Wpisy oznaczone tagiem "depresja" (1000)  

projektskinny
 
Sakebi: Padam na ryj. 10 lekcji codziennie mam. To za dużo..byle do końca marca. Potem obrona dyplomu i tylko maturki.
W ogóle postanowiłam,że będę spalać min 7000kcal tygodniowo,czyli 1000 mniej więcej na dzień.

Bilans:
brązowy ryż
leczo
domowe ciastka
________________________________________________
537kcal
Miałam zaczynać od 1000 i zmniejszać,nie? Kurwa widać jak mi to wychodzi xD

-1142kcal
3l
Pokaż wszystkie (4) ›
 

projektskinny
 
Sakebi: Po podliczeniu całego tygodnia wyszło mi,że spaliłam tylko 3357kcal. Najsłabiej było właśnie dzisiaj. Meh.
Bilans:
kawałek ciasta
wegańska pizza (mamusia kochana mi zrobiła)
___________________________________________
980kcal
2,5l
-185kcal
  • awatar Nimfa 25♥: To i tak bardzo dużo :) Trzymaj się :)
  • awatar Nimfa 25♥: Bierzesz jakieś suple?
  • awatar mniejkilo: Dużo spalasz. Przynajmniej w porównaniu do mnie. Bo u mnie jest to może jakieś 1500 kcal w tygodniu
Pokaż wszystkie (4) ›
 

deergirl
 
Dzisiaj jest idealny dzień na opierdalanie się, ale niestety obiecałam, że przyjdę do dziewczyn obejrzeć film u jednej z nich w domu (w sumie to akademiku). Tak mi się nie chce... a jeszcze muszę coś kupić do jedzenia, bo w sumie wypada. Może kupie nawet szampana, o którego pytała Iza, nie wiem, zastanowię się nad tym...
Na rodzinnym obiedzie było całkiem sympatycznie, odczuwało się napiętą atmosferę, ale dało się przeżyć. Więc nie jest tak źle.  
c4731c7d1fa6eb3eb9b2dadc706ec54a.jpg
 

deergirl
 
Dzisiaj nie chce mi się nic. Mam oficjalną przerwę od życia, do nikogo się nie odzywam, z nikim nie piszę, Facebook jest wyłączony. Nic mi się nie chce. Brak leków daję się we znaki coraz bardziej, a ja ciągle mówię mamie by nie umawiała mnie do psychiatry. Mówić to se mogę, na szczęście pani doktor jeszcze do końca września jest na wakacjach, więc nie muszę na razie do niej iść. I dobrze, bo w sumie nie mam nic do powiedzenia.
M. zaczął już pracę, więc nie będziemy spędzać każdej chwili non stop. W końcu! Mam czas dla siebie i go nie ma i nie patrzy mi w monitor. W ogóle to jestem zdziwiona, że jeszcze nikt nie dowiedział się o tym blogu. Nawet specjalnie go nie ukrywam - wystarczyłoby tylko wejść w moją historię przeglądarki i ma się wszystko podane na tacy. To chyba właśnie zasługa tego, że nawet nie staram się tego ukryć. Ludzie jakoś potrafią wyczuć, że ktoś coś przed nimi ukrywa, bo właśnie... to ukrywa. Nazwę to paradoksem tajemnicy.
Coraz bliżej rodzinny obiad, a ja powoli zaczynam mieć wszystko w dupie. Już mnie nie interesuje co będzie, czego nie będzie, kto przyjdzie, kto nie przyjdzie. Dadzą mi nowy komputer, ja ładnie podziękuję i tyle. Jeśli będę się nudzić albo nie spodoba mi się atmosfera po prostu wyjdę - nie chce mi się męczyć. Bo i po co?
Dzisiaj dostałam mail od mojej uczelni dotyczący spotkania organizacyjnego dla pierwszego roku. 28 września godzina 11:00 na ulicy Piastów. Pójdę sama. Przyjść z mamą to największa siara, a chłopak też nie jest mi tam do szczęścia potrzebny. Zobaczymy jak to będzie. Do tego dowiedziałam się i kierunku, który miał być dopiero w przyszłym roku... jest w tym. Dzięki US na info! Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno i mogę się jeszcze zapisać. Byłoby fajnie, bo bardzo zależy mi na pisarstwie, a ich informacje są tak łatwo dostępne i ogarnięte, że dowiedziałam się o tym dopiero teraz. A przecież szukałam informacji na stronie... i nic! Była nawet notka w lipcu, że pisarstwo będzie otwierane w przyszłym roku. Ech... oby było jeszcze miejsce.
b52702f2e35758110870803bdb7ceb2e.jpg
 

porcelainange6l3
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

deergirl
 
Muszę przyznać, że nie jestem zbyt rodzinną osobą, razem z rodzicami raczej się nie angażujemy w "dalsze" życie rodzinne. Nie wiem dlaczego. Najważniejsza jest dla nas najbliższa rodzina, a reszta nas po prostu nie interesuje. Gorzej zaczyna być kiedy ta najbliższa rodzina się od nas izoluje i "odcina się od zdjęcia". Tak teraz robi mój wujek (brat mojej mamy).
Już od jakiegoś czasu nasze relacje z nim się pogorszyły, a wina jest po obu stronach. Jednak za każdym razem udawało się ten konflikt załagodzić, ale tym razem już nie. Mama z wujkiem przez ostatnie lata kłócili się bardziej niż zwykle, a ostatni rok to już apogeum. Ale to co się stało wczoraj przechodzi jakiekolwiek pojęcie. Wujek ze swoją dziewczyną (do niej jeszcze wrócimy) przyjechali do nas po rzeczy babci, które u nas zostawiła. Dla nas to normalne, że jak się spotykamy to rozmawiamy, pijemy herbatę... nawet te pół godziny gadania o byle czym powinna być normą, no bo w końcu jesteśmy rodziną. Tak to chyba powinno być. Jednak wujek wziął rzeczy stwierdził, że idą do znajomych i wyszedł. Tak po prostu. Żadnego "co tam u was?" albo "jak tam". Nic. Mama najpierw była zszokowana, po prostu patrzyła się na drzwi z dobrą minutę. Następnie po prostu usiadła i załamała ręce. Było jej po prostu przykro, że jej własny brat tak ją traktuje. Pytała się tylko "za co on mnie tak nienawidzi?", "co mu zrobiłam?". Nie wiedziałam co odpowiedzieć. To jej rodzony brat. Jedyny. Nawet ja nie spodziewałam się po nim czegoś takiego.
Wszystko zaczęło się od jego dziewczyny, od początku za nią nie przepadaliśmy, ale ją akceptowaliśmy. Mama się nawet nią zajmowała podczas nieobecność wujka (jest mechanikiem okrętowym i pływa dwa tygodnie na dwa tygodnie). Karolina (tfu..) po prostu popadała w depresję, gdy go nie było, a moja mama ją odwiedzała, chodziły razem na zakupy i spędzały wspólnie czas. Ja tez się czasami do nich dołączałam. Ale z dniem kiedy wujek wracał z rejsu Karolina zmieniała się o 180 stopni. Robiła się z niej wielka pańcia, której nie byliśmy godnie, by z nią przebywać. Ignorowała nas i miała po prostu w dupie i tak wkoło Macieju to samo. Jest też strasznie zazdrosna o mnie. Jestem chrześnicą wujka i jedynym dzieckiem w rodzinie (on nie ma dzieci), więc jestem dla niego bardzo ważna, to chyba zrozumiałe, jestem rozpieszczoną księżniczką w rodzinie, ale Karolinie się to nie podoba. Za każdym razem gdy wujek mi coś kupił, nieważne co i nieważne z jakiej okazji - ona łapała focha. Po prostu cały czas siedziała naburmuszona, bo jej chłopak kupuje coś swojej siostrzenicy. To jest śmieszne. Dlatego wujek nie robi mi niespodzianek, nie daje "kieszonkowego", bo jego dziewczyna tego nie akceptuje. To przez nią tak ogranicza kontakty z rodziną. Nawet do własnej mamy (mojej babci) nie jeździ tak często jak kiedyś, bo jej się to nie podoba. To jest chore. I jest mi po prostu przykro. I żal mi mamy, bo widzę jak to przeżywa. No kurde to jest jej brat.
W środę jest obiad rodzinny z okazji mojej zdanej matury i rozpoczęcia studiów i już czuję tą napiętą atmosferę. Oczywiście zaprosiliśmy wujka i jego (tfu..) dziewczynę, ale nie będzie to miły obiadek przy rosołku. Jest to szokujące jak kobieta może zmienić faceta... po prostu nie do poznania, to już nie jest ten sam facet. Babcia opowiadała jak razem z nią przyjechali do niej i jedli obiad. Babcia powiedziała, że jej przykro, że jej syn i córka się kłócą i się nie dogadują. Wiecie co ona powiedziała? "Ale to nie jest pani sprawa". To jest cytat, babcię po prostu zatkało. Jak to nie jej sprawa skoro to są jej własne dzieci!?? Wyobrażacie sobie tak powiedzieć to matki waszego chłopaka. Bez pardonu.
No cóż... zapowiada się ciekawy obiadek rodzinny. Będzie płacz i zgrzytanie zębów.
a0d04c3f5dd9a8a96376a7edfbcea190.jpg
  • awatar Amfitryta: Wujek kiedyś przejrzy na oczy ... spokojnie ..
  • awatar LonelyDeer: @Amfitryta: Tylko żeby nie za późno :/
Pokaż wszystkie (2) ›
 

deergirl
 
Dzień zaczęłam bardzo przyjemnie - dlatego zadowolona włączyłam laptopa po miłosnych uniesieniach. A tam już nie tak fajnie...
Kierowniczka od dawna mówi nam o maszynie do robienia ryżu u nas w sklepie żebyśmy mogły sobie robić obiadki w pracy. Brzmi super. Jestem za. Nawet znalazłyśmy taką za 100 zł i miałyśmy się na to złożyć...a tu nagle kierowniczka wyskakuje, że kupiła maszynę na 250 zł. Nie uprzedziła nas o tym, a teraz musimy oddać jej pieniądze. Nie rozumiem takiego zachowania, czy ona myśli, że my mamy pieniądze na takie rzeczy? A przecież jeszcze musimy kupić miseczki i pałeczki (bo ona nie chce wpierdalać widelcem...). Super, moje plany finansowe poszły się jebać...
ae8e6a29e5b22ce5e391b2d2d914ff20.jpg
 

deergirl
 
Nie wiem czy to brak leków od tygodnia czy po prostu nagły zastrzyk agresji, ale wziął mnie wkurw na maksa. Nadal nie mogę się uspokoić, a klawiatura zaraz się złamie od nacisku moich wkurwionych palców.
Prawdopodobnie wyprzedały się bilety na koncert Nothing But Thieves w listopadzie, a ja nie mam biletów. Dlaczego ich nie mam? Bo mój genialny pracodawca zwleka z moją wypłatą już od 2 jebanych dni! No kurwa to są jakieś żarty, ja jako pracownik mam mieć pieniądze w dniu, na który wskazuje umowa, a umowa mi mówi, że w każdy poniedziałek miesiąca dostaję wypłatę za tydzień pracy!! I co?? Kurwa do tej pory ich nie mam, a bilety się wyprzedały.
Byłam już na trzech stronach z biletami i jakoś na każdej z nich miałam jakiś problem. Po prostu nie mogłam się zarejestrować i chuj jasny mnie już strzelał, mój biedny laptop nieźle ode mnie oberwał. I kiedy po 15 minutach rzucania kurwami udało mi się zarejestrować i miałam już kupić bilety... dostępne środki na koncie: 20,05 zł. Serio? To jest niepoważne. Nie miałabym pretensji gdyby mnie raczyli powiadomić o opóźnieniu, ale nie, kurwa wyjebane, po chuj wgl pracownikom wypłata... Jestem wściekła.
W sumie nie wiem skąd nagle we mnie tyle agresji, po prostu mam ochotę coś rozwalić albo kogoś zwyzywać. Ooo tak... wtedy poczułabym się dużo lepiej. To chyba przez moją frustrację, bo ostatnio nie jestem zadowolona z mojego życia łóżkowego... Ja pierdole, dlaczego ja?
84810e1eac180470ada077e3f3d669eb.jpg
  • awatar Elizza7889: Krzyk czasem uwalnia od emocji
  • awatar vailetis: Mam inny problem :( Ja np. czekam na bardzo poważną operację głowy, blisko szyszynki( nazywana jest duszą mózgu ) i NIKT w moim mieście, nawet za kasę nie chce się podjąć bo właściwie chodzi o wszystkie zatoki...Od początku roku mam stany zapalne i wszyscy mnie odsyłają, a to do szpitali gdzie mnie nikt nie chce przyjąć, a to wmawiają że nic mi nie jest, a gorączka do 38 stopni jest codziennie. Wyglądam już jak upiór, a w zeszłym roku naprawdę wszystko było inaczej. Znalazłam w końcu lekarza laryngologa z innego miasta - ordynator laryngologii - bardzo drogi bo za 15 minut wizyty bierze 200 zł. W jeden tydzień poszło mi na same wizyty 400 na tego laryngologa ( dwa razy byłam ) i raz anestezjolog 150 zł + neurochirurg też 150 zł. Ja nie pracuję bo mam rentę z tego powodu między innymi. Moja mama wyjechała do pracy na koniec Niemiec koło Holandii, jestem z mężem i trzema kotami. Boję się bardzo czy przetrwam zimę ? Każde wyjście kończy się pogorszeniem stanu. Termin oper.20 marca 2018.
  • awatar vailetis: Czasami nic nie pozostaje, tylko właśnie krzyk, obojętnie o co chodzi...Nie duśmy w sobie nic.Wykrzyczeć się trzeba. Mi to trochę pomaga.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

deergirl
 
Wrzesień pędzi jak szalony już jest 12... nie wierzę. Coraz bliżej do rozpoczęcia roku akademickiego, a ja już się stresuję. Boję się, że nie odnajdę swojej grupy i będę stała jak idiotka gdzieś zboku , a następnie nie dotrę na spotkanie organizacyjne i nie będę wiedzieć nic. Muszę zmienić swoje dane na Facebook'u, bym mogła dołączyć do grupy facebook'owej mojego kierunku (mam swoją ksywkę zamiast imienia).
Dużo osób mi mówiło, że sobie nie poradzę na studiach ze względu na moją wybitną nadwrażliwość. Wykładowcy ponoć mają zupełnie wyjebane na studentów, a ja jako słaba jednostka mogę być łatwym celem dla tych wredniejszych wykładowców - przecież wystarczy jedno złe słowo czy krzywe spojrzenie bym się załamała, niestety biorę wszystko za bardzo do siebie i nic nie mogę na to poradzić. Kierowniczka powiedziała, że nieraz usłyszała od wykładowcy, że jest beznadziejna albo, że jest nikim. Ja po takich słowach albo go zwyzywam albo wybiegnę z sali z płaczem. Chyba będę musiała przyjmować silniejsze leki na głowę, bo nie wytrzymam takiego ciśnienia. Jeśli wykładowcy będą mnie ignorować to będę zadowolona, ale błagam niech mnie nie niszczą, przecież ja tego nie zniosę.
Obawiam się też moich kolegów i koleżanek z kierunku - pamiętam jak przed pójściem do liceum mówiłam "Wreszcie będą dojrzali i ogarnięci ludzie w klasie, przecież wszyscy będziemy prawie dorośli", a wyszło jak wyszło (tępe dzidy, które obchodzą "76. rocznicę Smoleńska" - serio). Ponoć na studiach wcale nie jest lepiej, widzę nawet po M. kto prawdopodobnie będzie ze mną studiował. Chyba to jest właśnie najgorsze, że dużo osób wybiera byle jaki kierunek, byle coś studiować, a przecież nie na tym to powinno polegać. W sumie mam jedno postanowienie - jak ktoś będzie potrzebował mojej pomocy np. notatek czy jakichś źródeł czy pomysłów do projektu to oczywiście pomogę, ale jeśli zobaczę, że ktoś z mojej grupy będzie wszystko olewał, nie przychodził na zajęcia etc. to przepraszam bardzo, ale będzie mógł mnie pocałować w dupę. Nigdy więcej nie będę pomagać debilom i leniom, co to to nie.
Jestem też ciekawa jak to będzie z moją pracą. Teraz miałam dużo wolnego czasu, więc byłam dyspozycyjna, ale na studiach tak łatwo nie będzie, zwłaszcza, że mam zamiar też chodzić na fakultety i na dodatkowe zajęcia. No cóż... jakoś to będzie, muszę wytrzymać do przyszłego roku, bo kierowniczka odchodzi, a ja wskoczę na jej miejsce i będzie łatwiej mi dopasować grafik do zajęć na studiach. Ale czy dam radę?
a59ebbb2c79d8d24e8ca754818d83c76.jpg
  • awatar Amfitryta: A jaki kierunek studiów ? Niestety u mnie na studiach były gorsze osobniki niż w liceum :(
  • awatar LonelyDeer: @Amfitryta: polonistyka i pisarstwo. Właśnie tego się obawiam :/
Pokaż wszystkie (2) ›
 

stylowki24
 
Depresja to problem, który dotyka wiele nastolatek. Jak sobie z nim radzić? W tym wpisie postaramy się odpowiedzieć na to pytanie!

www.stylowkidlanastolatek.pl/depresja-u-nastolat…

14xmfj4.jpg
 

projektskinny
 
Sakebi: W ciągu 5 dni zeżarłam 42 tabl przeczyszczające. Muszę trochę przystopować,ale ze względów finansowych.
W ogóle dostalam od znajomej,która sobie kupiła wegański jadłospis od wilczogłodnej. Całkiem spoko przepisy,ale to na 1800kcal jest. Chce ktoś może? Mogę się podzielić.
♥️ 521kcal
♥️ -213kcal
♥️ 2,4l
Pokaż wszystkie (3) ›
 

deergirl
 
Zacznę sprzątać swój pokój - mam dość już tego bałaganu. Wszędzie leżą jakieś śmieci, naczynia, ubrania i rzeczy. Mam tego dosyć. Nawet nie wiem kiedy ten wielki bajzel się zrobił. No ja się pytam jak?? W sumie to też trochę wina M., ponieważ wszędzie walają się jego kartony z rzeczami. M. przeprowadził się do innego mieszkania i wszystkie swoje rzeczy na razie trzyma u mnie. W sumie mieszka tam już kilka dni, a nie zabrał nawet połowy swoich rzeczy ode mnie z pokoju, a ja muszę się gnieździć w ciasnych korytarzach ułożonych z kartonów. Doprowadza mnie do szału, a to znaczy, że czas posprzątać.
a246ad0e793d8721e64c8ad1a916da06.jpg
 

deergirl
 
I znowu taka długa przerwa z blogiem - cały czas spędzałam z M. Dopiero teraz mogę sobie odpocząć od wszystkich. Z moim zdrowiem jest coraz gorzej... ucho daje mi się we znaki, boli jak cholera - muszę pójść z tym do lekarza. A skoro o lekarzu mowa to mama już mnie umówiła do psychiatry - nie chcę. Wiem, że będę musiała kłamać, że wszystko jest w porządku, jaka to jestem szczęśliwa bla bla bla, ale proszę mi wypisać receptę na leki... Już nawet nie chce mi się udawać przed rodziną czy M., że jest dobrze. Jeszcze w pracy zachowuję resztki pozorów, ale nie idzie mi do za dobrze. Ostatnio rozkleiłam się przy kierowniczce, po prostu zaczęłam płakać. Teraz wiem, że nie ma czegoś takiego jak "przyjaciele" w pracy. Wzbudziła we mnie takie zaufanie, że powiedziałam jej wszystko - o mojej depresji, o tym jak się czuję, że biorę leki i chodzę do lekarza, i nawet o tym, że chcieli mnie zamknąć w psychiatryku. Myślałam, że mnie rozumie, myślałam, że ma pojęcie na czym polega moja choroba i będę mogła być z nią szczera. Sama mi powiedziała o swojej chorobie (od stresu wypadają jej włosy i teraz jest łysa) - przez to wierzyłam, że faktycznie możemy nawzajem siebie wspierać. Nie. Zapomniałam, że każdy patrzy tylko na siebie i mierzy każdego swoją miarą. Nie zrozumcie mnie źle - nie oczekują współczucia, ani głaskania po głowie jaka to ja jestem biedna. Nigdy od nikogo tego nie oczekiwałam. Chciałam by mnie rozumiano, jak się czuję, bym nie czuła się jeszcze gorzej - bo to wygląda na użalanie się nas sobą, pokazuję tylko swoją słabość. Ale kierowniczka uśpiła moją czujność i wzbudziła moje stu procentowe zaufanie. Zapomniałam nie ufać ludziom. Moja wina, jestem  po prostu naiwna i tyle.
Miałam słabszy dzień - skończyły mi się leki i miałam obniżony nastrój. To było po tym jak źle wypełniłam raport i dziewczyny musiały po mnie naprawiać. Byłam lekko załamana. Wiecie co mi powiedziała? "Dorośnij". Tak, osobie z depresją powiedziała "dorośnij", ale to nie jest najgorsze. Usłyszałam od niej, że nie mogę być słaba, moje życie jest wspaniałe, a ja po prostu jestem niewdzięczna i użalam się nad sobą. Skoro nie widzę sensu w życiu to powinnam go znaleźć. Czuję się źle? Mam myśleć POZYTYWNIE. Mam udawać, że jest dobrze, mam się po prostu uśmiechnąć i się nie smucić. BO TO TAKIE PROSTE! Jej wykład trwał dwie godziny... a ja przez dwie godziny milczałam. Nawet już nie chciało mi się jej niczego wyjaśniać, jak to wygląda i jak to jest, po prostu kiwałam głową. Ona nic nie wie o depresji, uważa, że wystarczy tylko się uśmiechnąć i myśleć pozytywnie. Czemu ja na to wcześniej nie wpadłam, po co wywalałam pieniądze w błoto na lekarzy, psychoterapeutę czy na leki. Przecież to jest takie proste. Aha, i powiedziała mi, że jeśli znowu odwalę coś podobnego (chyba o tym nie pisałam, w skrócie dostałam histerii podczas rozmowy na facebook'u z nią aż mnie odwieźli do szpitala, bo zabrakło moich leków na uspokojenie) to mnie zwolni. Po prostu. A mi nawet nie jest żal, bo jeśli ona nie rozumie pewnych rzeczy, a do tego jeszcze chce mi utrudnić wszystko - to spoko, sama odejdę. Specjalnie do moich dokumentów dołączyłam zaświadczenie o chorobie i jej symptomach. Po prostu muszę się nauczyć nie ufać nikomu. Już nie dam się tak podejść drugi raz, bo mam dość tych wszystkich dobrych rad. Jeśli ktoś nie miał bezpośredniej styczności z depresją - nie jest nawet w połowie świadomy jak to jest. Ja ją wspierałam w jej chorobie - mogła ze mną pogadać, ponarzekać, tłumaczyć mi na czym polega jej dolegliwość. Ja rozumiałam wszystko. A moje tłumaczenia i żale dla niej nic nie znaczyły. Bo ona wie lepiej. Powiedziała, że nie powinnam brać leków, bo leki są dla "naprawdę" chorych osób. I tyle. Depresja to wymysł XXI wieku, użalanie się nad sobą i egoizm. Nic więcej.  
A mi jest ciągle smutno. Przykro. Nic mi się nie chce. Znowu. Mam dość wszystkiego i wszystkich. Chciałabym urodzić się jako kot albo może mewa. Znowu mam myśli, których nie powinnam mieć. Boję się. Naprawdę się boję.
71f73d6d5bf1cc58aa33c0ff19a6d3ba.jpg
 

jamniczek-pl
 



“To szaleństwo. Mam w środku kompletny cyrk. To dla mnie beznadziejne miejsce do przebywania sam na sam. I kiedy już tam jestem, całe moje życie się wywraca. Jeśli się tam znajdę to nie mówię sobie miłych rzeczy. W środku jest jakby inny Chester, który chce mnie załatwić.”



*Chodzi o to, że kiedy pozostaję na zewnątrz - wszystko gra, a jeśli wracam do środka - jest ze mną źle* , sypię się.

Jakbym czytała, słowo po słowie, o sobie.
Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale wiem, że będę trwać.
  • awatar sraczka: Chyba musisz znaleźć coś co bardzo Cię pochłonie i zaangażuje. Mam nadzieję że znajdziesz na to siłę.
  • awatar jamnick: @sraczka: tak, masz rację. Dziękuję.
  • awatar muu.: Właśnie, popieram tutaj sraczkę. Trwaj, Jamniczku, trzymam kciuki za Ciebie.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

jamniczek-pl
 
O jej życiu opowiada film, który możemy teraz oglądać na Canal+ Film.

Za nim: "Film biograficzny o amerykańskiej dziennikarce - Christine Chubbuck. W rolach głównych nominowana do Złotego Globu Rebecca Hall ( "Vicky Cristina Barcelona" ) oraz Michael C. Hall ( "Sześć stop pod ziemią" ).
Christine1.png

Historia Christine Chubbuck, reporterki telewizyjnej, która pod koniec życia pragnąc awansu zachorowała na depresje. Kobieta za zgodą szefa stacji WXLT przygotowała materiał na temat samobójstw. 15 lipca 1974 roku dziennikarka prowadziła program Suncoast Digest, podczas którego na wizji strzeliła sobie w głowę."
  • awatar sraczka: Słyszałam o tym, zawsze byłam ciekawa całej tej historii
  • awatar jamnick: @sraczka: Znając telewizję powtórzą. Ale, oczywiście, nie wiem kiedy.
  • awatar sraczka: @jamnick: i tak nie mam telewizora :D może jest na jutubie
Pokaż wszystkie (4) ›
 

projektskinny
 
Sakebi: ♥️ 3 kanapki z awokado i pomidorem- 311kcal (meh,cały dzień przespałam i dopiero koło 21 zjadłam)
♥️ spacerek- -378kcal
♥️ 3,1l
Mdli mnie strasznie dzisiaj. Dopiero koło 13 poszłam spać i wstałam o 19.
Notka do siebie: nie ćpać za często.
 

projektskinny
 
Sakebi: Gówno kurwa. Wszystko mi dzisiaj z łap leci. Wylałam na podłogę i siebie gorącą wodę.
Przed chwilą skończyłam gotować dla rodziny wegańską lasagne,ale ja jej nie ruszę. Nie ma mowy. Mam nadzieję,że im będzie smakowało.
Btw. 08.09 idę na maraton Kinga do heliosa z dwójką znajomych. Mam nadzieję,że nie będą mi wciskać popcornu czy nachosów jak było ostatnim razem.

♥️ kanapki z pasztetem sojowym z papryką,kawałek gorzkiej czekolady- 443kcal (no kurwa jakieś turbo zmniejszanie XD miało być 50-100,a tu o 900kcal,już czekam na napad!!)
♥️ spacerki- -209kcal (o 1 kcal mniej,staczam sie!!!! XD)
♥️ 2,4l
  • awatar Nuteliaஐ: tylko ty decydujesz o tym co wkładasz do ust:) btw. jedna kaloria mniej!? o nie.. za tu jutro muszisz ją nadrobić XD
  • awatar Nuteliaஐ: ja to wiem, spokojnie ;p
Pokaż wszystkie (2) ›
 

projektskinny
 
Sakebi: Życie to gówno. Nie polecam 2/10.
♥️ makaron z warzywami,kanapki z pastą z soczewicy- 1400kcal (będę schodzić codziennie o 50-100kcal mniej)
♥️ spacerki i innepierdoły- -210kcal (wiem jestem leniwcem jeśli chodzi o ćwiczenia,ale to się zmieni, niedługo szkoła i mam mega ambitny plan żeby ćwiczyć na każdym wf xd)
♥️ 7l (ostatnio gdzieś czytałam,że jak wypije się 10l to można zdechnąć. chciałam wypić,ale skończyło się na 7. jestem gównem)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów