Wpisy oznaczone tagiem "Selekcja" (17)  

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kamila147
 

160767.jpg


Gdyby starczyło mi sprytu, schowałabym to głupie zawiadomienie przed powrotem taty, May i Gerada. Nie przyszło mi jednak do głowy, że matka wepchnie je do kieszeni. Wyciągnęła pismo w połowie obiadu.
– Szanowna Rodzino Singerów – zaczęła uroczyście.
Spróbowałam wyrwać jej list, ale miała za dobry refleks.
Wiedziałam, że wszyscy i tak się w końcu dowiedzą, ale jeśli odczyta jego treść w taki sposób, staną od razu po jej stronie.
– Mamo, proszę! – jęknęłam.
– Chcę to usłyszeć! – pisnęła May. Nie było w tym nic dziwnego. Chociaż wyglądała jak moja młodsza o trzy lata kopia, miałyśmy całkowicie odmienne charaktery. W odróżnieniu ode mnie była otwarta i pełna nadziei, a obecnie kompletnie stuknięta na punkcie chłopaków. Wiedziałam, że to wszystko wyda się jej strasznie romantyczne.
Poczułam, że rumienię się z zażenowania. Tata słuchał uważnie, a May niemal podskakiwała z radości. Gerad, kochane dziecko, nie przerwał jedzenia. Mama odchrząknęła i czytała dalej.
– Niedawno przeprowadzony spis powszechny potwierdził, iż w domu Państwa przebywa niezamężna dziewczyna w wieku pomiędzy szesnaście a dwadzieścia lat. Chcielibyśmy niniejszym powiadomić, iż macie Państwo okazję zasłużyć się dumnemu narodowi Illéi.
May znowu pisnęła i złapała mnie za rękę.
– To o tobie!
– Wiem, małpiatko, ale przestań, bo złamiesz mi rękę.
May nie puściła mojej dłoni i znowu zaczęła podskakiwać na krześle.
– Nasz ukochany książę Maxon Schreave w tym miesiącu będzie świętować osiągnięcie pełnoletniości – czytała dalej mama. – Nowy etap swojego życia pragnie on rozpocząć u boku partnerki, poślubiając rdzenną Córę Illéi. Jeśli Państwa córka, siostra lub podopieczna pragnęłaby zostać oblubienicą księcia Maxona i uwielbianą księżniczką Illéi, prosimy o wypełnienie załączonego formularza i przekazanie go do lokalnego Urzędu Obsługi Prowincji. Z każdej prowincji zostanie wylosowana jedna dziewczyna, która będzie miała zaszczyt poznać księcia. Uczestniczki Eliminacji zostaną na czas ich trwania zakwaterowane w Pałacu Illeańskim w Angeles. Ich rodziny otrzymają szczodrą rekompensatę – matka odczytała ostatnie dwa słowa ze szczególnym naciskiem – za swoje zasługi dla rodziny królewskiej.
Kiedy matka odczytywała list, ja przewracałam tylko oczami. Taki właśnie obyczaj dotyczył naszych książąt. Urodzone w rodzinie królewskiej księżniczki sprzedawano w małżeństwa mające umocnić relacje naszej młodej ojczyzny z innymi krajami. Rozumiałam, dlaczego tak się robi – potrzebowaliśmy sojuszników – ale i tak mi się to nie podobało. Nie byłam na szczęście świadkiem takiego spektaklu i miałam nadzieję, że ominie mnie także w przyszłości, ponieważ w rodzinie królewskiej od trzech pokoleń nie przyszła na świat żadna dziewczynka. Natomiast książęta poślubiali dziewczyny z ludu, aby podtrzymać morale nie zawsze posłusznego narodu. Myślę, że Eliminacje organizowano właśnie po to, by zbliżyć nas do siebie i przypomnieć wszystkim, że sama Illéa powstała niemalże z niczego.
Żadna z tych opcji mi się nie podobała, a myśl o tym, że miałabym stanąć do obserwowanego przez cały kraj konkursu, w którym ten nadęty mięczak wybierze sobie najefektowniejszą i najpłytszą z oferowanych dziewcząt, żeby została milczącą ładną buzią w tle jego wystąpień telewizyjnych, sprawiała, że miałam ochotę krzyczeć. Czy można było wymyśleć coś bardziej upokarzającego?
Poza tym byłam w domach wystarczająco wielu Dwójek i Trójek, żeby zyskać pewność, że nie mam ochoty stawać się jedną z nich, nie mówiąc już o Jedynce. Jeśli nie liczyć chwil, kiedy bywałam głodna, całkowicie odpowiadał mi status Piątki. To mama chciała się wspinać po drabinie społecznej, nie ja.
– To oczywiste, że będzie zachwycony Ami! Jest przecież taka śliczna – westchnęła mama.
– Proszę cię, mamo. Jestem najwyżej przeciętna.
– Jasne że nie! – wtrąciła się May. – Ja wyglądam tak samo jak ty i jestem śliczna! – Uśmiechnęła się tak szeroko, że nie potrafiłam się powstrzymać od śmiechu. Miała trochę racji, ponieważ naprawdę była prześliczna.
Nie chodziło jednak tylko o jej buzię, ale też o rozbrajający uśmiech i lśniące oczy. May promieniowała energią i entuzjazmem sprawiającym, że chciało się być tam, gdzie ona. Przyciągała do siebie ludzi, a ja, szczerze mówiąc, nie posiadałam tej jej cechy.
– Gerad, jak myślisz? Jestem śliczna? – zapytałam.
Wszyscy popatrzyli na najmłodszego członka naszej rodziny.
– Nie! Dziewczyny są paskudne.
– Gerad, proszę cię – mama westchnęła ciężko, ale widać było, że niełatwo jej zachować powagę. Trudno było się na niego złościć. – Americo, powinnaś wiedzieć, że jesteś naprawdę bardzo piękną dziewczyną.
– Skoro jestem taka ładna, to dlaczego nikt nigdy nie chciał się ze mną umawiać?
– Oczywiście, że byli tacy, którzy chcieli, ale ich przepędzałam. Moje dziewczęta są za ładne, żeby wyjść za jakieś Piątki. Kenna złapała Czwórkę a jestem pewna, że ty możesz zajść jeszcze wyżej. – Mama wypiła łyk herbaty.
– On ma na imię James, nie nazywaj go numerkiem. I od kiedy to przychodzą tu chłopcy? – Sama słyszałam, że zaczynam coraz bardziej podnosić głos. Nie przypominałam sobie żadnego chłopaka w pobliżu naszego domu.
– Od jakiegoś czasu. – Tata odezwał się po raz pierwszy, a w jego głosie brzmiała nuta żalu. Wpatrywał się w swój kubek, a ja zastanawiałam się, co go poirytowało. To, że kręcili się tu chłopcy, czy to, że znowu kłóciłyśmy się z mamą? A może to, że nie zamierzałam zgłaszać się do konkursu? Mógł się też martwić, jak daleko bym zaszła, gdybym to zrobiła?
Tata i ja byliśmy bardzo blisko. Kiedy się urodziłam, mama była chyba trochę zmęczona, więc zwykle zajmował się mną właśnie tata. Odziedziczyłam temperament po matce, ale miękkie serce po nim.
Spojrzał na mnie przelotnie i nagle zrozumiałam: nie chciał mnie o to prosić. Nie chciał, żebym brała w tym udział, ale nie potrafił zaprzeczyć, że byłoby dla nas niezwykle korzystne, gdyby udało mi się zakwalifikować choćby na jeden dzień.
– Bądź rozsądna, Ami – tłumaczyła mama. – Jestem pewna, że jesteśmy jedynymi rodzicami w kraju, którzy muszą namawiać do tego swoją córkę. Pomyśl o swojej wielkiej szansie! Możesz zostać królową!
– Mamo, nawet gdybym chciała być królową, a naprawdę nie chcę, z samej naszej prowincji zgłoszą się tysiące dziewcząt. Tysiące! Nawet gdybym jakimś cudem została wylosowana, musiałabym rywalizować z trzydziestoma czterema dziewczynami, które na pewno są znacznie lepsze w sztuce uwodzenia, niż ja będę kiedykolwiek.
Gerad nagle się ożywił.
– Co to znaczy „sztuka uwodzenia”?
– Nic takiego – odparliśmy chórem.
– To absurd, myśleć, że miałabym jakieś szanse na wygraną – zakończyłam.
Matka odsunęła krzesło, wstała i pochyliła się nad stołem.
– Ktoś musi wygrać, a ty masz takie same szanse, jak każda inna. – Rzuciła serwetkę na stół i odwróciła się. – Gerad, jak zjesz, idź się myć.
Gerad jęknął.
May jadła w milczeniu. Mój młodszy braciszek poprosił o dokładkę, ale nic nie zostało. Kiedy wstali od stołu, zaczęłam zbierać talerze, podczas gdy tata dalej siedział w milczeniu i pił herbatę. Znowu miał we włosach farbę, żółte pasemko, które sprawiło, że się uśmiechnęłam. Wstał i strzepnął okruszki z koszuli.
– Przepraszam, tato – mruknęłam, podnosząc talerz.
– Nie bądź niemądra, kiciu. Nie gniewam się na ciebie. – Uśmiechnął się ciepło i objął mnie ramieniem.
– Ja tylko…
– Nie musisz mi się tłumaczyć, skarbie. Rozumiem. – Pocałował mnie w czoło. – Muszę wracać do pracy.
Poszłam do kuchni i zaczęłam myć naczynia, ale najpierw przykryłam swoją prawie nietkniętą porcję serwetką i schowałam talerz do lodówki. Po innych zostały tylko okruszki.
  • awatar ForveDura: Lubię wchodzić na twojego bloga bo z góry wiem co na nim znajdę ;)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

kamila147
 
160767.jpg


– Ostatnie lata nie obeszły się łaskawie z twoim ojcem – syknęła matka. – Jeśli masz w sobie choć odrobinę współczucia, powinnaś o nim pomyśleć.
Tata. Jasne, naprawdę chciałam pomóc tacie, a także May i Geradowi. Wydaje mi się, że nawet mojej matce. Kiedy tak stawiała sprawę, naprawdę nie było mi do śmiechu, ponieważ zdecydowanie od zbyt dawna ledwie wiązaliśmy koniec z końcem. Zastanawiałam się, czy tata zaakceptowałby pomysł matki, gdyby jakaś kwota pieniędzy mogła poprawić naszą sytuację.
Nie żyliśmy w aż takiej niepewności, by obawiać się o przetrwanie. Nie byliśmy pogrążeni w nędzy, ale obawiam się, że niewiele nam do tego brakowało.
Nasza klasa społeczna znajdowała się blisko dna. Byliśmy artystami, a artyści i muzycy lokowali się tylko trzy szczeble ponad błotem. Dosłownie. Zarabiane przez nas pieniądze ledwie wystarczały na bieżące potrzeby i były w ogromnym stopniu uzależnione od pory roku.
Pamiętam, jak kiedyś czytałam w zniszczonym podręczniku do historii, że dawniej wszystkie najważniejsze święta były stłoczone w zimowych miesiącach. Coś o nazwie Halloween poprzedzało Święto Dziękczynienia, a potem przychodziły Boże Narodzenie i Nowy Rok, jedno za drugim.
Boże Narodzenie nie zmieniło się, bo przecież nie można zmienić daty urodzin bóstwa. Od kiedy jednak Illéa podpisała obszerny traktat pokojowy z Chinami, Nowy Rok rozpoczynał się w styczniu lub w lutym, zależnie od fazy księżyca. Wszystkie święta podziękowań i niepodległości z naszego regionu świata zlikwidowano, tworząc jeden Dzień Wdzięczności, obchodzony w lecie. Wtedy właśnie świętowaliśmy utworzenie Illéi i cieszyliśmy się z tego, że ciągle jeszcze jesteśmy na tym świecie.
Nie miałam pojęcia, czym było Halloween. Nie powróciło w żadnej postaci.
To oznaczało, że przynajmniej trzy razy do roku nasza rodzina miała mnóstwo pracy. Tata i May malowali obrazy i lepili rzeźby, które klienci kupowali na prezenty, a mama i ja występowałyśmy na przyjęciach – ja śpiewałam, ona grała na fortepianie – w miarę możności nie odmawiając nikomu. Kiedy byłam młodsza, śmiertelnie bałam się myśli o występach przed publicznością, ale teraz nauczyłam się utożsamiać z muzyką w tle. Właśnie tak widzieli nas klienci – jako coś, co ma być słychać, ale nie widać.
Gerad na razie nie odkrył w sobie żadnego talentu, ale liczył sobie dopiero siedem lat. Miał jeszcze na to czas.
Niedługo liście zaczną zmieniać kolor, a nasz maleńki świat znowu stawał się niepewny. Pięć miesięcy i tylko cztery osoby do pracy, a przy tym żadnej gwarancji zatrudnienia aż do Bożego Narodzenia.
Kiedy myślałam o życiu w ten sposób, Eliminacje wydawały mi się kołem ratunkowym, którego można by się chwycić. Ten głupi list mógł mnie wyciągnąć z ciemności, a z kolei ja mogłam pociągnąć za sobą całą rodzinę.
Popatrzyłam na matkę. Jak na Piątkę, była trochę przy kości, co wydawało się dziwne. Nie objadała się, a zresztą i tak nie mielibyśmy się czym objadać. Możliwe, że tak właśnie wygląda ciało kobiety po urodzeniu pięciorga dzieci. Jej włosy były rude, tak samo jak moje, ale przetykały je gęste pasma siwizny, które pojawiły się nagle i masowo jakieś dwa lata temu. Chociaż nie była jeszcze stara, w kącikach jej oczu widniały zmarszczki, a kiedy poruszała się po kuchni, sprawiała wrażenie przygiętej spoczywającym na jej barkach niewidzialnym ciężarem.
Wiedziałam, że spoczywa na niej ogromna odpowiedzialność i z tego właśnie powodu stara się mną tak manipulować. Nawet bez tych dodatkowych obciążeń kłóciłyśmy się dostatecznie często, ale teraz, kiedy po cichu zbliżała się jesienna pustka, coraz łatwiej było wyprowadzić matkę z równowagi. Wiedziałam, że uważa mój upór – fakt, że nie nie chciałam wypełnić głupiego formularza – za całkowicie irracjonalny.
Na tym świecie były jednak rzeczy – ważne rzeczy – które naprawdę kochałam, a ten papierek wydawał mi się murem odgradzającym mnie od moich pragnień. Może to i było głupie, może nieosiągalne, ale mimo wszystko decyzja należała do mnie. Nie chciałam poświęcić swoich marzeń, niezależnie od tego, ile znaczyła dla mnie rodzina. Poza tym już i tak dałam im z siebie wszystko.
Po tym, jak Kota się wyprowadził, a Kenna wyszła za mąż, zostałam w domu jako najstarsza z rodzeństwa i najszybciej, jak tylko mogłam, podjęłam nowe obowiązki. Robiłam, co w mojej mocy, żeby pomagać rodzicom. Układaliśmy plan odbywających się w domu lekcji tak, żeby nie kolidował z próbami, które zajmowały mi większość dnia, ponieważ starałam się opanować oprócz śpiewu grę na kilku instrumentach.
Teraz jednak, kiedy przyszedł list, cała ta codzienna praca przestawała się liczyć. W marzeniach mojej mamy byłam już królową.

------------------------------------------------------------------

Tak jak obiecałam dziś pojawiła się kolejna część Rywalek. Następny fragment książki w przyszłym tygodniu.


INFORMACJA
Ponieważ dużo osób czytało już "Rywalki" a ja chciałabym aby każdy na moim blogu znalazł coś dla siebie postanowiłam, że przepiszę również książkę "Dary Anioła: Miasto Kości". Mam nadzieję, że dzięki temu każdy będzie tu z chęcią wpadał :)
Pierwszy rozdział Darów Anioła pojawi się w sobotę.
  • awatar Jestem Luna: Czekałam na tą część :D Jest boska! Fajny pomysł aby pisać jeszcze jedną książkę :)
  • awatar El mismo sol ♥: Nie czytałam tego.Ale chyba się skusze bo na prawdę bardzo ciekawa!:) Świetny wpis!:D Zapraszam do mnie.
  • awatar ForveDura: Miło, że pomyślałaś także o tej biednej nie-rywalkowej mniejszości ^^ Będę czytać, zapowiada się ciekawie.
Pokaż wszystkie (6) ›
 

kamila147
 
160767.jpg


Kiedy przyszedł oficjalny list, moja matka nie posiadała się ze szczęścia. Od razu uznała, że wszystkie nasze problemy zostały rozwiązane i zniknęły na zawsze. Jedyną przeszkodę w realizacji jej wspaniałego planu stanowiłam ja sama. Nie uważałam się za szczególnie nieposłuszną córkę, ale czasem trzeba było powiedzieć nie.
Nie chciałam być członkinią rodziny królewskiej ani Jedynką. Nie chciałam nawet tego próbować.
Schowałam się w swoim pokoju, miejscu dającym mi schronienie przed hałaśliwą, rozgadaną rodziną, starając się znaleźć argumenty, które by przekonały matkę. Mogłam jej szczerze powiedzieć, co o tym wszystkim myślę… Nie wydaje mi jednak się, by matka zechciała wysłuchać nawet słowa.
Unikałam jej przez całe popołudnie, ale teraz zbliżała się pora obiadowa, a jako najstarsze z pozostałych w domu dzieci byłam odpowiedzialna za pomoc w kuchni. Zwlekłam się więc z łóżka i weszłam do gniazda żmij.
Mama spiorunowała mnie wzrokiem, ale nic nie powiedziała.
W milczeniu mijałyśmy się w kuchni i jadalni, przygotowując kurczaka, makaron i krojone jabłka, a potem nakrywając stół na pięć osób. Kiedy podnosiłam głowę, matka rzucała mi gniewne spojrzenie, jakby chciała wywołać we mnie poczucie winy i zmusić, żebym zapragnęła tego samego, co ona. Postępowała tak dosyć często, na przykład kiedy wykręcałam się od przyjęcia jakiegoś zaproszenia, ponieważ wiedziałam, że zamawiająca nasze usługi rodzina jest wyjątkowo chamska, albo kiedy chciała, żebym zrobiła wielkie porządki, ponieważ nie stać nas było na wynajęcie do pomocy jakiejś Szóstki.
Czasem to działało, czasem nie. Tym razem na pewno nie zamierzałam ulegać.
Złościł ją mój upór, ale nie powinna się była dziwić – tę cechę charakteru odziedziczyłam po niej. Szczerze mówiąc, nie chodziło tu tylko o mnie. Mama ostatnio w ogóle była mocno zdenerwowana. Lato się kończyło i niedługo mieliśmy się zmierzyć z chłodem i niepewnością.
Mama z gniewnym łupnięciem postawiła na środku stołu dzbanek z herbatą. Ślinka napłynęła mi do ust na myśl o herbacie z cytryną, ale to musiało poczekać. Byłoby marnotrawstwem wypić swoją szklankę teraz i zostać z wodą do obiadu.
– Nie umarłabyś chyba, gdybyś wypełniła ten formularz – rzuciła, nie mogąc się już dłużej powstrzymać. – Eliminacje to wspaniała okazja dla ciebie i dla nas wszystkich.
Westchnęłam głośno i pomyślałam, że wypełnienie formularza tak naprawdę mogłoby mi skrócić życie.
Wszyscy wiedzieli, że rebelianci – pochodzący z nielegalnych kolonii, które nienawidziły Illéi, naszego ogromnego i stosunkowo młodego państwa – często atakują ośrodki rządowe. I to dość brutalnie. Widzieliśmy ich w akcji także w Karolinie – jeden z budynków należących do ratusza został doszczętnie spalony, a samochody kilkorga Dwójek całkowicie zniszczone. Raz nawet dopuścili się zuchwałego włamania do więzienia, ale biorąc pod uwagę, że uwolnili tylko nastolatkę, która miała pecha zajść w ciążę, oraz Siódemkę, który był ojcem dziewięciorga dzieci, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tym razem mieli rację.
Jednak nawet gdybym zignorowała potencjalne niebezpieczeństwo, wydawało mi się, że samo branie pod uwagę Eliminacji może zabić moje serce. Nie potrafiłam powstrzymać się od uśmiechu na myśl o powodach, dla których wszystko powinno zostać tak jak dotychczas.

--------------------------------------------------------------

W głosowaniu wygrała książka "Rywalki". Tak prezentuje się pierwsza część jej pierwszego rozdziału. Mam nadzieję, że wam się podobała.

INFORMACJA
Ponieważ ta książka ma długie rozdziały postanowiłam, że każdy będę dzieliła na trzy części.

Kolejny już w środę :)
  • awatar Wiedźma1: Czytałam wszystkie części :) Mega wciągająca książka :)
  • awatar ~Twilight~: Czytałam już ją xD
  • awatar Jestem Luna: Super się zapowiada :) Na pewno będę czytać.
Pokaż wszystkie (6) ›
 

pakamera
 
Za dwa tygodnie startuje najwieksze swieto Designu w kraju. Lodz Design Festival w tym roku poza .... Czytaj dalej : www.example.pl/heroes-3-0-42718.htm
 

spiryt.us
 
Znalezione na bit.ly/Pj5Dac (kliknij w link, aby powiększyć ;) )

(Trwa ładowanie załączników…)

 

kciuk-pl
 
Zadłużony gdański szpital jako pierwszy w Polsce wprowadził nowatorski system selekcji pacjentów. Ze względu na stan w jakim docierają do szpitala. Czerwone, żółte i zielone. Od najpoważniejszych przypadków do tych najmniej pilnych. Ekonomicznie.

Link: www.kciuk.pl/Trzy-kolory-Szpital-selekcja-pacjen…
 

kciuk-pl
 
Hitler też selekcjonował ludzi, wybierał najsilniejszych, najlepszych (oczywiście w jego mniemaniu). Nadał sobie sam prawo do decydowania o życiu innych, o tym czy nadają się do życia czy nie. W XXI w. pojawia się podobne podejście, gdy człowiek ...

Link: www.kciuk.pl/Hitlerowska-technologia-Katem-oka-n…
 

kciuk-pl
 

“W jaki sposób działa parytet? Tak jak punkty za płeć w latach 70-tych na studia medyczne. Brakowało męskich lekarzy, więc aby się dostać na uczelnię niemalże wystarczyło być facetem.”



Link: www.kciuk.pl/Dlaczego-parytet-jest-seksistowski-a483
 

webspot
 
I nie chodzi wcale o czasy nazizmu! Rząd odrodzonego państwa Izrael domagał się od władz komunistycznej Polski selekcjonowania Żydów, którym zezwalano na wyjazd do "ziemi obiecanej". Żydzi chorzy i kalecy nie byli mile widziani w nowym państwie żydowskim. Bulwersujące, zwłaszcza, że chorób i kalectwa często dorobili się oni w hitlerowskich obozach!

Link: www.rp.pl/artykul/403812.html

#polska
 

 

Kategorie blogów