Wpisy oznaczone tagiem "Recenzja" (1000)  

igotmyselfinish
 
Witaj!
Tytuł: Więzień Labiryntu
Oryginalny tytuł: The Maze Runner
Autor: James Dashner
Tłumaczenie: Łukasz Dunajski
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 424
Data premiery: 12 września 2014

Co zrobiłbyś, gdybyś pewnego dnia obudził się w jakiejś windzie, w jakimś nieznanym ci miejscu otoczony bandą zaciekawionych chłopców? Co byś zrobił, gdybyś uświadomił sobie, że nie pamiętasz nic z poprzednich lat swojego życia? Co pomyślałbyś, gdyby okazało się, że jesteś w miejscu bez wyjścia?

Książka opowiada historię pewnego nastolatka - Thomasa. Pewnego dnia zjawił się w Strefie, przywieziony w intrygującej windzie. Był wręcz obdarty ze swych własnych wspomnień, nie pamiętał poprzednich lat swojego życia. Zaciekawione twarze zebranych tam chłopców przeszywały go na wylot - jedni byli prawie dorośli, inni jeszcze dziećmi. Bohater, przez pierwszy dzień nie wiedział co się dzieje. Jednakże podczas kolejnych dni stało się tak wiele, że strach i adrenalina były czymś normalnym, a szczere uśmiechy rzadkim okazem. Uświadomiono go, że znajduje się w Labiryncie - 'zbiorze' przecinających się korytarzy i ścian, które każdej nocy zmieniały swoje położenie. Strefa zaś była miejscem, w którym ci wszyscy chłopcy mieszkali, pracowali i.. nie można powiedzieć, że żyli. Ich celem od ponad dwóch lat było znalezienie wyjścia z tego przeklętego miejsca. Przed pojawieniem się Thomasa było pełno utrudnień, lecz gdy ten się zjawił - nic nie pozostało takie jak wcześniej.
Zacznijmy może od tego, że moje odczucia co do "Więźnia Labiryntu" zmieniały się jak w kalejdoskopie. Na samym początku, pełna optymizmu nie mogłam się doczekać, by wejść wraz z Thomasem do Labiryntu. Jednakże już po pierwszych stronach straciłam owy zapał. Okropnie irytowały mnie długie opisy miejsc, itd. Jednakże było to spowodowane brakiem akcji, gdyż dopiero kiedy wydarzenia stały się bardziej ciekawe poruszyły coś we mnie. Co sprawiło, że chętniej po nią sięgałam. Postacie wykreowane w większości mistrzowsko - coś niesamowitego, że polubiłam głównego bohatera! Thomas był sympatycznym gościem, jednak moimi ulubieńcami stali się: Newt, jeden z 'przywódców' (no kto go nie kocha, no?), Minho, Opiekun Zwiadowców (jego też nie da się nie kochać), oraz Chuck (nie wypowiem się, bo mi naprawdę ciężko). Byli naprawdę zabawni i przede wszystkim okropnie sympatyczni. Przy nich czułam się normalnie jak w domu! Może to głupie, ale prawdziwe. Jedynie dwie osoby mnie okropnie irytowały - Teresa i Alby. Dlaczego? Sama nie wiem, po prostu, kiedy tylko coś robili, albo się wypowiadali, to miałam ochotę opuścić ten fragment. Na pewno każdy z was spotkał się kiedyś z takimi postaciami, prawda? W każdym razie, co do fabuły - nic dodać, nic ująć, sama bym tego na pewno lepiej nie poprowadziła, ani też nic nie zmieniała.
Ostatecznie mówiąc, jestem bardzo mile zaskoczona! Książka ewidentnie przypadła mi do gustu i z wielką ochotą sięgnę po kolejną część. Jedynie, muszę przyznać, jestem zła na siebie, że pierwszą część mam z okładką filmową, a drugą już nie. No ale cóż, jak na razie mam inne książki do kupienia - może kiedyś sobie wymienię na takie same.
PS: James, zabiję cię za ten koniec. Uduszę, poćwiartuję i wrzucę do Labiryntu na noc. Albo w innej kolejności. Ale i tak cię kocham.
Moja ocena:
9.5/10
A wy czytaliście historię Thomasa? Co o niej sądzicie? A jeśli nie, to macie zamiar?
Luleeyta.
wiezien-labiryntu-tom-1-b-iext35836192.jpg
  • awatar (Nie)znajoma: Co prawda nie czytałam, ale oglądałam film. Wiem jednak, że to nie to samo, więc wydaje mi się, że nie będę miała tutaj za dużo do powiedzenia...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

untueursilencieux
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

igotmyselfinish
 
Witaj!
To już ostatni film w tym roku, moi mili! Reszta za rok!
Ladies and genths, przedstawiam: "Jumanji: Przygoda w dżungli" reżyserii Jake'a Kasdana!

Zacznijmy może od tego, że spodziewałam się CAŁKOWICIE czegoś innego. Wiecie - ten zwiastun, Dwayne Johnson, samo Jumanji -, sądziłam, że będzie to taki typowy film akcji. Ale.. Nie śmiałam się tak szczerze i głośno, wraz prawie wszystkimi ludźmi na sali, od naprawdę dawna. I prawie przez cały czas! Tak cudnie wykreowany humor - coś przewspaniającego!
A więc, film przedstawia przygodę czwórki nastolatków - Spencera, Marthy, Bethany i Fridge'a (tak, lodówki). Spencer to taki typowy nerd, Martha to, moim skromnym zdaniem, NORMALNA DZIEWCZYNA, Bethany - typowa nastolatka żyjąca Instagramem i chłopakami, a Fridge, to ogromny goryl, którego każdy się boi. Każdy coś przeskrobuje, zostają za karę po lekcjach i muszą posprzątać pokój, który zostać ma pracownią komputerową w przyszłości (mistrz Yoda się objawia mnie). Owa czwórka zaledwie kojarzy się z wszelkich plotek, oraz widzenia. Podczas ogarniania rupieciarni Fridge znajduje coś na kształt starego nintendo, czy coś, z grą Jumanji. Postanawiają zagrać - każdy z nich wybiera swojego awatara. I tak zaczyna się ich cudna przygoda!
Chciałabym wspomnieć przede wszystkim o tym, pod jakim wrażeniem jestem, gry aktorskiej Jacka Blacka. Mężczyzna w wieku czterdziestu ośmiu lat musiał wczuć się w rolę i zagrać typową, szesnastoletnią dziewczynę z XXI wieku. Nie mówię, że pięćdziesiąt lat, to już starość, bo to nieprawda. Nawet będąc starszym można zdziałać NAPRAWDĘ dużo. Ale jestem pod OGROMNYM wrażeniem i szanuję go za to!
Jarałam się Ruby Roundhouse (tą rudą), bo w zdolnościach miała wpisane karate (gdyż trenuję od września i okropnie mi się podoba). I kilka innych sztuk walki, więc podczas jej walk zgłupiałam co robi XD
W dodatku, pojawił się Nick Jonas! Pamięta ktoś jeszcze zespół Jonas Brothers i film Camp Rock? Jak tak, to szanuję! <3
Film polecam, i to nawet bardzo bardzo! No i bardzo.
HO00004994-Medium.jpg

Luleeyta.
A, i jeszcze jedno, gdyby zastanawiało was, dlaczego wszystko co oglądnę, czy przeczytam, uważam za cudne.
"Oszustem jest krytyk teatralny, którego nie cieszy teatr".
Tak, dla jasności!
  • awatar Lili33love: Chętnie bym obejrzała ten film, wydaje się ciekawy ^^
  • awatar Luleeyta: @Lili33love: Szczerze polecam! :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

igotmyselfinish
 
Witaj!
Wczoraj nic nie pisałam - przez cały dzień w sumie umierałam. Poprzednią noc nie spałam, złapałam jakiegoś wirusa. Toaleta stała się mym najlepszym przyjacielem. W dodatku było mi tak słabo, że wywalałam się co jakiś czas :')
Kilka dni temu mama kupiła bilety. Na pewien cudownie zapowiadający się musical z Hugh Jackmanem (dobrze? XD) w roli głównej. Macie tu może zwiastun (jak was nie poruszy jakkolwiek, to serca nie macie XD):

Udało mi się pójść XD
Jejusiu.
Zacznijmy może od tego, że jeśli chodzi o różne wartości, marzenia i spełnianie ich, to jestem okropnie wrażliwa. No ryczę przez cały czas. Naprawdę XD.
Kiedy tylko zaczął się film, kiedy zaczęła się pierwsza piosenka - już ściskało mnie w gardle i czułam jak łzy zbierają mi się pod powiekami. Kiedy widzę, jak ludzie wspierają się nawzajem, dążą do swoich celów i je spełniają, to wpadam w stan nostalgii, łapie mnie chandra, ale też jestem okropnie szczęśliwa. Sądzę, że to dlatego, jak już wiele razy wspominałam, iż chciałabym coś osiągnąć. Lecz nie sama. Wraz z innymi.
Ogółem, musical opowiada historię legendarnego P.T. Barnuma - wizjonera, "który zaczyna od zera, by wcielić w życie ideę olśniewającego widowiska, stającego się sensacją na miarę światową". Wiele ludzi twierdzi, że jego charakter został tutaj "wybielony". Ponoć był oszustem i marzycielem  w jednym (stąd porównanie w jednym artykule - Walt Disney i Donald Trump w jednym). Ale, patrząc na poglądy ludzi w tamtych czasach - rasizm o okropnie wielkim zasięgu, brak tolerancji dla "innych" ludzi - możemy kogoś oceniać? Raczej nie sądzę.
Film.. Cudowny! Niesamowity! Kiedy wyszłam z sali kinowej wciąż ryczałam. Naprawdę.
A wy widzieliście już "Króla Rozrywki"? Nie? To na co czekacie? A, i posłuchajcie soundtracku - cudo!
Luleeyta.
fid17806.jpg
  • awatar *Mordka*: Wracaj do zdrowia :*! Ciekawa recenzja. Myślę, że kiedyś obejrzę ten film (do kina nie chodzę, bo mieszkam na wsi, także mam do. Niego trochę daleko) :p. Z Tych rasizmem to mogę się zgodzić
  • awatar Luleeyta: @*Mordka*: Dziękuję za życzenia powrotu do zdrowia :* Dzisiaj już mi sto razy lepiej! Rasizm to okropna rzecz, tak napomknę. Może i moje zdanie nie liczy się w tym wielkim świecie, ale zawsze warto jakieś mieć :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

igotmyselfinish
 
Tytuł: Milion odsłon Tash
Oryginalny tytuł: Tash Hearts Tolstoy
Autor: Kathryn Ormsbee
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
Wydawnictwo: Moondrive, Wydawnictwo Otwarte
Ilość stron: 343
Data premiery: 17 sierpnia 2017

Czy sława może zaćmić nawet tak ważną wartość jak przyjaźń? Czy pisząc obrzydliwe krytyczne uwagi na temat niektórych produkcji, czy książek, zdajesz sobie sprawę z tego, jak ta osoba może bzikować później? Co jest ważniejsze - uczciwość, czy szczęście?

Jejusiu, od czego zacząć?
"Milion odsłon Tash" to książka, którą męczyłam prawie jakieś trzy tygodnie! Nie rozumiem tego, ponieważ okropnie mi się podobała!
Zacznijmy może od bohaterów - cudowni i niepowtarzalni! Tash nie okazała się typową, nudną nastolatką. Jest taka jak zapewniał tył okładki. Każda fangirl może się z nią porównać. W dodatku Jack i Paul, jej najlepsi przyjaciele, mają tak wspaniałe charaktery, że nie da się tego opisać. Ekipa filmowa dokładnie tak samo!
Jeśli chodzi o przyjaźń Tash i Jack, to przez całą książkę porównywałam je do mnie i mojej przyjaciółki - ta zachowuje się kropka w kropkę jak Jacklyn!
Dzięki Natashy, jej podejścia do życia, odnalazłam siebie w tym świecie. Może nie na długo, ale to zawsze coś. Ogromnie marzę, by być kimś, i by pracować z pozytywnymi ludźmi, by stworzyć coś wielkiego. Kathryn Ormsbee przywołała moje stare pragnienia bycia reżyserem. Skumulowała wraz ze wszystkimi emocjami, jakie odczuwała Zelenka i wyszła koncepcja na przyszłość!
Kiedy jest się nastolatką, która jak każdy w jej wieku poszukuje siebie, to uwielbia się takie książki. Za wszystko. Naprawdę.

Moja ocena:
10/10

A wy czytaliście historię Tash? Jeszcze nie? Serdecznie polecam!
(co do opowiadania, to nie sądzę, by pojawiło się jeszcze w tym roku, heh)
Luleeyta.
hb.jpg
  • awatar _Kate_❤: No po twoim opisie to musi być cudowna i niesamowita książka :D Będę jej teraz poszukiwać w księgarniach xd Tak w ogóle bardzo fajny blog, podoba mi się tu dobranie kolorów, spokojne tło (kojarzy mi się z taką starą książką ''odkopaną'' na strychu u babci *-*) i oczywiście największą rolę odgrywasz ty sama :3 Ja też mażę żeby być KIMŚ. Jak patrzę na twoje wpisy to wiem, że masz coś w sobie i osiągniesz swój cel :))) ~pozdrowionka >3<
  • awatar Luleeyta: @_Kate_❤: O jejusiu, nawet nie wiesz jak takie słowa mogą poprawić nastrój i rozgrzać serduszko! Ogromnie cieszę się, że doceniasz moje wypociny i jestem ci wdzięczna! Pozdrowionka! :3
  • awatar Vani ;3 (Poniucha): Hmmm, wydaję mi się, że ta książka może być naprawde dobra
Pokaż wszystkie (4) ›
 

njn
 
Autor: Urszula Majdańska (ur. 1979)
Tytuł: „Metaforyka w tekstach rocka
gotyckiego i muzyki okołogotyckiej”
Rok wydania: 2006
Miejsce wydania: Męcina Mała
Wydawnictwo: Na Rzekach Art
Recenzent naukowy: Ewa Kołodziejek


Analiza językowa

„Metaforyka w tekstach rocka gotyckiego i muzyki okołogotyckiej” Urszuli Majdańskiej to niewielka objętościowo książka, która znajduje się w mojej domowej biblioteczce od jedenastu lat. Zażyczyłam ją sobie na Gwiazdkę od Rodziców, kiedy przeżywałam okres fascynacji subkulturą gotycką, a właściwie - twórczością kilku zespołów muzycznych spod znaku mrocznego rocka i metalu (chodzi tutaj głównie o formacje Lacrimosa i Closterkeller, jak również o grupę Within Temptation zaliczaną do nurtu rocka/metalu symfonicznego). Publikacja Majdańskiej ma charakter krótkiej rozprawy naukowej, przypomina pracę dyplomową lub dzieło będące rozwinięciem takiej pracy. Książka liczy ponad 150 stron, przy czym znaczną część jej zawartości stanowią „wypełniacze” typu zdjęcia, indeksy cytatów, wykazy skrótów itd. Zasadnicza treść publikacji to około 100 stron tekstu napisanego fachowym, aczkolwiek zrozumiałym dla przeciętnego czytelnika językiem (autorka jest absolwentką Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego, ukończyła filologię polską ze specjalnością dziennikarską). „Metaforyka...” to praca z zakresu szeroko pojętego językoznawstwa, dlatego nie koncentruje się na samej muzyce, tylko na tekstach piosenek kilku wybranych zespołów. Majdańska „wzięła na warsztat” utwory dziewięciu polskich grup: Artrosis, Batalion d’Amour, Closterkeller, Delight, Desdemona, Fading Colours, Lilith (z Poznania), Lilith (z Radomia) i Moonlight. Analizując metafory zawarte w zgromadzonym materiale źródłowym, podjęła próbę znalezienia cech wspólnych świadczących o istnieniu pewnego kodu (sub)kulturowego - zestawu znaczeń i symboli charakterystycznych dla społeczności polskich gotów. Przynajmniej tych aktywnych artystycznie.


Czym jest gothic?

W przedmowie „Od autorki” i we „Wstępie” Urszula Majdańska wyjaśnia ogólny zamysł swojej książki, a także usiłuje zdefiniować badane przez siebie zjawisko kulturowe. Uczciwie zaznacza, że „terminy ‘gotycki’ i ‘okołogotycki’, używane w rozprawie, mają charakter umowny i odnoszą się do pewnych gatunków muzycznych, które można określić jako mroczne”. Według Majdańskiej, nurt gotycki cechuje się wewnętrznym zróżnicowaniem. Formacje kojarzone z omawianą subkulturą nie unikają eksperymentów muzycznych, chętnie sięgają po różnorodne środki wyrazu (od operowego śpiewu aż po industrialne szmery). „Klasyczny gotyk” jest gatunkiem „opierającym się na gitarze basowej i melodyjnym refrenie”. „Metal gotycki” to muzyka zdominowana przez „pompatyczny śpiew i melancholijny nastrój utworów”, natomiast „dark electro” stanowi „połączenie elektronicznego rytmu techno ze stylem EBM”. Wspólnym mianownikiem spajającym różne odmiany gotyku jest swoisty romantyzm obecny w tekstach piosenek. Majdańska wprowadza termin „konwencja gotycka” i definiuje go jako „podejmowanie (…) określonej tematyki (m.in. problematyki śmierci, przemijania, cierpienia, nieszczęśliwej miłości), wykorzystywanie charakterystycznych symboli i motywów kulturowych (np. anioł, wampir, dusza, sen, zamek itp.), które mają na celu uczynić przekaz mrocznym, tajemniczym”. Zdaniem badaczki, gotyccy wokaliści nierzadko wykonują utwory „odnoszące się do praktyk tajemnych, okultystycznych, legend, mitologii greckiej, germańskiej, słowiańskiej, powieści i filmów grozy”. W gothic metalu występuje istna apoteoza „świata fantazji, magii, snów, uczuć itp”. Autorka „Metaforyki...” uważa, że subkulturę gotów „można nazwać neodekadencką”.


Korzenie (post)punkowe

Współcześnie gotyk często przyjmuje postać muzyki ambitnej, dojrzałej i trudnej w odbiorze. Znakomitym tego przykładem jest mój ulubiony duet Lacrimosa, który wielokrotnie nagrywał płyty z udziałem orkiestr symfonicznych, a w warstwie tekstowej nawiązywał do filozofii, chrześcijaństwa i literatury wysokiej (zwłaszcza do dzieł Franza Kafki). Dlatego dużym zaskoczeniem może być fakt, że historycznie muzyka gotycka wywodzi się z... punk rocka! Pisze o tym Urszula Majdańska, która dowodzi, że gothic jest spadkobiercą pesymistycznej muzyki cold wave, jaka powstała na gruzach ruchu punkowego. Istnieje bowiem termin „post-punk” obejmujący zespoły typu Bauhaus, Joy Division czy Siouxsie and The Banshees (lata 70. i 80. XX wieku). To właśnie te grupy uchodzą za protoplastów gotyku, chociaż nie są gotyckie w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Według Majdańskiej, kolejnym stadium ewolucji, bezpośrednio poprzedzającym narodziny subkultury gotyckiej, była działalność m.in. formacji The Sisters of Mercy, Fields of Nephilim, Clan of Xymox i Lacrimosa (Uwaga! Rozmawiamy o Lacrimosie z czasów, kiedy Tilo Wolff – mój idol, którego kocham za wszystko, choć niejednokrotnie opadały mi przez niego ręce – był jeszcze solistą!). W rozprawie Majdańskiej przydałoby się pojęcie „dark wave”, nazwa gatunku muzycznego będącego brakującym ogniwem między cold wave a gothic rockiem. Autorka „Metaforyki...” twierdzi, że niezwykła dbałość o wizerunek, jaka cechuje wykonawców gotyckich, wzięła się z podpatrywania gwiazd glam rocka. I chyba coś w tym jest. Krążek „Testimonium” Lacrimosy (premiera: 25 sierpnia 2017 roku) stanowi pośmiertny hołd złożony artystycznym autorytetom Tilo. Jeden z nich to David Bowie.


Dandysowska elegancja

Urszula Majdańska przekonuje, że gotycki ubiór pełni wielorakie funkcje. Jest widoczną oznaką przynależności do omawianej subkultury, pomaga człowiekowi wyrazić własną indywidualność, sprzyja roztaczaniu wokół siebie mrocznej atmosfery i bezpośrednio nawiązuje do pewnych archetypów. „Makijaż gotycki zazwyczaj przypomina teatralną maskę, którą nakładają zarówno kobiety, jak i mężczyźni, co wiąże się z androginicznym postrzeganiem przez gotów natury ludzkiej. (…) Bladość ponadto ma stwarzać pozór subtelnej wampiryczności, efemeryzmu i ujawnia fascynację gotów mitami o wampirach oraz stworach nocy. (…) Oczy podkreśla się czarnymi, rozmazanymi cieniami. Służy to wywołaniu efektu zapadniętych oczu niczym u nieboszczyka lub oczu zapłakanych, które symbolizują smutek i cierpienie. (…) Garderoba gotycka wzorowana jest na strojach średniowiecznych i romantycznych (np. powłóczyste, rozkloszowane suknie, rozszerzane rękawy, nakrycia głowy, wielowarstwowość strojów, płaszcze i peleryny itp.). W sferze mody pojawiają się również odwołania do schyłku XIX wieku. Kobiety noszą sznurowane gorsety, suknie na drutach, cylindry, rękawiczki, parasole, wachlarze, ozdobne broszki i żaboty. Do popularnych strojów męskich zaliczają się ubrania stylizowane na mnisze szaty, pseudorycerskie zbroje. Mężczyźni przywdziewają także peleryny z kapturami, sznurowane koszule, surduty, fraki, białe koszule z żabotami, cylindry, binokle, rękawiczki, płaszcze, peleryny i wysokie kołnierze. Niektórzy z nich preferują modę damską, czyli suknie, długie spódnice, a nawet gorsety” - opisuje badaczka. Potwierdzeniem jej słów są fotografie gotów zamieszczone na końcu książki. Do zdjęć pozowali uczestnicy bolkowskiego festiwalu Castle Party.


Umiłowanie literatury

Zdaniem Majdańskiej, członkowie subkultury gotyckiej często przejawiają zainteresowania literackie i poetyckie. Dowodem na to jest fakt, że na ich stronach internetowych pojawiają się fragmenty utworów Tadeusza Micińskiego, Rafała Wojaczka, Haliny Poświatowskiej, Charles’a Baudelaire’a, Arthura Rimbauda i Edgara Allana Poego. Zielonogórska filolog uznaje tę twórczość za fatalistyczną, wypełnioną tragizmem, niejednokrotnie sięgającą po elementy fantastyczne i makabryczne. Co ciekawe, sami goci również nie stronią od pisania poezji i prozy utrzymanej w podobnych klimatach. Kto nie wierzy, niech zajrzy do „Metaforyki...”, gdzie na stronach 30-32 znajdują się reprezentatywne przykłady „wypocin” publikowanych przez gotyckich Internautów. Urszula Majdańska odnotowuje, że w dziełach gotów nieustannie powracają te same tematy: „splin, motyw kwiatów zła i ciemności, turpistyczne wizje rozkładu ciała, otchłani, śmierci, przemijania” oraz „motywy dezintegracji osobowości, swoisty ból istnienia”. Takie właśnie zagadnienia dominują w tekstach gothic rockowych piosenek, którym autorka poświęciła całą drugą część swojej pracy (pierwsza ma charakter ogólny, teoretyczny). Majdańska wyraża się o badanej społeczności następująco: „Goci nie podważają wzorców kultury oficjalnej, ale wykorzystują je i przetwarzają. Obficie czerpią ze skarbnicy kultury i tradycji literackiej, ale są to najczęściej nawiązania powierzchowne i wybiórcze, ich fascynacja gotykiem odnosi się wyłącznie do sfery architektury, estetyki i na poły baśniowych, tajemnych realiów, a nie – gotyckiej filozofii”[1]. Absolwentka UZ dostrzega analogię między subkulturą gotycką a findesieclowymi dekadentami. Oba zjawiska narodziły się przecież u schyłku wieku (XIX/XX).


Co z tym językiem?

Urszula Majdańska poświęca dużo uwagi „stanowi badań nad tekstami rockowymi”. Raportuje, że utwory spod znaku mocnego uderzenia były w Polsce analizowane zarówno pod względem lingwistycznym, jak i merytorycznym. Formie rockowych piosenek przyglądali się językoznawcy i poloniści, a treści – kulturoznawcy i socjologowie. Majdańska nie neguje wartości tych badań, ale zarzuca swoim poprzednikom, że traktowali muzykę rockową w sposób holistyczny. Starsi badacze zdawali się nie dostrzegać, że rock to nie monolit, tylko spektrum obejmujące rozmaite gatunki i podgatunki muzyczne. Wokół niektórych odmian rocka wytworzyły się pełnoprawne subkultury młodzieżowe, które znacznie się od siebie różnią, np. wyznawanymi normami moralnymi. Odmienności światopoglądowe nie pozostają bez wpływu na teksty śpiewanych piosenek, dlatego błędem jest „wrzucanie do jednego worka” dzieł będących manifestami różnorakich środowisk. Upodobania estetyczne, przekonania filozoficzne i ustalone wzorce zachowań odciskają swoje piętno na problematyce wykonywanych utworów. Jakby tego było mało, znajdują odzwierciedlenie w stosowanym słownictwie i stylu wypowiedzi. Aby to udowodnić, Majdańska przytacza pełne treści trzech rockowych kawałków: punkowego, skinheadowskiego i gotyckiego. Ten pierwszy jest lewicowy, buntowniczy i wulgarny, ten drugi – rasistowski, tyrtejski i przeładowany terminologią militarną, a ten trzeci – poetycki, liryczny, emocjonalny, skupiony na uczuciach jednostki i wysoce zmetaforyzowany. Według twórczyni omawianej książki, piosenki gotyckie są antropocentryczne i głęboko osadzone w kulturze europejskiej. Koncentrują się na człowieku, jego rozterkach i próbach zrozumienia wszechrzeczy.


Metafora – trudne słowo!

Badawczą część swojej rozprawy Urszula Majdańska otwiera wyjaśnieniem, czym jest metafora i jakie rodzaje metafor wyróżniają kompetentni eksperci. Ten rozdział „Metaforyki...” jeszcze bardziej upodabnia publikację zielonogórzanki do standardowej pracy dyplomowej (obowiązkowa definicja analizowanego zagadnienia). Kobieta powołuje się m.in. na Arystotelesa, który miał uznawać przenośnię za „upatrywanie podobieństw w rzeczach niepodobnych”. Fragment, w którym Majdańska zgłębia tajemnicę metafory, ciągnie się całymi stronami. Nie będę go tutaj streszczać. Przepiszę za to kilka zdań wyłuszczających rolę przenośni w gothic rocku: „Zabiegi te mają na celu wzbogacenie przekazu, uatrakcyjnienie go, uczynienie oryginalnym. Jednocześnie realizują w tekstach piosenek określoną, gotycką konwencję. (…) Rock gotycki (…) nawiązuje do średniowiecznej filozofii dualizmu świata, natury człowieka, romantycznego cierpienia i niezrozumienia, modernistycznych motywów przemijania, dekadencji, a zwłaszcza obsesji śmierci, postrzeganej często jako wybawienie z chaosu świata, beznadziei codzienności. (…) Człowiek jawi się jako istota tragiczna, targana sprzecznościami. (…) Metaforyka w tekstach rocka gotyckiego służy ukazaniu sprzeczności tkwiących w człowieku. Odwołuje się do manichejskiej koncepcji walki dobra (duch, światło) ze złem (materia, ciemność) w świecie i we wnętrzu ludzkim. (…) Znaczenia przenośne eksponują katastroficzny wymiar ludzkiego losu, kruchość i niestałość uczuć, rzeczy i zjawisk. (…) Wyrazy przeciwstawne (…) odnoszą się do pojęcia zła, nocy, ciemności, śmierci, które dominują nad dobrem, dniem, światłem, życiem”. Pamiętajmy, że młoda filolog sprawdziła “ponad czterysta” różnych utworów gotyckich.


Kręgi leksykalno-semantyczne

W porządku, ale co dokładnie wyszło z tych szeroko zakrojonych badań? Otóż Majdańska odkryła, że metafory stosowane przez gothic rockowych tekściarzy zazwyczaj oscylują wokół kilkunastu głównych tematów. Przenośnie te – mniej lub bardziej dosłownie – nawiązują do pojęcia nocy (24%), snu (18%), krwi i duszy (10%), cienia (9%), kamienia (9%), światła (7%), lustra (6%), drogi (5%), tańca i gry (4%), wody (4%) oraz kwiatu (4%). O tym, jaki jest “procentowy udział poszczególnych kręgów leksykalno-semantycznych” w przeanalizowanych piosenkach, dowiadujemy się ze wstępu do omawianej książki. Urszula Majdańska poświęca każdemu z wymienionych zagadnień osobny, kilkustronicowy rozdzialik. Motyw krwi opisuje razem z motywem duszy, a motyw tańca – razem z motywem gry. Dlaczego? Według badaczki, krew i dusza odnoszą się do tego samego zjawiska, czyli do dychotomicznej koncepcji człowieka. Moim zdaniem, jest to błąd. Rzeczownik “dusza” wcale nie musi oznaczać duszy w sensie religijnym. Równie dobrze może on być określeniem ludzkiej psychiki (albo – z zaimkiem “moja” – synonimem słowa “ja”). Grecki wyraz “psyche”, który oznacza duszę, znalazł swoje miejsce w nazwach dwóch nowoczesnych dziedzin wiedzy – psychologii i psychiatrii. A przecież akademicka nauka i medycyna zwykle nie wykraczają poza wąskie ramy racjonalizmu[2]! Słowo “dusza” występuje nawet w utworach zespołu Closterkeller. Sęk w tym, że ich autorka, Anja Orthodox, to wojująca ateistka, która w kawałku “Miraż” śpiewa: “A dalej nie ma już nic”. OK, co z tańcem i grą? Majdańska postanowiła je połączyć, gdyż przypominają one znaną alegorię życia jako teatru, a ponadto “wspólna jest im (…) kategoria ludyczności”. Dyskusyjna decyzja.


W co się bawić?

Do kręgu leksykalno-semantycznego, jakim jest lustro, absolwentka Uniwersytetu Zielonogórskiego zalicza nie tylko same zwierciadła, lecz również lustrzane odbicia, sobowtóry i postacie noszące znamiona rzeczywistych bądź potencjalnych “alter ego” członków subkultury gotyckiej. Osoby, które układają teksty gothic rockowych piosenek, chętnie wskrzeszają w swoich dziełach znanych bohaterów literackich, ofiarowują nowe życie postaciom legendarnym i mitycznym. Takie zabiegi podsuwają słuchaczom pewien punkt zaczepienia. Ikony kultury, które odżywają w mrocznej muzyce, to nierzadko postacie tragiczne, z którymi da się jakoś utożsamić, a już na pewno można je przywoływać podczas rozważania trudnych tematów. Urszula Majdańska przypisuje gotom fascynację bohaterami demonicznymi, którzy przy bliższym poznaniu okazują się istotami skomplikowanymi, niejednoznacznymi, rozdartymi wewnętrznie (Lilith, Lorelei, Lady Makbet, Lucyfer, Faust i inni). W gotyku, tak jak w romantyzmie, jest miejsce na relatywizm i rewizjonizm. Postacie dwuznaczne są opiewane lub traktowane z zadziwiającą wyrozumiałością, a jednoznaczne – dekonstruowane, odbrązawiane. Autorzy utworów gotyckich namiętnie podważają siłę moralną aniołów. Przypominają, że demony to nie prymitywne bestie znikąd, tylko anioły upadłe, podobne w swoich słabościach do Homo sapiens. Wampiry w gothic rocku uchodzą za stwory niezwykle ludzkie, ale dotknięte straszliwą chorobą, która zmusza je do popełniania nieludzkich czynów. Często są również seksowne, gdyż wampiryzm bywa ukazywany jako rodzaj sadomasochizmu, posiadający nawet swój perwersyjny urok. Majdańska łączy wampiry z motywem krwi. Anioły i demony zostają przez nią skojarzone z motywem duszy.


Kwiat, cień, kamień

W analizowanej rozprawie bardzo trafna wydaje mi się interpretacja metafor roślinnych. Młoda filolog ma rację, twierdząc, że kwiat oznacza po prostu przemijanie. “Poszczególne etapy rozwoju kwiatu przypominają życie człowieka od momentu narodzin aż po jego śmierć” - konstatuje zielonogórzanka. Badaczka dostrzega, że sam człowiek ma wiele wspólnego z kwiatem. “Istota ludzka (…) jest nadwrażliwa, delikatna, wyjątkowa, piękna, ale z drugiej strony nietrwała, szybko przemija, łatwo ją zranić, zniszczyć” - czytamy w akapicie dotyczącym antropomorfizacji roślin. Majdańska poświęca odrobinę miejsca motywom ogrodu i róży, symbolizującym kolejno ludzką psychikę i uczucie miłości. Napomyka też o utrwalonej w naszej kulturze wymowie barw. Autorka “Metaforyki...” zapomina jednak odnotować, że w przypadku kobiety kwiaty mogą także oznaczać dziewictwo. “Wspominam, jak zabrałeś mi moje kwiaty” - melorecytuje Anja Orthodox w utworze “Cyan”. Jeśli chodzi o metafory cienia i kamienia, to refleksje Majdańskiej przekonują mnie tylko częściowo. Dla absolwentki UZ cień to przede wszystkim duch. Jest w tym ziarnko prawdy. Ale są też kawałki gotyckie, w których cień nie ma nic wspólnego z życiem pozagrobowym. „Jestem jak cień, który kiedyś był częścią ciebie” - słyszymy w piosence „Umbra” zespołu Moonlight. Rozdział dotyczący kamienia zawiera klasyczne naciąganie faktów pod tezę. Majdańska pragnie udowodnić, że twardość, chłód, lód i kamień (np. czarny/biały marmur) wiążą się ze śmiercią fizyczną i duchową. Dlatego sformułowania „zimny wzrok” (Batalion d’Amour), „dotyk zimnych rąk” (Closterkeller) i „serce takie czarne” (Moonlight) kojarzą jej się ze… stopniowym kamienieniem ludzkiego ciała! Bo osobnik robi się nieczuły, skamieniały.


Matrix nasz conocny

Sen pełni dla gotów taką funkcję, jaką pełniła wirtualna rzeczywistość dla Cyphera z filmu „Matrix” sióstr (eksbraci) Wachowskich[3]. Urszula Majdańska stwierdza: „W metaforyce rocka gotyckiego sen – marzenie jest czymś niesłychanie cennym i ważnym. (…) Przebudzenie bowiem ’jest źródłem bólu’. Sen daje ’nadzieję’, konotuje azyl, bezpieczeństwo, przynosi ukojenie, zabiera strach, niepokoje. (…) Sen – marzenie jest metaforą szczęścia, dobra, uczuć i spełnienia, a także niewinności i nieświadomości zła, jakie charakteryzuje dziecko”. Badaczka zaznacza jednak, że owo słodkie złudzenie często przeradza się w coś zgoła odmiennego. „Traciły kolor sny” - dramatyzuje Anja Orthodox w utworze „California”. Refleksje Majdańskiej wypadałoby uzupełnić spostrzeżeniem, że goci słowem „koszmar” chętnie określają jawę („W codzienności mdłej koszmarze zanurzasz twarz zmęczoną i bladą” - Artrosis). Prawdziwy koszmar zaczyna się więc w momencie przerwania onirycznej iluzji („Gdy gubię sny, jakby nigdy nie były, wysycha źródło mojej wielkiej siły” - Closterkeller). W piosence „Imaginary” grupy Evanescence – amerykańskiej kapeli inspirującej się gotykiem – słyszymy wyraźnie: „Dobrze wiem, co leży poza moim sennym schronieniem. Koszmar. Zbudowałam swój własny świat, żeby uciec”. Cóż począć z taką eskapistką? „Nie mów jej, że tego nie ma, ona to widzi, ona wierzy w to. I nie mów jej i nie zabieraj tych resztek wiary, co się jeszcze tlą” (Closterkeller - „Alicja”). Dla zielonogórskiej filolog sen to również metafora śmierci. Dowodem na to mają być cytaty typu „Do snu kołysze cię powolna śmierć” (Batalion d’Amour). Utożsamienie tych dwóch pojęć jest w kulturze zachodniej dość banalne. Ale skoro sen ratuje śniącego przed rzeczywistością…!


Odwrotność dnia

Gotycka noc posiada wiele znaczeń. Zdaniem Urszuli Majdańskiej, wieloznaczność nocy ściśle koresponduje z niejednolitą naturą człowieka. Mroczna część doby może symbolizować lęk, poczucie zagrożenia i dezorientację istoty ludzkiej zmuszonej do egzystencji w chaotycznym świecie. Ciemność tradycyjnie kojarzy się ze złem, ponieważ to w jej realiach rozgrywają się opowieści o demonach, czarownicach itp. Twórczyni „Metaforyki...” łączy noc z pojęciem śmierci, a nawet sugeruje, że w gothic rocku zjawiska te bywają ze sobą tożsame. Aby wykazać, że istnieje coś w rodzaju triady noc-sen-śmierć, zielonogórzanka przytacza fragment „Ballady o dwóch siostrach” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego: „Były dwie siostry – Noc i Śmierć/ Śmierć była większa a Noc mniejsza/ Noc była piękna jak sen a Śmierć.../ Śmierć była jeszcze piękniejsza”. Majdańska odnotowuje, że w utworach gotyckich występuje tendencja do ukazywania nocy, czyli śmierci jako kobiety. Zwraca uwagę na to, co odróżnia współczesny gotyk od tego starodawnego: „Różnica polega na tym, że średniowieczna śmierć była kostuchą, szkieletem, rozkładającym się ciałem. (…) Natomiast w tekstach gotyckich śmierć-kobieta przypomina bądź piękną opiekunkę, bądź matkę”. Absolwentka UZ przywołuje kilka piosenek, w których noc zostaje przedstawiona jako kryjówka, ostoja, wybawienie od udręki. Podkreśla jej ważną rolę w życiu zakochanych par. Do tych głębokich refleksji dołącza niezbyt mądre rozważania o ciszy. Według lubuskiej filolog, bezdźwięk może być synonimem nocy i śmierci. Szkoda tylko, że cytowane przez nią kawałki wcale na to nie wskazują. „I tak dobrze znam zapach mojej ciszy” (Closterkeller), „Cisza spływa we łzach” (Artrosis) – czy te urywki mówią o ciemności i umieraniu?


Pozostałe przenośnie

Światło. Do tego kręgu leksykalno-semantycznego Urszula Majdańska zalicza „ogień, słońce, gwiazdy”. Wedle jej interpretacji, płomień stanowi metaforę przemijania i śmierci, gdyż powoli trawi dany obiekt i doprowadza do jego unicestwienia. Kobieta zapomina jednak, że ogień może też oznaczać pożądanie („Coś na kształt ognia w twych oczach jest” - Closterkeller, „Senne macanki”) i cierpienie („Czy wiesz, jak pali, gdy zamieniasz moje serce w twardy kryształ?” - Closterkeller, „Dwa dni”). Gasnące słońce i spadające gwiazdy symbolizują – zdaniem młodej badaczki – nieszczęście i przygnębienie. Droga. Majdańska raportuje, że gotyccy tekściarze nagminnie przedstawiają ludzką egzystencję jako bolesną tułaczkę. Człowiek jest w życiu zagubiony, nie może odnaleźć celu swojego istnienia, niejednokrotnie „znajduje się na rozdrożu” i „traci grunt pod nogami”. Czasem nawet spada ku ziemi, w której „grzebie się zmarłych”. Woda. Według zielonogórzanki, przenośnia ta służy „zobrazowaniu motywu przemijania oraz chaosu w człowieku i w świecie”. Bohaterowie gothic rockowych piosenek zazwyczaj „toną” i „dryfują”, co raczej nie ma w polszczyźnie pozytywnej konotacji. Jakby tego było mało, opadają oni na dno, czyli zmierzają „ku śmierci, w głąb, w ciemność”. Taniec i gra. Zgodnie z tym, co pisze Majdańska, taniec wyraża nieład, szaleństwo, a także – jak niemal każda metafora gotycka – przemijanie i śmierć. W wyjątkowych przypadkach może on być tożsamy z „aktem miłosnym”. Gra aktorska (teatr, film) symbolizuje przypisaną człowiekowi rolę życiową oraz powszechną nieszczerość w relacjach interpersonalnych. Gra hazardowa (karty) oznacza bezradność i zniewolenie istoty ludzkiej. Człowieczy los tkwi bowiem w rękach siły wyższej, przeznaczenia.


Zakończenie

„Metaforyka w tekstach rocka gotyckiego i muzyki okołogotyckiej” to jedna z najcenniejszych książek, jakie przechowuję w swojej kolekcji. Nie tylko dlatego, że porusza ona temat, który mnie interesuje, ale również dlatego, iż jest istnym „białym krukiem”. Chociaż mam do tej publikacji ogromny sentyment, uważam ją za dzieło zdecydowanie niedoskonałe. Bardzo lubię teoretyczną część owej pracy. Urszula Majdańska krótko, ale treściwie (29 stron) opisuje w niej subkulturę gotycką na tle burzliwej historii rock&rolla. Autorka uzmysławia czytelnikom, że gothic – ze swoją rozwiniętą estetyką i filozofią – wyróżnia się spośród innych ruchów skupionych wokół muzyki mocnego uderzenia. Nurt ten posiada swoje niuanse, lecz funkcjonuje w szerszym kontekście, jakim jest euroatlantycka kultura młodzieżowa po II wojnie światowej. Badawcza część rozprawy (57 stron) wzbudza we mnie mieszane odczucia. Doceniam wysiłek Majdańskiej, gdyż niewątpliwie potrafi ona kojarzyć odległe fakty. Sądzę jednak, że niektóre z jej komentarzy wymagają uzupełnienia, a inne nadają się tylko do kosza na śmieci (bo są nadinterpretacjami). „Metaforyka...” wydaje mi się odrobinę przeintelektualizowana. Przyznam szczerze, że rozśmieszyła mnie końcówka rozdziału poświęconego światłu. Otóż absolwentka UZ stwierdziła, iż śmierć „działa zarówno na osi horyzontalnej, jak i wertykalnej”, ponieważ „płomienie pną się w górę, w prawo, w lewo”, a „słońce, gwiazdy (…) gasną, zachodzą, czyli kierują się w dół”. Absolutnie nie odpowiada mi fakt, że lubuska filolog ukazuje gotyk jako łagodną rozrywkę dla wrażliwych inteligentów, natomiast zamiata pod dywan jego ścisłe związki z ruchem BDSM. Te przecież istniały już w czasach postpunkowych. Dowód: prowokacyjne ubiory Siouxsie Sioux.


Natalia Julia Nowak,
powtórnie początkująca
wielbicielka gotyku


PS 1. Obecnie autorka „Metaforyki...” nosi nazwisko Urszula Majdańska-Wachowicz. Wciąż jest związana z Instytutem Filologii Polskiej działającym w obrębie Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego.

PS 2. Niektóre fragmenty gotyckich piosenek, zaprezentowane w powyższym artykule, znajdują się również w książce Majdańskiej. Są też i takie, które dodałam od siebie w toku publicystycznej dyskusji z twórczynią recenzowanej rozprawy.

PS 3. Jeśli Jan Paweł II miał rację, mówiąc, że współczesna cywilizacja jest Cywilizacją Śmierci, to subkultura gotycka stanowi jej idealne podsumowanie. Muzyka gothic rockowa brzmi jak westchnienie naszej epoki. Opisuje dzień dzisiejszy, wspomina czasy minione i przepowiada nieuchronną przyszłość. Dlatego nie ma sobie równych w całej popkulturze. Gotyk to muzyka cywilizacji tańczącej na własnym grobie. Viva la muerte – niech żyje śmierć!

PS 4. Niemcy są państwem, w którym subkultura gotycka jest szczególnie silna. Kraj ten dał ludzkości wiele znanych zespołów reprezentujących wszystkie odmiany tego nurtu. Nic więc dziwnego, że to właśnie tam odbywają się dwa największe na świecie festiwale gotyckie: Wave-Gotik-Treffen i M’era Luna. Według Majdańskiej, nasz zachodni sąsiad jest nazywany Gotlandią ze względu na swoje zasługi dla ruchu Dark Independent (termin-parasol określający szeroko pojętą „mroczną muzykę”). My, Polacy, możemy się poszczycić festiwalem Castle Party, najznamienitszą imprezą gotycką w Europie Środkowo-Wschodniej. Wydarzenie to jest organizowane każdego roku w Bolkowie – na Ziemiach Odzyskanych, niedaleko granicy z Czechami i Niemcami. Najwybitniejszą słowiańską kapelą gothic rockową jest prawdopodobnie XIII. Stoleti. Ta wspaniała formacja została założona w 1989 roku w czeskiej Igławie przez braci Petra i Pavla Stepanów. Zanim zostali oni gotami, byli gwiazdami czechosłowackiej sceny punkowej.

PS 5. Ze społeczności gotyckiej (goth) wyłoniła się społeczność „cyber-goth”, o której zresztą wzmiankuje autorka „Metaforyki...”. Jest to wąsko wyspecjalizowana subkultura koncentrująca się wyłącznie na elektronicznych odmianach gotyku. Zielonogórzanka pisze: „Cybergoci przypominają bardziej ekscentrycznych fanów techno i house. (…) Tradycyjna czerń ustępuje miejsca kolorom żywym, intensywnym, wręcz krzykliwym (np. różom, czerwieniom). We włosy wplata się druty, plastikowe pręty, rurki itp. Twarz niekiedy pokrywana jest grubą warstwą specjalnego wosku kosmetycznego, który ma nadać skórze wygląd nienaturalnego tworzywa, plastiku, gumy czy sztucznej skóry”. Uwaga! Ruchu gotyckiego i cybergotyckiego pod żadnym pozorem nie należy mylić z ruchem emo! A już absolutnie nie wolno ich utożsamiać ze wspólnotą heavymetalowców, bo to zupełnie inna gałąź ewolucji rock&rolla! Nie za bardzo wiem, jak zaklasyfikować amerykański nurt zwany death rockiem. Najprawdopodobniej jest on czymś w rodzaju „gotycyzującego odłamu subkultury punkowej”. Japońskie style „gothic lolita” i „visual kei” to jeszcze co innego. Nawet dalekowschodnia muzyka okołogotycka (Malice Mizer, Moi dix Mois – obydwa z Kraju Kwitnącej Wiśni) różni się od zachodniej.


PRZYPISY

[1] Postmodernizm (ponowoczesność) w czystej postaci.

[2] Chociaż psychoanaliza i psychologia głębi ocierają się czasem o New Age. Carl Gustav Jung, Erich Fromm, Wilhelm Reich... Oni akurat popadli w swoisty mistycyzm.

[3] Andy i Larry Wachowscy to obecnie Lilly i Lana Wachowskie.
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Hejo :).
Wczoraj (27.12.2017 r.) Gwiazdor w postaci kuriera przyniósł mój prezent świąteczny ;). Prezentem jest elektroniczny czytnik e-booków Amazon Kindle Classic 5 ;). Jest to jeden ze starszych modeli, ale do czytania nadaje się znakomicie :). Postanowiłam trochę o nim napisać i podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na jego temat :).
Urządzenie przyszło do mnie zapakowane w proste ale zarazem eleganckie pudełko. Na wierzchu widnieje logo Amazonu.
1.jpg

Pozytywnie zaskoczył mnie pomysł na plombę. Jest to po prostu pasek, który trzeba oderwać aby dostać się do środka. Tak jak w pudełku, np. ciasteczek. Zdjęcie zrobiłam już po otwarciu.
2.jpg

Dzięki takiemu zabezpieczeniu mamy pewność, że nikt inny przed nami nie używał czytnika ;). Inaczej jest kiedy plombę stanowi na przykład jakaś naklejka. Takie zabezpieczenie z łatwością można zdjąć i zastąpić czymś innym, a użytkownik, który ma w rękach pudełko z urządzeniem pierwszy raz, może nie wiedzieć jak wygląda oryginalna plomba i nawet nie zauważy, że pudełko było już przez kogoś innego otwierane. Oczywiście, jeżeli opakowanie nie jest uszkodzone przez odrywanie naklejki, a jak wiadomo, naklejkę da się oderwać tak żeby nie było widać śladów.
Po otwarciu pudełka ukazuje się nam taki widok:
3.jpg

4.jpg

Mamy czytnik, który dodatkowo opakowany jest w folię. Pod spodem znajduje się kabel. Tak wyglądają wszystkie rzeczy, które znajdowały się w pudełku:
5.jpg

Jak widać, kabel jest zwinięty i spięty tekturką z logotypem czytnika. Mamy też kartę informacyjną. Może Was zdziwić brak instrukcji obsługi. Jest ona po prostu wgrana w urządzenie w formie elektronicznej.
Tak się prezentuje czytnik z przodu po wyjęciu z folii:
6.jpg

To co widzimy na ekranie nie jest naklejką. Jest to już wyświetlony obraz ;). Zniknął kiedy podłączyłam czytnik do ładowania i "wybudziłam go". Można powiedzieć, że czytnik był w jakiś sposób włączony, ale jednak wyłączony :P.
Z tyłu wygląda tak:
7.jpg

Po podłączeniu do ładowania świeci się pomarańczowa dioda, która zmienia kolor na zielony gdy urządzenie w pełni się naładuje.
8.jpg

Ekran podczas "karmienia" ;).
9.jpg

I ekran podczas pierwszego uruchamiania.
10.jpg

Po włączeniu czytnik prosi nas o wybranie języka. Niestety nie ma polskiego, więc wybieram angielski. Ten, którego używa się w Anglii (United Kingdom), nie w Ameryce (United States) :).
11.jpg

Po wybraniu języka wyświetla się okno powitalne. W tle możemy zauważyć drzewo, które było widoczne podczas ładowania oprogramowania. Dzieje się tak, ponieważ czytniki e-booków korzystają z technologii E-Ink, czyli elektronicznego papieru i tuszu. Ekran wypełniony jest w środku atramentem, który dzięki impulsom elektrycznym układa się w dane obrazy i teksty (poszczególne litery). Po przełączeniu na kolejną stronę resztki atramentu zostają na ekranie i dlatego są widoczne. W czytniku istnieje funkcja odświeżania ekranu, dzięki której cały ekran na ułamek sekundy wypełnia się atramentem i zbiera resztki tego co zostało po wyświetleniu poprzedniej strony ;).
12.jpg

Pierwszym krokiem jaki należy zrobić to podłączenie do sieci (chyba można to pominąć).
13.jpg

Wybieramy naszą sieć i wpisujemy hasło. W tym momencie pierwszy raz miałam szansę spotkać się z czytnikową klawiaturą :P. Warto zaznaczyć, że czytnik Kindle Classic 5 nie jest dotykowy, a skoro nie jest dotykowy i nie ma fizycznej klawiatury, to jak na nim pisać? Otóż klawiatura wyświetla się na ekranie, a my musimy poruszać się po niej kursorem :P. Nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie, ale da się z tym żyć :P. Nowsze czytniki, jak np. Kindle 7 Touch, jak sama nazwa wskazuje, mają ekrany dotykowe, a starszy model Kindla, czyli Kindle Keyboard posiada klawiaturę fizyczną.
14.jpg

Po podłączeniu do internetu urządzenie prosi nas o zarejestrowanie czytnika. Nie musimy tego robić, ale dzięki temu można przesyłać e-booki e-mailem prosto na naszego Kindla, a także dostajemy dostęp do Kindle Store, z którego można pobrać darmowe książki. To nie wszystkie zalety rejestracji. Problem jest tylko jeden, od jakiegoś czasu rejestracja jest nie możliwa. Czytnik zarejestrować można było dzięki numerowi seryjnemu, który trzeba było wpisać na stronie Kindla (opcja już dawno niedostępna) lub dzięki koncie na stronie amazon.com (też już niedostępne z powodu nowych zabezpieczeń jakimi są nowe sposoby szyfrowania stron internetowych, czy jakoś tak). Aby można było zarejestrować czytnik, trzeba by było wgrać aktualizacje systemu (jak już wspominałam, Kindle Classic 5 jest starym modelem). Nie będzie to jednak dla nas w ogóle odczuwalne, jeżeli mamy zamiar wrzucać do czytnika książki przez kabel. Rejestracja jest nam wtedy do niczego nie potrzebna ;).
15.jpg

Warto wspomnieć, że urządzenie jest wyposażone w prostą przeglądarkę internetową. Jednak z powodu nowych zabezpieczeń, o których pisałam wyżej, nie można wchodzić na niektóre strony. Wyświetla się komunikat o niebezpiecznym połączeniu.
Fajnym dodatkiem do czytnika są wygaszacze ekranu, które pokazują się po uśpieniu czytnika. Aby uśpić Kindla, wystarczy przycisnąć przycisk zasilania (gdy go przytrzymamy, czytnik się wyłączy). Wygaszacze są związanie z tematyką książkową. Są to obrazki, które pokazują m. in. ołówki, pióra, litery itp. Poniżej wstawiam zdjęcie jednego z wygaszaczy:
16.jpg

W końcu możemy przejść do wyświetlania tego co najważniejsze, czyli tekstu ;). Tutaj mamy pokazane jak czytnik wyświetla tekst, z książki, która została skserowana (format PDF). Proszę się nie przejmować niewyraźnymi literami w niektórych miejscach, to wina złych ustawień aparatu. Przepraszam :P.
17.jpg

Natomiast tutaj widać tekst z książki nie skserowanej, a napisanej. Akurat w tym przypadku mamy format MOBI, ale PDF w takiej formie też mógłby być ;).
18.jpg

Teraz można powiedzieć trochę o wadach i zaletach urządzenia :P.
Zacznijmy od zalet:
- Czytniki e-booków nie emitują światła, dzięki czemu oczy się tak szybko nie męczą. Mamy wrażenie jakbyśmy czytali prawdziwą książkę. Poza tym, w przeciwieństwie do tabletów, tekst jest dobrze widoczny w pełnym słońcu.
- Małe rozmiary. Możemy mieć wiele książek przy sobie i to w jednym miejscu. Amazon Kindle Classic 5 ma 2 GB pamięci (w rzeczywistości jest jej trochę mniej, ponieważ część pamięci zajmuje system operacyjny).
- Długi czas pracy. Tego jeszcze u siebie nie sprawdziłam, ale ponoć czas pracy czytników elektronicznych liczy się w dniach, a naste i miesiącach w przeciwieństwie do tabletów, których czas działania ogranicza się zwykle do kilku godzin.
- Wi-Fi.

Wady:
- Akurat ten model nie ma slotu na pamięć zewnętrzną jaką są karty pamięci Micro SD.
- Niewygodna obsługa klawiatury.

Jak na razie chyba nic więcej nie mogę wypisać, ponieważ jeszcze nie używałam czytnika na dłuższą metę. Może kiedyś napiszę coś jeszcze :).
Oprócz mnie czytnikiem zainteresował się także ktoś inny. Oczywiście Luna, bo kto inny mógł to być :P.
19.jpg

20.jpg

Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam Wam urządzenie jakim się elektroniczny czytnik e-booków Amazon Kindle Classic 5 ;). Uważam, że naprawdę warto wydać pieniądze na niego pieniądze :). Jeżeli macie ten lub jakiś inny czytnik, możecie podzielić się w komentarzach własnymi spostrzeżeniami na ich temat :).
Pozdrawiam :).
  • awatar Galadriel:
  • awatar Kate - Writes: Wygląda nieźle i Luna jak zwykle rozbrajająca, ale poprzysięgłam sobie, że czytnik e-booków będzie rzeczą, w którą przenigdy nie zainwestuję. Nie znoszę tego typu nowinek technologicznych i zdecydowanie wolę papierowe książki, nawet kiedy muszę na jakichś wyjazdach nosić je w plecaku (ale to taki przyjemny ciężar). W zeszłym roku na informatyce to się nawet kłóciłam z nauczycielem, który usiłował mi uświadomić wyższość e-booków nad książkami. Bojkotuję, tak samo jak kina sieciowe, ale mam nadzieję, że tobie będzie dobrze służył :D
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kate - Writes: Oczywiście, że nic nie zastąpi książki papierowej, ale jednak na tym czyta się wygodniej niż na telefonie (brak emisji światła), a dość często zdarza się, że nie ma dostępu do tradycyjnej książki i trzeba siągnąć po e-booka. Poza tym to urządzenie jest bardzo wygodne :), Ze znajomym śmiałam się, że gdyby czytniki e-booków pachniały papierową książką to byłoby jeszcze lepiej :P.
Pokaż wszystkie (8) ›
 

wybieramlaptopa
 
Recenzja prestiżowego ultrabooka Lenovo Yoga 920 - 2w1 - w środku najnowszy procesor Intel Core i7 8550U.

www.wybieramlaptopa.pl/(…)1729-recenzja-prestiowego…
 

qandy
 
Witam was jeszcze przedświątecznie :)
Post pojawił się głównie z powodu dopowiedzenia paru rzeczy:
Pytania do Faktów o Mnie ZGŁASZAJCIE POD TYM I POPRZEDNIM POSTEM.

Top 10 modowych ,,perełek" pojawi się DOPIERO PO SKOŃCZENIU TOP 10 z PLL (muszę jeszcze zrobić zestawienie chłopaków)

DODAJĘ RECENZJE DO NASZEGO WYKAZU. (Books are life.)

DODAJĘ ,,QandyMusic" DO NASZEGO WYKAZU. Na czym to będzie polegać? W KOMENTARZACH POD TYM POSTEM I KAŻDYM OZNACZONYM TAGIEM QandyMusic DAJECIE LINKI DO PIOSENEK, KTÓRYCH MAM POSŁUCHAĆ, A JA JE OMAWIAM I OCENIAM.
..................................................
#cel000wyświetleń
Duże litery, to SKUPIENIE UWAGI, a nie krzyk.
Piosenka na dziś:

Taka delikatna refleksja nad Świętami i życiem.
  • awatar Lili33love: Ok, ocen o tą: m.youtube.com/watch?v=FITSPSA8gQs :D Fakty: - Jakie filmy lubisz? - Wolisz koty czy psy? - Czeszesz się szczotką czy grzebieniem? - Kiedy masz urodziny? - Masz zwierzęta w domu? - Ulubione jedzenie? - Masz rodzeństwo? - Jakieś twoje marzenie? No i wesołych świąt :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

malgorzata.g1
 
Pielęgnacja dziecka to dla mnie bardzo ważna sprawa. Wychodzę z założenia, że im mniej chemii tym lepiej. Sara od urodzenia kąpana jest w oleju z pestek winogrona. Nie stosuję żadnych emolientów. Dzięki temu jej skóra jest dobrze nawilżona, nie ma żadnych wysypek, wyprysków czy innych problemów skórnych. Dużą wagę przywiązuję również do składów żeli pielęgnacyjnych. Szukając dobrego produktu, trafiłam na stronę vena-sklep.pl/
vena.jpg
Kosmetyki z serii hipoalergicznej dla dzieci wyprodukowanej w firmie Vena, to idealna pielęgnacja delikatnej i wrażliwej skóry dziecka.Receptura żelu do mycia ciała została oparta na bardzo delikatnych składnikach myjących. Żel dodatkowo wzbogacony został o naturalne składniki poprawiające kondycję skóry oraz nadające jej uczucie jedwabistości i gładkości. Z powodzeniem może być stosowany do mycia całego ciała w tym również skóry głowy.
vena1.jpg
Żel jest bezbarwny, ma bardzo delikatny, przyjemny zapach. Kosmetyk nie zawiera alergenów, silikonów i konserwantów. W składzie posiada wyciąg z aloesu, hydrolizowane estry oleju jojoba i glicerynę. Niewielka ilość wystarczy na umycie całego, małego ciałka. Żel jest bardzo wydajny. Po jego użyciu skóra dzidziusia jest nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku. Jestem zadowolona z tego żelu i z czystym sumieniem mogę go Wam polecić vena-sklep.pl/produkt/pielegnacyjny-zel-dla-dzieci/
 

malgorzata.g1
 
Co raz popularniejsza staje się moda na ekologiczne produkty. Mówimy nie tylko o zdrowej żywności, ekologicznych kosmetykach ale również o ekologicznych detergentach. Zresztą nie jest tajemnicą, że nasze babcie a także mamy miały swoje sposoby na sprzątanie domu bez użycia chemii. Nietoksyczne środki czyszczące oparte były na soli, cytrynie, occie a także sodzie oczyszczonej. My też możemy dbać o środowisko naturalne i wybierać skuteczne a jednocześnie ekologiczne produkty. Od kiedy jestem mamą, zwracam ogromną uwagę na składy wszelakich produktów. Szukając odpowiednich produktów do prania ubranek dla Sary, trafiłam na stronę celina.com.pl/ ,gdzie można kupić naturalne proszki do prania. Teraz piorę w nich wszystko, nie tylko ubranka dziecięce.
celina (1).jpg
Produkty Celina, są w 100% ekologiczne i nie obciążaj środowiska naturalnego. Produkty spełniają wszystkie wymagania jakościowe zachowane na poziomie procesu produkcji.W pełni biodegradowalne proszki, a właściwie soda piorąca, to produkty całkowicie bezpieczne. Składniki w nich zastosowane są całkowicie biodegradowalne. Pozbawione są groźnych fosforanów, alergenów, enzymów, barwników i konserwantów. 1 kilogram produktu to około 30 prań. Sody mają delikatną, bardzo przyjemną kompozycję zapachową. Koszt takiej sody to 35 zł. Mogę Wam ją polecić z czystym sumieniem. Pranie jest czyściutkie, soda nie uczula, nie niszczy ubrań, jest wydajna i przede wszystkim bezpieczna dla środowiska. W ofercie dostępna jest soda do białych oraz kolorowych ubrań.No i duży plus za świetne opakowania ❤
soda celina.jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

czarny-motyl
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

malgorzata.g1
 
Witajcie Kochani! Mam dla Was recenzję szamponu i odżywki, które miałam przyjemność testować już jakiś czas temu. Nie ukrywam, że doskonale wpłynęły one na kondycję moich włosów, które po lecie były przesuszone i podniszczone. Jesteście ciekawi co to za produkty? Zapraszam do dalszej części wpisu.
DSC_0711.jpg

Produkty Swiss Image dzielimy na *Swiss Image BASIC CARE* - Podstawową pielęgnacja włosów i skóry głowy oraz *Swiss Image ADVANCED CARE* - Zaawansowaną pielęgnacja włosów i skóry głowy. Szampon i odżywką, którą posiadam to linia zaawansowanej pielęgnacji.Podstawą linii Swiss Image Advanced Care jest *alpejska woda glacjalna* (polodowcowa) oraz wyjątkowe właściwości zawarte w czystych *ekstraktach ziół alpejskich*, które zapewniają codzienną ochronę włosów oraz skóry głowy przed szkodliwym wpływem środowiska. *O wszystkich produktach możecie poczytać na stronie producenta sc4y.pl/ lub na fb www.facebook.com/swissimagepolska/* Ja chciałam Wam przybliżyć mój wariant pielęgnacyjny czyli Swiss Image Advanced Care - Szampon GENTIAN (goryczka alpejska)oraz Swiss Image Advanced Care - Odżywkę GENTIAN (goryczka alpejska).
DSC_0690.jpg

Ta linia to kuracja odżywcza dla włosów suchych, delikatnych, rozjaśnianych. Jej zadaniem jest wzmocnienie, dogłębna regeneracja i pielęgnacja włosów.Zestaw polecany jest do włosów blond, gdyż neutralizuje żółte refleksy pozostawiając wyrazisty kolor na dłużej. Głównymi składnikami tych kosmetyków są: alpejska woda glacjalna pozyskiwana  z lodowców podczas naturalnego procesu ich topnienia,Gentian – goryczka alpejska oraz Polycare Boost – aktywny kompleks dodający włosom blasku. *Kosmetyki Swiss Imege możecie kupić m.in w Rossmannie czy Super-Pharm.* Listę sklepów znajdziecie tutaj : sc4y.pl/sklepy/
DSC_0717.jpg
 Produkty Swiss Image produkowane są wyłącznie w Szwajcarii. Nie zawierają silikonu i parabenów. Jestem bardzo zadowolona z ich działania.Po zastosowaniu kuracji, moje włosy odzyskały swoją witalność, stały się zdrowsze, silniejsze, mniejsza ich ilość zostawała na szczotce. Ich kondycja znacznie się poprawiła. Odżywka nie obciąża włosów. Wręcz po zastosowaniu obu produktów, czupryna wygląda lekko, świeżo, włosy są lśniące i przyjemne w dotyku. Kosmetyki Swiss Image mają przyjemny zapach i miły dla oka niebieski kolor. Jeśli potrzebujecie natychmiastowej regeneracji, to te kosmetyki do włosów na pewno spełnią Wasze oczekiwania. Widziałyście je na półkach w Waszych sklepach? A może znacie te produkty? Jestem ciekaw Waszych opinii.
  • awatar Dziwnie Gorąco ♥: Ciekawe kosmetyki do włosów :) Chętnie bym poużywała i przekonała się, czy moje włosy też odżyją :)
  • awatar Piękność: Pierwszy raz słyszę o tej firmie, ale wydają się interesujące :)
  • awatar rafiagg: No to muszę kupić ale taką serię do włosów farbowanych :)
Pokaż wszystkie (48) ›
 

burzliwe-niebo
 
Sombra:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

wybieramlaptopa
 
Recenzja Acer Predator Helios 300 z kartą graficzną NVIDIA GeForce GTX 1060 i procesorem Intel Core i7-7700HQ.

www.wybieramlaptopa.pl/(…)1693-recenzja-acer-predat…
 

malgorzata.g1
 
Są kosmetyki, które dobrze wpływają na skórę i są takie, które oddziałują na nią rewelacyjnie. Do takich kosmetyków z pewnością mogę zaliczyć *SILOR+B Intensywnie regenerujący krem na noc z monojonowym krzemem i borem organicznym.* Krem pochodzi z linii ORGANIC SILICA, której podstawowymi składnikami aktywnymi są monojonowy krzem i bor. Krem pochodzi ze sklepu www.sklepzycia.pl/
SILORB.jpg

Jak wiadomo krzem zapobiega wiotczeniu skóry. Odpowiada za sprężystość i elastyczność naskórka i skóry właściwej. Zmniejsza przepuszczalność naczyń włosowatych, wpływa na syntezę kolagenu, dzięki czemu pomaga utrzymać prawidłową wilgotność skóry.Monojony krzemu (wielkość cząsteczki 0,3nm) zostały powiązane w pary jonowe które bez problemu przenikają do skóry właściwej i krwiobiegu a ich wchłanialność to aż 70-80%.
DSC_0563.jpg

Zdecydowałam się na ten krem, ponieważ moja skóra wymagała natychmiastowej regeneracji. Po urodzeniu dziecka stała się wiotka, bardzo przesuszona i mało elastyczna. Wyglądała niezdrowo. Czułam się przez to niekomfortowo. Moja zawsze promienna skóra wyglądała źle. Wzięłam sprawy w swoje ręce i już po tygodniu aplikowania tego kremu poczułam różnice. Obecnie stosuję ten preparat już 1,5 miesiąca i śmiało mogę stwierdzić, że jest t jeden z najlepszych kremów jakie miałam do tej pory. Nie będzie przesadą jeśli napiszę, że uratował moją twarz. Obietnice producenta zostały w 100% spełnione. Oprócz krzemu organicznego i boru,krem zawiera w swoim składzie także olej z pestek winogron, masło kakaowe, witaminę E. Jest bardzo wydajny. Myślę, że starczy mi jeszcze do końca tego miesiąca.
DSC_0574.jpg
Krem ma przyjemny zapach, szybko się wchłania. Doskonale nawilża skórę, pozostawia ją przyjemną w dotyku. Krem nie zawiera konserwantów, parabenów, alkoholu, barwników. Regenerujący krem na noc posiada pompkę typu airless, dzięki czemu jest bardzo higieniczny. Polecam go, bo jest warty swojej ceny. Można go kupić tutaj: www.sklepzycia.pl/(…)399…#
Pokaż wszystkie (45) ›
 

ulenkaa
 
Swoją wersję oval brusha nabyłam w Mintishopie. Jest to pędzel firmy blend it! Mój rozmiar to 02.
Zapłaciłam za niego 34,90 zł.

Pędzel przyszedł solidnie zapakowany, zabezpieczony przed ewentualnymi uszkodzeniami:

20170614_180254.jpg


20170614_180247.jpg


20170614_180303.jpg


Pędzel jest mięciutki i ma bardzo gęste włosie:


20170614_180316.jpg


No i na tym jego zalety by się kończyły...

Naprawdę.

Przetestowałam go na wszystkie możliwe sposoby; nakładałam podkład z mokrym pędzlem, z suchym, ruchami kolistymi, posuwistymi, wklepywałam, z takim podkładem, z innym...

Niestety, nic nie zdało egzaminu. Pędzel robi smugi choćbym nie wiem jak go nakładała.

Co więcej, naoglądałam się tutorialów na youtube jak dziewczyny używają tego pędzla :D To mnie utwierdziło,że robię to tak jak należy.

Stwierdziłam,że do nakładania podkładu to on się nie nadaje,więc zaczęłam kombinować...

Nałożyłam nim i róż, i bronzer... I do tego ewentualnie się nadaje :)
Róż nakłada ładnie, fajnie go rozciera, blenduje granice.

Więc u mnie stanie się ewentualnie zastępczym pędzlem do różu.

Według mnie jest to tylko ciekawostka, taki gadżet kosmetyczny, zbędny dodatek.

Miałyście ten typ pędzla? Jak się u Was sprawdził? Może znalazłyście dla niego jakieś wyjątkowe zastosowanie? :)
  • awatar little_my: tego typu pędzla nie miałam i po twojej recenzji raczej się nie skuszę zostane przy gąbeczce ;)
  • awatar Sophisticated Lady: @little_my: ja też pokornie wróciłam do gąbeczki :D
  • awatar Wiedźma1: Ja tam lubię zwykłe, sprawdzone pędzelki :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

americanwoman3
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

greene69
 

Przychodzę dziś do Was z recenzją tuszu do rzęs marki Avon Colortrend Boost it.

IMAG2371.jpg


Moje rzęsy bez mascary.

1.jpg


2.jpg


1 WARSTWA TUSZU

Przy jednej warstwie tusz wygląda dobrze ale nie oszałamia wygląd rzęs.

3.jpg


4.jpg


2 WARSTWY TUSZU

Tutaj już widać że tworzą się grudki i rzęsy miejscami są posklejane. Nie wygląda to dobrze.

5.jpg


6.jpg


Tusz zamówiłam, ponieważ słyszałam o nim dobre opinie. Jednak moja taka nie będzie. Na początku myślałam, że może dlatego, że jest za świeży ale potem było tak samo.

Tusz nie wygląda oszałamiająco na rzęsach, są one po prostu ciemniejsze i delikatnie pogrubione. Jeśli ktoś ma z natury grube i długie rzęsy oczywiście wyglądało by to dużo lepiej.

Tusz w ciągu dnia się kruszył i osypywał nie ważne czy miał dzień, tydzień czy miesiąc. Odbijał mi się za każdym razem pod łukiem brwiowym kiedy go użyłam.

Podsumowując ja go nie polecam nikomu, a jeśli chodzi o markę Avon to ma dużo innych naprawdę fajnych tuszy, które z czystym sumieniem mogę polecić.


Miłej nocy :*
 

malgorzata.g1
 
1.jpg
Pobyt w sanatorium ujmuje lat. Tak wpływają na naszą skórę lecznicze wody, sole i błota, których używa się tam do zabiegów. Dziś podobna kuracje można zrobić w domu. Jakiś czas temu poszukiwałam kosmetyków z gamy polskich uzdrowisk. W ten oto sposób trafiłam na stronę uzdrowiskowespa.pl/ Marka *UzdrowiskoweSPA* to połączenie kuracji uzdrowiskowej i walorów domowej pielęgnacji ciała. W ofercie sklepu znajdziemy nie tylko kosmetyki, ale również eko żywność, ekologiczną chemię domową czy solanki. Dużym atutem sklepu są przystępne ceny. Za niewielką sumę możemy tu dostać fantastyczne produkty o równie fantastycznym składzie. Podoba mi się również szata graficzna sklepu- jasna, przejrzysta. Łatwo znaleźć to, czego szukamy. Wyszczególnione są promocje, nowości czy outlet. Kolejny plus to miła, fachowa obsługa i błyskawiczna wysyłka towaru. Na sam koniec coś,czego nie mogłam przemilczeć. Firma UzdrowiskoweSpa co miesiąc wpłaca 1% zysku netto na Salwatoriańskie Stowarzyszenie Hospicyjne. Piękny gest, który jeszcze bardziej zachęca mnie do robienia zakupów w tym sklepie.
*Solankowe Spa-Delikatny żel do mycia twarzy*
2.jpg
Przejdźmy teraz do recenzji kosmetyków. Na pierwszy ogień *Delikatny żel do mycia twarzy*, którego producentem jest Uzdrowisko Rabka. Jest to żel do mycia twarzy z serii "intensywne nawilżanie" do bardzo suchej skóry o zapachu bawełny z wyciągiem z lnu. Kosztuje 10,90 zł i możecie go kupić tutaj: uzdrowiskowespa.pl/(…)412…
3.jpg
Żel zawiera glicerynę, beteinę oraz wyciągi kwiatu rumianku i aloesu, które nawilżają i łagodzą podrażnienia. Z tym nawilżeniem to prawda, bo skóra po umyciu tym preparatem jest ukojona. Żel do mycia twarzy na bazie rabczańskiej solanki doskonale oczyszcza skórę. Radzi sobie nawet z mocnym makijażem. Preparat jest bardzo wydajny, wystarczy niewielka ilość kosmetyku aby uzyskać zamierzony efekt oczyszczenia skóry.
*Solankowe Spa- Kremowa maseczka do twarzy*
4.jpg
Maseczka do twarzy z serii "intensywne nawilżanie" do bardzo suchej skóry o zapachu bawełny z wyciągiem z lnu. Jeśli chodzi o ten produkt, to myślę, że jest to mój strzał w 10! Kosmetyk kosztuje 20,99 zł i można go kupić tutaj: uzdrowiskowespa.pl/(…)411… Maseczka stworzona została na bazie rabczańskiej solanki, specjalnie dla osób, które borykają się z wysuszoną i szorstką skórą - przy regularnym stosowaniu, stanie się ona odpowiednio nawilżona, odżywiona oraz zmiękczona.Produkt wzbogacony został o olejek ze słodkich migdałów który jest bogaty w proteiny oraz witaminy A, E i z grupy B mające działanie wygładzające oraz które przeciwdziałają szybkiemu starzeniu się skóry.
6.jpg
Sprężystość skóry poprawi prowitamina B5, gliceryna, mocznik i kompleks NMF (naturalny czynnik nawilżający), które intensywnie nawilżają skórę redukując jednocześnie zaczerwienienia i podrażnienia skóry. Mikroelementy i makroelementy solanki jodowo - bromowej hamują proces wiotczenia skóry, intensywnie odżywiając i regenerując naskórek.Maseczka rewitalizuje skórę twarzy, szyi i dekoltu, nadając jej świeży i świetlisty wygląd a jej regularne stosowanie wzmacnia i uelastycznia barierę ochronną naskórka. Ma przyjemną, kremową konsystencję. Oba te produkty są godne uwagi. Warto spróbować, bo naprawdę działają! Polecam!!! ㋡
  • awatar Lady Catherine Brown: To chyba najładniej zrobiony wpis ze zdjęciami na temat kosmetyków jaki widzialam na tym serwisie ;-) Zapraszam do siebie :-D
  • awatar viqen: Ty to masz nosa do takich cudenych kosmetyków :-D
  • awatar little_my: Co do body to zamówiłam je na allegro allegro.pl/body-metryczka-imiennynadruk-56-rozne… do wyboru kilka wzorów (nawet ze zdjęciem), sprzedawca solidny - dobra jakość, cena, szybkość realizacji i kontakt też na +, no i jeszcze ślicznie zapakowane dotarły :) A ramka z pepco za 15 zł Ja zamawiałam najmniejszy rozmiar żeby zmieścił się do ramki ;)
Pokaż wszystkie (31) ›
 

wybieramlaptopa
 
Recenzja Lenovo ThinkPad T470s - biznesowego ultrabooka z procesorem Core i7 i ekranem 14'' Full HD.

www.wybieramlaptopa.pl/(…)1673-recenzja-lenovo-thin…
 

 

Kategorie blogów