Wpisy oznaczone tagiem "atrakcje Wiednia" (3)  

gdzietuwyjsckrakow
 
W ramach przygotowań do wyjazdu do Wiednia oglądałam filmy z stolicą Austrii w tle. Obok zaskakującego “Iluzjonisty”, pozytywnie nastrajającego “Przed wschodem słońca” obejrzałam również filmy biograficzne o Mozarcie
i Beethovenie.

22237045_1409693269077984_1311624099_n.jpg

Po zobaczeniu “Amadeusza”, oraz dwóch filmów
o Ludwigu van Beethovenie: “Kopia mistrza”
i “Wieczna miłość”, postanowiłam zwiedzić ich mieszkania, obecnie jedne z muzeów w Wiedniu.

Dom Mozarta

Kamienica, w której niegdyś mieszkała Wolfgang Amadeusz Mozart mieści się w samym centrum Wiednia. Z filmu wiedziałam, że Mozart był dość zarozumiały, bardzo kochliwy, (co po cichu znosiła jego kochająca żona- Konstancja) oraz rozrzutny. Zupełnie nie potrafił oszczędzać, przegrywał
w grach hazardowych fortunę, co odbijało się niekorzystnie na jego rodzinie. W dniu śmierci Mozarta jego rodzina była tak biedna, że pochowano go w zbiorowej mogile dla ubogich. Dopiero parędziesiąt lat później władze Austrii wystawiły mu pomnik. Ten tryb życia można dostrzec zwiedzając jego dawne mieszkanie, a właściwie podziwiając puste ściany pomieszczeń, w których żył i tworzył geniusz. Patrząc na kołyskę jego syna (mebel nie miał dna), odrapany tynk, który odkrywał jak kiedyś był pomalowany pokój, miałam wrażenie, że Mozart faktycznie przegrał wszystko
w karty. Z audio przewodnika dowiedziałam się, że często prosił o pożyczki Straussa. Niewątpliwie jednak był geniuszem. Już w wieku 5 lat skomponował swój pierwszy utwór, a jego rękopisy, których kilka znajduje się w wiedeńskim muzeum,  nie mają naniesionej ani jednej poprawki. Miał rację mówiąc, że “muzykę ma w głowie”.
Bilet do muzeum kosztuje aż 11 euro i gdyby nie darmowe wejście, do którego upoważniała nas Vienna Pass, byłabym rozczarowana. W domu Mozarta eksponatów jest jak na lekarstwo, a wstęp wynosi nieproporcjonalnie dużo do tego, co możemy tam zobaczyć.

Wiedeń jest ogromnym miastem. Wszystko ma monumentalne: zabytki budynki. Nawet centrum Wiednia jest zaskakująco duże. Dom Beethovena również znajduje się w centrum, ale znacznie dalej od katedry świętego Szczepana niż dom Mozarta. Powiem szczerze, że ciężko trafić do mieszkania Beethovena, bo szyld tego muzeum jest wielkości znaczka pocztowego. Wstęp obejmowało nasze Vienna Pass, ale bez niego zapłacilibyśmy 5 euro. Po obejrzeniu filmów “Kopia mistrza” i “Wieczna miłość” wiedziałam, że Ludwig van Beethoven był furiatem, cholerykiem i samotnikiem. Do końca życia mieszkał sam i nie związał się na stałe
z nikim. Uważam, że jego biografia pełna intrygujących wydarzeń i traum z dzieciństwa, którymi można tłumaczyć jego dorosłe zachowanie, jest o wiele bardziej interesująca niż Mozarta. To Beethoven powinien być uważany za mistrza numer jeden i to jego wizerunek powinien zdobić te wszystkie pamiątki. Nie jest tak, ponieważ wydaje się on mnie charyzmatyczną postacią niż Mozart.

22278645_1409691742411470_1147079452_n.jpg

Apartament Beethovena również nie powala ilością eksponatów. Jest dużo jego portretów, innych obrazów, rękopisy (dla odmiany ostro pokreślone,
z mnóstwem poprawek), no i najważniejsze- fortepian. Całe muzeum można zwiedzić w około 5 minut, a w każdą pierwsza niedzielę miesiąca wstęp jest darmowy.

22215121_1409691372411507_197954322_n.jpg

Podsumowując, nie uważam, aby domy kompozytorów były obowiązkowym punktem zwiedzania Wiednia. Nie żałuje, że w nich byłam, ale polecam je dla osób, które naprawdę interesują się muzyką klasyczną
i mistrzami gatunku.
Ogólna ocena:
Dom Mozarta: 5/10
Dom Beethovena 6/10

22214955_1409691565744821_1923599809_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jedną z pierwszych informacji, jaką uzyskałam na temat stolicy Austrii było to, że jest tam ogromne wesołe miasteczko. Było to zapewne około 13 lat temu. Z miejsca zapragnęłam odwiedzić to miejsce. Drugą było, że Austriacy lubią jadać sznycle.


22237313_1409691535744824_92757345_n.jpg

Prater

Od tego czasu mój system wartości trochę się zmienił ;) Z postanowienia szalonej nastolatki, która chciała z każdej możliwej atrakcji Prateru zostało niewiele, ale jednak zostało.
Teraz zamiast wydawać pieniądze na wiedeńskie karuzele i rollercoastery wolę przeznaczyć je na muzea, jedzenie i pamiątki z podróży. To nie zmienia faktu, że nie mogłam sobie odmówić wizyty w parku rozrywki z nastoletnich marzeń. Tym bardziej, że przejażdżka na Diabelskim Kole była wliczona w koszt Vienna Pass (normalnie kosztuje 10 euro). Dodatkowo realizowała mój zamiar zobaczenia panoramy Wiednia
z wysoka.

22236397_1409691765744801_1452863591_n.jpg

Diabelski Młyn mierzy 65 metrów, a jego prędkość to 2,7 km/h. Został wybudowany w 1897 roku z okazji 50- tej rocznicy koronacji cesarza Franciszka Józefa. Koło znajduje się na liście „Skarbów europejskiej kultury filmowej”, ponieważ ma na swoim koncie ma “role” w kilku filmach między innymi w jednej
z części o przygodach Jamesa Bonda- “W obliczu śmierci” z moim ulubionym agentem 007, Timothym Daltonem.

22214913_1409691579078153_791354278_n.jpg

Przejażdżka trwała kilkadziesiąt minut, a widok zarówno na Wiedeń jak i na Prater był niesamowity. Byłam bardzo szczęśliwa wiedząc, że właśnie spełniam swoje marzenie.
Zaskoczeniem były dla mnie wagoniki restauracyjne
i klubowe, które można wynająć na romantyczna kolacje lub niesamowitą imprezę. Hmmm czyżby powstało nowe marzenie…
Ostrzegam, że kolejka do wagoników jest ogromna.

Kuchnia Wiedeńska

Dokładnie tak w dosłownym tłumaczeniu na język polski brzmiała nazwa restauracji, w której zjedliśmy nasz pierwszy austriacki obiad.

Lokal znajduje się w samym centrum Wiednia, tuż obok katedry świętego Szczepana przy jednej z urokliwych uliczek.

22236087_1409693399077971_52221614_n.jpg

Restauracja była elegancka, a przynajmniej aspirowała do miana takiej. Formalnie ubrany względnie miły (jak wszyscy w Wiedniu) kelner wskazał nam już nakryty stolik dla dwóch osób.

Wnętrze urządzone ładnie, choć miałam wrażenie, że panuje tam nieprzemyślany eklektyzm: tu jakieś antyczne wazony, tu obraz przedstawiający scenkę rodzajową szlachty, a tu drewniana beczka. No, ale byłam na wakacjach, więc przymknęłam oko na te drobne niedociągnięcia.

22236216_1409693522411292_852787857_n.jpg

Zamówiliśmy oczywiście tradycyjne dania miejscowej kuchni, z resztą, co innego można zamówić w restauracji o nazwie Kuchnia Wiedeńska. Postanowiłam spróbować miksu trzech różnych sznycli: wieprzowego, cielęcego oraz z kurczaka z sałatką z ziemniaków. Mój Luby postawił na jednego, dużego sznycla. Chyba nie ma potrawy bardziej austriackiej niż to danie.
O wersji z przepyszną sałatką ziemniaczaną czytałam nawet w przewodniku. Ogólnie rzecz ujmując nasz obiad był bardzo dobry, mięso przyrządzone perfekcyjnie i odpowiednio doprawione z chrupiącą panierką, która nie była nasiąknięta tłuszczem. Obie porcje (popite austriackim piwem) sprawiły, że najedliśmy się do syta i wydaliśmy całkiem sporo, bo około 40 euro, no, ale Wiedeń jest drogi.

22290540_1409693379077973_2017222940_n.jpg

Podsumowując nie wyobrażam sobie żeby być w Wiedniu i nie spróbować ich pysznego, najlepiej cielęcego, sznycla. Nie wyobrażam sobie również ominąć jedną
z najlepszych atrakcji tego miasta, jaką bez wątpienia jest Prater.
Ogólna ocena:
Prater- Diabelski Młyn: 10/10
Kuchnia Wiedeńska: 9/10

22214982_1409692875744690_639779228_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Gdy będąc w gimnazjum pierwszy raz usłyszałam
o wiedeńskim muzeum, w którym są pokazane wszystkie gatunki zwierząt, szkielety dinozaurów i kamienie, od razu zapragnęłam je zobaczyć. We wrześniu 2017 moje marzenie się spełniło.

22264503_1409693249077986_1495525357_n.jpg


22290414_1409693175744660_571369983_n.jpg

Muzeum Historii Naturalnej było pierwszym
i najważniejszym, (jeśli chodzi o zwiedzanie) punktem naszej wycieczki. Karta Vienna Pass uprawniała nas do darmowego wejścia bez kolejki. Normalnie bilet kosztuje 10 euro.
Muzeum jest ogromne i posiada dwa gigantyczne piętra z niezliczona ilością eksponatów.
My zaczęliśmy zwiedzanie od góry, czyli od zwierząt. Byłam wniebowzięta tym, że mam okazję przekonać się, jakiej wielkości są okazy, które znam tylko z telewizji lub dalekiej odległości w zoo. Zachwyciły mnie lwy, ogromne niedźwiedzie, szkielet wieloryba
i inni przedstawiciele różnych gatunków, czasem takich, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nie wiem czy wszystkie zwierzęta w Muzeum Historii Naturalnej są wypchane.

22214997_1409693255744652_757143832_n.jpg


22290282_1409693205744657_1762715737_n.jpg


22215154_1409693222411322_1336370303_n.jpg


22264488_1409693262411318_465195640_n.jpg


22264574_1409693242411320_481465967_n.jpg


Chciałabym myśleć, że tak i że wszystko, co tam oglądałam kiedyś żyło, ale do bólu sztuczny krokodyl (aligator?) rozwiał moje nadzieje.

22237291_1409692899078021_2090945150_n.jpg


22237230_1409693145744663_1971583910_n.jpg


Z ptaków najbardziej podobał mi się Dodo i inne ogromne okazy. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie ogromna ilość małych ptaszków, szczególnie, gdy pomyślałam ile ludzi musiało włożyć ogrom swojej pracy, aby stworzyć wystawę z tak drobnych elementów.

22236537_1409693072411337_1006316783_n.jpg


22215150_1409693092411335_638421829_n.jpg


22278771_1409693035744674_1751656602_n.jpg


22278711_1409693115744666_1949186613_n.jpg


22236358_1409693055744672_1649465576_n.jpg


Z racji tego, że lubię gady byłam niezwykle szczęśliwa oglądając węże i jaszczurki.

22236485_1409692715744706_1664680199_n.jpg


22264540_1409692812411363_356828726_n.jpg


22278468_1409692749078036_2053380106_n.jpg

Mieszkańcy najdalszych głębin mórz i oceanów również stanowią ciekawy punkt w Muzeum Historii Naturalnej.

22278402_1409692955744682_707266591_n.jpg

Po zwiedzeniu imponującego drugiego piętra przyszedł czas na “truskawkę na torcie”, czyli pierwsze piętro. Tak, bardziej byliśmy zainteresowani kamieniami, kośćmi i skamielinami niż zwierzętami.

Trasa zaczyna się od ekstremalnie dużego
i przepięknego zbioru kamieni i minerałów. Prawdziwy raj dla geologów.

22237188_1409692919078019_1531115657_n.jpg


Następnie przechodzimy do sal, w których archeolodzy popadną w zachwyt nad znaleziskami należącymi do człowieka pierwotnego. Tutaj również antropolodzy będą mogli zagłębić się w ewolucję gatunku homo sapiens.

22236475_1409692845744693_1880414163_n.jpg


22264500_1409692699078041_361700720_n.jpg

Paleontolodzy też znajdą coś dla siebie, ponieważ muzeum posiada imponujący zbiór skamieniałości, które zdradzają jak wyglądały pradawne organizmy.

22264924_1409692695744708_1787584255_n.jpg


22236085_1409692745744703_454606520_n.jpg


No i oczywiście najlepsze. Dinozaury! A właściwie szkielety dinozaurów, których zobaczenia nie mogłam się doczekać. Spędziliśmy w tej sali najwięcej czasu wprawieni w zachwyt i zdziwienie faktem, że takie groźne kolosy niegdyś żyły na naszej planecie. To doświadczenie jest czymś niezwykłym. Czymś, co sprawia, że dinozaury przestają być już tylko istotami z filmów Steven Spielberg, a stają się historią, która miała miejsce tak samo jak wczorajszy dzień.

22264656_1409692852411359_782840642_n.jpg


22215194_1409692785744699_1185113074_n.jpg


22236343_1409692662411378_1061954327_n.jpg


22264600_1409692865744691_485673659_n.jpg


22264857_1409692945744683_1368618705_n.jpg

Pierwsze piętro muzeum to miejsce, gdzie zobaczymy jeden z jego najcenniejszych eksponatów, wyrzeźbioną 22-24 tysięcy lat temu Wenus z Willendorfu. Myślałam, że jest większa, ale fakt, że patrzę na coś, co ma tyle tysięcy lat i tak robi wrażenie.

22278839_1409692762411368_1508652148_n.jpg


Na uwagę zasługują nie tylko eksponaty muzeum, ale również samo jego wnętrze np. niesamowita kopuła pełna dekoracji, ogromne kamienne posągi i schody lub płaskorzeźby z gadami dopasowane tematycznie do sali ze szkieletami dinozaurów.

22215267_1409692625744715_2082305739_n.jpg


22215191_1409692925744685_1944243233_n.jpg


22264832_1409692862411358_1348966725_n.jpg


Podsumowując, co tu dużo mówić, Muzeum Historii Naturalnej to najlepsze muzeum, w jakim w życiu byłam i polecam je każdemu.
Ogólna ocena 10/10.

22236478_1409693192411325_1996392939_n.jpg


22236573_1409693049078006_1528160598_n.jpg
 

 

Kategorie blogów