Wpisy oznaczone tagiem "azjatyckie kosmetyki" (120)  

darkbeauty
 
Jak już wiecie, zmuszona byłam odstawić na jakiś czas kosmetyki, aby uspokoić skórę i zdiagnozować źródło problemów, którym okazało się brzoskwiniowe serum Skinfood.

Po całej operacji pozostał mi do testów zestaw tonik+krem z linii Fresh Apple Sparkling Pore, który zamierzam wykorzystać w nadchodzącym miesiącu.
W razie kłopotów w odwodzie trzymam emulsję z olejkiem z drzewa herbacianego, również Skinfood. Ostatnio całkiem skutecznie uczestniczyła w akcji ratowniczej :)

Rano:
- oczyszczanie płynem micelarnym Bielenda, Bitechnologia Ciekłokrystaliczna, Kolagenowe Odmłodzenie
- tonik i krem Skinfood, Fresh Apple Sparkling Pore
- plus ewentualnie filtr Innisfree No Sebum Sunnblock SPF 35
pielegnacja sierpien2013.jpg

Wieczorem:
- oczyszczanie: Safira, Biser
- tonik i krem Skinfood, Fresh Apple Sparkling Pore
- ewentualnie emulsja Skinfood Tea Tree for men zamiennie z kremem
 

darkbeauty
 
Witam jak zwykle późnym wieczorem i od razu zapraszam na dosłownie kilka słów na temat jednego z kremów A'pieu. Jakiś czas temu, przy okazji zbiorowego zamówienia, poprosiłam o dorzucenie jego próbek do przetestowania koloru. Dwie sztuki wystarczyły mi na kilka aplikacji, dzielę się więc dziś swatchem i wrażeniami z użytkowania.

Przez moje ręce przewinęło się też opakowanie -  to miękka, plastikowa tuba z pompką. Do tego krem dostajemy w przezroczystym, sztywnym pudełku [również plastik], na nim nadrukowano potrzebne informacje, niestety większość po koreańsku :/

Ten BB Cream aplikowało mi się całkiem wygodnie, nie sprawiał problemów przy nakładaniu.
Pierwsza sprawa, jaka rzuciła mi się w oczy [a może w ... palce?] to tłustość. Kosmetyk od razu dawał dość mocny, wręcz mokry glow, co przy mojej mieszanej skórze niekoniecznie jest pożądane.Twarz w dotyku również pozostawała jakby wilgotna, choć nie lepka i niestety tłustawa.

Kolor jasny, lekko żółtawy [chyba?], dość dobrze wpasował się w naturalną barwę mojej skóry.
naked face.jpg

- powyżej naked face
Apieu Emu swatch.jpg

- swatch na skórze
Apieu Emu blending.jpg

- blendowanie, widaż dobry dobór kolorystyczny
Apieu Emu BB Cream n1.jpg

-... i gotowe :)


Jak widać na powyższych zdjęciach, koloryt skóry został ładnie wyrównany, pory ukryte, całość [z wyjątkiem połysku niewidocznego na fotkach] wygląda całkiem przyzwoicie ;) ale...
Krem ów ma jedną potężną wadę - zapchał mnie tak przeokropnie, że aż bolało. Dosłownie.
Każdorazowo po dwóch użyciach na mojej twarzy pojawiały się podskórne stany zapalne. Początkowo myślałam że to efekt cyklicznej burzy hormonalnej [zdarza się przecież] więc po skończeniu jednej próbki odstawiłam krem na chwilę, aby skorzystać z niego w innym terminie i obiektywnie móc go ocenić. Ale przy kolejnej próbie [już w czasie stabilizacji] po 2 użyciach to samo. Bolesne grudki znowu zagościły na mojej twarzy :(. Trudno mówić o przypadku...
I tak zakończyła się moja przygoda z A'Pieu Emu BB Cream.
Coś ostatnio szczęścia nie mam do azjatyckich kosmetyków ;)...

Skład: Water, Emu Oil, Titanium Dioxide, Butylene Glycol, Phenyl Trimethicone, Zinc Oxide, Cyclopentasiloxane, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Glycerin, Niacinamide, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Hexyldecyl Myristoyl Methylaminopropionate, Sodium Chloride, Mica, Cyclohexasiloxane, Sodium Hyaluronate, Camellia Japonica Flower Extract, Imperata Cylindrica Root Extract, Salix Alba Bark Extract, Portulaca Oleracea Extract, Glycyrrhiza Glabra  Root Extract, Chrysanthemum Morifolium Flower Extract, Prunus Mume Flower Extract, Prunus Persica Leaf Extract, Artemisia Princeps Leaf Extract, Angelica Acutiloba Root Extract, Phellodendron Amurense Bark Extract, Sophora Japonica Root Extract, Morus Alba Stem Extract, Houttuynia Cordata Extract, Lithospermum Erythrorhizon Root Extract, Poncirus Trifoliata Fruit Extract, Centella Asiatica Leaf Extract, Origanum Vulgare Leaf Extract, Chamaecyparis Obtusa Leaf Extract, Cinnamomum Cassia Bark Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Lactobacillus/Soybean Ferment Extract, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hydrogenated Polyisobutene, Hexyl Laurate, Ozokerite, Sorbitan Isostearate, Disteardimonium Hectorite, Caprylic/Capric Glycerides, Ethylhexylglycerin, Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Dimethicone/Methicone Copolymer, Triethoxycaprylylsilane, Xanthan Gum, Ceramide 3, Carbomer, PEG-8, Glyceryl Caprylate, Adenosine, Disodium EDTA, Fragrance, CI 77492, CI 77491, CI 77499

Cena: ok 70 zł / 40 ml
  • awatar our stupid crap: ale masz piękne piegi ! :D zazdroszczę Ci ich jak nie wiem. :) a ten bb cream daje fajny efekt, ale skoro zapchał to lepiej poszukać czegoś innego. :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

darkbeauty
 
Przyznam szczerze, że bardzo spodobał mi się kosmetyczny wynalazek o którym pisałam w poprzednim poście i z całą pewnością jeszcze do niego wrócę.

Tymczasem w ramach ciekawostki przedstawiam Wam porównanie dwóch wariantów skarpetek Tony Moly: Maxi Power i Shiny Foot
TonyMoly Foot Peeling.jpg

Produkty różnią się nieco opakowaniem, wersja Shiny zawiera też nieco mniej produktu, bo każda saszetka to tylko 20 ml [w przypadku wersji Maxi to 25ml].
Ale ilość i szata graficzna to nie jedyne różnice, bo kosmetyki mają też różne składy i to w całkiem znaczącym stopniu.
TonyMoly Foot Peeling Maxi ing.jpg
TonyMoly Foot Peeling Shiny ing.jpg

Może komuś się przyda takie porównanie :)
Mnie osobiście zaskoczyła różnorodność ekstraktów, bo spodziewałam się raczej "gołej" mieszaniny kwasów.
Ciekawa jestem bardzo tych peelingów sygnowanych przez inne marki, ostatnio pojawiło się ich kilka na rynku, dlatego przy okazji przygotowałam też mały przegląd :)

Holika Holika foot peeling.JPG

FaceShop foot peeling.JPG

Its Skin foot peeling.JPG

Nature Republic foot peeling.JPG

Tony Moly Chamging Magic foot peeling.jpg

VOV foot peeling.JPG

Wszystkie peelingi można kupić w granicach 30 zł za komplet.
Oferta rynku cały czas się powiększa, powyższe zestawienie pokazuje te najbardziej popularne marki.
Oprócz tego natknęłam się tez na produkty The Saem, Mizon, Keyskin czy Butterfly [acz ten ostatni to produkcja chińska].

Będzie co testować :D :D :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

darkbeauty
 
Uwaga!!!
Post tylko dla osób o mocnych nerwach :P

TonyMoly Foot Peeling Maxi.jpg

Otrzymujemy spore pudełko, w którym znajdują się dwa zestawy do peelingu. Każdy z nich to dwie saszetki z płynem [nawet zaznaczono na nich, która jest prawa, a która lewa :P] oraz para dużych, foliowych skarpet.
TonyMoly Foot Peeling Maxi2.jpg

W osłonach na nogi od wewnętrznej strony znajduje się dodatkowo papierowa warstwa, która wchłania i zatrzymuje wewnątrz peeling.
TonyMoly Foot Peeling Maxi3.jpg

Przy przelewaniu trzeba uważać. Osobiście uważam, że lepszym pomysłem jest wypełnienie skarpet w pierwszej kolejności i włożenie w nie stóp, niż wylewanie płynu na wierzch stóp.
TonyMoly Foot Peeling Maxi4.jpg

Gdy już skończymy ten etap i zawiążemy skarpetki wokół kostek, czas na chwilę relaksu. Trzeba znaleźć sobie wygodne miejsce do siedzenia. Manewrowanie stopami np. na leżąco mogłoby zakończyć się wylaniem peelingu z wnętrza, a tego przecież nie chcemy ;).
Czas start - od 1 do 1,5 godziny.
TonyMoly Foot Peeling Maxi5.jpg

W tym czasie towarzyszyło mi dziwne uczucie ciepła od spodu i lekkie chłodzenie z wierzchu stóp. Czasem pojawiało się miejscowo mrowienie.
Nie muszę chyba nadmieniać, że poruszanie w tym stanie jest nieco, khem, utrudnione, choć oczywiście nie jest niemożliwe.
W teorii płyn ma w całości zostać wchłonięty przez skórę stóp, w praktyce natomiast bywa z tym różnie. W moim przypadku po 90-ciu minutach w środku pozostało trochę zawartości.

Po zdjęciu skarpet i opłukaniu stóp obficie wodą, uczucie chłodzenia nie ustąpiło, choć stopy były ciepłe.
Następnego dnia rano czułam się dziwnie, jakby ktoś nakleił mi na podeszwy cienką warstwę folii. Lub jakby warstwa naskórka oddzielona została od reszty ciała.

Z dnia na dzień wygląd skóry zmieniał się. W dotyku taka sama, nawet niewysuszona, ale zaczęła przypominać pergamin [?]. Straciła elastyczność, stała się wiotka, na jej powierzchni pojawiło się dużo bruzd i załamań. Zupełnie jak skóra staruszki. Do tego zaczęła charakterystycznie połyskiwać.
TonyMoly Foot Peeling Maxi6.jpg

W cztery dni od zabiegu pojawił się pierwszy efekt peelingu. Na dużym palcu pojawił się pierwszy "bąbelek" ze złuszczoną skórą. Jedna jaskółka jednak wiosny nie czyni i przez kilka kolejnych dni złuszczanie naskórka było naprawdę minimalne. Natomiast ciągle towarzyszyło mi uczucie foliowych stóp z odklejającą się warstwą.

Po kilku dniach znowu coś się zmieniło. Pojawiły się kolejne ogniska złuszczania. Tym razem wyglądało to tak, jakby ktoś ponacinał mi skórę skalpelem. Długie, wąskie pęknięcia w miejscach, w których naskórek "pracuje"/zgina się.
TonyMoly Foot Peeling Maxi7.jpg

Postanowiłam przyspieszyć sprawę i zaczęłam wieczorami moczyć stopy w gorącej wodzie. O tak, to dość znacząco wzmogło proces złuszczania. I pojawiły się efekty rodem z horroru :P Przez kilka kolejnych dni było mi naprawdę trudno egzystować. Odklejające się płaty skóry i ciągła pokusa ich oderwania, czego robić nie wolno... podobno... a w tych momentach człowiek najchętniej nie robiłby nic innego :) Korrrrrciiiii...

Ale najgorsze były chyba dla mnie te dni, w których skóra na stopach już zeszła, a pozostały brzegi dookoła podeszwy. Szczególnie, że za zabieg zabrałam się dosyć późno [taaak, sezon na sandały] i nie zawsze mogłam założyć kryte buty. Ale znalazłam na to sposób :)
TonyMoly Foot Peeling Maxi8.jpg

Po wszystkim... po wszystkim możemy cieszyć się miękką, różową, odświeżoną skórą stóp :)
Różnica jest zauważalna. Aczkolwiek nie ma róży bez kolców ;) Chociaż skóra moich stóp nie należy do problematycznych, na jej powierzchni znalazło się kilka zrogowaciałaych ognisk, zapewne od umiłowania do chodzenia w wysokich obcasach. Z tymi miejscami peeling niestety sobie nie poradził. Ale jego ogólna skuteczność zachęca mnie do eksperymentów i być może pokuszę się o miksturę, którą będę stosować miejscowo.

Cena: ok 50 zł / 2 zestawy 2x25ml
  • awatar Borusiowa: Peelingi nie radzą sobie z takimi miejscami, masz rację. Ale na taki zabieg chyba bym się nie skusiła.
  • awatar Araniella: Wow, rewelacyjny efekt!
  • awatar Dark Beauty: @Borusiowa: Czemu nie? Pomijając estetykę, peeling jest całkowicie bezbolesny, bezpieczny i jak widać - całkiem skuteczny :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

darkbeauty
 
Missha Tornado Ampoule Stem Water.jpg


W zasadzie o tej maseczce mogę napisać niewiele więcej niż o poprzedniczce z witaminą C.

Opakowanie identyczne jak dla innych produktów serii.
Różnią się nieco zapachem, bo w przypadku zielonej maseczki obok woni cytrusów wyczuwam zielone jabłko :). Z chęcią kupiłabym takie perfumy :D

Ten kosmetyk również bardzo dobrze nawilża skórę, o wiele lepiej niż większość znanych mi kremów. Niby to sleeping pack, ale w zasadzie można go stosować codziennie, w zależności od potrzeb skóry.
Po jej użyciu cera jest ukojona, "napojona" i bardzo jędrna w dotyku.
Nie zauważyłam żadnych niepożądanych efektów typu zapchanie czy podrażnienie.
Idealna na lato, bo ma lekką konsystencję i szybko się wchłania.

Cena: ok 50 zł / 90 g
 

darkbeauty
 
*Opis producenta*

Odżywcza maseczka na noc, łącząca w sobie zalety maseczki sleeping pack i ampułki.
Zawiera kwas hialuronowy oraz 1,000 mg aktywnej witaminy C pozyskanej z wyciągów z owoców cytrusowych takich jak pomarańcza, cytryna, grapefruit i limonka [warstwa pomarańczowa].
Oprócz nich maseczka bogata jest także w wyciąg z sansewiery, bluszczu oraz żółtej palmy [warstwa biała].
Aktywne składniki skutecznie usuwają objawy zmęczenia i stresu takie jak ziemisty kolor cery, przesuszenie i zmarszczki mimiczne.
Witamina C ożywia cerę i nadaje jej naturalny blask, jednocześnie ją rewitalizując.

Sposób użycia:
Maseczkę nałożyć jako ostatni krok w codziennej, wieczornej pielęgnacji. Wyjmij z opakowania odpowiednią ilość za pomocą dołączonej szpatułki i przełóż na grzbiet dłoni. Wymieszaj warstwy. Nałóż na twarz i pozostaw do wchłonięcia. Rano przemyj twarz ciepłą wodą.
Missha Tornado Ampoule Mask Vita C.jpg

Nad zaletami opakowania rozwodzić się nie będę, gdyż jest identyczne jak opisywane w poprzednim poście. Prosty, zakręcany słoiczek z którego łatwo wydobyć zawartość za pomocą załączonej szpatułki.
Forma produktu również identyczna - dwie różne warstwy, jedna żelowa w kolorze pomarańczy a druga kremowa, biała.
Zapach przyjemny, owocowy, delikatny i odświeżający. Tym razem nie wyczułam goryczki jak w przypadku maski White Clay.
Działanie - wspaniale nawilżające :D
Maska intensywnie nawadnia skórę, pozostawiając ją miękką i wypoczętą. Efekt utrzymuje się całkiem długo. Działa też łagodząco i kojąco. Z relacji innych użytkowników wiem, że może się okazać odpowiednia dla osób, które reagują podrażnieniem na witaminę C w kosmetykach, a chciałyby jej używać.

W mojej opinii to bardzo udany produkt o wyrazistym działaniu.

Cena: ok 50 zł /  90 g
 

darkbeauty
 
*Opis producenta*

Oczyszczająca maseczka maseczka na noc, łącząca w sobie zalety maseczki sleeping pack i ampułki.
Zawiera silny ekstrakt z oczaru wirginijskiego który bardzo widocznie zwęża pory i zmniejsza ich widoczność.
Kompleks trzech glinek - białej, kaolin i bentonitowej - doskonale oczyszcza pory, odżywia i ujednolica koloryt cery oraz usuwa z niej zanieczyszczenia.
Oprócz powyższych maseczka bogata jest także w ekstrakty w sansewiery, bluszczu oraz żółtej palmy.
Składniki  maseczki skutecznie usuwają objawy zmęczenia i stresu takie jak ziemisty kolor cery, przesuszenie i zmarszczki mimiczne.
Mają silne działanie antyoksydacyjne.

