Wpisy oznaczone tagiem "angst" (4)  

harukoo
 
Ponownie przypominam się i zapraszam do czytania mojego opowiadania, które znajdziecie na wattpadzie:

www.wattpad.com/(…)89159926-don%27t-look-at-us-like…

Jest to <jak na razie> oneshot: "Co się stanie, kiedy w świecie gdzie na randkowanie idoli patrzy się nieprzychylnym wzrokiem, wyjdzie na jaw związek dwóch z nich? Na dodatek będzie to związek homoseksualny..."

Fanfic taki troszkę angst, a paring jaki tam występuje to YoonMin (Suga i Jimin z BTS). Jeszcze raz zapraszam do czytania i komentowania ;)
 

harukoo
 
Harukoo: Yoonmin - Suga i Jimin...
Czy oni nie są słodcy? =^.^=  
tumblr_nzvfj9ZUrH1u6p9ibo1_500.jpg

Jeśli ktoś shipuje ich tak mocno jak ja, to zapraszam na mojego wattpada, gdzie znajdzie krótkiego shota o nich :D
www.wattpad.com/(…)89159926-don%27t-look-at-us-like…

tumblr_inline_o0mf27BjCE1shntrm_540.jpg
 

btsismylife
 
Hejka :)
Dzisiaj dodaję mój ulubiony rozdziałowy scenariusz, który napisałam :)
Tytuł: "Taniec to nie hobby. To styl życia."
Scenariusz nr 3
Rodzaj: angst
Bohaterowie: Ty, Jung Hoseok, Park Jimin
Długość: rozdziałowiec, 2175 słów
Miłego czytania :)

To wręcz nieprawdopodobne jak jeden, krótki list może zmienić całe życie. Twój mały, uporządkowany świat tak po prostu legł w gruzach. Przez jedno, jedyne zdanie związane z pewnym chłopakiem. Okazało się, że wszystko w co dotychczas wierzyłaś jest nic nie warte. Twoje życie przypominało bajkę do czasu kiedy pojawiło się w nim to jedno zdanie. Słowa mają niesamowity dar. Mogą uratować życie albo je odebrać. Dlatego najważniejsze jest odpowiednio ich używać. Niestety, nie wszyscy posiadają tę umiejętność.

- Ekhem. ____? - zapytała osoba, po której nigdy byś się tego nie spodziewała. A mianowicie - Jimin Park. Nawet nie zauważyłaś kiedy sala treningowa opustoszała i zostaliście sam na sam, nie licząc nauczyciela, który od początku zajęć zachowywał się jakby go tu nie było i przysypiał na ławce zarezerwowanej dla zmęczonych uczniów.
- Tak? - odwróciłaś się powoli w stronę chłopaka, bojąc się, że nagle zaczniesz się jąkać jak to miałaś w zwyczaju rozmawiając z Jiminem na osobności. Od początku twojej nauki w szkole artystycznej było między wami niezręcznie.
- Mam go obudzić? - zapytał z miną, po której stwierdziłaś, że najwidoczniej uważał, że jak o to zapyta to ty to zrobisz.
- Rób co uważasz. - stwierdziłaś i wyszłaś z sali, zostawiając niezdecydowanego chłopaka na samym środku sali. Weszłaś do szatni, szybkim ruchem ściągając bluzę z wieszaka i schylając się w poszukiwaniu butów na zmianę, ale nigdzie nie mogłaś ich znaleźć.
- Tego szukasz? - usłyszałaś głos Jimina gdy usiadłaś na ławce zrezygnowana, że zgubiłaś najdroższe buty jakie kiedykolwiek w życiu miałaś, ukrywając twarz w dłoniach. Podniosłaś wzrok na chłopaka, który pokazywał ci palcem obuwie, które w najlepsze leżało sobie w szatni innej grupy. Odetchnęłaś z ulgą i uśmiechając się do Jimina zabrałaś stamtąd buty. W spokoju je zasznurowałaś i wychodząc z szatni rzuciłaś chłopakowi przez ramię "Pa." Nawet nie poczekałaś na odpowiedź i przekroczyłaś próg szkoły kierując się do domu.
- Cześć. - rzucił Jimin z uśmiechem, przerzucając ci rękę przez ramię, a tobie od razu zrobiło się gorąco i bałaś się, że zaraz będziesz cała czerwona.
- Co ty tu robisz? - zapytałaś ze zdumieniem, uwalniając się z uścisku chłopaka.
- Może cię odprowadzę, hmm? - zaproponował Jimin, posyłając ci tak rozbrajający uśmiech, że teraz już na prawdę zarumieniłaś się.
- N-nie. T-to znaczy... Eh. No - plątałaś się w odpowiedzi, ewidentnie się jąkając i spuściłaś wzrok na czerwono-czarne buty chłopaka, starając się myśleć o czymkolwiek innym tylko nie o tym do kogo one należą.
- Spokojnie. - zaśmiał się chłopak i delikatnie łapiąc cię za podbródek nakierował twój wzrok na swoją twarz. - Czemu się rumienisz? - zapytał a tobie zrobiło się tak głupio, a w dodatku dłoń Jimina na twoim podbródku sprawiała, że twoja twarz dosłownie płonęła i nic nie mogłaś na to poradzić.
- E-em, j-ja już p-pójdę. - szepnęłaś, oswobadzając się z uścisku chłopaka i zrobiłaś krok w stronę swojego domu.
- Poczekaj jeszcze chwilę. Mogę o coś zapytać?
- Hmm? - zapytałaś, nie odwracając się w stronę Jimina.
- Zostaniesz moją dziewczyną? - stałaś przez chwilę bez ruchu, zastanawiając się czy przypadkiem się nie przesłyszałaś, ale biorąc pod uwagę minę chłopaka ten nie żartował. Patrzył na ciebie z pytaniem w oczach, a ty nie mogłaś nic poradzić na to, że jedyne co dałaś radę wykonać w tej sytuacji to patrzenie na niego w osłupieniu. Nadzieja w oczach Jimina zaczęła gasnąć, a tobie zrobiło się naprawdę przykro, bo mimo, że bardzo chciałaś przyjąć "ofertę" nie mogłaś się zdobyć na wydobycie z siebie tego jednego słowa, którym było "Tak."  - Emm... To ja już pójdę. - Czy wybaczyłabyś sobie gdybyś straciła chłopaka swoich marzeń tylko i wyłącznie przez swoją nieśmiałość? Nigdy. Jednak za nic nie mogłaś przełamać swojej nieśmiałości. Jimin był już kilkanaście metrów od ciebie. Miałaś pozwolić, żeby dystans między wami stawał się coraz większy?
- Hwaiting! - szepnęłaś aby dodać sobie otuchy i pobiegłaś za chłopakiem. Chwyciłaś go za nadgarstek na co odwrócił się w twoją stronę. Jednak nadal nie byłaś w stanie mu odpowiedzieć zwłaszcza teraz kiedy patrzył na ciebie wzrokiem, do którego ponownie zawitała nadzieja, więc po prostu zrobiłaś to bez użycia słów - wspięłaś się na palce i przycisnęłaś wargi do jego ust na co odpowiedział trochę zbyt "zaawansowanie" jak na wasz pierwszy pocałunek.
- To miało znaczyć "tak"? - zapytał, uśmiechając się jakby nic lepszego niż ta chwila nie spotkało go nigdy w życiu.
- Tak. - skinęłaś głową, znowu czerwieniejąc na twarzy. Chłopak delikatnie dotknął twojej twarzy dłonią, na co zrobiło ci się jeszcze goręcej.
- Nie przejmuj się, oduczę cię tego. - obiecał, mając na myśli twoje rumienienie się w jego obecności.
- Jak? - zapytałaś, mierząc Jimina zaskoczonym spojrzeniem.
- Tak. - odpowiedział ci pocałunkiem i nagle wszystko dookoła przestało się liczyć. Był tylko Jimin i nikt poza nim nie mógł przerwać tej cudownej chwili.
Ale w końcu zawsze nadchodzi kres tego dobrego...

