Wpisy oznaczone tagiem "Zimnowoda" (128)  

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:


Even when the business not going well, we still do
WHEN I SHINE, YOU SHINE no ways on your side
All my life you'll have what's mine
Mark my word, we gon' be alright
MY BROTHER, MY SISTER we gon' be just fine!







Jak ja uwielbiam ludzi, którzy mają mi coś do powiedzenia.
Coś, z czym zostanę.

Czymże było by lato bez nieproszonych, dobrych rad? Poziomkową idyllą. Aktem odpisania na kilka zapytań. Oceną potencjału bez oceny potencjału, bo o ile fajniej jest w żyć w przekonaniu o własnej wyjątkowości.
Odpoczynkiem między ZAPOTRZEBOWANIEM NA MNIE, a wartościowaniem wszystkich i wszystkiego.
Czymże by było lato bez luźnych komentarzy, opartych tylko na tym, że najprawdopodobniej coś może się potoczyć tak-a-nie-inaczej, ale nie musi. Może. Ale skoro już jesteśmy przy temacie, to dobrze, byś wiedziała, że być może życie Cię przechrzci.
Że będziesz sklejać kapcie.
Możesz w życiu sklejać kapcie.
Jesteś winna tego, że moje predyspozycje są inne i że ja sklejałam kapcie.
Faktycznie, nie wiem nic o Twoim pomyśle na życie, o tym, na jakim poziomie udało Ci się z niego "wyżyć", jak do tej pory. Ile to jest warte. Ile to jest niewarte. Po co to. I czy ma przyszłość. I czy żyjesz wyobrażeniem, czy zrobiłaś ostry research opłacalności. Czy to jest dla Ciebie coś ważnego. Czy nie. Czy Ci zależy DOKŁADNIE na tym, czy płyniesz z prądem. Nie wiem. Ale musisz uważać. I przyzwyczaić się do faktu, że zawsze możesz sklejać kapcie.

Zapamiętam.
Choć naprawdę zastanawiam się, jaki jest sens 'przestrzegania' następnych pokoleń?

Nie każdemu psu na imię Burek.
Jesteś tym, na co możesz sobie pozwolić.

Ok.
Dobra.
Już.
Wiem.
Będę miała na uwadze, że zawsze mogę upaść. Z tego piedestału. Ale chyba fajniej jest upaść na łeb na szyję, czy na zadarty nos, niż nigdy się tam nie wspiąć.

A teraz poproszę kawę z odrobiną chilli.

Jeśli nie chcesz żałować tego, co Ci się nie powiodło, nie oddawaj temu serca. Oddaj temu talent, wszystkie szlify, które zdobyłaś, ale nie oddawać serca.
I zmysłów też trochę zostaw.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Boleśnie inspirujące oblicze wsi.

Pisane przy:





Nie jest łatwo odpoczywać tam, gdzie jedna transakcja Kogoś Jednego jest warta tyle, ile miesięczny budżet na życie Kogoś Drugiego, kto zdaje się żyć za karę.
Nie jest łatwo być kimś. I nie jest łatwo być kimś, kto akurat zaplątał się w towarzystwo ludzi bez miary dla czyjegoś sukcesu czy granicy zadowolenia.

To jest strefa wolna od ocen.
To jest tylko strefa niezrozumienia dla ludzkiego powodzenia. Ale nie oceniamy siebie nawzajem tak, jak robią to w Miastach, Które Sprowadzają Na Złą Drogę.

- Jak można nie próbować tego zmieniać?! Takiego życia? Z dnia za dzień i za takie stawki? - Pyta tonem pełnym urażenia Gość, Który Z Drobnych Jakie Zostają Mu Z Wypłaty Remontuje Stary Samochód Z Duszą.
- Człowieku. Nie wiem. - Rzucam. Wiesz, ile czasu już poświęciłam, żeby się dowiedzieć?
Widać jestem z innej gliny. Jesteśmy. Z drobinkami złotego pyłu. Rodzimy się tacy, albo się tacy stajemy. Nie wiem. Na pewno nie chcesz tego zmieniać. Tak samo, jak 'lud tej ziemi' nie chce zmieniać swoich zamiłowań, a już na pewno miejsca w którym wzrasta.
Słyszałam kiedyś teorię, że wszędzie można być szczęśliwym. I podzielił się ze mną nią mężczyzna, który zamierza spędzić ze mną życie.
Idąc z nim przez życie tylko zwiększam prawdopodobieństwo, że będę szczęśliwsza. Ale nigdy nie będę pewna. Nigdy nie będę pewna i pewniejsza. Nie ruszając się stąd nic bym nie ryzykowała. - Mówiłam, choć to bez znaczenia.

Dlaczego ludzie tak pragną podróżować i zobaczyć Toskanię? Bo ktoś stwierdził, że jest 'obiektywnie piękna'? Takie miejsca, jak to, które diabeł nakrył ogonem też może być piękne.

Nie potrafię wyobrazić sobie żalu, jaki mogą mieć ci ludzie pod koniec życia, że oddali ducha jednostajności. Na cmentarzu powinniśmy wyryć im epitafia 'Pogodzeni z losem. A to przecież takie rzadkie.'

Spaceruję. Mijam. Gadam. Przebąkuję.
Na usta ciśnie mi się tylko jedno pytanie.
- Z jakiego życia zrezygnowałaś/eś, żeby wylądować tutaj?
Jestem niewygodna. Koncentruję się wokół własnego podwórka. Robię to, na co mam wpływ.

Ktoś musiał mnie kiedyś bardzo skrzywdzić, skoro warunkuję wartość niezależnością i szczęściem.

Jeśli wyjdę poza granicę Tego Miejsca spotykam cynizm. Cynizm i autokreację.
I chyba zaczyna mi już tego brakować.
Tej większej świadomości ludzi.

"Z jakiego życia zrezygnowałaś, że w końcu wzięłaś to, co było na wyciągnięcie ręki?!" -
Tym razem to pytanie ciśnie mi się na usta, ponieważ głowę zdołało mi rozsadzić już inne pytanie - "Jaki sens?"
Czy możesz uzdrowić mój brak satysfakcji, moją miarę niebotycznie wysoką, moją drabinę możliwości swoim sensem? Swoim zbawiennym sensem, swoją prostotą, swoim rytmem mijających po sobie dni?
Swoim powołaniem.

Nie.
Nie możesz.
Ponieważ to, że tu jesteś to Twoja niemoc.
I brak odwagi.
To nie jest wybór. Dlatego nie możesz.

Absolutny środek wszystkiego. Odrobina angielskiej dostojności, lekceważenie luksusu i szczypta toskańskiej wsi.
Jest tak pięknie. A ja jestem taka nieszczęśliwa.
- Znów obrażasz Boga. - Słyszę.
Lubię tę bajkę o talentach, determinacji i ludziach, którzy mają na nas wpływ, dlatego idziemy dalej i stajemy się kimś więcej.

Chciałabym być dziewczyną 'niestwarzającą problemów'.
Chciałabym być dziewczyną 'niezadającą pytań'.
Jak wtedy wyglądało by moje życie?
To musiałby być bardzo smutny obrazek.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:






Pisane w bardzo gorzki sposób.
"Ale jeśli chcesz pisać - żyj." - Jak usłyszałam kiedyś, gdzieś, od kogoś.

_____________________

Ten wpis to drobna część mojego e-booka, pisanego z chęci niezmarnowania czasu "przestoju", jakim są dla mnie ostatnie wakacje w życiu.
Docelowo e-book ma traktować o karierze poziomej, kreacji marki personalnej i osobistych doświadczeniach - ponieważ najlepiej uczyć się na cudzych błędach ; )

Pracując nad moją magisterką, o temacie 'Wartość pracy zawodowej dla mieszkańców wsi Zimnowoda i miasta Katowice. Analiza porównawcza.' wielokrotnie słyszałam fantastyczne wskazówki czy mądrości dotyczące życia zawodowego. Szczególnie od mieszkańców Zimnowody.
Chcę się nimi podzielić.

Jedyna wartość i cel mojego e-booka to - Zastanowić.

E-book będzie w zupełności gotowy jeszcze w wakacje i ukaże się na mojej stronie internetowej, w zakładce "REALIZACJE".
(Strona jest w trakcie projektu.)


Felieton z rozdziału "Nigdy nie zapominaj skąd pochodzisz. Nawet, jeśli dane Ci było stamtąd uciec." (Rada udzielona mi przy nalewce z pigwy.)

*   *   *

Kultura sukcesu wpływa na nas, jak szampan, na którego nas nie stać. Szczególnie, gdy trafisz do miejsca, gdzie aspiracje mieszają się z zazdrością i absolutnym brakiem świadomości, co prowadzi do świętego spokoju, czy choć do "pieprzonego minimum". Ale tutaj siostrą kultury sukcesu jest kultura buntu. Jeśli nie stać Cię na sukces, wybierz bunt. Jeśli nie chcesz, odpowiadać ani za swoje pochodzenie, ani za brak planów, ani za miejsce w którym obecnie jesteś – wybierz kulturę sukcesu i kulturę buntu, razem.
I nazwij to może stanem pośrednim. Zostań tam, gdzie jesteś. Zaangażuj się. Okaż wdzięczność. Nie tłumacz się. Nie kłaniaj. Żyj. Pozwól sobie na ten gest względem samego siebie.
Czasy się zmieniły, a nauka jest jedna – Jeśli wciąż jesteś w miejscu, z którego chciałaś uciec, musisz natychmiast zacząć robić wszystko odwrotnie. Albo nie robić nic.

Miejsce, w którym przyszło mi odzyskiwać siły to kombinatorski skrawek Polski, taki sam, jak inne kombinatorskie skrawki Polski. My to chyba mamy we krwi. Przekonanie, że jedni muszą mieć gorzej, by inni mogli mieć lepiej. Tu jest tak zwyczajnie, że aż niewiarygodnie. Chyba coś lęgnie się pod ziemią.
Tyle, że wokół kwitną Ci zniewalająco pachnące lilie.
Jak dla mnie to diabelnie inspirująca mieszanka. Interesów, wartości, postaw, szczęścia i 'czynnika przegranych'. Tutaj więcej uczę się niezależności od byłego więźnia, rezygnacji od świetojebliwej córeczki swojej mamusi i wyciskania życia, jak cytryny od młodszego brata z wyboru, który dojrzał jednak szybciej, niż ja.
Bezkompromisowość, rezygnacja i niezależność. Pij, pij do dna te wstrząśnięte składniki. Słońce nigdzie tak pięknie nie zachodzi, jak tu.
Róż. Pomarańcz. Żółć.
I zapewniam, działają tu siły, które sprawią, że zakochasz się w największej okolicznej łamadze tylko po to, by później takimi ludźmi nie gardzić.
Mogę mieć tapczan wypchany 200 złówkami. Mogę mieć gdzie wracać. Mogę mieć kogoś, kto chce ze mną spędzić życie. Mogę mieć miejsce, gdzie nikt nie będzie mnie szukał.
A jednak lubię być tu.
Oto najbliższe wyzwanie – Nauczyć się zabijać to, co się kocha. Kolejne? Pozwalać ludziom być sobą, nawet jeśli opierają całe swoje życie na przyglądanie się czemuś, na osiągnięcie czegoś nie mają odwagi.

Witaj na przedmieściach sukcesu. Witaj w miejscu, gdzie miniesz na spacerze ludzi, którzy całe swoje życie nie osiągnęli nic, nie dorabiając się nawet godnej pochwały postawy życiowej. Jak również tych, którzy tu przyjeżdżają tylko poddać się urokowi.
Witaj w piekle. Piekle, w którym na pierwszy ogień idą ludzie, którzy mają w życiu dokładnie to, czego od życia chcieli. Nawet, jeśli chcieli bardzo mało. Albo żyją planami i inwestycjami, które zwrócą się wkrótce. Bądź nie zwrócą się wcale. Liczy się wyłącznie fakt determinacji. To tutaj towar najbardziej deficytowy. Już zaczynam załować, że nie można tu dilować determinacją. "Na tej ziemi najmocniej wystrzegaj się bezcelowości." - Słyszę.
Trudno jest zaakceptować przestój. Cholernie trudno jest zaakceptować, że świat nas nie dostrzegł.
Minimaliści żyjący doświadczeniami, lub odpoczynkiem brani tu są na widły. Triumf wytknięcia kogoś palcem, że 'Skończyły się dobre czasy." Mogłaś tymi dobrymi czasami już wymiotować, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto powie Ci, że zrobiłaś krok do tyłu.
Wszyscy uwielbiamy kulturę sukcesu. Nawet hipokryci. Nawet Ci, którzy miesięcznymi dochodami ośmieszają idee rodziny. Sukces jest wszechobecny, mało kto utożsamia go z wolnością picia piwa w niedzielę pod sklepem.
Tu każdy ma prawo robić własne błędy i każdy inny ma prawo je komentować.
A ja? Nie śmiałabym nawet wejść do kościoła, nie realizując tego, co MOGĘ zrealizować, dostając tyle 'szczęścia/błogosławieństwa/farta', co mam.

Kochamy obnosić się z wyborami. Bardziej, niż z bogactwem.
Dajemy sobie tutaj niesamowite prawo do kształtowania swoich postaw.
Poprzez zachwyty, komentarze i obserwacje przez koniecznie rzadkie firanki.
Tu bardzo łatwo stać się przezroczystym. I zniknąć.
Ale na tym gruncie można też zdobyć grubą skórę.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Duża kawa.
Szczypta imbiru.
Dużo czasu.
Szczypta irytacji.

Nawet w tych stronach słyszałam "Jesteś tym, w co wierzysz.", "Jesteś tym, czym się otaczasz.", "Jesteś tym, co wnosisz w relacje z innymi ludźmi."

Złote rady ludzi, którzy sami nie potrafią z nich skorzystać są tutaj na porządku dziennym. Między troskami, falującym na ciepłym wietrze zbożem i muskającym nas słońcem. Może nie ujęte w tak zgrabny sposób, ale jeśli Twoim jedynym zadaniem jest żyć - masz z czasem coś do powiedzenia, co może wnieść wartość w życie innych ludzi.
Gdzieś indziej, zadaniem innych ludzi jest osiągać, zadowalać się, wyprzedzać... wytańczyć cały stres, wymedytować wszystkie wątpliwości.
Ale jeśli trafiasz w te zapomniane przez poprzeczki wieku, osiągnięć i standardu - miejsce... Twoim jedynym zadaniem jest ŻYĆ. Najbardziej pełnie. Najpiękniej. Słuchać. Czerpać. Wyrażać wdzięczność.
Szlachetne i niebezpieczne. Dziś zaczęłam roztrząsać, kto ma/miał wpływ na to, kim jestem.
Istnieje teoria, że najwięcej czerpiemy od 5 osób, z którymi przybywamy najwięcej.
Z zupełnie bez chęci zaszkodzenia sobie i innym, możemy tak po prostu za nimi tęsknić?

Czy możemy dziękować, afirmować... w prosty sposób?
Gdzie jest granica pomiędzy wdzięcznością za to, że ktoś jest w naszym życiu, ma dla nas czas, a adorowaniem?
Czy są jakieś dopuszczalne rzeczy, które możemy o sobie wiedzieć? Czy zawsze trzeba zachowywać tę klasę i spokój, w których niezbyt widzi się sens?
Wystarczy kilka drobnych gestów i słów, by coś zrujnować i by coś zbudować.
Tylko tutaj doświadczyłam czegoś tak godnego niezapomnienia.

Chcesz dla kogoś jak najlepiej? Módl, módl się o niego i dobrze mu żyć. I nie mieszaj się. I nie mieszaj. Wszystko, co masz do powiedzenia powiedz raz. A najlepiej pokieruj wszystkim tak, by nie trzeba było czegokolwiek tłumaczyć.
Niech wszystko wiadomo od razu. Bądź czytelna. Bądź przejrzysta.

Złote rady.
Złote zasady.

Czy pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy wyraźnie są szczęśliwi z tego powodu, że na siebie trafili, już na starcie powinno ustalać się zasady relacji, tylko dlatego, że w naszym życiu są też inni, ważni ludzie? To niedorzeczne.
- Nie prowokuj takich sytuacji. - Słyszę od zawsze stonowanej babci.
Nie mamy wpływu na to, co może się wydarzyć.
Ale mamy wpływ na to, czy naszymi zapędami, bądź nadziejami zniszczymy komuś spokój.
Czy z wyważeniem posłuchamy, odpowiemy, roześmiejemy się i... pożegnamy.
Mając na uwadze to, co sami budowaliśmy od lat.
I nie lekceważąc tego, co ktoś inny zbudował z kimś innym. Kogo my nie poznaliśmy. Dlatego tak łatwo jest nam, wątłym duszom, zbliżać się do rozżarzonych myśli.

Najświętsza racja.

Racja z gatunku tych, które możesz usłyszeć tylko tu.
Nie prowokuj.
Odstąp.
Daruj.
Podziękuj.
Nie domyślaj się.
Nie myśl, co by było gdyby.
Nie warto.
Odwróć się do tyłu.
Może ktoś inny teraz umiera z tęsknoty do tego, do czego Ty podchodzisz z taką lekkością i nieposzanowaniem.

Uprość to.
Uprość to, co nie daje Ci spokojnie spać.
Nie ten kierunek.
Przecież gdyby to miałoby być dla Ciebie dobre, było by proste, intuicyjne... nie dające się analizować.

A.
 

yourchoiceisyourart
 

Pisane przy:




- Ale dawniej... - Zaczęła z rezygnacją.

No tak, tak to jest, jak się żyje wspomnieniami. Albo, jak już dawno przestało się już żyć, i zostały tylko papierosy z nadrukiem pasków zebry. - Pomyślałam.

Przestało się przełamywać. Przestało się chcieć. I brać. Pod nosem pałac.
Pałac stworzony z trosk, z rześkich poranków i spokoju ducha.
Ale co tam. Kiedyś było lepiej. Inaczej. A teraz słońce zachodzi na pomarańczowo, ale po co zwracać uwagę na szczegóły.

- Młode pokolenie się dostosuje. - Zauważyła.
Oni już wiedzą, że trzeba brać, jak swoje. Wszystko musi mieć ręce i nogi i łeb na karku.


Już miałam powiedzieć, że u mnie, mimo mojego krótkiego życia, kiedyś też było inaczej. Różnie było. Moje krótkie życie dzieli się na krótkie etapy. I czy nagle przestałam roztrząsać? I wracać? Nie nagle. Ale jeśli nie skoncentrujemy się na tym, co jest dookoła, nie zobaczymy, co jest rzut kamieniem stąd.
Nie znam "waszych" momentów historycznych, drogie mi - starsze panie, nie znam okoliczności i sytuacji, z których można było wyjść cało. Ale znam swoje.
Sama zaczęłam więcej pobywać, więcej odwracać się na pięcie i więcej pić. Więcej kurwować. Więcej wpadać z deszczu pod rynnę. I więcej się wkurzać na wspomnienia, zajmowanie bezpiecznej pozycji "opiniodawców" z boku.
O mniej prosić, mniej sobie wyobrażać, mniej zaglądać innym przez ramię do ogródka.
Być może mnie to zmieniło. Jasne. Ale chyba nie wywiodło mnie w maliny. Nie jest mi z tym źle. Taki jest los. Taka jest rzeczywistość. Tego doświadczamy. To jest nasza refleksja. Jaki jest sens wyrokować zza plastikowego ogrodowego stołka?

- Nie masz problemu z tym, że młodzi mają teraz gorzej? - Zapytano mnie.
... że muszą się o wszystko starać, tak doskonale orientować się w tym "co i jak"...?
- Ale ja nie chcę innego świata. - Powiedziałam.
Chcę taki, w którym jestem zobowiązana zająć jakieś stanowisko. Zadecydować. Otworzyć się na nowe możliwości. Albo porzucić jakąś myśl. Mam gdzieś poczucie, że zdecydowanej większości żyje się tak, czy tak. Nie zwykłam przejmować odpowiedzialności za innych. Może to jest przykre. Może niesprawiedliwe. Może wyzwoleńcze. Ale nie jestem teraz tą, która mając dach nad głową i lody miętowe na talerzyku nie potrafi dostrzec, co ma.
Może palenie mostów to za mało. Może czasami trzeba spalić całe miasta. Stać się więźniem własnych marzeń, kimś do kogo należy ścieranie kurzu po wiekopomnych zderzeniach z własnymi ograniczeniami.
Mówię z dołu. To nie jest głos uprzywilejowanej pozycji.
Mam dość zmian. Mam dość ingerencji w to, jak ma wyglądać moje życie. Wierzę, że wystarczy mi nasiąkanie wiedzą i zajęcie postawy.
Może tutaj nawet nie chodzi o osiąganie? Tylko o zajęcie swojego miejsca.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:


Ty, który ciepłym słońcem 
napełniasz mieszkania 
Ty, który dałeś nam 
trudne przykazania 

Uratuj dzisiaj od nienawiści 
Moje serce, moje oczy, moje myśli 





  Wyciągnęłam rękę. Ale żeby cokolwiek się udało, chyba musiałby obok mojej wyciągniętej ręki stać się cud. Wyciągnęłam rękę do zgody ze starym światem, który tutaj zastałam.
W uszach wciąż brzmi mi orkiestra z kościoła. Żegnaliśmy Proboszcza, za którym 50 lat kapłańskiej posługi. Obyśmy nie żegnali się ze wszystkim, co wniósł do naszego życia. Łatwo zapomnieć o tym, co jest ważne, gdy nie ma wśród nas kogoś, kto tak gorliwie wierzy w owe ważne rzeczy i afirmuje je, będąc tam, gdzie go potrzebują.
Dziś wśród nas obecny był upływający czas.
Upajajmy się ciszą i czekaniem. Nie próbujmy aż tak mocno ingerować w filozofię przypadku, która nas rzuca po kątach tego świata. I sprawia, że trafiamy między ludzi, którzy przywracają nas do życia.
  Dziś, na uroczystości pożegnania Księdza Proboszcza płakali wszyscy. I ci, których znałam i ci, których nie znałam. Pierwsze rzędy były zdziwione doniosłym śpiewem z chóru. Byli też tacy, którzy przyszli, bo tak wypadało. Ksiądz zaakcentował, by nigdy nie zabrakło nam systematyczności w tej naszej wierze i obecności. Choć zdecydowanie częściej, niż powinność, na twarzach tych ludzi widziałam łaskę. Szkoda, że nie przytoczę słów, które padały pod adresem Księdza. Przepłynęły przeze mnie. I zgadzam się z każdym jednym.
Tak żywiołowe. Tak szczere. Tak pełne ducha.
Już nigdy nie usłyszę jego "Sakramentalny związek małżeński mają zamiar zawrzeć...". I już nigdy nie zaczepi mnie i babci idącej do Kościoła.
  Siedzę teraz z nogami wyciągniętymi przed się i rozpamiętuję wszystkie rzeczy, które się nie zdarzą. A skąd mogę wiedzieć, że się nie zdarzą? Przyjdzie nam jeszcze tyle powiedzieć, tyle zmienić i taką ilością drobnostek się nacieszyć, że... Hm, zostawmy dzisiejszy dzień zamkniętym. Trzeba było tam być. Dwie panie w starszym wieku, w perlistej biżuterii i najlepszych garsonkach ściskały w dłoniach swoje eleganckie koperty z osobistym podziękowaniem dla Księdza. A w drugiej dłoni, oczywiście, chusteczkę.
Sypali bordowe kwiaty, przemawiali i zamieniali zwyczajne w uroczyste.
Nie spodziewałam się, że tylu ludzi znajdzie dla niego czas.
Poszanowanie, uznanie i wdzięczność to chyba najlepsze rzeczy, jakie człowiek może po sobie zostawić. Babcia Pola założyła korale, a i każdy inny założył, co miał. Najlepszego. Kończy się jeden etap w naszym życiu, zaczyna się inny. - Mówili.
Chyba trudno mówić o etapie i zebrać się do podróży, kiedy zostawia się gdzieś swoje serce.
To jest jedyne miejsce na ziemi, o którym wiem, że można tak się zżyć z ludźmi. O których wie się niewiele. Ale to, czego się nie wie, można wyczytać z ich spojrzenia wznoszonego do nieba.
Ale jeśli niemalże niedzielę w niedzielę, przez kilka ostatnich lat siada się w kościelnej ławie obok kogoś, kto podaje Ci rękę, jak można się z nim nie zaprzyjaźnić?
Chcę być na starość taką poczciwą, elegancką babcią, jak te, które dziś pozdrawiały się skinieniem głów.
Ciekawe, czego Ksiądz Proboszcz chciał na dla nas. Moment. Chciał, żebyśmy nie ustawali w wytrwałości. I żeby było nam dobrze.
Mamy po dwie ręce, dwie nogi, mądre głowy i wielkie serca. Jakże może nam źle powodzić się w życiu? Nie pod tym niebem.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:


So he opens it up and reads it out to all his friends
Amongst the crowd a heart will break and a heart will mend
He walks on home tired from work
The letter falls from his hand
He reaches out only to catch the sky
Its gone with the wind





- Jak było dobrze, to było dobrze. - Powiedział dziś sąsiad, z przekąsem i charakterystycznym dla niego cynizmem.
Wystraszyłam się, że za chwilę to może być fraza właściwa mi.

Jeszcze nie rzuciłam jednej pracy, a już śni mi się, że dostanę drugą posadę.
Nade mną jest jakieś błogosławieństwo.
Choć sama czuję się, jak papierowy samolocik.


A.
 

yourchoiceisyourart
 

Pisane przy:


I keep a close watch on this heart of mine
I keep my eyes wide open all the time





To, że myślałam inaczej chyba wynikało z niewiedzy. Niewiarygodne, jak długą drogę trzeba przejść, żeby wrócić do punktu wyjścia.
I przez co. Zorientowanie nie jest równe pewności i przekonaniu. Zorientowanie jest równe tylko temu, że wiesz, jak się "ustawić".
A może lepiej kręcić się w kółko?
Doświadczyć stanu "długo, długo nic".
Wyczyścić głowę, pozbyć się postawy, dać sobie szansę.
Czekać na łut szczęścia i go dostać z racji szczerej i bezczelnej wiary, że się taki "łut szczęścia" należy.

Mój punkt wyjścia wynikał z zauroczenia nazwami, możliwościami i tym, jak kwestie i prawdy zostają wykreowane.
W rozwoju zawodowym chodzi o mnie.
W poczuciu, jakie mi daje - chodzi o mnie.
O moje ambicje, równowagę, poczucie sensu, nawet moje możliwości.
O wszystko, co jestem w stanie sobie wybrać.
O to, z czego jestem w stanie zrezygnować.
I nie ma "odgórnych wytycznych", aczkolwiek z zewnątrz wciąż docierają WSKAZÓWKI, a nie dyrektywy, które mają zdominować moje młode życie.
Cóż za prostota.
Po wycofaniu się z najambitniejszej kwestii, jaka była "moja" i z której byłam szaleńczo dumna, okazuje się, że najbardziej liczy się mój własny tyłek.
I strategia "ochrony i obrony własnego tyłka".
Nie nazwy, nie stanowiska, nie pozycja, nie zazdrość i niedowierzanie.
Nawet nie forsa, którą jestem w stanie wydać w jeden dzień. Nie tak, nie za tę cenę.
Nie mogę przehandlować swojej wolności i tego, na czym rzeczywiście warto mi się skupić w najbliższym czasie za garść drobniaków.
Chodzi o umiejętność rezygnacji.
I umiejętność przeskoków.
Umiejętność "machnięcia ręką".
Czasami zostawiamy coś za sobą nie dlatego, że nam szkodzi, ale dlatego, że każdy centymetr naszego zmęczonego, wytresowanego ciała pragnie czegoś "innego".
"Ostatecznie, liczy się tylko głos, który Cię gdzieś woła i poczucie, że chcesz odkryć coś nowego. Gdy masz jeszcze siłę na nowe pola działania.
To, co było wcześniej - Twoje ukierunkowanie, wykształcenie, uznanie, jakie masz - Liczy się tylko dla formalistów." - Usłyszałam niedawno, jakby w dobrej godzinie.
I dodam, że liczy się wsparcie tych, który w równym stopniu, jak Ty są zmęczeni "porządkiem rzeczy".
I cała tona książek, którą można wchłaniać w wolnym czasie.
Analizując.
Dochodząc do siebie.

Pora mi dość do siebie.
Po spełnieniu marzeń.
Po zrealizowaniu planów i ambicji.

Gdzie ja będę za 5 lat, jeśli już mam za sobą to, o czym "marzy większość ludzi w moim wieku".
Gdzie ja będę...

W 2019 roku.
Najlepszą metodą przewidywania przeszłości jest jej tworzenie, więc do dzieła!


A.
 

yourchoiceisyourart
 

Pisane przy:


ucieknijmy stąd,
z tego świata
co na złą drogę schodzi wciąż
zabierz mnie daleko stąd





Miałam tylko się z czymś rozliczyć, coś innego podsumować. A w ferworze narastających zdarzeń, zobowiązań i poczucia, że dokądś się płynie, ale nigdzie nie widać ani tratwy ani lądu - zaczęłam szukać sensu. Sensu i grubej linii, którą można by podsumować to, co się już wydarzyło.
Czasami zostawiam coś za sobą nie dlatego, że nie jest dla mnie dobre, ale tylko dlatego, że chcę... że wyrywa mnie do tego gestu.
Czuję wtedy coś w rodzaju uczucia, które towarzyszyło mi, gdy miałam 6 lat i spacerowałam po łące, aż do linii horyzontu - szukając wyjątkowych kamieni.
Wolność. Ciekawość. Improwizacja. Wyznacznik, który przyjmujesz na resztę dnia, bądź swojego życia. Od tej chwili możesz zacząć wierzyć, że ten kamień jest magiczny.
Dziś wolna sobota. Postanowiłam więc wszystko uporządkować. Wszystko, co tylko się da. Kwiaty w wazonie, życiorys zawodowy na Goldenline, zmierzwioną sierść kota.
Za oknem jest deszczowa pogoda. Nie pada, ale wygląda na to, że zaraz zacznie. Takie zawieszenie. Nie wyjdziesz, nie błyśnie słońce. Wiesz, że jak przekroczysz próg domu, to Cię zmoczy. Jest szaro, kropliście i mglisto. Choć na pozór jest w porządku - Można w taką pogodę zrobić bardzo wiele pożytecznych rzeczy, ale niekoniecznie to, co by się chciało zrobić.
No i też tak wygląda moje życie. Robię kilka rzeczy istotnych, robię to, co do mnie należy.
Ale już dawno zapomniałam, jak to jest czuć ogień.
Pora go wznowić. W imię swojego indywidualnego porządku życia. To jest indywidualny porządek, nie bałagan.
Marzenia się spełniają, a później wypalają. Robią psssyt. Potrafią cieszyć przez jakiś czas, później trzeba znaleźć odpowiedni moment, by je porzucić. Zanim zaczną nas dręczyć. Trzeba znaleźć coś nowego, nim do nas dotrze, że to, czego tak bardzo pragnęliśmy było ETAPEM bądź ELEMENTEM. Nie punktem docelowym.
Wracam więc do porządkowania.
Kostek rabarbaru na placek.
Ułożenia firanki.
Projektów na zaliczenie semestru studiów magisterskich.
Myśli.
Zobowiązań.
Nowych planów.
Starych sentymentów.

Wszystkiego, wszystkiego, wszystkiego.
Oto idzie nowe.

To aż niewiarygodne, co napisałam na swoim profilu na Goldenline, ale naprawdę to wierzę.
Od niedawna, ale wierzę.


www.goldenline.pl/justyna-poluta/


"I choć istotną rolę w kształtowaniu naszych karier mają strategia działania, wizerunek i kontakty w środowisku, to najbardziej mój stan ducha w kontekście pracy zawodowej oddaje piosenka Beatlesów "Let It Be":





To dobrze, jeśli wiesz, czego chcesz.
Ale warto też zostawić przestrzeń na to, co ma szansę nadejść dzięki Losowi, Błogosławieństwu, Prawdopodobieństwu i Wszystkiemu_W_Co_Wierzysz."

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Can I alone look at the sky my dear
I am right, every falling star
Make a wish, it will turn away


Tęsknię za rytmem, który wyznaczały mi pory dnia, natężenie słońca i narastająca we mnie chęć odkrycia czegoś nowego.
Tęsknię za czasem, gdy miałam go tyle, że co wieczór piłam bardziej fantazyjne wino.
Za fragmentem mojego życia z przeszłości, gdzie ludzie słuchali siebie, ponieważ tak się żyło - Sobą. Od spotkania do spotkania. Od szczęścia do szczęścia.
Mniej było wtedy wyobrażeń.
Mniej celów.
Mniej wiary.
Już nigdy nie będzie tak, jak dawniej.
Oto roztrzaskałam tamtą harmonię nowymi, zupełnie zaborczymi i bezkompromisowymi marzeniami.
Równowaga, wdzięczność i spokój już nigdy nie będą sposobem na życie, tylko chwilą odpoczynku - Przerywaną drżeniem i pośpiechem.
W starannie zaplanowanym życiu, nie wiem co musi się wydarzyć, żeby chciało się zawalczyć z identycznością.
Tęsknię za zachodzącym na pomarańczowo słońcem.
Za uczuciem tonięcia.
Za bezradnością stron, z których trudno się wydostać, ale która tuli prostotą.
Za świadomością, że jeszcze czegokolwiek nie trzeba formować. Za niepodjętymi decyzjami. Za zrywami, a nie ukierunkowaniem.
Leżeliśmy nad rzeką na spróchniałym pomoście, skubiąc farbę z żółtego roweru.
Zderzając co kilka lat nasze życia ze sobą.
Przy sztucznie wytworzonych okazjach, w które wiara zamieniła się nawet w brak szacunku.
Wypowiadając przekleństwa na tych, dzięki którym tu jesteśmy, ale którzy zmarnowali swoje życie.
Można zmarnować swoje życie, będąc w najpiękniejszym miejscu pod słońcem. Można zmarnować swoje życie, nie dzieląc go z innymi.
Można zmarnować swoje życie, nie mając pojęcia, ile jest warte.

A.
 

yourchoiceisyourart
 

Pisane przy:

Nieważne, jak długo zostaniesz
nic nigdy nie jest na zawsze
może chociaż śniadanie
nim się wspomnienie zatrze

Ludzie przychodzą, odchodzą, przychodzą
i siedzą jak kura na grzędzie
bez planów i bez oczekiwań
niech się to wszystko odbędzie





Sztuczność, sztuczność wszędzie. I płytkość. I zauroczenie. I radość, krótkotrwała. Sprezentowana tym, których nie widzieliśmy od poprzednich Świąt.

Pokazują nam miłość i rodzinność na przykładach.
Czasami to miejsce wydaje mi się być, jak rezerwat.
Jedni przekonują luzem i porozumieniem pokoleń, a inni na Twoich oczach zmagają się z codziennością.
To jak odtrutka, prawdziwe błogosławieństwo prostoty.
Tylko jedna rzecz jest taka, o której ja wiem, a ludzie "stąd" zdaję się, jakby zapomnieli.

Wystarczy otwarcie prosić o to, czego się pragnie. I się to otrzyma.
Czasami bez pokornego życia, przestrzegania sztucznych zasad, kulturowo narzuconych i wynikających z tradycji.
Czasami nasze szczęście, nasza zgodność ze światem, wynika tylko z prób jego poszukiwania. Tylko z prób i błędów. Z konfrontacji. I nie trzeba do tego dopisywać ideologii, ani filozofii.
Tym bardziej definiować tego religijnością.

Tymczasem w Święta Wielkanocy, jakby wszyscy wszystko definiowali Bogiem, błogosławieństwem i świętością.

Bezczelne nadużywanie wiary, właśnie w Święta.
Nie w łaskę.
Nie w moc, której możemy doświadczyć, uniżając się i prosząc.
Nie w ludzi, nie w naszą zdolność do wybaczania, prostowania...
Tylko w Święta.

A.
 

yourchoiceisyourart
 

Pisane przy:





Saw the washing on the line
As I lay on the floor
With a heart full of wine
With nothing left to pour
To pour


Altana.
Prawdziwe, pachnące drewno.
Czerwone wino porzeczkowe.
Oby pół kieliszka nie uderzyło mi do głowy. Pite przed wizytą w kościele jest podobno w moim stylu.

Zaangażowanie sprawia, że mi się nie polepsza. Życie tutaj sprawami, które nie mają nic wspólnego z tą rzeczywistością, też. Tutaj powinno być się z boku, czasami komentować, ale przede wszystkim znaleźć czas, miejsce i postawę dla siebie. Co jest utrudnione w Kato, gdzie depczemy sobie po piętach i chcemy tego samego.
W Zimnowodzie nie ma nieakceptacji i zrównywania do poziomu "Dlaczego Twój życiorys nie jest życiorysem, tylko jakimś przeciętnym życiem?!"
Czego mogą chcieć ludzie, którzy nie chcą tego, co jest w błyszczącym magazynie, którego koszt czasami dorównuje dniówce kogoś, kto tu spędza życie?
Czuję się, jak produkt. Nie produkt systemu, ale produkt przeciwstawny systemowi. Wytworzony z potrzeby outsiderstwa produkt.
"NIE WIDZIEĆ DALEJ, NIŻ KOŃCÓWKA SWOJEGO NOSA I STAN SWOJEGO KONTA!" - Taką radę kiedyś dostałam.
Od kogoś, kto pija wino z karafki. Koniecznie domowe, może być porzeczkowe. Od kogoś, kto powiedział, że wszędzie można pobywać, ale nie wolno być jakimkolwiek.

PRAWDZIWA LEKKOŚĆ BYTU!
Szkoda, że tylko przez 5 dni. Niektóre urywane.

Kiedyś kochaliśmy to miejsce bardziej.

I swoich przyjaciół też.
A teraz przywozimy obserwacje i zabieramy obserwacje.





Love comes and goes like he knows what he wants to do
It's here, then it's there, doesn't really seem to care if I'm in or out with you.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Udało się. Magazyn Międzypokoleniowy ma formę, ma treść (w przygotowaniu), ale przede wszystkim ma koncepcję. Zdrowie tej "internetowej produkcji" jeszcze nie zostało wypite, ale w walizce mam kremowe piwo dla mamy i cynamonową kawę zbożową dla babci i z nimi pierwsza wzniosę toast.
To tylko portal zrodzony z potrzeby wykreowania czegoś oryginalnego, autorskiego projektu, który z radością i uznaniem zdobił by moje "papiery". Początkowo na potrzeby dokumentacji do stypendium, ale jak to ktoś ładnie określił "Jeśli Ty takie rzeczy ogarniasz przypadkiem, to chyba piorunujesz skutecznością w swoich priorytetach." Hmm... Cieszę się bardzo, choć resztkami sił, które tracę w tym wysysającym mieście.
Mam nadzieję, że to się rozkręci i zrelaksuje dziewczyny / panie / babeczki po ciężkim dniu, w komplecie z herbatą. Może być o biszkoptowym smaku.
Magazyn jest STWORZONY i ZAPROJEKTOWANY, choć życie jest inne. Niemniej ciekawe. Czasami wypełnione pretensjami poprzednich pokoleń do tych młodszych. Właśnie jestem w drodze do Częstochowy - umówiona na śniadanie z żoną brata babci, ciocią, która uwielbia wtrącać się do mojego życia. Ale zwykle ma trafne obserwacje i cenię sobie jej ostrzeżenia, nawet jeśli nosi znamiona 'ględzenia'.
Papier wszystko przyjmie. Ale moje usposobienie to już chyba nie. Od pokoleń i od lat patrzymy sobie na ręce, ukrywając żal, że jednym wiedzie się wciąż pod górkę, a inni brylują bez opamiętania.
Jak na ten moment, ja plasuję się w tej drugiej grupie.
Tylko jak to zgrabnie podać? Pytania "Jak Ci się tam wiedzie?" - padają zawsze. Ile można się śmiać, albo bawić w uprzejmości?
Im więcej kawy, czy wina wypijam z koleżankami w moim wieku, tym bardziej dostrzegam jedną prawidłowość - Częściej my (młodsze) mamy się lepiej... jakby lżej na duszy i bardziej odważnie w podejmowanych decyzjach... niż nasze mamy. Owszem, na pewno znajdzie się ktoś, kto skomentuje to słowami "takie czasy".
A nam pozostaje się uczyć do bardziej doświadczonych kobiet w naszych rodzinach. W porządku. Oby ta nauka wynikała z obserwacji tego, jak poprzednie pokolenia się z czymś nawet zmagały, jak się na coś decydowały / bądź nie... jak radziły sobie z konsekwencjami... ustroju / źle ulokowanych uczuć... / miejsca, z którego pochodziły. O tym mogę i chcę słuchać. Ale błagam, nie każcie mi "słuchać starszych", którzy niewiele przeżyli, bo bali się zaryzykować.
Internetowy Magazyn Międzypokoleniowy będzie obecny na rynku na pewno przez 1.5 roku, do momentu obrony mojego dyplomu magisterskiego.

Zainteresowanych zapraszam na fanpage.

www.facebook.com/(…)1423952284509188…

Zachęcam do kontaktu (justyna.poluta@gmail.com) - szukamy dziewczyn/dam/kobiet/babeczek/facetek... które mają zamiłowanie do pisania i chcą podzielić się doświadczeniem.
Tak, powiedziałam ZAMIŁOWANIE. W tym projekcie nie oceniamy stylu, ale dajemy się wypowiedzieć kobietom.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Zawsze, gdy nie robię tego, co do mnie należy, to zwykle dlatego, że ktoś namieszał mi głowie przemyśleniami, w których miał więcej racji, niż ja we wszystkim, co robię na co dzień.

Tym razem nie było inaczej.

Mężczyźni dzielą się na tych, którzy Cię kształtują, przy których możesz się rozwijać i na tych, przy których już musisz być "tą odpowiednią".
Jedni zapraszają Cię na operę, na której najprawdopodobniej zaśniesz, a inni nie pozwalają o sobie zapomnieć cała lata.
Malinowe lata, żółte jesienie i piernikowe zimy.
Tylko wiosną pojawia się nić nadziei, że Pan Ostateczny, którego powinno zaprosić się do swojego życia na zawsze to ten, przy którym czujemy, że przeżyłyśmy już wystarczająco dużo, by się więcej nie potykać, nie tęsknić, czy nawet nie ośmieszać.
Tylko co wtedy, gdy Pan "ostatni przystanek" wydaje się być końcem podróży, na którą nie masz ochoty? Ta podróż okazuje się nie być podróżą, której celem są niewiarygodne wspomnienia, radość, przeżycie coś wspólnego, tylko... podróżą do samej siebie, w której uświadamiasz sobie, że większe znaczenie miał i ma dla Ciebie fakt, że zawieruszyłaś się gdzieś kiedyś i już tak zostałaś.
Wszystkie kobiety z Zimnowody, które znam są coraz starsze. Ale nie coraz szczęśliwsze. Już nie wiem, za czym i za kim trzeba podążać, żeby na starość rozbujać się w fotelu i emanować spokojem i pogodą ducha.
- Który mężczyzna jest WAŻNIEJSZY? Ten, z którym jesteś teraz - poukładana, czy ten, który miał wpływ na to, kim jesteś? - Padło pytanie w moją stronę.

Kilka zawiedzionych i poszukujących kobiecych serc jest w stanie zaprowadzić mnie w kozi róg, choć od lat nikt nie widział w tych stronach kozy.

Ta historia pasuje do każdego, ale gdyby pasowała do mnie, mocno zraniłabym kogoś, z kim nie dzielę życia z przypadku.
Ale takie historie są wszędzie. Skąd wiedzieć, że mamy się zatrzymać... O, tutaj. W tym miejscu postawić pierwszą cegłę na dom.

"Jeśli nie możesz powiedzieć mu czegoś, co Cię najbardziej przeraziło, albo wzruszyło, to odpuść. Jakkolwiek wzniośle było, może miało trwać jedną jesień, dwie ciepłe zimy i lato, które wszystko zmieniło."


Into the distance, a ribbon of black
Stretched to the point of no turning back
A flight of fancy on a windswept field
Standing alone my senses reeled
A fatal attraction holding me fast, how
Can I escape this irresistible grasp?





Nikt mi nie powie "ODEJDŹ", i nikt mi nie powie "CHODŹ". Tylko ja mogę się przed czymś cofnąć, albo się do czegoś zbliżyć. Chciałabym tymi krokami wejść komuś w drogę.
Tymi powolnymi, skrytymi krokami wycofania.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Boję się, że po tych 5 latach na studiach, spędzonych na "dookreślaniu się" obudzę się tak samo nieogarnięta, jak w dniu, w którym przyjechałam na studia do Średniej Wielkości Miasta.
I boję się, że wszystkie historie, które kiedyś były podporą, pretekstem do radości na samą myśl, czy chociaż miłym wspomnieniem - przestaną się liczyć.
Podskórnie czuje, że wtedy właściwe będzie, by nabrało dla mnie wartości coś, czego teraz jeszcze nie znam.
Pewnego dnia będzie tak inaczej, do tego stopnia INACZEJ, że zbagatelizuję wszystko, co kiedyś stanowiło punkt wyjścia. I to, co przywróciło do życia... też.
I będzie liczyło się tylko to, co będzie DALEJ.
Kilka dni temu ktoś uświadomił mi, że właściwie już teraz tak żyję.
Przyszłością, która nigdy nie nabierze takiej formy, jak wygląda na planach i w przypuszczeniach. Przyjdzie LEPIEJ, BARDZIEJ SPONTANICZNE... doświadczy się łupu szczęścia... szybciej, niż zechce się realizować punkt po punkcie jakiekolwiek plany.

Bezwiednie dążę do zatarcia najpiękniejszej historii mojego życia.
Tylko nie wiem, w imię czego to robię.

Ale przecież trzeba dokądś zmierzać.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Don't ask me when, but ask me why.
Dont ask me how, but ask me where.
There is a road. There is a way.
There is a place. There is a place.


Radzą zmniejszyć tę radość i dumę, a nawet zagłuszyć. Radzą się wycofać. I nie dawać innym powodów do zazdrości. "Swoje robić."
I sami mają z tego wsparcia nas, młodych, więcej racji, niż satysfakcji.
Ja też miałam przez moment wrażenie, że to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe, ale teraz już wiem, że jest... JEST... JEST... i że trzeba chwycić to za rogi.
Koce zawsze będą tu ciepłe i miękkie, pozdrowienia szczere, a słońce ogrzewa równomiernie wszystkie domy - Takie, w których się szanują i te, w których się oskarżają.
Odpoczywam w świecie niedowierzania, braku konfrontacji i wycofania.
Ale to jest bardzo dobre miejsce na odpoczynek. Doładowuje mnie trzeźwością, realnością i próbą zrozumienia, jaką wartość ma to, co robię w perspektywie kwestii najważniejszych, które tak wiele ludzi stąd zawaliło.
Nigdy się nie nauczysz.
Nigdy się nie nauczysz.
Nigdy się nie nauczysz, jak żyć naszym, sprawdzonym życiem, które przynosi przewidywalność, jasność i smutek. - Tłuką mi do głowy.
Otwarte są tu tylko szafki przy pieczeniu ciast, nie postawy.

Moja Zimnowoda.
Dobry punkt wyjścia z którego możesz nigdy nie wyjść.
Ale jeśli już wyjdziesz, to wróć po odrobinę ludzkiego dystansu i mądrości.

Wdycham niedzielę. Całą sobą.





Sunday morning got the hazy, hazy janes
I turn to you and inhale you where you lay.
took a wonder through the garden,
to awake the long long day
and then roll for a while on violet flower bed.


A.
 

yourchoiceisyourart
 


Pisane przy:

And we were in flames, I needed, I needed you
To run through my veins, like disease, disease
And now we are strange, strangers





Żyłam w przekonaniu, że moje życie to zamieszanie. Następnie spędziłam fragment popołudnia w jeszcze większym, czyimś zamieszaniu. Ale ważne jest tylko to, by swoje zamieszanie lubić. Przepadać za nim. I czasami do niego wracać.
Dziś od wczesnego popołudnia pisk, śmiech, prędkość i wypełnianie swojego życia tymi, którzy nawet w małym fragmencie nadają SENS. Podczas gdy w wielkim, dynamicznym mieście nie brakuje czynników i ludzi, którzy nadają RYTM.
O ile w Opolu żyłam, to w Katowicach przesiaduje. O ile w Katowicach łączę jedno z drugim, to tylko w Zimnowodzie mogę z perspektywy zobaczyć tego sens.
W Opolu nie było dla mnie ważne, że jest chlapowata jesień, ponieważ to ktoś był moją jesienią.
Wiosnę zaś współdzieliłam z kimś jeszcze innym.
W Zimnowodzie liczą się pory roku. I to jak ktoś daleko zaszedł, prawie nic nie robiąc ze swoim życiem. Tutaj rzeczy się po prostu dzieją.
Myślałam, że prostoty nauczę się uciekając w spokojne miejsce. Tymczasem prostoty nauczyłam się w największym napięciu - w samym środku pulsującego miasta, wysokiego biurowca.
Jadąc w górę, czuję, że jestem wyżej, ale jeszcze mocniej czuję, że jestem dalej. I tworzy się z moich ruchów, decyzji i postanowień jakaś... NADRZECZYWISTOŚĆ.
I zobaczyłam tę nadrzeczywistość również tutaj, na końcu drogi - w domu mojej cioci.
To rzeczywistość wydzierania, akcentowania, zabiegania. To nie jest codzienność. To jest przewrócone do góry nogami. Mieliśmy stąd czerpać. Mieliśmy się poznawać. Trzymać w dłoniach nasze korzenie, by móc je wsadzić, a nie wyrywać.
Szepty, zachód słońca, powolny krok - Uświadamia nam, że tego miejsca kiedyś nie będzie. Chciałabym żyć tak długo, by widzieć, jak się zmieniło na lepsze. Ale najpierw je zakwestionujemy. Najpierw obumrze, jak kwiaty, który już nikt nie ma czasu pielęgnować.
- Rozejrzyj się. - Mówię teraz do kogoś, tak, jak ktoś mówił do mnie.
I przeszkadza mi, że żyję w hałasie, zapomnieniu i chwilowości.
- Może spotkasz kogoś, przy kimś to będzie tylko tło. - Słyszę nadzieję w głosie.
- Myślałam, że już spotkałam. - Mówię.
- Nie można czekać w kolejce do kogoś. Nie można pozwalać sobie usłyszeć "Potrzebuję odpoczynku.". Trzeba znaleźć sobie kogoś, kto powie POTRZEBUJE CIEBIE. Bez planu dnia, bez ogródek.

JAK BARDZO PRAGNIESZ TEGO ZRYWU, NA KTÓRY CIĘ NIE STAĆ???

Zimnowoda zaczęła zataczać koło. Uświadamiać, że jest miejscem powrotów, podsumowań, sił.
Ale dla ludzi, którzy nie zaryzykowali.

Stoję się środku pola, wtapiam się w ziemię, widzę jak wiatr przybliża mi świerki do twarzy.

Cause I don’t stand the chance in these four walls
He don’t recognized me anymore
Burned out flames should never reignite
But I thought you might






Take me, take me home, home
Take me, take me home, home, oh, oh
Take, take, take, take, take
I thought you might!
Take me, take me home, home


A.
 

yourchoiceisyourart
 

Pisane przy:






Nawet nie można powiedzieć, że gdy przyjdzie wiosna to będzie lepiej, słoneczniej, ciepłej i wdzięcznej. Wiosna już przyszła, ale niczego nie zmieniła.
Jakiś czas temu, na jesieni czekałam na zmiany. Ale nie życzyłam sobie zmian w postaci wiru, chaosu i układu zdarzeń, których nie da się ani zrozumieć, ani uporządkować. Miałam nadzieje, że uda mi się te zmiany wyprowadzić z potrzeby, z wewnątrz mnie. Tymczasem to miasto zrobiło mi wielce intratnego psikusa - Wzięło wszystko na siebie.
I zakręciło moją zawianą, zakatarzoną osóbką.
Zmiany już się zadziały. Wiosna też już przyszła.
Nie nadążam. Niektóre sprawy ukrywam, że są.
Zajmuję się formą, medytującą formą.
Oddycham, ale nie biorę oddechu.
Siadam, piję herbatę z imbirem i staram się relaksować. Wyciągam wnioski, które prowadzą donikąd. Kręcę się wokół własnej osi, pokonując wciąż tą samą trasę. I za każdym razem, gdy wracam do Zimnowody, mam wrażenie, że tu jest wszystko bardziej szczere, życzliwsze.
Imbir.
Cytryna.
A ja się czuję, jak bohaterka książki, albo niszowego filmu z kulturą w tle, za którymi przepadam.
Jakby jakaś moc, fart, los i splot okoliczności układał mi życie.
- I jak się masz? - Pytają babuszki, obejmując mnie w talii.
(Ach, jak ja się mogę mieć? Z zaprojektowanymi kolorami garderoby, strony internetowej i wizytówki, z życiem bez rumieńców.)
- Pierwszy raz los się do mnie uśmiechnął! - Rzucam.
(Może nawet wrócę tu na lato, spędzając część czasu na zdalnej pracy, a część na leżeniu na łące pełnej maków.)
A jeśli maliny już nigdy nie będą tak smakować?
Słońce tak grzać?
A co, jeśli zmienić swoje życie, to ja tymi zmianami je po prostu spieprzyłam?

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Wrócę, gdy zrozumiesz - już po kilku latach
Może właśnie tutaj będzie koniec świata
Będziesz wtedy inna - ja wciąż taki sam
Może nam się uda zacząć jeszcze raz...


Wróciłam do Zimnowody. Na moment, na dwie tarcze zegarowe. Na czas, który płynie niemiłosiernie szybko. A czasy są tutaj ciężkie, niewdzięczne. Ludzie żyją w atmosferze błędów z przeszłości.
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego właśnie tak to traktują. Błąd. To mocne słowo. Mocne słowo bez odwrotu.
Dlaczego nazywać to błędem? Nieporozumienia, czy drogi, które się rozeszły.
Nieco dalej, za granicą takiego "błędu" można znaleźć coś, do czego nie każdy dąży, nawet nie wie, że tam jest przejście.
Perspektywę. Ona nie zakłada tej żałości, z jaką spotykam się tutaj.
Wśród żon, które wybrały nieodpowiednich mężów.
Wśród mężczyzn, którzy nie zawalczyli o własną przyszłość.
Dlaczego nie wierzymy, że można coś zacząć jeszcze raz? Z innymi nadziejami? Wiedząc, że to inny punkt wyjścia i będzie inaczej. Ale... z reszką szans, że jednak.
To nie błąd.
To koleje losu.
Następstwa.
Ale po co ludzie tak tu gloryfikują błędy?
- Wiesz, dziecko... Ja przed laty popełniłam błąd... - Słyszę. I słyszę też "... ale co Ty możesz wiedzieć..."
- O pani historii? Nic.
Ale jeśli mamy dzielić się swoim życiem, to może dzielmy się mądrością, lekcjami z weryfikacji, wspomnieniami z konfrontacji? A nie opowiastkami o tym, jak się wycofaliśmy bez słowa.


Będzie nam raźniej.





Między nami tyle śniegu
Między nami tyle lodu
Czy trafimy znów na siebie?
W naszych oknach szyby chłodu

Może wiosna cię odmieni
Może lato da zapomnieć
Czekam tylko do jesieni
Więc przypomnij sobie o mnie

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





- Nie teraz. Nie tak. - Usłyszałam, ale z większą chyba dozą innego brzmienia, niż to zapamiętałam.
Ostatnią resztką sił złapałam znaczenie i żyłam dalej. Nie spodziewając się, że będę żyła tak farciarsko. Nie mogę powiedzieć, że to był zły wybór, ale mogę żałować. To jest jedne, co mi pozostało.
Dlaczego nie mówi się otwarcie i szczerze o żalu, tylko o zadowoleniu? Jakby w fałszywym zastępstwie. Żal też nas dokądś prowadzi.
- Chłopaki teraz są niewierni, chwilowi... - Mówi moja ciocia nad kieliszkiem wina o słomkowym kolorze.
Zawsze doda coś od siebie. Zawsze ma opinie.
Ona tak, ale kimże ja jestem, żeby mieć pewność.
Kogo słuchać, jeśli nie kilkakrotnie zawiedzionych serc? Zdradzonego zaufania, ludzi z poczuciem, że zawierzyli niewłaściwemu człowiekowi?
Oni przynajmniej mówią szczerze, opierają się na faktach. Moja, wielka pragmatyczna rodzina.
Moja wielka pragmatyczna rodzina : jakieś tam, stare i wyblakłe wspomnienie = 1 : 0.
- Już zawsze tak będzie? - Myślę w duchu. Już zawsze będziemy stawiać rozgraniczenie pomiędzy wiekiem, a postawą? Przeżyciami, a wiernością?
- Liczy się tylko to, co jest dla nas dobre. - Mówię. To jasne, że znowu wypiłam za dużo białego wina.
Po co mi było się odzywać?
Myślą, że jesteśmy za młode, żeby cokolwiek przeżyć.
Myślą, że nasze sprawy, wspomnienia, dzień za dniem... konsekwencje, rady i to, kim się stajemy rok po roku - To na próbę. Przekonują nas, że kiedyś będzie jakieś "NA POWAŻNIE".
A teraz? Każde "odpuszczam", każe "przystaje" było na poważnie.
Myślałam, że wszystko jesteśmy w stanie wybrać, albo strategicznie rozplanować. I pozyskać. I dobić targu, z Bogiem, z losem, albo z tym, którego chcieliśmy kochać.
Tymczasem chyba coś jednak jest nam pisane.
Choćby jako pocieszenie, albo jedyny właściwy wybór, ale... pisane.
Milknę, jakbym przyznawała rację wszystkim, którzy zdołali mnie przegadać.
- Nigdy nie zrobię prawa jazdy. - Szepczę.
Z przekory, bym już zawsze mogła pić wino na rodzinnych przyjęciach i szczerze mówić, że mam w życiu to, czego jestem warta. Tego, kogo jestem warta. Przypominać, że nie dopraszam się błogosławieństwa.
Nie jestem blisko takiej wiary, jaka ma sens i znaczenie. Jestem blisko wiary w siebie, w swoje własne dokonania, które mam w planach. To kruche. Bóg ma ważniejsze prośby. I patrzy na postawy. Z mojej strony ma tylko wdzięczność. Nie spodziewałam się. Patrzę czasami w niebo, zachwycająco niebieskie i mówię, jak do kumpla: Boże, nie znam większej farciary, niż ja. Myślisz, że to się kiedyś skończy? Mam się przygotować na konfrontację ze sobą...?
Już zawsze będę wypijała za dużo wina na uroczystościach, przyjęciach i innych rodzinnych spotkaniach z okazji Świąt.
Przyciszała wszystkich. Przypominała im, że mamy to, co jest "nasze", nie to co upragnione. Nie zawsze.

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





PYTANIE TEGOROCZNYCH ŚWIĄT: A JEŻELI NIE UDA NAM SIĘ SPEŁNIĆ WŁASNYCH ŻYCZEŃ?
OGOLIMY GŁOWY, WYJEDZIEMY DO KLASZTORU I OBUMRZEMY INTELEKTUALNIE, SPRAWCZO, TWÓRCZO?
Zmienimy podejście, czy będziemy musieli zmienić całe życie, żeby własne poczucie wstydu nas nie zabiło?

A.
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Co można robić w niedzielę po kościele, przy herbatce? Rozliczać innych z ich stylu życia.
O ile ma się jeszcze do tego cierpliwość. Cierpliwość mogła już zostać zabrana przez nastolatków, których rodzice dla przykładu i tradycji ciągną na niedzielną mszę. A ci szarpią się, szturchają, komentują i zaczepiają.
Rozliczanie ze stylu życia jest bardzo prostym zajęciem, usprawiedliwiającym "nasz jedyny właściwy wybór".
Jak długo jeszcze? Jak długo?
Nie będzie nam łatwo zrozumieć, dlaczego ktoś z czegoś zrezygnował, a inny właśnie to priorytetyzuje przez całe życie.

Tańczymy wokół własnej osi, pijemy wino i współczujemy wszystkim, którzy zniszczyli sobie życie.

Każdy ma takie symbole, na jakie zasługuje, albo jakie sobie wybrał.
A tutaj z rąk do rąk przechodzą symbole wolności.

A.
 

 

Kategorie blogów