Wpisy oznaczone tagiem "ból serca" (3)  

lalkazombie
 
Lalka Zombie: Oglądałam wczoraj mieszkanie do kupienia. Było ładne, kuchnia duża, urządzona ze smakiem, w oryginale, lekko odświeżone, zostały cegły i parkiety. Kamienica sama w sobie urocza, czyli taka, jaką kociaki lubią najbardziej: obdrapana i z oddechem historii. Kto wie, może wciąż tkwią w niej ruskie pociski?
Niestety, piętro trzecie ( w ogłoszeniu jest napisane, że parter), więc ja- podstarzała sercówka, ledwie się wgramoliłam. Brak salonu i balkonu było gwoździem do trumny. Ale nic to. Szukamy dalej, sezon się dopiero rozpoczął! : DDD
  • awatar Chrysalis ♕: Też uwielbiam takie kamienice :D Powodzenia dalej :p
  • awatar Róża Fruzia ♕: Na pewno coś znajdziesz :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

dla.niej
 
dla.niej: "obudziłem sie przed świtem, jak po
każdym przebudzeniu z serca
wyciągnąłem kilka kul, dłonie były
przemarznięte już zimnymi jak lód
łzami ale udało mi sie chwycić
papierosa w ręce i usunąć te piękne chwilę z powietrza, myślami
przeszedłem przez drzwi do pokoju w
którym był typ i mówił że jak sie
podniose to wygram życie, radość i
szczęście, czułem że to ten dzień więc
spróbowałem. gdy już moje ciało było w powietrzu uśmiechnąłem sie
sekundę później upadłem, założono
kajdany na moje nogi i ręce, jako
poduszke dostałem żarzące sie
kamienie a ich słowa jasno mówiły-
do bólu musisz sie przyzwyczaić."- dla.niej
Orginał.jpg
 

sevensperfection
 
Sevens perfection:

Hej kochane!
Przepraszam, że przez ostatnie dni nie dodawałam bilansów, ani w ogóle nic. Z resztą i tak pozwalałam sobie na zbyt wiele słodkości, itp., więc nieciekawie by to wyglądało. Kurczę! Muszę się bardziej zdyscyplinować! Chcę do wielkiej nocy schudnąć tak, żeby to było widać, a czuję, że stoję w miejscu.
Nie wiem czy nie zrezygnować z tego bloga... tak się zastanawiam. Ale jeszcze troszkę poczekam. Nudzi mnie to, że mój blog to same praktycznie bilanse i nic i tak z nich nie wynika, bo ciągle wracam do swojej poprzedniej wagi przez takie dni jak te dwa ostatnie, gdzie praktycznie jadłam wszystko i nie miałam już siły na wymiotowanie. Serducho mnie tak w pewnym momencie bolało, że szok. Muszę skończyć z tym, ale nie potrafię się przełamać. Nie potrafię się od tego odciąć, nie myśleć o tym i zacząć coś nowego. Nie potrafię. Nie wiem jak się uwolnić od jedzenia.
Może zacznę dodawać do bilansów wszystko co naprawdę przełknęłam wciągu dnia i co praktycznie zwróciłam. To by było w sumie fair. I może trochę by mnie to zdemotywowało do kontynuowania tej farsy. Chyba tak zrobię! Będę zapisywać WSZYSTKO, bez wyjątku.  
Czuję się winna. Codziennie. Że jem, to czego nie powinnam. I szybko lecę do kibla. Ostatnio potrafiłam objeść się do maksimum kilka razy wciągu dnia i wymiotować za każdym tym razem. Serce mi już nie wyrabiało. Dziś w ogóle nie wymiotowałam, ale za to jadłam co popadło. Przegięłam i to ostro. Wykańczam się. Znów tracę kontrolę.  
Był moment, że przestałam się nienawidzić za to co robię. Zaakceptowałam się. Mówiłam: OK, ogarniasz jakoś, tym się objesz - wyrzygasz i reszta posiłków będzie już idealna. Ćwiczysz, chudniesz. Jest super!
Ale gdy zaczęłam robić to więcej niż raz dziennie, czasami panicznie gdy coś tylko przegryzłam niezdrowego, bałam się przytyć, więc od razu leciałam do toalety. Bolało mnie serce, gardło, głowa... i ciągle byłam spragniona. Czułam się fatalnie, jakbym miała zaraz umrzeć. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Bulimia naprawdę zjebała mi psychę i daje mi do wiwatu. Znów nie ogarniam i znów zaczęłam siebie nienawidzić.

Od jutra piszę wszyściutko. Każdy kęs, każdy okruch, każdy plasterek. Choćbym miała się totalnie tutaj pogrążyć. Nie oczekuję od was wsparcia, nie trudźcie się na wymuszone: "dasz radę" "trzymaj się" itp.
Nie zasługuję na te słowa. Jestem oszustką. Beznadziejną oszustką. Mam ochotę narzygać sobie w twarz.  


A! Jeszcze jedna sprawa... nie wiem czy do czwartku będę miałam kompa, bo brat go zabiera ze sobą i będę bez kontaktu z wami całkowicie. Więc pewnie w czwartek lub w piątek spiszę wszystkie bilanse razem. Okaże się jutro czy go weźmie czy nie. Z resztą zobaczycie. Mam cień nadziei, że jednak mi go zostawi, bo ja bez internetu to jak bez prawej ręki.

Dobranoc motyle :*
  • awatar Karenina09: Hej, każdy ma chwile słabości(ja też), ale trzeba sprężyć dupę i działać nie? Trzeba się ogarnąć- ja tak sobie wmawiam:) damy radę, jeśli tylko się do tego przyłożymy:) wierzę w Ciebie.
  • awatar Gwiazda21: Ja uważam,ze wymiotowanie to droga na skróty...Dużo ćwicz ,a waga Ci spadnie pomimo tego,ze tak duzo zjesz..Cwiczenia to najlepsze co moze byc,poniewaz dzieki nim czlowiek chudnie..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów