Wpisy oznaczone tagiem "Rozdział" (156)  

liliofficial
 
(...)
Zeszłyśmy już na parter i miałyśmy skręcić w prawo, kiedy zza zakrętu wyszła pani Lloyd. Obie na swój widok zatrzymałyśmy się. Ponownie poczułam ukłucie w sercu, jak po przebudzeniu się z tamtego snu, tylko, że tym razem nie było ono ze smutku, ale ze szczęścia. Patrzyłam na jej jasne włosy, na delikatną bluzkę, którą ubrała. Widok kobiety całej i zdrowej był dla mnie czymś niesamowitym. Gdy nasz wzrok się spotkał poczułam, że się czerwienie. Była tak olśniewająca, tak piękna... Nie potrafiłam opisać tego jak się czułam. Pierwszy raz byłam w takim stanie. Miałam w sobie tyle emocji i to z powodu widoku tej jednej kobiety.
(...)

www.wattpad.com/554878130-anglistka-rozdział-10

Chciałabym też życzyć wam wszystkim wesołych Świąt Wielkanocnych, bogatego zajączka, i ogólnie wszystkiego dobrego. :*



Do następnego wpisu,
Lili
  • awatar Acriss: Wzajemnie, tobie też życzę Wesołych świąt! (I co z tego,że wczoraj była już Wielkanoc xD)
  • awatar take me anywhere: piszesz z niesamowitą utą tajemniczości ♥
Pokaż wszystkie (2) ›
 

liliofficial
 
(...)
Położyła mi kartkę przed nosem i pokazała od którego momentu czytać.
- "Szłam korytarzem z nową koleżanką z klasy i nagle prawie przede mną ktoś otworzył drzwi pokoju nauczycielskiego od środka. - zaczęłam czytać na głos - Zatrzymałyśmy się a wtedy na korytarz wyszły dwie nauczycielki, których jeszcze nie znałam. Obie trzymały w ręce po kubku. Jedna z nich popatrzyła w naszym kierunku i nagle upuściła kubek, i wpatrywała się zdziwiona we mnie."
Popatrzyłam na przyjaciółkę.
- Czytaj, czytaj. - uśmiechnęła się
- "Poczułam się nieswojo. Kobieta spoglądała na mnie tak długo, aż ta druga nie przerwała jej tego i pociągnęła za rękę z powrotem do pokoju nauczycielskiego. Ta dziwna sytuacja trwała bardzo krótko, ale zapadła mi w pamięci tak samo, jak ta pierwsza. Obie wywołały we mnie emocje, które do teraz pamiętam."
Na tym praca się kończyła.
- Wiesz kto to napisał? - spytała Loretta i odwróciła kartkę na drugą stronę
- Annika Sunder... - przeczytałam nazwisko
(...)

www.wattpad.com/552162900-anglistka-rozdział-9

Rozdział z rysunkiem :D






Do następnego wpisu,
Lili
 

liliofficial
 
(...)
Przypomniały mi się wszystkie sceny z mojego życia, kiedy kazałam sobie przestać się dziwnie zachowywać. Jak miałam dwanaście lat miałam idolkę piosenkarkę, która miała rude włosy. Uwielbiałam patrzeć jak tańczyła. Jej ruchy wzbudzały u mnie emocje. Pociągała mnie chociaż jeszcze nawet wtedy nie wiedziałam o co chodzi w tych uczuciach. W szkole podstawowej miałam też w klasie taką koleżankę, z którą nie lubiłam przebywać, bo miała tak piękne blond włosy, że bez przerwy miałam ochotę ich dotykać. Kiedy poszłam do gimnazjum na trochę wszystko ucichło, aż któregoś dnia wpadłam na ulicy na jakąś dziewczynę. Jak na mnie popatrzyła zrobiło mi się gorąco. (...) Tyle razy byłam w sytuacji która wskazywała, że mogę być...
(...)

www.wattpad.com/548824956-anglistka-rozdział-8

Uzupełniłam też poprzedni rozdział o rysunek. ^^






Do następnego wpisu,
Lili
 

liliofficial
 
(...)
Nim doszłam ze szkoły do domu, ona czekała już pod moim blokiem. Dziewczyna miała dwadzieścia dwa lata i była mniej więcej mojego wzrostu. Łączył nas też kształt twarzy, kolor włosów i figura. Byłyśmy do siebie bardzo podobne z wyglądu. Ubierała się według mnie bardzo ładnie. Dziś założyła na siebie dżinsy i zieloną koszulkę.
- Cześć Anni! - zawołała do mnie z daleka
- Hej Matilda. - podbiegłam i przytuliłam ją
Zaprosiłam dziewczynę do mieszkania, zrobiłam nam herbatę, a potem razem usiadłyśmy w salonie.
- Prawie miesiąc się nie widziałyśmy. Opowiadaj wszystko. Jak szkoła? Jak znajomi? - zaczęła
(...)

www.wattpad.com/546284685-anglistka-rozdział-7




Do następnego wpisu,
Lili
 

liliofficial
 
(...)
- Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie z nią na początku roku szkolnego, i to jak potem płakałam? Już wtedy wiedziałam, że to się tak skończy. Ona wygląda i zachowuje się jak... wiesz kto, i wystarczył mi ten niecały miesiąc, bo mam wrażenie, że znam ją od zawsze. Dawno nie byłam zakochana, ale jeszcze pamiętam jak to przebiega. Poznajesz tą osobę, zauważasz że podoba ci się to jak wygląda, jak się zachowuje, jaki ma charakter. Wszystko właściwie. Akceptujesz zalety ale i wady. Kiedy jesteś przy niej czujesz jak ci gorąco, słyszysz bicie własnego serca, nie potrafisz się nie uśmiechać... Wszystko inne staje się mniej ważne. I ja tak właśnie mam gdy ją widzę. Ja chyba...
(...)

www.wattpad.com/543266391-anglistka-rozdział-6

W rozdziale znajdziecie też mój rysunek. :D





Do następnego wpisu,
Lili
  • awatar *Mordka*: Widziałam rysunek - świetny <3. A za opowiadanie niedługo się wezmę - mam Wattpada i tak przeczytam (ale nie teraz - ale obiecuję że to zrobię ;))
  • awatar Lili33love: @*Mordka*: Zapamiętam :D XD
Pokaż wszystkie (2) ›
 

liliofficial
 
(...)
W następny poniedziałek jechałam autobusem do szkoły. Na kolejnym przystanku po mnie wsiadła jakaś dziewczyna i zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Miała jasne włosy i różowe policzki. Chwilę się rozejrzała, po czym oparła głowę o szybę i zamknęła oczy. Wyglądała tak słodko. Mimo woli nie umiałam oderwać od niej wzroku. Dobrze, że dziewczyna tego nie widziała. Sama nie wiedziałam co mi się dzieje. Dostrzegłam małą bliznę na jej prawym policzku. To miejsce jako jedyne nie było jasnoróżowe, tylko blade jak naturalnie skóra dziewczyny.
(...)

www.wattpad.com/539703798-anglistka-rozdział-5


Hej :) Dziś właśnie kończą mi się ferie. W sumie się cieszę. :D Chcę już do szkoły. ^^ Na dniach pojawi się nowy wpis o moich lalkach pullip. Widzimy się więc niedługo. :D





Do następnego wpisu,
Lili
 

liliofficial
 
Zgodnie z tym co zapowiadałam dalsze rozdziały już tylko na moim wattpadzie. :) Poniżej fragment rozdziału 4 i link do całości. :D

(...)
Nauczycielka położyła białą kredę przede mną na biurku i zaczęła rozdawać wszystkim wydrukowane zadania. Obejrzałam się za nią, wstałam i zapisałam temat. Niezbyt chyba podoba mi się, że tak do mnie mówi... Trochę mi przez to głupio.
- To teraz może ktoś przypomni słówka, które przypominaliśmy ostatnio. Może ty, Annika? - zwróciła się do mnie ponownie siadając przed komputerem
- Spróbuje... - odpowiedziałam niepewnie
- W porządku. Ja będę mówić tłumaczenie, a ty po angielsku, tak?
(...)

www.wattpad.com/536734854-anglistka-rozdział-4



Do następnego wpisu,
Lili
 

liliofficial
 
received_2104728559806512.jpeg


>>>>>>>Rozdział 3<<<<<<<

Ustawiłyśmy się z Leną pod klasą czekając jak wszyscy na nauczyciela i kontynuowałyśmy rozmowę o poprzednich szkołach. Wtedy na korytarzu pojawiła się ona. Blondynka od rozlanej kawy. Idąc stukała obcasami o podłogę. Patrzyła bez emocji w dół z lekko spuszczoną głową. W prawej ręce trzymała klucz do klasy. Podeszła do drzwi, spojrzała po nas i od razu jej twarz rozpromieniała. Parę osób przywitało się z nią na co odpowiedziała z uśmiechem. Otworzyła nam drzwi i pierwsza weszła do środka. W klasie stały trzy rzędy dwuosobowych ławek. Usiadłyśmy z Leną w środkowym w drugiej ławce. Nauczycielka podeszła do biurka i odłożyła klucz. Wtedy mnie zauważyła. Znieruchomiała ponownie. Poczułam, że się czerwienie. To było dla mnie dziwne uczucie. Szybko odwróciłam od niej wzrok, a wtedy kobieta zaczęła mówić.
- Dzień dobry, usiądźcie. Nazywam się Lindsay Lloyd. - kontynuowała kiedy wszyscy zajęli miejsca - Dzisiejszy temat to oczywiście lekcja organizacyjna. Kto zapisze na tablicy?
Większość spuściła głowy z nadzieją, że nie zostaną wybrani.
- To może poproszę koleżankę z niebieskimi końcówkami. Jak ci na imię? - powiedziała
- Anastacia. - odpowiedziała cicho wstając z krzesła
Siedziała w ławce pod ścianą z niskim brunetem. Chłopak wsunął się żeby wypuścić koleżankę. Pani Lloyd wyjęła z szuflady biurka nową kredę i podała Anastaci.
- Zapisz proszę temat "Organizacja pracy na lekcjach języka angielskiego. Przedmiotowy system oceniania. ". Słowa "lekcja" oraz "temat" oczywiście po angielsku. Pamiętasz po wakacjach jak to się pisze? - spytała z uśmiechem opierając się tyłem o bok swojego biurka
- Chyba pamiętam. - odpowiedziała dziewczyna i zaczęła pisać
W tym czasie nauczycielka usiadła przy biurku przed laptopem.
- Sprawdzam obecność. - oznajmiła - Poproszę, żeby wyczytana osoba przy odpowiadaniu podniosła rękę.
Wyczytywała kolejno wszystkie osoby.
- Annika Sunder? - powiedziała w końcu moje nazwisko
- Jestem. - podniosłam rękę mówiąc
Nauczycielka spojrzała na mnie uśmiechając się szeroko. Przeszedł mnie lekki dreszcz. Delikatnie odwzajemniłam uśmiech. Kontynuowała sprawdzanie obecności.
- W porządku, wszyscy są. - powiedziała, gdy skończyła - Skoro to pierwsza nasza lekcja, może każdy z was opowie coś o sobie? Myślę, że między sobą nie znacie się jeszcze zbyt dobrze, więc to może być dobra okazja, żeby dowiedzieć się kto ma podobne zainteresowania. Co wy na to?
- A musimy mówić po angielsku? - spytała brunetka delikatnym głosem żując przy tym gumę
- Tak, w końcu to język angielski. - pani Lloyd uśmiechnęła się
- To ja nie umiem po angielsku. To pierwsza lekcja. Możemy po polsku? - odezwała się czarnowłosa dziewczyna z niskim głosem siedząca ławkę wcześniej
- No zgoda. Dzisiaj wyjątkowo możecie. Zaczniesz?
- A co mam mówić?
- No na przykład jak się nazywasz, ile masz lat, czym się interesujesz. Ja postaram się zapamiętać wasze imiona. Możesz też wstać, gdy będziesz mówić, wtedy wszyscy na pewno będą cię widzieli.
- No dobrze. - wstała - To nazywam się Roxanne Bentley, mam 16 lat. Lubię słuchać muzyki, robić zdjęcia. No... i tyle.
- Teraz koleżanka w czerwonym sweterku siedząca z tobą w ławce. Pojedziemy po kolei.
Dziewczyna siedzącą obok Roxanne wstała.
- Jestem Bridget Blake i mam 16 lat. Interesuje się tatuażami i piercingiem. Lubię też fotografie.
- Wy jesteście klasą fototechniczną, tak? - spytała nauczycielka
- Tak. - odpowiedziała Bridget
- Mhm. Następna osoba. Koleżanka za Roxanne.
- Mam na imię Silvia, mam 17 lat. Rok temu chodziłam do liceum, ale nie spodobało mi się i przeniosłam się tutaj. Lubię modę i robienie zdjęć zwierzętom.
Następie mówiła kolejna dziewczyna, Brenda, a po niej Camila, Eva, Alice i Edward. Zbliżała się moja kolej. Zastanawiałam się co powinnam powiedzieć. Lubię robić naprawdę wiele rzeczy.
- Jestem Lena Hill. - dziewczyna wstała, gdy przyszła jej kolej - Lubię czytać książki, oglądać seriale i bawić się z moimi kotami. Mam 16 lat.
Teraz moja kolej. Wstałam.
- Nazywam się Annika Sunder. Lubię wiele rzeczy artystycznych. Fotografie, muzykę, modę. Czasami maluje farbami, kiedyś pisałam krótkie opowiadania. No i jeszcze lubię malować sobie paznokcie. Najczęściej to jednak fotografuje wszystko dookoła.
- Dusza artystyczna widzę. - nauczycielka kolejny już raz uśmiechnęła się do mnie
Następna osoba wstała. Teraz mówiły nieśmiałe Bella i Dinah. Potem przyszła kolej na wybraną niedawno do tablicy Anastacie.
- No więc jestem Anastacia, mam 16 lat. Lubię tatuaże, farbowanie włosów i muzykę metalową. Wiem też dużo na temat telefonów z ostatnich paru lat. - powiedziała
Następny był jej kolega z ławki.
- Jestem Liam. Lubię zwierzęta i interesuje się kosmetykami, co jak na chłopaka może niektórych dziwić. Jestem też wegetarianinem i uczę się języka migowego.
- O, to ciekawie. Trudno się uczy migowego? Jak długo się już uczysz? - spytała pani Lloyd
- Rok. Dla mnie nie jest on trudny. Myślę, że liczą się chęci. - odpowiedział uśmiechając się do niej i usiadł
Następna była drobna brunetka Brenda. W ławce z nią siedziała Sara. Nauczycielka również zwróciła uwagę na jej pochodzenie. Tak jak lekcje wcześniej dziewczyna wytłumaczyła kobiecie, że pochodzi z Włoch.
Na końcu klasy w ostatniej ławce siedział blondyn z małą dolną szczęką oraz blondynka ze spojrzeniem, jakby chciała kogoś zabić. Pierwsza wstała dziewczyna.
- Jestem Taylor. Interesuje się oglądaniem seriali, sportem i modą ludową. Lubię też robić zdjęcia ładnym widokom. - powiedziała miło brzmiącym głosem
- A ja jestem Zac. Lubię oglądać anime, czyli jak to mówią japońskie bajki. - zaśmiał się - Słucham też japońskiej muzyki.
- Dobrze. - nauczycielka wstała - Myślę, że zainteresowania każdego z was są naprawdę ciekawe i na pewno za jakiś czas zaprzyjaźnicie się wszyscy ze sobą. Teraz wracamy już do lekcji. Rozdam wam moje wymagania edukacyjne.
Skończywszy mówić wzięła z biurka pliczek kartek i dała każdemu po jednej.
- Poproszę was, żebyście po przeczytaniu podpisali się pod tym. Sprawdzę czy to zrobiliście na następnej lekcji. Teraz może przeczytamy wszystko wspólnie. Pierwszy punkt zacznie na głos Zac. Mówiłeś jako ostatni, więc jeszcze pamiętam twoje imię - zachichotała
Czytaliśmy do końca lekcji.
- Na dzisiaj wam dziękuje. - uśmiechnęła się - Jeszcze tylko zapiszcie sobie w zeszycie „Homework: Przygotuję karteczkę z imieniem.” Nauczę się wtedy łatwiej waszych imion i nie będę musiała mówić do was tak głupio „ta w czerwonym”, „ten w niebieskim”.
Lekcja się skończyła i wszyscy opuściliśmy salę.
- Jeszcze tylko ostatnia lekcja. Szybko dzień minął, prawda? – powiedziała Lena, gdy zmierzałyśmy razem pod klasę.
- Tak. Czuje się jakby była dopiero jedenasta godzina, a tu już chyba po trzynastej, nie?
- Dokładnie. – wyjęła telefon z tylnej kieszeni spodni – Jest trzynasta dwadzieścia dwa.
Ostatnią lekcją na dzisiaj był pierwszy przedmiot zawodowy, kompozycja obrazu. Nauczycielka opowiadała nam o czym będziemy się uczyć, a ja mogłabym tego słuchać godzinami. Albo lepiej. Niech już zacznie nas tego wszystkiego uczyć. Fotografia to moja wielka pasja od kiedy w wieku dziesięciu lat otrzymałam swój pierwszy telefon komórkowy. Był to jeszcze stary model, bez dotykowego ekranu, ze słabym aparatem, ale jak tylko odkryłam, że można nim robić zdjęcia jednego dnia zapełniłam całą pamięć urządzenia, fotografując wszystko, co się da po kilka razy. Kiedy okazało się, że więcej zdjęć zrobić się nie da dopóki nie usunie się tamtych, mała Annika rozpłakała się. Rodzice wtedy w tajemnicy usuwali mi z telefonu wszystkie powtarzające się, bardzo zamazane i nie przedstawiające niczego konkretnego fotografie, żebym nie histeryzowała. Kiedy dorastałam i bardziej zaczęłam rozumieć to co robię, robiłam dziennie po jednym, dwóch, trzech zdjęciach na przykład kwiatów wiosną czy zaśnieżonego krajobrazu zimą. Swój pierwszy aparat fotograficzny dostałam na czternaste urodziny. Czytałam w Internecie wiele, jak prawidłowo powinno się z niego korzystać, jakie powinno być właściwe oświetlenie, jakie są techniki robienia zdjęć. Gdy przyszedł czas wybierania szkoły średniej bez zastanowienia powiedziałam, że chcę iść na fototechnikę. To jest właśnie to, co chcę w życiu robić.
Po skończonych lekcjach rozstałyśmy się z Leną za bramą szkoły, gdyż okazało się, że musimy pójść w przeciwne strony. Do domu wybrałam się pieszo, tak jak poprzedniego dnia. Od razu po zostawieniu plecaka przy stole w salonie postanowiłam zadzwonić do rodziców i opowiedzieć im jak było pierwszego dnia w technikum. Pierwszy numer wybrałam do mamy. To ona najbardziej dbała zawsze o to, żebym rozwijała swoją pasję.
- Cześć mamo, co u ciebie? – powiedziałam, gdy odebrała i położyłam się na kanapie
- No cześć, Anni. Właśnie jestem w pracy i niezbyt mogę rozmawiać, ale tym razem zrobię wyjątek. Opowiadaj lepiej jak nowa szkoła. – zaczęła z entuzjazmem
- Fajnie. Bardzo mi się podoba.
- Poznałaś już kogoś?
- Tak, Lene. Jest trochę zwariowana, tak jak ja. Siedzimy razem w ławce na każdej lekcji.
- A jak tam chłopcy? Masz jakiegoś interesującego kolegę?
- Mamo… - zaśmiałam się – Już pierwszego dnia? Wiesz, że nie lubię o tym rozmawiać. Na razie mnie do nich nie ciągnie. No ale jeśli chcesz wiedzieć, w klasie mamy trzech chłopaków i nie wydaje mi się, żeby byli interesujący.
- Przepraszam. Po prostu chciałabym, żebyś sobie już kogoś znalazła.
- Wiem o tym, ale wybacz, nie śpieszy mi się. – zaśmiałam się
- A jak tam nauczyciele?
Gdy zadała to pytanie pierwsza przypomniała mi się pani od angielskiego. Blondynka, która tak dziwnie się przy mnie zachowywała. A może mi się tylko wydaje, że to ja to powoduje? Może tak być, ale na pewno to na mój widok zbiła kubek z kawą. Patrzyła wtedy tylko na mnie.
- Annika? Jesteś tam? – odezwała się mama
- Tak, jestem. Zamyśliłam się. – powiedziałam – Nauczycielki też są fajne, chyba. Żadna nie wydaje mi się być jakaś wredna czy bardzo wymagająca. Może tylko pani od matematyki jest odrobinę sztywna.
- Obiecaj mi tylko, że nie będziesz się z żadną z nich zaprzyjaźniać. Nie chcę, żebyś znów była nie w humorze, jak po ukończeniu gimnazjum.
- Postaram się. – uśmiechnęłam się, chodź poczułam lekki smutek – Myślę, że tym razem będę zaakceptowana w klasie i nie będę miała takiej potrzeby, by rozmawiać z nauczycielkami.
W gimnazjum odtrącona przez klasę miałam wsparcie tylko w nauczycielach. Szczególnie polubiłyśmy się z nauczycielką angielskiego. Znów pomyślałam o blondynce z nowej szkoły… Chyba anglistki mnie lubią. Tamta z gimnazjum miała jeszcze jaśniejsze włosy od pani Lloyd. Chyba była też młodsza. Pierwsza rzecz jaka nas połączyła, to ten sam idol muzyczny. Najpierw rozmawiałyśmy tylko o nim, potem przeszło na inne tematy, aż po roku mogłam powiedzieć jej praktycznie wszystko i w każdej chwili do niej przyjść w szkole. Miałam wrażenie, że jesteśmy przyjaciółkami. Pokazywałam jej moje zdjęcia, ona pokazała mi nagrania z koncertu naszego idola, na którym była rok przed tym, jak się poznałyśmy. Wszystko wydawało się takie kolorowe, aż nie ukończyłam tamtej szkoły. Na zakończeniu roku przytulałyśmy się chyba z kilka minut, mówiłyśmy, że będziemy tęsknić… Trzy tygodnie później spotkałam ją na ulicy. Usłyszałam jedynie „Dzień dobry”. Nawet się nie uśmiechnęła, nie popatrzyła na mnie dłużej, niż kiedy opowiadała. Zatrzymałam się przy niej, chciałam porozmawiać, miałam nadzieje, że ucieszy się, że mnie spotkała. Nic… Przeszła obok nie zwracając uwagi. To był dla mnie straszny zawód. Uświadomiłam sobie, że to co brałam za przyjaźń z jej strony było tylko codzienną rozmową z uczennicą z problemami. Istniałam dla niej tylko wtedy, gdy była moją nauczycielką. Nie uczyła mnie to automatycznie zniknęła nasza relacja. Bardzo mnie wtedy zawiodła… Po pierwszym spotkaniu miałam jeszcze nadzieje, że to tylko jednorazowe, że była zajęta, miała zły dzień, cokolwiek. Oczywiście się myliłam. Spotkałam ją w wakacje jeszcze cztery razy. Za każdym razem wyglądało to tak samo. Tylko „Dzień dobry”. W pewien sposób złamała mi serce.

//////////////////

Jak wam się podoba? :D Jestem ciekawa waszych opinii. :) Napiszcie koniecznie w komentarzach co sądzicie. :D

W następnym wpisie opis debiutanckiej płyty Camili Cabello. :D



Do następnego wpisu,
Lili
 

liliofficial
 
received_2104728559806512.jpeg


>>>>>>>Rozdział 2<<<<<<<

Następnego dnia obudził mnie budzik o 6:30. Niechętnie zsunęłam się z łóżka na szarą wykładzinę i wyciszyłam alarm. Łóżko cioci i wujka jest chyba najwygodniejsze na świecie, a do tego na tyle spore, żebym mogła spać prawie w poprzek. Wstałam z podłogi i podeszłam do jasnej drewnianej szafy. Wyjęłam z niej czystą bieliznę, swoją ulubioną szarą spódniczkę uszytą z koła i koszulkę w kolorze morskim. Ubrałam się, a potem sięgnęłam po nowy jasnoróżowy plecak szkolny. Spakowałam podręczniki, zeszyty, piórnik i jeszcze parę potrzebnych mi rzeczy. Poszłam do kuchni biorąc go ze sobą. Zjadłam śniadanie, zapakowałam do plecaka jogurt pitny oraz jabłko i pomalowałam rzęsy czarnym tuszem. Wyjątkowo szybko wyszykowałam się tego ranka. Najczęściej wszystko zajmowało mi prawie godzinę. Dziś mam jeszcze piętnaście minut, jednak jestem już gotowa do wyjścia. Postanowiłam, że nie będę czekać, tylko wyjdę wcześniej do szkoły. Tak też zrobiłam. Zamknęłam mieszkanie na klucz, wyszłam na dwór i udałam się w stronę przystanku autobusowego.  Nie czekałam długo. Autobus przyjechał nieco zatłoczony, ale było dla mnie miejsce. Parę minut i byłam w szkole. Jako pierwsza matematyka w sali 24. Nie brzmiało to zbyt optymistycznie, ale może i trafi nam się fajny nauczyciel. Udałam się na drugie piętro. Pod klasą zauważyłam już dwie dziewczyny. Pierwsza z nich stała oparta plecami o ścianę. Ubrana była w miętową bluzę, białą koszulkę i dżinsy, a włosy miała do łopatek. Druga stała przed nią. Miała na sobie czarną koszulkę i nieco ciemniejsze dżinsy niż koleżanka. Obie były brunetkami.
- Cześć? - powiedziałam niepewnie podchodząc do nich.
- Cześć. Jestem Eva. - powiedziała dziewczyna w czarnej koszulce i podała mi rękę – Chodzisz z nami do 1C?
Uścisnęłam jej dłoń.
- Annika. - przedstawiłam się – Tak, do 1C.
- Ja jestem Lena. - druga dziewczyna również podała mi rękę.
- Annika. - powtórzyłam uśmiechając się
- Skąd jesteś? - spytała Eva
- Pochodzę z daleka. Na czas szkoły wynajmuje mieszkanie. - odpowiedziałam
- Też wynajmuje. Bardzo się stresowałam, że nikogo tu nie będę znała. Teraz znam już was.
- Ja się niezbyt denerwuje. Chcę znaleźć w końcu przyjaciół. - uśmiechnęłam się – Jestem dobrej myśli. Zawsze optymistycznie podchodzę do wszystkiego.
- Dlaczego wybrałaś tą szkołę? My już trochę rozmawiałyśmy i Eva po prostu lubi robić zdjęcia a ja dlatego, że chcę być w przyszłości fotografem i chcę wiedzieć o tym zawodzie jak najwięcej. - powiedziała Lena
- To ja tak jak ty. Kocham fotografować wszystko i wszystkich. Mam w oczach obiektywy. - zaśmiałam się - No i też dlatego, że na nic innego się nie nadaje.
Rozmawiało nam się bardzo miło. Z minuty na minutę przybywało też coraz więcej osób.
- Która z was usiądzie ze mną w ławce? - Lena spytała mnie i Evę tuż przed dzwonkiem
- Ja mogę. Pod warunkiem, że nie będziesz kłaść mi rzeczy na mojej części ławki. - zaśmiałam się
- Nie będę. Też nie lubię jak ktoś to robi. - odpowiedziała z uśmiechem
Niedługo po tym zadzwonił dzwonek. Nauczycielka szybko przyszła i wpuściła nas do klasy. Była to średniego wzrostu kobieta o dużych szarych oczach i poważnym wyrazie twarzy. Usiadłam w trzeciej ławce z Leną. Lekcja co prawda jedynie organizacyjna, ale była w porządku. Nasza matematyczka na pierwsze wrażenie wydawała się być nieco wymagająca, ale jednocześnie miła. Okaże się jaka jest naprawdę, kiedy rozpocznie się prawdziwa nauka. Kolejne trzy lekcje też minęły spokojnie. Coraz bardziej podobało mi się w tej szkole. Następna w planie była lekcja polskiego.
Udałam się w kierunku schodów na drugie piętro w towarzystwie Leny. Przechodziłyśmy obok pokoju nauczycielskiego, gdy nagle ktoś otworzył drzwi, prawie mnie nimi uderzając. Na szczęście zdążyłam się zatrzymać. Z pokoju wyszły dwie nauczycielki. Obie trzymały po kubku kawy. Pierwsza była blondynką, a druga miała czarne włosy. Kojarzyłam je z wczoraj, ale nie byłam pewna gdzie je widziałam.
- Zawsze mam takiego pecha. Co przechodzę koło drzwi, to mi się otwierają. - zaśmiałam się do Leny
Wtedy nauczycielka blondynka odwróciła się w naszą stronę. Patrząc na nas stanęła jak wryta i puściła kubek który upadł na ziemię i rozbił się. Kawa z niego ochlapała nas wszystkie cztery po nogach.
IMG_20180203_222250_858.jpg
- Lindsay, uważaj... - zwróciła jej uwagę koleżanka patrząc na swoje buty mokre od ciepłego napoju.
Kobieta nie zareagowała, więc czarnowłosa popatrzyła na blondynkę wgapioną we mnie, na mnie, znów na blondynkę i również zdawała się bardzo zdziwić.
- Dzień dobry? - powiedziałam cicho czując się głupio w tej sytuacji
Blondynka otworzyła lekko usta cały czas się wpatrując, a jej koleżanka złapała ją za rękę i wciągnęła z powrotem do pokoju zamykając za sobą drzwi.
- Aha? - powiedziała Lena i zaczęła się śmiać - Nie wiem co im zrobiłaś, ale patrzyły się jak na ducha. Szczególnie blondynka.
- Patrzyły tak typowo na mnie, prawda?
- Tak.
- Ja nie wiem. Czułam się głupio. Mam też wrażenie, że je widziałam już wczoraj.
- Ja chyba też je widziałam. Szczególnie blondynkę. Czekaj... Wiem! Wczoraj jak nas wychowawczyni oprowadzała, to ona siedziała w jednej klasie. Ma nas uczyć chyba angielskiego.
- Tak, możesz mieć racje. To chyba ona.
Obeszłyśmy kałuże kawy i udałyśmy się na drugie piętro. Kiedy zadzwonił dzwonek zjawiła się nauczycielka. Była to ta sama czarnowłosa kobieta, którą chwilę temu spotkałyśmy piętro niżej. Bez blondynki obok nie zwróciła na mnie szczególnej uwagi. Jak każda nauczycielka wpuściła nas wszystkich do klasy. Usiadłam w ławce ponownie z Leną.
- Dzień dobry. - kobieta zaczęła - Witam was na pierwszej lekcji języka polskiego. Ja nazywam się Loretta Fedeline. - zaczęła pisać na tablicy swoje imię i nazwisko - Zanotujcie sobie gdzieś na marginesie zeszytu, żeby nie było potem sytuacji, że potrzebujecie coś ode mnie, przychodzicie do pokoju nauczycielskiego i "My do pani od polskiego" albo "Do tej polonistki, tej w czarnych włosach", dobrze? - uśmiechnęła się przyjaźnie
- Przypominało mi się, gdzie ją wczoraj widziałam. To jedna z nauczycielek, które wczoraj dostały wychowawstwo w pierwszych klasach. - szepnęłam do Leny
- Możliwe. - odpowiedziała obojętnie
- Dobrze, to teraz sprawdzę obecność. – nauczycielka usiadła przy ciemnym drewnianym biurku. - Bella Bennett?
- Obecna!
- Roxanne Bentley?
- Jestem!
- Bridget Blake?
- Jestem!
- Sara Costello?
- Obecna!
Nauczycielka wychyliła się z za biurka i popatrzyła na dziewczynę.
- Skąd pochodzisz? Widzę, że nietutejsza. – uśmiechnęła się
- Z Włoch. – odpowiedziała niepewnie czarnowłosa
- Długo mieszkasz już tutaj?
- Nie. Przeprowadziliśmy się na początku wakacji. Rodzice przyjechali tutaj do pracy.
- Podoba ci się u nas? – wypytywała ją dalej
- Tak, bardzo. – uśmiechnęła się
Pani Fedeline kontynuowała sprawdzanie obecności. Dalej podała nam temat, rozdała kartki z wymaganiami przedmiotowym i zaczęła go omawiać. Zdążyła dokończyć dopiero ponad połowę, a już przerwał jej dzwonek na przerwę.
- Tak szybko? - zdziwiła się spoglądając w stronę drzwi - No nic, doczytajcie sobie w domu.
- Gaduła z niej. - zaśmiałam się do Leny, kiedy wyszłyśmy na przerwę
Dziewczyna jednak nie była raczej zainteresowana moim zdaniem o pani Fedeline.
- Ty zawsze tak komentujesz nauczycielki? - spytała
- Tak jakoś. - uśmiechnęłam się - W szkole podstawowej i gimnazjum byłam odrzucana przez dosłownie każdego. Stałam z boku, bo nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Do tego jeszcze mi dokuczali. Nauczyłam się, więc przyjaźni z nauczycielami. Do nich zawsze mogłam podejść i porozmawiać o wszystkim. Zawsze mnie wysłuchiwali chociaż wiadomo, że na zbyt wiele pozwolić sobie nie mogli. W sumie ja komentuje tak naprawdę wszystkich.
- Też nigdy nie miałam zbyt wielu przyjaciół, ale chyba nie aż tak. Nie martw się, masz teraz mnie. - uśmiechnęła się
- Dziękuje.
Poszłyśmy razem pod salę od angielskiego.
- Annika? Ty tak naprawdę w ogóle do nikogo nie miałaś się jak odezwać w poprzednich szkołach? Tak kompletnie do nikogo?
- Tak. Dosłownie nikt mnie nie lubił. To nie była zbyt duża szkoła. W klasie nas było dwunastu. Większość to byli chłopcy, którzy lubili dla zabawy wrzucać mi papierki we włosy albo oblewać moje rzeczy wodą. Poza mną dziewczyny były jeszcze cztery z czego jedna przychodziła raz na miesiąc i z nikim nie gadała, a trzy pozostałe uważały się za księżniczki i dogadywały mi stale. Masakra, ale nauczyłam się nimi nie przejmować.
- Ja miałam w klasie jedną przyjaciółkę, Jane. Niby też kiedyś przyjaźniłam się z takim jednym, ale on był głupi i już się z nim nie zadaję. Trochę mi się najpierw podobał, ale potem zobaczyłam, że to bez sensu i odpuściłam go sobie.
Zawahałam się chwilę.
- Fajnie masz, że umiesz się zakochać. - powiedziałam - Mnie jakoś do tego nie ciągnie. Niby bym chciała, ale nie umiem się zakochać.
Nie lubię o tym mówić. To nic złego, że się jeszcze nigdy nie zakochałam tak naprawdę, ale jest mi często głupio z tego powodu, że wszyscy wokół mnie chodź raz byli zakochani, a ja nie.
- Ale tak w ogóle? Nawet trochę? - zdziwiła się
- Trochę może raz tylko. Do tej samej szkoły co ja chodził taki jeden Nicolas. Trochę zwracał moją uwagę, próbowałam, ale nic z tego. Po może dwóch tygodniach stwierdziłam, że nie umiem kochać i przestałam go zauważać. Wiem, że to trochę głupie, ale no nie umiem....
- Nie no, spoko. Jeszcze poznasz kogoś, zobaczysz. - położyła mi rękę na ramieniu.
Rozmowę przerwał dzwonek na lekcje.

//////////////

Hej człowieki. XD Dziś wpis niestety bardzo późno bo spotkałam się z koleżanką, późno wróciłam i musiałam się jeszcze zebrać żeby tu wejść.
Kilka dni temu dodałam wpis z opisem "Cry Baby", ale niestety wpis nie pojawia się na głównej stronie bloga. Nie wiem czemu, tak samo jak nie wiem czy ten się pojawi.
Link do wpisu z "Cry Baby": liliofficial.pinger.pl/m/27892999

Zapraszam też na mojego wattpada. Znajdziecie tam inne książki oraz tylko tam będą pojawiały się rodziały "Anglistki" od czwartego rozdziału. ;)
www.wattpad.com/user/Lili33Love




Do następnego wpisu,
Lili
 

liliofficial
 
received_2104728559806512.jpeg

>>>>>>>Rozdział 1<<<<<<<

Nowa szkoła, nowa klasa, nowi ludzie. Każdy chyba by się stresował, ale ja byłam wyjątkowo spokojna. Miałam wielką nadzieję, że w końcu znajdę sobie przyjaciół, a nie zrobią sobie ze mnie po raz trzeci kozła ofiarnego. Nie miałam szczęścia w przyjaźni ani w szkole podstawowej, ani w gimnazjum. Tym razem byłam zmotywowana, żeby przedstawić się od jak najlepszej strony i poznać w końcu swoją bratnią duszę.
Stanęłam przed dużym budynkiem w kształcie litery "L". Posiadał bardzo wiele dużych okien i lekko niebieskawe ściany. To jest właśnie moja nowa szkoła. Zespół Szkół Licealnych i Technicznych.
Weszłam do środka powoli wodząc wzrokiem po tablicy ogłoszeń znajdującej się po przeciwnej stronie korytarza.
- Rozpoczęcie roku jest na sali gimnastycznej. - powiedziała pani z portierni
Odwróciłam się w jej stronę i uśmiechnęłam się.
- Trafisz? - spytała
- Myślę, że tak. - odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie
Byłam już w tej szkole kilka razy, kiedy zanosiłam dokumenty potrzebne żebym się tu dostała. Zwiedziłam wtedy też część szkoły i zapamiętałam gdzie znajduje się sala gimnastyczna. Od wejścia poszłam w prawo korytarzem, a potem ponownie w prawo. W połowie drugiego korytarza znajdowały się podwójne stare drzwi z jasnobrązowego drewna. Były otwarte a za nimi znajdowała się sala gimnastyczna pełna uczniów, nauczycieli i innych pracowników szkoły. Weszłam do środka i zajęłam miejsce na drewnianym rozkładanym krześle. Cały czas rozglądałam się dookoła. Spoglądałam po nieznajomych twarzach. Tak się złożyło, że nie było tu nikogo z moich znajomych. Nie miało prawa być. Specjalnie zapisałam się do szkoły oddalonej o 80 km od mojego  miejsca zamieszkania, by poznać całkiem nowych ludzi. Chciałam zmienić całkowicie swoje otoczenie.
Po paru minutach na środek wyszła pani dyrektor w towarzystwie dwóch uczennic. Jedna z dziewczyn wzięła do ręki mikrofon.
- Proszę o ciszę. Witamy wszystkich uczniów, nauczycieli oraz rodziców na rozpoczęciu roku szkolnego. Teraz głos zabierze pani dyrektor Irma Cleveland. - powiedziała i przekazała mikrofon niskiej kobiecie o farbowanych kręconych rudych włosach.
Uroczystość się rozpoczęła. Pani dyrektor jak zawsze na rozpoczęciach powitała gości i wygłosiła przemówienie. Potem przyszła kolej na krótkie przedstawienie. Szkolna grupa taneczna zaprezentowała swój układ do wakacyjnego hitu, a dwie uczennice z ostatniej klasy zaśpiewały piosenkę. Po wszystkim na środek wyszła ponownie pani dyrektor.
- Proszę teraz klasy drugie, trzecie i czwarte o przejście do sal razem z wychowawcami, a gości zapraszam do pokoju nauczycielskiego razem z panią wicedyrektor. Zostają tylko pierwszoklasiści i nauczyciele biorący wychowawstwo. - powiedziała
Zaczął się szum rozmów i stukot przesuwnych krzeseł. Czekaliśmy aż wszyscy wywołani opuszczą sale gimnastyczną. Potem na środek wyszło osiem nauczycielek w różnym wieku. Pierwsza do pani Cleveland podeszła młoda kobieta o krótkich kasztanowych włosach. Gdy wszyscy wyszli dyrektorka zaczęła mówić.
- Jak co roku utworzyliśmy trzy klasy liceum. Humanistyczną, matematyczno - fizyczną oraz biologiczno - chemiczną. Natomiast klas technikum jest w tym roku wyjątkowo pięć. Zgłosiło się bardzo dużo chętnych na fototechnikę, a więc utworzyliśmy aż dwa oddziały w tym kierunku. - spojrzała na kartkę trzymaną w ręku - Jako pierwszą zapraszam 1A, technikum informatyczne. Wychowawcą klasy zostaje pani Alexa Fox. - wskazała na brunetkę stojącą obok.
Następnie wyczytała 25 uczniów i poprosiła ich o wystąpienie na środek. Utworzona klasa razem z nową wychowawczynią opuściła salę.
- Zapraszam teraz pierwszą z dwóch klas fototechnicznych, klasę 1B i wychowawcę panią Lorettę Fedeline.
Ponownie klasa wystąpiła i opuściła sale razem z wysoką, szczupłą nauczycielką o kruczo czarnych włosach przed ramiona.
- Teraz poproszę 1C, oraz panią Wendy Robinson.
Na środek wyszła krągła, niska kobieta o krótkich rozjaśnianych blond włosach.
- Uczniów których zapraszam na środek to: Bella Bennett, Roxanne Bentley, Bridget Blake, Sara Costello, Brenda Evans, Anastacia Harrison, Eva Hepborn, Lena Hill, Camila Jones, Taylor Kelly, Silvia Madison, Dina Miller, Zac Norvin, Alice Simpson, Annika Sunder...
Usłyszałam swoje nazwisko. Wstałam z krzesełka i razem z innymi wyszłam na środek.
- ...Liam Valle i Edward Wissar. - dokończyła pani dyrektor.
Szybko rozejrzałam się po nowych kolegach i koleżankach z klasy. Było nas siedemnastu. Trzech chłopaków i czternaście dziewczyn. Jako pierwszy wzrok zawiesiłam na wysokiej dziewczynie z kolczykiem w ustach. Wyglądała bardzo interesująco. Bardzo spodobała mi się jej czarna sukienka z powtarzającym się wzorem białej kociej głowy. Kolejna moją uwagę przykuła opalona czarnowłosa. Jej uroda wskazywała na to, że nie pochodzi stąd. Kojarzyła mi się z południowymi krajami Europy, takimi jak Grecja czy Włochy. Dalej spojrzałam na niewysokiego blondyna w okularach. Miał małe usta jak i dolną szczękę co spowodowało,  przypominał mi psa rasy chihuahua.
- Zapraszam 1C za mną. Idziemy do sali nr 16. - powiedziała wtedy nasza nowa wychowawczyni.
Wszyscy podążyliśmy za nią. Poszliśmy w prawo, potem schodami na pierwsze piętro i w lewo do samego końca korytarza. Tam znajdowała się nasza nowa klasa. Nauczycielka otworzyła drzwi i naszym oczom ukazała się sala z żółtawym odcieniem ścian, czterema dużymi oknami i drewnianą podłogą. Ławki były dwuosobowe ustawione w trzech szeregach. Weszłam do klasy i zajęłam miejsce w trzeciej ławce pod ścianą. Po chwili obok mnie usiadła brunetka o dużych oczach i różowych policzkach. Ubrana była klasycznie na galowo. Nie spojrzała na mnie ani razu. Cały czas rozmawiała z dziewczyną siedzącą ławkę przed. Wydawało mi się, że znają się już od dawna.
- Dobrze, to kończymy już rozmowy. Witam was. Nazywam się Wendy Robinson i będę waszą wychowawczynią przez 4 lata technikum, a oprócz tego będę was uczyć geografii. - nauczycielka zaczęła mówić
Sprawdziła potem obecność. Dowiedziałam się, że dziewczyna siedząca obok mnie ma na imię Alice.
Nauczycielka zaczęła opowiadać nam trochę o nauce w tej szkole i zawodzie jaki wybraliśmy, czyli fototechnik. Wreszcie rozdała nam plany lekcji. Wyglądał dość ciekawie. Jutro, czyli we wtorek będzie siedem lekcji. Matematyka, religia, historia, biologia, język polski, język angielski i kompozycja obrazu. Jest i pierwszy przedmiot zawodowy. Nie mogłam się doczekać kiedy zacznę się tego wszystkiego uczyć.
- Na koniec mogę oprowadzić was po szkole. No chyba, że nie chcecie. - powiedziała wreszcie kobieta
- W sumie, to może nas pani oprowadzić. Niektórzy już zwiedzali szkołę na dniach otwartych, ale pewnie nie wszyscy. - odezwał się blondyn, ten sam, na którego patrzyłam w sali gimnastycznej
- Dobrze, to zapraszam. Możecie na razie zostawić tutaj rzeczy.
Wyszliśmy z sali. Nauczycielka spojrzała na nasz plan lekcji.
- Ze mną będziecie mieć geografie w tej sali, w której byliśmy. Zaraz obok jest wasza klasa od angielskiego.
Podeszliśmy pod drzwi sali nr 18. Były uchylone. Przy biurku siedziała przed laptopem młoda blondynka. Nie zwróciła na nas uwagi. Cały czas stukała drobnymi paluszkami w klawiaturę.
- Pani Lloyd? - nasza wychowawczyni otworzyła drzwi i zapukała w futrynę.
- Tak? - kobieta oderwała wzrok od ekranu i popatrzyła w naszą stronę
Na widok zdezorientowanej grupy pierwszoklasistów za nauczycielką wstała z za biurka. Miała na sobie szarą sukienkę z elementami białej koronki doszytymi po bokach. Wyglądała bardzo ładnie.
- O, widzę, że oprowadzasz swoją klasę. - zwróciła się do pani Robinson z uśmiechem
- Tak. Chyba będą mieli lekcje z tobą. - kobieta spojrzała na nasz plan lekcji
- To świetnie. - blondynka zaśmiała się i spojrzała po uczniach - Nazywam się Lindsay Lloyd. Będziemy mieć razem język angielski.
Nie przepadam za tym przedmiotem. Uczenie się słówek na pamięć nie jest moją mocną stroną. Teorie związaną z czasami jeszcze jakoś rozumiem, ale znowu praktyka... Języki obce, to nie dla mnie. Tak samo historia, fizyka i matematyka.
- To nie przeszkadzam wam już. Szkoła jest spora, więc macie co zwiedzać. - powiedziała pani Lloyd uśmiechając się do naszej wychowawczyni.
Poszliśmy dalej. Zwiedziliśmy większość budynku. Dowiedziałam się w końcu gdzie znajduje się sklepik szkolny. Potem ponownie wróciliśmy do naszej sali. Pani Robinson omówiła z nami jeszcze parę rzeczy i po dziesięciu minutach puściła nas do domów. Opuściłam klasę jako jedna z pierwszych. Przystanęłam po chwili na korytarzu i obejrzałam się za osobami idącymi za mną. Miałam cichą nadzieję, że ktoś zwróci na mnie uwagę i podejdzie. Tak się jednak nie stało. Na końcu klasę opuściła nauczycielka. Po zamknięciu drzwi spojrzała na mnie.
- Coś się stało? - spytała uśmiechając się
- Nie. - odpowiedziałam
- Jak ci się podoba szkoła?
- Ładnie tu. - uśmiechnęłam się - Na pewno będzie fajnie. Fototechnik to mój wymarzony zawód.
Popatrzyłam chwile na nią i ruszyłam do wyjścia z budynku.
Na dworze było ciepło. Wciąż utrzymywała się wakacyjna pogoda. Postanowiłam więc wybrać się do domu pieszo. Właściwie do mieszkania. Z powodu odległości szkoły od domu nie mogłam codziennie tyle dojeżdżać. Zaczęłyśmy z mamą szukać już wiosną pokoju na stancji lub w internacie. Szybko jednak wpadłyśmy na lepszy pomysł. W tym mieście mieszka siostra taty z mężem. Od niedawna mają też małe dziecko. Długo mieszkali w bloku, a gdy ciocia zaszła w ciążę zaczęli budować dom jednorodzinny, by mieć więcej miejsca dla małego dziecka. Dom nie jest jeszcze wykończony, ale rodzina już spokojnie może w nim mieszkać. Poprzednie mieszkanie miało pójść na sprzedaż, ale gdy powiedzieliśmy cioci, że będę chodzić tu niedaleko do szkoły zgodziła się na czas jej trwania wstrzymać się ze sprzedażą i pozwoliła mi tam zamieszkać. Ona i wujek nadal są zameldowani w nim, więc oficjalnie mieszkam z nimi, a w rzeczywistości sama. Był też taki plan, żebym mieszkała u nich w nowym domu, ale stary jest o wiele bliżej szkoły. Nie chciałam też mieszkać z nimi, ale wprost tego nie powiedziałam. Lubię ciszę i spokój, a mój mały kuzyn na pewno by się tym nie przejmował. Ciocia nie nalegała. Wie, że jestem odpowiedzialna i nie rozniosę jej mieszkania. Powierzyła mi je oraz klucze do niego co najmniej na cztery lata. Obiecała też często mnie odwiedzać.
Szłam powoli i rozglądałam się po mieście. Podoba mi się tu o wiele bardziej niż tam, skąd pochodzę. Moja wieś kojarzy mi się źle głównie przez to, że większość nastolatków w moim wieku nieustannie mi dokuczało odkąd poszłam do szkoły. Najchętniej nie wracałabym już tam nigdy.
Wkrótce dotarłam na osiedle. Moje mieszkanie mieściło się w bloku numer 15 na szóstym piętrze. Dziękować Bogu, że jest winda. Nie wyobrażam sobie, żebym miała codziennie wchodzić i schodzić tyle po schodach.
- Już jestem. - powiedziałam odruchowo wchodząc do mieszkania, po czym zdałam sobie sprawę z tego i zaczęłam się śmiać
- No ładnie, Annika. Trzeci dzień mieszkasz sama i już gadasz do siebie. - pomyślałam
Odłożyłam małą torebkę na stolik i położyłam się na kanapie. To ta strona samotności, od której jej nie lubię. Nie mam czasami pomysłu co mogę robić i bardzo mi się wtedy nudzi.

/////////////////////

Mam nadzieję, że książka się wam spodoba. Historia myślę że będzie ciekawa. Rozdziały na blogu będą w sobotę. Publikować będę tutaj do 3 rozdziału. Potem "Anglistkę" będziecie mogli przeczytać tylko na moim wattpadzie. Link znajdziecie w poprzednim wpisie lub w zakładce "o mnie" :) Napiszcie koniecznie jak podoba wam się pierwszy rozdział. :D

W kolejnym wpisie opis płyty. Decyzje o jakiej napisze zostawie wam. Do wyboru nowa "Camila" lub trzyletnie "Cry Baby" ^^




Do następnego wpisu,
Lili
  • awatar Blinky: Bardzo podoba mi się twój styl pisania. Szybko i przyjemnie się czyta, aż nie mogę doczekać się następnego rozdziału! ;D W sumie przeczytałabym o "Cry Baby". xd
  • awatar Qandy: Cud, mód, malina! Będę czytać na 100% Jestem za ,,Cry Baby". Gratuluję Ci jeszcze raz :) Nie wiem dlaczego, ale gdy przeczytałam o 2 dziewczynach z ostatniej klasy, to pomyślałam, że jedną z nich może być moja Lorrane xD Zapraszam do mnie :)
  • awatar (Nie)znajoma: Zapowiada się bardzo ciekawie, aczkolwiej trochę zdziwił mnie fakt, że jest języj polski, mimo że imiona i nazwiska uczniów, nauczycieli i ogólnie wszystkich są raczej angielskie...
Pokaż wszystkie (5) ›
 

sayorinekomori
 
Około godziny ósmej lady Gertrude zaprowadziła dziewczęta do długiego korytarza znajdującego się na pierwszym poziomie podziemi. Hol oświetlany był zapalonymi pochodniami przymocowanymi do ściany po prawej stronie, między drzwiami do pokoi. Oświetlały one cały hol przytłaczającym żółtawym światłem. Po lewej stronie, u samego sufitu znajdowały się zakratowane prostokątne okna. Dawało to wrażenie przebywania w lochach, aniżeli w strefie wypoczynku dla służby. Tuż nad nimi ciągnęły się, już lekko zardzewiałe, rury wodociągowe. Nawet stary czerwony dywan rozłożony na kamiennej posadzce nie mógł sprawić, że to miejsce wydawałoby się mniej przygnębiającym.
Lady Gertrude zatrzymała się prawie na samym środku korytarza i odwróciła się w stronę zestresowanych dziewcząt. Wzięła głęboki oddech wciągając powietrze przez nos, jakby wdychała razem z tlenem ich strach. Uwierzcie mi na słowo, niektóre z nich właśnie tak o niej w tej chwili pomyślało.
- To skrzydło zarezerwowane jest wyłącznie dla służby płci żeńskiej – rozpoczęła swój monolog. - Na każdych drzwiach przyczepione są listy z nazwiskami. Mam nadzieję, że jesteście na tyle ogarnięte, że rozumiecie, co to znaczy.    
Lady Gertrude otwarcie kpiła z nich, jednak żadna nie miała odwagi, aby jakkolwiek na to zareagować. A nawet jeżeli już miała, to nie była na tyle głupia, aby się odezwać.
- W każdym pokoju znajdują się podręczniki, w których szczegółowo opisano wszystkie zasady tutaj panujące, jak również wasze obowiązki i prawa. Musicie to przeczytać, zrozumieć, zapamiętać i wykorzystać w praktyce. Przez pierwsze dwa miesiące ja, jak i reszta personelu będziemy przymykać oko na niektóre niedociągnięcia. Później będą traktowane, jako karygodne błędy, na które nie powinien sobie pozwolić ktoś, kto pracuje w takim miejscu. Służba członkom rodziny królewskiej, jak i ich gościom powinno być swoistym podziękowaniem za chleb i dach nad głową, który nam dają – mówiła z takim zaangażowaniem, że Lorinie zrobiło się głupio, choć nawet sama nie wiedziała do końca, dlaczego. Sama chciałaby z taką samą zawziętością podchodzić do swoich obowiązków. Mimo grozy, jaką budziła w niej lady Gertrude, Lorina zaczynała rozumieć, dlaczego to właśnie ta kobieta budzi taki respekt wśród reszty pracowników. Po prostu wprawiała ich w onieśmielenie. Tego, w jaki sposób lady Gertrude opowiadała o tej pracy, nie można było nazwać niczym innym, jak pasją.
- Wszystkiego dowiecie się z tych książek oraz od swoich nowych współlokatorek. Nie bójcie się też pytać mnie o pomoc. Kto pyta, nie błądzi, a my nie możemy sobie na to pozwolić. Chcecie o coś zapytać? – Zlustrowała całą grupkę lodowatym wzrokiem.
Lorina wzięła głęboki oddech i podniosła dłoń.
- Tak? – Lady Gertrude uniosła jedną brew, jakby zdziwiona, że ktoś miał w sobie tyle odwagi, aby skorzystać z możliwości zapytania jej o cokolwiek.
- Chciałabym zapytać, co z osobami wierzącymi. Czy jest jakiś konkretny czas, aby można było udać się do kaplicy? – Spytała blondynka pewnym siebie głosem. Uznała, że aby zyskać choć trochę przychylności tej kobiety należy pokazać jej, że nie jest się przestraszoną owieczką, która boli się wilczycy o nazwisku Gertrude Howard.
Przełożona popatrzyła na nią przez chwilę zmrużonymi oczami, po czym rozluźniła wszystkie mięśnie twarzy i można by przysiąc, że na jej pooranej zmarszczkami twarzy można było dostrzec cień uśmiechu.
- Oczywiście. Co niedzielę, ci, którzy czują taką konieczność, mogą udać się, przed rozpoczęciem pracy, do kaplicy na godzinę szóstą rano. Jednak trzeba najpierw powiadomić mnie o tym. Najpóźniej w piątek wieczorem. – Ton jej głosu nadal był zimny, jednak sposób, w jaki w tej chwili mówiła świadczył, że była zadowolona. Lorina zaczęła przypuszczać, że gdzieś w głębi duszy tej kobiety ukryte są jakieś uczucia, które postanowiła ukryć.
- Gdzie znajduje się ta kaplica? – Dopytywała Lorina.
- Niedaleko. Dwadzieścia minut od zamku. Niestety dziś jest sobota i lista została już zamknięta, a ja nie mogę zrobić wyjątku dla jednej nowoprzybyłej pracownicy.
Mimo tej kąśliwej uwagi blondynka nie chciała uważać swojej przełożonej za aż tak nieczułą kobietę. Chciała wierzyć, że uśmiech na jej twarzy był, choć w małym stopniu, przyjazny. Chciała znaleźć w niej choć odrobinę dobra i ciepła. Każdy zasługuje na szansę pokazania swojego prawdziwego „ja”, prawda?
- Rozumiem – blondynka skinęła głową jednocześnie dziękując za udzieloną odpowiedź.
Lady Gertrude przez kilka sekund nie spuszczała wzroku z Loriny lustrując ją od stóp do głów. Próbowała znaleźć w jej postawie, choć cień niesubordynacji, strachu, czegokolwiek.
- Powiedz, dziecko, jak się nazywasz? – Zapytała po chwili.
- Lorina Druitt – blondynka dygnęła lekko dając pani Howard do zrozumienia, że choć trochę zna etykietę i wie, jak okazać innym szacunek.
Lady Gertrude postanowiła zapamiętać to nazwisko. Widziała w tej młodej damie spory potencjał i postanowiła ją obserwować, bo kto wie? Może okaże się być godną zastąpienia jej?
- Czy któraś z was chce jeszcze o coś zapytać? – Spytała wracając wzrokiem do pozostałych dziewcząt przeskakując oczami z jednej na drugą. – Nie? Dobrze. Na końcu korytarza – wskazała otwartą dłonią na duże drewniane drzwi za sobą przechodząc do następnego tematu. – Znajduje się przejście do kolejnego poziomu podziemi zarezerwowanego dla was. Są tam łazienki, pralnie, szwalnie i skrót do kuchni. Oczywiście nie po to, aby się nocami do niej zakradać – wskazała na nie palcem. – Moje drogie – klasnęła dwa razy w dłonie krótkiej chwili ciszy. – Czas na naszą małą wycieczkę się skończył i muszę jak najszybciej zająć się swoimi obowiązkami. Mam nadzieję, że szybko się przyzwyczaicie do trybu życia w zamku. Zajrzę do was wieczorem. Życzę wam miłego dnia – skłoniła się lekko i ruszyła w stronę schodów jednocześnie wchodząc w grupkę. Młode kobiety od razu zeszły jej z drogi tworząc przejście.
Lorina odprowadziła lady Gertrude wzrokiem starając się zapamiętać sposób, w jaki jej przełożona się porusza. Chód szybki, pełny gracji i zdecydowania, podbródek lekko uniesiony, prezentujący pewność siebie, plecy proste.
Gdy tylko kobieta zniknęła, dziewczęta mogły odetchnąć z ulgą. Wraz z odejściem przełożonej cały stres uleciał, jakby zabrała go ze sobą.
- Co za kobieta – mruknęła jedna z nich. – Te wszystkie plotki były prawdziwe.
- I nie da się zmienić stanowiska! – Marudziła druga.
- A widziałyście ten bat? – Zapytała kolejna.
Lorina zaśmiała się pod nosem słysząc te wszystkie skargi. Mało prawdopodobne było to, żeby nowe pracownice, które raptem godzinę temu przybyły do zamku, pozostawiono samym sobie. Blondynka śmiała przypuszczać, że za każdym rogiem czai się ktoś, kto je obserwuje, aby potem donieść o wszystkim lady Gertrude.
- Uważajcie – odezwała się Lorina zwracając na siebie uwagę pozostałej dziesiątki. – Ściany mają uszy – zaśmiała się stukając palcem o płatek własnego ucha, po czym jak gdyby nigdy nic wróciła na początek korytarza i stanęła przed pierwszymi drzwiami. Były dość stare i wymagały wymiany, jak znaczna większość tutaj. Lista była przymocowana zardzewiałym już gwoździem na ich samym środku. Gdy nie znalazła swojego nazwiska ruszyła do następnych.
Po jej uwadze rozmowy zmieniły się w szept i już nie dotyczyły domniemanej tyranii lady Gertrude. Kłamstwem by było, gdyby powiedzieć, że Lorina nie bała się swojej przełożonej. Czuła strach, ale jednocześnie ogromny respekt. I wiedziała na pewno, że nie chciałaby podpaść tej kobiecie.



Drzwi do pokoju, w którym Lorina miała od dzisiaj mieszkać były dziesiątymi, które sprawdziła. Wzięła głęboki oddech, zapukała dwa razy i nacisnęła klamkę, gdy nie usłyszała żadnego odzewu z drugiej strony. Weszła powoli do pokoju i… zastała pustkę. Według listy miała jeszcze cztery współlokatorki. Lorina wzruszyła ramionami zamykając za sobą drzwi.
Dziewczyna rozejrzała się po pokoju. Ściany były szare i monotonne, a drewniana podłoga skrzypiała przy każdym, nawet najmniejszym kroku. U sufitu wisiały dwa duże żyrandole zrobione z kół od powozu. Na każdym z nich było po dwanaście zapalonych świec osłoniętych przez okrągłe szklane osłonki, które uniemożliwiały szybkie zgaśnięcie ognia. Po obu stronach drzwi przymocowane były pojedyncze lampki zrobione w tym samym stylu. Blask ognia rozświetlał całe pomieszczenie, choć nie niwelowało to tego nieprzyjemnego uczucia, które towarzyszyło Lorinie już na korytarzu.
Wzdłuż lewej ściany ustawione były dwa piętrowe łóżka. Pomiędzy ramą jednego z nich, a drzwiami było trochę wolnego miejsca, więc spożytkowano je przymocowując tam pięć haczyków, a na każdym wisiała lampa naftowa. Jedno jednoosobowe łóżko stało przy ścianie naprzeciwko drzwi. Przy prawej zaś ścianie stała wielka solidna drewniana szafa złożona z pięciu części połączonymi do siebie bocznymi ściankami, wśród których jedna wyglądała na nową, regał z książkami oraz spore drewniane biurko stojące między nimi. Przy meblu postawione było krzesło i walizka Loriny.
Dziewczyna westchnęła głęboko i usiadła na niewygodnym krześle. Biurko, przy prawych nogach, miało pięć równoległych do siebie szuflad, każda zamykana na osobny kluczyk. Wzrok Loriny przykuły jednak trzy spore podręczniki leżące na blacie ciemnego mebla obok kolejnej lampy naftowej. Wzięła do ręki jeden z nich i przejechała palcami po starej okładce.
- „Dobre maniery: Pokojówka” - przeczytała na głos tytuł książki.
Lorina sięgnęła po lampę i pudełko zapałek leżących tuż obok. Podniosła klosz, aby szybko odpalić knot i z powrotem go opuściła. Wyregulowała jeszcze intensywność płomienia i położyła otwarty podręcznik przed sobą na blacie.
Niewielki płomyk spokojnie się palił, co jakiś czas niespodziewanie drgając. Rzucał przyjemne żółtawe światełko na tekst lektury, dzięki czemu Lorina mogła bez problemu zapoznać się z jej treścią.



W pokoju, jak i na korytarzu, panowała idealna cisza. Przerywał ją tylko szelest przewracanych przez Lorinę kartek książki. Jej oczy biegały po linijkach tekstu, usta poruszały się w niemym czytaniu, a umysł pracował na pełnych obrotach starając się nie tylko zapamiętać wszystkie ważne informacje, a również wyobrazić sobie dane sytuacje. Lorina była tak bardzo wciągnięta w naukę, że nie zwróciła uwagi na to, że ktoś właśnie wszedł do pokoju.
- Oh!
Lorina podskoczyła przestraszona i z bijącym sercem odwróciła się do nowoprzybyłej.
Brunetka zamknęła za sobą drzwi i z wielkim uśmiechem na twarzy podeszła do Loriny.
- Ty pewnie jesteś Lorina. Abigaile, ale większość mówi mi Abby. Miło mi – z jej ust wylał się potok słów, gdy stała nad blondynką z wyciągniętą ręką.
Lorina potrząsnęła głową skupiając się całkowicie na swojej współlokatorce.
- Mi również bardzo miło – uśmiechnęła się delikatnie i wstając potrząsnęła lekko dłonią nowej koleżanki.
- Skąd jesteś? – Zapytała Abigaile wspinając się na piętrowe łóżko najbliżej drzwi, po czym rozłożyła się na materacu zakładając ręce pod głowę. Lorina znów usiadła na krześle.
- Z Rosy w Forście.
- Hmm, nie znam – mruknęła cicho, jakby do siebie, jednak nie uszło to uwadze Loriny. Jednakże ta nie poczuła się urażona w jakikolwiek sposób.
- Ja jestem z Elory, dokładniej z Alernu.
- Nie znam – odparła Lorina z figlarnym uśmieszkiem, a Abby się zaśmiała.
- Już cię lubię – brunetka puściła jej oczko. – Oh! I śpisz tu – powiedziała wskazując na dolną część łóżka. – Ogólnie to jednoosobowe łóżko zostało tu przeniesione, abyś miała gdzie spać – zaczęła tłumaczyć, choć nie było to konieczne. Lorina uśmiechnęła się pod nosem. Najwyraźniej ta dziewczyna była bardzo gadatliwa, ale to było o wiele lepsze, niż gdyby panowała między nimi niezręczna cisza.
- Ale Darcy – wymówiła to imię z czystą pogardą wyciągając każdą samogłoskę, a jej twarz wykrzywiła się w grymasie. – Zaczęła dramatyzować i zajęła tamto łóżko. Dlatego chcąc nie chcąc jesteś skazana na spanie tu – mówiąc to ciągle wymachiwała dłonią żywo gestykulując.
- Wcale mi to nie przeszkadza – Lorina wzruszyła ramionami. – Mogę o coś zapytać? – Spytała nieśmiało wyłamując palce lewej dłoni.
- Jasne.
- Czemu jesteś tutaj, a nie pracujesz, jak reszta? – Blondynka spojrzała na nią z dołu.
- Bo mam wolne – wzruszyła ramionami przekręcając się na lewy bok, przodem do Loriny. Zgięła rękę w łokciu i oparła głowę na dłoni. – Miałam iść na całodniową randkę z chłopakiem, ale w ostatniej chwili odebrali mu jego dzień wolny. Niesprawiedliwość! Dwa tygodnie harował na ten jeden dzień! – Smęciła.
- Twój chłopak też pracuje w zamku? – Lorina mimo wszystko była ciekawską osobą, a Abby wydawała jej się dobrym materiałem na przyjaciółkę, więc czemu by nie pozwolić jej mówić?
- Tak. Jest gwardzistą. Okej, ale koniec tych pogaduszek – podniosła się gwałtownie do siadu i spojrzała na Lorinę marszcząc brwi próbując udawać groźną. – Masz bardzo dużo nauki, a bardzo mało czasu!
- Tak jest! – Lorina machinalnie zasalutowała, tak jak to robiła w domu. Za każdym razem, gdy jej ojciec miał dla niej zadanie mówił właśnie z takim tonem. Jakby zwracał się do żołnierza. Lorinie nigdy to nie przeszkadzało, gdyż oboje wiedzieli, że to tylko żarty. Blondynka znów poczuła ucisk w sercu spowodowany tęsknotą za domem.
A może by tak wrócić?... NIE! Nie mogę się teraz poddać, nie mogę ich zawieść! Krzyczała na siebie w myślach.
- I to mi się podoba, żołnierzu! – Zaśmiała się Abby zeskakując na ziemię. Podeszła do Loriny i pochyliła się nad otwartą książką, aby dowiedzieć się, na czym skończyła.
- Dobrze. Na początku wszystko jest ładnie i dość przejrzyście opisane, więc nie będzie żadnego problemu, ale później już może być kłopot. Głównie, jeśli chodzi o królewskich gości, ale wytłumaczę ci, gdy do tego dojdziesz – Abby poklepała przyjaźnie Lorinę po ramieniu posyłając jej przyjazny uśmiech.
- Dziękuję – blondynka oddała jej uśmiech i zaczęła czytać dalej.

Abby.nz.jpg


Witajcie, Robaczki w tą halloweenową noc :* Oto wasz cukierek ^.^ Smacznego!! :3
Mycie okien jeszcze przed nami, teraz teoria ;p Ogólnie to ten rozdział nie powala. Najgorzej szedł mi opis pokoju. Miałam go w głowie, ale przelanie tego na worda było męczarnią >.<
Lorina jest osobą bardzo wierzącą, dlatego pytanie o kaplicę było obowiązkowe. Będzie regularnie tam chadzać, co nie znaczy, że jak tylko w opowiadaniu będzie niedziela to będę to opisywać. Po prostu miejmy świadomość, że tam była ;
Powiem wam, że relacje LorinaxAbby są jakby odzwierciedleniem mojej przyjaciółki i mnie. Między nimi nie ma żadnych etykiet, więc mogą zachowywać się w stosunku do siebie całkowicie na luzie i to chciałam pokazać już podczas ich pierwszej rozmowy :) Obie to proste dziołchy ze wsi, więc co się będą oszukiwać xd
Nooo... to by było na tyle Robaczki wy moje :D Życzę wam udanego Halloween i duuuużo łakoci!!
Dobranoc, Robaczki :*
 

wikipunk
 
  Nie uwierzycie! Wiky zrobiła sobie tatuaż! Taki prawdziwy! To znaczy na stałe. Pewnie już Wam o tym mówiła ale ja nadal jestem w szoku... Ciągle powtarzała, że sobie zrobi. Nie byłam jednak pewna czy tylko tak mówi, czy też nie... Co prawda nie ukrywam, że bardzo mi się podoba. Też bym sobie zrobiła, choć z tym u mnie to raczej ciężej, a pisakiem  nie chcę niszczyć sobie ciałka. Oczywiście Wiky nie pozwala mi dotykać dziary... Z resztą nikomu nie pozwala. Mówiła, że nie można tego ruszać (tylko ona może jak smaruje maścią i to najlepiej po umyciu rąk), ponieważ jest to rana i może się tam wdać zakażenie. Wiky tłumaczyła mi, że tatuowanie polega na wprowadzeniu igłą specjalnego tuszu pod skórę... Aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl... Brr... No w sumie ja takich bodźców nie odczuwam. W końcu jestem lalką, ale już tyle się o bólu nasłuchałam, że czasem mam wrażenie, iż go czuję... Kiedy zapytałam ją czy bolało, odpowiedziała, że nie czuła kłucia tylko bardziej takie drapanie. Wspominała nawet, że było to całkiem przyjemne. Ona jest chora! No tak... Wiky ma wysoki próg bólu, a ból to kwestia indywidualna... Wiem, wiem... Widzę też, że bardzo dba o "obrazek". Podoba mi się to. Codziennie, przez dwa tygodnie musi myć go dwa razy dziennie i smarować maścią cztery razy. Jeszcze nie zauważyłam żeby ominęła którąś z tych czynności. W końcu żeby tatuaż ładnie wyglądał i szybko się goił trzeba o niego dbać. Tak jest napisane na karteczce, którą Wiky dostała w studiu.
  Śmiać mi się też chce, bo dziara podczas gojenia swędzi, a nie wolno jej drapać. Przez to Wiky cały czas chodzi i macha tą ręką na lewo i prawo, albo dmucha na nią byleby tylko nie dotknąć przedramienia. Tak komicznie to wygląda, że czasem nie mogę powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem! No po prostu boki zrywać! Musielibyście to zobaczyć!
www.wattpad.com/295272946-z-%C5%BCycia-luny-4
  • awatar Kate - Writes: A może też zrobisz sobie tatuaż? Ciekawie by to wyglądało.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kowalski, opcje!: [Luna]: Nie wiem... Zastanowię się... Może zrobię sobie taki nie na stałe? ;).
Pokaż wszystkie (2) ›
 

wikipunk
 
Cześć wszystkim!
Ale dziwne to lato, co nie? Jakoś tak ni ciepło, ni zimno... Często pada... A ja ciągle czekam na ten
wypad na wysepki. Jednak wciąż jest za chłodno... Nawet strój kąpielowy dostałam! Wiky mówi, że to i tak nie jest to co miała na myśli, ale mi się podoba! Chyba, że wymyśli i uszyje (lub załatwi) mi coś lepszego, to ja tam się nie obrażę, wiecie. Na razie to jeżdżę z Wiky do pracy jej mamy. Trochę roboty tam jest, więc postanowiłyśmy pomóc. Bardzo lubię pomagać, dlatego chciałabym żeby już było jutro. Jeszcze nie wszystko skończyłyśmy. Wiky bez przerwy martwi się, że sobie coś zrobię w pracy. Mam zaledwie 30 centymetrów wzrostu, a jak wiadomo, taka robota przystosowana jest dla troszkę (troszkę... Phi!) większych osób niż ja. Mi i tak się wydaje, że Wiky jest zbyt nadopiekuńcza w stosunku do mnie. No dobra... Martwi się dziewczyna. Nie mogę mieć jej tego za złe...
Ostatnio mama Wiky kupiła nowe meble ogrodowe. To znaczy używane, ale dla nas nowe. Nie dość, że bardzo ładne, to jeszcze takie wygodne! Mogłabym tak siedzieć i nie schodzić. Teraz nie trzeba wynosić krzeseł i stolika z domu.
W ogóle to Wiky uparła się żeby uczyć mnie angielskiego. Długo upierać się nie musiała, bo ten pomysł bardzo przypadł mi do gustu. Wczoraj (30.07.2016r.) zaczęłyśmy. Nauczyłam się już jak się przywitać, przedstawić i powiedzieć gdzie mieszkam. Dzisiaj (31.07.2016r.) uczyłam się kolorów i nazw pomieszczeń w domu. Angielski jest bardzo fajnym językiem, a Wiky zna naprawdę wiele słówek! Nie mogę się doczekać kolejnych lekcji!

www.wattpad.com/myworks/79979890-z-ycia-luny
  • awatar Hanti: Zgadzam się z tobą co do języka angielskiego :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @~TaSama: Dziękuję ^^. Myślę, że i Molly niedługo stanie się kimś więcej, niż tylko zwykłą lalką ^^. Pomyśl o tym co lubisz i spróbuj przelać to na Molly ^^.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Hanti: [Luna]: Cieszę się ^^.
Pokaż wszystkie (8) ›
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Siemka ^^.
Właśnie założyłam konto na Wattpadzie :). Postanowiłam zamieszczać tam rozdziały "Z życia Luny". Po prostu chcę je mieć wszystkie w jednym miejscu. Oczywiście tu na blogu dalej będą się pojawiały, tyle że między różnymi innymi wpisami, a tam będą uporządkowane ^^. Mam też zeszyt, w którym będę je pisała ręcznie :). Także jakby ktoś miał ochotę poczytać tam, to jak najbardziej zapraszam ^^. No i jeżeli uda się napisać też coś innego to oczywiście również pojawi się tu, na Pingerze i tam, na Wattpadzie :D.
Proszę bardzo - oto link do mojego profilu :).
www.wattpad.com/user/Wiky0097

A poniżej wstawiam zaprojektowaną przeze mnie okładkę opowiadania "Z życia Luny" :D.
Okładka3.jpg
  • awatar RainbowxD: Naprawdę śliczna okładka, a Twoje opowiadanie z chęcią będę czytać. Sama również posiadam konto na Wattpadzie, jednak pisanie opowiadania zakończyło się na... Dwóch rozdziałach :P. Chociaż lubię pisać, ale trochę mnie stresuje fakt, że rozdziały musiałabym dodawać systematycznie. Też kiedyś pisałam w zeszytach - miałam z tego dużą frajdę :D.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @RainbowxD: Ja bardzo lubię pisać, jednak nie przykładam wagi do systematyczności w tym wypadku :P. Jak będzie to będzie, jak nie to nie :P. To opowiadanie piszę głównie dla siebie, więc jak na Wattpadzie będzie małe zainteresowanie to trudno, pisać i tak będę dalej :P. Na blogu piszę to opowiadanie nie tylko dla siebie, bo widzę, że inni też to czytają ^^.
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: Cudowna okładka ^^, na pewno wpadnę przeczytać ^^. Szczerzae ci powiem, że kiedyś sama pisałam ale jakoś mi to nie przypasowało,m po pewnym czasie zrezygnowałam c: Za to piszę sobie opowiadania w zeszycie albo notatniku ^^
Pokaż wszystkie (11) ›
 

sayorinekomori
 
Naszyjnik, który dostała od Haydena, nawet po dziesięciu latach, zdobił jej szyję i niegdyś był niczym pieczęć uwierzytelniająca złożoną niegdyś obietnicę. Teraz przywieszka przestała być przysięgą, została talizmanem, przypominającym jej o tym dniu i jego słowach.
Niestety obecność tego naszyjnika w domu rodziny Druitt mogły sprowadzić niemałe kłopoty. W końcu to pamiątka rodzinna przekazywana z pokolenia na pokolenie każdej przyszłej władczyni Brimy, zamiast pierścionka zaręczynowego. Mając ten naszyjnik można by było insynuować, że Lorina bezkarnie go sobie przywłaszczyła bezczeszcząc go. W końcu wszystko, co posiada wizerunek herbu państwa jest uważane za świętość. Naszyjnik musiał pozostać tajemnicą.
Z każdym kolejnym rokiem wątpliwości i okrutna rzeczywistość dawały się we znaki. Na samym początku obietnica była czymś, czym ta mała dziewczynka żyła. Starała się robić wszystko, aby w przyszłości być godną stania u boku kogoś takiego, jak Hayden. To było jej marzenie i wtedy była pewna, że się spełni i nie chciała przyjąć do wiadomości, że mogłoby być inaczej. Obecnie Lorina wiedziała, że on nie jest w stanie dotrzymać danego słowa. Starała się sobie wmówić, że da rade, że po nią wróci, jednak prawda była jedna. Robiła to, aby się nie załamać, w końcu tyle lat żyła wierząc, że tak się zakończy jej historia.



Wbiegła do domu cała w skowronkach i zamknęła się w pokoju całkowicie ignorując zdziwione spojrzenia domowników. Położyła się na łóżku i uniosła ręce do góry wpatrując się przez dłuższą chwilę w kopertę z jej nazwiskiem. Nie miała żadnych wątpliwości, że to potwierdzenie jej przyjęcia. Była pierwsza na liście i pochodziła z typowo wiejskiej rodziny, gdzie prace domowe są dla niej chlebem powszednim. To nie miało prawa się nie udać.
Przejechała dwoma palcami po czerwonej pieczęci na kopercie wyczuwając każdy szczegół opuszkami. Taki sam symbol ciążył jej na sercu. Herb rodziny królewskiej.
Dosyć już czekania, pomyślała. Złamała pieczęć, wyjęła z koperty list i powoli rozłożyła papier. Pierwsze zdanie jej wystarczyło, aby łzy szczęścia spłynęły jej po policzkach.

„Z przyjemnością informujemy, że panna Lorina Druitt z Rosy w Forście została przyjęta do oddziału służby Jej Królewskiej Mości na stanowisko pokojówki”

Czuła się, jakby śniła. Całe jej ciało ogarnęła ogromna euforia. Przycisnęła papier do serca i zaśmiała się wierzgając nogami niczym małe dziecko.
Mimo swojej dziecinnej reakcji doskonale wiedziała, że jeszcze przed nią długa droga. Złożyła podanie o pracę w królewskim zamku tylko po to, aby pracować, aby wspomóc rodzinę finansowo. Zeszłoroczna zima przyniosła ze sobą wiele nieszczęść, a tegoroczne susze zapowiadały wyjątkowo słaby plon. Praca była jej głównym priorytetem. Spotkanie Haydena było zupełnie inną kwestią. Przecież mógł ją rozpoznać, a może nie i zapomniał o niej, może się nawet nie spotkają osobiście przez ich obowiązki. Wszystko może się wydarzyć, czyż nie?



Noc była wyjątkowo chłodna, ale i bezchmurna, dzięki czemu pełnia mogła się jeszcze lepiej prezentować i bezproblemowo wskazać drogę wędrowcom.
Lorina szczelniej okryła się kożuchem i razem z czwórką pozostałych „przyjętych” wsiadła do powozu, który miał ich zawieść do stolicy Brimy, do królewskiego zamku. Czekała ich długa podróż, więc bez zbędnych formalności postanowili przynajmniej początkową część przespać.
Mimo swojego zmęczenia Lorina nie mogła zasnąć. Gdy tylko zamykała oczy widziała swoją rodzinę. Nienawidziła pożegnań. Zawsze się obawiała, że gdy tylko ujrzy pierwsze łzy rodzicielki zrezygnuje ze swoim zamierzeń i zostanie w domu, aby tylko ta przestała płakać. Nawet tym razem, przed samym wyjściem z domu, zawahała się. Nieświadomie zacisnęła pięści przypominając sobie tą scenę. To było trudne. Opuszczenie domu, wioski, z której się praktycznie nie wychodziło. Jednak to była jej własna, dobrze przemyślana decyzja. Nie chciała się poddawać przez sentymenty. Przecież tu nie chodziło tylko o nią.
W głębi duszy jednak czuła się podle, bo pewna jej część myślała tylko o Haydenie, o ich ponownym spotkaniu. Mimowolnie analizowała wszystkie możliwe scenariusze. Próbowała się powstrzymać, aby później nie cierpieć. Jednak to było trudne. Tak bardzo chciała, aby jej historia skończyła się szczęśliwie, przed ślubnym kobiercem.
Westchnęła przypominając sobie słowa swojego dziadka. Stary Ebro często gadał od rzeczy, ale w tym wypadku trafił w samo sedno.
„-Spełnienie marzeń to piękne uczucie, ale trzeba pamiętać, aby poczekać do odpowiedniej chwili na radość z niego. To jakby cieszyć się ze zwycięstwa wyścigu, kiedy jest się jeszcze daleko przed metą.”
Lorina nie potrafiła powstrzymać niewinnego uśmieszku, który wkradał się na jej usta. Do mety rzeczywiście było dosyć daleko.



Po kilku godzinach podróży, wszyscy w miarę wyspani, zaczęli żywo rozmawiać. Były to całkiem błahe tematy, na przykład rodzina czy przyszła praca. Lorina odpowiadała na pytania i włączała się do dyskusji, tylko, gdy było to konieczne. Nie miała ochoty na „ploteczki”, ale nie chciała wyjść też na niekulturalną. Tak nie wypadało damie, nawet urodzonej w chłopskiej rodzinie.
Oparła głowę o ściankę powozu i zamknęła na chwilę oczy, które nieprzyjemnie zapiekły. Odczekała chwilę, aż dyskomfort minie, po czym ponownie uchyliła powieki. Minęła dłuższa chwila, nim znów ujrzała kontury nowych znajomych w ciemności. Przysłuchując się, jak rozmawiają o jakimś pałacowym gwardziście miętosiła swoją lnianą sukienkę i co jakiś czas stukała trzewikami o drewnianą podłogę powozu. Robiła to mimowolnie. Nigdy nie lubiła podróży. Chciała już być na miejscu i zająć się czymś pożytecznym.
"Chcę go wreszcie zobaczyć".
Ta myśl ciągle pojawiała się w jej głowie, choć starała się ją stłumić.



Nawet nie zauważyła, kiedy ponownie zasnęła. Obudziło ją dopiero lekkie szturchanie w ramię. Gwałtownie otworzyła oczy i ujrzała nad sobą rudą głowę, która posyłała jej promienny uśmiech. O ile dobrze pamiętała była to Tiffany, również przyszła pokojówka.
- Wstawiaj śpiochu. Jesteśmy na miejscu – oznajmiła wesoło wycofując się z powozu.
Lorina pokręciła głową i lekko przetarła oczy, aby całkowicie się dobudzić.
- Tak, tak. Już – powiedziała i wyszła z dorożki. Gdy tylko postawiła swoje stopy na kamiennej posadzce woźnica oddał jej bagaż, który stanowiła stara podniszczona walizka z metalowymi obiciami na rogach, na których było już widać rdzę. Przy samej rączce przymocowana była mała miedziana tabliczka z wygrawerowanym jej nazwiskiem. Podziękowała mężczyźnie z podwiniętym w górę siwym wąsem i razem z rudowłosą podeszły do już sporej grupy osób.
Wszyscy byli w miarę cicho i bynajmniej nie chodziło tu o wczesną porę. Prawdopodobnie było to wywołane stresem przed ich nową pracą. Lorina słyszała wiele plotek, głównie od ludzi, z którymi tu przybyła, o niejakiej lady Gertrude. To najważniejsza ze wszystkich pokojówek oraz kobieta o surowych zasadach i twardej ręce. Być może właśnie ona wzbudzała ten lęk, ale Lorina wolała się upewnić niż wyrabiać sobie zdanie na podstawie plotek.
Blondynka z zafascynowaniem rozglądała się po otaczającej ją przestrzeni. Cały plac obłożony był jasnym kamiennym brukiem. Na samym środku placu z ciemnego kamienia utworzony był herb Brimy. Lorina mimowolnie włożyła dłoń za pazuchę i próbowała wyczuć pod materiałem sukni naszyjnik. Westchnęła z ulgą, gdy między palcami, razem z krzyżykiem, pojawiła się czworokątna przywieszka. Dyskretnie rozejrzała się między towarzyszami, czy jej zachowanie nie wywołało jakiegokolwiek zdziwienia. Na szczęście nikt nie zwrócił na nią większej uwagi.
Plac otoczony był z trzech stron budynkami. Z lewej strony znajdowały się magazyny z żywnością, z prawej królewskie kurniki, wejście do obory i stajni, a centralną częścią, pod którą wszyscy się zebrali, był faktyczny zamek.
Lorina stała blisko drzwi do kuchni, przez co mogła poczuć aromatyczny zapach świeżo upieczonego pieczywa. Dziewczyna dopiero uświadomiła sobie, jaka jest głodna. Wyjęła z wewnętrznej kieszeni kożucha kawałek białego chleba, który zabrała ze sobą na podróż. Odrywała od niego małe fragmenty i wsuwała je sobie do ust.
Gdy tylko skończyła jeść, drzwi od kuchni gwałtownie się otworzyły, o mało nie uderzając dziewcząt stojących zbyt blisko, w tym i Loriny. Nastała grobowa cisza przerywana jedynie ćwierkaniem ptaków i pianiem kogutów. Osoba, która wywołała taki stan, to nie kto inny, jak lady Gertrude, dumnie stojąca w obecności kilku innych kobiet i mężczyzn. Na pierwszy rzut oka było widać, że to ona tu dowodziła. Lorina przyjrzała się jej uważnie. Szczupła, wysoka kobieta, blisko pięćdziesiątki z już siwymi włosami ciasno upiętymi w idealny kok. Jej oczy, lustrujące całe otoczenie, były w odcieniu płynnej stali. Zimne i przyprawiające o ciarki. Ubrana była w czarną suknię z okrągłym dekoltem, spod którego wystawa biała koszula zapięta prawie pod samym podbródkiem. Na piersiach widniała duża złota broszka z wielkim malachitowym kamieniem. Takie same błyskotki znajdowały się w uszach kobiety. Lorina jednak bardziej skupiła wzrok na przedmiocie znajdującym się w pomarszczonych dłoniach. Był to mały bacik podobny do tego, którego używają jockeye do poganiania swoich koni. Na jego widok Lorina głośno przełknęła ślinę.
Po co jej to? Zapytała się w myślach.
Kobieta zmrużyła oczy, przez co uwydatniły jej się zmarszczki na czole, które dodawały jej jeszcze straszniejszego wyglądu. Srogim wzrokiem przejechała po wszystkich zebranych. Lorina kątem oka zauważyła, jak niedawno uśmiechająca się Tiffany zbladła.
- Gratuluję wszystkim, którzy przeszli przez rekrutację – zaczęła mówić donośnym głosem pozbawionym wszelkich uczuć. – Mam nadzieję, że nas nie zawiedziecie. Oczekujemy od was szacunku, dyscypliny oraz nienagannych manierach – na każde wypowiedziane słowo kładka mocny nacisk, co powodowało nieprzyjemne dreszcze na ciele Loriny, jak i pozostałych. – Przez te dwa dni nauczycie się podstaw pracy w królewskim domu, a od poniedziałku zaczniecie prawdziwą pracę. Oczywiście rozumiemy, że na początku będziecie popełniać błędy, jednak każda niesubordynacja będzie surowo karana. Bez żadnych wyjątków. Rozumiemy się? – Zapytała unosząc brwi i uderzając lekko końcówką bacika o otwartą lewą dłoń. Blondynka wzdrygnęła się na ten dźwięk. Nie chciałaby poczuć tego na własnych plecach czy dłoniach.
- Tak jest! – Odpowiedzieli wszyscy chórem, na co kąciki ust lady Gertrude uniosły się w triumfalnym uśmiechu.
- Doskonale – odparła, choć brzmiało to, jakby mówiła bardziej do siebie niż do nich. – Żeby nie było żadnych wątpliwości nazywam się Gertrude Howard. Jestem główną pokojówką jej królewskiej mości Margaret, a także nadzoruję pracę pozostałych pokojówek. Bagaże zostawcie tutaj – szybko przeszła do następnej sprawy, sądząc, że tyle informacji o jej osobie to, aż nadto. - Jeżeli są podpisane zostaną zaniesione do przydzielonych wam wcześniej pokoi. Jeżeli nie, to znajdziecie je przed schodami. A teraz proszę, aby wszystkie osoby, które zostały przyjęte na stanowisko pokojówki poszły za mną. Reszta zostaje tutaj, słucha i dostosowuje się do dalszych instrukcji – odwróciła się i z powrotem weszła do budynku.
Lorina, jak i dziesięć pozostałych dziewcząt odstawiły swoje bagaże pod ścianę i ruszyły za lady Gertrude. Kobieta zerknęła tylko za siebie, aby sprawdzić czy wszystkie idą za nią. Prychnęła, gdy ujrzała te przestraszone istotki, które garbiąc się nie pokazywały ani krzty gracji. Tylko kilka dziewcząt szło wyprostowanych, między innymi Lorina.
- Gracja, posłuszeństwo, punktualność, pracowitość… To tylko jedne z wielu cech, które musi posiadać dobra pokojówka - zaczęła prawdopodobnie wyuczony na pamięć monolog. – Oczywiście na początku będziecie popełniać błędy, ale jeżeli sytuacja się nie poprawi zostaniecie odesłane.
Lorina miała wrażenie, że już od samego początku lady Gertrude tylko czekała, jak któraś z dziewcząt nie wytrzyma tego napięcia, które sama calowo wprowadziła.
- I zanim zapytacie – w głosie kobiety można było usłyszeć rozbawienie. – Nie ma możliwości zmiany stanowiska. Tylko nieliczne przypadki tego dokonały, ale moim zdaniem ci, którzy nie mogą sprostać zadaniom, które zostały im powierzone, nie są jeszcze gotowi na dorosłe życie, z dala od piersi matki.
Odpowiedziała jej cisza przerywana stukotem butów o marmurową posadzkę.



Była sobota, dochodziła godzina siódma. Lady Gertrude korzystając z tego, że w zamku tylko służba była na nogach, oprowadziła swoje nowe podwładne prawie po całym zamku tłumacząc, co gdzie się znajduje i gdzie nie mają prawa wchodzić bez wyraźnego pozwolenia. W między czasie mówiła, co nieco o zachowaniu, pracach, jakie je czekają, harmonogramie i o czymś, co szczególnie zainteresowało Lorinę, choć to nie znaczy, że powinno.
- Królowa Margaret ma do dyspozycji cztery pokojówki. Pomagają w różnych codziennych czynnościach oraz niekiedy pełnią funkcję towarzystwa Jej Królewskiej Mości. Jednak tylko najlepsze mogą dostąpić tego zaszczytu – powiedziała to tonem, który wręcz krzyczał, że takie młódki, jak one nie mają szans na tak wysokie stanowisko. - Ma również jednego lokaja, jednak jest on również majordomusem całej posiadłości. Książę Elec ma do dyspozycji dwóch lokai i dwie pokojówki, które dbają o czystość w jego komnatach. Natomiast książę Hayden, następca tronu – na samo wspomnienie o brunecie serce Loriny zaczęło bić szybciej. – Posiada jednego lokaja i jedną pokojówkę. Jednak, nie wiedząc czemu, to ona ma więcej obowiązków niż lokaj. Doprawdy – prychnęła, a Lorina mogłaby przysiąc, że kobieta przewróciła oczami.
Lady Gertrude zaczęła opowiadać o obowiązkach tzw. prywatnych pokojówek, a dziewczyna starała się odgonić wszelkie myśli o księciu Haydenie. W końcu przyjechała tu głównie po to, aby pracować i na tym chciała się najbardziej skupić. Wiedziała, że przed nią jeszcze wiele pracy i nie mogła pozwolić sobie, na jakiekolwiek błędy. Nie, gdy wyścig dopiero się rozpoczął.

jy469_blonde-hair-animes-anime-30920322-500-632_large.jpg


Witajcie, Robaczki :* Jak widać nadal jestem wśród żywych, choć było blisko ;) Prawie zabiła mnie historia xd Jutro zakończenie roku, ale to nie znaczy, że moja nauka dobiegła końca i mogę sobie pozwolić na nic-nie-robienie :) O nieee... czeka mnie robienie notatek z historii i WOS-u oraz czytanie dzieł literackich, tj. "Lalka", "Zbrodnia i kara", "Faust", "Cierpienie młodego Wertera" i wiele wiele innych (niekoniecznie z własnej woli :')) i jeszcze trzeba znaleźć czas na przygotowywanie się do Animatsuri (ktoś coś??), chociażby wychodzenie z domu i pisanie swoich opowiadań :') Dwa miesiące to stanowczo za mało.
Ale koniec mojego marudzenia, bo wróciłam ze świata półżywych, a ględzę wam o głupotach ^^
Tak więc oto pierwszy rozdział "Nie zapomnij". Boże ile z tym problemów było... Usiadłam i piszę... ale nie mogę. Blokada mnie dopadła i myśli, że to rozwalę, że zmarnuję potencjał tego opowiadania i wiele innych myśli, ale się spięłam i poprawiając go setki razy skończyłam i oto jest :D Oczywiście na początku będzie smętnie i nic nie będzie się dziać, ale to się z biegiem czasu zmieni :) Miejmy nadzieję, że was nie zawiodę ^^
Może umówmy się tak, że jeśli wyłapiecie jakieś bardzo rażące błędy, coś jest niepotrzebne lub czegoś nie dopowiedziałam i nie był to cel zamierzony to napiszecie mi do na priv, a ja postaram się to zmienić :) Chcę, aby NZ było czymś więcej niż zapchaj-dziurą na letni wieczór :)
Oh, ale się rozpisałam :) No więc piszcie, jak się podobało, a jak nie podobało... to też ;)
Do następnego, Robaczki :*
  • awatar Lisa Angels: Ile to minęło czasu od ostatniego rozdziału? Zdecydowanie za dużo. Jestem pod wrażeniem, że Lorina tak długo nie potrafi o nim zapomnieć. Mam przeczucie, że się rozczaruje swoim księciem z bajki. No i fakt posiadania naszyjnika, z pewnością sprawi jej dużo kłopotów. W zamku łatwo być oskarżonym o kradzież. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D
  • awatar gość: Jakbym mogła wiedzieć, z jakiego anime jest ta blondynka? XD
  • awatar Sayori Nekomori: @gość: ojej nie mam pojęcia xd to jest randomowe zdjęcie z internetu :") wydaje mi się, że to zwykły art, ale mogę się mylić
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Kategorie blogów