Wpisy oznaczone tagiem "elfy" (50)  

daria1990
 
W końcu mogę obejrzeć 2 sezon serialu Kroniki Shannary. Jest to serial , który aktualnie podbił moje serce :*.

Oparta na serii 26 książek Terry'ego Brooksa (przede wszystkim na trylogii Miecz Shannary) imponująca opowieść o elfickiej księżniczce, złodziejce oraz półelfie, na barkach których spoczywa obowiązek powstrzymania grożącej światu zagłady. Twórcami i producentami wykonawczymi serialu są Alfred Gough, Miles Millar (Tajemnice Smallville) i Jon Favreau (Iron Man). Serial kręcony był w Nowej Zelandii, na ekranie nie brakuje więc malowniczych krajobrazów.


Kroniki-Shannary-The-Shannara-Chronicles-serial-tv-2016-1.jpg
  • awatar Dzidziutki ♡: Zabieram się już od dłuższego czasu za ten serial ale wciąż nie mam kiedy ;D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

akaneshidehara19
 
~Hey, hey!
Znalazłam trochę wolnego między rysowaniem a powtarzaniem mitologii. Wpisy będą raczej pojawiać się raz na tydzień i w najbliższej przyszłości planuję zmienić wygląd bloga ^-^ Podpowiem tyle, że kolory będą jaśniejsze i milsze dla oka. Dzisiaj mam dla was dwie prace, które zrobiłam niedawno. Także zapraszam do oglądania :D
Simea.png

Pierwsza praca robiona nowym stylem. inspirowałam się zdjęciem mojej przyjaciółki, wtedy akurat cierpiałam na brak weny. Prościej i szybciej mi się ją robiło, a też lepiej wygląda. Bardzo lubię oczy i fryzurę <3
elvenatholiday.png

To zrobiłam wczoraj. Wystarczyły mi 2-3 godziny(większość czasu poszła na lineart). Tym razem bawiłam się gradientem i dodałam jaśniejszy kolor na włosy dając efekt "lśnienia". Bardzo lubię tę pracę, wygląda tak słodko *-*
To tyle jeśli chodzi o ten wpis. Możecie łatwo zauważyć tzw. ewolucję moich umiejętności. Dość nieskromnie to zabrzmiało :/
Napiszcie,która elfka bardziej Wam się podoba ^-^
A muzyka na dzisiaj to:

Uważam, że pasuje do moich prac, a ostatnio także polubiłam muzykę elektroniczną.
Pozostaje mi napisać:
~Enjoy!
I sayounara
Akane ~(^-^)~
 

akaneshidehara19
 
Ostatnio skończyłam "Blackout" Marca Elsberga i zaczęłam później czwarty tom "Szklanego Tronu" <3
W międzyczasie myślę nad tłem na blog i rysunkiem. Może jutro go naszkicuje.
W każdym razie mam dla Was moją najnowszą pracę:

Samodzielna i robiona w nowm pogramie.Uwielbiam PTS ^-^
Elvenv1.jpg


Następnie planuję zrobić ogród w japońskim stylu. Niezłe wyzwanie sobie rzuciłam :D
Na koniec już tylko napiszę:
~Enjoy!
I sayounara
Akane (^-^)
  • awatar Hello, finally me: Nie znam tych książek...;o no elfy zawsze były ciekawe... I szczerze zaciekawiła mnie twoja praca tego ogrodu...uwielbiam kulturę japońską więc jestem ciekawa efektu :d powodzenia i zapraszam do mnie ;*
  • awatar Akane Shideshi: @Hello, finally me: Polecam szczerze "Szklany Tron". Wciąga i pierwszego dnia około 150 stron przeczytałam :D Sama też jestem ciekawa jak mi wyjdzie i dziękuję ^-^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

zorena
 
Zorena: Noc spadających gwiazd: "Nieznajomy"

Acalia jechała właśnie przez pobliski las na swym nowym wierzchowcu, którego dzięki hojności gospodarza nabyła w małej wiosce nieopodal. Uśmiechnęła się. Wiedziała jak sobie radzić, zamrugała parę razy oczkami i dostała sporą zniżkę. Wybrała dosyć szybkiego i zwinnego gniadosza. Dostojnemu zwierzęciu nadała imię Saoirse. Jazda na tych zwierzętach nie różniła jak się okazało szczególnie od jazdy na leśnych stworzeniach. Elfka uniosła wzrok na piękne błękitne niebo i zaciągnęła się wieczorną bryzą. Nagle zupełnie niespodziewanie poczuła wstrząs a następnie mocne uderzenie o ziemie. Trochę oszołomiona rozejrzała się. Saoirse leżał wijąc się i żałośnie rżał z bólu, dostrzegła strzałę pod jego lewą łopatką. Wstała i chwyciła za miecz. Nie była to bowiem zwykła strzała. Smukły, błyszczący grot, najlepszej jakości cisowe drewno, śnieżnobiałe lotki z błękitnymi końcówkami to mogło oznaczać tylko jedno- królewska straż ojca. Stała dzierżąc miecz i czekała na cios. Nie zamierzała się poddać, nawet za cenę życia. Otaczał ją ciemny las i cisza, nieprzenikniona cisza. Wiedziała, że wezmą ją z zaskoczenia, tak jak zwykle. Miała rację, nagle z ciemności wyskoczyło  dziesięciu wojowników. Mruknęła, zero oryginalności. Otoczyli ją i zamknęli w kółeczku ich ciał. Ukradkiem rozglądała się za jakąś drogą ucieczki, zobaczyła gałąź na tyle niską, że bez problemu wskoczyłaby na nią i uciekła, wiedziała, że nawet ona nie zdoła pokonać dziesięciu najlepiej wyszkolonych żołnierzy z całego leśnego królestwa.
-Księżniczko Acalio, dajemy ci szanse. Oddaj się w nasze ręce dobrowolnie a nie stanie ci się krzywda-odezwał się wyniośle jeden z nich, dziewczyna zaczęła się śmiać.
-Po moim trupie!-wrzasnęła i jednym silnym pchnięciem wbiła ostrze miecza w brzuch jednego z mężczyzn.
Elf jękną boleśnie i zgiął się w pół, korzystając z okazji wyjęła miecz z rany i wskoczyła na jego plecy a następnie na gałąź. Księżniczka strasznie żałowała, że nie widziała ich min, korzystając z zamętu zeskoczyła z drzewa i zniknęła w ciemności. Biegła co tchu. Gdy była już daleko odwróciła się aby sprawdzić czy jest ścigana. Nagle zderzyła się z czyś twardym, siła uderzenia była tak wielka, że z żałosnym jękiem upadła dwa metry dalej. Oszołomiona rozejrzała się nerwowo. Zobaczyła przed sobą mężczyznę, najpewniej człowieka. Nieznajomy uniósł wzrok i ich spojrzenia się spotkały. Świat się zatrzymał. Wpatrywała się w tę błękitne oczy, biła od nich odwaga, męstwo, spokój... Trwało to może sekundę. Acalia otrząsnęła się i nagle poczuła przeszywający ból w kostce.  Zerknęła na zaczerwienioną kończynę.
-Cholera-mruknęła, wściekła, zdawała sobie sprawę, że to ją spowolni-Eee... wybacz mi-zwróciła się do niego.
Przejechał swą ręką po tyle głowy przeczesując jednocześnie kruczoczarne, dłuższe włosy.
-Nic się nie stało, wybaczam-odrzekł lodowatym tonem-Ja chyba wyszedłem z tego bez szwanku-podniósł się z ziemi.
Elfka chwyciła się gałęzi i stanęła na nogach lecz ból w kostce sprawił, że natychmiast upadła. Człowiek podbiegł do dziewczyny.
-Nie ruszaj się, trzeba to patrzeć-zerknął na nogę.
-Nie, ty nic nie rozumiesz! Gonią mnie!-Acalia próbowała się podnieść, ale nieznajomy uniemożliwił to jej.
-Co kto cię goni?-zmarszczył brwi.
Usłyszeli trzask łamanych gałęzi, grupka elfów przedzierała się przez las.
-Muszę uciekać-szepnęła z paniką w głosie.
Czarnowłosy popatrzył w stronę hałasu a potem na nią. Westchnął ciężko.
-Zostań tu-nakazał twardo-Czekaj aż wrócę.
Pobiegł w stronę pościgu. Księżniczce serce waliło jak młot. Co nieznajomy zamierzał zrobić? Usłyszała jego głos:
-Hej, ona jest tutaj chodźcie!
Czy... on właśnie jej pomógł? Nie znał jej, nie wiedział kim jest a mimo to bronił jej? Za wszelką cenę starała się zrozumieć motyw jego działania, ale nie znalazła go. Przypomniała sobie o swoim wierzchowcu, mimo iż posiadała go tak krótko, zdążyła się do niego przywiązać. Kuśtykając i opierając się o drzewa mimo ogromnego bólu szła dalej. Po dłuższej chwili dotarła w miejsce gdzie leżało powalone zwierze. Koń żył, choć ledwo, przyjrzała się bardziej ranie i zauważyła, że strzała wbiła się tuż obok serca, na szczęście go nie uszkadzając. Chciała ją wyjąć aby jak najszybciej przynieść ulgę rannemu zwierzęciu, ale poczuła, że dotarcie tutaj zabrało jej całą energie a ból nasila się. Położyła się obok wierzchowca, powoli zaczęła otaczać ją ciemność lecz ta broniła się przed utratą świadomości chwilkę walczyła z samą sobą, ale okazała się zbyt słaba i w końcu odpłynęła...

Cullen biegł przedzierając się przez leśną gęstwinę. Co właściwie zamierzał zrobić? Z jakiegoś pokręcanego powodu, gdy zajrzał w te piękne, złote oczy poczuł, że po prostu musi jej pomóc. Otrząsnął się, na razie to miał na ogonie jakiś dziesięciu elfów. Co powinien zrobić? Musiał ich wywieść w pole. Zatrzymał się. Jeden z wysokich wojowników podszedł do mężczyzny.
-Gdzie on jest?-zapytał bez krztyny emocji w głosie-Jeżeli nas oszukałeś...
-Nie, takie długie, rude włosy, żółte oczy, to ona?-założył ręce na piersi, zauważył wyraźne zainteresowanie ze strony rozmówcy, uśmiechnął się w duchu.
-Tak to ona, gdzie jest?
-Powiem wam jeżeli coś z tego będę miał i jeżeli powiecie mi kim ona jest-postawił warunki patrząc hardo na grupkę.
-Powiedz a będziesz miał co zechcesz-odparł tamten.
-Wybiegła z lasu, kierowała się na wschód-zobaczył jak kąciki ust elfa podnoszą się.
-Głupiec-prychnął i z całej siły uderzył Callena w brzuch.
Mężczyzna wygiął się w pół i osunął na ziemie sycząc z bólu, pościg minął go i ruszył we wskazanym przez nim kierunku. Człowiek zaczął się śmiać, plan się powiódł. Wiedział, że jeśli powie tak po prostu bez żadnych warunków, gdzie znajduje się dziewczyna elfy domyślą się, że to podstęp. Teraz przez dłuższy czas ma z nimi spokój. Przypomniał sobie o tajemniczej nieznajomej, o tych cudowny oczach... Wzdrygnął się. Przecież on jej nawet nie znał. A jeśli kogoś zamordowała, albo ma inną rzecz na sumieniu? Tak czy inaczej klamka zapadła. Teraz już musi jej pomóc. Poszedł w to miejsce gdzie nieznajoma miała na niego czekać. Nie było jej tam. Zmarszczył brwi i kucnął przy ziemi. Ścieżka naznaczona była krwią. Oświeciło go. Przecież elfka zraniła się w nogę, to pewnie jej krew. Czym prędzej pobiegł za krwawym śladem. Znalazł ją. Leżała nieprzytomna obok nieżywego zwierzęcia. Westchnął.
-Wypadałoby się nią zając-mruknął.

Powieki nieznośnie opadały ilekroć elfka próbowała je podnieść, w końcu po licznych próbach otworzyła oczy. Zdziwiona zauważyła, że leży na jakimś puchatym futrze a jej noga została opatrzona. Rozejrzała się. Znajdowała się na jakiejś polanie, wokół nie był nikogo. Przeciągnęła się i podniosła. Spojrzała w górę, słońce znajdowało się na najwyższym punkcie na niebie-było samo południe. Ciszę przerwał odgłos łamanych gałęzi pod czyimiś stopami.
-Obudziłaś się-mruknął jej wybawca, ten sam, który pomógł jej także z pościgiem-Przeleżałaś dobre trzy dni.
-Trzy dni!?-niemal zapiszczała. Niedobrze. Zazwyczaj nie pozostawała długo w jednym miejscu-Eee...-odchrząknęła-Tak czy inaczej, dziękuję ci za pomoc-dodała nieco spokojniej-Jeżeli mogłabym się jakoś odwdzięczyć to proszę mów-uśmiechnęła się.
-Nie pogardził bym jakimiś pieniędzmi, ale sądząc po twoim zajęciu nie zarabiasz fortuny-wskazał na leżącą nieopodal lutnię-W takim razie po prostu uznaj, że zrobiłem to bezinteresownie-lustrował ją jakby była jakimś dwugłowym potworem-Jeżeli mogę spytać...co ty właściwie masz na sumieniu?-dziewczyna wbiła wzrok w ziemie.
-Ja... nie mogę ci powiedzieć, nie ufam ci-wyszeptała-Wiedz jedynie, że nie popełniłam żadnej zbrodni-odważyła się podnieść wzrok.
-Rozumiem-mruknął tamten-W takim razie nie jestem ci już potrzebny. Twoja noga wydobrzała, poradzisz sobie-uznał przyglądając się jej.
-Zaraz a co z moim koniem?-zaczęła się gorączkowo rozglądać-Czy on...?
-Tak.
Cisza przerwała ich rozmowę. Księżniczka ponownie wbiła wzrok w ziemie nerwowo kopiąc dziurę czubkiem skórzanych butów.
-Dobrze, a zatem muszę cię już opuścić-zaczął zbierać swoje rzeczy-Jak masz właściwie na imię?-zapytał.
-Ja... jestem... Alia-wydukała nerwowo-A jak zwą ciebie?
-Cullen.
Spakował wszystko do juków i wsiadł na potężnego, karego ogiera. Rzucił jeszcze jedno, ciekawe spojrzenie na dziewczynę i ruszył z miejsca galopem. Elfka stała przez chwilę w miejscu patrząc na oddalającego się jeźdźca. Poczuła jak zimny powiew mrozi jej ciało, zarzuciła na siebie ciepły płaszcz i ruszyła do najbliższego miasta.

***

Ostatni dźwięk lutni zagłuszono gromkimi brawami. Bard ukłonił się. Wielu słuchaczy sypnęło groszem pod nogi dziewczyny prosząc o jeszcze jedną pieśń, ta uśmiechnęła się zadowolona i spełniła ich życzenie. Zgrała jeszcze pieśń, którą niegdyś nauczyła ją jedna ze służących. Po występie usiadła, nie miała w ustach nic od feralnego poranka. Podszedł do niej właściciel gospody, na jego dosyć okrągłej i pooranej zmarszczkami twarzy malował się szczery uśmiech.
-Co podać panienko? Za tak wspaniały występ należy ci się sowity posiłek i nocleg.
-Dziękuję, dobry z ciebie człowiek. Zadowolę się jakimś prostym daniem, może być cokolwiek-odparła.
Po chwili postawiono przed nią baraninę z grochem i wino, podziękowała raz jeszcze i zabrała się za jedzenie. Po chwili wszystko znikło z talerza. Już miała zapytać o pokój, gdy drzwi budynku otworzono z hukiem. Oczy wszystkich zwrócone były na wbiegającego właśnie malca.
-Ojcze! Ojcze!-krzyczał do gospodarza-Elfy!-wysapał a oczy księżniczki rozchyliły się szeroko-Oni kogoś szukają tatku! Mordują wszystkich, którzy wchodzą im w drogę!-jego ostatnie słowa wywołały chaos.
Kilku gości pośpiesznie rzuciło woreczek z pieniędzmi w stronę mężczyzny wybiegając w przerażeniu, inni  zaczęli uciekać do pokojów. Acalia stała w miejscu oszołomiona. Przez nią mordowano niewinnych, przez nią po ziemi spłynęła krew wielu ludzi. Miała ochotę wybiec pościgowi na przeciw i przestrzelić im bezwzględne serca. Zamiast tego wiedziała iż zapewne otoczyli miasteczko i nie zdoła się wymknąć. Wiedziała, że musi zaufać nieznajomemu. Podbiegła do gospodarza.
-Posłuchaj mnie. Jesteś dobrym człekiem i nie chcę aby tobie i twojej rodzinę stała się krzywda a jeżeli mnie tu znajdą tak zapewne będzie. Oni szukają mnie. Proszę... błagam ukryj mnie gdzieś-spojrzała na niego błagalnie.
Podrapał się po głowie a jego wzrok powędrował na niewielką zapadnię w podłodze.
-Dobrze, dobrze zrobię to-wskazał ręką na zapadnie-wejdź do spiżarni, ukryj się w pustej beczce a ja ich zatrzymam-nakazał.
Skinęła głową z wdzięcznością. Czym prędzej pobiegła we wskazanym kierunku i już po chwili zanurkowała w mrok. Ciemne pomieszczenie było wręcz wymarzoną kryjówką. Szybko weszła do pustej beczki zamykając ją szczelnie za sobą. Nagle usłyszała krzyki i piski przerażonych ludzi, na górze ktoś zapewne przewracał stoły oraz inne rzeczy. Serce zaczęło walić jej jak młot z mizernym skutkiem próbowała zapanować nad głośnym i szybkim oddechem. Ktoś wszedł do spiżarni. Słyszała jego kroki. Skuliła się przerażona tłumiąc odgłos oddechu w kolana.
-Arim, na górze jej nie ma-usłyszała głos jakiegoś mężczyzny.
-Jest cwana. Jak to możliwe, że jeszcze jej nie złapaliśmy? Nie znała świata poza borem, jak to możliwe, że tak wspaniale sobie radzi?-odpowiedział mu rozmówca-Chyba jej nie doceniliśmy, władcy jej nie docenili. Powiedzieli mi, że łatwo ją złapiemy.
Jeden z nich oparł się o beczkę z Acalią. Myślała, że serce wyskoczy jej z piersi. Słyszała jego oddech, czuła jego bliskość. Przerażona zamarła.
-I co? Mówiłem, że jej tu niema-usłyszała głos gospodarza-Proszę abyście stąd jak najszybciej wyszli. Wypłoszyliście mi wszystkich klientów.-dodał rozzłoszczony.
Wszyscy trzej opuścili pomieszczenie. Młoda elfka odczekała jeszcze chwilę i opuściła kryjówkę. Cicho wspięła się na górę. Zastała tam `właściciela gospody.
-Ufff... jakoś udało mi się ich pozbyć-uśmiechnął się serdecznie-Jak dobrze, że nic ci nie jest. Chodź, dam ci konia, na którym będziesz mogła uciec.
W tym momencie ktoś przebił jego serce na wylot. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale do ust napłynęła mu krew. Bezwładny upadł na podłogę. Zaskoczona dziewczyna uniosła wzrok. Zobaczyła Cullena.
-Jak mogłeś to zrobić!-wykrzyczała.
-----------------------------------------
Przepraszam, że tak dawno nie było rozdziału, ale... a zresztą nie będę was okłamywać- miałam lenia :p No cóż, mam nadzieję, że mnie za to nie udusicie ;) Przepraszam za błędy jeżeli takowe zobaczycie. Miłego czytania!!!
  • awatar SallyLou: Leń każdemu się zdarza, ale przebaczam bo widzę podwójną porcję do czytania. Grasz na moich zszarganych emocjach. Ten tajemniczy Cullen zaciekawił mnie ( słabość do niebieskookich ;)). Tylko jego zachowanie jest dla mnie niezrozumiałe. Dlaczego zabił właściciela gospody? Tyle pytań, a rozdział urywa się w najbardziej intrygującym momencie. Zżera mnie ciekawość co dalej :D
  • awatar Kochająca Książki *.*: Mega ciekawie się zapowiada ;) uważam, że Cullen zabił gospodarza, bo ten był w zmowie z elfami. Cóż, okaże się w następnej części, której juz teraz nie mogę się do doczekać :) Pozdrawiam
Pokaż wszystkie (2) ›
 

zorena
 
Zorena: Noc spadających gwiazd: "Życiowe decyzje".

Blask szkarłatnego słońca zalewał Diamentowy bór. To zjawisko oznaczało, że minionej nocy po ziemi spłynęła krew tysięcy elfów. Tak też było. Wczoraj armia leśnego królestwa wyruszyła naprzeciw hordzie zapomnianych. Wrogowie starli się na polanie cieni łączącej bór z martwymi bagnami-siedzibą zapomnianych. Zapomniani to lud srogi, potwory o przerażającym wyglądzie i kamiennych sercach. Nikt tak do końca nie wie skąd tak naprawdę te plugawce się wzięły, jedni twierdzą, że powstały przed wieloma wiekami a początek tej mrocznej rasie dał pewien ludzki książę opętany przez złe duchy, drudzy mówią iż całkiem nie dawno elfia czarownica zapragnęła władzy i stworzyła armię, która szybko się rozmnażała i rosła w siłę aż w końcu zbuntowała się i pożarła ich przywódczynie zaś jeszcze trzeci podają, że powstały z połączenia orków z demonami nocy. Dziś nikt się jednak nie rozwodzi zbytnio nad ich pochodzeniem, ale nad sposobem zwalczenia ich. Elfy-wspaniali wojownicy nigdy jeszcze nie musieli tak długo walczyć z żadną rasą, lecz nie prowadzili oni zazwyczaj wojen. Jest to rasa bardzo neutralna, nie wadzi ludziom, nie wadzi krasnoludom, nie wadzi Qunari, nie wadzi smokom ani żadnym innym rasą, lubują rozwiązywać wszystko pokojowo a nie spontanicznie chwytać za miecz. Istnieje wiele rodzai elfów jednak cały czas mowa tu leśnych. Ich siedzibą jest rozległy bór na granicy Eldaru-jednego z królestw ludzi a Netril-królestwa smoków. Można by nawet rzec, że las był swego rodzaju państwem tej rasy, niezbyt przychylnie traktowali obcych, za to elfy były zawsze ciepło przyjmowane w jakimkolwiek państwie. Ci z pośród nich, którzy zdecydowali się na życie poza Diamentowym borem byli chętnie zatrudniani jako kowale, służący, żołnierze, łucznicy, zielarze, słowem-znali się na wszystkim i wszystko wychodziło im zawszę najlepiej. Często uważano ich za istoty niemal boskie, którym nie dorównywał nikt. Bardzo się jednak mylono...

Wraz z nowym dniem elfia księżniczka wybiegała z pałacu razem ze swoim ulubionym łukiem i pędziła zapuszczając się w takie gęstwiny boru, których nawet sam król Eredin ani królowa Rossetia nie znali. Był to jej mały świat do, którego dostęp miała tylko ona sama. Po drodze przyłączała się do białych jeleni w biegu. Uśmiechnięta wdychała nieskazitelnie czyste, ranne powietrze i upajała się zapachem lasu. Pomachała na pożegnanie zwierzakom po czym oddzieliła się od nich. Zawędrowała nad niewielki wodospad, natychmiast zanurkowała w nim nie przejmując się zupełnie, że jest w pełnym ubraniu dodatkowa z przewieszonym przez plecy kołczanem i łukiem. Prąd wodospadu przygniótł ją, ale ta dzielnie mu sprostała i już po chwili wynurzyła się w malutkim, ukrytym przez jaskinie jeziorku. Mrok rozświetlały drogie kamienie, które zapewne ludzi o słabej woli doprowadziłyby do szaleństwa oraz świetliki. Zachwycona ułożyła się na miękkiej trawie porastającej brzeg. Pozwoliła aby porwały ją przemyślenia. Była jedyną następczynią tronu i jedynym dzieckiem króla i królowej a za tydzień skończy osiemnaście lat i zostanie nową królową. Jak powszechnie wiadomo elfy są nieśmiertelne a władcy mają już powyżej pięciuset lat, każdemu z czasem władza się znudzi tym bardziej, że zostali głową leśnych elfów w tym samym wieku co prawdopodobnie ich córka. Długo nie mogli doczekać się potomka i gdy już ich ukochane dziecko się narodziło zdecydowali, że to jemu oddadzą koronę. Młoda elfka nie była tym faktem zachwycona. Wolała być jednym z elfich wojowników otoczonych szacunkiem i czcią a nie tylko wątłą władczynią ledwo umiejącą chwycić za łuk, chciała dla siebie innego losu, chciała uczynić coś co jej bracia i siostry zapamiętają na wieki, chciała być ich bohaterką. Ilekroć mówiła o swoich zamiarach rodzinie ci oburzeni stwierdzili, że nie ma lepszego losu niż los władcy i, że powinna baczyć na słowa, bo wszyscy zaczną uważać, że jest tylko rozpieszczoną damą. Księżniczka początkowo z pokorą godziła się na wszystkie zamiary rodziców, ale teraz coś w niej pękło, wiedziała, że nie będzie dobrą królową. Nie chciała takiego życia. Z zamyślenia wyrwał ją delikatny dźwięk elfickich harf. Przewróciła oczyma. Był to znak, że rodzice ją wzywają. Opuściła ukrytą jaskinię i pobiegła przez las. Na swej drodze napotkała białą łanię. Zmusiła swe nogi aby ją dogonić i wskoczyła na jej grzbiet. Pewnie teraz zastanawiacie się czy zwierzęciu to się spodobało. Białe jelenie i łanie to zwierzęta znacznie większe i silniejsze od tych, które znamy my no i oczywiście o wiele piękniejsze, służą elfom tak jak konie służą ludziom. Pomknęła na oklep leśną ścieżką trzymając łanię łydką aby nie zwalniała. Po chwili wtargnęła pełnym galopem przed pałac władców. Ogromna budowla osadzona na rosłym drzewie wyglądała lepiej niż pałac nie jednego ludzkiego czy krasnoludzkiego władcy. Rzeźbione, śnieżnobiałe drewno lśniło niczym najszlachetniejsze kamienie. Zsiadła z wierzchowca dziękując mu pocałunkiem w głowę. Pewnie każda normalna księżniczka uniosłaby teraz podbródek i dumnie wspięła się po krętych stopniach, ale nie ona. Pobiegła czym prędzej do głównej sali i wyglądała bardziej jak dziecko, któremu rodzice pierwszy raz pozwolili biegać niż elfia następczyni tronu. Wparowała do pomieszczenia zdyszana.
-Już jestem, już jestem-wysapała.
W ogromnym pomieszczeniu o błyszczącej, drewnianej podłodze i jasnozielonych ścianach pokrytych złotymi zdobieniami na dwóch pozłacanych tronach siedzieli jej rodzice. Jak zwykle wyglądali bardzo dostojnie i królewsko. Matka przywdziała zapewne jedwabną, żółtą sukienkę o zwiewnych rękawach przepasaną połyskliwym pasmem zielonego materiału, w długie do połowy łydki, białe włosy wplotła kilka warkoczyków przyozdabiając je rzadkim kwieciem o złocistych płatkach. Ojciec natomiast zdecydował się na zwiewną błękitną szatę ozdobioną srebrnymi wzorami imitującymi liście, kasztanowe włosy związał w długi, gruby warkocz. Oboje założyli także misternie wykonane, kryształowe korony elfów. Władca powstał.
-Jak ty wyglądasz? Gdzie się znowu szlajasz?-zapytał swym spokojnym, ale wyniosłym tonem.
Spojrzała na swoje ubrania. Faktycznie, wyglądała niezbyt królewsko. Miała na sobie wyciągniętą zgniłozieloną, prostą tunikę, brązowe spodnie, delikatne skórzane buty i kołczan przewieszony przez plecy a na dodatek dzierżyła w ręce potężny łuk. Prezentowała się raczej jak mieszczanka ledwo co zaciągnięta do armii. Dziewczynie zrobiło się głupio, ale później zaczęła zastanawiać się dlaczego jej strój przeszkadza władcą, nigdy nie zwracali na jej strój szczególnej uwagi. Zebrała całą odwagę i spojrzała hardo na rodziców.
-Nigdy przecież nie przejmowaliście się moim wyglądem więc co was tak to nagle obchodzi? A co do drugiego pytania: biegałam po lesie-odpowiedziała pewnym siebie, może nawet nieco buntowniczym tonem.
-Acalio, czy wiesz co się stało minionej nocy?-zapytała lekko zdenerwowana królowa.
-Eee a co miało się stać?
-Dziś rano mieliśmy szkarłatny wschód-odpowiedział smutno Eredin.
Zapadła cisza. Owszem, księżniczka niezbyt interesowała się sprawami państwa, ale wiedziała co to oznaczało. Tysiące elfich żołnierzy straciło życie w potyczce z zapomnianymi.
-Przegraliśmy bitwę-szepnęła.
-Owszem córko dlatego musimy trochę przyspieszyć twoją koronację-wtrąciła Rossetia.
-Że co!? Dlaczego!-oczy przyszłej władczyni rozszerzyły się ze zdziwienia a może...przerażenia?
-Jako nowa królowa zostaniesz tu aby rządzić królestwem a ja z twoim ojcem wspomożemy walczących-odrzekła matka.
-Dziś przybywa twój mąż-oznajmił spokojnie król.
-Co!?-Acalia czuła, że traci grunt pod nogami-Mąż?-czuła się słabo.
Królowa ze zmartwioną miną podeszła chwytając córkę za rękę. Ojciec uczynił to samo.
-Acalio chyba nie myślałaś, że będziesz rządzić sama-odezwał się.
Rodzice odprowadzili rozkojarzoną księżniczkę do drzwi. U progu podeszła do mich młoda elfka w zwiewnej, białej sukience, pantofelkach w takim samym kolorze. Miała duże, spokojne, zielone oczy i opadające na ramiona krucze włosy. Dygnęła zgrabnie przed rodziną królewską.
-Mogę coś dla was zrobić-zapytała melodyjnym lecz wątłym głosikiem.
-O Lottio, jak dobrze, że jesteś!-ucieszył się władca- Niedługo przybędzie tu przyszły mąż księżniczki, zadbaj aby prezentowała się należycie.
-O! Tak! Oczywiście!-krzyknęła podekscytowana służka-Niech wasza wysokość niczym się nie martwi! Będzie wyglądała jak prawdziwa elficka księżniczka!- dodała rozochocona.
Pociągnęła za rękę markotną Acalie, weszły razem do pokoju księżniczki. Młoda elfka usadziła następczynie tronu na krześle wyłożonym miekką, jedwabną poduszką w kolorze błękitnym. Acalia spojrzała na swe odbicie w lustrze rzeźbionej toaletki. Nie wyglądała jak księżniczka. Kasztanowe fale sięgające do połowy tali były potargane i miały w sobie pełno suchych liści i gałęzi, dziewczyna przeczuwała, że czeka ją długie, bardzo długie czesanie. Po dwóch godzinach (będących dla Lotti prawdziwą udręką z powodu marudzenia Acali) przyszła władczyni Diamentowego boru wyglądała tak jak na księżniczkę przystało. Służka odwaliła kawał dobrej roboty. Ubrała (a raczej zmusiła do ubrania) księżniczkę w długą, zwiewną, śnieżnobiałą suknię ze złotymi zdobieniami, włosy miała rozpuszczone poza dwoma warkoczykami na skroni zaplecionymi przez jej stylistkę, dla lepszego efektu Lottia podkreśliła oczy elfki czarnymi węgielkami. Założyła lekką, złotą koronę ozdobioną połyskującymi na srebrno kamieniami. Usadowiła się na tronie i nie pozostało jej nic innego jak czekać na swojego gościa. Po chwili drzwi komnaty szeroko się rozwarły a przez nie dziarsko wmaszerowało trzech elfów. Dwóch z nich, najpewniej jakaś eskorta odzianych było w długie do kolan rozpięte tuniki w kolorze brązu, pod nakryciem nosili proste, białe koszule, na nogach zielone spodnie oraz wysokie do kolan skórzane buty, przepasani byli szerokimi pasami, na nich osadzone były miecze o bogato zdobionych głowicach, przez plecy przewiesili brązowe kołczany ze strzałami o śnieżnobiałych lotkach a w rękach dzierżyli ogromne, szarawe łuki o beżowej cięciwie. Włosy mieli rozpuszczone z tym, że jeden był blondynem a drugi ciemnym szatynem. Pośrodku kroczył wysoki brunet o oczach przypominających dwa rozświetlone bursztynki. Miał na sobie granatową szatę zdobioną, zielonymi, haftowanymi wzorami a na głowie srebrną koronę. Był niezwykle urodziwy, Acalia dawno nie widziała tak przystojnego młodzieńca. Wszyscy trzej skłonili się nisko przed rodziną królewską. Władca powstał.
-Witaj Gardanie-odezwał się bardzo życzliwym jak na niego tonem-Oto moja córka Acalia.
Elfka nie bardzo wiedząc co zrobić uśmiechnęła się do niego nieśmiało.
-Witaj wasza wysokość, czuję się zaszczycony, że zostanę mężem tak pięknej elfki-iskra rozbawienia zalśniła w jego żółtym oku.
-Sądzę iż chcielibyście się lepiej poznać-wtrąciła rozpromieniona Rossetia.
-Oczywiście mogłabyś oprowadzić gościa po pałacu...-zaczął Eredin, ale księżniczka mu przewała.
-To dobry pomysł, ale wolałabym przechadzkę po lesie-uśmiechnęła się tak życzliwie jak tylko mogła-Jeżeli oczywiście zechcesz-zwróciła się do Gardana.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem moja pani-podszedł do niej i złożył rękę w ten sposób aby dziewczyna mogła ją objąć-Ruszajmy.
Wędrowali od dłuższego czasu wymieniając się informacjami o sobie. Mężczyzna nie wydawał jej się taki zły, ale wciąż nie chciała za niego wychodzić i stać się królową. W końcu zadała pytanie, które długo chodziło jej po głowie. Zatrzymała się uwalniając z uścisku.
-Chcesz tego?-zapytała w prost.
-Czego?-chłopak zmarszczył brwi.
-Tego ustawianego małżeństwa, władzy, no... tego... wszystkiego-nie potrafiła spojrzeć mu w oczy dlatego jej wzrok błądził gdzieś.
-Tak, chcę tego-oznajmił spokojnie.
-Eeee... serio?
-Tak, po pierwsze: spodobałaś mi się, po drugie: kto by nie chciał być królem, nie ważne jakim sposobem-teraz młoda księżniczka wiedziała wszystko.
-Ach tak? Powiem ci coś: nie interesuje mnie wyjście za kogoś kto marzy tylko o koronie i nie chcę i nigdy nie chciałam być królową-nagle tama, którą Acalia trzymała w ryzach puściła, po policzku pociekły jej łzy.
Zanim Gardan zdążył coś powiedzieć (wyraźnie zbulwersowany) elfka pobiegła przed siebie mijając go. Długa sukienka haczyła o najmniejsze gałązki dlatego w niekrótkim czasie była cała postrzępiona. Acalia nie dbał jednak o suknię. Nie za bardzo wiedziała do kogo powinna się zwrócić dlatego stopy same poniosły ją do wyroczni. Nazywała się Merilla, była starszą kobietą, ale uchodziła za wszechwiedzącą, potrafiącą ci coś przepowiedzieć a nawet wysnuć jakieś przeznaczenie dotyczące danej osoby. Chatka kobiety znajdowała się głęboko w najgęstszych odmętach lasu. Po dosyć trudnej przeprawie dziewczyna była już na miejscu. Zapukała delikatnie do drewnianych drzwi. Otworzyła jej sama wyrocznia. Nie zdziwiła się na jej widok, nawet twierdziła, że na nią czekała. Usiadły przy stoiku na, którym Merill ustawiła misę z wodą.
-Czego chciałabyś się dowiedzieć dziecko?-zapytała łagodnie.
-Proszę powiedz mi coś na temat mojej przyszłości, jak powinnam postąpić, proszę... cokolwiek-szepnęła smutna.
Merill uniosła dłonie nad taflą wody i zaczęła coś szeptać, trwało to może z kilka minut. Księżniczka niecierpliwie wierciła się na krześle, ale teraz przynajmniej mogła lepiej przyjrzeć się kobiecie. Długie rude loki okalały pociągłą, porcelanową twarz, zasłona z gęstych rzęs zasłaniała wąskie oczy o niespotykanej, białej barwie. Czoło elfki ozdobione było malowidłami w kształcie piór. Ubrana była w skromną szatę z, pozszywanych ze sobą, brązowych materiałów, bose stopy ozdabiały zielone bransoletki, na szyi zawieszony miała naszyjnik z jakiś kamieniem. Nagle zupełnie niespodziewanie otworzyła oczy, które zaczęły jarzyć się błękitnym światłem. Acali przestraszyła się.
-Córko Eredina i Rosseti posłuchaj mnie uważnie-odezwała się dziwnym, donośnym głosem, którego echo błądziło po pomieszczeniu-Zostaniesz wielką wojowniczką, dokonasz czegoś co twój lud na zawszę zapamięta, pokonasz wrogów i zostaniesz żywą legendą, lecz strzeż się jeżeli dasz ponieść się pysze i zapomnisz o miłości czeka cię zguba. Znajdziesz także podczas wędrówki towarzyszy, których wskaże ci serce, tylko im ufaj.
-A... czy zostanę królową?-dziewczyna zebrała w sobie całą odwagę.
-To zależy tylko i wyłącznie od ciebie, wiec jednak, że jeśli zignorujesz przepowiednie i osiądziesz na tronie nigdy więcej nie zaznasz szczęścia!-ostatnie słowo wykrzyczała upiornie.
Merill zamrugała energicznie, jej oczy wróciły to poprzedniego stanu. Odetchnęła. Acali przez dłuższą chwilę wpatrywała się w podłogę, niby to co powiedziała było jasne lecz jak ma się zabrać za wypełnianie tego? Wstała i bez słowa opuściła chatkę elfki, która nawet nie próbowała jej o nic pytać ani zatrzymywać. Pobiegła do pałacu, rada była jedna- musi uciec. Wparowała do swojej komnaty i zaczęła pakować potrzebne rzeczy do chlebaka, który schowała starannie za wielkim łożem. Przebrała się w wygodne rzeczy i ruszyła do sali tronowej, wiedziała już co musi zrobić aby rodzice niczego się nie domyślili. Łatwo było przewiedzieć, że już o wszystkim się dowiedzieli. Kazali jej usiąść.
-Co ci strzeliło do głowy głupia dziewucho!-huknął rozgniewany ojciec.
-Ja... przepraszam-w tym momencie Acalia postanowiła wykorzystać swój talent aktorski-To było głupie. Wyjdę za Gardana-widząc jak na twarzach rodziców malują się uśmiechy, ucieszyła się w duchu, że jej plan jak na razie się powodzi.
-Dobrze, a teraz idź spać córeczko, jutro odbędą się oficjalne zaręczyny a za dwa dni ślub!-nakazała jej rozradowana matka.
Księżniczka poczuła ukucie w sercu, nie chciała ich okłamywać ani oszukiwać po prostu wiedziała, że przez całe życie nie musi się ich słuchać. Skinęła głową i udała się do pokoju. Przebrała się w wygodne a zarazem ciepłe ubrania idealne do podróży. Wiedziała, że nie uda jej się wymknąć pod osłoną nocy, zbyt wielu strażników pilnowało granic. Postanowiła więc zajść po cichu jak najdalej się da a potem improwizować. Była wspaniałą wojowniczką dzięki pobieranym nauką od najznamienitszych mistrzów łuku i miecza.

Gdy noc okryła świat swą ciemną peleryną i obsypała niebo gwiazdami samotna postać przemykała między drzewami uśpionego lasu. Starannie naciągnięty kaptur płaszcza skrywał tożsamość uciekinierki. Puki co była bardzo blisko granicy boru i Eldaru, liczyła, że jej ucieczka pozostanie nie zauważona tak długo jak się tylko da. Nagle usłyszała jakieś donośnie krzyki. Zamarła schowana za sporym głazem.
-Księżniczka uciekła!-zdołała dosłyszeć w odgłosach chaosu i poruszenia.
Nie było sensu dłużej się ukrywać. Wybiegła zza kryjówki udając się do granicy. Kątem oka zobaczyła, że trzech elfów zachodzi ją z prawej strony. Wyrosło tuż przed nią strome zbocze, nie miała czasu na zastanowienie się jak umiejętnie dostać się na górę. Wbiegła na nie i niczym pająk pomknęła na szczyt, wiedziała, że nie będą strzelać w końcu jest następczynią tronu. Pobiegła dalej ile sił w nogach. Przedzierała się przez gałęzie, które boleśnie raniły ją w twarz, reszta ciała skryte było szczenie pod płaszczem. Obejrzała się za siebie, zgubiła pościg. Drzewa przerzedzały się. Wybiegła na otwartą przestrzeń, ale tam czekała ją niespodzianka. Stał przed nią jej niedoszły mąż, ogniki złości płonęły w jego oczach.
-Posłuchaj, wracasz razem ze mną do pałacu, błagasz rodziców na kolanach o wybaczenie i pokornie przyjmujesz swój los-warknął wściekły.
-Nigdy za ciebie nie wyjdę i nie zostanę królową!-wrzasnęła.
Ku przerażeniu dziewczyny Gardan wyjął katanę zza pleców.
-Wrócisz tam po dobroci, albo zawlekę cię tam siłą-rzucił hardo.
Acalia wiedziała, że musi się z tond wydostać za wszelką cenę. Bała się nawet pomyśleć co zrobiliby rodzice, gdyby ją złapano. No cóż, nadzwyczajne sytuacje wymagają nadzwyczajnych środków. W jednej sekundzie napięła łuk i strzeliła w ramie chłopaka. Elf syknął i upadł, z rany pociekł strumyczek krwi. Elfka skorzystała z okazji i jak najszybciej pobiegła przed siebie. Była już w królestwie ludzi, gdzie władza rodziców już jej nie dosięgała...

Minął rok. Acalia jakoś dawała radę. Przed ucieczką zdążyła wziąć jej ukochaną lutnię a skoro od dziecka potrafiła oczarować wszystkich pieśnią i opowieścią podróżowała jako wędrowny bard. Nie zarabiała dużo, ale zawszę miała co jeść choć w gospodach, w których grywała zazwyczaj za występ otrzymywała posiłek oraz nocleg. Nie miała żadnych wieści od rodziców chociaż dochodziły do niej rozmaite plotki iż dalej rządzili borem z powodu ucieczki ich jedynej córki a elfy toczyły zażartą wojnę z zapomnianymi. Warto takżę wspomnieć, że przedstawiała się wszystkim jako Alia, było to konieczne, gdyż wszyscy łowcy nagród jacy tylko istnieli ścigali ją, podobno obiecano im niezłą sumę za przywiezienie jej do pałacu. Czyżby jej rodzice tak się o nią martwili? Nie, Acalia znała ich bardzo dobrze i wiedziała, że desperacko poszukują następcy tronu. Nie zamierzała raczej w najbliższym czasie wracać. Stopniowo wędrowała do Nerivi, królestwa jej braci- nocnych elfów. Zamierzała poprosić ich o schronienie dopóki sprawa z jej zniknięciem trochę nie ucichnie. A potem zobaczy co czas przyniesie...
----------------------------------------
Boje się jak zareagujecie na to opowiadanie. Starałam się aby nie było błędów więc jak jakieś się znajdą to z góry przepraszam. Napiszcie koniecznie co sądzicie o tej historii :)
  • awatar SallyLou: Widziałam kilka powtórzeń, ale to chyba każdemu się zdarza :) No teraz to mi szczęka opadła. To opowiadanie zapowiada się wprost rewelacyjnie. Opisy zaparły mi dech w piersi, a sam pomysł na opowiadanie jest genialny. Kocham opowiadania fantasy, zwłaszcza kiedy pojawia się wiele magicznych ras. Ciekawa jestem jak potoczą się losy Acalii i co będzie znaczyć ta przepowiednia. Ale muszę przyznać, że zaskoczyłaś mnie :D Chcę więcej...
  • awatar Lalkova <3: Cudowne, czekam na ciąg dalszy opowiadania ;)
  • awatar Kate - Writes: :D Pisz mi więcej o elfiej księżniczce.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

tusia25
 
Kiedy dotarliśmy pod mój dom i nie zastaliśmy mamy, Jacob uparł się, że ze mną zostanie.
- Nie...- powiedziałam- Musisz wrócić do domu, do gości.
- Ale...
- Poradzę sobie, naprawdę. Jedź.- wymusiłam uśmiech na twarzy.
- Eh... No dobrze, przyjadę do ciebie jutro z samego rana.
- Mhm...- ziewnęłam i Jake mnie przytulił.
- Dobranoc, śpi dobrze. Lepiej weź coś na ten ból głowy.- rzekł, po czym pocałował mnie w czoło. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do pokoju.
Wykończona, położyłam się na łóżku. Mimo ogromnego zmęczenia, nie zamierzałam iść spać. Zaczęłam odtwarzać w głowie dzisiejsze wydarzenia. Świetnie bawiłam się na imprezie, gdy nagle poczułam ten ból. Był tak wszechogarniający, że czułam go w każdej komórce mojego ciała. Myślałam, że nie wytrzymam. Całemu wydarzeniu przypatrywał się ojciec Jacoba. Było to bardzo dziwne, bo w ogóle nie zareagował na to, co się działo. W dodatku ten znajomy głos w mojej głowie...
Usiłowałam przypomnieć sobie do kogo on należy. Zaraz.... To przecież niemożliwe... A może jednak...
Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Było tylko jedne miejsce, do którego mogłam się teraz udać. Tylko jedna osoba, z którą mogłam szczerze porozmawiać.

Przebrałam się w wygodniejsze rzeczy, włosy związałam w kucyka. Ułożyłam kołdrę tak, żeby wydawało się, że pod nią ktoś leży. Wiem, kiepski pomysł, ale nie miałam czasu na wymyślenie czegoś bardziej sensownego. Otworzyłam okno i z łatwością zeskoczyłam.
Wraz z przypływem adrenaliny, moje ciało nie odczuwało już zmęczenia. Biegłam ile sił w nogach, aż dotarłam na skraj lasu.
- Vey!- zaczęłam krzyczeć. Nie wiedziałam, czy to coś da, jednak miałam taką nadzieję- Vey!- powtórzyłam- To ja, Stella! Musimy porozmawiać!
Dobrze, że nikt nie zapuszcza się na te tereny, inaczej pomyślałby, że jestem jakąś wariatką.
Po chwili usłyszałam szelest liści. Spojrzałam w tamtym kierunku i go zobaczyłam. Przyszedł do mnie, mimo że zostawiłam go na sześć miesięcy. Nie wiedząc, co właściwie robię, podbiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję. Z moich oczu pociekły łzy. Tak bardzo za nim tęskniłam.
- Hej, Stello- powiedział.
- Ja cię tak strasznie przepraszam- wyjąkałam- Bardzo mi głupio, że zostawiłam cię na tak długo. Miałeś rację... Ja...
Poczułam, że Vey podnosi moją brodę, żebym spojrzała mu w oczy. W te wspaniałe oczy, w kolorze świeżej trawy, które sprawiały, że czułam się bezpieczna. Kciukiem starł łzy z mojego policzka.
- Nie płacz już. Wszystko będzie dobrze. Nie jestem na ciebie zły. Wiem też, dlaczego tu przyszłaś.
- Jak to?- Nie kryłam zdziwienia na mojej twarzy.
-Stello, każdego dnia byłem przy tobie. Ty mnie nie widziałaś, ale zawsze dotrzymywałem ci kroku. Musiałem wiedzieć, czy jesteś bezpieczna.
Po tych słowach zrobiło mi się ciepło na sercu, a na twarzy pojawił się uśmiech.
Czuwał nade mną przez ten cały czas. Miałam swojego anioła stróża.
- Czyli wiesz, dlaczego tu jestem?- zapytałam wtulona w jego pierś.
- Domyślam się. Chodź- rzekł i chwycił mnie za rękę.
- Dokąd?
- Do pałacu- uśmiechnął się promiennie i weszliśmy w głąb lasu.
  • awatar gość: Buuuuu, czemu takie krótkie? :( Mam taką mała nadzieję, że Stella zerwie z Jacobem dla Vey'a, ale ciiii, ja nic nie mówie. No, no akcja się rozkręca. Czekam na ciąg dalszy! O i jeszcze takie pytanko: kiedy "Wiecznie Żywa"? :)
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Świetny!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nyappy483
 
e.jpg

Elfy to fantastyczne stworzenia pochodzące z mitologii germańskiej. Są przedstawiane od wieków w różnorodny sposób. Pierwotnie mianem elfa określano niewielkie istoty zwane bożkami natury i płodności, następnie ukazywano je jako chochliki lub duszki leśne.
c86f91f2e82daa2cmed.jpg

Elfy w książkach oraz filmach zazwyczaj ukazywane są jako piękne, wiecznie młode stworzenia, które posiadają szereg magicznych umiejętności. Żyją blisko natury w lasach,  blisko źródełek leśnych, studniach i na drzewach.
Elf.jpg

Ich wygląd bywa bardzo różny, ale posiadają kilka cech wspólnych: spiczaste uszy, długie włosy, piękny melodyjny głos, są wspaniałymi łucznikami, długowieczne i uzdolnione magicznie, wyróżniają się nieskazitelną urodą i wysokim lub niskim wzrostem.
5a3ed34966a728124204_720x540_cropromiar-niestandardowy.jpg

filing.pl/jakim-jestes-elfem/
Mi wyszło, że jestem mrocznym elfem (._.), a wam? :)
  • awatar Sakuja World: Skrzydlaty... Samouwielbienie? O_O
  • awatar Potterwarta: Elfy :D
  • awatar Ayu❤: Zawsze jak gram w jakieś gry ( jeśli jest taka opcja wybieram rasę elfa :) ).
Pokaż wszystkie (3) ›
 

tusia25
 
Jechaliśmy już dobre piętnaście minut. Nagle skręciliśmy w wąską uliczkę. Na jej końcu stała willa.
- Gdzie jesteśmy?- zapytałam, kiedy Jacob otworzył mi drzwi samochodu.
- Witaj w moich skromnych progach- uśmiechnął się.
- To... To jest twój dom?- zapytałam z niedowierzaniem. Chłopak kiwnął głową. Moje usta otworzyły się, tworząc literę "O".
Jacob się zaśmiał. Przepuścił mnie przez bramę. wszystko wyglądało idealnie. Trawnik i krzewy równo przystrzyżone, wokół ogromnych drzew, cała masa kolorowych kwiatów. Długa ścieżka prowadziła do schodów. Dom był pomalowany na beżowo, a szklane okna i kwiatowe mozaiki zdobiły jego ściany.
W środku też było pieknie. Klasyczny wystrój, prostota, a zarazem wspaniała i subtelna elegancja.
Weszliśmy do dużego pomieszczenia, prawdopodobnie salonu. Na środku stała czarna, skórzana kanapa, z bordowym nakryciem. Obok niewielki, czarny stolik. Naprzeciwko okna stał duży telewizor, a nieopodal półki z kwiatami. Szare ściany zdobiły czarno- białe fotografie.
Chłopak poprowadził mnie do następnego pokoju. Była to jadalnia. Tym razem na szarych ścianach wisiały różnorodne pejzaże. W kącie stał zabytkowy gramofon. Czy ktoś ich w ogóle jeszcze używa?
Centralne miejsce zajmował nakryty już stół. Biały obrus obsypany był płatkami czerwonych róż.
Jake odsunął mi krzesło i poprosił, żebym usiadła.
- Dziękuję, panie Soft- uśmiechnęłam się.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panienko Johnson.- rzekł i zajął swoje miejsce- Podano do stołu- sięgnął po pokrywkę z mojego talerza. Od razu poczułam, że mój nos wypełnia wspaniała woń. Pachniało cudownie, wyglądało również bardzo smacznie. Wzięłam na widelec pierwszy kęs i włożyłam go do ust.
- Mmmm... - wyrwało mi się- To jest pyszne!
- Cieszę się, że ci smakuje.
Resztę posiłku spędziliśmy w ciszy, delektując się kolacją.
Po zjedzeniu Jacob wstał i podszedł do gramofonu. Włączył wolną piosenkę. Wiedziałam, co mnie czeka.
Wyciągnął do mnie dłoń, kłaniając się teatralnie.
- Czy mogę prosić?- uśmiechnął się szelmowsko. Na początku chciałam odmówić,  ale zgodziłam się pod wpływem jego spojrzenia. Chłopak ujął moją dłoń. Drugą położył mi na talii, a moja spoczęła na jego ramieniu.
Oparłam głowę na jego piersi, przez co staliśmy jeszcze bliżej. Powoli kołysaliśmi się w rytm muzyki. Nagle Jacob odchrząknął.
- Co się stało?- zapytałam zdziwiona - Stanęłam ci na nodze?
Chłopak był wyraźnie rozbawiony moim pytaniem.
- Nie głuptasie- uśmiechnął się, lecz po chwili jego twarz nieco sie zmieniła. Wyglądał jakby bił się z myślami.
- Czy, czy ty masz jakieś znamię?- wyrzucił z siebie. Co mu przyszło do głowy, żeby pytać się o takie coś?
- Taaak- odparłam zmieszana. - Dlaczego pytasz?
- Z ciekawości- zawahał się na chwilę- A gdzie je masz i jak ono wygląda?
Dziwne, dlaczego go to tak ciekawi. Przecież to zwykłe znamię! Może po prostu chce dowiedzieć się czegoś więcej o mnie. Zdecydowałam, że mu odpowię.
- Mam niewielkie znamię, jakby w kształcie motyla, przy lewym ramieniu.
- Aha.
Co to miało być? Aha? Naprawdę dziwne.
- Podniósł kciukiem moją brodę, żebym na niego spojrzała. W te jego wspaniałe oczy, w których można sie zatracić. - Gniewasz się na mnie?
- Nie, no coś....- i to mu wystarczyło.
Zbliżył swoją twarz do mojej. Przylgnął do mnie ustami. Całował mnie czule i delikatnie, a zarazem namiętnie. Jego ciepłe wargi idealnie pasowały do moich. Włożyłam swoje dłonie w jego gęste włosy, on trzymał mnie za talię. Nareszcie, to się dzieje!- krzyknęłam w duchu. Czułam, że ogarnia mnie niepohamowana euforia. Przez całe ciało przechodziły przyjemne dreszcze.
Jacob powoli odsunął swoje usta od moich. Nie chciałam, żeby przerywał. Tym razem to ja go pocałowałam. Zaśmiał się lekko i oddał pocałunek. Kiedy już nie mogłam złapać oddechu, niechętnie się od niego odsunęłam. Oparł swoje czoło o moje. Staliśmy patrząc sobie w oczy.
- Kocham cię, Stello- szepnął. Poczułam, że ogarnia mnie ciepło, dreszcze przechodzą po całym ciele, a usta składają sie do uśmiechu. Byłam chyba najszczęśliwszą osobą na tym świecie!
- Ja ciebie też- rzekłam i mocno go do siebie przytuliłam. Chciałam już nigdy nie puszczać go z objęć. Chciałam, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.
  • awatar gość: Już wcześniej sądziłam, że Jacob jest jakiś podejrzany, ale teraz jestem prawie pewna, że on coś knuje...Bardzo ciekawy rozdział, czekam na więcej ;)
  • awatar ωєяσиιкѕѕѕ: uhuhu, nie mogę się doczekać kolejnej części. ^^
  • awatar Olive ♥ Monster High: Swietne:) zazdroszcze osoba ktore potrafia (i ktorym sie chce) tak swietnie pisac:) mi czasami cos siedzi w glowie ale nie potrafie dobrac slow xd Czekam na kolejna czesc!
Pokaż wszystkie (4) ›
 

