Wpisy oznaczone tagiem "bezimienna" (8)  

ebook-kryminaly
 
Autor: Tess Gerritsen  

Lekarz sądowy, Maura Isles, sądziła, że w pracy nic jej już nie zaskoczy. Gdy zapakowana w plastikowy worek piękna kobieta otwiera nagle oczy, problemy spiętrzają się w lawinę. Przewieziona do szpitala bezimienna ofiara z zimną precyzją zabija ochroniarza i bierze zakładników. Maura musi połączyć siły z mężem, agentem FBI, by odkryć tożsamość zabójczyni.


Szczegóły publikacji:
kryminaly.masz24.pl/autopsja.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z działu "kryminał, sensacja, thriller", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-kryminal-sensacja-thriller.html
---------------------------------------------------------------------------------------------------
 

derekblackwild
 
~RaspberryCheesecake: Postanowiłem odejść od tematu nowinek... wreszcie! xD Uznałem, że warto tu zaprezentować moje jakiekolwiek prace, bo najczęściej kurzą się one w czeluściach folderów. Przynajmniej jakkolwiek urozmaicą tego bloga i będzie z nich pożytek. :D  
BR4 - new generation^...^.png

Na początek jedna ze starszych grafik. Wykonałem ją w paint'cie. O ile dobrze pamiętam robiłem ją na konkurs. Nie miałem konkretnego pomysłu, powstała od tak sobie. xD Zapraszam do wypominania błędów, bo bardzo na to liczę. ^o^

W tym wpisie chciałem także podać trochę propozycji. Żeby nie było tu tak nudno, od czasu do czasu będę dodawał inne prace oraz robił wykreślanki. (Bo bardzo lubię rankingi i różne eliminacje :D) I jeszcze chciałem stworzyć cykl ocen lalek. Najpierw podacie mi jakąś serię (MH albo EAH), z której postacie będę podlegały mojej ocenie. Jeśli wam się podoba, to poproszę o pierwsze propozycje serii. ;)

Do następnego wpisu. :3
Pokaż wszystkie (9) ›
 

xmind7x
 
fallwithdreamers
 
poddaję się
ta bohaterka będzie musiała mieć tak pogmatwaną narrację pierwszoosobową, bo ona sama nie ogarnia (i raczej nie bardzo ją obchodzi) co jest teraźniejszością, przeszłością czy jej wymysłem, więc narracja pierwszoosobowa jest... niemal abstrakcyjna, miesza się z jej wspomnieniami, które jeszcze pamięta i wszystkim innym ._______________.
tak więc, albo będę pisać w os. pierwszej albo trzeciej
powiedzcie mi co wam odpowiada
z góry przepraszam za mindfucki~~
*czas współczesny/teraźniejszy w tym opowiadaniu to jakoś tak 1995r.

__________________________________

“błąd trzeci”




   Nie zawsze tak było.
Choć minęło sporo czasu, to nie znaczy, że jeszcze zapomniałam (a raczej dzięki ci panie, że jeszcze nie)...
   Kiedyś udało mi się wtopić.
Tak, drodzy upadli, najgorszy etap mam już za sobą. Dziwne, prawda?
Dawno, dawno temu, gdy świat wyglądał nieco inaczej niż teraz, sama byłam niemal jak człowiek. Żyłam wśród nich, jak ich odwieczna siostra.
A mimo to, nadal nie rozumiem ich uczuć.
   Ale wtopiłam się. Nie ważne, że złośliwe, błyszczące twarze nie dały mi spokoju.
   Więc sami rozumiecie, nie można mi zarzucić, że nic nie rozumiem. Jestem w tyle za zupełnie współczesnymi czasami*, ale nie za całym wiekiem!
   Dlatego w tym momencie podeszłam do kasy przy której zauważyłam poukładane w równe rzędy, zapakowane baterie i wzięłam jedną paczuszkę do ręki. Sprawdziłam cenę i odliczyłam centy w mojej kieszeni. Bo tak to się robi.
   Tak, tak, tak. Jeszcze coś pamiętam, pochwaliłam się w duchu. Odwróciłam się triumfalnie do drzwi zaplecza, wnioskując, że tam powinnam się udać chcąc zapłacić za moje najdroższe. Moja radosna mina jednak szybko zniknęła. Ktoś stał przede mną.
Jej twarz osłonięta ciemnobrązowymi włosami, jej oczy wpatrzone na mnie z rozbawieniem.
  I     z  n  o  w  u     t  y.
   Było chłodno, tak, to na pewno. Cały sklep nagle jakby wyzionął ducha stając się czymś martwym i pustym. Kobieta zaśmiała się a ja stałam sparaliżowana. Czy to wspomnienie? Czy to jawa a może moje urojenie? Postać patrzyła wprost na mnie, byłam tego pewna. Jednak nie mówiła nic, nie poruszyła się ani na krok tylko wpatrywała się jakby przeze mnie. Ubrana w dziwną, poszarpaną czerwoną sukienkę stała boso na kafelkach niecałe dwa metry przede mną.
Czy ją znałam? Czy ona zna mnie? Czy ja jestem jej obiektem zainteresowania, czy może wspomnienie nie wyryło się całkowicie w tym miejscu by odtworzyć całą scenerię? Mnóstwo pytań wpadało do mojej głowy i był to pierwszy raz, gdy nie byłam pewna...
Postać zniknęła.
   Jeszcze przez chwilę nawet nie mrugnęłam, lecz z następnym momencie pędziłam w stronę uchylonych drzwi i trafiłam na korytarz.
   Zasady dobrego wychowania, zasady dobrego wychowania... powtarzałam sobie mantrę starej Teresy. Rzucę im te centy, spytam o drogę przeciwną do cywilizacji i ucieknę stąd najdalej jak się da, znajdę sobie jakąś jaskinię i może będę spać z niedźwiedziami...
  Wszystko przede mną w jednym momencie zamazało się jak obraz ze starego telewizora, przez co musiałam przystanąć z oszołomienia. Spod drzwi przede mną widziałam strumień światła odgłos klimatyzacji przygłuszały podniesione i, jak przypuszczałam, rozgniewane głosy.
- Ależ panowie, dzisiaj jest sobota. S-o-b-o-t-a Co ja mam niby zrobić?- odezwał się jakiś głos, trochę trzęsący się, nie wiedziałam tylko czy ze strachu czy śmiechu. Niemal czułam jak powietrze w pomieszczeniu gęstnieje.
- Słuchaj mnie, cwaniaczku- niski, wibrujący głos huknął na tyle głośno, że uniosłam ręce do uszu- Mówiłeś tak tydzień, dwa i trzy tygodnie temu! Termin już dawno upłynął! Co ty sobie myślisz, że będziemy tu przychodzić w nieskończoność, czekając aż ruszysz swój chytry tyłek i przyniesiesz nam co trzeba, bo jak tak to---
- Spokojnie spokojnie- powiedział kolejny głos, przerywając niemal już histeryczny wrzask- Szefie, może jeszcze odpuścimy...? Nie chcemy chyba by  o_n_a  tu przyszła... Nawet szef pewnie nie chciałby przeżywać kolejnego spotkania z nią, prawda? Bo ja na pewno...- przerwał, głos mu się urwał.
  W pomieszczeniu na chwilę zapadła cisza, coś zaszurało, ktoś odchrząknął głośno.
Musiałam zajrzeć za niedomknięte drzwi, bo, z tego co mi wpoiły nauki dobrego wychowania Teresy, nie powinno się przeszkadzać podczas rozmowy. Nie mogłam sobie jednak przypomnieć co mówiła o podsłuchiwaniu...
- Dokładnie, spokojnie. Słuchaj swojego podwładnego Luksusie. Podobno nerwy szkodzą na urodę, a tobie już tak mało z niej przecież pozostało--
   Stół stojący między dwoma mężczyznami w tym małym pomieszczeniu nagle uniósł się ponad ich głowami uderzając o przeciwległą ścianę a czarnoskóry mężczyzna rzucił się na jakiegoś młodego mężczyznę zwalając go z krzesła i przygniatając do ziemi. Okładał go pięściami z taką furią, że nie mogłam zauważyć wszystkich zadanych ciosów. A chłopak nawet się nie bronił.
- Pieprzony gówniarzu!- wrzasnął mężczyzna, między kolejnymi ciosami- Żeby sobie z nas tak drwić!!!
- Szefie, dosyć już...- najniższy z ubranej na szaro grupki oglądał się nerwowo wokoło, próbując jednocześnie ich rozdzielić, z marnym skutkiem trzeba dodać- A co jeśli  o_n_a  będzie miała ochotę tu wpaść? Ja nie chcę znowu--
- MILCZ!- ponownie zatkałam uszy, a "szef" uspokoił się i przestał zadawać ciosy, za to chwycił go za kołnierz kurtki i pociągnął w górę z taką łatwością jakby ważył kilo. Chłopak, z ogromnymi rozcięciami na twarzy i najprawdopodobniej złamaną szczęką, zawisł w powietrzu niby to marionetka- Spytam jeszcze raz- zaczął ponownie szef, przez zaciśnięte zęby- GDZIE.JEST.NASZ.TOWAR?
   Chłopak, chyba ostatnimi resztkami sił, zaśmiał się głośno, nawet za głośno.
Usłyszałam kolejny śmiech. Jednak nie wydobywał się z pomieszczenia, lecz zza mnie. Odwróciłam się tak gwałtownie, że wpadłam na drzwi, które rozszerzyły się na całą szerokość. Upadłam na tyłek, dokładnie między rozwścieczonym mężczyzną a jego drugim podwładnym, który stał spokojnie pod ścianą. Na moment wszystko przystanęło w miejscu, każdy wzrok przeniósł się na mnie w jakimś komicznym aspekcie tej dziwnej sytuacji a ja, no cóż, co miałam zrobić?
- Czy ktoś zamawiał baterie?- mruknęłam głupkowato unosząc owy przedmiot do góry.

