Wpisy oznaczone tagiem "chude" (211)  

inevermind
 
Przepraszam, ze nie dodawałam wpisów, ale po prostu nie miałam możliwości i także przez brak czasu. Jestem w domu, nie zawalam... chyba, ale dziewczyny ważyłam się dzisiaj. W tym tygodniu schudłam zaledwie 0,2! To jakiś koszmar. Muszę zmniejszyć kalorie jeszcze bardziej. Chyba przejdę na SGD od poniedziałku.

Nie pamiętam za bardzo swoich bilansów, to będzie tak mniej więcej. Nie chcę nawet liczyć kalorii pozwoliłam sobie na dużo białego, niepotrzebnego pieczywa :/

06.12
Śniadanie:
* Pół jogurtu naturalnego + łyżka płatków owsianych + pół łyżki siemienia i słonecznika+łyżka żurawiny+pół łyżki otrębów pszennych

II Śniadanie
* 2x toffifee

Obiad:
* Zupa kalafiorowa

Kolacja
* bułka z almette

07.12
Śniadanie:
*Bułka z almette i ogórkiem

II śniadanie:
*Bułka+serek wiejski

Obiad (późny bo po 20):
*Smażona pierś z kurczaka+surówka+kluski śląskie!

08.12
Śniadanie:
* 2x kromka chleba+almette+sałata rzymska+ogórek+papryka

Obiad:
* 1 krokiet, zdarłam tą część naleśnika gdzie była smażona bulka tarta

Kolacja:
* 6(?) pierogów z kapustą i grzybami

09.12
Śniadanie:
* Mleko 1,5% bez laktozy+ 2x łyżka płatków owsianych+ łyżka  żurawiny+ pół łyżki słonecznika i siemienia + banan

Obiad:
*Potrawka z kurczakiem, warzywami i ryżem.

I dzisiaj nie chcę nic już jeść. Idę poćwiczyć, muszę zacząć ćwiczyć wtedy efekty szybciej będą widoczne. Tydzień a ja nic nie schudłam, to po co tak się katować?! Przecież nawet nie podjadam!!!

ĆWICZENIA 40MINUT Z MEL B - ROZGRZEWKA, BRZUCH, POŚLADKI, NOGI.
  • awatar Bad Bunny: Dokładnie, dobre pytanie, po co się tak katować? :)
  • awatar inevermind: @Bad Bunny: @Bad Bunny: Jest sens jeśli chce się być chudym.
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Kg nie lecą ponieważ źle jesz... Tak jak napisałaś za dużo pieczywa jasnego to raz, dwa jeżeli masz ochote na jasne pieczywo lub w domu jest tylko takie to jedz je na śniadanie a nie na kolację i staraj się jeść je raz dziennie. po trzecie pierogi na kolację to zły pomysł... Są ciężko strawne a nasz organizm w nocy nie trawi tak jak w dzień przez co odkłada to w tluszczyk... Po czwarte musisz sobie wyliczyć zapotrzebowanie na makro, bez tego będziesz błądzić... Wpadnij do mnie i przeczytaj ostatni wpis z pomiarami, waga i różnica między kg i cm ;) powodzenia! :*
Pokaż wszystkie (5) ›
 

dwiestronymedalu
 
Abominacja Istnienia:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

surrexerunt
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
hopeless;;;;;:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

pink_duck
 
Zawirowana prosta ♥: No kochani, dzisiaj niestety był napad. Ale jutro odrobię. Zależy co się uda zrobić to jutro będzie: glodowka albo max 100kcal na obiad. Ogólnie rzecz biorąc,  napad nie był spowodowany apetytem... lecz tym że tak czy inaczej 1.06 dostanę wielką paczkę słodyczy i jakoś mnie tak wiara w siebie opuściła...
Ale postanowilam sobie, że na 100 nie zjem żadnego słodycza z tej przeklętej paczki -.-


No kochane, niestety miałam swoją chwilę słabości.  Ale czy nie mówi się że wszystko ma koniec ? Nawet te złe rzeczy.  I owa chwila się zakończy o 00.00

Dziękuję wszystkim za czytanie mojego bloga (choć na razie go nie za wiele ^^)

Trzymajcie się ;*
tumblr_nnzk2btul91rycnino1_1280.jpg


10403444_550206698421854_3243987264512072767_n.jpeg
 

pink_duck
 
Witam, ja juz po obiadku i do końca dnia na wodzie : )
dzisiaj:
Kotlet sojowy- 20kcal
Piers z kurczaka- 50kcal
Talarek z ogórka- 2kcal
Trochę ziemniaków- 50kcal
__________________________
razem 122 kcal ale zaokrąglam do 130kcal.


Wczoraj byłam na glodowce czyli 0 kcal :D

Jutro najprawdopodobniej zjem ok 100kcal.


A jak tam u was motylki ? Jak spedzacie niedzielę ?

I takie thinspo:
fc5c4d4500010767512bde12.jpeg


05affd838ca3bf4907e6808f889bac33.jpg


tumblr_mcmkvt8gf81rjltjdo1_400.jpg
  • awatar gość: świetne spodenki, zapraszam do siebie, dopiero zaczynam :)
  • awatar Szara Gąsienica: łał *.* bilans świetny , zazdroszczę głodówki
  • awatar Be strong! Be fit!: Głodówka to chyba najgorszy z możliwych sposobów na wymarzone ciało ;o to jest cholernie nie zdrowe ;x Trzymam kciuki, żebyś doszła do celu, ale mam nadzieję, że zdecydujesz się na inny sposób ;) Pozdrawiam ^^
Pokaż wszystkie (3) ›
 

cieplejszy_wiatr
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

motylek98
 
mootylek.:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

badthins
 
  • awatar Historia jak ze snu: piękny wpis :) wpadnij do mnie ;) zaczynam od nowa :D
  • awatar How many secrets can: kocham to
  • awatar gość: o jaki toto był nudny i żałosny blog :( coś okropnego!!! Aleś ty karyniła, szok. Ciekawe czy już z tego karyniarstwa wyrosłaś? Tak czy inaczej żenada i wstyd pozostają :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

nasportowo
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

malahembra
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

esse
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Guess who`s back?:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

badthins
 
Ciężko to opisać. Zaczęło się w któreś wakacje, była u mnie kuzynka, która jest chuda i dużo jadła, ja przy niej też zaczęłam dużo jesć. Ogólnie to zawsze miałam normalną wage. Poznałyśmy nowych kolegów i po pewnym czasie ja troche przytyłam, niektórzy mówili mi że jestem gruba że mam duży tyłek, kiedyś to już usłyszałam taki tekst że sie popłakałam w domu choć nigdy sie nie przejmowałam czyjąś opinią. Później gdy zaczął sie rok szkolny, koleżanka mi powiedziała że ktoś mówił że mam duży tyłek i ze się śmiali, płakałam wtedy w nocy strasznie, myślałam tylko o tym ze wolałabym nie żyć niż żeby się ze mnie śmiali. W zime troche schudłam, zaczęłam ćwiczyć i miesiączka mi sie zatrzymała, później była co 2 tygodnie nie wiedziałam czemu. Wtedy w ciągu roku raz sie odchudzałam później przestawałam. Rodzina mi mówiła że co przyjeżdżam to jestem chudsza. A ja widziałam tłuszcz na brzuchu, nie mogłam na siebie patrzeć, brzydziłam sie dotykać te grube nogi, ten tłuszcz, tą pulchną twarz, nie chcialam patrzeć na siebie. Przed końcem roku zrobiłam sobie głodówke wtedy sie bardziej zaczęło, mama zauważyła że nie jem w ten dzień że jestem rozdrażniona, przyznałam jej sie na koniec dnia czemu nie jem, na kolejny dzien poszłam do lekarza, dała mi skierowanie do psychologa i na badania. Psycholog stwierdził że to anoreksja. Ja myślałam że ona wymyśla, przecież ja sie tylko odchudzałam. We wakacje było coraz gorzej. Nie chciałam z nikim wychodzić, siedziałam tylko w domu, z przyjaciółką na całe wakacje spotkałam sie tylko 3 razy. Psychiatra chciał mnie wysłać do szpitala, ja wtedy mialam 2 tygodnie żeby zacząć jesć, stwierdziałam że zaczne jeść jeden tydzień a później wróce do glodówek. Jednak zaczęłam sie obżerać, jadłam cały czas prawie, później miałam wyrzuty. Po wizycie u psychiatry. Nie wstałam z łóżka przez cały dzien. Następnego dnia miałam psychologa i mama o wszystkim powiedziała, to spotkanie było koszmarne, wybiegłam z jej gabinetu cała zapłakana, siedziałam na jakiś murkach, nie wiedziałam co robić, w końcu wróciłam do domu i sie nałykałam tabletek, dziwiłam sie że rano żyłam. Wzięłam wtedy jeszcze więcej opakowan i popiłam alkoholem, zostawiłam list. Jeszcze dzień wcześniej patrzałam w historie co mama szukała na internecie a tam ośrodki dla trudnej młodzieży, więc byłam przerażona, stwierdziłam że wole nie żyć. Tak w skrócie później pojechałam do szpitala. Lekarze się dziwili że po tylu tabletkach żyje i nic mi sie nie stało. Wtedy postanowiłam że będe jadła normalnie. Jadłam wszystko co mi podali. Płakałam na początku ale jadłam. Poznałam tam bardzo miłą panią psycholog. Ogólnie byłam u 5 psychologów żaden mi nie pomógł, jedynie ta pani. Powiedziała że moge do niej chodzić za darmo, ale ona nigdzie nie przyjmowała i głupio mi tak było po jej godzinach, więc chodze do psychiatry, bo boje sie psychologów, jeśli przestane jeść to będe musiała chodzic a na razie radze sobie sama :) bardzo się zmieniłam, na lepsze :D mam czasem swoje humory nadal, czasem widze sie chudszą, czasem grubszą, zależy jaki mam dzień, ale jest lepiej.
To i tak prowadzi tylko do cierpienia, nie jest tego warte! Mamy jedno życie, najlepiej je wykorzystać a nie głodzić się, to nie ma sensu. Gdy wejdzie sie w to bagno nie ma się życia, myśli się tylko o jedzeniu i o chudości, katuje sie, a to jest nie warte, bo później i tak albo będzie trzeba utyć, albo sie umrze, lepiej się w to nie pakować!

you-are-beautiful-and-special-like1.jpg
 

badthins
 
Jestem aktualnie na ostatniej fazie leczenia ale opowiem ci moją historię tak ku przestrodze. Pamiętaj anoreksja to droga do śmierci an skróty i bardzo ale to bardzo ciężko z niej wyjść. I jeszcze jedno "przecież w każdej chwili mogę zacząć normalnie jeść" eh to też nie jest takie proste. No ale wracając do tematu...
Nie jest już jak dawniej, ale ona mnie nigdy nie opuści. To pozostaje w głowie, nie da się tego usunąć, można jednak złagodzić. Postanowiłam z nią walczyć i dążyć w kierunku wyzwolenia się z tej strasznej choroby.
Moja historia zaczęła się podobnie jak każdej anorektyczki. Miałam 13 lat, szłam do nowej szkoły - a co za tym idzie, nowi ludzie, otoczenie. Do tej pory nie zwracałam uwagi na mój wygląd, bo mojej myśli zaprzątały problemy rodzinne. Razem z mamą i rodzeństwem wyprowadziliśmy się od ojca. Całe dzieciństwo nie było zbyt wesołe, miałam za sobą już drugą przeprowadzkę i do tego nowa szkoła.
Do tamtej pory byłam pulchną dziewczynką, przy wzroście 165 ważyłam 61kg. Nie zaczęłam się odchudzać, nie myślałam o tym, nie szukałam żadnych informacji o odchudzaniu, dietach. Zaczęłam mniej jeść przez stresy związane z ojcem i szkołą. Wszystkie osoby z klasy były szczupłe, czułam się jak kolos przy niskich, drobnych dziewczynach. Chłopcy nawet na mnie nie patrzeli. Dla mamy zawsze byłam piękną córeczką, ale jej opinia w ogóle nie miała dla mnie znaczenia, bo wiem, że mnie kochała bez względu na wygląd.
Początkowo zrezygnowałam ze słodyczy. I tyle, dziwne jest, że nie wiem, jak to się stało, że po miesiącu nie chciałam tykać żadnego jedzenia. To był istny koszmar, w najgorszym czasie nie jadłam dziennie nic. Posiłków, które mama mi dawała, pozbywałam się na wszelkie sposoby - wyrzucałam przez okno, do śmietnika, spuszczałam w toalecie, w zlewie, szłam z jedzeniem do pokoju sama, żeby nikt mnie nie widział. Chowałam pierogi pod spodenki, oddawałam talerz i szłam do łazienki mówiąc, że muszę iść umyć ręce, a tam wkładałam je do buzi, mieliłam i spuszczałam w zlewie. Nie wiem, jak byłam zdolna do czegoś takiego.
Wiele razy mama albo ojczym przyłapali mnie na chowaniu jedzenia albo robieniu brzuszków czy innych ćwiczeń. W domu było mnóstwo kłótni, w najgorszym momencie ważyłam 44kg przy wzroście 168. W szpitalu nie byłam ani razu, może dlatego, że dzięki wsparciu mamy nie doszłam do tak krytycznego stanu jak inne anorektyczki. Byłam raz u psychologa i wiele u lekarzy, nie miesiączkowałam od dwóch lat.
Najgorsze w tej chorobie jest nieustanne myślenie o jedzeniu. Cały czas liczyłam kalorie, nieustannie ćwiczyłam, wyrzuty po każdym kęsie jedzenia. Nie rozumiem dziewczyn, które uważają, że anoreksja jest ich przyjaciółką, stylem życia. Dla mnie zawsze była i jest ciężarem, przez który nigdy nie będę w pełni normalnie funkcjonować. Gdy czytałam niektóre blogi anorektyczek, motylków, nie wierzyłam, że ja też mogłam taka być. Wymiotować nigdy nie wymiotowałam, nie rozumiałam, jak można zrobić coś tak obrzydliwego, ale myślałam tak jak one i byłam jak one.
Teraz idę do liceum. Przez te dwa lata zmagałam się nadal z aną, miałam okres, w którym było naprawdę dobrze, ważyłam 54kg, ale nie trwało to długo. Miesiąc później 49, teraz 48kg. W tym najlepszym okresie myślę, że mama dawała mi jakieś tabletki, które poprawiały samopoczucie i apetyt, bo jadłam i nie miałam żadnych wyrzutów sumienia, lody, ciasta. Spotkania z przyjaciółmi to była istna przyjemność. Potem znowu to samo.
W obecnej chwili jest całkiem dobrze. Nie jem wprawdzie słodyczy, ale moje menu jest normalne, np. śniadanie to bagietka z białym serkiem, dżemem, serem i kawa z mlekiem i miodem lub płatki z mlekiem 3,5% z bananem. Obiad to np. pierogi z mięsem i smażona cebula, taki jaki robi mama, a jest znakomitą kucharką, więc jadłospis jest bardzo urozmaicony. Nie jestem tylko w stanie jeść na obiad dwóch dań, jest to dla mnie za dużo. Na kolację jem różnie, czasem bułkę z serem, jajkiem czy jajecznicą lub kiełbasą. Owoce pochłaniam kilogramami, od nich nie mam żadnych wyrzutów sumienia.
Nauczyłam się żyć z anoreksją i robię postępy w dążeniu do zdrowej sylwetki, upragnionej, czyli minimum 52kg. Chcę być kobieca, czuć się zdrowo i cieszyć się z życia. Wprawdzie nie dałam rady opisać tu wszystkiego, co mnie spotkało. Nie jestem dobrą pisarką, ale mam nadzieję, że choć w jednej dziesiątej zawarłam uczucia i sytuacje towarzyszące mi w trakcie zmagania się z moim wrogiem - anoreksją.

Więc tak od siebie- proszę cię nie pakuj się w to, nie warto niszczyć sobie życia. każdy z nas ma tylko jedno...
badz-soba-28009105.jpg
 

badthins
 
To już prawie rok. Już prawie rok niszczę sobie jakąś część życia. A może i całe życie? Pamiętam dokładnie ten dzień, w którym moje postanowienie stało się tak silne. Taka byłam z siebie dumna. Stwierdziłam wtedy, że jestem w stanie zrezygnować z przyjemności jedzenia słodyczy. Dlaczego tak pamiętam ten dzień? Przecież nie wiedziałam wtedy jak to się skończy...

Nigdy nie byłam gruba, byłam w sam raz. Nie miałam żadnych kompleksów, cieszyłam się życiem, kochałam cały świat i radziłam sobie ze wszystkim. Owszem, żałowałam, że nie potrafię utrzymać linii, ale nie robiłam z tego problemu. Były takie okresy kiedy chudłam, ale to się działo samo z siebie, po jakimś czasie znów troszkę przytyłam i tak na zmianę. Nigdy się nie odchudzałam. Wszystko zaczęło się, gdy byłam pewnego razu u kuzynki. Na stole było dużo ciastek, które tak bardzo lubię. Zwyczajnie nie miałam na nie ochoty. Powiedziałam sobie: "Nie muszę ich jeść, lepiej zrezygnuję, wykorzystam to i schudnę" I tego dnia postanowiłam jeść codziennie tylko śniadanie, obiad i kolację, a po godzinie 18:00 niczego nie brać już do ust. Byłam z siebie dumna, że mam tak silną wolę i przestrzegam wytyczonych sobie reguł. Po około tygodniu takiej diety widać już było efekt.

Zbliżały się urodziny taty. Postanowiłam zająć się robieniem jedzenia. Nigdy nie zapomnę jak na tej imprezie nie mogłam nic jeść, czułam się dobrze, ale w myślach słyszałam tylko: "Nie wolno Ci jeść" . Pod koniec wakacji była jeszcze jedna impreza. Tam również czułam się potwornie, wiadomo dlaczego. Nadszedł rok szkolny. Nie nosiłam jedzenia do szkoły. Wszyscy dziwili się, że tak ładnie schudłam. Wtedy wyglądałam naprawdę świetnie. Dzięki ćwiczeniom moje mięśnie się wzmocniły, czułam się także znakomicie. Po około dwóch miesiącach od rozpoczęcia odchudzania zaczęłam się czuć źle. Nie rozumiałam tego, przecież jadłam regularnie. Ale może za mało, więcej nie potrafiłam- słodyczy nie jadłam w ogóle. Nigdy nie zapomnę tego jak umówiłam się z koleżanką na basen. Czekałam na nią w domu. Było mi tak zimno, chociaż na dworze było ciepło. Mama zauważyła, że jestem smutna i słaba. Powiedziała: "Masz anoreksję". Anoreksja! Jak ja się strasznie przestraszyłam tego słowa. I dobrze wiedziałam dlaczego.

Zaczęłam myśleć o sobie jako o kimś, kto potrzebuje pomocy. Znalazłam coś w necie- to tylko potwierdziło moje obawy, że popadam w chorobę. Moje odchudzanie wymknęło się spod kontroli. Nie wspomnę już o tym jak zimno mi było nocami, kiedy na dworze nie było wcale tak zimno, a grzejnik w moim pokoju był gorący tak, że nie szło go dotknąć! Co najdziwniejsze, nie byłam wcale taka chuda, po prostu mam już taką budowę. Ale z czasem moje kości stawały się coraz bardziej widoczne. Byłam szczęśliwa, gdy udało mi się zjeść mniej, nie chodziłam na rodzinne spotkania, a gdy już poszłam, kłamałam mówiąc, że dopiero co jadłam. Moje dzienne porcje wydawały mi się już za duże, uważałam, że muszę je zmniejszać i nieświadomie naprawdę je zmniejszałam.

Najgorsze było to, że złościłam się na cały świat. Nienawidziłam tego, że ktoś obok mnie je. Z kolei, gdy ktoś w domu jadł po kryjomu, krzyczałam, że chowa się z jedzeniem, tak abym czasem ja nie zjadła, ponieważ jeszcze przytyję, a chcą, żebym była chuda! Naprawdę miałam takie wrażenie.

Powiedziałam o wszystkim mamie. To był poniedziałek... Ta rozmowa skończyła się na niczym. Popłakałam się i powiedziałam, że sama sobie z tym poradzę. Często mama krzyczała na mnie, że nie jem, ale uważałam, że ona mnie nie rozumie, że ona nie wie jak to jest chcieć wciąż po prostu chudnąć, BEZ CELU! Bo ja nie wiedziałam, jaki jest mój cel.

Na początku nowego roku miało miejsce wiele wydarzeń, o ile tak można to nazwać. Pamiętam urodziny kuzynki. Jadłam bardzo dużo. A później byłam chora, bo mój organizm był odzwyczajony od obfitych posiłków. Gdy wróciłam do domu nie wiedziałam co mam robić, płakałam, nie mogłam wybaczyć sobie tego, że tak dużo zjadłam. Ale nigdy nie zmusiłam się do wymiotów, nigdy...

Kiedyś oglądałam pewien program o anoreksji. Postanowiłam, że zacznę znów jeść normalnie. Oczywiście nie mogłam w nocy spać, bo żołądek strasznie mnie bolał po kolacji. Nie mogłam się jednak doczekać następnego dnia, kiedy zacznę znów jeść. Próbowałam, naprawdę.
 
Starałam się jeść, ale po pewnym czasie znów wyznaczałam sobie porcje.
Najgorsze było to, że mimo wszystko kochałam jeść. Nie mogłam się doczekać każdego z posiłków. Według nich mierzyłam czas, żyłam od śniadania do obiadu, od obiadu do kolacji. Czułam, że niektórzy dziwnie na mnie patrzą.

Kolejne imprezy mi pomogły, bo chociaż nie chciałam, jednak przytyłam. I od tej pory nie wróciłam do tej najniższej wagi, ale nie ważę tyle co przed odchudzaniem. Ważę trochę za mało, ale aż tak bardzo tego nie widać. Przez pewien czas jakoś sobie radziłam. Znów cieszyłam się życiem. Zdałam sobie sprawę z tego, że miewałam napady bulimiczne, ale pomału wracałam do siebie. Jednak pewnego dnia znów stwierdziłam, że muszę schudnąć. Nienawidziłam zakładania spodni i tego uczucia, że były ciaśniejsze. Chciało mi się płakać. No więc znów schudłam. Niedawno byłam w restauracji na dużej uroczystości rodzinnej. Znów się obżarłam, a później płakałam. Więc od około tygodnia ostro się odchudzam, a przed tą uroczystością też jakiś czas mało jadłam.

Nie skorzystałam z żadnej pomocy. Nie mówiłam nic przyjaciołom, nawet nie wiem, czy oni widzieli. Mnie boli serce, a nie ciało. Ból fizyczny nie był taki silny. Ale moja psychika cierpi. Myślałam, że będzie dobrze, staram się, bo chcę udowodnić sobie, że jestem w stanie sama sobie poradzić. Nie lubiłam siebie, ale próbuję na nowo się pokochać, by czuć się wspaniale. Jest lepiej. Znalazłam sobie jakieś zajęcia. Ale i tak regularnie ćwiczę i nie pozwalam sobie na opychanie się. Tata mówi, że teraz jem mądrze i mam postanowienie. Ale on nie wie, co się tak naprawdę dzieje. Mama czasami nie pyta nawet dlaczego płaczę? Już to rozumie. Jednak na pewno jest lepiej, staram się kierować rozumem. I zastanawiam się, czy powinnam powiedzieć najbliższym znajomym? Może wtedy dopiero dałabym sobie radę? W pewnym sensie i tak jestem z siebie dumna, że nie dopuściłam do najgorszego. Ale przecież nic nie wiadomo, bo jeśli znów mi coś odbije? Już niebawem kończę jedną szkołę, po wakacjach idę do nowej. Chcę wiedzieć kim jestem, kim chcę być. Chcę być sobą, ale coś w sobie zmienić. Do tego dążę...


*


Od napisania tamtej części tekstu minął już jakiś czas. Nie wiem, czy dwa tygodnie, czy tydzień... Jestem znów załamana- schudłam. Rodzice nie zdają sobie sprawy co się dzieje. Dwa dni się pomartwią, później zapominają. Ale na pewno w ostatnim czasie rozmawiamy o tym więcej. Powiedziałam o moim problemie najbliższemu przyjacielowi. Bałam się, że odwróci się ode mnie, ale on obiecał, że będzie przy mnie bez względu na wszystko.
To co jest dla mnie najgorsze to moje podejście do życia. Nic mi nie odpowiada, nie mam ochoty się śmiać, mało się odzywam. Wcześniej, mimo że też się odchudzałam, nie byłam taka. A przez ostatnie dni nie poznaję samej siebie. Nie tak miało wyglądać moje życie. Nie chcę co chwila zaczynać od nowa. Chcę raz zacząć i na dobre pozbyć się wszystkiego co złe. Czuję się potwornie i fizycznie i psychicznie. Wolę samotność. Kto by pomyślał? Przecież na pierwszy rzut oka wszystkim się wydaje, że nie mam problemów. Zawsze obiecywałam sobie, że nie będę tracić ani chwili, że nie porzucę żadnych marzeń i postanowień, ale dziś? Dziś widzę, że jestem słaba, bo nie potrafię nad sobą zapanować. Jedyny wyraźny głos to szum w uszach, który już nie pierwszy raz nie pozwala mi spać. I gdy tak patrzę w lustro, nie mogę znieść własnego spojrzenia. Takie matowe i smutne oczy. A przecież mają ciekawą barwę, która kiedyś tak mnie cieszyła. Dla mnie są już wytarte i bezbarwne od wylanych łez. Moje oczy? Moje. Ale czy to jestem JA?

inne (103).gif
 

 

Kategorie blogów