Wpisy oznaczone tagiem "cinema" (61)  

mybeautifullife
 
Wpis tylko dla znajomych
optimistic. ♥:

Wpis tylko dla znajomych

 

christianlover4ever
 
hello guys! for me today another interesting afternoon spent at school. However, it can not get bored. Today recited prose ! I'm such a nerd that got on Polish A. One by recitations , and one for cooperation with the publishing house ! Yes ... I cooperate with publishing school . Actually, it only draws cartoons and interviews ! I'm having so little satisfaction. My friends and I found that tomorrow we go to the cinema to see ,, Age of Adeline "because ... IS WEEKEND ! In the end. Oh my God how I love weekends. There is so much to do. You can relax. You can go out with friends. Have fun . just love them. although on the one hand I would like to be able to go on Sunday together with a friend at the wedding of her aunt !. okay . I guess enough of this '' interesting '' afternoon :) byeeeee guys <3

;)
 

nonszalencja
 
ru-0-r-650,0-n-DE2082770VJW4_50_twarzy_greya.jpg



Od czasu premiery 50 twarzy Greya w sieci pojawiło się mnóstwo opinii na temat tego filmu, ja również postanowiłam dołączyć do tego (szanownego?) grona.
Najlepiej chyba zacząć od książki, którą przeczytałam około rok temu- mowa tu o pierwszej i drugiej części. Trzeciej, ostatniej nie dałam rady. Czytanie o węwnętrznej bogini, rozpadaniu się na kawałki, średnio co dwie strony zaczęło mnie przyprawiać o mdłości i uznałam, że należy zakończyć przygodę z tą książką na drugiej części, aby się całkowicie nie zniechęcić. Jak postanowiłam tak też zrobiłam.
Około pół roku temu pojawił się wielki boom, ponieważ w sieci pojawiła się zapowiedź ekranizacji. Wszyscy wpadli w szał (ja głównie ze względu na nową wersję piosenki Beyonce, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie). Bilet do kina kupiłam tydzień przed- myślałam, że to wystarczy aby mieć dogodne miejsce i nie mieć potrzeby wykręcania szyi. Jednak na miejscu dowiedziałam się, że zostały 2 ostatnie bilety (brzmi chyba jak początek taniej komedii romantyczniej?) i to całkowicie przed ekranem. Ponieważ bardzo zależało mi na zobaczeniu tego filmu akurat tego dnia, zgodziłam się na to niedogodne miejsce.
Trailer jak trailer, 90% z nich jest zrobiona tak, że naprawdę potrafi natknąć do obejrzenia filmu. Jak dla mnie, tak też było w tym przypadku. Anastasia Steele grana przez Dakotę Johnson zdecydowanie spełniła tutaj swoje zadanie aktorskie. Ale tytułowy Grey? Sprawiał wrażenie zadufanego w sobie gbura. Nie było widać między tymi aktorami żadnej, ale to ŻADNEJ interakcji. Widz może odczuć też to, że Ci aktorzy prywatnie nie przepadają za sobą.
       Zdecydowana większość filmów ma stał układ- wstęp do historii, rozwinięcie- punkt kulminacyjny oraz zakończenie, które najczęściej jest rozwiązaniem historii, bądź niewyjaśnionym wątkiem na który odpowiedź znajdziemy w kolejnej części. W tym filmie jak dla mnie brak jest jakiegokolwiek rozwinięcia. Niektóre sceny w filmie są baardzo naciągane, które jak dla mnie miały tylko i wyłącznie sprawić,  że mieliśmy dłużej posiedzieć w kinie. Naprawdę pół godziny przed końcem co chwilę zerkałam na zegarek i myślałam o tym, kiedy to się skończy...
Film znacznie różni się od książki! I to dobrze, o zgrozo! Są w książce momenty, które w filmie mogłyby brzmieć naprawdę śmiesznie, natomiast w książce są do przeżycia. Producenci mieli tak naprawdę trudne zadanie przy tworzeniu ekranizacji, ponieważ musieli znacznie ograniczyć erotyczne sceny, przez co film mógłby mieć miano porno. W bardzo sprytny sposób uciekli od tego ograniczając je tak naprawdę do 0. Ale czy to nadal jest ten sam film, którego oczekiwały wszystkie kobiety? Nie bez powodu mówię tylko o kobietach, ponieważ ta książka i film nadaje się tylko dla nich. Bez tych scen to już nie to co książka- czyli tekst pełen perwersji, ostrego języka i wulgaryzmów.
Podsumowując, jestem dosyć rozczarowaną tą ekranizacją. Mnóstwo szumu, mało dobrego kina i do tego słaba akcja. Jednak przeplatała się z widokiem przystojnego aktora, to był największy atut filmu.
100_7157.JPG


gl-e639a-f6ff2f93d688-fb9aab9dcc342b_758fc1.jpg


trailer-50-twarzy-greya-11417887.jpg



Nonszalencja
  • awatar JaramSieRapem: Ten aktor to była dla mnie wada filmu, dla mnie nie jest przystojny i nie pasował do roli tego "władczego", dla mnie to raczej taki typ kanapowca..
  • awatar Anetteee21: Zgadzam się z tobą co do ograniczenia scen erotycznych do 0. Sama oczekiwałam dużo więcej od tego filmu. Niemniej jednak zawszę książka będzie lepsza od filmu. DLa mnie książka świetna, film średni :)
  • awatar vasios: nie widziałam nie czytałam i jakoś mnie do tego nie ciągnie :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

slimexistence
 
Helloł :)
Dzisiaj taki post bardziej tematyczny, też coś na temat odchudzania ale w bardziej konkretnym przypadku jakim jest kino. Powiem wam, że osobiście nie często chodzę do kina średnio raz w miesiącu lub rzadziej to zależy co jest w kinach ale skłamałabym gdybym powiedziała, że nie lubię, bo wręcz przeciwnie wprost uwielbiam! Tylko tak to jest, że czasu jakoś brak... chyba każdy to zna.
Zawsze mam problem z przekąskami w kinie.
Oczywiście najchętniej to bym wzięła nachosy z sosem, ewentualnie popcorn + cola czyli standard no bo pff.. kto nie lubi? Ale nigdy tego nie biorę. Naprawdę nigdy nie zdarzyło mi się być w kinie z kimś bliskim i wziąć popcorn dla siebie samej. Nigdy. Zdarzyło mi się, ale to bardzo dawno i bardzo rzadko ''na spółkę'' z przyjaciółką. Oczywiście w kinie jeść zawsze lubiłam i nigdy nie rozumiałam czemu ludzie tak narzekają na tych ''jedzących'', że szeleszczą, siorbią i przegryzają głośno. Myślałam "kurczę skupcie się na filmie, sami przecież też możecie coś jeść nikt wam nie zabrania". Tak myślałam dopóki sama nie przestałam jeść w kinie. No bo tak to jest - gdy idę z przyjaciółką to nie ma problemu wejdę sobie do spożywczaka i kupię albo jakąś bułkę z ziarnami, fitellę, wafle ryżowe czy coś ale gdy idę z innymi znajomymi... takimi no wiecie każdy chyba takich ma - mówi się o nich 'moi przyjaciele' ale zawsze grupowo  i czasami gdzieś razem wyjdziecie ale osobno się nie umawiacie, no ale jak już przyjdzie co do czego, że się spotkacie gdzieś to jest superfajnie. <haha 'superfajnie' - jakie słowotwórstwo>. No więc wracając do tych 'przyjaciół' - idziecie z nimi i oni najczęściej coś kupują w kinowym barze, a wy co? Nie chcecie wyjść na biedaków ale z drugiej strony szkoda wam kasy, bo z reguły nie wydajecie jej na takie śmieciowe jedzenie.
I co wtedy? Gdy mi się ostatnio zdarzyła taka sytuacja pomyślałam, że po prostu może odrobinkę ale tylko odrobinkę będzie mi cieknąć ślinka no ale nie przesadzajmy - wytrzymam. I wtedy zrozumiałam ludzi narzekających na kino lub tych, którzy w ogóle tam nie chodzą przez hałas. Te wszystkie ... dźwięki tak mnie irytowały, że nie mogłam wytrzymać. Ale skupienie na filmie i wciągnięcie się 10x lepsze niż podczas jedzenia.

A teraz kilka niskokalorycznych przekąsek, które możesz zabrać do kina ;)

- mandarynki
- jabłka pokrojone w kostkę z cynamonem
- baton musli
- wafle ryżowe
- płatki crunchy typu fitella <tak, mimo wszystko wiem, że mają te swoje kalorie ;/ >
- popcorn bez tłuszczu przygotowany w domu <szczerze, nie mam pojęcia jak go się robi>
- pokrojony ananas
- snacki ryżowe
*UWAGA spróbujcie takiego popcornu - ja od dzieciństwa jem popcorn z wegetą! Jest pyszny. Tylko uważajcie - nie jakiś kucharek czy inny tylko ta drobniutka wegeta ;)

Wasze pomysły? ;>
  • awatar gość: Ja zawsze biorę sobie w kinowym barze świeżo wyciskany sok. Kosztuje tyle co popcorn, a jest zdrowy i pyszny :D Dla mnie ten ser z nachosów to taka obrzydliwa żółta maź... Nie wiem jak to można lubić. A popcorn bez tłuszczu można zrobić taką specjalną maszyną, która ogrzewa go gorącym powietrzem. Tylko wtedy popcorn jest taki suchy i sól się na nim w ogle nie trzyma.No, ale za to ma mniej kalorii niż tradycyjny.
  • awatar Lili :): Ciekawy post :D chociaż lepsze czyjeś chrupanie niż osoba kopiąca w krzesło z tyłu. Co do przekąsek to można wsiąść też zdrowe kanapki lub ciasteczka owsiane domowe :)
  • awatar Kari90: Ja przyznam lubię brać popcorn ale gdyby w barach kinowych serwowano zdrowe przekąski to zamieniłabym ten popcorn na nie :) A tak pozostaje nam samemu się zaopatrzyć :P
Pokaż wszystkie (4) ›
 

lucy_ansa
 
♥ My Life, My Choice ♥: Hej!
Dzisiaj mam do opisania dwa dni, ufff... Uwaga zaczynam ;). A więc wczoraj, jak już pewnie wiecie z poprzedniego posta, była u mnie moja przyjaciółka Marcela ( link do jej bloga- marcyloveyou.pinger.pl SUPER BLOG, musicie go zobaczyć serio...) i... WIDZIAŁYŚMY drugą część "Jak wytresować smoka"aaaaa!  Ekstra, naprawdę genialny film :). Oczywiście bez sensacji się nie odbyło ( no bo ja zawsze muszę mieć utrudnione życie...). Zamówiłam bilety do kina o JEDENASTEJ, zaznaczam o jedenastej! A o 16 był seans. No przychodzimy do kina, wszystko fajnie, podchodzimy do kasy i co się okazuje... Nie ma biletów! Baby sprzedały je pewnie komuś innemu... Ale najlepsze jest to, że próbowały nam wmówić, że mój tato ( bo na jego zamawiałam ) już odebrał bilety, był już przy kasie ,fajnie nie? Naprawdę nie życzę wam na przyszłość takich sensacji... :P
Ale już reszta dnia była spokojna hahah. Po filmie Marcela jeszcze na chwilę wpadła do mnie i poszalałyśmy przy just dance 2014 na ps3. I to by był na tyle jeśli chodzi o wczorajszy dzień.
Dzisiaj natomiast szkoła, kolejne próby do zakończenia klas szóstych, norma...
Dopiero przed chwilą coś ciekawego się działo. Byłam z mamą na zakupach, po galową sukienkę :). Weszłyśmy do pierwszego sklepu, na który się natknęłyśmy i proszę, kolejna sukienka znalazła się w mojej szafie buahahaha.  A oto i moje cudo :
IMG_6922 (2).JPG

+ kilka zdjęć w ogóle nie na temat :P

bv.jpg


az.jpg


zx.jpg

No ten chomik mnie rozwalił, przecudowny !
Pokaż wszystkie (3) ›
 

lucy_ansa
 
♥ My Life, My Choice ♥: Hejka!
Dzisiaj bardzo szybko... Sorki,że tak późno piszę, ale była u mnie moja przyjaciółka ( no tyle się działo, że o matko! ). Szczegóły ( obiecuję ) będą w jutrzejszym poście. Powiem tylko, że byłyśmy na jednej z najlepszych bajek ever: Jak wytresować smoka 2. Po prostu ubóstwiam tę bajkę i bardzo, ale to bardzo polecam ( musicie ją zobaczyć i tyle!). A i na koniec, na moim profilu znajdziecie link do nowego minibloga ( mojego i mojej BFF :) ), więc zachęcam do zaglądnięcia, naprawdę warto hah :). Na dzisiaj to tyle. Papatki ♥♥♥
Pokaż wszystkie (3) ›
 

tasteofjoy
 

Komedia niejedno ma imię, na dowód czego mam dla Was dziś dwie zupełnie różne propozycje. Obie komediowe, ale w zupełnie różnym klimacie. Pierwsza kontrowersyjna, która przypadnie do gustu tylko pewnej grupie widzów, druga - z tych bezpiecznych, które muszą się spodobać, bo innej opcji nie ma.

*JACKASS: BEZWSTYDNY DZIADEK (2013)*

*Opis filmu*

Johnny Knoxville powraca jako 85-letni Irving Zisman. Towarzyszy mu Jackson Nicoll jako jego 8-letni wnuk. Całość ma łączyć fabułę z typowymi dla "Jackassa" żartami, w które zaangażowani są przypadkowi ludzie.

7565137.3.jpg

*Wrażenia*

Jeśli liczycie na wyszukany humor, żarty na poziomie, to w tym filmie tego nie znajdziecie. To typowa komedia z kategorii "tych durnych", na tzw. odmóżdżenie. Idealna na weekend, na seans z przyjaciółmi. Momentami wulgarna, obrzydliwa, perwersyjna (ściemniać nie będę, to mi się podoba; lubię durne komedie i nie czuję się z tego powodu głupsza). Tym co odróżnia ten format od większości komercyjnych tworów, jest udział publiczności  (czyt. istot żywych, które nie mają pojęcia że są wplątane w niezłą intrygę; wszystko dopracowane z mistrzowską precyzją).

Kreacja Johnnego Knoxville'a wbrew pozorom nie przyćmiła postaci wnuka. Mały dał radę. Otrzymujemy dzięki temu duet zgrany idealnie i wypadający bardzo naturalnie. Jeśli chodzi o fabułę, to żadnej głębi tam nie znajdziemy. Dziadek odwozi wnuka do ojca, a po drodze przytrafiają im się śmieszne rzeczy. No właśnie, śmieszne. Z ręką na sercu sięgając pamięcią lata wstecz, nie przypominam sobie komedii która zaparłaby mi dech. Znacie, to uczucie, gdy śmiech przejmuje kontrolę nad Waszym ciałem, nie możecie złapać oddechu, kulicie się, turlacie, brzuch Was boli, a z oczu płyną łzy radości? Tak właśnie miałam, i nie tylko ja. I to chyba będzie najlepsze podsumowanie tego filmu.

*Moja ocena 8/10*
---------------------------------------------

*LAST VEGAS (2013)*

*Opis filmu*

Historia czwórki 60-letnich przyjaciół, którzy wybierają się do Las Vegas na wieczór kawalerski jednego z nich, Billy'ego. Billy, Paddy, Archie i Sam dosyć szybko zdają sobie sprawę z tego, że dekady imprezowego uśpienia mocno zmodyfikowały reguły gry: Miasto Grzechu stało się zupełnie innym miejscem, a różnego rodzaju rywalizacje mocno nadwątliły ich przyjaźń. Jednak nie mają zamiaru dawać za wygraną. Być może ich czasy już przeminęły, a największe show robi obecnie Cirque du Soleil, lecz czwórka mężczyzn sprawi, że Las Vegas padnie do ich stóp!

7581144.3.jpg

*Wrażenia*

Komedia z banalnym i przewidywalny scenariuszem, zrekompensowanym atutem w postaci obsady - Michael Douglas, Robert De Niro, Morgan Freeman, Kevin Kline. Już wiecie dlaczego nie ma opcji żeby to się nie udało? Czy któryś przoduje? Według mnie nie, chociaż Michael wygląda świetnie, jako  facet pławiący się w luksusie. Pojawia się również nasz rodzimy akcent w postaci (zgaduj zgadula)...oraz pewien cent.

Film ogląda się miło i przyjemnie, czasami człowiek się uśmiechnie, czasami wzruszy. Last Vegas to nie tylko historia o zabawie w wielkim mieście, to również opowieść o przyjaźni która przetrwała kilkadziesiąt lat. Opowieść, która pozostawia nas z zazdrością i nadzieją, że może i nas spotka kiedyś takie szczęście.

*Moja ocena 7.5/10*

Ach, zapomniałabym...Świetnie dobrana muzyka! Od czasu tej komedii, gdy tylko włączam laptopa odpalam...


I gibam się jak te pieski z ruchomą głową. :D
  • awatar Coldi: Chyba obejrzę sobie Last Vegas :)
  • awatar LadyChatNoir: Nuta świetna :D Też się gibam :P
  • awatar CayennePepper: Wczoraj oglądałam "Bezwstydnego dziadka" ;)Ze śmiechu wręcz płakałam ;) Polecam "Do zaliczenia" kolejna głupia komedia, ale zakwasy ze śmiechu gwarantowane.
Pokaż wszystkie (16) ›
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

tasteofjoy
 
*OPIS FILMU*

Lenny postanawia przeprowadzić się wraz z rodziną do miasteczka, w którym się wychował. Zamiast świętego spokoju czekają tu na niego starzy znajomi i nowe szaleństwa.

film.jpg

*MOJE WRAŻENIA*

Adam Sandler kolejny raz w rodzinnej komedii i kolejny raz bez większego zaskoczenia. Ten film kompletnie niczym się nie wyróżnia. Praktycznie nie ma tu rozbudowanej fabuły, co jakiś czas dzieje się coś co z założenia miało być śmieszne, i czasem było. Nie należy oczekiwać wysmakowanego żartu,film nie zbliża się też do granic dobrego smaku. Czyli jakby nie patrzeć taka humorystyczna średniawka, którą człowiek obejrzy, od czasu do czasu się zaśmieje ale przejdzie bez echa i szybko o niej zapomni. To ja już wolę obrzydliwe i niesmaczne (dla niektórych) American Pie, które przynajmniej zapada w pamięć. Tyle lat minęło, a ja widząc trufle wciąż mam przed oczami jedno... :D

Najmocniejszym atutem są atuty Salmy Hayek. Piękna, kobieca, jednym słowem bogini!

Podsumowując można obejrzeć, na poprawę humoru i w deszczowy dzień całkiem całkiem.

*Moja ocena 6,5/10*
  • awatar Candy P.: Oglądałam w weekend,lekkie bez polotu komedia. Można obejrzeć,ale nic specjalnego :)
  • awatar fit.live: A zastanawiałam się czy nie obejrzeć, ale dzisiaj już mi się nie chce. :P
  • awatar Giciaxd: JA byłam na tym w kinie ;/ szkoda.. bo to dobry zapychacz czasu w takie dni jak dzisiaj :) a na kino troche szkoda '/
Pokaż wszystkie (4) ›
 

tasteofjoy
 

7557683.3.jpg

*FABUŁA*

Film przedstawia historię państwa Perron i ich córek, którzy doświadczali zjawisk paranormalnych we własnym domu w Rhode Island. Tajemnicza i złowieszcza zjawa terroryzuje rodzinę zamieszkującą odludną farmę. Zdesperowana familia wzywa na pomoc słynną parę badaczy zjawisk paranormalnych - Lorraine i Eda Warrenów. "Obecność" to opowieść o spotkaniu Warrenów z najstraszniejszym demonem z jakim kiedykolwiek mieli do czynienia.

*MOJE WRAŻENIA*

Wypada zacząć od tego, że nie jest to typowy horror, przynajmniej nie taki do jakich ostatnimi czasy przyzwyczaili nas twórcy. Nie uświadczymy rozlewu krwi, wypruwanych flaków, jest za to napięcie budowane stopniowo i to mi się  zdecydowanie podobało. Jeśli chodzi o horrory, to nie robią na mnie większego wrażenia, więc nie podzielam poglądów typu "najstraszniejszy film jaki widziałem", czy "mam pełne gacie", wystraszyłam się raz i to od grzmotu pioruna. Nie chowałam się pod kołdrą, nie zamykałam oczu, nie zagryzałam warg. ;)

Gra aktorska zdecydowanie na plus, aktorzy znani mi z twarzy, chociaż bez ściągawki nie jestem w stanie powiedzieć kto to. Tak więc w rolach głównych wystąpili: Vera Farmiga jako Lorraine Warren, Patrick Wilson - Ed Warren, Lili Taylor - Carolyn Perron, Ron Livingston - Roger Perron, plus dziewczynki radzące sobie doskonale.

I to właściwie na tyle.Ochy i achy w kierunku *Obecności* są przesadzone, jednak dobry scenariusz (inspirowany klasyką gatunku, nie śmiem zarzucać tu zrzynania) i gra aktorska pozwalają sklasyfikować ten horror na półce - 'dobre' i 'warto obejrzeć'. Polecam.

*Moja ocena 7/10*
  • awatar drömmeri: zdecydowanie wole horrory, w ktorych krew sie nie leje :D
  • awatar czekoladowy-sen: jako ogromna fanka wszelkiego rodzaju horrorow, oglądnęłam ich dużą ilość,ale ten totalnie nie przypadł mi do gustu.. dałabym 4/10
  • awatar VictorianMother: Oglądałam, w kinie:) Początek spoko, są momenty, końcówka typowo jak z Hollywood
Pokaż wszystkie (10) ›
 

strefapi
 
StrefaPi: niedługo testy z black magic cinema camera, która gości u nas już od ponad miesiąca...
 

tasteofjoy
 
*FABUŁA*

Przypadkowe spotkanie dwóch bardzo podobnych do siebie nastolatek prowadzi je do odkrycia nieprawdopodobnej pomyłki sprzed lat. Historia sióstr podmienionych w jednym ze szpitali wstrząsnęła życiem dwóch rodzin, które od tego momentu nie było już takie samo... Nowe życie odnalezionych po latach sióstr, szybko okaże się mieć pozornie słodki smak. Ile warte jest poznanie prawdy? Czy miłość może rozgrzeszyć wszystkie nasze działania? Czy obu rodzinom uda się wyjść zwycięsko z próby, którą zgotował im los?

7539068.3.jpg

*MOJE WRAŻENIA*

"Oszukane" to historia oparta na faktach, jednak z dużą dawką fikcji. To kino, które porusza widza, momentami wyciska łzy, podnosi ciśnienie, ale też irytuje i pozostawia niedosyt.

Na plus muzyka, która buduje nastrój i doskonała rola Katarzyny Herman, czyli filmowej Anny (matki wychowującej podmienione dziecko). Tak naprawdę to ona jest najbardziej wyrazista, to jej współczujemy, to ona zdaje się być w najgorszym położeniu. Pozostała część obsady jedynie poprawna. Bliźniaczki wypadły całkiem dobrze. Nie wiem czy taki był zamysł, ale są podobne i jednocześnie różne. Wzbudzają skrajne emocje. Jedną lubimy, druga nas irytuje.
Podobało mi się zakończenie. Było zaskakujące, gdyż spodziewałam się happy endu. I po części tak było. Zależy jak na to spojrzymy. Musicie obejrzeć sami. Mnie zakończenie zadowala.

Niedosyt pozostawia jednak historia przedstawiona zbyt ogólnikowo. Odsunięcie na dalszy plan pomyłki szpitalnej. Zbyt dużo wątków, nie ma sensownego spójnego obrazu, który wciągnąłby nas na dobre. Nie do końca odpowiada mi fonia polskich seriali, w których głos wydaje się być odrębnym elementem, który zupełnie nie wpasowuje się w całość (kto oglądał "Nie kłam kochanie" wie o czym mowa).

Oszukane to film o relacji między rodzicami, a dziećmi. Film o miłości, przyjaźni i zdradzie. Film który można obejrzeć choćby dla samej Katarzyny Herman. Taka średniawka, z dobrymi momentami, niepozbawiona momentów irytujących.

*Moja ocena 6,5/10*
  • awatar PINK HERO: Ostatnio też o nim rozmawialiśmy. Muszę go obejrzeć w końcu. :P
  • awatar TęczowaKraina: Podoba mi się recenzja :) w życiu bym takiej nie napisała :P Film na pewno zobaczę :)
  • awatar Paulina Śliwowska: Mi się bardzo podobał i wpadł na listę moich ulubieńców :)
Pokaż wszystkie (11) ›
 

tasteofjoy
 
*FABUŁA*

Martin Vail to jeden z najbardziej znanych i wziętych chicagowskich obrońców w sprawach kryminalnych. Arogancki i cyniczny bardziej interesuje się popularnością niż dociekaniem prawdy. Kiedy zostaje zamordowany arcybiskup Chicago Rushmon, Vail podejmuje się obrony oskarżonego, widząc w głośnej sprawie kolejną szansę na zdobycie sławy i zaszczytów. W pobliżu miejsca zbrodni zostaje schwytany członek chóru kościelnego, 19-letni Aaron Stampler. Na jego ubraniu znaleziono ślady krwi, jest więc głównym podejrzanym o dokonanie zbrodni. Oskarżony przez cały czas utrzymuje, że nie popełnił morderstwa. Początkowo obrońca kieruje się jedynie własnym interesem, jednak z czasem zaczyna wierzyć w niewinność swego klienta i zamierza to udowodnić.

7466036.3.jpg

W postać głównego bohatera wciela się Richard Gere. I choć nie należę do jego fanek i nie wzdycham, gdy tylko pojawi się na szklanym ekranie, to w tej roli spisał się na medal. Jest inteligentny, intrygujący, zdeterminowany, pewny siebie i wzbudza ogólną sympatię, mimo iż początkowo poznajemy go bardziej jako karierowicza nastawionego na własny lans, niż obrońcę z powołania. Mamy też domniemanego mordercę. Rola, jakby specjalnie stworzona pod młodziutkiego Edwarda Nortona. To on skupia na sobie największą uwagę. Zmienia się jak kameleon.

Większość rozgrywających się scen ma miejsce na sali sądowej lub w więzieniu, jednak nie ma mowy o znudzeniu. Wszystko dograne jest tak, że wciąga, intryguje, że chcemy więcej, chcemy się dowiedzieć czy pojawią się jakieś nowe okoliczności i jaki będzie osąd. Czuć napięcie podsycane doskonałą grą aktorską. Prosta historia, za to niesamowicie wciągająca.

Zakończenie niby zaskakujące, z drugiej strony przelatywało gdzieś przez głowę. Pozostawia lekki niedosyt i niewiadomą.

Lęk pierwotny to całkiem dobry film, który zdecydowanie unosi gra aktorska. Nie wzbudził we mnie zachwytu i nie zapadł szczególnie w pamięć, jednak warto obejrzeć, bo takich filmów już nie ma. Mam wrażenie, że najlepsze filmy, to właśnie te z lat 92-98, kiedy to wybitni dziś aktorzy byli w połowie swej drogi, a kinematografia nie była aż tak skomercjalizowana. Kiedy większość ogląda nowości, ja sięgam po starocie. Z dużym sentymentem.

*Moja ocena 7,5/10*
  • awatar BLACK COFFEE: czyli godny polecenia :) z pewnością obejrzę
  • awatar Vianne Rocher: uwielbiam Nortona w tym filmie pokazał co potrafi, jak dla mnie mistrzostwo
Pokaż wszystkie (2) ›
 

tasteofjoy
 
*Bradley Cooper, horror i niska ocena filmu skłoniły mnie do jego obejrzenia i zweryfikowania tego "diabła". Jak się okazało nie jest taki zły, jak go malują.*

rrkdnre.jpg

*FABUŁA*

Młody fotograf Leon Kauffman obrał sobie za cel robienie zdjęć, które pokazują "prawdziwe" oblicze Nowego Jorku. Gdy jego najnowsze fotki przypadają do gustu właścicielce jednej z czołowych galerii, nie waha się jeszcze bardziej zagłębiać w najbrudniejsze zakamarki miasta.
Wierząc, że wreszcie nadał swojej karierze właściwy tor, Leon rozpoczyna obsesyjne poszukiwania brudnych historii, które naprowadzają go na ślad seryjnego mordercy o imieniu Mahogany. Mahogany śledzi nocnych pasażerów metra a następnie dokonuje na nich makabrycznego mordu. Nieodparta fascynacja Mahoganym ściąga Leona, oraz jego poważnie zaniepokojoną dziewczynę Mayę stopniowo coraz głębiej pod powierzchnię ziemi, zwabiając ich ostatecznie w prawdziwą otchłań zła.

*MOJA OCENA*

Nocny pociąg z mięsem to idealny przykład pokazujący jak można zepsuć dobrze zapowiadający się film. Dobra gra aktorska, dobry scenariusz, mroczne klimaty. Ten film byłby świetnym thrillerem. Rzadko zdarza mi się czuć napięcie w czasie oglądania tego typu produkcji, a w tym przypadku tak było. Napięcie było, czułam jakbym podążała mrocznymi ulicami razem z bohaterami. Gdyby tylko twórcy poszli w ten klimat i postawili na thriller, a nie na hoorror...jednak gatunek zobowiązuje, a sami wiecie jak to z tymi horrorami jest...bardziej to śmieszne, żałosne i psujące nastrój niż wprawiające w strach.

Palnąć faceta w głowę młotkiem i widzieć jak wypadło mu oko i dynda sobie na żyłce - no tandeta jakich mało! Nie mam pojęcia skąd się wzięło przekonanie, że najważniejsze żeby było dużo krwi, flaków to będzie strasznie...Plusem jest, że takich scen jest faktycznie niewiele, może 3-4 na cały film, w tym dwie to jakieś szybkie migawki, przez co te 90% filmu ogląda się naprawdę dobrze. I kiedy już przychodzi do rozwiązania zagadki, gdy podają nam na tacy wyjaśnienie co, jak, dlaczego, po co...opada nam kopara...niestety nie z zachwytu! Katastrofalne, durne, nie wiem jak to określić, bo brak jest słów...końcówka jest tak beznadziejna, głupia, pozbawiona sensu, że rujnuje całkiem dobry film.

Patrząc pod kątem całości z pewnością nie jest to film, który będę zachwalać i polecać Wam do obejrzenia, jednak nie jest na tyle zły bym go Wam odradzała. Jeśli lubicie horrory, w wersji soft, bardziej ocierające się o thriller i nie zraża Was położone zakończenie, to ruszcie w podróż Nocnym pociągiem z mięsem... :[

*Moja ocena 6/10*

---------------------------------------------

Wprawdzie nikt o tym nie pisał, ale znajomi którzy śledzą mój blog, czasami pytają "a czemu ten film dostał tak dużo?" albo " a czemu taka niska nota, powinna być wyższa". Dlatego wyjaśniam.

Chciałabym abyście wiedzieli, że oceniam filmy nie tylko pod względem ogólnego wrażenia, czy szczegółów, ale również biorę pod uwagę potencjał i dużą uwagę przywiązuję do gatunku. Świetnych komedii, dramatów, filmów obyczajowych mamy na pęczki, takich które zapisały się w kinematografii, które zapadły w pamięć...a dobry horror, czy thriller? No właśnie. Najtrudniejszy gatunek, który w 99% przypadków kończy się niepowodzeniem. Chciałoby się rzec, że dobrych horrorów już nie ma...
Dlatego jeśli widzicie, że kultowy Chłopiec w pasiastej piżamie ma 7,5 a Nocny pociąg z mięsem, aż 6 to w żadem sposób nie powinniście tego porównywać bazując na ocenach.

Każdy ocenia inaczej. Dla mnie filmy od 7 to już dobre kino, 8-9 to bardzo dobre i świetne filmy, 10 - taki nie istnieje, a poniżej 7 - można obejrzeć, poniżej 6 nawet nie warto się wypowiadać...Chociaż oglądałam jeden taki film, taką "perełkę" wskazującą dno (są osoby którym się ten film podobał), po którego obejrzeniu każdy inny filmowy gniot nie wydaje się aż taki beznadziejny.

:D
  • awatar Taka...Sytuacja.: interesujący :P Obejrzę :)
  • awatar Nannis.blogg: witam:) prowadzę bloga na temat odchudzania i diet:) jeżeli chcesz schudnąć w krótkim czasie wejdź i poczytaj;*
  • awatar KamykiKamy: powiedz, cóż to za "perełka"?:)
Pokaż wszystkie (8) ›
 

smerfetkaniebieska
 
SmerfetkaNiebieska: Tak bardzo nudno, oglądam z koleżankami w McDonaldzi'e ukrytą prawdę ;p Jakie horrory polecacie? Takie baaaaaardzo straszne, albo jakieś dobre komedie :3 #film #cinema #horror #zabawa #fun #food #McDonald #friend
 

tasteofjoy
 

*Czy istnieje morderstwo doskonałe? To pytanie zadawaliśmy sobie oglądając na ekranie Gwyneth Paltrow i Michaela Douglasa, a teraz możemy je zadać ponownie oglądając Słaby punkt.*

1331324448_122.jpg

*FABUŁA*

Ted Crawford (Anthony Hopkins) dowiaduje się o romansie swej żony. Wiedziony pragnieniem zemsty z premedytacją strzela jej w głowę. Na miejsce tragedii przybywa detektyw Rob Ninally (Billy Burke) i dokonuje zaskakującego odkrycia. Ofiara jeszcze żyje, a jest nią - jego kochanka.
Crawford chętnie przyznaje się do winy, zostaje aresztowany i postawiony w stan oskarżenia. Dla Willy'ego Beachuma (Ryan Gosling), asystenta prokuratora, jest to kolejna banalna "szybka sprawa". Jednak pozory mylą. Willy wplątuje się w skomplikowaną pogoń za niedoszłym zabójcą, który zostaje wypuszczony z aresztu w wyniku braku dowodów...

*MOJA OPINIA*

Fabuła dość banalna. Mamy zdradę i mamy zbrodnię. Mamy oskarżonego i mamy proces. Nic czego byśmy już nie widzieli.

Niedoskonałości fabuły rekompensuje jednak doskonała gra aktorska. Hopkins w roli zabójcy (nie tylko jako Hannibal) sprawdził się doskonale. Cyniczny, pewny siebie, chłodny, przebiegły, z nieprzeciętną inteligencją i humorem ociekającym ironią. Odnosimy wrażenie, że ta rola została napisana specjalnie dla niego.
Z drugiej strony mamy młodego, ambitnego prawnika, stawiającego na szali własną karierę. W tym starciu Gosling niewiele ustępuje Hopkinsowi.

Psychologiczna wojna jaką toczą mężczyźni wciąga. Od początku otrzymujemy grę w otwarte karty (znamy motyw, znamy sprawcę). I choć nie ma tam wartkiej akcji, to rozprawy sądowe, więzienne cele, akta i cały ten prawniczy klimat nie nudzą.
Zakończenie nie jest zaskakujące, jednak zrobione bardzo dobrze i nie przynosi zawodu.

*PODSUMOWANIE*

Świetnie podane kino. Jest zbrodnia, jest motyw, nie ma dowodów. Film trzyma w napięciu do samego końca, a gra aktorska nie podlega krytyce. Jeden z lepszych thrillerów jakie mogę Wam polecić.

*Moja ocena 7.5/10*
  • awatar Borusiowa: Koniecznie muszę obejrzeć :-) Lubię takie filmy.
  • awatar frezja008: oglądałam już kilka razy, świetny film :)
  • awatar eeeMKaa: oglądałam i warto, polecam ! ;)
Pokaż wszystkie (9) ›
 

tasteofjoy
 

*FABUŁA*

Fabuła filmu rozpoczyna się po sukcesie "Północ – północny zachód". Alfred Hitchcock ma Hollywood u swoich stóp, ale boi się, że mając już 60 lat na karku, jego czas chwały się kończy. Co zresztą wprost sugeruje mu jeden z dziennikarzy. Hitchcock chce udowodnić wszystkim, że wciąż potrafi poruszyć widzów. I wtedy trafia na książkę "Psycho". Szokująca opowieść o psychopatycznym mordercy tak fascynuje reżysera, że wbrew zdrowemu rozsądkowi i przy  sprzeciwie wytwórni filmowej, postanawia na podstawie książki nakręcić swoje kolejne dzieło.

hitchcock_ver5.jpg

*MOJA OPINIA*

Główny wątek filmu stanowią relacje Alfreda z Almą. Psychologiczna walka jaką ze sobą prowadzą wciąga, ale jest tego zdecydowanie za dużo. Produkcja Psychozy, obróbka montażowa, które przeszły do historii kinematografii, czy relacje z innymi ludźmi na planie pozostają w cieniu perypetii małżeńskich.

Anthony Hopkins w tytułowej roli wydawał się gwarantem sukcesu. Niesamowity talent, lata doświadczenia, bogaty warsztat i doskonała charakteryzacja. Kto mógłby zagrać to lepiej? Jak się okazało został przyćmiony przez swoją filmową żonę Almę (Helen Mirren). To ona wysuwa się na pierwszy plan, to ona jest postacią najbardziej wyrazistą mimo tego, że pozostaje w cieniu męża i to ona zapada w pamięć.

Gdzie się podział charakterny Hitch?Gdzie jego niewybredne dowcipy, gdzie ten specyficzny i trudny we współpracy reżyser? Nie ma, za to jest miły starszy pan wzbudzający sympatię. Nie tak to miało wyglądać.

*PODSUMOWANIE*

I choć film nie nudzi ani przez chwilę, to pozostawia ogromny niedosyt. Nie zapada w pamięć, nie przejdzie do historii. Z takiej legendy, z tak silnej osobowości jak Hitchcock można było wykrzesać zdecydowanie więcej niż tylko poprawność.

*Moja ocena 7/10*
Pokaż wszystkie (5) ›
 

tasteofjoy
 

„Wyspa Harpera” (ang. Harper's Island) to amerykański serial, wyprodukowany w 2009 roku dla stacji CBS. Składa się z *trzynastu odcinków*. Druga seria "Wyspy Harpera" nie powstanie, mimo, że finał serialu cieszył się sporym zainteresowaniem.

tnt24.info_Wyspa_Harpera_-_Harpers_Island_-_Season_1_HDTV_Xvid_ENG_.678__104624.jpeg

*Fabuła*

Akcja filmu toczy się na małej wyspie, na której przed laty doszło do serii morderstw . Psychopata, Wakefield został zabity przez miejscowego szeryfa. Mijają lata.  Na wyspie ma się odbyć ślub, najlepszego przyjaciela głównej bohaterki Abby, której matka została tu zamordowana. Dziewczyna musi powrócić na wyspę ze słonecznego LA, by zmierzyć się z koszmarem przeszłości. Niestety okazuje się, ze na wyspie wciąż dzieją się dziwne rzeczy. Przykrości nie omijają też weselników.

*Gatunek*

Horror? Takie chyba było założenie. Strasznych scen nie uświadczymy, co najwyżej trzymających lekko w napięciu. Jednak miarą klasyfikacji do grona horrorów jest chyba liczba trupów, więc przyjmijmy, że to horror.

*Moja opinia*

Wyspa Harpera to pierwszy miniserial jaki miałam okazję obejrzeć. Nie mam więc porównania do innych tego typu produkcji. Jest to typowy *slasher**.

Na plus miła dla oka sceneria i trzymający w napięciu (choć przewidywalny) scenariusz. Na minus bardzo naciągana historia, nieprawdopodobne zwroty akcji (nieudolność bohaterów i taka typowa dla horrorów tendencja do pchania się w łapy mordercy...jak się widzi zagrożenie to się zwiewa gdzie pieprz rośnie, a nie idzie węszyć do gniazda mordercy...). Same motywy "likwidowania" mieszkańców baaardzo słabe, przerysowane, wręcz komiczne. Zakończenie również nie powala, dla większości z Was będzie przewidywalne.

Wyspa Harpera to serial klasy średniej. Nie powala na kolana, ale w wolnych chwilach można go obejrzeć bez poczucia straconego czasu.Ot taki amerykański horror w wersji soft, którego plusem zdecydowanie jest forma miniserialu. Więcej niż zwykły film, ale mniej niż serialowy tasiemiec.

**Slasher* - Bohaterowie stanowią grupę związanych blisko ze sobą osób (przyjaciele, rodzina, uczniowie tej samej szkoły) zgromadzonych w miejscu (np. obóz letni, campus itp.) będącym obszarem działania psychopatycznego mordercy. Psychopata po kolei rozprawia się z kolejnymi osobami, aż do konfrontacji z finałową postacią, która musi stawić czoła mordercy i wyeliminować go.

ainspsw.jpg

*Moja ocena 6/10*
Pokaż wszystkie (7) ›
 

tasteofjoy
 
*FABUŁA*

Brian Taylor (Jake Gyllenhaal), były komandos, pracuje w policji Los Angeles. Wraz ze swoim partnerem Mikiem Zavalą (Michael Peña) patroluje ulice pełnej zbrodni i przemocy metropolii. Policjanci interweniują w przypadkach awantur domowych, ulicznych strzelanin i gangsterskich porachunków.

Zawód, który wykonują nie jest dla nich jedynie sposobem na zarabianie pieniędzy, ale przede wszystkim pasją. Tropiąc handlarzy narkotyków, przekraczają swoje uprawnienia. Są jednak na tyle skuteczni, że okazują się poważnym zagrożeniem dla przestępców, a tym samym stają się ich celem.

7503197.3.jpg

Bogowie ulicy to policyjny dramat, ukazujący mroczną stronę Los Angeles, ale przede wszystkim jest to film o męskiej przyjaźni, braterstwie.
Film skonstruowany jest na podobieństwo dokumentu, większość scen widzimy z perspektywy kamer, czy to zamontowanych w radiowozie, czy trzymanych w dłoniach policjantów, bądź przyczepionych do ich mundurów. Taki zabieg ma na celu zbliżenie nas do bohaterów, utożsamianie się z nimi, poczucie jakbyśmy tam byli. Jeśli dodać do tego bardzo naturalne dialogi, śmieszne żarty, obraz wypada realistycznie. Są pościgi, są i strzelanki, które stanowią jedynie otoczkę całego filmu (bo przesłanie i sens leżą zupełnie gdzie indziej).

*Co mi się nie podobało?*

Przez pierwsze 30 minut film trochę mi się dłużył, jednak później wciągnęłam się na dobre. To co do mnie nie przemawia, to właśnie konwencja filmu oparta na nagrywaniu. I choć czyni obraz realistycznym, to mnie bardzo męczyła. Taka migająca kamera i trzęsący się obraz sprawiał, że zastanawiałam się ile to jeszcze potrwa i kiedy wreszcie wróci do normalnego widoku. Jeśli chodzi o dialogi ludzi z gangu, również były męczące, trudno spodziewać się żeby mieli władać poetyckim językiem, ale powtarzanie słowa na "f" co każde wypowiedziane słowo, to lekka przesada (na szczęście to niewielkie epizody, jednak zapadły mi w pamięć, jako coś co nie przypadło mi do gustu).

*Podsumowanie*

Bogowie ulicy to dobre kino. Nie będziecie się nudzić, może nawet się wzruszycie. Wartka akcja, dobra gra aktorska, świetne zakończenie. Warto obejrzeć, może Wam przypadnie do gustu bardziej niż mnie. Na kolana mnie nie powalił, bo jestem wymagająca i krytyczna, jednak zawodu mi nie sprawił. Polecam.

*Moja ocena 7/10*
Pokaż wszystkie (5) ›
 

proline
 
Z początkiem 2012 roku #LG wprowadzi na rynek nowy pilot do #telewizor.ów #Cinema #3D #Smart #TV - #"Magic Remote", który posiada funkcje umożliwiające m.in. rozpoznawanie głosu oraz gestów użytkownika. To jednak nie koniec nowości 3D.
www.proline.pl/…
 

kciuk-pl
 
Zapraszamy do pobierania pierwszej zupełnie darmowej paczki presetów do programu Adobe After Effects dzięki której każdy amatorski film, wideo z imprezy okolicznościowej czy event będzie wyglądał jak profesjonalna hollywodzka produkcja.

Link: www.kciuk.pl/Darmowe-presety-do-Adobe-After-Effe…
 

 

Kategorie blogów