Wpisy oznaczone tagiem "Simone" (5)  

simone
 
-To tutaj- powiedział człowiek o twarzy bez wyrazu. Poprowadził mnie korytarzem do małego pomieszczenia, pochylił się przy jednej z szuflad przy ścianie, wyciągnął upiornie bielejący w półmroku kształt.
-Czy to ona?- spytał się podnosząc prześcieradło.
-Tak, to ona- jęknęłam patrząc w szeroko otwarte, mętne, zielone oczy mojej córki-Niech nas pan zostawi same, chcę się z nią pożegnać.
Ten człowiek uprzejmie wyszedł, a ja kucnęłam przy mojej córce. Łzy zalewały mi oczy, a serce chciało wyskoczyć z piersi.
-Przepraszam, przepraszam, że nie potrafiłam cię ochronić- płakałam, gładząc ją po włosach-Czy mi kiedyś wybaczysz?
Poczułam,z ę pod moją dłonią coś się ruszyło. Martwa twarz mojej córki patrzyła wprost na mnie, a szczęka trupa opadła. Z ust wypłynął szeroki strumień ciemnej, prawie czarnej krwi, zalewając mi dłonie i ubranie.
-Simone...- jęknął trup- Simone...
Odskoczyłam jak oparzona, potknęłam się o coś, wyrznęłam na ziemię...
Jakieś zimne dłonie zaczęły łapać mnie i ciągnąć. Otworzyłam oczy.
...
-Simone, wstawaj kochanie- powiedziała do mnie zatroskana twarz Marka- Minęła już doba, możemy zgłosić zaginięcie na policję.
-Spałam?
-Tak, zasnęłaś przy kuchennym stole, nie miałem sumienia budzić Cię. Ale teraz musimy już wstawać.
Kiwnęłam głową i wstałam. To był tylko koszmar...

Na komisariacie przyjęła nas oficer Marlena, jako znająca rodzinę. Spisała całe zeznanie i zaczęła się zabawa w sto pytań do:
-Czy córka się buntowała? Czy ma chłopaka? Czy uważa się za niezrozumiana w domu? Czy kłóciliśmy się ostatnio?
No i z pytań wyszło, że jesteśmy rodziną głęboko dysfunkcyjną i dziecko na pewno od nas samo uciekło.
Marka o mało szlak nie trafił.
-Nasza córka nigdy nie uciekłaby z domu!
-Tak, a połowa dziewczyn z nastoletnią ciążą to dziewice- parsknęła oficer Marlena. "To chyba kompletna strata czasu" pomyślałam "Może jakiś prywatny detektyw?".
W tym momencie drzwi się otworzyły i wszedł jakiś inny policjant.
-Pani jest spokrewniona z Oksaną Vandering?- spytał się bez ogródek
-Van der Ing. Tak- śledczy usunął się na bok i wpuścił do pomieszczenia Natana, który wyglądał, jakby też nie spał całą noc.
-Co wy tu robicie?
-Tamara zniknęła.
-Oksana też. Wczoraj- śledczy położył teczkę na stole i odesłał oficer Marlenę, mówiąc, ze przejmuje sprawę.
-To nie może być przypadek- oświadczył osiągając szczyty przenikliwości- Proszę powiedzieć. Czy ktos ostatnio wam jako rodzinie groził?
Pokaż wszystkie (8) ›
 

simone
 
Kiedy zobaczyłam Oksanę w moim sklepie od razu poczułam ukucie niepokoju.
-Cześć, coś się stało?- spytałam się. Stała przed mną zezując podejrzliwie w każdym kierunku.
-Musimy pogadać- powiedziała w końcu nerwowym szeptem.
-Nie mam tu zaplecza, no mów- Oksana westchnęła i przestąpiła z nogi na nogę.
-Spodziewaj się po południu poczty. Wnerwi cię.
-A... co będzie w tej poczcie?- byłam w tym momencie ucieleśnieniem ciszy przed burzą.
-Będzie pozew. O alimenty. Też taki dostałam- mruknęła moja siostra nie patrząc mi w oczy.
No cóż... tego się nie spodziewałam.
-Wiesz, nie wiem jak w twoim przypadku, ale ja nieślubnych dzieci nie posiadam.
-Nie bądź głupia. Ja też nie- westchnęła litując się nad moją niską, niestymulowaną od wczesnego dzieciństwa inteligencją- Pozew będzie od tych naszych...- zacięła się- NIBY matek.
-No nie no. Chyba jaja sobie robisz- prychnęłam- Matka może procesować się z dzieckiem o alimenty?
-Może. To taka formy ochrony państwa przed wyrodnymi dziećmi.
-No to do nas się to nie stosuje- Oksana westchnęła.
-Żeby dostać alimenty od dziecka, trzeba sąd przekonać, że faktycznie obniżył się poziom życia danego rodzica przez to dziecko. Tak przynajmniej one twierdzą. Poza tym mówią, że pomagały nam finansowo.
-Kiedy niby?
-Podobno mają jakieś kwity. Poza tym- one obie są na rencie. Nasze pojawienie się na świecie rozwaliło je ponoć psychicznie i sprawiło niesamowite spustoszenie w ich organizmach, co bezpośrednio wpłynęło na obniżenie ich zarobków. No i w końcu wyrzucenie z pracy.
-A gdzie pracowały?
-Wolisz nie wiedzieć- teraz Oksana spojrzała mi prosto w oczy.
-No gdzie? Bo zastanawiam się jak mogłyśmy zniszczyć im życie skoro nas podrzuciły ojcu we wczesnym niemowlęctwie?
Oksana spojrzała na mnie boleśnie i pochyliła się by powiedzieć mi coś do ucha.
- W agencji towarzyskiej.
Poczułam się zbrukana. Brudna po prostu.
 

simone
 
-Idzie! Idzie!- powiedział rozgorączkowany Marek odskakując od okna. Rzucił się na fotel i zastygł w pozie "jestem bardzo, bardzo groźny", co tak do niego nie pasowało, że wywoływało niemal efekt komiczny.
Niemal.
-Cześć Mamo- rzuciła radośnie na progu córka marnotrawna, po czym zauważyła nasze miny i uśmiech spełzł jej z twarzy.
-Ty- siadaj! A druga na górę! I nie wyłaź!- warknęłam. Nie mająca pojęcia co to solidarność rodzinna, druga moja pociecha uciekła, aż się kurzyło.
Podejrzana usiadła na krześle z miną pt. WTF.
-Rozmawialiśmy o Tobie z twoim Ojcem- zaczęłam groźnie, a Marek skwapliwie pokiwał głową, żeby pokazać, że- o tak tak- rozmawialiśmy. Starałam się na niego nie patrzeć, bo mi cała otoczka bycia groźnym nie wychodziła-  Jesteśmy zaniepokojeni tym, co się z tobą dzieje!
Córka marnotrawna zrobiła minę jakby się miała rozbeczeć i oczy jej zaszły łzami. I jak tu być srogim i kontynuować przesłuchanie?
-Masz zachcianki!- przybył Marek na odsiecz z dowodem nr. 1- Wczoraj wypiłaś na obiad tylko sok z buraków i ogórków, a przed północą zjadłaś dwa opakowania czekoladek!
-A przedwczoraj nie chciałaś śniadania, bo powiedziałaś, że źle się czujesz, a potem znalazłam u ciebie w pokoju dwa kartony po pizzy. I paragon z datą z dnia wcześniej!
-A były naleśniczki z dżemem! A ty zawsze uwielbiałaś naleśniczki!- wyskoczył Matek tryumfalnie. Jakby się było z czego cieszyć.
-I rzygasz- dobiłam ostatni gwóźdź do trumny. Zaszczuta córka wyglądała, jakby chciała zapaść się pod ziemię.
-No więc- zaczął Marek spokojnym, rzeczowym tonem- Kto to jest?
-Jak to kto?- jęknęła Młoda.
-Kto jest ojcem twojego dziecka?- a ta w ryk. Zrobiło mi się jej żal.
-No już dobrze- przytuliłam ją. Cała złość ze mnie opadła i zrobiło się jej żal- Przecież to nie jest żadna tragedia. Jak nawet nie będzie chciał się ożenić, to to przecież nie jest żaden problem. Wychowamy. Po prostu nie sądziłam, że tak szybko będę babcią.
Maja spojrzała na mnie z głębin swojej rozpaczy.
-Przecież ja nie mam chłopaka!
-Do tego akurat nie potrzeba z nikim chodzić- warknął Marek.
-Ale ja nie jestem wiatropylna!-załkała podejrzana.
-Czyli ty nie ten tego...- jęknęłam i w tym momencie mnie olśniło- TY SIĘ ODCHUDZASZ!
Maja skwapliwie pokiwała głową.
-No przecież straciłam 15 kg. Chwaliłam wam się.
-Ale nie bulimią!
  • awatar Anetka xd: @NewSimland: nom...
  • awatar Mia Smitch- Poważna i szalona: Być może rzeczywiście ma Bulimię... Tego tak nie można zostawić... OD tego można nabawić się różnych innych chorób!
  • awatar Próżność.: Typowa choroba związana z odchudzaniem. Nastolatki tak mają. Może wyślij ją do jakiegoś dietetyka, który ułoży jej specjalną dietę, dzięki której schudnie, ale nie zagłodzi się na śmierć.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

simone
 
Córki moje zupełnie się tu rozpanoszyły- ale nie wińcie mnie za bardzo. Prowadzenie trzech firm zżera trochę czasu, i nie wiem, czy dałabym radę z tym wszystkim wytrzymać psychicznie, gdybym nie miała męża takiego, jakiego mam (czyli cudownego).

Piszę, żeby uporządkować myśli. Ale po kolei: dziś rano zadzwoniła do mnie siostra moja- Oksana. Powiedziała, że odkryła coś niesamowitego i musi do mnie wpaść pogadać.
"No to przychodź"- powiedziałam jej odkładając słuchawkę i zastanawiając się, co też się stało- "Pewnie NToH chce przeprowadzać na nich jakiś nowy eksperyment"- pomyślałam... i pomyliłam się.
-Odnalazłam nasze matki- wrzasnęła Oksana już na progu. Wywołało to na mnie skutek zbliżony do uderzenia w skroń młotkiem. Stałam oniemiała a ona wyrzucała z siebie słowa jak z karabinu maszynowego:
-Po tym jak mnie znalazłaś cały czas mnie to nurtowało, znalezienie reszty ludzi z pokrewnym genomem jak ja- tylko człowiek wychowany w ramach rządowego projektu naukowego może tak dobierać słowa- Poszłam więc do swojego patrona i mu mówię, że mnie to nurtuje i nie mogę skupić się na pracy. Wysłał mnie do psychologa a tamten nakazał znalezienie własnych korzeni. No to co? To złożyłam podanie w NToH o udostępnienie mojej dokumentacji i wielkiej bazy danych genotypów Simlandii...
-TO JEST COŚ TAKIEGO JAK WIELKA BAZA GENOTYPÓW SIMLADII?- odzyskałam głos. Oksana wyglądała na zbitą z tropu.
-Oczywiście, że jest. W domach dziecka pobiera się próbki DNA do bazy od razu, a w pozostałych przypadkach w szpitalach i w szkołach. Dla celów badawczych i dla policji- stwierdziła to jak najoczywistszą rzecz na świecie i nie dała mi czasu na strawienie tej wiadomości.
-Więc wzięłam moją i twoją próbkę DNA i poszłam do bazy, a tam zapuścili poszukiwanie. To było jakiś tydzień po tym jak mnie znalazłaś.
-Ale ja cie odnalazłam 15 lat temu!
-No i właśnie dziś rano skończyło się szukać- to by wyjaśniało tępo działania naszego wymiaru sprawiedliwości.
-No i mam je! To one!- krzyknęła Oksana wyciągając z torby dwie grube koperty. Z pierwszych stron teczek patrzyły na mnie dwie pomarszczone twarze alkoholiczek.
-Idę teraz do nich je poznać. Idziesz ze mną?- CO?CO?CO?
-NIE- z Oksany zeszło powietrze.
-Czemu nie?
-Wybacz, ale muszę z tym wszystkim trochę ochłonąć- powiedziałam, patrząc na teczkę mojej matki- Jak ochłonę, to... się zastanowię.
Oksana przestąpiła z nogi na nogę.
-Myślałam, że się ucieszysz...Ty taka rodzinna jesteś...
Spojrzałam krytycznie na teczki.
-TO, moja droga, jest co najwyżej kobieta która mnie urodziła. INKUBATOR. Rodzinę mam tu, to są ludzie którzy mnie kochają, którzy o mnie dbają. TO- potrząsałam teczkami- nie jest rodzina.

Kiedy Oksana już poszła, zrobiłam sobie kawy i poczłapałam do Marka.
-Mam dziwną wiadomość- powiedziałam.
-Tak? A ja złą- odrzekł Marek.
-To ty pierwszy.
-Nasza córka jest chyba w ciąży.
 

 

Kategorie blogów