Wpisy oznaczone tagiem "bjd" (1000)  

nightfirefly
 
Jestem drugi dzień po rwaniu dolnej ósemki i dodatkowym zabiegu na kości. Ja pier..le...

Nie życzę tego najgorszemu wrogowi! Zabieg trwał ponad dwie godziny, znieczulenie w trakcie ciągle dodawali (bo na mnie szybko przestaje działać).

Dzisiaj jestem spuchnięta jak dynia na sterydach, boli tak, że prawie chodzę po ścianach. I ja się pytam, na ch...nam te zęby?

Ja rozumiem, jakby zęby wymieniały się (jak mleczaki) dwa razy w życiu - wtedy to by miało sens, a człowiek do końca zachowywałby swoje zęby w całkiem dobrym stanie. A tu natura dała (kolejne nieładne słowo) po całości.

Dobra, koniec wyżalania się. Jestem ciekawa ile to moje cierpienie potrwa. Kiedy przestanie boleć, kiedy będę mogła normalnie spać i jeść?

Chętnie posłucham waszych opowieści o akcjach u stomatologa, tudzież pozbywaniu się upierdliwych zębów. Jak to przeżyliście?

Na poprawę humoru oraz żeby pusto nie było - Necris Silge (który jak widać mocne i ładne ząbki ma, oj maa)
20180424_144759.jpg
  • awatar Kate - Writes: Och, współczuję. Całe szczęście rwanych jeszcze nigdy nie miałam. Z drugiej strony powinnam nosić aparat i zastanawiam się jak to wygląda przy zakładaniu...
  • awatar chiriann: Ciągle mam wszystkie cztery moje ósemki, ale truchleję na myśl co będzie, gdy dranie zaczną się psuć - chirurg szczękowy jak nic, "normalny" dentysta nawet się do nich niedostanie. Ech, żywiczkom to dobrze... nie dość, że nie tyją, to jeszcze im się zęby nie psują ;).
  • awatar SugarFirefly: @chiriann: Moje się nie psują, ale mam małą buzię (lol) i mało miejsca w szczęce, więc była obawa, że mi pokrzywią inne zęby - trzeba było rwać :(
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nightfirefly
 
Ciąg dalszy poprzedniego wpisu :)

Jakiś czas temu pisałam, że kolejnym Nenkiem, jakiego chcę do kolekcji będzie Loki, ale doszedł do tej listy kolejny Nendoroid czyli Otabek :3

To dopiero zapowiedź, ale muszę zrobić przyjemność mojemu Nendo-Juraśce i zakupić mu chłopaka XD

27867294_1612984062118240_3967721945380651317_n.jpg


Skończyłam remont i w końcu jestem mega zadowolona z mojego nowego pokoju. Uwielbiam brokatowe ściany!(Na moim Instagramie znajdziecie filmik, gdzie pokazuję jak błyszczą - www.instagram.com/lorenafirefly/)

Kupowałam mnóstwo rzeczy, ale najbardziej zauroczyła mnie ta oto półka:

półka shabby chic.jpg


Jak już ją zawieszę, wrzucę zdjęcia.

Kupiłam sobie nowe gamingowe słuchawki

słuchawki.jpg


Trochę nowych ciuchów

20180222_224921.jpg


20180226_212404.jpg


20180226_212453.jpg


Ten sweter mnie rozwalił XD Będzie na przyszłe święta :P

20180227_114819.jpg


Piżama na lato

20180317_205030.jpg


20180317_205115.jpg


20180413_010421.jpg


20180413_010009.jpg


20180413_010551.jpg


20180413_010641.jpg


Buty i inne akcesoria, plus mangi

20180317_204914.jpg


20180331_082046.jpg


30849496_1928378147475155_1283265840_o.jpg


opaska diamonds rainbow.jpg


20180413_005751.jpg


20180413_005833.jpg


Kosmetyczka i kosmetyki/perfumy

20180413_140936.jpg


emoji deo.jpg


20180331_142343.jpg


Uroczy odbojnik do drzwi

20180329_122518.jpg


Przemalowałam klatkę dla mojego anioła Ezekiela (była w kolorze ecru, teraz jest biała)

Pure cage.jpg


xmas angel.jpg


whiteangel.jpg


Za oknami słońce i upał, a ja lecę wcinać lody. Do napisania!

Firefly
  • awatar Kate - Writes: Właśnie strasznie ciekawa jestem Mrocznego Grabarza. Daj znać czy warto :)
  • awatar SugarFirefly: @Kate - Writes: Mam już dwa tomy i dla mnie to jest za bardzo zerżnięte z Kuroshitsuji. Niby zupełnie inna historia, ale...te teksty, rysunki i podobieństwa postaci. Ja chyba sobie daruję dalsze czytanie :/
  • awatar EvilCupcake: Słuchawki i sweter wygrały internety. <3
Pokaż wszystkie (8) ›
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 30. Napisz coś, czego z własnej woli nigdy byś nie napisał.

Nachalne, przedzierające się przez zasłony promienie słoneczne zbudziły mnie. Niechętnie usiadłem, przetarłem oczy i opuściłem nogi na drewnianą podłogę. Pod stopami poczułem chłód. Ukryłem twarz w dłoniach. Znów mi się śnił Eryk. Był taki uśmiechnięty i pogodny, z fascynacją wpatrywał się w gwieździste niebo, a ja opowiadałem mu o mniej znanych gwiazdozbiorach. To tak naprawdę nie był sen, to było nasze wspomnienie. To była nasza ostatnia wspólna noc…
Spojrzałem na poduszkę leżącą nieopodal łóżka, która zawsze służyła za legowisko Olbrzyma. Tak bardzo brakuje mi tego świra, cały czas mam wrażenie, że ten pół pies, pół wilk wskoczy przez okno do domu… Ale wiem, że tak się już nigdy nie stanie, jak również, że zwierzak już nigdy nie ukradnie mi posiłku z talerza. Westchnąłem. Nawet nie przypuszczałem, że kiedyś będzie mi tego brakować…
Wstałem powoli, odruchowo nasłuchując, czy w stajni wszystko w porządku. Zganiłem się w myślach, przecież mojego ogiera, Beglana, już nie ma, został przepołowiony na pół…
Niechętnie poczłapałem do łazienki, oparłem się o umywalkę, spojrzałem w lustro. Ledwo poznałem samego siebie. Ogromne cienie pod oczami, upiornie blada cera, piwne tęczówki bez blasku i grymas nieopisanego bólu. Opłukałem twarz lodowatą wodą i ponownie zerknąłem w lustro.
- Deryn, ty idioto, bierz się w garść, zima niedługo nastąpi! – Każdego ranka mówię sobie to samo, ale jakoś tak nie mam ochoty pracować. W zasadzie to nie mam ochoty nic robić, nawet żyć. To Eryk dał mi prawdziwe życie i zostało mi one odebrane wraz z jego gwałtowną i niesprawiedliwą śmiercią…
W kuchni czekał na mnie talerz kanapek i zaparzona herbata. Niechętnie zabrałem się do zjedzenia. Gdyby nie mój przyjaciel już dawno umarłbym z głodu. Po posiłku udałem się do ogrodu za domem. Rikk już tam był.
- Cześć! – powitał mnie, nie odrywając się od pracy. Skinąłem tylko głową i sam przycupnąłem obok niego.  
- Książęta martwią się o ciebie, a księżniczka Briana w szczególności – zaczął powoli Rikk. Odpowiedziałem wzruszeniem ramion. Rikk westchnął ciężko, wiedział, że i tym razem lepiej nie drążyć tematu.
Późnym popołudniem Rikk zabrał się za przygotowywanie jakieś strawy, a ja przysiadłem pod drzewami, by odpocząć. Mimo, iż staram się ze wszystkich sił, to jednak okrutne wspomnienia bezlitośnie atakują mój umysł. Wciąż na nowo widzę jak z Erykiem wsiadamy na nasze konie, wyjeżdżamy poza mury zamku, kierujemy się w stronę lasu, Olbrzym i Kluska, pies myśliwski księcia, towarzyszą nam podczas przejażdżki. Śmiejemy się, rozmawiamy, ścigamy… Dzień jak co dzień. Do czasu. Wciąż przeklinam się w myślach za postój, jaki zrobiliśmy na polanie między drzewami. Ponownie widzę, jak książę rozkłada koc, z torby wyciąga karafkę z jakimś kolorowym płynem, ja w tym czasie przywiązuję konie do gałęzi nieopodal. Właśnie mam usiąść obok Eryka, gdy niespodziewanie z pomiędzy krzaków wydostaje się rozpędzona strzała i przebija serce mojego ukochanego. Nim rozumiem, co się dzieje, wokół nas pojawia się z tuzin ludzi odzianych w szarłat, jeden z nich miażdży głowę Kluski, inny podrzyna gardło walecznemu Olbrzymowi. Nasze konie zostają przepołowione na pół, a mnie ktoś od tyłu uderza w głowę, od czego tracę przytomność. Dlaczego przeżyłem? Nie wiem, ale żałuję tego, wolałbym być teraz z Erykiem, nieważnie gdzie by to było. Westchnąłem ciężko, walcząc ze łzami cisnącymi mi się do oczu. Gdy się ocknąłem i zobaczyłem tę całą śmierć wokół coś we mnie pękło. Uciekłem jak tchórz. Tak jak wtedy, gdy byłem dzieckiem, tułałem się bezmyślnie po lesie, aż znalazł mnie Rikk i jakoś pomógł wrócić do mojej chatki na odludziu w środku lasu… Ponoć później Rikk oczyścił moje imię, nikt z rodziny królewskiej nie obwinia mnie za tamte zdarzenie, ale mało mnie to obchodzi. Właściwie to nic mnie nie obchodzi prócz tego, że w tamtej chwili straciłem wszystko, co kochałem – Eryka i moje zwierzęta.
To dzięki Erykowi zacząłem prawdziwie żyć, a wraz z jego śmiercią umarła moja dusza, została tylko sama cielesna powłoka …
[Co w tym fragmencie takiego wyjątkowego, że nigdy nie napisałabym go z własnej woli? Tylko jedno – Eryk i Deryn są głównymi bohaterami mojego dłuższego (oj, bardzo, bardzo długiego xD) projektu i oni obaj po prostu w żaden sposób nie mogą zginąć. Pomijając już kwestię miłości itd., obaj mają do opowiedzenia długą i zawiłą historię i jednym słowem śmierć któregokolwiek z nich wszystko zburzyłaby i w żaden sposób nie mogłabym tego naprawić. No ale widząc dzisiejsze zadanie pomyślałam sobie „co by było, gdyby któryś z nich został zabity…” i tak padło na śmierć księcia Eryka xD i teraz już tym bardziej wiem, że ponad wszystko nie mogę żadnego z nich uśmiercić! xD Poza tym wymyślanie śmierci Eryka, mojego ulubieńca, było bardzo przykre i dość bolesne ;( A tak przy okazji – to już KONIEC wyzwania!!! :D Ale jestem z siebie dumna! Szczerze mówiąc czasami wątpiłam, czy uda mi się i dlatego teraz jestem taka z siebie zadowolona, lepszego prezentu nie mogłam sobie sprawić! :D Hmm… co mi to dało? Przede wszystkim pewność, że totalnie kocham pisanie i chcę się temu poświęcić i tym bardziej nie mogę zaprzepaścić talentu, dodatkowo  możliwość sprawdzenia się w czym jestem dobra, nad czym popracować, a czego lepiej nie ruszać, poza tym niektóre zadania wymagały ode mnie spojrzenia z innej perspektywy na różne rzeczy, a to też bardzo wiele daje. Nie mogę również zapomnieć, że dwukrotnie pisząc wyzwanie zapędziłam się i z fragmentów powstały dwa opowiadania, które wylądowały na konkursach – trzymajcie kciuki! xD Jednym słowem same korzyści i mega duma z małego, ale bardzo ważnego sukcesu! :D Co prawda teraz będzie mi brakować codziennych wyzwań (x_x), ale pora skupić się na dłuższych tekstach, które mam w planach (niektóre już od kilku lat zaczęte i męczone, więc miło byłoby je w końcu skończyć i może za jakimś wydawnictwem się rozejrzeć…?) Oczywiście bardzo dziękuję za wsparcie i miłe słowa – te w komentarzach i prywatnych wiadomościach!!! :D PS.: W Wordzie wyszło „tylko” 25,5 stron xD]

Drake również na razie mówi „papa!”, bo prawie wszystkie jego sesje wykorzystałam, więc pora w końcu na nowe xD

20160607_232710.jpg


20160607_232603.jpg


20160607_232644.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 29. Opisz scenę, w której nadzieja wlewa się w serce bohatera.

- Chronić króla! – wrzasnęłam przez ramię, przy okazji ucinając głowę czemuś, co wcześniej było kobietą, a teraz rozkładającym się zombie.
Na moment odwróciłam się, by zobaczyć jak wygląda sytuacja za mną. Dwóch młodych i nieźle przerażonych gwardzistów podtrzymywało rannego starca w koronie, pozostali z jeszcze żywych z mojego oddziału walczyli ile sił, by odeprzeć potwory. Z trwogą zrozumiałam, że nie ma dla nas żadnej nadziei. Nikomu nawet w najgorszych snach nie przeszło przez myśl, że przyjdzie nam walczyć z nekromantą. A teraz jesteśmy tu – mała wciąż kurcząca się grupka rycerzy i ranny król. Z dala od domu, od naszych rodzin i stanowczo za daleko, by wsparcie przyszło na czas. Żałuję, że w ogóle po nie posłałam, a co jeśli po nas zginą kolejni? Otrząsnęłam się, gdy jakiś stwór będący niegdyś nastolatkiem spróbował mnie ugryźć. Rozpłatałam potwora na pół.
- Walczyć do ostatniej kropli krwi! Nie poddawać się! – krzyknęłam, mając nadzieję, że dodam tymi słowami siły moim ludziom. – Wsparcie niedługo tu przybędzie – skłamałam, starając się by mój głos brzmiał pewnie. Niestety, chociaż mam ochotę w tym momencie wskoczyć do mysiej dziury, muszę nie tylko walczyć, ale również podtrzymywać mój oddział na duchu. Taka rola kapitana.
Odparłam natarcie jakiegoś zombie i niestety zrobiłam krok w tył by nie zerwać kręgu obrony. Jest nas coraz mniej, a fala tych potworów nie kończą się…
- Pani kapitan, poruszenie na ósmej! – zameldował jeden z młodych gwardzistów, podtrzymujących króla.
Zaryzykowałam i spojrzałam we wskazanym kierunku. Faktycznie, coś się tam działo wśród żywych trupów… Przecięłam na pół jakiegoś potwora i spróbowałam przyjrzeć się troszkę uważniej nowej sytuacji. Moje serce zaczęło mocniej bić, czułam jak zdradziecka nadzieja próbuje na nowo wkraść się do niego. Zdusiłam ją w sobie, to przecież niemożliwe! Skupiłam się na walce, zabijając kolejnych ożywieńców.
- To nasze wsparcie! Wsparcie przybyło! – zakrzyknął z podekscytowaniem któryś wojownik. Nie odważyłam się ponownie spojrzeć w tamtym kierunku, ataki zombie były zbyt nachalne.
- Nie rozpraszać się, to jeszcze nie koniec – przywołałam do pionu mój mały oddział. Od razu wyczułam jak wszyscy poważnieją.
Nadziałam na miecz aż dwa potwory będące dawniej ludźmi i na króciutki moment zerknęłam kątem oka na nową sytuację. Dostrzegłam tańczące na wietrze flagi z bardzo dobrze znanym mi symbolem. Czułam jak wewnątrz przegrywam walkę, jak nadzieja wdzierała się do mojego serca, niczym poranne promienie słońca przedzierające się przez grube kotary do ciemnej sypialni. Powoli ogarniał mnie dziwny spokój na myśl, że nie jesteśmy już sami z tym dziwacznym problemem. Odetchnęłam głęboko, atakując kolejne monstrum. Więc jednak jest dla nas jakaś nadzieja. Możliwe, że jeszcze dane mi będzie zobaczenie mojej malutkiej córeczki…
Coś mnie oślepiło i po chwili zdałam sobie, że nasza koszmarna noc dobiega końca, na wschodzie, tam, gdzie skąd przybywają nasi przyjaciele, powoli wyłania się zza horyzontu poranne słońce. Świt.
Mówi się, że świt to nowa nadzieja i dla nas właśnie tym był…
[Em… trochę dziwne to wyzwanie dzisiejsze i tym bardziej dziwię się, skąd taki pomysł wpadł mi do łba… ^^” mimo wszystko mam nadzieję, że podołałam ;)]

Kiedy nie mam pomysłu na zdjęcia Smoka z pomocą przychodzi Tulasek – słodko razem wyglądają, idealnie do foci xD

20171022_190921.jpg


20171022_190940.jpg


20171111_024426.jpg


20171111_024601.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 28. Stwórz krótkie, nietypowe definicje podanych słów:

Zmęczenie – ten paskudny stan, podczas którego człowiekowi nic się nie chce, stan, w którym pragnie się tylko spać i spać.
Róż – coś, na punkcie czego słodkie laseczki mają totalnego świra, a faceci tego nigdy nie zrozumieją.
Szkło – zimne, strasznie kruche i śliskie coś, co idealnie nadaje się do pretekstu „romantycznej” sceny opatrywania ran. Uwaga, lepiej nie stąpać po takiej scenie bez kapci!
Deszcz – złośliwy stan pogody, przeszkadzający w najważniejszych sytuacjach, jak np. pierwszy pocałunek bohaterów, a jeśli bohaterowie mimo to postanowią nie uciekać przed tym zjawiskiem, wtedy kończą z przeziębieniem. Ponoć rozłąka dobrze wpływa na związek, więc może po to jest to zjawisko?
Zakochanie – paskudny stan umysłu, podczas którego ludziom totalnie odbija, są jak naćpani i nie reagują normalnie na bodźce zewnętrzne.
[Hehe, niezła zabawa wymyślać swoje definicje xD oczywiście proszę brać to z przymrużeniem oka! :P]

Zmęczony Smok szykujący się do spanka z misiaczkiem w objęciach xD

20160821_161853.jpg


20160821_161904.jpg
 

nightfirefly
 
Jestem, przybywam z krótkim wpisem XD

Zacznę od przybycia nowej głowy BJD. Jest nią uroczy Mirror firmy Patchmist (size 1/4) w WS.

Jak zobaczyłam pudełko, serce mi zamarło - -'

20180403_105212.jpg


Ale w środku wszystko było ok

30122565_1918472878465682_27364265_o.jpg


Nowa główka będzie pewną postacią - Księciem Nietoperzy i zwać się będzie Auris Lume

So happy.jpg


Wrócił do mnie (z face-upu) inny wampir - Necris Silge. Na pierwszym zdjęciu w wigu innego wampira, na drugim w jakimś randomowym. Jeszcze czeka na swój.

The Vampire's Glare.jpg


Pure morning.jpg


Necris.jpg


Kupiłam też kilka rzeczy dla BJD

Koszulka z Etsy

koszulka z kotem.jpg


Naszyjnik Ringdolla

20180416_092928.jpg


Papeteria z piórem dla Arseniusza

20180219_132807.jpg


Jointed hands od Popo

popo jointed hands.jpg


Z face-upu wrócił też syn Arseniusza, Aris Silge. Jest taki piękny! *o*

Aris Silge.jpg


Co kupiłam dla siebie - będzie w następnym wpisie :)
  • awatar Alys27: Zostawisz Nietoperkowi tę bujną czarną fryzurkę?? Jest urocza! :D
  • awatar SugarFirefly: @Alys27: Zapewne będzie ten wig, a jak nie to bardzo podobny. Też uważam, że mu pasuje :D
  • awatar Kate - Writes: Cudna nowa główka. Zwłaszcza z tą milusią czuprynką. Urzekła mnie ta papeteria. sama bym coś takiego posiadła w stosownym dla mnie rozmiarze. :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 27.Twój bohater przeżywa załamanie psychiczne. Nie możesz mu pomóc, musisz opisać wszystko, co czuje.

Jestem zamknięta w moim małym, mrocznym świecie. Światło tu nie dociera, zaś nadzieja już dawno temu umarła. W tym świecie jestem ja. Tyko ja. Nikogo nigdy tu nie wpuszczę. Raz spróbowałam i to był błąd, którego nigdy już nie powtórzę. Bo tak naprawdę nikt nie chce tu wejść. Nikt nie chce poznać prawdziwej mnie, moich myśli, problemów. Bo po co? Po co ktoś miałby użerać się z problemami innych? Przecież najwygodniej jest udawać, że nic się nie widzi, udawać, że się wierzy, gdy ktoś mówi „wszystko OK”. Dlatego ja tak robię – uśmiecham się sztucznie i mówię „wszystko u mnie OK”, chociaż tak naprawdę nic nie jest u mnie OK. wszystko się sypie, wali, jest tylko gorzej i gorzej. Trudniej. Wszystko coraz bardziej boli. Przytłacza. To mnie dusi! Tak bardzo chciałabym się komuś wygadać, zostać przez kogoś prawdziwie zrozumiana. Ale nie chcę znów słyszeć „nie martw się, będzie dobrze”, bo wiem, że nie będzie. Nigdy już nie będzie dobrze! Tego wszystkiego jest za dużo, to jest zbyt trudne, zbyt przytłaczające. Czuję, że cały mój świat wali się, fundamenty, na których opiera się moje życie, rozpadają się w proch! Boję się, bo nie wiem, co będzie jutro. Już zapomniałam jakie jest słońce. Już zapomniałam jak się prawdziwie, szczerze uśmiechać. Już zapomniałam czym jest prawdziwa radość. Już zapomniałam, co to znaczy czuć się bezpiecznie. Już zapomniałam jak to jest naprawdę żyć! Ja tylko egzystuję. I sama nie wiem dlaczego, ale wciąż kurczowo trzymam się resztek martwej nadziei, że może w końcu kiedyś będzie OK…
[To przykre, ale przy tym zadaniu nie musiałam się wysilać… Ech, niestety stosunkowo łatwo jest przelać na papier to, co się czuje niemal każdego dnia…]

Drake też czasami ma załamkę x_x

20160115_003147.jpg


20160115_003231.jpg


20160115_003307.jpg


20160115_003410.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 26. Opisz najwspanialszy występ Twojego bohatera.

Oddychałam płytko, spokojnie. Czułam jak moje serce delikatnie łopocze w klatce piersiowej. Na chwilę zamknęłam oczy, spróbowałam zebrać wszystkie myśli i na sto procent skoncentrować się. Tylko tego teraz potrzebowałam – koncentracji. Na ten dzień przygotowywałam się od najmłodszych lat i nie mogłam pozwolić, by cokolwiek mi go zepsuło.
- Lara Maze! – rozległ się głos prowadzącego.
Otworzyłam szeroko oczy, czułam, że jestem w pełni gotowa. Mój chłopak delikatnie popchnął mnie, przy okazji szepcząc do ucha „daj z siebie wszystko”.
Mimo lekkiego zdenerwowania starałam się wyglądać jak najpewniej siebie. Wyjechałam na sam środek lodowiska. Niestety lekko zachwiałam się i momentalnie zganiłam się za to. Odetchnęłam głęboko. Przyjęłam odpowiednią pozę startową – nogi lekko skrzyżowane, ręce swobodnie oparte na biodrach. Muzyka zaczęła grać, a moje nogi same wystartowały.
Miałam wrażenie, że dosłownie płynę w powietrzu! Moje łyżwy lekko ślizgały się po lodzie, ręce i nogi zgrabnie układały się w wyuczone pozycje, sukienka lśniła od nadmiaru brokatu. Czułam się cudownie! To była moja chwila i nic mi tego nie mogło popsuć!
Muzyka grała, ale ja czułam ją w sobie. Prowadziła mnie, kierowała moim ciałem. Nogi co raz wybijały się do skoku, ciało samo wykonywało idealne piruety. Wiedziałam, że oczy tysięcy ludzi zwrócone są tylko na mnie, że śledzą każdy mój ruch, zachwycają się każdą idealnie wykonaną pozą. Przez moment cały świat był mój.
Nieważne, co wydarzy się za chwilę, czy wygram, czy zakwalifikuję się na Olimpiadę. To wszystko w tamtym momencie mało mnie interesowało, liczyło się tylko tu i teraz. Liczyła się tylko ta chwila, ten krótki, ale w pełni mój występ.
Muzyka wreszcie ucichła, moje ciało przyjęło wyuczoną pozę kończącą układ, a ja zobaczyłam tłumy ludzi bijących owacje na stojąco, dotarło do mnie, że skandują moje imię. Udało mi się dokonać tego, na co pracowałam od tak dawna, czemu poświęciłam całe swoje życie…
[Jestem w szoku, że cokolwiek udało mi się dziś napisać – ten 26 to było jak podwójna 13 na każdym kroku (w skrócie – miałam dostać lek we Wrocławiu około 9-11, a dostałam po 17!x_x). Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam tak zmęczona, a jednak udało mi się napisać całkiem niezły kawałek. Przesłanie tego jest chyba proste – pisanie jest mi przeznaczone xD]

Na zdjęciu Drake i jeden z jego rozlicznych talentów – treser dzikich jaszczurek! xD

20160125_151345.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 25. Spróbuj ułożyć kilka inspirujących cytatów.

1) Dlaczego ktoś inny ma Ci mówić, co powinieneś robić, a co nie? Przecież to Twoje życie, weź za nie odpowiedzialność! Próbuj, najwyżej coś się nie uda. Potykaj się, przecież każdy zalicza upadki. Podejmuj decyzje, skąd możesz wiedzieć, czy na dłuższą metę będą one rzeczywiście błędne?
2) Odnajdź swoje prawdziwe wewnętrzne „ja”. Zaakceptuj je. Żyj z nim w zgodzie, a wtedy dużo spraw będzie o wiele prostszych.
3) Bądź z siebie dumny, z miejsca, w którym stoisz teraz. Przecież nikt inny nie wie, jak wiele wysiłku włożyłeś w to, by być tu i teraz.
4) Zdrowy egoizm nie jest zły, jednakże postępuj tak, by nie krzywdzić innych.
5) Olej lajki i komentarze! Bądź w pełni sobą. Jeśli coś robisz - piszesz, malujesz, śpiewasz, cykasz fotki itp. –  rób to dla siebie, nie dla uznania innych. A jeśli w jakiś sposób próbujesz pomagać innym, to pamiętaj, ze dobro do Ciebie wróci i będzie warte o wiele więcej niż skretyniałe „LUBIĘ TO”.
6) Nie stawaj się kimś na pokaz, nie zmieniaj się, bo tego chcą od Ciebie inni. Bądź w pełni, w 100% sobą. Bo lepszy wadliwy, ale jednak wyjątkowy oryginał, niż idealna, ale tandetna kopia.
7) Nie żyj życiem innych, żyj własnym. Nie zazdrość innym, bo oni mogą wcale nie mieć tak idealnego życia, jak Ci się wydaje.
8) Pamiętaj – zawsze będzie od Ciebie ktoś lepszy i ktoś gorszy, Ty sam będziesz od kogoś lepszy i od kogoś gorszy. Masz jakiś talent – śpiewasz, tańczysz, malujesz, piszesz? Doceń go takim, jaki jest! Oczywiście rozwijaj talent, przy okazji rozwijaj siebie, ale nie patrz na talenty innych, tylko ciesz się swoim.
9) Coś Ci sprawia radość, ale inni kręcą na to głową? Olej ich, Twoje życie, więc rób, co chcesz!
10) Spełniaj swoje marzenia, choćby te najmniejsze.
11) Mam w dupie, to co myślą o mnie inni – ja to ja i nic tego nie zmieni! :D
[Woah, poszalałam ^^ Jak przeczytałam to dzisiejsze zadanie, to tak sobie pomyślałam, że z 5 wystarczy, a tymczasem napisałam aż 11! To chyba mówi samo za siebie jak dobrze mi się pisało xD]  

Darke to jedno z tych moich „małych marzeń”. Strasznie się cieszę, że je spełniłam i wciąż nie mogę się nim nacieszyć ^^

20170613_170702.jpg


20170613_170724.jpg


20170613_170748.jpg


20170613_170817.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 24. Coś, przez co każdy pisarz musi w końcu przejść - scena miłości. Twoja bohaterka płakała, a teraz całuje.

Drobniutkim ciałem wstrząsnął kolejny szloch. Wzmocniłem uścisk, pogłaskałem dziewczynę po rudej czuprynie. Poczułem jej kolejny szloch. Na szczęście powoli uspokajała się. Po jakimś czasie usłyszałem, jak łapie długi oddech.
- One mają rację – wyszeptała słabo.
- Nie, nie mają! – odparłem ostro, z mocą i wzmocniłem uścisk.
- Jak nie?! – Alyssa odepchnęła mnie z całej siły, przez co o mało nie spadłem z jej łózka. – Jack, spójrz na mnie! Wyglądam…
Wiedziałem, co chce powiedzieć i dlatego nie pozwoliłem jej na to. Działałem odruchowo, nie przemyślanie, i chyba tylko dlatego jej czerwone usta zatkałem długim, namiętnym pocałunkiem. Czułem jak uchodzi całe napięcie z jej ciała. Jak cała mi się poddaje. Przez myśl mi przeszło, że mógłbym to teraz nieźle wykorzystać, ale szybko skarciłem się, przecież takie zachowanie byłoby wyjątkowo chamskie względem niej! Dlatego całą siłą woli przerwałem ten wspaniały pocałunek. Alyssa wydawała się zawiedziona, a ja z trudem opierałem się, by nie rzucić się na nią niczym wygłodniałe zwierzę. Jasne, chodzimy ze sobą już kilka miesięcy, ale to nie powód, by wykorzystywać chwilę jej słabości. Znienawidziłbym siebie, gdybym ją w jakikolwiek sposób skrzywdził.
Wziąłem głęboki wdech i powoli wypuściłem powietrze z płuc, by całkowicie nad sobą zapanować. Wiedziałem, że to, co teraz powiem zostanie w jej pamięci już na zawsze, dlatego musiałem bardzo ostrożnie dobierać słowa.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie. – Złapałem ją za piegowate ramiona, niemalże wymusiłem kontakt wzrokowy z tymi przecudnie kocimi oczami. – Jesteś najpiękniejszą kobietą…
- Nie mów tak. Już tak nie jest… - szepnęła, ponownie poddając się rozpaczy. Ukryła twarz w dłoniach.
Westchnąłem ciężko.
- Daj mi skończyć i nie spieraj się ze mną, ok? – burknąłem, mocując się z jej rękoma. Jak na szczupłą i drobniutką osóbkę, Alyssa jest bardzo silna, dlatego chwilę zajęła mi walka z nią, bym w końcu mógł spojrzeć na jej piękną, bladą twarz. Pełne usta, lekko zadarty nosek, duże kocie oczy, mnóstwo delikatnych piegów. Obraz idealny, gdyby nie pewien mankament – cała jej twarz, dekolt, ramiona i ręce „zdobiły” większe lub mniejsze stosunkowo świeże blizny. Pół roku temu Alyssa, jak również kilkoro innych ludzi, była zakładniczką w napadzie na bank, wybuchła tam prowizoryczna bomba i tylko cud sprawił, że ona teraz siedzi naprzeciw mnie.
- Jesteś piękna, doskonała i nic tego nie zmieni – szepnąłem, intensywnie wpatrując się w jej oczy, by zrozumiała, że nie żartuję. – Te blizny to pamiątka i teraz są częścią ciebie…
- Pamiątka?! A niby czego?! – oburzyła się, próbując wyrwać swoje ręce. Z trudem nie ustępowałem, jeszcze chwila, a wygra ze mną.
- Pamiątka tego, że przeżyłaś prawdziwe piekło i wróciłaś do mnie – mówiłem spokojnie, choć w środku wszystko się we mnie gotowało. Ledwo się powstrzymywałem, by nie wrzeszczeć na cały świat! Jak ktoś może oceniać wygląd Alyssy nie znając jej historii i tego, przez co przeszła?! Mam szczerą ochotę zabić jej „koleżaneczki” ze studiów!
Na moje słowa Alyssa przestała się szamotać. Teraz zaczęła drżeć. Wiedziałem, że teraz mogę puścić jej nadgarstki.
- Mówisz prawdę?
- A czy kiedyś cię okłamałem?
- Nie…
Nim zrozumiałem, co się dzieje, dziewczyna rzuciła się na mnie i o mało mnie nie udusiła.
- I podobam ci się taka? – spytała jeszcze nie dowierzając. W nozdrzach czułem zapach jej kwiatowych perfum. Zaśmiałem się, obejmując wąską talię.
- Jesteś najpiękniejsza – mruknąłem do jej ucha, lekko je całując. Na nagim ramieniu dostrzegłem gęsią skórkę. Znów zacząłem walczyć ze sobą, by nie rzucić się na nią jak zwierzę…
- Kocham cię. – Jej słowa ani trochę mnie nie zaskoczyły, ale czyny już tak. Pocałowała mnie najpierw niepewnie, a potem coraz śmielej, dodatkowo poczułem jak jej drobne dłonie wdzierają się pod moją koszulkę. Tym razem to po moim ciele przebiegł dreszcz podniecenia. Więc w końcu to nastąpi, tak długo czekałem na tę chwilę…
Moja koszula upadła na łóżko obok nas. Już dłużej nie mogłem pozostawać obojętny względem niej. Już chciałem ściągnąć jej sukienkę, gdy nagle drzwi od pokoju Alyssy otworzyły się gwałtownie, a w wejściu stanął dziesięcioletni brat dziewczyny. Spojrzał na nas zdziwiony, wyjął lizaka z ust.
- Co robicie? – spytał się, lustrując całą sytuację. Ja bez górnej części garderoby, trzymając rąbek sukienki Alyssy, ona siedząca mi na kolanach i oboje połączeni pocałunkiem… Ciekawe, ile malec z tego rozumiał?
- Tommy? – Alyssa nie mogła wyjść ze zdziwienia. – Co ty tu robisz?! – Na jej twarzyczkę wkradał się rumieniec zawstydzenia. Ja sam czułem, że robi mi się gorąco i to nie z podniecenia…
- Mamusię rozbolał brzuszek, dlatego na jutro przełożyliśmy nasze wyjście do kina. – Malec przyjrzał mi się badawczo. – Mamo! Gdzie ubrania taty, bo kolega Alyssy jest goły… - Chłopak wyszedł z pokoju, oczywiście nie zamykając za sobą drzwi, a ja dosłownie płonąłem.
- Ubierz się – powiedziała nagląco, podając mi koszulę. W przedpokoju usłyszeliśmy kroki starszej kobiety.
- Następnym razem, gdy będę cię pocieszać, to zabiorę cię do mojego mieszkania – burknąłem, ubierając się.
- Nie mam nic przeciwko – odparła i uśmiechnęła się niewinnie do wchodzącej do pokoju matki.
[Wieeeem, ckliwe, czułe, takie mdłe, że aż błe :P Ale słodkie!!! xD Cudownie się bawiłam pisząc dzisiejsze zadanie, uwielbiam takie scenki, zwłaszcza „tortury” na bohaterach, tu coś chcą, a tu nie mają ku temu okazji… o tak, uwielbiam „ten” moment przeciągać w czasie :P]

Tyle lovecia na kilku zdjęciach *o*

20170730_222625.jpg


20170730_222658.jpg


20170730_222713.jpg


20170730_222741.jpg


20170730_222811.jpg


20170730_222827.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 23. Pomyśl o ulubionej piosence. Opisz ją, a później spróbuj napisać do niej własny tekst.

Piosenka silna, szalona, pozytywna. Porywa od pierwszych dźwięków i nie odpuszcza do końca. Dwa zespoły – EXILE i GLAY – połączyły siły, skutkiem czego jest SCREM, niesamowity twór obrazujący niepowtarzalne talenty młodych wykonawców. Słuchając jej, nie mogę przestać nucić pod nosem, wpada w ucho od początku i zostaje na bardzo długo. Gdy pierwszy raz ją usłyszałam, to przez kilka dni nie byłam w stanie słuchać niczego innego. I co z tego, że jest po japońsku? Tak ciężko zrozumieć, o co w niej chodzi? O siłę charakteru, niepoddawanie się, walkę ze wszystkich sił, jak również o dobrą zabawę i robienie tego, co się naprawdę kocha. Ta piosenka ma przesłanie, wystarczy się wsłuchać…

Krzycz, ile sił masz w płucach
Pokażesz mi, kim jesteś?
Nie poddawaj się,
daj usłyszeć się.

Krzycz, niech słyszy cię cały świat,
Niech każdy wie, że to ty.
Nie daj się zagłuszyć,
Nikt cię nie pokona.

Walcz o swoje, krzycz i drap,
Uderzaj, tnij, ciosów unikaj.
Wierz w swoje „ja”,
Tylko ty możesz tego dokonać.

Jeśli świat cię nie zrozumie,
To krzycz wyraźniej.
Jeśli świat cię przekrzykuje,
To krzycz głośniej.

Swoje ideały trzymaj blisko,
Swoje siły wciąż odnawiaj,
Znajdź przyjaciół wiernych, silnych.
Bądź przywódcą, ale słuchaj,
Bądź kompanem, ale rządź.
Krzycz i nie daj się, twój cel blisko jest.

Skąd tyle siły, skąd tyle krzyku?
Na pytanie to zawsze odpowiadaj,
Krzycz ile sił,
Wierz w swoje „ja”.
Czy ktoś cię słucha?
Nie dam się zagłuszyć.
Czy się kiedykolwiek poddasz?
Do końca walczyć będę…

[Uch, kaplica… zmęczyłam to dzisiejsze zadanie, a ono zmęczyło mnie x_x Opisać piosenkę, nawet tę najukochańszą, jest naprawdę bardzo ciężko, a co dopiero napisać do niej nowy tekst! Rany, co za wariat to wymyślił?! Sama nie dałam rady napisać całej piosenki, raptem kawałek i czuję się totalnie bezsilna, brak mi już słów, pomysłów, no totalna pustka jakaś, masakra… Jak Atsushi czy Shokichi (obaj z EXILE) są w stanie napisać kilka/kilkanaście piosenek?! o.O ]
Link do piosenki:


A w ogóle dziś Światowy Dzień Książki – jak go celebrowaliście? Ja zakupiłam dwie książki i trochę poczytałam ^^

20160413_003909.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 22. Wyobraź sobie niekonwencjonalne, niezwykłe pod wybranym względem więzienie. Napisz kartkę z dziennika jako jeden z więźniów.

22 kwietnia 2018 roku, 548 dzień odsiadki.
Nie jest łatwo, ale przecież nikt nie mówił, że będzie. Tyle razy rodzina ostrzegała mnie, bym porzucił tę ścieżkę, że jeszcze tego pożałuję, a ja głupi brnąłem w to coraz bardziej. I teraz żałuję. Od prawie półtora roku nie mogę widzieć się z moją żoną i córeczką, prokuratura im na to nie pozwala, moja matka ciężko choruje i teraz powinienem być przy niej w szpitalu, a nie zamknięty w pierdlu. Brat nie chce mnie znać,  bo przez swoje zachowanie, przez ten  cholerny przemyt broni, zniszczyłem mu karierę, a siostra tylko sporadycznie i czuję, że z litości, wysyła mi listy. Jak ja mam to wytrzymać jeszcze przez kolejne trzy lata?! Już od paru miesięcy piszę ten przeklęty pamiętnik, bo tak kazała psycholog, ale on ani trochę nie pomaga… Poczuję się lepiej, kiedy stąd wyjdę i wrócę do rodziny, jeśli ta, oczywiście, będzie chciała mieć ze mną cokolwiek wspólnego…
Więzienie, w którym przebywałem od początku wyroku, z powodu poważnego pożaru zostało w trybie pilnym poddane remontowi, dlatego nas, więźniów, przewieziono w inne miejsce. I to jakie! Naczelnik zachwalał, że to więzienie jest ponoć pionierskie i jeśli wykorzystane w nim rozwiązania nie zwiodą, to w ciągu kilku najbliższych lat wszystkie tego typu instytucje w kraju zostaną zaopatrzone w podobną technologię. A co tu jest takiego wyjątkowego? Automatyzacja absolutnie wszystkiego – nie ma tu strażników na każdym kroku, bo są kamery i roboty pilnujące porządku. Roboty są również w kuchni, pralni i w każdym „usługowym” miejscu. Jedyni ludzie spoza krat, z którymi mamy kontakt, to ksiądz i psycholog, którzy przyjeżdżają tu w obstawie co jakiś czas. A tak poza tym jesteśmy tylko my i roboty. I to ani trochę nie jest fajne. Już wolałem normalnych strażników, ludzi, nie byli tak przerażający jak te metalowe puszki. Dodatkowo, co też bardzo mi się nie podoba, nie wychodzimy na zewnątrz, by jak to powiedział naczelnik „nie kusić losu”. Owszem, mamy spacerniak, ale to miejsce jest okropne – ze wszystkich stron otoczone zabudowaniem więzienia, tylko dachu nie ma, by trochę słońce nas ogrzewało i byśmy mogli trochę świeżego powietrza zaczerpnąć. Nasze cele też nie są zbyt… nawet nie wiem, jak to nazwać… miłe? Mamy jednoosobowe klitki i totalne zero prywatności. Wystarczy, że w jakikolwiek sposób złamiemy panujące tu zasady, a na 24 godziny zostajemy zamknięci w celi i otoczeni dziwnym polem siłowym, przez co nie możemy z nikim pogadać. To okropne, w każdej chwili nasza cela może stać się naszą izolatką! Już nie raz tak spędziłem 24h, bo o złamanie zasad w tym miejscu bardzo łatwo – wystarczy za długo się myć czy jeść i już kara! Masakra! Ponoć, według naczelnika, takie rozwiązanie „ma złamać najgorszych i socjalizować ich”. Ja tego nie czaję, dla mnie to jest po prostu koszmar. Mam tylko nadzieję, że już niedługo będę mógł się starać o wcześniejsze zwolnienie…
[Ble, okrutne więzienie xD Bardzo nietypowe zadanie, ciekawie było coś takiego tworzyć :P]

Na zdjęciach biedny, samotny Smok… xD
20160902_130050.jpg


20160902_130132.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 21.Napisz tą samą scenę dwa razy - w dzień i w nocy. Jak wpłynie to na atmosferę? Co się zmieni?

- Lilly! – Kasandra usiadła na łóżku obok kochanki. Przytuliła ją. – Nie płacz już, proszę – szeptała, głaszcząc drobną dziewczynę po głowie. – Nie zwracaj uwagi na gadanie tych idiotek, swoich kuzynek, one nic nie rozumieją…
Blondynka nie była w stanie nic odpowiedzieć, jedynie szlochała, tuląc się do starszej od siebie kobiety. Przez okno na ich poddasze wdzierało się przyjemne letnie ogrzewające słońce, z ulicy dobiegały ich zwyczajne odgłosy popołudnia w dużym mieście – szum samochodów, gwar ludzi, sygnały pojazdów uprzywilejowanych. Świat żył własnym życiem, jakby zapomniał o osobach mieszkających na poddaszu…  
Po jakimś czasie zapłakana kobieta odrobinę uspokoiła się. Niepewnie spojrzała na swoją towarzyszkę.
- Kas, słońce cię razi, czemu mi nie powiedziałaś?
Kasandra pomimo mrużenia oczu, wzruszyła obojętnie ramionami.
- A jakie to ma znaczenie, kochanie? Potrzebujesz mnie, więc jestem obok! – Nachyliła się, by ucałować usta Lilly, lecz w tym momencie światło słoneczne odbiło się od przejeżdżającego samochodu, oślepiło kobietę, która źle oceniła odległość i spadła z łóżka. Lilly roześmiała się serdecznie.
- Dzięki, Kas, już mi lepiej! – Zmierzwiła włosy lekko oszołomionej kobiety i poszła w końcu zająć się obiadem…
***
- Lilly! – Kasandra usiadła na łóżku obok kochanki. Przytuliła ją. – Nie płacz już, proszę – szeptała, głaszcząc drobną dziewczynę po głowie. – Nie zwracaj uwagi na gadanie tych idiotek, swoich kuzynek, one nic nie rozumieją…
Blondynka nie była w stanie nic odpowiedzieć, jedynie szlochała, tuląc się do starszej od siebie kobiety. Przez okno na ich poddasze niepewnie zaglądał księżyc w pełni, delikatnie swoją srebrzystą poświatą oświetlając kobiety splecione w nierozerwalnym uścisku. Pomimo uchylonego okna i samego centrum dużego miasta, w nocy było tu bardzo cicho, kojąco, wręcz zmysłowo. Zupełnie jakby świat na zewnątrz przestał istnieć, a życie skurczyło się jedynie do tego malutkiego pomieszczenia…
Po jakimś czasie zapłakana kobieta odrobinę uspokoiła się. Niepewnie spojrzała na swoją towarzyszkę. Srebrzyste światło wraz z cieniem leniwie tańczyło na twarzy starszej kobiety, uwypuklając jej atuty i skrywając wszelkie mankamenty. Ten widok oczarował zapłakaną Lilly.
- Wyglądasz jak nie z tego świata – powiedziała, zahipnotyzowana, wpatrując się w niesamowitą grę cieni na twarzy kochanki. – Pamiętasz, pierwszy raz pocałowałyśmy się w pełnię, taką jak dzisiaj… - Lilly nie pozwoliła Kasandrze odpowiedzieć, zaatakowała jej usta namiętnym pocałunkiem, popychając ją na poduszki. W tym momencie potrzebowała czegoś znacznie więcej, niż pustych słów pocieszenia…
[Było yaoi, było hetero, to pomyślałam, że teraz czas na yuri. A jeśli ktoś by się nad tym zastanawiał, dlaczego tak, to odpowiedź jest bardzo prosta – nie lubię się ograniczać! :D Nie chcę się zaszufladkować, chcę pisać to, na co mam ochotę i tworzyć pary, nie ważne, czy homo czy hetero, jakich świat nie widział! Wszystko ma zależeć tylko i wyłącznie od mojej wyobraźni! ^^ A co do samego dzisiejszego wyzwania – nigdy nie zwracam szczególnej uwagi na porę dnia, podczas której dzieje się dana akcja (po prostu – sytuacja miała się dziać w określonej porze i kropka), ale patrząc na powyższe fragmenty, może jednak powinnam? O_o ]

Taki mały eksperyment - to samo zdjęcie w ciągu dnia i późnym wieczorem ;)
1.
20160628_073354.jpg


20160628_001227.jpg

2.
20160822_073526.jpg


20160822_073814.jpg


20160822_073629.jpg


20160822_073642.jpg

Mały bonus - Maluch lubi się tulić :P
20160822_073553.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 20.Napisz scenę, w której dwoje zakochanych bohaterów próbuje udawać, że wcale nie są w sobie zakochani.

- Wasza wysokość. – Kapitan straży, John, skłonił się nisko na widok księcia schodzącego po schodach. Jego podwładni poszli śladem przełożonego. – Wszystko jest przygotowane zgodnie z rozkazem twojego ojca, mój panie – powiedział oficjalnie mężczyzna, prostując się. Wymienili z dziedzicem tronu krótkie, „służbowe” spojrzenie.
- Dziękuję, John. – Artor ze wszystkich sił staram się nie patrzeć na swego przystojnego, muskularnego kochanka. Wiedział, że dla niego to też bardzo niekomfortowa sytuacja.
Ogólnie mieszkanie w zamku pełnym służby, bycie następcą tronu i posiadanie kochanka tej samej płci nigdy nie było zbyt proste, ale od przeszło tygodnia sprawy bardziej się skomplikowały. Niedługo Artor skończy trzydzieści lat, więc jego rodzina coraz bardziej zaczyna nalegać na ożenek, poza tym dzisiejszego dnia młodsza siostra księcia, księżniczka Izyda, kończy szesnaście lat i z tej okazji wydawany jest huczny bal, a co za tym idzie – od kilku dni w zamku plącze się cała masa delegatów i przedstawicieli innych królestw z różnych stron świata.
Artor westchnął. To wszystko zaczynało go powoli przerastać. Już nie raz przyłapywał się na myśli, by skończyć całą tę szopkę z ukrywaniem się, ale podczas ich wspólnych nocy John przywoływał go do porządku, karcąc za tak dziecinne pomysły. Jednak książę czuł coraz większy ciężar spoczywający na jego barkach, z całego serca pragnął po prostu nawiązać kontakt wzrokowy z kochankiem, który stał teraz tak blisko niego, i tylko zatopić się w bezgranicznym błękicie jego idealnych oczu. Ale wiedział, że nie może tego zrobić, wiedział, że nie może nawet delikatnie musnąć jego miękkiej skóry dłoni, bo za dużo świadków dookoła, ktoś mógłby to zobaczyć i wtedy obaj mężczyźni mieliby poważne problemy. Co prawda samemu Artorowi nic wielkiego nie mogłoby się stać, ale John… on mógłby stracić głowę za tak „haniebne postępowanie”. Arotr wzdrygnął się na samą myśl o tym i odetchnął z ulgą, widząc siostrę zmierzającą w jego kierunku. Bezczynne czekanie na nią było istną katorgą.
- Najlepsze życzenia urodzinowe, pani. – John i jego podkomendni skłonili się. Dziewczyna rozpromieniła się.
- Wszystkiego dobrego, mała. – Artor ucałował policzek księżniczki, która lekko zarumieniła się.
- Nie wierzę, że już dziś jest mój pierwszy bal! – pisnęła podekscytowana, pozwalając bratu prowadzić się przez długie niekończące się zamkowe korytarze.
Podwładni Johna wraz z kapitanem otoczyli królewskie rodzeństwo. Od kilku miesięcy ktoś natarczywie nęka rodzinę królewską, zdarzyły się już pogróżki, przede wszystkim ataki wymierzone są w młodych następców tronu, dlatego straż musi stanąć na wysokości zadania i zapewnić ochronę tym, którzy najbardziej jej teraz potrzebują.
John szedł sztywno tak blisko Artora, jak to tylko było możliwe, a z drugiej strony na tyle daleko, by nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Z każdym krokiem walczył z przeogromną pokusą, by choćby spojrzeć na swojego ukochanego, by uśmiechnąć się do niego i zobaczyć w odpowiedzi rząd śnieżnobiałych zębów, by choćby go lekko dotknąć, a najlepiej porwać w jakiś ciemny kąt i obsypać namiętnymi pocałunkami, które aż cisnęły się na usta. Lecz mężczyzna wiedział, że nie może sobie pozwolić choćby na sekundę rozkojarzenia. Teraz w jego rękach leżało bezpieczeństwo całej rodziny królewskiej, jak również reputacja Artora. Nie mając innego wyjścia, westchnął pod nosem i szedł sztywnym krokiem, modląc się, by sala balowa dosłownie wyrosła pod ich nogami.
Dla obu mężczyzn droga na bal była istną katorgą. Obaj czuli swoją wzajemną obecność, słyszeli swoje oddechy, ich serca biły jednym rytmem, w pamięci wciąż mieli wyjątkowo upojną noc, a teraz zakazane było im choćby zerknięcie na siebie i posłanie krótkiego, niewinnego uśmiechu…
[Ta para ma potencjał i to nie byle jaki! :D Rany, opisanie tego całego balu byłoby szalone! xD A co by się stało, gdyby nagle książę nie wytrzymał i złamał panujące w zamku reguły? Czy John zostałby wtedy zabity? A może żyliby gdzieś w odosobnieniu? A może Artor zostałby zmuszony do małżeństwa, byle tylko ratować ukochanego i wszyscy żyliby w „zamkowym trójkąciku”? xD Haha, tyle możliwości! Nie mówię ani „tak”, ani „nie”, kto wie, co przyniesie przyszłość, może kiedyś pozwolę tym mężczyznom opowiedzieć swoją historię ;) Swoją drogą to uwielbiam najbardziej – rodzina królewska i yaoi – miodzio połączenie! :D]

A skoro już mowa o królewskiej straży itd. – na zdjęciu smoczy strażnicy, którzy kiedyś dzielnie pilnowali, by nieproszone słońce nie zakłócało mi snu podczas choroby :D

2015-10-28 23.37.20.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 19. Opisz najmilszy i najprzytulniejszy pokój, jaki może istnieć.

Mały, ale dość przestronny pokoik. W pastelowych kolorach. Na ścianach dominuje zieleń i błękit, na podłodze jasne panele. Po lewej stronie od wejścia pod oknem stoi wygodne przykryte żółtym kocem łózko, na nim siedzi kilka futrzanych maskotek. O łóżko oparta jest gitara akustyczna, a obok łóżka stoi malutka szafeczka nocna. W kącie naprzeciw łóżka leży miękki dywanik, a na nim stoją dwie jasnoróżowe pufy, między którymi umieszczony jest malutki stolik ze szklanym blatem, nad siedzeniami wisi kilka półek pełnych książek i mang. Po przeciwległej stronie stoi duża szafa, obok niej niższa komoda, a pomiędzy meblami wisi wąskie długie lustro przyozdobione kolorowymi lampkami. Pod lustrem umieszczony jest włochaty dywanik. Na komodzie również siedzi kilka maskotek, stoją dwie doniczki z kwiatami, trochę kosmetyków i drzewko na biżuterię. Na ścianie pomiędzy pufami, a szafą zawieszone są trzy tablice korkowe, jedna obok drugiej, na których wiszą widokówki, zdjęcia, wycinki z gazet, szkice, naszyjniki.
[Wiem, że dziś się nie wysiliłam, ale to przez zmęczenie i opowiadanie na konkurs – ono już do końca mnie wyczerpało x.x Poza tym nie za bardzo lubię opisywać wnętrza :P Ta, wiem, nieprofesjonalnie to brzmi, ale cóż, taka już jestem, są rzeczy, które lubię pisać i rzeczy, których staram się unikać ;) Ale za to jutro… tak, jutro fajnie będzie się trochę poznęcać nad bohaterami… xD]

Na zdjęciu fragment mojego pokoju - sama to cudo malowałam przez kilka dni
20160309_231409.jpg

A tu fragment mojego biurka ze smoczym pomocnikiem ;)
20160305_004014.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 18. Opisz zwykłą, codzienną czynność tak, jakby to była najbardziej niezwykła rzecz, której bohater doświadczył.

Uniosłam wzrok znad czytanej właśnie książki. Do mych uszu dotarł charakterystyczny dźwięk gwizdka, dlatego szybko wstałam i skierowałam się do kuchni. Mijając kuchenkę przekręciłam gałkę, więc gwizd raniący bębenki w uszach ustał, z suszarki na naczynia zdjęłam swój ulubiony przeźroczysty kubeczek, z kieszonki na sztućce wyjęłam łyżeczkę. Kubek postawiłam na szafce nieopodal kuchenki, szybko wlałam do niego jeszcze wrzącą wodę. Sięgnęłam po kolorowe pudełeczko, z którego wydobyłam ostatnią torebkę czarnej herbaty. Przykucnęłam, tak że moje oczy znalazły się na wprost przeźroczystej wody. Bez pośpiechu zanurzyłam małą torebeczkę, obserwując jak wrzątek wydobywa z niej magiczny napar. W niemym zachwycie przyglądałam się jak z torebeczki uwalniają się „macki” herbaty, nieśpiesznie wypełniając cały kubek, wodzie nadając brązowy kolor i klasyczny smak. Nie odrywając wzroku od herbaty, sięgnęłam po łyżeczkę, zanurzyłam ją w cukierniczce i powoli wsypywałam cukrową słodycz. Tym razem również jak zaczarowana wpatrywałam się w maleńkie kryształki powoli zatapiające się w brązowym naparze. W końcu sama łyżeczka zanurkowała do kubeczka, a moja ręka wprawiła ją w ruch, dzięki czemu w napoju powstało małe tornado. Wstałam, upiłam łyk pasującej herbaty, po czym zadowolona ze swojego dzieła poszłam do pokoju, by na nowo zatopić się w ukochanej lekturze…
[No cóż, całkiem nieźle to wyszło, jestem z tego tekstu zadowolona ;) Ech… ale szczerze mówiąc nie mam siły nic więcej pisać, jestem przemęczona, a przede mną jeszcze praca nad opowiadaniem konkursowym – makabra x.x Gdyby nie genialny pomysł, który wczoraj podczas mycia zębów wpadł mi głowy, to nic bym nie pisała. Ale to, co obmyśliłam jest naprawdę supcio i nie daruję sobie, jeśli przegapię konkurs >.<]

Opisana powyżej herbata kojarzy mi się z zimnem, dlatego prezentuję zamarzającego Smoka xD

brr.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 17. Namaluj słowami najpiękniejszy strój, jaki widziała Twoja wyobraźnia.

Bal maskowy. Wszędzie, gdzie nie spojrzeć kolory, kolory i jeszcze raz kolory! Oczekując na moją przyjaciółkę z zachwytem przyglądałam się przebraniom zgromadzonych, w szczególności podziwiając suknie kobiet. Moja mała smoczyca wspięła się od przegubu na moje ramię.
- Spójrz tam, to Lora – wysyczała, długim ogonem oplatając mi szyję, niczym naszyjnik.
Odwróciłam się we wskazanym kierunku i zaniemówiłam. Lora wspominała coś, że ma wyjątkową suknię, ale przez myśl mi nie przeszło, że aż tak! Czarny, sztywny, zimny idealnie dopasowany zabudowany gorset cudownie podkreślał jej okrągłe piersi i wąską talię. Z gorsetu niemalże wystrzeliwały kolejne warstwy lekkiego tiulu, nienagannie układając się w obszerną spódnicę koloru przyciemnionego rubinu. Miałam wrażenie, jakby Lora z każdym kolejnym krokiem unosiła się w powietrzu! Dopiero, gdy się do mnie zbliżyła, na spódnicy dostrzegłam dyskretne kwieciste wzorki wykonane za pomocą brokatu. Na szyi zawiesiła goły rubin na rzemyku, który dostała ode mnie na urodziny, a ręce przyozdobiła czarnymi mitenkami wykonanymi z delikatniej koronki. Jej twarz ukryła się za wielką, lecz lekką, czarnoczerwoną maską do złudzenia przypominającą skrzydła jej smoka.
- Hej, Mimi. – Uśmiechnęła się niepewnie, ale ja nie byłam w stanie słowa wydusić.
[Przyznaję się bez bicia – na tym zadaniu poległam totalnie! x.x Dlaczego? Bo nienawidzę opisywać ciuchów! >.< Pod tym względem staram się jak najbardziej zostawiać wolną rękę czytelnikowi, o wiele wygodniej jest mi jedynie nakreślić, że np. opko dzieje się w średniowieczu, albo postać ma na sobie różową kieckę do kolan itp. I dalej proszę bardzo czytelniku wymyślaj sobie sam lub skup się na dalszej akcji o.O Możliwe, że jest to mało profesjonalne, ale mnie to nie obchodzi, mam swój niepowtarzalny styl pisania i nie mam zamiaru go zmieniać, co najwyżej tylko doskonalić ;) I jakoś przeżyję dzisiejszą klapę xD]

A co do ubrań – Drake ma ich całkiem sporo już i co jakiś czas staram się dawać mu coś nowego. Czasem uda mi się coś kupić (bardzo rzadko!), czasem coś uszyć (przynajmniej uczę się korzystać z maszyny do szycia), a czasem namówić mamę na jakieś cudo zrobione na drutach. Na zdjęciu Smoczysko w swoim markowym wdzianku :D

20180317_160449.jpg


20180317_160532.jpg


20180317_160539.jpg


20180317_160647.jpg


20180317_160652.jpg


20180317_160749.jpg


20180317_160753_Burst02.jpg


20180317_160905.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 16.Opisz scenę, w której bohater zmaga się z uzależnieniem. Czy wygra, czy przegra ze swoją słabością?

Staram się. Ze wszystkich sił. Ale czuję, jak moja „silna” wola powoli i nieubłagalnie przegrywa tę walkę…
Próbuję o tym nie myśleć! Ale to trudniejsze niż się zdaje. Bo im bardziej staram się o tym nie myśleć, tym intensywniej o tym myślę…
Nie mogę się poddać! Ale gdzieś podświadomie ja już się poddałam…
Spoglądam na komodę. Ona tam jest ukryta… Niby na „czarną godzinę”, ale dziwnym trafem codziennie dokupuję tam nową, bo poprzednia w niewyjaśniony sposób znika…
Niemalże słyszę „zjedz mnie”, ale jeszcze próbuję z tym walczyć… Nie mogę się poddać, nie dzisiaj! Przecież obiecałam sobie, że wygram!
Ale niemal słyszę burczenie w brzuchu i wiem, że tylko jedna rzecz może coś na to zaradzić…
Powoli jak w transie podchodzę do komody. Wyciągam spod sterty bluzek kolorowe dziś zakupione opakowanie.
Tylko mały kęs i nic więcej! Ale czuję, że od jednego kęsa to dopiero się zacznie…
Zdejmuję kolorowy kartonik, odwijam sreberko i moje zęby zatapiają się w czymś lekko twardym o przyjemnie słodkim zapachu.
Mmm, czekolada…
No dobra, jeszcze dziś pokusa wygrała, ale jutro już się nie poddam! Na chwilę obecną jest całkiem niezły wynik – czekolada: 200, ja: 2. Nie jest źle, prawda? Jutro wygram!
I nie, ja wcale nie jestem uzależniona od czekolady, to ona jest uzależniona ode mnie…
[Dziś z przymrużeniem oka, takie lekkie poczucie humoru, bo jest ono potrzebne, zwłaszcza przy takiej pogodzie ;) Poza tym trochę poeksperymentowałam ze stylem pisania itp. – mam nadzieję, że się podoba. A przyznać się – ile osób w taki sposób „wygrywa” walkę z czekoladą? :P]

A co do złej pogody – czasami udaje mi się zrobić nieziemskie zdjęcia Drake’owi! :D
*moje ulubione nr 1*
20161127_110708.jpg


20161127_110838.jpg


20161127_110845.jpg


20161127_110927.jpg


20170514_160958.jpg

*moje ulubione nr 2*
20170514_161037.jpg


20170514_161110.jpg


20170514_161115.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 15. Przedstaw bohatera, NIE mówiąc: jak się nazywa, ile dokładnie ma lat, jaki ma kolor oczu i włosów, czym zajmuje się na co dzień, jakie są jego największe zalety.

Gwar w klasie odrobinę przycichł po wejściu nauczycielki, ale ja nie zwracałem na to uwagi – wolałem skupić się na sprośnym dowcipie opowiadanym przez kumpla z ławki za mną. Razem z jego sąsiadem i kumplami z ławki obok parsknęliśmy śmiechem, przez co zarobiłem kuksańca od Emilly.
- Zamknijcie się w końcu! – syknęła poirytowana dziewczyna, moja siostra bliźniaczka.
- Psujesz zabawę, siora. – Wystawiłem jej język i odwróciłem się przodem do tablicy. Od razu opadła mi szczęka. – Kto to jest? – wydusiłem Emilly do ucha.
- Nie wiem, przez wasze śmiechy nic nie usłyszałam – odparła poirytowana, po czym dodała – z gęby ci śmierdzi, Jared.
Na złość siostrze chuchnąłem w jej stronę i ponownie zarobiłem kuksańca. Burknąłem do kolegi z ławki obok.
- Te, jak on się nazywa? – Wskazałem na chłopaka stojącego przed naszą klasą tuż obok nauczycielki.
- Bo ja wiem. – Mike wzruszył ramionami. Jego dziewczyna, Katty również nie dała mi pożądanej odpowiedzi.
- A ile on ma lat? – szepnąłem do Emilly, która teatralnie przewróciła oczami.
- To nie jest czasem ten „spadochroniarz”, co dwa albo cztery lata walczył z jakimś rakiem? – powiedział kolega zza moich pleców.
- Możliwe, ktoś taki ostatnio miał przyjść do naszej klasy – odparłem, przyglądając się przybyszowi. Zdecydowanie był od nas starszy, ale ile? Będę musiał się tego od niego dowiedzieć, tak samo jak jego imienia. – Intryguje mnie ten gościu – szepnąłem w zamyśleniu, próbując obrać jakąś strategię, by go poznać. – Dziwne ma oczy.
- Bo to są kontakty, głąbie. – Emilly ponownie wywróciła oczami. – A jego włosy to peruka, skoro facet walczył z rakiem. To logiczne.
Jej wyjaśnienia faktycznie miały sens, bo ten nowy miał urodę klasycznego Azjaty, ale włosy sięgające ramion, mieniące się kilkoma kolorami w zależności jak padło na nie światło – dostrzegłem już fiolet, błękit, granat i chyba nawet róż. Jego oczy również były nietuzinkowe – niby normalne, ale gdy padło na nie światło, mieniły się wszystkimi kolorami tęczy.
- Dziwny jegomość – podsumowałem faceta.
- No wiesz, ponoć to artysta. Słyszałem, że ładnie maluje – podpowiedział Mike.
- A ja słyszałam, że on pisze – stwierdziła Katty. – Chociaż o uszy obiło mi się, że również zajmuje się fotografią i rzeźbą.
- Coraz ciekawiej. – Podrapałem się po nosie. – Jak nic, trzeba go bliżej poznać! Wydaje się być miły…
- Słyszałam, że jego wygląd to tylko pozory, że ponoć jest strasznie wyniosły, chamski, mega outsider z niego i ktoś mi mówił, że w ogóle nie można na nim polegać. Ja się wolę trzymać od niego z daleka.
- Emilly, trzeba dać mu szansę i go poznać. Może to, co usłyszałaś, to tylko wredne plotki?
- Rób jak chcesz, bracie, ale mnie w to nie mieszaj.
Podczas naszej dyskusji chłopak skończył się przedstawiać, oczywiście ja i moi znajomi nie usłyszeliśmy z tego ani jednego słowa. Nowy skłonił lekko głową i skierował się w stronę wskazanego przez wychowawczynię miejsca. Gdy szedł nasze spojrzenia połączyły się na moment i już wiedziałem, że co najmniej połowa z tego, co Emilly słyszała, jest prawdą. Spojrzał na mnie wyniośle, jakby mówiąc „robak z ciebie”, po czym zerwał kontakt wzrokowy. Jednak podświadomie czułem, że jego zachowanie nie do końca było takie oczywiste.
- Ciekawie z nim będzie – mruknąłem pod nosem, przyglądając się chłopakowi. – Bardzo ciekawie…
[Mam wrażenie, że ekipa tu przedstawiona ciekawie sprawdziłaby się w dłuższym tekście ;) Poza tym to dzisiejsze wyzwanie nieźle nagimnastykowało mój mózg xD]

A skoro w tekście było coś o kolorach – jakiś czas temu troszkę eksperymentowałam z kulą plazmową i ciemnością i na zdjęciach jest tego efekt :D

20170527_010320.jpg


20170527_010430.jpg


20170527_010508.jpg


20170527_010545.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 14.Dzisiaj wymyśl pięć tytułów opowiadań. Same tytuły.

1. „Śmierci moja – jam jest Twoja!”
2. „Nauka (nie)tolerancji”
3. „Chodź, opowiem Ci o własnej śmierci”
4. „Na czubku ostrza, na muszce pistoletu”
5. „Moc życzenia – Vic i Dan 7 lat później”
[Dzisiejsze wyzwanie to fajny odpoczynek od ciężkiej pracy, jaką są inne zadania :D Co do tych tytułów – na niektóre z nich mam niezłe pomysły, więc kto wie, co z tego wyniknie… ;)]
A skoro w tytułach pojawia się śmierć, to Drake dziś pojawia się z kościotrupkiem xD

20170529_125835.jpg


20170529_125856.jpg


20170529_125928.jpg


20170531_141913.jpg


20170531_141922.jpg


20170531_142040.jpg

Biedny czaszek, Drake chyba usiłuje go udusić xD
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 13. "Mogę wszystko. Jestem wszystkim. Tworzę wszechświaty. Wystarczy jeden ruch mojej dłoni, aby któryś z nich runął" - włóż te słowa w usta jakiejś postaci.

- Mogę wszystko. Jestem wszystkim. Tworzę wszechświaty – szepnął z samozachwytem Jeremy. Poklikał przez moment w komputerze. - Wystarczy jeden ruch mojej dłoni… - Triumfalnie kliknął „Enter” i jego przyjaciel parsknął głośnym śmiechem.
- Jaaasne, jeśli chcesz przerazić dzieci, to jesteś na prostej drodze do tego. – Kurt wytarł łezkę rozbawienia z kącika oka.
Na monitorze Jeremy’ego widniał istny potwór – czworonożne białoszare coś z nienaturalnie wygiętymi kończynami i pod dziwnym kątem przymocowanym ludzkim torsem wystającym z brzucha, głowa tego monstrum znajdowała się na końskim zadku, a z ludzkiej szyi wystawał koński ogon.
- Co jest grane?! Przecież wpisałem wszystkie formuły jak należy! – Jeremy zaczynał panikować.
- Mistrzu z ciebie, że ho, ho – nabijał się z przyjaciela Kurt.
- Ale wy hałasujecie. – Do pomieszczenia weszła Amanda, z dezaprobatą pokręciła głową. Spojrzała przez ramię kolegi – Jeremy, nie tak powinien wyglądać centaur – skomentowała krótko, gdy spanikowany, młody i jeszcze niedoświadczony grafik przeglądał swoje notatki.
- Przecież zrobiłem wszystko tak jak mam tu zapisane – jęknął załamany, pośpiesznie sięgając do książki leżącej obok. – Jeśli zaraz tego nie naprawię, to mnie wyleją! A ja nie mogę stracić roboty swoich marzeń. Co poszło tu nie tak?!
- Weź już tak nie histeryzuj – burknęła dziewczyna. – Każdy z nas miał podobne przeboje przy swoim pierwszym samodzielny zadaniu. – Zrzuciła rękę przyjaciela z myszki, którą kurczowo ściskał w garści, i zaczęła przeglądać wersy poleceń.
- Może ty, Amy, nie ja. – Kurt zadziorne podrapał się po nosie.
- Ach, tak, zapomniałam! – Dziewczyna nie odrywała wzroku od monitora kolegi. – Ty schrzaniłeś swoją pracę jeszcze gorzej. Miałeś stworzyć stokrotki na wirtualną łąkę, a wyszły ci sterty krowiego łajna, których za nic nie mogliśmy poprawić. Pamiętam, że przez ciebie musieliśmy zaczynać cały projekt od nowa. Trzy tygodnie ciężkiej pracy poszły do kosza. – Zgryźliwie spojrzała na przyjaciela, któremu mina zrzedła.
- To jest nieważne, moje życie jest skończone – szepnął załamany Jeremy, ukrywając twarz w dłoniach.
- Ale histeryk nam się trafił. - Amanda przewróciła oczami. Kliknęła coś na klawiaturze zrozpaczonego chłopaka i na monitorze pojawił się majestatyczny śnieżnobiały centaur. Chłopakom opadły szczęki.
- Jak ty to zrobiłaś?! – krzyknęli jednocześnie.
- Jak to zawsze powtarzasz? – Dziewczyna zamyśliła się krótko, kierując się do swojego stanowiska pracy. Opadła na fotel. – „Mogę wszystko. Jestem wszystkim. Tworzę wszechświaty. Wystarczy jeden ruch mojej dłoni, aby któryś z nich runął!” – Jej oczy rozbłysły.
[Wow, ale dziś króciutki fragmencik ^^ Ale bardzo fajny, podoba mi się :D Dzisiejsze wyzwanie jest bardzo inspirujące – nie mogłam się zdecydować, co chcę napisać, bo te słowa pasują do każdego – do małej dziewczynki posiadającej niesamowitą wyobraźnię, do malarza tworzącego nieziemskie malowidła, do pisarza, powołującego do życia nowe światy, bohaterów, różne stwory na łamach swoich dzieł, do bóstwa, które dosłownie tworzy wszechświaty, do reżysera, scenarzysty, aktora… ach, tak wiele możliwości! :D Na pewno jeszcze gdzieś to wykorzystam ;)]

A na zdjęciach mój "władca świata" podczas jakiegoś jesiennego spaceru

20161031_160736.jpg


20161031_160811.jpg


20161031_160846.jpg


20161031_161118.jpg


20161031_161142.jpg


20161031_161441.jpg


20161031_161517.jpg


20161031_161449.jpg

Oh, jaki on zadziorny! xD
20161031_161546.jpg


20161031_161832.jpg


20161031_161840.jpg


20161031_161903.jpg


20161031_161910.jpg


20161031_162224.jpg


20161031_162213.jpg


20161031_162212.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 12. Spróbuj wywołać wzruszenie.
(Ej, czy mi się udało????o_O)

W jednej chwili wydarzyło się kilka rzeczy naraz. Moja mama otworzyła drzwi, by wpuścić mojego kuzyna, ktoś na dworze zagwizdał, przez co Lara zaczęła szczekać, a ja właśnie postawiłam na podłodze moją kotkę, która wystraszona szczekiem psa bezmyślnie pognała przed siebie. I wybiegła z naszego mieszkania. Któryś z sąsiadów krzątał się na wyższym piętrze, co dodatkowo wystraszyło Kitę. Mimo iż próbowałam ją zawołać i jakoś zatrzymać, było już za późno – spanikowana kotka zbiegła ze schodów, wybiegła z budynku i wpadła prosto pod koła rozpędzonego samochodu. Przystanęłam na moment, po czym pędem rzuciłam się, by ratować moje kocie maleństwo.
- Kita! – dopadłam do niej nie zważając na ewentualne zagrożenie ze strony samochodów jadących tą ulicą. Teraz nic się dla mnie nie liczyło, tylko ona! Moja mama i kuzyn byli tuż za mną. Z Kitą było fatalnie, ledwo żyła, dlatego mama pobiegła z powrotem do domu po jej książeczkę zdrowia, a kuzyn odpalił swój samochód. Ja w tym czasie owinęłam swoje ukochane maleństwo bluzą i ostrożnie podniosłam ją. Strasznie cierpiała, widać to było po niej, ale gdy tylko znalazła się w moich ramionach zaczęła cichutko mruczeć.
- Przestań, oszczędzaj siły – szepnęłam przerażona, wsiadając do samochodu.
Kilkanaście minut później szalonej jazdy i już wbiegałyśmy z mamą do kliniki. Weterynarz właśnie miał zaprosić kolejnego pacjenta do gabinetu, ale gdy zobaczył mnie i Kitę, którą tak dobrze znał, od razu do nas podszedł. W tym momencie Kita miała pierwszeństwo. Pokrótce ze łzami w oczach opowiedział, co się stało, a on uważnie badał cierpiącą koteczkę, która przede wszystkim starała się nie spuszczać mnie z oczu. Między nami jest silna więź, obie bardzo się kochamy i wzajemnie uzupełniamy, dlatego podczas wizyt w klinice ja sama staram się być jak najbliżej Kity, bo wiem, że wtedy lepiej znosi badania.
Weterynarz jednak nie miał dla mnie dobrych wieści. Czułam to, bo widziałam jak z każdą chwilą kotka coraz bardziej przygasa.
- To wiekowy , a obrażenia są bardzo rozległe. Przykro mi. Jedyne, co mogę dla niej zrobić, to podać leki przeciwbólowe. – Mimo, że ten mężczyzna nie raz miał już do czynienia z podobnymi przypadkami, widziałam, że naprawdę jest mu przykro. Przez lata medycznej opieki nad Kitą bardzo ją polubił i nie raz o tym wspominał.
- Proszę podać jej te leki – wyszeptałam walcząc z narastającym szlochem. Przynajmniej pod koniec Kita nie będzie cierpieć, nie będzie jej nic boleć, będzie mogła spokojnie odejść z tego świata…
Delikatnie głaskałam ją po łebku, kiedy igła wbijała się w jej ciałko. Z kącika oka uciekła mi łezka. Czy to musi się tak skończyć? Właśnie dziś? Właśnie tak?
Weterynarz ostrożnie przeniósł ją do pomieszczenia obok i pozwolił mi z nią być tak długo, jak będę chciała. To miły gest, który obie, ja i Kita, doceniałyśmy.
Gdy tylko położył ją na stole, ta od raz zaczęła się czołgać w moją stronę. Zupełnie jak po sterylizacji – Kita była jeszcze wtedy otumaniona narkozą, ale jak mnie zobaczyła to próbowała za wszelką cenę znaleźć się jak najbliżej osoby, której ufała. Zawsze tak było, ona zawsze wiedziała, że przy mnie jest bezpieczna, że ją ochronię, że jej pomogę, że przy mnie nie stanie jej się żadna krzywda. Jak bardzo ją zawiodłam!
Błyskawicznie zbliżyłam się do kotki, przysiadłam na pobliskim taborecie.
- Spokojnie, jestem tu – wyszeptałam, otulając ją ramionami. Wtuliła się we mnie najlepiej jak potrafiła i zaczęła mruczeć. Zawsze mruczy, bo przy mnie jest szczęśliwa, a ja przy niej. Po moich policzkach spłynęło kilka łez. Nie mogę uwierzyć, że to ostatni raz jak tak się do siebie tulimy… nie potrafię sobie wyobrazić powrotu do domu bez jej powitania, oglądania telewizji bez jej wchodzenia mi na ramię, czytania książki bez jej przeszkadzania mi, zasypiania bez jej mruczenia…
Dostrzegłam jak porusza łapką ugniatając, delikatnie wbijała mi pazurki w rękę.
- Nie zostawiaj mnie – błagałam szeptem. – Mój koci aniołku stróżu, nie opuszczaj mnie…
Ale ona z każdą sekundą słabła w moich ramionach…
Pośpiesznie wyjęłam telefon z kieszeni i zrobiłam jej ostatnie zdjęcie. Na tym zdjęciu patrzy na mnie z oddaniem i miłością, jakie codziennie widziałam w jej oczach przez ostatnich kilkanaście lat…
Po jakimś czasie drobniutkie kocie ciałko znieruchomiało, mruczenie ucichło, a ja jeszcze długo tuliłam się do niej i nie chciałam jej zostawić…
[Czy komuś chociaż łezka w oku zakręciła się? Ja płakałam jak głupia pisząc to xD Skąd w ogóle ten pomysł? To bardzo proste (i bardzo bolesne) – wyobraziłam sobie jakby to było, gdyby moja Kita… no, gdyby coś jej się stało… To przytłaczające… Mam nadzieję, że tak się nigdy nie stanie, mam nadzieję, że kiedy przyjdzie na nią czas nie będzie cierpieć i bać się… i mam nadzieję, że jeszcze wiele, wiele wspólnych lat przed nami ;) Strasznie kocham tą moją wredotę i serio nie wyobrażam sobie, że nagle mogłoby jej tu ze mną nie być… A tak poza tym – dobra jestem w opisywaniu wzruszających scen, prawda? :D]
Tekst na poduszce jest taki prawdziwy xD

20180311_174848.jpg

Kita jest bardzo cierpliwa w stosunku do mnie i Smoka xD

20160219_075848.jpg


20160219_075904.jpg


20160422_002708.jpg


20160422_002755.jpg


20160422_002839.jpg


20160422_002943.jpg


20160422_002952.jpg

Moja kochana wredota :D

20171229_124644.jpg
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 11. Opisz ból. Rzuć bezbronnego bohatera/bohaterkę pod koła pędzącego samochodu.

Ocknąłem się. Leżałem na twardym asfaltowym placu. Chciałem się podnieść, lecz nogi i ręce miałem związane. Powoli ogarniał mnie strach. Co się dzieje? Kto mi to zrobił i dlaczego? Rozejrzałem się na tyle, ile pozwalała mi skrępowana pozycja leżąca. Wzdrygnąłem się, gdy kilkanaście metrów  od siebie dostrzegłem znajomy mi samochód – Toyotę Yaris. Obok samochodu stała niezbyt wysoka dziewczyna, przyglądała się swoim paznokciom.
- Naomi, co to wszystko ma znaczyć?! – wrzasnąłem. Próbowałem brzmieć ostro, władczo, byle tylko zdobyć nad nią przewagę mimo mojej beznadziejnej pozycji.
- Och, nareszcie się obudziłeś, Daisuke! – Odwróciła się do mnie i rozpromieniła. Cóż, z buzi ta dziewczyna naprawdę jest ładna – burza rudych loków, drobne piegi zdobiące twarz w kształcie serca, piękne kocie oczy, zadarty nosek i pełne czerwone usta. Dziewczyna marzenie dla nie jednego faceta. Ale to tylko pozory. Może wygląda pięknie, ale charakter ma, delikatnie mówiąc, dziwaczny. Niby jest przyjaciółką, oddana i tak dalej, ale gdy ktoś próbuje się od niej odrobinę oddalić, staje się zaborcza i przytłaczająca. Coś o tym wiem – obecnie jestem jej „ofiarą”. Przyjaźniłem się z nią od przedszkola, ale teraz próbuję zbudować silny związek ze swoim chłopakiem, a ona skutecznie mi to utrudnia.
- Rozwiąż mnie – nakazałem. Powoli to wszystko zaczyna mnie męczyć, czemu ona nie może się ode mnie odczepić i pozwolić żyć własnym życiem?
Uśmiech z jej twarzy zniknął.
- Nie. – Krótka odpowiedź zmroziła mi krew w żyłach. Coś w jej zachowaniu było inne niż zwykle i to coś ani trochę mi się nie podobało.
Podeszła do mnie i kucnęła.
- Wiesz co, kochanie…
- Nie jestem twoje „kochanie” – warknąłem te słowa nie wiem który raz w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Naomi ubzdurała sobie, że ze sobą chodzimy, co oczywiście nie było prawdą, bo dziewczyny nigdy mnie nie kręciły, ale do niej to nie docierało. Próbowałem już na wszystkie możliwe sposoby wytłumaczyć jej, że jestem gejem, ale ona i tak zawsze idzie w zaparte.
- Ostatnio jesteś bardzo niegrzeczny i niemiły dla mnie. A ja tego nie rozumiem. – Pogłaskała mój policzek, spróbowałem jakoś cofnąć się. Na ten gest uderzyła mnie. – Jak możesz mnie tak traktować, po tym co razem przeżyliśmy?!
- Naomi, między nami nic nie było, nie ma i nigdy nie będzie. – Ile razy ja jej już to mówiłem? Straciłem rachubę. Co zrobić, by się od niej uwolnić?
- Kłamiesz! Kochamy się, to przecież widać! – Wstała. – Niedawno wpadłam na doskonały plan, który pozwoli nam się na nowo zbliżyć do siebie. Tylko się nie ruszaj, kochanie. – Skierowała się w stronę samochodu.
- Co ty kombinujesz? – spytałem przerażony. Ja na ziemi, ona za kółkiem… to się nie skończy dobrze… - Chcesz mnie zabić?! – wydusiłem z niedowierzaniem. Czy ona może być aż tak szalona?
- Ależ nie głuptasie. – Otworzyła drzwi od strony kierowcy. – Jedynie połamię ci nogi. Dzięki temu będę mogła się tobą opiekować przez kilkanaście najwspanialszych tygodni naszego wspólnego życia! – Rozpromieniła się, a mnie oblał lodowaty pot.
- Oszalałaś! – wrzasnąłem.
- Tak, z miłości! – Zaśmiała się i wsiadła do pojazdu. Odpaliła silnik.
Z przerażeniem wpatrywałem się w nią przez moment, po czym podjąłem beznadziejną próbę ratowania się – przewróciłem się na brzuch, co wcale łatwe nie było zważywszy na więzy, i najsprawniej jak potrafiłem zacząłem się czołgać. Samochód ruszył, jechał prosto na mnie, a ja wiłem się jak niepełnosprawna gąsienica, próbując jakoś się ratować.
Nagle poczułem jak coś ciężkiego wjeżdża mi na nogi w okolicach stóp. Usłyszałem chrupot. Znieruchomiałem. Dech uciekł z moich płuc. Zacząłem się  trząść, gdy dotarło do mnie, że ona naprawdę to zrobiła, naprawdę zmiażdżyła mi nogi samochodem! Nie byłem w stanie, bałem się, odwrócić i zobaczyć jak to wygląda. Jedyne o czym teraz myślałem, to żeby ratować się i odczołgać jak najdalej od tej wariatki! I może nawet udałoby mi się, gdyby szok i niedowierzanie nie ustąpiły miejsca bólowi. O mało nie udławiłem się powietrzem, czując przeraźliwy, utrudniający logiczne myślenie, ból. W okolicach stóp zdawało mi się jakby miliardy malutkich, cieniutkich i super długich igieł wbijały się w moje ciało i sięgały aż do kości, jakby tam nagle zgromadziły się wszystkie moje nerwy i każda z tych igiełek z całej siły uciskała choć jeden z nich. Ból był tak okropny, że przez chwilę nie mogłem się poruszyć. Wiedziałem, a nawet czułem i, co gorsza, słyszałem, że kości mam pogruchotane. Z każdą próbą ruchu kawałki kości w zmiażdżonych stopach ocierały się o siebie, słyszałem ich chrzęst, czułem, jak ostre jak brzytwa odłamki wbijają mi się w ciało, przecinają naczynia krwionośne, dosłownie szatkują od wewnątrz moje stopy. Miałem wrażenie jakby nogi nienaturalnie się wydłużały, a ciałem wstrząsał ból doprowadzający mnie na skraj świadomości. Próbowałem się czołgać, za sobą słyszałem kroki dziewczyny, a moje powieki ciążyły coraz mocniej.
Na horyzoncie dostrzegłem jaskrawe czerwone i niebieskie światła policji. Ktoś biegł w moim kierunku.
- Daisuke! – Rozpoznałem ten głos. Mój ukochany po mnie przyjechał. Teraz już mogłem zemdleć…
[Normalnie jestem bardzo dobra (nie chwaląc się) w opisywaniu bólu (szczególnie tego sercowego), ale wrzucenie bohatera pod koła samochodu… uch! aż słabo mi na samą myśl o tym, nie mogę sobie tego wyobrazić, a co dopiero opisać to! Normalnie nie jestem w stanie o tym myśleć bez mdłości, ble! >.< No ale ostatecznie chyba jakoś znośnie mi to poszło, nie? :)]
Z bólem najbardziej kojarzy mi się ten obrazek rannego smoka – jest bardzo wymowny i przepiękny ^^

biednysmoczek.png

A co do smoka - przynajmniej jest czerwony xD Panie i Panowie przed Wami Drake Vader!!! xD

DSC01359.JPG


DSC01362.JPG


DSC01364.JPG

Jego słudzy:

DSC01374.JPG


DSC01368.JPG


DSC01370.JPG
 

klaudia_mimi
 
DZIEŃ 10. Opisz scenę pościgu z perspektywy osoby ściąganej, jak i ścigającej.

Goniłam przed siebie jak oszalała, moje trampki lekko odbijały się od nawierzchni betonowej ulicy. Słyszałam za plecami pościg i nakazy natychmiastowego zatrzymania się. Ani myślałam wykonać to polecenie! Jeszcze przed chwilą otaczała mnie grupka pracowników tajnych służb specjalnych z bronią palną w pogotowiu, pod moimi nogami leżał ciężko ranny nieznany mi mężczyzna, a ja stałam nad nim z zakrwawionymi po łokcie rękoma i pustką w głowie. Nic nie pamiętam, nawet nie znam własnego imienia! Ale coś mi podpowiada, że ludzie goniący mnie nie uwierzą w moją amnestię, a zwłaszcza ten łajdak w beżowym długim płaszczu, ich szef, wyglądał na tak zdesperowanego, jakby po prostu chciał złapać byle kogo i potraktować go, jak kozła ofiarnego, nawet nie zgłębiając sprawy. I właśnie dlatego zaczęłam uciekać, gdy próbowali mnie aresztować, tak podpowiadał mi instynkt, a ja podświadomie czułam, że muszę mu zaufać. Zgodnie z przeczuciem skręciłam w ślepy zaułek, na chwilę zawahałam się, po czym wskoczyłam na ogrodzenie z metalowej siatki, płynnie wspięłam się na nie i szybko zeskoczyłam po drugiej stronie, lekko kucając. Odwróciłam się. On tam stał i wpatrywał się we mnie z nienawiścią.
- Dorwę cię, nie masz dokąd uciec – wycharczał złowrogo, jego beżowy płaszcz zatańczył na wietrze, zupełnie jak moje długie rozczochrane włosy. Nie miałam zamiaru czekać nawet sekundy, aż mężczyzna dotrzyma obietnicy. Nic nie mówiąc, odwróciłam się do niego plecami i pognałam prosto przed siebie, jego przekleństwa towarzyszyły mi dość długo.
Z impetem wypadłam spomiędzy budynków na ulicę i gwałtownie zahamowałam. Mimo iż czułam, że nie powinnam tu skręcać, wolałam jak najszybciej wydostać się z ciasnej przestrzeni między wysokimi blokami. I właśnie mierzyło we mnie z sześć luf pistoletów. Każdy na moim miejscu spanikowałby, ale nie ja. Odruchowo uskoczyłam w tył, na moment ukrywając się za rogiem budynku, po czym sprintem pognałam prosto przed siebie. Za plecami usłyszałam kroki oznaczające pościg, a także strzały ostrzegawcze, które zamiast mnie powstrzymać, zmotywowały mnie do szybszego biegu. Nie wiem, co się dzieje, ale intuicja podpowiada mi, że sobie poradzę i nie dam się złapać. Oby się nie myliła…
***
- Szefie, uciekła z zasadzki – odezwał się głos w mojej słuchawce.
- Wy idioci! – wrzasnąłem z furią. – To tylko jedna kobieta i nie potraficie jej złapać? Jesteście oddziałem specjalnej troski.
- Szefie. – Właściciela głosu zasalutowała.
- Melduj – warknąłem, uznając poprzednią rozmowę za zakończoną.
- Pilot drona ustalił, iż podejrzana zmierza w kierunku…
Nie dałem jej dokończyć, złapałem kobietę pod ramię i podprowadziłem do swojego samochodu służbowego. Niemalże wrzuciłem ją do pojazdu, sam zajmując miejsce kierowcy.
- Teraz mów – odparłem, odpalając silnik. Zrobię wszystko, dosłownie wszystko, byle tylko dorwać tę uciekinierkę. Nie popełnię kolejnego błędu i tak już jestem pod ostrzałem prokuratury za tą poprzednią sprawę. Wtedy, kilka lat temu pomyliłem się, ale to był jeden, jedyny raz, który już nigdy się nie powtórzy. Ta kobieta, która teraz ucieka, jest sprawczynią wypadku, wiem to! I nie przekona mnie żadna bajeczka o utracie pamięci. Mało tego, nawet nie będę jej słuchał. Dowody mówią same za siebie – była na miejscu zbrodni, ma ręce umazane krwią, facet, jeśli się obudzi, to na pewno wskaże ją jako sprawczynię, już ja tego dopilnuję!
Ostro skręciłem w lewo i pedał gazu docisnąłem z całych sił do podłogi. Po mojej prawej, między budynkami widziałem uciekinierkę. Ona mnie też. Była bardzo szybka, ale i tak nie ma najmniejszych szans prześcignąć mojego samochodu. Zaraz wpadnie prosto w moje ręce!
Skręciłem gwałtownie w prawo i zatrzymałem szarpnięciem samochód tworząc blokadę wąskiej uliczki. Kobieta siedząca obok mnie była blada ze strachu, kurczowo trzymała się fotela.
- Gdzie ona jest?! – wrzasnąłem, rozglądając się. Po uciekinierce nie było śladu, a przecież nie mogła rozpłynąć się w powietrzu.
- Kieruje się w stronę East River – odparła moja podwładna.
Zakląłem pod nosem. Podczas mojego manewru uciekinierka wykorzystała chwilę by zmienić własną trajektorię biegu. Chce mnie przechytrzyć? Jej niedoczekanie!
Z piskiem opon ruszyłem w wyznaczonym kierunku. Dopadnę ją i oskarżę niezależnie od ceny jaką przyjdzie mi za to zapłacić…
[Uch, trochę za bardzo skupiłam się na postaciach niż na samej akcji ^^”ale nie mogłam się powstrzymać – te postaci narzucone w zadaniu (pierwszy raz w tym wyzwaniu!) aż same się prosiły o własne historie, więc jak mogłam im odmówić? :P]

Tajniak próbował dziś złapać dziewczynę o zakrwawionych dłoniach, a Drake jakiś czas temu próbował złapać opaleniznę xD
20160128_154550.jpg


20160128_154517.jpg


20160128_154529.jpg


20160128_154546.jpg


20160128_154631.jpg


20160128_154636.jpg


20160128_154603.jpg


20160128_154656.jpg
 

 

Kategorie blogów