Wpisy oznaczone tagiem "bezsenność" (201)  

anonimcia
 
Podsumowanie jak ucieka życie zupy na tę chwilę.

Jak to już wszystko napisałam to czuję się jak taka stereotypowa nastolatka, która sobie wymyśla problemy, ale może właśnie tym jestem i to ten problem trzeba rozwiązać. W każdym razie opisanie tego co się w pewnej części dzieje w mojej głowie, chociaż za dobrze mi nie wyszło, to zarysowało mi co jest nie tak i pomogło uspokoić moją nerwicę i przynajmniej spędziłam jakoś produktywniej niż youtube bezsenną noc. Tak więc mam nadzieję, że wykorzystam to w przyszłości, aby się polepszyć.

Przez nowe leki, a bardziej ich skutki uboczne wróciło mi poczucie niepokoju, bezsenność i najlepiej, lęk przed śmiercią i przed śmiercią moich bliskich c:. Tak więc jest śmiesznie, przypuszczałam że tak samo jak w zeszłym roku w wakacje, kiedy ta śmierć stała się przedmiotem moich lęków, tak i że one w te wakacje wrócą, ale po tym jak przeszedł lipiec to myślałam, że nic takiego mi już nie grozi. Tyle dobrego, że nie miałam ataku paniki, w przeciwieństwie do zeszłego roku, bo od tego właśnie całe to bailando się wtedy zaczęło. Uświadomiłam sobie, że tak konkretnie boję się tego momentu umierania, tego że tego nie uniknę, będę miała świadomość, że umieram, że za chwilę zniknę i na prawdę nie potrafię się z tym pogodzić, zaakceptować. Nigdy w życiu nie powiedziałabym tego na głos, ale wolałabym  znowu chcieć umrzeć niż się tak strasznie bać. Nie wiem co mi może z tym pomóc, bo ignorować tego nie potrafię, bo to takie nachalne odczucie, nawet nie myśl, ja mam wtedy wrażenie, że już jestem w tej sytuacji, ostatnie kilka minut mojego życia i tego nie da się po prostu wyłączyć. Rozmawiać o tym też nie potrafię z nikim, bo od razu w płacz, albo jeszcze bardziej potem zaczynam myśleć o tej śmierci i po prostu jeżeli się tego nie poczuło to rozwiązania typu pogodzenie się z tym, nie myślenie o tym, wiara w życie po śmierci, czy inne pomysły na radzenie sobie z tym, które wydają się łatwe, logiczne, ale kiedy tym się żyje to to wszystko nie działa, bo jedyne o czym można myśleć to, że nie ważne co zrobię, to muszę umrzeć i nic tego nie zmieni. Rozmawianie o tym z ludźmi nie jest czymś co potrafię, bo wszyscy normalni ludzie boją się śmierci, ale to ja nie potrafię sobie z tym poradzić i czuję się przez to tak strasznie głupia. Czasami kusi, aby wywołać w takich momentach ból, że odwróci to uwagę, ale po pierwsze, nawet nie potrafię się ogarnąć na tyle, żeby to zrobić, a po drugie po zerwaniu z #1 to nie ma już takiego efektu jak kiedyś, po części nie ma we mnie już takiej wewnętrznej agresji  i takiej dziwnej chęci ukarania innych, po przez ranienie samej siebie. Po zerwaniu z #2 byłam już w ogóle pewna, że jestem już silna psychicznie i że po wakacjach maturalną zacznę bez problemów i tylko druga klasa była taka zjebana życiowo, a teraz dwa tygodnie później zastanawiam się czy po 18 nie zacząć się leczyć. Boję się, że nawet gdybym zaczęła się leczyć to nie poczuję się tak dobrze jak wtedy po *. Nie wiem, czy żałuję, że #2 mi to dał, bo z jednej strony się nie uzależnię, bo bez niego nie będę miała do tego łatwego dostępu, ale z drugiej strony jeszcze nigdy tak dobrze się w żuciu nie czułam co pokazało mi jak chujowo się czuję na co dzień. To nie była euforia jak po **, czy głupawka jak po alkoholu, ja po prostu dobrze się czułam, byłam skupiona, miałam siły i po prostu nie było tak jak zawsze. Przez to też zrozumiałam jak bezsensowne są inne używki, po których i tak zawsze dochodzę do takiego momentu, że chcę tylko znowu już być trzeźwa i chcę być znowu w pełni obecna. Po zerwaniu z #2 musiałam oddać mu boxa, po czym dopaliłam resztę zwykłych i mam nadzieję w sumie, że to może nareszcie był ten ostatni, bo powolne zabijanie się nie idzie w parze z moimi lękami, ale znając siebie uzależnienie jest silniejsze. Kupię sobie tabakę i już będę tym gimbusem, ale może przynajmniej nie będzie mnie tak ciągnęło do fajek, bo naprawdę za każdym razem jak je widzę gdziekolwiek, w serialu, na zdjęciach, albo nawet, gdy przypomnę sobie konkretne osoby to chce mi się palić. Ale kiedy mam właśnie dłuższe okresy palenia to zaczynam mieć paranoję, że to już ten moment kiedy przesadziłam, papierosy mnie zabiją, już jestem na coś chora i tylko do piachu, co tak na prawdę kończy się wizytą u lekarza, który w sumie nie wie co od niego chcę, bo dziecięcemu nie powiem, że myślę, że umieram bo palę, proszę mnie ostukać i mamie nie mówić. Przy okazji tych wszystkich problemów z głową, znowu czuję się gruba, ale przynajmniej jedna rzecz się nie zmieniła, nadal nie jestem w stanie określić jak wyglądam, nie potrafię stwierdzić obiektywnie, ani nawet subiektywnie jak moje ciało wygląda i nadal boję się stanąć na wagę, nadal nie potrafię się zdrowo odżywiać i nadal nie wróciła mi kompulsywna potrzeba dużej redukcji, więc na pewno mój wygląd na lepsze też się nie zmieni. Nie mam chęci, siły i motywacji, żeby cokolwiek z tym zrobić, tak samo jak z moim nieposprzątanym od kwietnia pokojem, który jest ohydny, dlatego, że nie potrafię się zmusić, żeby coś z tym zrobić, bo tak naprawdę nie ma we mnie ani grama chęci by coś z tym zrobić, ale nawet mimo tego i tak mi z tym źle będzie. I to takie błędne koło źle mi, mam blokadę psychiczną, nic z tym nie robię, źle mi, mam blokadę... Tęsknię za znajomymi, czuję się trochę samotna i bez nich nic mnie nie wyrwie z siedzenia z samą sobą i nic nie robienia. Wiem, że nadal cały czas mogę porozmawiać z G., ale mam wrażenie, że ją ranię bo nie potrafię sobie poradzić z jej energią, tym co czasami powie i jej podejściem, przez co ją odtrącam, albo mówię głupie rzeczy, które ona bierze do siebie. Wiem, że K. mówił, że chce być dla mnie dobrym kolegą, na którym mogę polegać, ale mimo tego po tym jak zerwałam z #2 i pisałam do niego o tym, mam wrażenie, że się mną rozczarował, bo odjebałam, a on zawsze wierzył, że może mi zaufać i nie będę przyczyną zjebanych akcji i teraz boję się do niego pisać. Z trójką nie potrafię wznowić kontaktu do momentu dopóki a) nie zaczną mówić mi w twarz jaki mają ze mną problem, lub b) nie będą takie krytyczne, stosując standardy, które są dopasowane tak, jak im pasuje, nie patrząc na sytuację z innej strony, tylko od razu zaczynając od "ja tego nie rozumiem" i jednocześnie na tym kończyć. Po tym jak C. i G. odnowiły kontakt z A. przy czym mnie ona kompletnie zignorowała, pokazując jak bardzo ma na mnie wywalone i że ona mnie nie chce też nie potrafię się do nich odezwać, bo wiem, że dla nich A. Jest ważniejsza ode mnie i że może z czasem zaczną się z nią zgadzać. Co przy okazji ssie, bo wiem że A. ich nie lubi, ale nie ma wystarczająco jaj, żeby być ze sobą szczera, tylko dalej będzie w to brnęła, byleby tylko nie musiała wchodzić w jakiś otwarty konflikt. To że A. na mnie nie zależy ssie również dlatego, że zostałam zaproszona na naprawdę fajną osiemnastkę, ale z bliższych znajomych miałabym tam tylko A., a moja nerwica nie pozwoli mi iść bez niej. A Z. ma wyjebane na mnie i pewnie nadal myśli, że traktuję ją tak jak reszta jej terytorialistów. Tęsknię za #1, mimo tego, że nie pamiętam już nawet dokładnie naszego związku, ale zapominam również na szczęście okres po zerwaniu. Po prostu mi go brakuje i tęsknię za kochaniem go. Związek z #2 był moim błędem, nie kochałam go kiedy o ten związek poprosiłam, ani kiedy go zakończyłam, ta relacja była taka idealna ponieważ nic nie czułam, ani złości, irytacji, zmartwienia, ani szczęścia. To było moje pierwsze zauroczenie i szkoda, że tak późno zrozumiałam, że to tylko zauroczenie, bo on podszedł to tego poważnie, przez co się przestraszyłam i spierdoliłam. Chociaż wizja bycia częścią jego rodziny była naprawdę pocieszna, to nie byłabym w stanie dać mu takiej miłości, jak on mi. Wszystkie jego problemy sprawiły, że zobaczyłam, że nadal jestem tylko bachorem i nie jestem w stanie być w poważnym związku. Nie chciałabym też przejść z bycia czyjąś córką do bycia czyjąś żoną, chciałabym pobyć trochę sobą, poznać się i co chcę, na co mnie stać, a z nim, z tych jego planów wynikało, że nie miałabym na to szansy. Pod koniec sierpnia idę na kurs prawa jazdy, co jest takie troszkę bardzo stresujące, bo ja po prostu wiem, że nie ma szans, żebym zdała za pierwszym razem :'D. Ale postaram się nie przejmować tym i nie bać się uczyć, chociaż mój mózg już dosłownie nic nie przyswaja. Jak tylko troszeczkę polepszy mi się moja dystymia i odzyskam motywację, obiecuję że będę ogarniać szkołę, jako że to to ostatni rok w takim formacie i może ogólnie ostatni rok w jakimkolwiek formacie edukacji jak nie zdam matury. Ogarnę sobie korki z matmy, podszlifuję się z polskiego, co by to te wszystkie pieniądze wydanie na pomoce naukowe, zakreślacze, cienkopisy i inne duperele w szale zakupów, których tak na prawdę jedynym celem było dowartościowanie się, na coś się przydały. W tym roku wszystkie zakupy zrobiłam on-line, bo sklepy to dla mnie już za dużo, kiedy do nich wchodzę mam wrażenie, że czas dziwnie biegnie, jest za jasno, zaczynam się stresować, zapominam wszystko i po prostu muszę wyjść. Ale przynajmniej z dzwonieniem przez telefon nie jest tak źle. Ja potrzebuję tylko znowu poczuć się albo lepiej, albo żeby wróciły mi jakieś produktywne kompulsywne myśli i znowu zacznę działać. Teraz czuję taką pustkę, że czasem nawet nie widzę siebie w sobie i nie widzę sensu w robieniu czegokolwiek. Ale przynajmniej napisałam wszystko to co czuję, jest to w jednym miejscu i może jutro będzie lepiej i może ruszę do przodu
 

whatsupmegg
 
What's up Megg: Wczorajsza noc nie zdążyła się zacząć, a już skończyła się o siódmej rano. I nie była to impreza, niestety...

Dzisiejsza noc zapowiada się podobnie.

Wieczorem nastąpiła ostra wymiana zdań z Panem Przyjacielem. To była druga taka akcja, odkąd się znamy.
Ale już nie wytrzymałam. Jestem cierpliwa, dużo zniosę, wiele przemilczę... Ale do czasu. I dzisiaj ten czas nastąpił. Wylałam wszystko, co mnie bolało. Na koniec stwierdziłam, że mam dosyć, rezygnuję, odpuszczam, walczyć więcej nie będę. Przyjaźń i starania o jej utrzymanie to zadanie dla dwojga ludzi. Działa tylko wtedy, gdy obie strony się starają jednakowo. Ale gdy drugiej stronie przestaje zależeć, to ja odpuszczam. Nie widzę już sensu w samotnej walce, w samotnym staraniu się. Nie mam już na to czasu, ani sił. Zrezygnowałam... Odpuściłam...


Ale On nie. Zawalczył. I nie odpuścił dopóki nie zdecydowałam się przedyskutować wszystko ponownie, pogodzić się. Długo to trwało. Udowodnił, że nadal mu zależy. Wyjaśnił swoje zachowanie. Podeszłam już do tego bez emocji, bez euforii. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Cieszyć się, że jest chociaż jedna osoba, której na mnie zależy? Czy nastawić myślenie, że jednak prędzej czy później wszystko pęknie jak bańka mydlana. Tak jak zawsze dotąd się działo...
Wybiorę opcję drugą. I nie, nie dlatego, że jestem pesymistką, tylko dlatego, że realnie patrzę na świat i wolę miło się rozczarować, niż boleśnie zawieźć kolejny raz...

:(
 

amenti
 
Amenti:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

bipolarvitae
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

serdeleknadiecie
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

serdeleknadiecie
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

kazancl
 
Czy kiedykolwiek będę potrafił zasnąć normalnie?. Czy kiedykolwiek moje problemy się skończą?  Jak mogłem sobie tak spierdolić życie ?
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Hejo!
Wczoraj (07.08.2017r.) myślałam, że zdechnę... Cały dzień tragicznie bolała mnie głowa... Wzięłam trzy Apapy (rzadko zdarza mi się brać leki na ból głowy) i przeszło mi dopiero wieczorem. Zastanawiałam się jeszcze nad wzięciem Ketonalu, ale skoro już wzięłam APAP to było po jabłkach. Dzisiaj (08.08.2017r.) w nocy za to obudziłam się koło drugiej i nie mogłam zasnąć do prawie piątej. Fatum jakieś, czy co? W każdym razie uszyłam Lunie kolejny t-shirt ;). Jednak tym razem postanowiłam zrobić zdjęcia podczas szycia. Z góry przepraszam za nierówne oświetlenie, słabą jakość zdjęć (telefon) i szwy, które wyszły krzywo :P.
A teraz zapraszam do oglądania :).
1.jpg

2.jpg

3.jpg

4.jpg

5.jpg

6.jpg

7.jpg

8.jpg

9.jpg

10.jpg

11.jpg

12.jpg

13.jpg

14.jpg

15.jpg

16.jpg

17.jpg

18.jpg

19.jpg

20.jpg

21.jpg

A tak koszulka prezentuje się na Lunie :).
22.jpg

23.jpg

24.jpg

25.jpg

Pozdrawiam ^^.
  • awatar Millscape: Wyszło cudownie. Szyj więcej, a z czasem może zaczniesz zarabiać na sprzedaży takich cudeniek? Zdrowia życzę i spokojnego wieczoru oraz nocki. :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Millscape: Dziękuję ^^. Właśnie myślałam o sprzedaży, ale do tego jednak chyba bardziej muszę się postarać :D. Nie dziękuję i wzajemnie życzę zdrowia i spokoju :).
  • awatar *Mordka*: Współczuje z powodu bólu głowy :/. Ładnie ci wyszła ta bluzka. Ogółem to zazdroszczę ci tego, ze umiesz szyć, bo ja nie potrafię xD.
Pokaż wszystkie (13) ›
 

szalona1312
 
CO_SŁYCHAĆ_ŚWIECIE:
Skowronku, cóż Cię tak rano zbudziło?
Do wschodu słońca ma być jeszcze wiele!
Ja spać nie mogę, bo mi żyć niemiło,
Ale co Ciebie budzi w tym popiele?
           
                           Nie śpię, że przy mnie moja nie nocuje,
                           A Ty, że Twoja przy Tobie spoczywa;
                           Równo nas szczęście i smutek kosztuje,
                           Tylko Twój niewczas słodn=kim się nazywa.

Jakże się w górę coraz wyżej wznosi,
Zostawiwszy swą samicę wśród roli,
Niby ją łaje, niby o coś prosi,
Niby się smuci i niby swywoli.

                           On zawsze z rana swej kochance śpiewa,
                           Ona się cieszy, jak nad nią wzlatuje;
                           Czasem nad głosem Jego się zdumiewa,
                           A czasem sama coś mu potakuje.

46289910-skowronek.jpg


Jego gorętszych pora pewnie była
Miłości, co Nim tak w górę rzuciły,
 Która, kiedy Go razem wyniszczyła,
Równo ku ziemi upada bez siły.

                           Nikt nie opowie żal nieutulony
                           Parzącej na to smutnej Jego pary.
                           Jakaż pociecha, kiedy otrzeźwiony,
                           Znalazł się blisko sej kochanki szarej.

Skowronku, Ja Cię mam za szczęśliwego!
Skuteczne leki masz na pogotowiu;
Mnie nic podobno nie zleczy chorego,
Zazdroszczę Twojwj słoabości i zdrowiu.
 

purplelps
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

whatsupmegg
 
What's up Megg: Tak sobie siedzę tutaj czekając na pierwsze oznaki nadchodzącego snu.
Przeglądam blogi po kolei i wybiórczo. Większość z nich prowadzą matki, szczęśliwe kobiety z przynajmniej jedną iskierką u boku.
A ja? Jestem po trzydziestce, jestem sama, nie mam dzieci.
Czy coś jest ze mną nie tak? Czy jestem gorsza? Odstaję od społeczeństwa? A może nie mam prawa do niego należeć?

Jestem tu gdzie jestem z różnych przyczyn, nie do końca z własnego wyboru. Ale czy przez to jestem gorsza?

Albo te najbardziej bolesne zdania/pytania typu: kiedy dzieci? dlaczego nie masz dzieci/męża? Masz tyle lat już dawno powinnaś. Czas najwyższy! Starą panną zostaniesz (w sumie to już nią jesteś).

Czy wszyscy ludzie (z małymi tylko wyjątkami) to ameby umysłowe (modne dzisiaj określenie)??? Nie mają za grosz taktu, dobrego wychowania? Mają zajebiście duży tupet? Czy są po prostu głupi?

Czy jestem tu sama?

:(
  • awatar lilove: Cale życie przed Toba,jestes mloda ! :) a innymi sie nie przejmuj,pewnie są "starej daty".
  • awatar What's up Megg: @lilove: Niby się nie przejmuję, a jednak gdzieś to mam z tyłu głowy ciągle :(
  • awatar Gusia: możemy podać sobie ręce, tylko że ja nie szukam, zaakceptowałam i polubiłam amotnoć a co ma być to będzie, ludziom którzy zadają głupie pytania mów że wszystko w swoim czasie i nie przejmuj się głupimi komentarzami, chcesz wszystko na teraz na już, ale prawdziwe szczęscie czeka gdzieś za rogiem, żyj pełnią życia, tu i teraz bo tylko to daje pełnię szczęscia. Póki nie zaakceptujesz dnia dzisiejszego nie ruszysz dalej
Pokaż wszystkie (4) ›
 

ladygreen
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

musthave
 
MotkaM: Jakby ktoś nie wierzył. Bezsenność w ciąży to norma. 4:35 na zegarku a ja jak skowronek (jasne...).

A tak serio to Ł. już poza granicami kraju a ja odliczam sekundy,minuty i godziny do jego powrotu z nadzieją, że Bobikowi nie zachce się dziś zrobić niespodzianki.
 

cyklotymina
 
cyklotymina: Znowu nie mogę zasnąć...nie minął cały miesiąc studiów a ja już zawalona kolokwiami , pracami itp. najgorsze jest to że mam wrażenie że im więcej się uczę tym bardziej gorzej mi idzie...poświęciłam cały weekend nad przygotowaniem do jednego z dzisiejszych kolokwiów a mimo wszystko i tak się pomyliłam w oznaczeniu atomów i zle policzyłam zadanie... :( Dobrze że chociaz będzie trochę wolnego to sobię odpocznę , polecacie może coś na #bezsenność ? :/
Chętnie posłucham waszych rad.
 

domowevademecum
 
Chrapanie jest uciążliwym problemem dla domowników. Nieprzyjemne dźwięki wydawane podczas chrapania potrafią obudzić nie tylko małżonkę lecz również dzieci śpiące w pokoju obok. Od lat lekarze dokładali wszelkich starań żeby odkryć sposób na leczenie chrapania. Skuteczne metody są powszechnie stosowane lecz nie są wymagane we wszystkich przypadkach. Równie skuteczne mogą okazać się domowe metody dla osób zmagających się z tym problemem. O tym jak szybko można się pozbyć chrapania i jego przyczyn opisuje znaleziony w sieci film.

 

antybohaterka
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów