Wpisy oznaczone tagiem "Survival" (83)  

naszczyt
 
...to nieodzowny element ekwipunku podczas wyprawy.
Zagotowanie wody w zaledwie 4 minuty nad jeziorem w środku lasu jest możliwe! Przekonaj się sam.
survival kettle.png
 

naszczyt
 

survival-kettle-red_07.jpg


Czajnik turystyczny malowany proszkowo i wypalany w wysokiej temperaturze. Odporny na uszkodzenia mechaniczne. Rączki izolowane grubą naturalna skórą.
 

uran56
 
Darmowe top ogłoszenia 24h i bezpłatne anonse, sprzedam - kupię, Sport i Rekreacja


Gadżety kibica, trofea - Odzież sportowa - Odżywki, suplementy - Poszukiwania skarbów, militaria - Rowery i akcesoria - Siłownia i fitness - Skating - Sporty drużynowe - Sporty towarzyskie - Sporty walki - Sporty wodne - Sporty zimowe - Strzelectwo, myślistwo - Tenis i pokrewne - Turystyka i Survival - Wędkarstwo

#Gadżety #kibic #kibice #trofea #Odżywki #odżywka #suplement #suplement #Poszukiwania #skarb #skarby #militaria #rower #Siłownia #fitness #Skating #Sporty #sport #drużynowe #walka #woda #zima #Strzelectwo #myślistwo #Tenis #Turystyka #Survival #Wędkarstwo #wędka #ryba #ryby #nóż #noże #Góry #wspinaczka #leżaki #butla #latarka #Lodówka #mapa #przewodnik #Materac #śpiwór #Namiot #Termos #kubek #Torba #plecak #walizki #Echosonda #silniki #silnik #ponton #wodery #Przynęta #Siatka #Sygnalizator #Zanęta #Żyłka
#czapka #koszulka #spodenki #Szaliki #dyplom
#wynik #Koszykówka #Piłkanożna #Piłkaręczna #Siatkówka #bieg #Bieganie #jogging #Bilard #snooker #Dart #rzutki #Golf #karty #Nordicwalking #Piłkarzyki #Szachy #warcaby #Boks #Szermierka #WalkiWschodu #K1 #MMA #zapasy #Kajakarstwo, #Nurkowanie #Pływanie #Surfing #windsurfing #Żeglarstwo #łyżwy #Łyżwiarstwo #hokej #Narty #narciarstwo #Sanki #Snowboard #ASG #Łucznictwo #kusza #Myślistwo #myśliwy #Paintball #Pistoletygazowe #Wiatrówka #pistolet #Badminton #Squash #Tenisstołowy #Tenisziemny #rakiety #rakietki #piłki #piłka #piłeczki


bazarek.net.pl/(…)ogloszenia-sportowe-darmowe-bezpl…
 

banzajpl
 
Studio Funcom postanowiło sięgnąć po legendarnego bohatera i na bazie świata w jakim on walczył stworzyć grę Conan Exiles. Tytuł ma być survivalem w sandboksowej wersji i początkowo trafi...
www.gry.banzaj.pl/Conan-Exiles-walka-o-przetrwan…
 

heniutek3000
 
yo buraczki....pisze to łajno bo szukam wsparcia...wiem że jest nas wielu...zwykłych...niewyróżniających sie niczym...zaściankowych domowych twardzieli...mamy swoje problemy o których warto pisać...tj. podłe żony, kac, brak floty,gastrofaza, podłe żony, głud,podłe żony, wykryte kochanki przez podłe żony i podłe żony....piszcie misiaczki. dzielcie sie temacikami, bądzimy tugeder...
 

entropia
 
Fenyloketonuria:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

entropia
 
Fenyloketonuria:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

entropia
 
Fenyloketonuria:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

entropia
 
Fenyloketonuria:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

entropia
 
Fenyloketonuria:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

bushcraft6
 
Techniki survivalu ekskluzywne są ludzkości od chwili lat. To dopiero co teraz bajerują nowego znaczenia. Ludzie znudzeni ciągłym wpatrywaniem się wpatrywaniem się w ekrany dążą na nowo powstrzymuje spośród naturą.Przetrwanie przybrał kolejną kondycję – sportu ekstremalnego, natomiast w nieco łagodniejszej formie – laby.
Sztuka przetrwania spopularyzowana dzięki progaramy takie którego ,,Szkoła Przetrwania” stała się nowym fenomenem w XXI wieku. Gość dzisiejszy potrzebuje na świeżo odkryć dobra naturze i cofnąć się od chwili harmidru cywilizacji. W Polsce, dokąd wciąż istnieje masa obszarów nie muśniętych człowieczą grabą, survival ma szanse jeżyć się się jakimś spośród spośród fundamentalnych modus odpoczynku. Na ponowne pojawienie się przyuczyć nas szacunku do przyrody i dopuścić nam uchwycić sens tegoż siebie.
Na blogu odkryjecie górę dorady, jakie przybliżą wam idea jakim jest przeżycie. Przyuczę Cię doradzać se w delikatnych sytuacjach, dowiesz się, kiedy przetrwać w nieintratnych przesłankach, ano ażeby po powrocie aż do domu dysponować niezapomniane wspomnienia.

Drugą paginą blogu cechuje acz fabularne historie w których umiejętności przetrwania grają kluczową glebę. Przenieś się z nami na opustoszałą wysepkę, odkryj kroniki kryzysu ekonomicznego lub przenieś się w piwnice gdzie dławią się ludzie po walce jądrowej.
I prawdopodobnie kula ziemska ogarnięty przy użyciu zoombie? Cześć! w moim świecie, cześć! na mojej paginie ofiarowanej survivalowi, outdoorowi a turystyce. Dowiesz się w tej okolicy, czym podług mnie istnieje przetrwanie, przeczytasz recenzje książek o tematyce zbliżonej aż do problematyki mojej okolica, odgadniesz wiele technik  survivalowych, które mogą wyrazić się celowe w dziennym istnieniu np. w ciągu eskapady na narty, rekreacyjnej eskapady
w góry, azaliż odjeździe w lato pod spodem namiot.

Dokładam całkowitych starań aby dostarczone po tej stronie wiedzę dotychczasowy czyste, aliści pamiętaj iż przetrwanie to i samodzielne myśl - dlatego nie wierzże naiwnie wszelkiej danie, jaką tędy znajdziesz! Jeżeli ano frapuje Cię przetrwanie, odwiedźże do książek i dostrzeżże się na akuratne szkolenia - już sam internet to za mało ażeby stać się survivalowcem!

www.bushcraft24.pl
 

firstdayinnewlife
 
Cofnąłem się do Mikiego, a tam było ich nagle tak dużo! On zbliżył się pod drzwi. Szło ich na nas 6, po trzech dla każdego. Każdy z nich wyglądał jak by się tam kiedyś uczył. Z jednym chyba ktoś walczył, bo miał wbity ołówek w ramię. Wszyscy przemienili się na wskutek ugryzienia. Jeden miał ślad na szyi, drugi na ręce, a jeszcze inny rozdartą koszulę i ugryzienie na ramieniu. Zakrwawione postacie szły powoli w naszą stronę. Mikiemu zszedł uśmiech z twarzy, lecz nadal było widać iskrę w jego oczach. Opuścił swoją siekierę na ziemie. Nie spuszczając wzroku z bestii podniósł powoli łopatę. Bez gwałtownych ruchów wstał i uniósł ją nad głowę. Lewą nogę wysunął troszkę do przodu i wziął zamach. Po kilku sekundach łopata leciała ostrzem w grupę umarłych. Leciała jak oszczep i wbiła się prosto w brzuch najbliższego,  powalając go. On nadal się ruszał, ale to zdecydowanie go spowolniło. Teraz najbliższy był po prawej stronie. Oznaczało to, że kolejny trup należał do mnie. Mikołaj już spokojnie pochylił się po swoją zakrwawioną siekierę.  Razem z przypływem energii, która przepłynęła przez moje ciało poczułem niepodobną do mnie odwagę. Tego dnia najwidoczniej coś się we mnie zmieniło. Zmężniałem i stałem się odważniejszy. Zrobiłem dwa kroki w przód i wziąłem zamach od boku toporkiem, aby ugodzić umarlaka w skroń i wtedy usłyszałem odgłos drzwi za moimi plecami. Wbiłem go jednym, płynnym ruchem w czaszkę umarłego i szarpnąłem go w moją stronę. Trup runął na twarz, przede mną.
 

firstdayinnewlife
 
Przestałem się nad tym zastanawiać i wyszedłem za nim na zewnątrz. Widać było, że coś poszło schodami w dół zostawiając ślady krwi. Nie zastanawialiśmy się co to było, tylko ruszyliśmy w stronę naszej sali. Było pusto, ale i tak szliśmy ostrożnie. Narzędzia od czasu do czasu puknęły o siebie. Torba na szczęścia mocno tłumiła dźwięk. Teraz tylko niech Adam otworzy nam drzwi. Spoceni z nerwów przyspieszyliśmy kroku. Widać było, że w stronę naszej sali szła jakaś postać z otwartą raną. Były nowe ślady krwi, które nie świadczyły nic dobrego…  Jakieś narzędzie ocierało mój bok, to chyba była łopata. Przyspieszyliśmy kroku bo jakaś postać pojawiła się za nami. Dochodziliśmy już do drzwi i zobaczyłem trupa w korytarzu prowadzącym do magazynu. Na razie nas nie widział. Adam nadal nie otwierał drzwi. Umarły za naszymi plecami był już coraz bliżej. Miki uderzał nerwowo pięścią w drzwi, a ja już miałem do niego podejść, gdy wszystkie narzędzia z hukiem wylądowały na posadzce. Torba przetarła się i rozerwała. Zagarnąłem narzędzia pod drzwi. Nie mogliśmy ich wtedy stracić. Umarły po lewej się odwrócił i szedł ku nam, a ten za nami przyspieszył. Mikołaj ruszył naprzeciw pierwszemu umarłemu. On był coraz bliżej, a ten przy magazynie ruszył ku nam. Ja miałem najwidoczniej się nim zająć. Podszedłem w jego stronę i straciłem Mikiego z oczu. Był on w drugim korytarzu. W duszy błagałem, żeby Adam otworzył już te cholerne drzwi! Miki mnie zawołał, więc jednym susem doskoczyłem do zmarłego i płynnym ruchem rozpłatałem toporkiem jego czaszkę. Krew bryznęła na moją twarz. Zesztywniał i upadł na ziemię. Poczułem dziwny przypływ energii. Patrząc na martwą postać leżącą na ziemi, która drga od konwulsyjnych skurczów mięśni we własnej krwi. Ten widok napawał mnie zachwytem. Jeszcze parę dni wcześniej nie mógł bym uwierzyć, że będę musiał zabić, aby ratować siebie i najbliższych…
 

firstdayinnewlife
 
Wracając do Mikiego, cały czas kucał przede mną i patrzył czy wracam do siebie. Szturchnął mnie w nogę i zapytał czy ze mną jest już wszystko dobrze. Kiwnąłem głową, a on wstał.
-Musimy się stąd wydostać. Na szczęście mamy tutaj do tego odpowiedni sprzęt.- powiedział biorąc wiszącą na ścianie siekierę i obracając ją w rękach.
-Chcesz z nimi walczyć?- zapytałem
On podał mi rękę, aby pomóc mi wstać i powiedział z uśmiechem na ustach:
- Jeżeli ty też znajdziesz sobie broń to nie będzie żadnego problemu.
W końcu coś dla niego. Miki uwielbiał grać na komputerze w wszelakie gry, w których mogłeś zabić. Teraz mógł się przekonać jak to jest. Tylko jak te bestie się zachowają? W grach zabijało się tylko ludzi, albo kosmitów. Musieliśmy spróbować, ale najpierw zapakowaliśmy do torby wszelkiego rodzaju młotki, łopaty i inne narzędzia, którymi moglibyśmy roztrzaskać głowy umarlakom. Przeszukaliśmy całą salę i wypełniliśmy torbę.  Założyłem ją na ramię, była trochę ciężka, ale w razie czego dałbym radę biec. W prawej ręce miałem mały toporek, a w lewej młotek. Tym razem Mikołaj był z przodu. Mi było się ciężej ruszać z tą torbą i jednak miałem zajęte obie ręce. Chwycił ławkę i pewnym ruchem przesunął ją od drzwi. Nie musieliśmy czekać, aż drzwi się otworzą, bo umarły napierający na drzwi od razu wpadł do środka upadając na twarz. Ja wtedy odskoczyłem do tyłu, a Mikołaj wyszedł zza drzwi i  pewnym ruchem wbił mu ostrze siekiery w głowę. Krew bryzgnęła w moją stronę. Zrobił to z taką łatwością. Nawet się nie zastanawiał czy to coś będzie cokolwiek czuło.
 

firstdayinnewlife
 
Wszystko nagle zwolniło. Klamka powoli opadła, a drzwi się uchyliły i w końcu pod moim ciężarem się otwarły. Upadłem na podłogę do niewielkiego pomieszczenia. Przymknąłem oczy i usłyszałem tąpnięcie przy moim uchu. Nagle coś ciągnęło mnie za ręce. Po kilku sekundach - chociaż nie wiem ile tak leżałem na ziemi, zaczęło robić mi się lepiej. Siedziałem oparty o szafkę, a Mikołaj kucał wpatrzony we mnie.Byliśmy w małym kantorku z szarymi, obdartymi ścianami. Niewiele światła wpadało przez małe okno, w którym z zewnątrz były kraty. Niewielkie biurko poniszczone od wbijania gwoździ, przy nim krzesło obrotowe bez jednego kółka. Na ścianie wieszaki na narzędzia. Jeszcze była tam wysoka szafa z zamkiem na klucz, ale była lekko uchylona i wystawała z niej jakaś część ubrania, prawdopodobnie kawałek płaszcza przeciwdeszczowego. W tamtym pomieszczeniu były również takie rzeczy jak miotły, wiaderka, czy rozsypane po podłodze jakieś śrubki. Musiał to być jakiś warsztat czy pomieszczenie konserwatora budynku. Na szczęście nikogo tam nie było, nikogo poza nami i przynajmniej jedną bestią za drzwiami. Musiałem na moment stracić przytomność, bo umarły był już pod drzwiami, które były zastawione ławką szkolną. Musiał to zrobić Mikołaj, bo ja nie byłem wtedy wstanie zrobić cokolwiek.

PS. Wpis krótki, wiem ,ale jutro będą, aż dwie części!
 

firstdayinnewlife
 
Przeprowadziłem wtedy szybki monolog w mojej głowie i zrobiłem krok do przodu. Wskazałem Mikiemu, który stał za mną schody w dół. Szybko, ale bardzo ostrożnie zeszliśmy na dół. Schodziłem już ze schodów gdy mojemu przyjacielowi zostały ostatnie dwa stopnie. Wtedy zrobiłem największy błąd tamtego dnia. Obróciłem się nie myśląc o tym, że on cały czas trzyma mnie za ramię. Mój obrót pociągnął go i noga osunęła mu się na schodach. Na szczęście się nie przewrócił, ale uderzenie o podłogę jego stopy wywołało głośne tupnięcie. Puste korytarze szkoły pogorszyły to wszystko i dodały jeszcze głośniejsze echo. Znów zatrzymaliśmy się w bezruchu. Usłyszeliśmy tylko chrząknięcie z góry i odgłos jakby się ktoś krztusił. Wtedy ruszyliśmy biegiem do przodu. Za daleko nie pobiegliśmy, po 10 metrach w ciemności natrafiliśmy na stalowe, masywne i sporych rozmiarów drzwi. Takie same jak te do magazynu. Możliwe, że to było właśnie drugie wejście. Szybko wziąłem Mikiego za rękę i pobiegłem spowrotem licząc na to, że jeszcze nic nie przywlekło się do korytarza, który był jedną drogą naszego powrotu. No było jeszcze wejście do góry, ale ta krew… To najzwyczajniej było zbyt niebezpieczne. Krew już spłynęła po schodach na posadzkę, na której robiła się powoli kałuża. Z naprzeciwka szedł „naszym” korytarzem jeden z trupów, a co najlepsze z góry też usłyszeliśmy człapanie! Zacząłem się pocić z nerwów, kolana mi się uginały i chciałem się czegoś schwycić. Poręcz była już zakrwawiona, ale zobaczyłem drzwi parę kroków ode mnie. Obraz powoli mi się zamazywał, chciałem usiąść, położyć się. Zrobiłem kilka kroków w przód i chwyciłem się klamki opierając się o nią. Moje ruchy wydawały się takie powolne i ospałe.
  • awatar Meet with culture: Dlaczego w tak dobrym momencie musiałeś skończyć ! Naprawdę świetnie piszesz i nie mogę doczekać się kolejnego wpisu.
  • awatar Zombie Story: @Meet with culture: Trzymam w napięciu!
  • awatar gość: Musiał zakończyć byś zajrzał do następnej części ;P
Pokaż wszystkie (3) ›
 

