Wpisy oznaczone tagiem "Weganizm" (602)  

hononey
 
Dzisiaj będzie krótko, bo niedawno wróciłam z pracy wymęczona mroźnym wiatrem.

W nocy znowu mnie D. obudził jak do łóżka wchodził. Przytulił mnie mocno i spaliśmy na łyżkę.

Dzisiaj na szczęście wstałam o 8 z zamiarem kupienia kociej karmy dla kotów D. i pojechania do Asdy żeby kupić te wszystkie składniki na moje chilli. Zrobiłam soku, smoothie, pomoczyłam stopy i dłonie, żebym mogła nimi ruszać.

Pojechałam na miasto, karma kupiona. Zostawiłam karmę w pracy u D. i pojechałam do Asdy. Wszystko kupione, ale zgrzeszyłam... Kupiłam sobie zupki zalewane (niby zdrowsze, bo nie miały nic sztucznego) ale za dużo soli, itp. Pojechałam do Mamy i się okazło, że kubek który kupiłam, żeby mieć u rodziców, Mama sama chciała mi go kupić, lol.

Z Mamą pogadałam trochę, zjadłam te 2 zupki i ona do pracy i ja też musiałam spadać bo chciałam się wyrobić, żeby przyjechać na 15. W domu zrobiłam sobie smoothie zielone i do pracy. Dzisiaj w ogóle zaszlałam, bo wzięłam 8 gramów witaminy C, żeby wreszcie się pozbyć tej opryszczki z ust.

W pracy ogarnęłam co mogłam i zabrałam PP do miejsca gdzie razem wszyscy spędzają czas i kolorują sobie. Pogałam z różnymi osobami. Czas szybko zleciał. Wypiłam 2 słoiki smoothie (jeden słoik ma litr). Wróciłyśmy do domu PP i posiedziałam ze znajomą i zaczęliśmy planować wycieczki dla PP.

Wróciłam do domu rowerem (inaczej nie podróżuję) i taki zimny wiatr wieje, że nie wyrabiam. Na prawdę nie wyobrażam sobie jak bezdomni mogą w taką pogodę żyć.

Wybaczcie, ale dzisiaj nie dam rady nikogo komentować. Zawijam się do łóżka. Jutro do pracy na 9 rano aż do 16. Wrócę z pracy i chcę się zabrać za gotowanie chilli, żeby mieć co jeść jak z rodzicami pojadę w sobotę do Ikei w Sheffield.

To tyle, Kocham. <3
  • awatar tyle.: śliczna dziewczyna na zdjęciu <3 uwielbiam spać w tej samej pozycji co opisałaś <3 Trzymaj się i wypocznij trochę :)
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: U mnie na osiedlu bezdomni mieszkają w śmietniku lub na klatkach schodowych, trochę mi ich szkoda Ale gdyby nie pili to by mogli mieszkać na schronie... wypocznij sobie :* i odradzam jazdę na rowerze w taką pogodę...
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Dzisiejszy wpis trochę dłuższy. Mam chęć wygadania się.

Okay... Miałam sen o tym, że bardzo chciało mi się siku. Normalnie ciśnienie takie (w śnie), że nie mogłam wcelować do toalety a byłam w męskiej więc opcja tylko na Małysza. Obudziłam się. Czuję ciśnienie, idę do toalety i 4 latek by się powstydził normalnie. Wróciłam do łóżka wkurzona, próbuję zasnąć. Okazało się, że 4.30 (między 4 a 5.59 to moja naturalna godzina pobudki). Oczy jak 5 złotych. Przychodzi D. żeby wreszcie położyć się spać. Przyniósł mi wodę. Gadaliśmy i jakoś udało się mi zasnąć. Nie wiem czemu, ale jak rozmawiamy w łóżku to działa na mnie nasennie, lol.

Wiedziałam, że powinnam wstawać ale w domu zimno i obudziłam się za to o 9 (facepalm). Co było zaskakujące, D. był bardzo miły i mieliśmy przyzwoitą rozmowę rano [szok]. Dobra, zrobiłam wodę z cytryną i wypiłam szejka. Zaraz po smoothie, pojechałam do Morrisona po banany (nie chciałam długo zwlekać, bo gdyby się smoothie przetrawiło to na pusty żołądek w sklepie, a wiadomo jak się to kończy). Jak zwykle typowe pytania od ekspedientki: 18kg bananów? Ale co z nimi robisz? A na ile Ci wystarczy? Zawsze staram się być miła. Kto wie kogo uda mi się zarazić miłością do owoców?

Wróciłam do domu i byłam padnięta. Muszę znowu zacząć pić sok z selera bo mam ochotę na słone - zjadłam paczkę chipsów znowu (seler ma wszystkie rodzaje sodu, których potrzebujemy). I co potem? Zajęłam się Karolkiem. Znowu było przytulanie, buziakowanie i głaskanie. Mały się rozpływał normalnie xD

Melduję, że dłonie są w jeszcze lepszym stanie niż ostatnio. Dla odważnych daję zdjęcie. Wchodzicie na własną odpowiedzialność. Chciałam tylko uprzedzić, że zdjęcie jest z przed kilku dni i już wtedy skóra była podgojona. Teraz jest jeszcze lepiej. ibb.co/cXB4dR Nie kaleczę się. To wszystko to atopowe zapalenie skóry. Mam od urodzenia. Całe dzieciństwo przepłakane od ran i bólu. Leki sterydowe przez które tyłam... I dlatego nigdy nie zrozumiem lasek, które się tną.

Mniejsza o to. No więc wróciłam do domu, odpisałam na wszystkie komentarze na pingerze. Ugotowałam ziemniaki i soczewicę, mmm... Pycha było no i się najadłam porządnie. Zdecydowałam, że obejrzę film. Zabrałam laptopa na piętro i oglądałam z Karolkiem. Karolek się rozłożył koło mnie i tak sobie leżeliśmy przedpokoju na górze.

Film obejrzany, Karolek nakarmiony i zabrałam się za pingera. Teraz sobie siedzę, trochę śpiąca z termoforem na brzuchu. Właśnie kolega D. przyszedł a jest już po 21.

A właśnie, jeszcze jedna sprawa. Chciałabym Wam o czymś powiedzieć, a mianowicie o tym, że ziemniaki i węgle nie tuczą. Tuczy nas to co dodajemy do ziemniaków... Kiedy przeszłam na weganizm w Sierpniu 2014 roku, jadłam praktycznie same ziemniaki, bo nie chciało mi się nic innego gotować. Zdjęcia pokazuję żeby udowodnić (te z brzuchami). Co prawda znowu przytyłam od tamtego czasu (tyłam powoli), ale to dlatego, że zaczęłam się odżywiać śmieciami i po przeprowadzce z Davidem przytyłam kolejne 10kg przez jego wpływ (negatywne emocje i nawyki żywieniowe). I jeszcze dodatkowa wiadomość dla osób którzy się głodzą... Różnica między ćwiczeniami, a samą dietą (zdjęcie tyłków). Kocham i dziękuję, że dotrwałaś do tego miejsca ze mną. <3
  • awatar tyle.: muszę przyznać, że angielski to moja słabsza strona :D a czemu pytasz? Planuje iść na kurs. Rozumiem co ktoś do mnie mówi ale nie odpowiem.. za mały zasób słów mam zdecydowanie.
  • awatar tyle.: Cudowny brzuszek na zdjęciu w lustrze <3 A co do końcówki daje dużo do zrozumienia :D Wybacz, że pytam wprost D to twój facet? a karolek to dziecko czy piesek xD bo tak dwuznacznie trochę :D i nie moge się zorientować. A co do pracy to przeczytałam i szanuje to co robisz, dużo siły psychicznej trzeba mieć.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Obudziłam się o 6.50, ogarnęłam szybko i obudziłam PP. Tak jak napisałam w ostatnim poście, byłam na prawdę wypoczęta. Ogarnęłam wszystkich i musiałam zostać w pracy trochę dłużej, bo spotkanie miałam z menadżerką o 10.30.

Dojechałam do biura no i zaczęłyśmy rozmawiać. Wreszcie wiem ile mam urlopu płatnego. Na przyszły rok przypada mi 24 dni + 8 dodatkowych (do tego na każde 5 dni dochodzi mi jeszcze 2 dni niepłatnego). Czyli spokojnie będę mogła polecieć do Polski (jeśli się zdecyduję) i jeszcze trochę mi zostanie [taaak!].

No więc wróciłam do domu z nadziją, że pojadę do Morrisona kupić banany. Nie udało mi się. Wypiłam smoothie i zajęłam się Karolkiem. Próbowałam z nim znowu przerobić szelki i nawet całkiem nieźle poszło. Znudziło mu się i poszedł na łóżko. Wycałowałam go, wytulałam i potem nawet za mną do toalety chodził xD stwierdziłam, że to dobry moment na przedstawienie plecaka. Przy samym końcu nie był zadowolony z plecaka ale byłam pod wrażeniem jak spokojnie to odebrał.

Po Karolkowaniu sprzątnęłam dom i już totalnie odechciało mi się jechać do sklepu po banany. Zjadłam paczkę czipsów solonych i niedługo potem ziemniaki.

A właśnie, muszę się Wam pochwalić. Ogółem przerwa i pisanie na pingerze mają na mnie dobry wpływ. W pracy miałam okazję zjeść bardzo niezdrowe jedzenia typu gorąca czekolada, chispy czy nawet pizze. Ale nic!!! Na nic nie miałam ochoty. Nie ciągnęło mnie, normalnie szok. Jestem z siebie na prawdę dumna.

Teraz siedzę i w sumie nic nie robię. Zaraz idę poczytać Wasze pingery. Jeśli chodzi o jedzenie, to nawet nie wiem czego mi się chce. Zupełnie na nic nie mam ochoty. Potem jeszcze dopiszę resztę a na razie to się trzymajcie Kochane. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Wieczór spędziłam oglądając Outlander (serial o kobiecie, która cofa się w czasie do Szkocji, uwielbiam go). Stwierdziłam, że skoro nie jadłam dawno zupy ze słodkich ziemniaków, a wcześniej miałam ochotę na chipsy to warto znowu ją zjeść, żebym dalej była odporna na takie zachcianki.

Zupę ugotowałam i zjadłam (mmm, pycha...). Poszłam koło 20 do Aldiego po cytryny, pomarańcze i trochę zielonego dla Karolka. Nawet mnie nie korciło, żeby kupić coś czego nie powinnam. To znaczy myślałam, żeby kupić chipsy dla D. ale stwierdziłam że jak kupię to sama zjem więc dałam sobie spokój. Wróciłam do domu i poszłam spać koło 22:33.
  • awatar Help Me :'(: Zapraszamy do Polski :D Mam nadzieję ze polubi plecak :D :) Pozdrawiam ; *
  • awatar tyle.: Jesteś niesamowita <3 Jeśli mogę zapytać jaki rodzaj pracy wykonujesz? Zazdroszczę podróży, ja niestety nigdy nie wyjechałam za granicę polski ;( ale mam zamiar to w przyszłości zmienić, jak sama się ustatkuje. na razie studia i czekanie ..
  • awatar tyle.: PS: jeśli chodzi o szkołę, muszę ją ukończyć. Jestem na kierunku gdzie dużą uwagę przykłada się do tego jak wyglądam. Bardzo lubię ten profil, jednak jest ciężko. A żeby uprzedzić pytanie to kosmetologię gdzie w zabiegach jestem zakochana <3
Pokaż wszystkie (7) ›
 

hononey
 
Obudziłam się o 9, ale wstałam o 11 (wiem, przypał).

Zabrałam się od razu za gotowanie i sprzątnie, bo do pracy na 15.30, a wyjechać najpóźniej mogę z domu o 15.00. Udało mi się coś skrobnąć na pingerze.

Zrobiłam co mogłam. Posiedziałam trochę z Karolkiem. Karolek się wycwanił z szelkami... Teraz jeśli góra szelek przejdzie mu przez łepek, to od razu ucieka... cholera mała, włochata! Ale i tak go kocham <3

W domu wypiłam smoothie, ugotowałam trochę ziemniaków, zjadłam z surówką z wczoraj i musiałam już jechać do pracy. Chyba za mocna była ta surówka (za dużo siarki na raz), bo mi tak dziwnie po niej było. Ale dobrze, niech się organizm odtruwa.

W pracy myślałam, że będę miała natłok ale na szczęście nie było tak źle. Nie mogłam się już doczekać, kiedy pójdę pod prysznic. Wszyscy PP byli już obrobieni i wtedy zadzwonił Tata. Pogadaliśmy trochę i niedługo potem wszyscy poszli spać.

Ja jeszcze w międzyczasie jeszcze ziemniaki ugotowałam. A właśnie...

W domu słabo śpię i nie rozumiałam czemu. W pracy tak się wyspałam wreszcie. I wtedy zrozumiałam. W pracy zawsze jest ciepło, łóżko jest równe i mam zawsze ten gorący prysznic przed spaniem. A w domu? Zimno (nie opłaca się włączać ogrzewania, bo wszystko wywieje), oddycham zimnym powietrzem, nie mogę się rozgrzać w łóżku. Do tego kolega D. zostaje nawet i do 22, czekam podświadomie aż D. pójdzie spać, on przychodzi o 2 w nocy, budzi mnie i potem jak głupia budzę się o 7-9 wykończona...

Szkoda gadać. Mam nadzieję, że chociaż po przeprowadzce będę mogła się ogarnąć. Nadal próbuję się oswoić z myślą, żeby mu powiedzieć w lutym...
  • awatar Help Me :'(: Ło to chyba masz fajną pracę :D
  • awatar tyle.: smoothie kupujesz czy sama robisz? Sama prawda w tym, że śpi się najlepiej tam gdzie wygodnie i ciepło. Ja jednak przy wyższej temperaturze w pokoju nie potrafię spać.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
O wczorajszym dniu (19.11.2017) będzie krótko, bo niedługo muszę się szykować do pracy. Dopiero jutro będę miała czas spisać dzisiejszy dzień. Do rzeczy...

Wstałam rano (koło 8), sprzątnęłam co mogłam i przygotowałam surówkę z surowego kalarfiora, kapusty, brokuła i migdałów (tak zmieliłam, że w końcu wyszła pasta, lol) i zrobiłam smoothie.

Pojechałam do pracy na 11, wypiłam smoothie i pogadałam ze znajomą. Przyjechała po nas menadżerka i pojechaliśmy z PP do Sheffield. Zjedliśmy szybki lunch (ja miałam wegańskie chilli, sałatkę i nachosy - nie chciałam jeść nachosów ale głód wygrał). Po obiedzie chciałam coś gorącego do picia ale za daleko, żeby iść.

A no właśnie, bo do Sheffield pojechałyśmy na Disney na Lodzie. Na prawdę wysoki szczebel jeśli chodzi o przedstawienie. To był mój pierwszy raz, ale na prawdę nie żałuję. Menadżerka przyniosła mi herbatę kiedy zajmowałam się PP na break'u. Przedstawienie się skończyło.

Poszliśmy do Subway'a na kawę dla jednej z PP. Potem do samochodu. Ogółem doszłam do wniosku, że menadżerka jest na prawdę spoko (doszła do nas w marcu). Pogadaliśmy o naszych związkach. Wróciliśmy do domu PP i od razu zabrałam się za rozliczanie pieniędzy. Przy okazji zjadłam brokuły z humusem. Skończyłam pracę o 19.

Do domu szybko i byłam już taka padnięta, że nawet nie miałam ochoty na pisanie. Wypiłam herbatę z imbiru i do łóżka. Dlatego wpis jest dzisiaj.

Podsumowując dzień, był taki udany, że całkowicie zapomniałam o smutnej sobocie. Zdecydwałam też, że chyba nie pojadę do Leeds na wegański fesiwal. Może zmienię zdanie ale póki co jestem rozczarowana.

Kochane Moje, przeczytam Wasze wpisy i wszystkie skomentuję ale dzisiaj nie dam rady po prostu. Dzisiaj do pracy na 15.30 więc już teraz muszę się szykować, a kończę jutro o 9.30 rano. Bedę w domu koło 10 i znając życie gotowanie, zakupy i te sprawy. Myślę, że powinnam być pod wieczór i wszystko ogarnę na spokojnie.
 

hononey
 
Budzik był o 7 ale spałam do 8.20. Wstałam z misją ogarnięcia kuchni i dużego pokoju. Ogarnęłam co się dało, nawet wypiłam litr Smoothie.

W ogóle to zauważyłam że brzuszek mi trochę spadł ale nie będę się ważyć. Póki wiem że chudnę to nie chcę sobie głowy tym zajmować. Wiadomo że stres wcale nie pomaga.

Wracając do dzisiejszej podróży. Kupiłam bilety na pociąg o 11.42 a wyszłam z domu jakoś 11.15. Rozmawiałam z Tatą przez telefon po drodze i się okazało że nagle jest 11.30 a do stacji jeszcze pół drogi... Nagle dostałam rakiety i biegłam ile mogłam. Zdążyłam...

Przy okazji chciałabym zauważyć że piszę bloga od jakiś 16 dni i od tego czasu zaczęłam podejmować lepsze decyzje żywieniowe. Wstaje rano i zamiast cały czas jeść rutynowo to samo po prostu się pytam - na co dzisiaj mam ochotę? Ziemniaki gotowane na śniadanie? Czemu nie. Smoothie na obiad? Czemu nie. Zupa z ziemniaków słodkich? Kto mi zabroni. I mimo że jem wąskie grono pokarmów, zawsze mogę coś wybrać co zaspokoi moje zachcianki. Podsumowując, kiedy biegłam, byłam z siebie dumna że zaczęłam się zdrowiej odżywiać.

Dojechałam do Sheffield i stwierdziłam, że nie będę tyle szła. Poszłam na tramwaj (tym bardziej że po festiwalu chciałam jeszcze na miasto jechać). Dojechałam na miejsce i to przerosło moje oczekiwania. Myślałam że to taka mała impreza, a było na prawdę dużo różnych stoisk.

Zaczęłam oczywiście od jedzenia, no bo czemu by nie, lol. Przy okazji spotkałam ludzi z którymi byłam umówiona. Byli na prawdę bardzo mili ale już od samego początku powiedziałam że chce sama zwiedzać bo nie lubię czuć się jak piąte Koło. Zrozumieli i czasami zwiedzaliśmy razem, ale większość czasu eksplorowałem.

No więc pierwsze byla kuchnia indyjska. Kocham indyjskie jedzenie. Drogo było, na prawdę drogo ale smacznie. Trochę za dużo tłuszczu ale w końcu nie jadłam żeby się najeść tylko po to żeby spróbować.

Więc było tak: indyjskie jedzenie z surówką, 2 baklawy (bardzo, bardzo, bardzo słodkie), Zielona herbata - matcha (pycha) i znowu indyjskie jedzenie ale z innego stoiska. Spotkałam jeszcze Polkę która poznalam na jiu jitsu, jaki ten świat mały.

Obiecałam koledze, że będę na jego przemowie i wysiedziałam tą godzinę ale ciężko było. Cichy głos i monotonność przemowy trochę nie szły na jego korzyść.

Poszłam na drugie przemowienie. Facet fajnie opowiadał. Bym jednym z głównych ludzi siedzących na czele fundacji Viva. Bardzo miło było i że wszystkiego co opowiadał wyszła jedna konkluzja - świat jest skorumpowany.

Mniejsza o to. Przemowa się skończyła. Poszłam znaleźć znajomych. Każdy był zajęty sobą. Pogadałam chwilę ale stwierdziłam że nie ma co przedłużać tym bardziej że szli na pizze a ja chciałam pochodzić po Sheffield.

Spotkałam kolegę który miał przemowę i chciał żebym mu powiedziala prawdę. Wytłumaczyłam, powiedział że spoko.

Poszlam na herbatę z pokrzywy a potem powłóczyłam się po Sheffield. W końcu stwierdziłam, że pora jechać do Meadowhall. Z tatą rozmawiałam przez telefon w tramwaju i trochę mi ciśnienie podniósł a ja już i tak nie byłam w nastroju. Dojechałam i poszłam na burrito i pieczone ziemniaki. W sumie nawet nie mam wyrzutów. Potem zielona herbata. Cały dzień chodzenia robi swoje.

I mimo że przepraszac nie powinnam bo pisze ten blog dla siebie żeby móc to wszystko wyrzucić na zewnątrz, to wybaczcie ze dzisiaj tak długo i tyle szczegółów. Ja nie wierzę że dzień składa się tylko z bilansów kalorycznych. Sa sytuacje i dzień mija różnie. A poza tym chce mieć miejsce gdzie będę mogła spojrzeć z powrotem i przewinąć i pomyśleć - kurna, zaszłam daleko.

Dzisiaj dzień przemyśleń bo na prawdę czuje się gówniano. Zawiodłam się dosłownie na wszystkich i chce mi się ryczeć. Pora przemyśleć kilka spraw...
  • awatar Help Me :'(: Mam nadzieję ze mimo wszystko festiwal Ci się podobał :)
  • awatar tyle.: I jak się czujesz po przemyśleniach? Na ludziach dość często idzie się zawieść,jednak są też potrzebni bo stanowią dla nas wsparcie.Powodzenia w dążeniu do celu :)
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ja pije indyjska kawę jest pyszna!:* jak herbata smakowała to proponuję kupić także kawę ;)! Na ludziach się czesto zawodzimy...a najbardziej boli gdy na najbliższych...
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Dzisiaj trochę dłuższy wpis. Dla pingerowiczek, które namiętnie czytają całe wpisy - dziękuję za wytrwałość.

Wstałam o 11! Szok i niedowierzanie! W sumie to Dziadek zadzwonił i poprawił mi humor na cały dzień. Już tłumaczę dlaczego.

Będąc w Polsce chodziłam do sklepu zielarskiego (w Polsce zioła są o wiele tańsze). Poznałam tam takiego Pana (sprzedawcę) z którym mi się bardzo przyjemnie rozmawiało. Poznałam również taką Panię A. Taka pozytywna perełka. Opowiedziałam Im o Boskim Lekrzu (książce) i powiedzieli, że zamówią. Z Panią A. nadal jestem w kontakcie. Wracając do historii. Dziadki niedługo przylatują do nas na święta i Dziadek się zapytał czy chcę coś z Polski. Powiedziałam, że ostropest i dziką różę. Poszedł Dziadek do tego sklepu zielarskiego i dzwoni do mnie. Okazało się, że Pan Sprzedawca ze sklepu to brat cioteczny mojej Mamy, CZYLI MÓJ DALEKI KUZYN [szok]. Cieszę się trochę bo tej strony rodziny prawie w ogóle nie znam. Tata zawsze sobie jaja ze mnie kręci, że nienormalna bo weganka, haha. Wreszcie nie będę się czuła samotnie w tej rodzinie.

Wstałam z łóżka koło 12. Jeszcze zdążyłam się z D. pogryźć (szkoda gadać). Ręce zaczęły mi się szybciej goić (taaak!) Aloes? Rękawiczki przez cały dzień? Kąpiel wczoraj przed spaniem? Sama nie wiem, ale cieszę się, że są w lepszym stanie.

Rano aloes, sok z cytryny, sok z pomarańczy. Miałam taką wielką chęć wzięcia Karolka na spacer w nowym plecaku. Chciałam iść na ten spacer do lasu bo już od dawna mnie ciągnęło, ale wiedziałam, że na pusty żołądek nie dam rady bo wiadomo jak się to skończy po przyjściu... Odgżałam ziemniaki ze wczoraj i zabrałam sie za obrabianie ziół - koperek i natka pietruszki (listki do gotowania, a łodygi do szejków). Ogarnęłam a zajęło trochę czasu. Znowu zjadłam ziemniaki (tym razem znalazłam jakieś zamrorzone w czeluściach zamrarzarki), ale dałam trochę masła orzechowego (nie żeby jakieś palce lizać, ale smaczne było).

Karolek siedział przy schodach i trochę mi się żal go zrobiło. Tak jak psa można przekonać do czegoś mimo, że wcześniej był uraz, tak królik jak czegoś się przestraszy, tak do końca życia będzie uraz. Nie chciałam na siłę go zmuszać do tego plecaka, dlatego stwierdziłam, że dalej będę go do szelek przekonywać. Wyjęłam jagódki i byłam z niego taka dumna. Trochę uciekał przy końcu ale myślę że z czasem się przyzwyczai. Teraz i tak zimno na dworze, to nie ma co go wyprowadzać. Okres zimowy będzie na przyzwyczajanie Karolka to szelek i plecaka. <3

Potem jeszcze trochę poleżałam z Karolkiem i był mały snuggle. Najlpesze jest jak mnie poliże po nosku, a potem stoi jak ten słup i czeka na buziaki w tą włochatę mordkę xD

Jeśli chodzi o jedzenie to na dzisiaj chyba tyle. Wypiłam herbatę z melisy i szałwii. Niedługo będę szła do Aldiego, kupić hummusa do brokułów i pizze dla D.

Właśnie wróciłam. Przed wyjściem zrobiłam sobie smoothie z (2) mango i (7) bananów. Mmmm... Palce lizać. Poszłam do Aldiego. Zakupy dla D. i moje oddzielnie kupowałam. Pierwsze pojechały D. dwie pizze i ciastka. Koleś skasował, patrzy się i pyta czy na prawdę aż tak mi smutno, że dwie pizze, a ja do niego że to mojego chłopaka a moje jedzenie jest dalej na tasmie. Poczułam się ze sobą tak dobrze, że to nie moje jedzenie. Zabrałam pomarańcze, humus i jarmuż z wielkim uśmiechem na pysku, lol.

Jutro festiwal wegański w Sheffield. Spodziewajcie się zdjęć (ale to dopiero późnym wieczorem). Kocham <3

Na sam koniec zdjęcie z Tatą na Air Show w 2011 roku. <3
  • awatar Tigram Ingrow: Blok i wafle. Chlebek bananowy dostałam od koleżanek z działu w prezencie :D
  • awatar Help Me :'(: Twoje wpisy tak miło się czyta ze mogły by być dłuższe a i tak by sie je przeczytało przeczytało początku do samego konca :) Kurde co za miła niespodzianka z tym kuzynem , jednak prawda ze świat jest mały :D. Biedny króliczek, ale jak tak o nim opowiadasz to wydaje sie taki słodziutki :D :) Ta duma ze jednak pizza dla kogoś innego ;). udanej zabawy na festiwalu :) :)! Juz czekam na kolejny wpis :*
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Obudziłam się o 7, ale nie miałam chęci wstawać. Z D. były igraszki w łóżku.

Ubrałam się i zabrałam się za sprzątanie kuchni. Trochę ogarnęłam, ale dłonie nadal bolą. Całe popękane od ran i spuchnięte palce... Nie mogę zginać. Założyłam rękawiczki, żeby sobie trochę bólu odjąć i poszło łatwiej. Przynajmniej rany zeszły mi z przedramion i już tak niemiłosiernie nie swędzą. Ale dalej w bandażach.

Rano 500ml wody z cytryną i 500ml wody z pomarańczami. Do tego 25ml soku aloesu z wodą.

Koniec użalania się. Poskładałam plecak dla Karolka i ustwiłam koło łóżka, żeby się przyzwyczaił. Zrobiłam zielone smoothie dla siebie no i Karolek zszedł na dół. Chciałam mu dać, ale nie był zainteresowany.

Pora przetestować szelki... Zaczęłam mu dawać jagódki suszone (wręcz je ubóstwia) przez szelki, tak żeby się przyzwyczaił. No i szło całkiem nieźle, dopóki nie zdecydował się uciec a potem się przestraszył.

Uciekł na górę, poszłam do niego, położyłam głowę przed łepkiem no i mówię mu, że jestem dumna, że był dzielny i w ogóle, żeby się nie martwił. Spojrzał na mnie i zaczął mnie lizać w nosek ;3

Króliki są BARDZO inteligentne i tak jak psy (w życiu miałam tylko psy), mają różne charaktery. Bardzo potrzebują uwagi i miłości. Można je zakmnąć w klatce i myśleć - a bo one to nic tylko jedzą siano i srają. Można też im dać biegać po domu, dać całą naszą uwagę i widzisz jak królik pokazuje swój rozum. No tego nie da się opisać po prostu.

Dzisiaj znowu miałam ochotę na ziemniaki, ale coś czuję, że niedługo będę gotowała chili wegańskie...

Na sam koniec Bunia jak z psiapsiółą robiłyśmy selfie w 2012 roku. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Wieczorem zjadłam jeszcze brokuły surowe z hummusem marokańskim. Nie byłam głodna ale zależało mi, żeby odtruć wątrobę.

Potem zdecydowałam się wziąć kąpiel. Nalałam całą wannę wody i wreszcie mi było tak błogo. Wysmarowałam się kremem i poszłam lulać. <3
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Kurczę, zapomniałam co robiłam tego dnia. Wiem, że nie miałam ochoty siedzieć na kompie.

Pamiętam, że pomyłką było zdjedzenie tych udawanych kawałków kurczaka, bo serce mi tak szybko biło przez  noc, jakbym miała jakieś wyścigi w środku.

Wstałam, ale nie zmęczona. W ogóle to zauważyłam, że jak się budzę w nocy i piję wodę z cytryną to rano łatwiej mi wstawać. Jak zwykle sok z cytryny i szejk.

Tego dnia do mnie miałam jechać tylko do pracy na głupi trening (o tym jak bezpiecznie przechowywać informacje w sieci, serio?). Na szczęście tylko godzinę wszystko zajęło. W drodze powrotnej zaszłam do centrum handlowego, bo strasznie chciało mi się zupy z soczewicy. Chodziłam od sklepu do sklepu i znalazłam. Przy okazji kupiłam ciastka dla sąsiadów, bo cały czas odbierają moje nieszczęsne przesyłki.

Wróciłam do domu, poszłam zanieść ciastka dla sąsiadów (bardzo się ucieszyli) i odebrałam przesyłki. Przyszedł plecak dla Karolka (więc wreszcie będę mogła go na spacery brać) i dwie nowe szelki (każde inne, żeby zobaczyć które lepiej będą mu pasować).

Po drodze do domu jeszcze do Mamy dzwoniłam, ale Ona była u Emilki. Emilka zapraszała, ale nie wiedziałam czy się wyrobię. W domu zjadłam ryżu z tą zupą i poczułam jak całe zmęczenie ze mnie wychodzi. Napisałam Emilce, że nie dam rady.

Poszłam na górę do łóżka, tak mi było przyjmnie, że aż zasnęłam. D. mnie obudził buziakami i nie mogłam już dospać. Posiedziałam na komórce i nagle zrobiła się 21.

W ogóle kolega D. nie przyszedł tego wieczoru i wreszcie było tak fajnie. Nawet widziałam, że D. inaczej się zachowywał. Ale cóż... Ten związek już przepadł i nie da się go odratować.

Na sam koniec plecak, który kupiłam dla Charliego. <3
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Obudziłam się przed 6 (tak wreszcie, moja ukochana pora wstawania).

Poczekałam, aż koty się uspokoiły i je nakarmiłam. Nie miałam dzisiaj ochoty na nic specjalnego, więc ugotowałam ziemniaki (tak, cały dzień, prawie, na ziemniakach i resztki ketchupu).

Do tego herbata z melisy i druga z imbiru na rozluźnienie i rozgrzanie. Dostałam wiadomośc z pracy, czy w sobotę mogę wpaść na trening z pracy (bo na ostatnim spotkaniu nie dało się tego zrobić - sarkazm), jeśli nie mogę jutro (a mam teraz wolne od pracy). Shit, w sobotę chciałam jechać na wegański festiwal w Sheffield (mój pierwszy), więc odpisałam menadżerce, że jutro będę (zła).

Na 14:30 Karolek miał to weterynarza na ważenie (ważę mojego królika co 2 miesiące, żeby być pewna, że jest zdrowy, itp). Sprawdziła mu ząbki, pazurki, czy chip działa no i wszystko w porządku. Karolek ważył we wrześniu 1.95kg a teraz 2.13kg. Powiedziała, że trochę przytył ale to w sumie moja wina bo go praktycznie nigdzie nie zabieram i nie ma gdzie się wybiegać. Do tego kupiłam mu takie smakołyki i one też chyba swoje robią. No i zawsze był ważony rano a nie w południe.

Ubaw miałam z niego, bo przy pielęgniarce taki kochany króliczek. Dał się Jej wziąć na ręce, w ząbki zajrzeć, a czemuż by nie? A w domu? Tupał na mnie, warczał nawet XD (śmiech).

Wróciłam do domu i stwierdziłam, że kupię plecaczek dla Karolka (w sensie, że on w tym plecaku) i wreszcie będziemy mogli chodzić na spacery. <3

Do domu wróciłam i na zakupy trzeba było jechać. Znowu wydawanie kasy... No ale kupiłam co trzeba było (a pojechałam tylko po jedną rzecz, wróciłam z 10...). Po drodze zrobiłam zakupy dla D. bo dał mi kasę. Nie wiem jak dałam radę zabrać to wszystko rowerem do domu...

Kupiłam sobie takie udawane nuggetsy z kurczaka. Podgrzałam, zjadłam i w sumie wcale mi po nich nie jest lepiej. No ale cóż... Przynajmniej nie jestem głodna, lol. Do tego dwa jabłka.

W ogóle to zauważyłam, że od kiedy regularnie piszę pingera (czasami nadrabiam zaległości następnego dnia), to podejmuję lepsze decyzje odnośnie jedzenia i posiłków.

Na razie to tyle. Zmykam Karolkiem się zająć. Nie mogę się doczekać, aż Karolek będzie miał taką grzywę jak ten na zdjęciu. Kocham <3
  • awatar Tigram Ingrow: Co do obserwowania komentarzy, to wystarczy, że klikniesz w zakladke dyskusja i tam Ci wyświetli historię komentarzy z Twoim udziałem. Co do pompek zaś, to mnie też często trener poprawia. :) Powoli się uczę :)
  • awatar Tigram Ingrow: A co do reszty... To, że się budzę w nocy spowodowane jest tym, że czekam na wiadomość. A jak już ją dostanę to przeżywam. Sądzę, że wątroba nie ma tu nic do rzeczy. Pracuję w bibliotece, zieloną herbatę pijam jak mam czas, cytrusy są za drogie i nie przepadam za nimi. No chyba, że sok z cytryny dodany do owsianki. Na urodziny przyjadą rodzice z braćmi.
  • awatar Help Me :'(: O jej jaki fajny króliczek! !!:)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

hononey
 
Poleżałam w łóżku do 9. Nie chciało mi się wstawać. Nakarmiłam koty, sok z cytryny (pomarańcze się skończyły) i szejk zrobione. Zdecydowałam, że pojadę do rodziców do domu włosy umyć (mam tylko wannę i długie włosy niestety).

U Mamy włosy umyte, posiedziałam, pogadałyśmy. Napisałam do landlorda, że chcę obejżeć jakieś mieszkanie. Wysłał mi adres. U Mamy posiedziałam jeszcze chwilę, zjadłam 6 pomidorów i trochę migdałów (dzięki Mamo). <3

Wróciłam do domu i dostałam opierdol od D. że kota nie uwiązałam do niczego w ogródku i już skoczyła na kosz od śmieci. Powiedział to w taki sposób, że nawet nie skomentowałam. W domu była po prostu cisza.

Pojechałam po zakupy po zioła, a potem do Aldiego. Spotkałam A. (bardzo dobra kumpela) i niedługo będzie rodziła. Słowo do słowa no i wróciłam do domu. W domu nadal cisza. Ogarnęłam zakupy i w końcu D. do mnie przyszedł przed wyjściem i przeprosił, że na mnie naskoczył. Powiedziałam, że mu się nie dziwię, bo też bym się wkurzyła gdyby Karolek pod drzwiami próbował się prześlizgnąć. Ucieszył się, że go zrozumiałam ale wkurzyło mnie jak mi to powiedział. Pytał się gdzie idę. Powiedziałam, że do A. na szybką herbatę. Tak na prawdę szłam obejżeć mieszkanie, ale tego mu nie powiedziałam. Przytulił mnie mocno po cichu i tak jak Tracey mówiła... Boi się, że mnie straci. Widocznie nie na tyle, żeby codziennie spędzać czas z kolegą, a nie ze swoją dziewczyną.

Pojechałam do tego nowego mieszkania. Nie powiem, ładne. Niestety na pietrze (mam rower i przyczepkę) i troszkę za małe... (dosłownie kuchnia, łazienka i sypialnia). No i trochę za daleko. Wróciłam do domu i poszłam do siebie do pokoju. Zachciało mi się brokułów z hummusem i tak też zrobiłam.

Pod wieczór poszłam do TESCO bo o tej godzinie zawsze coś przecenią. Kupiłam 5 mango, każde za 29 pensów (bardzo tanio, wręcz za darmo rzekłabym). Do tego dwa wrapy z falafelem. Wiem, nie powinnam bo gluten i inne ulepszacze i nawet nie byłam głodna, ale *huj. Zjadłam w domu, ale może wzięłam po to żeby zrozumieć jak bardzo ich nie potrzebuję?

Na noc wzięłam do siebie butelkę wody i całe szczęście bo mnie suszyło. <3
  • awatar Help Me :'(: Wiadomo że nie !! Chyba każdy woli wybierać szczęście zamiast bólu :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Hmm... Dzisiaj jest dzień nic nierobienia. Dosłownie. Cały dzień nic nie robię.

Rano sok z pomarańczy, potem smoothie zielone. Potem wzięłam się za gotowanie dwóch zup na raz (żebym jutro nie musiała gotować, lol) i jedną już zjadłam.

Cały dzień siedzę przed kompem. Napisałam wreszcie do autora Boskiego Lekarza, czy mogłabym tłumaczyć jego artykuły na Polski, bo książka mało znana a tyle ludzi się wyleczyło. Odpisał, żebym skontaktowała się z jego team'em. Więc email napisany. Więc to mi się udało.

Odpisałam również (jakieś 2 godziny mi zajęło) Francuzce, która uczyła mnie angielskiego w szkole zaraz po tym jak się przeprowadziłam do Anglii. Teraz wróciła do Francji opiekować się Mamą. Tęsknię za Nią, ale cóż poradzić. Ma 67 lat, więc chciała wrócić do rodziny. Nic Jej już nie trzymało. Obydwaj mężowie odeszli przed nią, a Jej zostały tylko poczciwe psy.

Oprócz tego to dzisiaj same nudy (jak ja za tym tęskniłam). Mam ochotę iść do sklepu bo czipsy. Hmmm... Ciekawa jestem czy wytrzymam.

A właśnie, a propos mojego szczęścia (które zawsze mi sprzyja). Skończyły mi się ziemniaki, a kupuję w paczkach po 25kg. Zazwyczaj muszę jechać na  miasto rowerem z przyczepką i ciągnąć tą ciężką pakę ze sobą. Przeglądam FB i nagle wyskakuje mi z jednej grupy powiadomienie, że ktoś sprzedaje i to jeszcze taniej niż kupuję na rynku w mieście. Ba! Dowozi do domu! Ba! Jest już w drodze! Ba! Właśnie dostarczył i nawet do kuchni zaniósł! I to jest proszę Państwa, ten tego, moje cudowne szczęscie. Dziękuję Wszechświecie <3.

Dzisiaj tak zimno w domu, że siedzę z termoforem przy brzuchu bo nie idzie w tym zimnie usiedzieć. Nie chcę do łóżka, bo dopiero 17...

Coś się wymyśli. Nie wiem jakie plany na jutro. Mam wreszcie wolne od pracy i kocham te nudy. Że wreszcie mogę się zrelaksować i nie myśleć o pracy. To chyba tyle na razie. Idę się dalej nudzić w tym moim szczęśliwym błogostanie. <3
 

hononey
 
Dzisiaj rozgryzłam co się stało, że nikogo na pingerze nie ma. Po pierwsze, sam pinger (system) się sypie. Po drugie, instagram. Więc się nie dziwię.

A co u mnie? Dzisiaj są moje urodziny. Obudziłam się padnięta o 8 (dziwne) i D. nie dał mi wyjść z łóżka. Puściłam wodę do wanny i wróciłam do łóżka. Wiem jak się stara, ale całe uczucie już zniknęło i to jest najdziwniejsze. Czułam się jakbym była z obcą osobą w łóżku.

Zabawy zabawami, wzięłam kąpiel i zaczęłam się szykować. Sok z pomarańczy i szejk przed wyjściem obowiązkowo. Wyszłam na piechotę (wszędzie rowerem, ale nie chciałam zostawiać przy stacji bo tam kradną) i zadzwoniłam do rodziców po drodze. Okazało się, że wyszłam wcześniej i czekałam, żeby doszli. Spotkaliśmy się w połowie drogi i doszliśmy na stację razem. Bilety kupione więc tylko czekaliśmy na pociąg.

W pociągu do Sheffield szybko, bo tylko 26 minut. W Sheffield padła decyzja, idę na wrapa, a potem idziemy na kawę do COSTY a dopiero potem na obiad. Więc wrap w Fanoush (zdjęcie), a potem rodzice z kawą w COSCIE. Pogadaliśmy, wygłupy, itp. Potem obiad w Las Iguanas. Rodzice zaczęli wydziwiać, bo nie takie, itp. W końcu zjedli i decyzja zapadła - pycha.

Tata miał coś z kurczakiem, mama krewetki a ja wegańskie chili (mój przepis i tak lepszy). Ogółem z rodzicami pogadałam. Tata jeszcze trochę o Buni się popłakał (szkoda mi go, ale ja czuję, że Bunia ma się dobrze).

A właśnie, a propos Buni. Jak z Tatą poszliśmy na Air Show we wrześniu i śmieliśmy, że Bunia wreszcie może iść z nami bo nie będzie się bała. I co? Dzisiaj mi się śniło (w moje urodziny), że rozbrykana Bunia biegała koło nas na Air Show. Wiem, że to był Jej sposób, żeby życzyć mi wszystkiego najlepszego. Ba! Miałam do siebie pretensje, że byłam na wakacjach w Polsce, kiedy rodzice musieli usypiać Bunię. Doszło do mnie wreszcie, że przecież bilety były zabookowane dawno i to po prostu miało się tak stać. Dzięki temu Bunia ma kogoś, komu może przekazać wiadomość i ta wiadomość może iść dalej do Mamy i Taty. Gdybym razem z rodzicami musiała Ją uśpić, byłabym w gorszym miejscu psychicznym od Taty. Tak po prostu musiało się stać i jestem z tego dumna teraz. Cieszę się, że mogłam to zrozumieć.

Wracając do tematu. Po obiedzie mieliśmy 30 minut do pociągu. Myślałam, że się nie wyrobimy, ale pognaliśmy, 10 minut czekaliśmy i jeszcze się okazało, że opóźniony (tak, ja mam farta). Mama dała mi jabłko, zjadłam i do pociągu. W pociągu śmiechy, do Doncaster i się rozstaliśmy. Do domu na piechtę.

Wróciłam, drzwi otworzył mi kolega D. (bo klucze w drzwiach). Weszłam i dałam kotom suchą karmę, bo ktoś zapomniał... Przywitałam się z Karolkiem i zaczęłam się ogarniać. Teraz siedzę na pingerze, piszę z Madziulkiem. <3

Dzisiaj do mnie doszło, że mam urodziny w listopadzie. Kiedy mogłabym iść na spacer do lasu o tej godzinie, to nie bo już ciemno i zimno... Eh. Trudno się mówi, ale chociaż fajny układ planet mam na rozkładzie mam jak to Madziulek powiedział. Na dzisiaj to tyle. Kocham. <3
Pokaż wszystkie (4) ›
 

hononey
 
Nawet nie wiem od czego zacząć. Po pierwsze to pinger warjuje bo nie pozwalać wpisów bo niby "wykrywa spam".

Wstałam o 7, mimo że alarm na 6. Do pracy miałam na 9, ale tak się mi się "spieszyło", że prawie bym się spóźniła. Sok z pomarańczy i smoothie zielone zaliczone. W pracy ziemniaki, a po pracy kolejne smoothie.

A jak w pracy? Myślałam, że popełnię jakieś przestępstwo albo czary odprawię bo już nie wytrzymuję z jedną osobą w pracy z personelu. Udaje jakby nic się nie działo, a broń boże tylko coś odpowiem jednej osobie i już, że się znęcam. Jest z niej taka drama queen, że wystarczy że powiesz że coś się ruszyło w krzakach i lament na cały dom. Po prostu koszmar.

Zaczęłam rozumieć, że chyba z pracą też będę musiała się pożegnać w przyszłości bo zaczyna mnie męczyć. Zaczyna do mnie dochodzić, że jeżeli nam coś zaczyna przeszkadzać lub nas męczyć to znaczy, że pora coś zmienić (tak jak ze związkiem).

A właśnie, a propos związku... Wróciłam z pracy. D. konkretnie wkurwiony pracą bo dziewczyna która zajmuje się payslips (obliczaniem kto ile zarobił) ziewa a jemu potrzebna kasa. Ogółem miejsce pracy jego to jeden wielki śmiech ale mniejsza o to. Wraca z pracy konkretnie wkurwiony. 2 minuty później przychodzi jego kolega... (Tak, wiem. Nierozłączni) mniejsza o to. Dzisiaj rano zablokowała się szuflada ale pomyślałam zrobię wieczorem (bo dopiero niedawno wróciłam do domu). Proszę kolegę żeby mi pomógł (mój wkurzony, więc nie nadawał się do pomocy). Kolega spoko, na spokojnie próbujemy ogarnąć temat, mówię że stało się pierwszy raz a mój wyjeżdża z jadem w głosie "Yeah, because she puts shit in draws and expects miracles". Więc mu kulturalnie odpowiedziałam żeby poszedł na górę się wkurzać do siebie do pokoju. Trafiłam w czuły punkt. Potraktowałam go jak dziecko i ego pokruszyło się na kawałki. Zaczął sprzątać cały dom (nie po to żeby był czysty tylko po to żebym przy kłótni nie miała na niego haka) ale przynajmniej chata sprzątnięta.

Ja za to sprzątnęłam kuchnię, wymyłam podłogę i w sam raz na moje urodziny (jutro) mam chatę ogarniętą. Jutro z rodzicami jedzemy do Sheffield więc zapowiada się ciekawie (bo jedzenie xD ). Opowiem jak było, buziaki. <3
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Dzisiaj tytuł trochę o cudach... Dlaczego? Możecie wierzyć, albo nie, ale...

Wczoraj kot D. o imieniu Sal (mój najulubieńszy) miał chore oko. Jeszcze rano była szczęśliwa, ale od południa leżała na łóżku i na wszystkich warczała. Nie mogła oka otworzyć prawego. Kiedy otworzyła, źrenicę miała wielkości cienkiej nitki a tęczówka była zakrwawiona. Wiem razem z D. że często się ze wszystkiego wylizywała, więc zostawiliśmy Ją samej sobie. Poszłam do rodziców i prosiłam D. żeby po pracy wysyłał mi wiadomości o stanie kota.

Stan się nie polepszył, dalej leżała na łóżku. Kiedy wróciłam, była w kojcu. Dalej warczała i widać było, że bolało Ją. Spojrzałam się na Nią i na głos powiedziałam kilka rzeczy prosząc o pomoc (mniejsza o to jakie). Poszłam po tym do łóżka. Za jakieś 5 minut D. wyszedł z pokoju swojego (ma na przeciwko sypialni naszej) i zaczął ze mną rozmawiać w drzwiach. SAL SAMA WYSZŁA Z KOJCA I ZACZĘŁA OCIERAĆ SIĘ O D. I MRUCZEĆ!!! [szok] Nawet D. powiedział, że oko wygląda o wiele lepiej!

Dzisiaj rano nawet nie da się porównać. Źrenice reagują na światło i młoda doprasza się o jedzenie!
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Tak więc wierzę w cuda. A teraz o tym co się dzisiaj wydarzyło. Obudziłam się o 7, wstałam o 8 i ogarnięta (w miarę) pojechałam na Team Meeting. Przez 3h menadżerka opowiadała nam jak być dobrym pracownikiem (przynajmniej mamy za to płacone...).

Z samego rana smoothie, 500ml w pracy. Wróciłam, pierwsze co zrobiłam - znowu smoothie. Ogarnęłam się w domu. Zdecydowałam, że muszę kupić banany, ziemniaki i jedzenie dla kotów. Miałam farta bo wszystko (oprócz ziemniaków) udało mi się załatwić jedną wycieczką rowerową (mam przyczepkę do roweru i spokojnie na zakupy jadę po 20kg bananów...). Wróciłam padnięta, bo pod górkę z pełną przyczepką bananów, jedzeniem dla kotów więc jakieś 30kg było... Zjadłam zupę indyjską co kupiłam wczoraj, do tego chili organiczne wegańskie i na wieczór upiekłam kasztany... Mmmm. Pychotka.

Obejrzałam Jestem Legendą, bo nigdy nie pamiętałam tego filmu. A na sam koniec książka, która wreszcie dzisiaj do mnie przyszła. <3
 

hononey
 
Wybaczcie, że tak cicho bo normalnie piszę codziennie, ale trochę nie miałam ochoty, trochę się wstydzę napisać co zrobiłam i trochę nie miałam czasu no ale do rzeczy.

Wstałam rano i w sumie nie wiedziałam co z sobą zrobić. Z racji, że dłonie mam popękane i pełne ran (mam atopowe zapalenie skóry), to nie mogę za bardzo ich używać (zginać palców, itp). Także jakiekolwiek sprzątanie zupełnie odpadało. Siedziałam jak ta ziutka na sofie, aż stwierdziłam że mam ochotę przeczytać książkę. Boski Lekarz (Anthony Williams) został przetłumaczony na Polski w zeszłym roku, a Anthony właśnie wydał już 3 książkę (o niej następny wpis).

Książka miała do mnie dojść dopiero w poniedziałek, więc stwierdziłam, że kupię wersję na Kindle. Napompowałam fotel, zabrałam do kuchni (najcieplejsze pomieszczenie), weszłam pod koc, włączyłam ogrzewanie i zabrałam się za czytanie na iPadzie. Smoothie już miałam zrobione, więc o jedzenie nie musiałam się martwić (wypiłam 4 szejki tego dnia i sok z pomarańczy). Przeczytałam 30% książki, ale byłam umówiona z Mamą, bo w sklepie koło niej chciałam zakupy zrobić.

Z wielkim bólem odłożyłam książkę na potem, ubrałam Karolka w szelki, włożyłam do koszyka i pojechałam rowerem do rodziców na chatę. Karolek szczęśliwy bo wreszcie na sofę mógł wejść (Mama jeszcze z pracy nie wróciła). Popilnowałam Karolka, żeby kabli nie przegryzł i Mama w końcu przyszła. Zjadłam ziemniaki, powiedziałam Karolkowi, że niedługo wrócę (jak mu mówię gdzie idę i za ile będę to nie rozrabia) i poszłam do ASDY (sklep).

Kupiłam przyprawy no ale mnie też wzięło na kupowanie sobie wegańskich gotowców (typy kiełbaski, zupki, itp). Więc oprócz ziół i przypraw kupiłam: kiełbaski, noodle, zupę indyjską i burgery. I tak, głupia ja zjadłam to wszystko wieczorem po przyjściu do domu rodziców. TAK, głupia ja [face palm], bo przecież tyle lat się katuje odżywianiem w taki czy inny sposób, to dlaczego mam sobie odmawiać... No normalnie zakopię się żywcem [cry].

Karolek był za to bardzo grzeczny, ładnie siedział pod stołem i oglądał telewizję z Mamą. Pogadałam z Mamą o wszystkim i niczym. Tata niedługo wracał do domu, więc zabrał mnie i Karolka do mojego domu, jescze potem się wrócił i przywiózł mi kurtkę (dzięki Tato). W sumie to tyle. W domu był spokój i niedługo potem poszłam spać. Na zdjęciu Karolek w szelkach z nowym medalikiem. <3
  • awatar Help Me :'(: Dobre pytanie .. chuba mogę powiedzieć ze tak że w sumie to chyba żałuję :/ niestety
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Obudziłam się o 6, ale przekimałam do 7. O 7 pobudka wszystkich i udało mi się wcześniej pracę skończyć. Dostałam okresu, więc to tłumaczy moje wieczorne zachcianki wczoraj.

Wracając do domu wyrobiłam medalik do szelek Charliego (takie małe serduszko srebrne). Przy okazji kupiłam karmę dla kotów (D. dał mi trochę kasy, resztę mi wisi).

Wróciłam do domu i zachciało mi się humusa z chlebem. Zjadłam 3 kromki a humusa dokończyłam z surowym brokułem (mmm... mniam). Jeszcze dokończyłam sobie humusa, który zrobiłam do wrapów. Na prawdę nie miałam ochotę na szejka, bo w domu tak zimno (ogrzewanie działa jak chce), a wiem że jeszcze bardziej by mnie wyziębił.

Pora opisać krótko moją pracę. Więc pracuję jako Support Worker (czyli mniej więcej jako pracownik społeczny). Pracuję dla organizacji, która pomoga osobom, które nie do końca są rozwinięte. Potrafię pracować od 16 jednego dnia do 16 następnego dnia (w zależności jaka zmiana). Pracuję w domu gdzie są 3 osoby w wieku 40 - 50 lat. Dom mają normalny, wynajęty.

Tak wygląda mój przykładowy dzień: przyjeżdżam na 16, znajoma mówi co się działo i ją zmieniam. Sprawdzam kalendarz, co trzeba zrobić, dzwonię, żeby pozłatwiać sprawy a potem bierzemy się za gotowanie (w Anglii są obiady koło 17, wiem że dziwnie). Gotuję z PP (podpopiecznymi), po obiedzie leki a potem zmywamy. Chwila odpoczynku (zazwyczaj i tak znajdzie się coś do roboty). Potem trzeba komuś pomóc się wykąpać, mycie włosów i nasmarować kremami. Potem druga idzie się kąpać. Ja w między czasie planuje co trzeba zrobić jutro. Bookuje pieniądze na jutro rano, bo jedna idzie do centrum (specjalnej szkoły, gdzie robią kreatywne rzeczy albo grają w gry). Wszyscy wykąpani. Zaczynam znowu "zabawę" z lekami i podpisywanie, że zostały wzięte. Czekam, aż pójdą spać i sama się kładę. Rano podbudka, robienie śniadania, leki. Spisywanie wszystkiego co się stało wczoraj i dzisiaj. Jedna idzie do centrum. Potem drugi wychodzi do centrum. Zostaję z trzecią i albo jedzemy do drugiego miasta na wycieczkę, albo załatwiamy sprawy na mieście. Wracamy, muszę wszystko opisać w Jej dzienniku, przeliczyć wszystkie pieniądze, spisać na co poszły, itd. Po tym wszystkim moja głowa zamienia się gorący mętlik popiołu i odmawia czegokolwiek. Przychodzi koleżanka, żeby mnie zmienić...

Tutaj opisałam tylko jedną zmianę i to spokojną, a zazwyczaj tak nie jest. Ale daję radę i ją lubię, kiedy mam cierpliwość i nie muszę pracować każdego dnia (bo były i takie sytuacje).

Wracając do teraz, w pokoju mam może 16 stopni. Siedzę z ciepłą herbatą w ręku i zaraz będę musiała zbierać się na zakupy... Najważniejsze, że kredytówka spłacona więc mam już spokojniejsze sumienie. Wieczorem dopiszę resztę, a na zdjęciu medalik dla Karolka. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Nie poszłam na zakupy. Po pierwsze byłam taka zżiębnięta, że mi się nie chciało iść. Po drugie, deszcz zaczął padać. Siedziałam w domku, zjadłam zupę z ziemniaków słodkich. Przyprawy się skończyły, więc nerkowców dodałam i były pycha. Dzisiaj miałam randkę z zieloną herbatą. A oprócz tego co się wydarzyło? Zapraszam na lekturę...

No więc chciałam Ci tylko opisać sytuację z dzisiaj. Nie jadł nic, nie palił zioła, jeszcze w pracy na maksa go wkurzyli. Nie wiedziałam o tym, więc dzwonie do niego i pytam się o której skończy to mu coś kupię w Adlim bo i tak idę. Niedosłyszał więc powtórzyłam jeszcze raz wolniej. Na co on dlaczego jestem na niego zdenerwowana i dlaczego się tak zachowuje i do mnie z tekstem ze juz nie będzie tej rozmowy dalej ciągnal bo nie chce się czuć o wszystko obwiniany itd. No to dobra, wrócił do domu wcześniej. Jeszcze w sklepie nie byłam. Przyszedł do mnie i zaczął mi opowiadać jak wreszcie do niego doszlo że każdy się opierdala i dostaje grube pieniądze, tylko on zapierdala i dostaje za to prawie nic. No spoko. Zacząl chodzić po domu, wszystko zaczęło go wkurwiać. Okazało się że mój królik przegryzł opakowanie na żwirek dla kotów Davida i do mnie krzyczy, "jeszcze jeden taki numer od tego skurwiela i założę mu kaganiec na mordę" no to mu się postawiłam i powiedziałam że no chyba raczej nie. Coś burknął pod nosem i powiedziałam żeby to powtórzył na co do mnie "powiedziałem, no to w takim razie nie". Szykowałam się do sklepu, powiedział żebym nic mu nie kupowała. Wróciłam, okazało się że jego kolega już przyszedł i jest w cudownym nastroju. I tak mu kupiłam jedzenie. Wstawiłam pizze do Oven żeby się piekła. Wysłałam mu SMSa. Zszedł potem jak wychodziłam z kuchni spojrzałam się na niego i zaczęłam się śmiać żeby rozładować atmosferę. Nawet nie zareagował tylko się spojrzał jak na głupia.

Nie jest mi przykro. Szczerze to cieszę się, że właśnie takie sytuacje wychodzą na jaw bo wtedy mogę na oczy przejrzeć i sobie uzmysłowić ze nie chce życia spędzić z takim człowiekiem.

Jeszcze na odchodnego (wracał do pracy) dowiedziałam się, że razem z kolegą sprawdzali jak by im się opłacało gdyby wziąć kredyt na mieszkanie na nas 3ech! To jest ja, on i jego kolega!!!

Z tego całego stresu i złości chciało mi się słonego i zjadłam 6 małych paczek czipsów... F!M!L! x(

Muszę wyprowadzić z tego wariatkowa bo dostanę pierdolca...
  • awatar Tanesha: Cudny ten medalik :)
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Co do karmy dla kotów to w Netto jest promocja 6x850 za 16zł mokra. :) Z czym jesz humusa?? Ostatnio miałam kupić ale nie wiedziałam z czym jeść xd Praca musi być ciężka ale dobrze że są takie osoby jak Ty że chcą pomagać takim ludziom :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Miałam taki cudowny sen. Bunia znowu odwiedziła mnie w śnie, przytulałam Ją, a potem Jej miejsce zajął Charlie. Potem dostałam (nie wiem jak to opisać, w sumie czy sny kiedyś da się tak po prostu opisać?) wiadomość od Buni - "Tam gdzie Ty, tam i ja". Wiem, że to brzmi szelenie i rozumiem jeśli same nie wierzycie, ale ja wiem, że Ona jest ze mną <3.

No więc wstałam rano, była może 7.30? Zeszłam na dół, koty już mnie męczyły ale nakarmiłam dopiero jak przestały. Rano jak zwykle, sok z pomarańczy, dokończyłam wrapa z wczoraj i szejk na śniadanko z suplementami. Skoro kuchnia ogarnięta to wzięłam się za gotowanie zupy na dzisiaj i na jutro. Dzisiaj dodałam udawanego kurczaka do zupy, bo na prawdę miałam chęć.

Do tego rozpiska moim godzin na sierpień i wrzesień bo za mało w pracy zapłacili, trochę mi z tym zeszło. Teraz oglądam Mr Robot i niedługo będę musiała się szykować do pracy 15.30 do 9.30 jutro rano. Wieczorem postaram dopisać się resztę. Na dole zdjęcie wrapów z wczoraj  (bezglutenowe, dlatego się rozwalają). <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

W pracy miałam zapierdol od samego początku. Poniedziałki zawsze są najcięższe pod względem roboty, bo trzeba zrobić finanse, wszystko przeliczyć, itp. Całe szczęście nie musiałam dla PP nic gotować, tylko podgrzać.

W pracy również nie byłam głodna, bo zupa z udawanym kurczakiem dalej siedziała mi w żołądku (zapomniałam, że białka nie łączy się z węglami, ale w sumie to nie żałuję. Przed snem zjadłam dwie paczki czispów (FML...) i ciastko, ale dobra walę to. Rano następnego dnia dostałam okresu, więc wiadomo czemu miałam chęć. Poszłam spać koło 22.
 

hononey
 
  Pospałam w pracy do 8. I tak nie było potrzeby wstawania wcześniej. Nie wzięłam do pracy nic oprócz ziemniaków do gotowania. Nawet wody zwykłej (piję destylowaną w towarzystwie świeżego soku) ani smoothie. Stwierdziłam, że zaparzę sobie koci pazur (zioło) i to był mój błąd... Koci pazur jest jeszcze gorszy niż gorzka czekolada razem z kawą. Tak mi żołądek podrażnił, że zrobiło mi się nudno. Musiałam zjeść surowego pomidora i dopiero potem mi przeszło.

  Ogółem cały dzień w pracy robiłam papiery, szkoda mi było podopiecznej, no ale pomaganie ludziom z "problemami" to nie zawsze praca fizyczna. Trochę mi smutno było jeść same ziemniaki (mimo, że kiedyś był okres - pół roku, że jadłam same ziemniaki i schudłam 10kg), więc stwierdziłam, że zjem te pieczone ziemniaki. Opierniczyłam 750g sama, ale trudno się mówi. Przynajmniej smakowało... Ziemniaki też ugotowałam, żeby nie było. Reszty nie dojadłam.

  Z podopieczną (zacznijmy nazywać osoby którym pomagam po prostu PP dla ułatwienia) poszłyśmy do do sklepu więc chociaż trochę się przeszła. Koniec końców, przyszedł koniec pracy dla mnie i przyszła koleżanka żeby mnie zmienić. Zasiedziałam się do 16.45 no i już do domu chciałam.

  Do domu wracałam jak zwykle rowerem (6km wczoraj zaliczone i dzisiaj 6km tak samo) i przy okazji z Mamą na telefonie wisiałam. Przyjechałam i D. zszedł na dół żeby mnie przywitać. Zaczął się przytulać, normalnie jak nie mój chłopak. Odgrzałam mu tą resztkę ziemniaków z margaryną i kanapki sobie zrobił. Chłop z głowy - nakarmiony. Ja dla siebie sok z pomarańczy zrobiłam, szkoda tylko, że miód się skończył.

  A co do D... mimo, że prawię czasu razem nie spędzamy, teraz idzie do kolegi na szlugi... a dopiero niedawno z pracy wróciłam. Szczerze, to mi to teraz konkretnie zwisa. Przestało już mi zależeć na tym związku.

  Teraz piszę pingera na laptopie. Słucham sobie spokojnych hitów z lat 80. Jak zwykle świece zapalone o tej porze, ale tym razem Bunię (a raczej Jej urnę) postawiłam na parapecie. Czy to nie "zabawne", że po spaleniu ciała zostaje po nas tylko garstka prochu?

  Dobra, zmykam czytać Wasze wpisy i trochę skrobąć otuchy. Na zdjęciu Bunia (miała 16.5 lat kiedy odeszła). Do następnego. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

  Po pingerze dostałam zachcianki na wrapy (bezglutenowe) domowe (jutro zdjęcia dodam). Zeszło mi z jakąś godzinę od przygotowania do zjedzenia, ale warto było. Zjadłam 1 i pół i to ledwo co. 3ego dałam D. i się ucieszył. Po tym jak nauczyłam się na bieżąco sprzątać, zostało mi tak niewiele do sprzątnięcia, że się w sumie ucieszyłam. Happy, bo wcale nie kwestionowałam tego czy warto zrobić te wrapy tylko odeszłam od kompa i je zrobiłam. Także ten, ja spadam spać i do jutra. Kocham <3.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
 Alarm zadzwonił o 6, ale wstałam dopiero o 8.30. Jak zwykle koty D. (ma ich 3) zrobiły orkiestrę, kiedy byłam w toalecie, żeby je nakarmić ale tak mnie ostatnio zaczęły wkurzać, że zostawiłam tą przyjemność dla D.

  W kuchni zdałam sobie sprawę, że nie mam pomarańczy. Poratowałam się jabłkami, które Mama ostatnio przyniosła i wycisnęłam sok. Po ogarnięciu kuchni, poszłam do dużego pokoju.

  Czytałam wczoraj instagram @organicolivia i na nim mówiła jak dobrze jest dać upust emocjom i te których z siebie nie wyrzucimy, stają się naszymi chorobami.

  Usiadłam na podłodze koło Sal (kot D.) i zaczęłam pisać wszystkie powody dla których chcę wyprowadzić się na swoje i mieszkać sama z Karolkiem (królikiem). I zaczęłam czuć jak emocje ze mnie wylatują. Mimo, że kilka łez poleciało, czułam się tak dobrze kiedy wreszcie mogłam z siebie to wyrzucić. Zrozumiałam, że tak na prawdę nie chce tutaj mieszkać. Wszystko we mnie krzyczy, żeby się jak najszybciej wyprowadzić. Nawet jeśli zamieszkałabym z nim w wielkim domu z ogrodem obok lasu (moje marzenie), to i tak nie czułabym się szczęśliwa. Ba, nie czułam się z nim szczęśliwa od bardzo, bardzo długiego czasu.

  Po spisaniu tej listy, moje przekonanie o przeprowadzce wzrosło do 80%. Nie wyprowadzę się dopóki nie będzie 100%. Na razie daje sobie czas. Nie chcę tego przyspieszać.

  Wstałam i pojechałam do sklepu zrobić zakupy. Kupiłam wszystko i przy okazji Wrapa z Falafelem. Wróciłam do domu, nakarmiłam Karolka. Smoothie przygotowałam i zaczęłam pisać pingera.

  Tak bardzo się cieszę, że mogę znowu wylewać wszystkie swoje żale. Po tych 6 latach przerwy, zauważyłam jak mało aktywnych pingerowiczek się odchudza. Pamiętam jak pod tagiem #odchudzanie było po kilka wpisów na godzinę. A teraz praktycznie wszystkich wywiało. Już nie wsponę jak trudno jest znaleźć kogoś kto się zdrowo odżywia bez głodzenia.

  Mniejsza o to. D. wstał, jak zwykle od rana miał już zjebany humor, bo czytał wiadomości na necie. Przy okazji mi popsuł humor też (nie mogę żyć z tak negatywną osobą w moim życiu, on mnie po prostu dobija). Jeszcze wparował do mnie do pokoju, żeby się pochwalić jaka NASA jest głupia. Psychicznie już nie wytrzymuję z nim. Chcę się wyprowadzić na swoje... Potrzebuję miejsca, gdzie mentalnie będę czuła się bezpiecznie.

  Resztę dopiszę potem bo dzisiaj do pracy na 16 do 16 jutro, także trzeba się przyszykować. Na koniec trochę motywacji dla Wszystkich. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

  Przyjechałam do pracy, słowo zamieniłam z koleżanką i poszłyśmy z podopieczną na ciasto i kawę do pub'u (czytaj, ona jadła, a ja Jej pomagałam). Wróciłyśmy, zrobiłam co miałam zrobić i potem upragniony prysznic (u siebie mam tylko wannę). Podopieczna poszła wcześniej spać to i ja miałam okazję się wcześniej położyć. Przedtem zjadłam paczkę czispów solonych (tak, wiem dupa) i ziemniaki pieczone (nie chciało mi się gotować, a tego dnia tak się kiepsko czułam, że tylko ziemniaki wzięłam ze sobą). Nie zjadłam dużo, bo tylko garstkę ale lepiej mi się spało.

  I w sumie to tyle jeśli chodzi o ten dzień. <3
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: W tym momencie jestem na swoim i szczerze mówiąc ciężko. Ciężko ale wiesz że to wszystko jest Twoje i Ty ustalasz warunki. Dlaczego żyjesz z taką osobą? Masz racje z tym pingerem. Jak założyłam tutaj konto 5lat temu było pełno aktywnych osób które się odchudzały : zdrowo i nie zdrowo ale były. Teraz praktycznie nie ma nikogo.
  • awatar Nie potrzebuję motywacji, mam dyscyplinę: Pinger trochę się zmienił. Wydaje mi się, że w ogóle kiedyś było więcej aktywnych użytkowników.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
  Dzisiaj będzie szybko, bo dopiero co wróciłam z pracy a już późno.

  Zostałam obudzona o 5 rano, kiedy chłopak wrócił z pracy po całej nocce naprawiania wzmacniacza w pracy. Nie mogłam już zasnąć (w sumie, to 5 jest najulubieńsza godziną do wstawania) i tak leżałam w ciepłym łóżku aż do 6.

  Wstałam, świeży sok z pomarańczy wypiłam. Zostało mi trochę smoothie z wczoraj, dokończyłam a przed wyjściem jeszcze ziemniaki. W międzyczasie uświadomiłam sobie, że mam dużo czasu więc pranie wywiesiłam, w kuchni kafelki umyłam i koty nakarmiłam (wiedziałam, że D. wstanie za późno, żeby je nakarmić). Spakowałam zupę ze słodkich ziemniaków do słoików i do pracy rowerem (zaliczone dzisiaj kolejne 12km).

  W pracy (od 9) już od samego rana był konkretny bieg. Nie było znajomej, więc miałam dwie niepełnosprawne osoby pod opieką. I po prostu wszytsko na wariata. Udało mi się zupę zjeść rano, ale że szybko się przetrawiło i wchłonęło, to idąc do sklepu z podopiecznymi kupiłam kanapkę z cebulowym bhaji (zobacz zdjęcie). Była taka pycha, normalnie niebo w gębie. Na jakiś czas starczyła ale potem musiałam jeszcze ryż zjeść. Potem na szybkiego przy prasowaniu gorąca czekolada i herbata czarna. I to w sumie był mój ostatni posiłek jaki zdołałam zjeść.

  Dzisiaj w domu mieli imprezę, więc zajęłam się przygotowywaniem jedzenia dla gości, a byłam od tego czasu już sama na zmianie. Zdażyłam ugotować sobie ziemniaki i dzięki bogu za nie, bo bym chyba zeszła. Pogadałam z innymi opiekunkami, posprzątałyśmy, po czym zebrałam się do domu.

  Po drodze rozmawiałam z tatą przez telefon. Myślą nad następnym psem? Bunia odeszła 26.06.2017 i nikt Jej nie zastąpi, ale tak dużo psów jest samotnych... Cóż, zrobią jak chcą. Ja mam Karolka i nigdy nie będę tego żałować <3

  Wróciłam do domu, D. mnie przytulił, widać że padnięty. Myślałam, żeby zrobić sobie smoothie przed snem, ale już nic nie dam rady zjeść. Karolka nakarmiłam, wzięłam się za pisanie pingera. Rano będę miała więcej miejsca na smoothie, to akurat będzie szansa.

  Zmykam Kochane i udanej nocki <3
 

hononey
 
  Wstałam o 7.00. Miałam takie przyjemne sny (chociaż były bardzo dziwne). Czułam jakby cała złość ze mnie wyszła.

  D. (chłopak) jeszcze mocno spał (kładzie się późno), więc zeszłam na dół. Na szczęście kuchnię ogarnęłam poprzedniego dnia i wyciskarkę miałam już przygotowaną na rano (nie było wymówki jej nie użyć). Standadowo świeży sok z 3 pomarańczy z miodem, sok z selera.

  Dla D. robiłam kanapki do pracy (chleb brązowy z humusem - też jest wege), dołożyłam mu chrupek, soku kupnego i jogurtu wege.

  Sama dokończyłam humus z brokułami i wzięłam się za gotowanie zupy curry z batatów (jem ją codziennie).

  Dzisiaj do pracy od 16 do 20, ale na szczęście nie będzie ciężko. Zjadłam zupę, była pycha. Do pracy wezmę szejki zielone i nie będę musiała się martwić gotowaniem. Teraz zmykam, dopiszę później jak mi się uda.

  A na koniec, zdjęcie Charliego (królika), którego adoptowałam w kwietniu. <3

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

  No już po pracy. Przed wyjściem zjadłam ziemniaki i nie było już czasu na smoothie. W pracy wypiłam gorącą czekoladę i herbatę czarną. Przynajmniej spokój miałam, nie byłam zabiegana ale czas szybko zleciał.

  Po drodze do domu rozmawiałam z Tatą przez telefon. A no i dzisiaj rowerem zaliczyłam 12km (do pracy i z powrotem). Wrociłam, pierwsze co to zrobiłam smoothie. Karolek (królik) zszedł na dół na kolacje (mój nie jest trzymany w klatce, biega sobie po całym domu). D. wrócił na chwilę z pracy, chciałam dać mu jeść, ale powiedział, że nie ma czasu.

  Teraz piszę Wam sprawozdanie, pijąc smoothie, ale muszę zmykać bo jutro mam do pracy na 9 do 16. Mam nadzieję, że nos mi nie zmarznie rano jadąc rowerem...
 

hononey
 
Co sie u mnie dzieje?

  Skonczylam studia w zeszlym roku... Wreszcie.

  Wyprowadzilam sie od rodzicow... Wreszie.

  Mieszkam z chlopakiem od roku... Wreszcie?

Duzo sie u mnie pozmienialo. Koniec z nienawidzeniem siebie. Przeszlam juz ten okres. Wyszlam z depresji. Duzo pomogl weganizm i zdrowe odzywianie. Niestety znowu zeszlam na zle tory.

Mam plany zeby zamieszkac sama, wyprowadzic sie od niego, ale jeszcze nie jestem pewna. Nie chce popelniac pochopnych decyzji.

Potrzebuje tego bloga tak cholernie zeby wreszcie dac ujscie tym myslom w glowie.

Niedlugo sie znowu odezwe, nawet jesli i tak nikogo juz tu nie ma. Ja potrzebuje wyrzucic to z siebie.

Do nastepnego <3

Dodaje Wam zdjecie tego jak wygladalam po schudnieciu, chociaz to bardziej otucha dla mnie.

Kocham <3
 

maluscorporisisback
 
3 dzień na surowo
Bilans:
O 13 +smoothie (banan, mały grejpfrut, borówki)+ słoiczek: pietruszka,2 małe gruszki, marchewka
+moja siostra poczęstowała mnie wegańskim wrapem, zjadłam trochę warzyw ze  środka.
+około 15: sok jablko/marchewka/imbir+ gruszka i kilka marchewek
+o 18: owoce podczas meal prepu (truskawki, winogrona, 2 świeże daktyle)+ sałatka: zielenina, pietruszka, brokuł, pomidory, ogórki, pół awokado

I tyle. Udało mi się to wszystko zjeść w ciągu 5 godzin, woow. Czuję się bardzo najedzona i znowu sobie powtarzam, że to dobrze. Boję się, że tyję, tyję, tyję, tyję. Dzisiaj ciężko mi patrzeć w lustro. Zasłoniłam je szlafrokiem, siebie zasłoniłam koszulą i kocykiem, wezmę książkę i zapomnę, że jestem sobą, a jutro będzie już lepiej.

I tęsknię za moim (nie)znajomym.
  • awatar mniejkilo: Dziś też jest dobrze! A jutro będzie jeszcze lepiej. Nie daj się głosom w głowie
  • awatar Ace: Jesteś niesamowicie silna. Podziwiam.
  • awatar Mel_ania: Świetnie ci idzie trzymam kciuki
Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Kategorie blogów