Wpisy oznaczone tagiem "degeden" (21)  

nurt
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

nurt
 
Żabulec:  Jeżeli ktoś jakimś cudem na to natrafi i zechce czytać to od następnego wpisu do epilogu bo dalej są wpisy, które będę zmieniać na drugą ale powiązaną z tą powieść. A najlepiej najechać strzałką na tag DEGEDEN bo pod tym tagiem zamieściłam wersję aktualną. Mam nadzieję,że nie ma za wiele błędów,robiłam niedawno korektę ale na bloggerze, nagle mi tam wyskoczyło jakieś szyfrowanie marnując całą moją pracę. Na szczęście zdążyłam już trzy części opublikować. Skopiowałam je ale obawiam się, że przy tym kopiowaniu mogło się coś pokręcić a nie mam teraz sił i chęci na ponowną korektę. Pod tagiem "DEGEDEN" zamieściłam dwie części ujęte tym razem w całość a nad trzecią chyba jeszcze popracuję, czwarta w sumie też jest do odzyskania ale na nowo muszę ją poprawiać i nie jestem pewna czy i kiedy będę miała na to ochotę.
022.JPG
 

nurt
 
 
022.JPG


Po raz pierwszy miała uczestniczyć w naradzie rodzinnej.  Trochę to było ekscytujące lecz bardziej
niepokojące dlatego zapytała dostojną matkę o co chodzi.
-Koror chce abyśmy cię wysłali do żeńskiej szkoły zawodowej  - wyjaśniła  Rezeryka - wiem to
z przecieków więc zachowaj dla siebie.
-Dlaczego Koror? - Milareza miała prawo się dziwić. Koror wprawdzie nie był przeciwnikiem
kształcenia kobiet ale poplecznikiem też nie. W ogóle się tym nie zajmował a Milareza była mu
raczej obojętna. Przynajmniej od czasu gdy przestała się "pętać" czyli podejmować próby
(zwykle udane) zainteresowania Milandera swoją osobą  Potrafiła przyjść ze swoim  misiem po
poradę. Korora to denerwowało zwłaszcza, że Milander cierpliwie słuchał i doradzał jak misia
leczyć albo jak go zachęcić do nauki.
-No ale prześwietny ojcze co czynić kiedy on woli zjeść jabłuszka zamiast dodawać?
- Wypytywała niegdyś.
-Ćwicz z nim odejmowanie - warknął Koror.
-Albo nie dawaj mu prawdziwych jabłuszek tylko rysuj - poradził Milander. Były jeszcze inne akcje typu: kotka boli ząb,  którą sukienkę założyć lalce na bal i.t.p. Dobrze wiedziała, że drażni Korora ale nie podobało jej się, że on zabiera czas, który ojciec mógłby poświęcić jej i jej rodzeństwu.  Z czasem z tego wyrosła, jednak Koror nadal nie był jej ulubionym kuzynem.
-Ma jakieś swoje powody - powiedziała Rezeryka - ty sie skup na tym czy tobie to odpowiada.
Ja osobiście bardzo chcę abyście wszyscy zdobyli wykształcenie. Biurowość to nie jest szczyt moich ambicji co do ciebie ale może innego kierunku nie uda się przeforsować bo Kororowi zależy na tym. Bierzmy co dają.
  Kororowi nieprzypadkowo zależało właśnie na biurowości. - Słuchajcie - powiedział podczas narady -
ostatnio rozbiliśmy unaską bandę handlarzy ludźmi . Wśród swoich rzeczy mieli dziwny list.
Przeczytam wam tłumacząc na gorąco  fragment:  "Do rządu Pukatanu (roześmieli się bo nie było czegoś takiego jak rząd Pukatanu)  prośba.
Jako właściciel firmy Binius zajmującej się wspieraniem imigrantów z waszego kontynentu proszę o znalezienie prawdziwych danych osobowych imigrantów według załączonej listy.
Są to imiona najpierw unaskie abym mógł się później zorientować o kogo chodzi potem według tego co mi zainteresowani lub  ich bliscy krewni  podali ich imiona pukatańskie wraz z imionami rodziców oraz przydomkami i dawne pukatańskie adresy. Prawdziwe dane są bardzo potrzebne, zwłaszcza potwierdzenia pokrewieństwa, statusu społecznego i dat urodzenia ponieważ mają wpływ, na bardzo istotne dla nich, związane z tym decyzje władz Unasu. Załączam listę osób, które mi lub moim pracownikom nieprawidłowości w ewidencji zgłosiły.
-Mniejsza na razie o tę listę - powiedział Koror - powiem wam w skrócie o co tu może chodzić.
Uchodźcy przybywają do Unasu zwykle zmęczeni, czasem głodni, nie znają języka i pozwalają się zaewidencjonować tak jak się urzędnikowi podoba byle mieć to za sobą a potem okazuje się, że zabierają im dzieci pod pozorem, że nie są z nimi spokrewnieni. Może być też taka sytuacja,  że ktoś ich uprowadził i zostali sprzedani jako niewolnicy,  aby walczyć o swoje potrzebują zaświadczeń z naszych, uznawanych w Unasie kancelarii. Daty urodzenia też mają znaczenie ale według mnie mniejsze bo zależą od nich tylko rozmaite przywileje lub ich brak. Co myślisz o tym liście Milarezo?
-Może najpierw mój syn - wtrącił się Fanteor.
-No dobrze zgodził się Koror - co o tym sądzisz Fantegrisie?
-Trochę chamsko sformułowane no i powinni coś więcej o nas wiedzieć nim się zwrócą z prośbą.
-Milareza! -Wywołał ją Koror do odpowiedzi.
-List odpowiada unaskim standartom, nietakty nie były zamierzone, brak wiedzy o naszym  kontynencie jest tam powszechny a tym imigrantom pomoc naprawdę potrzebna -  Wyjątkowo streściła to tak jak Koror lubił. Zwykle mial do niej pretensje o to co nazywał: "balastem ozdobników i zawijasów", a ona udając nierozgarniętą panienkę na złość je stosowała.
-No właśnie, wszystko się zgadza. - Przyznał. - Ty znas unaski i pobieżnie tamtejsze realia, pomyślałem, że gdybyś chciała się  tym zająć ...
-To nie ma znaczenia czy zna język - wtrącił się Fanteor - bo sprawy trzeba załatwiać tu, w Pukatanie.
-Ma znaczenie czy zna język bo list nie jest przetłumaczony, ja czytałem tłumacząc na gorąco.
Milareza nie potrzebuje tłumacza aby list odczytać i na koniec sformułować odpowiedzi. Ponadto ..
-Fantegris na to półarle potrzebuje zatrudnienia - przerwałmu Fanteor. Wiem, że na złość mnie wymyśliliście aby Milarezę też posłać do szkoły choć wcale jej to niepotrzebne.
-Tu nie chodzi o to aby ktoś miał zatrudnienie - odrzekł Koror - o szkole dla Milarezy rzeczywiście pomyślałam kiedy przyszedłeś mnie namawiać abym dał to zadanie Fantegrisowi ale chodziło mi bardziej o to ...
-Nie ma w Tolimanii wyższej szkoły żeńskiej - przerwała mu  Grisolda.
-Dlatego proponuję wysłać Milarezę do Kareborgi. Myślę, że byłoby to dobre rozwiązanie bo z uwagi na swoje kalectwo raczej za mąż nie wyjdzie ...
-Z jej posagiem?  - Replikował Fanteor - Grisolda ma rękę do kojarzenia małżeństw więc i jej na pewno jakiegoś przystojnego, godnego szacunku młodzieńca znajdzie - Fanteor usiłował poufale położyć rękę na ramieniu Milarezy, dała  znak by tego nie czynił, równocześnie oburzony Milander raptownie wstał ze swego miejsca ale widząc, że córka sobie radzi milczał.
-Nie jestem już dzieckiem prześwietny następco tronu - powiedziała łagodnym głosem - jestem niska ale  bliska dorosłości a tę szkołę chcę skończyć - dodała  - i chętnie podejmę się proponowanego zadania. Mam dostateczne kwalifikacje i chęć niesienia pomocy. Jedyne czego mi brakuje to środek transportu aby osobiście rozwozić pisma co bardzo przyspieszyłoby załatwienie sprawy.
-Pomyślę o tym - obiecał Milander..
-Powierzycie dziewczynie statek powietrzny?! - Oburzył się Fanteor zaskakując tym wszystkich bo przecież wiedzieli i on też wiedział, że Milareza od dawna jest ulubionym stangretlotem Orborta.
-Nie widzę przeszkód - odpowiedział Lanbort -  Milareza to dobra kandydatura, Myślę, że trzeba utworzyć tymczasowy specjalny referat do tych spraw w kancelarii, ostatecznie to tylko kwestia formalna bo nic nie będziemy do tego dopłacać. Milareza będzie odbywać praktykę bezpłatną,  dalsze propozycje Kororze?
-Co o tym sądzisz prześwietny Orborcie? - tendencyjnie spytała Grisolda.
-Lanbort tupnął nogą więc nic nie sądzę - odrzekł Orbort.  
Władzę w Tolimanii dziedziczyli synowie kobiet z najstarszej, żeńskiej linii dynastycznej. Ostatnia żona Orborta a zarazem matka Lanborta z niej pochodziła.
Gdy zmarł jej brat dzierżący tytuł mirona  Lanbort był jeszcze dzieckiem toteż władzę w jego imieniu sprawował ojciec. nigdy jej nie oddał bo  lubił rządzić krajem a pochłoniętemu pracą badawczą Lanbortowi na tym nie zależało.  Niemniej to Lanbort był mironem Tolimanii i gdy zechciał, miał  głos decydujący.
Po naradzie Fantegris ostentacyjnie podszedł do Milarezy - pierwsze słyszę, że interesuje cię biurowość    -powiedział - do tej pory interesowało cię malarstwo i historia Tapuneków ... a i jeszcze te twoje  katalogi sztuki. Nie sądzisz, że wystarczyłoby ci prowadzenie korespondencji w sprawach tych katalogów?  I już miałabyś tę swoją biurowość. Musiałaś mi podebrać tę sprawę?
-Niczego ci nie podebrała - powiedział Lanbort stając za jego plecami - od początku to ona była przewidywana do tej roli, tylko o szkole pomyśleliśmy później.
-I od razu znalazło się dla niej miejsce w kancelarii?
-Na razie moglibyśmy ci tam zaoferować rolę posłańca - oświadczył Orbort.
-Jestem synem następcy tronu.
-Moi synowie są synami mirona - oświadczył Lanbort - a za młodu nie wstydzili się podrzędnych funkcji. Nikt niedoświadczonego młokosa na fotel kanclerza nie posadzi.
-Za to Milarezie powierzacie funkcję samodzielnego referenta..
-Ma kwalifikacje, sam wspomniałeś o jej katalogach...
-O ile wiem to w prowadzeniu korespondencji pomagał jej tatuś.
-Początkowo - odrzekł Milander - teraz już nie pomagam, teraz umie sama.
-A dlaczego nie może pracować w fundacji Dianilotty?
-Mogłaby - zreplikował Lanbort - ale jako pracownik naszej kancelarii będzie poważniej traktowana w obcych  a ty masz się przystosowywać do pracy w tym kraju i w jego sprawach. Zacznij od roli posłańca i pracuj tak by nikt się nie zdziwił gdy dotrzesz na szczyty a ojciec miał kiedyś w tobie podporę.
-Też tak uważam - przyznał Orbort i zaraz zwrócił się do Milarezy - wiem już co zrobimy. Będziesz korzystała z mojej Cukiernicy - oświadczył ku zaskoczeniu wszystkich.
-Czyż nie jest za wielka?
-Jest i dlatego jej nie lubię - odrzekł - wolę Piruetę i Latarkę. A ty całkiem dobrze sobie z prowadzeniem Cukiernicy radzisz więc ją bierz i tak ci ją zapisałem w testamencie a ...i dam ci dodatkowo funkcję posłańca, to będzie dobrze wyglądało kiedy założysz strój posłańca oczywiście ze spódnicą .. ale przecież ciebie pouczać nie muszę.
-Obiecałeś to stanowisko Fantegrisowi. - Przypomniał Fanteor.
-Nie mam limitu na liczbę posłańców a przecież ona będzie doręczać własne pisma, zresztą i tak nie wiadomo czy Fantegris stanowisko przyjmie.
-Przyjmie, przyjmie - odpowiedział za syna następca tronu.
Milareza wyposażona w pismo z Unasu, ustne zezwolenie na używanie lotopławy i stanowisko posłańca (istotniejsze dla wykonania zadania niż funkcja samodzielnego referenta)  natychmiast zajęła sie pracą.  Przekopiowała nadesłane sprawy na pojedyńcze kartoniki, posegregowała i przystąpiła do sporządzania pism. W tym czasie Milander zadbał aby sporządzono dla niej w kilku językach  i na sposoby wymagane w rozmaitych krajach (w tym wersję unaską) odpowiednie dokumenty potwierdzające jej funkcje i prawa, W tym prawa do prowadzenia cukiernicy bo jego ustna umowa nie zadowolała.
Rezeryka zaś podjęła się dopilnowania aby Milareza szybko dostała strój posłańca mironejskiej kancelarii. W ten sposób odciążyli ją od dodatkowych zadań związanych ze świeżo otrzymaną pracą.  
 Zaczęła od Bambelotu bo jedna ze spraw bambelockich emigrantów wydała jej się najpilniejsza. Zajęła się tym z taką pilnością, że już dwa dni później i to z rana i mogła skontaktować się z Dianilottą, przekazać jej przez kopiarkę komplet pism do Bambelotu z prośbą o podpisanie i również przesłanie przez kopiarkę.
  Dianilotta nawet specjalnie się nie dziwiła, nie pisywała dużo listów zwłaszcza urzędowych więc nie wiedziała ile czasu to może zająć, nawet osobie tak wprawnej w pisaniu jak wiecznie coś notująca Milareza, podpisała bez czytania i jeszcze tego dnia Milareza zjawiła się w bambelockiej kancelarii. Strój posłańca nie był gotowy, wybrała więc spośród swych sukien odpowiednią
i przepasała szarfą w tolimańskich barwach. Musiała długo czekać a potem się wylegitymować ale gdy już to zrobiła niemal natychmiast przybito na pismach do niższych szczebli pieczęcie kancelarii i dopisano na każdym z nich słowa: sprawa priorytetowa. Następnie przeproszono ją, że musiała tak długo czekać.
-Liczyłam się z tym dostojny  sekretarzu wicekanclerza- odpowiedziała - niedawno dostałam zamianowanie na posłańca, mój strój jest niegotowy a sprawy zbyt ważne by na niego czekać.
- Na przeprosiny dam ci odznakę naszej kancelarii - powiedział - oczywiście do zwrotu gdy już nie będzie potrzebna. Nie chcę aby przedstawicielka szanowanego kraju a na dodatek córka Milandera jeszcze gdzieś
musiała czekać w naszych urzędach.
Zawiesił jej na szyi łańcuch z odznaką. Tego dnia jednak już nic nie mogła załatwić w urzędach wróciła więc do domu sporządzać następne pisma.

CYPRYLA
Cypryla.JPG

Cyprysia była nadąsana bo Milareza nie poświęcała jej czasu a w każdym razie poświęcała go za mało. Owszem próbowała ją zająć tym czym sie sama zajmowała ale to było nudne jak poranny kleik.  Biurowość! Też sobie wybrała! Przedtem obie interesowały się sztuką, robiły katalogi, czytały dzieje Tapuneków, robiły lalkom tapuneckie stroje ...  Tak naprawdę Cyprysia tylko się interesowała i obserwowała bo ze względu na swą ułomność zrobić nic nie była w stanie. Wykonawczynią i lektorem była Milareza. Cyprysia jednak zawsze myślała o tch działaniach w liczbie mnogiej. Wiedziała co robi Milareza i ją to tak bardzo obchodziło jakby sama też była wykonawczynią. Teraz dopiero dotarło do niej, że zawsze dzieliła pasje Milarezy. Niby była w ich duecie ważniejsza ale to nie ona Milarezę lecz Milareza ją zarażała swoimi hobby.
Tym razem było inaczej. Cyprysię naprawdę ta cała pisanina Milarezy nie obchodziła. Nie zamierzała się wzruszać jakimiś głupicami, którzy pozwalają się oszukiwac a potem błagają aby ktoś to odkręcił.
Dała do zrozumienia Milarezie, że owszem mogą studiować ale historię sztuki.
Wkrótce potem stało się coś dziwnego. Pojawiła się Totetta. Przyprowadziła ją Rezeryka
w towarzystwie Milarezy i naczelnej opiekunki Cypryli.
-Mizunia powiedziała nam, że chcesz studiować historię sztuki - powiedziała Rezeryka i spojrzała na nią pytająco. Niestety Cyprysia umiała się dogadywać tylko z Milarezą. Nie dość, że nie mogła mówić to i gestykulacja jej nie wychodziła. Nie panowała nad swoim ciałem. Milareza jednak zawsze umiała się wszystkiego domyśleć. Pewnie dlatego, że były razem od urodzenia.
Cyprysia nie wyobrażała sobie świata bez Milarezy. Bez Milarezy byłaby jak bez ust i rąk a właściwie bez połowy siebie.  I oto nagle przyprowadzono jej Totettę a Rezeryka powiedziała - Totetta będzie z toba jeździć na zajęcia. Milareza na pewno wiedziała jak bardzo Cyprysia tak nie chce. Zawsze wszystko wiedziała, musiała wiedzieć i teraz a milczała. To było jak okrutna zdrada. Dopiero po pewnym czasie widząc rozżalenie Cyprysi raczyła otworzyć usta  - nie jesteśmy jedną osobą Cyprysiu - powiedziała - jesteśmy przyjaciółkami ...
-Już nie - pomyślała Cypryla.
-w każdym razie ja jestem twoja przyjaciółką - poprawiła Milareza - ale nie chcę ani rezygnować z siebie ani zmuszać ciebie byś kochała to co ja ... Tak wiem, historię sztuki też kocham ale teraz chcę się zająć czymś naprawdę ważnym.  ... Masz rację,  historia sztuki jest ważna ale prawdziwe życie ważniejsze.
-Nikt nie może ograniczać swojego świata tylko do jednej osoby - wtrąciła się Rezeryka - dorastacie, czas abyście poszerzyły grono przyjaciół. Pstaraj się polubić Totettę. Jest jeszcze taka sprawa - przystapiła do omawiania kwestii praktycznych - w Degeden gdzie jedzie Milareza nie ma takiego kierunku jak historia sztuki. Jest za to muzealnictwo. .Cyprysia była zdecydowana nie brać tego co jej dają. Tym razem to ma być jej wybór. Okazało się jednak, że Rezeryka i Milareza są przygotowane i mogą jej przedstawić wiele opcji. Na przykład wcale nie musi wyjeżdżać do Degeden historii sztuki może się uczyć w tutejszej szkole  plastycznej lub od prywatnego nauczyciela. Od prywatnego nauczyciela może się uczyć także w Degeden. W Degeden jest też szkoła grafików. Tego jej nie polecano więc Cyprysia właśnie na to sie uparła. Nie było wielkiej dyskusji. Rezeryka po prostu spytała Totettę - dasz radę?
-Nie rysuję aż tak dobrze, ale... - powiedziałaTotetta Rezeryka jej przerwała:
-To się nauczysz fotografować.
-Możnaby namówić Amalkę aby wybrała szkołę reporterów a przy okazji podszkoliła Totettę
-zaproponowała Milareza - wprawdzie sądzę, że Totetta z rysunkami sobie poradzi, czemuż jednak nie miałaby się nauczyć fotografować?
-Dobrze - zdecydowała Rezeryka - pogadam z Amalką i jej rodziną, no i postaram się przekonać dyrekcję w Degeden, że powinni przyjąć Cyprysię.
Gdyby Cyprysia wiedziała, że to tak sie potoczy wybrałaby muzealnictwo.. No i co z tego, że jej to zaproponowano? To i tak byłby jej wybór. Powinna była skupić się na tym czego ona chce a nie na tym by zaznaczyć swoje ja. Grafika to był naprawdę strzał chybiony bo przecież nie jest w stanie rysować ani nawet robić fotografii.
Oczywiście nie wyjeżdżały już natychmiast do Degeden. Na razie udały sie na Meduzę a ściślej do Arbland stanowiących stolicę nadanej Milanderowi przez Lanborta Arandii. Ta Arandia w przeciwieństwie do innych dużych okręgów administracyjnych Tolimanii nie stanowiła zwartej całości, składała się z kolonii w różnych miejscach i miała swoich namiestników lub wodzów a Milander stał sie ich zwierzchnikiem, zwanym potocznie latającym arandem.
Udały się na Meduzę?  Nie, raczej Cyprysia się udała wraz z całą rodziną. Milareza niby też, tyle, że więcej czasu spędzała w lotopławie niż na wyspie.
Między innymi przez to Cyprysia nie czuła się tam tym razem tak wspaniale jak zawsze. W dodatku aż dwa zlecone przez Milandera projekty na jej rzecz były niemal zrealizowane. Miała tylko przetestować prototypy. Nie mogła, dorwały się do tego inne dzieciaki Rezeryki i Milandera, własne i adoptowane, wydzierając sobie,  ponoć sterowne myślą wózek i aparat fotograficzny. Słyszała piski strachu i radości, to ją jeszcze bardziej rozgoryczało niż  fakt, że nie może sama sie pobawić. Gdyby była tu  na stałe Milareza to pewnie jakoś by to załatwiła ale nie, ona wolała pisać te swoje pisma, dostarczać do adresatów i zbierać odpowiedzi.
Musiała jeddnak zadziałać gdy Cyprysia zażądała powrotu do Sarinei. Nie miała ochoty przedstawiać sprawy Milanderowi bo przez to pośredniczenie w sprawach Cypryli od dziecka była uważana za kłamczuchę. Powiedziała kiedyś Cyprysi, że nawet Milander tylko udaje, że jej wierzy ale gdyby mógł jej - nie udowodnić - lecz raczej sądzić, że udowodnił kłamstwo, zostałaby przykładnie ukarana.  
No i co z tego, że robiła to niechętnie? I tak zawsze w końcu szła do Milandera. Tym razem było tak samo.
  Przecież nie mogłaby nie udzielić Cyprysi  pomocy i to tym bardziej, że chyba powinna mieć jakieś wyrzuty sumienia zostawiając ją na tak długo samą ze służbą i rodziną?


g
 

nurt
 
022.JPG


009.JPG


Amalka też lubiła jeździć na wózku Cypryli. Robiła to gdy na Meduzie jeszcze było widno ale
potomstwo Milandera i Rezeryki już było zaganiane do łóżek, nawet Irbis będący rówieśnikiem Milarezy i Cypryli. Wtedy do wózka dobierały się Lanfelcia i Amalka bo ich ojcowie nie byli tak rygorystyczni jak Milander. Lanfelcię szybciej skarciłaby Felikandra .  Lanbort był nadzwyczaj pobłażliwy. Raz gdy Lanfelcia jadąc na świni wpadła w kałużę a widziało to wiele osób, Grisolda do niego powiedziała - to nie przystoi mironecie. Lanbort zaś odrzekł z dumą - no i co z tego, że spadła w błoto ?  Za to z jakim wdziękiem się podniosła!
   Milareza nie musiala tak wcześnie chodzić spać jak jej rodzeństwo. To ona była traktowana jak
najstarsza, niemal dorosła. Nie zawsze nawet wracała na noc, wolała ją spędzić w lotopławie by z samego rana zjawiać się w jakimś biurze czy kancelarii, wyprzedzając innych petentów i w ten
sposób oszczędzając swój czas.
-Już tam ona z pewnością  sobie rozplanowała - powiedziała z szacunkiem Felikandra - kiedy jest
czas na pisanie a kiedy zalecieć, do którego urzędu.
-Ja nie muszę być tak dobrze zorganizowana - oświadczyła ku zachwytowi Rezemci Lanfelika -

takie piękne kobiety jak ja nie muszą być aż tak sumienne i mądre.
  Czasem jednak Milareza bywał na Meduzie . Zaraz po drugiej czy trzeciej wizycie  zjawiła się
u Milandera. Akurat był u niego Lanbort z żoną i córką wiec Amalka dowiedziała się od Lanfelci, że Milareza przyszła powiedzieć, że Cyprysia chce wracać do Sarinei.
- Widać Milareza chce wracać - zaśmiała się Amalka.
-Nie sądzę. Dali jej lotopławę to chce polatać, raczej ktoś doniósł jej, że Cyprysia nie może
pojeździć na swoim wózku bo stale zajmuje go ktoś inny. Zresztą nie wiem. Czasem mi się wydaje, że ona nikogo nie nabiera tylko naprawdę przekazuje prośby Cypryli. Mają jakąś swoją własną mowę czy coś.
   -No może - niechętnie przyznła Amalka. Nie chciała się spierać z Lanfelcią ale swoje myślała.
Tymczasem ojciec wezwał ją do siebie - Amaldyno, czas byś wzięła swój los w swoje ręce - powiedział - masz już prawa osoby dorosłej, bądź zatem dorosła. Uzgodniłem z dostojnymi władcami, że zostaniesz kronikarką Milarezy.Tymczasem ona załatwia ważne sprawy nawet w najwyższych urzędach a ciebie przy niej nie ma. Chyba powinnaś dołączyć co o tym myślisz?
-Może następnym razem.
-A kiedy będzie ten następny raz?  Cypryla wyjeżdża więc i Milareza będzie tu rzadszym gościem. Ja ci nic nie narzucam, przemyśl to.  Chcesz być tylko mężową czy reporterem?
  Chciała być reporterem. Niekoniecznie przy Milarezie. Milareza i te jej sprawy urzędowe były
nudne jak cerowanie skarpet. No ale przy kimś trzeba było zacząć karierę nim Amaldyna będzie
tak rozchwytywaną reporterką, że będzie mogła sobie tematy wybierać.
Na początek wcale nie było tak źle. Poleciały z zapowiedziana wizytą do Auretanii. Przyjął je sam królewicz Amando.Powiedział, że jest zaprzyjaźniony z Kororem, wie, że Kororowi bardzo
na szybkim załatwieniu tych spraw zależy, pomyślał więc, że mógłby z nimi latać i bedą wtedy traktowane poważniej. Już wstępnie pytał Korora czy to wypada a Koror powiedział mu, że tak bo lotopława jest duża i pozwolił aby Amando zajął ten gabinet, który niegdyś on wykorzystywał gdy towarzyszył znamienitemu Orbortowi. Oczywiście Amando spytał  Milarezę czy miałaby coś przeciw temu. Nie miała. Zaproponował by dla wiekszej przyzwoitości latała z nimi jego siostra z opiekunką.
-Królewna? - Zdumiała się Milareza - nie śmiałabym ...
-Ona chce - przerwał jej Amando z ujmującym uśmiechem. Na szczęście przez wzgląd na Amalkę i wymogi dobrego tonu rozmawiali w języku tolimańskim. Jej znajomość auretańskiego mocno kulała. Niepokoiła się jak się dogada z królewną Farwietą. Bo przecież Milareza jako kierowca zajmie osobny gabinet więc obowiązek zabawiania królewny spadnie na Amalkę.
Na razie wszystko sobie pouzgadniali, Amando podstęplował szereg pism dodając na każdym swoją notkę a potem dziewczęta poleciały do Sarinei  - bo Cyprysia na pewno ich oczekuje.
 Owszem oczekiwała i była dziwnie wzburzona, zamknęły się z Milarezą w salonie Cyprysi i długo coś omawiały a potem nagle Milareza nie bacząc na nocną porę rozkazała aby wszyscy się szybko zbierali bo jednak wracają na Meduzę. Amaldyna usiłowała powiadomić o tym ojca lecz nie było łączności. Ewakuowali sie przed świtem dużymi autami jadącymi prosto do lotopławy.To wyglądało jak ucieczka.
     -Co się tam wydarzyło? - Pytał już na miejscu podekscytowany ojciec Amalkę - usiłowałem
się z tobą połączyć ale jest jakaś blokada na połączenia z Sarineją. Mów szybko dlaczego Lanbort
i Milander tak nagle zdecydowali się tam lecieć a odwołali Cyprysię i wszystkich domowników?
Co tam się dzieje?
Amalka nic nie wiedziała.
-Do kitu z ciebie reporter - ocenił ojciec - nie masz nosa.Ostatnie połączenie mieli z Milarezą co
takiego im powiedziała?
-Ona tam rozmawiała tylko z Cyprysią co  mogła jej powiedzieć taka Cyprysia?
-A może nie należy takiej Cyprysi lekceważyć?

TAJEMNICZE ZAKOPALISKO

To co mu Milareza przekazała w imieniu Cyprysi było jak senny koszmar.W ogrodzie mironejskim zakopano coś co zdaniem Cyprysi było zwłokami. Najchętniej by nie uwierzył ale...  Jedyne zdarzenia w jakich można było Milarezie zarzucić kłamstwo były związane z Cyprysią. W innych nie kłamała nawet jeśli było to dla niej niekorzystne i zawsze umiała się przyznac do winy.
  Z Cyprysią wychowywała się od niemowlęcych lat a na dodatek miała przenikliwe spojrzenie, pozwalające jej odgadywać uczucia oraz intencje rozmówców w stopniu zadziwiającym, a teraz naprawdę drżała z przerażenia.  Natychmiast zaprosił na tele rozmowę Lanborta a brat w lot pojął, że sprawa jest ważna i poufna. Rozmawiali dalej z Milarezą  
Na podstawie beznadziejnych fotografii, zrobionych przez Cyprysię, wskazała  miejsce tajemniczego pochówku. Zrazu sądziła,że sami je rozpoznają ale musiała im zwrócić uwagę na szczegóły. - Spójrz prześwietny ojcze mówiła - wszak tu wyraźnie widać łapę pingwina. ...
Wcale nie było to takie wyraźne jednak powiększywszy górny fragmencik fotografii rozpoznali łapę z ogrodowej rzeźby, pokazała im jeszcze inne szczegóły, nie tylko dla niej przerażające.
N.p. fragmenty postaci uczestniczących w tym makabrycznym zdarzeniu, najczęściej były to buty
i pończochy. Większość umiała zidentyfikować i oświadczyła, że Cyprysia to potwierdza. Nie wiedziała tylko do kogo należą żółte buty obok kamiennego morsa oraz fragment rękawa na tle
stawu, od Cyprysi wiedziała, że nad stawem stał obserwujący zdarzenie młody mężczyzna ale Cyprysia go nie zna.  Co do butów to zdaniem Cyprysi w tym miejscu stał Orbort ale Orbort nosi zdecydowanie wykwintniejsze obuwie i mniejszy rozmiar, co Milareza oceniła porównując je z  sąsiednim butem należącym według niej i Cyprysi do Fanteora. Lanbort kazał przesłać na swoją kopiarkę  wszystkie fotografie Cyprysi oraz rysunki Milarezy choć wyjaśniła, że część jest nieważna, ważne sa tylko te końcowe bo wykonane już na podstawie ustaleń a nie domysłów.  
Zabronili jej wpuszczania kogokolwiek do  domu.
-Zorganizuj ewakuację Mizuniu - polecił Milander - musicie wyjechać w zwartej kolumnie prosto do lotopławy. Kto inny zajmie sie wyjaśnianiem co sie stało.
Gdy zakończyli rozmowę był jak twierdził potem Lanbort niewiarygodnie blady
- My to wyjaśnimy braciszku - powiedział - zbieraj się, weź połowę straży bo tam może być grób
naszego ojca,  Sprawdziłem w trakcie rozmowy gdzie on teraz jest ale bez odpowiedzi, wiesz co to może znaczyć?
-Znacznik jest poza naszym zasiegiem - przyznał wystraszony Lanbort - a Cyprysia się myli co do
tego kto nosił żółte buty.
  Zdarzało sie, że Orbort tracił pamięć, kiedyś się zagubił. Po długich, na szczęście owocnych
poszukiwaniach Milander zdecydował, że trzeba mu wszczepić taki zaznacznik. Ponieważ mogłoby to być bardzo negatywnie odbierane przez otoczenie, wiedzieli o tym tylko Lanbort, Milander i medyk, który zabieg przy okazji usuwania żylaka  wykonał. Nie mogli przecież strzelać zaznacznikiem do Orborta jak do jakiegos przestępcy.
 Gdy zarówno oni jak i Milareza ze swymi pasażerami byli już w lotopławach, Milander skontaktował sie z nią ponownie.
Dopiero siedząc w dobrze wyposażonej lotopławie Orborta mogła mu być przydatna. Wiedziała jak nią kierować i lustrować najbliższe okolice ale Orbort miał tam też wyposażenie na którym ona się nie znała a Milander, pierwszy inżynier Tolimanii nawet jeśli nie wszystkie urządzenia zaprojektował osobiście to i znał doskonale i stosował we własnych lotopławach. Krok po kroku wyjaśnił jej jak ma sterować agenterami, które zbadają co może leżeć pod ziemią. To nie były zwłoki. Odetchnął z ulgą i Milarezę też o tym poinformował. Zakopano tam jakieś drewno, szmaty, rzeczy ze skóry, szkło, ceramikę, metal i zapisane atramentem papiery. Ogólnie wyglądało na to,  że pałacowe śmieci. Tyle, że ... Orfanta tak przewodziła domowi, że szmaty, skóra, szkło, papier, metal i drewno, nie były wyrzucane ani nawet doprowadzane do stanu, kiedy już tylko do wyrzucenia się nadawały, większość w całkiem dobrym stanie (czasem po
naprawie) trafiała do biednych, inne rzeczy były przetwarzane. Zakopanie rzeczy i to w asyście samego Fanteora było  niepokojące więc Lanbort i Milander nie zawrócili i Milarezy też nie odwołali. Kazali jej wysłać do stawu drążarkę tuneli zaprogramowaną  pod dyktando Milandera tak by powoli zmierzała do miejsca "pochówku"a następnie wkraść się agenterami na pokoje Orborta ale nie włączać kamer bo to byłoby nieetyczne.Chodziło jedynie o zlokalizowanie sygnału zaznacznika. Nie było go, Milander więc pomógł jej  zaprogramować agentary na zataczanie coraz większych kręgów i wszyscy troje obserwowali uważnie ekrany.  Milareza  choć zajęta"wymijaniem" przeszkody na jaką wkrótce natrafiłaby drążarka (sama ową przeszkodę wykryła),  pierwsza powiedziała - o jakiś sygnał! Było jasne, że prawdy przed nią nie zatają zwłaszcza, że kogoś z tamtych okolic potrzebowali do współpracy. Blokowali wszelką łączność z Tolimanią po za łącznością z Milarezą i łącznością Milarezy z urządzeniami Orborta.
-Leć w kierunku sygnału i skieruj tam agentary - polecił Milander. Mimo, że to jego brat był mironem, w sytuacjach awaryjnych on przejmowal kierownictwo a już zwłaszcza tam gdzie trzeba
było wykorzystywać urządzenia zdalnie kierowane   - aha - dodał - wyślij jeszcze lotobus  ratowniczy Rembi -  czekał aż się zajmie tabelaturą by nią pokierować ale ona tym razem od razu wiedziała jak to zrobić, wyjątkowo szybko się uczyła może dlatego, że była taka młodziutka.  Po pewnym czasie uzyskali obrazy
Najpierw Milareza penetrowała leśną,  pagórkowatą okolicę, potem Milander kazał jej wprowadzić agentera do wnętrza domu.
Wkrótce na ich ekranach pojawił się brudny, zarośnięty, przykuty do łóżka atel Tolimanii Orbort.
-Tata - krzyknął wstrząśnięty Lanbort.starzec drgnął i dał się słyszeć głos Milarezy
-Widzimy cię prześwietny Orborcie, racz wybaczyć ....
-Mizunia - wręcz się rozpłakał ale Milander nie dał  mu czasu na czułości.
-Milarezo weź manipulator z lotobulansu.
-Wystarczy wyłamać zamek - zapanował nad sobą Orbort.
-Nie! Żadnych śladów włamania! Miza wytnie i wklei ścianę. Wsiądziesz do lotobulansu. Miza przewiezie cię do Mezo ...
-Nie - włączył się stanowczym tonem Lanbort - Miza skieruje Lotobus do nas, ty się przesiądziesz
i odwieziesz ojca do Mezo. Lepiej zorganizujesz opiekę niż zrobiłoby to dziecko, nawet tak bystre jak Milareza. Oczywiście Miza musi zostawić parę kamerek w tym domu i okolicy.
Ponadto da mi kierownictwo nad agentarami pozostawionymi tu i w pałacu. Za niedługo będę mógł się nimi posłużyć. Może istnieje jakiś sobowtór ojca.
-Wróbcie go w utratę pamięci - mściwym tonem powiedział Orbort.
-Możliwe, że tak zrobię - odrzekł Lanbort - w każdym razie przejmę władzę nad krajem.
Już czas a teraz opowiedz co się stało.
-A jak mnie znaleźliście? - Zapytał i poprawił pytanie - skąd wiedzieliście, że trzeba mnie szukać?
-Cyprysia poinformowała Milarezę, że zakopano zwłoki, Milareza zaalarmowała nas i natychmiast
wsiedliśmy do lotopławy i we współpracy z Milarezą wyjaśniamy sprawę.
-Ale jak doszliście, że jestem tutaj?  Mizunia, mów natychmiast!
-Masz ze sobą coś ... - zaczęła ale przerwał.  -Nic nie mam, wszystko mi zabrali!
-No trudno, będziesz zły - westchnął Milander - kazałem ci wszczepić zaznacznik. Wtedy kiedy usuwano ci żylaka.
-Nigdy nie miałem żylaków bo zawsze dbałem o nogi.
-Nie zawsze, zresztą to nie był żylak na nodze.
-A gdzie?
-Zostawmy tę sprawę na spokojniejszy czas bo tu nagle może ktoś wrócić -  zaoponował przeciw temu śledztwu Milander - Milarezo, tak będziesz ciąć -  na fotografi ściany wykreślił linią łamaną otwór.  Wskazał jak zabezpieczyć wyciętą ścianę, poinstruował jak podsunąć aż do łóżka Orborta transporter, jak otworzyć okowy, przesunąć atela na transporter ...
-Może by tak odsunąć zasuwę od środka - będzie wyglądało jakby ojciec sam uciekł - zaproponował Lanbort.
-Wolałbym pozoranta - odrzekł Milander.
-Nie szkoda?
-Porwano i zakuto naszego ojca - odrzekł Milander - niczego nie szkoda.
-Więc dajemy pozoranta - zdecydował Lanbort - ale to zajmie dodatkowy czas i nie wiemy czy ojciec jest w stanie sam się przebrać.
-Już ty takiego niezguły ze mnie nie rób - odrzekł Orbort i dodał - a ostatnie co pamiętam
to to jak mi Fanteor kładł do głowy, że jego syn powinien być referentem. Wyobraź sobie, że nic
nie jedliśmy ani nie brałem leków ale wściekli byliśmy obaj.
Milareza umieściła przebraną i dodatkowo wedle własnej koncepcji ucharakteryzowaną lalkę na miejscu Orborta.
-Wygląda idealnie - zauważył Lanbort - nie widzę różnicy.
-Uważacie, że jestem takim brzydalem? - Zirytował się Orbort.
-Nie prześwietny - broniła swego dzieła Milareza - do takiego jednak stanu cie doprowadzono i dla lepszego kamuflażu tak powinno pozostać.
-Zabierzcie mnie już do tego Mezo - zdenerwował się - i chcę wyglądać jak ... - w tym momencie
zawiesił głos i dokończył już łagodniej - stary, czysty Tapuneka.
   Potem Milareza dokładnie wpasowała i wkleiła niewielką lecz wystarczającą  ilością silnego spoiwa ścianę i polecieli w trzech różnych kierunkach. Lanbort jeszcze rozmawiał z bratem i
ojcem - co za precyzyjne narzędzie - powiedział.
-O którymkolwiek byś nie myślał - odrzekł Milander - to najważniejszy jest operator  - potem nagle zrozumiał - nie miałeś chyba na myśli mojej córki?
-Mówiłem to w sensie pochwalnym.
-Za dużo się dowiedziała - marudził Orbort - nie musieliście jej tak dokładnie instruować.
-A kogo mieliśmy wtajemniczać? -Spytał Lanbort - już była gotowa do akcji i jest członkiem rodziny.
 

nurt
 
022.JPG

002.JPG

Przyjazd Lanborta wszystkich zaskoczył. - Nie było łączności - wyjaśnił pokojowcowi Orborta -
zaniepokoiliśmy się. Z ojcem wszystko w porządku?
-Jeszcze śpi - padła odpowiedź.
-Nie szkodzi, wejdę się przywitać.
-Powiem mu - odrzekł pokojowiec, Lanbort więc puścił go przodem a z nim urządzonko dzięki któremu mógł z pomocą swoich okularów zobaczyć i usłyszeć to co ono zarejestruje..Wiedział, że brat i ojciec zobaczą to samo na wielkim ekranie w bardziej komfortowych warunkach.
-Lanbort tu jest - poinformował pokojowiec osobę niesłychanie podobną do Orborta. Tak
podobną, że gdyby nie czip możnaby mieć wątpliwości, który jest prawdziwy. "Osoba" nie spała, była przyodziana w ulubiony strój domowy Orborta.-Mówiłeś, że wróci dopiero po zimie.
- Bo tak miało być ale spokojnie, Lanbort nie jest zbyt bystry, unikaj przede wszystkim Milarezy.
Orbort jej nie doceniał ale nie musiał. Ty musisz. Łapska przed nią chowaj.
   Lanbort postanowił nie spojrzeć na łapska gdy już tam wejdzie, spokojnie zaczekał aż zostanie
powiadomiony, że atel go oczekuje. Wchodząc odruchowo spojrzał na jego nogi, były w papuciach raczej nie należących do Orborta - zmienił ci się gust czy masz nogi chore? - Zapytał i gestem odesłał pokojowca.
-Chcę aby dobrze wypoczęły - nawet głos miał podobny do głosu Orborta.  Lanbort tak poprowadził rozmowę aby się okazało,że fałszywy Orbort niczego nie pamięta, poruszał więc sprawy państwowe, o których pokojowiec nie powinien mieć pojęcia, fałszywy Orbort tym bardziej a jednak ... świetnie sobie radził.  Lanbort udał, że się cieszy - doskonale - powiedział - a już sie bałem, że z twoją pamięcią coś nie tak bo nie pogratulowałeś Lanfelci uzyskania praw osoby dorosłej. Świetnie, że pamiętasz ważniejsze rzeczy,  wprowadzisz mnie w to co robicie w kancelarii bo postanowiłem już cię dłużej nie obciążać piastowaniem władzy. Zawsze chciałeś na starość zamieszkać w Kepig i wieść życie Tapuneki.
-Chyba w Mezo - nawet to wiedział.
-To jeszcze omówimy, na razie jesteś mi tu potrzebny. Nie dziękuj, sam się starzeję więc rozumiem, że nie mam prawa cię zmuszać do pracy w nieskończoność.
Gdy już wyszedł, sobowtór wezwał pokojowca i zapytał - kto to jest Lanfelcia?
-Jego córka, bardzo rozwydrzona pannica - usłyszawszy to Lanbort natychmiast zrobił w tył
zwrot, byłby natychmiast zwolnił pokojowca ale doszedł go też głos sobowtóra i nie chciał nic z
tego co powie  uronić, to go uspokoiło.
- Kasterbersa urodziła córkę? Usłyszawszy to miron Tolimanii z wrażenia usiadł na najbliższym krześle i słuchał dalej. Wprawdzie później już nic znaczącego nie usłyszał ale to pytanie bardzo go zainspirowało. Dotyczyło jego pierwszej, zmarłej  już żony, z którą miał trzech synów.
Sobowtór wiedział o niej a nie wiedział o Felikandrze i Lanfelice, to było dziwne i ciekawe.
Równie dobrze ten człowiek mógłby być Orbortem zastąpionym kimś innym zanim ten inny został zaznaczony.  Tylko dlaczego znał bieżące sprawy państwa?
   Zapytał cicho  za pośrednictwem urządzeń Orborta z Mezo co o tym sądzi.
-Znaliśmy się, gadaliśmy ze sobą -  wyjaśnił niechętnie Orbort.
-Jesteście bliźniakami?
-A skąd! On jest dużo młodszy.
-To dlaczego ma większe stopy?
-Bo ludzie różnią się szczegółami. Chciałeś przegnać Cerczitana? - Orbort szybko zmienił
temat.  Lanbort nigdy nie umiał zapamiętać imienia jego zaufanego pokojowca, choć  ten służył ojcu od 45 arli. Czuł, że teraz już zapamięta.
-Tak i przegnam - odpowiedział.
- To tak aby Salwasturio nie mógł zainterweniować. Ja bym interweniował, on tez to zrobi.
-Ma na imie Salwasturio? Powiedz nam o nim coś więcej.
Na razie Lanbort musiał zrezygnować z tej rozmowy bo pojawili się aby go powitać najważniejsi urzędnicy w tym Fanteor. Korora nie było, zarządzał wybudowanym w Unasie mieście Orborta
Orbortporcie.  Lanbort  na pytanie kanclerza Czauzucza czemu zawdzięczają jego wizytę odrzekł:  Wprowadzisz mnie w sprawy państwa, zdecydowałem przejąć należne mi stanowisko. Taki mam kaprys.
Lanbort zrobił "trzęsienie kancelarii" wyłuskując i zlecając naprawienie nieprawidłowości po
czym zostawił rządy na głowie Fanteora i wyjechał bo jednak pracę naukową lubił bardziej a
właśnie miał pilne zajęcie, którym powinien się zająć osobiście:  wyjaśnienie który Orbort to
Orbort i jakie są jego korzenie. Już kiedyś się za tę drugą kwestię brał ale utknął a potem go
pochłonęły inne, nawiasem mówiąc zlecane przez ojca sprawy. Wiedział, że tym razem będzie inaczej.
  A co do tajemniczego zakopaliska: w drewnianej skrzyni, powolutku przeniesionej przez drążarkę w ustronne miejsce poza kompleksem pałacowym, znaleziono poowijane w stare papierzyska buty, skarpetki, rękawiczki i łapcie Orborta. Wszystko w dobrym stanie, nie odpruto nawet ozdób ani okuć.
  Trochę dobranie się do tej skrzyni potrwało bo drążarka, która szybkim urządzeniem nie była, musiała kopać taki tunel aby skrzynia się zmieściła i starannie go za nią zakopywać, ugniatając ziemię. W dodatku wymijała wietrznik (o którym nie interesujący się architekturą Milander nie wiedział) ale w końcu można było dyskretnie,  bez rozwalania czegokolwiek skrzynię zabrać.
Kazał starannie wyprostować i ułożyć papiery bo może kiedyś się jeszcze nimi zajmie.
-No zobacz - powiedział z dumą Milander - moja córka sama  sprawdziła trasę drążarki i umiała poprawić program. Pierwszy raz to robiła i tylko chwilkę pod moim kierunkiem. Oczywiście w innej sytuacji dałbym jej reprymendę, że nas nie zawiadomiła o napotkanej przeszkodzie lecz tym
razem byliśmy zbyt zajęci