*kilka miesięcy później*

- Tato, mogę jutro po lekcjach wpaść do przyjaciela? - zapytałaś, kończąc jeść kolację.
- Masz na myśli tego chłopaka, z którym ciągle się włóczysz? Sądzisz, że nie wiem,  że jesteście parą? - odpowiedział twój tata pytaniem i zmierzył cię przenikliwym spojrzeniem.
- Dobrze wiem, że wiesz. - powiedziałaś i miałaś ochotę uderzyć samą siebie jak to głupio zabrzmiało.
- W takim razie może w końcu byś mi go przedstawiła? - zapytał twój ojciec, podnosząc wzrok znad prawie pustego już talerza i kierując go w twoją stronę.
- Tato, przecież go już znasz. - westchnęłaś przeciągle wiedząc, że gdy tylko zaprosisz Jimina na kolację od razu zacznie się wywiad. Jak to już kiedyś było z twoim byłym chłopakiem, który został "byłym" właśnie przez te pytania.
- Z widzenia. I wiem jedynie, że nazywa się Jimin. Tyle. Niczego więcej mi o nim nie powiedziałaś. - zaznaczył twój tata, zamaszyście gestykulując widelcem przez co zabrudził obrus sosem, który z niego skapywał. Wyglądało to tak komicznie, że roześmiałaś się, a twój ojciec spojrzał na ciebie wyraźnie oburzony tym, że się z niego naśmiewasz, a potem sam się zaśmiał, oceniając śmieszność sytuacji. - Dobra. Nie ważne. - powiedział z uśmiechem, a potem ponownie wrócił do swojego kazania. - Jutro na kolację masz przyprowadzić tego chłopaka. I bez dyskusji. - dodał widząc, że otwierasz usta w geście protestu.
- Ale tato... - jęknęłaś żałośnie.
- Powiedziałem bez dyskusji. - wzniosłaś dłonie ku sufitowi w bezradnym geście i wstałaś od stołu, aby zapytać Jimina czy ma jakieś plany na jutro.

- Dzień dobry. - przywitał się twój chłopak, podając dłoń ojcu i chyba pierwszy raz w ciągu waszego związku nie pocałował cię na powitanie.
- Dzień dobry... - powiedział twój tata, jakby oczekując, że powie coś więcej.
- Emmm? - rzucił Jimin w twoją stronę, najwidoczniej nie rozumiejąc o co chodzi twojemu ojcu.
- Przedstaw się. - powiedziałaś, jedynie poruszając ustami nad ramieniem swojego rodzica.
- Uh. Jasne. Nazywam się Park Jimin i... - zaczął chłopak, uśmiechając się do ciebie tym swoim zabójczym uśmiechem.
- Jak? - zapytał twój ojciec, wytrzeszczając oczy na chłopaka i już w tym momencie wiedziałaś, że coś jest nie w porządku.
- Park Jimin. - powtórzył uprzejmie młodzieniec i kolejny raz posłał ci uśmiech. Mina twojego taty wyrażała niepokój, ale przede wszystkim shock zaledwie przez chwilę, bo potem przywołał swoje ukochane i używane tak często od lat "poker face" po czym wszedł do kuchni, zostawiając ciebie z chłopakiem sam na sam. Jimin oczywiście chciał to wykorzystać aby cię pocałować, ale nie zgodziłaś się, a on zrozumiał, że coś jest nie w porządku. Przeszliście do kuchni gdzie stół już dawno był nakryty, a twój ojciec już siedział na swoim krześle, które zarezerwował sobie tuż po odejściu mamy.
Nikt nie wiedział co się z nią stało. Pewnego dnia gdy ojciec wrócił do domu jej już nie było. I nigdy nie wróciła. Ani choćby nie skontaktowała się z wami, więc teraz cała rodzina od strony ojca myślała, że mama nie żyje. Wy też, ale podejrzane było, że rodzina twojej matki nigdy nie wypowiedziała się na ten temat, a ojciec unikał go jak ognia. Bardzo podejrzane...
Usiadłaś tak jak zawsze naprzeciwko taty, a Jimin przysiadł obok ciebie. Trzy, dwa, jeden...
- ___, podasz nam kolację? - zapytał ojciec, a ty spojrzałaś na niego w największym zdumieniu. Teraz powinien zacząć się wywiad składający się zapewne z ponad pięćdziesięciu pytań. I nie to, że chciałabyś, żeby twój ojciec go przeprowadził, ale to było na porządku dziennym. Coś było nie tak. Tylko co? Pokiwałaś leciutko głową i podałaś na talerze "specjalność taty", czyli zamawiane z restauracji jedzenie, choć on zawsze uparcie twierdził, że sam gotuje posiłki. Trzy, dwa, jeden...
- Skarbie, podasz mi sól? - Coś było w bardzo wielkim nie porządku. Spojrzałaś na Jimina wyraźnie zaniepokojona, a on mimo, że nie wiedział o co chodzi zaraził się twoim niepokojem i zaczął się zastanawiać jak rozładować sytuację (co poznałaś po jego zamyślonej minie.) Jimin. I zamyślona mina nie były na porządku dziennym. Chłopak zawsze działał na spontanie. Twój ojciec odchrząknął dając ci do zrozumienia, że nadal czeka na sól, więc mu ją podałaś. Spojrzałaś na Jimina, lecz ten tylko lekko wzruszył ramionami i bezgłośnie powiedział "Nie mam pojęcia o co chodzi." A ty również poruszyłaś ustami w takt słów "Ja też." Coś było nie tak, a twoje obawy potwierdziło to, że nawet wygadany zawsze Jimin nie wiedział co miałby powiedzieć. Kolacja minęła w całkowitej ciszy, nie licząc szczękania widelców i odgłosów przeżuwania. Twój ojciec skończył jako pierwszy i kulturalnie poczekał aż wy skończycie po czym wstał i zabrał ze stołu talerze.
- Miło było cię poznać, chłopcze. - rzucił w stronę Jimina, podając mu dłoń gdy już wrócił z kuchni.
- Mnie też. - sztucznie uśmiechnął się twój zaniepokojony chłopak i uścisnął dłoń ojca po czym skierował się do wyjścia. Chciałaś się z nim pożegnać, ale tata zagarnął cię ręką do kuchni mówiąc "Że musisz mu pomóc wysprzątać, bo dzieci powinny słuchać rodziców". O tym, że za miesiąc kończyłaś już osiemnaście lat, a za dwa lata miałaś być już pełnoletnia nic. Rzuciłaś Jiminowi "Pa." przez ramię, a ten pokazał ci, że potem zadzwoni i opuścił twój dom.

- ____? - zawołał cię ojciec kiedy kończyłaś wkładać talerze do szafki na co weszłaś do salonu i usiadłaś obok niego na kanapie.
- Tak? - zapytałaś gdy długą chwilę nie powiedział ani słowa i w zamyśleniu spoglądał na telewizor, który jedyne co mógł mu zaoferować to czarny ekran, bo był wyłączony.
- Nie miej mi tego za złe. Proszę. - powiedział, nie odrywając wzroku od urządzenia, a tobie wyobraźnia podsunęła najgorsze domysły co mogło się wydarzyć. - Ale... - zaczął i urwał, a ty przestraszyłaś się już nie na żarty.
- Ale co, tato? - zapytałaś, kładąc mu dłoń na ramieniu w próbując dodać mu otuchy.
- Musisz zerwać z Jiminem.
- Że co!? - wybuchnęłaś, odsuwając się od ojca gdy ten w końcu na ciebie spojrzał. Czy ty się właśnie przesłyszałaś czy on naprawdę to powiedział.
- Wiem, że teraz myślisz sobie, że jestem okropny, wredny i w ogóle, że jestem najgorszym ojcem na świecie, ale musicie się rozstać. - powiedział, chowając twarz w dłoniach jakby to co właśnie ujął w słowa sprawiało jemu ból, a nie tobie.
- Dlaczego? - zapytałaś, a łzy wezbrały ci w oczach, dając ujście smutkowi, a nie złości.
- Obiecuję, że wkrótce ci to wytłumaczę. Teraz nie mogę. Ale wiedz, że gdybyś wiedziała to co wiem ja zerwałabyś z nim z własnej woli.
- Wytłumacz mi teraz. Skoro wydajesz rozkaz masz też za zadanie go uzasadnić. - rzuciłaś, ocierając łzy, które moczyły skórzaną narzutę kanapy.
- Nie mogę. Mam do ciebie tylko jedno pytanie. Ufasz mi? - zapytał z wyraźnym bólem, patrząc w twoje oczy pełne łez.
- Tak. - odpowiedziałaś pewna tego, że jakoś trzeba rozegrać tę grę.
- W takim razie zerwiesz z nim teraz. - powiedział po czym podał ci twoją komórkę, która nie wiedzieć czemu znalazła się na oparciu kanapy.
- Mhm. - mruknęłaś, podnosząc się z siedzenia. Kierując się do swojego pokoju na pietrze, aby mieć pewność, że ojciec nie będzie cię podsłuchiwał. I zadzwoniłaś do Jimina, oczywiście z nim nie zrywając.

*miesiąc później*

- ____, bardzo się cieszę, że przynajmniej ten raz mi zaufałaś i zerwałaś z Jiminem. - powiedział twój ojciec, który chyba nie ogarniał rzeczywistości zaraz po tym jak skończyła się twoja impreza urodzinowa, na której nie było twojego chłopaka, bo umówiliście się, że urodziny będziecie świętować następnego dnia.
- A ja nie. - stwierdziłaś, jak zwykle udając złą na niego i smutną gdy ojciec podejmował temat twojego "zerwania z Jiminem".
- Na swoim łóżku znajdziesz prezent od mamy. - powiedział twój ojciec z zamyśleniem, a jednocześnie wahaniem w głosie.
- Tato nie musiałeś... Chwila! Od mamy!? - krzyknęłaś, rozumiejąc po czasie o co chodzi. Tata lekko skinął głową na co pobiegłaś do swojego pokoju. Na łóżku była jedynie śnieżnobiała koperta. Bez znaczka. Właśnie. Dla niektórych było to "jedynie". Dla ciebie - "aż". Przyskoczyłaś do łóżka i chwyciłaś kopertę. Przez chwilę z wahaniem obracałaś ją w dłoniach po czym w końcu zdecydowałaś się ją otworzyć i pobiegłaś po nożyk.
Wtedy jeszcze nie wiedziałaś, że to czego się dowiesz złamie ci serce.
avatar.jpg

____________
Mam nadzieję, że się Wam spodobało.
Czekam na opinie i komentarze.
Taeyeon <3
  • awatar gość: tyyyy aleś ty tu karyniła, jak jaki obszczymur, wstyd!!! pewnie nawet z tego żeś jeszcze nie wyrosła :( kolejny wstyd!!! Tragedia :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

btsismylife
 
Hejka :)
Dzisiaj dodaję mój drugi ulubiony scenariusz z tych, które napisałam :)
Tytuł: "Przyjaciele się przytulają"
Scenariusz nr 2
Rodzaj: pół angst, pół fluff :)
Bohaterowie: Ty, Huang Zitao, Wu Yi Fan
Długość: one shot, 3405 słów
Miłego czytania :)

- T-Tao? - powiedziałaś ze łzami wzbierającymi w twoich oczach. Przed chwilą weszłaś do sali treningowej akademii sztuk walki cała zamoczona z powodu deszczu, mając zamiar poczekać aż twój utalentowany chłopak skończy trening, a... On całował się z jakąś dziewczyną...
- Mhym... - Chyba nie poznał twojego głosu, bo pokazał ci otwartą dłoń dając do zrozumienia, żebyś poczekała i nie oderwał się od tej dziewczyny nawet na sekundę.
- Tao... - szepnęłaś, a gdy twoja łza upadła na posadzkę wybiegłaś z sali treningowej, mając przed oczami swojego ukochanego obściskującego się z jakąś niewydarzoną panienką.
- ____! - krzyknął chłopak i zerwał się do biegu zostawiając zszokowaną dziewczynę za sobą. Wybiegłaś na zewnątrz w deszczu bez parasolki, która została w korytarzu i co tchu pobiegłaś w stronę swojego domu. Ale to oczywiste, że Tao cię dogonił. Był wyższy o prawie dwadzieścia centymetrów i wysportowany jak mało kto. Nie każdy od najmłodszych lat ćwiczył sztuki walki, a w dodatku nie był do tego zmuszany przez rodziców.
- Zaczekaj! - krzyknął, łapiąc cię za nadgarstek i odwracając cię twarzą do siebie.
- Skarbie, ja... - zaczął, a ty popełniłaś najgorszy błąd - spojrzałaś mu w twarz. Krople deszczu doszczętnie zmoczyły mu włosy, a po policzkach spływały krople deszczu dając złudzenie tego, że płakał... Być może naprawdę tak było. Wpatrywał się w ciebie błagalnym wzrokiem tymi swoimi wielkimi oczami tak pięknie podkrążonymi, że wyglądały jakby należały do pandy. Wtedy twój wzrok padł na jego usta. Usta, którymi przed chwilą całował inną... Wyrwałaś nadgarstek z jego uścisku i rzuciłaś się do ucieczki, która z góry była skazana na porażkę. Tao był zbyt silny i zbyt szybki. Zamknął od tyłu twoje drobne ciało w swoich silnych ramionach i zaczął uspokajać oddech. Szarpałaś się z nim ile miałaś sił. Chciałaś być w tym momencie jak najdalej od niego. Kilometry od tej jego przystojnej twarzy, która przewijała się w każdym twoim śnie. Tymczasem on przyciskał cię do siebie tak aby być jak najbliżej. Przemoczona do ostatniej suchej nitki stałaś, drżąc nie tylko z zimna w jego silnych ramionach, które nie miały najmniejszego zamiaru cię puścić.
- Kochanie, ja... - ponownie zaczął tłumaczyć się z incydentu, o którym nawet nie chciałaś myśleć a co dopiero rozmawiać. W dodatku z nim. Wtedy miarka się przebrała. Zawsze spokojna, cicha, a jakże wrażliwa ty zrobiłaś coś czego nigdy w życiu nie zrobiłaś - uderzyłaś go łokciem w brzuch. Jęknął z bólu, ale niczego nie powiedział. Rozluźnił odrobinę uścisk, ale gdy poczuł, że spinasz mięśnie brzucha, żeby się uwolnić ponownie zamknął cię w silnym uścisku. - Proszę, pozwól mi wytłumaczyć... - powiedział tonem jakby zaraz miał się rozpłakać na co kolejne łzy pociekły po twoich policzkach, skapując na jego ramiona. Powoli odwrócił cię w swoim kierunku i zmusił, żebyś spojrzała mu w oczy. Pochylił się i nie zważając na to jak usilnie próbowałaś mu się wyrwać pocałował cię, ale nie tak jak zawsze tylko dość brutalnie. Po chwili przestałaś się szarpać z silniejszym od siebie chłopakiem i po prostu stałaś w bezruchu, czekając aż skończy. Tao rozluźnił uścisk i delikatnie cię objął, nadal całując. Wtedy korzystając z okazji odepchnęłaś go przez co upadł na chodnik i pobiegłaś do swojego domu, który na szczęście był blisko. Zdążyłaś zamknąć bramę i wbiec do domu nim chłopak cię dogonił. Pobiegłaś do swojego pokoju i nie zważając na to, że byłaś cała przemoczona rzuciłaś się na łóżko z płaczem. Po kilku minutach uspokoiłaś się, przypominając sobie co powiedziała twoja mama gdy podobna sytuacja przydarzyła się twojej siostrze.

“Nie jest wart twoich łez.”


Otwierając szafę w celu wyjęcia jakichś suchych ubrań wyjrzałaś przez okno. Tao stał przed bramą. Tao! Chłopak, który zwykle przeskakiwał furtkę i wbiegał do twojego pokoju, żeby jak najszybciej cię przytulić. Pierwszy raz w życiu uszanował twoją prywatność i ten drobny szczegół sprawił, że łzy ponownie zaczęły skapywać na posadzkę w twoim pokoju. Zabrałaś ze sobą ręcznik i poszłaś do łazienki aby wziąć prysznic. Błagałaś, żeby zmył z ciebie całe nieszczęście co oczywiście się nie udało.
Wróciłaś do pokoju jakieś pół godziny potem i mimowolnie wyjrzałaś przez okno uważając, żeby nie zdradziła cię ruszająca się firanka. Chłopak nie stał już przed bramą. Klęczał w dopiero co powstałej kałuży mocząc i tak już mokre metalowe pręty ogrodzenia swoimi łzami. Czym prędzej odwróciłaś wzrok od Tao, żeby ponownie się nie rozpłakać i usiadłaś na skraju łóżka, chowając twarz w dłoniach. Po chwili wstałaś i położyłaś się do spania, ale nie mogłaś zapomnieć widoku sprzed godziny.

Rano wstałaś przybita do cna i niewyspana, bo sen zmorzył cię dopiero około czwartej nad ranem. Postanowiłaś pójść bez uprzedzenia do swojej najlepszej przyjaciółki. Potrzebowałaś kogoś kto byłby w stanie cię pocieszyć, a kto inny poradziłby sobie z tym lepiej? Ubrałaś się ciepło i zabrałaś parasolkę, ponieważ od wczorajszego dnia deszcz ciągle padał. Wyszłaś z domu i zamknęłaś bramę, przed którą wczoraj klęczał Tao. Za furtką przyspieszyłaś aby przypadkiem nie spotkać chłopaka, ale los chciał inaczej. Poślizgnęłaś się na mokrym chodniku, a od upadku uratowały cię czyjeś silne ramiona, które zacisnęły się na twojej talii. Podniosłaś wzrok na swojego wybawcę, którym oczywiście musiał być Tao. Wyrwałaś mu się, ale zdążył złapać cię za nadgarstek i odwrócić ku sobie.
- Błagam! - powiedział, przyciągając cię bliżej i usilnie próbując nakierować twój wzrok na swoją twarz co mu się nie udało. Łzy kolejny raz zaczęły spływać po twoich policzkach. Chciał otrzeć je wierzchem dłoni, ale gwałtownie odwróciłaś głowę w bok na co opuścił ramię. - Proszę okrzycz mnie, powiedz, że jestem skończonym idiotą, że już nigdy mi nie zaufasz... Błagam powiedz cokolwiek! - powiedział błagalnie na co spojrzałaś mu w twarz. - To lepsze niż milczenie i oglądanie jak płaczesz. - dodał z oczami pełnymi łez. Nie zareagowałaś. Skoro twoje milczenie tak bardzo go bolało to dobrze. Przybliżył usta do twoich ust na co wyrwałaś mu dłoń z uścisku i wróciłaś do domu pewna, że tym razem już za tobą nie pobiegnie. I nie pobiegł. Gdy odwróciłaś się przy furtce stał w tej samej pozie, w której go zostawiłaś.
Weszłaś do domu, wiedząc co teraz musisz zrobić. Teraz w tym miejscu nie trzymało cię kompletnie nic. No może najlepsza przyjaciółka, ale ona i tak poradzi sobie bez ciebie. Miała Luhana. On jej wystarczy. Mieszkałaś sama. Siostra też wyjechała. Rodzice mieszkali w innym mieście. Nic nie mogło cię powstrzymać przed wyjazdem. Spakowałaś potrzebne rzeczy do walizki i wyjęłaś pieniądze "na czarną godzinę" ze swojej skrytki. Sprawdziłaś w internecie kiedy odjeżdża najbliższy pociąg. Szczęście uśmiechnęło się do ciebie. Odjeżdżał za jakieś pół godziny. Zamknęłaś dom na klucz, zostawiając wszystkie wspomnienia za sobą i w pośpiechu poszłaś na przystanek, bojąc się, że znowu spotkasz Tao.

- _____! Zaczekaj! - krzyknął gdy znikałaś w drzwiach pojazdu. Nie zaczekałaś. Drzwi zamknęły się za sobą, oddzielając cię od przeszłości. Gdy pojazd znikał za zakrętem musiałaś się odwrócić. Tao siedział na ławce, na przystanku, chowając twarz w dłoniach. Szybko odwróciłaś wzrok od chłopaka, kierując go na przód. Ku lepszej przyszłości.

Kilka dni po tym jak zamieszkałaś w nowym miejscu zaczęło ci się najzwyczajniej w świecie nudzić samej w domu, więc wyruszyłaś na poszukiwanie jakieś pracy. Dość szybko udało ci się znaleźć kawiarnię, na której drzwiach było wywieszone ogłoszenie o poszukiwaniu nowej kelnerki. Weszłaś do przepełnionej kafejki gdzie w pocie czoła uwijało się około trzech kelnerek i podeszłaś do lady, za którą stał jakiś chłopak odwrócony do ciebie tyłem.
- Przepraszam! - rzuciłaś na co ten posłusznie ukazał ci twarz, po której było widać, że nawet nie postara się być miłym i posłał ci pytające spojrzenie.
- No co? - zapytał gdy tylko stałaś, nie wiedząc od czego zacząć rozmowę i zmarszczył brwi.
- Na ogłoszeniu pisało, że szukacie kelnerki i pomyślałam, że może ja... - zaczęłaś.
- Super! Witam w pracy! Możesz zacząć od zaraz? Mamy dzisiaj prawdziwe urwanie głowy. - powiedział chłopak z czymś co miało chyba być entuzjazmem, ale w jego wykonaniu to była głucha wypowiedź.
- W porządku. Jestem _____. - podałaś mu dłoń.
- Wu Yi Fan, ale przyjaciele mówią na mnie Kris. - powiedział, delikatnie potrząsając twoją ręką. - Dziewczyny pomogą ci jakoś to ogarnąć. Musisz po prostu ubrać fartuszek, przyjmować zamówienia i szczerzyć zęby do kolesi. Czyli normalny dzień każdej dziewczyny. - stwierdził na co prychnęłaś pod nosem. Dopiero po chwili zorientowałaś się, że to był żart, a chłopak uważnie obserwował twoją reakcję, śmiejąc się pod nosem.
- To wcale nie było śmieszne. - parsknęłaś śmiechem na myśl o tym jak zareagowałaś na to co powiedział.
- Ranisz. - stwierdził z uśmiechem, który wyglądał na szczery i złapał się za serce.
- Komikiem to byś nie mógł być. - rzekłaś, starając się zawiązać fartuch z tyłu co niezbyt ci się udało, bo po chwili się rozwiązał.
- Przestań mnie dobijać i chodź tu to ci pomogę. - powiedział, nadal się uśmiechając i pokazał ci dłonią, żebyś do niego podeszła.
- Nie. - stwierdziłaś, nagle poważniejąc.
- Dlaczego? - zapytał zdziwiony i lekko zmarszczył brwi. Mimo wszystko podeszłaś do niego i pozwoliłaś mu zawiązać fartuszek. Sprawnie się z tym uwinął, a potem zapytał czy wszystko jest w porządku, na co ze sztucznym uśmiechem stwierdziłaś, że tak, ale chyba w to wątpił, bo posłał ci przenikliwe spojrzenie. - Nie jesteś stąd. - zauważył po chwili gdy przyniosłaś mu pierwsze zamówienie. - Dlaczego przyjechałaś?
- A czy to ważne? - zmarszczyłaś brwi i spojrzałaś na niego unosząc głowę do góry, bo chłopak był chyba nawet wyższy niż Tao. Nie. Nie będziesz myśleć o Tao. Koniec kropka.
- No w sumie to nie, ale... - urwał w połowie zdania, zastanawiając się co dalej powiedzieć. - Nie ważne. - dodał po chwili, na co odebrałaś od niego kawę dla stolika czwartego i zaniosłaś ją klientom czując na sobie przenikliwe spojrzenie chłopaka. Życzyłaś smacznego konsumentom napoju i obejrzałaś się przez ramię na Krisa, który szybko odwrócił wzrok w stronę innej kelnerki, która do niego podeszła. "Do niej się nie uśmiechnął." pomyślałaś z jakimś śladem satysfakcji.

Po kilku tygodniach przyzwyczaiłaś się do nowej pracy, która bardzo ci się spodobała i w ogóle twoja praca miałaby same plusy gdyby nie to, że Kris cię podrywał na każdym kroku. W sumie to nie było w tym nic złego, ale i tak trochę uprzykrzało ci życie, bo po incydencie z Tao wolałaś się z nikim nie wiązać.

- Tylko, żeby było jeszcze otwarte! - pomyślałaś gdy około dwudziestej w nocy zorientowałaś się, że zostawiłaś komórkę na ladzie w kawiarni. Na szczęście światło w kafejce było włączone co świadczyło o tym, że ktoś jeszcze tu był. Pewnie Kris, który zawsze zostawał trochę dłużej niż inni, żeby wszystko sprawdzić i ewentualnie posprzątać. - Cześć! Przepraszam, ale chyba zostawiłam tu telefon i... - powiedziałaś zaraz po otwarciu drzwi kawiarni i przejściu do lady, która była blisko wejścia, ale przerwałaś, bo Kris siedział przy jednym ze stolików przeglądając twoją komórkę. - Co robisz z moją...
- Kim jest ten chłopak? - zapytał pierwszy raz odkąd się poznaliście, zwracając się do ciebie z czystą złością w głosie. Zazwyczaj mówił tak do wszystkich. Tylko nie do ciebie.
- Co? - zapytałaś, nie rozumiejąc o co chodzi Krisowi i dlaczego zwrócił się do ciebie ze złością.
- Kim on jest? - warknął. - I dlaczego masz na telefonie jego zdjęcia? - podniósł się z krzesła i podszedł do ciebie pokazując ci zdjęcie Tao.
- Dlaczego od razu się wściekasz? - zapytałaś, będąc bardzo ciekawą odpowiedzi, a Kris przewinął jedno zdjęcie w przód. Na zdjęcie, na którym całowałaś Tao w usta. Spuściłaś wzrok, przypominając sobie jak chłopak całował się z inną w sali treningowej.
- Dlatego! - odpowiedział, podsuwając ci zdjęcie pod nos.
- I co z tego?! - wybuchnęłaś, już dłużej nie mogąc powstrzymać irytacji. Nie dość, że przeglądał twoje zdjęcia to jeszcze urządzał ci sceny zazdrości, że znalazł kilka, które mu nie odpowiadało.
- Dlaczego tu przyjechałaś? - zapytał, patrząc na ciebie z taką wściekłością w oczach, że aż cofnęłaś się o krok. - Gdzie on teraz jest?! - krzyknął, podnosząc głos.
- Nie twój interes! Oddawaj mi komórkę! - warknęłaś zdenerwowana dociekliwością chłopaka.
- Nie dopóki mi tego nie powiesz. - rzucił przez zęby.
- Dobra, kupię sobie nowy telefon. - prychnęłaś i odwracając się na pięcie podeszłaś do drzwi kawiarni. Kris złapał cię za nadgarstek i obrócił w swoją stronę, a następnie spróbował cię pocałować, ale odepchnęłaś go od siebie. - Co ty wyprawiasz!?
- Przepraszam. - szepnął, patrząc na ciebie oczami niesłusznie zbitego psa, a następnie podał ci komórkę. - Gdybyś kiedyś chciała o tym porozmawiać to... Z resztą nieważne... Pewnie i tak nie będziesz chciała. - stwierdził i z westchnieniem opadł na krzesło przy jednym ze stolików.
- Sądzisz, że tak dobrze mnie znasz? - zapytałaś, odsuwając sobie krzesło naprzeciwko chłopaka.
Ponad godzinę poświęciłaś na odpowiadanie, na zadawane przez Krisa pytania po czym odprowadził cię do domu, bo było już późno.

- Ej! Co ty robisz!? - krzyknęłaś gdy Wu Yi Fan pociągnął cię w stronę zaplecza i szybko zamknął za wami drzwi. - Jeśli to kolejna próba pocałowania mnie to wiedz, że...
- Cicho bądź i poczekaj tu na chwilkę. Zaraz wrócę. - powiedział, przykładając palec do ust, żebyś mówiła szeptem i czym prędzej wybiegł z zaplecza.
- Pff. Dobre sobie. - prychnęłaś, wychodząc z magazynu i stanęłaś jak wryta. Przed ladą, zaciekle dyskutując z Krisem stał... - Tao? - zapytałaś mimowolnie i zawróciłaś, przechodząc przez drzwi do zaplecza, ale chłopak zauważył cię nad ramieniem Wu Yi Fana. Kris nie chciał go przepuścić i stali tak, piorunując się wzrokiem, a ty tymczasem usiadłaś na jakiejś skrzynce, zastanawiając się czemu nie posłuchałaś szefa. Wspomnienia wróciły do ciebie w ciągu jednej chwili i przemykały ci przez głowę z prędkością światła.
- To wejście dla personelu! - warknął Kris jak zwykle wredny dla wszystkich poza tobą tak głośno, że usłyszałaś go przez drzwi, a co dopiero musieli go usłyszeć klienci, którzy na pewno nie życzyli sobie kłótni w miejscu gdzie chcieli porozmawiać lub w spokoju wypić kawę.
- Chodź. - powiedziałaś, wychodząc z zaplecza i kiwając głową w stronę swojego byłego chłopaka. Nie chciałaś, żeby przez ciebie kawiarnia straciła klientów.
- ____, ale on...- zaczął Kris i złapał cię za dłoń.
- W porządku. Możesz mnie na chwilę zastąpić? - zapytałaś chłopaka, delikatnie wyrywając mu dłoń z uścisku na co on lekko skinął głową i pomógł ci zdjąć fartuch. Tao stał przy otwartych drzwiach kawiarni, patrząc na was z zazdrością widocznie wypisaną w oczach. Ignorując chłopaka przeszłaś obok niego jakby był powietrzem i skierowałaś się w stronę najbliższego parku, a Tao poszedł za tobą.

Siedzieliście w ciszy jak najdalej od siebie na ławce od dobrych pięciu minut, bo żadne z was nie wiedziało jak zacząć rozmowę, do której i tak musiało prędzej czy później dojść.
- _____? - zapytał Tao, a ty spuściłaś wzrok na swoje dłonie i nie odpowiedziałaś. - Przepraszam, ja... - zaczął chłopak najprawdopodobniej pewny, że się do niego nie odezwiesz.
- Nieważne. Nie zmienimy tego co było... Tylko... - przerwałaś mu, ale nie wiedziałaś co masz dalej powiedzieć, więc przerwałaś i zaczęłaś obserwować liście, które poruszały się na drzewie kilka metrów przed ławką, na której siedzieliście jakby było to najbardziej interesującą rzeczą w świecie.
- Tylko co? - zapytał, starając zwrócić na siebie twoją uwagę, żebyś w końcu spojrzała mu w twarz.
- Tylko ja... - powiedziałaś, czując łzy, które zaczęły wzbierać w twoich oczach. Tao delikatnie chwycił cię za podbródek i nakierował twój wzrok na swoją twarz.
- Proszę, nie płacz. - poprosił z takim żalem w głosie, że aż ciebie to zdziwiło. - Możesz dokończyć?
- Tylko ja nie mogę tego zapomnieć. - wyszeptałaś, a pojedyncza łza spłynęła na twoim policzku. Tao otarł ją wierzchem dłoni.
- Przepraszam. Gdybym mógł cofnąć czas to nigdy by się nie zdarzyło. Nawet nie wiesz jak strasznie tego żałuję. Ja...
- Wiesz co jest najgorsze? - ponownie mu przerwałaś pewna, że nie zniesiesz jego wytłumaczenia.
- Co? - zapytał z lekkim drżeniem w głosie, bojąc się odpowiedzi.
- To, że gdybym tego nie widziała ty... Nigdy byś mi tego nie powiedział. Prawda? - spytałaś, czując kolejne łzy spływające po twoich policzkach.
- Nie, ja... To prawda. - odpowiedział szczerze, ale mimo to, że już prawie dwa miesiące nie byliście razem i tak poczułaś ukłucie w sercu.
- Już lepiej pójdę. - powiedziałaś szeptem, podnosząc się z ławki. Chłopak nie zatrzymał cię, ani nie odezwał się choćby jednym słowem. Będąc przy wyjściu z parku odwróciłaś głowę w jego stronę. Tao siedział na ławce, chowając twarz w dłoniach tak samo jak wtedy gdy wyjeżdżałaś. Łzy zaczęły niekontrolowanie wypływać z twoich oczu. Po tym wszystkim nie byłaś w stanie wrócić do pracy jednak zrobiłaś to.

- Co on ci zrobił? - zapytał Kris, doskakując do ciebie gdy tylko przekroczyłaś próg kawiarni i zaglądając w twoją zapłakaną twarz.
- Nic. On... - przerwałaś gdyż załamał ci się głos i wtuliłaś twarz w miękki podkoszulek chłopaka.
- Gdyby nic ci nie zrobił to byś nie płakała. - stwierdził, mocno cię obejmując i poprowadził cię w stronę zaplecza.
- Ale on naprawdę nic mi nie zrobił. Ja tylko... - próbowałaś mu się jakoś wytłumaczyć na zapleczu, ale jedynie wybuchnęłaś płaczem mocząc mu podkoszulek.
- Spokojnie. - powiedział uspokajającym tonem i pogładził cię po włosach. - Wszystko będzie dobrze. Chciałabyś wziąć dzisiaj wolne?
- Nie. Jest w porządku. Mogę pracować. - zapewniłaś go, ale spojrzał na ciebie z politowaniem, więc przystałaś na jego propozycję. - Jutro zostanę dłużej.
- Nie. - stanowczo zaprzeczył Kris. - Nie zostaniesz po godzinach.
- Ale... - zaczęłaś protestować, odsuwając się od chłopaka.
- Cicho. - urwał stanowczo waszą "kłótnię". - Odprowadzić cię do domu?  - zapytał, patrząc na ciebie z niepokojem.
- Ale kawiarnia...
- Spokojnie. Zadzwonię do siostry,  żeby tu przyszła. Zaczekaj chwilkę. - poprosił, wybierając na komórce numer telefonu do swojej siostry. Ich rozmowa trwała tak długo,  że w końcu znudziło ci się czekanie i samotnie poszłaś ścieżką do swojego domu. Po chwili usłyszałaś za sobą szybkie kroki i zwolniłaś odrobinę wiedząc, że to Wu Yi Fan. Chłopak przytulił cię od tyłu, obejmując swoimi silnymi ramionami.
- Kris, puszczaj mnie! - zaśmiałaś się cicho, odwracając głowę w stronę chłopaka.
Tylko, że to nie był Wu Yi Fan.
- Kim jest Kris? - zapytał zaskoczony Tao, któremu szybko się wyrwałaś. - Zaczekaj.
- Czego chcesz? - warknęłaś pierwszy raz od kilku miesięcy, nie czując złości na chłopaka. W końcu przejechał za tobą tyle kilometrów i odszukał cię co pewnie musiało trochę zająć tylko po to, żeby cię przeprosić.
- Nadal jesteś na mnie zła? - zapytał i lekko wydął wargi, robiąc niezadowoloną minę, jednocześnie przyglądając ci się z widocznym niepokojem.
- Nie do końca. - stwierdziłaś cicho. Co prawda nie wybaczyłaś mu w stu procentach,  ale w trzech czwartych tak.
- Naprawdę? - zapytał z niedowierzaniem w głosie.  - Czyli, że znowu jesteśmy parą?
- Co!? Nie! Sądzisz,  że będę w stanie ci zaufać po tym co zrobiłeś!? - zapytałaś z niedowierzaniem, odsuwając się od chłopaka o krok.
- W porządku. - stwierdził, smutniejąc w jednej chwili.  - Ale zostaniemy przyjaciółmi?
- Jasne. - odpowiedziałaś na co chłopak przytulił cię z entuzjazmem.  - Co ty robisz?
- Przyjaciele się przytulają.
- No wiem, ale...
- Ej, zostaw ją! - krzyknął Kris, który zdyszany właśnie wybiegł zza zakrętu i zobaczył cię w ramionach chłopaka.
- Bo co!? - warknął Tao, oczywiście nie wypuszczając cię z objęć.
- Bo... - zaczął Wu Yi Fan, podbiegając do was i piorunując Tao wzrokiem.
- Kris, wszystko w porządku. - rzekłaś, zdejmując z siebie ramiona Tao na co twój szef spojrzał na ciebie z otępieniem.
- A więc to jest ten Kris. - rzucił Zitao, mierząc chłopaka krytycznym spojrzeniem.
- Odprowadzę cię do domu. -ponownie zaproponował Wu Yi Fan, chwytając cię za dłoń.
- Nie! Ja cię zaprowadzę! - wyrwał się Tao.
- Nie zgubię się. - stwierdziłaś i poszłaś sama w kierunku swojego mieszkania, zostawiając za sobą piorunujących się wzrokiem młodzieńców.

Kolejne dni mijały w miarę spokojnie.  Po tym jak wybaczyłaś Tao było ci jakoś lżej na sercu,  ale Kris otwarcie nie popierał twojej decyzji co w sumie było dość zrozumiałe skoro czuł się zazdrosny. I nic nie zapowiadało tego co wydarzy się w piątek.

Tego dnia miałaś przeszkolić dziewczynę,  która starała się o stanowisko przy ekspresie, bo tłum w kawiarni rósł tak szybko, że Kris nie nadążał z wykonywaniem zamówień.
- Gotowe. - powiedziała kandydatka, podając ci kubek gorącej kawy z pianką. - To moja specjalność. - stwierdziła, posyłając uśmiech komuś nad twoim ramieniem.
- Pyszne. - westchnęłaś po upiciu łyku napoju.
- Mogę spróbować? - zapytał Wu Yi Fan, który właśnie do was podszedł.
- Jasne. - powiedziałaś i wyciągnęłaś do niego dłoń z parującym kubkiem, podnosząc drugą aby otrzeć sobie usta.
- Wspaniale. - rozpromienił się chłopak, a następnie chwycił twoją dłoń z kubkiem i przesunął ją w bok. Po czym momentalnie przysunął się do ciebie i pocałował cię, opierając twoje plecy o ścianę.
- Naprawdę pyszne. - stwierdził już po odsunięciu się od siebie. Rozejrzałaś się po kawiarni, zauważając, że klienci (a w szczególności klientki) wpatrują się w was w tępym osłupieniu. Wtedy twój wzrok padł na zamykające się drzwi. Przypomniała ci się sytuacja sprzed miesięcy. Wybiegłaś z kafejki, rozglądając się za...
- Tao! - krzyknęłaś gdy zauważyłaś chłopaka na ławce w parku i podbiegłaś do niego, przysiadając obok. - Wszystko w porządku?  - zapytałaś, lekko dotykając jego dłoni, która bezsilnie spoczywała na jego kolanie.
- Mogłaś uprzedzić, że już sobie znalazłaś nowego chłopaka. - stwierdził z goryczą i podniósł na ciebie swoje załzawione oczy. - A ja głupi wierzyłem, że znowu będziemy razem.
- Tao...
- Już wiem jak się czułaś. Przepraszam jeszcze raz i już się zabieram. Zostań tu z tym wampirzym chłoptasiem, ożeńcie się i miejcie w cho... - przerwał, bo zamknęłaś mu usta pocałunkiem, na który ochoczo odpowiedział i wplótł palce w twoje włosy, przyciągając cię do siebie jak najbliżej. Serce biło ci dwa razy szybciej niż powinno, a mimo to nie oderwałaś się od chłopaka, przelewając w pocałunek całą swoją tęsknotę i ból ostatnich tygodni, ale przede wszystkim miłość do Tao, który siedział tuż obok, wpijając się w twoje usta.
- Kocham cię.  - szepnęłaś z ustami tuż przy jego gdy po długiej chwili oderwałaś się od chłopaka.
- Ja ciebie też. - westchnął ponownie, łącząc wasze usta w pocałunku dłuższym niż poprzednio.

15.png

____________
Mam nadzieję, że się Wam spodobało :)
Czekam na opinie i komentarze
Taeyeon <3
 

 

Kategorie blogów