firstdayinnewlife
 
Miki zrobił krok do przodu, ale ja go zawróciłem. Pamiętam, że przykucnęliśmy w tamtym miejscu i myśleliśmy co mamy zrobić. Postanowiliśmy, że przeszukamy budynek i chcąc nie chcąc będziemy musieli walczyć z tymi potworami. Pewnie się zastanawiacie, jak chcieliśmy z nimi walczyć mając w ręku tylko nożyczki. Otóż Mikołaja zainteresowaniem, wręcz można powiedzieć, że pasją była straż pożarna. Znał bardzo dobrze owe struktury, techniki i wszelkie inne ciekawe rzeczy związane z tą organizacją. Wiedział, że gdzieś na drodze ewakuacyjnej powinna być siekiera i gaśnica strażacka. To drugie w tamtym momencie było nam nieco mniej potrzebne. Skupiliśmy się na siekierze. Poruszaliśmy się bardzo ostrożnie. Mikołaj trzymał cały czas rękę na moim ramieniu i szedł za mną. Oglądał się za nas czy czasem nie widać, żadnego niebezpieczeństwa. Moim zadaniem było iść bezpiecznym korytarzem do przodu szukając oznakowań drogi ewakuacyjnej. Doszliśmy do końca korytarza. Przed nami były schody do góry i w dół, a z drugiej strony wąski korytarz, którym przyszliśmy. Znów usłyszeliśmy te warczenie. Odgłos dochodził zza naszych pleców. Odwróciłem się, ale nic tam nie było. Miki w tym czasie patrzył z miejsca czy nie ma nic do góry. Nie wchodził na schody bo mieliśmy trzymać się blisko siebie. Warczenie wydawało się coraz głośniejsze. Wtem z góry zaczęło coś kapać. Bardzo gęsty czerwony płyn. To była krew. Staliśmy w bezruchu, coś jakby nas zahipnotyzowało. Tam na górze jakaś krwiożercza bestia właśnie zabiła kogoś. Oby to nie był Michael. Musieliśmy się wyrwać z transu, w który wciągnął nas strach przed śmiercią, ale nie potrafiliśmy...
 

firstdayinnewlife
 
Obróciłem się spoglądając jeszcze raz na Julię, ale Adam zamknął już za nami pomieszczenie. Co by nie patrzeć Mikrego brat miał równie trudne zadanie co my dwaj. Musiał pilnować tej grupy ocalałych i nie dopuścić do wybuchu paniki między nimi. Martwy, który przywlekł się tutaj za Weroniką musiał gdzieś odejść. Nie wiedzieliśmy gdzie iść. W prawo, czy w lewo? Powiedziałem Mikiemu, że powinniśmy iść prosto, bo tam są ślady krwi, które mogą nas do czegoś doprowadzić. Byliśmy na drodze ewakuacyjnej, tak wywnioskowałem patrząc na znaki prowadzące do wyjścia. Wszędzie było pełno krwi. Na podłodze ślad ciągnięcia krwawiącego ciała, na ścianach rozmazane odciski dłoni i do tego ta cisza… Zatrzymałem się po kilkunastu metrach podnosząc dłoń do góry. Mój przyjaciel wiedział, że to jest znak aby się zatrzymać. W bezruchu nasłuchiwałem, on robił to samo. Usłyszeliśmy ciche kroki i warczenie zza narożnika. Szybko przylegliśmy do ściany kontynuując słuchanie. Ociężałym krokiem coś kierowało się w naszą stronę. Miało uszkodzoną nogę, bo słychać było, że utyka i jedną kończynę bardziej ciągnie po ziemi. Mieliśmy zacząć uciekać spowrotem do naszej sali, gdy nagle usłyszeliśmy przerażający krzyk, przepełniony bólem.Odgłos dochodził z jakiegoś wyższego piętra budynku. To nas uratowało. Postać zawróciła i kroki powoli ucichły. Serce łomotało mi w piersi. Mikołaj zamarł pod ścianą szeroko otwierając oczy, które były skierowane na mnie. Wtedy zdałem sobie powagę sytuacji. Do góry mogli być jeszcze jacyś ocaleni...
 

firstdayinnewlife
 
Mikołaj rozejrzał się po sali i rzeczywiście nie było Czarnego. Wtedy on rzucił do mnie, że musimy iść zobaczyć czy nie ma go gdzieś w szkole i czy nie potrzebuje pomocy. Co mi wtedy przyszło do głowy, żeby się zgodzić? Nie wiem, czy to przez obecność Julki, czy przez to, że w młodości chciałem być bohaterem, no nie wiem. Bynajmniej przygotowania do wyjścia długo nie trwały. Musieliśmy się zabezpieczyć, gdybyśmy mieli walczyć.  Za wiele po tej sali nie mogliśmy oczekiwać. Miki wygrzebał gdzieś nożyczki, a ja nic nie mogłem znaleźć, czym mógł bym walczyć, więc wypakowałem resztę prowiantu z torby i zarzuciłem ją przez ramię. Wyjaśniłem, że może nam się przydać na wypadek gdybyśmy znaleźli coś przydatnego. To był genialny pomysł, ale o tym opowiem wam później. Najpierw skupmy się na szukaniu Czarnego.
Zostawiliśmy Adamowi mój zegarek, po to żeby kontrolował drzwi co dwie minuty, na wypadek gdybyśmy mieli szybko wrócić. Miki przyłożył ucho do cienkich, drewnianych drzwi i chwilę nasłuchiwał. Dał znak ręką, że możemy wyjść. Pocałowałem moją ukochaną i wyszliśmy. Za drzwiami nikogo nie było. Naprzeciwko nas był pusty i długi korytarz. Szeroki może na dwa metry. Po lewej stronie ustawione były niewielkie, metalowe szafki szkolne, a naprzeciw nich co jakiś czas drzwi do wszelakich pomieszczeń. Ściany miały kolor zieleni, jak w większości szkół. Ten kolor miał podobno uspokajać, ale na pewno nie w takiej sytuacji. Na poszarzałym suficie były w szeregach lampy. Stare jarzeniowe żarówki, po dwie obok siebie. Wszystkie były zgaszone tylko jedna na końcu korytarza od czasu do czasu mrugała. Korytarz na lewo od nas wyglądał nieco inaczej. Tutaj ściany również były zielone, ale bardziej wyblakłe. Spowodowane to musiało być tym, że na prawej ścianie były duże okna, przez które wpadało światło. Naprzeciw nich były drzwi i miejsca na plakaty lokalnych zespołów. Większość z nich leżała już na ziemi, a te które wisiały zostały do połowy zerwane i zwisały na ścianach. Korytarz miał około trzydziestu metrów długości, nieco węższy niż ten przednimi. Pamiętam, że na końcu schodziło się kilkoma stopniami do magazynu, który był wtedy zamknięty. Tamto miejsce było by dla nas świetnym schronieniem, zwłaszcza że mielibyśmy tam zapas jedzenia i picia, ale nie mogliśmy tracić wtedy czasu na siłowanie się z drzwiami, żeby tam wejść. Potężne, okratowane drzwi i tak wydawały się nie do pokonania. Nie mogliśmy zapomnieć o tym, że Czarny mógł nas potrzebować.
 

firstdayinnewlife
 
- Kto jej na to pozwolił? Przecież to było idiotyczne.- Krzyknąłem. Ruszyłem uchylić drzwi i zobaczyć czy jej tam nie ma.
Zobaczyłem ślady krwi i gdy podniosłem wzrok, Weronikę biegnącą w stronę naszej sali, a za nią jednego utykającego trupa. Otwarłem szybko drzwi i wpuściłem ja. Ona wpadła do pomieszczenia, a ja zaraz po tym zamknąłem drzwi opierając się o nie, aby to bydle nie mogło wejść do środka. Miki ruszył od razu do biurka i pchając je z Adamem zastawili drzwi. Przykładając ucho do drzwi można było usłyszeć ciche warczenie i cierpiące skomlenie w innej części budynku. Weronika usiadła i chowając się w swoich dłoniach cicho płakała. Julka przytuliła ją do siebie i zaczęła pytać co się stało, ale ta dziewczyna byłą tak przerażona, że choćby chciała coś powiedzieć to i tak nie dała by rady. Obróciłem głowę stronę Mikrego i kiwnąłem mu, że ma do niej podejść. Nie wiem czy chciał to zrobić, ale przewrócił oczyma i przytulił się do niej. Ona od razu schowała się w jego ramionach i troszkę się uspokoiła. Można było z nią rozmawiać. Podszedłem i przykucnąłem.
-Co tam widziałaś, że tak płaczesz?- zapytałem.
-Ehee, ehe, było ich kilku…-
-Co widziałaś?!- ciągnąłem nieco surowszym tonem.
-Były tam te dwie bestie. Jedna szła daleko korytarzem, a druga zaraz obok mnie jak wyszłam z łazienki. Ja byłam tylko po wodę, a ona mnie zaatakowała…- odpowiedziała dygocząc
-Mhmm. Rozumiem, a dlaczego odsunęłaś biurko i nikomu nic nie powiedziałaś?- kontynuowałem.
-Julka wiedziała, a biurko było już odsunięte. Czarny bardzo wcześnie rano gdy wszyscy spali, mówił, że wychodzi. Gadał coś o rodzicach i o tym, że nie może ich zostawić.-odparowała.
-Czarny?! Cholera, gdzie jest ten głupek.- Wykrzyknąłem. Moje zachowanie było idiotyczne, wręcz bardzo idiotyczne, bo wszyscy skupili swój wzrok na nas i zaczęli się niepokoić.
 

firstdayinnewlife
 
Spałem bardzo niespokojnie. Obojętnie jaki szmer mnie budził. Postanowiłem posiedzieć trochę i pomyśleć nad tym co powinniśmy zrobić dalej. W końcu jedzenia mogło by nam starczyć na jeszcze tylko jeden dzień. Usiadłem na parapecie delikatnie przesuwając pocichł ławkę opartą o okno, tak abym mógł jednym okiem wiedzieć co dzieje się za oknem, ale z zewnątrz nikt by mnie nie zauważył. Widziałem cały czas ten sam obraz. W ciemności wyglądające jak cienie, zakrwawione postacie ociężale poruszające się po ulicach i boisku przy szkole. Martwiło mnie to, że są tak blisko szkoły. Jednak niewielka grupa nastolatków, która się strasznie boi mogła by zginąć w starciu nawet z 3 umarłymi. Wystarczyła by jedna spanikowana osoba, która popchnęła by kogoś do przodu i już jest po nas. Panika i strach ogarniał nas wszystkich, a w razie takiego niebezpieczeństwa było tylko gorzej. Siedziałem długo, zmęczenie powaliło mnie tuż pod oknem. Nawet nie wiedziałem kiedy zasnąłem.  Gdy wcześniej budził mnie nawet czyiś zaspany ruch. Teraz nawet Mikołaj nie mógł mnie dobudzić. Wstałem jako ostatni. Wszyscy już zjedli, a Miki zostawił dla mnie bułkę i trochę konserwy. Była to jakaś ohydna szynka, ale z głodu nawet to wepchnąłem sobie do gardła.  Nauczycielka nadal obłąkana siedziała w koncie. Nawet nie wiem czy ona w ogóle spała. Chciałem podejść do okna i zobaczyć co dzieje się na dworze, gdy zobaczyłem, że biurko, które zastawiało drzwi jest odsunięte. Podbiegłem do Mikiego, aby go zapytać kto to zrobił, a on powiedział tylko, ze od rana tak jest. Julka wtedy mu przerwała i wyjaśniła, że Weronika poszła do łazienki jakiś czas temu i nadal nie wróciła.
 

 

Kategorie blogów