Wpisy oznaczone tagiem "chłopak" (1000)  

deergirl
 
Minął już trzeci dzień grudnia, co jedynie mi przypomina, o nieubłaganie zbliżających się świętach... Jak ja ich nienawidzę, ludzie dostają jakiegoś pierdolca, zewsząd bombardują cię tymi choinkami, mikołajami, radością, szczęściem i ogólnie rzyganie tęczą. Już nie mówię nawet o tej całej "magii świąt", bo nie odczuwam jej już od podstawówki... Nienawidzę świąt. Jedyne, co jest fajne w ten dzień to jedzenie i prezenty, no może jeszcze świąteczne piosenki, ale zwykle w połowie grudnia już zbiera mi się na mdłości po pierwszych nutach.
Moje święta nigdy nie były w pełni rodzinne, bo rodzice często mieli dyżury 24 grudnia i ich po prostu nie było. Pamiętam jedne święta, gdzie mama i tata mieli dyżury na 20, zjedliśmy kolacje o 18, a oni już musieli jechać. Nie było tak źle, miałam dużo jedzenia, mogłam się nacieszyć prezentami... no ale trochę smutno.
W tym roku jedziemy do Świnoujścia do babci. Jak ja nienawidzę tego miejsca, chyba nieraz się tu wypowiadałam na ten temat, więc nie będę go poruszała.
Ale żeby nie było, że tylko narzekam, to dowiedziałam się, że już mi się skończyły wykłady z antyku w poniedziałki i zamiast kończyć o 17, kończę o 13:30. To mi się podoba, chociaż bardzo lubiłam te zajęcia. Wykładał profesor zwyczajny, co budziło ogromny respekt. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli z nim wykłady.
A druga dobra wiadomość dotyczy tatuaży, albowiem mój salon tatuażu urządza zbiórkę pieniędzy dla chorego chłopca, który wymaga operacji w Stanach, a u nas groziłoby mu amputowanie nogi, a w najlepszym wypadku wózek inwalidzki (jakby ktoś chciał przekazać symboliczną kwotę, na Lucka to zapraszam: www.siepomaga.pl/lucek). Z tej okazji jutro wszyscy tatuażyści będą robić małe tatuaże z 40%-ową zniżką. Ja sobie zrobię rybkę na nadgarstku. Skoro mogę komuś pomóc robiąc sobie tatuaż, to oczywiście to zrobię. Dodatkowo przekazałam Luckowi 20 zł na konto. Wiem, że to nic, ale każda kwota się liczy. Jest to piękny gest.
8f49462045f94a66ea7cb04167e8fe35.jpg
 

nightfirefly
 
Dzisiejszy wpis miał być zupełnie inny, ale poranna wizyta kuriera zmieniła moje plany XD

Praktycznie na Mikołajki, w wielkim pudle, w sobotę pod same drzwi. Bez opłat celnych, bez przestojów po drodze, cały i piękny!

Soom package.jpg


Któż to? Soom Idealian...

20171202_115845.jpg


Dokładnie? Hyperon - Mercenary from Hell

Mój od dawna wymarzony, jeden z kilku grail dolli z wish listy. Świąteczny prezent dla mnie i Bazi :D

Ale dosyć gadania. Rozpakowujemy!

20171202_111818.jpg


Ogromne pudło, a w środku wielka urocza poducha :3

20171202_112119.jpg


Zawinięty pan oraz jego COA :D

20171202_112234.jpg


20171202_112303.jpg


Był bardzo dobrze opakowany, więc walczyłam z foliami i bąbelkami niezastąpionym nożykiem do papieru. Obyło się bez rannych XD

20171202_112750.jpg


Bosz...jego ciało jest perfekcyjne. Mrr

Soom Id72 body.jpg


Pewnie niektórych dziwi, dlaczego szukałam akurat wersji z blizną na oku? Otóż to pan będzie lalkową wersją jednego z bohaterów opowiadania Darka & Bazikotka. Magiem, który taką właśnie szramę posiadał, co oczywiście nie odbierało mu ani trochę seksapilu i urody.

Soom Hyperon scarface.jpg


Magris Kadar. Tak się nazywa.

20171202_113158.jpg


Podsumowując: Soom Hyperon jest cudowny, piękny i naprawdę, ale to naprawdę wart swojej ceny!

To kawał fantastycznej żywicy, pięknie wykonany mold. Już nie mogę się doczekać, żeby pokazać wam go w face-upie, z body blushingiem (to ciałko aż się prosi, aby podkreślić tą apetyczną muskulaturę).

Z innych lalkowych newsów:

Przyszedł łepek Luts - Junior Delf Rigel. Śliczna pysia chociaż z fatalnym face-upem. Chyba jednak nie mam na niego pomysłu i poślę go w świat :/

Luts Rigel head.jpg


Drugi łepek to był totalny spontan. Zobaczyłam że Wapirencja go sprzedaje i musiałam, ale to MUSIAŁAM go kupić dla Bazikotka XD No i kupiłam...

Bazi się już nim cieszy, na zdjęciu razem z bazikotkowym Arseniuszem (btw DC mogłoby się streszczać z wysłaniem zamówienia, czyli ciała dla Arsa).

dcboys.jpg


Kupiłam też ciało dla Pygmaliona oraz ciałko dla Switcha - koniec z latającymi głowami. Yay!

Pygmalion Robin (Steven Walker) właśnie wraca do mnie z face-upu. Na pewno wkrótce go wam pokażę.

Miłego wieczoru!

Firefly
  • awatar Desdemonabjd: Blizna na oku.....piękny uwielbiam lalki z blizną. Jak szukałam mojej pierwszej to wzrok mi uciekał ku takiej ;-). Niestety były sold out.Gratuluję i czekam na Pana w pełnym rynsztunku z makijażem
  • awatar chiriann: Awwww... Gratuluję, jak zawsze, wszystkich nabytków, ale Hyperona najbardziej. To cudna lalka, w absolutnie wszystkich swoich odsłonach. Zrezygnowałam (z ogromnym żalem) z jego kupna, bo nijak nie pasowałby mi do reszty ekipy, ale cieszę się, że będę go mogła oglądać u Ciebie :)
  • awatar Alys27: Faktycznie, chyba pierwszy raz widzę u Ciebie takie umięśnione, lalkowe ciałko :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

deergirl
 
Ostatni czas był dla mnie dość ciężki, dosłownie nie miałam na nic czasu. Nawet na myślenie. Moje życie wygląda jak idealna koło: praca.dom.studia.praca.dom.studia.praca.dom.studia.
Oszaleję.
Na szczęście w tym tygodniu udało mi się z tego wyrwać na dwa dni, bo pojechaliśmy z M. do Warszawy na koncert Nothing but Thieves. Było świetnie i nie chodzi mi o sam koncert, po prostu Warszawa jest piękna, ogromna, nie pamiętam, kiedy tam byłam ostatni raz, ale było to dawno temu. Jestem tym miastem zachwycona, aż jestem dumna, że mój kraj ma taką stolicę. Moja mama zarezerwowała nam pokój w hotelu obok Progresji (tam grali NbT), wielkie małżeńskie łoże, własna łazienka, świeże ręczniki. Było świetnie.
24068180_1117170415052864_2405704514641447790_n.jpg

Teraz znowu jestem w tym smutnym jak pizda mieście i znowu znajduję się w mojej pętli codzienności. Od jakiegoś czasu zachowuję się jak robot, nie czuję nic, robię zwoje i jakoś te dni lecą. A w środku pustka. Jeśli te studia mnie nie wykończą, to sama siebie chyba wykończę. Chcę świętego spokoju.
c604737ff809a06ed8cff8bd6f3c50da.jpg
 

lildead
 
Jest poniedziałek godzina 9:33 kiedy zaczynam tego posta.
Niestety dzisiejszy dzień spędzam w domu i to nie tak, że wolałbym być w szkole.
Wydaje mi się, że mam pewne lęki, fobie, depresję, oczywiście nikt tego nie stwierdzi.
Po pierwsze dla mojej mamy liczy się tylko to, żebym chodził do szkoły, nie obchodzi ją, że coś złego może się ze mną dziać.
Moje starsze siostry mają własne życie i własne zmartwienia, nie chcę zamęczać ich swoimi ''błahostkami'' chociaż według mnie niebo wali mi się na głowę.
Według nich nie potrzebuję pomocy psychologów czy psychiatrów bo to tylko wydawanie pieniędzy i marnowanie czasu.
Kocham moją mamę, jest bardzo dobrą kobietą ale często mówi mi dość przykre rzeczy. Wiem, że to moja wina ale po prostu boje się ryzykować chodząc do szkoły, boje się też psychologów i innych lekarzy ponieważ nie chcę być na lekach.
Jedna z moim koleżanek jest na psychotropach a jako, że w moim towarzystwie głównie się jara to niestety ostatnio kiedy nie wzięła leków i zapaliła miała kompletny zjazd.
Ogólnie nawet jeśli nie weźmie leków przez dwa dni to ma zjazdy psychiczne na trzeźwo.
Boje się wielu rzeczy, najbardziej tego, że będę uzależniony od narkotyków i samotności.
Przez wszystkie lęki, bycie ciężarem dla rodziny i znajomych coraz częściej myślę nad samobójstwem.
Boje się życia ale chyba zdecydowanie mniej boje się śmierci.
 

deergirl
 
Na moje parszywe samopoczucie chyba wywołane jest przez pogodę... szaro, zimno, smutno, ciemno - jak w mojej głowie. Biorę tabletki już trzeci tydzień i nadal nie czuję żadnych zmian (przynajmniej już mnie nie boli głowa). Mimo, że biorę co noc Aminotryptylinę, wybudzam się. Biorę już 50 mg, a to już spora dawka, która powinna uśpić dorosłego mężczyznę..., ale nie mnie. Oczywiście nic nie ma sensu, mam dość i chcę się zabić, przynajmniej tu bez zmian. Chujowo, ale stabilnie.
Dzisiaj nie idę na zajęcia, nie mam na to siły, a są tylko nieobowiązkowe wykłady, więc bez wyrzutów mogę sobie odpuścić. Chodzę na nie od początku, więc chyba jeden dzień nie zrobi tu różnicy. A i tak idę do pracy na 16 na trzy godziny... Super. Może pozwoli mi przyjść wcześniej, bym nie spędziła całego dnia w łóżku. Znowu nie opuszczam mojej strefy komfortu, a ponoć to źle. Czuję się coraz gorzej, znowu mało rzeczy mnie cieszy, nie mam na nic ochoty.
Muszę przyznać, ze gdyby nie M. to w ogóle  nic bym nie robiła. Niesamowite, że ma siłę mnie wspierać i jest taki cierpliwy. Wie, kiedy trzeba mnie uspokoić, kiedy pocieszyć i kiedy wrzasnąć, bym się ogarnęła. Jestem mu za to wdzięczna. Najchętniej nigdzie bym nie wychodziła, została w domu, leżała w łóżku. Wszystko jest mi obojętne, tylko jakoś znajduję siłę, by chodzić na zajęcia. Ale nie jest to łatwe, czasami przegrywam z samą sobą...
572e8ee15c20020f7368b3ce0b8abb4c.jpg
 

deergirl
 
Nie poszłam dzisiaj na zajęcia. Dlaczego? Bo znowu jestem chora... Wydaje mi się, że zatrułam się wczorajszą pizzą, bo czuję się paskudnie, chyba za dużo jej zjadłam. No to dzisiaj dzień opierdalania. M. poszedł coś kupić do jedzenia, kochany <3.
antler_boy_by_eledona-davvdkv.png
 

deergirl
 
Dzisiaj nie poszłam na zajęcia, wstałam o 10 i nie wstawałam z łóżka. M. wczoraj miał do mnie nie przychodzić, ale jak mu powiedziałam, że jestem chora i źle się czuję to od razu przyjechał z pracy. Kupił mi pączki i ciastka, jest taki kochany. Obejrzeliśmy jakiś serial, a później dobrze się mną zajął. Dzięki temu czuję się bardzo dobrze, jestem taka odprężona. Może do końca dnia już będę miała dobry humor? Byłoby fajnie.
Zaraz M. jedzie do pracy, więc do 16 będę zupełnie sama. Nawet dziś nie wchodzę na Facebook'a, bo nie chce by ktokolwiek zniszczył mi humor.
512770ffa5b2d049d3cfd5c519061417.jpg
 

deergirl
 
Tak, zostały jeszcze dwa dni do spotkania organizacyjnego mojego wydziału. Jak ja się boję, co tam będzie, z jakimi ludźmi będę studiować i jacy będą wykładowcy. Stres zżera mnie coraz bardziej. Dopiero teraz do mnie dociera, ze idę na studia. Rzeczywistość uderzyła mnie w twarz i potrząsnęła, wrzeszcząc "Obudź się suko, to już studia!".
Wczoraj przyszła już do mnie aktówka na notatki, to chyba był ten pierwszy porządny cios. Dżizas, ja nie chcę T^T.
Jednak skoro tylu tępaków radzi sobie na studiach, to ja mam nie dać rady? Głupia nie jestem, mój kierunek mnie interesuje (poza jebaną literaturą śródziemnomorską, kto to kurwa wymyślił??), będę trzymać moje notatki w ogromnej aktówce, którą będę ozdabiać (w następnym poście powiem o tym coś więcej). W sumie to jestem stworzona do studiowania - mam ambicje, mam cel, wiem, czego chcę. Jakoś sobie poradzę. No muszę.
A tak poza tym to zaraz muszę przejść się do Empika po paczkę z prezentem dla M. Kupiłam mu płytę, którą bardzo chciał, a nie było już jej w sklepach. To prezent z okazji dnia chłopaka, niech ma. Ale będzie miał minę, w ogóle się tego nie spodziewa ^^.
4aa90a21daacdcc6845fd5bdb94c34c8.jpg
 

make_life_joyful
 
Anela*:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

deergirl
 
Maaasakra... jak nie było mnie te 9 dni to non stop byłam  z M. Cały czas... chyba znowu trzeba zrobić dym, bo znowu staje się to przesadą. Grrrr...
W sumie depresja postępuje, czuję się coraz gorzej, znowu anhedonia na twarzy od rana do wieczora. Znowu muszę chodzić do psychiatry - tuż przed studiami. Zajebiście. W pracy jak to w pracy - raz fajnie raz chujowo. Kierowniczka czepia się mnie o pierdoły jak "odwrotnie postawiona drabina". Muszę przepraszać nawet za to, co nie jest moją winą. Trochę już to męczące się robi, ale chyba muszę się przyzwyczaić.
Dzisiaj będę spamić wpisami, bo mam taką ochotę, bo mam takie widzimiesię i jest mi smutno, że nie mogę swobodnie dodawać moich przemyśleń ani inspiracji, które przecież uwielbiam tu wstawiać.
a38dc05e80b212a65b20ad58127781a4.jpg
  • awatar vailetis: Twój blog i piszesz co chcesz.Nikt Ci nie zabroni (Y) :) Czasami nie ma komu się wygadać bo ludzie udają przyjaźń, a blog Cię nie opuści, chyba że Ty to zrobisz :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

deergirl
 
Wooow bardzo długi czas nie było wpisów... jak ten czas leci. Szok. Nawet nie zdałam sobie z tego sprawy, ile czasu minęło. No cóż...
6250430ed882ebab405e9ffcdd07e880.jpg

Zatem, muszę zacząć od tego, że byłam na słynnym festiwalu - Przystanek Woodstock... i było ok. Szczerze? Nie wiem, czemu ludzie aż jarają się tym wszystkim, jeżdżą nawet tydzień przed i każdy mówi: "Jest tam zajebiście", "Chciałbym tam zostać na dłużej" czy "Woodstock powinien odbywać się co miesiąc". Każdy mi mówił, że każdy, kto tam raz przyjedzie - zawsze będzie wracał". Yyyy... no trochę się nie zgadza. Ale żeby było jasne, nie mówię, że było chujowo, że się dobrze nie bawiłam i nigdy więcej tam nie przyjadę. Po prostu nie są to do końca moje klimaty. Jestem księżniczką i z natury jestem wygodnicka, więc wiadomo, że spanie w namiocie nie jest dla mnie atrakcją, a widok sikających wszędzie mężczyzn jakoś mnie nie zachwyca... Serio, ludzie zachowują się tam jak jebane zwierzęta. Najgorsze były chyba toalety... dramat. Nie wiedziałam nawet, że potrafię wstrzymać oddech na tak długo, a taka wyprawa do Toi Toi'a zabierała średnio godzinę (te koleeeeeejki). A skoro o tym mowa, to niesamowicie przytłaczała mnie liczba ludzi - 200 000 osób w jednym miejscu. Jako alien i typowy antyspołeczniak czułam się źle. Nie podobało mi się też, że każdy może tam wejść - pełno bezdomnych, którzy nie mają żadnych oporów. Ja rozumiem, że to dla nich idealna okazja, by coś zjeść i może coś zarobić, ale moja tolerancja kończy się w momencie naruszenia mojej nietykalności osobistej... nie, nie lubię jak osoba, która nie myła się od tygodni, chce się do mnie przytulić albo mnie zaczepia. Nie wiem, może jestem dziwna.
da26b0a06b1a0c256fdf07c9718a9905.jpg

Ale żeby nie było, że tylko narzekam, bo ogólnie to jestem zadowolona. Od zawsze chciałam tam pojechać, zobaczyć jak faktycznie tam jest i o co chodzi. Przybyłam, zobaczyłam, przeżyłam. Jedzenie było bardzo tanie jak na festiwalowe standardy i można było najeść się do syta za małą cenę (wiecie jak kocham placki po węgiersku <3). Pozytywnie zaskoczyła mnie też sama organizacja - chylę czoła przed panem Owsiakiem (szczególnie po tekście do pani poseł Pawłowowicz, że życzy jej więcej uprawiania seksu). Mieliśmy własną wioskę (P O T Ę Ż N A wioska)- poznałam tam świetnych ludzi i myślę, że będziemy utrzymywać kontakt. M. też potrafił się mną zająć i stanął na wysokości zadania. Był kochany.
d7c7ce0541c5657c6092f8800a83ae4c.jpg

Zakochałam się tam w muzyce,  koncerty były świetne - Hey na czele z Kasią Nosowską, Wilki, Nothing but Thieves (o nich chyba napiszę osobnego posta, bo się dosłownie zakochałam). Wystąpili także Chorzy, którzy przewinęli się u mnie w kilku postach, grali na Małej Scenie - Szczecin jest dumny! Dali niezłe show i nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się darłam (no na Organku w Poznaniu).

Podsumowując: źle nie było, ale warunki, w jakich żyłam przez te cztery dni, mi nie pasują i następnym razem wynajmę jakiś motelik. Jednak sama atmosfera faktycznie przyciąga, a koncerty są niesamowitym przeżyciem, nigdy nie zapomnę tych emocji (Nothing but Thieves!!!).
96bd073b8431eeb39da8355adc54ce9e.jpg
  • awatar fire.walk.with.me: ta racja toalety masakra ale potem wyczailem ze lepiej pojsc do tych kolo malej sceny bo tam jest ich duzo nie ma kolejek i wgl a w tych przy gastro od poludnia i glownej drogi to bylo okropne oprocz tego nie polecam kebaba a tak to dobrze sie bawilem oprocz wstretu do ludzi ostatnieto dnia gdzie juz chcialem sie wyspac wytrzezwiec i wracac do domu
Pokaż wszystkie (1) ›
 

porcelainange6l3
 
Wpis tylko dla znajomych
Nuttkaa:

Wpis tylko dla znajomych

 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)w_parku_na_laweczce_chlopak_z_dz…
W parku na ławeczce chłopak z dziewczyną... Dziewczyna: - Zdejmij okulary, porozdzierasz mi rajstopy! ... po chwili zrezygnowana: - Załóż - liżesz ławkę.
 

deergirl
 
Już po imprezie. Muszę przyznać, że było... nawet fajnie. Złapałyśmy z dziewczynami wspólny kontakt i ogólnie się dogadujemy. Była smakowa wódka (wypiłam dwa kieliszki, przecież następnego dnia do pracy), czipsy, hamburgery (made by me), tortille, gry etc. Typowa babska impreza. Wszystkie założyłyśmy jednoczęściowe piżamy, ja musiałam swoją pożyczyć, bo nie mam takich rzeczy w domu. Oglądałyśmy horror, czyli cały film przesiedziałam z zamkniętymi oczami - miały ze mnie ubaw. Dżizas jak ja nie lubię horrorów brrr. Już dzisiaj w nocy nie mogłam spać sama, bo się bałam i spałam przy włączonym świetle - i tak miałam koszmary... Końcem końców chyba mogę śmiało powiedzieć, że ma koleżanki. Nie przyjaciółki, ale koleżanki, z którymi mogę pogadać, wyjść gdzieś, pośmiać się. Nie pamiętam kiedy z kimś tak gadałam - może w gimnazjum? 2 klasa? No dawno, bardzo dawno. W weekend Ania (kierowniczka) ma urodziny i zaprasza nas do restauracji na jedzonko. Myślimy z dziewczynami nad prezentem, nie jest to takie łatwe. Ale się cieszę!
Jeśli chodzi o M. już jest dobrze. Oczywiście do tej pory mnie przeprasza za to co zrobił i zrozumiał, o co było tyle krzyku. Daje mi czas dla siebie, już wie, kiedy ma iść do domu, a kiedy zostać. Przyniósł mi różę (wie, ze uwielbiam dostawać kwiaty), zabrał mnie do kawiarni (tam,  gdzie poszliśmy na pierwszą randkę) i kupił mi obrazek na ścianę (3, 90 w promocji, ale i tak było to urocze). Nie ma do mnie żadnych pretensji i widać, że się stara. Ja też nie jestem wredną suką i trochę podbudowuję jego podniszczone ego. Zobaczymy, czy ten stan rzeczy się utrzyma. Bo muszę przyznać, że nieźle mu idzie.
f7cd8cfebce8ecf1fce9eaf665db4693 (1).jpg
 

deergirl
 
Tego już za wiele, nie wierzę, że to zrobił. Wszedł na mojego Facebook'a i przeczytałam wiadomości z mamą! To już jest przegięcie, czytanie moich prywatnych wiadomości. Kim on jest? Tępą dzidą, która chce wszystko kontrolować czy facetem? Tylko osoby niepewne siebie, zakompleksione i zazdrosne czytają czyjeś wiadomości. Nie ma na to usprawiedliwienia. Ja tego nigdy nie robiłam i nie będę robić, bo jest to słabe. Wyżaliłam się mojej mamie w prywatnej wiadomości, że ta sytuacja mnie przytłacza - a on to sobie przeczytał. Oczywiście z pretensjami. On ma do mnie pretensje? To ja powinnam być oburzona jego zachowaniem, a on śmie mi mówić, że ja go upokorzyłam? Naprawdę? I oczywiście tekst: "Ty mnie nie kochasz" to podstawa. On jest biedny, pokrzywdzony, nikt go nie rozumie, wszyscy mają pretensje, a on oczywiście niewinny. Koleś zachowuje się jak 10-latek. Cios poniżej pasa. Nie będę się do niego odzywać dopóki się nie ogranie. Zależy mi na nim, ale takiego zachowania nie będę tolerować.
a8dfa250e9dee29c3f6f1b70c220527c.jpg
 

deergirl
 
Jestem zmęczona. Naprawdę zmęczona nim i jego wiecznym przesiadywaniem w moim domu. Dzisiaj powiedziałam, że chcę się przygotować na imprezę z dziewczynami. Oczywiście FOCH. Bo ja go wyganiam. Serio? Byłeś ze mną bez przerwy dwa dni (wooow miałam dosłownie jeden dzień "wolnego" w tym tygodniu") - no tak nie może być. Za każdym razem jak chcę poruszyć ten temat, on oskarża mnie, że go ciągle wywalam, że przecież odpoczywam od niego w pracy... no ten argument mnie powalił na kolana. On twierdzi, że nie potrzebuje wolnego czasu...On po prostu sam ze sobą się nudzi. No cóż, to nie jest już mój problem. Myślałam, że będzie lepiej, gdy on znajdzie sobie pracę... jeśli wgl ją znajdzie. Ta mu nie pasuje, to nie chce, tu za mało płacą bla bla bla. Ludzie, w jego wieku praca powinna być czymś oczywistym, a on wybrzydza, nie wiadomo o co mu chodzi. A jak zadzwonili do niego w sprawie pracy na ochronie, to stwierdził, że on nie wie, czy chce tam pracować. Ja nie mam już siły, jestem opryskliwa, wredna, sarkastyczna i już nawet nie chce mi się udawać, że wszystko jest ok. Koniec. Ja mam się czuć dobrze. Jeśli tego nie zrozumie, będziemy musieli się pożegnać.
f7d580d16f192f5565362acd64e926dd.jpg
 

deergirl
 
Masakra... M. trochę przegina z tym wspólnym spędzaniem czasu. Dopiero teraz mam trochę czasu dla siebie, bo w końcu powiedziałam mu, że chcę pobyć sama. Miała to być długa rozmowa, ale skończyło się na słowach: "Nie rozumiem o co ci chodzi". No serio? On twierdzi, że nie potrzebuje czasu dla siebie i woli go spędzić ze mną. No nie... jak ja mam to mu wytłumaczyć. Byliśmy w sobotę na Męskim Graniu w Poznaniu i nawet jak wróciliśmy do domu, po spędzeniu ze sobą bitych 30 godzin non stop, on nadal chciał u mnie siedzieć. Ja już jestem trochę zmęczona. Nie dość, że prawie codziennie chodzę to pracy, to nawet w domu nie mam chwili spokoju, bo on cały czas tęskni. Jutro znowu przyjedzie, bo cytuję "Dam ci spokój, ale po południu przyjadę". Ehh... chce mi się spać.
a0d2ed9577d94be5c228bbed290dc3a5.jpg
  • awatar RainbowxD: To trochę niefajne z jego strony - każdy przecież potrzebuje chwili wytchnienia dla siebie.
  • awatar Amfitryta: Z przykrością muszę stwierdzić, że ja taka jestem. Mój ojciec mi kiedyś powiedział (po tym jak mnie rzucił chłopak), że go zamęczyłam. I miał rację. Wszędzie razem. A w życiu trzeba mieć trochę przestrzeni dla siebie. Ewentualnie znaleźć drugą osobę o podobnym charakterze - bardzo trudne. Tak więc rozumiem twojego chłopaka, i on też kiedyś zrozumie. Niestety być może gdy będzie już za późno.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

xdpedia
 
www.xdpedia.com/(…)rozmawia_chlopak_z_dziewczyna.ht…
Rozmawia chłopak z dziewczyną. - kiedy dostałem wpierrdol, byłaś przy mnie? - byłam - kiedy byłem na zszywaniu łuku brwiowego, byłaś przy mnie? - byłam - kiedy dowiedziałem się, że jestem chory, byłaś przy mnie? - byłam - kiedy leżałem w szpitalu, byłaś przy mnie? - byłam - Ty mi kurrwa pecha przynosisz!
 

deergirl
 
Jestem wykończona po dzisiejszym dniu. Dziś był jednym z tych dni, po których tracisz wiarę we wszystko - nawet w siebie. Kierowniczka ma bardzo złe humory w poniedziałki - tym razem dała mi to odczuć bardziej niż poprzednio. Czepiała się pierdół, i mówiła swoim "poważnym" tonem (którego, nawiasem mówiąc, się boję). Później, gdy byłam w sklepie sama na godzinę, akurat zadzwonił nasz szef - który też do szczęśliwych nie należał. Powiedział strasznym głosem, że mam wejść na czat ogólny naszej sieci i się wyłączył. Chyba to dziś mnie trochę rozchwiało emocjonalnie, bo do końca dnia nic mi nie wychodziło. Nic. Wszystko mi leciało z rąk, myliłam się, byłam rozkojarzona - porażka. No cóż, każdy może mieć lepsze lub gorsze dni. Teraz wiem, że nie chcę zostać kierowniczką, bo boję się naszego szefa...
A właśnie, dzisiaj M. wrócił do domu i mam cały wieczór dla siebie. Miał lekkiego focha, że chcę być sama, ale już mu przeszło. Mogę się wyluzować i mieć wyjebane. Przynajmniej teraz.
dd2ec1cfd08e4c96feb15653864158be.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
No to nici z czterech dni czytania książek i oglądania filmów - M. wraca dzisiaj. Napisał, że na miejscu były straszne warunki i 15 z 18 pracowników zrezygnowało i własnie wszyscy wracają pociągiem. W sumie z tego, co mi napisał wcześniej to się nie dziwie. Nie dość, że praca sama w sobie jest ciężka, to nie zapewnili im na miejscu jedzenia - teoretyczne zarabiali złotówkę więcej, ale nawet nie mieli kiedy iść kupić jakiegoś prowiantu. Poza tym wszyscy pracownicy spali na jednej hali - koszmar! To nie jest konwent, wcześniej spali w domku pracowniczym po trzy osoby w pokoju. Na początku myślałam, ze M. po prostu przesadza i marudzi, ale kiedy mi powiedział, że jego przyjaciel Karol rezygnuje to zrozumiałam, że jest źle. Karol przeżyje każde warunki i nigdy nie narzeka - a tu proszę. No cóż... miałam cały jeden dzień luzu. Dobre i to.
342054ee13d70d5ed46a5c31a6a6d51c.jpg
 

deergirl
 
Jest już godzina 23, a ja zmarnowałam cały dzień na przeglądanie obrazków i oglądanie Lakarnuma na YT (mogę oglądać jeden filmik setny raz, a nadal będzie mnie bawić). Jestem sama, wżeram czipsy i słucham muzyki, na którą  ja mam ochotę. Chce mi się spać, ale obejrzę jeszcze kilka odcinków "Kości" (tak dawno tego nie oglądałam). Byłam na zakupach i wreszcie znalazłam coś dla siebie. Dwa tygodnie i tydzień temu nie mogłam znaleźć żadnego ciucha, który by mi się podobał. Kiedy mam pieniądze, a nie mogę (w sensie nic mi się nie podoba) nic kupić dostaję szału, strasznie się irytuję i idę kupić cokolwiek, bo jeśli czegoś nie kupię to będę zła to końca dnia. Na szczęście dla mnie zaczęły się już letnie promocje i kupiłam sobie kilka koszulek (wreszcie mam w co się ubrać). W przyszłym tygodniu poszukam jakiś spodni, bo moje już są stare i nie nadają się do niczego.
W niedzielę byłam na chrzcinach (pierwszy raz od 11 lat byłam w kościele, czułam się co najmniej dziwnie) córki cioci mojego chłopaka. Ogólnie było ok, jego rodzina chyba mnie zaakceptowała, nawet próbowali zagaić rozmowę ze mną. Wiadomo, na chrzciny trzeba kupić dziecku lub rodzicom prezent. Niestety brak pieniążków u mnie i mojego chłopaka bolał bardzo, dlatego nie kupiliśmy nic. Niedługo ich odwiedzimy i damy zaległy prezent dla Kornelii. Kupiliśmy jej malusie skarpetki <3, są takie urocze, aż nie mogę się na nie napatrzeć. Dla jej starszej siostry też kupiliśmy prezencik - długopis-różdżka i notatnik z "Krainy Lodu". Będzie zadowolona ^^.
f1aa0de5a3e98c4272a105461dead9f3.jpg
 

 

Kategorie blogów