Wpisy oznaczone tagiem "beverly hills" (41)  

fendi
 
Miałam tu częściej coś dodawać ale tak wyszło, że cięzko jest. Do tego matura i te sprawy. Więc dodam coś teraz i nie obiecuję, że szybko wejdę.
Podaję instagrama gdzie można mnie częsciej znaleźć: instagram.com/stiflercaroline

209.jpg


205.png


204.jpg


203.jpg


199.jpg


196.jpg


195.jpg


194.jpg


214.jpg


213.png


212.jpg


211.jpg


210.jpg


208.jpg


207.jpg


201.jpg


200.jpg


198.jpg


197.jpg


193.jpg


192.jpg


191.jpg


190.jpg


186.jpg
  • awatar PrincessAurora: 4 od końca mmmmmmnaimmmm
  • awatar zloto: Wszystkie swetry<3 no i ten klimat świąteczny<3
  • awatar kerastani: dlaczego ja w tym roku kompletnie tego nie czuje? :(
Pokaż wszystkie (4) ›
 

bowa79
 
Rozdział 10
Holistyczne pociski, robotyczne igły i strzała Kupidyna
Konferencja z Bogiem na temat scenariusza
Nathan patrzył z nad swoich kolan. Znajdował się w gabinecie Plastyka Tołstoja siedząc na najbardziej miękkiej, najniższej sofie, jaką kiedykolwiek zdarzyło mu się widzieć. Było to jak siedzenie w luksusowo wytapicerowanej dziurze. Na stole przed nim stała szklanka gazowanej wody, ale nie mógł jej dosięgnąć, a przynajmniej nie mógł tego zrobić bez pomocy liny, za pomocą której mógłby wyciągnąć się z sofy. Jego ramiona znajdowały się poniżej poziomu kolan, a głowa była opuszczona głęboko na piersi. Gdzie się podziała jego szyja, Nathan nie wiedział. Przypuszczał, że pojawi się, gdy wynurzy się z sofy, jeśli kiedykolwiek będzie w stanie to zrobić. Zresztą, w tej chwili szyja nie była mu potrzebna. W tej chwili nie dbał ani o szyję ani o wodę. Wszystko, na czym mu zależało, to jak Plastyk zareaguje na propozycję jego scenariusza.
To byłby największy możliwy przełom, jaki mógł nastąpić. Nathan pokonał wszelkie przeszkody, wszystkich recenzentów jego scenariusza, wszystkich konsultantów, wszystkich wiceprezesów do spraw opracowań. Dostał się w końcu do najważniejszego człowieka. Było to niesłychane. Dostać się do Plastyka Tołstoja, było dla pisarza niczym znalezienie Świętego Grala. Ten człowiek był posiadaczem największego imperium komunikacyjnego na Ziemi. Zamawiał więcej tekstów reklamowych niż wszyscy inni w advertaiment wzięci razem.  Wykazywał osobiste zainteresowanie prawdopodobnie nie więcej niż jednym projektem na tysiąc, z tych, które jego firmy przyjmowały do produkcji. Pisarze byli gotowi złamać wszelkie zasady artystyczne, jakie kiedykolwiek mieli, żeby tylko zjeść w tej samej kantynie, co najniższy rangą z ludzi Plastyka. Kilak lat wcześniej zanim stało się to nielegalne, jakiś licencjat z Harvardu wyizolował DNA Szekspira i wyhodował drugiego Barda Avonu. Biuro Plastyka nawet nie zadało sobie trudu, aby do niego oddzwonić.
Nathan patrzył nerwowo jak wielki człowiek chodził po pokoju. Po chwili Plastyk odezwał się nie podnosząc głowy znad konspektu, nad którym Nathan trudził się przez tak wiele samotnych nocy w hotelu.
„Czyli szczur ma zamiar zjeść dzieciaka?” powiedział.
„Tak,” powiedział Nathan. „Myślałem, że to może zmusić nas do zatroszczenia się… e w ciepły sposób.”
„Chcesz, żebym puścił scenę z mięsożernym gryzoniem jak oralnie bezcześci śliczną małą dziewczynkę w godzinach największej oglądalności?”
Nathan wyczuł pewien krytycyzm w tonie głosu Plastyka.
„No cóż, może nie zbezcześcił oralnie… To znaczy… zjadł, tak.”
„Czy może matka cię porzuciła? Spytał Plastyk z gorzkim sarkazmem. „Czy odmawiała ci karmienia piersią? Czy już wtedy zacząłeś być czubkiem” Uważasz, że szczur jedzący słodką małą dziewczynkę nie jest bezczeszczeniem? Uważasz, że jest to w jakiś sposób ładne!”
Połączenie władzy i oburzenia było porażające. Nathan zapadł się tak głęboko w swoje siedzenie, że groziło mu całkowite zniknięcie. Plastyk górował nad nim, potrząsając kilkoma patetycznymi kartkami.
„A może taki pomysł – dlaczego szczur nie zgwałci dzieciaka najpierw? Tak, mógłby najpierw ją zgwałcić, a potem ją zjeść. Czy to będzie dla ciebie dostatecznie chore? Co? Co z wami jest, angielscy  faceci? Czy teraz w Eton robi się dyplomy z przedmiotu Odrażające Zboczenia? Nie potraficie nawet napisać scenariusza bez obnoszenia się ze swoimi  sado-masochistycznymi, pedofilskimi obsesjami?”
Plastyk mógł mieszkać w Kalifornii nawet i tysiąc lat, ale nadal posługiwał się żydowskim żargonem nowojorskich mediów. Retoryczne pytania i autorytarny sarkazm stanowiły jego konwersacyjne uzbrojenie, a znajdował się on zawsze w stanie wojny. Tak naprawdę, nie miał zamiaru nikogo zranić. W rzeczywistości, chciał być zabawny. Plastyk kochał doprowadzać ludzi do śmiechu, a jeśli nikt z jego audytorium wystraszonych pracowników nie odważył się na śmiech, zawsze był gotów dostarczyć swój własny.  W tym wypadku z pewnością będzie musiał sam się śmiać, bo Nathan nie był w stanie. Był zbyt przerażony, przestraszony i zgięty w pół na sofie.
„W rzeczywistości nie widzimy jak szczur zjada dziewczynkę,” zamruczał Nathan. „Dajemy tylko do zrozumienia.”
„O, dajemy do zrozumienia!! Cos takiego! Nigdy bym nie pomyślał! Nie chwyciłem podtekstu.” Angielski akcent Plastyka nie był mniej zgryźliwy pomimo tego, że brzmiał prawie tak angielsko jak Statua Wolności.
„Do zrozumienia! Nie wciskaj mi tutaj swoich pieprzonych angielskich subtelności.” Wydawało się, że wpada w rozpacz? „ Kim ty jesteś? T.S. Eliot? Uważasz, że w godzinach najwyższej oglądalności będziesz folgował swoim obskurnym pretensjom? Uważasz, że ludzie, którzy myją samochody i są kelnerami chcą wydać swoje cenne, ciężko zarobione dolary, próbując dociekać, o co chodzi w twoich angolskich bzdurach?”
Nathan przełknął ślinę w strachu i zmieszaniu, co było czymś, czego raczej należy unikać, gdy się siedzi zgięty w pół z uszami spoczywającymi na ramionach i z kolanami wciskającymi się w policzki. Było to działanie, który niemal na pewno spowoduje czkawkę i spowodowało.
„Po co hamować się z twoją pretensjonalną, pieprzoną subtelnością? A co byś powiedział na to, jakbyśmy nawet nie mieli małej dziewczynki?” powiedział Plastyk, który, jak zawsze, lubił doić każdy komiczny temat, jaki sam uznał za obiecujący, aż do oporu. „Może powinniśmy mieć paczkę PopTarts reprezentujący małą dziewczynkę tak, aby za dziesięć lat, gdy wszyscy będziemy na zasiłku, ponieważ nasza produkcja będzie do niczego, jakiś angielski profesor z UCLA mógł obwieścić światu, że faktycznie cała ta rzecz była majstersztykiem, gdybyśmy tylko byli w stanie domyślić się, co było dane do zrozumienia!”
„Hep.”
„Chyba nie masz zamiaru zwymiotować na moją sofę? spytał Plastyk.
„Nie, mam czkawkę,” powiedział Nathan i z ogromnym wysiłkiem pochylił się do przodu dostatecznie daleko, aby chwycić butelkę z wodą stojącą na stole, zanim w powrotem pogrążył się w sofę bez dna.
„Jakbym chciał słuchać twojej czkawki. Jakby to rzeczywiście mnie interesowało. Wiesz, jaki jest tegoroczny budżet na advertainament Klaustrosfery? „ Spytał Plastyk. Minimum dwadzieścia miliardów tylko w samych USA. Zgadnij, ile dolarów już wydałem, żebyś mógł mi opowiedzieć o swoich cholernych problemach trawiennych. Sprowadziliśmy cię tutaj... wysłaliśmy po ciebie limuzynę na cholerne lotnisko! Żebyś mógł tworzyć. Więc twórz!”
„Hm… hep… uważasz może, hep, że moglibyśmy powiedzieć coś o losie dziewczynki, ale ze smakiem, no wiesz, unikając bardziej graficznych szczegółów.”
„Uważam może, hep”! powtórzył Plastyk za Nathanem z takim zabójczym sarkazmem, że więdły wszystkie rośliny doniczkowe. „Czy uważam! Nie jestem jakimś cholernym pisarzem! Ty jesteś cholernym pisarzem. Ja jestem tylko frajerem, który płaci cholernemu pisarzowi.”
Plastyk wcisnął guzik swojego interkomu. „Sara! Wiesz, jaką przeraźliwie przesadzoną sumę zażądała agentka Nathana Hoddy za usługi swego patetycznego klienta? Połącz się z nią i powiedz, że ponieważ pan Hodddy najwyraźniej życzy sobie, żebym wykonał połowę jego pracy za niego, to czy nie miałaby nic przeciwko temu, żebym wziął połowę jego wynagrodzenia.”
Nathan żałośnie czkał.
„Uważasz, że jestem dla ciebie surowy? Uważasz, że jestem niepotrzebnie krytyczny,” powiedział Plastyk.
Nathan nie odpowiedział. Nie miał nic do powiedzenia oprócz czkania.
„Chcesz zobaczyć krytycyzm!” warknął Plastyk. „Oto jest krytycyzm.”
Nagle Plastyk wyciągnął szufladę swojego potężnego biurka i wydobył pistolet. Nathan nie mógł się ruszyć, nawet gdyby chciał, ugrzęznąwszy w sofie, ale zresztą nie było na to czasu. W sekundę było po wszystkim. Plastyk zrobił dwa kroki w jego kierunku, skierował pistolet w zdumioną twarz Nathana i wypalił. Trzy strzały z najbliższej odległości. Pistolet zagrzmiał, hałas w ograniczonej przestrzeni był ogłuszający, szkło zabrzęczało, a żrący dym wypełnił pokój.
„Przeszło? Łagodnie spytał Plastyk.
Nathan nie był w stanie odpowiedzieć; nie można mówić, kiedy ma się serce w gardle.
„Czkawka, przeszła ci?” ponownie spytał Plastyk. „To cale postękiwanie działało mi na nerwy. Pomyślałem, że wypróbuję to na tobie.”
Pistolet zniknął, a zamiast niego w ręku Plastyka pojawiła się mała rura z włącznikiem.
„To jest projektor holograficzny,” wyjaśnił Plastyk.
„Mamy zamiar rozdawać je na stacjach benzynowych. Popatrz.” Trzymał rurę, jakby to była kolba pistoletu, wcisnął przełącznik i trójwymiarowy obraz pistoletu ponownie ukazał się w jego dłoni. „Czy to wyleczyło twoją czkawkę?”
„Tak, przeszło mi,” wszeptał Nathan.
„OK., pograjmy trochę w tenisa.”
„Dobrze,” powiedział Nathan usiłując wygramolić się z sofy.
„Będziemy grać w Klaustrosferze.”
Grać? W Klaustrosferze? Grać w tenisa w Klaustrosferze? Nathan pomyślał, że Plastyk pewnie ma na myśli tenisa stołowego, ale nie. Na terenie posiadłości Plastyka w Beverly Hills znajdowała się największa Klustrosfera, jaką Nathan kiedykolwiek widział. W rzeczywistości nie była ona nawet na terenie posiadłości, faktycznie obejmowała ona cały teren.
 

bowa79
 
Głupiec w raju

Strażnicy sprawdzali na swojej liście. Podkładka i długopis wydawały się dziwnie anachroniczne w rękach tych zdecydowanie nowoczesnych gliniarzy. Powodem stosowania takiej archaicznej technologii komunikacyjnej było oczywiście to, że w odróżnieniu od komputera, trudno jest włamać się do długopisu. Jeśli chcesz zmienić nazwisko napisane tuszem na kawałku papieru, musisz je wyskrobać i napisać drugie na nim. Podstęp, który nawet najgłupszy zbir może łatwo rozpoznać.
Stwierdziwszy, że jego nazwisko rzeczywiście znajduje się na liście, strażnicy pomachali Nathanowi, aby przejechał przez olbrzymią elektryczna bramę. Gdy opuścił szybę w samochodzie pozwalając, aby czyste, przefiltrowane powietrze Ufortyfikowanej Wsi wpłynęło do środka, nastrój Nathana zdecydowanie się poprawił.
Beverly Hills, pomyślał. Jechał przez Beverly Hills, aby zagrać w tenisa i ugadać najpotężniejszego magnata komunikacyjnego na świecie. Nie ma nic większego od tego. Znajdował się we wnętrzu ostrygi, wewnątrz samej perły. Co by Flossie na to powiedziała?
Do licha! Udało mu się. Puścił wodze wyobraźni i oczywiście jego myśli poszybowały wprost ku Flossie tak jak zawsze. Nathan musiał bez przerwy być czujny, gdyż w chwili, gdy tylko tracił czujność, małe diabełki, mieszkające w nim ponownie wkładały mu do brzucha ciężki kawal ołowiu.
„Schrzaniłeś to, co?” szeptały mu do ucha małe diabełki. „Miałeś piękną, wspaniałą dziewczynę i schrzaniłeś to… a dlaczego schrzaniłeś?” pytały, chociaż już znały odpowiedź. „Ponieważ jesteś kompletnym dupkiem, oto dlaczego. Kim jesteś?”
„Jestem kompletnym dupkiem,” szepnął do siebie Nathan. A potem powtórzył głośniej, „Jestem kompletnym dupkiem. Kompletnym i skończonym dupkiem!” Jego glos wzniósł się aż do krzyku i jadąc walnął głową z całej siły w kierownicę.
Nagle jego samochód został otoczony przez prywatne gliny z Beverly Hills. Wyskoczyli grupami z bujnej plastykowej roślinności otaczającej spokojną drogę. Krzyczenie do siebie i walenie głową w kierownicę było, według wszelkich podręcznikowych definicji, zachowaniem szaleńca. Prywatne gliny Beverly Hills były pewne, że właśnie złapali żywcem jednego z nich.
 

bowa79
 
Zabójczy strój

Tymczasem Nathan nadal negocjował z prywatnymi glinami przy bramie Ufortyfikowanej Wsi Beverly Hills.
„A więc spotyka się pan z panem Plastykiem Tołstojem, co?” mówił glina i nie wyglądało to tak, jakby w to wierzył. „OK., pisarz, no to sprawdźmy”.
Wrócił do swojej małej budki rozsiewając blask swego błyszczącego czarnego mundury BioTech. Jego błyszczące buty skrzypiały, gdy kroczył zdecydowanie i agresywnie. Nie po raz pierwszy Nathan pomyślał o wątpliwej korzyści z pozwalania policjantom, aby ubierali się jak naziści.    
Nie wyglądaliby na takich twardzieli, gdyby zabrać im broń i wyposażenie, pomyślał. Co było prawdą, ale ponieważ było to mało prawdopodobne, nie miało znaczenia.
Policjanci nie zawsze tak wyglądali. Dawno temu, gdy policjanci dopiero zostali wynalezieni, wyglądali raczej głupio, chociaż na swój sposób swojsko. W Anglii nosili rodzaj cylindra i fraku i często zapuszczali ogromne bokobrody. Na kontynencie europejskim ich bratni funkcjonariusze paradowali po mieście z błyszczącymi napierśnikami, z wielkimi kapeluszami oraz z pióropuszami. Żartowano sobie, że ulice w Paryżu za panowania Napoleona III musiały zostać poszerzone, aby zrobić miejsce na ich epolety.
Był to cudowny system, chociaż ci sprawujący władzę musieli stanąć twarzą w twarz z swą własną ludzką kruchością poprzez to, że zmuszono ich, aby wyglądali bardzo głupio. Jest raczej trudno postępować niczym arogancki łobuz, gdy jesteś ubrany jak kompletny idiota. Niestety, wszystko się zmieniło. Najpierw pojawiły się skórzane płaszcze. Potem czapki z daszkiem, a potem ciemne okulary. Powoli, ale skutecznie na przestrzeni lat stało się powszechne, aby widzieć w tych, po których oczekiwało się, że będzie można im zaufać, że byli ubrani niczym skrzyżowanie aniołów piekła i Heinricha Himmlera.
Nathan był tym głęboko oburzony. Przed wyjazdem z Wielkiej Brytanii faktycznie nawet nagrał Whinge na ten temat dla Boring Channel. Whinge był ogólnie dostępnym programem, gdzie przedstawiciele społeczeństwa (najlepiej wykładowcy uniwersytetów) byli zapraszani, aby przez piętnaście minut uskarżać się w nudny sposób na temat, jaki sobie wybrali. Nathan wybrał perorowanie na temat policyjnych uniformów.  
„Ci, którym powierzono władzę i autorytet nie powinni być zachęcani do tego, aby paradować dookoła doznając przy tym niezdrowego podniecenia”, argumentował żarliwie. „No, bo dlaczego ludzie wstępują do policji?” pytał. „Są zasadniczo dwa powody. Albo chcą służyć społeczności albo dlatego, że lubią brać forsę za to, że wyglądają na twardzieli i traktują ludzi z góry. Do tego ostatniego nie należy zachęcać tymi faszystowskimi parafernaliami.”
Nathan domagał się, aby policyjny uniform został zmieniony. Żeby wszyscy funkcjonariusze, czy to kobiety czy mężczyźni wykonywali swoje obowiązki nosząc rajstopy z lycry, różowe suknie i ogromne kapelusze jak krasnoludki z błyszczącymi srebrnymi klamerkami. Zdaniem Nathana, efekt byłby natychmiastowy. Gliny byłyby zbyt zajęci sobą, czując się nieswojo w tych strojach, aby onieśmielać ludzi, a przestępcy nie byliby w stanie strzelać do tak śmiesznie wyglądających funkcjonariuszy. Ofiary przestępstw nagle poczułyby się swobodnie zwracając się do policji i świadkowie nie uchylaliby się od zeznań. Cała społeczność wspierałaby tak dzielnych mężczyzn i kobiety, którzy byli gotowi pilnować prawa bez względu na to, jak głupio wyglądaliby.
Nathan rozciągnął swoją ideę na wojskowych.
„Chociaż akceptuję potrzebę jakiejś formy zapewnienia kolektywnego bezpieczeństwa,” mówił „to stanowczo sprzeciwiam się ustawicznemu gloryfikowaniu czegoś, co jest w końcu, nieprzyjemną koniecznością. Mam na myśli nazywanie okrętów w taki sposób jak, na przykład, „HMS Nieposkromiony”, po prostu głupotą.”
Nathan argumentował, że było coś niebezpiecznie uwodzicielskiego w nadawaniu uzbrojeniu nazw twardych macho. Nic nie czyniło polityka szczęśliwszym niż możliwość oznajmienia: „HMS Nieposkromiony” wpłynął dzisiaj na wody Zatoki niosąc na swym pokładzie oficerów i żołnierzy Drugiej Dywizji Pancernej”. Czy nie lepiej byłoby zmienić nazwy tych rzeczy? Polityk pragnący przypodobać się szowinistycznej opinii publicznej byłby mniej skłonny to robić, gdyby musiał oświadczyć o wypłynięciu okrętu „HMS Wątpliwe Wykorzystanie Światowych Zasobów” niosącym na swym pokładzie oficerów i żołnierzy Dywizji Bardzo Małych Penisów”.
W programie Whinge dozwolone było, aby każdy, kto chce, mógł udzielić odpowiedzi wygłaszającemu tego rodzaju opinie. Dziwnym trafem jednak nikt z policji czy sil zbrojnych nie podjął tego tematu. Przemysł rozrywkowy jednak wysłał swojego rzecznika prasowego, aby zdecydowanie zaprotestował przeciwko takim zgubnym próbom podminowania ich źródła utrzymania. Nastawiony w istocie na dostarczanie rozrywki wyłącznie umysłowo niezbyt rozgarniętym nastolatkom, twórcy filmów i programów telewizyjnych uznali pomysł policjantów ubranych jak klauni oraz nazywanie krążowników w stylu „USS Głupiec” za całkowicie nie do zaakceptowania. Po prostu nie było nic ekscytującego w Terminatorze ubranym w sukienkę.
 

bowa79
 
ROZDZIAŁ 6

Gdy zderzają się dwie gwiazdy

Dziecko szczęścia

Tego samego ranka Nathan negocjował z oprychami z Ufortyfikowanej Wsi Beverly Hills. Plastyk był w swojej kuchni obserwując na piętnastu różnych ekranach jak Judy i Jackson są unoszeni za pomocą wciągarki z tonącego tankowca. Rozalie znajdowała się w helikopterze ze swoim zespołem akcji bezpośredniej Matki Ziemi kierując się ku miejscu aktu terrorystycznego w głębi pustyni. Cruise zajmował się swoim krwawiącym ramieniem.
Maks także miał problemy. Problemy, to znaczy, oprócz swego zwykłego, polegającego na tym, że był dołowany. Trzeba przyznać, że w obecnej chwili był on bogatym i sławnym dołowanym, kolosalnie popularnym zdołowanym. W rzeczy samej zdołowanym chwili. Ale Hollywood jest miejscem, gdzie dystans miedzy byciem zdołowanym celebrytą, a pogardzanym, przegranym zarabiającym na reklamach bielizny, jest bardzo krótki. Coś na dnie przyćmionego mózgu Maksa mówiło mu, że przyszedł czas, aby wziąć się w garść. W wieku dwudziestu sześciu lat był już od ponad ośmiu lat wielką gwiazdą. Słynnym „bachorem”, który pił, balował i wdawał się w bójki po całym mieście. Co więcej, był on naprawdę kimś, szczerym psotnym chłopakiem. Nie jednym z bezpostaciowej masy dąsających się pięknisiów, którzy upijają się raz na swoje osiemnaste urodziny, a następne pięć lat spędzają opowiadając w magazynie People jak rzucali picie. Maks był uwielbiany nie tylko z powodu dzikich, nieokiełznanych postaci, jakie kreował na ekranie oraz we wnętrzu hełmów z Wirtualną Rzeczywistością, ale także z powodu dzikiego, nieokiełznanego charakteru, jaki najwyraźniej posiadał.
Dobre wróżki, które przybyły na urodziny Maksa, były liczne i szczodre. Obdarzyły go wielkim urokiem osobistym, ogromnym talentem aktorskim i piękną, silną, chociaż raczej niską postacią. Dały mu olśniewający wygląd, który obejmował lodowato błękitne oczy osadzone w twarzy o śródziemnomorskiej cerze. A także, a być może najważniejsze ze wszystkiego, dały mu brwi James Dean’a, które unosiły się ukośnie w górę jak u smutnego, zagubionego chłopca, ilekroć je zmarszczył. Wszystko to dobre wróżki dały małemu Maksowi, który śmiał się i gaworzył, jak przystało beztroskiej, niefrasobliwej, promiennej osobowości, co było także ich podarunkiem dla niego. Z drugiej strony, Zła Wróżka dala Maksowi tylko jeden dar, ale to omal go nie zabiło. Bo Zła Wróżka zdecydowała, że w wieku siedemnastu lat Maks, bez żadnego ostrzeżenia i przygotowania, stanie się ogromnie sławny, jako super odlotowy nastolatek w reklamie Levi.
Niektóre dzieciaki ze szkoły średniej w zetknięciu się z faktem nagłego stawania się najbardziej sławnym i na widok którego wszyscy się ślinią młodzieńcem na planecie, mogłyby potraktować to z chłodną obojętnością i dystyngowaną rezerwą. Ale Maks nie był takim dzieciakiem.
„Maks, w zeszłym tygodniu grałeś w kosza ze swoimi kumplami w Burbank, a teraz jesteś na okładce wszystkich magazynów w sklepie. Czy myślisz o tym, co będziesz robił, gdy ta adoracja się skończy?” spytała Maksa po matczynemu prowadząca talk-show w jednym z jego pierwszych wywiadów w charakterze celebryty.
„Nie mam zamiaru, laleczko, dziecinko,” odpowiedział młody Maks. „Bo właśnie teraz przyrzekam sobie imprezować aż do śmierci, zanim wykorkuję.”
Reklama, którą nakręcił Maks, aby zostać super gwiazdą, była współsponsorowana przez Levi i Klaustrosferę. Była osadzona w przyszłości, w dniu, w którym rozpoczyna się Wyścig Szczurów. Śmierć ekologiczna rzekomo przybyła i wszyscy uciekali w trwodze do swoich Klaustrosfer. Postać grana przez Maksa, nieprzejmujący się niczym nastolatek, odmawia przyłączenia się do tej ucieczki przestraszonej rodziny, dopóki jego jeansy nie wysuszą się w wirówce. Pamiętny napis brzmiał: „Bez twoich Levisów wieczność będzie się wydawać bardzo długa.”
Od tamtego czasu słynnej reklamy, gdy Maks wprawiał w drżenie miliardy serc biegnąc ku zamykającym się drzwiom Klaustrosfery, wciągając po drodze swe wyblakle dżinsy, podczas gdy jego matka krzyczała z przerażenia, Maks był zawsze wśród wiadomości z pierwszych stron gazet. Nadal był, ale zachowanie, które jest urocze u młodzieńca dwudziestoletniego, staje się trochę patetyczne u trzydziestolatka. Maks miał dwadzieścia sześć lat i zaczynał się trochę sobą nudzić. Już niedługo, rozmyślał w swych rzadkich chwilach przytomności, zacznie nudzić wszystkich. Niedługo, obiecywał sobie, może nie dzisiaj, ale już niebawem, któregoś dnia weźmie się w garść.
 

bowa79
 
ROZDZIAŁ 5

Szpieg zdemaskowany

Człowiek, który mówił za dużo

Judy był właśnie unoszony z uszkodzonego tankowca. Nathan utkwił wśród prywatnych glin na zewnątrz Ufortyfikowanej Wsi  Beverly Hills. Tołstoj był w swojej kuchni, robiąc swoim ludziom piekło, a Rozalie Conolly, lider brygady Matki Ziemi, albo inaczej terrorystka, jakby ją nazwał Tołstoj, stała na pustyni Kalifornia.
Irlandzka dziewczyna lat dwadzieścia pięć dźwigała na swoich młodych barkach wielką odpowiedzialność, ponieważ jej zadaniem było uratować świat. Nie sama jedna, oczywiście. Matka Ziemia była wielką organizacją i, pomimo tego, że była liderem brygady, Rozalie w żadnym razie nie była starsza rangą. Tym niemniej, ratowanie ziemi jest poważnym zadaniem, nawet, jeśli ktoś ci pomaga, a romantyczna, lekko mistyczna dziewczyna, która wstąpiła do Natury w wieku dziesięciu lat, wyrosła na osobnika twardego i cynicznego. Raczej twardszego i bardziej cynicznego niż chciałaby, gdyby świat był inny.  
Ale świat, co oczywiste, nigdy nie jest inny. Nic nigdy nie jest i Rozalie miała do wykonania małą, paskudną robótkę, zanim ona i jej brygada będą mogli odlecieć w olbrzymim pasażerskim helikopterze, który na nich czekał.
Shackleton, twardziel, było żołnierz piechoty morskiej i jej zastępca zakładał zapalniki, gdy Rozalie podeszła do niego.
Skinął jej głową, ona skinęła jemu, a potem przyłożyła mu lufę do skroni.
„Panie Shackleton, uważam, że jesteś wtyczką FBI i myślę, że chyba muszę cię zabić.”
Rozalie miała rację. Facet był agentem, chociaż w zupełnie inny sposób niż Judy Schwartz. Facet nazywał się Cruise i był wysoki, silny, dobrze zbudowany i przystojny. Był także jednym z tych łobuzów, którzy dokuczali Judy, gdy byli w tej samej grupie szkoleniowej. Cruise i jego kumple kopali Judy i innych palantów takich jak on ukradkiem po nogach podczas zajęć z sądownictwa oraz porównywali niepochlebnie rozmiar ich członków do łuski z pistoletu dla kobiet kalibru 22.  
Rozalie, oczywiście, nic o tym nie wiedziała, ale gdyby nawet wiedziała, lubiłaby Cruise’a jeszcze mniej, co jest wielce wymowne zważywszy, że nie lubiła go wcale. Podejrzewała go od dnia, gdy do nich dołączył rzekomo, jako świeżo przybyły z Południowej Ameryki, gdzie miał pracować jako drwal. Facet po prostu gadał cholernie dużo o sprawach ekologicznych.
„Czasami wydaje mi się, że to moja ekologiczna impotencja gniewa mnie najbardziej”, mawiał Shackleton (lub Cruise), gdy siedzieli w nocy przy ognisku, podczas gdy wszyscy inni próbowali rozmawiać o sporcie lub seksie.
„Wydaje mi się, że wycinanie drzew jest dziesięć razy gorsze niż podaje prasa, a defolianty przeniknęły już tak głęboko pod lustro wody gruntowej, że nigdy stamtąd nie wyjdą…”
Facet był strasznym nudziarzem. Był bardziej zielony niż zieloni, bardziej biały niż biali i świętszy od papieża. Wyglądało to tak, jakby odnalazł Boga, rozpoczął terapię i rzucił palenie wszystko w tym samym dniu; po prostu nie potrafił się zamknąć.
„Boże, Shackleton znowu nawija, o nie”, mówili do siebie pozostali członkowie grupy. „Nie wytrzymam tego dłużej, chodźcie, wydajmy go federalnym”.
Ale Rozalie zaczęła podejrzewać, że Mr. Nudziarz był federalnym.
Większość aktywistów Matki Ziemi zajmował się polityką środowiskową tak długo, że nigdy o tym nie rozmawiali. Jaki sens miało gadanie o śmierci planety? Było to niezmiernie przygnębiające, a i tak każdy myślał na ten temat to samo, to po co jeszcze o tym gadać? Nie ma nic gorszego, niż kupa nadgorliwców przekonana o swoje racji siedzących z talerzami fasoli z puszki, zgodnie potakujących i mówiących „Tak, czy to cię nie wkurza? To jest po prostu niewiarygodne! Nie uważasz?”
W pewnej chwili, problem niekończącego się gadania o środowisku zaczął faktycznie wywierać destrukcyjny wpływ na cały ruch ekologiczny. Ludzie byli na zawsze uwięzieni w pułapce spędzania całych wieczorów na zgadzaniu się ze sobą. Zaczęło to niekorzystnie odbijać się na rekrutacji. Syndrom zaczął być znany jako „zmęczenie dyskusją ekologiczną” i w jego rezultacie wielu potencjalnych bojowników oddaliło się, aż w końcu stało się niepisaną regułą w ruchu ekologicznym, że nie rozmawia się o ekologii. Dlatego też, gdy rzekomo doświadczony aktywista pojawił się w ich zespole wygadując wciąż i wciąż cholernie oczywiste rzeczy o ekologicznym Armagedonie, Rozalie natychmiast nabrała podejrzeń.
A do tego to ciągłe zagadywanie Shackletona na temat finansowania Matki Ziemi. Oczywiście, każdy chciałby wiedzieć, kto daje pieniądze, ale było to tajemnicą przez trzydzieści lat i było pewne, że tak już zostanie. Rozalie sama była aktywistką od chwili skończenia koledżu. Awansowała umiarkowanie w hierarchii ruchu, jednak nie wiedziała kompletnie nic o znacznej części spraw finansowych Matki Ziemi. FBI i wszystkie inne instytucje pilnujące prawa na świecie bez końca sondowały i badały próbując dociec do sedna. Ale nigdy im się to nie udało. Była to wielka tajemnica i, gdyby Shackleton był doświadczonym bojownikiem, za jakiego usiłował uchodzić, wiedziałby, że lepiej o tym nie wspominać.
Zdecydowało to, co Shackleton wygadywał na temat Jurgena Thora. Głosił on, że ubóstwia człowieka, cytując to stare powiedzenie o nim jakoby był ostatnią zdrową na umyśle osobą na Ziemi. Rozalie to wystarczyło. Nikt, kto dłużej miała do czynienia z Matką Ziemią, nie uważał Jurgena Thora za zdrowego na umyśle i nikt go nie uwielbiał. Ludzie, którzy byli narażeni na kule, nie mieli zbyt wiele czasu na poddanie się egomaniakalnemu kultowi osobowości, która była skłonna nawet do zerżnięcia drzewa, gdyby tylko miało na sobie ubranie. Thor był niezmiernie utalentowany, wysoce charyzmatyczny i absolutnie niezastąpiony jako rzecznik przed szerokim światem. Ale tam, gdzie ludzie narażali się na niebezpieczeństwo, ogólne wrażenie było takie, że był on wielkim włochatym palantem.
Rozalie zaczęła badać historię człowieka, który zwal się Shackleton.
Na pozór wszystko wyglądało w porządku. Amerykanin o nazwisku Shackleton został przydzielony do aktywnej służby w zespole po tajnej akcji w Argentynie. Ale każdy mógł zamienić ciało, pomyślała Rozalie. Zażądała z bazy danych Matki Ziemi, aby jej przysłali fotografię prawdziwego Shackletona. To, co prawda, potwierdziło jego tożsamość, ale ponieważ każdy, kto posiadał pieniądze mógł sobie pozwolić na tymczasową kosmetyczną przeróbkę dosłownie w jedno popołudnie, to zdjęcie także nie dawało pewności.  Wreszcie Rozalie pobrała odciski jego pałaców z pojemnika na sok marchwiowy, który nosił ze sobą aż do chwili, kiedy będzie mógł go poddać recyklingowi.
Wynik okazał się rewelacją. Shackleton był wtyczką. Nikt nie będzie musiał już słuchać jego zawodzenia na temat środowiska.
Rozalie trzymała pistolet przy jego głowie.    
„Co zrobiłeś z naszym człowiekiem?, spytała. „Prawdziwym Shackletonem.”
„Mamy go, to wszystko, nic mu się nie stało”, odpowiedział Cruise.
„Jak mnie przejrzałaś?”
„Po prostu za mało mówiłeś o ratowaniu środowiska”, odpowiedziała Rozalie „nie wyglądało, jakby to cię w ogóle obchodziło”.
Cruise był niepocieszony. Tak ciężko się przygotowywał, że czuł, iż może bluzgać tymi ekologicznymi bzdurami nawet przez sen. Większość tych ekologicznych banialuków zaczerpnął od tego dupka Judy Schwartz. Cruise zanotował sobie w pamięci, aby zabić Judy przy następnym spotkaniu.
„Gdzie jest twój implant do śledzenia?” spytała Rozalie. „Szpieg spojrzał na swoje ramię. „Czy chcesz, żebyśmy ci je odcięli, czy zrobisz to sam?”
„Hej, słuchaj…” Cruise zaprotestował nerwowo. Bez względu na to, jakim jesteś twardzielem, to nie masz ochoty, aby ci robiono dziurę w ramieniu.
„No daj spokój! Wiesz wszystko o dzisiejszej akcji,’ warknęła Rozalie niecierpliwie. „Jeśli zostawimy cię z tym implantem, to wyślesz alarm. Twoi kumple przyjadą i wtedy powiesz im gdzie jesteśmy i wyślą nas do diabła. Wiesz doskonale, że albo musimy cię zastrzelić, albo odetniemy twój implant, to co wolisz?”
Niechętnie, człowiek FBI wyciągnął swoje ramię. Rozalie wyjęła  swój scyzoryk Armii Szwajcarskiej. Przez moment szukała odpowiedniego ostrza. Wyjęła nożyczki, wykałaczkę, cyfrową kamerę wideo, miniaturowe radio, parasolkę BioShield, narzędzie do wyjmowania kamieni z kopyt końskich…
„Prezent na Boże Narodzenie,” powiedziała Rozalie przepraszająco. „Głupi, naprawdę. Nigdy nie używam żadnej z tych rzeczy”. Na koniec znalazła nóż, tyle, że mały, ale wystarczył. Podeszła do raczej przerażonego Cruisa.
„Teraz możesz poczuć małe ukłucie”, powiedziała Rozalie. I miała rację, poczuł.
 

bowa79
 
ROZDZIAŁ 4

Życie sprzedawcy

Załamanie komunikacji

Historia uszkodzonego tankowca szła w wiadomościach. Nathan słyszał ją w swoim samochodowym radio, gdy jechał do Beverly Hills. Plastyk Tołstoj widział to już piętnaście razy stojąc przed ogromną ścianą informacyjną karmioną z przewodów światłowodowych, którą sobie zbudował w kuchni.
Najpierw wiadomości, potem reklamy. Plastyk pił swoją kawę i oglądał.
Pierwsza reklama była o przekąskach. „Znacie to uczucie. Gdy jesteście głodni jak wilk, ale także jesteście tłuści niczym świnie? Donut Heaven to rozumie i dlatego oferujemy bezpłatną liposukcję na miejscu każdemu klientowi, który zje dwadzieścia lub więcej pączków Donut, plus dodatkowy lukier! A więc, jeśli czujecie się głodni i tłuści to przyjdźcie do Donut Heaven… Wy napełnicie swoje twarze, my odessiemy wasze tyłki.”
Plastyk Tołstoj oglądał jeden z kanałów należących do jego własnej firmy Plastic Tolstoj Communications System. Mimo to, jego ponury, gniewny wyraz twarzy zdradzał, że rzecz, na którą oczekiwał, nie pojawiała się. Na długo przedtem, zanim skończyła się reklama Donut, Plastyk Tołstoj zatelefonował przez wielokanałowe połączenie do wszystkich swoich koordynatorów i kontrolerów programów.
„Co, na moją matkę, się dzieje, bardzo przepraszam!!” – warknął. „Tankowiec zatonął, a co ja widzę pierwsze na przerwie? I to na jednej z moich własnych cholernych sieci! Reklamę Donut i liposukcję! Po tym jak zatonął tankowiec z ropą! Mieliście być przygotowani na taką rzecz!”
Powodem zdenerwowania Plastyka Tołstoja było niewykorzystanie klasycznego kawałka krzyżowej promocji. Tołstoj handlował Klaustrosferami i jego polityka polegała na tym, że ilekroć gdzieś miała miejsce katastrofa ekologiczna, wiadomości natychmiast uruchamiały program sprzedaży w ramach jego własnych mediów. Teoria, na której opierało się to bezwstydne nadużycie wpływu, była następująca: ilekroć śmierć planety przybliżała się o jeden malutki krok bliżej, rozległa publiczność Tołstoja na całym świecie była natychmiast bombardowana reklamami Klaustrosfer puszczanymi na okrągło. Taka była teoria; wydawało się jednak, że nie działa.
„Będziemy w następnej przerwie, Plastyk”, bełkotał zdenerwowany pracownik na drugim końcu linii. „Ludzie od Donut zamówili to miejsce i grozili, że nas pozwą, jeśli ich przesuniemy. Uważają, że koniec świata sprawi, iż ludzie sięgną po lepsze jedzenie.”
Plastyk Tołstoj spojrzał z powrotem na ekran. Oto właśnie ukazywała się aktualna reklamówka z kampanii Klaustrosfer. Wspaniałe słońce wschodzące nad geodezyjną kopułą oraz prosty slogan reklamowy: „Klaustrosfera. Kim jesteś, żeby odmawiać swoim dzieciom przyszłości?”
„Widzisz, szefie! Widzisz”, mówił błagalnym głosem zdenerwowany pracownik. „Już leci, w drugim slocie. Osobiście uważam, że tak jest lepiej. Robi większe wrażenie.”
„Słuchaj, człowieku bez mózgu, a wkrótce człowieku bez pracy”, wrzasnął Plastyk, „gdy jest katastrofa, umieszczamy ją w pierwszym slocie, OK.! Nie drugim, nie trzecim, nigdy. W pierwszym. Donut, na rany Chrystusa! Ja tu sprzedaję ludziom przyszłość!.
 

bowa79
 
Sława jest bodźcem

Nathan zatrzymał swój samochód. Opuścił szybę tylko trochę, gdyż atmosfera na zewnątrz była strasznie zgniła. Wolałby rozmawiać z ochroną poprzez śluzę powietrzną w dachu samochodu, ale to mogłoby się wydać podejrzane, a ostatnią rzeczą, jaką należało robić mając do czynienia z Prywatnymi Siłami Policyjnymi perymetru Beverly Hills, to wyglądać podejrzanie.
Wyglądanie w sposób podejrzany było szaleńczym zachowaniem a, jeśli chodzi o Prywatne Siły Policyjne perymetru Beverly Hills, szaleńcy stanowili główny cel ich profesji. Beverly Hills było domem gwiazd i dlatego też przyciągało czubków niczym pszczoły do miodu. Czubki wręcz ustawiały się w kolejce, aby znaleźć swoją szansę i spróbować zamordować obiekt swojej miłości i podziwu.  
Wokół sąsiadującego terenu znajdowały się budki z hot-dogami i tanie hotele, postawione tam wyłącznie w celu zaopatrywania gromady niezrównoważonych sprawców ponurych aktów, którzy ciągnęli do Hollywood w pogoni za tym zastępczym i gwałtownym otarciem się o znakomitości.
Jakże zmienił się Hollywood! Niegdyś na każdy autobus przybywający do Hollywood przypadało dziesięcioro dzieciaków pragnących rozpaczliwie zostać gwiazdami. Nagle wszystko się zmieniło i teraz te dziesięcioro przybywających dzieciaków rozpaczliwie chciało zabić jakąś znakomitość.
Problem ten, jak zawsze, dotyczył celebrytów. Wydawało się, że już prawie każdy chce nim być, ale nie każdy mógł. Można było stać się celebrytą, jeśli stało się gwiazdą, ale to była ciężka sprawa. Czubki znalazły łatwiejszy sposób. Po co, argumentowali, tracić lata uczęszczając do szkół aktorskich i na zajęcia doskonalące, harować dorabiając sobie za barem lub jako kelnerzy, cierpieć niekończące się przesłuchania do reklamówek i błagać o rólki w zdzierskich, tanich wideoklipach, torturować swoje sumienie zastanawiając się, czy przespać się z producentem czy nie i w ogóle marnować swoje życie szukając tej jednej szansy na milion, która uczyni z ciebie gwiazdę? Po co robić to wszystko, gdy można stać się równie sławnym znajdując jakiegoś idiotę, który już tego wszystkiego dokonał i zastrzelić go?
Był to ten rodzaj pozbawionej skruchy logiki, który niektórych ludzi skłaniał do zadawania sobie pytania, kim były te czubki.
Agencje rzuciły się do robienia interesów w tej dziedzinie, która stała się główną częścią tego przemysłu. Życie zabójcy gwiazdy było dużym newsem. Były prawa do książek, filmów, wyłączności do wywiadów i zdjęć. Rzeczy te wymagały troskliwego prowadzenia.
„Zamknij swoją przeszłość na klucz”, to była pierwsza rzecz, jaką agent mówił obiecującemu młodemu czubkowi, który nagabywał go, aby go reprezentował. „Jeśli będziesz miał szczęście, każde twoje zdjęcie z dzieciństwa stanie się kopalnią złota. Wierz mi, prasa rozbierze doszczętnie stary dom twojej mamy, zanim umilkną działa. Musisz schować każdy dokument, każde zdjęcie związane z tobą i gotowe dla mnie, żebym je mógł sprzedać już pierwszego dnia procesu. Musimy zawrzeć umowę na wyłączność wywiadów z twoimi starymi kumplami i nauczycielami szkolnymi, zanim twoja gwiazda zgaśnie. Wierz mi, nawet twoja rodzina zacznie kasować dolary, gdy tylko zdadzą sobie sprawę z tego, ile możesz być wart.”
Gdy Nathan przybył do Hollywood, najgorsze ekscesy gwiazdorstwa poprzez morderstwo już minęły. W swym apogeum jednakże, ludzie wychodzili z więzień wprost, aby wziąć udział w talk-show lub nakręcić sześć filmów. Powstawało błędne koło. Były morderca ledwo miał czas przywyknąć do swojej nowo odkrytej sławy, gdy sam padał ofiarą postrzału i koszmarny cykl trwał dalej. Niektóre agencje, które reprezentowały zarówno prawdziwe jak i szalone gwiazdy (i oczywiście szalone gwiazdy, które stawały się prawdziwymi gwiazdami) nawet rozważały możliwość zawierania wzajemnych korzystnych umów między obu stronami, w których gwiazda, która była w wielkich kłopotach finansowych mogłaby dojść do porozumienia z stukniętym, na mocy którego stuknięty tylko raniłby gwiazdę i dzieliliby między sobą wynikłe z tego dochody. Umowy te nigdy w rzeczywistości nie wypalały. Przede wszystkim, wokół całej tej sprawy zawsze było dużo przecieków. Oprócz tego, w całej tej plątaninie machinacji łatwo było zapomnieć, że szaleńcy który w tym brali udział, byli z natury rzeczy szaleni i rzadko byli w stanie zdobyć się na to, żeby tylko ranić swój cel.
Ogólnie rzecz biorąc, faceci z ochrony Beverly Hills mieli powód do nerwowości. Bycie szalonym rewolwerowcem było jedną z najlepiej opłacanych zajęć, jakie bezimienne beztalencia mogły kiedykolwiek zdobyć, a sława była ogólnie postrzegana jako bodziec. Z pewnością, aby zdobyć sławę, trzeba było być złapanym i uwięzionym, ale przecież obiekty twojego morderczego karierowiczostwa także były wsadzane do więzienia, żyjąc tak jak żyli za kratami, z uzbrojoną ochroną ubraną w skóry. Tak, ich więzienia były wygodniejsze, ale tym niemniej były więzieniami.
 

allnickiminaj
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

banzajpl
 
Do urody Mirandy Kerr nie trzeba nikogo przekonywać. Seksowna Australijka wielokrotnie udowadniała nam w sesjach zdjęciowych, że ma pełne prawo być dumną ze swojego ciała. Nie oznacza to...
www.celebrity.banzaj.pl/Miranda-Kerr-i-jej-sekso…
 

banzajpl
 
Wczoraj w telewizji wyemitowano pierwszy odcinek trzeciej edycji programu Top Model. Oczywiście nie zabrakło „wzruszających” historii, które niestety udowadniają, że cała zabawa ma...
www.celebrity.banzaj.pl/Joanna-Krupa-spacer-w-dr…
 

allnickiminaj
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

allnickiminaj
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

banzajpl
 
Ostatni weekend października w Stanach Zjednoczonych upłynął pod znakiem imprez Halloweenowych, które zostały zorganizowane również dla wszelkiej maści gwiazd. Jedna z nich odbyła się w...
www.celebrity.banzaj.pl/Rossie-Huntington-Whitel…
 

 

Kategorie blogów