Wpisy oznaczone tagiem "drogo" (65)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Będąc w Zakopanym często wybieram się na spacer do Doliny Strążyskiej. Przy wejściu do doliny mieści się z pozoru urokliwa Cafe Roma.

47686857_2285847361643358_4806574123738202112_n.jpg

Czemu tylko z pozoru? Ponieważ cały jej urok zaczyna się i kończy na wyglądzie. Drewniany domek urządzony w eklektycznym, niebanalnym stylu z mnóstwem obrazów (które można kupić) i zieleni. To bardzo mój styl.

47572824_321553141777505_946684244569096192_n.jpg

Niestety nie mogę polecić nic poza podziwianiem wnętrza. Wszystko, co jadłam lub piłam w Cafe Roma było słabe i za drogie. Lody całkowicie bez finezji, twardy oscypek z grilla, nijaka lemoniada, która rzekomo miała być z wodą z pobliskiego strumienia.

47183433_470003243404460_5194835727027798016_n.jpg

Gdyby tego było mało to w kawiarni obowiązuje samoobsługa, a personel jest niemiły.

47685914_1019249888277567_7952674733625966592_n.jpg

Podsumowując nie wszystko złoto, co się świeci. Co
z tego, że Cafe Roma ładna skoro poza wyglądem nie ma nic do zaoferowania.
Ogólna ocena: 2/10.

47580233_264494880899370_8218867533797654528_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Popołudnie 11 listopada. Krakowskie Stare Miasto pęka w szwach. Wszędzie pełno ludzi, a my szukamy stolika dla 8 osób. Zwolnił się akurat odpowiedni
w Urara. Siadamy. Zamawiamy, jemy, płacimy, nigdy tam nie wracamy.

47394699_2082930208437140_43207693120307200_n.jpg

Na temat wystroju lokalu nie ma, co się rozwodzić. Dość klasyczny, poprawny, z azjatyckimi nawiązaniami, ale ledwo dostrzegalny zza tłumu ludzi, który tam wtedy był.
Obsługa, chociaż miła i ładna to mega nieogarnięta. Męska część naszej ekipy uznała, że to słodkie. Ja, no cóż… przymknęłam oko, a nawet zacisnęłam powiekę, albo dwie aby nie widzieć tych pomylonych zamówień.

Sedno, czyli, kilka raczej średnich i za drogich ramenów, za słony tuńczyk i najbardziej mdłe sushi, jakie w życiu jadłam. Oto odpowiedź na pytanie, dlaczego nie polecam Wam Urara Sushi & Shabu Shabu.

Podsumowując po prostu tam nie idźcie.

Ogólna ocena: 2/10.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Skąd taka nazwa? Nie mam pojęcia. Co jest fajnego w tym pubie? Też nie wiem.

45715536_1779590785503234_8662671117288210432_n.jpg

Nazwa sugerowałaby jakoś związek z Indiami. Nic bardziej mylnego. Święta Krowa to dosyć obskurny, bardzo ciemny pub, w którym raczej nic do niczego nie pasuje, barman wydaje się ciągle upalony,
a cena za zwykłe piwo typu Tyskie to 11 zł.
Skoro tak zdzierają na klientach to mogliby zainwestować w zadbany wystrój, szyld
z prawdziwego zdarzenia (do Świętej Krowy ciężko trafić) i remont toalet, bo te wiecznie wyglądają jak zdewastowanie, a zamiast klamek mają sznurki (byłam w szoku).

26914296_1504435512937092_1878837395_n.jpg


45805252_2209193435986878_1974437512973647872_n.jpg

Podsumowując nie rozumiem skąd popularność tego miejsca i raczej Wam je odradzam.
Ogólna ocena: 1/10.
Adres: Kraków ul. Floriańska

26940925_1504435476270429_1721087261_n.jpg


26942969_1504435482937095_1649979223_n.jpg
  • awatar Hachie: Patrząc na zdjęcia rzeczywiście nie wygląda zachęcająco i wyszłabym z tego miejsca szybciej niż bym tam przyszła. :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Spacerując po Krupówkach miniemy kilka kawiarni pod szyldem Góralskie Praliny. Zdominowały one kawiarniany rynek stolicy Tatr.

44750589_364627344278827_7753429465597739008_n.jpg

Skąd w ogóle taka nazwa? Ponieważ w kawiarni możemy kupić czekoladki w kształcie oscypka. Różnokolorowe i całkiem ładne, ale oszukane. To właściwie jest tylko pół oscypka... Pralinka nie jest okrągła tylko płaska, a płaci się za nią więcej niż za prawdziwego oscypka. Ładne, pyszne, ale drogie.

23316099_1436669609713683_525753667_n.jpg

Pralinki są ładne, ale wystrój lokalu już nie. Toporne, brzydkie i niewygodne krzesła okropnie szpecą miejsce z ogromnym potencjałem. Połączenie góralskich akcentów i czekolady aż się prosi
o piękne aranżacje.

23283336_1436669886380322_1872401357_n.jpg

Pomimo kosmicznie wysokich cen, ultra brzydkiego wnętrza i niemiłej obsługi wszystko, co jadłam
w Góralskich Pralinach było obłędnie dobre. Ogromne, ekstremalnie słodkie ciastka z maślanym kremem rozpływającym się w ustach popijane dużą ilością herbaty zimowej to przepis na udane popołudnie. I na udane spustoszenie portfela, bo taki zestaw kosztuje tyle, co obiad- 37 zł.
Ciężko się zdecydować na konkretne ciacho.

23226957_1436669553047022_2007776659_n.jpg

Podsumowując drogo, ale smacznie. Raz na jakiś czas, od święta można sobie pozwolić na taką przyjemność. Jeszcze przyjemniej byłoby gdyby zmienił się wystrój i obsługa. Kawiarnia zarabia dużo, więc mają kasę na modernizację.
Ogólna ocena 6/10.
Adres: Zakopane ul. Krupówki
  • awatar NoPerfectlive: Rzeczywiście wnętrze okropne , ciężkawe i bez polotu .Ale ciacha wyglądają pysznie
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Dlaczego skoro było smacznie i ładnie?

44984497_2144965915751967_232499653612929024_n.jpg

Niby wszystko w porządku. Wystrój zdecydowanie współgra
z serwowaną hinduską kuchnią i nazwa pochodzenia indyjskiego.
Baranina w łagodnym orzechowym sosie z tradycyjnym chlebkiem z indyjskiej mąki również bardzo dobre. Delikatna, rozpływająca się w ustach, odpowiednio doprawiona i pomimo niepozornie wyglądającej porcji bardzo sycąca. Co zatem poszło nie tak?

45013110_244701406208116_7048353624103059456_n.jpg

Obsługa. To była jakaś masakra. Godzinę czekałyśmy na dania! Godzinę! To jest nie do pomyślenia, gdy w knajpie jest niewiele osób, a kelnerek kilka. Na rachunek w ogóle się nie doczekałyśmy. Poszłyśmy do baru żeby zapłacić,
a tak kazano nam… czekać. Oczywiście nie zostawiłyśmy ani grosza napiwku, a zapłaciłyśmy niemało, bo około 100 zł za dwa dania i dwa napoje.

Podsumowując ze względu na najgorszy serwis na świecie odradzam wizytę w  Ganesh. Idźcie do innej indyjskiej restauracji.
Ogólna ocena: 2/10.
Adres: Kraków ul. Św. Tomasza.
  • awatar ღ ღ Tormenta ღ ღ: Zazwyczaj w dobrych restauracjach długo czeka się na posiłek, więc czas przygotowania mnie nie dziwi. Wolę poczekać niż zjeść odgrzewane z mikrofali. Obsługa faktycznie dała ciała, bo powinna być żywo zainteresowana gośćmi restauracji oraz ich samopoczuciem.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Oto historia rezerwacji z “przygodami”.

34811361_1642624022451573_2854079753298640896_n.jpg

Jedziemy do Izraela. Odwiedzamy naszą przyjaciółkę- Karolinę w Hajfie. Bilety kupione, czas zarezerwować hotel. Dokonujemy rezerwacji na 4 dni. Pokój dwuosobowy z łazienką i śniadaniem około 1400 zł. Drogo, ale Izrael jest drogi.
Kilka tygodni później nasza druga przyjaciółka- Kasia zdecydowała polecieć razem z nami. Udało się jej zarezerwować pokój jednoosobowy z łazienką
i śniadaniem za 140 zł na 4 dni  w hotelu w tej samej okolicy, co nasz! Słysząc tą informację szybko sprawdzam ceny i dostępność terminów
w hotelu wybranym przez Kaśkę- Eden Hotel. Mają akurat pokój dla mnie i Lubego za 360 zł. Anuluje poprzednią rezerwacje i bukuje 4 dni w pokoju
z łazienką i śniadaniami w Eden Hotel.
Zbyt piękne żeby było prawdziwe? Oczywiście, że tak!

34962518_1642635792450396_4928691700504723456_n.jpg

Kilka tygodni później dostajemy w Kaśką maile od booking.com, że mieli awarię systemu i  ceny zamiast w dolarach wyświetlały się w złotówkach
i czy zgodzimy się dopłacić różnicę.
Odpisuje, że absolutnie nie, ponieważ kupowałam usługę w takiej walucie, jaką widziałam, czyli PLN.
Kilka dni później dostaję telefon z Booking’a, że hotel zgodził się dać zniżkę 30$ i czy w takim razie zgodzę się dopłacić różnicę. Ponownie odmawiam, mówiąc, że taka zmiana waluty po tym jak już dokonałam rezerwacji jest niezgodna z prawami konsumenta i nie po to anulowałam poprzednią rezerwację, aby teraz zapłacić jeszcze więcej. Pani przyjmuje do wiadomości, obiecuje skonsultować się, z kim trzeba i oddzwonić. Po kilku minutach dzwoni z informacją, że ja płacę 360 zł, a resztę dopłaca Booking. Rezerwacja Kasi zostaje załatwiona w identyczny sposób. Jesteśmy usatysfakcjonowani.

34783011_1642635599117082_2421139245906264064_n.jpg

Kasia przylatywała do Izraela dzień wcześniej niż my, czyli 30 maja późnym wieczorem. Do hotelu dotarła o 00:15 w nocy, czyli już 31 maja. Okazało się, że skoro nie pojawiła się do północy to jej rezerwacja została anulowana. Oczywiście nie było szans jej przywrócić tym bardziej w cenie 140 zł za 4 dni. Wynajęła jakiś hostel i ostrzegła nas
o sytuacji. Napisałam wiadomość do hotelu informującą, że możemy przyjechać po północy
i zadzwoniłam z taką samą informacją do Bookinga. Przyjęli, problemów nie robili.

34830160_1642635905783718_2411736523113234432_n.jpg

W hotelu pojawiamy się kilka minut przed północą. Płacę gotówką 360 zł, czyli około 360 szekli. Dostaje rachunek, a miły pan oprowadza nas po przybytku standardem przypominającym polski hostel. Raczej toporne meble, mozaikowe płytki, na których leży wzorzysty i niepsujący dywanik, łazienka do przyjęcia, dość wygodne łóżko. Pomimo standardu, który dupy nie urywał w hotelu było bardzo czysto, a obsługa starała się nam pomóc jak mogła, chociaż czasem niektóre rzeczy ich przerastały np. wydrukowanie karty pokładowej na powrót. Na śniadanie chodziliśmy do oddalonego
o kilkaset metrów innego hotelu, o zdecydowanie wyższym standardzie i to było śniadanie wliczone
w cenę pobytu w Eden Hotel. Szczerze mówiąc było ono najmocniejszym elementem tego noclegu, ale
o tym pisałam już we wpisie o kuchni izraelskiej.

34722875_1642636285783680_199741980996009984_n.jpg

Po powrocie do Polski sprawdziła moje konto bankowe i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam, że została mi pobrana opłata za hotel i to wyższa niż płaciłam na miejscu gotówką. Natychmiast zadzwoniłam do Booking żeby wyjaśnić sprawę. Wysłałam im zdjęcie rachunku, który otrzymałam
w Eden Hotel oraz potwierdzenie pobrania pieniędzy z konta. Tydzień później dostałam przelew zwrotny.

34859924_1642636702450305_5586574733408731136_n.jpg

Podsumowując przygód było dużo, ale na szczęście wszystkie skończyły się dobrze.
Czy polecam Eden Hotel w Hajfie? W cenie 360 zł za 4 dni tak, w cenie 360$ za 4 dni zdecydowanie nie. Wtedy cena byłaby za wysoka, a standard za niski.
Ogólna ocena: 5/10.

34906683_1642637092450266_4465552169952608256_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Brak mięsa, humus, ciecierzyca, ryby, owoce morza
i najlepsze na świecie pomarańcze. Mój żołądek
i kubki smakowe mówią, że chcą przeprowadzić się do Izraela. Mój chłopak wręcz przeciwnie…

34693664_1642637315783577_8240764131771154432_n.jpg

Podczas pobytu w Izraelu jadaliśmy głównie w Hajfie, czyli mieście gdzie mieścił się nasz hotel, dlatego poniższe propozycje pochodzą właśnie stamtąd.

Burakas
Izraelski fast food. Jest to ciasto podobne do ciasta francuskiego podawane z grzybami lub szpinakiem oraz porcją warzyw: oliwkami, pomidorami, ogórkiem*, znienawidzoną przeze mnie cebulą i sosem pomidorowym.
Ta wariacja na temat drożdżówki czy zapiekanki bardzo mi smakowała i zdecydowanie ją Wam polecam. Szczególnie, jeśli macie mało czasu lub chcecie szybko zaspokoić głód w środku nocy- tak jak my.

*Moja przyjaciółka, którą odwiedzaliśmy w Hajfie nie rozumie połączenia pomidorów z ogórkami, które w Izraelu pojawia się bardzo często. W Polsce nie jest to popularne, ale pomimo to bardzo smaczne.

34700770_1642635809117061_2403991009156399104_n.jpg

Knafi
Od nienawiści tylko krok do miłości. Pierwszy raz, gdy Karolina (wspomniana wyżej przyjaciółka) zabrała nas na knafi stwierdziłam, że tłuste serowo- cukrowe ciasto jest tak ekstremalnie słodkie, że mi nie smakuje. Na koniec pobytu w Hajfie byłam w stanie jeść knafi w każdym bazarowym mini barze, w których są one sprzedawane. Tęsknie!

34725791_1642635589117083_1289693269269151744_n.jpg

Humus
Nigdy już żaden humus nie będzie tak dobrze smakował jak ten w niepozornej knajpce w Hajfie. Gdyby nie Karolina w życiu byśmy tam nie weszli. Mały budynek zaadaptowany na lokal gastronomiczny, w którym panuje totalny chaos.

34741168_1642637045783604_1479085581672644608_n.jpg

Nie wiadomo, kto jest kelnerem, bo nie mają uniformów, a jedzenie podają Wam różne osoby. Ledwo usiedliśmy, a już ktoś przyniósł nam zestaw chlebków pita. Po chwili inna osoba podała górę warzyw. Następnie jakiś pan podszedł zapytać, co zamawiamy, a potem miła pani postawiła przed nami wodę. Okazało się, że wszyscy są rodziną i wspólnie prowadzą biznes. Na spółkę z moim Lubym zamówiliśmy wielką miskę humusu z mięsem za 45 szekli (drogo, jak zawsze w Izraelu). To była jedyna mięsna potrawa, jaką udało mu się zjeść w Izraelu, nad czym bardzo ubolewał, bo jest zdeklarowanym mięsożercą. Humus był wyśmienity! Delikatny, dobrze przyprawiony, rozpływał się w ustach i doskonale komponował
z wyżej wymienionymi dodatkami, które mieliśmy
w cenie.

34813366_1642623979118244_7893279940127227904_n.jpg

Sałatka z serem halloumi i piwo w Iza Bar - Take it IZA
Ta miejscówka to najbardziej oblegany w Hajfie bar. Dlaczego? Bo mają najtańsze piwo w mieście- 20 szekli, czyli uwaga około 20 zł.

34755280_1642636339117008_6082536502821126144_n.jpg

Barmani są mili i mega przystojni, a wystrój całkiem ładny zwłaszcza, jeśli jest się przyzwyczajonym do widoku knajp, gdzie coś takiego jak dekoracje
i spójne urządzenie wnętrza nie występują- jak wspomniany wyżej lokal z humusem.

34758962_1642635332450442_1676268513779515392_n.jpg

Oprócz piwa zamówiłyśmy z Karolą również sałatkę z grillowanym serem halloumi i warzywami. Była pyszna. Zwłaszcza wyrazisty w smaku ser połączony, a jakże
z pomidorami i ogórkami. Pyszna i ma się rozumieć droga, ale po kilku dniach pobytu już nas to nie dziwiło.

34859141_1642637115783597_8364031660261376000_n.jpg

Pizza!
Nie mogło się obyć bez pizzy. W końcu próbujemy jej w każdym kraju, jaki odwiedzamy. W Izraelu zdecydowaliśmy się na pizzę na kawałki sprzedawaną przez Żyda o nieruchomym wyrazie twarzy w małym lokaliku otwartym nawet w szabat. Jedyne wolne miejsce było przy parapecie, ale to akurat nam nie przeszkadzało, bo parapet miał ładną mozaikę. Poza tym to był kolejny lokal typu “siada się gdzie się da”.

34726121_1642624415784867_3658214617429049344_n.jpg

Sama pizza była bardzo słodka. Nie tylko bataty, które pełniły rolę dodatków, ale również samo ciasto. Ciekawe doświadczenie smakowe, aczkolwiek nie wiem, czy chciałabym je powtórzyć.

34728550_1642631275784181_2719058746155204608_n.jpg

Śniadanie mistrzów
O naszym hotelu jeszcze Wam napiszę, ale dziś
o śniadaniu, które mieliśmy w cenie pobytu.
Do tej pory wspominam je z utęsknieniem. Ogromna ilość ryb oraz przepysznych serów. Najlepsze na świecie pomarańcze. Przepyszna sałatka z ciecierzycy, buraki po arabsku i ogromna ilość pieczywa w tym rogalików z ciasta przypominającego francuskie nadziewanych serem. No i oczywiście szakszuka, czyli jajka gotowane w czymś w rodzaju sosu pomidorowo- paprykowego. Raj dla mojego podniebienia! Dla mojego Lubego bezmięsna tragedia.
Było pysznie i pięknie, bo nasza jadalnia zachwycała wystrojem i widokami zza ogromnych okien. Obsługa również okazała się niezwykle profesjonalna.

34722875_1642636285783680_199741980996009984_n.jpg

Podsumowując zakochałam się w kuchni Izraelskiej. Najbardziej tęsknie właśnie za tymi wszystkimi pysznościami. No i za morzem oczywiście.

34712622_1642624455784863_9166650465360805888_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Energetyczne kopniak w trakcie zabieganego dnia.


41129146_2281581068740981_2147013044138409984_n.jpg

Red Berry to stoisko z mrożonymi jogurtami
i zdrowymi sokami w Galerii Krakowskiej blisko dworca PKP i MDA.
Jeśli potrzebujecie dodatkowej dawki zdrowej energii przed lub po podróży, albo tak jak ja w trakcie zakupów to koniecznie ich odwiedźcie.

41177707_1031096727100077_5336426741348958208_n.jpg

W oczekiwaniu na pociąg lub autobus możecie usiąść
w Red Berry i sączyć pyszny owocowy koktajl, lub tak jak ja zamówić energetyczny sok ze szpinakiem
i dalej buszować po galerii z kubkiem w ręku.

41244181_686282291771310_4552540015204237312_n.jpg

Obsługa jest miła i uśmiechnięta oraz chętnie doradzi niezdecydowanym. Koszt takiej zdrowej przyjemności to w moim przypadku było 15 zł. Piłam świeżo robione soczki na mniejsze pieniądze, no, ale przy dworcu zawsze wszystko bywa droższe.

Podsumowując koktajl ze szpinakiem faktycznie dodał mi energii i dobrze smakował. Polecam Wam zdrowe soczki z Red Berry.
Ogólna ocena: 7/10.
Adres: Kraków ul. Pawia- Galeria Krakowska
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Znacie takie miejsce, do których przychodzicie raz
i jest świetnie, przychodzicie drugi raz i jest słabo, a potem znowu ok? To jedno z nich.

38239059_1725036834210291_3182950557409083392_n.jpg

Pierwsza wizyta w Bococa:
Piłam zielone smoothie z młodym zielonym jęczmieniem, bananem, pomarańczą, sokiem ananasowym i miodem, które było pyszne, sycące i w dobrej cenie- 14 zł.

38251058_1725036890876952_1111247982394605568_n.jpg

Druga wizyta w Bococa:
Jadłam pyszne i za drogie ciasto marchewkowe, które popiłam paskudną kawą.

38250052_1725036840876957_8517242532508205056_n.jpg

Trzecia wizyta w Bococa:
Dałam drugą szansę kawie- nie poprawiła się. Zjadłam nie wartą swojej ceny przypadającą się tartę z kozim serem i za dużą ilością pora.

38284474_1725102434203731_9155368702965710848_n.jpg

Jedynie w miarę dobra obsługa i wystrój pozostają niezmienne. Wnętrze jest skromne jednak posiada kilka mocnych akcentów, przez co sprawia wrażenie niewymuszonego bycia trendy.

38063280_1725036867543621_3088879950309097472_n.jpg


38264130_1725036880876953_8790768997927747584_n.jpg

Podsumowując z czystym sumieniem polecam Wam Bococe na smoothie. Jeśli chcecie dokonać czystki
w portfelu idźcie tam na deser, ale nie na tartę.
Ogólna ocena 6/10.

38289173_1725036874210287_1285265548828999680_n.jpg


38391665_1725036877543620_4231201857881505792_n.jpg


38405305_1725036887543619_7361734602890674176_n.jpg
  • awatar Gniazdo Os: nieraz chciałam tam zajrzeć ale skoro mówisz, że kawa nie dobra to chyba dam sobie spokój xD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Akko to starożytne miasto portowe, znane, jako ostatnia twierdza krzyżowców w Ziemi Świętej.

34756409_1642623875784921_7450009559646601216_n.jpg

Przed wyjazdem do Izraela przeszukiwałem blogi podróżnicze w poszukiwaniu destynacji do zwiedzania. Ponieważ wyjechaliśmy tylko na 4 dni, podczas których przypadał szabat szukałam miejsc znajdujących się w północno- wschodnim Izraelu. Tak właśnie dowiedziałam się o istnieniu Akko.

34715078_1642631475784161_8124972238672756736_n.jpg

Z Hajfy do Akko kursuje pociąg średnio, co pół godziny, a bilet kosztuje kilkanaście szekli. Z dworca w Akko czeka nas kilkunastominutowy spacer do centrum. W czasie tej wędrówki dostaliśmy przedsmak osobliwych dekoracji budynków mieszkalnych w Akko.

34721084_1642631259117516_5583026325918056448_n.jpg


34781609_1642635535783755_5824568990223040512_n.jpg


34782942_1642636405783668_8598729529676005376_n.jpg


34821041_1642636105783698_317460776812019712_n.jpg

Zwiedzając miasteczko mieliśmy wrażenie, że lokalsi dekorują swoje domy wszystkim, co wpadnie im w ręce. Początkowo było to dość zaskakujące, szczególnie buty- doniczki, ale za każdym razem zachwycała nas kreatywność twórców ozdób.

34756934_1642637169116925_1643064791629037568_n.jpg


34857448_1642637429116899_4285789599428509696_n.jpg

Spacerując wąskimi uliczkami Akko przeżyłam jedną
z najbardziej magicznych chwil w moim życiu. Akka to muzułmańskie miasteczko, dlatego elementami charakterystycznymi dla jej krajobrazu są meczety, zwłaszcza ten Al Dżazzara. Z głośników meczetów podczas naszego spaceru dobiegały dźwięki muzułmańskiej modlitwy. W połączeniu z przechadzką między beżowymi budynkami z turkusowymi drzwiami
i oknami stworzyło to niepowtarzalny klimat. Czułam się jak w filmie i byłam zachwycona atmosferą
i niezwykłością tej chwili.

34791735_1642635499117092_2438628584663810048_n.jpg

Nasz magiczny spacer zakończył się w porcie. Jednym z najstarszych portów świata i jednym z najpiękniejszych, jakie widziałam.

34703299_1642630579117584_1365690804311425024_n.jpg


34792122_1642636589116983_6409052552456830976_n.jpg


34810764_1642624932451482_1320292523251335168_n.jpg

Oczywiście nie mogliśmy odpuścić sobie zrobienia zdjęcia z jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów Akki, czyli z posągiem ryby.

34703302_1642636925783616_7959292243141984256_n.jpg

Biorąc pod uwagę historię Akki związaną z krucjatami postanowiliśmy zwiedzić Cytadelę, która została wzniesiona na murach twierdzy krzyżowców i niegdyś pełniła funkcję więzienia.
Dziś to muzeum gdzie oprócz znalezisk archeologicznych i świetnie zachowanych wnętrz można kupić pamiątki oraz zagrać w kilka gier zręcznościowych.
Bilet wstępu kosztuje 40 szekli. To dużo, ale na tym samym bilecie możemy wejść jeszcze do trzech innych obiektów.

34689306_1642630955784213_3312476501789638656_n.jpg


34699178_1642636495783659_8075632667988590592_n.jpg


34725135_1642635292450446_2525087461743263744_n.jpg


34717883_1642629762450999_2859562957656817664_n.jpg


34729465_1642627199117922_7543425321672900608_n.jpg


34743664_1642637015783607_427473125693718528_n.jpg


34787757_1642622935785015_8682727128501846016_n.jpg

My wybraliśmy między innymi tunele templariuszy. Tunele te łączą cytadelę z portem i miały pełnić funkcję ewakuacyjna w przypadku najazdu nieprzyjaciela. Również są świetnie zachowane.

34721571_1642631355784173_666326307247751168_n.jpg

Drugim obiektem, który udało się nam zwiedzić było muzeum Ściana Skarbów w dawnych murach obronnych Akki. Ekspozycja stanowi ciekawy zbiór różnego rodzaju ładnych i mniej lub bardziej orientalnych rupieci.

34750835_1642629842450991_6499783113814573056_n.jpg


34793154_1642623352451640_6687446414118617088_n.jpg


34811915_1642637595783549_6530630612611497984_n.jpg


34814395_1642635422450433_2037118914231533568_n.jpg


34817671_1642636335783675_700115626714202112_n.jpg


34719488_1642632069117435_2194514583568252928_n.jpg

Niestety na odwiedzenie ostatniej placówki, do której mogliśmy wejść na bilecie z Cytadeli zabrakło nam czasu. Dzień się kończył, zaczynał się szabat
i musieliśmy wracać do Hajfy gdyż w szabat pociągi nie kursują.

34782414_1642630735784235_1372501239463411712_n.jpg

Podsumowując Akko jest zachwycające. Piękne
i magiczne. Muzułmańskie miasteczko z chrześcijańską historią jest połączeniem kultur gdzie trzy religie współegzystują w zgodzie. Polecam Wam z całego serca wycieczkę do pięknej Akki.
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Dlaczego Izrael skoro jestem niewierząca?
A dlaczego nie? Przecież to piękny kraj, który nie tylko religią chrześcijańską stoi.

34700110_1642636489116993_6549746090411819008_n.jpg

Gdy mówiłam znajomym, że lecę do Izraela dziwili się okropnie. Po pierwsze, dlatego, że większości osób Izrael kojarzy się z Jerozolima i tłumem pielgrzymów. Wtedy tłumaczyłam, że ja nie jadę tam w odwiedziny do Jezusa tylko do mojej przyjaciółki Karoliny, która mieszka w Hajfie, a do Ziemi Świętej nawet się nie wybieram. Nie tym razem.
I nie, dlatego, że jestem niewierząca (lubię zwiedzać każe świątynie pomimo braku więzi
z jakąkolwiek religią), ale dlatego, że mój pobyt będzie trwał jedynie 4 dni.

Po drugie znajomych wprawiało w przerażenie, że wyjazd organizuje na własną rękę, nie wykupiłam grupowej wycieczki z biura podróży. I w sumie nawet nie przyszło mi to przez myśl między innymi, dlatego, że do Hajfy wycieczek z Polski nie ma.

Organizacja takiego wyjazdu jest równie prosta jak wyjazdu do Pragi.

34745884_1642636802450295_2268746852692131840_n.jpg

Bezpieczeństwo
Te wszystkie informacje, że niby w Izraelu jest niebezpiecznie są wyssane z palca. Zwiedzaliśmy trzy miasta: Hajfę, Akko i Tel Aviv i w każdym czuliśmy się bardzo bezpiecznie (również w nocy)
i nie spotkała nas żadna nieprzyjemna sytuacja.

34591214_1642631059117536_6884892803814391808_n.jpg

Kontrole na lotnisku
Naczytałam się o wzmożonych kontrolach na lotnisku w Tel Avivie. Nic takiego nie miało miejsca. Owszem zadano nam pytania gdzie będziemy spać
i dlaczego akurat w Hajfie, ale nie czułam się jakoś specjalnie przesłuchiwana. Podczas wylotu pani zapytała jak długo jesteśmy razem z moim Lubym i na tym skończyła się dociekliwość. Tak samo bagaż nie był jakoś ekstremalnie kontrolowany. Na lotnisku Ben Gurion nie trzeba wyciągać kosmetyków i elektroniki ani ściągać kurtki tak jak to ma miejsce w Polsce. Zapytano jedynie czy mam laptopa, bo jest on jedyną rzeczą, którą należy wyciągnąć.

34700782_1642636969116945_53894671264382976_n.jpg

Bilety
Lecieliśmy LOTem. Bilety kupiliśmy na jakiejś szalonej promocji w styczniu, dzięki czemu za 4 bilety (dwa do Izraela i dwa powrotne) zapłaciliśmy niewiele ponad 500 zł.
Lecieliśmy z Rzeszowa z przesiadką w Warszawie. Na lot Warszawa- Tel Aviv wykupiliśmy miejsca obok siebie, co okazało się wyrzuceniem pieniędzy
w błoto, ponieważ i tak za każdym razem mieliśmy sąsiednie fotele.
Odprawiliśmy się przez Internet, co pozwoliło nam zaoszczędzić mnóstwo czasu, który musielibyśmy poświęcić na stanie w kolejce na lotnisku. Jako, że jestem bardzo zapobiegliwa osobą drukowałam karty pokładowe w obawie, że telefony nagle odmówią posłuszeństwa.
Muszę przyznać, że pomimo odwiedzenia dotychczas 8 krajów to dopiero do Izraela (a właściwie do Warszawy z Rzeszowa) pierwszy raz leciałam samolotem. Spodobało mi się! To jest genialne uczucie! Prawie tak wspaniałe jak seks i jedzenie! Już wiem, że lubię latać.

34782408_1642631339117508_6896686058159734784_n.jpg

Wiza
Wydawana jest na lotnisku podczas odprawy paszportowej. Jeśli spodziewacie się pieczątki
w paszporcie to się rozczarujecie. Izraelską wizę dostajecie na karteczce, co jest trochę uciążliwe, bo łatwo ją zgubić, a była potrzebna podczas zameldowania w hotelu.

34862160_1642636772450298_8403209261013794816_n.jpg

Hotel
Zabukowany na booking.com. Temu zagadnieniu poświęcę osobny wpis, bo miałam z nim przeboje.

34962518_1642635792450396_4928691700504723456_n.jpg

Komunikacja
Z Tel Avivu do Hajfy dostaliśmy się pociągiem. Cena jednego biletu to 35 szekli. Ogólnie po Izraelu kursuje mnóstwo autobusów i pociągów, które łączą najważniejsze miasta. Pociągi jeżdżą całą dobę, lecz w nocy trochę rzadziej. Stacja kolejowa jest niemal połączona z lotniskiem Ben Gurion, a bilet kupiliśmy w automacie, w którym można wybrać opcje angielskiego języka. Grunt to znać nazwę stacji, do której się chce jechać, ponieważ to w nią należy kliknąć podczas zakupu.

34703302_1642636925783616_7959292243141984256_n.jpg

Szabat
W judaizmie to czas przeznaczony na odpoczynek, który wierzący Izraelczycy traktują bardzo dosłownie. Od piątku od zachodu słońca do soboty do zachodu słońca nie pracują. Zamknięte są sklepy i restauracje oraz nie kursują pociągi. Warto mieć to na uwadze planując pobyt w Izraelu. Oczywiście nie wszyscy Żydzi praktykują szabat. Ponadto nie wszyscy mieszkańcy Izraela to Żydzi, więc znajdziemy otwarte lokale czy sklepy arabskie.
W Hajfie kursowały też autobusy należące do prywatnych przewoźników. Powiedziałabym, że szabat to jedna z najważniejszych spraw, którą trzeba mieć na uwadze jadąc do Izraela.

34811361_1642624022451573_2854079753298640896_n.jpg

Waluta
W Izraelu płacimy szeklami. Jeden szekel to mniej więcej 1 zł. Jest drogo i to bardzo. Obiad dla dwóch osób plus napoje w restauracji kosztuje ponad 200 szekli. Butelka wody o pojemności 0,5l to koszt, co najmniej 5 szekli. Trzeba przygotować budżet wyjazdowy na takie ceny. Ja pieniądze rozmieniłam w Krakowie, ponieważ jest tu kilka kantorów gdzie można dostać szekle. Wymieniając najpierw na dolary, a na miejscu na szekle dwa razy straciłabym na przewalutowaniu.

34715078_1642631475784161_8124972238672756736_n.jpg

Ludzie
Mili, uczynni, uśmiechnięci, chętni do pomocy
i bardzo uczciwi.

34752201_1642622609118381_3448861457402298368_n.jpg

Klimat
Gorąco, parno i duszno nawet w nadmorskich miejscowościach. Bez butelki wody, nakrycia głowy, kremu z filtrem i okularów słonecznych ani rusz!

34880140_1642637279116914_8985138125160316928_n.jpg

Podsumowując nie taki Izrael straszny jak go malują. Polecam samodzielne wyprawy do tego pięknego kraju, o którym napiszę jeszcze nie jeden wpis.

34755330_1642635205783788_2473158803168690176_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Hej

Niemal od miesiąca próbuje dodać tu wpis recenzujący Meho Cafe.
Niestety Pinger za każdym razem upiera się, że to spam. Drogi Pingerze, to nie spam, tylko recenzja! Ogarnijcie się!
Ponieważ nie mam innego wyjścia zostawiam Wam link do tejże recenzji na Blogspocie:gdzietuwyjsckrakow.blogspot.com/(…)na-kawe-do-jozef…
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Hej

Niemal od miesiąca próbuje dodać tu wpis recenzujący restauracje Focha 42.
Niestety Pinger za każdym razem upiera się, że to spam. Drogi Pingerze, to nie spam, tylko recenzja! Ogarnijcie się!
Ponieważ nie mam innego wyjścia zostawiam Wam link do tejże recenzji na Blogspocie: gdzietuwyjsckrakow.blogspot.com/(…)obedna-pizza-w-f…
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Mięta to propozycja zdecydowanie wiosenno letnia. Dlaczego? Włoska kuchnia kojarząca się z słońcem
i ciepłem oraz jeden z lepszych ogródków przy restauracji.

32370395_1619866421394000_1559851367932100608_n.jpg

Muszę przyznać, że bardzo lubię Miętę i ich interpretacje włoskiej kuchni. Pizza na cienkim chrupiącym cieście z minimalną ilością dodatków nadaje się akurat dla jednej osoby, a makarony zachęcają swoim smakiem do kolejnych wizyt. Szczególnie przypadło mi do gustu wyśmienite orkiszowe penne z borowikami, kozim serem i szynką parmeńską.
Polecam również przepysznie maślane gniocchi zapiekane w sosie serowym z pomidorkami
i mozzarellą.
Do tego butelka ich domowego wina i prawdziwa, choć nie najtańsza, uczta gotowa.

32581629_1619866404727335_3355796959276302336_n.jpg

Obsługa jest bardzo miła, czasem jednak czas oczekiwania na kelnerkę jest dłuższy niż powinien.
Mięta urządzona jest elegancko, klasycznie i
z lekkim minimalizmem. Restauracja jest spora, dlatego z łatwością pomieści duże grupy na przykład podczas obiadów firmowych.

32623056_1619866388060670_6145282277048844288_n.jpg

Podsumowując Mięta to eleganckie miejsce z pysznymi daniami idealne na randkę lub biznesowy obiad. Polecam.
Ogólna ocena 8/10.
Adres: Kraków ul. Krupnicza

32679815_1619866384727337_722471781893406720_n.jpg
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Knajpiane zagłębie na Dolnych Młynów 10 prężnie się rozwija. Od niedawna można tam zjeść mięsna kanapki w Meat & Go. Dlaczego Go? Dowiedziałam się jak weszłam.

31357856_1601252403255402_4953599474279645184_n.jpg

Pierwsze wrażenie nie powala- industrialny dość przytłaczający klimat, który próbowano przełamać roślinami. Po chwili pobytu udało mi się przyzwyczaić do tego wnętrza i byłoby nawet ok gdyby nie social tables. Takie stoły są teraz szalenie modne i stawiane niemal wszędzie, a ja ich nie cierpię, ponieważ nie znoszę, gdy nieznajomi dosiadają się do mojego stolika, gdy jem. Gdy nie jem też tego nie lubię. Po prostu social tables mówię: nie!

31131125_1597418373638805_9018400851571507200_n.jpg

Niedogodności aranżacyjne zrekompensował mi smak kanapki. Padło na wersję kubańską:  wieprzowina Mojo w cytrusach, szynka z mangalicy, kiełbasa
w stylu włoskim, ogórek konserwowy, ser szwajcarski,  krem z gorczycy z miodem, sos autorski, ciabatta z masłem. To było zdecydowanie jedno z lepszych połączeń smakowych w moim życiu. Nie miałam pojęcia, że z czegoś tak banalnego jak kanapka da się stworzyć majstersztyk. Zamówiliśmy jedną na pół z przyjaciółką i to był błąd. Trzeba było kupić całą, bo połówka to za mało zarówno pod względem sytości jak i doznań smakowych. Minusem jest cena tej przyjemności- 30 zł, ale warto.

31123942_1597418416972134_7783411549959356416_n.jpg

Obsługa w Meat & Go jest bardzo miła i pozytywnie nastawiona do klientów oraz chętnie doradzi
w wyborze. Szkoda tylko, że zdecydowali się na model samoobsługowy z krzyczeniem numerków zamówienia. Bardziej profesjonalnie byłoby, chociaż przynosić zamówienia do klienta.

31092093_1597419166972059_8844899020515049472_n.jpg

Podsumowując z jednej strony te okropne grupowe stoły, a z drugiej ta przepyszna kanapka kubańska. Jedno odstrasza, drugie zachęca. Może faktycznie trzeba wziąć jedzenie i zrobić go?
Ogólna ocena: 7/10.

Adres: Kraków ul. Dolnych Młynów.

31100504_1597418930305416_5844823158342811648_n.jpg
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Niedawno wreszcie udało mi się znaleźć miejsce
w zazwyczaj obleganej przez turystów restauracji Gazdowo Kuźnia. Czy odkryłam, dlaczego ludzie walą tam drzwiami i oknami?

29634167_1571426292904680_1996122392_o.jpg

W sumie to nie. Wszystko było dobrze, nawet bardzo, ale brakowało tego “czegoś”.
Bardzo ładny i spójny góralski wystrój: drewno
i ławy. Na tle innych restauracji (które w Zakopcu wszystkie urządzone są podobnie) Gazdowo Kuźnia wyróżnia się kolekcją starych zegarów na ścianie
i humorystycznymi witrażykami.

29680716_1571426279571348_1297813203_o.jpg

Menu również nie mam nic do zarzucenia, szczególnie przypadł mi do gustu duży wybór piw i zamówiłam zestaw degustacyjny Grimbergena. Ponadto pozycje
w karcie są opisane w “góralskiej” gwarze, co ma swój urok.

29527600_1571426332904676_1614007198_o.jpg

Do jedzenia wzięłam drobiowe “zawijoki” z góralskim serem, ziołami i sosem czosnkowym. Po ludzku po prostu de volaille z oscypkiem. Muszę przyznać, że dawno nie jadłam tak dobrego  de volaille. Miękki
z idealną panierką, soczysty i dobrze przyprawiony. Idealny. Do tego poprosiłam o hałuski, ale te okazały się bez smaku i nie równały się z nazywanymi tak przez moją babcie kluseczki, które przyrządzała dla mnie, gdy byłam dzieckiem.

29634574_1571426316238011_161300117_o.jpg

Mój Luby zdecydował się na golonkę z frytkami. Pierwszy minus to golonka w kawałku. Nie lubię się
z nią szarpać i wolę, gdy podają pokrojoną. Smakiem też nie powalała, ale ostrości nadawał jej podany
w pakiecie chrzan i musztarda. Frytki, tak samo jak mój dodatek, bez smaku.

Obsługa Gazdowej Kuźni jest względnie miła, ale ceny wysokie. Za obiad zapłaciliśmy ponad 90 zł. Czy był tyle wart? Nie koniecznie. Gdyby wszystko było równie pyszne jak mój “zawijok” powiedziałabym, że tak.

29693163_1571426302904679_1409552843_o.jpg

Podsumowując nie dowiecie się, co to dobry de volaille póki nie zjecie tego w Gazdowej Kuźni. Poleca jednak tylko de volaille i piwo.
Ogólna ocena 7/10.
Adres: Zakopane ul. Krupówki
 

gdzietuwyjsckrakow
 
O tym jak całkowicie spieprzyć to, co wydaje się niemożliwe do popsucia.

27157431_1509555919091718_936755387_n.jpg

W ramach odkrywania smaków Zakopanego odwiedzam, co jakiś czas inna restauracja. Jeśli jestem w stolicy Tatr w środku tygodnia chętnie korzystam z ofert obiadu dnia w różnych karczmach. Tak właśnie pierwszy i ostatni raz trafiłam do lokalu Bacowskie Jadło.
Ta kuchnia regionalna jest jak górale:
z charakterem, wyrazista, pełna niespodzianek, prezentująca nieprzewidywalne połączenia. Wydaje się, że inspirując się tradycyjnymi wyrobami regionu nie da się zrobić nie smacznej potrawy. A jednak
w Bacowskim potrafili podać mi schab w sosie pieczeniowym z ziemniakami i kotleta schabowego, które były miałkie, nijakie, pozbawione smaku
i jakiejkolwiek magii kuchni góralskiej. Nawet około 20 zł za jedno danie jest tu zbyt wygórowaną ceną. Zdarzało mi się jadać obiad dnia za 15 zł, który był poezją smaków, a nie marną podróbką.

27157431_1509555919091718_936755387_n.jpg

Kelner wypadł podobnie jak obiad- słabo. Miał do nas dość olewczy stosunek. Jakbyśmy jedząc lunch dnia byli klientami gorszego sortu.
Jedynie ładny, klimatyczny zakopiański wystrój zdał egzamin. Ławy, skóry i drewno to elementy, których nigdy dość w podhalańskich karczmach.

27294520_1509555922425051_857780498_n.jpg

Podsumowując po prostu odradzam wizytę w Bacowskim, ponieważ idąc tam na obiad nie znajdziecie dań
z góralskim charakterem, ale coś na kształt stołówki w szkole.
Ogólna ocena: 3/10.
Adres: Zakopane ul. Nowotarska.
 

gdzietuwyjsckrakow
 

27591047_1519260301454613_1401500977_n.jpg

Nie jest tajemnicą, że zakochałam się w Wiedniu
i chciałabym tam wrócić. Wyobraźcie sobie, zatem moją radość, gdy pewnego dnia przypadkowo trafiliśmy z Lubym do wiedeńskiej restauracji nazwanej, a jakże, Sissi.


17974648_1548888335158476_53310624_n.jpg

Od zawsze czułam, że z postacią księżniczki Sisi łączy mnie pewna więź. W dzieciństwie oglądałam bajki i filmy o Sisi, a w najbardziej przełomowych momentach mojego życia odwiedziałam jej rezydencje: Schonbrunn w Wiedniu i Achilleion na Korfu.
Sisi w moich oczach była kobietą silną, która zmagała się z ogromnymi przeciwnościami losu oraz niesprawiedliwymi ocenami ludzi. Pomimo wszystkich jej problemów nie poddawała się, dostosowywała do sytuacji, z której czerpała dla siebie, co najlepsze i przede wszystkim zachowywała klasę
i nienaganną prezencję. Wiem, że do tej pory działania księżniczki są skrajnie różnie oceniane, ale dla mnie zawsze pozostanie niezłomną władczynią.

28741696_1548888375158472_346742689_n.jpg

W restauracji na ulicy Krupniczej w Krakowie wisi wielki portret Sisi, a właściwie Elżbiety Bawarskiej, bo tak naprawdę się nazywała. Niestety to jedyny akcent związany z patronką lokalu. Szkoda, bo byłoby miło gdyby jej postać została tam bardziej wyeksponowana. Pomimo tego restauracja jest urządzona elegancko i gustownie. Dużo tam drewna i ciepłych kolorów.

28741012_1548888435158466_1790892461_n.jpg

Obsługa wykazuje się ogromnym profesjonalizmem
i jest nadzwyczaj uprzejma (zupełnie nie jak
w Wiedniu, ale to akurat dobrze).
Najlepsze są jednak dania. Zachwycająca smakiem
i delikatnością pieczeń wołowa z kopytkami jaglanymi, czerwoną kapustą duszoną z suską sechlońską i sosem demi glace. Potrawa mistrzowska jak muzyka Mozarta.

28741232_1548888418491801_951563286_n.jpg

Na uznanie zasługuje również rozpływająca się
w ustach, idealnie doprawiona makrela bałtycka
z pieczonymi warzywami korzeniowymi, maślaną kaszą pęczak z koperkiem i sosem ziołowym. Dzieło na miarę utworów Beethovena.

28829444_1548888555158454_1474753073_n.jpg

To wszystko popiłam pysznym, lekko gazowanym jabłkowym, austriackim napojem podawanym w kieliszku do szampana. Jestem pewna, że Sisi piła w ten sposób nawet wodę ;)

28741407_1548888318491811_796892487_n.jpg

Jak łatwo się domyślić, ceny również są dostosowane to iście królewskiego skarbca. Tanio nie jest, ale za to pysznie.
Podsumowując każdy, kto tak jak ja zakochał się
w Wiedniu, Austrii czy księżniczce Elżbiecie Bawarskiej powinien wybrać się do restauracji Sissi. Ja planuję tam kolejną wizytę, tym razem na kawę i apfelstrudel.
Ogólna ocena: 9/10.
Adres: Kraków ul. Krupnicza
 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

keylaa858
 
Wpis tylko dla znajomych
MakeUpYourLife:

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Kategorie blogów