Wpisy oznaczone tagiem "Zdrowo" (451)  

emela
 
Emilia673:
greens-892569_960_720.jpg

Naturalna, prawie bez soli, domowa vegeta
 

foreveraloes
 
AloeTeam:
IMG_20180111_164045.jpg

Słodki podwieczorek z prawdziwą bombą witaminową w postaci mojego ulubionego JOOSTa :)
 

hononey
 
O wczorajszym dniu (19.11.2017) będzie krótko, bo niedługo muszę się szykować do pracy. Dopiero jutro będę miała czas spisać dzisiejszy dzień. Do rzeczy...

Wstałam rano (koło 8), sprzątnęłam co mogłam i przygotowałam surówkę z surowego kalarfiora, kapusty, brokuła i migdałów (tak zmieliłam, że w końcu wyszła pasta, lol) i zrobiłam smoothie.

Pojechałam do pracy na 11, wypiłam smoothie i pogadałam ze znajomą. Przyjechała po nas menadżerka i pojechaliśmy z PP do Sheffield. Zjedliśmy szybki lunch (ja miałam wegańskie chilli, sałatkę i nachosy - nie chciałam jeść nachosów ale głód wygrał). Po obiedzie chciałam coś gorącego do picia ale za daleko, żeby iść.

A no właśnie, bo do Sheffield pojechałyśmy na Disney na Lodzie. Na prawdę wysoki szczebel jeśli chodzi o przedstawienie. To był mój pierwszy raz, ale na prawdę nie żałuję. Menadżerka przyniosła mi herbatę kiedy zajmowałam się PP na break'u. Przedstawienie się skończyło.

Poszliśmy do Subway'a na kawę dla jednej z PP. Potem do samochodu. Ogółem doszłam do wniosku, że menadżerka jest na prawdę spoko (doszła do nas w marcu). Pogadaliśmy o naszych związkach. Wróciliśmy do domu PP i od razu zabrałam się za rozliczanie pieniędzy. Przy okazji zjadłam brokuły z humusem. Skończyłam pracę o 19.

Do domu szybko i byłam już taka padnięta, że nawet nie miałam ochoty na pisanie. Wypiłam herbatę z imbiru i do łóżka. Dlatego wpis jest dzisiaj.

Podsumowując dzień, był taki udany, że całkowicie zapomniałam o smutnej sobocie. Zdecydwałam też, że chyba nie pojadę do Leeds na wegański fesiwal. Może zmienię zdanie ale póki co jestem rozczarowana.

Kochane Moje, przeczytam Wasze wpisy i wszystkie skomentuję ale dzisiaj nie dam rady po prostu. Dzisiaj do pracy na 15.30 więc już teraz muszę się szykować, a kończę jutro o 9.30 rano. Bedę w domu koło 10 i znając życie gotowanie, zakupy i te sprawy. Myślę, że powinnam być pod wieczór i wszystko ogarnę na spokojnie.
 

hononey
 
Budzik był o 7 ale spałam do 8.20. Wstałam z misją ogarnięcia kuchni i dużego pokoju. Ogarnęłam co się dało, nawet wypiłam litr Smoothie.

W ogóle to zauważyłam że brzuszek mi trochę spadł ale nie będę się ważyć. Póki wiem że chudnę to nie chcę sobie głowy tym zajmować. Wiadomo że stres wcale nie pomaga.

Wracając do dzisiejszej podróży. Kupiłam bilety na pociąg o 11.42 a wyszłam z domu jakoś 11.15. Rozmawiałam z Tatą przez telefon po drodze i się okazało że nagle jest 11.30 a do stacji jeszcze pół drogi... Nagle dostałam rakiety i biegłam ile mogłam. Zdążyłam...

Przy okazji chciałabym zauważyć że piszę bloga od jakiś 16 dni i od tego czasu zaczęłam podejmować lepsze decyzje żywieniowe. Wstaje rano i zamiast cały czas jeść rutynowo to samo po prostu się pytam - na co dzisiaj mam ochotę? Ziemniaki gotowane na śniadanie? Czemu nie. Smoothie na obiad? Czemu nie. Zupa z ziemniaków słodkich? Kto mi zabroni. I mimo że jem wąskie grono pokarmów, zawsze mogę coś wybrać co zaspokoi moje zachcianki. Podsumowując, kiedy biegłam, byłam z siebie dumna że zaczęłam się zdrowiej odżywiać.

Dojechałam do Sheffield i stwierdziłam, że nie będę tyle szła. Poszłam na tramwaj (tym bardziej że po festiwalu chciałam jeszcze na miasto jechać). Dojechałam na miejsce i to przerosło moje oczekiwania. Myślałam że to taka mała impreza, a było na prawdę dużo różnych stoisk.

Zaczęłam oczywiście od jedzenia, no bo czemu by nie, lol. Przy okazji spotkałam ludzi z którymi byłam umówiona. Byli na prawdę bardzo mili ale już od samego początku powiedziałam że chce sama zwiedzać bo nie lubię czuć się jak piąte Koło. Zrozumieli i czasami zwiedzaliśmy razem, ale większość czasu eksplorowałem.

No więc pierwsze byla kuchnia indyjska. Kocham indyjskie jedzenie. Drogo było, na prawdę drogo ale smacznie. Trochę za dużo tłuszczu ale w końcu nie jadłam żeby się najeść tylko po to żeby spróbować.

Więc było tak: indyjskie jedzenie z surówką, 2 baklawy (bardzo, bardzo, bardzo słodkie), Zielona herbata - matcha (pycha) i znowu indyjskie jedzenie ale z innego stoiska. Spotkałam jeszcze Polkę która poznalam na jiu jitsu, jaki ten świat mały.

Obiecałam koledze, że będę na jego przemowie i wysiedziałam tą godzinę ale ciężko było. Cichy głos i monotonność przemowy trochę nie szły na jego korzyść.

Poszłam na drugie przemowienie. Facet fajnie opowiadał. Bym jednym z głównych ludzi siedzących na czele fundacji Viva. Bardzo miło było i że wszystkiego co opowiadał wyszła jedna konkluzja - świat jest skorumpowany.

Mniejsza o to. Przemowa się skończyła. Poszłam znaleźć znajomych. Każdy był zajęty sobą. Pogadałam chwilę ale stwierdziłam że nie ma co przedłużać tym bardziej że szli na pizze a ja chciałam pochodzić po Sheffield.

Spotkałam kolegę który miał przemowę i chciał żebym mu powiedziala prawdę. Wytłumaczyłam, powiedział że spoko.

Poszlam na herbatę z pokrzywy a potem powłóczyłam się po Sheffield. W końcu stwierdziłam, że pora jechać do Meadowhall. Z tatą rozmawiałam przez telefon w tramwaju i trochę mi ciśnienie podniósł a ja już i tak nie byłam w nastroju. Dojechałam i poszłam na burrito i pieczone ziemniaki. W sumie nawet nie mam wyrzutów. Potem zielona herbata. Cały dzień chodzenia robi swoje.

I mimo że przepraszac nie powinnam bo pisze ten blog dla siebie żeby móc to wszystko wyrzucić na zewnątrz, to wybaczcie ze dzisiaj tak długo i tyle szczegółów. Ja nie wierzę że dzień składa się tylko z bilansów kalorycznych. Sa sytuacje i dzień mija różnie. A poza tym chce mieć miejsce gdzie będę mogła spojrzeć z powrotem i przewinąć i pomyśleć - kurna, zaszłam daleko.

Dzisiaj dzień przemyśleń bo na prawdę czuje się gówniano. Zawiodłam się dosłownie na wszystkich i chce mi się ryczeć. Pora przemyśleć kilka spraw...
  • awatar Help Me :'(: Mam nadzieję ze mimo wszystko festiwal Ci się podobał :)
  • awatar tyle.: I jak się czujesz po przemyśleniach? Na ludziach dość często idzie się zawieść,jednak są też potrzebni bo stanowią dla nas wsparcie.Powodzenia w dążeniu do celu :)
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ja pije indyjska kawę jest pyszna!:* jak herbata smakowała to proponuję kupić także kawę ;)! Na ludziach się czesto zawodzimy...a najbardziej boli gdy na najbliższych...
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Dzisiaj trochę dłuższy wpis. Dla pingerowiczek, które namiętnie czytają całe wpisy - dziękuję za wytrwałość.

Wstałam o 11! Szok i niedowierzanie! W sumie to Dziadek zadzwonił i poprawił mi humor na cały dzień. Już tłumaczę dlaczego.

Będąc w Polsce chodziłam do sklepu zielarskiego (w Polsce zioła są o wiele tańsze). Poznałam tam takiego Pana (sprzedawcę) z którym mi się bardzo przyjemnie rozmawiało. Poznałam również taką Panię A. Taka pozytywna perełka. Opowiedziałam Im o Boskim Lekrzu (książce) i powiedzieli, że zamówią. Z Panią A. nadal jestem w kontakcie. Wracając do historii. Dziadki niedługo przylatują do nas na święta i Dziadek się zapytał czy chcę coś z Polski. Powiedziałam, że ostropest i dziką różę. Poszedł Dziadek do tego sklepu zielarskiego i dzwoni do mnie. Okazało się, że Pan Sprzedawca ze sklepu to brat cioteczny mojej Mamy, CZYLI MÓJ DALEKI KUZYN [szok]. Cieszę się trochę bo tej strony rodziny prawie w ogóle nie znam. Tata zawsze sobie jaja ze mnie kręci, że nienormalna bo weganka, haha. Wreszcie nie będę się czuła samotnie w tej rodzinie.

Wstałam z łóżka koło 12. Jeszcze zdążyłam się z D. pogryźć (szkoda gadać). Ręce zaczęły mi się szybciej goić (taaak!) Aloes? Rękawiczki przez cały dzień? Kąpiel wczoraj przed spaniem? Sama nie wiem, ale cieszę się, że są w lepszym stanie.

Rano aloes, sok z cytryny, sok z pomarańczy. Miałam taką wielką chęć wzięcia Karolka na spacer w nowym plecaku. Chciałam iść na ten spacer do lasu bo już od dawna mnie ciągnęło, ale wiedziałam, że na pusty żołądek nie dam rady bo wiadomo jak się to skończy po przyjściu... Odgżałam ziemniaki ze wczoraj i zabrałam sie za obrabianie ziół - koperek i natka pietruszki (listki do gotowania, a łodygi do szejków). Ogarnęłam a zajęło trochę czasu. Znowu zjadłam ziemniaki (tym razem znalazłam jakieś zamrorzone w czeluściach zamrarzarki), ale dałam trochę masła orzechowego (nie żeby jakieś palce lizać, ale smaczne było).

Karolek siedział przy schodach i trochę mi się żal go zrobiło. Tak jak psa można przekonać do czegoś mimo, że wcześniej był uraz, tak królik jak czegoś się przestraszy, tak do końca życia będzie uraz. Nie chciałam na siłę go zmuszać do tego plecaka, dlatego stwierdziłam, że dalej będę go do szelek przekonywać. Wyjęłam jagódki i byłam z niego taka dumna. Trochę uciekał przy końcu ale myślę że z czasem się przyzwyczai. Teraz i tak zimno na dworze, to nie ma co go wyprowadzać. Okres zimowy będzie na przyzwyczajanie Karolka to szelek i plecaka. <3

Potem jeszcze trochę poleżałam z Karolkiem i był mały snuggle. Najlpesze jest jak mnie poliże po nosku, a potem stoi jak ten słup i czeka na buziaki w tą włochatę mordkę xD

Jeśli chodzi o jedzenie to na dzisiaj chyba tyle. Wypiłam herbatę z melisy i szałwii. Niedługo będę szła do Aldiego, kupić hummusa do brokułów i pizze dla D.

Właśnie wróciłam. Przed wyjściem zrobiłam sobie smoothie z (2) mango i (7) bananów. Mmmm... Palce lizać. Poszłam do Aldiego. Zakupy dla D. i moje oddzielnie kupowałam. Pierwsze pojechały D. dwie pizze i ciastka. Koleś skasował, patrzy się i pyta czy na prawdę aż tak mi smutno, że dwie pizze, a ja do niego że to mojego chłopaka a moje jedzenie jest dalej na tasmie. Poczułam się ze sobą tak dobrze, że to nie moje jedzenie. Zabrałam pomarańcze, humus i jarmuż z wielkim uśmiechem na pysku, lol.

Jutro festiwal wegański w Sheffield. Spodziewajcie się zdjęć (ale to dopiero późnym wieczorem). Kocham <3

Na sam koniec zdjęcie z Tatą na Air Show w 2011 roku. <3
  • awatar Tigram Ingrow: Blok i wafle. Chlebek bananowy dostałam od koleżanek z działu w prezencie :D
  • awatar Help Me :'(: Twoje wpisy tak miło się czyta ze mogły by być dłuższe a i tak by sie je przeczytało przeczytało początku do samego konca :) Kurde co za miła niespodzianka z tym kuzynem , jednak prawda ze świat jest mały :D. Biedny króliczek, ale jak tak o nim opowiadasz to wydaje sie taki słodziutki :D :) Ta duma ze jednak pizza dla kogoś innego ;). udanej zabawy na festiwalu :) :)! Juz czekam na kolejny wpis :*
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Obudziłam się o 7, ale nie miałam chęci wstawać. Z D. były igraszki w łóżku.

Ubrałam się i zabrałam się za sprzątanie kuchni. Trochę ogarnęłam, ale dłonie nadal bolą. Całe popękane od ran i spuchnięte palce... Nie mogę zginać. Założyłam rękawiczki, żeby sobie trochę bólu odjąć i poszło łatwiej. Przynajmniej rany zeszły mi z przedramion i już tak niemiłosiernie nie swędzą. Ale dalej w bandażach.

Rano 500ml wody z cytryną i 500ml wody z pomarańczami. Do tego 25ml soku aloesu z wodą.

Koniec użalania się. Poskładałam plecak dla Karolka i ustwiłam koło łóżka, żeby się przyzwyczaił. Zrobiłam zielone smoothie dla siebie no i Karolek zszedł na dół. Chciałam mu dać, ale nie był zainteresowany.

Pora przetestować szelki... Zaczęłam mu dawać jagódki suszone (wręcz je ubóstwia) przez szelki, tak żeby się przyzwyczaił. No i szło całkiem nieźle, dopóki nie zdecydował się uciec a potem się przestraszył.

Uciekł na górę, poszłam do niego, położyłam głowę przed łepkiem no i mówię mu, że jestem dumna, że był dzielny i w ogóle, żeby się nie martwił. Spojrzał na mnie i zaczął mnie lizać w nosek ;3

Króliki są BARDZO inteligentne i tak jak psy (w życiu miałam tylko psy), mają różne charaktery. Bardzo potrzebują uwagi i miłości. Można je zakmnąć w klatce i myśleć - a bo one to nic tylko jedzą siano i srają. Można też im dać biegać po domu, dać całą naszą uwagę i widzisz jak królik pokazuje swój rozum. No tego nie da się opisać po prostu.

Dzisiaj znowu miałam ochotę na ziemniaki, ale coś czuję, że niedługo będę gotowała chili wegańskie...

Na sam koniec Bunia jak z psiapsiółą robiłyśmy selfie w 2012 roku. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Wieczorem zjadłam jeszcze brokuły surowe z hummusem marokańskim. Nie byłam głodna ale zależało mi, żeby odtruć wątrobę.

Potem zdecydowałam się wziąć kąpiel. Nalałam całą wannę wody i wreszcie mi było tak błogo. Wysmarowałam się kremem i poszłam lulać. <3
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Kurczę, zapomniałam co robiłam tego dnia. Wiem, że nie miałam ochoty siedzieć na kompie.

Pamiętam, że pomyłką było zdjedzenie tych udawanych kawałków kurczaka, bo serce mi tak szybko biło przez  noc, jakbym miała jakieś wyścigi w środku.

Wstałam, ale nie zmęczona. W ogóle to zauważyłam, że jak się budzę w nocy i piję wodę z cytryną to rano łatwiej mi wstawać. Jak zwykle sok z cytryny i szejk.

Tego dnia do mnie miałam jechać tylko do pracy na głupi trening (o tym jak bezpiecznie przechowywać informacje w sieci, serio?). Na szczęście tylko godzinę wszystko zajęło. W drodze powrotnej zaszłam do centrum handlowego, bo strasznie chciało mi się zupy z soczewicy. Chodziłam od sklepu do sklepu i znalazłam. Przy okazji kupiłam ciastka dla sąsiadów, bo cały czas odbierają moje nieszczęsne przesyłki.

Wróciłam do domu, poszłam zanieść ciastka dla sąsiadów (bardzo się ucieszyli) i odebrałam przesyłki. Przyszedł plecak dla Karolka (więc wreszcie będę mogła go na spacery brać) i dwie nowe szelki (każde inne, żeby zobaczyć które lepiej będą mu pasować).

Po drodze do domu jeszcze do Mamy dzwoniłam, ale Ona była u Emilki. Emilka zapraszała, ale nie wiedziałam czy się wyrobię. W domu zjadłam ryżu z tą zupą i poczułam jak całe zmęczenie ze mnie wychodzi. Napisałam Emilce, że nie dam rady.

Poszłam na górę do łóżka, tak mi było przyjmnie, że aż zasnęłam. D. mnie obudził buziakami i nie mogłam już dospać. Posiedziałam na komórce i nagle zrobiła się 21.

W ogóle kolega D. nie przyszedł tego wieczoru i wreszcie było tak fajnie. Nawet widziałam, że D. inaczej się zachowywał. Ale cóż... Ten związek już przepadł i nie da się go odratować.

Na sam koniec plecak, który kupiłam dla Charliego. <3
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Obudziłam się przed 6 (tak wreszcie, moja ukochana pora wstawania).

Poczekałam, aż koty się uspokoiły i je nakarmiłam. Nie miałam dzisiaj ochoty na nic specjalnego, więc ugotowałam ziemniaki (tak, cały dzień, prawie, na ziemniakach i resztki ketchupu).

Do tego herbata z melisy i druga z imbiru na rozluźnienie i rozgrzanie. Dostałam wiadomośc z pracy, czy w sobotę mogę wpaść na trening z pracy (bo na ostatnim spotkaniu nie dało się tego zrobić - sarkazm), jeśli nie mogę jutro (a mam teraz wolne od pracy). Shit, w sobotę chciałam jechać na wegański festiwal w Sheffield (mój pierwszy), więc odpisałam menadżerce, że jutro będę (zła).

Na 14:30 Karolek miał to weterynarza na ważenie (ważę mojego królika co 2 miesiące, żeby być pewna, że jest zdrowy, itp). Sprawdziła mu ząbki, pazurki, czy chip działa no i wszystko w porządku. Karolek ważył we wrześniu 1.95kg a teraz 2.13kg. Powiedziała, że trochę przytył ale to w sumie moja wina bo go praktycznie nigdzie nie zabieram i nie ma gdzie się wybiegać. Do tego kupiłam mu takie smakołyki i one też chyba swoje robią. No i zawsze był ważony rano a nie w południe.

Ubaw miałam z niego, bo przy pielęgniarce taki kochany króliczek. Dał się Jej wziąć na ręce, w ząbki zajrzeć, a czemuż by nie? A w domu? Tupał na mnie, warczał nawet XD (śmiech).

Wróciłam do domu i stwierdziłam, że kupię plecaczek dla Karolka (w sensie, że on w tym plecaku) i wreszcie będziemy mogli chodzić na spacery. <3

Do domu wróciłam i na zakupy trzeba było jechać. Znowu wydawanie kasy... No ale kupiłam co trzeba było (a pojechałam tylko po jedną rzecz, wróciłam z 10...). Po drodze zrobiłam zakupy dla D. bo dał mi kasę. Nie wiem jak dałam radę zabrać to wszystko rowerem do domu...

Kupiłam sobie takie udawane nuggetsy z kurczaka. Podgrzałam, zjadłam i w sumie wcale mi po nich nie jest lepiej. No ale cóż... Przynajmniej nie jestem głodna, lol. Do tego dwa jabłka.

W ogóle to zauważyłam, że od kiedy regularnie piszę pingera (czasami nadrabiam zaległości następnego dnia), to podejmuję lepsze decyzje odnośnie jedzenia i posiłków.

Na razie to tyle. Zmykam Karolkiem się zająć. Nie mogę się doczekać, aż Karolek będzie miał taką grzywę jak ten na zdjęciu. Kocham <3
  • awatar Tigram Ingrow: Co do obserwowania komentarzy, to wystarczy, że klikniesz w zakladke dyskusja i tam Ci wyświetli historię komentarzy z Twoim udziałem. Co do pompek zaś, to mnie też często trener poprawia. :) Powoli się uczę :)
  • awatar Tigram Ingrow: A co do reszty... To, że się budzę w nocy spowodowane jest tym, że czekam na wiadomość. A jak już ją dostanę to przeżywam. Sądzę, że wątroba nie ma tu nic do rzeczy. Pracuję w bibliotece, zieloną herbatę pijam jak mam czas, cytrusy są za drogie i nie przepadam za nimi. No chyba, że sok z cytryny dodany do owsianki. Na urodziny przyjadą rodzice z braćmi.
  • awatar Help Me :'(: O jej jaki fajny króliczek! !!:)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

hononey
 
Poleżałam w łóżku do 9. Nie chciało mi się wstawać. Nakarmiłam koty, sok z cytryny (pomarańcze się skończyły) i szejk zrobione. Zdecydowałam, że pojadę do rodziców do domu włosy umyć (mam tylko wannę i długie włosy niestety).

U Mamy włosy umyte, posiedziałam, pogadałyśmy. Napisałam do landlorda, że chcę obejżeć jakieś mieszkanie. Wysłał mi adres. U Mamy posiedziałam jeszcze chwilę, zjadłam 6 pomidorów i trochę migdałów (dzięki Mamo). <3

Wróciłam do domu i dostałam opierdol od D. że kota nie uwiązałam do niczego w ogródku i już skoczyła na kosz od śmieci. Powiedział to w taki sposób, że nawet nie skomentowałam. W domu była po prostu cisza.

Pojechałam po zakupy po zioła, a potem do Aldiego. Spotkałam A. (bardzo dobra kumpela) i niedługo będzie rodziła. Słowo do słowa no i wróciłam do domu. W domu nadal cisza. Ogarnęłam zakupy i w końcu D. do mnie przyszedł przed wyjściem i przeprosił, że na mnie naskoczył. Powiedziałam, że mu się nie dziwię, bo też bym się wkurzyła gdyby Karolek pod drzwiami próbował się prześlizgnąć. Ucieszył się, że go zrozumiałam ale wkurzyło mnie jak mi to powiedział. Pytał się gdzie idę. Powiedziałam, że do A. na szybką herbatę. Tak na prawdę szłam obejżeć mieszkanie, ale tego mu nie powiedziałam. Przytulił mnie mocno po cichu i tak jak Tracey mówiła... Boi się, że mnie straci. Widocznie nie na tyle, żeby codziennie spędzać czas z kolegą, a nie ze swoją dziewczyną.

Pojechałam do tego nowego mieszkania. Nie powiem, ładne. Niestety na pietrze (mam rower i przyczepkę) i troszkę za małe... (dosłownie kuchnia, łazienka i sypialnia). No i trochę za daleko. Wróciłam do domu i poszłam do siebie do pokoju. Zachciało mi się brokułów z hummusem i tak też zrobiłam.

Pod wieczór poszłam do TESCO bo o tej godzinie zawsze coś przecenią. Kupiłam 5 mango, każde za 29 pensów (bardzo tanio, wręcz za darmo rzekłabym). Do tego dwa wrapy z falafelem. Wiem, nie powinnam bo gluten i inne ulepszacze i nawet nie byłam głodna, ale *huj. Zjadłam w domu, ale może wzięłam po to żeby zrozumieć jak bardzo ich nie potrzebuję?

Na noc wzięłam do siebie butelkę wody i całe szczęście bo mnie suszyło. <3
  • awatar Help Me :'(: Wiadomo że nie !! Chyba każdy woli wybierać szczęście zamiast bólu :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Hmm... Dzisiaj jest dzień nic nierobienia. Dosłownie. Cały dzień nic nie robię.

Rano sok z pomarańczy, potem smoothie zielone. Potem wzięłam się za gotowanie dwóch zup na raz (żebym jutro nie musiała gotować, lol) i jedną już zjadłam.

Cały dzień siedzę przed kompem. Napisałam wreszcie do autora Boskiego Lekarza, czy mogłabym tłumaczyć jego artykuły na Polski, bo książka mało znana a tyle ludzi się wyleczyło. Odpisał, żebym skontaktowała się z jego team'em. Więc email napisany. Więc to mi się udało.

Odpisałam również (jakieś 2 godziny mi zajęło) Francuzce, która uczyła mnie angielskiego w szkole zaraz po tym jak się przeprowadziłam do Anglii. Teraz wróciła do Francji opiekować się Mamą. Tęsknię za Nią, ale cóż poradzić. Ma 67 lat, więc chciała wrócić do rodziny. Nic Jej już nie trzymało. Obydwaj mężowie odeszli przed nią, a Jej zostały tylko poczciwe psy.

Oprócz tego to dzisiaj same nudy (jak ja za tym tęskniłam). Mam ochotę iść do sklepu bo czipsy. Hmmm... Ciekawa jestem czy wytrzymam.

A właśnie, a propos mojego szczęścia (które zawsze mi sprzyja). Skończyły mi się ziemniaki, a kupuję w paczkach po 25kg. Zazwyczaj muszę jechać na  miasto rowerem z przyczepką i ciągnąć tą ciężką pakę ze sobą. Przeglądam FB i nagle wyskakuje mi z jednej grupy powiadomienie, że ktoś sprzedaje i to jeszcze taniej niż kupuję na rynku w mieście. Ba! Dowozi do domu! Ba! Jest już w drodze! Ba! Właśnie dostarczył i nawet do kuchni zaniósł! I to jest proszę Państwa, ten tego, moje cudowne szczęscie. Dziękuję Wszechświecie <3.

Dzisiaj tak zimno w domu, że siedzę z termoforem przy brzuchu bo nie idzie w tym zimnie usiedzieć. Nie chcę do łóżka, bo dopiero 17...

Coś się wymyśli. Nie wiem jakie plany na jutro. Mam wreszcie wolne od pracy i kocham te nudy. Że wreszcie mogę się zrelaksować i nie myśleć o pracy. To chyba tyle na razie. Idę się dalej nudzić w tym moim szczęśliwym błogostanie. <3
 

hononey
 
Dzisiaj rozgryzłam co się stało, że nikogo na pingerze nie ma. Po pierwsze, sam pinger (system) się sypie. Po drugie, instagram. Więc się nie dziwię.

A co u mnie? Dzisiaj są moje urodziny. Obudziłam się padnięta o 8 (dziwne) i D. nie dał mi wyjść z łóżka. Puściłam wodę do wanny i wróciłam do łóżka. Wiem jak się stara, ale całe uczucie już zniknęło i to jest najdziwniejsze. Czułam się jakbym była z obcą osobą w łóżku.

Zabawy zabawami, wzięłam kąpiel i zaczęłam się szykować. Sok z pomarańczy i szejk przed wyjściem obowiązkowo. Wyszłam na piechotę (wszędzie rowerem, ale nie chciałam zostawiać przy stacji bo tam kradną) i zadzwoniłam do rodziców po drodze. Okazało się, że wyszłam wcześniej i czekałam, żeby doszli. Spotkaliśmy się w połowie drogi i doszliśmy na stację razem. Bilety kupione więc tylko czekaliśmy na pociąg.

W pociągu do Sheffield szybko, bo tylko 26 minut. W Sheffield padła decyzja, idę na wrapa, a potem idziemy na kawę do COSTY a dopiero potem na obiad. Więc wrap w Fanoush (zdjęcie), a potem rodzice z kawą w COSCIE. Pogadaliśmy, wygłupy, itp. Potem obiad w Las Iguanas. Rodzice zaczęli wydziwiać, bo nie takie, itp. W końcu zjedli i decyzja zapadła - pycha.

Tata miał coś z kurczakiem, mama krewetki a ja wegańskie chili (mój przepis i tak lepszy). Ogółem z rodzicami pogadałam. Tata jeszcze trochę o Buni się popłakał (szkoda mi go, ale ja czuję, że Bunia ma się dobrze).

A właśnie, a propos Buni. Jak z Tatą poszliśmy na Air Show we wrześniu i śmieliśmy, że Bunia wreszcie może iść z nami bo nie będzie się bała. I co? Dzisiaj mi się śniło (w moje urodziny), że rozbrykana Bunia biegała koło nas na Air Show. Wiem, że to był Jej sposób, żeby życzyć mi wszystkiego najlepszego. Ba! Miałam do siebie pretensje, że byłam na wakacjach w Polsce, kiedy rodzice musieli usypiać Bunię. Doszło do mnie wreszcie, że przecież bilety były zabookowane dawno i to po prostu miało się tak stać. Dzięki temu Bunia ma kogoś, komu może przekazać wiadomość i ta wiadomość może iść dalej do Mamy i Taty. Gdybym razem z rodzicami musiała Ją uśpić, byłabym w gorszym miejscu psychicznym od Taty. Tak po prostu musiało się stać i jestem z tego dumna teraz. Cieszę się, że mogłam to zrozumieć.

Wracając do tematu. Po obiedzie mieliśmy 30 minut do pociągu. Myślałam, że się nie wyrobimy, ale pognaliśmy, 10 minut czekaliśmy i jeszcze się okazało, że opóźniony (tak, ja mam farta). Mama dała mi jabłko, zjadłam i do pociągu. W pociągu śmiechy, do Doncaster i się rozstaliśmy. Do domu na piechtę.

Wróciłam, drzwi otworzył mi kolega D. (bo klucze w drzwiach). Weszłam i dałam kotom suchą karmę, bo ktoś zapomniał... Przywitałam się z Karolkiem i zaczęłam się ogarniać. Teraz siedzę na pingerze, piszę z Madziulkiem. <3

Dzisiaj do mnie doszło, że mam urodziny w listopadzie. Kiedy mogłabym iść na spacer do lasu o tej godzinie, to nie bo już ciemno i zimno... Eh. Trudno się mówi, ale chociaż fajny układ planet mam na rozkładzie mam jak to Madziulek powiedział. Na dzisiaj to tyle. Kocham. <3
Pokaż wszystkie (4) ›
 

hononey
 
Nawet nie wiem od czego zacząć. Po pierwsze to pinger warjuje bo nie pozwalać wpisów bo niby "wykrywa spam".

Wstałam o 7, mimo że alarm na 6. Do pracy miałam na 9, ale tak się mi się "spieszyło", że prawie bym się spóźniła. Sok z pomarańczy i smoothie zielone zaliczone. W pracy ziemniaki, a po pracy kolejne smoothie.

A jak w pracy? Myślałam, że popełnię jakieś przestępstwo albo czary odprawię bo już nie wytrzymuję z jedną osobą w pracy z personelu. Udaje jakby nic się nie działo, a broń boże tylko coś odpowiem jednej osobie i już, że się znęcam. Jest z niej taka drama queen, że wystarczy że powiesz że coś się ruszyło w krzakach i lament na cały dom. Po prostu koszmar.

Zaczęłam rozumieć, że chyba z pracą też będę musiała się pożegnać w przyszłości bo zaczyna mnie męczyć. Zaczyna do mnie dochodzić, że jeżeli nam coś zaczyna przeszkadzać lub nas męczyć to znaczy, że pora coś zmienić (tak jak ze związkiem).

A właśnie, a propos związku... Wróciłam z pracy. D. konkretnie wkurwiony pracą bo dziewczyna która zajmuje się payslips (obliczaniem kto ile zarobił) ziewa a jemu potrzebna kasa. Ogółem miejsce pracy jego to jeden wielki śmiech ale mniejsza o to. Wraca z pracy konkretnie wkurwiony. 2 minuty później przychodzi jego kolega... (Tak, wiem. Nierozłączni) mniejsza o to. Dzisiaj rano zablokowała się szuflada ale pomyślałam zrobię wieczorem (bo dopiero niedawno wróciłam do domu). Proszę kolegę żeby mi pomógł (mój wkurzony, więc nie nadawał się do pomocy). Kolega spoko, na spokojnie próbujemy ogarnąć temat, mówię że stało się pierwszy raz a mój wyjeżdża z jadem w głosie "Yeah, because she puts shit in draws and expects miracles". Więc mu kulturalnie odpowiedziałam żeby poszedł na górę się wkurzać do siebie do pokoju. Trafiłam w czuły punkt. Potraktowałam go jak dziecko i ego pokruszyło się na kawałki. Zaczął sprzątać cały dom (nie po to żeby był czysty tylko po to żebym przy kłótni nie miała na niego haka) ale przynajmniej chata sprzątnięta.

Ja za to sprzątnęłam kuchnię, wymyłam podłogę i w sam raz na moje urodziny (jutro) mam chatę ogarniętą. Jutro z rodzicami jedzemy do Sheffield więc zapowiada się ciekawie (bo jedzenie xD ). Opowiem jak było, buziaki. <3
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Co sie u mnie dzieje?

  Skonczylam studia w zeszlym roku... Wreszcie.

  Wyprowadzilam sie od rodzicow... Wreszie.

  Mieszkam z chlopakiem od roku... Wreszcie?

Duzo sie u mnie pozmienialo. Koniec z nienawidzeniem siebie. Przeszlam juz ten okres. Wyszlam z depresji. Duzo pomogl weganizm i zdrowe odzywianie. Niestety znowu zeszlam na zle tory.

Mam plany zeby zamieszkac sama, wyprowadzic sie od niego, ale jeszcze nie jestem pewna. Nie chce popelniac pochopnych decyzji.

Potrzebuje tego bloga tak cholernie zeby wreszcie dac ujscie tym myslom w glowie.

Niedlugo sie znowu odezwe, nawet jesli i tak nikogo juz tu nie ma. Ja potrzebuje wyrzucic to z siebie.

Do nastepnego <3

Dodaje Wam zdjecie tego jak wygladalam po schudnieciu, chociaz to bardziej otucha dla mnie.

Kocham <3
 

wildworld.baby
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

wildworld.baby
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

wildworld.baby
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

wildworld.baby
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

l0vethisday
 
l0vethisday.blogspot.com/2017/03/spring-jarmuz.html
Nadeszła upragniona wiosna (Nareszcie!) , a razem z Nią wiosenne przesilenie. Senność, przemęczenie, brak ochoty do działania. Zdrowym i łatwym sposobem zawierającym dużą dawką energii jest jarmuż, a w dodatku[...]

spring.jpg


JARMUZ.jpg


jarmuz.jpg
 

yourhabit
 
Odzywam się jak zwykle późna porą, gdzie powinnam juz w sumie spadać spać, ale co mnie zbawi 5 minut :D
Od samego rana dzisiaj bolała mnie głowa z niewyspania, dodatkowo cały dzień na uczelni, dlatego już nawet nie miałam siły żeby ruszyć dupkę jeszcze. Teraz jak pisze to jedyne o czym marze to łóżko :D Już zaraz zaraz!
Jutro całe szczęście dzień nie taki zawalony, ale dużo pracy na czwartek, więc pewnie i tak ciągle coś będę robić. Ale o to chodzi. Nie ma miejsca na nudę i na przestoje.

Bilans taki sam jak wczoraj. Sałatki to bardzo fajny pomysł na moje zaspane poranki - jak zwykle nie słyszałam budzika (albo wcale nie dzwonił :O ), wstaje spóźniona, więc na szybko wkrawam sobie warzywka i jakieś mięcho co mam pod ręka i już mnie nie ma  :D

Dzisiaj bez treningu, ale jutro będzie moc! :D

Dobrej nocy :*

Screenshot_2017-02-07-01-34-05_1.jpg
Pokaż wszystkie (1) ›
 

queenofsundays
 
QueenofSundays: Wita Mina Antyoksydacja Tymbark
Piję
 

jeszczegruba
 
Tak wchodzę dziś na bloga i patrzę,że odwiedziło mnie 5600 osób :) to cudowne:) dziękuję !

Dzień miną dobrze -> trochę się podłamałam ilością materiału do sesji ale wierze ,że przez weekend ogarnę bardzo dużo. Tak bo już zaczynam weekend :) wolne piątki  to zbawienie. waga pokazuje 64,kg (niby 65 a już blisko do 64;3) Jakoś tak podchodzę do tego na luzie (Jak pisała mi Jedna z Was). Jem zdrowo, liczę kalorię, do słodyczy mnie nie ciągnie A dziś miną 3 tydzień. było 3 dni upadku ale takich w normie. Liczę za "Czerwony"dzień który np był zdrowy a np wieczorem zjadłam kawałek ciasta albo kilka frytek ale nie były to dni gdzie np miałam napad głodu i zjadłam tyś kcl. Wszystko zamykało się max 1300 wiec jestem z siebie dumna. Tak naprawdę przez 3 tyg schudłam 3 kg wiec kilogram na tydzień - myślę ,że jest Dobrze. A może pokażę wam swoją tabelkę ? po co tak sobie wyobrażać. Nie ćwiczę na razie. Raz,że sesja a dwa,że stwierdziłam ,że zacznę ćwiczyć jak dojdę do 59kg. *(Nie wiem czy to dobry sposób ale takim sposobem nie chce rozbudowywać mięśni więc stwierdziłam,że pierwsze zrzucę trochę a dopiero później zacznę pracować nad jędrnością ciała). Jeśli chodzi o mierzenie to nie zmierzyłam się. Zrobię również to dopiero przy 59kg :) Wszystko spokojnie

Bo ja naprawdę lubię swoje ciało - możne dlatego ,że mam chłopaka, który mnie kocha i to czuje. Czuje ,że jestem dla niego atrakcyjna. To bardzo pomaga :)

Haha miałam opisać dzień bo mam trochę czasu, a tak naprawdę rozpisałam się o mojej drodze po wymarzoną sylwetkę;)
  • awatar JeszczeGruba: @Civil: mieszkam sama i wisi nad biurkiem :) Chłopak wie o wszystkim więc o nim tez ;) czasem mówi " nie możemy iść do MCa bo juz zaznaczyłaś zielony"
  • awatar Jackie: Dzięki właściwemu połaczeniu treningu siłowego i kardio można spalać tkankę tluszczową bez rozbudowywania mięśniowej :)
  • awatar JeszczeGruba: @Jackie: na pewno ale nie jestem ekspertem wieś robię to na spokojnie
Pokaż wszystkie (4) ›
 

amsisley
 
amsisley:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

xo.xo.xo
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Kategorie blogów