Raczej odgadniecie mój trzeci błąd.
Pieprzona ciekawość.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

xmind7x
 
fallwithdreamers
 
edit. Nie pytajcie, późno było o___o


________________________________________________

“błąd drugi”





   Gdybym mogła określić co poczułam wtedy wchodząc tam bazując na mojej teraźniejszej wiedzy z zakresu "ludzkich uczuć" to zdanie składałoby się na pewno z słów: ulga, zaintrygowanie, niepewność, strach oraz, najnowsze z moich odkryć "asdfghjkl".
Przywitał mnie dzwonek od drzwi. O ile dzwonkiem można nazwać fanfary, które nie wiadomo skąd było słychać w całym sklepie.
Ten dźwięk bynajmniej nie kojarzył mi się z niczym przyjemnym, a przed oczami ujrzałam momentalnie upadające złote pióra, które uniosły się w powietrzu, gdy moje skrzydła już opadły martwe gdzieś w nicość. Dźwięk tego instrumentu towarzyszył uśmiechom na ich twarzach, ich śmiechom obijającym się od moich uszu...
Odgoniłam wspomnienie, chyba jedyne jakie posiadałam sprzed upadku. Ogarnęła mnie bezmyślna panika. Już chciałam wyjść utwierdzając się w przekonaniu, że jednak ludzka kultura to dla mnie za dużo, gdyby nie to przeczucie.

 n  i  e   w  y  c  h  o  d  ź

  Z ręką na klamce gapiłam się tępo w swoje poobgryzane paznokcie. Momentalnie zamarłam czując coś znajomego. Ale co to było? Dziwny skurcz w nadgarstkach. Tak znajomy. Co to za głos?
Rozejrzałam się wokół lecz nikogo nie było. Sklep był pusty. Nawet nie było nikogo za kasą. Dopiero teraz zauważyłam, że nikt nie zareagował na rozgłos fanfar. Więc kto do mnie mówił?
   Chciałam stąd odejść. Jak najszybciej cofnąć się w stronę z której przyszłam i nigdy tu nie wracać. Coś było nie tak. Nie tylko z tym sklepem, ale z całym tym rejonem. Biła od niego dziwna energia... nie mogłam jej porównać do niczego konkretnego, tylko do bólu w mych nadgarstkach. Zabrakło mi, nie bardzo już potrzebnego, oddechu.
Naprawdę powinnam stąd odejść. W tej chwili otworzyć drzwi i wybiec na ślepo przed siebie zanim to coś mnie dopadnie. Zanim mnie pochwyci w swe sidła i wbije do głowy wszystkie te straszne obrazy, które niemal czułam pod skórą, które tak bardzo przecież chciałam zapomnieć. Tak bardzo, że nie pamiętam dziś swojego imienia.
Pulsowanie w głowie, bębniące niemiłosiernie, fanfary, spadające pióra błyszczące złotem na tle ich krzywych uśmieszków...
   Strzęp tego co zostało w mej pamięci wcale nie zachęcał mnie do szukania wspomnień. Uczucie strachu, pierwszy raz poznane nie przy wypadku, lecz tuż przed nim, było zbyt wyraźną wiadomością, którą dobitnie wzięłam sobie do serca.

  n  i  e   w  a  ż   s  i  ę   p  a  m  i  ę  t  a  ć  .  .  .

 Tak powiedzieli.
Ból, strach, smutek...
To muszę pamiętać.
Bym nie szukała przyczyny.

 Ale ja wcale nie zamierzam jej szukać.

  Gdy ponownie się ocknęłam siedziałam skłębiona na podłodze a dźwięk fanfar rozbrzmiewał głośniej niż wcześniej. Na początku nie wiedziałam czy to rzeczywistość, czy może jeszcze rozpamiętuję moje jedyne wspomnienie sprzed upadku, lecz drzwi sklepowe były uchylone.
  Ciemnoskóry mężczyzna o zmarszczonej skórze i widocznym siwawym zaroście patrzył na mnie zza okularów.
   Oh, człowiek.
Blokowałam mu przejście siedząc tuż przy drzwiach.
Zimno szkła wbiło się w skórę ramion.
Odsunęłam się natychmiast jak najdalej było to możliwe nic nie mówiąc, tylko patrząc się na przybysza.
- Przepraszam...?- mruknął do mnie przeciskając się przez drzwi. Przeszedł obok mnie a za nim wlokło się dwóch wysokich mężczyzn w szarych płaszczach. Obdarzyli mnie zaciekawionym wzrokiem, ale szybko ruszyli za ciemnoskórym facetem znikając mi z oczu.
   Podciągnęłam na ramiona bluzę, która widocznie musiała mi spaść podczas dziwnego transu w jakim się znalazłam. Chłód wypełnił pomieszczenie.
Skurczona pomiędzy półkami z ciastkami i magazynami w kącie nasłuchiwałam jakichkolwiek dźwięków. Ich buty przez chwilę szurały po kafelkach aż robiły się coraz bardziej ciche i w końcu jedynym dźwiękiem był wentylator.
   Ludzie, pomyślałam czując szalone bicie mojego serca,
   Za dużo ludzi.
Zerwałam się na równe nogi, ale tym razem nie zdążyłam nawet dotknąć klamki.
   Baterie.
Muszę dostać baterie, chociażbym miała zmierzyć się z istotą tak bardzo dla mnie skomplikowaną.
Westchnęłam głęboko i uspokoiłam nerwy.
Odwróciłam się  na pięcie. Wnętrze sklepu oświetlone słabym światłem było puste, jeśli nie liczyć licznych półek i kasy. Mężczyźni zniknęli.
   Drzwi od zaplecza były otwarte.
No cóż, co mnie tam mogło spotkać?
   Strach wywoływało we mnie wiele rzeczy ale najbardziej przerażał mnie człowiek.
Już czas zmierzyć się z tym, raz na zawsze.

Tak, drugim błędem była moja naiwność.
  • awatar Yachiru~chan: Yay :) Szaszłyk dodaje jupii! Czego chcesz, nie łapię do końca o co chodzi, ale napisane fajnie ;)
  • awatar kiriririririri: Byłoby fajnie jakbym sama załapała, ale dzięki :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

xmind7x
 
fallwithdreamers
 
Em, słuchajcie, będę wstawiała krótkie fragmenty ale chociaż częściej, czy tak wam pasuje? :P

______________________________

“błąd pierwszy”





  Gęsty las mienił się kolorami gdy strumienie światła przebijały się przez liście ogromnych drzew.  Skowronki czy jakieś inne ptaszyska śpiewały głośno i wyraźnie, jak to na wiosnę. Tuptałam sobie wśród tej przyrody próbując znaleźć jakieś ludzkie istoty.
Jeśli chciałam słuchać muzyki to niestety musiałam się z nimi zmierzyć.
   Nie lubię obcych.
Przyprawiają mnie o dreszcze swoim mierzącym wzrokiem, który ocenia czy jesteś warta jego uwagi lub nie. Wystarczy jedno słowo, jeden najmniejszy gest i zostajesz wywalona z działu "akceptowane". Mniej więcej z tego powodu wędrowałam lasami. By na nich nie natknąć. Jednak byłam uzależniona od melancholijnej muzyki z mojego MP3, więc nie miałam za dużego wyboru.
   Ku mojemu zaskoczeniu nie minęło pół godziny gdy zauważyłam drogę. Po krótkim namyśle wybrałam lewo (wpadła bomba do piwnicy...) i ruszyłam przed siebie.      
   Gdybym dostała dolara za każde dziesięć kilometrów jakie przeszłam to miałabym niezły budżet. Naprawdę niezły. Nie mogę zliczyć czasu jaki minął od kiedy zdarzył się "wypadek" i miałam kontakt z człowiekiem. Od tego czasu wędrowałam z dala od cywilizacji. To była chyba ostatnia wiosna, jeżeli dobrze pamiętam. Na pewno było tak samo zielono jak teraz...
   Nie wszyscy przepadają za moimi oczami.
   Tego dnia dowiedziałam się, że ludzie nie mają mieniących się kolorami oczu. I że tylko ich przeraża spotkanie kogoś innego od siebie.
Ale może teraz będzie inaczej.
Wystarczy, że będę uważać.
Może wtedy zostawią mnie w spokoju.
A przynajmniej tak myślałam, gdy ku moim oczom ukazał się stary, podniszczony budynek na skraju drogi. Był niewielki i nigdy bym do niego nie weszła, gdyby nie to, że tuż nad drzwiami wisiał, podniszczony już, napis "SKLEP WUJA FRANKA, OTWARTE OD 7 DO 23".
   Omiotłam budynek sceptycznym spojrzeniem- wyglądał jakby miał się zawalić pod najmniejszym ciężarem. Drewno, z którego był zbudowany już dawno zwiedziły korniki, nadając mu nie tylko mnóstwo  dziur ale także niezdrowy kolor przypominający spleśniałą brukselkę. To była istna ruina. Już lepiej wyglądał dwór w środku lasu.
   Ale byłam zdesperowana.
Drzwi wyglądały na całkiem nowe, a patrząc w głąb sklepu przez szybę miło się zaskoczyłam.
Wnętrze było nowoczesne i bił od niego luksus. W każdym razie jak na moje doświadczenie z sklepami. W końcu zawsze starałam się kupować baterie na odludziu...
- Dziwne...- mruknęłam lecz nie zawróciłam.
To mogła być jedyna taka okazja na parenaście kilometrów.
Chyba będą tam mieli coś tak podstawowego jak baterie, co nie?
   Pchnęłam drzwi.

   To był mój pierwszy błąd.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

xmind7x
 
fallwithdreamers
 
Wpis tylko dla znajomych
kiriririririri > Fallen dreamers:

Wpis tylko dla znajomych

 

xmind7x
 
fallwithdreamers
 



               ~~We are sick and we are tired~~

  Melodyjny głos odbijał się od ścian starego, opuszczonego budynku.

               ~~We're all fools and worthless liars~~

Zniszczone trampki z jakiegoś powodu nie wydawały żadnego dźwięku, gdy powinny szurać po drewnianej, spróchniałej już podłodze w rytm tego szalonego tańca.
 Oh, gdyby tylko widzieli to ustatkowani, poważni i taktowni mieszkańcy tego ogromnego domu. Ściany z obrazami dawnych krewnych w mej wyobraźni przekrzywiały się z wyrazem zdegustowania i zdumienia. Nie wypada takiej damie biegać po korytarzach i kręcić się, kręcić...
Ominęłam tanecznym krokiem szkielet jakiegoś przedmiotu, który był pewnie wieki temu żyrandolem z kryształami. No cóż, kryształów już nie ma. Rabusie zabrali tylko to co się błyszczało. Nie mieli pewnie pojęcia ile mogły kosztować te wszystkie meble w przeróżne wzory, pokryte teraz grubym kurzem, lub obrazy potomków tej dworskiej rodziny namalowane odręcznie, zachowując nawet jak najmniejszy szczegół, choć minęło tyle czasu. Ciekawe dlaczego tak nagle to wszystko zostawili...
               
              ~~Young and unemployable
                Lonely, drunk and beautiful~~

  Jedynym dźwiękiem wypełniającym ogromny hol był ten głos. Donośny, lecz ani trochę wesoły. Przepełniony smutkiem i goryczą dźwięczał dla niewidocznej publiczności gdy jego posiadaczka wywijała piruety powodując, że za duża o trzy rozmiary bluza rozdęła się jak balon.
  Ta sala była idealna do tańca! Dusze dworzan ubrane w kosztowne suknie i marynarki o wszystkich barwach jakie mogłam sobie wyobrazić, obwieszeni brylantami i innymi kosztownościami, w perukach, w maskach ukrywając swoje twarze... wszyscy tu teraz byli, wszyscy wirowali w jakiś nieokreślony rytm, rytm ich własnych serc, ich wspomnień, uczuć i oddechu...
  Po chwili podskoczyła... nie! Uniosła się w powietrze, nadal kręcąc w kółko odpychając się dziwacznymi ruchami rąk od powietrza.
  Światło, które odbijało się o resztę szkła w ramach ogromnego okna załamało się i spadało wprost na tą sylwetkę nadając jasnoblond włosom, już prawie białym, kolor złota... Złote teraz pasma kręconych włosów uniosły się tworząc ogromny wachlarz wokół mej głowy..
Nawet kurz, który unosił się w powietrzu także się mienił.
Czy to nie dziwne, że światło nadaje wszystkiemu o wiele lepszą postać? Kurz stał się w jednej sekundzie okruchami złota mieniącymi się jak magiczny pył( który zabrał dzieci do Nibylandii)...
   światło, które, tylko i wyłącznie w mojej wyobraźni sprawia, że przez chwilę, jedną maleńką chwilę znowu mam te ogromne złote pióra na grzbiecie, dzięki którymi mogłam szybować wśród chmur, na niebie, daleko tam w górze...
 A wszystko to trwało jedną lub dwie sekundy, (oh, tylko kilka sekund) jeden rzut okiem, opisywany tak by zabrać dech w piersiach...
   
         ~~We are sick, and oh...
                                 so...
                                     Tired~~

   W jednym momencie me ciało powoli, żałośnie spadło ku podłodze.
Skończyło się.
Upadłam na kolana czując, że całe życie ode mnie odchodzi...
Tak nie może być, nie może, nie może...
W akcie desperacji uderzyłam pięściami o starą podłogę, tak, że jedynie więcej kurzu się uniosło a ściany budynku zadrżały, jakby we trwodze przede mną...
Dworzanie spojrzeli na mnie smutno przerywając tok wspomnień, który udało mi się odebrać z tego budynku, przez co zaczęli się robić jeszcze bardziej przeźroczyści aż powoli, powolutku zmienili się już w mgłę (a może w ten złoty pył)...?
  Ale o czym to ja mówiłam...?

Omal się nie popłakałam patrząc na mój odtwarzacz MP3, który jeszcze przez chwilę wyświetlał sygnał dla słabej baterii aż pogrążył się w mroku...
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE.....
   Mój głos rozbrzmiał po wszystkich korytarzach i spłoszył kruki siedzące na dachu dworu, które odleciały hen hen, (gdzie ja nie mogłam) jak w jakimś dramatycznym filmie.
Przez chwilę naprawdę poczułam, że umieram (znowu...).
Jasna cholera, gdzie ja znajdę na tym pustkowiu jakikolwiek sklep w którym mogłabym kupić baterie?!
   Wyciągnęłam słuchawki z uszu, już bez dźwięku...
-Jak moja duszaaaaaa - jęknęłam słabo ocierając łzy rękawem ciemnozielonej bluzy.
   Wstałam otrzepując się mozolnie z kurzu, który już całkowicie nie przypominał drobinek złota i prychnęłam. Byłam pewna, że jeszcze niedawno wymieniałam baterie... ale z resztą, moja pamięć zawiodła mnie tyle razy, że naprawdę nie mam się już czym dziwić.

   Na przykład w tej sprawie, że nie mam pojęcia jak mam na imię.
Dziwne, nie? Chodzę sobie po ulicach miasta, zaczepia mnie jakiś koleś, pyta "Jakie masz imię, maleńka?", a ja już nie tyle, że najchętniej bym się zapadła pod ziemię, to zaczynam szlochać.
Na serio, szlochać.
Taka sytuacja naprawdę się wydarzyła, a gościu zmył się szybciej niż... no cóż, bateria w moim MP3...
  Sunęłam wzdłuż sali baletowej nie wydając żadnego dźwięku, bo, jak to przystało na coś co jest wygnane, potępione, krzyżyk na drogę itede, nie mam prawa istnieć.
A tak przynajmniej twierdzą moi dawni pobratymcy.
O, ci tam. Gdzieś na górze.
Wśród chmurek z aureolami na głowie, kojarzycie?
Chociaż głos mi zostawili...
No bo skrzydeł to ja już...
Ja już...

   Bezimienna, Wygnana, Wyrzutek, Zdrajca, Buntowniczka... Jak na kogoś kto nie pamięta swojego imienia całkiem niezłe dostaję nicki, nie ma co. Odgarnęłam szopę blond włosów z twarzy, znów jasnych, prawie jak białe złoto i zaplotłam niedbale w warkocz. Zdjęłam bransoletkę ze starych sznurków i kamyków by mi się nie rozplątały.
   Lustra wywieszone nad schodami dały mi chwilowy czas na ogarnięcie się.
   Bluza jak zwykle na mnie wisiała, znowu musiałam ją otrzepać z kurzu, bluzka na ramiączkach na szczęście nie doznała żadnych obrażeń. Poprawiłam szorty, bo podartych rajstopom nie miałam już jak ratować. Zerknęłam w dół na trampki w kolorze zgniłej żółci, które wyglądały jakby miały bliskie spotkanie pierwszego stopnia z wyjątkowo nieprzyjemnym buldogiem. I to nawet dwa razy. A może i z sześć...
   Westchnęłam głośno i szybko zbiegłam po schodkach. Nie musiałam nawet otwierać drzwi wejściowych, bo były wyważone.
   Na zewnątrz świeciło słońce, było gorąco, niemal duszno, choć dopiero niedawno był świt. Trawa, która nie widziała kosiarki od stuleci, kołysała się w rytm wiosennego wiatru, tak samo jak drzewa dębu, ogromne i nieposkromione na tej zdziczałej posesji znajdującej się z dala od cywilizacji. A przynajmniej tak mi się wydawało.



   Ciekawe co by się stało gdybym nie dotarła do tego dziwacznego miasta i nie stała się łowcą?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

ebook-obyczajowe
 
Autor: Antonina Domańska  

Obecne wydanie zostało przygotowane w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Znakomita powieść z historią w tle dla dzieci i młodzieży pióra Antoniny Domańskiej, autorki słynnej „Historii żółtej ciżemki”. Splatają się w niej losy królowej Anny Jagiellonki i przygarniętej z litości sieroty Krysi, o której nikt nie wie, skąd się wzięła. W tle czają się niebezpieczeństwa, które wystawią bohaterów na próbę. A z tego splotu losów i okoliczności rodzą się niezwykłe zdarzenia oraz przygody obfitujące w humor, ale i dreszczyk niepokoju.Antonina Domańska pochodziła z inteligenckiej polskiej rodziny z Podola, później osiadła w Krakowie. W 1890 roku debiutowała opowiadaniami na łamach „Wieczorów Rodzinnych”, dużą popularność zyskała jako autorka powieści i opowiadań historycznych dla dzieci, m.in. Hanusia Wierzynkówna (1909), Paziowie króla Zygmunta (1910), Historia żółtej ciżemki (1913), Trzaska i Zbroja (1913) czy Królewska niedola (1916).


"Darmowy fragment" do pobrania, znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)krysia_bezimienna_p33902.xm…

Więcej ebooków z kategorii "obyczajowe", znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/ebooki/obyczajowe_c1034.xml
oraz tutaj:
masz24.pl/ebooki-obyczajowe.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

 

Kategorie blogów