Wpisy oznaczone tagiem "drogo" (54)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Dlaczego Izrael skoro jestem niewierząca?
A dlaczego nie? Przecież to piękny kraj, który nie tylko religią chrześcijańską stoi.

34700110_1642636489116993_6549746090411819008_n.jpg

Gdy mówiłam znajomym, że lecę do Izraela dziwili się okropnie. Po pierwsze, dlatego, że większości osób Izrael kojarzy się z Jerozolima i tłumem pielgrzymów. Wtedy tłumaczyłam, że ja nie jadę tam w odwiedziny do Jezusa tylko do mojej przyjaciółki Karoliny, która mieszka w Hajfie, a do Ziemi Świętej nawet się nie wybieram. Nie tym razem.
I nie, dlatego, że jestem niewierząca (lubię zwiedzać każe świątynie pomimo braku więzi
z jakąkolwiek religią), ale dlatego, że mój pobyt będzie trwał jedynie 4 dni.

Po drugie znajomych wprawiało w przerażenie, że wyjazd organizuje na własną rękę, nie wykupiłam grupowej wycieczki z biura podróży. I w sumie nawet nie przyszło mi to przez myśl między innymi, dlatego, że do Hajfy wycieczek z Polski nie ma.

Organizacja takiego wyjazdu jest równie prosta jak wyjazdu do Pragi.

34745884_1642636802450295_2268746852692131840_n.jpg

Bezpieczeństwo
Te wszystkie informacje, że niby w Izraelu jest niebezpiecznie są wyssane z palca. Zwiedzaliśmy trzy miasta: Hajfę, Akko i Tel Aviv i w każdym czuliśmy się bardzo bezpiecznie (również w nocy)
i nie spotkała nas żadna nieprzyjemna sytuacja.

34591214_1642631059117536_6884892803814391808_n.jpg

Kontrole na lotnisku
Naczytałam się o wzmożonych kontrolach na lotnisku w Tel Avivie. Nic takiego nie miało miejsca. Owszem zadano nam pytania gdzie będziemy spać
i dlaczego akurat w Hajfie, ale nie czułam się jakoś specjalnie przesłuchiwana. Podczas wylotu pani zapytała jak długo jesteśmy razem z moim Lubym i na tym skończyła się dociekliwość. Tak samo bagaż nie był jakoś ekstremalnie kontrolowany. Na lotnisku Ben Gurion nie trzeba wyciągać kosmetyków i elektroniki ani ściągać kurtki tak jak to ma miejsce w Polsce. Zapytano jedynie czy mam laptopa, bo jest on jedyną rzeczą, którą należy wyciągnąć.

34700782_1642636969116945_53894671264382976_n.jpg

Bilety
Lecieliśmy LOTem. Bilety kupiliśmy na jakiejś szalonej promocji w styczniu, dzięki czemu za 4 bilety (dwa do Izraela i dwa powrotne) zapłaciliśmy niewiele ponad 500 zł.
Lecieliśmy z Rzeszowa z przesiadką w Warszawie. Na lot Warszawa- Tel Aviv wykupiliśmy miejsca obok siebie, co okazało się wyrzuceniem pieniędzy
w błoto, ponieważ i tak za każdym razem mieliśmy sąsiednie fotele.
Odprawiliśmy się przez Internet, co pozwoliło nam zaoszczędzić mnóstwo czasu, który musielibyśmy poświęcić na stanie w kolejce na lotnisku. Jako, że jestem bardzo zapobiegliwa osobą drukowałam karty pokładowe w obawie, że telefony nagle odmówią posłuszeństwa.
Muszę przyznać, że pomimo odwiedzenia dotychczas 8 krajów to dopiero do Izraela (a właściwie do Warszawy z Rzeszowa) pierwszy raz leciałam samolotem. Spodobało mi się! To jest genialne uczucie! Prawie tak wspaniałe jak seks i jedzenie! Już wiem, że lubię latać.

34782408_1642631339117508_6896686058159734784_n.jpg

Wiza
Wydawana jest na lotnisku podczas odprawy paszportowej. Jeśli spodziewacie się pieczątki
w paszporcie to się rozczarujecie. Izraelską wizę dostajecie na karteczce, co jest trochę uciążliwe, bo łatwo ją zgubić, a była potrzebna podczas zameldowania w hotelu.

34862160_1642636772450298_8403209261013794816_n.jpg

Hotel
Zabukowany na booking.com. Temu zagadnieniu poświęcę osobny wpis, bo miałam z nim przeboje.

34962518_1642635792450396_4928691700504723456_n.jpg

Komunikacja
Z Tel Avivu do Hajfy dostaliśmy się pociągiem. Cena jednego biletu to 35 szekli. Ogólnie po Izraelu kursuje mnóstwo autobusów i pociągów, które łączą najważniejsze miasta. Pociągi jeżdżą całą dobę, lecz w nocy trochę rzadziej. Stacja kolejowa jest niemal połączona z lotniskiem Ben Gurion, a bilet kupiliśmy w automacie, w którym można wybrać opcje angielskiego języka. Grunt to znać nazwę stacji, do której się chce jechać, ponieważ to w nią należy kliknąć podczas zakupu.

34703302_1642636925783616_7959292243141984256_n.jpg

Szabat
W judaizmie to czas przeznaczony na odpoczynek, który wierzący Izraelczycy traktują bardzo dosłownie. Od piątku od zachodu słońca do soboty do zachodu słońca nie pracują. Zamknięte są sklepy i restauracje oraz nie kursują pociągi. Warto mieć to na uwadze planując pobyt w Izraelu. Oczywiście nie wszyscy Żydzi praktykują szabat. Ponadto nie wszyscy mieszkańcy Izraela to Żydzi, więc znajdziemy otwarte lokale czy sklepy arabskie.
W Hajfie kursowały też autobusy należące do prywatnych przewoźników. Powiedziałabym, że szabat to jedna z najważniejszych spraw, którą trzeba mieć na uwadze jadąc do Izraela.

34811361_1642624022451573_2854079753298640896_n.jpg

Waluta
W Izraelu płacimy szeklami. Jeden szekel to mniej więcej 1 zł. Jest drogo i to bardzo. Obiad dla dwóch osób plus napoje w restauracji kosztuje ponad 200 szekli. Butelka wody o pojemności 0,5l to koszt, co najmniej 5 szekli. Trzeba przygotować budżet wyjazdowy na takie ceny. Ja pieniądze rozmieniłam w Krakowie, ponieważ jest tu kilka kantorów gdzie można dostać szekle. Wymieniając najpierw na dolary, a na miejscu na szekle dwa razy straciłabym na przewalutowaniu.

34715078_1642631475784161_8124972238672756736_n.jpg

Ludzie
Mili, uczynni, uśmiechnięci, chętni do pomocy
i bardzo uczciwi.

34752201_1642622609118381_3448861457402298368_n.jpg

Klimat
Gorąco, parno i duszno nawet w nadmorskich miejscowościach. Bez butelki wody, nakrycia głowy, kremu z filtrem i okularów słonecznych ani rusz!

34880140_1642637279116914_8985138125160316928_n.jpg

Podsumowując nie taki Izrael straszny jak go malują. Polecam samodzielne wyprawy do tego pięknego kraju, o którym napiszę jeszcze nie jeden wpis.

34755330_1642635205783788_2473158803168690176_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Hej

Niemal od miesiąca próbuje dodać tu wpis recenzujący Meho Cafe.
Niestety Pinger za każdym razem upiera się, że to spam. Drogi Pingerze, to nie spam, tylko recenzja! Ogarnijcie się!
Ponieważ nie mam innego wyjścia zostawiam Wam link do tejże recenzji na Blogspocie:gdzietuwyjsckrakow.blogspot.com/(…)na-kawe-do-jozef…
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Hej

Niemal od miesiąca próbuje dodać tu wpis recenzujący restauracje Focha 42.
Niestety Pinger za każdym razem upiera się, że to spam. Drogi Pingerze, to nie spam, tylko recenzja! Ogarnijcie się!
Ponieważ nie mam innego wyjścia zostawiam Wam link do tejże recenzji na Blogspocie: gdzietuwyjsckrakow.blogspot.com/(…)obedna-pizza-w-f…
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Mięta to propozycja zdecydowanie wiosenno letnia. Dlaczego? Włoska kuchnia kojarząca się z słońcem
i ciepłem oraz jeden z lepszych ogródków przy restauracji.

32370395_1619866421394000_1559851367932100608_n.jpg

Muszę przyznać, że bardzo lubię Miętę i ich interpretacje włoskiej kuchni. Pizza na cienkim chrupiącym cieście z minimalną ilością dodatków nadaje się akurat dla jednej osoby, a makarony zachęcają swoim smakiem do kolejnych wizyt. Szczególnie przypadło mi do gustu wyśmienite orkiszowe penne z borowikami, kozim serem i szynką parmeńską.
Polecam również przepysznie maślane gniocchi zapiekane w sosie serowym z pomidorkami
i mozzarellą.
Do tego butelka ich domowego wina i prawdziwa, choć nie najtańsza, uczta gotowa.

32581629_1619866404727335_3355796959276302336_n.jpg

Obsługa jest bardzo miła, czasem jednak czas oczekiwania na kelnerkę jest dłuższy niż powinien.
Mięta urządzona jest elegancko, klasycznie i
z lekkim minimalizmem. Restauracja jest spora, dlatego z łatwością pomieści duże grupy na przykład podczas obiadów firmowych.

32623056_1619866388060670_6145282277048844288_n.jpg

Podsumowując Mięta to eleganckie miejsce z pysznymi daniami idealne na randkę lub biznesowy obiad. Polecam.
Ogólna ocena 8/10.
Adres: Kraków ul. Krupnicza

32679815_1619866384727337_722471781893406720_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Knajpiane zagłębie na Dolnych Młynów 10 prężnie się rozwija. Od niedawna można tam zjeść mięsna kanapki w Meat & Go. Dlaczego Go? Dowiedziałam się jak weszłam.

31357856_1601252403255402_4953599474279645184_n.jpg

Pierwsze wrażenie nie powala- industrialny dość przytłaczający klimat, który próbowano przełamać roślinami. Po chwili pobytu udało mi się przyzwyczaić do tego wnętrza i byłoby nawet ok gdyby nie social tables. Takie stoły są teraz szalenie modne i stawiane niemal wszędzie, a ja ich nie cierpię, ponieważ nie znoszę, gdy nieznajomi dosiadają się do mojego stolika, gdy jem. Gdy nie jem też tego nie lubię. Po prostu social tables mówię: nie!

31131125_1597418373638805_9018400851571507200_n.jpg

Niedogodności aranżacyjne zrekompensował mi smak kanapki. Padło na wersję kubańską:  wieprzowina Mojo w cytrusach, szynka z mangalicy, kiełbasa
w stylu włoskim, ogórek konserwowy, ser szwajcarski,  krem z gorczycy z miodem, sos autorski, ciabatta z masłem. To było zdecydowanie jedno z lepszych połączeń smakowych w moim życiu. Nie miałam pojęcia, że z czegoś tak banalnego jak kanapka da się stworzyć majstersztyk. Zamówiliśmy jedną na pół z przyjaciółką i to był błąd. Trzeba było kupić całą, bo połówka to za mało zarówno pod względem sytości jak i doznań smakowych. Minusem jest cena tej przyjemności- 30 zł, ale warto.

31123942_1597418416972134_7783411549959356416_n.jpg

Obsługa w Meat & Go jest bardzo miła i pozytywnie nastawiona do klientów oraz chętnie doradzi
w wyborze. Szkoda tylko, że zdecydowali się na model samoobsługowy z krzyczeniem numerków zamówienia. Bardziej profesjonalnie byłoby, chociaż przynosić zamówienia do klienta.

31092093_1597419166972059_8844899020515049472_n.jpg

Podsumowując z jednej strony te okropne grupowe stoły, a z drugiej ta przepyszna kanapka kubańska. Jedno odstrasza, drugie zachęca. Może faktycznie trzeba wziąć jedzenie i zrobić go?
Ogólna ocena: 7/10.

Adres: Kraków ul. Dolnych Młynów.

31100504_1597418930305416_5844823158342811648_n.jpg
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Niedawno wreszcie udało mi się znaleźć miejsce
w zazwyczaj obleganej przez turystów restauracji Gazdowo Kuźnia. Czy odkryłam, dlaczego ludzie walą tam drzwiami i oknami?

29634167_1571426292904680_1996122392_o.jpg

W sumie to nie. Wszystko było dobrze, nawet bardzo, ale brakowało tego “czegoś”.
Bardzo ładny i spójny góralski wystrój: drewno
i ławy. Na tle innych restauracji (które w Zakopcu wszystkie urządzone są podobnie) Gazdowo Kuźnia wyróżnia się kolekcją starych zegarów na ścianie
i humorystycznymi witrażykami.

29680716_1571426279571348_1297813203_o.jpg

Menu również nie mam nic do zarzucenia, szczególnie przypadł mi do gustu duży wybór piw i zamówiłam zestaw degustacyjny Grimbergena. Ponadto pozycje
w karcie są opisane w “góralskiej” gwarze, co ma swój urok.

29527600_1571426332904676_1614007198_o.jpg

Do jedzenia wzięłam drobiowe “zawijoki” z góralskim serem, ziołami i sosem czosnkowym. Po ludzku po prostu de volaille z oscypkiem. Muszę przyznać, że dawno nie jadłam tak dobrego  de volaille. Miękki
z idealną panierką, soczysty i dobrze przyprawiony. Idealny. Do tego poprosiłam o hałuski, ale te okazały się bez smaku i nie równały się z nazywanymi tak przez moją babcie kluseczki, które przyrządzała dla mnie, gdy byłam dzieckiem.

29634574_1571426316238011_161300117_o.jpg

Mój Luby zdecydował się na golonkę z frytkami. Pierwszy minus to golonka w kawałku. Nie lubię się
z nią szarpać i wolę, gdy podają pokrojoną. Smakiem też nie powalała, ale ostrości nadawał jej podany
w pakiecie chrzan i musztarda. Frytki, tak samo jak mój dodatek, bez smaku.

Obsługa Gazdowej Kuźni jest względnie miła, ale ceny wysokie. Za obiad zapłaciliśmy ponad 90 zł. Czy był tyle wart? Nie koniecznie. Gdyby wszystko było równie pyszne jak mój “zawijok” powiedziałabym, że tak.

29693163_1571426302904679_1409552843_o.jpg

Podsumowując nie dowiecie się, co to dobry de volaille póki nie zjecie tego w Gazdowej Kuźni. Poleca jednak tylko de volaille i piwo.
Ogólna ocena 7/10.
Adres: Zakopane ul. Krupówki
 

gdzietuwyjsckrakow
 
O tym jak całkowicie spieprzyć to, co wydaje się niemożliwe do popsucia.

27157431_1509555919091718_936755387_n.jpg

W ramach odkrywania smaków Zakopanego odwiedzam, co jakiś czas inna restauracja. Jeśli jestem w stolicy Tatr w środku tygodnia chętnie korzystam z ofert obiadu dnia w różnych karczmach. Tak właśnie pierwszy i ostatni raz trafiłam do lokalu Bacowskie Jadło.
Ta kuchnia regionalna jest jak górale:
z charakterem, wyrazista, pełna niespodzianek, prezentująca nieprzewidywalne połączenia. Wydaje się, że inspirując się tradycyjnymi wyrobami regionu nie da się zrobić nie smacznej potrawy. A jednak
w Bacowskim potrafili podać mi schab w sosie pieczeniowym z ziemniakami i kotleta schabowego, które były miałkie, nijakie, pozbawione smaku
i jakiejkolwiek magii kuchni góralskiej. Nawet około 20 zł za jedno danie jest tu zbyt wygórowaną ceną. Zdarzało mi się jadać obiad dnia za 15 zł, który był poezją smaków, a nie marną podróbką.

27157431_1509555919091718_936755387_n.jpg

Kelner wypadł podobnie jak obiad- słabo. Miał do nas dość olewczy stosunek. Jakbyśmy jedząc lunch dnia byli klientami gorszego sortu.
Jedynie ładny, klimatyczny zakopiański wystrój zdał egzamin. Ławy, skóry i drewno to elementy, których nigdy dość w podhalańskich karczmach.

27294520_1509555922425051_857780498_n.jpg

Podsumowując po prostu odradzam wizytę w Bacowskim, ponieważ idąc tam na obiad nie znajdziecie dań
z góralskim charakterem, ale coś na kształt stołówki w szkole.
Ogólna ocena: 3/10.
Adres: Zakopane ul. Nowotarska.
 

gdzietuwyjsckrakow
 

27591047_1519260301454613_1401500977_n.jpg

Nie jest tajemnicą, że zakochałam się w Wiedniu
i chciałabym tam wrócić. Wyobraźcie sobie, zatem moją radość, gdy pewnego dnia przypadkowo trafiliśmy z Lubym do wiedeńskiej restauracji nazwanej, a jakże, Sissi.


17974648_1548888335158476_53310624_n.jpg

Od zawsze czułam, że z postacią księżniczki Sisi łączy mnie pewna więź. W dzieciństwie oglądałam bajki i filmy o Sisi, a w najbardziej przełomowych momentach mojego życia odwiedziałam jej rezydencje: Schonbrunn w Wiedniu i Achilleion na Korfu.
Sisi w moich oczach była kobietą silną, która zmagała się z ogromnymi przeciwnościami losu oraz niesprawiedliwymi ocenami ludzi. Pomimo wszystkich jej problemów nie poddawała się, dostosowywała do sytuacji, z której czerpała dla siebie, co najlepsze i przede wszystkim zachowywała klasę
i nienaganną prezencję. Wiem, że do tej pory działania księżniczki są skrajnie różnie oceniane, ale dla mnie zawsze pozostanie niezłomną władczynią.

28741696_1548888375158472_346742689_n.jpg

W restauracji na ulicy Krupniczej w Krakowie wisi wielki portret Sisi, a właściwie Elżbiety Bawarskiej, bo tak naprawdę się nazywała. Niestety to jedyny akcent związany z patronką lokalu. Szkoda, bo byłoby miło gdyby jej postać została tam bardziej wyeksponowana. Pomimo tego restauracja jest urządzona elegancko i gustownie. Dużo tam drewna i ciepłych kolorów.

28741012_1548888435158466_1790892461_n.jpg

Obsługa wykazuje się ogromnym profesjonalizmem
i jest nadzwyczaj uprzejma (zupełnie nie jak
w Wiedniu, ale to akurat dobrze).
Najlepsze są jednak dania. Zachwycająca smakiem
i delikatnością pieczeń wołowa z kopytkami jaglanymi, czerwoną kapustą duszoną z suską sechlońską i sosem demi glace. Potrawa mistrzowska jak muzyka Mozarta.

28741232_1548888418491801_951563286_n.jpg

Na uznanie zasługuje również rozpływająca się
w ustach, idealnie doprawiona makrela bałtycka
z pieczonymi warzywami korzeniowymi, maślaną kaszą pęczak z koperkiem i sosem ziołowym. Dzieło na miarę utworów Beethovena.

28829444_1548888555158454_1474753073_n.jpg

To wszystko popiłam pysznym, lekko gazowanym jabłkowym, austriackim napojem podawanym w kieliszku do szampana. Jestem pewna, że Sisi piła w ten sposób nawet wodę ;)

28741407_1548888318491811_796892487_n.jpg

Jak łatwo się domyślić, ceny również są dostosowane to iście królewskiego skarbca. Tanio nie jest, ale za to pysznie.
Podsumowując każdy, kto tak jak ja zakochał się
w Wiedniu, Austrii czy księżniczce Elżbiecie Bawarskiej powinien wybrać się do restauracji Sissi. Ja planuję tam kolejną wizytę, tym razem na kawę i apfelstrudel.
Ogólna ocena: 9/10.
Adres: Kraków ul. Krupnicza
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Data 19 listopada to dla mnie wyjątkowy dzień. Wtedy razem z moim Lubym obchodzimy rocznicę naszego związku. Wiąże się z tym pewna tradycja,  a właściwie Tradycyja.

23782217_1450995344947776_1089562500_n.jpg

Co roku od 6 lat chodzimy do restauracji Tradycyja, aby uczcić naszą rocznice. Wybraliśmy ten lokal nieprzypadkowo. Jest niezwykle elegancki i doskonale nadaje się na wielkie okazje. Wystrój nawiązuje do śródziemnomorskich klimatów: obrusy w kratę, kolumny, aniołki namalowane na ścianach.
Jest również kilka nieoczekiwanych akcentów jak na przykład pikowany szezlong.

23772090_1450995518281092_42111481_n.jpg


23758427_1450995384947772_527975497_n.jpg

Obsługa reprezentuje bardzo wysoki poziom dopasowany to stylu restauracji. Jednakże w tym roku kelnerka wydała mi się zbyt nachalna.

23846136_1450995508281093_1178318495_n.jpg

Najlepsze w Tradycyji jest jedzenie. Znajdziemy tam niezwykłe i wysublimowane połączenia smakowe. W tym roku postawiłam na makaron  linguine z krewetkami, pomidorkami koktajlowymi, rozpływającym się w ustach serem oraz sosem winno-maślanym. Wino chardonnay idealnie dopełniło potrawę sprawiając, że rocznicowa kolacja smakowała wyśmienicie.

23805548_1450995374947773_451738902_n.jpg

Ceny w restauracji są mega wysokie, ale to wyjątkowa okazja, która warta jest kolacji dla dwóch osób za 114 zł.
Tradycyja nie jest jedyną tradycją tego dnia. Po kolacji chodzimy też na deser do Wedla. W tym roku zjadłam ekstremalnie słodką i pyszną bezę.

23782185_1450995364947774_1135744801_n.jpg

Podsumowując spędziliśmy w Tradycyji już 6 rocznic i mam nadzieję, że jeszcze wiele razy odwiedzimy ten lokal. Polecam go na eleganckie, romantyczne randki.

Ogólna ocena 9/10.
Adres: Kraków Rynek Główny.

23845102_1450995534947757_1347356713_n.jpg
  • awatar st.anger: Zycze, by każda rocznica była słodka i pikantna
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Co zastałam w karczmie koło Bulwarów Wiślanych?Wydawać by się mogło miejscówka idealna: nad Wisłą, niedaleko Wawelu, w okolicy błoń, w drodze na kopce Piłsudskiego i Kościuszki oraz do zoo. Stoi tam drewniana karczma obwieszona neonowymi lampkami (Po co one? Nie wiem) z ogromnym ogródkiem piwnym.

23758428_1450996138281030_1658290773_n.jpg

Uważam, że otwieranie karczmy w Krakowie jest dość ryzykownym pomysłem, ponieważ ten typ lokali kojarzy się głównie z Zakopanem. No, ale Smil'y stoi i jakoś się kręci. No właśnie, jakoś…

Pierwsze, co uderzyło mnie po wejściu do środka to ciemność. Wnętrze wygląda trochę jak ciemna, drewniana chata czarownicy. I to jest całkiem dobry kierunek, który zaburza kilka czynników. Po pierwsze góralska parzenica na menu. Po drugie dwa telewizory, emitujące dwa różne programy jednocześnie, w tym obowiązkowo mecz. Generuje to specyficzną klientelę okolicznych panów- kibiców w średnim wieku. Mojemu Lubemu Smil'y skojarzyło się natomiast z przydrożną knajpą i dodam, że było to pozytywne porównanie. W ogóle co to za nazwa dla karczmy: Smil'y?! Tragedia.

22523663_1419052324808745_1381512261_n.jpg

Obsługa Smil'y poległa na całej linii. Gdy wchodziłam do lokalu akurat stali przy wejściu, palili papierosy i dyskutowali w taki sposób, że pomyślałam, że to jakieś żule zrobiły sobie tam przystanek na fajeczkę. Potem, gdy weszli i udali się na zaplecze zrozumiałam, że to personel. Śmierdzący dymem papierosowym personel. Dodatkowo najbardziej leniwy personel, jaki w życiu widziałam. Samoobsługa w pełnym wydaniu: podejdź do baru, zamów, zapłać, przynieś sobie danie, gdy pager się włączy. To byłoby jeszcze nic. Jeśli chcemy zjeść kiełbasę lub karkówkę musimy ją sobie sami grillować na rozpalonym w ogródku palenisku. To nie żart. Nie dość, że płacicie za kiełbasę to jeszcze musicie ją samodzielnie przyrządzić (WTF?!). Przynajmniej po posiłku jakiś chłopaczek zabrał nasze talerze. Chyba nie pracuje tam długo, bo uwijał się ostro w przeciwieństwie do reszty.

Jak łatwo się domyślić kiełbasy nie zamówiłam, chociaż miałam ochotę. Zdecydowałam się na pierogi z mięsem za 13 zł. Były bardzo dobre. Ciasto nie było rozgotowane, a farsz odpowiednio doprawiony i bez grudek. Ruskie smakowały już troszkę gorzej, ale tez ok. Tak samo jak frytki.
Do tego jeszcze dwa piwa i całość kosztowała 44 zł. Niby spoko biorąc pod uwagę, że porcje były słuszne, ale ze względu na samoobsługę spodziewałam się niższego rachunku.

22547574_1419052361475408_1887526201_n.jpg


22523831_1419052331475411_1539659307_n.jpg

Podsumowując to raczej nie moje klimaty. Nie pójdę tam więcej i nie wiem, komu mogłabym polecić Smil'y. Pomimo to uważam, że miejsce ma ogromny potencjał, tylko go nie wykorzystuje.
Ogólna ocena 4/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Ogólnie uwielbiam jedzenie. Mięsne czy bezmięsne - wszystko jedno. Aktualnie panuje moda na vege,
a tego typu knajpy rosną jak grzyby po deszczu, również w Krakowie. Postanowiłam zobaczyć, co ma do zaoferowania jedna z nich- Veganic.

22471744_1417133598333951_1849324163_n.jpg

Wybrałam się tam na kolację z przyjaciółką. Miejsce znajduje się w najpopularniejszej krakowskiej lokalizacji, czyli w starej fabryce papierosów na ulicy Dolnych Młynów. Aby nie odstawać od ogólnej konwencji wyglądu całego kompleksu wystrój Veganic ma industrialne elementy urozmaicone mnóstwem zieleni i warzywnych elementów. To miły dodatek do forsownych teraz wszędzie urbanistycznych trendów wnętrzarskich, które zaczynają mnie już trochę nudzić.

22472791_1417133611667283_922644302_n.jpg

Obsługę mogę ocenić, jako trochę nierozgarniętą. Najpierw dostałyśmy angielskie karty, pomimo, że mówiliśmy po polsku. Na szczęście, gdy poprosiłyśmy o polskie dostarczono nam je, ale niestety na raty. Po posiłku nie mogłyśmy się doczekać na kelnera, aby poprosić o rachunek. Przy czym ruch w restauracji wcale nie był duży.

Duże natomiast były ceny. Dwa dania i dwa koktajle kosztowały aż 79 zł. Gdybyśmy, chociaż były syte, to rozumiem taką cenę, ale to była bardzo leciutka kolacja.
Zamówiliśmy dwa zielone koktajle: ze szpinaku
i natki pietruszki. Bardziej przypadł mi do gustu pietruszkowy ze względu na orzeźwiającą nutę.
Gulasz z ciecierzycy z wędzoną papryką, cukinią, pomidorem i bakłażanem w cieście był umiarkowanie pikantny, co bardzo mi się podobało. Ciecierzyca nadawała mu niebanalnego smaku, a bakłażan w cieście, jako dodatek sprawił, że danie wyglądało intrygująco.
Gnocchi w wegańskim sosie serowym z jarmużem, rukolą i pieczoną papryką było wprawdzie bardziej gumowate od tradycyjnego, ale również dobre. Pewnie za sprawą wegańskiego parmezanu, który był dla mnie nowym doznaniem smakowym.

22472373_1417133618333949_627141862_n.jpg

Podsumowując, jest drogo, ale bardzo smacznie. Veganic to miejsce dla osób, które mają wystarczająco dużo pieniędzy, aby podążać za aktualnymi trendami. Osobiście chyba poszukam vege knajpki z cenami bardziej na moją kieszeń i
z porcjami na mój apetyt.
Ogólna ocena 7/10.
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Jedną z pierwszych informacji, jaką uzyskałam na temat stolicy Austrii było to, że jest tam ogromne wesołe miasteczko. Było to zapewne około 13 lat temu. Z miejsca zapragnęłam odwiedzić to miejsce. Drugą było, że Austriacy lubią jadać sznycle.


22237313_1409691535744824_92757345_n.jpg

Prater

Od tego czasu mój system wartości trochę się zmienił ;) Z postanowienia szalonej nastolatki, która chciała z każdej możliwej atrakcji Prateru zostało niewiele, ale jednak zostało.
Teraz zamiast wydawać pieniądze na wiedeńskie karuzele i rollercoastery wolę przeznaczyć je na muzea, jedzenie i pamiątki z podróży. To nie zmienia faktu, że nie mogłam sobie odmówić wizyty w parku rozrywki z nastoletnich marzeń. Tym bardziej, że przejażdżka na Diabelskim Kole była wliczona w koszt Vienna Pass (normalnie kosztuje 10 euro). Dodatkowo realizowała mój zamiar zobaczenia panoramy Wiednia
z wysoka.

22236397_1409691765744801_1452863591_n.jpg

Diabelski Młyn mierzy 65 metrów, a jego prędkość to 2,7 km/h. Został wybudowany w 1897 roku z okazji 50- tej rocznicy koronacji cesarza Franciszka Józefa. Koło znajduje się na liście „Skarbów europejskiej kultury filmowej”, ponieważ ma na swoim koncie ma “role” w kilku filmach między innymi w jednej
z części o przygodach Jamesa Bonda- “W obliczu śmierci” z moim ulubionym agentem 007, Timothym Daltonem.

22214913_1409691579078153_791354278_n.jpg

Przejażdżka trwała kilkadziesiąt minut, a widok zarówno na Wiedeń jak i na Prater był niesamowity. Byłam bardzo szczęśliwa wiedząc, że właśnie spełniam swoje marzenie.
Zaskoczeniem były dla mnie wagoniki restauracyjne
i klubowe, które można wynająć na romantyczna kolacje lub niesamowitą imprezę. Hmmm czyżby powstało nowe marzenie…
Ostrzegam, że kolejka do wagoników jest ogromna.

Kuchnia Wiedeńska

Dokładnie tak w dosłownym tłumaczeniu na język polski brzmiała nazwa restauracji, w której zjedliśmy nasz pierwszy austriacki obiad.

Lokal znajduje się w samym centrum Wiednia, tuż obok katedry świętego Szczepana przy jednej z urokliwych uliczek.

22236087_1409693399077971_52221614_n.jpg

Restauracja była elegancka, a przynajmniej aspirowała do miana takiej. Formalnie ubrany względnie miły (jak wszyscy w Wiedniu) kelner wskazał nam już nakryty stolik dla dwóch osób.

Wnętrze urządzone ładnie, choć miałam wrażenie, że panuje tam nieprzemyślany eklektyzm: tu jakieś antyczne wazony, tu obraz przedstawiający scenkę rodzajową szlachty, a tu drewniana beczka. No, ale byłam na wakacjach, więc przymknęłam oko na te drobne niedociągnięcia.

22236216_1409693522411292_852787857_n.jpg

Zamówiliśmy oczywiście tradycyjne dania miejscowej kuchni, z resztą, co innego można zamówić w restauracji o nazwie Kuchnia Wiedeńska. Postanowiłam spróbować miksu trzech różnych sznycli: wieprzowego, cielęcego oraz z kurczaka z sałatką z ziemniaków. Mój Luby postawił na jednego, dużego sznycla. Chyba nie ma potrawy bardziej austriackiej niż to danie.
O wersji z przepyszną sałatką ziemniaczaną czytałam nawet w przewodniku. Ogólnie rzecz ujmując nasz obiad był bardzo dobry, mięso przyrządzone perfekcyjnie i odpowiednio doprawione z chrupiącą panierką, która nie była nasiąknięta tłuszczem. Obie porcje (popite austriackim piwem) sprawiły, że najedliśmy się do syta i wydaliśmy całkiem sporo, bo około 40 euro, no, ale Wiedeń jest drogi.

22290540_1409693379077973_2017222940_n.jpg

Podsumowując nie wyobrażam sobie żeby być w Wiedniu i nie spróbować ich pysznego, najlepiej cielęcego, sznycla. Nie wyobrażam sobie również ominąć jedną
z najlepszych atrakcji tego miasta, jaką bez wątpienia jest Prater.
Ogólna ocena:
Prater- Diabelski Młyn: 10/10
Kuchnia Wiedeńska: 9/10

22214982_1409692875744690_639779228_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Gdy będąc w gimnazjum pierwszy raz usłyszałam
o wiedeńskim muzeum, w którym są pokazane wszystkie gatunki zwierząt, szkielety dinozaurów i kamienie, od razu zapragnęłam je zobaczyć. We wrześniu 2017 moje marzenie się spełniło.

22264503_1409693249077986_1495525357_n.jpg


22290414_1409693175744660_571369983_n.jpg

Muzeum Historii Naturalnej było pierwszym
i najważniejszym, (jeśli chodzi o zwiedzanie) punktem naszej wycieczki. Karta Vienna Pass uprawniała nas do darmowego wejścia bez kolejki. Normalnie bilet kosztuje 10 euro.
Muzeum jest ogromne i posiada dwa gigantyczne piętra z niezliczona ilością eksponatów.
My zaczęliśmy zwiedzanie od góry, czyli od zwierząt. Byłam wniebowzięta tym, że mam okazję przekonać się, jakiej wielkości są okazy, które znam tylko z telewizji lub dalekiej odległości w zoo. Zachwyciły mnie lwy, ogromne niedźwiedzie, szkielet wieloryba
i inni przedstawiciele różnych gatunków, czasem takich, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nie wiem czy wszystkie zwierzęta w Muzeum Historii Naturalnej są wypchane.

22214997_1409693255744652_757143832_n.jpg


22290282_1409693205744657_1762715737_n.jpg


22215154_1409693222411322_1336370303_n.jpg


22264488_1409693262411318_465195640_n.jpg


22264574_1409693242411320_481465967_n.jpg


Chciałabym myśleć, że tak i że wszystko, co tam oglądałam kiedyś żyło, ale do bólu sztuczny krokodyl (aligator?) rozwiał moje nadzieje.

22237291_1409692899078021_2090945150_n.jpg


22237230_1409693145744663_1971583910_n.jpg


Z ptaków najbardziej podobał mi się Dodo i inne ogromne okazy. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie ogromna ilość małych ptaszków, szczególnie, gdy pomyślałam ile ludzi musiało włożyć ogrom swojej pracy, aby stworzyć wystawę z tak drobnych elementów.

22236537_1409693072411337_1006316783_n.jpg


22215150_1409693092411335_638421829_n.jpg


22278771_1409693035744674_1751656602_n.jpg


22278711_1409693115744666_1949186613_n.jpg


22236358_1409693055744672_1649465576_n.jpg


Z racji tego, że lubię gady byłam niezwykle szczęśliwa oglądając węże i jaszczurki.

22236485_1409692715744706_1664680199_n.jpg


22264540_1409692812411363_356828726_n.jpg


22278468_1409692749078036_2053380106_n.jpg

Mieszkańcy najdalszych głębin mórz i oceanów również stanowią ciekawy punkt w Muzeum Historii Naturalnej.

22278402_1409692955744682_707266591_n.jpg

Po zwiedzeniu imponującego drugiego piętra przyszedł czas na “truskawkę na torcie”, czyli pierwsze piętro. Tak, bardziej byliśmy zainteresowani kamieniami, kośćmi i skamielinami niż zwierzętami.

Trasa zaczyna się od ekstremalnie dużego
i przepięknego zbioru kamieni i minerałów. Prawdziwy raj dla geologów.

22237188_1409692919078019_1531115657_n.jpg


Następnie przechodzimy do sal, w których archeolodzy popadną w zachwyt nad znaleziskami należącymi do człowieka pierwotnego. Tutaj również antropolodzy będą mogli zagłębić się w ewolucję gatunku homo sapiens.

22236475_1409692845744693_1880414163_n.jpg


22264500_1409692699078041_361700720_n.jpg

Paleontolodzy też znajdą coś dla siebie, ponieważ muzeum posiada imponujący zbiór skamieniałości, które zdradzają jak wyglądały pradawne organizmy.

22264924_1409692695744708_1787584255_n.jpg


22236085_1409692745744703_454606520_n.jpg


No i oczywiście najlepsze. Dinozaury! A właściwie szkielety dinozaurów, których zobaczenia nie mogłam się doczekać. Spędziliśmy w tej sali najwięcej czasu wprawieni w zachwyt i zdziwienie faktem, że takie groźne kolosy niegdyś żyły na naszej planecie. To doświadczenie jest czymś niezwykłym. Czymś, co sprawia, że dinozaury przestają być już tylko istotami z filmów Steven Spielberg, a stają się historią, która miała miejsce tak samo jak wczorajszy dzień.

22264656_1409692852411359_782840642_n.jpg


22215194_1409692785744699_1185113074_n.jpg


22236343_1409692662411378_1061954327_n.jpg


22264600_1409692865744691_485673659_n.jpg


22264857_1409692945744683_1368618705_n.jpg

Pierwsze piętro muzeum to miejsce, gdzie zobaczymy jeden z jego najcenniejszych eksponatów, wyrzeźbioną 22-24 tysięcy lat temu Wenus z Willendorfu. Myślałam, że jest większa, ale fakt, że patrzę na coś, co ma tyle tysięcy lat i tak robi wrażenie.

22278839_1409692762411368_1508652148_n.jpg


Na uwagę zasługują nie tylko eksponaty muzeum, ale również samo jego wnętrze np. niesamowita kopuła pełna dekoracji, ogromne kamienne posągi i schody lub płaskorzeźby z gadami dopasowane tematycznie do sali ze szkieletami dinozaurów.

22215267_1409692625744715_2082305739_n.jpg


22215191_1409692925744685_1944243233_n.jpg


22264832_1409692862411358_1348966725_n.jpg


Podsumowując, co tu dużo mówić, Muzeum Historii Naturalnej to najlepsze muzeum, w jakim w życiu byłam i polecam je każdemu.
Ogólna ocena 10/10.

22236478_1409693192411325_1996392939_n.jpg


22236573_1409693049078006_1528160598_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Kuchnia orientalna w Pod Norenami. Polecano mi tą restaurację nie raz nie dwa. Myślałam, że jak zwykle cała jej orientalność zacznie się
i zakończy na sushi. Bardzo się myliłam.

22236098_1409948605719117_2086924103_n.jpg

Już samo wnętrze jest odpowiednio, orientalnie klimatycznie. Nie ma tu kiczowatych smoków na ścianach i papierowych dekoracji. Jest za to dużo zieleni, naturalnych kolorów, bambusy, napisy
w jednym z dalekowschodnich języków. Wszystko minimalistyczne, a jednocześnie przywodzące na myśl harmonię i spokój, które kojarzą się
z  tamtym regionem. Do takiej konwencji dostosowane są również uniformy miłej
i profesjonalnej obsługi.

21905439_1397488053631839_675974674_n.jpg

Po tym jak wystrój wprowadził mnie w stan zen, karta menu sprawiła, że całkowicie zgubiłam orientację w tym, co chce zamówić. Wchodząc do restauracji byłam pewna, jakie danie wybiorę. Po przeczytaniu pierwszej strony menu okazało, że nie wiem, co chcę zjeść, a proces decyzyjny potrwa długo.
Po kilkukrotnej zmianie zdania postawiłam na zupę Tom Kha Gai- tajską zupę kokosowo- galangalową
z kurczakiem i makaronem ryżowym. Wzięłam dużą porcję za 17,50 zł.
Zupa okazała się wyborna. Zachwycała równoważącymi się słodkim smakiem kokosa i pikantno-pieprzowym galangalu oraz mnogością dodatków: papryka, groszek, trawa cytrynowa, grzyby, kurczak. Ponadto dużą porcją spokojnie mogłam się najeść.
Wyrazistą zupę zrównoważyłam delikatną zieloną herbatą Sencha Sakura z dodatkiem owoców wiśni, dzikiej róży, kwiatów piwonii i róży podaną
w tradycyjnym urokliwym dzbaneczku i czarkach.
Moja przyjaciółka Ola zamówiła hinduską zupę
z soczewicy-, Mulligatawny, która jest w Pod Norenami pozycją sezonową. Zupa udowodniła, że
z soczewicy można zrobić naprawdę przepyszne cuda i kosztowała jedyne 12,50 czyli tyle samo ile herbata.
Łącznie wydałyśmy 42,50, co za dwie zupy i herbatę wydaje się sporą kwotą, ale warto było. Wyszłyśmy najedzone i oczarowane smakiem potraw.

21767699_1397488100298501_1942284178_n.jpg

Podsumowując, warto, choć raz wybrać się do Pod Norenami i zatracić się w ich orientalnych smakach. Miejsce nadaje się zarówno na randkę jak i na obiad z przyjaciółmi. Może nie będzie to najtańsze wyjście, ale warte każdej wydanej złotówki.

Ogólna ocena 8/10
Adres: Kraków ul. Krupnicza

21697977_1397488066965171_231227765_n.jpg
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Za każdym razem, gdy myślę, że odwiedziłam już wszystkie (lub większość) piekarnie
i cukiernie w mieście, coś mnie zaskakuje i odnajduje nowy lokal.

20120733_1342932789087366_488176633_n.jpg

Nie inaczej było z cukiernią Ozga. Wracając z … w sumie nie pamiętam skąd wracałam, zobaczyłam mały baner na chodniku wskazujący na równie malutki sklepik z wypiekami.

22264914_1409081135805864_1379431971_n.jpg

Cukiernia Ozga jest dosłownie sklepikiem, bo oprócz półek z produktami i bardzo miłej pani nie zmieściłoby się tam nic.
Kupiłam całkiem sporą ilość słodkości, bo cztery małe bułeczki maślane, które były miękkie, słodkie i przyjemnie rozpływały się w ustach. Do tego dwie drożdżówki: mega słodką i sycącą z marmoladą oraz niestandardową i zaskakująco pyszną z rabarbarem. Za wszystko zapłaciłam nieco ponad 6 zł, co jest ceną do przyjęcia, choć widziałam, że niektóre wyroby Ozgi kosztowały spore pieniądze.

20158361_1342932909087354_1962331633_n.jpg

Podsumowując, gdy traficie już na ulicę Morawskiego rozglądajcie się bacznie za malutką cukierenką Ozga i koniecznie spróbujcie drożdżówki z rabarbarem, która zdecydowanie podbiła moje serce.

20158548_1342932675754044_1646767698_n.jpg
 

gustosuerte
 
Wpis tylko dla znajomych
gustosuerte:

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Kategorie blogów