Wpisy oznaczone tagiem "abducted" (6)  

charlottestories
 
Zaczynamy MARATON z "Abducted" ! Ja wiem, że Wy się cieszycie ! Rozdział I już jest, ile dziś dodam? Sama nie wiem :)
***
Po wyjściu spod prysznica pachnę męskim żelem. To jedyny, który znalazłam, po pięciominutowych poszukiwaniach. Czy ta blond suka też jest zmuszana do kąpieli żelami swoich przyjaciół? Zapewne nie. Daniel pewnie dba o swoja przyjaciółkę jak o swoja własny tyłek. Wiem już coś o tym.
Schodzę na dół po schodach. Muszę dostać się do kuchni, nie jadłam ostatnio za dużo. Z każdym krokiem moje żebra bolą. Kładę przedramię tuż pod piersiami i delikatnie uciskam to miejsce, aby móc swobodnie zejść. Nawet nie wiedziałam, że moje żebra mogą sprawiać aż taki dyskomfort, albo to siniaki na brzuchu ? Kto wie.
W kuchni nic się nie zmieniło. Podchodzę do lodówki i wyjmuję mleko, Odkręcam nakrętkę i przechylam sporą butelkę w stronę moich ust. Biały płyn wlewa się do mojego gardła i jestem zadowolona. Suchość ustępuje a ja mogę zabrać się za przygotowanie normalnego posiłku. Odstawiam opakowanie i wyszukuję znanych mi składników. Tak dawno nie sama nie przygotowywałam.
W końcu znajduję twaróg i brokuły. Ktoś zaoszczędził mi czasu i je ugotował. W górnej szafce lokalizuję miseczkę do której wrzucam twaróg, który po chwili rozgniatam widelcem. W koszyku na blacie są warzywa w ty czosnek, który jest mi potrzebny. Szkoda, ze to tylko trzy ząbki, ale jestem tak głodna, że nawet te trzy ząbki mi wystarczą. Na chwilę odrywam się od przygotowań i zabierając czajnik elektryczny podchodzę do zlewu, gdzie nalewam wodę, którą zagotuję. Wracam na poprzednie miejsce, odstawiam czajnik i zabieram się za obieranie czosnku, który już po kilku minutach jest idealnie pokrojony. Słyszę, że woda zaraz będzie ugotowana, więc przeszukuję szafki. Jakikolwiek kubek jest moim celem. Irytuje mnie to, że czajnik się wyłącza a ja dopiero odnajduję miejsce ,w którym znajdują się kubki, herbaty i kawy. Śpiesząc się wrzucam torebkę czarnej, zwykłej herbaty i zalewam ją wrzątkiem. Pozwalam chwilę torebce popływać po powierzchni wody , aby zabarwić płyn. Wyrzucam mokry materiał do śmietnika stojącego przy wejściu do kuchni. Podchodzę do lodówki i odnajduję majonez i jogurt naturalny. Łączę twaróg z czosnkiem, przyprawami, majonezem i jogurtem. Wlewam sos do miski w której znajdują się ugotowane brokuły. Jestem zadowolona. Tak dawno nie jadłam tego dania. Stawiam miskę z brokułami i herbatę na stole. Jakimś cudem lokalizuję widelec i rzucam się na miskę pełną pysznego jedzenia.
-Dobrze jest widzieć cię jedzącą.- słyszę i brokuł, który właśnie wzięłam do buzi prawie staje mi w gardle. Udaje mi się go połknąć i popić ciepłą herbatą. Podnoszę wzrok. Daniel stoi oparty ramieniem o framugę drzwi. Przebrał się. Teraz ma na sobie ciasne, ciemne jeansy opinające jego umięśnione nogi. Na górze widnieje czarna koszulka z niezidentyfikowanymi białymi wzorami. Włosy ma zmierzone. A na nogach widnieją czarne buty 'Nike'. Wygląda naprawdę dobrze.-Cieszy cię ten widok ?-szczerzy się do mnie jak ten idiota z telewizji reklamujący usługi bankowe dla emerytów.
-Och wal się.-jęczę
-Dobrze, że wracasz do formy. Pyskówka, to to, za czym tęskniłem. Co jesz? -pyta i odchodzi do mnie. Odsuwa krzesło od stolika i podsuwa je w moją stronę. Siada a jego kolano styka się z moim udem. Patrzymy sobie prosto w oczy. Jego zielone tęczówki są takie hipnotyzujące.
-Brokuły z sosem czosnkowym.
-Teraz na pewno nie będę cię całował, dopóki nie umyjesz zębów.
-A kto w ogóle mówił o całowaniu.- na jego twarzy widnieje grymas niezadowolenia.-Chcesz spróbować?-pytam ciekawa, chcę sprawdzić czy smakowałoby mu danie przygotowane przeze mnie.
-No dobrze, ale będę musiał jeszcze raz umyć zęby.
-Nie zaszkodzi ci.
-Eyyy ! Dawaj tego widelca, bo mi się spieszy.
-Myślałam, ze weźmiesz swojego.-pokazuję język i podaję mu mojego sztućca. Zabiera mi metal z ręki i nabija zielone warzywo, które macza w białej mazi. Wkłada do buzi i przez chwile nie wiem co myśleć. Wypluje go ? Smakuje mu?
-Jak dobrze, że w New York'u będziesz mi gotowała...-chwile jeszcze przegryza w ustach posiłek i połyka. Jego jabłko Adama porusza się. Jak ta idiotka przyglądam mu się. Co jest ze mną nie tak?-Pyszne.
-Cieszę się, ze ci smakuje. Mogę wiedzieć, gdzie się spieszysz i dlaczego zostawiasz mnie na pastwę tej blondyny?
-Muszę załatwić kilka spraw związanych z naszym jutrzejszym wyjazdem. Istnieje jeszcze Jamie. Z tego co się orientuję przyjaźnicie się.
-Pokłóciliśmy się. Chyba... sama nie wiem. Nie chcesz mnie zabrać ze sobą ?
-Porwałem cię. Na pewno policja poszukuje cię nie tylko w Washyngtonie.
-Okey. Rozumiem.
-Nie chcę narażać ani ciebie ani siebie. Wrócę jak najszybciej. Obiecuję.
-Nie śpiesz się, załatw wszystko.- uśmiecham się i odbieram mu srebrne narzędzie. Wracam do jedzenia. Czuję, że wstaje ale nie odwracam wzroku od miski z której zniknął prawie cały posiłek. Wciąż jestem głodna. Kątem okaz zauważam jego nogi tuż obok mnie, chwile później jego ciepła dłoń odnajduje mój policzek i mój wzrok zostaje odciągnięty od miski patrzę prosto w jego tęczówki z uniesioną twarzą. Zbliża się i muska moje usta delikatnie pogłębiając pocałunek. Rozchylam wargi i pozwalam mu na pociągnięcie zębami dolnej. Odsuwa się z chytrym uśmiechem na twarzy.
-To jest zapłata za jednego brokuła. Pomyśl sobie jaka będzie za wszystkie posiłki.

“Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę o tym myśleć.”


I wtedy przed moimi oczami przetaczają się obrazy, których naprawdę nie chciałabym widzieć. Są bardzo intymne...To jego wina! Po co wypowiedział to ostatnie zdanie.
-Nie patrz tak, bo będę zmuszony zostać w tym domu i nie wyjedziemy jutro. Zagwarantuję ci to jeśli nie przestaniesz tak patrzeć. Zboczuszku. - jego uśmiech poszerza się, moje usta zostają obdarowane szybkim całusem i po chwili znowu zostaję sama w tej dużej kuchni.
Mogłabym się przyzwyczaić do życia w samotności, to nie jest aą takie złe. Co ja gadam? Ja zawsze żyłam w samotności
~*~
Daniela nie ma już prawie od trzech godzin. Chciał się pospieszyć, ale widocznie zatrzymały go jakieś ważne sprawy. Na moje szczęście nikt się nie przejął moja samotnością i nie chciał mi towarzyszyć w jakże interesującym sprzątaniu pokoju Daniela. Udało mi się poukładać wszystkie jego ubrania, zrobiłam małe pranie składające się wyłącznie z kilku moich ubrań. A teraz leżałam na łóżku a wzrok utkwiłam w suficie. Nienawidzę się nudzić. Wstaję z łóżka i zmierzam do kuchni po raz kolejny dzisiejszego dnia. Chcę przygotować jakiś obiad dla Daniela. W lodówce znajduję dwie świeże papryki i mięso mielone włożone do specjalnego pojemnika. Pierwsze co robię to kroję na pół warzywa i pozbywam się nasion. Przyprawiam mięso według mojego własnego gustu i wkładam je do wyczyszczonej papryki. Mam nadzieję, ze Daniel za chwile się pojawi, bo obiad będzie gotowy za jakieś dwadzieścia minut.
Jem sama. Jego porcję wstawiam do lodówki, na później. Idę do salonu, gdzie kładę się na kanapę i zabierając pilot ze szklanego stolika włączam telewizor wiszący na ścianie. Przełączam kilka kanałów i w końcu znajduję jakiś film, który wymaga małego zaangażowania procesów myślowych.
W końcu usypiam, a towarzyszy mi grający w tle film. Naprawdę nie lubię łamania obietnic. Pozwalam sobie na sen i naprawdę czuję się lepiej gdy się budzę. Spoglądam na elektryczny zegarek stojący na małej komodzie pod telewizorem. 19:53. Nieźle poszalałam, ale to chyba też wina tego, że moje żebra wciąż bolą i sprawiają, że czuję się słaba fizycznie.
Podniosłam się i cicho na paluszkach udałam się na górę do sypialni Daniela. Pamiętam, ze gdy ostatnio tu byłam po podłodze nie walały się żadne ubrania. Wrócił. Kiedy? Jak? Gdzie? Podniosłam dwie koszulki i zamarłam. Jedna należała do kobiety. Nie dość, ze pachniała drogimi perfumami to na prawej stronie znajdował się nadruk białego króliczka. Obok łóżka walały się ciemne jeansy Daniela i biała spódniczka. Świetnie. Opuściłam pokój i ruszyłam w stronę drzwi łazienki. Już na korytarzu było słychać stłumione jęki. Gdy podeszłam do drzwi tylko upewniłam się, że mój plan nie wypali, a Daniel jest o prostu cholerny dupkiem.

Przyznam, zakuło mnie w sercu, bo słowa, które po raz pierwszy od tak dawna usłyszałam, okazały się być po prostu zwykłym kłamstwem. Odsunęłam się bezszelestnie od drzwi i ruszyłam ku schodom. Na korytarzu rozejrzałam się, czy aby na pewno nikt mi nie zagraża i wyszłam. Pełna gniewu i żalu. Nie chciałam wracać do tego domu już nigdy. To chore jakie stosunki dzieliły mnie z moimi porywaczami. Daniel wspominał, że dom znajduje się kilometr od obrzeży Seatle. Sądzę, ze w piętnaście minut dojdę tam, a gdy w końcu znajduję się bliżej cywilizacji i normalnego świata będę myślała o tym co zrobię dalej.


wiecej.jpg
  • awatar Zakira Luna: Super! Już kiedyś to powiedziałam ale powtórzeń: uwielbiam Daniela :D ,,W końcu znajduję twaróg i brokuły. Ktoś zaoszczędził mi czasu i je ugotował.''- co ugotował? Twaróg i brokuły? :P
Pokaż wszystkie (1) ›
 

charlottestories
 
   Ciepło na policzku wybudziło mnie ze snu, jednak powieki wciąż były zamknięte. Musiałam się zorientować kto darzy mnie tak czułymi gestami. Kciuk niechcianego osobnika dotarł aż do mojej powieki i delikatnie przetarł wciąż opuchnięte i sine miejsce.
   -Jesteś taka denerwująca.- to nie był głos, którego się spodziewałam. Moje ciało się spięło, ale od razu się za to skarciłam. Chciałam posłuchać, co Daniel ma powiedzenia, a przez takie reakcje mojego ciała, łatwo mógł się domyślić, że podsłuchuję.-Irytujesz mnie. Sprawiasz, że mam ochotę rozwalić wszystko. Jedno słowo, które opuszcza twoje usta, a ja mam ochotę coś zniszczyć. A co najgorsze chciałbym aby to twoją twarz pokryły siniaki. Ja wiem, że to głupie i naprawdę mam tak pierwszy raz. Pierwszy raz uderzyłem kobietę i to powinien być ostatni raz, ale kiedy ty rzucasz swoje uwagi, moje nerwy po prostu nie wytrzymują. Ja nie wytrzymuję. Miałaś być tylko przedmiotem. Przedmiotem, który miał mi zapewnić przyszłość, a jesteś moją cholerną słabością. Nikt mnie nie zrozumie, bo przecież to był mój pomysł. Chciałem cie uprowadzić, żeby mieć czystą kartę, a teraz co? Tkwię w tym uczuciowym bagnie. Pierwszy raz chcę się troszczyć o kogoś i to mnie przeraża, bo ty dajesz mi tyle powodów do złości, a wiem, że jeśli cie skrzywdzę będę tego żałował. To jest chore. Mieszasz we mnie. Staje się jakimś mięczakiem, przez dziewczynę, która miała nic nie znaczyć.-auć, to akurat zabolało. Jego dłoń sunie ku mojej szyi, gdzie zatrzymuje się, a jego palce muskają moją skórę. Wszystko co mi powiedział, mąci mi w głowie. To jest po prostu nie możliwe.-Dlatego powinienem to skończyć. Teraz sprawy nabiorą tępa. Już niedługo będę wolnym człowiekiem, a ty będziesz...-i do cholery, serio? Akurat teraz ktoś musiał zapukać? Jego dłoń opuściła moją skórę, zostawiając przyjemne ciepło.
   -Proszę !-po pomieszczeniu rozszedł się jego głos, a odgłos lekko skrzypiących zawiasów uświadomił mnie w tym, że kolejna osoba pojawiła się w sypialni Daniela.
   -Słuchaj, rodzice tej suki właśnie zadzwonili, chcą z nią gadać, co robimy ?- to Natalie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a w głowie zaczęłam układać scenariusz,w którym ją uśmiercam.
   -Po pierwsze nie nazywaj ją suką, Natalie. Daj mi ten telefon i możesz wyjść stąd.
   -Powaliło cię już do końca idioto ! Może mi jeszcze powiesz, że się w niej zakochałeś...-cisza w pomieszczeniu uświadomiła tylko wszystkich, że słowa, które padły z ust Natalie zostały wypowiedziane w rzeczywistości.-No to świetnie! Teraz już naprawdę trzeba się jej pozbyć ! - krzyknęła, a ja uznałam, że to odpowiedni moment, aby dowiedzieli się o tym, że już nie śpię. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.
   -Co się tu dzieje, do cholery?-zapytałam głosem wypranym z uczuć.
   -Masz ten pieprzony telefon, twoja mamusia zaraz zadzwoni.- blondyna rzuciła telefon na łóżko i wyszła.
   -Natalie ma gorszy dzień.- próbował ją wytłumaczyć, ale ja już przecież wiem, że chcą się mnie pozbyć. Jestem tylko problemem, a gdy uzyskają to co pragną stanę się bezużytecznym problemem. Do cholery i tak umrę, a to tylko dlatego, że urodziłam się w rodzinie powiązanej z prawem.
   -Nie obchodzi mnie to. Naprawdę.- czy to jakieś żarty?  Dlaczego mój głos brzmi na taki zmęczony i przygnębiony. Hope, weź się w garść dziewczyno. Telefon leżący na łóżku rozniósł po pomieszczeniu wesołą melodię, a ja czym prędzej dorwałam się do komórki. Zielona słuchawka i właśnie nadszedł moment, w którym miałam się przekonać czy dożyję starości.
   -Mamo ?- zapytałam roztrzęsionym głosem, nie Hope, tylko nie becz przy nim. Trzymaj to w sobie dziewczyno.
   -Hope, dobrze cię słyszeć córeczko. Ciesze się, ze jeszcze żyjesz.-co?-A teraz mnie posłuchaj uważnie. Razem z tata nie możemy ci pomóc, bo to czego żądają ci ludzie, jest nie do zrealizowania.-ale że jak? To się nie dzieje naprawdę.
   -Co? Mamo o czym ty do mnie mówisz...Ty chyba żartujesz?
   -Nie, kochanie. Moja praca wiąże się z takim ryzykiem, oczywiście. Jesteś moją córką i kocham cię, naprawdę cię kocham, ale zrozum, ze jeśli takie dokumenty zostaną udostępnione, to, że jako sędzia jestem przegrana. Musisz to zrozumieć i pogodzić się z tym. Oczywiście policja próbuje cię jakoś uwolnić, tata jest zaangażowany w to wszystko równie mocno jak ja...
   -Nie, daj spokój. Po prostu pozwól mi tutaj zdechnąć! Niech twoja posada i opinia nie zostaną naruszone. Masz rację. I tak zawsze nie byłam perfekcyjną córeczką, taka jaką potrzebowaliście. Do dupy z Wami. Do dupy z tym wszystkim. Mam nadzieję, że to nasza ostatnia rozmowa a oni zaraz wpakują mi kulkę ewentualnie dwie.- zakończyłam połączenie i rzuciłam telefon przed siebie, tak, że zderzył się ze ścianą i rozpadł na  kawałeczki. Po moich policzkach popłynęły łzy. A wraz ze łzami ból, smutek, pogarda, żal. Co jest ze mną do cholery nie tak ?
   Zanim do mojego mózgu dociera to co robię, jestem przy Danielu a moja ręka loduje na jego policzku. Dźwięk jest przyjemny dla ucha, ale wiem, że to co się stanie potem może być moim najgorszym koszmarem.
   -Teraz gdy w końcu to zrobiłam, możesz mnie zabić. Pozwalam ci! Wyjmuj spluwę i pozbądź się problemu!-krzyczę a jego zielone tęczówki patrzą na mnie w niezrozumieniu. Gdy dociera do niego co mówię, jego sylwetka prostuje się i zbliża się do mnie o krok. Stoimy blisko. Dzieli nas mała przestrzeń, co może skończyć się naprawdę źle. Jego ręce oplatają moją talię i łączą się na plecach. Jesteśmy jeszcze bliżej. Patrze prosto w jego tęczówki, ale nie widzę furii. Jest spokojny. To nie tego się spodziewałam, coś jest nie tak. Staram się wyrwać z jego uścisku, ale jego ramiona przyciągają mnie jeszcze bliżej.
   -Nie mógłbym Cię zabić, nie mógłbym ci wyrządzić krzywdy. Nie mogę też pozwolić sobie na utratę ciebie...
   -Tak wiem, jestem kartą przetargową...
   -Nie! Daj mi skończyć. Nie pozwolę ci odejść ani cię zabrać, bo cię kocham....- głośno wciągam powietrze i prawie się nim krztuszę. To najgorszy dzień mojego życia. Jego twarz w ciągu kilku sekund zbliża się do mojej, a jego ciepłe, delikatne usta lądują na moich. Żądza z jaką jego wargi napierają na moje sprawia, że poddaję się i oddaję pocałunek. Jego język delikatnie dotyka mojej dolnej wargi a ja rozchylam usta i pozwalam, aby pocałunek stał się pewnego rodzaju obietnicą. Stoimy na środku jego sypialni,  splątani przez jego ramiona i nasze usta. Moje ręce wspinają się po jego ramionach do szyi, gdzie jedna z nich zostaje, a druga wspina się do jego brązowych włosów, w których zatapiam swoją dłoń i je szarpię. On,mój porywacz i ja,jego karta przetargowa..Wiem, że to złe. Wiem, do cholery połowa mojego życia to błędy, ale skoro mamy uczyć się na błędach, to chce ich popełniać jak najwięcej.


Ten rozdział jest jednym z moich ulubionych. Jest dobrze napisany i sama treść w jakiś sposób wciąga. <jatakaskromna>
Nie ważne. Wracam do pisania i blogowania, bo już kurwicy dostaję z tą szkołą. Mam tak beznadziejny okres w moim życiu prywatnym... Liczę na to, że powrót do pisania pomoże mi się podnieść.
A jak mija Wam weekend? Mój jest dobry pod względem wypoczynku, bo staram się być aktywna i zarazem leniuszkować <mojanaturaleniwca>, a z drugiej strony- psychicznej- jest tragicznie, ale co tam.
Tak, będę się Wam żaliła :D

600full-lindsay-hansen.jpg
  • awatar Lisa Angels: JAk! !@#$%^& Serio nie mogę uwierzyć, że jej matka tak ją potraktowała. Normalnie miałam łzy w oczach. To straszne, że niestabilny emocjonalnie porywacz okazał się jej jedynym wsparciem.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

charlottestories
 
Wstawiam, to dla : @Za jakie grzechy,dobry Boże!? Jesteś tu od początku i żałuję, że nie mam czasu zaglądać na Twojego bloga, ale szkoła jest dla mnie priorytetem. Na blogu staram się dzielić moim hobby, które ostatnio niestety też zaniedbuję. Gdy znajdę więcej czasu (czyt. mniej szkoły! mniej sprawdzianów!) nadrobię wszystkie zaległości. U każdego!
Polecam ten utwór, mimo, że nie pasuje za bardzo akurat do tego rozdziału, to opisuje trochę mój stan emocjonalny. I po prostu zakochałam się w tym!




Co jest najśmieszniejsze w ludziach: Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.-Paulo Coelho

Prysznic Daniela nie trwał długo, a ja na całe szczęście ie musiałam długo na niego czekać pod łazienką. Wyszedł pewnym krokiem, ale gdy tylko ujrzał moja postać siedzącą tuż obok drzwi zatrzymał się i przykucnął.
Jego ciemne włosy były mokre i pokręcone, po twarzy i szyi spływały kropelki wody. Na siebie włożył białą koszulkę na krótki rękaw i ciemne, jeansowe spodnie. Nie ogolił się. Jego szczęka została uwydatniona przez ciemne,krótkie włoski.
-Nie wiedziałem,że będziesz czekała...-powiedział i spojrzał wymownie na moją osobę. Zlustrował mnie wzrokiem skupił wzrok na podziurawionej koszulce i się delikatnie uśmiechnął.-Zaraz Ci przyniosę jakieś ubrania, poczekaj tu. I nie kombinuj nic Holly.-Co? Chwila ! JA nie jestem żadna Holly, mam na imię Hope, co za palant...
-Nie jestem Holly !-wykrzyknęłam za nim, gdy zniknął za drzwiami jego sypialni. To śmieszne, niby wie o mnie wszystko, a nie potrafi zapamiętać głupiego czteroliterowego imienia. Uśmiechnął się kpiarsko I poszedł do swojej sypialni. Podniosłam się z podłogi I rozciągnęłam odrętwiałe mięśnie. Po chwili w polu mojego widzenia pojawił się Daniel z ubraniami w ręku. Stanąl obok mnie I wyciągnął rękę z materiałami. Wyrwałam mu ciuchy i odwróciłam się na pięcie w celu skorzystania z łazienki. Usłyszałam za sobą męski śmiech, ale zignorowałam to.
Weszłam do pomieszczenia.Zakluczyłam drzwi. Zostawiłam ubrania na szafce stojącej tuż obok umywalki. Łazienka "porywaczy" wcale nie powinna wyglądać, aż tak schludnie i zarazem elegancko. Wbiegając tu za Danielem, nie zdążyłam się rozejrzeć się po pomieszczeniu. Ściany pomalowane zostały na szaro, co idealnie komponowało się z drewnianymi meblami. Wschodnią ścianę zajmował biały, duży,przestronny prysznic, w którym na pewno zmieściłyby się dwie osoby. Obok stała nowoczesna,biała pralka i wysoka,drewniana szafka z proszkami i płynami używanymi do prania. Południową ścianę "okupowały" drzwi wejściowe , umywalka i drewniana szafka stojąca tuż obok umywalki. Przy zachodniej ścianie stała toaleta i kilka drewnianych szafek zawieszonych na ścianie. Północna ściana była prawie niewidoczna, bo na prawie całą ścianę zajmowało wielkie lustro.
Spojrzałam na swoje odbicie. Brązowe włosy były roztrzepane i sterczały pod każdym możliwym kątem. Coś co miało przypominać lekkie fale, teraz wyglądało jakbym żyła w epoce brązu i nie miała do dyspozycji szczotki lub szamponu.  Pod brązowymi oczyma widniały jasno fioletowe wory. Przetarłam ze zmęczenia oczy i jeszcze bardziej zaczęłam się wpatrywać w swoje odbicie. Moje życie przewróciło się do góry nogami. W dodatku nie miałam informacji co z moimi rodzicami.
Wyczerpana zdjęłam moje stare,porwane ubrania u podeszłam do kabiny prysznica, którą otworzyłam i weszłam do środka.  Odkręciłam ciepłą wodę i czułam jak moje mięśnie się rozluźniają, myśli ulatują gdzieś w głąb mojego umysłu. Po tych dwóch dniach po raz pierwszy czułam się dobrze.
Właśnie wycierałam mokre włosy w ciemny ręcznik, gdy usłyszałam pukanie.
-Hope, potrzebujesz pomocy?
Ugh ! Jak ja nienawidziłam tego mężczyzny.
-Nie dzięki. Już kończę.
-A szkoda...-powiedział i usłyszałam przytłumiony śmiech.-Chcesz szczoteczkę do zębów? Jeśli tak, to są w w pierwszej szufladzie w szafce obok umywalki. Za pięć minut widzę cię w kuchni.
Czy ten facet nie potrafi poprosić? Zawsze musi wydawać rozkazy?
Zignorowałam wewnętrzne pytania i wysunęłam szufladę wcześniej wskazaną przez bruneta. Wyjęłam jedno z wielu plastikowych opakowań, w którym znajdowała się nowa szczoteczka do zębów. Pasta stała na umywalce, więc czym prędzej wyszczotkowałam zęby i odkluczając drzwi. Stare ubrania zabrałam ze sobą, aby je wyrzucić do kosza na śmieci, ponieważ nie zdawały się już do jakiegokolwiek użytku. Ruszyłam w kierunku schodów prowadzących na dół. Zeszłam i po zapachu odnalazłam pomieszczenie, w którym powinnam była się pojawić.Zapach przypominał spieczony chleb i coś jeszcze, coś co kojarzyłam, ale nie potrafiłam przypomnieć sobie woni. Weszłam do nowoczesnej kuchni i zamarłam w miejscu.
Pomieszczenie było wykonane w jednostajnej palecie kolorów, połączenie czerni,bieli i bordowego. Ceglane ściany zostały pomalowane na biało. Po lewej stał ośmioosobowy, czarny stół, obok niego dosunięte,ciemne krzesła. Naprzeciw legła ściana była wielkim wyjściem na taras i ogród. Teraz zasunięte drzwi balkonowe dawały idealny widok na zadbany ogród. Po prawej stronie znajdowały się meble kuchenne jak i odpowiednie sprzęty. Bordowe meble idealnie komponowały się z czarnymi urządzeniami AGD.
-Wyrobiłaś się w cztery minuty. Jeszcze lepiej.-zdążyłam zarejestrować ruch przy ekspresie, ale nie musiałam spoglądać na twarz osoby mówiącej do mnie. Daniel. - Na śniadanie przygotowałem tosty i jajecznicę. Wypijesz kawę?
-Nie pijam kawy.
-No tak. Czarna herbata. Z sokiem malinowym. I dwiema łyżeczkami cukry. Mam herbatę i cukier, sok malinowy niestety się skończył.-pomachał mi pustą, szklaną butelką.-Dlatego mogę za proponować herbatę z cukrem.
Informacje zaczęły docierać do mnie dopiero po minucie. I wtedy zrozumiałam, że on wie o mnie dosłownie wszystko.
-S-skąd to wiesz?-zająknęłam się. Byłam przerażona. Ja nie wiedziałam o mężczyźnie, który przygotowywał mi śniadanie zupełnie nic. Zaś on wiedział o mnie dużo. Zbyt dużo. I to było niepokojące.
-Wiele godzin starannych obserwacji.
-Podglądałeś mnie?!-zapytałam, a może już krzyczałam?
-Kochanie, nie podglądałem. Obserwowałem. To dwie zupełnie różniące się od siebie czynności.
-Mało mnie to obchodzi ! Pieprzone różnice zostaw dla siebie. I tak mnie podglądałeś!
-Zamknij się ! Nie podnoś na mnie głosu. N I G D Y.- nawet nie zarejestrowałam kiedy pojawił się obok mnie i złapał moje nadgarstki w szczelnym uścisku, przypierając mnie do ściany nieopodal wejścia do kuchni.- Nauczę cię jeszcze zasad panujących w moim domu. Ale na to jeszcze mamy czas, skarbie...-nosem przejechał po mojej szyi, przyciskając mokre jeszcze kosmyki włosów do mojej skóry.-Wiele czasu.-powiedział i liznął odkryty skrawek mojej skóry. Po chwili mocno zassał ją, a ja czułam już jak gorąco obejmuje ten teren mojej szyi. Wiedziałam, że to co teraz robił miało tylko jeden cel. Pozostawienie po sobie malinki.  Puścił fragment skóry ze swoich ust i delikatnie ucałował to miejsce, po czym sunął dalej swoim nosem. Aż do linii szczęki, gdzie się na chwilę zatrzymał i zbliżył się do ucha.-Teraz jesteś moja.-odsunął się w tym samym tępie, w którym się pojawił. Mój mózg zaczynał rejestrować to co się stało, a ciało stało nadal nieruchomo przy ścianie. Wzrok miałam wbity w plecy Daniela.
Cholerny idiota ! Jak on mógł?! Teraz mam malinkę na szyi. Pieprzona malinkę.
Podniosłam rękę do skóry i potarłam pieczącę miejsce. Chwyciłam włosy i przerzuciłam je na ramię tak aby "znak" nie był widoczny. Ruszyłam do stolika, odsunęłam krzesło i usiadłam na nie, niespecjalnie przejmując się brunetem. Przeniosłam swoje tęczówki na blat ciemnego stolika. Po chwili moim oczom ukazał się talerz z jajecznicą, dwoma tostami posmarowanymi masłem i biały kubek z herbatą. Czarną. Z dwiema łyżeczkami cukru.
-Smacznego.

iGkBEoxwd3o.jpg
  • awatar książkoholiczka123: Aaaa chce już kolejny rozdział :* Jesteś świetna :)
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Tym razem było więcej błedów języowych, powtarzały się słowa.Jednak mówi się trudno.Akcja jak zwykle wciąga. Zrobił jej malinkę. PHI!
  • awatar Zakira Luna: Daniel jest taki...męski xd Ale jest też dupkiem ;) Wie o niej wszysto?- A to podglądacz jeden :P Trochę błędów językowych i interpunkcyjnych, zwłaszcza na początku- ale za to fajne opisy i historia, muszę przyznać że jestem pod wrażeniem :) Oby tak dalej!:)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

charlottestories
 
  -Obudź się !- ktoś potrząsnął moim ramieniem. Chciałam odepchnąć jego rękę,lecz moje nadgarstki zostały uwięzione. Związane grubym sznurem. Szarpałam dłońmi lecz czynność ta nie przyniosła większych efektów.-Nie szarp się! To nic nie da.
W końcu zmusiłam się do uniesienia ciążącej mi głowy. Przede mną stał obcy mi mężczyzna. Na głowie miał czarną kominiarkę z dwoma otworami na oczy. Podsunął mi do ust małą butelkę z wodą mineralną, wypiłam łapczywie kilka większych łyków i w końcu poczułam,że moje gardło jak, i usta nie są suche,co umożliwiało swobodną wymianę zdań.
-Co chcecie ze mną zrobić?-spojrzałam wyzywająco na mężczyznę stojącego obok mnie. Rozglądałam się po pomieszczeniu. Mały,biały pokój bez okien. Jedynym źródłem światła była wysoko zawieszona jarzeniówka. Po mojej prawej znajdywały się masywne drzwi. Powróciłam wzrokiem do mojego prześladowcy.
-Dowiesz się w swoim czasie. Niech ta twoja główka cię o to nie boli.-miał zaskakująco przyjemny głos jak na porywacza. Niski z nutą ciepła i seksu.
-A może chcę,żeby mnie o to bolała?
-Nie. Nie chcesz.-rzucił w moją stronę niecierpliwe spojrzenie.-Zadajesz za dużo pytań,Hope. A ja nie mogę pozwolić sobie na zdemaskowanie, dlatego życzę ci kolorowych snów.-zaszedł krzesło do którego byłam przywiązana od tyłu i przyłożył do mojej twarzy, biały materiał. Wiedziałam już o co chodzi. Zaczęłam się szamotać na krześle,kręcić głową. Jednak nawet te czynności nic mi nie dały, bo po chwili udałam się do krainy Morfeusza.

***
Po kilka godzinach obudziłam się. Tym razem nie siedziałam przywiązana do drewnianego mebla. Miękki,wygodny materac i ciepła,puchata kołdra. Uśmiechnęłam się pod nosem. "Hope, jesteś kompletną idiotką! Zbieraj manatki i szukaj drogi ucieczki!"-cichy głos w mojej głowie,.pchnął mnie ku spełnieniu tego polecenia. Zerwałam się z wysokiego łóżka i dopiero wtedy odkryłam,że byłam w samej bieliźnie. W tamtej chwili, miałam wielką ochotę kogoś uderzyć. Wyrządzić krzywdę za to, że ośmielił się mnie rozebrać i dotykać. W pośpiechu zebrałam moje ubrania leżące na fotelu. Czym prędzej naciągałam na siebie odpowiednie warstwy wierzchnie.
-Cholera. Gdzie jest mój telefon? - zapytałam na głos sprawdzając kieszenie, które okazały się być pustymi."Nawet portfel ukradli"-przeklnęłam kilka razy w duchu i odwróciłam się na pięcie,aby odszukać parę moich zniszczonych trampek. Wpadłam na kogoś, uderzając twarzą o napiętą klatkę piersiową. Podniosłam wzrok i ujrzałam te same obłędne,brązowe oczy.
-Szukasz tego ?-zapytał i wyjawił zza swoich pleców rękę na, której znajdował się czarny,skrzórzany portfel i srebrny smartphone. Wyciągnęłam dłoń, aby zabrać moje rzeczy, gdy on popchnął mnie na fotel i rzucił przedmioty na łóżko. -Dlaczego się ubrałaś?
To pytanie podniosło poziom mojej złości do poziomu czystej furii.To ON mnie rozebrał, to on miał czelność mnie dotknąć.
-Od tego są ubrania? A tak w ogóle, mógłbyś mnie nie rozbierać? Najlepiej jakbyś mnie nie dotykał,nie zbliżał się, no chyba, że chcesz żebym ci porządnie przywaliła !-jego reakcja, jeszcze bardziej mnie wkurzyła. Śmiał się z tego co przed chwilą powiedziałam. Jego śmiech rozniósł się po pomieszczeniu, a ja przykurczyłam palce u stóp. Miał tak idealny śmiech. Głęboki,donośny a zarazem miękki.
-Gołąbeczku, jeszcze będziesz błagała o to żebym cię dotykał. Nie raz.-zaśmiałam się gorzko i uznałam,że nie warto odpowiadać na jego zaczepkę. Stał przede mną i przyglądał mi się jak osobnikowi z innej planety. Jego brązowo-karmelowe tęczówki przypatrywały mi się z intensywnością,dlatego spuściłam głowę w geście żałosnej uległości. -Skarbie zarumieniłaś się?-zapytał podsuwając polec pod moją brodę. Uniósł moją twarz tak aby mógł przyjżeć się mojej twarzy.
-Nie!-poruszyłam głową pozbywając się jego ciepłych,szortkich palców z mojego podbródka.-Wypuść mnie! Nie rozumiem, dlaczego przetrzymujecie mnie tutaj. Nic nie rozumiem. Wytłumaczysz mi cokolwiek?-utkwiłam w nim wzrok i wiedziałam,że nie odpuszczę. Musiałam wiedzieć z czym się wiąże cała ta sytuacja, kim jest on i jego kolega lub po prostu czego chcą za cenę mojej wolności.
-Nie! -wykrzyknął, a wewnętrzna ja skuliłam się w środku. Był przerażający. W oczach malowała się furia a twarz pokrył dziwny grymas. Coś na podobieństwo niezrozumienia lub żalu. Również się zdenerwowałam, facet doprowadzał mnie do takiego stanu, którym przestawałam panować nad swoimi emocjami.-Dowiesz się w swoim czasie.
-Chcę teraz!-wykrzyknęłam, nie przewidując konsekwencjii takiego zachowania.
Policzek zapiekł mnie od uderzenia z otwartej dłoni. Czułam pulsujący ból w miejscu gdzie niedawno znajdowała się jego dłoń. Łzy wezbrały w moich oczach, ale starałam się nie okazać słabości. Przełknęłam gulę w gardle i spojrzałam na faceta stojącego przede mną.
-Nigdy. Nie. Krzycz. Na. Mnie. Nawet nie próbuj podnosić na mnie głosu! Jesteś nic nie warta! -krzyknął i odwrócił się. Z łóżka zgarnął przedmioty, które wcześniej rzucił w tamto miejsce. I wyszedł. A ja nie wytrzymałam. Łzy pociekły po moich policzkach. Pragnęłam stopić się w jedność z fotelem na,którym właśnie siedziałam.
Czułam ból,złość,przygnębienie i chciałam jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Otarłam wierzchem dłoni policzki i podniosłam się.
Rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu w którym przebywałam. Okna. Drzwi. I nic więcej. Żadnego ostrego przedmiotu. Podeszłam do okien i rozejrzałam się. Ramy okien miały odinstalowane rączki do otwierania. Moi porywacze solidnie wszystko obmyśleli.Pokój znajdował się na piętrze, a skok z wysokości dziesięciu metrów na pewno nie był szczytem moich marzeń. Przeszłam przez cały pokój,kierując się do drzwi. Solidne, drewniane, brązowe drzwi. Szarpnęłam kilka razy za miedzianą gałke, ale ani drgnęła. Przeklnęłam pod nosem.
Odwróciłam się.
Oparta plecami o drzwi zsunęłam się po ich długości.
Poczekam-pomyślałam i przysunęłam kolana pod brodę.



To już drugi rozdział, a ja nawet nie miałam szansy się przywitać, od razu wleciałam z prologiem i rozdziałem !
Tak więc jestem "Charlotte", mam prawie 17 lat. Nastolatka kochająca książki, a także sama próbująca stworzyć "coś" z niczego. Ta historia jest publikowana równiez na BLOGERZE, ale tam jestem już przy 20 rozdziale, a nie chcę zdradzić fabuły już teraz.
Witam serdecznie, mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na długo.
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Przeczytałam całe. Bardzo mi się podoba. Masz 17 lat. Widać po pisaniu :D Ja mam 13 i także piszę, ale są to małe opowiastki, które uczą mnie aby pisać jak ty ;) Pisz dalej. CZekam
  • awatar Abducted: @Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Zaglądąłam do Twojego bloga, ale niestety przez naukę i zajęcia poza szkolne, nie mam za dużo czasu w tygodniu, więc postaram się w weekend przyjrzeć się bliżej Twojemu blogowi! :)
  • awatar książkoholiczka123: Jeju świetnie piszesz chce więcej :)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

charlottestories
 
Ból głowy wcale mi nie przeszkadzał. Przyzwyczaiłam się do budzenia z ociężałą głową z suchością gardła. kwestia przyzwyczajenia do budzenia się z kacem, po całonocnej zabawie. Rozciągnęłam się, a chłodna satynowa pościel sprawiła, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Usiadłam na łóżku.
Starałam przypomnieć sobie co wydarzyło się wczorajszej nocy. Pamiętam ten moment gdy zamówiłam któryś z kieliszków. Ktoś się do mnie dosiadł. Piliśmy,dużo. W tym momencie mój film się urwał. Zdziwiłam się, bo obudziłam się w mieszkaniu,które dostałam od rodziców. Rodzice...dziś mama ma zadzwonić, niedługo chcą do mnie przyjechać. Sprawdzają mnie nadal. Nie ufają mi po tym jak próbowałam popełnić samobójstwo, a od tego wydarzenia minęło już kilka dobrych lat. Nie mam im tego za złe, bo kocham ich i wiem,że zawsze służą mi pomocną ręką.
Rozejrzałam się po sypialni. Była duża z beżowymi ścianami i idealanie dobranymi,brązowymi meblami tworzyła spójną całość, którą tak bardzo lubiłam. Wstałam z łóżka, a moje stopy odnalazły ciepły dywan. Przeszłam do łazienki,aby doprowadzić się do stanu 'użytku codziennego'. Łazienka była mała i zielona, ale nad umywalką wisiało spore lustro umożliwiające idealne przygotowanie się.
Spojrzałam w lustro. Moje ciemne włosy upięte w koński ogon(bynajmniej tak to prezentowało się wczoraj),teraz nie przypominały w żadnym punkcie wczorajszej fryzury. Ściągnęłam gumkę i rozczesałam włosy szczotką,aby za chwile związać je w luźny warkocz. Przemyłam twarz zimną wodą. Umyłam zęby i zmyłam resztki makijażu,który pozostał na mojej twarzy po śnie i całonocnym imprezowaniu.
Kuchnia była centrum mieszkania. Stanowiła główny punkt w projekcie. Duża,przestronna, z wieloma półkami i szafeczkami. Z widokiem z okna na zatłoczoną londyńską ulicę i budowanym naprzeciw wielkim,nowoczesnym budynkiem mieszkalnym. Wstawiłam trochę wody na poranną kawę. Przez ten rok wypijałam po kilka czarnych kaw dziennie, popadłam w kofeinowy nałóg, ale nie tylko ten. Pozostał jeszcze tytoń. Dziennie wypalam paczkę papierosów. Dlaczego? Staram się ukoić zszargane nerwy. Mam wiele problemów dnia codziennego i każda możliwa okazja ucieczki od szarego zgiełku jest moim powodem do uśmiechu.
Wsypałam dwie łyżeczki mojej ulubionej kawy do szarego kubka, który chwilę później zapełniłam w całości wodą. Upijając łyk gorącego napoju skierowałam się w stronę sporej lodówki.
"Spora z zewnątrz,pusta w środku"- pomyślałam i skarciłam się za to, że wczoraj nie zrobiłam jakichkolwiek zakupów. Nie byłam osobą, która troszczyła się o dzień jutrzejszy. Dlatego zazwyczaj moja lodówka była pusta, gdy potrzebowałam czegoś co złagodziłoby odgłosy wydobywające się z mojego brzucha. Znalazłam w lodówce mały jogurt naturalny zaś przeszukując szafki odnalazłam końcówkę zbożowych płatków. Pochłonęłam ten skromny posiłek popijając w miedzy czasie nadal ciepłą kawę. Tak, kawa to mój ratunek.
Wróciłam do sypialni. Wyjęłam z szafy ubrania i szybko odnalazłam mój portfel. Założyłam szarą bluzę z kapturem i czarne jeansy, pomiędzy zakładaniem spodni a bluzy, na nogi wciągnęłam moje ulubione trampki. Zakluczyłam drzwi i ruszyłam na zakupy.
Najbliższy sklep mieścił się kilka.ulic dalej. Jako, że pogoda była wręcz idealna na spacer zdecydowałam się przejść ten krótki dystans. Sklep był mały, ale gdy lodówka świeciła pustkami nie miałam czelności wybrzydzać. Przy wejściu chwyciłam plastikowy koszyk i skierowałam się na dział z nabiałem. Wrzuciłam do koszyka po kilka opakowań moich ulubionych jogurtów,wybrałam spory kawałek sera żółtego. W pobliżu odnalazłam półkę z pieczywem, zgarnęłam kilka świeżych bułek z przeróżnymi nasionami. Odwróciłam się gwałtownie przypominając sobie o kartonie mleka, którego nie zabrałam. Wpadłam na kogoś. Mężczyznę.
-Przepraszam-wybełkotałam i schyliłam się aby pozbierać produkty, które wypadły z mojego koszyka.
-Nie, to ja przepraszam. Nie zauważyłem pani...Nic się pan nie stało?-miał przyjemny głos. Melodyjny, niski a zarazem taki męski.
-Nie.Jestem cała i zdrowa.-uśmiechnęłam się pod nosem. Jego ręka wylądowała przed moją twarzą. Miał kilka tatuaży wystających spod rękawa jego czarnej bluzy.Oferował pomoc, dlaczego miałabym nie skorzystać? Chwyciłam moją drobną dłonią jego palce i podniosłam się trzymając w drugiej ręce mój koszyk.
-Dziękuję.-powiedziałam
-Nie ma pani za co, a teraz...muszę panią przeprosić, bo bardzo się spieszę.-spojrzałam w jego oczy. Były niebieskie, zaś źrenice otaczała srebrna obwódka. Kasztanowe włosy postawione na gumie. Morelowe usta. Zgrabny nos. Ostre rysy twarzy. Wyeksponowane kości policzkowe i kilkudniowy zarost. Facet ideał.
Dopiero po chwili zrozumiałam, że ten jakże przystojny i kulturalny mężczyzna oczekuje jakiejkolwiek odpowiedzi z mojej strony. Od kilku minut.
-Taaaak. Dziękuję, do widzenia.-ulotniłam się z miejsca zanim Mulat mógł zauważyć mój rumieniec, oblewający moje policzki. On nie wrócił z wakacji, on się taki urodził.
Reszta zakupów upłynęła bez jakichkolwiek wpadek czy wypadków. Jednak moje myśli nadal kręciły się wokół mężczyzny, na którego niedawno wpadłam. "Cudownie.Jeszcze tego dzisiaj brakowało"-pomyślałam wychodząc ze sklepu. Zaczął padać deszcz. Byłam naiwna wierząc w to, że pogoda się utrzyma. Zarzuciłam na głowę kaptur. Jednak,postanowiłam wybrać skróty, aby nie zmoknąć do suchej nitki. Rzadko korzystałam z tej trasy, bo kręcili się tu nieciekawi ludzie, ale miałam nadzieję, że nikogo takiego nie spotkam. Szłam,trzymając w obu rękach siatki z zakupionymi produktami. Obok przejechał czarny samochód.
"Hope, to tylko samochód daj spokój. Popadasz w histerię. Przecież sama chodzisz na imprezy..."- odetchnęłam z ulgą, ale nie zrezygnowałam z obserwacji czarnego samochodu. Zatrzymał się. Dwa,może trzy kroki przede mną. Ktoś wysiadł. Mężczyzna. Czarna bluza. Przechodziłam obok niego, gdy nie powstrzymując swojej ciekawości spojrzałam mu w oczy. Brązowe, z karmelowymi obwódkami przy źrenicach.
To ten facet.
-Witam,po raz drugi.
Czarny worek na mojej głowie.
Złapał moje ramiona.
Zaczęłam rzucać się w prawo i lewo.
Podszedł ktoś jeszcze.
Przytknął do czarnego materiału jakiś dziwnie pachnący materiał.
Cała siła, emocje...wszystko wypłynęło ze mnie...
Zasnęłam.
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: WOW. Czekam na ciąg dalszy
  • awatar Seiti: Fabuła - zaczyna się dość normalnie- biedna spętana życiem niewiasta, spotyka mężczyznę i wpada w kłopoty. Oczekuję teraz wiele. :D Styl - ciekawy, słowa przemyślane, czyta się lekko. Gratulacje.
  • awatar Zakira Luna: Całkiem nieźle się zaczyna...;)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

webspot
 
A 5-year-old girl abducted by a man as she played outside her Phoenix home Friday was rescued hours later after police chased down the suspect's pickup and found her

Link: news.yahoo.com/(…)us_arizona_girl_abducted…

#english
 

 

Kategorie blogów