznego człowieka”…

Co było w tym śnie? Nieprawdopodobna, zdawałoby się, społeczność:

"O, ja natychmiast pojąłem, że pod wieloma względami nie
rozumiem ich wcale (...) nie pojmowałem na przykład
tego, że przy takiej wiedzy nie posiadają naszej nauki. Ale wkrótce zrozumiałem, że ich wiedza żywi się innymi elementami niż u nas na Ziemi i że cele ich też są zupełnie inne. Nie pragnęli niczego i byli spokojni, nie dążyli do poznania życia, tak jak my to czynimy, ponieważ żywot ich był pełny."

Cóż poczynił bohater z tymi ludźmi? W największym skrócie: zdeprawował ich. Dzięki niemu:

„Poznali wstyd i podnieśli go do rangi cnoty. (…) Zaczęła się walka o rozdział, o wyodrębnienie, o sprawy osobnicze, o moje i twoje. Zaczęli mówić różnymi językami. Poznali smutek i pokochali smutek, pragnęli cierpienia i mówili, że prawdę osiąga się przez cierpienie.”

Klang unserer Zeit.jpg


„Dla osiągnięcia celu uciekano się do zbrodni, a jeżeli się nie udawała – do samobójstwa. (…) Pojawiły się religie z kultem niebytu i samozniszczenia, które wieść miało do wiecznego spokoju w nirwanie. Wreszcie ludzie osłabli w bezsensownym trudzie i na ich twarzach pojawił się wyraz cierpienia, a wtedy ogłosili wszem wobec, że cierpienie to piękno, bowiem jedynie w cierpieniu jest myśl. Opiewali cierpienie w pieśniach swoich.”
Itd.

Co na taki rozwój wypadków bohater?

“Chodziłem między nimi załamując ręce, płakałem nad nimi, ale kochałem ich może jeszcze bardziej niż przedtem, kiedy to na ich twarzach nie było jeszcze cierpienia, kiedy byli niewinni i piękni. Pokochałem ich skalaną przez nich ziemię jeszcze bardziej niż wtedy, gdy była rajem, za to jedynie, że zjawiło się na niej nieszczęście.”



A tubylcy?

"Usprawiedliwiali mnie, mówili, że otrzymali tylko to, czego sami pragnęli, i że wszystko, co się dzieje teraz, musiało się dokonać."

Kto ciekaw końca, musi sięgnąć po sen...

A ja za (już odmienionym) bohaterem powtórzę: kocham tych, co się ze mnie śmieją, bardziej niż wszystkich innych.
;)
 

gablotka-szkolna
 
Wydawnictwo św. Macieja Apostoła z Lublińca zaprasza młodzież do wzięcia udziału w III edycji Ogólnopolskiego Konkursu im. Fiodora M. Dostojewskiego na utwór prozatorski „W poszukiwaniu Boga w człowieku”. W konkursie mogą brać udział wyłącznie uczniowie szkół średnich (gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych). www.szkola.firmowa.eu/news.php?readmore=5933
 

epartnerzy
 
Książka jednej z popularniejszych autorek szwedzkich, cenionej za cięty język i oryginalny styl, jest zbiorem refleksji na temat życia i obserwacji z jej podróży po świecie. Lekka, przystępna, miejscami zabawna proza.

Bodil Malmsten (ur. 1944) to jedna z najbardziej cenionych pisarek szwedzkich. Wielokrotnie nagradzano ją za oryginalny, pulsujący, pełen swady styl, który od lat cieszy się wielkim uznaniem. Książki Bodil Malmsten, bardzo osobiste, są często manifestem jej poglądów społecznych, kulturalnych, literackich i filozoficznych. Były tłumaczone na wiele języków.

Promocja tylko 05 grudnia 2015 r. - sprawdź na stronie:
epartnerzy.com/okazja-dnia.xml

Poza promocją publikację znajdziesz na stronie:
epartnerzy.com/(…)i_znowu_mam_balagan_w_papierach_p…

Książka w formacie EPUB (bez zabezpieczeń DRM) na PC, e-czytniki, smartfony i tablety. Możliwość pobrania PDF z poziomu Biblioteki (dla zarejestrowanych).

Darmowy fragment:
aspiracja.com/(…)i_znowu_mam_balagan_w_papierach_eb…

I znowu mam bałagan w papierach - ebook.jpg


******
Więcej publikacji pod adresem:
epartnerzy.com
 

eminempolska
 
Zapraszam na nowe forum poświęcone poezji, twórczości i literaturze.

wmrokupoezji.xaa.pl

Zapraszamy wszystkich do rejestracji
 

caligo
 
fabularium: Chcesz odejść ode mnie? Cóż, postanowienie nie gorsze od innych. Dokądże jednak chcesz iść? Gdzie jest owo ‘ode mnie’?

/Franz Kafka, Notatnik czwarty/

Spacer polny Caligo.jpg
foto: Krios
  • awatar gość: Lubisz czytać opowiadania? Zapraszam do czytania: http://blaackbirds.blogspot.com/ Mile widziane komentarze. Ciekawy blog c:
  • awatar fabularium: Lubię. Dziękuję za zaproszenie :-)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

caligo
 
fabularium: Różnorodność zapatrywań, na przykład na jabłko: małego chłopca, który musi wyciągać szyję, by jabłko w ogóle dostrzec na powierzchni stołu, i gospodarza domu, biorącego jabłko i podającego go najzwyczajniej innej osobie przy stole.
/Franz Kafka, Notatnik trzeci/

äpfeln.jpg
/foto: Kasia Salak/
 

caligo
 
fabularium: Nie musisz wychodzić z domu. Zostań przy stole i nasłuchuj. Nawet nie nasłuchuj, czekaj tylko. Nawet nie czekaj, bądź tylko całkiem cicho i zupełnie sam. Świat zgłosi się z ofertą, byś go demaskował. Nie może postąpić inaczej, będzie się przed tobą wyginał w zachwyceniu.
/Franz Kafka, Notatnik czwarty/


Allein.jpg
/foto: Kasia Salak/
  • awatar Louve: Bardzo fajne zdjecie:-)))
  • awatar fabularium: A widzisz jedną wersję, czy dwie? Wbrew mojej woli ostała się pierwsza :-)
  • awatar fabularium: Gazeta specjalnie z napisem Reise (podróż). Wersja przemglona jest ostateczna. Dzięki, Louve :-)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

caligo
 
fabularium: Spontanicznych aktów wolnej woli życzę dziś Wam... :)

Kafka 6 not.jpg
 /Franz Kafka, Notatnik szósty/
  • awatar Louve: jak to dobrze, ze tu jesteś, Caligo...
  • awatar fabularium: Dokładnie to samo rzeknę Tobie... :-)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

caligo
 
fabularium:
Kafka odręczny.jpg

Franz Kafka, Osiem notatników, lata 1917 - 1918
 

bitwbit
 
Straszny bałagan powstał w mojej szufladzie. Zbyt dużo powrzucanych kartek i żadnej próby uporządkowania ich od długiego czasu. Słowa (czy myśli) kłębią się w niej jak chmury w czasie burzy. Burzy która trwa tak długo, że ma się wrażenie, że nigdy się nie skończy. Słychać przytłumione grzmoty, delikatne błyski, deszcz tylko lekko spada na ciało (można powiedzieć delikatnie nas głaszcze). Potem dziesięć minut chaosu podczas którego wszystko może ulec zniszczeniu, destrukcji! Następnie wszystko wraca do poprzedniego stanu i tak wkoło. I wciąż widać tylko chmury.

Chyba każdy z nas ma swoją szufladę. Oczywiście nie mam na myśli rzeczywistej, fizycznej, namacalnej szuflady (tej niektórzy na pewno nie mają). Szuflada często istnieje jako konstrukt w obrębie naszego umysłu. Trafiają tam rzeczy których się wstydzimy, boimy, rzeczy których nie chcemy (przynajmniej póki co) nikomu pokazywać.
Trafiają też tam rzeczy o których lepiej żeby nikt nie wiedział...

Dużo piszę do szuflady, ale równie dużo - jeśli nie więcej - myślę do niej. Kartki się deformują, zmieniają znaczenie, tworzą niebezpieczne kombinacje. Wiele z nich leży już obok szuflady. W ten sposób zostały sprowadzone do roli śmiecia, który nic już nie jest wart, jedynie zatruwa otoczenie.

Muszę wyczyścić trochę swoją szufladę...
 

rurkimig
 
   Przybysz pojawił się wśród szelestu gałęzi rosnących nieopodal torów drzew.
Był to jeszcze chłopak, mniej więcej dwudziestoletni, włosy jego, za długie i niesforne, miotane podmuchami ciepłego wiatru zachodziły mu na oczy. Szedł, tak jak rosły drzewa, wzdłuż torów, które zdawały się nie mieć początku ani końca. Takie też sprawiał wrażenie on, jakby jego wędrówka była biegnącą w nieskończoność prostą , która nie wiadomo, gdzie i czy w ogóle się kończy, ani też gdzie i jak się zaczęła. To pierwsze, choć uchodzi w oczach ludzi zazwyczaj za ekstrawagancję, zdarza się, i to nawet dość często, gdy o tym pomyśleć. To drugie jest albo abstrakcją, albo stanem wynikającym z luk w naszej pamięci. Druga sytuacja wymaga wypełnienia, budzi kategoryczny brak zgody otoczenia i sprawia, że czujemy się nieswoi, zagubieni.
   Tak się wówczas poczuł jeden z mieszkańców pobliskiej wioski – Waldemar Przytarski. Pan Waldemar, emerytowany pracownik dużej hali produkcyjnej w leżącym 32 kilometry od wsi mieście M., wdowiec, ojciec piątki dzieci i dziadek dwojga wnucząt, ściągnął z w większości łysej głowy szmaciany, przepocony kapelusik i pojeździł nim od czoła do potylicy raz, drugi i trzeci. Potem, po dłuższym interwale czwarty, co znaczyło, że myśli krążące wewnątrz jego czaszki zataczają już kręgi podobne wirowi. Nie znaczy to wcale, że w pan Waldemar wkroczył na jakąś niebywałą płaszczyznę myślową, o nie… podobnych stanów mentalnych doświadcza rozwiązujący umiarkowanie trudne zadanie matematyczne ośmiolatek. Pan Waldemar po prostu od myślenia odwykł. Jako szanujący się i szanowany emeryt nie nadwerężał zbytnio swej pamięci; Pamiętał imiona wnuków ( z dziećmi bywało różnie), drogę do sklepu spożywczego, godziny jego otwarcia i godzinę każdej mszy w mieszczącym się na obrzeżach wsi kościele.
   Pamiętał nazwiska sąsiadów, nie mając zupełnie na uwadze ich imion, z kilkoma tylko wyjątkami, bo reszty pan Waldemar najzwyczajniej na świecie nie lubił. Nie lubił zresztą wielu innych rzeczy, nie lubił upału, zimnego jedzenia, głośnych bachorów i ludzi, którzy uważali jego wnuki za głośne bachory. Nie lubił  kawy  z mlekiem, cienkich papierosów i głośnej muzyki. Najbardziej zaś pan Waldemar nie lubił zmian.
   Zaś jego najgłębszy niepokój budziły takie zmiany, jakie (o… wiedział o tym aż nadto dobrze!) niósł ze sobą ten chłopak, o włosach tak długich, że gdyby któryś z jego synów…  i mało tego, że krok nonszalancki i wejrzenie bezczelne, bez cienia szacunku dla kogokolwiek, to jeszcze nie wiadomo skąd się przypałętał i dokąd lezie. Zaszczycił zresztą Pana Waldemara tylko przelotnym spojrzeniem, i ani się toto  ukłoni, ani nawet uśmiechnie, tylko patrzy na starszego, jakby to było coś najgorszego na świecie.

Grzesiek
  • awatar Magda i Grzesiek: Po dłuższej przerwie, w trakcie której jednak coś się działo :).
  • awatar Przemas: Początek jak Iwaszkiewicz:) Zapachniało starą cegielnią!
  • awatar gość: hahaha dobre :) lubię takie zabawne :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

nieodgadniony
 
Zapraszam do zapoznania się z grupą i dołączenia do zabawy.

www.facebook.com/groups/633954106681429/?fref=nf
 

yexx
 
Yexx: Boję się przyszłości Twojej i swojej bez serc naszych przy sobie i boję się nieba a na nim gwiazd zbyt pięknych by odchodzić... Przywyknąć trzeba tak, jak drzewa przywykają do upadających liści, jak kwiat róży do oschłych płatków, jak deszcz do Słońca i przywykną mi trzeba do śmierci, do życia mojego które niczym piorun wystrzela w górę by zagrzmieć a potem... ucichnąć.
 

kajjkakat
 
Od czego by tu... Może od "Grina" zacznę... Wprawdzie nie jest najstarszym tekstem, ale pierwszym, za który dostałam laurowy listek. Jeden, malutki, ale cieszy :). "Grin" powstał trochę na konkurs literacki, a trochę przez przypadek. Kawałek niewykorzystanego nigdzie tekstu pałętał się po szufladzie, dopisałam coś z przodu, coś na końcu i wyszło... coś, co ostatecznie zostało "Grinem". I to by było tyle ględzenia. Tu macie próbkę:

(...)
– A to ścierwo… – Potraktowany impulsem poganiacz rozcierał odrętwiałe ramię. – Jeszcze ma siłę kąsać wiedźma parszywa… Już ja cię wykrwawię. – Sprawną ręką wyszarpnął zza pasa swój długi sztylet.

– Odsunąć się, durnie – wtrącił się ryży kupiec w haftowanym kaftanie.
Rozepchnął poganiaczy i wysunął się do przodu.
– Cofnąć się – nakazał. Posłuchali go i odstąpili nieco.
– Pojęcia nie macie, jak sobie radzić z siginem – mruknął pogardliwie. Mierząc dziewczynę zimnym spojrzeniem z pietyzmem naciągał długie, grube, skórzane rękawice, starannie osłaniając przedramiona.
– Tylko idiota łapie sigina gołą łapą. Do tyłu mówię – warknął, odpychając stojących najbliżej. Pozostali sami się cofnęli.

Kupiec nachylił się i sięgnął…

Próbowała odepchnąć jego ramię, dotknąć nie chronionej skóry powyżej rękawicy, uderzyć. Ogólne osłabienie sprawiło jednak, że wzrok się mącił, a ruchy nie były dość szybkie, ani właściwie skoordynowane. Mężczyzna bez większego trudu uwięził oba nadgarstki sigina i szarpnięciem pociągnął w swoją stronę. Krzyknęła, czując, jak poraniony bok szoruje po twardej skale. Z rany znów zaczęła sączyć się krew i pociemniało w oczach. Oprawca odwrócił ją twarzą do ziemi, wykręcił jej ręce do tyłu i przycisnął brutalnie kolanem.

– Dawać jakiś rzemień!
Chwilę później wprawnie skrępował ręce sigina i kolejnym brutalnym szarpnięciem próbował postawić na nogi, ale nie była zdolna się na nich utrzymać. Rozorana dziobem harpii kończyna była odrętwiała i bezwładna. Opadła na kolana.

– No, pięknie, pięknie, panie Perta. – Stojący najbliżej, Bermus, wyszczerzył się, ukazując bez skrępowania, nieestetyczne braki w uzębieniu. – A gdzie to nauczyliście się takich zmyślnych sztuczek? – dopytywał się, nie mogąc się przy tym powstrzymać przed wymierzeniem kopniaka skrępowanej ofierze.

Perta sapnął z satysfakcją.
– Za młodu polowało się trochę z Psami Pustyni.(...)
(fragment opowiadania "Grin" )

grin1.jpg


Komu się podobało i chciałby więcej zapraszam na www.kajjka.blogspot.com - szukać w "indeksie tytułów". Oczywiście obrazek jest wyszperaną w sieci grafiką, którą odrobinę zmodyfikowałam w programie dla graficznych analfabetów. Talent plastyczny jest mi obcy.
 

anlette
 
Anlette: Nie jestem prochem ani cieniem, Chryste, ja jestem prześwitem między chmurami i rwącą falą pośród płynących brudów rzeki. Życie musi być piękne, owiane lekką wonią tulipanów, przeplatać się powinno między czerwienią róż i błękitem nieba, który szarzejąc puszcza na siebie złote gwiazdy spełniające każde najmniejsze i najbłahsze życzenia. Ja kocham tutaj być, chodzić po kamienistych ścieżkach miasta, kopać liście i wgniatać piaski. Oswoić się z rzeczywistością to coś, co każdy powinien uczyć, ścisnąć w dłoni miękki kłębuszek ciepła i uśmiechnąć się czule. Do siebie.
 

anlette
 
Anlette: A dzisiaj... to tylko dzisiaj, ulotna chwila, wyczekany dzień który zaraz przeminie. Przeminie szybko jak szare latawce z łona zielonych łąk, jak czyste rysy na starzejącej się twarzy, przeminie jak ja, jak ty, jak my wszyscy. Życie jest takie ulotne, kompletna utopia i fioletowe chmury. Wiesz Boże, często myślałam, że nie ma ciebie, nie ma cię w ogóle, a jednak jesteś gdzieś wysoko i dyrygujesz patykami, sznurkami i trącasz wszystkim jak kukiełką. MY LUDZIE, jesteś z góry USTAWIENI, nie wiem jak można funkcjonować w świecie, który leci odtwarzany jak kaseta. Moja wiara... leży, kwiczy i wije się niczym wąż po roztrzaskanym szkle na chodniku, ja chciałabym na czymś stać, na gruncie, może być cudzy, albo jakikolwiek. Naprawdę chciałabym już stanąć, nie potrafię już leżeć.
 

rurkimig
 
„SCENARIUSZ  ROZMOWY TELFONICZNEJ”


-Sklep internetowy  „Calipso”, przy telefonie Filip, w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry, moje nazwisko Alicja Maciejczyk.  Składałam u państwa zamówienie na pudełko na biżuterię, które miało być dostarczone do Montrealu, do mojej mamy, dzisiaj DO 15: 00. Pudełko nie dotarło. Bardzo  mi na tym zależało, bo miał to być prezent na urodziny.
- Poproszę numer zamówienia.
- Proszę pana, jestem w tej chwili w podróży, nie mam przy sobie dokumentacji, domyślam się, że może pan to ustalić po nazwisku…
- Spróbuję, ale niczego nie obiecuję. Proszę o chwilę cierpliwości.
(Alicja się niecierpliwi, w słuchawce słychać trzaski, kobieta chrząka znacząco, raz, drugi…)
- Pani Alicjo, udało mi się odnaleźć zamówienie, ale mamy jeszcze cztery godziny na jego realizację.
- Przecież jest 17: 00!
- A jakiego czasu?
(Alicja zawiesza głos, robi jej się głupio.)
- Pani wspominała, że jest w podróży…
(Uśmiech Filipa jest „słyszalny przez telefon”, Alicja też się uśmiecha.)
-Ciągłej. Przepraszam pana, przez te rozjazdy straciłam rachubę czasu i miejsca. Proszę  mi wybaczyć, że tak na pana naskoczyłam. Ledwo pamiętam jak się nazywam, a co dopiero która jest gdzieś tam godzina…
- "Nowy York, czwarta rano"…
- Słucham?
- Przepraszam, to taki stary film.
- Wiem, stary film z młodym Józefowiczem…
- Ach, wie pani…?
(Zapada milczenie, skądinąd bardzo przyjemne.)
- Tak, wie pan, ja jednak mam już swoje lata.
- Pani Alicjo, w umowie podała pani PESEL…
(Alicja wzdycha uśmiechając się. Następnie uśmiecha się wzdychając.)
- Więc już wszystko pan o mnie wie…?
(Tym razem uśmiecha się Filip. Nagle reflektuje się.)
-Pani Alicjo, bardzo miło się rozmawia, ale niestety te rozmowy są nagrywane i…
- Ktoś pana opieprzy za flirtowanie ze starą babą, tak?
(Alicja śmieje się, Filip czuje się skrępowany.)
- Często pan podjeżdża do kobiet z podrywem na stare filmy?
- Szczerze, zdarza mi się.
- I to działa?
- Umiarkowanie.
(Śmieją się obydwoje, współpracownicy Filipa patrzą zdziwieni).
- To mnie dziwi, szczerze mówiąc… choć nie aż tak…
(Milczą i słuchają swoich oddechów.)
- Ma pan miły głos, panie… przepraszam, nie zapamiętałam…
- Wcale nie jestem zaskoczony. Raczej nie warto zapamiętywać imienia człowieka – słuchawki.
- Do dziś też tak myślałam. Panie… Filipie… A jednak sobie przypomniałam.
(Cisza i milion myśli po każdej ze stron)
- O! Mama napisała na drugi telefon sms, że otrzymała przesyłkę. Jest zachwycona prezentem.
- Jednak się udało.
- Dziękuję panu.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Cieszę się, że mogłem pomóc.
- Ale pan pewnie mówi o pana pracy…
- A pani o czym?
- Ja o czym innym.
(Milczenie, przyjemne i nastrojowe.)
- Nie męczę pana, Filipie.
- Nie męczy pani. Przeciwnie, jest mi bardzo miło.
- Przecież ma pan mój numer telefonu, zna nazwisko…
- Owszem.
- Ale Nigdy pan nie zadzwoni, prawda?
- Prawda… A właściwie dlaczego?
- Bo w moim wyobrażeniu jest pan teraz ideałem mężczyzny, a ja pewnie ocieram się dla pana o ideał kobiety, prawda?
- Prawda.
- Ale żadne z nas nie jest idealne. Po co psuć?
- Ma pani rację, po co?
- Więc do usłyszenia nigdy, panie Filipie.
- Do usłyszenia nigdy, pani Alicjo.
(Alicja rozłącza się. Przez chwilę słucha sygnału przerwanego połączenia i zamyka oczy.)

Grzesiek
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/3926/nie_ogarniam_mojego_umyslu.html
Nie ogarniam mojego umysłu,
największe przykrości
dopadają mnie przy najbardziej
prozaicznych czynnościach.
np robieniu jajecznicy...
nie_ogarniam_mojego_umyslu_2013-12-13_14-28-55.jpg
 

nieodgadniony
 
Dom niegdyś należący do dziadków Huberta, a teraz do jego wujka, zaczynał się korytarzem. Po lewej stronie znajdowała się kuchnia, a po prawej zejście do piwniczki. W dalszej jego części, było jeszcze jedno pomieszczenie, łazienka oraz schody prowadzące na poddasze.

Wujek wszedł do kuchni, a Hubert wraz z nim. Od razu przy wejściu znajdował się zlew, obok niego, w rogu stał stary, kuchenny piec. Do którego wujek właśnie podszedł, otworzył miedziane drzwiczki i wrzucił kilka drewien do już palących się. Po czym udał się w stronę kredensu, znajdującego się w przeciwległym narożniku i wyjął z niego dwa płaskie talerze. Położył je na prostym drewnianym stole, stojącym na samym środku kuchni. Padające na niego światło, przedostawało się przez wychodzące na podwórko okno, które było jedynym w pomieszczeniu.

Posiłek zjedli w milczeniu. Hubert nie znał od wczoraj swojego wuja i odkąd sięgał pamięcią, ilekroć przyjeżdżał z tatą w odwiedziny do dziadków, to nieważne jakie debaty były prowadzone przed obiadem czy kolacją, to sam posiłek spożywano tutaj w ciszy.
Dopiero, gdy skończyli jeść, mężczyzna zapytał:
- I jak, smakowało?
- Jak na twoje możliwości kulinarne, to nawet złe nie było. Najadłem się, dziękuję. – odparł chłopak.
- Cieszę się.

Uwagę Huberta przykuła bransoleta na lewej ręce wuja. Zawsze go ciekawiło, czy naprawdę jest ze srebra, jak świadczył na to jej kolor, czy to po prostu zabarwiony metal. Chłopak nie przypominał sobie, aby widział kiedyś wujka, który nie miałby jej na nadgarstku.

Sam mężczyzna, również się w nią wpatrywał. Wyraz jego twarzy wskazywał zamyślenie, zupełnie tak, jakby go tutaj nie było. Najwyraźniej bransoleta przywoływała wspomnienia i niekoniecznie były one radosne.

W pewnym momencie, mężczyzna lekko poruszył głową i oderwał wzrok od bransoletki.
- A powiedz jak ci się układa z Olką? Wszystko w porządku? – zapytał. Hubert wypuścił długo wstrzymywane w płucach powietrze. – O chłopie, widzę że coś nie tak, opowiadaj. – dopowiedział wujek.
- Nie jest już tak kolorowo. Pierwsze miesiące były jak wyjęte z bajki. Wszystko się układało, prawie nie było problemów, a jeśli się pojawiły, to od razu znikały. A teraz.. My po prostu oddalamy się od siebie. – Nastała chwila ciszy, wujek nie odezwał się ani słowem, powalając siostrzeńcowi kontynuować. – Już nie widujemy się tak często, jak na początku, a jeśli ją spotykam, to wyłącznie w towarzystwie jej kolegi, Henia. Ona już chyba przestała cokolwiek do mnie czuć, wiesz wujek? – Mężczyzna cicho westchnął, po czym zapytał:
- A ty?
- Czy ja jeszcze coś do niej czuje? Tak, tylko co mi po tym? Myślę, że wkrótce Ola oficjalnie zakończy nasz związek. – stwierdził z przygnębieniem Hubert.
- A ile to już będzie? Cztery miesiące, pięć?
- W zeszłym tygodniu, dokładnie w czwartek minął piąty. – Bez chwili zastanowienia odpowiedział chłopak.
Był przybity.
- Widzisz chłopcze, w życiu tak już jest. – odparł wujek, następnie ponownie spojrzał na swoją bransoletę. – Raz na wozie, raz pod nim, jak to mówią. Ale nie martw się, w życiu nie raz przychodzi czas na zmiany, najwyraźniej ten dla ciebie nastał.
- Może masz rację i coś w tym jest.
- A powiedz, co słychać u twojego ojca? – Zapytał wujek, celowo zmieniając temat.
- Ogólnie ma się dobrze. Gdy wraca z biblioteki, ciągle coś czyta i przegląda jakieś dokumenty.
- Czyli jednak nadal szuka. – powiedział szeptem sam do siebie wujek, jednak na tyle głośno, by Hubert zdołał usłyszeć.
- Masz na myśli moją mamę, że szuka mojej mamy?
- Oj Hubert. Twoja mama odeszła po tym jak się urodziłeś. Musisz to zaakceptować.
- Łatwo ci mówić. Ciekawe dlaczego to zrobiła. Nie kochała mnie? Ojca? A może coś jej zrobił?
- Posłuchaj, niedawno mówiłem o zmianach, że przychodzi na nie czas i najwyraźniej po twoich narodzinach, moja siostra doszła do wniosku, że chce coś zmienić w swoim życiu.
- Tak, tylko że jak tata mi o niej opowiada, to nie zachowuje się, jak osoba zraniona, czy zostawiona. Mówi o niej bardzo ciepło, czasem nawet się śmieje. I w ogóle często o niej wspomina. Trochę to dziwne.
- Rozumiem, ale zapewniam cię, że twoja mama już do was nie wróci. – powiedział wujek. Po czym nastała kompletna cisza. Hubert spochmurniał jeszcze bardziej, po czym spuścił głowę. Chyba za ostro go potraktowałem. – pomyślał mężczyzna.

Mina chłopaka diametralnie zmieniła się. Był zamyślony, jakby czegoś nasłuchiwał. Zmarszczył brwi. Nagle wstał z krzesła i podszedł do okna. Patrzył na jeden z budynków znajdujących się na podwórzu. Oborę.
- Może zrobię herbaty? – zapytał łagodnie wujek. Lecz jego siostrzeniec nie odpowiedział. Mężczyzna ponowił pytanie. – Hubert może chcesz herbaty, co? – I znowu brak reakcji. Młodzieniec zdawał się nic nie słyszeć. Stał biernie, z głową przy szybie, stale wpatrując się w jeden punkt.

Jego wujek splótł ręce na piersi, próbując usilnie dowiedzieć się co jest grane. Nagle, wyraz jego twarzy z zamyślenia, przeszedł w zdziwienie, wręcz niedowierzanie. Był zaskoczony do jakiego wniosku doszedł, ale po chwili uśmiechnął się lekko. No tak, jak mogłem to przeoczyć. – pomyślał. Mężczyzna wstał i podszedł do siostrzeńca, po czym podniosłym tonem rzekł:
- Nie mówiłeś, że masz dzisiaj urodziny!
- Co? – Głos Huberta, brzmiał jakby dopiero co się obudził. – Ach to. Tak, mam dzisiaj urodziny. – rzekł chłopak,
a w jego odpowiedzi nie było słychać euforii.
- A o czym myślałeś, patrząc na podwórko? – spytał wujek.
- A nic, tak się zamyśliłem.
- Co, znowu Olka? – Hubert kręcił oczami, usilnie szukając odpowiedzi.
- Tak, można tak powiedzieć. – Jego wujek wiedział, że nie jest to prawda, ale odrzekł:
- Spokojnie młody, już niedługo przyjdą zmiany, możesz mi wierzyć. – odparł dziwnie pewnym tonem mężczyzna.
- Nie wiem, może. – odparł chłopak, po czym znowu powoli zaczynał zanurzać się w głąb swego umysłu, skupiając wzrok na oborze. Jego wujek doskonale wiedział co się dzieje.
- To ja może pozmywam naczynia, a ty w tym czasie przejdziesz się po podwórku i zwiedzisz stare kąty? – spytał ochoczo wujek. Hubert zdawał się być na skraju własnej świadomości. I po chwili przerwy powiedział nieobecnym tonem:
- Dobrze. – Odwrócił się i wymaszerował z kuchni, a jego wujek swobodnie obserwował, jak siostrzeniec kieruje się prosto do obory, był jak zaczarowany. Gdy już zniknął wewnątrz budynku, mężczyzna w mgnieniu oka znalazł się na korytarzu, po czym jeszcze szybciej wbiegł po schodach na poddasze.
 

 

Kategorie blogów