Wpisy oznaczone tagiem "do dupy" (26)  

totakieniewazne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
taka_ja:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

totakieniewazne
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
taka_ja:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

twojcukierkowysen
 
twojcukierkowysen: koniec skończyło się...
teraz czas się ogarnąć...
kiedyś zbiorę siły...
i pokażę wszystkim kim jestem...
a teraz... teraz staram się ogarnąć.
 

wera_200
 
not_so_happy_birthday_by_Rawxden.png


Hejo biszkopciki! Więc oficjalnie mogę powiedzieć że skończyłam 17 lat. Yeah! Wczorajsze urodziny do najlepszych nie należały. Wiele osób zapomniało o nich, albo nie chciało pamiętać. Dwie bliskie mi osoby też nie były w stanie wykrzesać z siebie dwóch słów na fb. Tak, to prawdziwi przyjaciele XIX wieku. Przykro mi trochę z tego powodu. Nawet moja rodzina w większości dała plamę. Ten fakt mnie bardzo smuci. Ehhh.. co zrobić? Fałszywi ludzie budują społeczeństwo.
  • awatar st.anger: Wszystkiego,czego sobie życzysz:) Głowa do góry,to Twój ostatni rok przed dorosłością, więc korzystaj na maxa!
  • awatar Antonina_Bellalala: głowa do góry! no i wszystkiego najlepszego ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

melatenkot
 
Mam dość ludzi. Jebitnie mam dość ludzi. Wszelkich. Bliskich. Dalekich. Jakichkolwiek.

-------.01.01
Rok zaczął się chujowo. Najpierw fakt, że na sylwestra do znajomych chciałam wpaść tylko na chwilę i zmyć się najdalej o 2 w nocy. Ale nie, kiedy mój M się dobrze bawi... Najpierw nie chciał wyjść z domu, a później nie chciał do niego wrócić.
Zdążyłam 2 razy się pokłócić ze znajomymi. Choćby i o to, że to nie ja poplamiłam wykładzinę, ale to mnie oskarżano...

Ale czas zleciał, no bo jak miał nie zlecieć przy alkoholu. A było dużo alkoholu. Dużo za dużo...

Powrót jakoś o 8? Nie wiem. Łóżko łaskawie przyjęło mnie w swoje objęcia. Ale nie ich - mój M. i koledzy siedzieli dalej w pokoju obok i... grali... do 14?

Nie wiem. Mój M. obudził mnie (łaskawca) po 16, bo on "źle się czuje", bo nie może spać, bo chce iść pod prysznic, bo... bo... bo...
No i nie dał mi odespać tych wszystkich wlanych przez niego drinków, które jeszcze nie wyparowały z mojego sponiewieranego nowym rokiem ciała. Nowy rok bolał mnie od pierwszej chwili, od pierwszej godziny... z każdą sekundą stawał się gorszy. Z każdym momentem przebywania z ludźmi brzydło mi bardziej... no i się porzygałam. Nie raz, nie dwa. Nie wiem ile. Mogłam spać, ale że jemu źle, na jego życzenie. Prosiłam o słabsze drinki? Prosiłam o szybszy powrót?

Szklanka gorzkiej herbaty i łyżka sody to jedyne lekarstwo. Rzygasz jeszcze raz, czy trzy i idziesz spać dalej. Ja tak, on nie. Jemu źle. On nie chce rzygać... Dlatego będzie dalej siedział i nie dawał mi spać...

-------.02.01.
Tak mi minął nowy rok. Zajebiście. W końcu gdzieś między 1 a 2 w nocy, następnej nocy (1/2.01), udało mi się go położyć. W końcu cisza, w końcu spokój, w końcu mogę się położyć... i nie mogę spać. Cała noc nieprzespana. Wywaliłam go do pracy... nie. Biedne dziecko samo nie dojdzie. Jakoś pozbierałam się do wyjścia... Wejście do apteki, jakaś aspiryna i won!

Wróciłam. Nawet nie chcę wiedzieć co ci ludzie sobie o mnie myśleli - takiej zmarnowanej. Zjadłam dosłownie odrobinę jakiegoś mięsa w zasmażce. Nie chciało mi się nic. Tylko jakiś moralniak zaprzątał mi myśli. Bo przecież - było tyle alkoholu...

Wrócił z pracy. Narzekał dalej.

-------. 03.01, 04.01
Sobota... sobota... co było w sobotę? Nie wiem. Chyba niewiele więcej niż dzień wcześniej. A nie... A może to w niedzielę krew mi z nosa leciała ciurkiem? Przecież nie można tak bezkarnie dawać wlewać w siebie hektolitry alkoholu, a później prawie nie jeść przez 3 dni...
Kolega kupił w niedzielę hot wings, czy inny mięsny shitowy kubełek. Dobre było. Nawet nie wiedziałam, że jestem tak głodna...

-------. 05.01
Rano obudził mnie telefon. Nie odebrałam. Nie chciałam gadać z ludźmi. M też się obudził...

Pierwszy dzień, gdy wyszłam gdziekolwiek. Ledwo zebrałam do kupy wcześniej rozczochrane kłaki. Trochę lepiej niż w piątek. Trochę lepiej. Poszłam na zakupy. Był w końcu obiad. Kotlety mielone, pieczarki z cebulką podsmażone, ziemniaki no i moje ulubione do takich zestawów - brukselki. Tylko kilka odgrzanych z zamrażarki. Uwielbiam je... Jedna z niewielu rzeczy, która mnie cieszy.

Po obiedzie wino. Czerwone, wytrawne. Nie lampka. 4 może 5 na głowę. Bo ile wyjdzie z butelki? To nie wódka. Niby napić się można. Ale po co?

Wieczorem jakieś filmy. Znowu.

-------. 06.01
Dziś nic konkretnego. Unikanie kolędy - pranie na środku pokoju, wszędzie w zasadzie się suszy... Reszta niby posprzątana, ale... po co mam przyjmować do domu kogokolwiek? Jeszcze kota mi wystraszą i ucieknie. W mieście nigdy takiego zwierzaka znaleźć nie można. Albo przejadą, albo wywiozą na wieś. Rzadko jakikolwiek wraca do domu...

Cały dzień - nic konkretnego. Trochę zjadłam. W sumie 6 cholernie słodkich rogali, 4 kromki chleba z margaryną, pomidorem, ogórkiem, sałatą i jakąś szynką i 2 ciastka z czekoladą. Zapiłam to IceTea. Cóż. To na pewno pójdzie w tyłek.

Trochę nawet próbowałam ćwiczyć. Pierwszy raz od bardzo dawna. Jakieś ćwiczenia rozciągające i na brzuch... w sumie 10. Tak sobie kiedyś wymyśliłam, że w poniedziałki, środy i piątki będę wykonywać ćwiczenia na nogi i pośladki, a we wtorki i w czwartki rozciąganie i brzuch...

Kot się na mnie dziwnie patrzył. "Pani zdurniała na stare lata". Rzuciłam jej papierek od cukierka - teraz ona gania za nim jak głupia. Gania papierek po cukierku, który też dziś zjadłam...

Eh... niech dojdzie już ta nowa zabawka dla niej. Mój M. nauczył ją "agresji" na chusteczki. Teraz, gdy mam gdzieś położoną chusteczkę, to mi ją kradnie i rozszarpuje. Przez jego głupotę (a prosiłam, żeby tego nie uczyć) muszę karać za to biednego kota...

=======.
Jutro 7 dzień nowego roku. Jutro również nie będę robić nic konstruktywnego. Może jedynie przypomnę sobie o tych ćwiczeniach...? Tak w sumie w ostatnim czasie wygląda moje życie. Tylko dochodzą do tego zajęcia na studiach, których nie mogę ukończyć. Ciągle z ludźmi, ciągle wśród ludzi... Jedyne czego bym chciała, to zaszyć się na jakiejś bezludnej wyspie. Na tydzień lub lepiej miesiąc. Chociaż ewentualnie 4 ściany i przekręcony w zamku klucz - też dałyby radę... Żywiłabym się mrożonkami, wyłączyła telefony i internet, i robiła to co robię na co dzień w zbyt małych ilościach. Robiłabym "nic". Odpoczywała od ludzi... towarzystwa mógłby mi dotrzymywać kot. I to tylko pod warunkiem, że miałaby ona okres dobroci dla ludzi...

A tak wszystko się pierdoli. Ja jako jednostka aspołeczna, skazana na nieustanne przebywanie z ludźmi po prostu zagłębiam się w swoich aspołecznych zachowaniach, pogłębia się moja depresja spowodowana starym rokiem i zbyt dużą liczbą pogrzebów... zakrapiane imprezy nie pomagają...

Wredna, niemiła, kłótliwa, wybuchowa i nieprzewidywalna - zrażam do siebie ludzi...

Ale co mogę poradzić?

Nie znoszę udawać, że jest dobrze...
 

kaffi
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
~Julia~:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

kaffi
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
~Julia~:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

kaffi
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
~Julia~:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

kaffi
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
~Julia~:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

kaffi
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
~Julia~:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

massacre
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
ratattuj:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

massacre
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
ratattuj:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

massacre
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
ratattuj:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

inevitabledeath
 
inevitable death:
trochę nudy, ale szczerze mówiąc nawet zbytnio nie ma  się z kim spotkać :s
także siedzę sobie na necie i sprawdzam co się na fejsie działo do tej pory. :D
już niedługo nad morze, jakoś mi się odechciało kiedy dowiedziałam się kto jedzie. najs...
bywa i tak.

moze ktoś chciałby pogadać, bo nudy ? :>
gochat.in/emm56
  • awatar podjara: Fajne zdj <3 Wpadnij do mnie, tworzymy postać! ;)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

bylominelo
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Do jutra:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

tito
 
cierpię....głowa mi chyba wybuchnie!...
cierpię....na brak komentarzy....
pytam....bo nie wiem, czy jest sens robić cokolwiek...
pytam....czy bawić się w sznurki?...
pytam.... dać sobie spokój ze wszystkim i tak sezon ogórkowy :/ ...
czekam...na Męża :d
  • awatar Bafka: Powiem tak: brak kometarzy moze oznaczac brak zachwytu, bo zwykle jesli jakis wyrob sie podoba to sa liczne ochy i achy. Moze tez oznaczac, ze duza liczba pingerowiczow jest na wakacjach. Mimo to, nie od komentarzy czy ich braku powinnas uzalezniac swoja pasje. Jesli robienie bizu sprawia ci radosc, to po prostu to rob, niezaleznie od tego czy sa komentarze czy nie. jesli myslisz o robieniu bizu bardziej pod kontem "na sprzedaZ" proponuje zrobic cos w stylu ankiety i po prostu popytac o upodobania. Tak czy siak, zawsze wydawalo mi sie, ze moze lubisz to robic, wiec mysli ze sezon ogorkowy i cos tam cos tam... odgon je. Niech twoja pasja bedzie nia nadal. Pozdrawiam.
  • awatar TitoGallery- handmade: @Bafka: cierpie na brak komenatrzy pod kątem opini czy sie podoba, czy tak czy nie, może inny kierunek? oto mi chodziło :) są gusta i guściki to też wiem, lubię robić biżu :) dzięki, ze sie wypowiedziałaś :*
  • awatar Ariellea: Nie rozumiem po co od opinii kilku osób, które akurat miały wenę się odezwać uzależniać, to co się robi. Mnie osobiście bardzo się nie podobają "sznurkowe" bransoletki. Z drugiej strony ostatni raz kupiłam sobie błyskotkę dobry rok temu - więc nie jestem zbyt pewnym głosem przy wydawaniu sądów :) Wypróbowywanie nowych pomysłów jest dla mnie dużo ważniejsze niż powtarzanie starych wzorów - ale mnie nie zależy, żeby sprzedawać to co zrobię :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

popatrz
 
I'm psycho!: z każdym dniem robi się coraz gorzej, czuje jak wszystko coraz bardziej się rozpieprza... dlaczego nie mogę przestać, dlaczego nie moge nad sobą zapanować, ogarnąć się, zrobić wreszcie coś z czego bede zadowolona... codziennie próbuje się zmobilizować, idę spać, 'mobilizacja' i 'determinacja' znikają gdy się budzę... nawet nie chce mi się rano wstawac... czuje sie teraz tak totalnie do dupy...
bez sensu..
 

sawka
 
Wpis tylko dla znajomych
Sawka:

Wpis tylko dla znajomych

 

popatrz
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
I'm psycho!:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

luzaki.org
 
  • awatar patio: kur***** justin biber to pejedus
  • awatar gość: Można gdzieś kupić taki ? ;p Taak bardzo bym chciał xd
Pokaż wszystkie (2) ›
 

demol
 
Byłem wczoraj na spektaklu Kabareciarni Laskowika z udziałem Jacka Fedorowicza i Waldemara Malickiego. W kinie Apollo w Poznaniu.
Nie była to żenada, ale chałtura. Trzy dziewuszki coś tam robiły na scenie, Malicki odgrzewał stare teksty o Hottentotenmutter usw. a Zenek pojawiał się i znikał (to była jego główna rola).
Jedyny dobry numer to wchodzenie na wieżę kościoła Mariackiego oraz druga suita Malickiego. Fedorowicz jest miły facet, ale nie z tej bajki. Na uwagę zasługuje jeszcze Krzysiu Jakiśtam (bo Zenek niewyraźnie blubra nazwiska )co gra takiego w zwolnionym tempie.
SZKODA PIENIĘDZY !!!
  • awatar admin: @mirko: Nie widziałem go w pobliżu.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów