Wpisy oznaczone tagiem "boyfriend" (183)  

deergirl
 
Minął już trzeci dzień grudnia, co jedynie mi przypomina, o nieubłaganie zbliżających się świętach... Jak ja ich nienawidzę, ludzie dostają jakiegoś pierdolca, zewsząd bombardują cię tymi choinkami, mikołajami, radością, szczęściem i ogólnie rzyganie tęczą. Już nie mówię nawet o tej całej "magii świąt", bo nie odczuwam jej już od podstawówki... Nienawidzę świąt. Jedyne, co jest fajne w ten dzień to jedzenie i prezenty, no może jeszcze świąteczne piosenki, ale zwykle w połowie grudnia już zbiera mi się na mdłości po pierwszych nutach.
Moje święta nigdy nie były w pełni rodzinne, bo rodzice często mieli dyżury 24 grudnia i ich po prostu nie było. Pamiętam jedne święta, gdzie mama i tata mieli dyżury na 20, zjedliśmy kolacje o 18, a oni już musieli jechać. Nie było tak źle, miałam dużo jedzenia, mogłam się nacieszyć prezentami... no ale trochę smutno.
W tym roku jedziemy do Świnoujścia do babci. Jak ja nienawidzę tego miejsca, chyba nieraz się tu wypowiadałam na ten temat, więc nie będę go poruszała.
Ale żeby nie było, że tylko narzekam, to dowiedziałam się, że już mi się skończyły wykłady z antyku w poniedziałki i zamiast kończyć o 17, kończę o 13:30. To mi się podoba, chociaż bardzo lubiłam te zajęcia. Wykładał profesor zwyczajny, co budziło ogromny respekt. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli z nim wykłady.
A druga dobra wiadomość dotyczy tatuaży, albowiem mój salon tatuażu urządza zbiórkę pieniędzy dla chorego chłopca, który wymaga operacji w Stanach, a u nas groziłoby mu amputowanie nogi, a w najlepszym wypadku wózek inwalidzki (jakby ktoś chciał przekazać symboliczną kwotę, na Lucka to zapraszam: www.siepomaga.pl/lucek). Z tej okazji jutro wszyscy tatuażyści będą robić małe tatuaże z 40%-ową zniżką. Ja sobie zrobię rybkę na nadgarstku. Skoro mogę komuś pomóc robiąc sobie tatuaż, to oczywiście to zrobię. Dodatkowo przekazałam Luckowi 20 zł na konto. Wiem, że to nic, ale każda kwota się liczy. Jest to piękny gest.
8f49462045f94a66ea7cb04167e8fe35.jpg
 

deergirl
 
Ostatni czas był dla mnie dość ciężki, dosłownie nie miałam na nic czasu. Nawet na myślenie. Moje życie wygląda jak idealna koło: praca.dom.studia.praca.dom.studia.praca.dom.studia.
Oszaleję.
Na szczęście w tym tygodniu udało mi się z tego wyrwać na dwa dni, bo pojechaliśmy z M. do Warszawy na koncert Nothing but Thieves. Było świetnie i nie chodzi mi o sam koncert, po prostu Warszawa jest piękna, ogromna, nie pamiętam, kiedy tam byłam ostatni raz, ale było to dawno temu. Jestem tym miastem zachwycona, aż jestem dumna, że mój kraj ma taką stolicę. Moja mama zarezerwowała nam pokój w hotelu obok Progresji (tam grali NbT), wielkie małżeńskie łoże, własna łazienka, świeże ręczniki. Było świetnie.
24068180_1117170415052864_2405704514641447790_n.jpg

Teraz znowu jestem w tym smutnym jak pizda mieście i znowu znajduję się w mojej pętli codzienności. Od jakiegoś czasu zachowuję się jak robot, nie czuję nic, robię zwoje i jakoś te dni lecą. A w środku pustka. Jeśli te studia mnie nie wykończą, to sama siebie chyba wykończę. Chcę świętego spokoju.
c604737ff809a06ed8cff8bd6f3c50da.jpg
 

deergirl
 
Na moje parszywe samopoczucie chyba wywołane jest przez pogodę... szaro, zimno, smutno, ciemno - jak w mojej głowie. Biorę tabletki już trzeci tydzień i nadal nie czuję żadnych zmian (przynajmniej już mnie nie boli głowa). Mimo, że biorę co noc Aminotryptylinę, wybudzam się. Biorę już 50 mg, a to już spora dawka, która powinna uśpić dorosłego mężczyznę..., ale nie mnie. Oczywiście nic nie ma sensu, mam dość i chcę się zabić, przynajmniej tu bez zmian. Chujowo, ale stabilnie.
Dzisiaj nie idę na zajęcia, nie mam na to siły, a są tylko nieobowiązkowe wykłady, więc bez wyrzutów mogę sobie odpuścić. Chodzę na nie od początku, więc chyba jeden dzień nie zrobi tu różnicy. A i tak idę do pracy na 16 na trzy godziny... Super. Może pozwoli mi przyjść wcześniej, bym nie spędziła całego dnia w łóżku. Znowu nie opuszczam mojej strefy komfortu, a ponoć to źle. Czuję się coraz gorzej, znowu mało rzeczy mnie cieszy, nie mam na nic ochoty.
Muszę przyznać, ze gdyby nie M. to w ogóle  nic bym nie robiła. Niesamowite, że ma siłę mnie wspierać i jest taki cierpliwy. Wie, kiedy trzeba mnie uspokoić, kiedy pocieszyć i kiedy wrzasnąć, bym się ogarnęła. Jestem mu za to wdzięczna. Najchętniej nigdzie bym nie wychodziła, została w domu, leżała w łóżku. Wszystko jest mi obojętne, tylko jakoś znajduję siłę, by chodzić na zajęcia. Ale nie jest to łatwe, czasami przegrywam z samą sobą...
572e8ee15c20020f7368b3ce0b8abb4c.jpg
 

deergirl
 
Nie poszłam dzisiaj na zajęcia. Dlaczego? Bo znowu jestem chora... Wydaje mi się, że zatrułam się wczorajszą pizzą, bo czuję się paskudnie, chyba za dużo jej zjadłam. No to dzisiaj dzień opierdalania. M. poszedł coś kupić do jedzenia, kochany <3.
antler_boy_by_eledona-davvdkv.png
 

deergirl
 
Dzisiaj nie poszłam na zajęcia, wstałam o 10 i nie wstawałam z łóżka. M. wczoraj miał do mnie nie przychodzić, ale jak mu powiedziałam, że jestem chora i źle się czuję to od razu przyjechał z pracy. Kupił mi pączki i ciastka, jest taki kochany. Obejrzeliśmy jakiś serial, a później dobrze się mną zajął. Dzięki temu czuję się bardzo dobrze, jestem taka odprężona. Może do końca dnia już będę miała dobry humor? Byłoby fajnie.
Zaraz M. jedzie do pracy, więc do 16 będę zupełnie sama. Nawet dziś nie wchodzę na Facebook'a, bo nie chce by ktokolwiek zniszczył mi humor.
512770ffa5b2d049d3cfd5c519061417.jpg
 

deergirl
 
Tak, zostały jeszcze dwa dni do spotkania organizacyjnego mojego wydziału. Jak ja się boję, co tam będzie, z jakimi ludźmi będę studiować i jacy będą wykładowcy. Stres zżera mnie coraz bardziej. Dopiero teraz do mnie dociera, ze idę na studia. Rzeczywistość uderzyła mnie w twarz i potrząsnęła, wrzeszcząc "Obudź się suko, to już studia!".
Wczoraj przyszła już do mnie aktówka na notatki, to chyba był ten pierwszy porządny cios. Dżizas, ja nie chcę T^T.
Jednak skoro tylu tępaków radzi sobie na studiach, to ja mam nie dać rady? Głupia nie jestem, mój kierunek mnie interesuje (poza jebaną literaturą śródziemnomorską, kto to kurwa wymyślił??), będę trzymać moje notatki w ogromnej aktówce, którą będę ozdabiać (w następnym poście powiem o tym coś więcej). W sumie to jestem stworzona do studiowania - mam ambicje, mam cel, wiem, czego chcę. Jakoś sobie poradzę. No muszę.
A tak poza tym to zaraz muszę przejść się do Empika po paczkę z prezentem dla M. Kupiłam mu płytę, którą bardzo chciał, a nie było już jej w sklepach. To prezent z okazji dnia chłopaka, niech ma. Ale będzie miał minę, w ogóle się tego nie spodziewa ^^.
4aa90a21daacdcc6845fd5bdb94c34c8.jpg
 

deergirl
 
I znowu taka długa przerwa z blogiem - cały czas spędzałam z M. Dopiero teraz mogę sobie odpocząć od wszystkich. Z moim zdrowiem jest coraz gorzej... ucho daje mi się we znaki, boli jak cholera - muszę pójść z tym do lekarza. A skoro o lekarzu mowa to mama już mnie umówiła do psychiatry - nie chcę. Wiem, że będę musiała kłamać, że wszystko jest w porządku, jaka to jestem szczęśliwa bla bla bla, ale proszę mi wypisać receptę na leki... Już nawet nie chce mi się udawać przed rodziną czy M., że jest dobrze. Jeszcze w pracy zachowuję resztki pozorów, ale nie idzie mi do za dobrze. Ostatnio rozkleiłam się przy kierowniczce, po prostu zaczęłam płakać. Teraz wiem, że nie ma czegoś takiego jak "przyjaciele" w pracy. Wzbudziła we mnie takie zaufanie, że powiedziałam jej wszystko - o mojej depresji, o tym jak się czuję, że biorę leki i chodzę do lekarza, i nawet o tym, że chcieli mnie zamknąć w psychiatryku. Myślałam, że mnie rozumie, myślałam, że ma pojęcie na czym polega moja choroba i będę mogła być z nią szczera. Sama mi powiedziała o swojej chorobie (od stresu wypadają jej włosy i teraz jest łysa) - przez to wierzyłam, że faktycznie możemy nawzajem siebie wspierać. Nie. Zapomniałam, że każdy patrzy tylko na siebie i mierzy każdego swoją miarą. Nie zrozumcie mnie źle - nie oczekują współczucia, ani głaskania po głowie jaka to ja jestem biedna. Nigdy od nikogo tego nie oczekiwałam. Chciałam by mnie rozumiano, jak się czuję, bym nie czuła się jeszcze gorzej - bo to wygląda na użalanie się nas sobą, pokazuję tylko swoją słabość. Ale kierowniczka uśpiła moją czujność i wzbudziła moje stu procentowe zaufanie. Zapomniałam nie ufać ludziom. Moja wina, jestem  po prostu naiwna i tyle.
Miałam słabszy dzień - skończyły mi się leki i miałam obniżony nastrój. To było po tym jak źle wypełniłam raport i dziewczyny musiały po mnie naprawiać. Byłam lekko załamana. Wiecie co mi powiedziała? "Dorośnij". Tak, osobie z depresją powiedziała "dorośnij", ale to nie jest najgorsze. Usłyszałam od niej, że nie mogę być słaba, moje życie jest wspaniałe, a ja po prostu jestem niewdzięczna i użalam się nad sobą. Skoro nie widzę sensu w życiu to powinnam go znaleźć. Czuję się źle? Mam myśleć POZYTYWNIE. Mam udawać, że jest dobrze, mam się po prostu uśmiechnąć i się nie smucić. BO TO TAKIE PROSTE! Jej wykład trwał dwie godziny... a ja przez dwie godziny milczałam. Nawet już nie chciało mi się jej niczego wyjaśniać, jak to wygląda i jak to jest, po prostu kiwałam głową. Ona nic nie wie o depresji, uważa, że wystarczy tylko się uśmiechnąć i myśleć pozytywnie. Czemu ja na to wcześniej nie wpadłam, po co wywalałam pieniądze w błoto na lekarzy, psychoterapeutę czy na leki. Przecież to jest takie proste. Aha, i powiedziała mi, że jeśli znowu odwalę coś podobnego (chyba o tym nie pisałam, w skrócie dostałam histerii podczas rozmowy na facebook'u z nią aż mnie odwieźli do szpitala, bo zabrakło moich leków na uspokojenie) to mnie zwolni. Po prostu. A mi nawet nie jest żal, bo jeśli ona nie rozumie pewnych rzeczy, a do tego jeszcze chce mi utrudnić wszystko - to spoko, sama odejdę. Specjalnie do moich dokumentów dołączyłam zaświadczenie o chorobie i jej symptomach. Po prostu muszę się nauczyć nie ufać nikomu. Już nie dam się tak podejść drugi raz, bo mam dość tych wszystkich dobrych rad. Jeśli ktoś nie miał bezpośredniej styczności z depresją - nie jest nawet w połowie świadomy jak to jest. Ja ją wspierałam w jej chorobie - mogła ze mną pogadać, ponarzekać, tłumaczyć mi na czym polega jej dolegliwość. Ja rozumiałam wszystko. A moje tłumaczenia i żale dla niej nic nie znaczyły. Bo ona wie lepiej. Powiedziała, że nie powinnam brać leków, bo leki są dla "naprawdę" chorych osób. I tyle. Depresja to wymysł XXI wieku, użalanie się nad sobą i egoizm. Nic więcej.  
A mi jest ciągle smutno. Przykro. Nic mi się nie chce. Znowu. Mam dość wszystkiego i wszystkich. Chciałabym urodzić się jako kot albo może mewa. Znowu mam myśli, których nie powinnam mieć. Boję się. Naprawdę się boję.
71f73d6d5bf1cc58aa33c0ff19a6d3ba.jpg
 

deergirl
 
Maaasakra... jak nie było mnie te 9 dni to non stop byłam  z M. Cały czas... chyba znowu trzeba zrobić dym, bo znowu staje się to przesadą. Grrrr...
W sumie depresja postępuje, czuję się coraz gorzej, znowu anhedonia na twarzy od rana do wieczora. Znowu muszę chodzić do psychiatry - tuż przed studiami. Zajebiście. W pracy jak to w pracy - raz fajnie raz chujowo. Kierowniczka czepia się mnie o pierdoły jak "odwrotnie postawiona drabina". Muszę przepraszać nawet za to, co nie jest moją winą. Trochę już to męczące się robi, ale chyba muszę się przyzwyczaić.
Dzisiaj będę spamić wpisami, bo mam taką ochotę, bo mam takie widzimiesię i jest mi smutno, że nie mogę swobodnie dodawać moich przemyśleń ani inspiracji, które przecież uwielbiam tu wstawiać.
a38dc05e80b212a65b20ad58127781a4.jpg
  • awatar vailetis: Twój blog i piszesz co chcesz.Nikt Ci nie zabroni (Y) :) Czasami nie ma komu się wygadać bo ludzie udają przyjaźń, a blog Cię nie opuści, chyba że Ty to zrobisz :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hotninjas
 

Ripu old Boyfriend. To już nie wróci.
...Jeszcze ta dołująca nazwa albumu.

Boyfriend, Star



 

deergirl
 
Wooow bardzo długi czas nie było wpisów... jak ten czas leci. Szok. Nawet nie zdałam sobie z tego sprawy, ile czasu minęło. No cóż...
6250430ed882ebab405e9ffcdd07e880.jpg

Zatem, muszę zacząć od tego, że byłam na słynnym festiwalu - Przystanek Woodstock... i było ok. Szczerze? Nie wiem, czemu ludzie aż jarają się tym wszystkim, jeżdżą nawet tydzień przed i każdy mówi: "Jest tam zajebiście", "Chciałbym tam zostać na dłużej" czy "Woodstock powinien odbywać się co miesiąc". Każdy mi mówił, że każdy, kto tam raz przyjedzie - zawsze będzie wracał". Yyyy... no trochę się nie zgadza. Ale żeby było jasne, nie mówię, że było chujowo, że się dobrze nie bawiłam i nigdy więcej tam nie przyjadę. Po prostu nie są to do końca moje klimaty. Jestem księżniczką i z natury jestem wygodnicka, więc wiadomo, że spanie w namiocie nie jest dla mnie atrakcją, a widok sikających wszędzie mężczyzn jakoś mnie nie zachwyca... Serio, ludzie zachowują się tam jak jebane zwierzęta. Najgorsze były chyba toalety... dramat. Nie wiedziałam nawet, że potrafię wstrzymać oddech na tak długo, a taka wyprawa do Toi Toi'a zabierała średnio godzinę (te koleeeeeejki). A skoro o tym mowa, to niesamowicie przytłaczała mnie liczba ludzi - 200 000 osób w jednym miejscu. Jako alien i typowy antyspołeczniak czułam się źle. Nie podobało mi się też, że każdy może tam wejść - pełno bezdomnych, którzy nie mają żadnych oporów. Ja rozumiem, że to dla nich idealna okazja, by coś zjeść i może coś zarobić, ale moja tolerancja kończy się w momencie naruszenia mojej nietykalności osobistej... nie, nie lubię jak osoba, która nie myła się od tygodni, chce się do mnie przytulić albo mnie zaczepia. Nie wiem, może jestem dziwna.
da26b0a06b1a0c256fdf07c9718a9905.jpg

Ale żeby nie było, że tylko narzekam, bo ogólnie to jestem zadowolona. Od zawsze chciałam tam pojechać, zobaczyć jak faktycznie tam jest i o co chodzi. Przybyłam, zobaczyłam, przeżyłam. Jedzenie było bardzo tanie jak na festiwalowe standardy i można było najeść się do syta za małą cenę (wiecie jak kocham placki po węgiersku <3). Pozytywnie zaskoczyła mnie też sama organizacja - chylę czoła przed panem Owsiakiem (szczególnie po tekście do pani poseł Pawłowowicz, że życzy jej więcej uprawiania seksu). Mieliśmy własną wioskę (P O T Ę Ż N A wioska)- poznałam tam świetnych ludzi i myślę, że będziemy utrzymywać kontakt. M. też potrafił się mną zająć i stanął na wysokości zadania. Był kochany.
d7c7ce0541c5657c6092f8800a83ae4c.jpg

Zakochałam się tam w muzyce,  koncerty były świetne - Hey na czele z Kasią Nosowską, Wilki, Nothing but Thieves (o nich chyba napiszę osobnego posta, bo się dosłownie zakochałam). Wystąpili także Chorzy, którzy przewinęli się u mnie w kilku postach, grali na Małej Scenie - Szczecin jest dumny! Dali niezłe show i nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się darłam (no na Organku w Poznaniu).

Podsumowując: źle nie było, ale warunki, w jakich żyłam przez te cztery dni, mi nie pasują i następnym razem wynajmę jakiś motelik. Jednak sama atmosfera faktycznie przyciąga, a koncerty są niesamowitym przeżyciem, nigdy nie zapomnę tych emocji (Nothing but Thieves!!!).
96bd073b8431eeb39da8355adc54ce9e.jpg
  • awatar fire.walk.with.me: ta racja toalety masakra ale potem wyczailem ze lepiej pojsc do tych kolo malej sceny bo tam jest ich duzo nie ma kolejek i wgl a w tych przy gastro od poludnia i glownej drogi to bylo okropne oprocz tego nie polecam kebaba a tak to dobrze sie bawilem oprocz wstretu do ludzi ostatnieto dnia gdzie juz chcialem sie wyspac wytrzezwiec i wracac do domu
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hotninjas
 

On the snow white streets
The wind blows
Singing a song to the stars

Boyfriend, My Lady



 

deergirl
 
Już po imprezie. Muszę przyznać, że było... nawet fajnie. Złapałyśmy z dziewczynami wspólny kontakt i ogólnie się dogadujemy. Była smakowa wódka (wypiłam dwa kieliszki, przecież następnego dnia do pracy), czipsy, hamburgery (made by me), tortille, gry etc. Typowa babska impreza. Wszystkie założyłyśmy jednoczęściowe piżamy, ja musiałam swoją pożyczyć, bo nie mam takich rzeczy w domu. Oglądałyśmy horror, czyli cały film przesiedziałam z zamkniętymi oczami - miały ze mnie ubaw. Dżizas jak ja nie lubię horrorów brrr. Już dzisiaj w nocy nie mogłam spać sama, bo się bałam i spałam przy włączonym świetle - i tak miałam koszmary... Końcem końców chyba mogę śmiało powiedzieć, że ma koleżanki. Nie przyjaciółki, ale koleżanki, z którymi mogę pogadać, wyjść gdzieś, pośmiać się. Nie pamiętam kiedy z kimś tak gadałam - może w gimnazjum? 2 klasa? No dawno, bardzo dawno. W weekend Ania (kierowniczka) ma urodziny i zaprasza nas do restauracji na jedzonko. Myślimy z dziewczynami nad prezentem, nie jest to takie łatwe. Ale się cieszę!
Jeśli chodzi o M. już jest dobrze. Oczywiście do tej pory mnie przeprasza za to co zrobił i zrozumiał, o co było tyle krzyku. Daje mi czas dla siebie, już wie, kiedy ma iść do domu, a kiedy zostać. Przyniósł mi różę (wie, ze uwielbiam dostawać kwiaty), zabrał mnie do kawiarni (tam,  gdzie poszliśmy na pierwszą randkę) i kupił mi obrazek na ścianę (3, 90 w promocji, ale i tak było to urocze). Nie ma do mnie żadnych pretensji i widać, że się stara. Ja też nie jestem wredną suką i trochę podbudowuję jego podniszczone ego. Zobaczymy, czy ten stan rzeczy się utrzyma. Bo muszę przyznać, że nieźle mu idzie.
f7cd8cfebce8ecf1fce9eaf665db4693 (1).jpg
 

deergirl
 
Tego już za wiele, nie wierzę, że to zrobił. Wszedł na mojego Facebook'a i przeczytałam wiadomości z mamą! To już jest przegięcie, czytanie moich prywatnych wiadomości. Kim on jest? Tępą dzidą, która chce wszystko kontrolować czy facetem? Tylko osoby niepewne siebie, zakompleksione i zazdrosne czytają czyjeś wiadomości. Nie ma na to usprawiedliwienia. Ja tego nigdy nie robiłam i nie będę robić, bo jest to słabe. Wyżaliłam się mojej mamie w prywatnej wiadomości, że ta sytuacja mnie przytłacza - a on to sobie przeczytał. Oczywiście z pretensjami. On ma do mnie pretensje? To ja powinnam być oburzona jego zachowaniem, a on śmie mi mówić, że ja go upokorzyłam? Naprawdę? I oczywiście tekst: "Ty mnie nie kochasz" to podstawa. On jest biedny, pokrzywdzony, nikt go nie rozumie, wszyscy mają pretensje, a on oczywiście niewinny. Koleś zachowuje się jak 10-latek. Cios poniżej pasa. Nie będę się do niego odzywać dopóki się nie ogranie. Zależy mi na nim, ale takiego zachowania nie będę tolerować.
a8dfa250e9dee29c3f6f1b70c220527c.jpg
 

deergirl
 
Jestem zmęczona. Naprawdę zmęczona nim i jego wiecznym przesiadywaniem w moim domu. Dzisiaj powiedziałam, że chcę się przygotować na imprezę z dziewczynami. Oczywiście FOCH. Bo ja go wyganiam. Serio? Byłeś ze mną bez przerwy dwa dni (wooow miałam dosłownie jeden dzień "wolnego" w tym tygodniu") - no tak nie może być. Za każdym razem jak chcę poruszyć ten temat, on oskarża mnie, że go ciągle wywalam, że przecież odpoczywam od niego w pracy... no ten argument mnie powalił na kolana. On twierdzi, że nie potrzebuje wolnego czasu...On po prostu sam ze sobą się nudzi. No cóż, to nie jest już mój problem. Myślałam, że będzie lepiej, gdy on znajdzie sobie pracę... jeśli wgl ją znajdzie. Ta mu nie pasuje, to nie chce, tu za mało płacą bla bla bla. Ludzie, w jego wieku praca powinna być czymś oczywistym, a on wybrzydza, nie wiadomo o co mu chodzi. A jak zadzwonili do niego w sprawie pracy na ochronie, to stwierdził, że on nie wie, czy chce tam pracować. Ja nie mam już siły, jestem opryskliwa, wredna, sarkastyczna i już nawet nie chce mi się udawać, że wszystko jest ok. Koniec. Ja mam się czuć dobrze. Jeśli tego nie zrozumie, będziemy musieli się pożegnać.
f7d580d16f192f5565362acd64e926dd.jpg
 

deergirl
 
Masakra... M. trochę przegina z tym wspólnym spędzaniem czasu. Dopiero teraz mam trochę czasu dla siebie, bo w końcu powiedziałam mu, że chcę pobyć sama. Miała to być długa rozmowa, ale skończyło się na słowach: "Nie rozumiem o co ci chodzi". No serio? On twierdzi, że nie potrzebuje czasu dla siebie i woli go spędzić ze mną. No nie... jak ja mam to mu wytłumaczyć. Byliśmy w sobotę na Męskim Graniu w Poznaniu i nawet jak wróciliśmy do domu, po spędzeniu ze sobą bitych 30 godzin non stop, on nadal chciał u mnie siedzieć. Ja już jestem trochę zmęczona. Nie dość, że prawie codziennie chodzę to pracy, to nawet w domu nie mam chwili spokoju, bo on cały czas tęskni. Jutro znowu przyjedzie, bo cytuję "Dam ci spokój, ale po południu przyjadę". Ehh... chce mi się spać.
a0d2ed9577d94be5c228bbed290dc3a5.jpg
  • awatar RainbowxD: To trochę niefajne z jego strony - każdy przecież potrzebuje chwili wytchnienia dla siebie.
  • awatar Amfitryta: Z przykrością muszę stwierdzić, że ja taka jestem. Mój ojciec mi kiedyś powiedział (po tym jak mnie rzucił chłopak), że go zamęczyłam. I miał rację. Wszędzie razem. A w życiu trzeba mieć trochę przestrzeni dla siebie. Ewentualnie znaleźć drugą osobę o podobnym charakterze - bardzo trudne. Tak więc rozumiem twojego chłopaka, i on też kiedyś zrozumie. Niestety być może gdy będzie już za późno.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Jestem wykończona po dzisiejszym dniu. Dziś był jednym z tych dni, po których tracisz wiarę we wszystko - nawet w siebie. Kierowniczka ma bardzo złe humory w poniedziałki - tym razem dała mi to odczuć bardziej niż poprzednio. Czepiała się pierdół, i mówiła swoim "poważnym" tonem (którego, nawiasem mówiąc, się boję). Później, gdy byłam w sklepie sama na godzinę, akurat zadzwonił nasz szef - który też do szczęśliwych nie należał. Powiedział strasznym głosem, że mam wejść na czat ogólny naszej sieci i się wyłączył. Chyba to dziś mnie trochę rozchwiało emocjonalnie, bo do końca dnia nic mi nie wychodziło. Nic. Wszystko mi leciało z rąk, myliłam się, byłam rozkojarzona - porażka. No cóż, każdy może mieć lepsze lub gorsze dni. Teraz wiem, że nie chcę zostać kierowniczką, bo boję się naszego szefa...
A właśnie, dzisiaj M. wrócił do domu i mam cały wieczór dla siebie. Miał lekkiego focha, że chcę być sama, ale już mu przeszło. Mogę się wyluzować i mieć wyjebane. Przynajmniej teraz.
dd2ec1cfd08e4c96feb15653864158be.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
No to nici z czterech dni czytania książek i oglądania filmów - M. wraca dzisiaj. Napisał, że na miejscu były straszne warunki i 15 z 18 pracowników zrezygnowało i własnie wszyscy wracają pociągiem. W sumie z tego, co mi napisał wcześniej to się nie dziwie. Nie dość, że praca sama w sobie jest ciężka, to nie zapewnili im na miejscu jedzenia - teoretyczne zarabiali złotówkę więcej, ale nawet nie mieli kiedy iść kupić jakiegoś prowiantu. Poza tym wszyscy pracownicy spali na jednej hali - koszmar! To nie jest konwent, wcześniej spali w domku pracowniczym po trzy osoby w pokoju. Na początku myślałam, ze M. po prostu przesadza i marudzi, ale kiedy mi powiedział, że jego przyjaciel Karol rezygnuje to zrozumiałam, że jest źle. Karol przeżyje każde warunki i nigdy nie narzeka - a tu proszę. No cóż... miałam cały jeden dzień luzu. Dobre i to.
342054ee13d70d5ed46a5c31a6a6d51c.jpg
 

deergirl
 
Jest już godzina 23, a ja zmarnowałam cały dzień na przeglądanie obrazków i oglądanie Lakarnuma na YT (mogę oglądać jeden filmik setny raz, a nadal będzie mnie bawić). Jestem sama, wżeram czipsy i słucham muzyki, na którą  ja mam ochotę. Chce mi się spać, ale obejrzę jeszcze kilka odcinków "Kości" (tak dawno tego nie oglądałam). Byłam na zakupach i wreszcie znalazłam coś dla siebie. Dwa tygodnie i tydzień temu nie mogłam znaleźć żadnego ciucha, który by mi się podobał. Kiedy mam pieniądze, a nie mogę (w sensie nic mi się nie podoba) nic kupić dostaję szału, strasznie się irytuję i idę kupić cokolwiek, bo jeśli czegoś nie kupię to będę zła to końca dnia. Na szczęście dla mnie zaczęły się już letnie promocje i kupiłam sobie kilka koszulek (wreszcie mam w co się ubrać). W przyszłym tygodniu poszukam jakiś spodni, bo moje już są stare i nie nadają się do niczego.
W niedzielę byłam na chrzcinach (pierwszy raz od 11 lat byłam w kościele, czułam się co najmniej dziwnie) córki cioci mojego chłopaka. Ogólnie było ok, jego rodzina chyba mnie zaakceptowała, nawet próbowali zagaić rozmowę ze mną. Wiadomo, na chrzciny trzeba kupić dziecku lub rodzicom prezent. Niestety brak pieniążków u mnie i mojego chłopaka bolał bardzo, dlatego nie kupiliśmy nic. Niedługo ich odwiedzimy i damy zaległy prezent dla Kornelii. Kupiliśmy jej malusie skarpetki <3, są takie urocze, aż nie mogę się na nie napatrzeć. Dla jej starszej siostry też kupiliśmy prezencik - długopis-różdżka i notatnik z "Krainy Lodu". Będzie zadowolona ^^.
f1aa0de5a3e98c4272a105461dead9f3.jpg
 

deergirl
 
M. wyjechał na Festiwal Open'er do pracy, będzie tam jako służba informacyjna z kolegą. Będzie tam przez cztery dni. ACH cztery dni zupełnie sama. Bez przerwy. Zupełnie sama. Chyba muszę z M. porozmawiać poważnie o spędzaniu czasu, bo to aż dziwne, że jestem zadowolona, że wyjeżdża. No cóż.
Jutro idę do pracy, lubię tam chodzić, choć kierowniczka (która i tak jest w porządku) ostatnio jest bardzo zdenerwowana. Trzeba przyznać, że popełniamy pierdołowate błędy np.: ja zapomniałam 3 razy w exelu postawić "X" w odpowiednim miejscu. Niby dla nas pierdoła, ale ona później musi te X-y pouzupełniać. Niestety dziewczyny, które pracują tam już od 2 lat nie pamiętają o takich małych czynnościach, bo ja czy druga nowa pracowniczka jeszcze możemy o tym zapominać, to one powinny jednak nas uczyć i uczulać na takie sprawy. No cóż... nie robią tego. Kierowniczka chciała nas trochę postraszyć, że obetnie nam godziny. Nie może tego zrobić, ale dziewczyny chyba się przestraszyły. W sumie nawet ją rozumiem, pilnowanie pracownic, które pracują tam od dłuższego czasu, musi być męczące. Wpadłam na pomysł, aby nie zapominać o pierdołach po prostu - wszystko zapiszę w zeszyciku. Wszystko krok po kroku, co mam zrobić. Najwyżej im będzie "obcinać godziny", ja mam zamiar być tam kierowniczką w przyszłości, więc muszę robić wszystko idealnie. Innego wyjścia nie widzę.
c604737ff809a06ed8cff8bd6f3c50da.jpg
 

deergirl
 
Pracuję już dwa tygodnie i muszę powiedzieć, że jestem zadowolona i w pełni usatysfakcjonowana. Uwielbiam to miejsce i tych ludzi. Zdarzyło się parę dość dziwnych sytuacji, ale ogólnie jest świetnie. Chyba pierwszy raz mam tak, że nie mogę się doczekać dnia pracy. Serio. Nigdy mi się nie chciało, bo po prostu nie lubiłam żadnej z moich wcześniejszych prac. Tu jest fajnie i przyjemnie. Teraz już jestem pewna, że zostanę tutaj jak najdłużej.
Znowu nie było mnie kilka dni na blogu, bo ciągle siedział u mnie mój chłopak... to już się staje irytujące, że każdą wolną chwilę chce spędzać ze mną. Non stop. 24h/7. Dziwi mnie, że nie chodzi na uczelnie ani nie uczy się do sesji. Po co on w ogóle poszedł na te studia?? Echh coś czuję, że po wakacjach się rozstaniemy. Jest słodki i ogólnie jest mi z nim dobrze, ale jeśli nie zmieni swojego zachowania to będę musiała mu podziękować za współpracę.
Wgl mam okres i źle się czuję. Zjadłabym tonę czekolady albo pomidorowej "Amino". Masakra, nienawidzę tego. Nie chcę być kobietą :(. Powoli zaczynają się letnie wyprzedaże, muszę sobie trochę odłożyć, bo widziałam tyle fajnych rzeczy, które muszę mieć! W Empiku jest fajna promocja na książki Kosika. Pa pa wypłato...
04a2c966c4836dcf27493e0ff9108aef.jpg
 

deergirl
 
Dzisiaj chyba będzie ładna pogoda. Wczoraj lało, a do tego dołączył grad - akurat, kiedy z kierowniczką, musiałyśmy iść do banku... no cóż. Jednak bardzo zaskoczyła mnie jej reakcja, kiedy założyłam kaptur. Miała parasol i wzięła mnie pod rękę bym też mogła się schować. To było takie miłe, czułam się trochę nieswojo na początku, ale ten gest mnie rozczulił. Następnie kupiła mi zupę, bo ja nie miałam pieniędzy - kolejny pozytywny szok. Takich ludzi jak ona jest niewiele, i jestem zdziwiona, ze akurat na nią trafiłam. Kierownik kojarzy mi się z osobą surową, wymagającą dużo i opierdzielającą wszystkich z błahych powodów. Co prawda, wymaga porządku, ale można z nią normalnie pogadać i się pośmiać. Poznałam też wczoraj Ewelinę - niedługo od nas odchodzi, ale również była przemiła. Nie widziałam, że tak pozytywna atmosfera w pracy w ogóle istnieje.
Dzisiaj idziemy na obiad wujostwa mojego chłopaka. Niby już poznałam jego wujka, ale i tak się stresuję. Bardzo nie lubię takich sytuacji, zwyczajnie nie wiem jak się zachowywać. Obcy dom, obcy ludzie, ja sama - to nie jest moje naturalne środowisko.
4cc5d04fe94059bf22fc09941ac1349f.jpg
  • awatar Amfitryta: Ja w takich sytuacjach biorę głęboki wdech i po prostu staram się być uprzejma i otwarta. Niezbyt łatwo nawiązuje nowe znajomości i też nie przepadam za takimi obiadkami. Ale mus to mus.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
M. wkurwił mnie do białego w tym momencie i zaraz chyba coś rozwalę. Zawsze tam jest. Na początku ci słodzą, mówią, że jesteś idealna, piękna, kochana, mądra bla bla bla. Potem jak już zaliczą pokazują swoją prawdziwą twarz. Kurwa znowu dałam się nabrać na tanie słówka, za każdym razem kończy się tak samo. Niedługo usłyszę "Ostatnio często się kłócimy", następnie "Ja już przestaję ogarniać", a jakiś czas później pójdzie z jakąś "miłą koleżanką" na imprezę, przeleci ją i stwierdzi "Męczyłem się z tobą". Koniec pięknej historii. Zawsze wymagają bym była idealna, taka jaka jestem w ich wyobrażeniach. Nie mogę się złościć, nie mogę płakać, nie mogę nic czuć. Nienawidzę wszystkich. mam dość bólu i upokorzeń. Chcę być sama na zawsze.
f85811691e12d0cb5f17e8a72ffce28d.jpg
  • awatar minutę temu: Widzę, że obie zostałyśmy w podobny sposób potraktowane przez panów na M.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów