Wpisy oznaczone tagiem "Siewca Wiatru" (4)  

hoshichan
 
星FairyBlue: Mój ukochany "Siewca Wiatru" i powiedzonka bohaterów:

“Jasność sama wie co.”


“Zostaniemy ze skrzydłami w nocniku.”


“Na szczebelki Drabiny Jakubowej!”


“Na niedoszłą ofiarę Abrahama!”


“Witaj, niebycie.”


“Upierdliwy jak sen o siedmiu krowach.”



Nie ma to jak wracanie do starych książek.
Dopiero teraz skupiłam się na tym, co faktycznie jest napisane w Siewcy, a nie tylko na akcji i fabule^^

I teksty Bestii, rumaków Daimona i Gabrysia:

“Uważaj Daimon, Krew potwora pozostaje krwią potwora bez względu na koronę, jaką nosi.”


“Dzisiejszy dzień jest jak poranek na pobojowisku. Jednym przynosi radość, innym szczerbę po mieczu. Tyś ujrzał swoich przyjaciół w smutku i strapieniu, ja w radości, Archaniele Objawień. Czasem weselej być wierzchowcem niż księciem.”


“Długo czeka się tylko na lepsze czasy.”


“O nim można powiedzieć obłąkany [...] Istnieje różnica między umysłami chorymi, a głębokimi.”


“W obliczu wieczności, któż potrafi oceniać chwile?”


“Wiele napawa mnie zdumieniem, odkąd sięgam wstecz pamięcią, próbując przywołać rzeczy minione.”


“W głębokich dolinach zbiera się cień. Ma barwę nocy, lecz pachnie jak krew. Nazywają go śmiercią, ale nie mają racji. Śmierć przy nim jest pełnią życia.”


“Rozsądny ustępuje, gdy głupiec tryka łbem w mur.”


“Kto cierpliwie czeka, zbiera owoce.”




Cudowne wieści!
Kolejne przetłumaczone na polski chaptery Miłości-Mojego-Życia-1/2Prince! <3 ^^
Na cantrum mangi^^
Więcej! Chcę więcej! ^^
Pokaż wszystkie (2) ›
 

bravelittleangel
 
Przede mną ostatnie dwa tygodnie praktyk, a potem sesja i kolejne praktyki.
Za mną promocja zdrowia, przychodnia, szkoła i żłobek. Wbrew pozorom, najlepiej czułam się właśnie na tych pierwszych praktykach, gdzie było najwięcej strachu o to, czy je zaliczymy. Była motywacja i chęć do działania, było słońce za oknem. Teraz moja motywacja gdzieś się ulotniła, mam jednak nadzieję, że było jej u mnie dobrze i postanowi wrócić. Najlepiej, żeby wróciła jutro, albo najpóźniej w poniedziałek, bo w szpitalu trzeba będzie trochę z siebie dać. No i nauczyć się na sesję :)
Z anatomią pewnie sobie jakoś poradzę, w końcu to będzie test abc, a na tym przedmiocie w dość łatwy sposób potrafię przeistoczyć się w całkiem niezłego Legolasa ^^ Gorzej z opisówkami z dwóch najtrudniejszych przedmiotów, ale zawsze pozostaje wrzesień, co nie?
Odkryłam w sobie ostatnio nowe hobby - fotografowanie samolotów, które tak mniej więcej co pół godziny (to zależe od dnia) przelatują z gracją za moim oknem. Także, ewentualni terroryści strzeżcie się :)
Zaczęłam nagminnie oglądać "Internat".
Dopadł mnie również nałóg kupowania książek. W życiu nie kupiłam tyle powieści w ciągu pół roku (nie licząc czasu, kiedy kolekcjonowałam sagi z faktu, ale to odrębna historia). Jak tak dalej pójdzie, czeka mnie bankructwo i śmierć głodowa, ale jakaż to będzie piękna śmierć :D

xoxo

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

IMG_0008b.jpg


IMG_0017.JPG


IMG_0023.JPG


IMG_0024.JPG


IMG_0048.JPG


IMG_0051.JPG


IMG_0061.JPG


IMG_0027.JPG

("-I właśnie wtedy, Stefan, powiedziała, że rzuca mnie dla młodszego")


6c83aa0f225f087a682a60352143d21a_original.jpg


26c7452208ed9ecc837f7ef216fe269a_original.gif


27fad8b423fc948ac703fa5e07bb593c_original.jpg


95f4eff2c3d85529959230b7cd893053_original.jpg


4410b0974a462741ae64d0f3318f3315_original.jpg


50643aad4eacbe1d11e7d0017baac4c7_original.jpg


aa6e188678bb0e9a57df683b54308707_original.jpg


c9150849a17c93f96f3671f3578bb6d8_original.png


5aac07fd35124a278a3555825674c8d4_original.jpg


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

“-Żegnaj, Abaddonie.Odchodząc, powiem ci, com zrozumiało przez wieku istnienia na granicy światła i mroku. Zaprawdę, nie obawiaj się losu swego, gdyż jest on jak talar nieustannie obracany w dłoniach Wiecznego. Dobra i zła, słodka i smutna strona wirują, splecione w jedność. Bądź pozdrowiony, Burzycielu Światów, albowiem na zgliszczach najpiękniejszy wyrasta owoc”

  • awatar Independentlady: Czyli lekarz nam się tu kształci? ;) Książki rozwijają umysł i wyobraźnię, więc nigdy ich zbyt wiele. ;) Powodzenia i oby motywacja wróciła! ;)
  • awatar Karol.: Podziwiam - ja w szpitalu bym nie wytrzymała. Lekarzem zwierzęcym mogę być, ale ludzie mnie przerażają. Książek nigdy za wiele :)
  • awatar Safe and Sound.: Jak się chce przeczytać np. całą serie Gry o Tron to trochę trzeba wydać. Ja chyba wolę e-booki. Joffrey.:D
Pokaż wszystkie (14) ›
 

lady.iseriatha
 
iseriatha: „-Honor - powiedział. - Lojalność. Obowiązek. Wy, skrzydlaci, lubujecie się w dylematach moralnych, ale nie wiecie, jak się posługiwać prostymi terminami. Widzisz, Lampka jest moim przyjacielem. Jedynym. Nie dbam, czy mi wierzysz, czy nie, bo prawda i tak pozostaje prawdą. Nie obchodzi mnie Głębia. Obchodzą mnie jednostki, a Lampka jest jednostką, na której mi zależy. Zrozumiałeś?”

„Nie przewrócę się, nawet się kurwa nie potknę.”

„Pani, jesteś naczyniem mądrości. Trudno mi uwierzyć, że cała zawartość gdzieś się wylała.”
 

comatose89100
 
Comatose: Blask słońca oślepiał Daimona, którego oczy przywykły do ciemności lochy, więc mimo że wytężał wzrok, mógł dostrzec na trybunach zamazane plamy.

Wtem Jao delikatnie dotknął jego rękawa.
- Spójrz na Rycerzy Miecza - szepnął.
Jaldabaot wychylił się lekko.
- Co to ma znaczyć? - syknął.
Stali z odkrytymi głowami i włosami szarymi od popiołu. Na policzkach mieli grube kreski namalowane krwią.
- Żałoba - powiedział sucho Jao - Oni noszą żałobę.

Daimon ze wszystkich sił starał się nie potknąć. Wyglądał strasznie w porwanym, zakrwawionym ubraniu, z bladą, pokaleczoną twarzą i zmierzwionymi włosami. Gdy się pojawił w drzwiach Pałacu Sprawiedliwości, przez tłum przebiegł szmer podobny do westchnienia. Jego opłakany wygląd nie budził jednak litości, lecz raczej lęk i szacunek, gdyż w każdym sztywnym kroku, w każdej próbie utrzymania wysoko uniesionej głowy było więcej godności niż w wystudiowanych pozach całej Rady Archaniołów.
(...)
W oczach Daimona wyglądali jak bydło i czuli się jak bydło, przyglądające się schwytanemu lampartowi. I wysławiali Pana za nieskończoną dobroć, dzięki której mogli pracować w trudzie i znoju bez piętna morderczej wściekłości, bez sztyletu mającego na dnie serca.
Daimon zrównał się ze stojącymi niemal przy samych stopniach szafotu Rycerzami Miecza. Jego spojrzenie na chwilę skrzyżowało się ze wzrokiem Kamaela, którego twarz była szara jak płótno. Kreski, namalowane krwią na policzkach, krzyczały to, czego nie mogły wypowiedzieć zaciśnięte usta. Kamael nie dał żadnego znaku, nie wyrzekł ani słowa, lecz nagle szereg znieruchomiałych i milczących Aniołów Miecza załamał się, gdy wszyscy równocześnie uklękli, prezentując broń - te paradne złote mieczyki, które rozkazał im wydać Jaldabaot.
(...)
Daimon wspiął się na szafot. Tak wiele razy stawał naprzeciw śmierci, że właściwie przestał się jej bać. (...) Pozbawić życia anioła krwi wcale nie jest łatwo, powtarzał sobie pobladły, dygoczący Raguel.(...) Raguel spojrzał na smukłą, nieruchomą postać Daimona. W serce? - pomyślał w popłochu. Na litość Pańską, czy on je w ogóle ma?
Frey odetchnął głębiej. Dziwne oszołomienie powoli mijało. Dopiero teraz dostrzegł Raguela. W oczach na chwilę zapłonął mu wilczy blask.
- Hej, Raguel - powiedział niskim, bezdźwięcznym tonem. - Ładny awansik, co?
Archanioł drgnął. Przypomniał sobie o ciążących na nim obowiązkach.
- Przywiązać go! - rozkazał oczekującym pachołkom. Jego głos brzmiał piskliwie i niepewnie. (...) Herold monotonnym głosem odczytał listę jego zbrodni. Przynajmniej uratowałem Królestwo, pomyślał z goryczą. Umrę jako bohater. (...) Witaj, niebycie, powiedział do siebie Daimon. Prawie się nie bał, ale jednocześnie wcale nie pragnął umierać. Nie pociągał go niewzruszony spokój i majestat śmierci.
(...) Raguel zamachnął się sztyletem i uderzył.
Świat cofnął się gwałtownie, malejąc do rozmiarów szpilki. (...) Archaniołowie patrzyli na siebie w milczeniu. Niektórzy bezwiednie zaciskali pięści.
(...) Nagle niebo pękło. Błękitne światło, które zalało plac, wzduszało oddechy z powrotem do płuc, oślepiało, powalało na kolana, na twarz. Wszyscy, aniołowie służebni, żołnierze i dostojnicy, czołgali się w pyle. I wszyscy słuchali.
Tylko Metatron klęczał z uniesionymi w górę rękami i spojrzeniem promieniejącym szczęściem.
Błękitny wir porwał Daimona, wyszarpnął z ciemności. Wypełnił go oślepiającym bólem, potęgą zmuszającą do krzyku. Cisną między nieskończone przestrzenie, pokazując dokładnie, czym są życie, śmierć, życie i dzieło Stworzenia. A potem przemówił, chociaż Daimon był pewny, że nie używa słów.
- ANIELE MIECZA, STWORZONY Z GNIEWU, PRZYNALEŻNY CHAOSOWI - BEZCZELNY, DUMNY, LECZ, PRZYZNAM, ODWAŻNY - OTO MIANUJĘ CIĘ NISZCZYCIELEM - ABADONNĄ, BURZYCIELEM STAREGO PORZĄDKU, TAŃCZĄCYM NA ZGLISZCZACH I ANIOŁEM Z KLUCZEM DO CZELUŚCI, BO OŚMIELIŁEŚ SIĘ PO NIEGO SIĘGNĄĆ TAK BEZCEREMONIALNIE. PRZEKONAŁEŚ SIĘ PRZECIEŻ, ŻE TO TWOJE POWOŁANIE. A TERAZ WRACAJ, ŻEBY MI SŁUŻYĆ. TWÓJ CZAS SIĘ JESZCZE NIE WYPEŁNIŁ.
I oszołomiony, półprzytomny Daimon z hukiem spadł na deski szafotu. Dźwignął się na czworaka, potrząsając głową, żeby odzyskać ostrość widzenia.(...) Czuł się bardzo słaby i chory, Plac przybliżał się i oddalał, budowle wyprawiały niezwykłe podskoki. Z ziemi niemrawo podnosili się aniołowie, pustymi oczami przyglądając się nawzajem. Nagle ktoś krzyknął, wyciągając rękę w stronę szafortu.
Niemal wszystkie głowy obracały się już w jego stronę.
Nowo mianowany Niszczyciel chwieje się niezwykle i powoli zmagał się ze schodami. Ręce wciąż przyciskał do piersi, jak gdyby niósł tam coś niesłychanie cennego. Na ostatnim stopniu potknął się i pełnym gracji, nienaturalnym ruchem zgiął się wpół niby w ukłonie.
Kamael i Razjel skoczyli ku niemu jednocześnie, lecz jakoś dziwnie niezgrabnie. Daimon skierował na nich olbrzymie, bezdenne źrenice w których odbijała kosmiczna pustka. Były to oczy starsze niż czas.
 

 

Kategorie blogów