Sposób użycia:
Maseczkę nałożyć jako ostatni krok w codziennej, wieczornej pielęgnacji. Wyjmij z opakowania odpowiednią ilość za pomocą dołączonej szpatułki i przełóż na grzbiet dłoni. Wymieszaj warstwy. Nałóż na twarz i pozostaw do wchłonięcia. Rano przemyj twarz ciepłą wodą.
Missha Tornado Ampoule Mask White Clay.jpg

Na maski tornado trafiłam zupełnie przypadkiem. Moje oko od razu przykuła innowacyjna formuła widoczna gołym okiem. W plastikowym, przezroczystym i całkiem sporym słoiku mieści się biało-szara masa. Dwa kolory, dwie warstwy splecione spiralnie niczym czekoladowy krem do kanapek Milky Way. W przypadku wersji White Clay mamy do czynienia z bielą i szarością. Całość opakowana w białe pudełko z załączoną szpatułką.

Choć w nazwie wskazano na glinkę, maska przypomina krem. Łatwa aplikacja, dobra smarowalność. Zapach przypomina mi cytrusy, ale wyczuwam też pewną nutę... amoniaku? Nic mocnego czy drażniącego, ale zakłóca przyjemną, cytrynową woń.
Wchłania się szybko, ale na skórze pozostawia błyszczący film. Nie przeszkadza mi to, bo to w końcu maska na noc. Gruba warstwa może się zwałkować, jeśli zbyt długo smarujemy skórę. Cienka natomiast wałkuje się po wchłonięciu. przypuszczam, że to warstwa pyłku glinowego, który jest w składzie. W sumie tak czy inaczej - wg zaleceń należy ją zmyć [hehe, nie to co karminowa Soraya :P].
Missha Tornado Ampoule Mask White Clay2.jpg

Efekty bardzo mnie zaskoczyły.
Glinki zazwyczaj nieco wysuszają skórę. Natomiast po użyciu powyższej maski skóra była bardzo dobrze nawilżona i natłuszczona. Taka jędrna, mięsista w dotyku. Efekt ten utrzymuje się całkiem długo. Pory są lekko zwężone. Natomiast maseczka wcale nie matuje i nie kontroluje wydzielania sebum, jak na glinkę przystało.

Cena: ok 50 zł / 90 g
 

darkbeauty
 
Owocowe lato - tak chciałoby się zatytułować mój nowy program pielęgnacji twarzy :)
Dominować bowiem będą mocno owocowe akcenty.
Cudowne zapachy i lekkie formuły - w sam raz na tę porę roku.
Czy się sprawdzą? Czas pokaże.
Bliżej dna wyczekujcie recenzji, a tymczasem zapraszam do zerknięcia na to, co w najbliższym czasie zajmie podręczną półkę z kosmetykami :)
Pielegnacja lipiec13.jpg

Jak widać odkładam ślimaka na półkę [chwilowo, bo pewnie będę jeszcze do niego wracać co jakiś czas, aby uzupełnić rytuał w razie potrzeby] i w lipcu dominują kosmetyki Skinfood.

Przez pierwszą część miesiąca będę testowała serię brzoskwiniową: Peach Sake Pore - tonik i serum.

Druga upłynie pod znakiem linii z jabłkiem: Fresh Apple Sparkling Pore - tonik i krem.

Rano oczyszczanie twarzy płynem micelarnym Bielenda, Biotechnologia Ciekłokrystaliczna, Kolagenowe odmłodzenie [zapomniałam dorzucić do fotki].

Wieczorem Safira, Biser, Krem oczyszczający.

Oprócz tego planuję wprowadzić kilka innych owocowych akcentów. Ale o tym jutro :)
 

darkbeauty
 
Kolejny miesiąc za nami.
Obiecywałam, że nie poszaleję z zakupami...
I w sumie... no prawie... bo ten, tego... no... okazja była :P
zakupy czerwiec 2013.jpg

Zaczynamy od lewej:
- Skinfood Blanc Pearl Caviar - zestaw trzech miniatur; zainteresował mnie już dawno i nie mogłam sobie odmówić dorzucenia go do koszyka, akurat trafiłam na promocję, kosztował tylko 3$ [zamiast 10...]
- SecretKey Snow White Milky Pack to właściwie zakup jeszcze z zeszłego miesiąca, tylko na sesję się nie załapał [zaledwie 20ml :)]
- Hanskin Super 3 Solution i A'pieu Flawless Cover - miniaturka i odlewka, też z maja
- HadaLabo Super Hialuronic Acid Lotion - produkt, który cieszy się pozytywną sławą wśród użytkowników i jeden z najlepiej sprzedających się kosmetyków tej marki [średni czas zakupu - co 4 sekundy]; długo się opierałam, ale w końcu padło na mnie i kupiłam na spółkę z koleżankami :)
- szampon Shauma - wariant z 7 ziołami; niezbędnik, bo akurat skończyła się kolejna butla Joanny
- gratis do szamponu dostałam puder strukturyzujący czy jak mu tam ;)
- zapas miceli z BeBeauty - wiadomo, potem nie będzie ;)
- oraz upragniony piaskowy lakier Golden Rose
 

darkbeauty
 
Nie jestem entuzjastką filtrów i używam ich raczej z konieczności [np. przy kwasach] niż przyjemności.
Swego czasu szukałam ideału, który sprawdziłby się przy mojej mieszanej cerze z mocno przetłuszczającą się strefą T. I gdy już znalazłam ideał, okazało się, że producent właśnie go zepsuł, zmieniając faktor na niższy. Wszystkie inne niestety nie do końca się sprawdzały pod względem trzymania mojej cery w ryzach.

Potem odkryłam filtry rodem z Korei i zapaliło się dla mnie światełko w tunelu. Albowiem okazało się, że całkiem dobrze współgrają z moim typem cery i nie robią mi z czoła natłuszczonej patelni, która świeci z dala niczym zwierciadło. Przekonałam się, że filtry można polubić :)

Od tamtego czasu lubię poeksperymentować na poletku blokerów azjatyckich. Dlatego też z dużym entuzjazmem podchodziłam do testowania nowego produktu, którego próbkę dostałam do zamówienia. Tym większym, iż w nazwie zawierała słowo MATE, a ja fanką mocnych matów jestem.
Tak, wiem... nieszczęsna próbka to za mało na recenzję, niemniej jednak dzięki takiemu maleństwu można stwierdzić, czy w ogóle warto zainwestować w produkt. Zwłaszcza, gdy kosztuje niemało. Dlatego też postanowiłam podzielić się wrażeniami z testów.

SPF 50, sugerowany mat...
Hera Sun Mate Leports...
Hera Sun Mate Leports spf50.jpg

Tylko... gdzie ten mat się podział?
Biały, gęsty krem o ładnym zapachu dość dobrze aplikowało mi się na skórę. Pod palcami czuć było przyjemny poślizg. Pierwszy zgrzyt widać od razu - zazwyczaj kosmetyki tuż po nałożeniu się wchłaniają i błysk pojawia się po pewnym czasie. A tutaj - tłuściutko, oj tłuściutko... Postanowiłam dać mu trochę czasu na "popracowanie" ze skórą, ale z godziny na godzinę było tylko gorzej :(

I tak oto jedna, mała saszetka uratowała mnie przed nietrafioną inwestycją.
Piszę zatem ten post ku przestrodze.
Nie wszystko co MATE jest "mate" ;)
Jeśli zatem szukacie filtra o matowym wykończeniu nie sięgajcie po Hera Sun Mate Leports SPF50

Cena: ok 35$ / 70ml
  • awatar beautybypatrycja: czyli jakies 100 zl bys wydala na bubel jednym slowem dobrze ze to byla tylko probka
Pokaż wszystkie (1) ›
 

darkbeauty
 
W harmonogramie bloga czas na "bebik" czyli BB Cream.
Dzisiaj krótka charakterystyka kremu teoretycznie przeznaczonego do cery tłustej. Z taką właśnie myślą Baviphat opracował formułę kremu Magic Girl Plus BB Cream. Dla odmiany numerek określa kolor, a nie odcień [choć osobiście ciekawi mnie, czy formuły nie różnią się kolorem :)]. Jako że testowałam jedynie sample, nie wypowiem się o jego właściwościach długofalowych. Ale mam nadzieję, że te kilka słów, a przede wszystkim swatche być może okażą się pomocne.
Baviphat Magic Girls BB.jpg

*Opis producenta:*

Baviphat Magic Girl Plus BB Cream to kosmetyk zawierający skwalan, dzięki czemu jest niezwykle delikatny i wygładza skórę. To produkt dwufunkcyjny, pełni rolę bazy  oraz filtra UV. Wyrównuje koloryt cery i działa ochronnie przed promieniami UV. Idealny na poranną bieganinę, gdy brakuje czasu.
Zawiera także ekstrakt z oczaru i portulaki, co czyni go odpowiednim do cery wrażliwej.

*Sposób użycia:*
Po wykonaniu codziennych czynności pielęgnacyjnych, nałóż odpowiednią ilość BB Creamu i rozprowadź równomiernie na skórze twarzy.

Na powyższym zdjęciu opakowanie :) Pudełko, skromna tubka "z klapką" zawierająca 45 ml kremu, z którego przygląda nam się zalotna, młoda dama :). Tubę można postawić na nakrętce, dzięki czemu zawartość będzie łatwiej wydobyć przy końcówce.

Moje doświadczenie z tym BB zaczęłam od stwierdzenia, że jest gęsty. Konsystencja zwarta, kremowa, masełkowa i... o dziwo - jakaś taka nietłusta :).
Zapach niewyszukany, jak większości bb - mydlany, z domieszką czegoś świeżego.

Nie pamiętam już, jak zachowywał się podczas samej aplikacji :o
Natomiast po fakcie odnotowałam przyjemne wygładzenie skóry.

Uważam, że koloryt został bardzo przyzwoicie wyrównany. Krycie średnie, wyglądające naturalnie, ale można je stopniować. Krem wydał mi się lekki, mimo swojej konsystencji, w ogóle nie czułam jego obecności na skórze. Bardzo dobrze dopasował się do naturalnego koloru. Pozostawiał glow typowy dla blasku zdrowej skóry. Ten połysk nie do końca może pasować osobom borykającym się z przetłuszczającą cerą, do jakich krem jest adresowany. Niestety nie odnotowałam właściwości matujących.

Jako że testowałam tylko próbki [starczyły na około tydzień używania] nie jestem w stanie powiedzieć, czy faktycznie reguluje i kontroluje wydzielanie sebum. W tym czasie nie zanotowałam niepożądanych efektów w postaci krost czy podrażnienia.
Baviphat Magic Girls BB all.jpg

Kolorystycznie ten BB określiłabym jako beż z domieszką bardziej morelowych, niż żółtych tonów. Wydał mi się ciut jaśniejszy i bardziej żółty niż Missha perfect Cover # 21. Na fotce wyszedł dziwnie różowo, choć w rzeczywistości bardzo dobrze się dopasował i różnice nie były widoczne. Poniżej zamieszczam małe porównanie odcieni :)
Baviphat Magic Girls BB 1 swatch.jpg

Porównanie: Baviphat, Missha PC # 21 i Elemong

Poszukam jeszcze składu :P

Cena: ok 50 zł / 45 ml
 

darkbeauty
 
Pozostajemy w klimatach pielęgnacji kosmetykami azjatyckimi,
Dzisiaj kilka słów o kosmetyku, który zakupiłam jakiś czas temu, na początku mojej azjatyckiej drogi, kiedy moja skóra borykała się ze sporymi problemami. Z czasem przestał mi być tak bardzo potrzebny, bo z cerą zrobiło się lepiej. Aczkolwiek wciąż po niego chętnie sięgałam, kiedy coś "szło nie tak" [jak ostatnio, po przygodzie z masłem shea].
Mizon Acence Soothing Gel Cream.jpg

*Opis producenta:*

Mizon Acence Blemish Control Soothing Gel Cream to żelowy krem, który kontroluje wydzielanie sebum i dostarcza skórze substancji nawilżających jednocześnie. Kosmetyk łagodzi stany zapalne i przeciwdziała powstawaniu nowych dzięki opatentowanej formule ACNATURAL. Dodatkowo ekstrakt sosnowy i cytrynowy odżywiają problematyczne partie skóry, czyniąc ją promienną i oczyszczoną.
Obszary działania:
- kontrola wydzielania sebum
- przeciwdziałanie stanom zapalnym/wypryskom
- nawilżenie
- rozjaśnienie

*Sposób użycia:*
Nakładać równomierną warstwą na skórę jako ostatni krok pielęgnacji. Lekko wklepać dla lepszego wchłonięcia.

Kosmetyk otrzymujemy w kartonowym pudełku [nie załapało się na zdjęcie], wewnątrz którego znajdziemy niebieski słoiczek ze srebrną nakrętką. Całość taka  trochę "tania", niezbyt wymyślna i mocno plastikowa, jeśli wiecie, co mam na myśli.
Z drugiej strony takie opakowanie się nie stłucze po upadku, a że kierowany jest głównie do młodzieży [chyba], zatem wydaje się to być jak najbardziej uzasadnione. Plus za podwójne wieczko, bo pod nakrętką znajdziemy dodatkowe zabezpieczenie przed dostępem niepożądanych czynników, a jednocześnie uszczelniające opakowanie, zapobiegające wylaniu.
Mizon Acence Soothing Gel Cream2.jpg

W środku siedzi mleczna, półprzezroczysta maź, taki żelokrem. Na początku dość rzadki, z czasem, gdy woda trochę odparuje/a kremu ubędzie, zmienia się w galaretkę. Z aplikacją nie ma problemu, kosmetyk dobrze rozprowadza się po powierzchni skóry, nieco topnieje pod palcami i szybko się wchłania. Trzeba uważać jednak z ilością warstw - zbyt duża ich ilość poskutkuje zwałkowaniem się kremu. Może stanowić bazę pod makijaż z wyjątkiem przypadku wspomnianego w zdaniu poprzednim :)
Mizon Acence Soothing Gel Cream3.jpg

Zaskoczył mnie dość mocny zapach alkoholu, chociaż krem wcale nie zawiera go w składzie. Podejrzewam, że to kwas salicylowy daje podobną woń.

Działanie... Hm... Nie poznałam 100% jego możliwości, bo zanim dotrwał do swojej kolejki stan mojej cery widocznie się poprawił :), ale chętnie sięgałam po niego w sytuacjach awaryjnych. Może szczypać w otwarte ranki, ale ogólnie nie podrażniał mojej skóry, nie zapychał ani nie wywoływał innych skutków niepożądanych. Zaobserwowałam, że jest skuteczny. Wszelkie niedoskonałości, jakie nękały moją twarz goiły się dużo szybciej, niż normalnie, traciły na intensywności, bladły. Zaczerwienienie pozapalne też znikało szybciej.
Mizon Acence Soothing Gel Cream4.jpg

Ciężko mi ocenić, czy na dłuższą metę nie wysusza. Stosowałam go w seriach, po kilka dni pod rząd i nie zauważyłam, aby poziom nawilżenia zmienił się na gorsze. Skóra zachowywała się standardowo. A skład nie sugeruje właściwości wysuszających.

Jeśli kiedykolwiek miałabym potrzebę walczyć z nawracającym i przeciągającym się w czasie atakiem "nieprzyjaciół" z chęcią sięgnęłabym po niego ponownie. Nie tylko po niego zresztą, bo jest to jeden z kilkuelementowej serii produktów i bardzo ciekawi mnie, jak działają wszystkie razem.

*Skład:* Aqua, Alcohol, Cyclopentasiloxane, Butylene Glycol, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Coplymer, Glycerin, Dimethicone, Trehalose, Sodium Hyalouronate, Hydrogenated Lecithin, Salicylic Acid Glycol Stearate, Cetearyl , Alcohol, Stearic Acid, Triclosan Beta-Glucan, Betula platyphylla japonica Juice, Xanthan Gum, Bambusa Arundinacea Stem Extract, Biosaccharide Gum-1 Rubus Idaeus (Rapsberry) Fruit Extract, Hydrolyzed Extensin, Caprica Papaya (Papaya) Fruit Extract Rosa Hybrid Flower Extractm Propylene Glycol, Hedera Helix (Ivy) Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Pinus Pinaster, Bark Extract, Schizandra Chinesis Fruit Extract, Sodium Chloride, Disodium edta, Methylparaben, Propylparaben, Fragrance

Cena: ok. 15$ / 50ml
 

darkbeauty
 
Dziś dzień pełen wrażeń, pozytywnej energii i przyjemnych emocji :)
O przyczynie takiego stanu rzeczy napiszę na blogu już niedługo [a już teraz dziękuję za wspaniałe popołudnie :*] , tymczasem zapraszam na notkę o kolejnym koreańskim kosmetyku :)


Ja pamiętacie, ostatnio w mojej łazience pojawiło się stadko próbek myjadła Skin79. Troszkę sobie ich poużywałam, więc jak zwykle postanowiłam podzielić się wrażeniami w postaci takiej pół-recenzji ;)

*Opis producenta:*

Dzięki mikrobąbelkom dotleniającym Twoją skórę, ten musujący żel dezykowany specjalnie do zmywania BB Creamów głęboko oczyszcza, usuwając tym samym martwy naskórek i pozostałości makijażu, jednocześnie nie podrażniając naskórka.

Sposób użycia:
1. Odpowiednią ilość produktu rozprowadź po powierzchni twarzy, omijając okolice oczu i ust.
2. Po minucie lub dwóch, gdy pojawią się bąbelki, oczyść twarz delikatnie ją masując.
3. Pozostałości obficie spłucz wodą.
Skin79 BB Cleanser.jpg

Opakowania organoleptycznie nie zbadałam, ale już na fotce widać, że mamy do czynienia ze zgrabnym, niewielkim słoiczkiem z dozownikiem.
Sam żel opisałabym jako żelowy, białawy budyń.Kosmetyk ma bardzo przyjemny zapach z grupy morskich, "bryzowy", "niebieski" i kojarzy mi się też trochę ze świeżo prasowanym praniem [którą to woń zresztą uwielbiam :D].
Żel należy nałożyć równomierną, cienką warstwą na twarz i poczekać, aż sam z siebie zamieni się w pianę. Muszę przyznać, że to bardzo ciekawe uczucie na skórze, gdy zaczyna musować i lekko mrowić, jakby mrówki delikatnie po niej deptały.
Kiedy piana jest już wystarczająco obfita przychodzi czas na masaż. Wtedy pod palcami mus zmienia się w tłuste mazidło, jakby lekko zemulgowany olej. Jeśli wystarczająco długo będziemy go masować, to zupełnie wchłonie się w skórę.
Czas na płukanie, co należy zrobić obficie. Na początku palce ślizgają się po skórze. Gdy już będzie czuć pod palcami, że zniknęły wszystkie pozostałości czyścika, można zakończyć tę czynność. Gotowe :)
W efekcie tego ciut długiego, ale jakże przyjemnego procesu otrzymujemy bardzo dobrze oczyszczoną twarz. Skóra jest nawilżona i odpowiednio natłuszczona, ale nie tłusta. Po użyciu tego zmywacza rano budziłam się ze zmatowionym czołem. W dotyku naskórek jest przyjemnie jędrny, gładki.

Preparat ten testowałam też jako tradycyjny żel, bez tej całej musującej otoczki. Stosowany w ten sposób nie wytwarza piany, jedynie lekko bieli powierzchnię skóry. Podczas mycia daje duży poślizg, jakby twarz była posmarowana galaretką :P. Z poziomu oczyszczenia byłam zadowolona.

Ogólnie rzecz biorąc to całkiem fajny produkt, o bardzo ciekawej formie aplikacji :), która mocno przypadła mi do gustu. Ciut trudno się zmywa, ale fajnie pielęgnuje i oczyszcza. Mam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie :) Choć z drugiej strony jest nieco przydrogi, jak na gadżet do mycia twarzy. Są tańsze rozwiązania, które oczyszczają równie dobrze.

Cena: ok 45 zł / 100ml
 

darkbeauty
 
Część produktów "naturalnie" się skończyła, część odstawiam z własnej woli, a części nie chce mi się bełtać i nie byłam sumienna w ich używaniu, więc tymczasowo je odstawiam... szykuje się zatem nowy program pielęgnacji. Zacieram rączki, bo będzie trochę nowości do testów i wreszcie skorzystam z zachomikowanego ślimaka. A nawet czterech ślimaków :P
Brzmi dziwacznie?...
Zaraz wszystko się wyjaśni...

Rano:
- oczyszczanie twarzy płynem micelarnym BeBeauty
- tonik Nantes
- Mizon, Snail Repair All in One Cream

- a do tego jeszcze ślimakowy BB Mizona, który nie załapał się na fotkę ;)
pielegnacja maj13rano.jpg

Wieczorem:
- oczyszczanie twarzy żelem z peelingiem Ives Rocher, SeboSpecific, Nettoyant Gommant Doux
- tonik Nantes
- serum wybielające wzbogacone ekstraktem z aceroli
- pod oczy Yedam Yun Bit Snail Cream [odlewka w czarnym słoiczku]
- Mizon, Snail Recovery Gel Cream
pielegnacja maj13wieczor.jpg

+ Mizon, S-Venom Wrinkle Tox Cream aplikowany w newralgiczne miejsca.

Jak widzicie - cztery ślimaki. Jak w mordę strzelił ;)
No może nie do końca, bo akurat liczę, że moja paszcza nie będzie wyglądała, jakby mi ktoś krzywdę wyrządził ;) Wręcz przeciwnie, liczę na magiczne uzdrowienie, bo ostatnia kuracja niezbyt mi służyła.

Ciekawe ślimaczej kuracji? A może macie już doświadczenia z tymi kosmetykami? Jak wrażenia?
  • awatar thesedreamss: uwielbiam ten płyn micelarny :D
  • awatar Dark Beauty: @NatuŚśśś: Ale za to jak Ty dbasz o ciało! Poezja! Zazdroszczę samozaparcia :) @thesedreamss: Fajny jest, rzeczywiście, ale doszły mnie słuchy, że mają go wycofać, słyszałaś coś o tym?
Pokaż wszystkie (2) ›
 

darkbeauty
 
Buduję swoją wishlistę po raz kolejny, chociaż nie powinnam :o, bo mimo wszystko nadmiar kosmetyków wciąż zalega w mojej tajemnej szafie...
Łotewer :P
Przecież rasowa kosmetykoholiczka nie może się pozbawić tej przyjemności. Chociaż tyci-tyci ;)
W maju zaopatrzę się zatem w:
- szampon Joanna Rzepa
- płyn micelarny [być może Bielenda]

- próbki CC Creamów
- It's Skin VC Effector
skin effectors.JPG

Jak widzicie, starałam się nie szaleć ;)
Same niezbędniki... no prawie :)
Szamponów w zapasie mam tylko dwa  i chcę je przetestować razem z pasującą odżywką, a płyn micelarny właśnie mi się kończy.
Z effectorem, fakt, poszalałam, ale niewinne próbeczki CC Creamów... taki drobiazg można wybaczyć, prawda?
 

darkbeauty
 
W kwietniu skromnie, choć wciąż za dużo :o
zakupy maj13.jpg

- Inecto, Pure Coconut - odżywka nabłyszczająca
- My Secret, cień do powiek nr 512
- Tony Moly Lumionous Pure Aura CC Cream
- Mizon Corect Combo Cream
- Skin79 Scandal Rose BB Cream

Taaak... odżywki do włosów piętrzą się na półce [te w sprayu również] i mam kolejkę na dobrych kilka miesięcy. Ale nie powstrzymało mnie to przed zakupem kolejnej :o Piękny zapach i tylko5 składników!
Kolorówki też miałam nie kupować, ale mam słabość do brzoskwiniowych cieni, a do tego promocja była :P
Azjatycka kolorówka do twarzy... Same wiecie :D
Na CC skusiłam się w ramach akcji testowania kosmetyków z tego trendu, natomiast BB zachwycił mnie kolorem podczas ostatnich rozbiórek [jeden z jaśniejszych beżów z odrobiną żółtego podtonu] i musiałam spróbować na własnej skórze.

Jak widzicie, nie jest to dużo [jak na mnie ;)], ale i tak brakuje tu niezbędnych kosmetyków, wszystko ponadprogramowe... Ale chyba widać jakiś progres?
Pokaż wszystkie (4) ›
 

darkbeauty
 
Ostatni miesiąc upłynął mi pod znakiem CC Creamów. Pojawiły się one na mojej liście zakupowej [i już teraz Wam zdradzę, że oczywiście nakupiłam więcej, niż powinnam :P], pojawiły się w formie wpisu o trendach na blogu, pojawiły się także w postaci rzeczywistej :), albowiem pewna Bardzo Sympatyczna Osoba podzieliła się ze mną odlewką.

Przez ostatnie tygodnie CC Cream w miarę regularnie występował jako ostatni etap mojej porannej pielęgnacji. Dzisiaj trochę Wam o nim opowiem :)
iFiona moist CC Cream 1.jpg

*Opis producenta:*

Moist CC Cream zawiera EGF [Epidermal Growth Factor] oraz różnorodne ekstrakty roślinne, które efektywnie niwelują problemy skórne takie jak: poszarzała skóra, zaczerwienienie, suchość, rozszerzone pory, nadwrażliwość. Przywraca skórze wewnętrzny blask.
Podczas aplikacji kremu mogą pojawić się małe krople wody na powierzchni naskórka. Wklep je w skórę, aby dostarczyć jej wszystkich substancji odżywczych zawartych w kosmetyku.
Moist CC Cream łączy różnorakie właściwości w jednym kremie:
- ujednolicenie kolorytu
- utworzenie warstwy ochronnej przez niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi,
- rozjaśnienie naskórka
- nawilżenie
- ochrona przeciwsłoneczna
- regeneracja skóry
- naturalny, świeży makijaż

Odpowiedni dla każdego rodzaju skóry, również suchej i wrażliwej.

Sposób użycia:
Po wykonaniu codziennego rytuału pielęgnacyjnego nałożyć na twarz i szyję odpowiednią ilość. Wklepać delikatnie w skórę aż do kompletnego wchłonięcia. Może być używany solo jak również w roli bazy pod makijaż. Unikać kontaktu z oczami. Przerwać używanie w razie wystąpienia podrażnienia skóry.

Opakowania w ręku nie miałam, ale wygląda sympatycznie. Niebieska barwa i charakterystyczny rysunek kota przykuwają wzrok. Klasyczna tubka ze srebrna nakrętką.

Co w środku? Pierwsze wrażenie: gęsty, w konsystencji trochę jak margaryna lub krem nivea kosmetyk, który trudno nabrać z płaskiego opakowania, bo nijak nie chce "przykleić" się do palca. zazwyczaj wystarczy dotknąć opuszkiem aby nabrać podkład czy BB, a tutaj zetknięcie powoduje uślizg na boki. Jakbym dotykała sprężystej powłoki. Najwygodniej jest go chyba nabierać szpatułką, choć przy odrobinie determinacji na palce też da radę :)
iFiona Moist CC colour.jpg

Co dalej? Jak już uporamy się z nabraniem CC i połozymy go na skórę twarzy, czeka nas kolejna niespodzianka. Tutak krem też się ślizga, pozostawiając skoncentrowaną plamę i lekko rozmazaną otoczkę wokół niej. Aby dobrze go rozsmarować, trzeba się nieźle namachać. Kolistymi ruchami, again and again and again, aż wreszcie zbitek masy ustępuje i zaczyna na skórze zostawiać cienkie, jaśniejsze smugi. A my paćkamy dalej.
iFiona Moist CC blending.jpg
Pod palcami czuć, jak krem się topi, pozostawiając wyraźne uczucie nawilżenia. Jest wyraźnie mokry. I jeszcze trochę smarujemy. Aż smugi zostają całkowicie roztarte, staną się niewidoczne i znikną całkowicie z powierzchni skóry, a krem stopi się z nią i...

Co na końcu? I stanie się jednością.

Tak to właśnie działa. Po dość żmudnej aplikacji, kiedy już wreszcie odpowiednio rozprowadzimy krem, zniknie on zupełnie tak, jakbyśmy nic nie mieli na twarzy. W przypadku iFiona Moist CC kosmetyk autentycznie niemalże się ulatnia. Nawet kolejne warstwy nie zmieniają tego stanu rzeczy, nie musimy się więc obawiać efektu maski. Jeśli przyjrzymy się dokładnie, to owszem zostawia na skórze pewien film, jednakże jest to zupełnie coś innego, niż w przypadku BB.
iFiona Moist CC effect.jpg
Skóra po nałożeniu iFiony jest wyraźnie rozjaśniona. Ale nie ma w tym grama sztuczności. odcień skóry mojej twarzy jest z natury ciemniejszy od szyi. Nałożenie omawianej iFiony niweluje tę różnicę. Krem praktycznie niemal nie daje żadnego krycia i koloru, choć w opakowaniu/w postaci skoncentrowanej ma ładną barwę rozbielonej brzoskwini złamanej nutką beżu. Taki przyjemny, pastelowy, łagodny odcień. Krycia i koloru brak, choć zauważam subtelne ujednolicenie cery. Oprócz wspomnianego wcześniej rozjaśnienia uzyskujemy też przyjemną gładkość. Zauważyłam, że utrzymuje się ona także po zmyciu. Być może to zasługa nawilżenia, bo krem ów naprawdę zaskakująco dobrze nawilża. Wypełniona wodą skóra staje się jędrna, niwelując od wewnątrz mikronierówności.

Kolejna sprawa, to sztuczka, którą CC robi z porami. Magia normalnie :D Kilka muśnięć palcem i pory znikają jak zaczarowane. Byłam w niemałym szoku, gdy pierwszy raz zobaczyłam efekt.
iFiona Moist CC pore action.jpg

Zaskoczenie za zaskoczeniem. Nie tego się spodziewałam biorąc do ręki CC Cream.

Nie wiem, czy wszystkie są takie [pewnie nie :/] ale ten wywarł na mnie ogromne wrażenie i już wiem na pewno, że kupię pełen wymiar. Jeśli akurat nie będę nosiła go solo, to z całą pewnością będzie wspaniałą bazą pod BB Creamy. Wiem, bo już próbowałam tej kombinacji i to się sprawdza [acz z czasem pewnie znajdą się wyjątki, jak ze wszystkim ;)].

Jestem z niego bardzo zadowolona. U mnie się sprawdził i polecam. Nie jest to łatwe mazidło, nie każdy się pewnie z nim polubi, ale jeśli lubicie eksperymenty, to dla tego efektu warto.

*Skład:*
Water, Dimethicone, EGF, Centella Asiatica Extract, White Tea Extract, Green Tea Extract, Dipotassium Glycirrhizate, Butylene Glycol, Allantoin, Titanium Dioxide, Dimethiconol, Hydroxyethyl Urea, Parfum

Bardzo, ale to bardzo zaskoczył mnie skład [o ile to pełna informacja]. Krótki i dość mocno wypełniony dobroczynnymi substancjami. Bez zbędnych wypełniaczy, nadmiaru konserwantów, mnóstwa emulgatorów i   substancji konsystencjotwótczych. Esencja.

Cena: ok. 80 zł / 40ml
  • awatar Kicia Wampirzyca: Robi wrażenie! Chociaż osobiście nie chciałoby mi się tak męczyć z aplikacją, ale efekt naprawdę super:)
  • awatar choccolate: ładnie wygląda na twarzy i też się zaskoczyłam krótkim składem :o
  • awatar Dark Beauty: @choccolate: Ciekawe jak inne iFiony [jest ich kilka kolorów], Ta jest naprawdę obiecująca. Szkoda tylko, że wszystkie trudno dostępne :0 @~Kicia~: Można się przyzwyczaić ;) i nie trzeba uważać na smugi ;) Całość zajmuje w sumie nie więcej niż kilka minut :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

darkbeauty
 
Jakiś czas temu [całkiem spory] w moje ręce wpadło kilka próbek tego kosmetyku. Pozwoliły mi one na kilkunastokrotne użycie, toteż myślę, że mimo wszystko jestem już w stanie co nieco powiedzieć o działaniu tego... dziwnego mazidełka :)

*Opis producenta:*

Dr Jart+ All Out Black Head usuwa tzw. "czarne główki" oraz rozpuszcza zanieczyszczenia.

Pozbywa się ze skóry wągrów, oczyszcza pory z sebum jednocześnie kontrolując nadmierne wydzielanie sebum, pozostawia skórę skrzypiąco czystą. Łagodzi i koi skórę suchą, delikatną, pozostawiając ją aksamitnie gładką i miękką.

Formuła bogata w składniki regeneracyjne nawilża, uspokaja i wygładza naskórek. Odpowiednio zastosowane rozwiązania zwężają rozszerzone pory. W jedyne 10 minut!

Nałóż serum na skórę, poczekaj 10 minut i rozpocznij delikatny masaż.

Opakowanie możecie zobaczyć na poglądowym zdjęciu. Prawdopodobnie plastikowa buteleczka z dozownikiem i przezroczystą nakrętką o pojemności 100ml, utrzymana w srebrno czarnej kolorystyce.

Opakowanie możecie zobaczyć na poglądowym zdjęciu. Prawdopodobnie plastikowa buteleczka z dozownikiem i przezroczystą nakrętką o pojemności 100ml, utrzymana w srebrno czarnej kolorystyce.
Dr Jart All Out Black Head op..jpg

A w środku... w środku siedzi dziwadełko, którym osobiście byłam bardzo zaskoczona. Spodziewałam się czegoś w stylu glinki, a tymczasem wewnątrz kryje się żelowaty olejek. Ma lekko mleczny kolor, jest półtransparentny, dość gęsty i lepki. zapach delikatny, o ile dobrze pamiętam - kojarzył mi się z cytrynami/cytrusami.

Należy nałożyć tą dziwną papkę na skórę i rozprowadzić równomiernie cienką warstwą, po czym odczekać 10 minut, aż nieco przyschnie [?] i zacząć... masować w miejscu aplikacji. Pod wpływem masażu olejek zamienia się w grudki, roluje się, przy okazji [teoretycznie] wyciągając zawartość z porów i robiąc przy tym delikatny peeling :). Na koniec trzeba jeszcze przemyć skórę ciepłą wodą.

Wrażenia zaraz po samym zabiegu miałam takie, że coś rzeczywiście jest na rzeczy i działa. Chociaż nie mam może zbyt wielkiego problemu z "czarnymi główkami" czy rozszerzonymi porami, to skóra w miejscu aplikacji faktycznie wyglądała na lepiej oczyszczoną, a pory były dobrze domknięte. Do tego powierzchnia naskórka była gładka i optymalnie natłuszczona. Miałam wrażenie, że olejek faktycznie rozpuścił to, co zalegało w zagłębieniach skóry.
Dr Jart All Out Black Head.jpg
Kropla przed aplikacją           Warstwa na skórze        Efekt po zastosowaniu

Jednakże... efekt po pierwsze nie był spektakularny, a po drugie - krótkotrwały. W sumie nie wytrzymywał nawet dnia.

Na dłuższą metę to zbędny gadżet, a do tego dość kosztowny.

Cena: ok 100 zł / 100ml.
 

darkbeauty
 
Ostatnia kropelka kremu zniknęła niedawno z opakowania, czas więc na recenzję nawilżającego przyjemniaczka firmowanego znaczkiem Mizon.

*Opis producenta:*

Specjalna wodna formuła, aby dostarczyć efektywną dawkę nawilżenia wgłąb skóry!

Zróżnicowana woda - AQUA DEEP MOIST FORMULA EX - kombinacja różnych rodzajów wody to jeden z najważniejszych etapów procesu tworzenia kremu nawilżającego. Mieszanka wody z alaskańskiego lodowca, wody z głębin morskich, woda hita heaven [japońska woda źródlana] oraz soku z brzozy dostarcza niesamowitej dawno nawilżenia.

Uczucie odświeżenia oraz chłodzenia - lekka, żelowa konsystencja odpowiada za przyjemny, chłodzący efekt, odczuwalny gdy tylko krem dotknie skóry. Przywraca jej odpowiednią temperaturę.

Bezolejowa, świeża formuła - bogaty krem nawilżający z olejami w składzie może obciążać i zapychać skórę, zwłaszcza tłustą i mieszaną. Watermax Aqua Gel jest wchłaniany bardzo szybko wypełniając ją porcją nawilżenia bez uczucia obciążenia.

Ulga dla skóry - naskórek wystawiony jest na wiele niekorzystnych czynników, takich jak promienie UV czy środowiskowe zanieczyszczenia. Ekstrakt z oczaru, arbuza, bazylii, białego lotosu przynoszą skórze ukojenie i dają jej ochronę przed niekorzystnym wpływem z zewnątrz.

Główne składniki:
- gliceryna, kwas hialuronowy - efektywne nawilżenie
- atellocollagen, oliwa z oliwek - elastyczność skóry
- ekstrakt z oczaru, arbuza i lotosu - chroni przed podrażnieniami, koi i regeneruje
- zróżnicowana woda - lodowiec na Alasce, woda z oceanicznych głębin, aktywny hydrogen, sok z brzozy

*Sposób użycia:*
Nałożyć odpowiednią ilość na oczyszczoną twarz, wklepać do całkowitego wchłonięcia.
Mizon Watermax Gel Cream.jpg

Do zakupu kremu zachęciła mnie akurat trwająca rozbiórka. I chociaż na początku trochę się wachałam, to ostatecznie postanowiłam spróbować.

I tak oto w moje ręce wpadło tajemnicze, jasnoturkusowe pudełko, na którym umieszczono wszystkie informacje, w tym również w języku angielskim, co cieszy bardzo, bo jednak trudno mi rozszyfrowywać koreańskie krzaczki. Każdy z kosmetyków Mizona, jaki przewinął się przez moje ręce, zabezpieczony był charakterystyczną, okrągłą plombą z logiem marki.
Mizon Watermax Gel Cream closed.jpg

W środku znajduje się potężny [jak na krem] słoik z biała nakrętką. Wygodny w użytkowaniu, osobiście wolę słoiczki niż tubki, bo pozwalają dużo swobodniej wydobyć zawartość i dotrzeć do ostatnich ml kremu. Można debatować nad higieną takiego rozwiązania, ale wygoda jest niezaprzeczalna, bo nie trzeba niczego przecinać, strzepywać ze ścianek i takich tam ;). A skoro już jesteśmy przy tubkach, to możemy się zaopatrzyć w kosmetyk i w takim opakowaniu, o mniejszej pojemności [tylko 45ml]. Mój słoik jest wykonany z lekkiego, lecz solidnego plastiku.
Mizon Watermax Gel Cream 2.jpg

Konsystencja kosmetyku jest... dość osobliwa :) Kremożel? Żelokrem? Dla mnie to zwarty, lecz niezwykle lekki żel o morskim zabarwieniu, półtransparentny. Trochę ciężko go nabrać na palec [szpatułka załatwia sprawę], ale za to jak już się z tym uporamy, jego aplikacja jest po prostu bajeczna!
Przy zetknięciu ze skórą kosmetyk jakby topi się, staje się mokry, oddaje wodę. Na skórze daje idealny poślizg, po czym bardzo szybko się wchłania, pozostawiając ją gładką, miękką i przyjemnie nawilżoną, bez uczucia lepkości czy filmu.
Mizon Watermax Gel Cream in.jpg

Nawilża przyzwoicie i odczuwalne jest to przez kilka godzin od aplikacji, choć spodziewałam się czegoś silniejszego po czymś co ma aż 3 odniesienia do wody w nazwie ;). Albowiem pełna nazwa kosmetyku to Mizon, *Aqua* Bank, *Watermax* *Aqua* Gel Cream. Ale się nie czepiam, bo krem ów fajny jest. Jego lekka [bezolejowa!] konsystencja nie dusi skóry, nie zapycha i nie wywołuje podrażnień, przynajmniej w moim przypadku. Pierwsze skojarzenie, jakie miałam - będzie idealny na lato, właśnie dzięki lekkości i przyjemnemu uczuciu chłodu, jakie towarzyszy aplikacji. Nadaje się pod makijaż, aczkolwiek wtedy trzeba uważać z ilością warstw, bo u mnie czasem lubi zbiesić się w okolicach brody i żuchwy.
Mizon Watermax Gel Cream sklad.jpg

Na koniec jak zwykle skład :)
Niektórych może przerazić jego początek [OMG, Silikony! Alkohol!], aczkolwiek ja oceniam go dobrze. Sporo substancji nawilżających, niacynamid, kilka fajnych wyciągów, a nawet woda z lodowca ;)
That works for me :D

Skusicie się na zakup? A może macie już z nim doświadczenia?

Cena: ok 20$ za 125ml lub ok 8$ za 45ml
  • awatar SuzanneM: Mam ten krem, ale niestety dla mnie za słabo nawilża. Skóra pije go jak szalona, więc jakoś mało wydajny się wydaje;)
  • awatar Dark Beauty: @NatuŚśśś: Polecam, bo jest naprawdę fajny :) @SuzanneM: Fakt, szybko wnika w skórę i pokusa nakładania kolejnych warstw jest spora, co stawia pod znakiem zapytania jego wydajność. Ale u mnie 1-2 zupełnie się sprawdzają, nie ma potrzeby nakładania kolejnych :)
  • awatar Taste of Joy: nie znam :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

darkbeauty
 
Tak się dziwnie [?] składa, że najczęściej w cyklu "ładne kosmetyki" lądują róże. Tak będzie i tym razem.
Puzdereczko i jego zawartość od razu przykuły mój wzrok.
Skinfood Flora Tea blush.jpg

Może nie jest to naj-naj design jaki widziałam, ale wydał mi się wyjątkowo słodki. Może nawet nieco kiczowaty, przyznaję, ale niestety mam słabość do takich ;)
Na uwagę zasługuje także samo opakowanie, nie tylko wzorek na zawartości. Urzekające!
Generalnie cała kolekcja utrzymana jest w tym klimacie. O, tu jeszcze jeden przykład:
Skinfood Flora Tea eyeshadow.jpg

A żeby nie było, że tylko azjatyki i azjatyki, to powiem, że design różu z limitki Essence [Vintage District] też mi się bardzo podoba :) Może nawet bardziej niż tego od Skinfood.
Essence Vintage District blush.jpg

I bardzo żałuję, że to nie mój kolor, bo kupiłabym go na pewno :)

Macie w swoich zbiorach jakieś cudeńka, które cieszą oko?
  • awatar migus: Pięknie wyglądają, urocze kosmetyki.
  • awatar Dark Beauty: @migus: Aż mam ochotę kupić cień lub róż właśnie, dla samego opakowania :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

darkbeauty
 
... czyli wibratorek-aplikatorek LOL lub też wibrator nakładający podkład :P.

Jakiś czas temu, chyba rok, może ciut więcej, po raz pierwszy moja skromna osoba spotkała się z ustrojstwem służącym do nakładania podkładu lub BB creamu w postaci gąbeczki umieszczonej na ruchomej głowicy. Ustrojstwem o tyle ciekawym, że... no... wibrującym, wklepującym mazidło w naszą skórę z zawrotną prędkością, niekiedy dochodzącą do 16 000 uderzeń tudzież wklepań na minutę. Maszyneria owa ma za zadanie zapewnić idealne, równomierne rozprowadzenie mazidła kolorowego, świetne krycie, ale dające naturalny efekt i ukrycie porów. Do tego efekt ma być wyjątkowo trwały.

Pierwszy klepacz podkładu, z którym się zetknęłam, firmowany był znakiem Enprani. Marka dość mało znana i niekoniecznie popularna.
Enprani auto puff.JPG

Wynalazek ciekawy, choć raczej nie przykuł mojej uwagi na dłużej. Ot taka ciekawostka.
Ale jak się okazuje, wywołał niemałą rewolucję.
W rok później prawie każda marka kosmetyczna [w Korei] dąży do tego, aby mieć własny wibratorek.
BRTC vibrating puff.jpg
Cheek room auto puff.JPG
Evelov auto puff.JPG
Hera auto puff.jpg
Im Star auto puff.JPG
Imyss auto puff.JPG
Missha auto puff.jpg
Secretkey auto puff.jpeg
Skin79 auto puff.png
TonyMoly auto puff.JPG

Jak widać do wyboru mamy różnorakie formy, kształty i kolory. Cena tego wynalazku kształtuje się bardzo różnie, w zależności od marki i parametrów; wg ebay od 50 zł w górę.
Szczerze powiem, że o ile na początku podchodziłam do tego ustrojstwa bardzo sceptycznie i klepacz wydał mi się nieco śmieszny, to teraz czuję się co najmniej zaintrygowana tym wynalazkiem. I kto wie, czy w przypływie wolnej gotówki przypadkiem się na niego nie skuszę :)

Słyszałyście już o wibrujących gąbeczkach?
Jak się zapatrujecie na ten patent?
  • awatar Lady92: Pierwszy raz na oczy widze tą maszyne :) no ciekawe czy faktycznie tak dziala..
  • awatar don't hide your feel: śmiechowe, czego to ludzie nie wymyśla, żeby zarobić ;P
  • awatar rozterkowakobita: wow, ale gadżet, ja jestem wierna nakładaniu podkładu ręką i myślę, że nic tego nie zmieni.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

darkbeauty
 
Dzisiaj notka o BB Creamie, który może nie jest najlepszym tego typu kosmetykiem, z którym miałam do czynienia, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i zdążyłam go polubić. Kupiłam go już dawno-dawno, na fali pierwszego zauroczenia BB Creamami i tak sobie odczekał trochę zapomniany. Jednakże wygląda na to, że przestał być już dostępny :( [ech, moje fatum...].  No właśnie, zapomniałam o nim i ten brak towaru to chyba kara za to :P

Whatever, bez wdawania się w dalsze niuanse - recenzja :)

Opis producenta [improwizowany ;)]:

Iope Repair BB Cream z Redness Control Formula [redukcja rumienia i zaczerwienień?] nadaje się do każdego typu cery. Zawiera Water Gel Complex, ekstrakt z czarnej fasoli oraz jujube. Kondycjoner skóry - madecassoide - zwalcza pierwsze oznaki starzenia się skóry. Ochrona przeciwsłoneczna SPF 20/PA+
Moja spora, bo aż 10ml miniaturka miała postać estetycznej tubki z nakrętką. Dozownik z zakończeniem w formie "dziubka" - poręczny, wygodny, precyzyjny.
Sam krem jest dość rzadki i lekki. Jego kolor określiłabym jako beżowy, dosyć jasny. Od razu moją uwagę zwrócił jego zapach. Zazwyczaj woń bb creamów postrzegam jako mydlaną, a tutaj w moje nozdrza trafiły bardzo przyjemne i przy tym delikatne nuty jakby kwiatowe podbite odrobiną świeżej mięty.

Chociaż kosmetyk jest w zasadzie płynny, to bardzo zdziwiła mnie aplikacja, bo wydawał się podczas niej trochę suchy, nie dawał takiego poślizgu jak inne BB i trochę trudno było mi go równomiernie rozprowadzić. Ostatecznie jednak wystarczyło trochę wprawy i udało nam się dojść do porozumienia :], ba! z dnia na dzień było coraz lepiej, a kosmetyk spodobał mi się jeszcze bardziej :)

Krycie, jak zobaczycie na zdjęciach poniżej jest raczej średnie, a nawet słabe... Kolejne warstwy nieco potęgują efekt, ale nie uzyskamy pełnego krycia. Wyraźnie widać to na moich fotach, gdzie skórę miałam w niezbyt dobrej kondycji i do schowania sporo, oj, sporo...
Iope Repair BB pozostawia naturalny glow, ładny, satynowy. I choć nie przepadam za tym efektem, tu akurat mi nie przeszkadzał.
Iope1.jpg

Iope2.jpg

Ładnie stopił się ze skórą, odrobinę ją rozjaśniając i wyglądał... w zasadzie nie wyglądał, bo był niewidoczny ;) ;) ;) Nie zauważyłam, aby kolorystycznie odcinał się od szyi [na fotce wygląda to trochę inaczej, ale wynika z różnicy odległości płaszczyzn]. Pory ukryte :). Dobrze współpracował z moją skórą, nie podrażnił jej ani nie zapchał, nie wysuszył. Jest trwały, ale lubi znikać ze skrzydełek nosa. Chociaż to u mnie chyba takie szczególnie newralgiczne miejsce, z którego wszystko szybko znika ;). Lekka formuła sprawiła, że nie czułam warstwy na twarzy - niemal jak druga skóra :). Idealny na lato dla cer wymagających lekkiego ujednolicenia. SPF 20.
 

mrumiomiu
 
Do posiadaczek owego bb creamu...

czy nada się on do suchej skóry ?
Nawilża, matuje?
który kolor jest jaśniejszy, fioletowy czy zielony?

z góry dziękuję za wszelkie opinie i rady:*
  • awatar levo: mam fioletowy, jestem bardzo blada i niestety okazal sie za ciemny dla mnie :C jesli chcesz to ci moge podeslac odlewke, skontaktuj sie na priv :)
  • awatar Mefi: Mnie by życie ten zielony uratował myślę, ale skąd on?
  • awatar Kicia Wampirzyca: @levo: Wysłałam priva:)
Pokaż wszystkie (21) ›
 

darkbeauty
 
Prawie 1,5 roku temu opublikowałam na blogu pierwszą notatkę o CC Creamach.
darkbeauty.pinger.pl/m/8239678

Dzisiaj chciałabym wrócić do tematu, albowiem... stał się on bardzo na czasie :)
Kiedy pisałam pierwszą notkę na ten temat, na rynku obecne były w zasadzie dwie, dość trudno dostępne marki tych produktów.

Dzisiaj gama kosmetyków jest znacznie szersza i co chwilę pojawiają się CC Creamy kolejnych marek.
Ba! Nawet na zachodnie odpowiedniki nie trzeba już czekać [jak było w przypadku BB, które na rynek weszło z dużym opóźnieniem w porównaniu do Korei] - już pojawiły się CC Chanel , Smashbox, widziałam też ów produkt w ofercie marki Mariza.
CC Creamx.jpg

Jak to powiedział Mel Gibson w jednym z filmów - It's happening ;)
Wkraczamy w erę CC :)

I ja też w nią wkraczam :) Jakiś czas temu od bardzo sympatycznej Osoby dostałam do testów odlewkę kremu iFiona, którą przez najbliższe dni chcę trochę popaćkać po paszczy. A potem oczywiście zdam Wam relację :)
Zdradzę Wam też po cichu, że lecą do mnie pierwsze CC z "nowej fali".
Yay!
 

 

Kategorie blogów