TOTETTA
006.JPG

Wszystkie opiekunki były przekonane, że Milareza naprawdę rozmawia z Cyprysią i naprawdę
rozumie jej mowę, Totetta nie była pewna czy z niej nie żartują.  Tym razem miała się o tym przekonać ponieważ Cyprysia miała swoisty egzamin a do tego potrzebna była Milareza.  Użyto wprawdzie też urządzeń analizujących najlżejsze drgnięcia i wyjaśniono Cyprysi jak to działa ale
ponoć Milareza była najpewniejsza. Członkowie komisji usiedli naprzeciw Cyprysi, Milareza przed nimi. Ponad jej głową wstawiano w specjalne szyny dwustronne plansze z pytaniami i wersjami odpowiedzi identyczne z obu stron. Ona jedna nie mogła ich widzieć.
Totetta razem z innymi opiekunkami była wśród obserwatorów siedzących za komisją.
Jeden z członków komisji czytał głośno i wyraźnie:  Odpowiedź pierwsza ... druga ... trzecia ...,
bywało nawet kilkanaście. Milareza niemal za każdym razem wskazywała prawidłową. Raz
powiedziała: proszę szanowni nauczyciele tym razem zaspokójcie moją ciekawość  zechciejcie
przecztać pytanie oraz odpowiedź druga i trzynastą bo wszak obie nie moga być praw... A są? -
spytała Cyprylę i dodała pod adresem komisji - dostojna Cypryla uważa, że obie.   Za jej plecami nauczycielka uśmiechała się do Cyprysi dając znak ręką, że odpowiedź jest dobra.  W pewnym momencie dała znak, że jest źle i chwilę potem Milareza zapytała -  tym razem było źle?
-Skąd wiesz? - Spytał przewodniczący.
-Widzę to w oczach dostojnej Cypryli.  Być może ktoś z mojej prawej strony daje jej znaki.
-Czy wiesz, że twoje odpowiedzi nie zgadzają się ze wskazaniami czytnika drgań? - Pytał dalej przewodniczący.
-Tak, przecież widzę każdy ruch dostojnej Cypryli.  Przykro mi to stwierdzić ale dostojna Cypryla usiłuje celowo dawać złe odpowiedzi, to też widzę.  Wskazuję te, które naprawdę uważa za prawidłowe. Przy ostatnim pytaniu sama była zaskoczona, że wskazana odpowiedź jest błędna. Zdecydujcie proszę czy jest sens kontynuować egzamin, skoro egzaminowana już nie chce zostać zaliczona w poczet uczennic ... Chwileczkę ... To chcesz czy nie, dostojna Cyprylo?
... Ale...?  Nie to nie jest dobry moment aby zmieniać kierunek. Zresztą nie wiemy się czy powtórnie nie rozmyślisz - Milareza mówiła to grzecznie i z szacunkiem potem zwróciła się w
identyczny sposób do komisji: Proszę dostojni nauczyciele kontynuujmy.
Chwilę się naradzali ale zdecydowali się kontynuować. Chyba byli ciekawi czy wskazania czytnika i Milarezy będą już zgodne. Były. Cyprysia pomyliła się jeszcze dwa razy ale na takie mnóstwo pytań jakie dostała trzy błędy nie miały znaczenia. Ponadto chodziło nie o to czy
Cypryla wszystko umie tylko czy jest się w stanie czegoś nauczyć.
   Cypryla faktycznie powtórnie zmieniła zdanie i pozostała przy szkole grafików, kto wie czy wpływu na to nie miał przysłany przez Milandera  przystojny Badibem mający nauczyć ją i Totettę fotografowania. Oczywiście pod okiem ochmistrzyni - Emriwaldy. Milander za bardzo w zdolności pedagogiczne Amalki nie wierzył a chciał aby Cypryla traktowana przezeń jak córka uczyła się od najlepszych. Badibem nie tylko świetnie fotografował, on już uczył upośledzone   dzieci fotografiki.  Ostatnio był nauczycielem Irbisa i chłopiec uczynił wielkie postepy. Oczywiście był w inny sposób upośledzony niż Cypryla, raczej umysłowo niż fizycznie ale Badibem był gotów podjąć nowe wyzwanie a Milander  finansować konsultacje i samokształcenie Badibema w celu ulepszania metod kształcenia Cyprysi. Totetta pomyślała, że pewnie uczyłby ich tego nawet gdyby Cyprysia wybrała muzealnictwo, nie umiała jej jednak do tego przekonać a Milareza była teraz zbyt zajęta. W końcu z tego powodu zatrudniono Totettę.
  Cieszyło ją, że ma tę pracę mimo, że Cyprysia wydawała się fumiasta. Musiała zarabiać bo mogła dzięki temu pomóc rodzicom i sama się wyżywić.  A ta praca dodatkowo pomagała jej zdobyć wykształcenie.
      Powiedziała wprawdzie Rezerce, że nie jest pewna czy poradzi sobie z rysunkami,  miała jednak nadzieję, że tak, przecież zawsze chwalono ją w szkole za rysunki. Ona żadnych egzaminów zdawać nie musiała,wystarczyła opinia ze szkoły, że umie czytać pisać i liczyć i nawet to, że pisała i czytała pismo zwane śniegulicą zaś w szkole obowiązywało środkowopukatańskie nikogo nie zrażało, gorzej, że nie znała języka karebordżńskiego.   Dostała jednak słuchaweczki i
wsparcie tłumaczki Elifarozyndy. Milander zapłacił czesne także za tłumaczkę bo przecież obserwowała lekcje, wprawdzie z daleka ale jednak. Dodatkowo choć dziewczęta mogły spokojnie robić notatki znanymi sobie pismami, Rezeryka załatwiła dla mieszkanek posiadłości nazwanej Siegridówką lekcje pisma środkowopukatańskiego. Oczywiście dla tych, które go nie znały w tym Totetty.  Inne uczennice, które miały tu zamieszkać Totetta uważała za damy, siebie za służącą a jednak Rezeryka nie czyniła między nimi różnicy. Chyba tą tylko, że jej sprawiła trzy stroje szkolne. Cypryla dostała kilkanaście ale Totetta się nie dziwiła, już wiedziała jak często trzeba
było przebierać Cyprysię.
 

nurt
 
 
022.JPG

007.JPG

Rezeryka nadzorowała montaż windy w starym dworku. Niestety Milander nie podesłał jej "swoich" fachowców bo uważał, że są bardziej potrzebni w jego warsztatach a taki prosty projekt z gotowych elementów, dokładnie rozrysowany to i miejscowi spece są w stanie zrealizować.  Coś nie bardzo im to szło, musiała się z nimi użerać, wysłuchiwać, że projekt jest do niczego,  wrzeszczeć, że nie nie może być tak jak oni chcą,  nawet pokazywać, że jednak da się zrobić to czego ich zdaniem absolutnie się nie da.
Przy mężu nazywanym pierwszym inżynierem Tolimanii sporo się nauczyła i nie bała się sama brać za "męskie prace"   W pasiastej sukni i praktycznej fryzurze chronionej czepkiem wyglądała na podrzędną służącą.
Za takową zapewne wzięła ją piękna blondynka, która podeszła by zapytać z kim może pomówić w sprawie zakwaterowania.
-A co nie dali ci w szkole planu posesji? - Zdziwiła się Rezeryka.
-Dostałam  plan ale tam - wskazała na "magnoliowy" domek - mieszkają jakaś kaleka i smarkula z
opiekunkami.Rezeyką zatrzęsło. Dziewczyna mówiła przecież o  bliskich jej osobach . Na chwilę odwróciła od niej wzrok, najchętniej przyczepiłaby się do jakichś uchybień przy montażu ale akurat szło dobrze. Podała potrzebne narzędzie jednemu z robotników. Już się nawet nie dziwił, że taka
domyślna.
Ten krótki moment pozwolił jej się opanować   -Jak masz na imię? - zapytała.
-Symelinda - odpowiedziała  dziewczyna - jestem burmistrzanką z Ebredoz - dodała tak wyniosłym tonem, że Rezerykę to rozbawiło.
Burmistrzanka to nie był dla niej tytuł powalający z nóg. Sama była arandą a to znaczyło o wiele więcej. Na dodatek jej mąż był przyrodnim bratem mirona (władcy) Tolimanii. Wyciągnęła z kieszeni mikrołącze a usłyszawszy po chwili dziewczęcy głos mówiący witam, to ja .... Nie czekając aż domniemana Ewaldyna dokończy zdanie wydała polecenie:  - Przenieś się do Magnolii, na twoje miejsce pójdzie Symelinda.
Potem zwróciła się do Symelindy - idź do Astra
a gdy dziewczyna się nie ruszyła  spytała wrogo - To wszystko? ... Coś jeszcze?
-Wolałabym mówić z kimś kompetentnym.
Robotnicy wybuchnęli śmiechem a Rezeryka powiedziała - jestem kompetentna. Proszę wykonać polecenie.
Gdy dziewczyna odeszła, burknęła - komu tam przyszło do łba aby tu nadęte burmistrzanki przysyłać?
  Potem się okazało, że do domku o nazwie Magnolia udała się nie Ewaldyna lecz Dagrida.  Milarezie się spodobała więc nie było powodu tego odkręcać.
Symelinda mimo wielkopańskiej wyniosłości musiała być zupełną fajtłapą bo zgubiła w drodze kufer i przyjechała tylko z podręczna torebką. Rezeryka dała jej  spośród swoich sukien dwie dzienne i dwie nocne Ewaldynę spytała czy ma dwa mundurki a gdy się okazało, że tak, jeden kazała oddać. Zaraz potem zamówiła dla niej nowy  bo Milander nie był taki jak wszyscy inni mężowie i pieniędzmi kazał jej szastać.
Miał ich sporo, tak jak potomków, którzy już sobie do oczu skakali o to co kto odziedziczy.  To go tak denerwowało, że sam też sporo wydawał. Realizował swoje marzenia, zabezpieczał najmłodsze dzieci.
O starsze już dawno zdążył zadbać. Żyły w luksusie ale wszystkiego było im mało. Niestety kiedyś jej własny synek zapytał ją czy po śmierci ojca on obejmie jego zakłady przemysłowe.
Odpowiedziała wówczas -  ty się ciesz, że masz ojca.  A parę dni później odwiedziła z nim, córkami i młodszymi synkami sierociniec pod pretekstem oddania wyrośniętych ubranek i niektórych zabawek. Potem tego żałowała bo najchętniej przygarnęłaby wszystkie maluchy. Właściwie stać ją  było na to ale czy dałaby im wszystkim swoją miłość? Jedyne co zrobiła to namówiła Milandera aby przyznał sierocińcowi cononestrowe dofinansowanie z jego skarbca i nakupiła potrzebnych rzeczy. Masę rzeczy.
-No niestety - powiedziała Milarykowi - matek i ojców nie mogę im kupić a tego pragną i potrzebują najbardziej.  Oczywiście nie powiedziała Milnderowi skąd się wziął pomysł otoczenia opieką sierocińca,  miała jednak wrażenie, że on wie.
    Mogłaby zamówić mundurek też dla Symelindy tylko po co?  Niech się smarkula nauczy szacunku do innych.   -Ależ ty jesteś na nią wściekła - zauważyła Emriwalda gdy się spotkały na  babskich pogaduszkach.
- Niech nie tyka moich dziewczynek Przy niej to nawet Cyprysia jest miłą, skromną dzieweczką a ja dobrze wychowaną damą.
-Symelinda przypadkiem zobaczyła jak Cyprysię przebierano w domku Milarezy, pewnie zetknęła się z czymś takim
po raz pierwszy w życiu - wyjaśniła Emriwalda.
-Myślała, że ktoś kto nie chodzi nie wydala?
- W kontaktach z innymi dziewczętami złagodnieje - uspokajała Emri.
-Może.
 Rezeryka i Emriwalda znały się od dawna. Zanim Emriwalda została guwernantką Milarezy (a teraz ochmistrzynią Siegridówki) była nauczycielką Rezeryki, przybyłej z kraju o tak odmiennej kulturze, że potrzebowała czasu i wsparcia by się zaaklimatyzować w Pukatanie.
Różnica wieku między nimi była niewielka i szybko sie zaprzyjaźniły.
 Emri kończyła kiedyś szkołę a potem jakiś czas była nauczycielką  właśnie tu w Degeden. Była to najlepsza szkoła na kontynencie. Tak uważała Emri.
Plan Milandera co do Siegridówki był taki - zapewnić Milarezie nie tylko mieszkanie ale  i towarzystwo dziewcząt na równym jej poziomie, zaakceptował wprawdzie Amalkę lecz bez entuzjazmu, była w jego oczach trzpiotowata gąską,nie pasującą do poważnej Milarezy. Dlatego mimo, że obie były Tolimankami, nie zamieszkały w jednym domku, do Amalki dołączyła Lalotta pragnąca się uczyć śpiewu i gry na instrumentach. Nie miała żadnego, Rezeryka kupiła jej więc mandolinę i zatrudniła jako osobę umilającą czas Cypryli. W sumie z czterech, oddzielnych domków, dziewczęta z opiekunkami zajęły trzy, czwarty o nazwie
"Nasturcja" został dla Rezeryki ale na razie mieszkała w największym, środkowym dworku, zajętym głównie przez Cyprysię i jej świtę. Były jeszcze oddzielne pawilony z kuchnią i pralnią a w budowie potężny kompleks kuchenny dla Milarezy bo żaliła się,że nie umie gotować. Trochę zdaniem Rezeryki przesadzała, przecież umiała upiec kartofle w popiele ale Milander uznał, że już najwyższy czas aby nauczyła sie czegoś więcej..

OPOWIEŚĆ SZAREJ DAMY Z DYLIŻANSU
Roch na kanapie.jpg



W dyliżansie siedziało sześcioro pasażerów a jeszcze na siłę chciała się wepchnąć starsza kobiecina wrzeszcząc, że musi jechać na ślub młodszej córki swojej siostrzenicy bo Meliwaretta jej nie wybaczy jak nie pojedzie. Miejsce w zasadzie było, na siłę znalazłyby się nawet dwa.
Jedno czekało na burmistrzankę z Ebredoz, a pewien tęgi jegomość zajmował dwa. Stangret kazał mu się posunąć.
-A nie mogę usiąść narazie tutaj? - Kobiecina usiłowała zająć zarezerwowane miejsce.
-Nie - odrzekł zirytowany stangret -nie ruszymy aż paniusia albo się usadowi tam gdzie kazałem albo opuści dyliżans. Zarezerwowane miejsce ma być wolne. Ja się nie będę z paniusią kłócił w Ganwali (stamtąd mieliśmy zabrać burmistrzankę) . Paniusia jest nadprogramowa i ma siadać gdzie każę.
-Zapłaciłem za dwa miejsca - denerwował się jegomość.
-To za jedno paniusia panu zwróci.- Stangret podał zawyżoną cenę.
Kobietka zaprotestowała bo dobrze wiedziała ile zapłacić powinna.
-Tak ale miejsce nie było wcześniej uzgodnione - odrzekł stangret.
-Nawet wygody nie będę miała siedząc przy takim grubasie.
-Pani się liczy ze słowami - krzyknął jegomość
- i tak nie zapłaci mi pani za całą podróż.
-Bo nie całą będzie się przy panu cisnęła - odpalił stangret.
Do kłótni włączyło się jeszcze troje pasażerów, których denerwował ten nieplanowany postój.
Milczałam tylko ja, udając, że drzemię   i młody rudzielec obok mnie.
Kobiecina uznała, że właśnie on powinien się przesiąść do jegomościa bo nie zajmie dużo miejsca. Zbył tę uwagę milczeniem, w końcu sama musiała tam usiąść ale jegomość na żądanie łaskawie ustąpił jej miejsca przy oknie, wypominał to jednak i kłócili się z  aż do Ganwali.
Potem ich uwagę odwrócił duży, napakowany kufer burmistrzanki, który wymknął się z rąk tragarzy i otworzył ukazując światu zawartość. Dużo nie obejrzeliśmy bo było tam wiele, praktycznie uszytych toreb, wypełnionych rzeczami.Służba natychmiast rzuciła się by je pozbierać i poukładać. Jegomość i cioteczka zgodnie pyskowali burmistrzance a ta nie była im dłużna. Korzystając z okazji rudzielec zgrabnie uwolnił mnie od torebki. Nadal udawałam, że śpię ale postanowiłam mu tego nie darować, choć akurat tam miałam tylko podręczną ilość pieniędzy, grzebień, chusteczkę i coś tam jeszcze, widziałam komu  ją wcisnął , za jakiś czas mi ja podrzucił.
Wkrótce zmieniono konie i stangreta, kłótliwa kobiecina też wreszcie wysiadła a jegomość się uspokoił. Wszyscy byli już zmęczeni. I wtedy zerwałam sie jakby nagle obudzona. W udanym pośpiechu nadepnęłam rudzielcowi na nogę podkutym obcasem.
-Gdzie jesteśmy? - krzyknęłam do stangereta.
-Wjeżdżamy do Czitade - uprzejmie poinformował jegomość w chwili gdy zręcznie  uwalniałam go od sakiewki.  Zastukałam laseczką w przednią szybę. Dyliżans zatrzymał się w rynku.
Stały tam dorożki, wezwałam jedną, woźnica dyliżansu i dorożkarz przenieśli mi bagaż. Przez chwilę widziałam pełne niedowierzania spojrzenie jegomościa. Jeszcze bardziej się zdziwił gdy wyciągnęłam z kieszeni płaski pulares i dałam napiwki.  Szczodre,ostatecznie stać mnie na to,  Takich pularesów mam więcej. Kupiłam specjalnie po to aby porozkładać pieniądze. Nie wiem jak szybko się zorientował, że nie ma sakiewki . W każdym razie nikt za moją dorożką nie jechał. Za pokój w hotelu zapłaciłam z góry za trzy dni ale nie zostałam tam długo. Przebrałam się w najskromniejszą z sukien burmistrzanki, uwolniłam włosy spod czepka zmyłam z twarzy postarzający makijaż, zabrałam z kufra to co mi było potrzebne, zwłaszcza torby bo spodobały mi się zaraz gdy je zobaczyłam, co prawda posłużą mi tylko chwilę, jednak na tę chwilę są mi  potrzebne, większość zabranych rzeczy też wkrótce wyrzucę.  Resztę zostawiłam nie łaszcząc się na żadne kosztowności, nawet piękne guziczki i klamerki bo przecież i tak nie mogłabym ich zachować. Spakowałam też rzeczy, które miałam na sobie w oddzielną torbę, tych muszę się  pozbyć w pierwszej kolejności,zwłaszcza czepka. Zrzuciłam to do ogrodu. Zeszłam z jedną torbą, zbyt cenną zawierającą zawartość bym ryzykowała zrzucenie.  To była elegancka torba burmistrzanki, wyciągnięta ze szmacianej gdzie były tez inne rzeczy pasujące do kompletu w tym pantofle, które  założyłam, wypchawszy czubki haftowanymi chusteczkami.
Gdy byłam już przy recepcji nadjechała dorożka, pochłaniając uwaę recepcjonistki. Cicho, spokojnie wyszłam do ogrodu , w świetle latarni zobaczyłam  gramolącego się jegomościa, za nim wyskoczył rudzielec.
Mnie krył mrok. Pośpieszyłam się by zabrać torby nim przybysze dostaną się do wynajętego przeze mnie pokoju. Potem wzdłóż muru szukałam miejsca gdzie najbezpieczniej mogłabym przeskoczyć przez płot a potem wciągnąć na lince schowanej w jednej z toreb bagaże.   Nie musiałam, znalazłam wyrwę, chyba nikt mnie nie zauważył. No i mam nadzieję, że burmistrznka szybko się nie spostrzeże. Muszę jak najszybciej gdy tylko zacznie się dzień obkupić się na ryneczku a potem zmienić strój fryzurę, buty i torby jeszcze ze dwa razy. Jutro a najpóźniej za dwa dni zaczynam życie cnotliwej, uczciwej panienki. Stać mnie na to.


E W A L D Y N A
024.JPG

Ewaldynie w przeciwieństwie do Symelindy wszystko układało się znakomicie. Nawet z ojcem się ostatnio pogodziła i zawarli układ, że jeśli sama nie znajdzie pracy biurowej to wraca wspierać rodzinny biznes śpiewem i grą na tamburynie, taniec towarzyski z powodu, którego uciekła z domu, wykluczony.
Dowiedziawszy się, że dotychczasowa szkolna sekretarka odchodzi, natychmiast zgłosiła gotowość podjęcia tej pracy a równocześnie by zwiększyć swoje szanse zapisała się na wyższy kurs biurowości.
Miała rację. Eneroze  natychmiast po tym zgłoszeniu odrzuciła konkurencyjne podania.
Wezwał ją do siebie i powiedziała: Zarekomendowałam Cię mojej dawnej nauczycielce  Emriwaldzie - oświadczyła i moment czekała, chyba na jakieś pytanie ale nim się Ewaldyna zorientowała kontynuowała: To była taka dziwna historia. Kiedy nasz kurs kończył naukę przyjechał Milander aby sobie wybrać spomiędzy nas nauczycielkę dla  żony.
-Żony? - Zdziwiła się Ewaldyna.
-No tak ożenił się z dzikuską, którą trzeba było wszystkiego uczyć na nowo. Rozmawiał z każdą z nas. A wiesz kogo wreszcie wybrał? ....Emriwaldę. Byłyśmy na nią złe. Muszę jednak przyznać, że wcale się nie pchała i była zdziwiona. Myślę, że szczerze. Ówczesna dyrektorka to właśnie mnie polecała na to stanowisko, wtedy byłam rozczarowana ale dostałam posadę po Emriwaldzie a potem dorobiłam jeszcze kurs zarządzania i nie mogę na swój los narzekać. Emriwalda z czasem została nauczycielką najstarszej córki Rezeryki ... to znaczy czcigodnej żony znamienitego Milandera i teraz ta mała będzie u nas kończyć kurs biurowości.  Przebudowują dla niej starą posiadłość, nazwali ją Siegridówka. Niezbyt mnie zachwyca to jak to robią ale Emriwalda przekonała mnie, że to jednak nie będzie jaskinia rozpusty. Dziewczęta będą mieszkać po dwie w oddzielnych domkach ale w każdym będzie też zakwaterowana nauczycielka mająca na nie oko. Pomyślałam, że mogłabyś też tam zamieszkać.
-Chyba mnie na to nie stać ...
-A wyobraź sobie, że zakwaterowanie i wyżywienie dla dziewcząt jest bezpłatne. Zarobione pieniądze będziesz mogła zainwestować w stroje co powiedzmy szczerze, bardzo ci się  przyda. Dyrektorka miała rację. Ewaldyna odzieży miała mało i lichą. Ojciec nie pozwolił jej zabrać tej, którą nazywał roboczą a robocze stroje w jej rodzinie były takie jak u wielu odświęte.
Nie tylko mieszkanie ale nawet wyżywienie w Siegridówce miało być darmowe tylko trzeba było trochę pomóc w pracach domowych.
Fantastycznie! W dodatku mieszkanie okazało się luksusowe. Na posesji było pięć pawilonów.
Wielki, środkowy nosił nazwę Sasanka po jednej jego stronie stały Magnolia i Nasturcja, po drugiej  Piwonia i Aster. W Astrze miała zamieszkać Ewaldyna z koleżanką i jakaś nowa nauczycielka. Potem okazało się, że nauczycielka będzie mieszkać u rodziny a pierwotnie zakwaterowaną Dagridę zastąpi Symelinda.  I tak dobrze,że to nie Ewaldyna musiała się przenieść.
Mało brakowało. Szczęściem zdążyła już nauczyć Dagridę obsługiwania milanderłącza i podekscytowana koleżanka wyprzedziła ją do aparatu. Rezeryka nie widząc rozmówczyni, była pewna, że rozmawia z Ewaldyną  i kazała jej się przenieść. Przy kolacji przyznała się do błędu i dodała,że niech tak już zostanie aby nie było zamieszania.
Jedno się na razie nie spodobało Ewaldynie. Musiała oddać Symelce jeden ze swoich dwóch mundurków szkolnych i to chyba już na zawsze bo trzeba było spódnicę podłużyć. No cóż nim dorobi się następnego trzeba będzie częściej prać jedyny jaki jej został i dosuszać żelazkiem.
Perspektywa  lepsza niż ewentualne szukanie nowego lokum, zapewne gorszego i nie dającego szans dorobić się czegokolwiek. Nie mogła Rezeryce odmówić.
Rankiem zdarzyła się druga rzecz, która się Ewaldynie nie spodobała. Musiała się myć w ubikacji gdzie na szczęście była umywalka bo inaczej spóźniłaby się na pierwsze zajęcia.
Dobijanie się do łazienki było bezskuteczne, co najwyżej irytowało Symelkę.
Prawie kończyła sie myć gdy to Symelka zaczęła się dobijać krzycząc, że nie wytrzyma.
Ewaldyna udawała, że nie słyszy.Gdy wreszcie otworzyła drzwi ujrzała, że Symelka jest sina, wściekła i skulona jakby ją bolał żołądek.
- fuj, ale nachlapane - krzyknęła nieszczęsna.
-Zaraz sprzątnę, a nie możesz iść do sąsiedniej ubikacji? - zapytała udając zdziwienie. Poprzedniego dnia pokazała jej ubikację ale jedną bo chodziło o to by zademonstrować jak się spuszcza wodę.
Trzeba trafu, że była to akurat ta w której się dziś myła. Poprzedniego dnia Dagrida zdążyła obejrzeć sobie wszystko, oprócz zakluczonego pokoju dla naczycielki, nawet zamaskowany odsuwaną ścianką awaryjny sedes w łazience przy pokoju dziewcząt. Symelki już się nie chciało Ewaldynie tak dokładnie instruować.
Nie pomyślała, że wszystko jest ważne. No i dobrze,  to się Symelce należało.
Gdy wreszcie wszystkie osiem zebrały się przed pawilonem numer jeden w oczekiwaniu na powóz, z uczuciem lekiej zazdrości popatrzyła na stroje Milarezy, Totetty i Cypryli. Materiał był najlepszego gatunku i wszystko aż do najdrobniejszych detali znakomicie uszyte. Milareza uśmiechnęła się do niej a Dagrida podbiegła aby się przywitać.
-No i jak się mieszka? - Spytała ją Ewaldyna.
-Wspaniale, Emriwalda jest całkiem dorzeczna a Milareza wręcz wyczulona na cudze potrzeby.
Wczoraj i tak siedziałyśmy w "Sasance", najpierw w kuchni, potem u Cyprysi. To zdumiewające jak Milareza z się z nią dogaduje. Jestem pod wrażeniem.
Powóz okazał się dużą gablotą z wygodnymi siedzeniami. Denerwujące było to, że był jeszcze bez koni.
Milareza wprowadziła wózek z Cyprysią korzystając z windy.
Amalka wchodząc przepuściła przed sobą Lalottę. Wsiadły wszystkie.
-Czy ona też jedzie do szkoły? - Symelka wskazała na Cyprysię. A kto ją będzie przebierał jak się zafajdoli?  Cyprysia poruszyła sie nerwowo acz nieskładnie.
-Nie ty Symelindo z Ebredoz - odpowiedziała pobladła Milareza i przeszła na tył pojazdu.Usiadła w wysokim fotelu a one siedzialy tyłem do niej.
-No coś ty, obraziłaś się? - Zreflektowała się Symelka.
-Prowadzi powóz - odpowiedziała Amalka.
- Nie widzę, żadnych koni - zaniepokoiła się Ewaldyna. Niepokoiło ją to, że zbierają się tak długo. No przecież zaprzężenie musi potrwać, pewnie szybciej doszłaby pieszo... Nagle spostrzegła, że gablota się przemieszcza i robi to tak płynnie jakby sunęła w powietrzu. Dotarły na czas.
O dziwo w tym arlu , uczennic na kursie biurowości było dużo więcej niż dawniej  ale tych z wyższego kursu tylko pięć i żadnej z nich Ewaldyna nie znała. Wszystkie z jej kursu przynajmniej na razie zadowoliły się niższym etapem nauki bo przecież mimo, że uczyły się tego samego co chłopcy w szkole urzędników to i tak nie mogły liczyć na funkcję lepszą niż sekretarka, przepisywaczka, protokolantka czy rachmistrzyni. Na razie zebrano je wszystkie razem. Ewaldynę przedstawiono jako szkolną sekretarkę.
Zapytano pozostałe dziewczęta czy któraś chciałaby opowiedzieć coś o sobie. Zgłosiła się Symelinda. Powiedziała, że jest burmistrzanką, córką burmistrza Ebredoz w państwie Ąrębimara. Ewaldyna zdążyła pomyśleć - oby tylko nikt nie zapytał gdzie leży Ąrębimara - a już wyrwała się jedna z młodych - a gdzie się znajduje Ąrębimara?
Ewaldyna czuła, że zaraz zostanie zapytana. Znała mnóstwo państw, myślała nawet, że wszystkie, ale Ąrębimary nie. Szkoda, że nie zapytała wcześniej Symelki skąd pochodzi.
Dagridę wypytała o takie sprawy ale z Symelką były inne tematy do rozmowy, zwłaszcza jej zaginiony bagaż.
Milarezo - zwróciła się na szczęście nie do Ewaldyny kierowniczka szkoły - Ty bywasz chyba wszędzie, wyjaśnij koleżankom co to za państwo. Milareza uśmiechnęła się figlarnie i Ewaldyna poczuła, że kocha ją za ten uśmiech.
- to właściwie część Haberlandów ... - zaczęła ale Symelinda wpadła jej w słowo - O nie! To Haberlandczycy tak twier... -wykrzyknęła i zaraz została ukrócona przez Luriduteę - Teraz odpowiada Milareza. A zatem Ąrębi... to część Haberlandów. Ta informacja nam narazie wystarczy. Nie mamy tu mapy.
-Chętnie wyrysuję - zadeklarowała się Milareza.
- Nie trzeba. Wiemy gdzie leżą Haberlandy, a jeśli ktoś nie wie to jeszcze się nauczy. A tak na przyszłość, jeżeli chcecie się zgłosić do odpowiedzi unieście dłoń do góry
-A co ty nam o sobie powiesz? - zwróciła się do innej dziewczyny.
-------------------------
Potem na specjalnych formularzach zapisywały się na zajęcia nazywane nieobowiązkowymi bo można je było sobie wybrać.
Kierowniczka obejrzawszy formularz Milarezy powiedziała - czy ty dziecko nie przesadzasz?  Nie dasz rady, przecież masz pod opieką Cyprylę a na dodatek pracujesz.
-To prawda ale moją pracę mogę sobie sama rozplanować  a Cyprysia ma teraz nową opiekunkę a zarazem towarzyszkę.
Dało się zauważyć, że Milareza nie marzy o pracy sekretarki już prędzej protokolantki bo wybrała zajęcia związane z prawem karnym.
-A co ty dziecko chcesz być sędzią? - Zażartowała Luirduetea - o ile wiem pracę masz raczej biurową.
-Tak ale prawo mnie zawsze interesowało a teraz chyba chcę zostać detektywem.
-O wiele lepiej pasujesz do biurka - odpowiedziała Luirduetea - mam nadziejś, że z tego detektywa jeszcze wyrośniesz.
-Ona i detektyw - zakpiła rozmawiając z Ewaldyną sam na sam.
Podobno wczoraj podczas swojego dyżuru w kuchni pytała ile to dokładnie jest szczypta. Masz pojęcie? A jak jej  Mezgechemeza kazała nalać do garnka 2/3 wody to najpierw zapytała jakiej miary dwie trzecie a potem lała powoli aby nalać w sam raz ale wiesz co?
Podobno nalała idealnie 2/3 garnka. Mezgechemeza z ciekawości zmierzyła. No dobra. Weź formularze i zrób listy dziewcząt zapisanych na poszczególne zajęcia. Tylko się nie pomyl. Możesz wziąć do domu, w końcu to żadna tajemnica.
Nie wszystko tego dnia Ewaldynę cieszyło, na przykład informacja, że Luridutea wie co się dzieje w kuchni Siegridówki nie. Były też jednak radosne sprawy. Rezeryka poinformowała ją, że zamówiła dla niej kompletny strój szkolny u Merindy czyli najlepszej krawcowej w okolicy i podała jej termin najbliższej przymiarki.
-Nie dawałam Symelce narzutki - wyjaśniła.
-To daj.
-Kiedy nie mam.
-No to będziesz miała - odpowiedziała Rezeryka - a teraz inna sprawa. Czy zgodzisz się przyjąć
obowiązki nadzorczyni domku?
Ewaldynie wcale nie było to w smak ale postanowiła robić wszystko aby nie stracić mieszkania i związanych z nim bonusów, zgodziła się więc.
-Wobec tego przeniesiesz się do drugiego pokoju. Jest mniejszy od tego, który zostawiam Symelindzie Może się to wydawać niesprawiedliwe ale pewnie kogoś do was dokooptuję to zamieszka z Symelką.
  Za ten oddzielny pokój warto było się zgodzić na nadzorstwo.
-Wiesz, że jutro wasz domek ma dyżur w kuchni? - spytała Rezeryka.
-Wiem. Tylko, że jaaa ... Nie umiem gotować.
-Mizunia też bo Orbort ją nam zabrał gdy zabierał Cyprysię a on o takie rzeczy nie dbał. Milander sam opłacił dla Mizuni guwernantkę. Orbort dbał tylko o to by miała co zjeść.
Ewaldyna udawała, że wie kto to jest Orbort  ale w rzeczywistości wiedziała jedynie, że władcą Tolmanii jest miron Lanbort.
- A jak to się stało, że ciebie nie nauczyli gotować? - Ciekawiła się Rezeryka.
-Pracowaliśmy całą rodziną przy organizowaniu imprez i jadaliśmy na imprezach albo to co nam na ich zakończenie dali gospodarze a kiedy nie było imprez żywiliśmy się suchym prowiantem albo w gospodach za zarobione pieniądze bo domu też nie mieliśmy, tylko wozy aby się przemieszczać w nowe miejsca.
-To ciekawie.
-Miałam tego dość. Zwłaszcza tańczenia z uczestnikami imprez. Bywali ordynarni i zachwyceni sobą.
    -No tak. Ja w zasadzie prowadzę podobne życie tylko, że my nie organizujemy imprez a przemieszczamy się pojazdami latającymi. Będę tu często bywać..
 

nurt
 
022.JPG

007.JPG

DAGRIDA
Co tu robisz? - Spytała wzburzona dziewczyna.
-Składam pościel - Odpowiedziała Dagrida - chyba widać?
-Będziesz tu z nami mieszkać?
-Nie, przenocowałam. Masz coś przeciwko temu?
-Nie, jak na jedną noc ...
-Na dwie. Przyjechałam przedwczoraj wieczorem. Kierowniczka bursy powiedziała, że pod most mnie nie wyśle.
-Sama przyjechałaś?
-Nie, brat mnie przywiózł pożyczoną furmanką.
-Mnie przywiozła mama ale siedzi teraz u kierowniczki - dziewczyna stwierdziwszy, że Dagrida nie będzie tu mieszkać zmieniła ton na bardziej ugodowy. Nawet się przedstawiła - Jestem Tarimargora z Abot , umówiłyśmy się z dziewczynami, że będziemy mieszkały tu razem, dlatego trochę się zdenerwowałam. Mamy to miejsce zamówione i zaklepane. Kierowniczka chciała mnie teraz wysłać do jakiegoś ekskluzywu w Siegridówce ale ja tam wolę być ze swoimi koleżankami niż sferami. Sferom musisz się kłaniać i uważać co mówisz a ja jestem prosta dziewucha, co w sercu to na języku.
-Nie przyjechałaś razem z koleżankami?
-Nie, nie jesteśmy sąsiadkami. Poznałyśmy się tutaj, na kursie wstępnym. Ty jesteś wstępniaczka?
-Nie. Zaczynam od razu od niższego kursu.
- No to będziemy razem.
-Chcesz jabłko? - Spytała ją Dagrida. Przywiozła z domu cały kosz i oczywiście nie była w stanie sama zjeść.
Kierowniczka bursy wezwała ją na rozmowę. -Słuchaj, ty zdaje sie znasz obce języki?  -Upewniła się.
-Tak - przyznała Dagrida.
-Tolimański też?
-Niestety nie.
-Nie szkodzi, oni tam znają karebordżański. Przeniesiesz sie do Siegridówki. To taka posiadłość w okolicach Degedenu. Nie będzie problemu z dojazdem do szkoły.
Będziesz mieszkać z inną Karebordżanką - Ewaldyną. To bardzo miła dziewczyna, na pewno ci się spodoba. Spakuj się bo ktoś stamtąd po ciebie przyjedzie.Nie powinien czekać.
Gdy Dagrida wróciła do pokoju, jabłka były już prawie zjedzone przez dwie dziewczyny i matkę jednej z nich.
Pomyślała, że to trochę nieładnie ale przynajmniej jej bagaż się zmniejszy i zeelżeje.
Przywitała się, przedstawiła, wyjęła pozostałe jabłka z kosza i położyła na stół.
Oczywiście jej też wzajemnie sie przedstawiono. Druga dziewczyna nosząca imię Kraspanea
powiedziała, że ona gdyby ją ktoś zapytał poszłaby do tej Siegridówki, Dagrida to zignorowała zaś Tarimargora się oburzyła na przyjaciółkę
- No wiesz! Świnia jesteś.
Dagrida chciała jechać do Siegridówki. Ojciec tłumaczył niedawno na karebordżański jakiś list czy biuletyn o wspaniałych milandryjskich urządzeniach. Matka twierdziła, że to są takie same bzdury jak to, że żona brata mirona Tolimanii nie potrafi nawet dziury załatać a teraz Dagrida miała szansę sama to sprawdzić.
Gdy pojazd z Siegridówki już nadjechał a Dagrida do niego wyszła, zjawiła się kierowniczka z Tarimargorą powiedzieć, że jednak Dagrida zostaje bo Tarimargora zdecydowała się jechać. Szczęściem dziewczyna wystraszyła się pojazdu bez koni a gdy się wahała czy biec po bagaże, powożąca dama zwróciła się do Dagridy - spakowana?  Dagrida skinęła głową. Dama wysiadła i pomogła jej ładować bagaże. Po drodze powiedziała - nie chciało mi się czekać. Koleżanka mogła się wcześniej zdecydować a nie zawracać ludziom głowę a zresztą piszczałaby mi po drodze na widok każdego drzewa i przechodnia. Bez obaw na nic nie najedziemy. Widziałam, że ci dali zapasy jedzenia z domu. Musiało być tego sporo, skoro jeszcze zostało.
-No tak - przyznała.
-Nie będą już potrzebne, wyżywienie i zakwaterowanie masz za darmo.
To była dobra wiadomość bo trzeba przyznać, że wyposażenie Dagridy i opłacenie jej nauki sporo rodziców kosztowało. Nie zamierzali jej wysyłać do szkoły, odkładali pieniądze na naukę jednego z jej braci. Ojciec zmienił zdanie tylko dlatego, że zobaczył jak córka się przekomarza z kolegą przed sklepem. Uznawszy, że przyłapał ją na flircie i to z byle stolarczykiem postanowił radykalnie uciąć tę znajomość.
Na próżno starała się mu to wytłumaczyć. Im bardziej prosiła aby zaniechał swego pomysłu, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że ma rację.  Rodzeństwo było na nią obrażone. Siostra powiedziała nawet, że Dagrida zrobiła to specjalnie aby to ona pojechała się uczyć a nie ktoś inny a teraz tylko udaje, że nie chce jechać. Matka nie stanęła w jej obronie tylko mówiła - ucz sie na aptekarkę to będziesz damą jak Arida Ceduszanka. Oboje rodzice ukradkiem dali jej nieco pieniędzy na pierwsze potrzeby, matka szepnęła przy ty coś ciekawego - ucz się dziewczyno, przynajmniej nie będziesz taka zależna od męża jak ja. Ojciec jej nie zaskoczył - jeszcze mi kiedyś podziękujesz  - powiedział - nie słuchaj matki, nie idź na aptekarkę. Szlifuj języki. Zostań lepszą tłumaczką niż ja i uważaj bo jak się dowiem, że flirtujesz ... - tego już nie dokończył, może sam nie wiedział co zrobiłby w takich okolicznościach.
Gdyby oboje rodzice byli zgodni co do wyboru szkoły to jak przystało na grzeczną córkę poszłaby za ich radą ale, że ich zdania były odmienne wybrała to co jej pasowało czyli szkołę nauczycielską.
Przeraziła się swą decyzją gdy zobaczyła plan zajęć obowiązkowych. Były tam lekcje umuzykalniania i mniejsza o to bo śpiewała jako tako ale rysunki i robótki jej nie szły. Wypełniła formularz zajęć dodatkowych wybierając dwa języki obce, których się dotąd nie uczyła - tolimański i spokrewniony z nim haberlandzki.
Przedtem jednak została radośnie przywitana przez Kraspaneę i przedstawiona takiej ilości dziewcząt, że narazie nie była w stanie ich spamiętać. Szkoda byłoby przejść do innej szkoły jako osoba kompletnie nikomu nie znana.
W dodatku tak się w szkole nauczycielskiej spodobała kierowniczce, ze względu na zdobytą w domu wiedzę, że ta uczyniła ją swoją przyboczną.
-----
Milareza trochę rozczarowała Dagridę, która na podstawie licznych przeczytanych książek nabrała przekonania, że wszystkie utytułowane panny są piękne. Milareza może i szczególnie brzydka nie była ale niska no i szatynka a nie olśniewająca rudowłosa albo blondynka czy brunetka. Nic szczególnego po za ujmującym spojrzeniem.
-Ja też chciałam zostać nauczycielką - wyznała - gdy byłam mała to nawet dużo się bawiłam lalkami w szkołę. Potem jednak pomyślałam, że jestem stanowczo za niska i uczniowie nie traktowaliby mnie poważnie.
Milareza jeszcze teraz miała lalki. Na jej półeczce obok ksiąg siedziała na kanapie miniaturowa para. On sporo starszy od niej. Lalki znakomicie odwzorowywały ludzi i miały naturalne pozy, kobieta trzymała na kolanach dziecko. Dagrida uważała, że w ich wieku lalki są infantylne, nie od razu więc spostrzegła, że lalka- kobieta to Rezeryka.
Za to książki Milarezy w pięknych oprawkach zdawały się świadczyć o poważnych i nie banalnych zainteresowaniach aż wstyd było ustawić swoje, nieco podniszczone romansidła. Miała nadzieję, że książki Milarezy stanowią jedynie ozdobę półki. Wydawały się nowiuteńkie.
Szybko zauważyła,że jednak arandeta z nich korzysta n.p. z księgi adresów urzędowych a nawet ją uzupełnia prześlicznym pismem na podstawie biuletynu i elegancko dokleja nowe kartki.
Pisała listy w sprawie zaginionego bagażu Symelindy używając pisma środkowopukatańskiego.
Dagrida pomyślała: Czego ona chce się jeszcze nauczyć w tej szkole?
Pisała do konkretnych urzędników wplatając grzecznościowe wzmianki n.p.: Ponieważ z górą 10 arli pełnisz rolę naczelnika poczty, ufając Twemu doświadczeniu ośmielam się prosić ..
Albo : Gratuluję nominacji na naczelnika transportu ufając, że okaże się ona wielce korzystna dla całego okręgu a przy okazji śmiem prosić...
Czasem na płytce wtopionej w swoje biurko pisała jakiś znak "śniegulicą" a obok
pojawiał sie jego odpowiednik w piśmie "środkowopukatańskim:. Dopisywała go do tekstu i pisała dalej.
Kładła te listy na specjalnym pulpicie i przyciskała guziczek a potem wkładała do tuejek a tuejki do przegródek torby.
- Nie wysyłasz tego? - Zdziwiła się Dagrida.
-Sama rozwiozę, to nie zajmie mi wiele czasu.
-A gdybym ja chciała napisać list do rodziny?
-To pojutrze będzie na miejscu. A chciałabyś ją odwiedzić?
-Chciałabym ale to nie byłoby rozsądne. Najlepiej byłoby dostarczyć list do Porperty a stamtąd niech sobie idzie normalną pocztą.
-A nie wolałabyś dostać od razu odpowiedź?
-Nie. Chodzi tylko o to aby ich powiadomić, że nie płacę za mieszkanie i nie muszą przysyłać pieniędzy.
-Coś złego między wami zaszło?
-Ojciec posądził mnie o coś czego nie zrobiłam ... konkretnie o flirt. Gdybym tam teraz poleciała drżałby, że odwiedzam tego kolegę.
Powiedziawszy to Dagrida trochę się ośmieliła i zapytała - a ty dlaczego tu przyjechałaś?
Tak postanowiono na naradzie rodzinnej ale już wcześniej nagabywałam o to prześwietnego ojca. Co prawda myslałam wówczas raczej o jakiejś szkole plastycznej. Chciałam wyjechać z Sarinei bo prześwietna Grisolda zaczęła napomykać, że mnie komuś wyswata. Czym prędzej przeprowadziłam rozmowę z prześwietnym ojcem o tym, że chcę się uczyć. On oczywiście zorientował się, że chodzi o co innego toteż powiedziałam mu prawdę i wyjaśniłam, że nie czuję się gotowa do zamążpójścia, przecież nawet nie umiem gotować.
Powiedział, że gotowanie to najmniejszy problem ale skoro nie czuję się gotowa to on mnie spod opieki prześwietnego dziadka wyrwie. No i wyrwał. Domyślasz się już zapewne skąd się wzięły te dyżury w kuchni?
-A jak u ciebie z szyciem i robótkami? - Zainteresowała się Dagrida.
-Bez problemu. Uwielbiam spotkania przy robótkach chociaż zwykle siedzę sobie w kącie  i słucham co opowiadają starsze damy. To bywa bardzo ciekawe.
Nie interesowała się jak Dagrida sobie z tym radzi za to Rezeryka wkrótce zapytała czy nie chciałaby brać lekcji szycia.
-Wiesz ja sama to się na tym nie znam - wyjaśniła - zawsze głupio się czuję na damskich spotkaniach i unikam ich jak ognia, pomyślałam więc, że gdyby cię Milareza chciała na takie ciągać to dobrze byłoby abyś coś tam umiała.
-Tak, pomyślę o tym ..
-Ja zapłacę i znajdę ci kogoś z kogo uczennice są zadowolone i mają osiągnięcia.
-Nie chciałabym nadużywać ...
-Istotne jest tylko to czy chcesz brać te lekcje. Ja sama pewnie miałabym opory gdyby mi ktoś proponował ale ty jesteś młodsza. Nie proponuję ci robótek bo i tak są obowiązkowe w twojej szkole... Dagridzie wyrwał się jęk.
-No chyba, że chciałabyś brać dodatkowe lekcje to nie ma problemu. Dla mnie to nie jest poważny wydatek a mąż jeszcze mnie zachęca do rozrzutności. Sprawisz mi przyjemność jeśli przyjmiesz propozycję.
-Byłabym wdzięczna - zdecydowała się Dagrida - bo te zajęcia mogą być dla mnie poważnym problemem.
-Miło wiedzieć, że nie tylko ja mam z tym problem -odpowiedziała Rezeryka z uśmiechem. Może i nie umiała załatać dziury ale Dagridzie się spodobała a myśl o mężu zachęcającym do rozrzutności wydała jej sie rozkoszna. Takiego właśnie męża odtąd pragnęła.
-Gdy zamieszkałam na tym kontynencie - mówiła dalej Rezeryka  - miałam wrażenie, że dziergać i szyć potrafią wszystkie tutejsze kobiety a ja jestem w ich oczach dziwolągiem. Szczęściem mój mąż zawsze mnie wspierał.
-Cudowny - znów pomyślała Dagrida.
List do rodziny napisała dość oficjalny - Dostojny ojcze, dostojna matko, szacowni bracia i siostro. Przyjechałam bez przeszkód, żywności mi wystarczyło.
Zakwaterowano mnie w Siegridówce należącej do prześwietnej Rezeryki, żony Milandera syna atela Orborta i brata mirona Lanborta. Mieszkam w jedym pokoju z ich córką Milarezą i nie muszę płacić za wyżywienie i utrzymanie dlatego odsyłam Wam te pieniądze, których nie wydałam i już mi nic nie musicie przysyłać. Z poważaniem Wasza uniżona córka i siostra Dagrida.
Milareza jak to ostatecznie ustaliły nie zawiozła listu na pocztę tylko do miejsca pracy ojca.
Miała na sobie damski strój posłańca poczty tolimańskiej ponieważ właśnie jako posłaniec, mniejsza o to, że swój własny, leciała w różne miejsca.
Dagrida choć opisała Milarezie wygląd ojca denerwowała się czy arandeta nie pomyliła go z jego wspólnikiem, mogli przecież zamienić się dyżurami. Milareza od ręki narysowała portret jej ojca.
-Ależ ty masz talent - zachwyciła się Dagrida - to ty powinnaś iść do szkoły nauczycielskiej
-Nie, moja mi w zupełności odpowiada a kiedyś założę sobie takie biuro jak ma Twój ojciec
- odpowiedziała Milareza.
-Rozpakował przy tobie list?
-Nawet przeczytał i wyglądało na to, że jest mu przykro.
-Ależ ja nie napisałam tam nic takiego aby mogło mu być przykro.
ZULARE
009.JPG


Zulare zaczęła pierwszą swoją lekcję z nowymi uczennicami standarowo - od przepytania.
Powinny od razu wiedzieć, że mają być na lekcję przygotowane.
Dziewczyna z pierwszego rzędu stolików przyglądała jej się z przyjaznym uśmiechem. Zulare też miała chęć się do niej uśmiechnąć wbrew własnej zasadzie - żadnej poufałości. Starała się
więc na nią nie patrzeć, nawet nie otaksowała jej stroju a lubiła tym w lepszych stawiać na powitanie złe noty choć to nie sprzyjało jej karierze.
Niektóre się zgłaszały, te ignorowała. Za każdym razem zgłaszała się ta uśmiechnięta z pierwszego rzędu. Podnosiła rękę w takim momencie gdy Zulare odwracała głowę w tę stronę gdzie ona siedziała. Niezbyt wysoko ją podnosiła i na krótko ale Zulare zawsze widziała moment podniesienia.
Potem "Uśmiechnięta" szykowała pióro. Uważnie maczała w kałamarzu, usuwała nadmiar atramentu o jego brzeg, układała na podstawce ale prawie go nie używała.
Jeszcze dwie dziewczyny często się zgłaszały. Wyciągały ręce wysoko, poruszały palcami, unosiły się z siedzeń. Na próżno.
Zulare czekała na moment gdy nie będą znały odpowiedzi i pytała inne.
Zaczęła od wystraszonej dziewczyny z trzeciego rzędu po pierwsze dlatego, że była wystraszona, po drugie dlatego, że miała wyhaftowany znak na żakiecie zapewne odpowiadający jej imieniu.
Oczywiście dziewczyna nie znała odpowiedzi.
-Zapisz swoje imię na tablicy i postaw przy nim poziomą kreskę - poleciła Zulare, tak haftowany znak oznaczał jej imię - Dziewczyno czy ty nie wiesz co o jest poziom?
Uśmiechnieta poparzyła na nauczycielkę z wyrzutem.
Od pewnego momentu zaczęła się zgłaszać dziewczyna z ostatniego rzędu, zdaniem Zulare najpiękniejsza na kursie. Ponieważ była biednie ubrana Zulare nie zamierzała jej pytać o ile sama się nie zgłosi. Tymczasem jedna z tych o wysoko wyciągniętych rękach nie zgłosiła się na kolejne pytanie i trąciła siedzącą obok "uśmiechniętą" tak jakby chciała podpowiedzi "uśmiechnięta" odwróciła się ku niej i zaśmiała. Zulare zaś wywołała tę drugą do odpowiedzi.
Smarkata odpowiedziała znakomicie i była wyraźnie zadowolona z tego, że nabrała nauczycielkę.
-Twoje imię? - Zapytała Zulare.
-Eluksendrea - padła odpowiedź. To była córka sędziego ale na Zulare nie robiło to wrażania.
-Podejdź do tablicy napisz swoje imię i postaw pionową kreskę.
Następnym razem wywołała do odpowiedzi zgłaszającą się ślicznotkę w znoszonym mundurku i tu znowu niespodzianka ...
Dziewczyna była nieprzygotowana.
-Twoje imię ?- spytała.
-Symelinda.
- Dostajesz ocenę negatywną.
-Wszystkie dostawały tylko kreski.
-A ty od razu ocenę negatywną bo próbowałaś mnie nabrać.
-A mnie się wydaje, że Luirduetea wszystkich nastawia przeciw mnie bo uważam Arębimarę za państwo autonomiczne a po za tym nie przerabiałyśmy jeszcze tej lekcji.
-A masz podręczniki i program zajęć? ... To nie dyskutuj. Ty to omówisz - wskazała na drugą
dziewczynę podnoszącą wysoko rękę. Dziewczyna była przygotowana, dostała pionową kreskę ale nie wyczerpała tematu więc Zulare co nieco dopowiedziała "uśmiechnięta" była tym razem zajęta pisaniem.
-Widzę dziecko, że pilnie notujesz - zwróciła się do niej Zulare - pokaż mi swoje notatki. Dziewczyna najpierw starannie zakręciła kałamarz, odłożyła pióro a potem ostrożnie przyniosła otworzony zeszyt nauczycielce.
Większość notatek dawno wyschła ale na szerokich marginesach były dopiski zrobione tym samym pięknym charakterem pisma, ostatni jeszcze mokry.
-No i tak właśnie powinna być przygotowana uczennica do lekcji. Za same te notatki daję ci celujący a musisz wiedzieć, że to dopiero drugi celujący w mojej karierze nauczycielskiej ... Tu chyba czegoś brakuje?
-Tak. Staram się używać pisma środkowopukatańskiego ale niektóre znaki zapominam. Sprawdzę w domu.
-To sprawdź i doprowadź notatki do porządku. Nie może być tak podopisywane na marginesach.
-Dobrze dostojna nauczycielko.
-A ten zapomniany znak dla utrwalenia napiszesz oddzielnie 20 razy, najlepiej w specjalnym zeszycie. Ty zapewne uważasz, że Ąrębimara stanowi część Haberlandów?
-Czy naprawdę interesuje cię moja opinia dostojna nauczycielko?  - Spytała z wyraźnym zaciekawieniem. dopiero później Zulare nabrała podejrzeń, że sztucznym bo "uśmiechnięta" chciała usłyszeć właśnie to co Zulare powiedziała:
-Ani trochę. Możesz usiąść.
-Dziękuję - dziewczyna elegancko dygnęła. Zulare już chwilę wcześniej zorientowała się kim ona jest ale nie wycofała się z obiecanej oceny celującej choć takie noty wolałaby zachowywać dla skromnych panienek z ubogich rodzin.
Z całą premedytacją nie poznawała panienek zawczasu by okazać im jak mało dla niej znaczą ewentualne tytuły, tyle że ich bogactwo oceniała po stroju i wyposażeniu, Tym razem wyposażenie dziewczęta miały jednakowe bo Milander zakupił 35 kompletów podręczników i 35 zestawów artykułów piśmiennych.
Podręczniki były dla szkoły i dziewczęta miały je oddać po "przerobieniu" materiału albo opuszczeniu szkoły reszta należała do nich.
Tego dnia Zulare miała jeszcze zajęcia z wyższym kursem a potem zaprosiła ją do siebie Luirduetea.
-Czy zawsze po pierwszej lekcji z tobą, któraś uczennica musi przybiec na skargę? - Zapytała szykując herbatę. To nie był jakiś szczególny wyrzut, Luirduetea jako kierowniczka malutkiej szkółki nie mogła za bardzo wybrzydzać a Zulare miała dobre wyniki w nauczaniu.
-Arębimaranka? - Zapytała.
-Tak. Burmistrzanka z Ąrębimary. Powiem ci, że byłam zdziwiona, że udało ci się ją zaskoczyć odpytywaniem bo mieszka z Ewaldyną ...
-Aaa. Mundurek chyba też ma po Ewaldynie. To ciekawe. Burmistrzanka?
-Ukradziono albo zawieruszono jej bagaż. Rezeryka kazała Ewaldynie oddać Symelindzie mundurek a dla Ewaldyny zamówiła nowy.
-Musi jej nie lubić.
-Ewaldyny?
-Nie. Symelindy.
-Tego nie wiem. Mogła mieć inne powody. Może po prostu lubi Ewaldynę.
-Nie. Na mojego nosa coś tu jest nie tak. Milareza i Symelinda siedzą z dala od siebie ...
-Bo posadziłam dziewczęta według wzrostu.
-Milareza była przygotowana ...
-Symelinda ma co do tego wątpliwości. Podobno notatki Milarezy były niepełne i z pozapisywanymi marginesami.
-Myślisz, że ja bym postawiła arandecie czy innej bzdecie celujący gdyby te notatki nie stanowiły dowodu, że się bardzo dobrze przygotowała do lekcji?  Na marginesach robiła dopiski z tego co ja mówiłam. Miałam ją za to ukarać? A że nie pamięta jakiegoś tam znaku z waszego pisma to co z tego? Mnie się też to zdarza. To nie jest lokalna szkółka dla pędraków żebym się notatkami przejmowała, notatki są dla uczennic nie nauczycielki, jakie zrobią takie będą miały z nich korzyści.
-To dlaczego kazałaś jej przepisywać?
-Bo to arandeta.
Luirduetea najpierw się roześmiała potem powiedziała - tylko, że jej ojciec obsypał szkołę podarunkami.
-To chyba w nadziei, że ją czegoś nauczymy? Bez obaw, nauczymy.
-Mam do ciebie jeszcze jedną sprawę. Można dodatkowo zarobić.
-No to mów, na zarobki jestem łasa - Zulare miała mało lekcji i przez to niskie dochody.
-Chodzi o indywidualne nauczanie jednej z uczennic. To adelianka.
-Uuuuu. A ile płacą?
-Dziewczyna jest niepełnosprawna.
-No chyba, że tak.
-Trudno się z nią porozumieć.
-Taka kapryśna?
-Kapryśna to ona jest swoją drogą. Ty kompletnie nie wiesz co się na świecie dzieje. Dziewczyna nie mówi, kołysze się jakby jej w środku sprężynki się poluzowały i nawet sygnalizowanie czegoś gestami nie wchodzi w grę.
-To jak ona chce się uczyć?
-Jej kuzynka ci pomoże. Zreszta właściwie to ona ją uczy, ty tylko odpytasz. Pokażę ci jak.
---------
Trzy dni później Zulare powitał w Sasance przyjazny uśmiech Milarezy.
To nie była najłatwiejsza lekcja ale nie z takich powodów z jakich Zulare oczekiwała. Czuła, że coś jest nie tak. Milareza podawała prawidłowe odpowiedzi, czytnik błądne a Cypryla wyraźnie się złościła.
-Znowu to robi? - spytała obserwująca lekcję z boku Rezeryka.
Ta jej obecność stresowała Zulare zwłaszcza, że Rezeryka zamiast zająć się jakąś babską robótką patrzyła w podręcznik, popodkreślany(o zgrozo) i to krzywo, podręcznik. Zulare takie niszczenie książek  ogromnie irytowało. To nie był taki podręcznik jakiego używano na kursie grafików gdzie nauka  prawa administracyjnego była zawężona w stosunku do tego czego uczono na kursie biurowości. owszem, grafików zatrudniano w różnych miejscach ale po to aby rysowali. W zasadzie jeśli umieli rysować to w ogóle nie musieli chodzić do szkoły. Jednak po kursie grafików mogli zdobyć pracę łączącą różne inne funkcje z funkcją grafika. Podręcznik Rezeryki był taki sam jak podręcznik na kursie biurowości. Chyba starała się uczyć z dziewczynami.
-Tak, znowu - przyznała  zrezygnowana Milareza.
- To jeszcze nie zrozumiała, że ciebie nie oszuka?
-Ćwiczyła to z czytnikiem emocji. Sądziła,że już umie i chciała spra ....- Milareza urwała bo Cypryla aż się popluła ze złości.
-To chodźcie na herbatę a ona się przez ten czas uspokoi.
-Cypryla też chce herbatę.
-Niech mi nie zawraca głowy. Ta kobieta się przygotowała, poświęciła swój czas .. .
-Nie ty płacisz - doszedł Zulare w tle cichy głos Milarezy.  Rezeryka go nie usłyszała
i kontynuowała - a przecież z pewnością ma co robić, trzeba coś wyprać, ugotować ... Wycie Cypryli trochę ją zagłuszyło.
-Dostojna mamo przecież Cypryla wie, że to robią gosposie wtrąciła sie Milareza.
-Nie każdy je ma, moje panny mądralińskie. Pobiegnij narwać trochę śliwek a my sobie pogawędzimy w moim pokoju. A ta czego znowu sie złości?
-Cyprysia uważa, że powinnyśmy się nią zajmować.
-Jutro, jeśli jej fanaberie przejdą. Gnaj  po śliwki.
Rezeryka naprawdę zaprosiła Zulare do swojego pokoju. Pokój był czysty, ładny. wygodny ale bez przepychu, wielofunkcyjny.
Przyniesiono im tam herbatę i ciastka.
-Nie martw się - powiedziała Rezeryka - zapłacę ci za całą lekcję i mam nadzieję, że to wcale nie będzie stracony czas. Cyprysia jest niesamowicie rozpuszczona, tyranizuje Milarezę a ostatnio jest zła bo Orbort dał Milarezie lotopławę. Uważa, że ona powinna ją dostać.
- Umiałaby poprowadzić?
-No właśnie nie ale uważa, że to był bonus dla Milarezy za Cyprysine zasługi. Nawet nie wiem jakie. Ciebie też chce tyranizować. Dlatego musiałam być dla niej taka surowa. Ona
musi się nauczyć, że inni ludzie też mają uczucia i jakieś własne sprawy, jak się stanie milsza to i otoczeniu i jej samej będzie lżej. Traktuj ją tak jakby była zdrowa.
A Mizie się nie dziw, wychowała się w pałacu i mało wie o życiu.
-A ty dostojna gdzie się wychowałaś?
-Mów mi Rezeryka, jesteśmy prawie rówieśnicami, Ja? Czasem się zastanawiam czy to była już patologia czy jeszcze przeciętna, szara rodzina bakarabeska.
-Jesteś Bakarabeszanką?
-Już nie. Od chwii gdy urodzilam córkę czuję się Tolimanką a czy ty jesteś Karebordżanką? Milareza uważa, że Ąrębimaranką.
-Ma rację a jak to wywnioskowała?
-Nawet nie wiem, może coś w mowie, może w wyglądzie. Ona potrafi to rozróżnić.
-Tak tylko, że ja jestem na wpół Festryjką. Moi dziadkowie wyemigrowali do Festrii zanim przyszła na świat moja matka. Mój ojciec jest Festryjczykiem, jestem do niego podobna, języka ąrębimarańskiego uczyłam się jak obcego a po 16 arlach zamieszkiwania w Karebordze nabrałam tutejszego akcentu.
-Nie wiem, Może wywnioskowała coś z twojego zachowania. Z nią trzeba uważać. Od niemowlęctwa spędza czas z Cyprysią, przywykła zgadywać czego chce Cyprysia a na dodatek jest świetną portrecistką a kiedy o kmiś mówi,nieświadomie go naśladuje. Chodzi mi o to, że ona dostrzega więcej niż przeciętny człowiek.
Ma swoje wady na przykład jest przesadną pedantką (Zulare też była) a niektórzy uważają nawet, że nudziarą ale dla mnie to wszystko jest urocze. To moje dziecko.
-A jak się dogaduje z Symelindą?
-Milareza z każdym się dogaduje.
-Nurtuje mnie jedna kwestia: czy one razem się uczą?
- Nie. Milareza uczy się z Cyprylą a to dla osób nieprzyzwyczajonych może być uciążliwe. A ty masz rodzinę?
-Jeżeli masz na myśli męża i dzieci to nie. Opiekuję sie córkami po
zmarłej siostrze. Marna ze mnie opiekunka ale innej nie mają.
 

nurt
 
       
022.JPG


007.JPG

      OPOWIEŚĆ MELIWARETTY
Czegoś takiego nie mogłabym sobie wyobrazić nawet w najgorszych snach. Oto stałam w dość dużym pokoju z ochmistrzynią za plecami i dwiema dziewczynami przede mną.
 Poznajcie dziewczęta - To Meliwaretta - przedstawiła mnie Emriwalda - będzie mieszkać z Symelindą.  
Symelinda  to była burmistrzanka z Ebredoz!  ta sama, której zabrałam kufer. Na szczęście ona raczej nie mogła mnie zapamiętać, wsiadła później, ja siedziałam z tyłu, ona z przodu  udawałam, że drzemię, a gdy opuszczałam dyliżans po ciemku, ona już spała, w dodatku byłam ucharakteryzowana. Mimo to nie było przyjemnie ją spotkać i z nią zamieszkać. Bardzo poprawiało sytuację to, że nie miałam już   nic należącego do niej.  
Burmistrzanka wyglądała na zirytowaną.
-Ewaldyna ma większy pokój - zaprotestowała.
-Nie szkodzi - Ewaldyna zarządza tym domkiem więc przysługuje jej oddzielny pokój. Jeżeli ci to nie odpowiada droga wolna, przenieś się do bursy. - Nikt tu w okół niej nie skakał a pewnie była do tego przyzwyczajona.
-Postaw to wreszcie - poradziła mi Ewaldyna wskazując moje nowiuteńkie walizki i dodała - oczywiście mogę się z wami zamienić na pokój.
-Oj a nie możecie mieszkac razem?  Ja się tu już urządziłam, zresztątu nie ma drugiego łóżka  -protestowała Symelinda. Ja też nie miałam chęci z nią mieszkać, popatrzyłam błagalnie na Ewaldynę.
-O, nie moja droga - zamiast Ewaldyny odpowiedziała ochmistrzyni - ty nie będziesz tu rządzić.
-A ty też nie. Rezeryce nie przeszadzało, że zajęłam mniejszy pokój.
-To prawda ale właśnie ona postanowiła, że skoro chcesz mniejszy to zamieszkasz w nim ze
współlokatorką i ona ustanowiła Lukipeterę zarządczynią w sprawach gospodarczych a mnie w
waszych sprawach. Ty chyba nie otrzymałaś tej funkcji? Więc proszę się dostosować,  łóżko oczywiście się przestawi. Ewaldyno w tym domku ty rządzisz i nie pozwól Symelce aby ci tę funkcję odebrała.
-Nie pozwolę ale w tym wypadku jej ustąpię.- Odpowiedziała Ewaldyna. - Chce być sama to niech będzie sama. Zaręczam ci Emriwaldo, że tak będzie lepiej.
-A wzięłaś pod uwagę to, że może ci się zdarzyć wziąć jakąś pracę biurową do domu?
- Nie wezmę.
-No dobrze, ty decydujesz.
-Jeden warunek - zwróciła się do mnie Ewaldyna- nie będziesz zajmować łazienki na tak długo abym ja  musiała czekać do późnej nocy albo nie mogła się wyszykować na czas.
-To przecież oczywiste - powiedziałam choć o zajmowanie łazienki stale mąż miał do mnie pretensje. Tu się dostosuję. Jestem przecież Meliwarettą. Kimś zupełnie nowym. Ewaldyna jest szefową domku i z tym należy się liczyć. Ona wskazała mi, które łóżko mam zająć, które jest moje biurko, półki szafa. Do tej pory ... to znaczy do ucieczki z domu męża to ja byłam taką decydentką. Teraz musiałam się podporządkować.  Oczywiście wypytywała mnie o wszystko ale na to byłam przygotowana. Mój plan był od początku taki - trochę się odmłodzić stosując  rozmaite zabiegi, maseczki i balsamy a potem  dostać do szkoły żon. Za słabo jednak znam ten świat. Jedna z krawcowych u których szyłam nowe stroje poradziła mi szkołę w Degeden a ponieważ dała też na nią namiary i zaproponowała uszycie szkolnego stroju, zdecydowałam się.
Spytała mnie jakiego koloru ma być fartuch, powiedziałam bez namysłu - brązowy bo akurat taki materiał leżał u niej na półce.
-Świetnie sie składa   -powiedziała krawcowa - bo akurat mam taki materiał. a więc zamierzasz studiować biurowość?
-No tak - przyznałam choć wcześniej to wcale nie było moim zamiarem. Kiedy odbierałam mundurek pomyślałam, że już gdzieś taki zestaw widziałam.  Biała, niezbyt cienka sukienka i brązowy fartuch, nawet chodziło mi po głowie, że to była nieco inna biel i zdecydowanie jaśniejszy brąz ale dopiero gdy zobaczyłam Symelindę przypomniałam sobie dokładnie. Tamta suknia była z grubszego materiału, w odcieniu szarości, moja ma odcień beżu co świetnie współgra z barwą fartucha. Mój fartuch to właściwie taka druga sukienka, krótsza, z krótkimi, szerokimi rąkawkami, dużymi kieszeniami i małym dekoltem. Fartuch Symelindy był nie tylko jaśniejszy ale też o innym kroju, miał  zamiast rękawów szerokie ramiączka, żadnych kieszeni, wiązało się go z tyłu. Widziałam to przez krótką chwilę gdy wyciągnęłam to z brązowej, szmacianej torby, w komplecie była też narzutka, pantofle i ta torba w której wyniosłam z hotelu moje kosztowności i lwią część pieniędzy.
Część kosztowności sprzedałam w różnych miejscach. Aż tu ich chyba nie poszukują ale zbyt wiele na raz  zwróciłoby uwagę.
      Na prośbę Ewaldyny do pierwszych zajęć pomogła mi się przygotować Milareza. Zadawała mniej pytań o moją przeszłść a za to opracowała mi plan odrabiania zaległości i obiecała dalszą pomoc.
Ten plan bardzo mi pomógł gdy Zulare zdemaskowała moje braki. Od razu go wyciągnęłam i wyjaśniłam jak to zamierzam nadrobić. To jej póki co zamknęło usteczka. Oczywiście trochę pouczyć się będę musiała ale przede wszystkim chcę tu upatrzyć jakiegoś bogatego młodzika na męża. a zatem przede wszystkim będę bywała na imprezach. Na pierwsze mam już odpowiednie kiecki, przywieziono mi je w kufrze nazajutrz po moim przyjeździe z walizami. Oczywiście to nie jest kufer Symelindy. Pierwsza okazja bardzo szybko się nawinęła. Właśnie organizowano szkolny bal i nawet wciągnięto mnie w przygotowania. Będę brać udział w skeczu. Jestem może odrobinę starsza od tych dziewcząt ale znowu nie aż tak dużo. Przyjemnie jest czuć się jedną z nich,  muszę jednak z nadmiarem poufałości uważać... Eluksendrea zapytała mnie co sądzę o Milarezie. W pierwszej chwili miałam chęć się jej przypodobać i opowiedzieć o jakichś śmiesznostkach Milarezy. Konkretnie o tym, że rozmawia z Cyprysią jak człowiekiem ale zaraz włączyła mi się samokontrola. Przypomniałam sobie wszystko co powiedziałam Seanie gdy ja zwalniałam ze służby a powiedziałam, że obgadywanie chlebodawczyni to nie tylko podłość ale i głupota bo jak mogła sądzić, że się nie dowiem i nie pomyśleć o konsekwencjach. Płakała,błagała lecz powiedziałam jej twardo, że ja idiotek wśród swoich służących nie ścierpię.
A teraz co? Miałabym zrobić podobny idiotyzm?  Wprawdzie mój los aż w takim stopniu nie zależy od Milarezy jak los Seany zależał ode mnie bo mam środki pozwalające, żyć w luksusie ale przecież nie powinnam nimi tak szastać aby zwracać uwagę, po za tym będę potrzebowała wiana no i coś już stworzyłam, zniknęłam w tłumie, Milareza pomaga mi w nauce a to póki co jest nie bez znaczenia.
W jednej chwili zdałam sobie z tego wszystkiego sprawę i podkreśliłam pierwszą pozytywną cechę Milarezy jaką dostrzegłam - jest świetną nauczycielką.
-Kto? - Spytała jakaś dziewuszka, która z całej naszej rozmowy usłyszała tylko ostatnie zdanie.
-Milareza - wyjaśniłam bo niby dlaczego nie?  Eluksendrea później powiedziała mi, że polityczniej byłoby powiedzieć, że Luirduetea ale co tam ona się zna na polityce? Owszem, niech do Milarezy dotrze, że ją chwalę.
 Milareza ma naszykowaną na bal szafirową suknię ze złotym haftem u dołu i w pasie, wzbogaconym naszywanymi złotym blaszkami w kształcie gwiazdek a do tego mały złoty, pasujący do haftu, ażurowy kołnierzyk i takież mankieciki. Mniejsza o mankieciki, mam suknię z krótkimi rękawami ale ten kołnierzyk świetnie by się prezentował powyżej dekoltu mojej zielonkawej sukni. Lepiej niż na szafirowym tle sukni Milarezy. Chodzą słuchy, że ona jednak na ten bal nie pójdzie bo poproszono aby nie zabierała ze sobą Cypryli.
  Śmieszna jest.  Przecież Cypryla nie jest w stanie mieć pretensji. Oczywiście udaję,  że ja też traktuję Cyprylę na serio ale balu bym sobie z jej powodu na pewno nie odpuściła.
=========
 Tyle bylo przygotowań a bal tak szybko zleciał. Mam nadzieję, że bylam na nim najpiękniejsza,
pewna zaś jestem tylko jednego: nikt nie miał tak płomiennych loków jak moje.
   Szybko znalazł się pierwszy partner. Nie był atrakcyjny ale przecież od czegoś trzeba było
zacząć. Tańczyłam całkiem dobrze, nie zapominając przy tym by wyglądać na panienkę z dobrego domu. Chłopak zapytał mnie o imię, bez namysłu odpowiedziałam - Milareza. To powinno ostudzić jego zapały bo doprawdy nie wyglądał na kogoś kto mógłby się starać o arandetę.
Następny, tym razem przystojniak w bogatym stroju już o imię nie pytał. Często ze mną tańczył i w ogóle miałam ogromne powodzenie.
Zapomniano o mnie na krótko gdy pojawiła się tancerka w białym stroju z twarzą pomalowaną tak, że przypominała pyszczek białego kota, ktoś jej to fajnie zrobił.  Zaabsorbowała uwagę wszystkich. Koleżanki uważają, że dziewczyna nie jest uczennicą i przyszła gdzieś z miasta żeby potańczyć.
Od razu niemal wszyscy dobrzy tancerze chcieli tańczyć z nią, nawet ten, którego  już w myślach
dla siebie zaklepałam. Zastanawiałam się jak przeciwdziałać jego nagłemu zwrotowi. Na szczęście nie musiałam nic robić. Dziewczyna zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Arnusz wrócił do mnie
Zapytał jednak - nie wiesz kim jest ta śnieżyca?
-Kto? Ta biała? Nie, nie wiem  albo zawodowa tancerka albo jakaś chuliganka. Niezła była. - odpowiedziałam. Do końca balu tańczyliśmy razem. Chciał mnie odprowadzić, niestety musiałam zostać aby wraz z innymi dziewczętami posprzątać salę z przyległościami. Powiedziałam mu, że mam z kim wracać i zapytałam czy chciałby się ze mna jeszcze spotkać.
-Oczywiście Milarezo - odrzekł.
Ponieważ docelowo chcę wyjść za niego za mąż musiałam sprostować
-Nie jestem Milarezą tylko Meliwarettą.
Chyba mi nie uwierzył ale nie ważne. Nie będzie mógł nigdy zarzucić, że go okłamałam.
No chyba, że się dowie kim jestem naprawdę a moje prawdziwe imię jest zupełnie inne.
Nie ważne jakie. Dla mniej tamto już się nie liczy. Zaczynam od nowa a po tamtej, którą byłam zostały mi tylko duuuże pieniądze. Pieniądze, które należy dobrze spożytkować by zbudować swój nowy świat. Kołnierzyk oczywiście odłożyłam prawie na miejsce. Prawie bo szafirowa suknia już nie wisiała za zasłonką.  Po prostu włożyłam go do szuflady z ołówkami, przecież każdemu się takie roztargnienie zdarza. Miałam upuścić aby było na Dagridę ale gdyby wynikła jakaś afera ktoś mógłby sobie przypomnieć ten kołnierzyk z balu. A jeżeli i tak zostanę o niego zapytana  od razu się przyznam. Przecież go tylko pożyczyłam. To normalne między dziewczętami.
-----
Nikt nie pyta za to w pokoju Milarezy i Dagridy na widocznych miejscach leżą pierścionki, pieniądze i.t.p.
Słyszałam z plotek, że Milareza chce być detektywem. No to raczej powodzenia w tym zawodzie
mieć nie będzie. Grubymi nićmi szyte są te jej prowokacje.


============
 
M I L A R E Z A   N A   T R O P I E
009.JPG

-Trzy uczennice szczególnie się wyróżniają - oświadczyła Luirduetea: Milareza, Eluksendrea i Nala. Najlepsza jest Milareza ale ma za dużo zajęć aby ją dodatkowo obciążać więc moją przyboczną będzie Eluksendrea. Milareza życzliwie uśmiechnęła się do siedzącej obok koleżanki.Wprawdzie trochę liczyła na tę funkcję ale koleżanka była tak uszczęśliwiona, że i ona się ucieszyła.
Zajęć rzeczywiście trochę miała bo załatwiała sprawy zlecane jej przez Binius a korzystając z tego, że ma  lotopławę zajęła się też sprawą bagażu Symelindy.W miarę szybko go odzyskała. Jednak zamek w kuferku był otworzony. Kiedy przywiozła to Symelindzie, ta wykrzyknęła: Jak to? Grzebałaś w moich rzeczach?
Milareza aż zmarła z wrażenia. Tego się nie spodziewała.
-Nie. Nie grzebałam w twoich rzeczach. - Odpowiedziała po chwili oschle i wyszła z jej pokoju.
Próżno oczekiwała,że Symelinda ochłonąwszy przeprosi. Nic takiego się nie wydarzyło.
Wkrótce zaczęto organizować szkolny bal. Wiele uczennic miało przy tym zajęcie. Milarezy o nic nie poproszono. Sama zaproponowała, że mogłaby się zająć dekoracją. Niestety usłyszała, że tym zawsze zajmują się dziewczęta ze  szkoły dekoratorek wnętrz. Zgłosiła się do grupy przygotowującej taniec zespołowy, okazało się, że jest za niska. Do kabaretu była ponoć za poważna, chciała chociaż układać owoce ale usłyszała, że jej "talenty" kulinarne są szeroko znane. Zwykle sama z tego żartowała, tym razem zrobiło jej się przykro. Poczuła się definitywnie odtrącona. Przestała się narzucać i wzięła intensywniej za naukę.
 W tym czasie pojawiła się Meliwaretta Miła, grzeczna, nie to co Symelinda.  Dziewczęta szybko wciągnęły Meliwarettę w przygotowania i zaproponowały udział w skeczu. Widocznie Milareza nie była tak miła jak nowa koleżanka. A może chodziło o urodę?
 Zamierzała iść na bal mimo, że dużo im przed nim zadano. Chciała się wykazać, że potrafi tańczyć. Przygotowała sobie odpowiednią sukienkę taką aby się nie wyróżniać, zadbała o suknie na zmianę dla Cypryli i już się więcej tym nie zajmowała.
Niestety na trzy dni przed balem Luirdueti doniesiono, że Milareza zamierza na niego zabrać kuzynkę a mogą być kłopoty bo Cypryla nie panuje nad swoją fizjologią.
Luirduetea delikatnie poprosiłą Milarezę aby Cypryla została w domu. W tej sytuacji Milareza czuła się zobowiązana zrezygnować.
-Nie chcą nas tam - wyjaśniła kuzynce.
Postanowiła poświęcić czas balu na utrwalenie materiału z prawa międzynarodowego. Nauczyciel
zadał im dodatkowy materiał z innego podręcznika. Podręcznik był trudno dostępny, jednak pracownicy Milandera znaleźli go dla Milarezy a ona skopiowała potrzebny rozdział dla wszystkich kolegów uczęszczających na lekcje z tego przedmiotu.
Wprawdzie Cyprysia nie uczęszczała, Milareza miała jednak swoje sposoby aby zchęcić ją do
uczestniczenia w  tym czym sama się zająć chciała.
Starannie powtórzyła materiał nie bacząc na to, że Cyprysia zasnęła. Dopiero Totetta cichutko zabierając wózek z Cyprysią szepnęła - jeszcze zdążysz.
- Poleciłam zabrać moją suknię do garderoby, nie chcę robić zamieszania.
-Nie szukaj wymówki, zresztą suknia wciąż wisi za zasłonką na wypadek gdybyś zmieniła zdanie.
Suknia rzeczywiście wisiała ale brakowało jej koronkowego kołnierzyka z gwiazdeczkami i bardzo wyraźnie czuć było ten brak.
- Poszukam - powiedziała Totetta.
-Gdzie?  Przecież nie przełożyłabym w inne miejsce. Zostaw to. Ubiorę się inaczej.
Spontaniczność nie leżała w charakterze dziewczęcia ale tym razem szybko zmieniła decyzję co do stroju.
Pobiegła do lotopławy.    Właściwie mogłaby w niej mieszkać jednak Milander jej to odradził.  Szybko dotarła wózkiem do swojej garderoby. Miała tu między innymi strój śnieżycy, w którym wystąpiła w pałacowym spektaklu jako jedna z tancerek. Dodatkami do niego oprócz welonu i biżuterii były  bucik i proteza na wysokachnych obcasach oraz sztuczne ręce mocowane do własnych bo inaczej miałaby za krótkie Potrafiła nimi zręcznie manipulować. Błyskawicznie pomalowała twarz, zmywalnymi farbami, Nie wyszło bez zarzutu, trudno, szkoda było tracić czas. Nieoświetlonym, cichojezdnym wózkiem podjechała pod bramę budynku z salą  balową, o tej porze prawie nie było przechodniów. Przed drzwiami do budynku wylegitymował ją ...  nauczyciel prawa międzynarodowego aby się upewnić czy jest uczennicą.
-No nie, Milareza jest niższa - powiedział. Odpięła mankiet, zakasała rękaw i pokazała mu, że ma
sztuczne ręze. - A na nogach mam wysokie obcasy - dodała. Profilaktycznie zapytał ją jeszcze o anegdotkę, która opowiedział na ostatniej lekcji,  coś tam pomruczał i  ją przepuścił. Na salę balową weszła bez hałasu, po prostu wsunęła się i zaraz dołączyła do korowodu tańczących dziewcząt. Dostosowała się do nich.
Potem samodzielnie odtańczyła taniec śnieżycy. Zrobiono jej tyle miejsca, że mogła szaleć po sali.
Dynamiczny taniec nie przeszkadzał jej w obserwowaniu otoczenia.Zauważyła dyrektorkę zespołu żeńskich szkół, jej spojrzenie było złowróżebne. Domyśliwszy się, że chyba naruszyła jakieś szkolne zasady straciła ochotę na bal. Chciała się wymknąć, nim się to jej udało wpierw poprosił ją do tańca jakiś młodzieniec, potem drugi i trzeci. Wreszcie wybiegała na taras i ukrywszy w donicy po jakims krzaczku sztuczne ręce (póżniej je sobie zabrała z pomocą niedużego urządzenia latającego)  zeszła po drabinie awaryjnej.  Starała się robić to bardzo ostrożnie, stawiając na szczeblach przednią część stopy ale pod koniec nadepnęła na spódnicę i gdyby nie czyjeś życzliwe ręce byłaby spadła. Obróciła się gdy mężczyzna postawił ją na ziemię.
Śmiał się. - Błagam, nie mów nikomu - szepnęła - aż parsknął a potem wskazał jej drogę - tam jest
dziura w płocie, prowadzi na Aleję Jabłoni, lepiej abyś nie natknęła się na Szuarada. Odprowadziłbym cię ale to mogłoby nam zepsuć opinię. W razie kłopotów wrzeszcz.
Nie musiała wrzeszczeć bo zaraz za płotem wezwała swój wózek. Nim wróciła Dagrida ona już spała.
Chyba nie powinna uciekać, przecież przed wejściem ją wylegitymowano i nauczyciel na pewno ją zapamiętał.  Nazajutrz mieli dzień wolny a nastepnego z rana udała się do Eneroze. Ewaldyna popatrzyła na nią pytająco po czym weszła do dyrektorki a po chwili dyrektorka poprosiła do siebie Milarezę i zapytała o co chodzi.
-Miałam wrażenie, że przedwczoraj na balu popełniłam jakiś błąd - wyjaśniła - ale nie wiem jaki.
-Ja też nie wiem ... W ogóle tam ciebie nie widziałam.
-Byłam w stroju śnieżycy ... to znaczy białym w płatki, z szalami.
-Aaaa. Solistka. Wydawałaś się wyższa. Co ci strzeliło do głowy, żeby dołączyć do zespołu tancerek i psuć im układ?
-To był zespół? Nie wiedziałam, były różnie ubrane.
-Bo to nie są zawodowe tancerki, skąd mają mieć identyczne suknie?
-Przepraszam. Dołączyłam do nich zaraz po wejściu na salę. Byłam mocno spóźniona, chciałam
wykorzystać czas, który pozostał do końca balu.
-To dlaczego nie zostałaś do końca?
- Bo zauważyłam twoje spojrzenie. Mówiło mi, że coś jest nie w porządku.
-Świetnie tańczysz. Na przyszłość lepiej współpracuj z koleżankami i nie improwizuj! Co cię śmieszy?
-Zawsze słyszę rady abym była bardziej spontaniczna i czasem coś zaimprowizowała. Tym razem to robiłam w nadmiarze. A z dziewczętami chciałam współpracować, to one mnie nie chcą. Sądzę, że to ma związek z bagażem Symelindy. Dołożyłam starań aby go odszukać. Niestety był naruszony, może nawet czegoś tam brakowało. Zdaje się, że Symelinda podejrzewa mnie teraz o grzebanie w jej rzeczach a może nawet o kradzież. Mogła tak przedstawić sprawę innym dziewczętom i kto wie czy nie dlatego one mnie odtrącają.
-Z tego powodu spóźniłaś sie na bal?
-Nie. Chodziło o Cyprysię. Uważałam, że lepiej się poczuje jeżeli ja też nie pójdę ale potem zasnęła i wtedy...
-To trzeba było ją zabrać. Starczy. rozumiem w czym rzecz i nie będziemy dłużej tego wałkować. Dobrze, że do mnie przyszłaś bo zamierzałam przeprowadzić dochodzenie. Z dziewczętami poradź sobie sama.Wierz mi tak będzie lepiej.          

          Na zajęciach z prawa międzynarodowego została dokładnie odpytana. Była tu jedyną uczennicą, resztę stanowili chłopcy więc towarzyszyła jej dla przyzwoitości Rezeryka. Zawsze przylatywała na te zajęcia. Nauczyciel pytał też uczniów ale skupił się przede wszystkim na niej. Dotąd ją zwyczajnie ignorował wreszcie miała okazję popisać się wiedzą.
-A już myślałem, że tylko tańce ci w głowie- powiedział wreszcie i nie postawił jej oceny.
Chłopakom stawiał, jej nie.
W jakiś czas potem przygotowując się do lekcji prowadzenia korespondencji pomyślała, ze mogłaby na nią zabrać pisma w sprawie bagażu Symelindy.
Nikt ją nigdy o ten bagaż nie pytał więc nie miała okazji nic wyjaśnić a pisma tłumaczyły wszystko.
Właściwie powinna je była pokazać Symelindzie. Żałowała, że w odpowiednim czasie tego nie zrobiła.Położyła teczkę na swoim pulpicie i czekała na moment aż będzie mogła się tym posłużyć. Luirduetea sama wzięła teczkę i zaczęła przeglądać.
-To niemożliwe abyś tak szybko to załatwiła - powiedziała - poczta tak szybko nie idzie ... a te
pokwitowania na pismach ... Zupełnie tak jakby to ktoś dostarczył na miejsce... Musiał ktoś dostarczyć bo przecież Symelinda ma już swój mundurek.
Symelindę na dźwięk jej imienia aż poderwało.
-Posługuję się pojazdem latającym, a że jest duży i nieporęczny to na koniec dojeżdżam wózkiem
samojezdnym - wyjaśniła Milareza. Prześwietny Orbort mi to umożliwił abym mogła wykonać
zlecone mi zadania nie angażując w nie dodatkowego posłańca. Sama jestem posłańcem i sama siebie wysyłam tam gdzie potrzeba.
-Powinnaś była zabrać ze sobą Symelindę po odbiór kufra. Mogłaby na miejscu ocenić co zginęło.
-Tak ale ja nie wiedziałam, że akurat tego dnia będę mogła odebrać kufer a miałam do załatwienia inne sprawy w okolicy. Ponadto nie spodziewałam się, że kufer będzie otwarty.
-A gdyby to był nie ten kufer?
-Był podpisany a ja wcześniej poprosiłam Symelindę o jego opisanie.
-No tak, to nawet wynika z pism. Rozdaj je koleżankom do obejrzenia bo są wzorcowe.
-A może ja sobie nie życzę ?!  -Oburzyła się Symelinda.
-Nie wiem dlaczego. Tu nie ma żadnych tajemnic no ale skoro ci zależy ... Zabierz to Milarezo.
W czasie tej wymiany zdań Milareza widząc reakcje koleżanek nabrała pewności, że nikt jej o kradzież czy o włamanie do kufra nie podejrzewał. Powód dla którego koleżanki nie chciały z nią
współpracować musiał być  inny. Może powinna je o to wprost zapytać? A może po prostu nie zawracać sobie tym głowy? Wybrała to drugie rozwiązanie bo miała sobie czym tę głowę zaprzątnąć tak aby ten problem już się wniej nie zmieścił.
 Było między zajmującymi ją  sprawami coś co nie dawało  spokoju. Podczas swego krótkiego pobytu na balu  zauważyła Meliwarettę w swoim kołnierzyku.  Potem kołnierzyk został odłożony do zupełnie nieodpowiedniej szuflady.  Ktoś inny pomyślaby, że to drobiazg, przecież gdyby Meliwaretta poprosiła, Milareza by jej go dała ale... nie poprosiła.
Podawała się za Festryjkę i raczej naprawdę nią była, tylko chyba  starszą niż podawała. Milareza już gdy ja pierwszy raz ujrzała pomyślała że Meliwaretta bardzo o siebie dba i stosuje kosmetyki odmładzające, chyba jednak ma już 14 - 15 arli a nie tak jak Milareza 12. Wtedy  uznała, że musi się mylić.
Teraz głębiej się nad tym zastanowiła a będąc w Festrii odwiedziła miasteczko z którego ponoć
przybyła Meliwaretta. Nikt tam jej nie znał.
 

nurt
 
007.JPG

JABŁKA I TEATR To było działanie spontaniczne do jakiego ponoć nie była zdolna a tak naprawdę to go unikała. Tym razem jednak "coś w nią wstąpiło".  Zobaczyła jak dwóch uczniów męskiej szkoły  zdejmuje tylną ściankę wozu w skutek czego wysypały się z niego jabłka. Weszła na swoje auto  i stamtąd korzystając ze wzmacniacz głosu poczęła nawoływać do zbierania jabłek i ładowania na wóz. Niektórych wzywała imiennie, innych według nazw szkół. Tamci dwaj stanęli i wpatrywali się w nią jak oniemiali. Podszedł do nich Fantegris i krzyknął  do niej:
-uważaj bo wiatr cię podwieje. (Akurat nie było wiatru a jej strój był pod tym względem bezpieczny)   Łatwo agitować , trudniej zbierać!
- Krzyczał błaznując przy tym. Paru chłopaków zachichotało.
  -Na pewno sobie poradzisz - odkrzyknęła. Fantegris nigdy nie był jej przyjacielem ale ostatnio ilekroć go spotkała miała wrażenie, że zionie nienawiścią. Teraz gdy ich spojrzenia się spotkały wzruszył ramionami . Kiedy odchodził, ktoś odkładający na bok instrument wykrzyknął - są jakieś kosze?   -Wy tutaj - odkrzyknęła bo pytający należał do grupki z instrumentami.
-Potraficie zagrać pieśń szkoły?
-Dałoby się ale chcemy zbierać!
-Tu jesteście bardziej potrzebni, wchodźcie i grajcie a ja zorganizuję kosze.
-A wolno tu wejść?
-Wam wolno! Daję  na to słowo uczennicy!  -  Na potwierdzene owego słowa spuściła drabinkę.Kto mieszka blisko i ma w domu kosze, niech je pożyczy zbierającym - krzyknęła jeszcze a potem  - Lalotta, Ewaldyna na auto!  Zaśpiewacie  przy wtórze orkiestry!  Sama zsunęła się do auta i przez aparat łącznościowy poprosiła swą intendentkę o dostarczenie koszy, po opuszczeniu auta podciągnąwszy suknie tak aby nie przeszkadzały i kucnąwszy zajęła się zbieraniem jabłek do torby na zakupy. Orkiestra dość szybko się zorganizowała.  Grali świetnie, Ewaldyna zaintonowała pieśń, Lalotta się przyłączyła.
  Fantegris zatrzymał się i patrzył jak blondas zabawnie potrząsający "wicherkiem" na głowie grając śpiewa:  "I chociaż czasem zawodzimy fest, to kiedy trzba stać nas na ten gest: każdy ochotny i robotny jest."
W takt tej pieśni lżej i weselej się pracowało. Chwilę się wahał ale potem podbiegł dołączyć do śpiewających bo przecież śpiewał przepięknie.
-Nie możesz tu wejść - oświadczył ciemnorudy w czapce - nie masz zezwolenia. - Potem patrzył z ironicznym uśmiechem na odchodzącego syna następcy tolimańskiego tronu.
Tymczasem blondas i Lalotta wiedli mimiczny spór o to jak należy przeciągać "o" w słowie szkoły i każde z nich śpiewało po swojemu: "pragniemy dumą być dla naszej szkoooły"  co nikomu po za nimi nie przeszkadzało.
  W pewnym momencie rudy krzyknął: Kończą! - Zostawił instrument i zlazł z dachu a za jego przykładem
reszta zespołu wraz z Lalottą i Ewaldyną by zdążyć coś tam jeszcze zebrać i dostarczyć na wóz oszołomionego właściciela jabłek. Na koniec ktoś spontanicznie zaczął tańczyć, inni się dołączyli, Milareza również. Podszedł do niej rudzielec i zapytał czy chciałaby należeć do szkolnej grupy teatralnej.
- W zasadzie bardzo - odpowiedziała i nim dodała - ale muszę to rozważyć odpowiedział - no to należysz. Przyjdż jutro z tymi śpiewaczkami na spotkanie - podał adres i uciekł tanecznym krokiem.
No cóż - pomyślała - wszak się nie deklarowałam, zdążę rozważyć.
----------------------------------------------
ENEROZE
                                       
009.JPG

-Dlaczego nie zorganizujecie jakiegoś teatru w naszej szkole zamiast udzielać się w męskim? -
Spytała Eneroze swoją sekretarkę.
-To nie jest teatr męski tylko międzyszkolny - wyjaśniła Ewaldyna a Eneroze przygryzła wargi.
Ewaldyna nie zwracała na takie szczegóły tak wytężonej uwagi jak Mrilareza  więc swobodnie
kontynuowała - i wyszło to pzypadkiem. Byłyśmy na targu aby uczyć się sztuki kupowania ...
-Oooo - niby to uprzejmie wyraziła swe zdziwienie Eneroze ale tym razem Ewaldyna
spostrzegła kryjącą się za tym kpinę więc wyjaśniła - to tylko z pozoru jest proste ale trzeba się
orientować w cenach i umieć wybrać najlepszy produkt.
-Co racja, to racja - przyznała tym razem już poważnie dyrektorka - jednakoważ w kwestii teatru niektórzy mogą sądzić, że szukacie okazji do poznania chłopców.
-Uzgodniłyśmy, że zawsze będzie z nami Emriwalda - odpowiedziała Ewaldyna.
-To dobrze.  W ogóle dobrze, że mi o tym powiedziałaś bo gdyby wpierw dowiedzieli się
członkowie organizacji " Porządkowanie społecznych relacji", mogłoby dojść do skandalu.
  Eneroze dowiedziała się o sprawie na tyle wcześnie, że  w towarzystwie Luridutei udała się
obejrzeć pierwszą wizytę dziewcząt w kółku teatralnym. Nauczycielki przyszły z
wyprzedzeniem aby zapewnić organizatorów, że nie zamierzają przeszkadzać lecz obserwować.
Dlatego zaskoczyły rozbawioną Eluksendreę, samą w otoczeniu mężczyzn i chłopców. Nie było
to tak całkiem naganne gdyż asystent reżysera był jej kuzynem a brat należał do młodocianych
aktorów.
-Eluksendreo - spytała mimo to Eneroze - dlaczego nie powiadomiłaś żadnej z nauczycielek o
tym, że bierzesz udział w próbach teatralnych? Zadbałabym o zapewnienie ci  takiego
towarzystwa dzięki któremu nie mogłabyś się spotkać z obmową.
-Oddelegowałałabyś jedną z nauczycielek ? - Zdziwił się Nattufor .
-Nie. Zobowiązałabym jej matkę do zadbania o reputację córki. Dziś przyszłyśmy przez wzgląd
na dziewczęta, które niedawno zaprosiliście do współpracy, nie macie nic przeciw temu, że
trochę poobserwujemy?
Nie uwierzyła w szczerość zapewnienień, że absolutnie mu  nie przeszkadzają ale udała, że
wierzy i grzecznie zajęła zaproponowane jej miejsce z tyłu, obok usiadła Luirduetea
- dziewczynki z pewnością zjawią się dokładnie o czasie - zapewniła i chciała jeszcze coś dodać
ale przeszkodziło jej pełne niechęci zdziwienie Eluksendrei - Milareza?
-Masz coś przeciwko niej? - Zapytała Eneroze.
-To oczywiste odpowiedziała zamiast dziewczęcia Luirduetea - to Milareza powinna być
prymuską.
-Sama mówiłaś, że ona nie ma czasu - zaaoponowała Eluksendrea.
-Myliłam się, zawsze go znajduje gdy komuś trzeba pomóc.
  Rozmowę przerwało im wejście reżysera w towarzystwie nauczycielki ze szkoły muzycznej.
-Nie ma jeszcze tych twoich? - Zwrócił się  do Luirduetei
-Przyjdą o czasie, zdążą zająć miejsca a najmniejsza z nich będzie patrzeć ze zdziwieniem
dlaczego jeszcze nie zaczynasz.
Wbiegła grupka dziewcząt ze szkoły muzycznej,  oczywiście zmieszały się na widok Eneroze,
ona zaś szepneła do Luiduetei - zostało jeszcze osiem momentów. Jesteś pewna, że przyjdą
punktualnie?
-Zobaczysz, będą moment przed czasem i zdążą tylko zająć miejsca. - odpowiedziała.
Zaciekawiony Enilioborian skupił wzrok na zegarze. 2 momenty przed czasem weszły
Emriwalda, Ewaldyna, Lalotta, Dagrida i Milareza.
-Przyprowadziłam przyjaciółkę - może się przyda - wyjaśniła Milareza wskazując Dagridę.
-Zobaczymy - życzliwie odrzekł reżyser.
-Moja ukochana guwernantka będzie nam towarzyszyć dla przystojności - wyjaśniła jeszcze.
-W porządku - odrzekł - dobrze, że o tym pomyślałaś.
Choć Luirduetea nieco się pomyliła co do czasu pojawienia się dziewcząt, w jednym miała
rację:  ledwo zdążyły zająć miejsca już był czas na rozpoczęcie spotkania i Enilioborian, ku
wyraźnemu zaskoczeniu większości aktorów, zaczął je punktualnie. Parę osób się spóźniło,
gestem nakazywał im milczenie.
Gdy Eluksendrea śpiewała jedną z piosenek wzbogacających sztukę, weszła Ramata najlepsza uczennica szkoły muzycznej. Z leciutką pogardą słuchała wcale nie tak złego śpiewu przyszłej prawniczki.
Jako następną Tagunak wskazał Ewaldynę. Wzgarda znikła z oblicza Ramaty gdy ta zaczęła śpiewać
zaś Enilioborian poprosił - to teraz jeszcze zatańcz z .... Tym kolegą! Eneroze nie zdawała sobie sprawy, że Ewaldyna tak pięknie śpiewa tym bardziej nie spodziewała się, że znakomicie tańczy
bo na żadnych szkolnych imprezach nigdy nie tańczyła. Tekst mówiony też wypadł dobrze.
-Ona - powiedział stanowczo Enilioborian - teraz wybierzemy dziewczynę do roli Daralmesetty
czyli rywalki pięknej Nalicemaryndy. - Ty spróbuj - wskazał Ramatę. Ramata zaśpiewała tę
samą piosenkę co Eluksendrea, tylko dużo lepiej.
- Co myślisz? - Spytał Enilioborian najlepszego śpiewaka w zespole.
-Jest bardzo dobra - ale sprawdźmy jeszcze inne - odrzekł Tagunak - próbuj - nieoczekiwanie
wskazał Dagridę.
Zaśpiewała coś innego, całkiem poprawnie ale nie dorównywała Ramacie.
-Dobra jest. Przyda się w chórze - ocenił Tagunak - następna!  Większość dziewcząt odpadała w
scenach mówionych.  Przyszła kolej na Milarezę. Od razu zaznaczyła, że śpiew nie jest dla niej, chyba, że wolno fałszować. Tagunak się zaśmiał ale bez ironii, raczej z sympatią. Weszli dwaj nauczyciele z męskiej szkoły. Enilioborian gestem nakazał im milczeniei wskazał miejsca obok Eneroze i Luirduetei. Wyraźnie speszyli sie na ich widok. Czyżby chcieli przyłapać uczennice na niestosownym zachowaniu? A może Enilioboriana? No to im się nie udało.
-Jakiś wierszyk poprosimy - uśmiechnął się do dziewczyny Enilioborian.
-No i cóż, że nie wypada - Milareza zdaniem Eneroze wybrala tekst fatalny i mówiła jak prozę  - lecz przynajmniej go wybadasz. Choć twarz piękna na sercu mieć może skazę. Chcesz mieć męża czy obrazek?
-Pięknie - orzekł Tagunak - ale akurat Dazolia ma do zaśpiewania sporo piosenek. (Dotąd nie było mowy o żadnej Dazolii)
-Tak tylko, że ona jest postacią komiczną więc może fałszować - usłyszawszy to Tagunak znowu
się zaśmiał.
-Znasz tę sztukę - zauważył Enilioborian.
-Tak i mam taki trochę karkołomny pomysł na taniec Dazolii z takim partnerem - wskazała na
najwyższego z obecnych Nattufora.
-No rzeczywiście karkołomny - ocenił Enilioborian.
-Wiem ale wspierałam jeszcze wyższego  tancerza w tańcu, który dał mu papiery tancmistrza. On to wymyślił i opracował a tę sztukę by to doskonale wzbogaciło. Pomyślałam o tym już wtedy gdy ją ujrzałam wkrótce po tym pokazie tanecznym. W sztuce odbywa się bal i właśnie wtedy możnaby zatańczyć.
 Oczywiście nie musielibyśmy wykonać całego tańca bo to wymagałoby wielu ćwiczeń a i tak na pierwszym planie muszą być Nalicemarynda i Winiriusz.
  -Zdemonstruj - poprosił Nattufor.
-Żałuję, że nie wzięłam lalki bo i tak zademonstrować mogę tylko męską rolę, moja bez współpartnera, tylko momentami jest możliwa  i  nic nie wyjaśni.
-No to próbuj męską - odrzekł. Spróbowała, potem jeszcze wykonała rysunki objaśniające a wreszcie spróbowali razem. Trochę to śmiesznie wyglądało ale Nattufor powiedział do Enilioboriana - to trzeba poćwiczyć i będzie dobrze.
-Wierzę - odrzekł reżyser i zwrócił się do dziewczęcia  -Podaj mi swoje imię - odważna dziewczyno abym mógł cię znaleźć - To nie było nic niezwykłego, wszystkie o to prosił bo wszystkie zostały wybrane, jak nie do ważnej roli to przynajmniej scen zbiorowych.
-Milareza - odpowiedziała, przez chwilę miał głupią minę a potem powiedział - aha, stąd się wziło "słowo uczennicy". Eneroze nie zrozumiała co miał na myśli, zamierzała później zapytać lecz zapomniała bo bardziej interesowała ją wizyta nauczycieli z męskiej szkoły. Próbowała ich podpytać - widzę, że was też interesuje ten teatr - powiedziała.
-No jasne - odrzekł Wuntuz - trzeba trzymać rękę na pulsie. Widzę, że wy przyszłyście całą brygadą.
Milareza, obserwowała ich, Na koniec skupiła uwagę na młodszym bracie Eluksendrei. Dlatego Eneroze spytała go gdy wychodził - pokłócilłeś się z siostrą?
-Nie wiem o czym mówisz odrzekł.  Chyba jednak wiedział bo niby dlaczego Eluksendrea dała mu z zamierzenia dyskretnego lecz jednak przez wielu zauważonego kopniaka?
 

nurt
 
Roch, Maniek i Karolcia.JPG

A R N U S Z
Ojciec przywiózł Arnusza do szkoły po tym jak parobek przyłapał go ze swoją córką na obściskiwaniu i postanowil  nająć się gdzieś gdzie lepiej ją uszanują.
Alternatywą było ogłoszenie zaręczyn ale złotnikowie nie zamierzali ani żenić syna z córką parobka ani się tego
parobka pozbywać.
W konsekwencji to Arnusz musiał opuścić dom.
Ojciec przywiózł go do swego stryja, który z dawna wyemigrował ze Snesz wiedząc, że warsztat
złotnika odziedziczy jego starszy brat (dziadek Arnusza) a on musiałby całe życie być tylko
czeladnikiem.
Teraz wyuczony przez najlepszych spośród mistrzów mieszkał w niezbyt dużej odległości od
Degeden, siedziby dwóch słynnych zespołów szkół zawodowych. Ojciec zostawił Arnuszowi
wierzchowca i kazał na niego i siebie uczciwie zarobić. Niezależnie od tego oczywiście zapłacił
stryjowi za naukę napomykając przy tym, że Arnusz już dużo umie.
Stryj był grzeczny, uśmiechał się potakiwał ale przypadkiem usłyszeli jak nocą mówi do swej żony: albo ten smarkacz ma lewe ręce do roboty albo jest łobuzem. Nie wypada mi odmówić a najchętniej to bym go pognał. Coś w tym jest, że tak nagle Ezroch postanowił go usunąć z domu.
Nikt się dobrego pomocnika tak łatwo nie pozbywa.
-Skąd wiesz, że nagle? Może po naszym wyjeździe zaczeli nad tym deliberować?
-Nie, nie, nie. Gdybym ja miał pracowitego, zdolnego, grzecznego syna to bym go trzymał jak
skarb. Ja to sam uciekłem, nikt mnie nie wyganiał.Arnusz miał nadzieję, że ojciec się rozmyśli i go tu nie zostawi ale on milczał a gdy go już Arnusz na statek powrotny odprowadzał rzekł mu:
Zarób na lepszą opinię.Przecież naprawdę jesteś dobrym złotnikiem i porządnym człowiekiem.
No i zakręć się za którąś z córek stryja to
może wam warsztat zapisze.
Córki stryja pięknościami nie były lecz zauważył, że są miłe, uczynne, radosne i pracowite.
Wiekowo najlepiej do niego pasowała średnia, najładniejsza była najmłodsza ale ze względu na
warsztat postanowił się starać o najstarszą.
Od poczatku było widać, że stryj go nie lubi. Nic co Arnusz zrobił mu nie pasowało, wszystko
krytykował. Arnusz zamierzał zacisnąć zęby i wytrzymać, niestety szybko mu się odmieniło.
Punktem zwrotnym był szkolny bal a raczej to co się przed balem zdarzyło.
Właśnie kończył się ubierać gdy wszedł stryj -  śmietnik zostawiłeś na dole- powiedział - idź to
najpierw posprzątaj a potem sie szykuj na bal.
-Niech ten sprzata, kto nabałaganił - odrzekł Arnusz bo dobrze wiedział, że zostawił po sobie
porządek - od jutra szukam nowego zatrudnienia a z takiego pracownika jak ja każdy będzie
zadowolony, nie muszę tutaj być pomiotłem.Wyszedł trzaskając drzwiami i pognał konno na bal.
    Początkowo nie kwapił się do tańca bo humor miał całkiem zepsuty. Potem jednak słyszał jak
jeden chłopak drugiego pyta kim jest ta ruda ślicznotka, z którą przed chwilą tańczył.
-Milareza, wnuczka Orborta - wyjaśnił tamten i wtedy Arnusza olśniło - nie musiał się starać o
złotnikównę. Jego matka pochodziła z prastarej linii matek władców. Pierwsza władczyni
Haberland zwała się Adela Haber i to ona zdecydowała, że następcą tronu będzie jej najstarszy
syn Miron a po nim najstarszy syn jej najstarszej córki. Ten system dziedziczenia utrwalił się w
Haberlandach.
Tolimania go przejęła a pramatką tolimańskiej dynastii była Tola prawnuczka Adeli, zwanej w
Tolimanii Atelą . Druga po tej, której syn miał dziedziczyć władzę w Haberlandach. Milareza nie
pochodziła od Toli była jednak córką człowieka niewyobrażalnie bogatego a przy tym przyrodniego brata aktualnego mirona Tolimanii.
Arnusz widział, z którą dziewczyną tańczył chłopak zapewniający, że była to Milareza i natychmiast poszedł ją poprosić do tańca. Nie dość, że była utytułowana to i piękna na dodatek.
Starał się tańczyć z nią jak najwięcej ale gdy ktoś go wyprzedził, prosił inną. W tańcu odzyskał humor.
W pewnym momencie nie wiedzieć skąd, wśród tanecznic pojawiła się dziewczyna, której solowy taniec kojarzył mu się z szalejącą, haberlandzką śnieżycą. Udało mu się z nią zatańczyć nim zniknęła.
-Czy jesteś haberlandką? - Zapytał ją w ojczystym języku.
-Teraz jestem tylko tańczącą śnieżycą-odpowiedziała po karebordżańsku.
Oczarowała go tym tańcem. Szkoda, że nie widział jej twarzy.
Potem zniknęła a on wrócił do czarowania "Milarezy"
Obawiał się, że kiedy wróci do domu stryja jego rzeczy będą wystawione za próg ale nie. Mógł
spokojnie iść do swojego pokoiku za warsztatem i się przespać a przez następne dni stryj za bardzo się go nie czepiał.
Dopiero po trzech powiedział, że załatwił mu odlot do domu bo są tu tacy co mają latające maszyny. Arnusz zdołał sie pożegnać ze swoją Milarezą.Poczekał na nia przed jej szkołą. Zrobili sobie długi spacer, dużo rozmawiali . Zwierzył jej się, że boi się lotu.
-Ja już nie jeden raz latałam - powiedziała - ale za każdym razem się boję. Znaleźli się w mało uczęszczanym miejscu.Seks z nią okazał się dużo lepszy niż z Czezinaro. Po wszystkim obiecał,  że wyśle do niej swatów.
           PROBLEMY Z SYMELINDĄ
009.JPG


Po lekcji, na którą Milareza przyniosła pisma dotyczące kufra burmistrzanki Meliwaretta myślałam o Symelindzie tak samo jak Nala, która wprost jej powiedziała - ty chyba jesteś nienormalna. Co by ci szkodziło gdybyśmy obejrzały te pisma?
-A musiała się nimi tak popisywać?
-Zazdrość cię zżera co?
-No wiesz!
-Gdybym ja była na jej miejscu to już dawno pokazałabym te listy bo niby dlaczego nie? - Wtrąciła swoje trzy grosze Humraga.
-----
Opowiedziałam tę historię Ewaldynie.
-Wstrętna dziewucha - oświadczyła nadzorczyni Astra - prawie oskarżyła Milarezę o kradzież kufra, kto wie czy cichaczem nie psuła jej opinii ...
-Cooo? - Symelinda akurat weszła do naszego pokoju, jak zwykle bez pukania a sama wymaga aby do niej pukać.  -Coś ty powiedziała?
-Skoro się podsłuchuje to czasem można coś niemiłego usłyszeć-oświadczyła Ewaldyna.
-Nie podsłuchiwałam tylko weszłam.
-Nie słyszałam pukania.
-Nie odwracaj kota ogonem. Niby kiedy oskarżałam Milarezę o kradzież?
-To już nie pamietasz jak się zachowałaś kiedy ci dostarczyła kufer?
-Ojej, niech nie będzie taka delikatna, tylko zapytałam czy nie grzebała w moich rzeczach.
-A ty czasem w naszych nie grzebiesz?
-Jak możesz! To ty jesteś wstretną dziewuchą nie ja.
-O co ci chodzi? Przecież ja tylko zapytałam. Nie bądź taka delikatna.
Symelinda wybiegła trzaskając drzwiami.
-Naskarży na mnie Eneroze - stwierdziła Ewaldyna ale zbytnio się tym nie przejęła.
Nastepnęgo wieczora Eneroze nas odwiedziła w towarzystwie Luirduetei i kazała zawołać Symelindę do naszego pokoju. Natychmiast wyciągnęłam kosz owoców.
-Nie trzeba - powiedziała Luirduetea.
-Ależ my to mamy od Rezeryki abyśmy godnie reprezentowały Siegridówke wobec gości. Byłaby niezadowolona gdybyśmy się okazały niegościnne.
-Może ale na razie to schowaj.
Symelka przyszła z paterą ciastek (żadna z nauczycielek tego nie skomentowała).
- Mogłybyście chociaż jakieś picie naszykować - skrytykowała nas.
Ewaldyna wymieniła spojrzenia z Eneroze po czym widząc gest przyzwalający poprosiła mnie abym się tym zajęła, sama zaczęła częstować ciastkami przyniesionymi przez Symelindę, mnie nałożyła na talerzyk  i sobie też jedno wzięła. Chciało mi się z tego śmiać bo Symelinda nigdy nas niczym nie częstuje . W sumie fajnie jest być uczennicą i mieć uczniackie problemy.
-Powtórz SymeLindo przy Ewaldynie co mi powiedziałaś -poprosiła Eneroze.
-Powiedziałam, że jest mi przykro bo Ewaldyna oskarża mnie o przeglądanie ich rzeczy.
-Tak było Ewaldyno?
-Nie, ja tylko zapytałam czy tego nie robi i była to replika na jej twierdzenie, że ona Milarezę o coś takiego też tylko zapytała i Milareza nie powinna się tym przejmować.
-No widzisz Symelko - powiedziała grzecznie Eneroze - a ty się jednak przejęłaś. Czego teraz od mnie oczekujesz?
-Bo one jeszcze o mnie plotkują i nazywają wstretną dziewuchą, i mnie izolują.
-To nie tak - odpowiedziała Ewaldyna, która zresztą już wcześniej wyjaśniła wszystko Eneroze. Mówiła mi o tym.
-Meliwaretta opowiedziała mi co się działo u nich na lekcji i kiedy wspomniała o pismach dotyczących kufra  mnie sie nagle przypomniało jak  Symelinda oskarżała Milarezę aż Milareza podobno w nocy płakała i wyrwały mi się słowa "wstrętna dziewucha" a Symelka akurat podsłuchiwała.
-Nie podsłuchiwałam. Wchodziłam.
-Tak cicho, że nawet drzwi nie zaskrzypiały a nam do siebie każesz pukać. Ponadto to nie my ciebie tylko ty sama się odizolowałaś. Nawet kiedy cię prosiłam abyś pomogła w nauce Meliwaretcie powiedziałaś, że każdy uczy się na swój rachunek. Z Milarezą nie było problemu. Ona na pewno cieszyłaby się z postępów Meliwaretty nawet gdy Meliwaretta odebrała jej palmę pierwszeństwa.
-Ma powody do dumy - oświadczyła Luirduetea - Meliwaretta przesunęła sie w rankingu uczennic  tego kursu na piątą pozycję. Tobie Symelko też należą się gratulacje. Jesteś ósma. Mam nadzieję, że od połowy arla załatwię ci miejsce w bursie. Wytrzymajcie ze sobą jeszcze te trochę. W końcu to chyba nie takie trudne. Ewaldyno?
-Oczywiście i jeszcze raz zapewniam, że to pytanie o grzebanie w naszych rzeczach postawiłam wyłącznie w celach wychowawczych.
-I mam nadzieję, że nie będziesz jej więcej nazywać wstrętną dziewuchą?
-Nie mam takiego zamiaru.
-Powinnaś mnie przeprosić - oświadczyła Symelka.
-Za wstrętną dziewuchę?  Dobrze, przepraszam. To nie było eleganckie.
- No to teraz Ewaldyno - zadysponowała Eneroze - prowadź mnie do Milarezy. Chciałam zobaczyć ten nowy kompleks kuchenny a bez niej zwiedzać nie wypada.
Kompleks kuchenny a właściwie piece różnych narodów były w budowie. Większość mieściła się w pawilonie, który był prawie gotowy w momencie przywiezienia, wymagał tylko skanalizowania i urządzenia, a dwa na dworze.
Eneroze chciała uzgodnić czy będą mogły z tego korzystać dziewczęta z kursu prowadzenia gospodarstwa domowego. Milareza chętnie się zgodziła stawiając jednak warunek, że po wcześniejszym uzgodnieniu ponieważ ona też tu będzie brała lekcje, prowadzone przez specjalnie sprowadzoną nauczycielkę.
-A to nasza ci nie odpowiada? -Zdziwiła się niemile Eneroze
-Nie ma do mnie cierpliwości - odpowiedziała spokojnie Milareza - jest przyzwyczajona do zdolniejszych dziewcząt a ja wszak też chcę się czegoś nauczyć. W Tolimanii zbliżają się pokazy dla panien pretendujących do godności dorosłych, muszę się bardzo starać aby uzupełnić braki w moim wyszkoleniu.
Eneroze zadowoliła się tą odpowiedzią, miała do Milarezy jeszcze jedną sprawę.  Zbliżało się drugie półarle nauki i zgodnie z regulaminem powinnyśmy  podjąć pracę, to znaczy te z nas, które jeszcze nie pracują. Tymczasem nie zawsze jest o nią łatwo.
-Czy nie mogłabyś założyć biura porad prawnych oraz korespondencji urzędowej? - Zapytała - miałabyś zajęcie ty i niektóre z twoich koleżanek.
-Jestem gotowa o tym pomyśleć - odpowiedziała Milareza.
Od razu wiedziałam, że muszę zrobić wszystko aby dostać pracę w tym biurze. Właściwie wolałabym je sama założyć lecz nie chciałam zdradzać, że mnie na to stać. Są to przecież pieniądze z rozbojów Wenkebeza i moich kradzieży. Uciekłam z nimi zaraz potem gdy się dowiedziałam, że go aresztowano. Szczęśliwie wieści były szybsze niż strażnicy a ja się też długo nie zastanawiałam.
     Luirdutea zostawszy nieco z tyłu z Ewaldyną, spytała ją a ja natężyłam słuch aby słyszeć :  pewnie uważasz,że dziwnie się wobec was zachowałyśmy? Nie chciałyśmy aby Symelinda odniosła wrażenie,że wasza gościnność  ma wpływ na naszą ocenę sytuacji. Oczywiście nie powtarzaj tego Meliwaretcie.
    Nie było takiej potrzeby. Nawet gdybym nie słyszala to już się przecież domyśliłam. Chciałabym aby mi kiedyś tak ufała jak Ewaldynie.
 

nurt
 
009.JPG

Mezgechemeza  była pewna, że uda się załatwić sprawę wykorzystania kompleksu kuchennego Milarezy w celu pokazania uczennicom kuchennych urządzeń różnych narodów.
Poprosiła o wstawiennictwo nie tylko Eneroze ale i  żonę następcy tolimańskiego tronu.  Stało się to przypadkiem. Omawiała pewnego dnia z zarządczynią Siegridówki Lukipeterą  listę zakupów. Lukipetera musiała ją na chwilę opuścić i właśnie wtedy zaświstało milanderłącze. Umiała już odbierać rozmowy, to nie było trudne. Łatwiejsze niż otworzenie drzwi. Na ekranie ukazała się Grisolda,  Mezgechemeza jeszcze jej nie znała ale natychmiast powitała w języku haberlandzkim bo ponoć jest bardzo podobny do tolimańskiego a tolimańskiego nie znała. Wyszło jeszcze lepiej. Okazało się Grisolda też była z pochodzenia Haberlandką i chwilę miło pogawędziły.
Grisolda skorzystała z okazji aby zapytać o postępy Milarezy w dziedzinie gotowania a Mezegechemza by zapewnić sobie poparcie. Przedstawiła Grisoldzie plan użytkowania kompleksu przez swoje uczennice, Grisolda absolutnie nie widziała żadnych przeszkód.  Poprosiła o przekazanie Milarezie,że zmieniła termin pokazów. Mezegechemza przekazała to Lukipeterze. Zamierzała pomówić jeszcze z Rezeryką o harmonogramie swoich zajęć ale jakoś się nie złożyło. Albo nie było Rezeryki albo gdy już była, nie spotkały się a raz nauczycielce akurat "wyszło to z głowy".
Nie było jednak problemu bo zdobyła plan zajęć Milarezy i dopasowała do niego lekcje w jej kuchni. Do czasu wszystko szło znakomicie.
Pewnego dnia jednak gdy podchodziła do kompleksu z uczennicami, wyszła jej na przeciw Emriwalda
- Nie możecie tam teraz wejść - powiedziała.
-A mogę wiedzieć dlaczego? - Oburzyła się Mezgechemeza.
-Daruj ale to chyba nie ja powinnam się tłumaczyć przed tobą - odpowiedziała Emriwalda - wiem, że Milareza zgodziła się udostępnić waszej szkole ten kompleks, jednak terminy miały być uzgodnione.
-Przecież uzgodniałam.
-Sugerujesz, że Milareza mogłaby to przeoczyć?  Na pewno nie. Ona wszystko ma zaplanowane,  jest pedantką i nie ma takiej możliwości aby znając twój harmonogram  dopuściła do kolizji z własnym. Nie ma takiej możliwości - powtórzyła z naciskiem.
-Ale przecież dziś powinna ćwiczyć taniec z Nattuforem.
-Nie. Dziś powinna być w swojej kuchni.
-Może wobec tego włączymy się  w jej zajęcia.
-Nie.
-Nie będziemy przeszkadzać, dziewczęta chętnie pomogą w podrzędnych pracach.
-Wierz mi,  będziecie przeszkadzać.
-Omówiłam wszystko z prześwietną Grisoldą...
-Z kim? ... A jak się skontaktowałaś z Grisoldą?
  Mezegechemza czuła, że to nie jest grzecznościowe pytanie, najchętniej wykręciłaby się od odpowiedzi. Niestety nie miała pomysłu jak a całą scene obserwowały jej uczennice, nie chciała się przed nimi okazać kretaczką, już i tak czuła się upokorzona.  Powiedziała więc prawdę. Gdy później zrelacjonowała sytuację Lukipeterze, ta się wystraszyła - dostojna Rezeryka wpadnie w szał, one z Grisoldą się po prostu nie znoszą. Jeszcze ja przy okazji oberwę.
-A to nie Grisolda jest ważniejsza?
-Tutaj?     Nie. To posesja Rezerykii i to w państwie niepodlegającym władzy mirona a gdyby nawet podlegało to niekoniecznie chciałby się w to mieszać.
 Rezeryka zjawiła się nazajutrz a dowiedziawszy się, że zastanie Mezgechemezę w kompleksie
kuchennym podczas lekcji, wzięła ze sobą nauczycielkę Milarezy Pnuczillę. Zaproponowała aby dalszą część lekcji poprowadziła Pnuczilla i w związku z tym zapytała jaki jest temat lekcji. Była absolutnie spokojna. Gdy już znalazły się sam na sam powiedziała po prostu - spakuj swoje rzeczy i więcej nigdy tu nie przychodź. Jeżeli chcesz aby uczennice miały tu czasem lekcje omów to z Pnuczillą i niech ona te lekcje prowadzi. Ciebie nie chcę tu już widzieć.
-Co takiego zrobiłam?
-Oplotkowałaś moje dziecko i to przed moim największym wrogiem.  Na podstawie tego co ty powiedziałaś, Grisolda zdecydowała, że Milareza nie musi brać udziału w pokazach by ją zdyskwalifikować.
-Nie zdawałam sobie sprawy, że to tak wygląda.
-A tego, że to nie Grisolda zarządza kompleksem kuchennym Milarezy też nie wiedziałaś?
-Nie było ciebie, nie miałam z kim uzgodnić.
-Daruj sobie. My widziałyśmy się jakieś pięć dni temu, Milarezę widujesz codziennie. A gdybyś nawet
żadnej z nas nie widywała jest jeszcze Lukipetera, Emriwalda i milanderłącze. A... i jeszcze Pnuczilla.
-Sądziłam, że mogę korzystać z kompleksu kiedy Milareza ma inne zajęcia..
-Gdyby tak było Milareza nie postawiłaby warunku, że twoje zajęcia mają być z nią uzgodnione.
Z nią! A nie Grisoldą!    
Mezgechemeza  była pewna, że to co się stało było wynikiem złośliwości urażonej Milarezy.
Spytała nawet Nattufora dlaczego już nie ćwiczy tańca z Milarezą.
-Ćwiczę - odrzekł - tylko zrobiliśmy przerwę bo Milareza miała jakąś bardzo ważną sprawę do załatwienie.
-No jasne pomyślała    Mezgechemeza - chciała się na mnie zemścić.  Musiała jednak w duchu przyznać, że powody były.


ENILIOBORIAN
009.JPG



Enilioborian doczekał się wreszcie wystawienia sztuki w swojej reżyserii. Początkowo były kłopoty. Żaden chłopiec nie chciał zagrać roli pięknej bohaterki. Owszem jej zazdrosną koleżankę, dowcipną wieśniaczkę, babulinkę tak ale, żaden nie chciał być porównywany do ślicznej dziewczyny. Enilioborian wiedział, że należałoby zaprosić dziewczęta lecz nie mógł się na to zdobyć. Pomógł mu przypadek.
Pewna dziewczynka na targowisku zawołała ich grupę muzyczną aby śpiewali pieśń szkoły i dodała do towarzystwa dwie koleżanki.Uroda jednej z nich  wydała mu się wręcz idealna. Zdobył się na odwagę i poprosił je obie o przyjście na próbę. Potem jeszcze zaprosił ich niską koleżankę bo ładnie tańczyła i była odważna.
-A może weżmy jeszcze kilka ze szkoły muzycznej - zaproponował - Tagunak.
-Nie, bo musiałbym niektóre odrzucić a ta z brązowymi lokami jest w sam raz.
-Zawsze do czegoś się przydadzą - przekonywał go Tagunak - zresztą sam się tym zajmę. A tę czarnulkę niepotrzebnie zaprosiłeś, źle się z nią będzie współpracować. Mylił się. Gdy Lalotta zrozumiała, że Tagunak  jest ważnym asystentem reżysera i nauczycielem w męskiej szkole muzycznej, nabrała do nigo szacunku i już się z nim o nic nie kłóciła. Niezależnie od nich, Nattufor sprowadził swoją kuzynkę, prawie obiecał jej główną rolę. Na szczęście zaznaczył, że ostateczną decyzję podejmie Enilioborian. Była zawiedziona gdy nie obsadzili jej w żadnej liczącej się roli. Miała tylko śpiewć w chórze, tańczyć na balu i pięknie wyglądać.
  Milarezie kazał się ubrać jak dziewczynka, zachwytu nie było, nie protestowała jednak a nawet na własny koszt zamówiła odpowiedni  strój i fartuszki aby troche odmieniać swój wygląd. Zamówiła też stroje dla wszystkich występujących dziewcząt, w tym zespołu tancerek, którym dodatkowo sprawiła jednakowe ubiory co zresztą też w niektórych scenach wykorzystał. Choć niczego w zamian nie żądała postarał się aby dużo występowała. Była obecna przy większości scen choćby tylko po to aby się gapić i wysłuchiwać relacjii  narratora.
Nieoczekiwanie chłopiec będący narratorem rozchorował się. Enilioborian dowiedział się o tym tuż przed spektaklem. - Kto go zastąpi? - Spytał spanikowany.  -Zrobimy to  -niemal krzyknęła Dagrida do Milarezy.
-Mam nadzieję - jęknął.
-To się uda - powiedziała spokojnie  Milareza. Wydawały mu się zbyt pewne siebie ale nie miał wyboru bo tylko one się zgłosiły a nie było już czasu na dyskusje.. Pierwsza ich scenka go zaskoczyła, Milareza zamiast wygłaszać tekst ze scenariusza odegrała scenkę mimiczną.
-Spokojnie - powiedziała mu Ewaldyna - ona raz nam w ten sposób życie ocaliła. Zdębiał i nie zauważył
kiedy tekst w formie pytań zaczęła wygłaszać Dagrida. Milareza potwierdzała gestani, chichotem, mruczeniem. Zrozumiał. Grała rolę niemowy, składającej relację ciekawskiej koleżance.. Obie dobrze znały sztukę i chyba wcześniej przećwiczyły dla zabawy swoje role. Dagrida świetnie odgrywała zaciekawienie,  po za tym obie prezentowały całą gamę emocji, nie stały jak kołki tylko odgrywały realistyczne scenki i były świetne. Jeszcze im w trakcie co nieco popdpowiedział n.p. że jedna ze scenek ma być w czasie przerwy w pracach polowych i muszą do niej pasować.  Milareza pośpiesznie zburzyła fryzurę Dagridy, ktoś dostarczył dla większego realizmu naczynie z pierogami. Do sceny końcowej przywieziono z Siegridówki słodycze aby Ewaldyna rzucała je na widownię. W innym momencie Enilioborian kazał Milarezie dołączyć do chóru i na migi pokazać, że ona niestety śpiewać nie może.Tagunak omal nie spadł z ławki gdy to zobaczył..
-Prawie powinienem dziękować Tydengalowi, za to, że zachorował - powiedział Eniloborian ściskając z emocji jego  rękę.
-Powiedz raczej, że zasabotował przedstawienie bo chory to on nie jest - wtrąciła się Ramata po czym poszła ucałować Milarezę.
-Dlaczego? - Zastanowił się Enlioborian i przypomniał sobie jak Eneroze pytała - sądzisz, że nasi koledzy
zjawili się na próbie by postawić zarzuty tobie czy dziewczętom?
-Nie miałbym takich podejrzeń - odpowiedział wtedy - po prostu mieli prawo  zwizytować a ja nigdy
nie pozwoliłbym aby dziewczętom nie towarzyszyła żadna ze starszych nauczycielek. Widziałaś chyba, że przyszła Ilga ze szkoły muzycznej.
-Aha a więc to ty o tym pomyślałeś?
-Oczywiście. Dziewczęta są przecież zbyt niedoświadczone i naiwne aby wszystko przewidzieć. Miały prawo sądzić, że my o to zadbamy.
  Poszedł zaraz po przedstawieniu do Tydengala ale nie było go w domu.
-Mam nadzieję, że dobrze się czuje - stwierdził.
-A co się stało?  - zaniepokoiła się jego matka.
-Nie przyszedł na przedstawienie. Wygląda na to, że je zasabotował.
-I co nie wyszło? - Spytał ojciec wychodząc z innego pomieszczenia.
-Przeciwnie. Lepiej wypadło bez nigo niż z nim. Koleżanki go zastąpiły..
  Ojciec przez chwilę wyglądał ja uderzony - wszędzie te dziewczyny - powiedział oburzony - jak ci nie wstyd je popierać.
-Nie moja wina, że w sztuce jak w życiu są mężczyźni i kobiety. Zresztą żenić też  się zamierzam z kobietą. Matka niedoszłego narratora zachichotała zaś Enilioborian ukłonił się i wyszedł.
 Nie omieszkał później wspomnieć Eneroze jak bardzo zaniepokoiła go uwaga Ewaldyny, że Milareza im raz grą mimiczną życie ocaliła. Erenoze to zbagatelizowała - młode dziewczęta lubią przesadzać.
Po spektaklu dużo mówiło się o Milarezie.
-Myślisz, że dałoby się ją wciągnąć w akcję dobroczynną? - Spytał Enilioboriana Walturian.
-Próbuj.
-Mnie chodzi o to abyś ty zapytał, masz już kontakt.
- No nie bardzo. Sztuka wystawiona, nie ma prób. Poproś Eneroze - wymigiwał się. Tak się jednak złożyło,że spotkał Milarezę wśród obserwatorów prób zespołu tanecznego dziewcząt. Opiekę nad nim przejął Nattufor a Enilioborian miał właśnie do tego kolegi  sprawę. Przy okazji usłyszał jak dwie tancerki krytykują stroje sprawione im jako zespołowi przez Milarezę. W życiu już się nauczył, że na prezenty się nie wydziwia jeżeli chce się jeszcze kiedyś coś dostać. Palnął więc bez namysłu: To sukienki mogłyby z was być niezadowolone a nie na odwrót. One są świetne.
  Później wykorzystał okazję by przedstawić prośbę Walturiana Milarezie, spytała jak może się z Walturianem skontaktować a wkrótce potem szykowała kanapki na posiłki dla biednych, sponsorując je przy okazji.
-Dziekuję ci - powiedział  - Enilioborianowi kolega - a pomysł z Eneroze był beznadziejny. Powiedziała mi, że Milareza jest zbyt zajęta. od razu pomyślałem, że jednak na teatr czas miała.
-No trochę się musiałem do niej dostosowywać.
-Na naszej akcji też nie zawsze może być ale czasem może i jest chętna. Kanapki tak pięknie komponuje, że nie powstydziłoby sie ich najwytworniejsze przyjęcie i robi to szybko. Po prostu skarb nie dziewczyna choć kuzynka Nattufora sądzi inaczej.
                         Tylko jedno mnie cały czas męczy - ja już gdzieś słyszałem jej głos a i ona gdy mnie pierwszy raz ujrzała jakby się speszyła. Nie wiesz gdzie ja ją mogłem spotkać?
-Nie uwierzysz ale nie wiem.

UKOCHANA FANTEGRISA

Fantegris.JPG



    Gdyby chodziło o kogo innego Fantegris pewnie powiedziałby po prostu, że w jego latalce koń się nie zmieści ale gdy usłyszał kogo miałby odwieźć do domu, nie tylko się zgodził ale najpierw poleciał do Tolimanii aby pożyczyć większy pojazd.  Zrobił to potajemnie i wziął "pigułę" Orborta co do której miał nadzieję, że dostanie ją w testamencie.
Zwykle lekceważył przepisy dotyczące odseparowania kierowcy od reszty pasażerów, tym razem ze względu na konia musiał się zastosować. Rozmawiał jednak z Arnuszem za pośrednictwem milanderłączy a rozmawiając pamiętał o ukrywaniu emocji. Nie znali się, Fantegris miał jednak swoje powody aby nie lubieć Arnusza i chcieć się go z Degeden pozbyć.
Był zaskoczony kiedy nowy kolega poprosił go aby w krótkim czasie przyleciał po jego rodziców. Arnusz koniecznie chciał się żenić z Milarezą.
-Tak ci się podoba? - Zdziwił się Fantegris. Dziwił się tym bardziej, że ostatnio widywał go z dziewczyną, która jemu samemu bardzo się podobała tylko dotąd nie miał śmiałości do niej zagadać.
-Piękna jest - powiedział Arnusz o Milarezie.
-No tak - przyznał Fantegris fałszywie - może trochę nudna ale ...
-Ja tak nie uważam - odrzekł nieco urażony Arnusz.
-A rozmawiałeś z nią kiedykolwiek?
-Tak na przykład o tym, że boi się latać.
Fantegris zachował powagę choć miał chęć się roześmiać. Milareza znała lotopławy od urodzenia a teraz była uważana za jednego z lepszych stangretlotów, on zresztą też.
Nabrał podejrzeń, że mówią o dwóch różnych dziewczynach i nawet domyślił się o której mówi Arnusz.
Dla upewnienia się powiedział - za to jej loki są piękne.
-Cała jest piękna i ma fascynujące kocie oczy - odrzekł Arnusz.
Fantegris nie pamiętał jakie oczy ma jego kuzynka ale że Meliwaretta miała kocie zauważył.
Postanowił nie prostować błędu kolegi a o sprawie opowiedział tylko siostrze twierdząc, że będą mieli ubaw. Kiedy jej relacjonował jak podszedł Arnusza twierdząc, że Milareza ma loki Grifana powiedziała
- No przecież ma, tylko czesze się w warkocze a ty się przecież dziewczętami nie interesujesz to nie zauważyłeś.
-A oczy?
-Niebieskie.
-Czyli nie kocie.
-No nie.
Grifana ciągle słyszała, że ma brać wzór z Milarezy i niezbyt ją lubiła toteż chętnie zgodziła się poczekać na rozwój wydarzeń.
Jednego nie przewidzieli. Rozmowa z rodzicami Arnusza odbyła się bez ich obecności . Kiedy próbowali podpytać usłyszeli, że są za młodzi a sprawa ich nie dotyczy. Dziwne ale wyglądało na to, że oświadczyny zostały potraktowane bardzo serio.
-No, Arnusz to w końcu nie jest najgorsza partia - ocenił Fantegris a ponieważ Arnusz nie mógł mu przeszkodzić sam zajął się rudą ślicznotką.
Zaczął od zapytania dlaczego podaje się za Milarezę. To nie było zręczne lecz od czegoś musiał zacząć. Nie bardzo umiał rozmawiać z nieznajomymi dziewczynami.
-Raz tak zażartowałam a potem już mi nikt nie wierzył, że nie jestem - odpowiedziała.
-Widocznie za mało się starałaś przekonać o tym Arnusza, czy wiesz, że jego rodzice poprosili o rękę Milarezy? Jestem ciekaw jego miny kiedy zobaczy tę prawdziwą bo muszę przyznać, że nie jest tak atrakcyjna jak ty. I co ty na to?
-Nie chciałam aby tak wyszło. Może jakoś to odkręcę, powiem Milarezie.
-Daj temu spokój.  Arnusz i tak się po czymś takim z tobą nie ożeni a ja... Czemu nie?
-Nie żartuj.
-Nie żartuję. od początku mi się podobałaś.
-Nikt nie dopuści do naszego ślubu więc mnie zostaw - odpowiedziała.
               No cóż, pozostało mu tylko nadal ją od czasu do czasu śledzić za pośrednictwem latających, zdalnie sterowanych mikrokamerek. Wkrótce spostrzegł, że nie tylko on się nią interesuje. Była śledzona a raz zaczepiło ją dwóch drabów . Na szczęście gdy ktoś przechodził odeszli.
Tego wieczora ujrzał ich na monitorze w okolicach Siegridówki.
Czekali w powozie. Szybko pobiegł do latalki by móc w każdej chwili interweniować. Gdy zapadły ciemności postawił ją zamaskowaną w ogrodzie sąsiadującym z posesją Rezeryki..
W pewnym momencie spostrzegł Meliwarettę jak się tarabaniła z bagażami, aż nadto obciążającymi malutki wózeczek, przez furtkę wiodącą na pola. Podleciał gdy już uszła spory kawałek. Wysiadł i podszedł do niej.
-To ja - powiedział - nie krzycz - dokąd się wybierasz?
-Muszę. Ojciec mnie znalazł i grozi, że mi narobi wstydu na całe Degeden jeżeli natychmiast nie wrócę do domu i nie poślubię jego kolegi.
                Zabrał jej ciężki kufer - co spadnie z wózka porzuć  -poradził -i śpiesz się bo czekają przed bramą i gotowi zacząć się dobijać a wtedy Milareza cię znajdzie i jak przystało na chodzącą Etykietę postawi przed naczelnikiem Degeden aby rozsądził między tobą a ojcem.
    Dała radę przewieźć to co jej zostawił. Szybko spojrzał na monitor. Mężczyźni stali wciąż tam gdzie ich widział ostatnio.
-A może ja cię niepotrzebnie zabieram? Może wolałabyś wrócić z nimi?
-Nigdy.
-Dlaczego właściwie uciekasz? Gdzie sie podziejesz? Może jednak powinniśmy to zgłosić naczelnikowi? - Fantegris zaczął mieć wątpliwości.
-A naczelnik powie, że ojciec ma prawo wydać mnie za kogo zechce. Nie. Nie chcę.
- Zastanawiam się gdzie z tobą lecieć.
-Do jakiegoś odległego miejsca. Jak najdalej stąd, tylko żeby używano tam albo języka festryjskiego albo karebordżańskiego bo innych nie znam.
-To się nauczysz - odrzekł postanawiając ją wywieźć do Auretanii.
Na razie do uzdrowiska gdzie jego rodzice mieli domek a on wiedział jak go otworzyć bez klucza.
Obiecał dziewczynie, że po nią przyleci, teraz jednak nie chce aby jej zniknięcie łączono z jego osobą więc musi szybko wracać do Degeden.
Miał nadzieje, że Meliwaretta nie znając auretańskiego nie odważy się uciekać, zresztą ukradkiem przyczepił jej do pilnie strzeżonej torebki lokalizator.
Pokazał gdzie są w domku zapasy żywności i poprosił aby nie wychodziła.
-Załatwię ci wszystko czego potrzebujesz - obiecał - tylko daj mi czas.

Ruda Marcela.jpg


  No to przegrałam tę partię.  W chwili gdy Arnusz mi mówił, że się oświadczy coś mnie zaćmiło, gdyby nie to może już byśmy razem wyjechali i nie spotkałabym duetu złodziei z dyliżansu. Nie wiem czy mnie poszukiwali, czy nasze spotkanie było zbiegiem okoliczności, faktem jest, że mnie poznali - no popatrz Gentesmegiranie - powiedział rudy do jegomościa - tych kocich oczu nie da się zapomnieć. Są wyjątkowe. Pomyślałbyś, że nasza szarotka to taka ruda piękność?
  Nie wiem czy jegomość by pomyślał ale ja słysząc czyjeś kroki pomyślałam, że trzeba wrzeszczeć, już otwierałam usta gdy grubas powiedział: już ci wybaczyliśmy, chodzi o współpracę. Podali mi czas i miejsce spotkania po czym ukłoniwszy się poszli dalej. Zrozumiałam, że czas uciekać. Moja mała zemsta na tych osobnikach była dużym błędem. Gdybyż chociaż zabrane im pieniądze, łącznie z tymi, które mi ukradli były mi niezbędne ale nie. ---------------
Stanowiły nieznaczny dodatek do fortuny, której najistotniejszą część wiozłam przykrytą prowiantem w łatanej torbie ustawionej między mną i oknem. Okradłam ich bo moja złodziejska duma została draśnięta a przecież już wtedy nie marzyłam o dalszej karierze złodziejki więc czemu zrobiłam to jeszcze raz? . Nie było warto.  Teraz musiałam uciekać nim mnie zmuszą do współpracy.  Żal mi się zrobiło tego wszystkiego co mam a przecież nie jest kradzione, nie chcę wszystkiego kupować od nowa.  Pożyczyłam od Dagridy jej wózek pod pretekstem, że przyda mi sie na targu. Pożyczka to nie kradzież.
     Potem miałam szczęście bo zabrał mnie Fantegris, przytomnie powiedziałam mu, że znam tylko dwa języki. Uwierzył, zawiózł mnie do kraju, którego język też znam bo przecież szanująca się festryjka z elity - auretański znać powinna. Może nie jestem w tym tak dobra aby udawać  Auretankę ale chyba powinnam się dogadać.  Po przemyśleniu sytuacji, zdecydowałam się jednak nie uciekać, przynajmniej nie tak od razu. Mało prawdopodobne aby jegomościowie mnie tu znaleźli.  Drugi raz tułać się nie będę. Trzeba pochodzić do szewca, fryzjera, pralni, magla i na targ, posłuchać o czym ludzie mówią, ostrożnie podpytać i dopiero kombinawać jak to swoje życie dalej urządzić.
  Szkoda mi szkoły w Degeden. Przesunęłam się w rankingu na czwartą pozycję podczas gdy dumna burmistrzanka została na ósmej. To mnie cieszyło, chciałam wyprzedzić jeszcze Eluksendreę i Nalę a może nawet zrównać się z Milarezą co byłoby trudne. W przeddzień mojej ucieczki dostała od dawna jej należne miejsce prymuski. Luirduetea powiedziała, że się bardzo pomyliła sądząc, że Milarezie braknie czasu. Milareza wszystko tak doskonale planuje, że czasu jej starcza.  Wyróżnia się jako urodzona społecznica i szkoda byłoby to zmarnować.
 Może zmienię sobie imię na jakieś inne, na nowo podejmę naukę i będę urodzoną społecznicą. To mi się teraz marzy. To społecznikowstwo to właściwie już zaczęłam bo Milareza poprosiła abym poszukała pracy na własną rękę. Trudno o taką pracę ale znalazłam bezpłatną. Stać mnie na to aby nie brać pensji no i obracałabym się w towarzystwie dam z elity Degeden, to mogłoby się przydać.
 

nurt
 
009.JPG


Amaldyna szybko przestała sie przejmować ucieczką Meliwaretty.
Teraz najważniejsze było zrobienie i opracowanie materiału filmowego z wydarzeń mających z tym związek.            
Do Siegridówki przybyli śledczy, wszędzie łazili, o wszystko wypytywali, trzeba było posłać za nimi jakąś kamerkę. Dziewczęta zebrali w dużej sali jadalnej i musiały czekać aż śledczy się rozejrzą,  przepytując służbę.  Milareza wykorzystywała czas
na naukę i chyba nawet nie słyszała jak pozostałe, pod przewodnictwem Dagridy odśpiewały regulamin zespołu szkół na melodię piosenki zatytułowanej "szympanse"  Efekt był tak przekomiczny, że nawet Emriwalda zwijała sie ze śmiechu. Pewnie, że martwiły się zniknięciem koleżanki ale były pewne, że nic się jej nie stało. Milareza przecież prześledziła z pomocą kamer najbliższe okolice i nic podejrzanego nie znalazła. Wpuściła jakieś pływające penetratory do jeziora, sprawdziła studnie oraz chaszcze i nic, ani śladu.  Wiadomo było tylko, że Meliwaretta uciekła z wózkiem Dagridy, do pewnego momentu można było ją obserwować na nagraniach ogrodowych kamerek, potem zniknęła. Snuły różne przypuszczenia, jednak najgorsze już od siebie odsunęły i znów mogły się głośno śmiać, zabijając nudę. Wreszcie śledczy raczyli się zająć przesłuchaniem. Robił to w pokoju opuszczonym przez Mezgechemezę Sninamherk w towarzystwie Eneroze  oraz swojej protokolantki.
Tak  sie złożyło, że zaczął właśnie od Amalki. Pytał ogólnie jak sie układają stosunki między mieszkankami Siegridówki  i  jak była traktowana Meliwaretta.
-Od razu ją polubiłyśmy - oświadczyła Amalka niby to poprawiając kwiaty w wazonie a tak naprawdę instalując tam dodatkową kamerę - to bardzo miła i koleżeńska dziewczyna.
-A co to za historia z tym kołnierzykiem Milarezy?
-Nie mam pojęcia.
-Podobno Milareza go Meliwaretcie pożyczyła a potem twierdziła, że Meli go ukradła.
-Wykluczone. Milareza ma swoje wady ale czegoś podobnego nigdyby nie zrobiła. Zresztą kto tak twierdzi? Symelinda?
-Dlaczego uważasz, że Symelinda?
-Bo jej nie lubię.
-To trochę za mało by kogoś posądzać nie uważasz? A nie przeszkadzało wam to, że Meliwaretta miała niższą pozycję społeczną?
-Niższą niż kto? Ewaldyna i Lalotta wysokiej nie mają a jakoś nikomu to nie przeszkadza.
Popytał ja jeszcze o to i owo a jako następną wezwał Lalottę. W jadalni było wesoło dziewczęta opowiadały sobie różne anegdotki i wybuchały śmiechem aż to szokowało siedzącego z boku  Badibema. Czas szybko im biegł. Wszystko zaczęło się psuć od momentu gdy do jadalni wróciła czarnowłosa Lalotta. Zaskoczonej jej furią Amalce zdawało się,że przyjaciółka doskoczy do niej i rozdrapie pazurami jej całkiem ładną buzię powodując trwałe uszkodzenia.
-Prosimy Amaldynę - powiedziała  Eneroze zza pleców Lalotty - Amaldyna weszła czując na sobie wściekłe spojrzenie (byłej?) przyjaciółki.  Tym razem dowiedziała się na swój temat paru faktów, które tutaj mogły znać tylko Lalotta i Milareza. O Fantegrisia chwilowo nie pomyślała. Zastanawiała się po co śledczy ją o tym informuje i dlaczego Lalotta była taka rozzłoszczona.
-No tak przyznała - ujeżdżałam oślicę władcy Joksolanii, był na mnie rozsierdzony i rzeczywiście nazywał oślą woltyżerką ale nie rozumiem dlaczego teraz o tym mówimy. Meliwaretta nie miała oślicy - Amalka zachichotała co niewątpliwie zrobiło bardzo złe wrażenie.
-Chciałem po prostu wiedzieć czy nie byłaś równie nielitościwa dla Meliwaretty.
-Że niby kazałam jej się dźwigać na plecach? Nic podobnego a tamto zdarzyło sie pięć arli temu. Nie sądzisz chyba, że dziś zrobiłabym to samo?   Dlaczego Lalotta wyskoczyła taka zdenerwowana? Co wy jej zrobiliście?   Ona tak się nie zachowuje.
-Widocznie jeszcze jej nie znasz - odrzekł. Gdy wyszła Lalotta już na nią nie napadała ale siedziała obrażona i nawet spojrzeć na nią nie chciała.
Poproszono Symelindę, potem Ewaldynę. W trakcie gdy ją przesłuchiwano, Sinnamherk nagle wbiegł do jadalni i spytał Milarezę - podobno masz jakieś nagrania z nocy kiedy zniknęła Meliwaretta.
-Tak mam.
-Proszę mi to dać!
-Odmawiam, twoje żądanie nie jest zgodne z prawem.
-A zatajanie faktów jest?
-Nie zamierzam ich zatajać ale nie mam obowiązku dawać czegokolwiek z tego co należy do mnie komukolwiek a z tego co należy do prześwietnej Rezeryki, to nawet prawa. Ponadto sama na razie te nagrania analizuję gdyż planuję zostać detektywem. To ja chcę tę sprawę wyjaśnić.
-Chyba jednak powinnaś mu to dać - powiedziała Emriwalda gdy wyszedł - może się mścić.
-Nie zachęcałaby go do tego.  Nie dam mu żadnych nadprogramowych materiałów bo go nie lubię. Coś tu jest bardzo nie w porządku. Czuję to.
Po Ewaldynie wezwano Milarezę, potem Dagridę i znów Milarezę. Wreszcie im podziękowano.
Dopiero nazajutrz gdy już nie było Lalki bo pojechała do szkoły, Amalka przejrzała zebrany materiał a i to tylko w części dotyczącej dziewcząt, służbę  na razie zostawiła.
Sninamherk miał prostą taktykę najpierw wzywał jedną współmieszkankę i próbował się czegos dowiedzieć potem drugą i tej wmawiał, że koleżanka na nią nagadała. Po co to robił nie pojmowała. Czyżby sądził, że usiekły i poćwiartowały Meliwarettę a skłócając je miał nadzieję, że któraś na złość innym mu to zdradzi? Połowa z dziewcząt wyszła z tej próby zwycięsko.
Dagrida zupełnie Amalkę zaskoczyła zachowywała się wręcz nonszalancko.
- Pozwolę sobie usiąść - powiedziała - A mogę zamówić świeżą miętę?  Wolę napar z świeżej niż suszonej.  Skorzystała z mikrołącza aby poprosić o miętę dla wszystkich a potem spytała - A w czym mogę pomóc?
-Słucham? - Szorstko się odezwał Sinamherk.
-Co chciałbyś wiedzieć?
-Jestem śledczym.
-A ja bezczelną dziewuchą z przedmieścia.
-Podobno niezbyt się lubiłyście z Meliwarettą?
-Kto tak twierdzi?
-Milareza.
-O?  Tak mówiła? Bezczelna - w głosie Dagridy nie było ani śladu irytacji, pewnie dlatego, że przeczytała parę kryminałów i coś tam wiedziała o prowokacji ze strony śledczych.
-Opowiedziała nam kilka twoich tajemnic - oświadczył.
-Ale chyba nie o tym jak wylałam pomyje na burmistrza? - spytała Dagrida wyraźnie zaniepokojona.
-O tym też.
-No to zmyśla. Nigdy nie wylewam pomyj przez okno, podwórze bym sobie zaświniła, zresztą burmistrz pod moimi oknami nie chadza. Mogę się poczęstować tym ciastkiem?
-Nie, nie możesz.
-Trudno. Nie każdy jest gościnny. Co jeszcze chciałbyś wiedzieć?
-Za co Milareza nie lubiła Meliwaretty?
-Meliwarettę wszyscy lubili. To sympatyczna dziewczyna. Milareza pomogła jej nadrobić zaległości. Z przyjemnością słuchałam jak naucza i rozmyślałam co mogłabym w przyszłości wykorzystać jako nauczycielka.
-Z takimi manierami to ty raczej nauczycielką nie zostaniesz.
-W takim razie zostanę śledczym - z całą powagą oznajmiła Dagrida.
Eneroze odwróciła wzrok w inną stronę, protokolantka się roześmiała a Dagrida zachowała powagę.
-Totetta wspomniała, że Milarezie zginął kołnierzyk a potem został odłożony na miejsce. Ty to zrobiłaś? - Pytał dalej Dagridę, skarciwszy protokolantkę wzrokiem.
-Miarezie nigdy nic nie mogło zginąć, to pedantka.  Nie przypominam sobie aby czegokolwiek, kiedykolwiek szukała po za kufrem Symelindy.
-Chodzi o kołnierzyk do sukni, którą chciała założyć na bal.
-Na bal nie zakłada się kołnierzyków. Chociaż....Niektóre dziewczyny miały i wyglądało to nieźle ale ja nie miałam - wyjawiła - bo wpojono mi zasadę, że konierzyka się na bal nie zakłada.
Po Dagridzie powtórnie poproszono Milarezę. Z tego co Amalka pamiętała to dziewczyny zdołały tylko wymienić spojrzenia mijając sie w przejściu.
Oczywiście Milarezy tak łatwo nie można było zmanipulować.
Zachowywała sie zupełnie inaczej niż Dagrida. Wchodząc ukłoniła się a ponieważ nie poproszono aby usiadła stała. Odpowiadała krótko, rzeczowo, beznamiętnie ani słowem nie odniosła się do Dagridy choć śledczy przytaczał różne historie z życia Milarezy rzekomo opowiedziane przez Dagridę. Nie powiedziała nawet czy wierzy czy nie wierzy, że Dagrida ją obgaduje.
Chyba jednak nie wierzyła bo kiedy wyszła uśmiechnęła się do Dagridy a uśmiech został odwzajemniony.
Wcześniej jednak śledczy zapytał ją o tę nieszczęsną oślicę ujeżdżaną przez Amalkę
- Nie moge wykluczyć, że coś takiego się zdarzyło - powiedziała, dobrze wiedząc, że się zdarzyło, przecież to był wielki skandal a wódz wspominał o tym przy każdej ich bytności na wyspie.   - Każdy popełnia błędy - dodała - nawet dygnitarzowi może się zdarzyć jeździć karuzelą o świcie możliwe więc, że jakieś dziewczęta jeżdżą czasem na ośle lub świni. Skoro Fantegris tak twierdzi to pewnie tak było. A jaki związek ma z tym Meliwaretta?
   Niestety Ewaldyna dała się zmanipulować i usłyszawszy co Symelinda o niej nagadała zrewanżowała się pięknym za nadobne przy okazji wyjawiając, że przyjaźniła sie z Meliwarettą.
-I nie zauważyłaś jak przyjaciółka  a do tego współmieszkanka wychodzi?
-Nie, nie zauważyłam. Widocznie mam twardy sen. Zresztą na nagraniach Milarezy widać, że była już spakowana a rzeczy na wózku Dagridy ukryła w ogrodzie.
-Jakich nagraniach?
- Tu są rozstawione i włączane nocą takie małe szpiegulce nagrywające co się dzieje. (Ewaldyna nie miała racji, szpiegulce czyli kamerki włączały się gdy wyczuły, żywą istotę i to niezależnie od pory dnia.) Widać jak Meliwaretta wychodzi przez okno...
-Chwileczkę.- Śledczy wybiegł z pokoju, wrócił zdenerwowany ale postarał się nad sobą zapanować i dokończył przesłuchanie.  Symelinda nie musiała wchodzić do śledczego powtórnie, już za pierwszym razem powiedziała o koleżankach wszystko najgorsze. Jednak i z jej zeznań wynikało, że lubiły Meliwarettę i tylko ona jedna przeczuwała, że to jakaś skandalistka w skórze grzecznej panienki. Po tych przesłuchaniach niemal wszystkie współmieszkanki  były skłócone. Do chlubnych wyjątków należały Milareza i Dagrida. trzymały z nimi Ewaldyna skłócona z Symelindą i Amaldyna skłócona z Lalottą. We cztery pojechały do męskiej szkoły aby tuż przed zajęciami Milareza mogła zapytać Fantegrisa dlaczego rozpowiada o wpadkach z jej dzieciństwa.
-Nie rozpowiadam - odrzekł - mówiłem tylko Sninamherkowi bo mnie o to pytał.
-O to czy płynnie mówiłam wierszyki?
-Nie. O to jaka jesteś i tak się zgadało.
- Po prostu na ploty wam się zebrało - wtrąciła się Dagrida - bo chyba zgodzisz się, że klepanie wierszyków, przez maluchy albo ujeżdżanie oślicy przez trzpiotowate dziewczynki nijak się ma do zaginięcia Meliwaretty.
-A może masz coś z tym wspólnego i chciałeś od siebie odwrócić uwagę? - Spytała Milareza a Ewaldyna dodała - i nie bój się, ona o twoich stłuczonych kolankach nie opowiadała.
-To skąd wiesz? - Spytał jeden z kolegów Fantegrisa.
-Stąd, że każdy mały chłopczyk stłukł kiedyś kolanko i mamusia mu je całowała aby mniej bolało. Ty nie? Co takiego ważnego dla sprawy zaginięcia Meliwaretty jest w tym, że malutka Milareza popłakała się gdy kazano jej recytować wierszyk przed nieprzychylną widownią?  Dzieci takie są a ona na dodatek łatwiej niż inni wyczuwa nastroje.
-Dobrze wiesz dlaczego opowiadałeś Sinamherkowi takie bzdety - oświadczyła Amaldyna - Po to aby mógł twierdzić, że wie to od Dagridy i skłócić je ze sobą. Albo o tej oślicy - dodała.
- Z nikim nie rozmawiałem o tym twoim triumfalnym przejeździe - odparł.
- Tere fere, nikt inny tego nie zrobił. Co uważasz, że skoro jechałam na zakazanej oślicy to i Meliwarettę porwałam? Po co w ogóle opowiadałeś mu anegdodki z dzieciństwa?  On to nikczemny intrygant a ty jego usłużny pomocnik. Do widzenia dzielni panowie o powściągliwych językach. Wstydźcie się.
-To niech Fantegris się wstydzi - odrzekł inny kolega i te słowa już słyszał nauczyciel .
-O co chodzi? - Zapytał.
-Ja po prostu chciałam coś wyjaśnić z kuzynem dostojny nauczycielu - odpowiedziała Milareza - a koleżanki towarzyszą mi dla przyzwoitości. Nie będziemy dłużej przeszkadzać. Ukłoniły się i bez przeszkód wyszły.
Na tym się jednak sprawa nie skończyła bo zostały wezwne przez Eneroze i musiały wytłumaczyć, że wcale nie przeszkadzały chłopcom w zajęciach.
Eneroze uwierzyła im ale i tak musiały za karę zbierać owoce opadłe na Aleję Jabłoni. Dobrze im to zrobiło bo przy tej pracy odzyskały dobry humor. Ktoś (Symelinda?) jednak oskarżył je przed dyrektorką, że zamiast zbierać kupiły. Dowiedziały się o tym od Ewaldyny gdyż Eneroze nie wzywała wszystkich, zapytała tylko Ewaldynę jak było a szkolną intendentkę co o tym sądzi.
-To są spady z Alei Jabłoni - stanowczo oświadczyła intendentka - w dodatku proszono mnie aby dziewczęta tak głośno od świtu nie śpiewały i się nie śmiały. -Ciekawe co je tak bawiło kiedy koleżanka zaginęła - dodała.
-Uciekła - poprawiła Eneroze - i powiem ci, że tyle złego się przez to zdarzyło, że jej tego nie wybaczę i choćby na klęczkach błagała z powrotem do szkoły nie przyjmę. Dobrze, że te
dziewczęta potrafią jeszcze się śmiać.
WYBRYK DZIEWCZĄT Z PIWONII
009.JPG

Lalotta była bardzo speszona gdy Rezeryka wezwawszy ją i Amaldynę kazała wyjaśnić co takiego powiedziały o sobie na przesłuchaniu.
Wyszło na to, że to nie Amaldyna nadawała na nią tylko ona na Amaldynę. Zdradziła jej szkolne sekrety, Amalka miała z tego powodu kłopoty i nie była chętna do odnowienia przyjaźni. Potem jednak udało się ją Lalotcie namówić do wspólnej zemsty na Sinamherku.
Wywiedziały się gdzie mieszka i czyim jest mężem. Usiadły sobie niby to przypadkiem koło młodej matki pilnującej bawiących się dzieci.
-Coś ty? - Dziwiła się na niby Amalka - To ona miała mieć z nim dziecko? O jak dobrze, że mnie ostrzegłaś a taki uczciwy sie wydawał.
-Jaki tam uczciwy? Ma żonę i trójkę dzieci.       - odpowiedziała Lalotta.
-Nie. Tu już trochę przesadziłaś, przecież tak by mnie nie okłamał.
-Nie bądź naiwana dziecko - wtrąciła się żona Sinamherka - i uciekaj od tego drania zanim cię skrzywdzi. Jeszcze ci jego żona jakim żrącym płynem oczy wypali.
-Z jakiej racji - oburzyła się Lalotta - to jemu powinna łomot sprawić. Co winna Alilla, że się zakochała? Myślała, że jest uczciwy, że się z nią ożeni.
-Taki był miły - Amalka niemal szlochała - nazywał mnie swoim obłoczkiem, prezenty kupował.
-Mnie on się nigdy nie podobał - oświadczyła Lalotta - kiedy mruży te swoje żółte ślepia wygląda jak fałszywy błazen i pewno nie zauważyłaś ale zaczyna łysieć, nie ma jednego zęba i ciągle się drapie po nogach.
-A czy ty przypadkiem nie jesteś zazdrosna?
Chciały jedynie naprowadzić kobietę na to, że chodzi o jej męża ale nagle on się zjawił. Amaldyna pierwsza go zobaczyła wstała i wyszła mu na przeciw.
-Powiedz prawdę zażądała - jesteś żonaty?
-A to chyba nie twoja sprawa -odrzekł.
-Ale moja  -powiedziała rozgniewana małżonka i dała mu w twarz.
Uciekły.
Jeszcze tego dnia do Siegridówki przyjechali powozem Eneroze oraz Sinamherk z żoną. Najpierw rozmawiali z Rezeryką potem Rezeryka je wezwała.
-Proszę abyście powiedziały prawdę - powiedziała - chciałyście się zemścić na Sinamherku?
Milczały.
-Zamierzacie rozwalić tej kobiecie i jej dzieciom rodzinę? - Spytała Eneroze.
-A on mógł zniszczyć naszą przyjaźń?  - Spytała Lalotta.
-Ja doskonale wiem co zrobił i też uważam, że było to nikczemne - oświadczyła Eneroze - ale wy okazałyście się jeszcze gorsze.  W dodatku na interwencję Milarezy Sinamherk.stracił tę sprawę. więc wy już nic nie musiałyście kombinować.
-I co z tego? Ale nas skłócił - odpowiedziała Amalka.
- Nie wyglądacie na skłócone.
-Bo w sprawie takiego drania jesteśmy zdecydowane działać wspólnie. A ja bym chciała się chociaż dowiedzieć dlaczego on to zrobił.
Teraz możesz mnie nawet wywalić ze szkoły. Zresztą po tym co przez tego drania przeżyłam nawet chętnie stąd wyjadę i daruj przepraszać go nie będę.
-Jego nie ale moje dzieci byś mogła - powiedziała żona śledczego.
-Jeszcze zobaczysz jak będzie je skłócał aby się dowiedzieć kto zjadł jego ciastko - wtrąciła się Lalotta - nigdy mu tego nie wybaczę. Zniszczył naszą przyjaźń i to po prostu dla zabawy bo innego uzasadnienia dla takiego zachowania nie widzę.
-A ja chyba tak -oświadczyła Amalka - kluczem do zagadki jest pewien kołnierzyk i nieopatrznie użyte zdrobnienie.
-Kołnierzyk Milarezy? - Zdziwiła się Lalotta.
-Tak. Nikt nic o nim nie wiedział oprócz naszego drogiego gościa -oświadczyła Amaldyna patrząc śledczemu prosto w oczy - Totetta wiedziała tylko tyle, że kołnierzyk zginął i się znalazł. Meliwaretta miała na balu piękny kołnierzyk. Przyjmijmy założenie, że właśnie ten. Twierdziła, że Milareza ma bałagan w swoich rzeczach, trzyma wszystko na wierzchu, jeszcze jej kto ukradnie i będą kłopoty. To interesujące bo przecież Milareza jest pedantką.  A może rozkładała te rzeczy by sprawdzić czy Meli - tu Amalka  łobuzersko spojrzała na śledczego - nie kradnie. Prawdopodobnie jednak nie kradła, skusił ją tylko ten kołnierzyk, podrzuciła go póżniej  ale Milareza nabrała co do niej podejrzeń.  Tak myślę bo to pasowałoby do Milarezy, jest bezwzględnie uczciwa i nie uznałaby za niewinną pożyczkę wzięciaczegoś bez  wiedzy właściciela. To jest kradzież a zwrot, to zwrot kradzionej a nie pożyczonej rzeczy.
 Rezeryka potwierdzała jej słowa kiwaniem głową.
-Meli jest piękna. - Mówiła dalej Amalka -  Nie ma dowodów na to aby spotykała się z naszym śledczym ale załóżmy, że tak. Załóżmy, że aby wywrzeć na nim wrażenie opowiadała niestworzone rzeczy na nasz temat.
Milareza twierdziła a Dagrida to potwierdziła, że od naszego drogiego gościa znów lekko się skłoniła śledczemu - biła fala nienawiści. Nie należy lekceważyć takich odczuć Milarezy. (Rezeryka znów skinęła głową)
Czyżby to Meli nakłamała mu, że Milareza oskarżyła ją o kradzież kołnierzyka?
Nasz drogi gość lubi zmyślać różne historie ale w tej coś musi być. Warto byłoby to sprawdzić. Jak mniemasz Rezeryko?
-Wcześniej niż ty wpadła na to Milareza - odpowiedziała Rezeryka.
-Lodwar jej nie uwierzył ale mój mąż bada ten wątek bo nas też obchodzi gdzie podziała się Meliwaretta. - A gdyby twój mąż ją ukrył to gdzie? - Zwróciła się do żony śledczego.
-Nie mamy takiego miejsca a zresztą ja i Meliwaretta należymy do stowarzyszenia wspierającego porzucone kobiety, Meli społecznie przyjęła tam funkcję sekretarki a ja społecznie jestem przewodniczącą. Opowiedziała mi jak ją traktujecie a ja to powtórzyłam mężowi.więc nie dorabiajcie sobie teorii. Przykro mi ale wtedy to ja  jej  uwierzyłam, była bardzo przekonująca.
-I pomyśleć, że myśmy ją wszystkie bardzo lubiły - powiedziała Lalotta - mam nadzieję, że do nas nie wróci ale wolałabym aby się znalazła.
-A ja uważam, że wy obie też powinnyście być zwolnione ze szkoły -oświadczył Simnaherk.
-Na szczęście to ja o tym decyduję - odpowiedziała Eneroze - zostaną oczywiście ukarane ale nie zwolnię najlepszych uczennic za jeden wybryk. Zostaniecie odsunięte od zajmowanych funkcji, macie zakaz zakładania mundurków przez dwie szestnice i popracujecie w ośrodku dla wygnanych kobiet.

Amalka to się nawet za bardzo nie przejęła bo wszędzie można zbierać  materiał do reportażu. Lalotcie żal było funkcji przybocznej ale przynajmniej jej przyjaźń z Amalką została uratowana. Były pewne, że na tym się skończy , Niestety rada międzyszkolna uznała, że  to co zrobiły było poważnym przestępstwem i zostały zawieszone w prawach uczennic z ostrzeżeniem relegowania gdyby podobna sytuacja się powtórzyła.
Niewątpliwie przysłużyło im się to, że poszły pokazać Lodwarowi nagrania z przesłuchania.
-Jakim prawem to nagrywałyście? - Zapytał.
-Przeciez nie ma przepisu, któryby tego zabraniał - odpowiedziała Amalka. Wprawdzie na przepisach to ona się nie znała ale skoro nikt przed nią nie pokazywał w Karebordze filmów to nie mogło tam być dotyczących ich przepisów.
-Za to jest przepis, że nie wolno osobom postronnym przesłuchań podsłuchiwać i podglądać - odrzekł. Zdębiały, miały ochotę szybko opuścić Degeden. Rezeryka namówiła je aby zostały i kontynuowały naukę z pomocą prywatnych nauczycielek a później zdały egzamin.

009.JPG


      Milarezę odwiedzili w towarzystwie Szuarada Fantegris i jego kolega Cczeok. Przynieśli podpisaną przez Fanteora decyzję o tym, że ma przekazać referat do spraw współpracy z Biniusem temuż koledze. Cczeok prosił o wykaz niezałatwionych spraw razem z tłumaczeniem z unaskiego na tolimański.
Cyprysia wyraźnie się denerwowała i chciała coś Milarezie przekazać? Ale co? To nie był właściwy czas na rozmowę.
-Chodzi o sprawy przekazane w piśmie do naczelników Pukatanu? - Zapytała.
-No właśnie o te - potwierdził.
-Już je załatwiłam - odpowiedziała.
-Ale po co? - Wykrzyknął Cczeok - przecież dopiero w drugim półarlu trzeba pracować.    
-Na załatwienie tych spraw czekali ludzie, to dla nich ważne.
-Przecież wciąż jeździsz do różnych krajów
- zauważył Fantegris
- Załatwiam sprawy zlecane mi na bieżąco przez Binius i wróciłam do sporządzania moich
katalogów sztuki. Co do referatu współpracy z Biniusem, odwołam się jeszcze do prześwietnego mirona Lanborta.
-To bez sensu - wykrzyknął - przecież wychodzisz za mąż.
-Nic mi o tym nie wiadomo - oświadczyła i zauważyła jak bardzo speszył się Fantegris.
-Jest coś na rzeczy? - Spytała go.          
-Arnusz się o ciebie oświadczył - wyjaśnił.
-Kim jest Arnusz?
- To syn złotnika, uczył się tu ale krótko, widocznie nie mieliście się okazji poznać. Jego matka pochodzi z rodu Adeli, to dobra partia.
Proszę zostawcie mnie teraz samą.  Muszę to wszystko wyjaśnić.
Już po krótkiej rozmowie z Cyprysią ustaliła co ta jej chciała tak pilnie powiedzieć. Cyprysia życzyła sobie być przy rozmowie z Lanbortem.
Milareza zgłosiła oczekiwanie na rozmowę zarówno u mirona jak i ojca, każdemu zgłaszając, że zaanonsowała się też temu drugiemu. Za niedługo zgłosił się Lanbort i powiedziawszy, że są obaj razem poprosił o przedstwienie sprawy. Wyjaśniając o co chodzi powiedziała też: a Cyprysia zgłasza (tu Cypryla poruszyła się z zadowoleniem),  że człowiekiem, który stał na tle stawu obserwując zakopywanie skrzyni był Cczeok kolega szkolny Fantegrisa.
-Dziwne - powiedział Lanbort - no ale może Fanteor nie chce aby dowiedziała się Orfanta i nie kazała cichaczem wykopać skrzyni, ostatecznie zakopywanie butów, które możnaby komuś oddać nie jest zgodne z prawem. Chce więc młodego uciszyć.
W sprawie referatu, to ja myślę, że trzeba go skasować  i jakoś inaczej ułożyć twoje kontakty z Biniusem.  A sprawę małżeństwa zbadamy i przemyślimy a nuż Arnusz ci się spodoba.
Ma dobry zawód i to pasujący do twoich zainteresowań. Jeszcze się temu przyjrzymy. W końcu kiedyś trzeba skojarzyć twoje małżeństwo.
 

nurt
 

009.JPG

Grisolda przygryzała wargi słuchając  gadania Rezeryki o tym, że nie zdążyła poszyć sukien Milarezie bo ani jej, ani jej męża, ani Milarezy nie powiadomiono w porę o ślubie. Milareza dowiedziała się z plotek.  
W końcu nie wytrzymała i powiedziała - a to nie wiesz, że trzeba się było śpieszyć bo młodzi już
się zeszli?
-Jak śmiesz mówić tak o mojej córce?! - rozgniewała się Rezeryka - ona nawet o czymś takim nie ma czasu pomyśleć, uczy się, pracuje, jest prymuską na swoim kursie a jeszcze udziela się
społecznie, już szybciej twoja Grifka by coś takiego zrobiła z braku zajęcia.
-Cooo? -Wrzasnęła Grifka i właśnie wtedy wbiegła grupka dziewcząt w sukniach różniących się tylko kolorem, po za jedną z upiętymi fałdami. Tą suknię miała na sobie zupełnie
niespodziewana ale znana Grisoldzie, niestety z nienajlepszej strony osóbka.
Jak doszło do tego, że tu się zjawiła?
----------------------
Wesele przeszkadzało Milarezie w pracy i nauce.W dniu spotkania przy robótkach poleciała odebrać dokumenty z bambelockiej kancelarii.
Santra z niejsnych powodów ją uwielbiała i z równie niejasnych powodów Milareza lubila Santrę
choć wcale do siebie nie pasowały (może właśnie dlatego).
Królewnie obiło sie o uszy, że Milareza ma wesele toteż czekala na kogoś, kto w jej imieniu przyjedzie do kancelarii.
-Miza! Ty łotrze - krzyknęła na jej widok - czy to prawda, że nie zaprosiłaś mnie na swoje wesele?
-Znamienita królewno. Jestem tylko arandetą - odpowiedziała Milareza zapominając o kamerze Amalki.
-No i właśnie tylko dlatego, że zrobiłaś to przez skromność i delikatność, to ci wybaczę.
Kazałam spakować wszystkie moje najlepsze suknie. Jedziemy?
Milareza była oszołomiona ale odmówić nie wypadało.
-Dobrze ale czy wiesz, że lecimy prosto na spotkanie przy robótkach?
-Mogę być tak ubrana?
-Tak.
- A nie bedę wygladała gorzej od Grifki?
-To tylko spotkanie przy robótkach.
-Nigdy nie mogę wyglądać gorzej od Grifki. Ona twierdzi,że Bambelot w stosunku do Tolimanii
to mały piesek przy mamucie. Przebiorę się w lotopławie. Ma się rozumieć zabieram ze sobą
pokojówkę. Załatw nam jakieś pokoje. Milareza musiała powiadomić majordomusa.
Ona sama oraz towarzyszące jej koleżanki założyły różnobarwne, połyskliwe suknie o jednakowym, skromnym kroju,  w szybkim tempie uszyte na maszynach w szwalni należącej do Felikandry.
W kilku pracowniach zrobiono stroiki do włosów dziewcząt i u ośmiu szewców zamówiono dla
nich pasujące do stroju pantofelki. (Cyprysia i Totetta też takie dostały)
W lotopławie czesały je dwie fryzjerki lecz Milareza już była gotowa. Jej suknia była srebrzysta.
Symelka o coś się obraziła i z nimi nie poleciała.
Na przewidzianą dla niej zieloną  suknię skusiła sie Santra bo materiał był znakomity. Pokojówka upięła jej kilka fałd i podała odpowiednią biżuterię oraz pantofelki. ( przewidziane dla Symelki miały inny rozmiar.)
Do salonu Rezeryki dziewczęta wemknęły się przez pustą salę balową, wąskimi drzwiczkami.
Czekały na nie pozaczynane robótki. Santrze coś tam chciała podać Rezemcia ale królewna
podeszła do Rezeryki  - pokaż mi co ty robisz.
- Nabijam dżety, chcesz spróbować?
-Ano pokaż. Nie mam chęci dziergać.
Lanfelcia weszła na najwyższą półkę, żeby zaśpiewać coś zupełnie niodpowiedniego dla młodego dziewczęcia a już szczególnie córki mirona -   "Hej tam na poddaszu wicher sobie hula, tam siedzi dziad siwy i babę przytula" Grifka ją ściągnęła i sama wlazła aby zacząć swoje śpiewanie a była ku niezadowoleniu Santry najpiękniej przyodziana ze wszystkich dziewcząt.      
             Zaraz potem drzwiami wiodącymi z holu weszli mężczyźni. Zgodnie zarówno z tolimańskim jak i haberlandzkim zwyczajem nie mieli zaproszenia, ale wiadomo było, że przyjdą.
-Śmiało prześwietny ojcze zachęcił Milander Orborta, który jako najstarszy powinien był zacząć
drugą część spotkania - wejdź  i wygoń dziewczynki.
Orbort wszedł i stanął  jakby nie wiedząc co czynić i wtedy inicjatywę przejął Arnusz, najwyraźniej wiedząc już, że jego ukochana rudowłosa nie jest  Milarezą zaśpiewał  do Grifki  -Cóż to za dziewczyna pięknie wystrojona? Czy to jest królowa czy to moja żona? - Santra aż zapiszczała z radości.
Jeden ze śpiewaków Lanborta replikował - To mężna Grifana w druty uzbrojona.
Chwilę konsternacji wypełnił śpiew drugiego - oj w druty i buty. Wysoko zasiadła podsuńcie drabinę aby nam nie spadła.
-Och wyjdźmy na chwilę to panna zeskoczy, to dziewczyna zgrabna i ma piękne oczy - odśpiewał
trzeci.
Naprawdę wyszli. Został jedynie Lanbort ale odwrócił oczy by nie podglądać zeskakującej Grifki..
  To właściwie z którą on się tak blisko spoufalił? -Spytała surowym tonem Orfanta. Rezeryce zrobiło się żal Grifany więc powiedziała  - Ja to wyjaśnię prześwietna atelo Tolimanii -  nie znał żadnej, znał trzecią, która się za Milarezę podawała, nie wiem co się stało, że pomylił ją z Grifaną.
-Ja to wiem wtrącił się Lanbort - na naszym męskim spotkaniu Elnuman zaprezentował zrobiony przez swoją siostrę film ze szkolnego balu w Degeden a nasz naczelny tancmistrz zidentyfikował Milarezę. Miała pomalowaną w koci pyszczek twarz  (tu kilka dziewcząt aż krzyknęło z wrażenia bo były na tym balu i zapamiętały tancerkę z twarzą kota) -  więc nie mógł jej teraz rozpoznać, wybrał tę, która się najpiękniej wystroiła i najwyżej zasiadła.
  W tym czasie na dworze koledzy Arnusza aż się skręcali ze śmiechu.
-A bo musiała wysoko siedzieć? - bronił się.
-Ojej to przecież nie czas żałoby - odpowiedział jego brat Tanas - po prostu się wygłupiała no a ty się wygłupiłeś.
      Zanim powtórnie weszli Milander poprosił oblubieńca aby zrezygnował ze swej przyśpiewki.
-Moja córka jest ubrana stosownie - wyjaśnił - ale nie mieliśmy aż tyle czasu na przygotowania co rodzina mojego siostrzeńca - tu lekko skinął głową Fanteorowi - bo tylko przypadkiem się dowiedzieliśmy, że postanowił nasze dziecko wydać za mąż.
-Jeśli nie jest najlepiej ubrana to to jest obelga dla oblubieńca - oznajmił dziadek Arnusza.
-Skoro chcecie tak to nazywać ... - Milander szeroko rozłożył ręce w geście mówiącym -
przesadzacie ale nie będę się spierał.  Oczywiście, że Milareza mogła się piękniej przystroić, coś by się przecież w jej szafach znalazło, zrazu był na nią zły, że tego nie zrobiła lecz teraz mu to pasowało.
  Weszli. Tym razem nie dręczył Salwaturia. Z przyśpiewką pośpieszył dziadek Arnusza:  
- Czemuście nas baby w domu zostawiły? Ciast żeśta napiekły, nas nie zaprosiły.
Chórek tolimańskich śpiewaczek odpowiedział - Siedź chłopie za piecem, siedź chłopie za piecem. My tutaj radzimy w sprawie babskich kiecek.
Niedorosłe dziewczynki mogą już iść spać - oznajmił Milander - Natymena wskaże wam sypialnię i poczyta  bajki do snu aby rodzice nie musieli was do domu prowadzić. Trochę pomarudziły ale ojcowie je przegnali.
Milander z żoną podeszli otworzyć podwoje sąsiedniego pomieszczenia co stało się sygnałem dla już oczekującej tam orkiestry.
Arnusz był tak zawiedziony posturą oblubienicy, że nie zatańczył z nią ani razu. Tańczyła z innymi a dla odpoczynku siadała przy starszych damach słuchając anegdotek i śmiejąc się wesoło
choć czasem spoczywał na niej chmurny wzrok Arnusza. Chłopak zdawał się ją winić za to, że
nie była tą, której oczekiwał. A może i za to, że na balu w Degeden miała bardzo wysokie obcasy.
Santra tańczyła najchętniej szybkie tańce z przytupem przy najwolniejszym usiadła obok Milarezy aby się napić lemoniady.
-Wzięłabym tego głupiego trepa, kopnęła w kostkę i walnęła pustym łbem o ścianę. Może choć
na bęben by się nadał - powiedziała. Słysząc to  Rezeryka lekko się uśmiechnąła, odłożyła aparat
do nabijania dżetów i poszła się zająć krojeniem ciasta.
-Spokojnie - powiedziała królewnie Milareza - kto się złości ten przegrywa a ja zamierzam tę batalię wygrać.
-A ja nie mówię o tobie.Wiesz jaki numer mi jeden przystojniak wyciął?
-Jaki?
-Ja mu trochę tak na wyrost powiedziałam, że jest najprzystojniejszym młodzieńcem na tej sali a
on na to, że koniecznie musi to powtórzyć żonie bo go nie docenia. Mężczyźni to dranie! A ten w różowej sukmanie jest kawalerem?
-Kleon? Daj mu spokój, to porządny mężczyzna.
-Porządny czy nie, tańce są po to żeby flirtować! A tego "swojego" powinnaś wychować. Jestem pewna, że trzaśnięcie w łeb jest najskuteczniejsze.
Pod koniec imprezy matka Arnusza próbowała zaprosić Milarezę do siebie na kwaterę na
następny dzień żeby się lepiej zaznajomiły. Niestety Milareza musiała odmówić - zechciej mi
wybaczyć - powiedziała
- muszę się trzymać ściśle planu bo mam jeszcze inne sprawy na głowie oprócz wesela.
Jutro na przykład odwożę koleżanki i idę na ważne wykłady a po za tym muszę przesłać pocztę.
Widziała, że Sunelao nie jest zadowolona ale trudno przecież powiedziała prawdę.


Fanteor.JPG



Wszystko szło źle. Milander i Rezeryka nie byli wdzięczni za opiekę nad Milarezą. Przeciwnie między Rezeryką a Grisoldą doszło ponoć do kłótni na spotkaniu przy robótkach.
Niestety Grisolda nad sobą nie zapanowała i powiedziała w nerwach, że tych smarkaczy czyli Arnusza i Milarezę trzeba było szybko żenić bo już się zeszli. Szczęście, że żadne jeszcze nie zaręczone.
Rezeryka jej wykrzyczała, że o takie coś szybciej by Grifkę można podejrzewać bo nic nie robi całe dnie tylko psoci więc ma czas a jej córcia, jest najlepszą uczennicą na kursie, bierze dodatkowe lekcje, pracuje, udziela się w kółku teatralnym i jeszcze opiekuje Cyprylą. Na pewno niczym sobie nie zasłużyła na takie kalumnie. Informatorka zdradziła Fanteorowi, że część dam się ironicznie uśmiechnęła bo nie lubią Rezeryki.
Potem (co już Fanteor widział osobiście) okazało się, że Arnusz tego dnia po raz pierwszy w życiu zobaczył Milarezę.Dla Fanteora i Grisoldy był to wstyd niesamowity. Za szybko uwierzyli swatom.
- Że też ty nie umiesz utrzymać języka na wodzy - skarcił żonę na osobności. To nie było jego jedyne zmartwienie. Fantegris nie zjawił się na weselu.
-Wyślij kogoś po niego -prosiła Grisolda - bo to robi złe wrażenie.
-Lepiej będzie jeśli sam polecę -odrzekł - Kogo innego mógłby zbyć bo pewnie ma dużo nauki.  Tylko miej baczenie na Grifkę. Jeżeli znów coś wywinie, będą gadać, że słuszniej byłoby to jej kandydaturę na dorosłą odrzucić. Ona naprawdę jest niepoważna.
Bardziej niż córce ufał synowi. Oczywiście pogadał z nim kiedy Milander poradził na niego uważać ale zdaje się, że była to tylko złośliwość ze strony Milandera. Fantegris śmiał się, że jedynym jego problemem jest chroniczny brak pieniędzy.
Fanteor powiedział mu wtedy, że chyba żarty sobie robi ale trochę mu dorzucił. Fantegris był jego dumą. Świetny chłopak, tyle, że w Sarinejskiej szkole go nie docenili i musiał zacząć od nowa w Degeden.
Niestety nie zastał tego "świetnego chłopaka" ani w wynajętym mieszkaniu ani w szkole.
Gorzej, jeden z nauczycieli powiedział - Fantegris nas oszukuje i to nie wiadomo po co. Przecież to jego sprawa czy jest na lekcjach. Ważne czy zda egzaminy a on opowiada, że jego kuzynka Milareza wychodzi za mąż i on tam musi być bo rodzicom zależy. Tymczasem Milareza była na moim wykładzie, jego nie było. Jeżeli jeszcze raz takie oszustwo się powtórzy ...
- To nie do końca było oszustwo - odrzekł Fanteor - Milareza rzeczywiście wychodzi za mąż tylko, że program wesela uwzględnia jej pilne sprawy a na mniej istotnych imprezach po prostu jej nie ma. Rodzina oblubieńca jest tym zbulwersowana. Na dodatek mój najstarszy syn się nie pokazuje i dlatego po niego przyjechałem.Milareza powinna być dla niego jak siostra. Nie wiem co on takiego ważnego ma na głowie, że lekceważy i szkołę i wesele. Spróbuję to wyjaśnić. Który z uczniów się z nim przyjaźni?
Wypytując kolegów Fanteor dotarł na budowę gdzie jego ukochany syn dźwigał cegły. Inaczej sobie wyobrażał jego życie z daleka od domu.
Chciał go stamtąd zabrać ale chłopak powiedział, że nie bo straci pracę i zarobek.
-Ile tego zarobku się spodziewasz? - Spytał Fanteor a potem dał mu trochę więcej aby wszyscy widzieli, że go stać i zabrał stamtąd.
-Na co ci te pieniądze potrzebne? - Zapytał.
-Mam dług karciany - wyznał.
-To najpierw pójdziemy spłacić.
-Nie. Teraz to już nie traćmy czasu.
Fanteor nabrał podejrzeń.-Czy ktoś cię szantażuje?
-Ależ skąd? Coś ty ojcze wymyślił?  Nie ufasz mi?
-A jak mam ci ufać skoro wszystkich okłamujesz? Powiedz mi co ty takiego zrobiłeś, że cię szantażują?
-Nic. Po prostu się ożeniłem i potrzebuję zarobić na utrzymanie żony.
Fanteor nie wiedział czy to nowe kłamstwo czy prawda i która opcja jest lepsza.
-Przedstawisz mi ją? - Zapytał.
-Ona jest w Auretanii.
-Dobrze. Jeszcze do tego wrócimy - powiedział - teraz się zbieraj. Poczekam.   - Pomyślał, że jakoś sam będzie musiał wyjasnić sprawę bo od syna prawdy się nie dowie.
Usiadł zdruzgotany przy stole i czekał. Na podłodze zobaczył jakiś karteluszek więc go podniósł.
To był wiersz, być może tekst jakiejś piosenki na zajęcia umuzykalniające:
Gdym cię ujrzał raz pierwszy, na twej głowie igrały płomienie.
Tańczył z tobą ktoś śmielszy, mnie zostało patrzenie.
Tylko ciebie widziałem chociaż wiele tańczyło.
Było mnóstwo sukienek i twe loki i miłość.
Cóż, że po całej sali przetańczyła śnieżyca?
To on na nią się patrzyl. On się tamtą zachwycał.
Moje serce płonęło.
Jak rażony piorunem, całowałem w marzeniu ogień loków i łunę.
Tak, to był tylko wierszyk, nic co mogłoby dać Fanteorowi jakąś wskazówkę.
Zabrał chłopaka do swojego lotobusu a latalka została. Po drodze poinstruował go, że ma tańczyć
i być na widoku.
Potem obserwował go i niby to przypadkiem zbliżył się gdy ujrzał przy nim Arnusza.
Usłyszał tylko jak syn mówi do kolegi - nie jestem twoim stangretlotem. Fantegris zaraz odszedł a Fanteor zapytał Arnusza - a gdzie chciałeś lecieć? Może jakoś pomogę?
-To nic ważnego.
To z pewnością było coś ważnego. Wkrótce Fantegris gdzieś zniknął a z nim lotobus
Fanteora. Ledwo się zorientował a zaraz został zagadnięty przez najstarszą z córek.
Właściwie dopiero chciała mu coś powiedzieć czy zapytać ale gdy spojrzała w jego rozsierdzone oczy
tylko dygnęła i bąknęła - przepraszam. Sam na siebie był o to zły. Próbował się później dowiedzieć o co chodziło. Powiedziała, że ktoś przestawił statywy w jadalni.
-To jakaś poważna gafa? -zapytał.
-Mnie sie wydaje, że tak ale Milareza zakazała służbie poprawiać.
-Czyje statywy przestawiono?
-Jej i służącej Sunelao.
-Ty to zrobiłaś?
-Ja? Ależ ojcze! - Wykrzykneła tak jakby jej się nigdy takie kawały nie trzymały.
-Zainteresuj tym Rezerykę albo mistrza ceremonii - poradził - bo inaczej pomyślą, że to ty. Może nawet ...
-chciał powiedzieć - specjalnie tak robią aby na to wyszło -ale mu przerwała - ale myśmy wszystkie widziały kto to zrobił bo stałyśmy na galerii a ona nas nie widziała.
-Wszystkie czyli kto?
-Ja, Milareza, Lanfelcia, Santra i Rezemcia.
-No i kto to zrobił?
-Taka blondyna od Sunelao, kręciła się tam niby do pomocy. Milareza chce zobaczyć co z tego wyniknie.
-Aha. A nie wiesz gdzie jest Fantegris?
-Poszukam ojcze odpowiedziała, dygnęła i odeszła a on sobie uprzytomnił, że to nie mogło chodzić o statywy bo wtedy kiedy do niego podeszła byli jeszcze na hali maszynerii do zabawy a tam posiłków nie podawano.
 Statywy były przypisane do konkretnych osób i zaznaczone ich symbolami. Miało to znaczenie
bo od razu dopasowywano ich wysokość aby nikt nie musiał się tym sam trudzić i przez to wprowadzać zamieszanie, Statyw Milarezy miał wysoko ustawione siedzenie i podnóżek a stał nie
obok arnuszowego lecz na przeciwko.
Poniewaz Milareza spokojnie zajęła wyznaczone jej miejsce nikt się nie zdecydował interweniować.
Obok Arnusza siedziała piękna, rosła blondyna. Fanteor skinął na jednego z kelnerów.
-Kim jest ta dziewczyna? - Zapytał.
-Domowniczka Ezrocha i Sunelao. Chodzą słuchy, że pierwsza miłość Arnusza.
-Ja bym jej kazał się przenieść.
-Milareza chce zobaczyć jak daleko się posunie ta dziewczyna a właściwie to chyba chce aby się posunęła. Ja myślę,że ona chce aby tamta doprowadziła do zerwania zaślubin z winy Arnusza..
-Nie chce wyjść za mąż? - Zapytał zdziwiony.Był pewien, że tego chcą wszystkie dziewczęta.
-Pewno nie -zgodził się z nim kelner - przecież to jeszcze prawie dziecko. Zresztą powiadają, że
panienki założyły klub ale to pewnie plotki. Fanteor wsunął mu w dłoń monetę.
-Klub wiecznych panien ale nie wiem czy Milareza do niego należy.
- A moja Grifka?
-Jest przewodniczącą. Podobno twierdzi, że dostojna Grisolda dość się wyżyje matkując na ślubie Milarezy.
-Nie rozumiem Milarezy. Przecież małżeństwo da jej prawa osoby dorosłej.
-Ona już je ma bo, w Arblandach jej przyznali. Preświetna Orfanta ją tam zarekomendowała i uczestniczyła w popisach za pośrednictwem milanderłącza i pod opieką swej nauczycielki gotowania.
Kelner zamierzał odejść by zająć się swoją pracą ale Fanteor zapytał go czy nie widział gdzieś Fantegrisa.
-Ja nie ale mówią, że rano lecieli gdzieś z Grifaną.
- No jasne - pomyślał zirytowany i poszedł się rozejrzeć za latalką Fantegrisa, oczywiście była i oczywiście stała nie tam gdzie powinna bo Grifka nigdy niczego nie odstawiała na miejsce.
*********
Zastanawiał się czy nie zabrać Fantegrisa ze szkoły.
Plotkarskie środowisko pałacowe zaczęłoby dociekać co też takiego chłopak narozrabiał ale on mniej by się zadręczał czy się jego synowi tam w Degeden jakaś krzywda nie dzieje.
Tymczasem Grisolda zaczęła go namawiać aby dał  Fantegrisowi odpowiedzialniejszą pracę w kancelarii.
-Kobieto, Lanbort nie pozwoli.
-A Milarezunia dostała stanowisko referenta.
-Bo jej umiejętności akurat wpasowały sie w drugorzędne potrzeby kancelarii ale ta praca już się jej kończy.
-To wiesz co? Załużmy Fantegrisowi takie małe biuro w Degeden, jakieś pisanie podań, udzielanie porad, pomoc w załatwianiu spraw urzędowych.
-To by było nawet niezłe ale obawiam się, że on tam w Degeden popadł w złe towarzystwo.
-Akurat!  Po prostu jest zakochany.
-Co ty pleciesz, Fantegris? On nawet nie patrzy na dziewczęta.
-A z Kororem tak nie było? Nie patrzył, nie patrzył aż nagle się ożenił z aptekarzówną.
-Ach, ja bym już nie robił takich awantur jak Kordelis - Fanteor prawie się ucieszył. Zdecydowanie wolał mezalians niż złe towarzystwo i szantaż
- Dobra pomyślę o tym biurze - obiecał.
-To się pośpiesz, żeby czasem Milander nie wpadł na ten sam pomysł skoro Milarezuni praca się kończy.
Pojechał już nazajutrz do Degeden pogadać z nauczycielami czy ten pomysł ma sens.
- Czemu nie - powiedział Ętszur jeżeli załatwisz to szybko zanim ktokolwiek cię ubiegnie to pomysł nie jest zły. Po prostu to zarejestruj i może ci się uda wynająć pawilon przy Alei Wieczornej. Jest bardzo odpowiedni choć chyba niezbyt tani.  Zapytał przy okazji Ętszura czy Fantegris nie zakochał sie przypadkiem w jakiejś rudej koleżance.
-Dlaczego rudej? - Zaniepokoił się dyrektor.
-Bo znalazłem u niego wierszyk. Nawet nie wiem czy jego. On nigdy nie pisał wierszy. To mógł być tekst do jakiejś weselnej przyśpiewki. Zauważyłem, że jedna z koleżanek Milarezy jest ruda - miał na myśli Dagridę, choć loki Dagridy były niemal brązowe i płomieni nie przypominały.
- Zaginęła. - Odrzekł Ętszur -  z filmów zrobionych przez bramy Siegridówki oraz innych śladów wynika, że Meliwaretta wyszła z bagażami sama a w tym czasie przy innej bramie dłuższy czas stał powóz. Chyba się z kimś nie dogadała.
Fanteor miał ochotę trochę podpytać o tę Meliwarettę lecz nie chciał wzbudzać podejrzeń.
Zresztą wiedział gdzie szukać: W Auretanii. Mieli tam domek letniskowy w uzdrowisku.
Poprosił Ętszura o załatwienie sprawy biura dla Fantegrisa i dał mu na to pieniądze.
Sam natychmiast poleciał sprawdzić domek w Auretanii.Z całą pewnością przez jakiś czas ktoś tam mieszkał. Korzystał ze spiżarni i po sobie nie posprzątał.Tak jakby wyjechał nagle. Nawet brudna szklanka została i zaszła pleśnią a w łazience na jego własnej szczotce do włosów  zostały płomiennie rude włosy. Postanowił wywalić wszelkie przybory toaletowe oraz brudne naczynia. Kupi się nowe.
Wrócił do Tolimanii.
-Już się niepokoiłam - powiedziała Grisolda - załatwiłeś?
-Poprosiłem o załatwienie bo to zajmie trochę czasu - odrzekł.
-Nie, lepiej załatw sam bo na nikim nie można polegać.
      Nie bardzo miał ochotę lecieć do Degeden skoro już samego dyrektora poprosił o załatwienie sprawy, przyleciał jednak i zgłosił się do kancelarii naczelnika miasta. Ku swemu zaskoczeniu spotkał tam Milarezę z Emriwaldą,   był też Ętszur z obstawą. Przedstawił mu nauczyciela prawa międzynarodowego Szuarada.
  - Skoro jest Milareza - napisał tenże na kartce - to przegraliśmy.  W tym momencie Fanteora olśniło.
Aby nie pisać na kartce co niewątpliwie zostałoby przez Mizę zauważone i źle odebrane, podszedl.
-Czy ty może też składasz wniosek o rejestrację biura?  - Zapytał.
-Nie dostojny Fanteorze - odpowiedziała -przyjechałam po odbiór decyzji w tej sprawie. Niemożliwe abyś nie wiedział - mówiła patrząc mu prosto w oczy - wszak dostojny Szuarad wiedział już dawno a nadto sama powiedziałam o tym dostojnej Grisoldzie. Nikt ci nie powiedział?
Czuł się jak ostatni osioł. Pzez chwilę chciał się wycofać.
-No tak ale ty przecież masz już zajęcie - przypomniał sobie nagle.
-Owszem, chodzi raczej o moje koleżanki, którym trudniej jest znależć pracę niż mężczyznom.
-To może załóżcie razem to biuro?
-Wtedy zaczną się nieżyczliwe plotki na temat zatrudnionych dziewcząt.
-Moglibyście się podzielić dniami pracy.
-To prawda lecz jedna rzecz mnie nurtuje - czy omawiałeś tę kwestię z Fantegrisem?  On może mieć zupełnie inne plany. Może mu nie odpowiadać rodzaj pracy lub jej miejsce.
- Ona może mieć rację - powiedział Fanteor do nauczycieli, którzy już się zbliżyli - Wycofuję się - dodał, nie chciał powtórnie zadzierać z Milanderem, przynajmniej nie teraz kiedy mironem wciąż jest Lanbort i potrafi o tym przypomnieć.  Już teraz wykorzystując swą obecność w Sarinei znajdował czas na wysłuchiwanie skarg obywateli i często podejmował decyzje na ich korzyść nawet jeśli nie dało się jednoznacznie stwierdzić, że ich sprawa jest słuszna.  Po prostu dawał Fanteorowi prztyczka w nos.
-Może poprośmy Lodwara o odroczenie sprawy - zaproponował Ętszur.
 

nurt
 
009.JPG

Sunelao była pewna, że okaże się dla Milarezy dobrą teściową. Ani trochę jej nie przeszkadzało to, że Milareza nie zna się na prowadzeniu gospodarstwa domowego. Jej starsza synowa się znała i ciągle dochodziło między nimi do konfliktów. Milareza będzie potrzebowała pomocy a któż jej pomoże jeśli nie teściowa? Na jakiś czas Sunelao mogłaby się nawet do niej przenieść.
Rozczarowanie nastąpiło jeszcze przed pierwszym spotkaniem.
Milareza była w Raugdaege, całkiem blisko Snesz ale do swoich przyszłych teściów nie wstąpiła. Podobno o planowanym małżeństwie dowiedziała się później i to przypadkiem, Sunelao nie chciało się w to wierzyć, starała się jednak usprawiedliwiać przed sobą Milarezę - ot, młoda gąska, nie umie się zachować, z czasem się wyrobi.
Gorzej jednak, że Milarezy nie było na wieczorze robótek .
- Ma ważną sprawę do załatwienia - wyjaśniła Rezeryka - Bez obaw, z pewnością zdąży na czas. Zdążyła, natychmiast wzięła czekającą na nią skarpetę podjęła cerowanie. To trwało krótko ale od razu było widać, że na pewno nie  obawa  kompromitacji  jest powodem spóźnienia. Wkrótce wyszło na jaw, że Arnusz wcale jej dotąd nie znał. Wyraźnie czuł się oszukany.
-Jak ty się zachowujesz? - Karcił go Ezroch - Milareza to doskonała partia. Na pewno dadzą jej duży posag ale już sam dom w Isage to cacko.
-Tamta Milareza jest piękna a ta....  to co to ma być?  Na balu udawała większą. Mam się żenić z dzieckiem? - Narzekał.
-Ta jest za to niewinna.
-Z taką aparycją to nietrudne - zakpił chłopak.
-Trzeba było dobrze sprawdzić kim jest tamta a nie teraz stroić fochy.
Pod koniec spotkania, Milareza znowu rozczarowała Sunelao nie przyjmując jej zaproszenia, pod pozorem jakichś ważnych zajęć.
-Pewnie jest na nas obrażona - zwierzyła się świeżo poznanej Emriwaldzie.
-Milareza? Nic podobnego. Ona naprawdę ma dużo zajęć a ten ślub ją zaskoczył. Z trudem opanowała wynikłe z tego zamieszanie  opracowując na nowo swój harmonogram zjęć z uwzględnieniem uroczystości weselnych,
To nie było miłe dowiedzieć się, że przyszła synowa jakoś wcisnęła uroczystości weselne w napięty plan zajęć.   Obchody były huczne . Milander się o to postarał.    Niestety Milareza nie zawsze była obecna.      Za to była Czezinaro. Samowolnie zamieniła się z inną służącą i tamta została w domu.  Zajęta pilnowaniem aby niczego nie zapomniano zabrać Sunelao, spostrzegła zamianę dopiero na miejscu. Była wściekła ale uznała, że nic już się nie da zrobić. Zapowiedziała  dziewczynie, że ma siedzieć na kwaterze i sądziła, że to załatwi sprawę. Powinna była wiedzieć, że skoro Czezinaro wykazała się taką determinacją aby tu wbrew jej woli przylecieć to nadal posłuszna nie będzie. Dopiero Arnusz zdołał załatwić sprawę.
Namówił ją do powrotu z Fantegrisem. Przedtem jednak zdążyła nieźle narozrabiać.
Milareza się chyba nie spostrzegła i nawet wtedy gdy Czezi prawiła jej złośliwości po prostu patrzyła się na nią gapciowato. Tak samo się zachowała gdy Sunelao omawiała z nią urządzenie uroczystości przyjęcia synowej w Isage. Zgodnie ze starym zwyczajem takie przyjęcie należało zrobić w domu teściów lub męża ale obecnie mało kto się tego trzymał. Dom w Isage byłby na taką imprezę idealny no i Milareza od razu zaznajmiłaby się z nowymi sąsiadami.  Milareza patrzyła się na nią i milczała więc Sunelao podsumowała: Tak będzie najpraktyczniej  -  i uznała, że sprawa załatwiona.
O wiele więcej zdecydowania wykazała Milareza gdy spóźniała się zaproszona przez  Milandera trupa teatralna. Sunelao już chciała zaproponować skrócenie czasu oczekiwania spontanicznymi występami gdy Milareza skończywszy omawianie czegoś z grupą znajomych, gestem wezwała do siebie mistrza ceremonii a po chwili on zawołał: Prosimy na scenę zespół Enillioboriana z Kareborgi. Prosimy też tłumacza Tewarysta.  W tym momencie Milareza zniweczyła plan rodziny swego męża. Na próżno dwa wieczory szlifowali swoje "spontaniczne" występy, na próżno opłacili spóźnienie  trupy teatralnej, "profity" zgarnął kto inny.
   Oni zaś musieli się użerać ze spóźnioną trupą bo Milander odmówił jej zapłaty.
Milareza jeszcze przed końcem spektaklu błyskawicznie przeczesała przyjaciółkę przywracając jej zburzoną uprzednio fryzurę, potem wybiegła z sali a na sam koniec zamiast niej i Dagridy wystąpił zwykły narrator. Tolimańczyk.
-Co ta dziewczyna wyprawia? - Spytał Fantegrisa zirytowany Arnusz.
-Będziesz się musiał przyzwyczaić.Żonka nie znosi spóźnialskich.
-Za to na pewno nie dopuści abyś kiedykolwiek musiał szukać drugiego buta albo koszuli - wtrącił się inny młodzian.
   Gdy miało się odbyć pokazywanie posagu  Milareza przyszła punktualnie ale zapytała - a gdzie moja prześwietna matka?
-Ja odegram tę rolę - wyjaśniła Grisolda.
-Nie. Tak być nie może. Pozwólcie, że wykorzystam czas na naukę i zechciejcie mnie wezwać gdy już przybędzie moja prześwietna matka.
Patrzyła gapciowato, ukłoniła się i odeszła mimo gniewnego okrzyku Grisoldy - Milarezo!
-Czy widziałaś co ona wyprawia? - Z oburzeniem zwróciła się Grisolda do męża.
-Zapomniałem ci powiedzieć ale ma już prawa osoby dorosłej.
-Jakim cudem?
-Moja siostra zarekomendowała ją w Arblandach.
-Mogła mi o tym powiedzieć.
-Ale nie musiała. Zaraz poślę kogoś po Rezerykę.
-Ta dzikuska sobie nie poradzi.
-Czy to nasz problem?
Rezeryka sobie poradziła.  Tylko, że posag wcale nie był taki wielki jak zapowiadała Grisolda.
Nawet domu w Isage Milareza nie dostała na własność, dostała dom w Karebordze. Nie było też żadnej wzmianki o pojazdach latających a gdy Ezroch usiłował protestować, Milander odpowiedział - przecież i tak dajemy więcej niż wy. To co dajemy wystarczy aby nie żyli w biedzie i zawsze możemy jeszcze dorzucić coś Milarezie po za posagiem.  
009.JPG


-Ojej jaka ty dobra jesteś -powiedziała drwiąco Rezeryka. Przez całe wesele robiły sobie na złość. Z tym, że Grisolda jak sama mniemała robiła to w bardziej dystyngowany sposób. Miała pewne osiągnięcia. Doprowadziła do tego, że Fantegris a nie Milareza dostał zezwolenie na założenie biura, Grifka była piękniej wystrojona niż Milareza, co zresztą na dobre nie wyszło, ośmieszyła też Milarezę pokazując Sneszankom jej lalki. Tyle, że to wszystko jakoś po Rezeryce spływało, zdenerwowała się dopiero gdy Grisolda powiedziała Milarezie - jesteś dla mnie jak córka. Gdyby Rezeryka zaczęła zanadto faworyzować własną albo ci ktoś dokuczał z powodu kalectwa, na mnie zawsze możesz liczyć.
- Zechciej się rozchmurzyć prześwietna mamo - powiedziała Milareza do Rezeryki - przecież to prawda, jestem adoptowaną kaleką i bardzo cię kocham, i jestem wdzięczna bo bez twojej i prześwietnego ojca interwencji uśmierconoby mnie jako niemowlę.
Cisza na sali zaległa a Milareza powiedziała jeszcze - teraz jadę z Cyprysię do Siegridówki bo jutro ma egzamin. Musimy być wypoczęte.
-Pojadę z wami kochane dziewczynki i o wszystko zadbam - błyskawicznie zdecydowała się Rezeryka.
   
   Niestety Grisolda nie mogła na życzenie koleżanki z lat młodości zmienić harmonogramu przyjęcia.
Był dostosowany do innych zajęć Milarezy
Odpowiedzialny za to dworzanin szepnął Grisoldzie, że wszelkie zmiany mogłyby być odebrane jako złośliwość a w konsekwencji doprowadzić do skandalu bo Milareza swoich planów nie zmieni zaś Rezeryka gotowa publicznie naubliżać i jemu, i nawet Grisoldzie za występujące z powodu tych zmian zgrzyty na weselu.
Niestety miał rację. Rezeryka by to zrobiła nie bacząc na to, że kompromituje także siebie nie tylko Grisoldę.
  Już po wyjeździe Sneszan znowu się pokłóciły, tym  razem poszło o to, że Milander zarządził wyjazd do Snesz choć Grisolda tłumaczyła, że powitanie Milarezy odbędzie sie w Isage.
-Tak będzie lepiej - tłumaczyła - dom Milarezy jest w Isage więc tam powinna się zapoznać z sąsiadami a w dodatku przyda jej się w domu pomoc teściowej bo sama nie jest przygotowana do prowadzenia domu i przyjmowania gości.
-Dobra, zapobiegliwa Grissy - kpiła Rezeryka  - a nie przyszło ci do głowy, że odkąd wyrwałam moje dziecko z twoich szponów staram sie nadrobić wszystko co ty udając dobrą mamusię zaniedbałaś?   Dla ciebie była tylko opiekunką Cyprysi i wcale o nią nie dbałaś tylko popisywałaś się przed ludźmi swoją rzekomą dobrocią.
Cios był silny bo rzeczywiście skoro Grissy matkowała Milarezie powinna była zadbać o jej
rozwój.
-A ty gdzie byłaś? - Wtrącił się Fanteor - trzeba było siedzieć w domu przy córce.
-Trzeba było nam zostawić obie dziewczynki - odrzekł Milander - przecież wcale nie chcieliśmy wam ich oddać. A teraz błagam nie urządzajmy tu awantur tylko lećmy do Snesz.
-Przecież Grissy wyraźnie mówiła, że czekają na nas w Isage.
-Nie mogą czekać w Isage bo nie mają jak otworzyć domu.
-Orbort dał im klucz.
-Mój znamienity ojciec nigdy nie miał i nie potrzebował klucza. Wszelkie drzwi i bramy tego domu otwierają się gdy przed nimi stanie.
-A na zimę kiedy zamieszkują tam bezdomni (ludzie nie posiadający zimowych domów)?
-Nie twierdziłem, że w ogóle nie ma klucza. Jest w depozycie u naczelnika Isage.
-Czyli Sunelao może go dostać?
-To byłoby ze strony naczelnika nierozsądne ale załóżmy, że wydał klucz i co z tego?
Zwyczaj haberlandzki jest taki, że teściowie przyjmują synową w swoim domu niezależnie
od tego gdzie później będzie mieszkać więc nawet jeśli oni są w Isage my lecimy do Snesz.
-Nie uważasz, że ich nieobecność będzie afrontem dla twojej córki? - Pytał Fanteor.
-Pozwól, że o moją córkę to ja się będę troszczył - odrzekł Milander - lepszy taki afront niż małżeństwo z łobuzem i teściowa typu Sunelao na karku.

003.JPG

W terminie zgodnym z harmonogramem zjawili się w Snesz i jeszcze nim wszystkie wozy Milarezy wyjechały z lotopławy rozległa się weselna muzyka emitowana z wysoka przez małe urządzenia latające wśród balonów. Gdy orszak zbliżał się do bram grała już tylko orkiestra a urządzenia spełniwszy swoje zadanie wróciły do lotopławy.
Zaalarmowani mieszkańcy przyjęli ich w bramie.
Milareza orszak zatrzymała i skłoniwszy się starszyźnie osady powiedziała:
- Darujcie moim wahaniom i lękom lecz w sercu mym zrodził się niepokój i dlatego chcę prosić każdego kto by znał powód dla którego małżeństwo nie powinno być zawarte aby tego nie ukrywał. Zaległa cisza.
-Proszę cię wystąp Czezinaro - Milareza patrzyła gdzieś w tłum i tłum się rozstąpił odsłaniając Czezinaro.
-Byłaś wśród gości weselnych - mówiła spokojnie Milareza. -Głównie z tobą tańczył Arnusz a nawet raz jakby dla żartu przestawiłaś mój statyw w jadalni i zajęłaś moje miejsce.
-To nie ja przestawiłam - oburzyła się Czezinaro
- Milareza zachowała spokój choć Czezinaro reagowała bardzo emocjonalnie.
- Ponieważ nieprzemyślanym zachowaniem zburzyłaś spokój mego serca postanowiłam cię zaprzysiąc.
-Nie waż się składać przysiąg krzyknął do Czezinaro jej ojciec. -Mów dalej -zachęcił Milarezę naczelnik wioski.
-Spójrz zatem - kontynuowała swą przemowę do Czezinaro Milareza - oto wozy. Na pierwszym
a potem czwartym, siódmym i dziesiątym są pióropusze bo rozdzieliłam posag na trzy części. Dostaniesz drugi wóz z każdej grupy, ten za wozem z pióropuszem czyli drugi, piąty i ósmy jeśli powiesz: -przyjmuję to jako odszkodowanie za pomówienie i przysięgam na moje życie nie jestem i nigdy nie będę kochanką ani żoną Arnusza
Lecz jeśli go kochasz to powiedz:   -jest mój i nic ci do niego; a jeśli Arnusz to potwierdzi odejdę biorąc z jego rąk odszkodowanie za doznane upokorzenie.
To posunięcie Milarezy zyskało aprobatę mieszkańców wsi a naczelnik począł tłumaczyć skutki prawne każdej decyzji. Wreszcie zaległa cisza. Nawet Nebinad zamilkł oszołomiony widokiem kufrów i wozów, które mogła dostać jego córka. Ku wyraźnemu zaskoczeniu Milarezy Czezinaro była gotowa przysiąc.
-Pamiętaj - powiedziała więc - jeżeli przysiegniesz nie będziesz mogła się związać z Arnuszem nawet po mojej śmierci bo karą za złamanie publicznej przysięgi jest śmierć o ile nie zdołasz w porę uciec, a jeśli uciekniesz już nigdy nie będziesz mogła tu wrócić.
Czezinaro chyba podejrzewła jakiś podstęp. Skoro Milarezie zależało na tym aby nie przysięgła to właśnie tym bardziej to zrobiła.
-Niech zatem to wszystko co ci daję poświadcza, że jesteś wobec mnie w porządku i nich nikt bez wyraźnego dowodu nawet nie śmie cię podejrzewać pod groźbą wygnania. - zakończyła sprawę Milareza.
Orszak ruszył dalej do domu Ezrocha i Sunelao. Trzy razy orkiestra Lanborta zagrała wezwanie do otworzenia drzwi ale pozostały zamknięte. Milander podniósł dłoń do góry.
- Proszę o wyłożenie drugiej części posagu mojej córki na drogę, wszystko co jest na wozach z pióropuszem i niech każdy coś zabierze na świadectwo, że ją odrzucono bez jej winy.
Lanbort dodał - niech ta próba zniewagi jako niczym nie zasłużona spadnie na tych, którzy chcą nas obrazić. Świętujmy zakończenie sprawy bo Milareza uwolni się od wejścia do rodziny, która jej nie szanuje. A teraz przygotujmy plac na zabawę.
Milarezie należy się tu ćwierć połaci odszkodowania. Wymierzmy je i będziemy mieli gdzie ucztować.
-Jak to?- oburzył się ojciec Ezrocha - pod nieobecność gospodarzy?
-Właśnie dlatego, że są nieobecni.To dla nas obelga.
-Czekają na was w Isage. Czemu nie chcecie tego słyszeć?
-Słyszeliśmy. Mam nadzieję, że nie wdarli się bez zezwolenia do domu Orborta. Nikt z nas na to zgody nie dawał.
-No tak ale plon nie zebrany - zauważył naczelnik.
-Odmierzę należne odszkodowanie z moich zapasów - odrzekł Milander - oszacujemy to wspólnie.
Pole, już nawet zaznaczone narożnymi kamieniami, zewsząd otoczone było posiadłością Ezrocha.
Rodzice Arnusza wybrali po prostu najgorszy kawałek ale Milander nie zamierzał się o to
spierać. Poprosił jedynie o zrobienie poprawki aby było dojście.Samą drogę kazał po skoszeniu niedojrzałej trawy  odzielić siatką w celu zabezpieczenia upraw Ezrocha a w międzyczasie kazał od góry spuścić na pole duże maszyny aby posiadłości Ezrocha nie deptać. Najpierw kosiarkę, potem inne. Z ich pomocą szybko zebrano ściętą trawę w ażurowe pojemniki, miała bowiem służyć w celach leczniczych. Właśnie taka niedojrzała się do tego nadawała.  Powbijano ozdobne paliki i  zwyczajne kołki na rogach wytyczonego pola rozwinięto dywany,  Sneszan poproszono o pomoc w ustawianiu stołów i stołków Tolimanki poczęły szykować jedzenie.
-Milarezo - poleciła Rezerka - rozkładaj owoce - Grifano usmaż placuszki.
-Dlaczego ona ma łatwiejsze zadanie? -oburzyła się Grifana.
-Dobrze więc ty układaj owoce, Milareza będzie smażyć.
Jakiś czas Milareza rzeczywiście smażyła i nieźle sobie radziła, Sneszanki zachwycały się, że placuszki są takie "równe".  Potem Rezeryka kazała Rezemci ją zastapić a do Milarezy powiedziała
-Wiesz wolę abyś to jednak ty układała owoce.
- Odpocznij trochę Grifanko - poprosiła.
-To draństwo - przygadała Rezeryce  Grisolda.
-Co? - zdziwiła się Rezeryka.
-Mścisz się na mojej córce za to, że nie zgłosiłam kandydatury Milarezy na dorosłą.
-A dlaczego ty miałabyś zgłaszać? To ja jestem jej matką.
-Ale mieszkasz w Arblandach a Milareza w Sarine i w Sarinei powinna była zdobywać te prawa.
-Co ty powiesz? Przecież skreśliłaś ją kiedy się okazało, że nie pasuje jej termin. A to z twojej winy nie pasował bo nagle go zmieniłaś. Musiałam załatwić aby to damy z Arbland ją za aprobatą prześwietnej Orfanty przeegzaminowały. a tak w ogóle to Orfanta a nie ty powinna się tymi pokazami  zająć. To zawsze należało do ateli.  Nie wiem dlaczego pozwala ci się szarogęsić.
      Doprawdy nie warto było wchodzić w spory z Rezeryką, ciosy zadawała ostre.
   Grisoldę denerwowała nieobecność męża, poleciał "Pigułą" do Isage po rodzinę oblubieńca i nie wracał.  Wreszcie spytała Milandera co się stało z Fanteorem.
-Z tego co wiem wrócił pigułą do Sarinei. Nie martw się zabierzemy cię.
-Ale co z Ezerochami?  Nawet pieszo już by tu dotarli, przecież powinni się zorientować.
-Może ich aresztowano - wyraził przypuszczenie. Zamilkła.  
Przed narożnymi słupkami umieszczono na porządnie umocnionych cokołach rzeżbione w kamieniu ptaki zwane przez Tapuneków siegridami. Przy mocowaniu pierwszego wystąpił tolimański tancerz śpiewając:  Ja ten pierwszy kamień to pierwsze naroże będę witał tańcem, tańcem go nagrodzę.
Nieoczekiwanie Sneszanie odpowiedzieli - uha, uha idzie zawierucha - to był ulubiony w tych
okolicach refren ,jeszcze w czasach dzieciństwa Grisoldy, dokładany po każdej improwizowanej zwrotce, toteż wcale się nie umawiali przed zaśpiewaniem a tancerz dośpiewał
- niech ze mną zatańczy też naczelnikowa jeśli pierwszy kamień poświadczyć gotowa
-Uha, uha - zawtórowali Sneszanie. Specjalna maszyna umocowała drugi cokół a tolimańska śpiewaczka zaśpiewała:
- ja ten drugi kamień w drugim narożniku powitam swym tańcem z tobą naczelniku.
Sneszanie odpowiedzieli swoją przyśpiewką, Tolimańczycy się do nich dołączyli. Przy trzecim siegridzie wyrwała się do śpiewu i tańca Sneszanka
- ja za trzeci kamień zatańczę z mironem taką mam okazję więc jej nie uronię.
Obserwował to wszystko ojciec Ezerocha i w końcu nie zdzierżył.
Wystąpił i zaśpiewał - za ten czwarty kamień co tu położono zatańcz Milarezo boś jest na wpół żoną  
- i zaraz ironicznie dośpiewał - uha, uha idzie zawierucha.
Ewaldyna objęła ramieniem Milarezę i zaśpiewała - Oj zatańczy z tobą boś dziadek Arnusza dzisiaj do uciechy nie musi się zmuszać, rzucił ją mężczyzna, który jej nie cenił. Powiedz jego dziadku czemu się ożenił?
-Jeden z tolimańskich śpiewaków po zwyczajowym refrenie dołożył - tak sobie umyślił Arnusz od
początku: do ucieczki zmuszę obedrę z majątku. Z inną wnet się zejdę choćby i bez ślubu, będę miał majątek i dziewczynę lubą.
Dziadek odśpiewał - nie ma tu Arnusza, nie może się bronić a ty słowa podłe po próżnicy trwonisz.
Śpiewak replikował - Nie ma tu Arnusza chociaż być powinien. Jeśli go tu nie ma znaczy, że jest winien. Tej nieobecności nie da się obronić, po polach Arnusza nikt nie będzie gonić.
Ojciec Ezrocha w przeciwieństwie do innych śpiewających przy wkopywaniu cokołów z ptakami nie zatańczył. Odwrócił się ze wzgardą i odszedł a z Milarezą zatańczył jej były partner na lekcjach tańca. Zaraz
potem Rezeryka znów ją zaangażowała do obsługiwania gości.
 

nurt
 
009.JPG

Już dobijali targu gdy wszedł Szuarad.
-Czym handlujecie? - Spytał drwiąco - bo jeśli biurem Fantegrisa to nic z tego. Jego ojciec nie wniósł w terminie opłaty skarbowej moje skarby i sprawa upadła. Ile chcieliście zapłacić miluścy?
Milczeli, musiał jednak słuchać za drzwiami dłuższy czas bo powiedział - takie biuro jest warte dużo więcej. Gdybym miał takkiego syna jak ty - zwrócił się do Fantegrisa, kopniakami wyprosiłbym z domu. Oczywiście chłoptasiowie, pawilon przy Wieczornej możecie kupić, niestety biura tam nie będzie. Tak to jest - powiedział znów do Fantegrisa - kiedy za załatwianie sprawy biorą się kobiety.  Mamusia zapomniała, że tatuś może mieć swoje zdanie i dzierży finanse.
-To niech sobie ten pawilon odkupi Milareza - powiedział zirytowany Gerblon.
-A jej po co? Założyła biuro w innym mieście. Oj się tatuś z mamusią przez synka pokłócą - znów mówił do Fantegrisa.Jak ty mogłeś im to zrobić?
-Ożeniłem się, muszę mieć za co utrzymać żonę.
-Jeszcze lepiej!
  Fantegris już nie wiedział jak sie bronić.
-Milareza też wyszła za mąż i nawet w nauce jej to nie przeszkodziło - kontynuował Szuarad.
-Bo jej na mężu nie zależy a mnie na żonie bardzo.
-To taki przystojny chłopak, ten jej mąż - zdziwił się Szuarad.
-Ale się żenił tylko dla pieniędzy. Podobno chciał doprowadzić Milarezę do zerwania małżeństwa i wziąć jej posag dla innej. Milareza się zorientowała i tak go prawnie przerobiła, że przejęła jego spłachetek  ziemi i zaprzysięgła kochankę. Nie mają prawa już nigdy być razem. Tak zrobiła.
      To przynajmniej na tyle Szuarada zainteresowało, że omówili na lekcji jakie haberlandzkie przepisy wykorzystała Milareza.
    Fantegris już dawno przestał być na nią zły. Miał swoje problemy. Nawet z Meliwarettą się ostatnio pokłócił, nie pierwszy raz zresztą. Już przed ślubem sie pokłócili bo on koniecznie chciał zaprosić jej rodziców a ona sie nie zgodziła. Doszli jednak jakoś do porozumienia.
Ostatnia kłótnia była gorsza bo dowiedział się, że współżyła z Arnuszem. Okazało się jednak, że to wcale nieprawda.  Zdaniem Melisi  Arnusz tak skłamał, żeby na pewno dostać ją za żonę.
Wybaczyła kiedy skruszony wyznał, że w odwecie uwiódł kochankę Arnusza.
-To on ma kochankę? - Wykrzyknęła zdumiona.
-Dlatego jego tatuś wywiózł go do Degeden, a dla mnie tak naprawdę liczysz się tylko ty.

   - A skąd pewność - wyrwał go z zamyślenia Tekwoj - że podejrzenia Milarezy były słuszne, może ona go zwyczajnie skrzywdziła?
-Nie kojarzysz faktów - odrzekł Fantegris - chłopina ma kochankę, uganiał się za Meliwarettą a w naszym pałacu ściany mają uszy.
-A ja już kojarzę fakty - odrzekł Szuarad - kiedy Milareza przyszła do ciebie do szkoły pogadać, wcale nie chodziło jej o żadne wierszyki, chciała popatrzeć w twoje oczęta i zapytać co masz wspólnego ze zniknięciem Meliwaretty. To z nią się ożeniłeś?
-Z nią, no i co z tego?  Kocham ją.
-To z tego, że dziewczęta z Siegridówki dręczono przesłuchaniami do tego stopnia, że dwie z nich wyleciały ze szkoły. Mniejsza o reporterkę bo to męski zawód ale ta druga uczyła się śpiewu.
Dla niego to było akurat na odwrót "mniejsza o tę drugą" ale dobrze znał Amalkę i jej brata, oboje lubiłnawet jesli czasem sie kłócili.
-No ale niby dlaczego?- Zapytał -  Co ucieczka Meliwaretty ma do wywalenia Amaldyny?
-Ty to chłopie jesteś naprawdę nieprzytomny - zaśmiał się Lidosz - tak się wściekły na śledczego, że nakłamały jego żonie, że je uwodził.
-Może mu się należało?
-Dość, dość, dość - powiedział Szuarad -  nie słyszałem tego.
===============================
009.JPG


Badibem poprosił Milarezę aby go zawiozła do rodziców Tottety, chce się bowiem o nią oświadczyć. Z  tego powodu Cyprysia ma zły humor. To jakaś życiowa niesprawiedliwość , że byle służąca może mieć męża i nawet Milareza już prawie wyszła za mąż a to "prawie" było nie z powodu jej tylko jego braków i nic do rzeczy nie miało czy Cyprysia chce tego ślubu. Symelinda spotyka się z jakimś   brunetem, za Meliwarettą szalało kilku a na weselu Milarezy to już chyba wszystkie dziewczyny miały adoratorów. Tylko ona jedna nie może mieć męża. W dodatku to dla Badibema biło jej serce a zabrała go jej jakaś Totetta.  Żeby jeszcze panna z wyższej półki ale Totetta? W dodatku Milareza ucieszyła się jak głupia i zaraz otworzyła swój terminarz. Powiadomiła tez Rezerykę a Rezeryka zaraz przyleciała. Na szczęście ona się chyba nie cieszy.
Szkoda, że nie protestuje. Wzięła Totettę na rozmowę. Cyprysia nie wie o czym rozmawiały za to wie o czym Rezeryka rozmawiała z Badibemem bo była przy rozmowie. Rezeryka powiedziała Badibemowi, że on musi ją zrozumieć. Totetta jest pod jej opieką i owszem jego żoną zostać może ale dopóki nie zostanie, on jej uczył nie będzie. Do rodziców Totetty jak najbardziej poleci ale to ona go tam zawiezie bo Mizunia jest za młodziutka żeby się mieszać w czyjeś mariaże. Ponadto trzeba z rodzicami Totetty uzgodnić mnóstwo spraw praktycznych i poręczyć za Badibema, Rezeryka już go poznała. Mizunia wprawdzie też i ma o nim dobrą opinię no ale czy rodzice Totetty zaufają opinii Mizuni?  Takie tam rzeczy mówiła Badibemowi a on wszystkiego grzecznie słuchał i się zgadzał.
Od tej pory nie prowadził już lekcji ani z Totettą ani Cyprysią. Zamiast niego pojawiła się graficzka sądowa Naola nauczajaca tegoż zawodu w szkole dziewcząt.
W lekcjach dodatkowo bierze udział Milareza. Miło popatrzeć jak Totetta skręca się z zazdrości. Tak uważa Cyprysia. W rzeczywistości Totetta już się przyzwyczaiła, że Milareza jest w tym lepsza. Widziała w różnych sytuacjach jak biegle  posługuje się rysunkami. Na przykład w Abałrze ale nie tylko, najczęściej w rozmowach z Cyprysią.
ABAŁRA

009.JPG

  A co do Abałry to niedawno wybuchnął maleńki skandalik albo chociaż sensacja. Amaldyna bowiem
zaprezentowała publicznie swój reportaż: Abałriańska epopeja. Była tam też narratorką. Powiedziała, że sprawy do załatwienia są banalnie proste, że leci z nimi Dagrida w charakterze tłumaczki, Symelinda, Ewaldyna i Meliwaretta jako obserwatorki. Wszystkie łącznie z Milarezą w szkolnych strojach bo na ogół ludziom się to podoba. (sama Amalka włożyła strój sportowy, co nie podobało się Milarezie) Lecą też Cyprysia, Totetta i Abisa  bo Cyprysia chce i już.  Tłem dla opowieści Amalki były pokazane na filmie rozbawione dziewczęta.
   Opisywała jak to w Bambelocie miała dołączyć Santra ale się spóźniła toteż Milareza uniżenie przepraszając zdecydowała się nie czekać. Amalka pokazała to  skrócie, z Auretanii też dała mały fragmencik. Sytuacja się tam omal nie powtórzyła bo królewnie Farwiecie uciekła małpka,  
Królewna jednak zdecydowała się zostawić tę sprawę na głowie służby i odlecieli. Siedząc w salonie lotopławy pasażerowie  rozmawiali - jesteś pewna, że sobie poradzisz?- Pytał po auretańsku
Amando, Amalka na wszelki wypadek tłumaczyła to Farwiecie na karebordżański.
-Spokojnie - odpowiedziała Dagrida - uczyłam się abałrańskiego.
-A jeżeli na tych wioskach nie używaja języka urzędowego? Tam jest mnóstwo dialektów.
-to zawsze możemy liczyć na Milarezę - zbagatelizowała rzecz Amalka siedząca wśród innych w lotopławie - ona chyba nawet z małpą umiałaby się dogadać - dodała.
-Ja sie dogaduję - zaśmiała się Farwieta.
-"Lotopławę zostawiliśmy w górze" - wyjaśniała Amalka narratorka - "z daleka wygląda trochę jak
chmura o kształcie cukiernicy. W dół zjechaliśmy kapsułą, druga kapsuła dostarczyła wózek samojezdny ale i jego zostawiliśmy później pod lasem a kapsuły zaróciły do lotopławy. Do wioski weszliśmy pieszo.  Jeszcze wcześniej zaczęli nam towarzyszyć mieszkańcy.  A teraz proszę zwróćcie uwagę na to co robi Milareza. Na żywo wcale tego nie zauważyłam, dopiero na filmie. Prawda, że można przeoczyć?  Milareza na swojej bransolecie wcisnęła alarm a jeszcze przecież nic takiego się nie dzieje ... "   Zamilkła, słychać było tylko naturalne odgłosy wsi, odgłosy kroków, niezrozumiałe głosy abałrańczyków. Widać było jak podnoszą lagi, pojawiły się wielkie noże. Farwieta kurczowo uczepiła się przedramienia brata. Milareza była skupiona a gdy tylko dotarli do naczelnika poczęła z pomocą gestów oraz rysunków na piasku objaśniać o co im chodzi.
 Teraz dopiero na nowo zaczęła mówić Amalka:
"Niestety  Milareza nie widziała  fotografii rodziny w której sprawie tu przybyliśmy więc nie mogła się posłużyć robionymi na prędce, uproszczonymi portretami.
Znała za to imiona , Tu widać jak rysuje ich symbole.  Zauważcie, że to wzbudza  pomruki niechęci u jednej z grup mieszkańców. Milareza powiedziała nam później, że działała jakby na oślep bo nie wiedziała co robić,wiedziała tylko,że trzeba próbować się dogadać, no i liczyła na ewentualną interwencję ludzi Korora. Grubo po czasie dowiedziałam się, że ktoś tam stracił pracę bo zerknąwszy na ekran, zobaczył, że "nic złego się z nami nie dzieje i już się tym nie zajmował".  Komentując film dodała -  "Naczelnik uspokaja wzburzonych.  Teraz wysyła syna po kredę." Znów zamilkła. Naczelnik wyrazistymi gestami polecił Milarezie rysować na ścianie aby wszyscy mogli to widzieć.  Dwoiła się i troiła by z pomocą nie werbalnej komunikacji wyjaśnić, że chce ustalić dane personalne emigrantów, jakie konkretnie dane i po co. - Tego już Amalka nie tłumaczyła uważając, że gesty i rysunki Milarezy są czytelne.
Wyglądało na to, że ludzie rozumieją co do nich mówi ale nie pojmują sensu jej prośby i węszą podstęp. Milareza wyrysowała unaskie miasto z powozami bez koni i woźnicami przy sterach, powozy nie przypominały unaskich aut.  Odegrała scenę jazdy. Potem wskazując osoby w różnym wieku objaśniła na migi kto z nich miałby prawo prowadzić auto. Udało jej się wyjaśnić, że przebywający w Unasie Dinger (Rekin) chce prowadzić auto a mówią mu, że za młody. Dziwne ale właśnie to poskutkowało a po dalszych
wyjaśnieniach ludzie w końcu zmienili nastawienie. Za to usilnie poczęli ich namawiać na wspólny posiłek i Amando uznał, że byłoby afrontem odmówić. -Chyba nigdy nie widziałem lepszej pantomimy -powiedział przy posiłku Milarezie. - A jeśli nawet to jeszcze żadna nie ocaliła mi życia.
-Nie sądzę by było zgrożone -odpowiedziała - zaalarmowałam straże podniebne. Wciśnięcie alarmu automatycznie wzywa pobliskie kamery, w tym wypadku te z naszej lotopławy. Podwładni prześwietnego Korora mogli zatem czuwać nad przebiegiem wydarzeń.
-Musimy mu podziękowac gdy już będziemy w lotopławie ale w sumie to i tak... -Nie mógł nawet skończyć zdania a Milareza nawet nie spróbowała wieczerzy bo wciąż musiała opowiadać jak to jest "gdzieś tam" na świecie zarysowując już inną ścianę i odgrywając następne pantonimy. Pozostali jedli bez względu na to jak im smakowało bo bali się obrazić Abałrian. Oczywiście naśladowali sposób jedzenia gospodarzy. O dziwo nawet Symelka unosiła palcami do ust kluchy maczane w sosie.
Po tej wizycie chcieli już wracać bo mieli dość wszystkiego. Milareza jednak musiała załatwić wszystkie trzy przewidziane na ten dzień sprawy. W drugiej wiosce jak to skomentowała Amalka okazało się, że Dagrida może tłumaczyć. W trzeciej nie ale nie było żadnego zagrożenia i Milareza szybko z pomocą rysunków wykonywanych w szkicowniku dogadała się z naczelnikiem.
   "A tu dam jeszcze scenkę z następnej wyprawy - powiedziała Amalka narrator - jesteśmy znów w Bambelocie,  Królewna jak widzicie jest gotowa do wyjazdu zdążyła już nakrzyczeć na Milarezę.
A teraz mówi Amando po bambelocku. Bambelocki znam słabo więc daję to w tłumaczeniu Dagridy.
-Powinnaś się cieszyć, że cię wtedy z nami nie było, nasze życie było zagrożone.
-No to ja ci tego nigdy nie wybaczę - oznajmiła Santra Milarezie a równocześnie król Bambelotu zawołał do córki - nigdzie nie jedziesz! - Jednak ku zaskoczeniu wszystkich dziewcząt i oburzeniu Amanda ustąpił wobec jej tupotania.
-No i mam nadzieję, że dziś też nasze życie będzie zagrożone - oświadczyła wsiadając.
- "Na szczęście nie było" - Oznajmiła Amalka narratorka - a Santra jakoś wybaczyła i nawet była na weselu Milarezy  i na tym kończę abałriańską epopeję. Relacja z wesela innym razem.
 

nurt
 
009.JPG

RALDARINA
 Może komuś udało się uciec od przeszłości. Mnie się nie udało.
Od początku wiedziałam,że nie powinnam się wiązać z Fantegrisem. Niestety los a raczej Fandzio zdecydował inaczej.  Powinnam była uciec zaraz na początku pobytu w Auretanii albo przynajmniej nie godzić się na ślub. Niestety zostanie synową następcy tronu a wprzyszłości

mirona Tolimanii było zbyt pociągające.Powinno mnie ostrzec choćby to, że Fandzio chciał poznać moich rodziców. Zignorowałam to a teraz nagle przyleciał i już zaraz, natychmiast chciał lecieć po moich rodziców a z nimi po swoich bo w szkole już powiedział, że się pobraliśmy. Oznajmił,  że zamieszkamy razem w Degeden przy Alei Wieczornej.
Jakoś zdołałam to odroczyć. W nocy ukradłam mu pilota od latalki, zabrałam co najważniejsze, narzuciłam na siebie jego szlafrok i odleciałam w stronę Rołerde bo już wiem, że właśnie tam jest szkoła sekretarek.  Postanowiłam się do niej zapisać.  Gdy się przebrałam i opuściłam latalkę pojazd uciekł może to dobrze. Latalka wprawdzie mogłami się przydać ale mogła też zaszkodzić. Pieszo udałam się do miasteczka. Nagle drogę zastąpiło mi kilku drabów.  

W tym momencie pożałowałam, że nie mam latalki latalki.  
-Raldarina cukiernikówna z Azzo? -Padło pytanie. Nogi się pode mną ugięły. To było najdawniejsze moje imię jakiego świadomie używałam. Jeszcze wcześniejsze, takie z niemowlęctwa  ustaliłam później i właśnie teraz miałam je przybrać. Zamierzałam  wrócić do imienia a nawet daty urodzenia

dziewczynki, którą byłam na samym początku.
-A może Ibawenna Włamywaczowa?  - Spytał inny drab.
-A może Meliwaretta z Degeden? - Dorzucił trzeci.
-Jesteś aresztowana - dodał ten pierwszy.
-Pięknie ci w tym szlafroku - kpił czwarty. Tak, z powodu zimna zostawiłam sobie szlafrok Fantegrisa.
   Zabrali mnie większym pojazdem latającym do jakiejś dużej sali. Skulony Fantegris, siedział na jednym z krzeseł, inne zajmowali ludzie, których nawet nie znam, na poczesnym miejscu stały

moje toboły.
-Zaczynamy inwentaryzację - powiedział najstarszy - zaczniemy od tej torby - wskazał moją torbę wniesioną przez jednego ze strażników. Na jego skinienie strażnik wysypał jej zawartość na stół.
  Fantegris aż podskoczył, stanął nad stołem, poczerwieniał a potem wykrzyknął - to ty miałaś tyle pieniędzy i kosztowności a ja musiałem harować i kombinować jak cię utrzymać?!
-Nie mogłam ci powiedzieć - wyznałam.
- Nie mogła - potwierdził jeden z mężcyzn - te rzeczy pochodzą z włamań dokonanych przez jej męża.
-Cooo? Masz męża? - Krzyknął Fandzio.
-Już nie   -Odrzekł najstarszy - jej mąż został stracony.
  Właśnie się o tym dowiedziałam.
Spisali moje rzeczy, nawet te, które sobie kupiłam. Na moją nieśmiałą uwagę, że kupiłam,  najstarszy spytał - za jakie pieniądze? Już nie dyskutowałam.
Wózek Dagridy kazał odstawić.
-To należy do jednej z jej koleżanek z Degeden - powiedział.
-Pożyczyła mi - powiedziałam.
-A zamierzałaś oddać?
Powoli docierało do mnie kto to jest. Wyobrażająca go lalka, siedziała na półce Milarezy obok lalki wyobrażającej jej matkę. To był Milander. Kiedy popełniłam błąd? Pożyczając ten głupi kołnierzyk czy przyjmując zaproszenie do Siegridówki? - Rozważałam.  Chcieli abym się w towarzystwie strażniczki przebrała w workowatą suknię.
-Tato - zwrócił się błagalnie Fandzio do tego mężczyzny, który powiedział mu, że moje kosztowności pochodzą z włamań - niech oni nie upokarzają mojej żony.
-To nie jest twoja żona, ty się ożeniłeś z postacią z bajki. Meliwaretta z Degeden nie istnieje.
-Ale ja ją kocham. Błagam, zrozum to, Fandzio płakał a mnie się na ten widok serce ścisnęło, chyba nigdy jeszcze nie byłam aż tak kochana.
-Synu ja bym wszystko zaakceptował, prawie wszystko. Gdyby ona była żebraczką, to przecież możnaby wystroić, nauczyć etykiety, wyszkolić w byciu damą ale nie zaakceptuję złodziejki.
-To mnie wygnaj, zabierzcie nam wszystko oprócz tego co mamy na sobie ale ją mi zostawcie. Ja bez niej nie będę mógł żyć.
-Nie - powiedział ojciec Fantegrisa.
-Przecież to nie ona kradła tylko jej mąż.
-Była kieszonkowcem a kufra z dyliżansu to już jej mąż nie mógł ukraść.
-Tato! - Fantegris padł na kolana.  Jego ojciec odwrócił się i wyszedł. Fantegris na kolanach podszedł do Milandera - wuuujku - wyjęczał.
-Dobrze - odrzekł Milander - wykupię ją ale mam warunki. Przyjmuje z powrotem imię Raldarina, wraca do swojego naturalnego wyglądu, zapraszacie cukiernikowstwo z Azzo na ślub. Bo ślub  jeśli nadal go chcecie musi się odbyć ponownie, tamten jest nieważny.
-To nie są moi prawdziwi rodzice - zaprotestowałam ale nieśmiało bo za bardzo dyskutować nie mogłam, zacisnęłam zęby i zmilczałam gdy powiedział - twoja prawdziwa matka tyle juz dzieci  odsprzedała, że pewnie ciebie już nie pamięta.
  - Wujku ale ta zmiana wyglądu to nie, ja ją kocham taką jaka jest.
-Chłopcze, ona musi się stać prawdziwa. Od siebie się nie ucieknie. Można tylko nad sobą pracować.

009.JPG

BIURO




-Jaki mogłaś dopuścić aby Fantegris cię ubiegł? - Spytała Zulare Milarezę przy całym kursie.
-Dostojna Zulare przykro, że mnie winisz zwłaszcza, że niezasłużenie - odpowiedziała delikatnym tonem dziewczyna - mój wniosek był złożony wcześniej. Odrzucono go bo Fantegris jest mężczyzną.
-To trzeba było nie rozpowiadać o swoich planach.
-Tak, w tej kwestii popełniłam błąd, pozwoliłam się wypytać prześwietnej matce Fantegrisa.
-Czy teraz nie powinnaś pomóc koleżankom znaleźć pracę? - pytała Zulare.
-Dlaczego ja dostojna nauczycielko? - Zdziwiła sie Milareza - wszak nikomu nie składałam obietnic.
-A czy przypadkiem nie dlatego dopuściłaś do odrzucenia wniosku aby nikt cię już nie mógł prosić o zatrudnienie?
-Dostojna Zulare Ja tylko popełniłam błąd - odpowiedziała bardzo stanowczym tonem Milareza - ale uwierz, choć miałam wytypwane kandydatury do zatrudnienia, naprawdę nigdy, nikomu pracy w moim biurze nie obiecywałam.
- To chociaż pogadaj z tym Fantegrisem o zatrudnieniu ze dwóch dziewcząt.
-A czy to byłoby dobre dla opinii zatrudnionych tam dziewcząt?
-Wzięłoby się inne dni pracy.
-Nawet w takim wypadku ktoś będący przeciw nam, umiałby nam zaszkodzić.
-Nie przesadzaj. Zresztą wszystko by się udało gdybyś przy Szuaradzie nie powiedziała, że nie chodzi  o  ciebie lecz koleżanki.  Gdyby chodziło o ciebie, stanąłby po twojej stronie. Dlaczego ty tak dużo gadasz?
-Prześwietny Fanteor zwrócił mi w jego obecności uwagę, że ja już mam pracę. Jest zorientowany gdyż nadzoruje pracę kancelarii, która mnie zatrudnia jako referenta i gońca. Musiałam mu odpowiedzieć a nie sądziłam aby dla dostojnego Szuarada miało to znaczenie.
-Nie zauważyłaś, że cię ceni?
-Nie daje tego po sobie poznać.
-Aaa to możliwe. Kończymy dyskusję - usiłowała zarządzić Zulare.
-Jeszcze tylko jedno zdanie - poprosiła Milareza.
-No proszę  -zgodziła się Zulare.
-Coś jednak załatwiłam.
-Co?
-To może poczekać. Szkoda tracić lekcję.
-Zdążę was odpytać. Mów!
-Zarejestrowałam biuro w  Kloto.  To chyba dobre miejsce?  Tam mieszkają Gedesszama, którą typowałam do zatrudnienia i Rifada.  Rifada się zgadza, z Gedesszamą zamierzam porozmawiać.
-A ja mam tam dziadków - wtrąciła sie Nala.
-Nie mogłaś tak od początku?  - Zapytała Zulare Milarezę.
-Mogłam. - Odpowiedziała Milareza nie tłumacząc dlaczego tego nie zrobiła.



009.JPG



Milarezie szybko przestała się podobać rekomendowana przez Zulare Rifada. Miała ukończony podstawowy kurs pomocnic biurowych, pewien czas pracowała w urzędzie miasta, na pierwszym spotkaniu była rzeczowa i sympatyczna, na drugim  miała żądania.
Oświadczyła, że prowizje pracownic będą za małe i w związku z tym należy podnieść opłaty dla klientów oraz zrezygnować ze świadczenia usług nieodpłatnych dla ubogich.  Nala i Gedesszama wyglądały na niezdecydowane
-Potrzebuję czasu aby twoje sugestie przemyśleć - odpowiedziała  stanowczo Milareza.
 Musiała tę sprawę przedłożyć ojcu bo wyglądało na to, że do biura trzeba dopłacać więcej niż planowali. Na ogół Milander nie liczył się z kosztami ale tym razem powiedział -  nie możesz pozwolić aby pracownica tobą manipulowała. Jeżeli jej nie zatrdnisz będzie więcej prowizji dla  

pozostałych. Nie dorzucę ci pieniędzy. Zrób tak jak mówię albo dołącz jeszcze jakąś działalność, niech dziewczynki na swoją prowizję zarobią. Na pewno   nie możesz postąpić jak Karebordżanka i zignorować potrzeby biednych. Jesteś Tolimanką.
- Tolimanką...   To Milarezę zainspirowało. Wiedziała, że mało kto z krajów srogiej zimy zignorowałby potrzeby ubogich. Weszła do Symelki, która akurat gościła u siebie Eluksendreę i Nalę. Przywitawszy sie z nimi zwróciła się do Symelindy: -Spodziewam się gościć niedługo w Ebredoz - powiedziała - gdybyś chciała wysłać list lub rzeczy dla biednych ...
-Zrobiłam trochę skarpet i dwa swetry.
-Pokaż - zażądała Eluksendrea a potem chciała jeden sweter odkupić, już go prawie zabierała, dostała po łapach i puściła.
-Zidiociałaś? - Krzyknęła Eluksendrea.
-Nie - wyjaśniła Milareza - po prostu wie komu ten sweter jest bardziej potrzebny. Komuś może on nawet uratować życie.  Zdążymy jeszcze o tym pomówić Symelindo, nie przeszkadzajcie sobie. Wyszła nie licząc się z tym, że właściwie popsuła im spotkanie.
 

nurt
 
009.JPG


Od pewnego czasu pełniła raz w szestnicy dyżur w Biniusie. Zaczynała go gdy w Pukatanie miało niedługo świtać, w Unasie trwała noc. Pracowała w
lotopławie. Miała tu gabinet  dopasowany do swego wzrostu  aby osobom widzącym ją w  monitorze wydawała się wyższa i aby nie brali jej za dziecko. Dotąd nic szczególnego się na tych dyżurach nie działo. Włączała milanderłącze, na centralnym ekranie pojawiał się Małymiś Murmurando i na jej widok szczerze uśmiechał. Opowiedział jej już sporo o Biniusie, zlecił zadania do wykonania wypytał jak do niej trafiło jego pismo. Wyczuła, że może mu szczerze powiedzieć ile gaf w nim popełnił.
Śmiał się i odpowiedział
-No widzisz ale gdybym nie spróbował nic bym nie uzyskał. Fajni z was ludzie. Z poczuciem humoru.
-Niekoniecznie - uśmiechnęła się bo uważała, że taki Koror na przykład absolutnie nie ma poczucia humoru a o niej też tak mówiono.
- Raczej nie mogliśmy dopuścić aby z powodu uchybień w piśmie nie zostały załatwione ważne ludzkie sprawy
-Gdy dopowiadała tych słów trochę cieplej pomyślała o Kororze. Niezbyt ją lubił ale to było dla niego bez znaczenia. Znaczenie miał fakt, że jeśli zaproponuje aby to jej powierzono załatwienie spraw zawartych w piśmie Małymisia to prześwietny Orbort się nie sprzeciwi przyjęciu ich przez mironejską kancelarię, przez co nada im wyższą rangę.
-Chyba na tym polega poczucie humoru - odrzekł Małymiś - nie czuliście się aż tak ważni aby się obrazić i chwała wam za to.
Klienci zdarzali się rzadko. Małymiś uznając, że Milareza już sobie radzi zostawił ją na nocnej zmianie samą. Tymczasem akurat tego dnia przybiegła kobieta,  z którą bardzo trudno było się dogadać w jakimkolwiek języku a także z pomocą gestów i rysunków.  Milareza dość szybko uznała, że to oszustka, włączyła alarm z podglądem dla Małymisia i  nie przerywając rozmowy wezwała najbliższe Biniusu agentary czyli małe, latające urządzenia wyposażone m.in w kamery .   Z trudem  ustaliła, że woda w domu kobiety się leje ze ściany "bul bul bul."
-A czy zakręciłaś kran? - Spytała spokojnie, wykonując równocześnie stosowny gest. Kobieta zdawała sie nie rozumieć pytania, histeryzowała używając bezsensownego zlepku pukatańskich słów.
-Więc jak ta woda leci? - Spytała grzeczniutko Milareza - bul bul bul ?  
Kobieta na chwilę ukryła twarz w chuście a Milareza udając, że nie pojęła tej reakcji powiedziała po unasku:
-Musisz teraz wrócić do domu, narysowała dom  i biegnącą do niego klientkę -Twój dom - powiedziała wskazując kobietę- ty tam biegiem - naśladowała biegnącą postać - zaraz potem narysowała na tablicy wielkie wizjofoniczne kamery i oczy a poniżej biegnącą kobietę - ja cię będę widziała - tłumaczyła przykładając  złożone w lornetkę dłonie do oczu. Gestykulując powtarzała:
-Biegnij, będę widziała i sprawdzę co trzeba zakręcić - zrobiła gest zakręcania unaskiego kurka.
-Nie płacz - tłumaczyła spokojnie - narysuję ci co trzeba zrobić.
 Tymczasem nawiązał z nią kontakt Koror. Pojawił się na jednym z ekranów lotopławy toteż kobieta go nie widziała tylko słyszała, a że mówił po
tolimańsku nie rozumiała.
============
 Małymiś Murmurando słyszał alarm, przyśniło mu się, że wstaje narzuca szybko ubranie, biegnie do auta, jedzie a równocześnie wciąż patrzy na ekran i słyszy rozmowę o bieganiu. Dopiero  rankiem obejrzał zarejestrowany przez jego wizjofon film.   Dwa dni później zwołał naradę.
- Chcę abyście to obejrzeli i ocenili czy powinienem namawiać tę dziewczynę aby podjęła u nas pracę w pełniejszym wymiarze. Oceńcie jak sobie radzi i co musimy skorygować. Pokazał im film..  
-Byłoby lepiej gdyby nie była sama na zmianie - ocenił w pewnym momencie Żbik - wykwalifikowany pracownik z jej pomocą szybko załatwiłby sprawę.
Mógłbym ją mieć w zespole.
-Nad tym pomyślimy, patrzcie dalej. Gdy doszło do momentu namawiania kobiety by wróciła do do domu Jaśmin stwierdził - pozbywa sie problemu, trochę ją rozumiem, ta baba jest wyjątkowo tępa aż chciałoby się ją wziąć za kudły i potrząsnąć - ocenił klientkę.
-Powinna wezwać taksówkę - powiedziała  Takta mając na myśli Milarezę - ale widocznie nie umiała sobie poradzić. Żbik ma rację, nie powinna być sama. Przydałaby się mi jako pomocnica lecz nie samodzielny pracownik.
-A ktoby sobie z takim babsztylem poradził? Ja chyba nie - przyznał się Ryś - a dziewczyna naprawdę się stara, nie jej wina, że klientka to idiotka.
-  Słuchajcie uważnie. - Polecił Małymiś. W scenkę włączył się męski głos.
Patrzyli   i słuchali choć nie rozumieli prowadzonej w uprzejmym tonie rozmowy.
Potem Milareza powiedziała  do kobiety po unasku - doradzono mi abym wezwała taksówkę i hydraulika, mówiąc to narysowała taksówkę i człowieka w stroju roboczym i z torbą narzędzi.  
-Zły pomysł - ocenił Żbik - skąd ta kobieta ma wiedzieć jak wygląda nasz hydraulik?
-Trochę będziesz musiała zapłacić - tłumaczyła Milareza rysując unaski walutomierz ale przynajmniej woda nie bę ... - kobieta nieoczekiwanie uciekła.
Kamery pognały za nią.
W  biegu ściągała perukę. Dobiegła do dwóch mężczyzn, po czym ściągnęła  wierzchnią dość długą szatę by objawić się w bardziej unaskim stroju.
-Malina! - Wykrzyknęło parę osób oglądających film.
-Masz to? Pytali koledzy na filmie.
-A idź! Gówniara omal mnie nie zdemaskowała. W ogóle się nie denerwowała i nie była dostatecznie zabawna nawet kiedy usiłowała mi wmówić, że namierzy mnie miejskim monitoringiem  a na koniec chciała na mój koszt wezwać taksówkę i hydraulika.
(Zrozumiała - stwierdził Żbik)
-Najwyżej byśmy zapłacili - mówił Otosyn.
-A gdzie z nimi miałam jechać?  Spanikowałam.
  Trójka rozmówców stanowiła jedną  ze zmian pracujących w Biniusie.
Dziewczyna była praktykantką, jej szefem bratanek Małymisia.  
-A chcecie tłumaczenie rozmowy między Milarezą a prezydentem Orbortportu? - Zapytał Małymiś.
-To ona aż prezydenta zaangażowała? - Zdumiał się Żbik i zaraz zamilkł, bo już się zaczynał ponownie filmik, mogli sobie obejrzeć scenę rozmowy jeszcze raz. Tym razem z tłumaczeniem na unaski.
Milareza się uśmiechała jakby prawiła uprzejmości. Męski głos pytał:
-Dlaczego wezwałaś agentary do Błędnyryskiego portu?
-Zdalnie pełnię dyżur w Biniusie, dostojny -wyjaśniła -Milareza -  Zjawiła się tam oszustka i chcę ją rozpracować bo nie wiem co chce osiągnąć.  
Zgłosiła taką sprawę, że nawet gdyby nie kłamała, agentary byłyby mi potrzebne aby zlokalizować jej dom i ustalić dlaczego leje się woda.
-Pewnie kran nie dokręcony.
-Wątpię. Ona ma na sobie lepiony strój więc nawet gdyby była Pukatanką, musiałaby tu mieszkać już jakiś czas i umieć dokręcać krany. Ponadto
Pukatanka wezwałaby na pomoc sąsiadów a nie biegła do jakiegoś urzędu. Co więcej, lepiej do niej przemawiają symbole oczywiste dla tutejszych niż znane Pukatańczykom. Ma perukę, nie kojarzy się z żadnym znanym mi narodem oprócz unaskiego, używa bezsensownego zlepku słów wzbogaconego własną
twórczością,  akcent ...
-Starczy, rozumiem. Powiedz jej, że zaraz zamówisz na jej koszt taksówkę i hydraulika.
-Nie podała adresu.
-Nie ważne, zrób co ci każę i daj mi na nią podgląd.
 Jeszcze raz obejrzeli propozycję wezwania taksówki i moment ucieczki Maliny. Milareza kontynuowała swoją wypowiedź już z uśmiechem:  
przynajmniej woda nie będzie robić bul bul.
-Bul bul? - Zapytał niewidzialny mężczyzna.
-No właśnie - odpowiedziała Milareza - jakie to zdumiewające, że nawet lecącą wodę każdy naród naśladuje inaczej. Fascynujące.
- Obejrzymy sobie dokąd uda się ta Unasjaneczka Bul bul - powiedział mężczyzna.
-Sądzisz prześwietny Kororze, że chciała ukraść dane osobowe czy coś innego?
-Nie. W Unasie młodzież jest głupawo dowcipna.
-U nas też ale to byłaby przesada.
-Są bezkarni więc przesadzają.
-Trzeba zatrudnić tę dziewuszkę - domagał się Żbik - na miejsce kogoś z tej trójki. Uważam, że najprościej będzie zwolnić praktykantkę.
-To niesprawiedliwe! - krzyknęła Malina - to wcale nie był mój pomysł!
-Ale wykonanie twoje - odrzekł Żbik - a sprawiedliwości nie ma. Właśnie odbierasz cenna lekcję w tym temacie.
-I ta lekcja jej się należy - pochwalił go Małymiś po czym dodał - ale ja mam bardziej ekonomiczną koncepcję.  Zwolnię tego, któremu najwięcej płacę.
-Chyba stryjek żartuje, przecież to firma rodzinna - oburzył się Otosyn.
-Kto tak twierdzi? Założyłem ją sam przy wsparciu mojego ojca. Mój ojciec nie jest twoim dziadkiem. Mimo to miałeś wysoką pensję. Liczyłem nalojalność a ty sobie żarciki robiłeś z mojej strategicznej pracownicy.
-Jakiej?
-Jak zwał tak zwał, ona jest mi potrzebna, ty nie.  Tylko ploty roznosisz na temat naszych klientów i grasz w gry wizjofoniczne. Kończymy współpracę.
================
Milareza zrobiła notatkę z dyżuru z uwzględnieniem tego co mogłaby zrobić lepiej, co powinna przedyskutować z Małymisiem i czego się nauczyła a rysunek przedstawiający oszustkę zapoczątkował  kartotekę jej klientów w Biniusie. Ogólnie uznała, że sobie poradziła. To dało jej siłę do zmierzenia się z problemami jej biura  w Kloto.
REFLEKSJE RALDARINY
009.JPG

To było dziwne, że Milander zapłacił za mnie bo przecież mógł mnie puścić bez wykupu. Tak mu nawet powiedział jeden z jego ludzi. Odpowiedział, że wszystko musi być zgodne z prawem a pieniądze z wykupu trafić do poszkodowanych rozbojami oraz na fundusz zwalczania przestepczości. Zamiast moich pięknych sukien, dostałam trzy skromne, z wynajmu luksusowego lokum też trzeba było zrezygnować a przenieść się do zaoferowanej przez Milandera klitki w  innym miejscu i podjąć  pracę w fabryce. Już nie jestem płomienną Meliwarettą tylko robotnicą Raldariną ale ... O cudzie Fantegris został ze mną, porzucił dla  mnie wszelkie luksusy. Powtórnie zawarliśmy związek małżeński, tym razem legalny. On też rozpoczął pracę w fabryce, obiecał, że z czasem się dorobimy .  Nigdy jeszcze nie byłam tak biedna i nigdy żaden mężczyzna nie uczynił dla mniewięcej niż on. Właściwie to nie mnie ale Milarezy trzeba żałować bogata, mądra, uczciwa i co z tego?
Nigdy nie będzie tak kochana jak ja. Ostatnie wieści jakie miał na jej temat Fantegris są smętne. Teściowie nie przyjęli jej do domu, małżeństwo zostało zawieszone, wkrótce potem jej mąż uciekł z córką parobka.
  Co prawda w naszym małżeństwie też nie jest różowiutko. Z powodu biedy i ciasnoty
często się kłócilmy ale zawsze potem godzimy.
KIEROWNICZKA
009.JPG

Symelinda  zorientowała się, że tanio samodzielnego pokoju nie wynajmie a w bursie lepiej niż tu  nie będzie. Bardzo nie opłacało jej się unosić dumą z powodu dokwaterowanej smarkatej współmieszkanki bo musiałaby odejść ze szkoły a tego nie chciała. Wyjechałaby niby  popracować w biurze burmistrza a potem wrócić do szkoły ale pewnie raczej wydaliby ją za mąż aby już nie mieszkała w domu ojca i nie kłóciła się z macochą.
  Niespodziewanie weszła do niej Milareza -Przepraszam, że przeszkadzam - powiedziała - chciałabym wiedzieć jakie masz plany.
-Bo co?
-Konkretnie chodzi mi o to czy już znalazłaś pracę.
-Zawsze mogę popracować u ojca w urzędzie.
-Rozumiem. Chciałam ci zaproponować stanowisko kierowniczki w moim biurze. Kiedy mogę mieć konkretną odpowiedź czy ci to odpowiada?
-Dlaczego akurat mnie? -Symelka była podejrzliwa.
-Masz wojowniczy charakter, jesteś osobą uczciwą, na dodatek Arębimaranką, córką burmistrza a to przecież zobowiązuje.
-Do czego?
-Do nie ściągania opłat od ludzi, których na to nie stać.
-Noooo dobra mogę to przemyśleć -powiedziała łaskawym tonem bo przecież skakać z radości byłoby głupio i mało dystyngowanie. -  A jak będzie z dojazdami do szkoły i gdzie tam zamieszkam?
-Kupiłam duży dom,  akurat mniejszych nie było i dobrze bo mam co do niego dalsze plany.  Jeden pokoik mogłabyś zagospodarować, z tym, że sąsiedni zajmuje gosposia.
-Muszę ją najpierw poznać.
-To uczciwa kobieta. Oczywiście masz rację, musisz ją poznać. Jutro sama cię tam zawiozę, później kierowca z Siegridówki będzie was woził.
-Czyli trzy dni będę tu, trzy tam?
-Tak, zgodnie z rytmem nauki.
-Trzy dni w szestnicy jakoś tę małą Hellefrydę zniosę. Co z posiłkami?
-Tego nie zapewniam, W domu jest możliwość ugotowania sobie czegoś, ponadto możesz korzystać z jadłodajni albo przygotować sobie coś tutaj, w moim kompleksie, zabrać w garnkach a potem odgrzewać.
-Rozpatrzę się na miejscu. Nie masz żalu, że tak o wszystko pytam?
-Skądże, przecież wybrałam cię na kierowniczkę. Nie możesz być fajtłapą.
-Będę miała trzy podwładne?
-Na razie tak ale gdybyś nie mogła się dogadać z Rifadą napisz wniosk o zwolnienie.
-Możesz mi już dziś dać do przejrzenia dokumentację?
-Po podpisaniu umowy.
-Mały szantażyk?   Dobrze, daj mi tę umowę, zapoznam się i chyba podpiszę.
-Podobno prowizje są zbyt małe - powiedziała Milareza.
-Przeżyję - machnęła ręką Symelinda. Potrzebowała tej pracy aby kontynuować naukę.
-Pomyślałam, że mogłybyście mieć jakąś dodatkową działalność, haftowanie czy coś, oczywiście należałoby załatwić zezwolenie.
-A introligatornia? Bo mój dziadek jest introligatorem, trochę mnie nauczył.
-Zaczniemy od uzyskania zezwolenia. Postaram się aby to była introligatornia.
   Kiedy Symelka o wszystkim opowiadała  na tańcach Gawigerowi, to jednak skakała z radości. Byli w ogrodzie i sądziła,że nikt po za nim tego nie widzi ale Emriwalda czuwała.
-Jaka ty się piękna robisz gdy się cieszysz - powiedziała zjawiając się nie wiedzieć skąd - zimno zaczyna się robić, zmykajcie na salę. Byli w domu rodziców Gawigera, na bal zaprosiła Symelindę i Emriwaldę jego siostra.
On też się cieszył bo znalezienie pracy oznaczało, że Symelka zostanie w tych okolicach na dłużej. Tańczyli jak szaleni.
 

nurt
 

009.JPG

 Dodatkowe zezwolenie Milareza załatwiła niemal od ręki gdy tylko upewniła się, że Milander sfinansuje założenie introligatorni. Dostały świetny sprzęt i materiały oraz instruktora a na jego lekcje przyjechała też Rezeryka z Milarykiem i Rezemcią. Niestety doszło do przykrego incydentu.
Milaryk dostał w twarz gdy po raz kolejny chciał włożyć ręce pod nóż gilotyny by zademonstrować jak maszyna się zatrzymuje. Rezeryka bywała nerwowa. -To nie jest zabawka - powiedziała gniewnie - w najlepszej maszynie może nagle zawieść mechanizm.
Zrobiły sobie teczki na dokumenty, kartonowe pojemniki na równo przycięte arkusze papieru różnej wielkości oraz tulejki na listy.
-Bardzo praktyczna ta dodatkowa działalność -stwierdziła Nala - same możemy robić wyposażenie biura.
-Nie wiadomo tylko czy ktoś to będzie chciał kupować - Rifada była sceptyczna - ja bym radziła
wprowadzić proponowane przeze mnie poprawki do regulaminu.
-Nie bądź pazerna - odpowiedziała jej Rezeryka - jeżeli okaże się, że zarabiasz za mało zawsze możesz się zwolnić i poszukać czegoś innego.
-Nie zgadzam sie na twoje poprawki - dodała spokojnie Milareza.
-Co to za poprawki? -Spytała Symelinda. Odpowiedziała jej Rifada.
-Uważam, że nikt nie powinien być faworyzowany gdy chodzi o koszty. Taką sama pracę wykonamy dla biednego i bogatego więc tak samo powinni płacić.
-Mój  ojciec uważa, że to dobry pomysł aby biedni nie płacili bo bogaci maja swoich sekretarzy i prawników więc do nas nie przyjdą a potrzebujemy jakichś klientów w celach szkoleniowych. Musimy jeszcze mieć porządny szyld i ogłoszenia na słupach - oświadczyła Symelka.
-Wy możecie się bawić ale ja muszę zarobić - upierała się Rifada.
-Milareza może reklamować nasze wyroby podczas wizyt w innych miastach i dowozić je do odbiorców -proponowała Nala.
Milareza nie była zachwycona tym projektem ale powiedziała tylko - teraz rzadziej jeżdżę.
-Coś wymyślisz - beztrosko odpowiedziała Symelka.

009.JPG


ZASTĘPSTWO ZA DAGRIDĘ

Milareza udała się do Isage aby doposażyć dom Orborta we wszysytko co było potrzebne do użytku
oraz wytwórczości, odwiedzić Dagridę, przywieżć jej nagrania lekcji i materiały, o które prosiła poprzednim razem. Koleżanka została zatrudniona jako nauczycielka ponieważ bardzo sie spodobała naczelnikowi okręgu towarzysząc z grupą innych osób Milarezie w załatwianiu spraw urzędowych. Tłumaczyła wszystko Santrze z haberlandzkiego na bambelocki.  Poliglotka z niej - powiedział wtedy - a dzieci powinny się uczyć obcych języków, przynajmniej te zdolniejsze.
   Dagrida nie wyszła Milarezie na przeciw, miała wysoką gorączkę. Na szczęście Kimprusja się nią
umiejętnie opiekowała.
-Jak to dobrze, że  jesteś dostojna Milarezo - powiedziała - już dwa razy trzeba było odwołać lekcje to jutro ty przeprowadzisz.
-Ja?  Jutro? - Milareza nawet nie miała czasu się przestraszyć  a Kimprusja nie widziała problemu.
Przecież kończyły kursy w tym samem zespole szkół. Nieważne, że inne.
-Zobacz  wszystko co nauczycielka ma w biurku a na pewno sobie poradzisz- powiedziała
pogodnie.
Kimprusja była miłą kobietą. Odkąd została wdową i z winy pazernych krewnych męża utraciła
dom, tułała się z dziećmi spędzając zimy u coraz to innego gospodarza a tego arla  zarekomendowano ją Milanderowi na gosposię w Isage. Milareza liczyła się z nią i szanowała ale nie zamierzała prowadzić żadnych lekcji. Obiecała , że znajdzie zastępstwo.
 Przede wszystkim zajęła się Dagridą.  Zdaniem znających się na tym domowniczek a niezależnie
od nich Rezeryki i medyka mirona korzystających z pomocy automedów, Dagrida źle znosiła haberlandzką zimę. Milareza zdecydowała się ją stamtąd zabrać. Wahała się tylko gdzie. Dagrida
postanowiła, że do jej rodzinnego domu.
Jeszcze  tego dnia  Milareza udała się do Eneroze poprosić o pomoc w znalezieniu zastępstwa.
   Nieoczekiwanie Eneroze odmówiła.  Twierdziła, że w tak krótkim czasie nikt się do lekcji nie
przygotuje.
Milareza miała jednak wrażenie, że kryje się za tym coś innego. Eneroze chyba czuła urazę tylko nie wiadomo było o co.
Nazajutrz wróciła do Isage sama.  Tego dnia przeprowadziła wspólną dla trzech oddziałów lekcję o tym jak najłatwiej zapamiętać niektóre często używane znaki pisarskie. Początkowo jeden z uczniów usiłował jej przeszkadzać, poprosiła aby to on wykonywał na tablicy rysunki i szło mu wystarczająco dobrze by nie zmarnował jej lekcji. Zresztą jeśli rysunek nie pasował do znaku pisarskiego, który chciała na nim wykonać mówiła: "dobrze ale ...", uzasadniała co jest nie tak a jeśli się denerwował, rysowała sama. Dopiero następnym razem była do lekcji  porządnie przygotowana i to na dwa dni gdyż planowała jeszcze tegoż dnia jechać do szkoły guwernantek w Bapri więc w razie niepowodzenia nie miałaby już czasu się przygotować.  Mało brakowało a zmieniłaby plany bo akurat tego dnia dotarła do szkoły podziemnym szlakiem para wizytatorów. Była to zarazem para małżeńska co w Haberlandach nie było rzadką praktyką. Oboje usiedli na śpiesznie dostarczonych im krzesłach z tyłu sali, Kimprusja przyniosła im ciepły, sycący napój a na salę powchodzili też niektórzy, niezbyt w tym momencie zajęci, za to ciekawscy domownicy. Stresowali Milarezę bardziej niż wizytatorzy. Na szczęście wiedziała co ma robić.
Zdążyła już przydzielić do wykonania zadania najstarszemu i najmłodszemu oddziałowi a teraz mimo harmidru, który zresztą w skutek tego ucichł, zajęła się średnim. Poprowadziła lekcję rachunków. Poprosiła chłopca, który wcześniej jej przeszkadzał o narysowanie pięciu jabłek na talerzu.
-Ty rysuj - odrzekł. Chwilę na niego popatrzyła, potem powiedziała:  Dobrze. Wyobraźmy sobie taką
sytuację: Wybierasz się paść ...
-O tej porze arla? - Zrobił kpiąco zdziwioną minę.
-Nie. Wyobraźmy sobie, że jest lato wybierasz sie paść owce a w wielkiej misie leżą jabłka. Masz na
nie wielką ochotę, nabierasz na talerz pięć (narysowała) i wsypujesz do wora.
-Po co na talerz?
-Taką masz fantazję. Potem nabierasz jeszcze trzy razy po pięć jabłek - narysowała jeszcze trzy talerze (ale już bez jabłek) - wsypujesz do wora i cieszysz się bo masz dużo jabłek. Ile?
 Zrobiła przerywnik by poprosić wszystkich uczniów ze średniego oddziału o wpisanie w zeszytach działania 4x5. Nim skończyła mówić chłopak dał odpowiedź - tyle ile ja i ty mamy palców u obu rąk.
-Czyli?  - Zapytała.
-Ja mam ...- zaczął.
-20 - wykrzyknęła  dziewczynka z najmłodszego oddziału, wszyscy się roześmieli ale nie Milareza - tak, masz rację,- przyznała - razem jest 20.  A teraz - zwróciła się do chłopca
wyobraźmy sobie, że masz ogromną ochotę na te jabłka, nawet myślisz, że zjesz wszystkie zanim spotkasz się z kolegami, którzy ...
-Nie. Ja bym się z nimi podzielił!  
-W porządku.Zadanie miało być trochę inne ale dostosuję do twoich zwyczajów. Spotykasz czterech
kolegów.
-Mam trzech.
-Tym razem przyszedł jeszcze jeden. Dzielisz sprawiedliwie jabłka.
-A jeśli są nierówne?
Mama chłopaka z dumą zachichotała. Milareza uznała siebie za zbyt młodą aby ją pouczać toteż zwróciła się do chłopca - dlaczego ty mi to robisz? Jest wizytacja, na dodatek wasi rodzice mnie oceniają, jestem wystraszona ...
-Ty? Akurat!
-A jednak. Przecież nawet twoja mama się ze mnie śmieje, czy ty wiesz jak mnie to boli? Naprawdę chciałbyś abym się za chwilę rozpłakała i uciekła a potem ze wstydu bała się tu pokazać? - Błagalnym gestem udało jej się powstrzymać jednego z mężczyzn przed zabraniem głosu. (prawdopodobnie miał to być głos w jej obronie)
-No dobra. Jabłka są równe. Każdy dostaje pięć - ocenił chłopiec..
-A ty?
-Co ja? ... O, przepraszam, każdy dostaje...  cztery. Ja też.
-I to jest dobra odpowiedź. Kto mi powie jakie działanie powinniśmy teraz zapisać w zeszytach?
Potem poprowadziła lekcję śpiewu dla wszystkich.  Dagrida planowała zaczęcie nauczania pieśni: "Pragniemy dumą być dla naszej szkoły" w wersji haberlandzkiej ale Milareza śpiewała średnio, przyniosła więc film z przygotowywania tejże pieśni przez degedeński chór, prowadzony przez Tagunaka.Oczywiście chór śpiewał po karebordżańsku. Szkoda ale właśnie tę najtrudniejszą dla niej lekcję i dwie inne wizytatorzy pozwolili jej przeprowadzić a  lekcję rysunków zabrali na odpytywanie uczniów.
Spodziewała się, że po zajęciach wizytatorzy omówią z nią lekcję. Niestety już się śpieszyli i nawet zaoferowany im przez Kimprusję obiad  wzięli w słoiki. Obiecali przysłać protokół.
  Dopiero w Bapri dowiedziała się Milareza, że każdy okręg ma swojego "zapasowego" nauczyciela.
-Dziwne, że nikt ci o tym nie powiedział - zauważyła dyrektorka szkoły.
-Mało, że mi nikt nie powiedział - zaśmiała się - domownicy oczekiwali, że przeprowadzę lekcję a na dodatek miałam wizytację i wizytatorzy też mnie nie poinstruowali.  
-A wiedzieli, że jesteś na zastępstwie?
-Wydaje mi się mało prawdopodobne aby się nie zorientowali choć w zasadzie wcale ze mną nie rozmawiali, przyjechali gdy już zaczęłam prowadzić lekcję wyszli nim skończyłam, nawet żadnych końcowych uwag nie było.
-Przyślą protokół. Jak zawsze negatywny. Ważne czy zarzuty będą bardzo czy mało istotne. Jeżeli
napiszą, że jesteś za niska i nic po za tym, to znaczy, że lekcja była przeprowadzona rewelacyjnie.
-Nie była, jednak  cele lekcji zrealizowałam.  Cieszę się, że mogłam cię poznać czy znasz może
adres nauczycielki na zastępstwa?
-Niestety będziesz musiała odwiedzić naczelnika Isage, on wyśle wiadomość do naczelnika okręgu
a naczelnik okręgu przyśle nauczyciela.
-A nie mogę lecieć prosto do Raugdaege ?
-Nie. Bo naczelnik Isage czułby się pominięty.
No trudno. Udała się do naczelnika Isage.
Widzieli się gdy instalowała w Isage Dagridę ale jej nie rozpoznał. Domyśliła się tego po jego
spojrzeniu.
-Witaj dostojny naczelniku Isage zapewne mnie nie pamiętasz. Jestem Milareza Milanderówna -
przedstawiła się.
-No jakże mógłbym cię nie pamiętać? - Wykrzyknął - szkoda, że nie przybyłaś wcześniej, byli u nas wizytator i wizytatorka na obiedzie. Od razu poproszę cię abyś zawiozła Dagridzie protokół
a jakąż masz do mnie sprawę?
Wzięła protokół i schowała w teczce na dokumenty.
-Piękna teczka - zauważył
- To z mojej introligatorni - wyjaśniła. W zasadzie założyłam biuro porad prawnych i korespondencji urzędowej ale aby moje koleżanki a zarazem pracownice mogły nieodpłatnie pomagać ubogim a mimo to zarabiać,  dodałyśmy do biura introligatornię. Robimy takie teczki, notesy, segregatory, oprawiamy książki ...
Miałbym do oprawienia starsze akta.
Omówili najpierw tę sprawę, potem sprawę nauczyciela i dopiero wtedy naczelnik dowiedział się, że Dagrida jest chora a Milareza nie wiedząc jak załatwić zastępstwo sama przeprowadziła lekcje. Obiecał, że  na pojutrze nauczyciel będzie na pewno. Tak więc nazajutrz znów ona prowadziła zajęcia. Odleciała dopiero kolejnego ranka po zobaczeniu się z nauczcielem.
Najpierw odwiedziła Dagridę, razem przeczytały protokół, bo Dagrida czuła się już w miarę dobrze. Napisała tylko tyle, że rada jest z pozytywnej oceny umiejętności swych uczniów i przeprasza, że dwukrotnie lekcje się nie odbyły ale stało się to z powodu jej niezawinionej niezdolności do pracy w tych dniach. Na całą listę zarzutów tyczących prowadzenia wizytowanych lekcji oraz zarzut  prowadzenia niezgodnej z planem lekcji w przeddzień wizytacji, odpisała Milareza.
-Ależ miałam farta, że mnie ta wizytacja ominęła - stwierdziła Dagrida.
Należało jeszcze dostarczyć kopię protokołu i wyjaśnień do szkoły Dagridy. Na szczęście nie musiały przepisywać, Milareza zrobiła fotografię i doręczyła kierowniczce szkoły. Ta czytała pisma pomrukując potem powiedziała - a nie mogłaś się zwrócić do mnie? Wysłałabym tam dziewczynę z Haberlandów na zastępstwo.
-Były pewne przeszkody a potem okazało się, że tam mają nauczyciela, który jeździ na zastępstwa i to jego należało ściągnąć  drogą służbową. Podaj mi jeżeli możesz dane tej uczennicy. Niczego nie obiecuję ale będę miała ją na uwadze gdyby ktoś mnie pytał czy nie znam odpowiedniej kandydatki.
Dopilnowała jeszcze i wzięła czynny udział w ekspresowym wykonaniu zamówienia dla naczelnika
Isage, dziewczyny dorzuciły  gratisowy notes i segregator z wklejkami informującym gdzie je
wykonano a Milareza osobiście podpisała na grzbietach  księgi z dokumentami ponieważ naczelnik
zachwycał się jej pismem.
 

nurt
 
009.JPG

Trzy dni później planowała lecieć do Isage lecz Milander życzył sobie aby odwiozła do Unasu Knieję, Korala która samotnie wypłynęła łodzią na ocean. W tej sytuacji odwiezienia zrealizowanego zamówienia,  dotyczącej go faktury,  i wyjaśnień do protokołu z wizytacji podjął się kto inny.  Milareza porządnie to
spakowała i opieczętowała.
Gdy już miała wyjeżdżać i to z samego rana, zjawiła się Eneroze. Chciała prosić o wycofanie wymówienia dla Rifady.
-Jakiego wymówienia? - Zdumiała się Milareza
-zbadam sprawę po powrocie. Wybacz mi. Teraz
muszę już lecieć ale obiecuje, że na pewno się tym zajmę i podejmę uczciwą decyzję.
Zechciej proszę odwiedzić Emriwaldę, jestem pewna, że przyda jej się miła pogawędka.
Od razu zawiadomiła Emriwaldę a wiedząc, że biedulka, aczkolwiek miła pogawędka faktycznie jej się przyda, musi się zwlec z łóżka, połączyła się też z kuchnią by któraś z mających dyżur dziewcząt  Ewaldyna lub Symelinda wyszła Eneroze na przeciw. Potem jeszcze raz przeprosiła i odleciała dostosowując prędkość do utraconego czasu. Najpierw poleciała po Dagridę. Tu też trochę czasu zmarudziła ale nie przewidywała, że będzie inaczej. Koniecznie chciano ją ugościć a ojciec Dagridy oświadczył, że jego córka nie wróci do Haberlandów.  Tutaj w pobliżu jest dla niej praca, będzie jej łatwiej uczyć karebordżańskie dzieci.
Od gościny jakoś się wymówiła a i tak zużyła całą rezerwę czasową choć przewidziała dużą. Ojciec Dagridy tak się rozgadał, nie dając szans na normalne pożegnanie, że ze słowem: przepraszam uciekła nim  dokończył swą rozwlekłą opowieść. Na spotkanie z kurierem musiała już rozwinąć maksymalną prędkość.
==============================
Dzika jakaś ta dziewczyna - powiedział niezadowolony ojciec Dagridy.
-Wcale nie, -odpowiedziała Dagrida -tylko kiedy ma wybierać czy być grzeczna czy punktualna, zawsze wybiera to drugie. Mogliście jeszcze trochę pospać, przecież wam mówiłam, że nie umawiała się na rozmowę tylko na to, że mnie zabierze. Innym razem zaproszę ją specjalnie to dokończysz tę anegdotę.
-Tylko najpierw zrób sobie streszczenie, żeby inni też mieli się szansę odezwać - dodała matka Dagridy - i patrz na rozmówcę, ona już ze trzy razy próbowała się grzecznie pożegnać.
Ojciec coś tam pomruczał i  długo był  obrażony,  jak zawsze w takich razach nie zjadł obiadu twierdząc, że mu nie smakuje.
Matka tym razem się nie przejęła, wyrzuciła wszystko dla zwierząt domowych i gdy ojciec zgłodniawszy sam zapytał czy nie ma czegoś do przygrzania, powiedziała -nie, zaczekaj do kolacji.
-A co będzie na kolację?
-Chleb i kawa.
-A chleb z czym?
-Z kawą. Kawa mi zawsze się udaje
------------
PRACA DLA DAGRIDY
009.JPG


 Dagrida pewnie sprzeciwiłaby się ojcu gdyby nie  to, że zimą haberlandzkie dni były bardzo krótkie a to
ją przygnębiało. Może dlatego, ona zwykle tak odważna, nie mogła sobie poradzić z urwisem podziwianym przez mamusię. Ponadto z protokołu kontroli wynikało, że niektórzy chcą ją stamtąd wysiudać. Nie warto było sprawdzać czy to się im uda. W dodatku była szansa dostania posady w jednej z trzech szkół jej miasteczka. Nie uczyłaby trzech oddziałów naraz i nie wszystkich przedmiotów lecz wyłącznie poetyki.
Porządnie się przygotowała i poszŁa przeprowadzić  "pokazową" lekcję. Miała ogromną tremę dopóki nie wypowiedziała pierwszego, wykutego na pamięć zdania:  Witam, jestem Dagrida, córka tutejszego tłumacza.
Dalej szło lepiej, nie recytowała z pomięci lecz elastycznie dostosowywała się do sytuacji. Zdążyła
pomyśleć, że może wygrać ten swoisty konkurs gdy nagle do klasy wtargnęła Czirfa i poczęła ubliżać jej z powodu rzekomego romansu ze swym narzeczonym. Zarzucała, że leci na jego spadek.
Dagrida wiedziała o spadku bo ojciec jej napomknął, dając do zrozumienia, że gdyby chciała odnowić bliską znajomość, nie będzie miał pretensji. Odpowiedziała krótko - nie ma czego odnawiać  - potem przestała o tym myśleć a teraz sprawa wróciła i to w tak ordynarnej formie.
-Przegrałam - zrozumiała  i po prostu usiadła wpatrzona w koleżankę. W pewnym momencie jej wzrok padł na notes. Milarezę niektórzy w szkole przezywali "Pozwólzanotują" bo gdy nie umiała lub nie chciała komuś od razu odpowiedzieć mówiła: pozwól, że zanotuję - po czym sięgała po notes co dawało jej choćby chwilę na przemyślenie. Teraz Dagrida sięgnęła po swój i zachęciła Czirfę - mów dalej, ja zanotuję i w bardziej kameralnych warunkach wyjaśnię, że masz złe informacje. A pytałaś Obannewutara?  Bo wiesz ja wcale się nie zdziwiłam, że mnie nie odwiedził w czasie choroby.  Aż tak się nie przyjaźnimy.  Do Degeden też za mną nie pojechał a za tobą poleciałby na kraj świata. To nie jest w porządku, że mu nie ufasz, no ale jeśli chcesz zniszczyć ten związek, to twoja sprawa, mów, mów, ja słucham. co już wychodzisz?
Czirfa wyszła bez słowa.
W domu rodzice byli rzecz jasna ciekawi jak jej poszło.
-Poszłoby - odpowiedziała - gdyby nie ta idiotka Czirfa - wtargneła mi na lekcję z awanturą, że niby ja chcę jej odbić Obannewutara. Nie wiem skąd te urojenia!
- A może powinnaś się w okół niego zakręcić - powiedział ojciec.
-Przypominam, że właśnie z powodu nieuzasadnionych podejrzeń, że się kręcę, wysłałeś mnie do
Degeden.
-Żałuję. Pamiętaj, że jesteś lepszą partią niż Czirfa.
-To nie zmienia faktu, że on zawsze kochał Czirfę a ze mną nigdy nic go nie łączyło po za podobnym poczuciem humoru.
-To już dużo - odrzekł ojciec. Dagrida nie odpowiedziała ani słowem. Nie było sensu.

KONTROLA W BIURZE
009.JPG


-To miało zostać między mną a Symelindą - narzekała Rifada - kiedy się dowiedziała, że jestem krewną Zywagera i twoją, natychmiast wycofała wniosek o zwolnienie.  
-Powiedziałaś jej, że jestem twoją ciotką? Brawo  -ironizowała  dyrektorka.  -Za to mnie zapomniałaś powiedzieć, że już się z Symelką dogadałaś,byłabym nie interweniowała w twojej sprawie u Milarezy.  To ode mnie się dowiedziała.
-Nie mówiłaś, że będziesz interweniować.
-Czyli to moja wina?  Niech i tak będzie. Powiedz mi dokładnie o co spytała Symelindę?
-Czy zamierzała przedłożyć jej wniosek o moje zwolnienie. Symelinda twierdzi, że zaprzeczyła a Milareza powiedziała tylko - aha.  Za to dzisiaj nas obie wezwała i zapytała dlaczego wzięłam od Cziwaki pieniądze za napisanie podania o zapomogę na leczenie córki skoro z podanych przez nią danych wynikało, że ją na to nie stać. Symelinda jej powiedziała, że już wyjaśniała sprawę i ustaliła, że klientkę stać na to aby jej syn
się upijał więc nie jest słuszne odciążać ją od zapłaty bo co zapłaci tego już jej synalek nie przepije. Milareza powiedziała:- aha, to na razie wszystko.
    Tak jak się obawiała Eneroze wszystko to to nie było. Wkrótce Milareza posłała Rifadzie przez kuriera oficjalne ostrzeżenie. napisała m.in., że do zadań biura nie należy ocenianie dlaczego ktoś jest biedny a wyłącznie uznanie tego faktu.
Tego Eneroze dowiedziała się od Zywagera bo to do niego Rifada z tym pobiegła. Nie był zachwycony.Poprosiła by cofnął wydane Milarezie zezwolenia.
-Ukończyłaś pierwszy kurs pomocnic biurowych i nie wiesz, że musiałbym mieć powód? -Zapytał.
-Wymyśl jakiś - żądała - Najlepiej szybko by nie zdążyla zrealizować zamówienia z Unasu.
-Ona nie zdąży? - Zdziwił się.  No to tatuś zrealizuje je dla niej w innym miejscu. Nic jej nie zrobisz.
Jedynymi osobami jakie skrzywdzisz będą inne pracownice biura a po Milarezie to spłynie. Radziłbym zacisnąć ząbki i normalnie chodzić do pracy albo pogodzić się z tym, że nigdy nie będziesz urzędniczką i rozejrzeć za mężem.
-A ty nie możesz mi pomóc?
-Po opuszczeniu przez ciebie biura Milarezy?  Każdy ewentualny pracodawca będzie dociekał dlaczego, będą wypytywać Milarezę, a mnie przepraszać, że nie mogą cię zatrudnić bo brakuje im pieniędzy na ten etat albo bo jesteś ładna a żona  zazdrosna. Coś wymyślą byle się wymówić. A to, że jesteś moją kuzynką będzie działało na twoją niekorzyść. O dziewczynie bez koligacji pomyśleliby może - a zobaczymy czy się sprawdzi, jeśli nie, to zwolnimy. O tobie: jeśli się nie sprawdzi trudno będzie ją zwolnić bo Zywager się pogniewa, już lepiej wcale nie przyjąć.
No i widzisz tak samo wygląda sprawa Milarezy, lepiej byłoby nie dawać jej zezwoleń niż je później wycofywać.
  Mimo wszystko nasłał kontrolę na biuro Milarezy.
Postarał się by Eneroze w niej uczestniczyła. W biurze wszystko było w porządku. Najbardziej komisję zainteresowały sprawa Cziwaki oraz dwa "oficjalne ostrzeżenia".  Symelindzie Milareza zarzuciła, że pozwala aby na pracę biura wpływały osoby do tego nieupoważnione i bardziej się liczy z ich zdaniem, niż ze zdaniem właścicielki a po za tym zataja przed nią istotne tyczące pracy biura fakty.
Rifadzie, że mimo dwukrotnego tłumaczenia   nadal lekceważy jej postanowienia a wprowadza swoje.
  Od Nali Komisja dowiedziała się, że Milareza odwiedziła biuro wkrótce po swoim powrocie z Unasu i najwyraźniej wiedziała czego szukać. W teczce leżącej w biurku Milarezy znaleziono zestawienie dyżurów Rifady z dyżurami i kontrolami Symelindy w krótkim ale trafnie wybranym okresie. Później Eneroze uświadomiła sobie, że kończył się na dniu, w którym odmówiła Milarezie pomocy.
Sprawę Cziwaki Milareza zbadała poprzez przeprowadzenie rozmów z nią, członkami jej rodziny i sąsiadami, opracowała plan pomocy rodzinie i wysłała pisma do kompetentnych instytucji. Te dokumenty były porządnie wpięte w specjalnie założoną teczkę. W piśmie do naczelnika zadeklarowała, że jeśli syn klientki wyrazi zgodę na leczenie, gotowa jest ponieść koszty. Podała do jakiej kwoty. Na pewno wystarczającej.
    Przewodnicząca Komisji spytała Symelindę dlaczego Milareza wysłała ostrzeżenia przez kuriera.
-Tego mogę sie tylko domyślać - wyjaśniła burmistrzanka - prawdopodobnie nie chciała konfrontacji. Kiedy kurier dostarczał ostrzeżenia już jej w naszych okolicach nie było.
-Dała wam czas abyście ochłonęły i nie zrobiły nic głupiego - powiedział jeden z kontrolerów - to stara zagrywka nawet jeśli ona sama na nowo ją wymyśliła.
-Czyli nie chciała was stracić tylko zdyscyplinować - podchwyciła Eneroze - jej prawo.
 
   Milarezy nie było przy kontroli. W tym czasie zawiozła Neanę do Isage aby zapytać czy nada sie za Dagridę,Gdyby się okazalo, że nie, odwiozłaby ją na jakiś czas do rodzinnego domu. Nie było takiej potrzeby.  Naczelnik się ucieszył bo nauczyciela na zastępstwa potrzebowano już w innym miejscu a nie chciał obsadzać stanowiska w Isage póki nie dowie się co z Dagridą, zresztą nie wszędzie łatwo było dojechać podziemiami a zima była ciężka. W pośpiechu zorganizowano, krótkie pożegnanie dla Dagridy, która też przyleciała bo Milareza zproponowała jej wyjazd na Meduzę do ośrodka kształcenia imigrantów przybyłych do Unasu z Pukatanu. Potem jeszcze odwiozły zastępczego nauczyciela do oczekującej go szkoły i odleciały na Meduzę.
 

nurt
 
Milareza na dwa dni przed egzaminem z prawa międzynarodowego dowiedziała się, że wkrótce po tym egzaminie powinna lecieć do  Haberland i stanąć w lotopławie dokładnie na podanej pozycji w pobliżu trasy z Unbdake do Żibcauzwiry.  Bo na tej trasie zbójnicy planują napaść Arnusza i Czezinaro. Egzamin musiałby się skończyć punktualnie aby zdążyła. Milander powiedział, że on sam nic w tej sprawie nie zrobi bo to jej mąż i rywalka niech więc ona decyduje czy ich ratować. Nie znosiła takich sytuacji. W noc przed egzaminem przyśniło jej się, że Szuarad się spóźnił a potem przepytywał ją dwakroć dłużej niż powinien i lecąc bała się, że zastanie ciała kochanków na drodze. Na szczęście nim doleciała sen się zmienił. Tym razem wybiegła z sali egzaminacyjnej punktualnie a Szuarad krzyczał za nią, że jej tego egzaminu nie zaliczy.
 Rano wstała wcześnie, przepracowała zmianę planów. Wysłała lotopławę zdalnie nią sterując a sobie zostawiła kapsułę aby dotrzeć na miejsce z ewentualnym opóźnieniem i jeszcze z kapsuły
zarządzać lotopławą.
  Szuarad się nie spóźnił. Spóżniła się za to Luirduetea  ale on to zlekceważył i powiedział do pozostałych członków komisji: zaczynamy. Milareza starała się odpowiadać na pytania krótko, jasno, treściwie.  Skończyli przed czasem. Podziękowała pięknym ukłonem.
-To ja dziękuję, że mi nie zmarnowałaś czasu - odrzekł Szuarad.
  Oczekująca przed salą Rezeryka od razu zapytała - a gdzie lotopława?
-Wysłałam do Haberland.
-Bez kierowcy?
-Ustawiłam na trasie punkty przekaźnikowe aby sterować lotopławą.
-Zaraz tam polecę w kapsule.
-Po co? Teraz biegniemy do mojego auta i monitorujemy wydarzenia.
  Tymczasem  Arnusz i Czezinaro wyruszyli w drogę sporo  przed czasem i w skutek tego przyspieszyli bieg wydarzeń. Milareza nie zdążyłaby gdyby dopiero teraz wyruszyła lotopławą.
-Przewidziałaś to? - Spytała Rezeryka podczas gdy Milareza szykowała się do wyświetlenia mirażu z przestrzennym obrazem i odpowiadającym mu dźwiękiem.
-Nie. Śniło mi się, że to egzamin się opóźnił. Uwaga, puszczam konnicę.
-O tej porze arla?
-Ouuu - jęknęła - za późno na zmianę planów.  Miejmy nadzieję, że zadziała efekt zaskoczenia.
================================


ARNUSZ I CZEZINARO
009.JPG


W zajeździe ludzie coś tam śpiewali a, że Arnusz miał piękny głos i był w dobrym humorze bo po kąpieli, to podśpiewywał jak większość na koniec każdej zwrotki: o jo ...o jo o jo jo joj.
Tak mu się jakoś ta piosenka przykleiła, że potem jeszcze w drodze ją śpiewał:
-On był prześliczny, ona roztropna a wszyscy ludzie zdziwieni, że się kawaler śliczny lecz głupi z mądrą lecz brzydką chce żenić. O jo... o jo o jo jo joj.
-Mógłbyś już przestać - zdenerwowała się Czezi - w gospodzie byłam z ciebie dumna, że tak się umiesz kamuflować ale tu już nie musisz.
A swoją drogą podła jest ta Milareza, że taką pieśń przed nami rozpowszechnia. Przecież bez jej pomocy by aż tu nie dotarła!
Gdy drugi raz usłyszał tę piosenkę też nie wszystko zrozumiał ale niektóre frgmenty doskonale:
"Żyło tam dwoje prześlicznych dzieci przyrzekli sobie małżeństwo
Lecz gdy dorośli zły traf w nich wzniecił żądzy bogactwa szaleństwo.
Jemu dziewczynę majętną rają więc ona płacze gdzieś w kątku.
A on jej szepcze - ja ją zostawię lecz wpierw obiorę z majątku .... "
W Pingebe usłyszeli tę piosenkę w wykonaniu wędrownych śpiewaków.
Śpiewacy stanowili rodzinę. Młodszy z mężczyzn zaczepił ich później na targu. -Witajcie. Jestem Saikz -przedstawił się w naturalny, miły, przyjazny sposób.
-Właśnie też kupujemy warzywa i dowiedzieliśmy się, że jedziecie do Szar. A my potrzebujemy pomocy -wyjaśnił - i szukamy dobrych ludzi - to nadal brzmiało bardzo naturalnie a jego uśmiech był ujmujący - którzy zechcieliby nas przygarnąć. Chodzi o to, że mamy tylko wózek z bagażami, który ciągniemy oboje z żoną. Córeczkę możemy od czasu do czasu na niego wziąć, choć lekka nie jest i żonie jest za trudno a kiedy mała idzie samodzielnie to ciężko nam na nią zwracać uwagę.
Jeszcze gorzej z teściem bo nie nadąża.Czy nie moglibyście tej dwójki wziąć na swój wóz?
Doprawdy ciężko byłoby mu odmówić, zresztą miało to tę dobrą stronę, że w grupie to już na pewno nie mogli się nikomu kojarzyć z bohaterami pieśni. Minusów było więcej. Musieli na przykład bardziej niż dotąd pilnować by mówiąc coś do siebie używać nowych już w początkach podróży wymyślonych imion, nie mogli też poruszać się tak szybko jak dotąd .
Niestety okazało się, że minusów było więcej niż oczekiwali. Córeczka Saikza była nieznośna, teść jeszcze bardziej. Strasznie ich wypytywał, musieli zmyślać i zapamiętywać co zmyślili.
Miał swoją ulubioną piosenkę, być może był to przypadek ale to była właśnie ta żądzy bogactwa.

009.JPG


Na pierwszym postoju gotowali. Dzieciak, przeszkadzał, starzec nie pomagał. Siedział na kamieniu i śpiewał piosenkę, za którą kark mu mieli chęć skręcić:  "Łach łach łach łach.  Aby zażegnać wielkie nieszczęście oddał ją ojciec w zamęście. Piękna, posażna, każdy by chciał być z nią parą, gdy jeszcze trwało huczne wesele, spostrzegła się Czezinaro.
Gdy sie spostrzegła to przeraziła, że matką wkrótce zostanie więc do Arnusza śle jak najprędzej swe rozpaczliwe wołanie.
Przez Tederitko wzywa Arnusza bo ją ufnością obdarza lecz zapomniała jak wyszydziła tę brzydką córkę miotlarza.
Arnusz więc przybył a gdy radzili tamta się cichcem zakradła i wyrzuciła oknem ich szaty uciekli więc w prześcieradłach   Łach łach łach łach. "
  Śpiewka kłamała. Tederitko zrzuciła jakieś ubrania w tym szal Czezinaro z dachu, nie okna. Coś tam przy tym wrzeszczała, Arnusz, ledwo zaczęła tę akcję, kazał Czezi zostać a sam czmychnął na tyle szybko, że mógł udać przed biegnącymi po schodach wyskakującego z zupełnie innej izby, porozdzielał, gdzie, kto ma sprawdzić. Czezi narobiła krzyku, że ktoś jest na dachu a że oboje ona i Arnusz byli kompletnie ubrani, bez trudu wmówili wszystkim, że Tederitko żarty sobie stroi. Uciekli dopiero nad ranem, przyodziani ciepło, stosownie do pory dnia ale nawet nie pomyśleli o zabraniu też ubrań zimowych. Za to byli zaprowiantowani i  wozem od Milarezy a nie pieszo jak sugerowała śpiewka.
Eteszta pośpiewawszy sobie zażądał aby szybko podawali obiad bo kona z głodu. Czezinaro na złość uparła się, że zjedzą wszyscy razem.
Gdy wreszcie Saikz i Szegdalo przybywszy obmyli się i wszyscy siedli do wspólnego posiłku, Szegdalo przybrała pozę wielkopańską skosztowała potrawę, uniosła główkę do góry jakby czegoś nasłuchiwała, a przy tym głośno się zastanawiała - czego tu brakuje.
Zapewne chodziło jej tylko o to by się pochwalić swą znajomością sztuki kulinarnej lecz przy okazji poniżała Czezinaro.
Jej mąż był inny, jadł z apetytem i wprost nie mógł się nachwalić.
Miał tak zwaną charyzmę.
---------------------------------------------

009.JPG

Po posiłku Arnusz chciał ruszyć w dalszą drogę.
-Wy to macie kondycję - zareagowała Szegdalo.
-A kto powiedział,że musimy się dalej razem wlec -odrzekł Arnusz - odpocznijcie i znajdźcie kogo innego, kto jedzie w tę stronę. Przecież jako śpiewakom to się wam nie śpieszy a ja się do zimy ślimaczyć tu nie zamierzam.
-Szeg. Wytrzymasz - powiedział do żony Saikz - Ostatecznie korzystamy z gościny i to my musimy się dostosować a nie na odwrót.
----------------
Czezinaro była rada, że z Saikzem i Szegdalo rzadko się widywali bo nie cierpiała udawać, że kogoś lubi a tym razem wypadało lubić Szegdalo.
To naprawdę nie jest komfortowa dla kobiety sytuacja lubić mężczyznę a nie znosić jego żony.
Wreszcie zwierzyła się Arnuszowi zdziwił się
- ale po co ty się wysilasz na udawanie przyjaźni wobec tej idiotki?
-Bo lubię Saikza - postanowiła być szczera - Oczywiście nie tak jak ciebie ale on wydaje mi się sympatyczny a ona ....
-Też tak uważam.
-Tak ale tobie wolno. Jesteś mężczyzną. Nikt sobie nie pomyśli, że kochasz się w Saikzie a Szegdalo ci zawadza.
-Obiecuję, że nic takiego o tobie nie pomyślę.
-A tamci? Sam Saikz, Szegdalo i Eteszta? Ty wiesz jakie to byłoby dla mnie upokarzające?
- Masz mnie - odrzekł tonem obrońcy.
W Pikallo zaszło coś co bardzo ich zraziło nie tylko do Szegdalo ale i Saikza.
Zresztą już wcześniej im się nie podobało to, że ciągle to oni gotowali na sześć osób co dało się uzasadnić tym, że wszędzie przybywali pierwsi
i nie tak zmęczeni jak tamci ale dlaczego wciąż na swój koszt?
Dlatego na prośbę Saikza zgodzili się, że wystąpią z nimi jako śpiewcy ale w zamian Szegdalo ugotuje.
Teść Saikza ułożył balladę o matce, która wymordowała dzieci. To była prawdziwa historia z tych okolic, usłyszeli ją po drodze.
Zyskami podzielili się po równo, Szegdalo ugotowała i to o dziwo na swój koszt a na dodatek znakomicie ale zdarzyło się coś innego.
Jakieś dzieci zrzuciły Czekebro z huśtawki. To były małe dzieci tak zresztą jak i Czekebro. Szegdalo z mężem poszli to zgłosić ich matce i słusznie... ale ta kobieta ich przeprosiła i obiecała wytłumaczyć dzieciom, że źle się zachowały.
-Jak się ma takie potwory - odpowiedziała (według własnej relacji Szegdalo) - to trzeba ich lepiej pilnować.
    Była dumna z siebie gdy to opowiadała a Saikz nie tylko zdawał się pochwalać to co zrobiła ale jeszcze dopowiedział - gdyby takie dzieciaki zamarzły nawet by mi żal nie było.
Arnusz i Czezinaro tylko popatrzyli na siebie wymownie.
Czekebro akurat w tej sprawie była skrzywdzona, jednak też do niewiniątek nie należała.
Dopiero gdy byli sami Czezinaro zasugerowała Arnuszowi
-A może Saikz jest taki sam jak Szegdalo tylko inteligentniejszy i potrafi się maskować?
-Myślisz?
-Myślę ale wcale nie muszę mieć racji.
-Kto wie? - zamyślił się.
Parę dni później podjął deyzję - ostatni raz fundujemy im obiad. Dopóki nie zaproponują zapłaty nie czekamy na nich. Karmienie Eteszty to już duże obciążenie. Pieniądze się kończą.
   Nawet Saikza i Szegdalo nie ostrzegli. Gdy ci dotarli głodni i zmęczeni Czekebro ich poinformowała - nie ma obiadku, nie zostawili. Ja im mówiłam, że mają zostawić.
-Mogliście nam powiedzieć to zjedlibyśmy coś po drodze - grzeczniutkim tonem zgłosił pretensje  Saikz.
- A to ty nie wiesz, że jedzenie kosztuje? - Spytał Arnusz - trzeba było się odwzajemniać.
-No przecież gotowałam - Oburzyła się Szegdalo.
-Raz? A ile razy z naszego jadłaś?
-Raz ale porządnie - odpowiedziała.
-Chcesz powiedzieć, że moja żona gotuje nieporządnie? Mnie smakuje a jak tobie nie, to wynocha.
-Bo mogliście zaproponować aby doczepić nasz wózek do waszego - odpaliła Szegdalo.
-I zamęczyć zwierzęta? Jeszcze czego! Rozdzielmy się i tyle! - odpowiedział Arnusz.
 Potem sie jednak jakoś dogadali i nastała pozorna zgoda. Pozorna bo w subtelnym odwecie. Saikz już nie angażował ich do śpiewania przez co nie dawał zarobić.
Wreszcie Arnusz oznajmił, że jadą razem do następnego postoju, potem Saikz i Szegdalo muszą zabrać ojca i dziecko  bo on z żoną zatrzyma się gdzieś na zimę.


009.JPG


Nazajutrz Eteszta nie dojadłwszy obiadu poszedł się zdrzemnąć do wozu i zawołał wnuczkę.
-A, to już ostatni raz - machnął ręką Arnusz gdy Czezi zapytała dlaczego na to pozwolił.
Nagle wóz ruszył. Arnusz nie wahając się ani chwili pognał za nim.
Dogonił, wskoczył z tyłu, przeszedł po drewnianej budzie i nie zwracając uwagi na bat, którym
zresztą trudno było Eteszcie  wywijać, skoczył na kozioł, zrzucił Etesztę  i zawrócił wóz.
Mała Czekebaro krzyczała spod budy przerażona.
Potem gdy już przystanęli dopadła go z zamiarem ugryzienia ale tu już Czezi złapała ją za włosy
i odciągnęła.
- Zabiliście dziadziusia! Zobaczysz! zobaczysz jak już będziecie naszymi niewolnikami -odgrażała
się dziewczynka - mamusia odpłaci wam za alogancję!
Popatrzyli po sobie.
-Najchętniej bym ją tu zostawił - powiedział Arnusz.
-To zobaczysz, zobaczysz. Mamusia i tatuś ci nie dalują. Dziewczynka się rozbeczała.
-I co ci po tym skoro cię nie znajdą? - Spytał Arnusz. Wystraszył się jednak tym, że mógł naprawdę zabić Etesztę. Jednak dziadek choć obolały wlókł się pomalutku drożyną. Zabrali go bo zostawienie człowieka w tych warunkach mogło się równać zabiciu.
Potem pojechali w zupełnie inną stronę bo już nie chcieli się spotkać z Saikzem i Szegdalo.
  Nie szukali na razie spokojnej przystani. Czezinaro nagliła aby jechali dalej. Coraz jednak trudniej było zdobywać pożywienie bo co przeoczyli żeńcy wydziobywały ptaki albo wymarzało.
 Nie było rady musieli zarabiać na życie śpiewem. Dobrze, że dostali stare koce, mogli się w nie opatulać.
Cały czas musieli mieć na oku współpasażerów dlatego śpiewali we czwórkę i dobrze. Eteszcie szło to świetnie a dziwczynka rozczulała swoim słodkim głosikiem.  Dostała dzięki temu sporo ubranek i ciepłe buciki


009.JPG


Dziadek choć szczególnie niebezpieczny, bardzo się przydawał bo głównie dzięki układanym przez niego pieśniom zdobywali pieniądze,  z tym, że teraz już Arnusz miał wiele do powiedzenia w kwestii repertuaru
i nie musiał śpiewać niczego co mu nie pasowało. Kłócili się przez to. Eteszta usłyszawszy że zmarł miron Lambort ułożył pieśń, która jemu samemu bardzo się podobała i sądził, że dużo zarobią zaś Arnusz kazał ułożyć nowy refren. Ten brzmiał:
"Umarł już dobry Lanbort, płacz Tolimanio,
Nastał straszny Fanteor, zły okrutny Fanteor,
krzycz Tolimanio"
Arnusz uważał Fantegrisa za przyjaciela i nie chciał takich rzeczy śpiewać o jego ojcu.

009.JPG

         Gdy znajdowali się między Unbdake a Żibcauzwirą  napadła ich banda opryszków. Arnusz dzielnie bronił swej gromadki wywijając batem  ale choć  wspierała go Czezinaro, nie dałby rady gdyby nagle nie pojawił się oddział straży z odsieczą. Banda umknęła pieszo, strażnicy pognali za nią konno, niespodziewanie odjechał wóz a Czezi i lekko ranny Arnusz zostali przy drodze, zdawało się, że sami. Z nikąd pomocy, zreszta komuż mogliby zaufać?  Sytuacja wydawała się beznadziejna.
I wtedy usłyszeli głos Milarezy. - Arnuszu przejdźcie przez krzewy jeżorostu.To taki sam miraż jak straże.Za nim jest kapsuła, którą was zabiorę do lotopławy. Pośpiesz się. Napastnicy już się zorientowali, że nikt ich nie ściga.


Czezi miała powody się bać rywalki.
Ta piosenka wykonywana przez śpiewaków Lanborta: "Tak sobie umyślił Arnusz od początku: do ucieczki zmuszę, obiorę z majątku" Świadczyła o tym, że ktoś podsłuchał Czezi i Arnusza gdy rozmawiali w przypałacowym ogrodzie. Sądząc, że są sami. Arnusz tłumaczył, że Czezi musi jakiś czas wytrzymać.
Pamiętała to doskonale. Powiedział:
- Ożenię się z nią a potem tak ją będę traktował aby ode mnie uciekła
Wtedy z jej winy rozwiążę małżeństwo a zachowam wysoką porękę. Gospodarstwo w Isage. Tam jest naprawdę piękny dom. Będziesz prawdziwą gospodynią. Nawet moja matka będzie ci zazdrościć.
Dobrze wiedział, że Czezi marzy o tym aby być gospodynią i mieć piękny dom.
-A gdyby zerwała przed ślubem?
-To byłoby niby lepiej - odrzekł - wziąłbym odszkodowanie a jej nie musiał znosić ani chwili ale całego wiana ani domu w Isage by mi nie dali. Dlatego teraz musisz wyjechać - dodał po chwili -  bo wszystko mi popsujesz a rodzice będą wściekli, że muszą płacić jej odszkodowanie za to, że ją upokorzyłem nie dotrzymując obietnicy małżeństwa.
Czezi wiedziała, że jeśli zostanie nie powstrzyma się od robienia Milarezie małych i dużych przykrości Gdy raz zaczęła to choć rozum jej podpowiadał, że błądzi już się nie umiała nad tym zapanować.
Nienawidziła Milarezy po pierwsze za to,że "zabierała" jej Arnusza, po drugie za to, że wszystkie złośliwości zdawały się po niej ześlizgiwać nawet nie drasnąwszy. Najgorzej teraz wspominała rozmowę w pałacu gier i zabaw. Podjechała do Milarezy i nakłaniała do jazdy na wrotkach wiedząc, że Milareza jest kaleką tylko nosi tak doskonałą protezę, że tego nie widać.
Milareza odpowiedziała spokojnie -ja tego nie potrafię piękna niewiasto.
-No to jest okazja się nauczyć
-Nie każdą okazję trzeba wykorzystać piękna niewiasto
-Och to, że nie uznano cię za dorosłą każdemu może się zdarzyć - z udanym współczuciem powiedziała Czezinaro - To nie powód żeby się nie bawić.
-Jest jednak przykre -spokojnie podjęła temat Miza - zwłaszcza gdy jedynym powodem jest nieumiejętność gotowania.
-Nie umiesz gotować? - głośno zdziwiła się Czezinaro - przecież to umieją nawet małe dziewczynki.
-Otóż to a wszak nie stają się przez to dojrzałe. Czy zechcesz przyjąć ode mnie radę?
-Ależ oczywiście - Czezinaro nadrabiała miną.
-Gdy ruszasz do walki to masz cztery  możliwości: wygrać, polec, poddać się albo w porę  wycofać. Decydując się walczyć obmyśl taktykę a zwłaszcza odpowiedz sobie na pytanie o co walczysz i tego sie trzymaj zamiast uderzać na oślep bo spustoszysz wlasny kraj.
-Możesz jaśniej?
-Mogę, jeśli uważasz, że Arnusz ma wobec ciebie jakieś zobowiązania to otwarcie i głośno to powiedz.
-Acha, żeby małżeństwo zostało zerwane z jego winy?  - Czezi wiedziała, że wtedy Arnusz straci swoją część należną mu z gospodarstwa rodziców i pobrawszy się będą biedować. Owszem dążyła do zerwania małżeństwa ale z winy Milarezy. Nie myślała jeszcze o jej posagu zresztą była pewna, że to Sunelao go zagarnie. Dopiero po rozmowie z Arnuszem zaczęła snuć szersze plany. Zrozumiała, że dopóki nie zaprezentowano posagu arandety jej rodzina może, w razie zerwania z jej winy, bardzo go pomniejszyć. Mniej więcej do równowartości tego co zapisano Arnuszowi.
-Popełniasz błąd za błędem córko Nebinada.  -Powiedziała smutno Milareza -więc powiem ci dla ułatwienia o co ja walczę. Nie o ten posag, który chce mi zabrać Arnusz lecz o prawo do godnego życia....- mówiła powoli i Czezinaro weszła jej w słowo - zawsze możesz uciec.(ale idiotka ze mnie - pomyślała natychmiast)
-Gdzie? W obcy świat?- Spytała z leciutkim zdziwieniem Milareza
-Ty dasz sobie radę -Czezinaro była okrutna - jesteś wykształcona i na pewno nie uciekniesz z pustymi rękoma.
-A ty zapewne świetnie sobie radzisz z prowadzeniem domu więc mogłabyś się u kogoś zatrudnić jako pomoc domowa i też nie zginiesz, jeśli to jednak ty będziesz musiała uciekać.
-Ja a dlaczego?
-A dlaczego ja?
Teraz te wspomnienia dręczyły Czezinaro. Obawiała się zemsty.
Gdzieś z całkiem bliska docierał głos Milarezy. Przemawiała tylko do Arnusza.
-Nie masz innego wyboru - tłumaczyła - O własnych siłach daleko nie uciekniecie, nie ocalisz ani dziecka, ani kochanki ani nawet siebie.
-Nie słuchaj jej - krzyknęła Czezi ale on już zdecydował. Wziął ją za rękę i wciągnął prosto w kolczaste krzewy, które naprawdę okazały się mirażem a potem niemal wsadził do czegoś owalnego i sam wsiadł za nią.  Pozwoliła na to bo co miała zrobić? Zostać sama na drodze?
-Dlaczego niby chcesz nam pomóc? - Krzyknęła z rozpaczą do niewidzialnej Milarezy.
-Bo tak postanowiłam - odpowiedziała Milareza.
-Wytłumacz mi to!
-Tego się nie da wytłumaczyć, musiałabyś być innym człowiekiem aby zrozumieć. Takim, który nie musi pytać.
  To chyba była obelga, choć ton głosu tego nie sugerował. Tak czy owak znaleźli się wewnątrz lotopławy. i to wcale nie we dwójkę. Była tam z buzią brudną od wyschłych łez Czekebaro zajęta lalką dzidziusiem.
-Kiedy już się umyjesz i przebierzesz Czezinaro to w drugiej balii wykąp dziecko. Wyszło z wozu nim starzec odjechał.
-Dlaczego ona ma się kąpać pierwsza? - Oburzyła się dziewczynka
- Bo dopóki sama jest nie umyta nie może zajmować się tobą. Ty też lalkę wykąpiesz kiedy już sama będziesz czysta. Teraz jej pośpiewaj.
-To ty mnie wykąp.
-Przepisy zabraniają kierowcy przebywać w jednym pomieszczeniu z pasażerami.
-Jakie przepisy?
-Tolimańskie. Pomogłabym ci śpiewać ale to mi kiepsko wychodzi. Czezinaro poczuła leciutką satysfakcję bo ona ładnie śpiewała.

Dostali możliwość umycia się i przebrania w oddzielnych izbach wyposażonych pewnie podobnie. W izbie Czezi  stały dwie balie z ciepłą wodą a na wypadek gdyby ktoś tak wolał, miednica na odpowiednim stelażu oraz kocioł pełen wody i dzban do jej nabierania a ponadto kosz prawdopodobnie na brudne ubrania, ręczniki a na długim stole leżało czyste, kilkuwarstwowe ubranie. Mimo obaw skorzystała z kąpieli  bo dotychczasowy brak takiej możliwości już jej doskwierał, założyła najpierw oddzielnie leżącą dodatkową halkę domyśliwszy się, że jest przewidziane zachlapanie jej przy myciu Czekebaro. Lekki strój dla Czekebaro leżał na skrzyni. Czezinaro nabrała nadziei, że Milareza ją zabierze ale niestety w pomieszczeniu do którego po kąpieli trafili oprócz zastawionego stołu były dwa przewidziane do zakładania na plecy kosze z ubraniami i  wózek łatwo przeistaczający się w sanki z odzieniem dla Czekebro oraz śpiworkiem dla lalki.
Gdy się posilali znowu do nich przemówiła:
Gdy  zjecie i odpoczniecie wypuszczę was w miejscu gdzie macie szansę przeżycia.
-Jaki to kraj? - zapytał niespodziewanie dla Czezi Arnusz.
-Wciąż Haberlandy ale w lepszym miejscu i niedaleko zajazdu. Dam ci pieniądze na podróż..
-Ale jak mamy iść? Pieszo?
-Ten wóz i tak nie należał do was bo nabyliście go na drodze oszustwa.
-Sama dałaś - denerwowała się Czezi.
-Na podstawie twojego oszustwa. W takim wypadku rzeczy są do zwrotu. Wszystko oprócz tego co nieprawnie zabraliście już mi na wezwanie władz oddano.
Zabrałam   aby nikt nie bogacił sie na oszustwie. O ten wóz, który utraciliści i wszystko, co w nim było pochodzącego z mojego posagu nie zgłoszą pretensji uznając, że jako mój mąż byłeś jego współwłaścicielem.
Czezinaro prychnęła bo przecież i tak nie mieli już wozu. Milareza chyba zrozumiała to inaczej,  zaśmiała się krótko lecz  wesoło a potem powiedziała - nawet ci przez myśl nie przeszło, że rzeczy nabyte oszustwem i krzywoprzysięstwem, gdy wyjdzie to na jaw należy zwrócić i miałabym prawo żądać trzykrotnego odszkodowania?  Niestety tak. Zwłaszcza, że Arnusz mnie porzucił.  Nie będę ci tego szerzej tłumaczyć bo to nie mój problem. Nie mam obowiązku cię wychowywać. Arnuszu bądź mądry i  sam rozwiązuj wasze problemy. Pamiętaj, że ja żyję własnym życiem, mam wypełniony plan zajęć i nie będę miała czasu się wami interesować choć na wdowieństwie mi nie zależy  Nie mam wobec was żadnych zobowiązań.  Wystarczy, że nie zażądałam wysłania listów gończych. Nie chcę waszej śmierci, chcę aby spadło na was to co obmyśliliście dla mnie. Ja jak słusznie zauważyła  kiedyś Czezinaro nie uciekałabym z pustymi rękoma więc i wy bądźcie wyposażeni i to już powtórnie.  Powodzenia.
Później rzeczywiście wypuściła ich z lotopławy i wskazała drogę do zajazdu.
Arnusz na koniec jeszcze powiedział -  ale Milarezo, przecież my też nie zostawiliśmy Eteszty i Czekebaro w lesie, bez środków do życia i to mimo tego, że oni nam zagrażali.
-Wobec tego przepraszam - Milareza wyraźnie się zmieszała - przepraszam, po prostu nie śledzę tego co robicie. To ktoś inny się dopatrzył, że jesteście zagrożeni bo zapłacono zbójom aby was napadli. Powiadomiłono mnie abym sama podjęła w waszej sprawie decyzję. Nie licz na to, że jeszcze raz ktoś się dopatrzy. Bądź odważny, pytaj, rozważaj,decyduj..

- Daj te pieniądze, Jestem oszczędniejsza - zażądała od Arnusza Czezinaro gdy już wyszli.
Nieoczekiwanie oberwała po wyciągniętej ręce. Arnusz schował sakwę.
-Zachowujesz się tak jakbyśmy nie byli razem - zganiła go.
-Jestem mężczyzną i ja będę płacił - odrzekł. Niestety pieniądze dawały mu władzę. Zdecydował, że zanocują we wskazanym przez Milarezę zajeździe a Czezi musiała na to przystać.  Zresztą i tak nie miała wyboru. Nawet musieliby się już tu zatrzymać. Zaczęli podpytywać właściciela zajazdu kto mógłby ich przezimowac i dowiedzieli się, że port jest blisko a niedługo odpłynie statek do Kareborgi.

===========================

009.JPG

Dziewczęta pozostające pod patronatem Rezeryki a nie przebywające stale w Degeden zdały egzaminy celująco. Wszystkie cztery. Lalotta aż rzuciła jej się z tego powodu na szyję bo nawet Tagunak jej pogratulował.
Tagunak nie był wcale ważną osobistoscią. Był jednym z najmłodszch nauczycieli ale Lalotta bardzo liczyła się z jego zdaniem. Było dla niej ważniejsze niż opinia szefa męskiej szkoły muzycznej choć i ta ją bardzo ucieszyła.
   Eneroze postanowiła porozmawiać z Amaldyną i Lalottą o tym aby złożyły podania o przywrócenie im praw uczennic nawet była gotowa podyktować. Lalotta z miejsca odmówiła twierdząc, że pobiera teraz nauki u najlepszych śpiewaków Lanborta i nie chce z tego rezygnowac. Amalka chyba chętnie by wróciła bo z nutką żalu powiedziała: tata się nie zgodzi. Uważa, że zawodu reportera-filmowca najlepiej nauczę się od niego po za tym chce mnie mieć na oku.
-No tak ale mając uprawnienia uczennic mogłybyście nagrywać wykłady tak jak Milareza i Dagrida.
-Tak, tylko, że to jest kosztowniejsze od zatrudnienie prywatnych nauczycielek - powiedziała dobrze zorientowana Amalka - bo trzeba płacić wykładowcom za prawo ewentualnego wykorzystania wykładów w szerszym zakresie a nie wszystkie są równie wartościowe.
-Po za tym chyba więcej się nauczę z pomocą prywatnej nauczycielki, która mnie mobilizuje niż z nagrań - dodała Lalotta.
   Argumenty dziewcząt były logiczne a wynik egzaminu  mocno to podkreślał. Eneroze musiała się z tym zgodzić choć zespół żeńskich szkół stracił ich czesne a opłaty za egzamin tego nie wyrównywały. Wpływały wprawdzie do żeńskiego zespołu ale były w sumie mniejsze niż czesne za okres nauki, którego dotyczyły i należało z tego opłacić egzaminatorów, W dodatku  część tychże była z męskiego zespołu bo  po prostu mieli wyższe uprawnienia.
   Rezeryka wiedziała to wszystko i rozważała jak pomóc szkole. W końcu nie było powodu się obrażać na relegowanie dziewcząt. Zasłużyły na to.
 

nurt
 
022.JPG


    Milareza uznawszy, że choć dom w Isage należy do niej to jednak nie pisma znalezione w przetrwalniku. - Nie wiem tylko prześwietny ojcze czy powinnam je oddać tobie jako najstarszemu z potomków prześwietnego Orborta czy znamienitemu Lanbortowi jako władcy Tolimanii.
-Jak to nie wiesz? - Zdziwił się - Lanbortowi bo z tego co mi streściłaś wynika, że trudno dociec kto naprawdę spośród potomków autorów tej księgi jest najwłaściwszy a Lanbort to nie tylko władca kraju ale też historyk i to on zajmuje się wyświetleniem tej sprawy. Wiele już zrozumiał ale i te pisma mu się zapewne przydadzą.
   Choć pewna pieśń rozgłaszała wieść o śmierci Lanborta, miron żył i miał się dobrze. Zmarł natomiast Orbort co w zarządzaniu państwem niczego nie zmieniło. Lanbort już wcześniej powierzył rolę swego zastępcy Fanteorowi i Fanteor dobrze się z tego wywiązywał. Był pazerny na władzę ale też umiał ją sprawować a w razie jakichś błędów lub wypaczeń Lanbort miał w kancelarii osoby gotowe go poinformować. Byli to zwykle ideowcy działający dla dobra państwa bo gdyby tylko własne mieli na względzie woleliby służyć młodemy jeszcze następcy niż zbliżającemu się do swego kresu starcowi.
  Lanbort naszedł w parku Milandera z córką w chwili gdy ten mówił - ale może ja sam oddam to mojemu bratu.
-Co? Zainteresował się Lanbort.
-Pisma znalezione w Isage i nieopatrznie wzięte przez Milarezunię za niemoralną powieść. Cyprysia odkryła, że to autentyczne pamiętniki Orbortów.
-Dawajcie - krzyknął a potem dodał - ta Cyprysia to jednak jest bystra i użyteczna.
   Milander przemilczał, że miał ochotę najpierw sam pamiętniki choćby pobieżnie przejrzeć a Milareza to, że Cyprysia wcale nie zamierzała dostarczyć ich temu komu się należały.
-Wiecie, że od początku uwzględniałem tezę o tym, żr Tapunekowie umieli zapisać i odtworzyc osobowość człowieka ale ją odrzucałem bo życie może pochodzić tylko od życia.
-Mogli wykorzystywać jakieś żywe komórki jako klucz - odrzekł Milander - może stąd wynikają drobne różnice a może zresztą z późniejeszego trybu życia tego nie wiem. ale tak czy siak uważam to za niemoralne. Człowiek nie powinien się bawić w stwórcę bo tylko bałaganu w doskonale zorganizowanym systemie potrafi narobić. Trzeba to będzie ukrócić.
-----------
 Na tym kończę powieść zatytułowaną: Szkoła w Degeden ale nie żegnam się z jej bohaterami, wspomnę o nich w następnej zatytułowanej: Na unaskim lądzie.
  • awatar gość: Darmowe kosmetyki co miesiac ! ;D shinybox.pl/?ref=72c12df
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów