Wpisy oznaczone tagiem "deranged" (25)  

alicyjka
 
  • awatar Strzyg: Ze mną jest coś nie halo czy to rzeczywiście jest szkieletowa kamasutra?
  • awatar Wierzbula: To drugie :)
  • awatar hannabella: Kurczę, nie mam to jak życie po śmierci pełne wrażeń. I, o matko, trzeci avatar w tym tygodniu?? A może to mi tak szybko czas leci przez te przedwczesne wakacje?
Pokaż wszystkie (4) ›
 

alicyjka
 
Sympatyczny dzień.

Przede wszystkim, sezon na wychodzenie z domu z mokrymi, nieuczesanymi włosami uważam za otwarty.

Ponadto poszłam odebrać od H pożyczone rok temu książki, i wróciłam co prawda bez nich, za to z kubkiem Obłędnej jaśminowej zielonej herbaty. Na następnej przerwie dostałam i herbatę, i książki, więc byłam podwójnie szczęśliwa. Potrójnie, kiedy oświadczyłam, że pająk musiał się za mną stęsknić i dostałam to boskie stworzenie do łapek.

W dodatku koleżanki ochrzciły mnie Alicjuszem* i zostałam żoną jednej z nich.

*Stąd tag - posuwiście mroczny typ to dziś ja.

Na zdjęciu taż właśnie zielona herbata "Szlachetne brwi".
  • awatar vill.: Zacnie Alicjuszu! A herbatka jakiej firmy?
  • awatar Wierzbula: Herbata stąd: www.eherbata.pl/ Mają tu w Krakowie malutki, czarodziejski lokal o nazwie Czarka, gdzie bywam coraz częściej :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Z rozmowy z matką:

" - ...to Kasia też idzie na medycynę?!
- Tak, mamo... Jak większość ludzi z obu biolchemów.
- To może ty też idź, będzie wam wesoło! "

Medycyna to i tak pikuś, w porównaniu z jej zeszłotygodniowym pomysłem, żebym studiowała biotechnologię. Albo informatykę.

A ja bym chciała archeologię :(
  • awatar hannabella: No i bardzo dobrze! Jak wiesz czego chcesz, to rób to! :D
  • awatar Wierzbula: Sęk w tym, że aż tak za bardzo nie wiem :) Marzą mi się różne rzeczy, ale przychodzą i odchodzą w tempie co najmniej ekspresowym ;)
  • awatar vill.: Donoszę z rynku pracy: mój mocny biolchemfiz w większości wylądował na biotechnologii, pokończyli/kończą i nie ma dla nic pracy. Serio. Jeździli do Szwecji, do Niemiec, Brytani, Francji - nie ma. W kraju to już w ogóle NIE MA. Za szczęściarę uważa się dziewczynę, która jest sekretarką/asystentką w farmaceutycznym gigancie. Na lekarzy zawsze zapotrzebowanie jest i bedzie (jak na piekarzy). Archeolodzy dużo kują, mało stanowisk pracy (jak ktoś złapie fuchę to jej pilnuje do emerytury) i dość deprymujące na dłużą metę studia: przez większą część roku machają łopatą na jakiś polach. Przez pierwszy rok jest zabawnie - później entuzjazm słabnie. =/
Pokaż wszystkie (3) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Nie przepadam za pączkami, a nic innego tłustego-dewastującego w domu nie ma. Z kolei wyjść do sklepu mi się przez cały dzień nie chciało. Lenistwo ratuje mi talię! :D
  • awatar Strzyg: Kurwa, ale mnie dzisiaj wszyscy demotywująco trollują z tym Tłustym Czwartkiem << Jedna-jedyna Kredzia napisała, że wpierdala jak dzika, żebym się tak źle nie czuła z moim obżarstwem...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Za to kocham swoją szkołę. Za naprawdę niedodeptanych ludzi.

  • awatar Wierzbula: (...naprawdę nikogo nie bawią cudacznie odziani faceci napierdalający się rybami? :( ...świecie, twoje poczucie humoru ssie. )
  • awatar vill.: Mnie bawią! :D :D :D Tylko, powiedzże alicyjko, poczemu nie dostaję powiadomień o Twoim pisaniu? :P Chyba skrzynka mi się przeładowała. :P Rybki dobre! Oślizłe!
  • awatar Wierzbula: O, no widzisz! :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Zamiast pisać wypracowanie maturalne ( *fuj fuj fuj* ) z Gombrowicza ( *passing away, na na na* ) słucham sobie:



Szalony..!
  • awatar Strzyg: Ej, to jest to, co przerobili w Horrible Histories? Bo tak mi się wydaje i się BOJĘ OGLĄDAĆ.
  • awatar Wierzbula: TAK! Zabawne to jest :D Tzn trzeba być w pewnym stanie akceptacji dziwnych rzeczy, jak na przykład totalnie kosmiczna mimika, ale mnie to bawi! ^^
Pokaż wszystkie (2) ›
 

alicyjka
 
Wierzba chce się nauczyć tańczyć.

Niemal siłą zaciągnięta na szkolne tańce przez H oraz koleżanki z nowej klasy i obu biolchemów (autentycznie słaniałam się na nogach i byłam bliska łez ze strachu, bo przecież gdzieee jaaaa będę taaańczyyyć...?! ), teraz nagle odkryłam, że jednak chciałabym toto umieć potrafić. Unfuckbelievable.
  • awatar Strzyg: Unfuckingbelievable chyba, przynajmniej ja znam w takiej wersji ;) Tak czy inaczej, oddaje ducha sytuacji... Bosz, ja przez ostatni rok tańczyłam... no tak, dwa razy. Na CePie. Raz byłam ekstremalnie pijana i było mi wszystko jedno, za drugim autentycznie podobała mi się muzyka. Ale, kurde, naprawdę tańca nienawidzę. Nie ogarniam jak ludzie mogą w ogóle tańczyć w celach innych niż imprezowe, a i cele imprezowe są dla mnie z lekka niejasne... chyba jednak jestem typowym filozofem, na imprezie siedzę, palę, systematycznie się upijam i gadam o dziwnych rzeczach.
  • awatar Wierzbula: Oba chyba mogą być, ale ja podążam za "Rybką zwaną Wandą", albo tym, co tam z tego filmu pamiętam ;) No bo taniec, yy... nie ma żadnego sensu. Ani celu. I jakoś tak zawsze sobie właśnie rozumowałam, że po kija toto...? No ale zaciągnęli mnie, i spodobałam sobie. Tylko że to niekoniecznie łatwe jest :/
Pokaż wszystkie (2) ›
 

alicyjka
 
(Żeby nie było mi zbyt radośnie z okazji udanego dnia.)

Ustaliłyśmy wspólnie z K, żegnając się w deszczu i mroku (K: "jak z powieści!" ) w zeszły piątek, że tak sobie żyjemy obie w poczuciu, że złego się wydarzy coś. Chyba w to wierzę istotnie.

 

alicyjka
 
Wierzbula: Sprzątam, to jest zaśmiecam pokój zdechłymi różami, zdechłymi owocami róż, wrzosami - takoż zdechłymi, kasztanami, szyszkami, mewimi-albo-prawie piórami, piaskiem i cosiami, które można od biedy nazwać dumnie ceramiką.

Odchudzam się, bo w końcu się doigrałam i po raz drugi w życiu Naprawdę jest mnie za dużo.

Trochę podschizowuję na boku. Ot, bo jednak coś tu nie gra.
  • awatar Strzyg: Ja właśnie się *zabieram* do sprzątania, ale takiego bardziej z gatunku wywalania wszystkiego - będzie istna hekatomba z licealnych kserówek :[ Zdechłe wrzosy się strasznie kruszą - chyba sobie kupię żywy, w doniczuszce, pełno tego w kwiaciarniach. O, a w ogóle to doszłam do dziwnego stanu, kiedy nie przeszkadza mi, że jest mnie za dużo. Mogłabym schudnąć. Wręcz powinnam. Ale nie chcę, bo czuję się dobrze. I tyle.
  • awatar Wierzbula: Właśnie widzę, jak się kruszą, paskudniki ;) Ale trudno, mam, to mam, przecież nie wyrzucę... Ja do niedawna byłam we właśnie takim stanie obojętności wagowej, tylko że zamiast utrzymywać puszystość na przyzwoitym poziomie, po prostu tyłam-tyłam-tyłam. I teraz mówię temu stop i nazad.
  • awatar Strzyg: No ja utrzymuję. Jeżeli nie utyję bardziej, to spoko. Jeżeli schudnę, to też spoko, ale jakoś mi nie zależy. I to nie jest taki tumiwisizm depresyjny, to jest po prostu stwierdzenie, że nie mam na co narzekać. Ładnie wyglądam, nawet z tym okrąglutkim brzuszkiem. Podobam się sobie.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

alicyjka
 
...gdyby to była prawdziwa ewakuacja, też byśmy się tak śmiali i wklekli - chichotały niektóre z moich nowoklaśnych koleżanek.

Popatrywałam na nie mrocznie, bo wiedziałam coś, o czym one zapomniały - że część pierwszych klas jest na obozie integracyjnym, a próbne ewakuacje są organizowane przede wszystkim dla nich.


...W sumie dobrze, że nikt się nie zorientował, że to tak naprawdę, dopóki nie znaleźliśmy się na ulicy. Lepiej się śmiać i ślamazarzyć, niż mdleć i deptać po kolegach.
 

alicyjka
 
Wierzbula: One Niemce założyły grupę na fejsbuku, nas też pozapraszały, ale co oni tam piszą... Sypią kurwami jak z rękawa, spamują o jakichś germańskich bibach, ale przede wszystkim mówią o nas tak dziwnie... "Mój polak, moja polka... Moja się jeszcze nie zameldowała... Ha, a ja właśnie dostałem od mojego maila! ...i co, jakie on ma hobby?... pływanie" I tu odezwała się ta, co to do mnie przyjeżdża: "moja ma fajniejsze :D".

Poczułam się jak zwierzątko.
  • awatar Strzyg: Łojeżu, to co podałaś jako hobby?... (Bo nie wiem, czy dla osób zainteresowanych sportem czytanie/pisanie jest fajniejsze od pływania...?)
  • awatar Wierzbula: No właśnie to: pisanie, czytanie, rysowanie...
Pokaż wszystkie (2) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Wierzba zdycha z przerażenia. _._ Inny Niemiec z wymiany napiernicza do niej Prawie Od Godziny na fejsbucznym czacie. Szczęśliwym trafem, zna angielski znacznie lepiej od swojej koleżanki, i brzmi mniej głupawo. Mniej szczęśliwym trafem, najwyraźniej wszystkie te dziewczynki są jakimiś dzikimi sportsmenkami, a wszyscy chłopcy to takie bieberki, które lubią, jak jest "głośno i wesoło".

Boję się ludzi, jeszcze bardziej boję się ludzi "nie na żywo", a już ludzie OBCY, nie mówiący PO POLSKU, to totalna przeraza. Chociaż naprawdę ten szwabczyk wyraża się sympatycznie i sensownie, na tyle, na ile sensowna może być gadka z motywem przewodnim "ja-znam-kilka-słów-po-polsku".
  • awatar Strzyg: Brr, to naprawdę straszliwy kraj musi być :/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

alicyjka
 
Pokaż wszystkie (2) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: I zdałam te całe egzaminy dohumanowejściowe, i cały jeden dzień wakacji mam, dzięki niech będą bogom i za to.

Z polskiego Wymęczona Czwórka (grr, jak ja dukałam, aż mi smutno ), z historii Brawurowa Piątka, komisja ściskała mi ręce i chwaliła entuzjastycznie. Aż się dziwiłam, że ja takie dziwne rzeczy wiem, na ustnym odpowiedzi pojawiały się nie wiadomo skąd. O dziwo, lepiej mi poszedł ten ustny niż pisanie. I o dziwo, że ta historia lepiej od polskiego, bo raz, że zawsze na nią trochę krzywo patrzyłam i uwielbiałam lekcje, owszem, ciekawostki, tak, ale umieć jej nie umiałam za grosz. A dwa, że te nieszczęsne, bezwakacyjne wakacje poświęciłam praktycznie w całości językowi naszemu pięknemu. A tu pupa, z historii błyszczę, a polonista, który wcześniej miał ze mną "rozmowę", i potem przez telefon, i potem ciągle się do mnie uśmiechał, zawiódł się najwyraźniej srodze, bo uśmiechać się przestał. Ale ja wiem, wiem o co chodzi. Nie znoszę, nie umiem interpretować poezji. Dla mnie wiersze się czuje( i pisze, też). Ja mogę od biedy mówić o wierszy stronie formalnej, o środkach wyrazu, ale nie zacznę tłumaczyć, osochozi, bo ja nie wiem, osochozi, ja to po prostu odbieram. Co oczywiście nie zadowala nauczycieli...
 

alicyjka
 
Wierzbula: To chyba chore, ale zachwycanie się jedzeniem na zdjęciach nie powoduje, że mam ochotę coś zjeść. Zupełnie spokojnie i z wielką przyjemnością patrzę na te wszystkie serniki, czekoladki, torciki, ziemniaczki ( w Polsce poza Krakowem bodajże bajaderki są to )...

A toto nazywa się tak romantycznie, że aż wkleję. Sernik z rosą.
  • awatar A.: Moja mama robi najlepszy sernik z rosą <3
  • awatar Wierzbula: Moja babcia też ;) Ale nigdy nie wiedziałam, że to się tak właśnie nazywa.
  • awatar Strzygunia: O masz, sernik to bym akurat zjadła... << U mnie oglądanie wszelkich tych wypieszczonych babeczek i tortów z pięknymi dekoracjami nie wywołuje głodu, tylko czystą przyjemność estetyczną, ale taki domowy sernik... Zrobiłam się głodna, że ojapierdolę T.T Idę sobie zrobić grzankę z serem, że niby wcześniejsza kolacja <<
Pokaż wszystkie (3) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Jak ja zawsze nie znoszę tych kilku godzin przed wyjazdem dokądkolwiek albo przed wyjściem w jakieś obce miejsce. Zawsze łóżko robi się takie przytulne, widok za oknem piękny, a nieprzeczytane książki nęcące. Dzisiejszy powód, żeby się zamurować w pokoju - bo w całym domu tak obłędnie pachnie, i od rana nie odkryłam, czym.
  • awatar Strzygunia: Ja mam tak samo... Co prawda raczej w stronę "OMG, świat na zewnątrz jest tak potworny, że już wolę zostać w domu", no ale mam. Więc nie wiem, może sobie czymś nos zaklej i przyjeżdżaj, pogadamy sobie o traumach, aspołeczności i fobiach wyjazdowych.
  • awatar Wierzbula: A właśnie miałam zrobić dopisek, że babcia gotuje pierogi, w związku z czym tajemniczy zapach umarł śmiercią nagłą a niespodziewaną :P Teraz już tylko podskakuję nerwowo, bo to ani się czymś zająć, ani czekać... I jak ten lęk wyjazdowy łączy się z moim zamiłowaniem do podróży? -.- A przyjechać przyjadę, nawet stany lękowe mnie nie powstrzymają ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Dostałam misia...

Najpaskudniejszy to miś, jakiego w życiu widziałam, i gdyby nie był od X, wylądowałby w koszu w trybie pilnym, MIMO że nie wolno wyrzucać misiów. Ale ten naprawdę jest straszny.

Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. To już kwiatka nie można było? Ususzysz takiego i masz martwy organizm w pokoju, co jest piękne. Misia można trzymać dowolnie długo, a i tak nie stanie się martwy. Bezużyteczne.


Plotę trzy po trzy, oczywiście, ale to jednak było epickie, kiedy X wyciągnął tego pluszastego w samiutkich drzwiach piątego liceum. Zaśmiałam się szyderczo, chociaż podobno miałam zakrzyknąć "jupi!" i chwycić tę kreaturę w czułe objęcia.

Mama powiedziała, że jestem zbyt wymagająca. Ale przecież ja niczego nie wymagam, niczego lepszego nie oczekuję, ja się po prostu śmiałam z misia...
  • awatar Never stop dreaming < 3: nie doceniasz takiego słodkiego gestu xd no wiesz Ty co xD
  • awatar vill.: Hehehehe :D Pokaż zdjęcie! Generalnie to cudny opis! :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Czasami się go boję. Szczególnie, kiedy wysyła mi jakieś obrazki niewiadomego pochodzenia.
  • awatar vill.: ... też bym się bała... O,o... Czy to zaszyfrowana sugestia jakaś?
  • awatar Wierzbula: To raczej jeden z stu dwudziestu xowych sposobów wyznania miłości. Chociaż z nim to nic nie wiadomo w sumie.
  • awatar Strzygunia: A, nie jest niewiadomego pochodzenia - na kwejku było, tylko dosyć dawno :D Czego tu się bać?... No, może niezbyt estetyczne, ale oryginalne i z dużą dozą czarnego humoru - obie cechy jak najbardziej pożądane.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Krakowską Noc Muzeów miałam olać po całości (Nie Ma na tym świecie niczego gorszego od tłumu), ale pan prof. historyk parę godzin przed jej rozpoczęciem zlecił nam obowiązkowy udział i napisanie sprawozdania :/ Nie lubię być zmuszana do niczego, a idea pisania sprawozdań z wyjść (nie)szkolnych mnie troszeczkę przeraża, ale cóż było robić - poszłam.

A właściwie poszliśmy, z X, mimo że on miał gorączkę, a ja mocną alergię, gorączkę zaprawioną okresem i wyjątkowo zażyłam coś przeciwbólowego - zdążyłam już zapomnieć, że na mnie to nie działa. I rzeczywiście, boleć nie przestało, ale byłam cokolwiek naćpana i błogoszczęśliwa (choć może cudowne leki na alergię i temperatura miały z moim stanem też coś wspólnego - jestem jedyną znaną sobie osobą, która lubi mieć gorączkę i jest wtedy ociężale szczęśliwa ).

Muzeum Etnograficzne było ciekawe dla nas obojga, mimo że X pamiętał dokładnie, co się tam znajduje, i wszystko mi opowiadał. Jakoś w trakcie zwiedzania radośnie, acz z lekkim przerażeniem stwierdził, że się zataczam, i bardzo mu się podobało, co i w jaki sposób mówiłam. Przemarsz w stronę Muzeum Archeologicznego był długi i uroczy, i bardzo wesoły. Choć legiony straży miejskiej i policji napawały mnie lekką konsternacją, ale chyba jednak zachowywaliśmy się bardzo cicho, mimo że zdecydowanie obłąkańczo. I nawet ludzie naokoło nie byli Aż Tacy straszni, jak to zwykle ( w świetle słońca wyglądają przeraźliwiej... ).

Niestety, na widok kolejki do muzeum byliśmy zmuszeni poszukać czegoś mniej morderczego. Poszliśmy do Narodowego i w tym momencie czar wieczoru prysł. Tłum zrobił się jakiś taki bardziej nieżyczliwy, X słaniał się na nogach i mówił od rzeczy (ale wciąż rozróżniał poszczególne zbroje, tylko że to już dla mnie nie było interesujące nadmiernie, bo jako dziecko wychowane na RPGach, wiem, co to kolczuga, a co zbroja płytowa ). Przejął się też strasznie, kiedy nieuprzejma Pani z Muzeum zasugerowała nam drogę do ominięcia jakiegoś większego skupiska humanoidalnego ( powtarzał kilkakrotnie, że "skarcił go człowiek" ). Na mnie leki przestały działać, ból brzuszyny za to się wzmógł i było mi paskudnie. Zwialiśmy stamtąd w trybie pilnym, zapamiętując po jednym eksponacie, bo taki był wymóg profesora.

A dzisiaj planujemy spędzić koniec świata ucząc się matematyki w zaciszu domowym. I może Piratów z Karaibów część III obejrzymy, coby było tematyczniej.
  • awatar Strzygunia: Też lubię mieć gorączkę i czuję się wtedy dokładnie tak samo, ale tylko jak mogę leżeć w łóżeczku. Wychodzenie z domu z gorączką powoduje u mnie odlot bardzo niepozytywny. (A swoją drogą, Ómarł mnie Twój komentarz na fejsbuku: "Ja tylko Śmiem Przypomnieć, że tatuś ma fb." XD)
  • awatar Wierzbula: Ja właśnie nie lubię leżeć w łóżku z gorączką, bo nie mogę wtedy spać - majaczę, budzę się co 5 minut, no koszmar. A mój brat to loser, kto po pijaku wchodzi na fb, będąc u kolegi, a potem jeszcze oddaje swoje konto w ręce innych kolegów? :/
Pokaż wszystkie (2) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Ksiądz nasz licealny jest iście przeborski.

Historyjka dzisiejsza była o tym, jak go przenieśli do Krakowa w trzecim roku kapłaństwa. Zawiódł się strasznie, idąc po kolędzie ulicą Zwierzyniecką (która była dla niego najważniejsza w mieście), bo brud, smród i ubóstwo tam te piętnaście lat temu było. Wchodzi do jednej z kamienic i dziwi się, czemu taki dziwny układ mieszkań; ktoś mu wyjaśnił, że to był kiedyś hotel. U kolejnego pana mieszkającego pochwalił się nabytą wiedzą, że powiedzieli, że hotel, tak.
- A powiedzieli księdzu, jaki to był hotel?
- ... no, hotel.
- To był proszę księdza burdel, do którego Lenin przychodził był. A ta sąsiadka z góry, to ona w tym burdelu jeszcze pracowała.
Ksiądz, zobaczywszy poskręcaną starowinę, nie miał ponoć serca pytać, czy pamięta Lenina...
 

alicyjka
 
Wierzbula: Wczoraj Wierzba wyprawiła się z Xsiakiem do Nowej Huty, miejsca pełnego bloków, dresów i sztucznej zieleni (te oczojebne połacie trawy...). Wierzba mieszkała w Hucie przez pierwszych sześć lat swego bytowania na tym świecie. I nie była tam od tamtej pory, bo raz, że daleko, dwa, że Wierzba gubi się we własnym mieście w radośnie szybkim tempie*, trzy, że właśnie dresów pełno i strach. Ale skoro X się zaoferował ją tam zabrać, i niby nawet wiedział to, czego Wierzba nie wiedziała, czyli jak dotrzeć do jej ukochanego Parku Tysiąclecia, i pod kościół Maksymiliana Kolbe, i na jej osiedle... Nie wiedział co prawda, gdzie może znajdować się "park pani Zosi" ani "jarzębinki". Ale udało nam się znaleźć mój blok - nie żebym poznała, ale numer się zgadzał. W parku wypatrzyłam Dużego Luda i Małego Luda, czyli dwa kamole, którym ja i mój brat "składaliśmy wizyty".

*A jeszcze Huta jest taka sama wszerz, wzdłuż, i w ogóle z każdej strony, po prostu gigantyczny labirynt bloków, betonu, asfaltu i chorych trawników...

W zamian za odwiedzenie ze mną Huty, musiałam X obiecać, że ja z kolei będę mu towarzyszyć do miejsca jego dzieciństwa (Berlin czyli), kiedyś w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ależ proszę, jeśli tylko mnie tam zabierze, nie mam nic przeciwko :D


Pięknie mi. Słucham Sol Invictus i przypominam sobie, jak to kiedyś było w tej mojej Hucie mrocznie (wycięli większość drzew w parku... ), jakie wszystko było duże i szare. Teraz jest mniejsze, pomalowane na brzydkie kolory i tylko tych dresów faktycznie trochę widzieliśmy.
  • awatar Strzygunia: Cóż, ja mam fajniej - przeprowadziliśmy się do miejsca obecnego, jak miałam niewiele ponad rok, więc praktycznie całe moje dzieciństwo jest tutaj. Chociaż spory jego kawałek jest też na Dąbrowie, gdzie kiedyś mieszkali dziadkowie. I muszę tam się kiedyś wybrać, połazić znowu po torach, narwać jarzębiny, nawąchać się konwalii rosnących pod blokiem i sprawdzić, czy nadal działa piekarnia. A teraz się wyprowadzam od siebie do paskudnie nowego miejsca... Niby niedaleko, ale zawsze. Ale jak przyjedziecie na sabat, to i tak Was oprowadzę po póki co jeszcze obecnym, ale już niedługo byłym osiedlu. Bo jest zajebiste i w promieniu mniej więcej dwóch kilometrów mamy: dwa parki, stare szwalnie/fabryczki, które wyglądają na nawiedzone, stadion, szpital z prosektorium, dzikie łąki, dwa kościoły, cmentarz i moje ukochane osiedle poniemieckich domków wśród których mieszkam (wbrew temu, co ludzie mówią, wcale się nie układają w swastykę - chociaż może po prostu nie zdążono wszystkich zbudować...)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Kim to trzeba być, żeby prawie wsiąść do samochodu obcego faceta, bo się po ciemku wydaje, że to tatuś podjechał? Dobrze, że pan nie był żadnym wrzącym od złych zamiarów osobnikiem, tylko się śmiał, że do kogo podobny - do męża czy do taty? A samochód nawet nie był podobny, psiajucha. Ani ani. Ale ciemno było, no.

A za oknem pada śnieg, taka jego mać. Dało mi to pretekst do niesprzątania, nierobienia matmy (na poniedziałek są zadania z pochodnych, psiamać, co to jest w ogóle? ) i spokojnego oglądania sobie głupiego serialu. Nie spodziewałabym się po sobie, że sięgnę po toto kiedykolwiek. A sięgnęłam i po książkę. Nie da się tego czytać; ale tak *naprawdę-naprawdę* się nie da. Serial lepszy. Przynajmniej jeden z aktorów jest przyjemny dla oka, i dowciapny taki.

Ale ten śnieg pada i pada, a X uczy się do tej swojej olimpiady, którą ma za tydzień, więc generalnie go nie widzę, a jak już widzę, to jest nieprzytomny tak, jak to tylko on potrafi, czyli w ogóle z nim nie ma kontaktu. Więc się krzywię niemiłosiernie i szukam książki, którą mogłabym poczytać bez krzywienia się, bo na razie krzywię się na wszystko. I chyba nigdy nie wysmarowałam jeszcze tak beznadziejnie zaplątanego wpisu. Damn it.
  • awatar Kapłanka..: trzeba być wyjątkowo "udanym" :D
  • awatar Zimna.: Pochodne są jeszcze względnie łatwe. Całki są gorsze.
  • awatar Strzygunia: O, a to co za książko-serial? A z tym wsiadaniem do cudzego samochodu... Chyba AŻ TAKI hardkor mi się jeszcze nie przydarzył nigdy, ale bywało blisko. Współczuję, ja się w takich sytuacjach palę ze wstydu przez tydzień...
Pokaż wszystkie (12) ›
 

alicyjka
 
Wierzbula: Kocham moich kolegów. Nic tak nie wyrywa ze zdechłego, opuchłego marazmu, jak totalnie idiotyczny filmik wrzucony przez jednego z nich na fejsbuka. Łiiiii! ^^

 

 

Kategorie blogów