Wpisy oznaczone tagiem "alternatywne rzeczywistości" (11)  

eleuteria
 
- Lubię takie słowa jak "losowo", "logika", "aczkolwiek", "wyimaginowany" i "fantasmagoria".
- Ja wolę "posprzątaj", "w", "swoim", "pokoju".
- Bardzo zabawne.
- Wiesz, co mi to przypomniało?
- Wiem. "Egzekucja", "autora", "została", "odwołana".
- Dokładnie.

------
Daniel Handler rządzi.
 

eleuteria
 
- ... No i muszę wykombinować, skąd ona się tam wzięła.
- Napisz, że przeniosła się z jednej rzeczywistości alternatywnej do drugiej. To się zdarza.

-----
Jasne. Jak za dużo czegoś weźmiesz.
 

eleuteria
 
- Oho, znów zmieniali coś w Matriksie.
- Po czym wnosisz?
- Nie mogę znaleźć dwóch jednakowych czystych skarpetek.

------
My z tych, co oglądali całość i nie zrozumieli.
 

eleuteria
 
- Mógłbyś mi wytłumaczyć to z angielskiego?
- Trzeba było uważać na lekcji.
- Nie było mnie na lekcji...
- To masz problem.

-------
Tak MOGŁOBY być. Ale nie było. Po prostu przyznał - sam tego nie umie.
 

eleuteria
 
(Doraźna pomoc przy pisaniu opowiadania.)
- Trzeba jej wymyślić imię.
- Emily.
- Emily? Hm, pasuje.
- No widzisz.
- Emily... Emily... Emily jak?
- Emily How?
- Bardzo śmiesznie.

------
Fakt faktem, panna została Emily Howthes. Całkiem całkiem.
  • awatar xxx4: Nie mam pojecia co piszesz, ale blagam!! Nie Emily. Emily to zlo zlo zlo i jeszcze raz zlo.
  • awatar Eleuteria: @xxx4: Emily jako jedno z niewielu imion pasuje. I może być zło, bo to nie jest zbyt normalna postać ;)
  • awatar xxx4: @Eleuteria: Ja po prostu nie lubie tego imienia xD Nie wiem czemu xD P.S. POWODZENIA!!
Pokaż wszystkie (3) ›
 

eleuteria
 
(Właściwie to się nie nadaje na tego bloga. Ale... to rozmowa i to znów tych samych osób, co zawsze, więc jednak to tu napiszę. A, i ostrzegam: może być długie i/lub nieciekawe i/lub wcale nie śmieszne.)

- Co ci się śniło?
- Nic.
- Jak to: nic?
- No zwyczajnie. A Tobie?
- Całe mnóstwo rzeczy. Cztery porządne sny.
- Wzięłaś mój przydział! Ale nieważne. Opowiadaj.
- Oj, to trochę potrwa.
- Spokojnie, mamy przecież czas. Nawet nie ma pierwszej.
- No dobra. Więc tak: pierwszy sen był w formie listu, wysłanego do przyjaciela.
- Którego?
- Tego, który nie mieszka w pobliżu, ale mam jego adres. Wiesz, o kogo mi chodzi.
- No wiem. I co?
- No i napisałam tam, swoim ślicznym odręcznym pismem, czytelnie (sic!), że oto przesyłam mu swoje opowiadanie. Fantastyczne, ale chodziło mi o gatunek, bo w mojej opinii było dość denne.
- O czym?
- O narkomanie.
- Ło.
- O narkomanie, który w fazie swojego "lotu" podróżował między rzeczywistościami równoległymi.
- Niczym młody Christopher w czasie snu?
- Dokładnie.
- I co?
- I tam oczywiście, standardowo, przeżywał nie-sa-mo-wi-te przygody, ratował kobiety i dzieci, przeżył kilka romansów, takie tam.
- Hm, "takie tam", hm.
- Nie czepiaj się! I to wszystko było ładnie wydrukowane, na oko z Writera, i tego było dobre dziesięć stron.
- Napiszesz to?
- Wątpię.
- A następny sen?
- Oj, to było o wiele mniej skomplikowane.
- Czyli?
- Taka szkoła. Budynek jak stara część mojego gimnazjum, ta z rokiem 1912 nad wejściem. I tam było tylko kilka klas i to tak bardziej z podstawówki. Do tego garstka nauczycieli, którzy byli strasznie wredni.
- Normalka.
- Ci byli gorsi. Wiesz, przemoc fizyczna, wyjątkowa złośliwość i w ogóle...
- Ojej.
- Ale dzieciaki były sprytne. Zawiązały sobie szajkę. Coś jak któraś-R w pewnej książce. Było tam chyba z dziesięcioro dzieci, każde umiało coś innego, a razem to potęga.
- I?
- A ja chciałam się tam dostać. I gdy przyszłam na spotkanie inicjacyjne, ktoś spoza grupy, kto się nie dostał, mnie śledził. I stał się jakiś wypadek, coś spadło i zwróciło na siebie uwagę dorosłych. Wszystko zniszczyli, a tamtą dziesiątkę wywalili.
- A ty?
- A mnie przenieśli do jednej szkoły. Budynek kropka w kropkę jak moja podstawówka, ale wcale nie cofnęłam się w rozwoju...
- Heh.
- I to było raczej krótkie. Lekcja WFu. Skok w dal. Och, zgadnij kto był nauczycielem?
- Nie zgaduję, bo wiem. To dobrze czy źle tak w ogóle?
- Cóż, nie raz chciałam znaleźć się w tej sytuacji raz jeszcze, ale ze swoim obecnym umysłem. Wtedy musiałam być walnięta albo nie wiem, że się tak zachowywałam. Ale nieważne.
- Co było dalej?
- No jak zwykle, wszystkie dziewczyny puściłam przed sobą, żeby zaliczały ten głupi skok w dal. I zbliżał się dzwonek, one miały wystawione oceny, ja podbiegam do tej piaskownicy, a tam tak mało miejsca, że o mało nie rozbiłam sobie głowy.
- Oj, ty?
- No. I stwierdziłam, że nie będę tego zaliczać i właściwie nie podchodzę do sprawdzianu i idę sobie do domu.
- Do domu?
- To była moja ostatnia lekcja, więc wiesz...
- I co?
- No a on, znaczy, nauczyciel, się zdenerwował. I nie wiem jak - tu mam dziurę w pamięci, ale w sumie to typowe dla snów - ale poczułam się strasznie źle. I zwymiotowałam na jakieś krzaki.
- Ugh.
- Nieważne. Wiem, że potem uciekłam... i zaczął się następny sen. Uciekałam przez jakieś miasto z dwójką przyjaciół. Raz jako człowiek, a raz jako... wąż. I to właśnie było istotne: potrafiłam, jako ta postać w śnie, zmieniać się w węża. Potężnego zielonego boa dusiciela.
- A kto was gonił?
- Trzech gości, wyglądający jak amatorzy garniturów z trzema paskami, ale byli nadzwyczaj inteligentni. Chyba mieli złapać nas żywcem, choć na pewno trzymali jakąś ostrą broń...
- I?
- Uciekliśmy do kanałów. One w pewnym momencie zaczęły piąć się w górę, w górę, aż w końcu wyszliśmy na powietrze i tam, wśród otwartych studzienek kanalizacyjnych była straszna gonitwa.
- I jak się skończyło?
- Wiem, że gdzieś wpadłam i widziałam jakąś dużą szybę, a za nią terrarium. I chyba dostałam w głowę, bo zemdlałam, jako człowiek. Obudziłam się w gabinecie lekarskim, gdzieś w podziemiach. Miałam watę w ustach i całe zdrętwiałe ciało, praktycznie nie mogłam mówić. Lekarz, który wydawał mi się dziwnie znajomy, uspokajał, że to po lekach przeciwbólowych. Nie dowiedziałam się, ile spałam. Zadawałam całe mnóstwo pytań w miarę jak język wracał do normalnego stanu. "Co się działo?", "Gdzie moi przyjaciele?", "Co się teraz ze mną stanie?" i inne. Doktor bez słowa wskazał mi dwa duże czarne worki stojące pod drzwiami. Serce zabiło mi mocniej i coś mnie w środku zabolało... Potem zobaczyłam jak lekarz szykował zastrzyk. Mówił, że poda mi to jak całkiem "wytrzeźwieję", bo w obecnym stanie mogłoby mi tylko zaszkodzić. Zauważyłam, że z nim dzieje się coś niedobrego. Wyglądał, jakby nagle tracił całą energię. Z bladym uśmiechem i niewidzącym spojrzeniem odparł, że zjadł serek, a ten trochę dziwnie smakował... Już wiedziałam, że był zatruty. Spytałam, co się ze mną będzie działo, a on odparł, niby uspokajająco: "Nie martw się, zgłosiło się po ciebie dwóch panów, zaraz przyjdą". Krew dosłownie zgęstniała mi w żyłach. Nie mogłam do tego dopuścić!
- I co? I co?
- Nie przerywaj. W tej samej chwili zdałam sobie sprawę, że lekarz umiera. Przymknął oczy, a głowa opadła mu na stół. I nie reagował, choć zaczęłam go wołać. Do sali wbiegła za to pielęgniarka. Posadziła mnie z powrotem na kozetce, z której nawet nie wiem kiedy wstałam. Spojrzała na doktora i zalała się łzami. Nagle usłyszałam kroki na schodach. To byli oni. Bez wahania rzuciłam pielęgniarce: "Uciekaj!". I tylko widziałam, jak znika w tylnym wyjściu. W moim stanie nie było mowy o ruszeniu się, a co dopiero o bieganiu czy ucieczce. Nie potrafiłam też zmienić się w węża...
- Co robiłaś? Złapali cię?
- Nie. Za wszelką cenę nie chciałam trafić w ich ręce. Zrobiłam pierwszą rzecz, która przyszła mi do głowy - z martwych rąk doktora wyciągnęłam strzykawkę. "Załadowałam" ją lekiem do pełna i gdy tamci wbiegli do pomieszczenia, z niewyraźnym uśmiechem triumfu wbiłam ją sobie w prawą rękę. W pierwszej chwili - niesamowity ból. Ale potem już tylko ciemność i nawet przyjemne ciepło. Usłyszałam krzyk jednego, bardzo niecenzuralny, który sprowadzał się do: "zobacz, co ona zrobiła!". Mruknęłam coś pod nosem, rozkoszując się ostatnimi chwilami życia. Pamiętam ostatnią myśl przed śmiercią: "już nic mi nie zrobią. Nikt mnie nie skrzywdzi. Nareszcie spokój..."
- A potem?
- A potem się obudziłam i rozpłakałam. Nie wiem dlaczego właściwie...

------
Dziwne. Jak każde inne moje sny. To się leczy? Bo ja bym to zostawiła takie, jakie jest. Przyzwyczaiłam się.
  • awatar ksx4system: Twoje sny to pełny hardcore ;) serio. p.s. nawet gdyby się dało leczyć, to na Twoim miejscu bym zostawił tak jak jest :P
  • awatar Eleuteria: @ksx4system: Wiem. I dlatego rozważam spisywanie ich :D // no taak, ale ciekawe, co psychiatria na to :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

eleuteria
 
- Tak sobie myślałam...
- No?
- Może by tak napisać opowiadanie o nas?
- O, fantastyką się parasz?...

-----
To nawet nie jest śmieszne.
A takie jedno coś powstaje w pomarańczowym notatniku.
 

eleuteria
 
- To było... dziwne.
- Tak. Jak zawsze.
- I trochę przerażające.
- Taki uroczy dreszczyk emocji, zgadza się.
- I nie do końca wiadomo, co się stało.
- Tak. A ty uciekasz, bo oni z tych, co najpierw strzelają, a potem zadają pytania.
- Właśnie.
- A wiesz, co jest najgorsze?
- Nie.
- Ja tam jadę na biwak z klasą... Tam, gdzie to się zaczęło...

-----
Ponarzekałam, że ostatnie sny są "lekkie" i nie mogę ich zapamiętać. Nie lubię tego.
I co? I pojawiła się historia rodem z Serialu, kiedy to wszyscy są przeciwko nam, a my musimy wyłazić ze skóry, żeby uciec i nie dać się zabić.
A najlepsze, że w takich momentach śni nam się to samo.
 

eleuteria
 
- I to jest właśnie potęga umysłu nad... hej, słuchasz mnie w ogóle?
- Ja ci nie pomogę...
- Co proszę?
- Eee, wybacz, musiałem się wyłączyć. O co prosiłaś?
- Teraz to już nieważne.

-----
Ignorancja... boli.
 

eleuteria
 
- Ojej, ojej, ojej, kolejne Pratchetty dla mnie!
- Co masz? Podziel się!
- NIE.
- ...

-----
Świat dysku rządzi. I przegania złe poniedziałki.
 

eleuteria
 
- Wciąż przeżywasz jego wygraną?
- Mhm.
- To pomyśl sobie, że w jakiejś rzeczywistości on wcale nie wygrał. I że jest ich nieskończenie wiele.
- ...
- No co?
- Musiałeś?
- Co?
- Musiałeś to mówić?
- Tak.
- Ech.
- Jesteś zła?
- Nie. Wręcz przeciwnie. Cieszę się, że żyję w jednej z nieskończenie wielu rzeczywistości, w których on wygrał.

------
Logiki nie pokonasz. Triumf umysłu nad materią, hm.
 

 

Kategorie blogów