fantasticstory1998
 
- I co robimy? - spytała znudzona dziewczyna po kolejnej długiej minucie ciszy.
- Nie wiem. Jesteś tu już tydzień, dalej nie wiemy jak Cię odesłać z powrotem. Ćwiczyłaś swoją moc przez te dni i jesteś coraz lepsza, a skoro nie wychodziłaś z pałacu to może pokażę Ci okolicę? - odpowiedział jej
- Z miłą chęcią, bo jak tu dłużej zostanę to umrę z nudów. - zaśmiali się. Przez te dni bardzo się do siebie zbliżyli, a nawet czują coś więcej tylko nie umieją się przed sobą do tego przyznać. Są przyjaciółmi, ale chcieliby, żeby to było coś więcej. Fajnie się bawili w swoim towarzystwie, dogadywali się świetnie. Nikt nawet nie przypuszczał, że dwie osoby z dwóch całkiem innych światów mogą coś do siebie czuć, bo w gruncie rzeczy ludzie i elfy nie mają prawa się zakochiwać, ale gdy tak już się stanie to nic nie może tego zmienić. Są ze sobą na zawsze. To ich przeznaczenie.
- To dokąd idziemy? - spytała po chwili marszu.
- Hmmm... pokażę Ci złotą łąkę - odpowiedział jej z promiennym uśmiechem Marck.
- Ooo fajnie :D - Powiedziała odwzajemniając jego uśmiech.
-----------------------------------------------

Tragedia :(
Brak weny :(
Tylko tyle udało mi się wydusić. :(
Obiecuję, że będę pisała więcej i częściej :*
Miłego dnia <3
  • awatar gość: "powiedz mu, że wyskakując z pociągu w biegu nie wskakuje się na złote łąki... ale prosto w najczarniejsze bagno cierpienia" :P
  • awatar Zakira Luna: Za krótko!!!
  • awatar MojaHistoria: O rany! Zaczytałam się Kurcze dlaczego to takie krótkie :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

tusia25
 
Minął już miesiąc odkąd chodzę do nowej szkoły. Można uznać, że od dwóch tygodni Jacob jest moim chłopakiem. Naprawdę dobrze nam się układa. Wczoraj zaprosił mnie na randkę. Odrazu się zgodziłam! Jestem bardzo szczęśliwa.
To nasze pierwsze takie spotkanie. Moja pierwsza w życiu randka. Tak, pierwsza. Jakoś wcześniej nie miałam ochoty, po prostu nie czułam takiej potrzeby, żeby się z kimś umawiać.
A teraz? Jestem wniebowzięta! Wreszcie komuś na mnie zależy.
Nie powiedziałam o tym jeszcze nikomu oprócz mamie, dlatego postanowiłam napisać do Jessicy. Przez ten miesiąc spędziłyśmy dużo czasu, więc lepiej ją poznałam. Okazała się być wspaniałą dziewczyną i przyjaciółką.

“Hej Jess. Ważna sprawa. Potrzebuję twojej pomocy!”


Po chwili przyszła odpowiedź:

“Cześć, co się stało?”


“Jacob zaprosił mnie na randkę”


“No nareszcie! Już do ciebie idę!”


"Okey"- napisałam.

Po dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Otworzę!- krzyknęłam i zeszłam na dół. Jessica napawała optymizmem, gdy weszła do mojego domu.
- Dzień dobry pani Amando!- przywitała się.
- Cześć Jess!- krzyknęła mama z kuchni.
- Opowiadaj- poprosiła moja przyjaciółka.
- Nie tutaj. Chodź na górę.
Gdy weszłyśmy do pokoju od razu usłyszałam Jessicę.
- No więc?- ponagliła mnie. Usiadłam na łóżku.
- To było wczoraj, gdy wracaliśmy do domu. Chwycił mnie za rękę i zaproponował, a ja oczywiście się zgodziłam.- powiedziałam.
- Na kiedy jesteście umówieni?
- Na dzisiaj. Przyjdzie po mnie o 18.
- Dziewczyno, jest już 16.30!- krzyknęła.
- Wiem! Dlatego potrzebuję twojej pomocy. Mogę na ciebie liczyć?
- Oczywiście. Idź weź sobie kąpiel, a ja w tym czasie przygotuję ci jakieś ubrania. Dobrze?
- Jasne. Kochana jesteś.
- No wiem- mrugnęła do mnie.
Poszłam do łazienki i nalałam sobie gorącej wody, wlałam do niej płyn i weszłam do wanny. Poczułam się taka rozluźniona. Całe napięcie ze mnie zeszło. Nagle usłyszałam pukanie.
- Stel, żyjesz jeszcze?- powiedziała z nutką rozbawienia.
- Tak- roześmiałam się- Która godzina?
- Już 17.
- O cholera! Już wychodzę.
Zawinęłam włosy w ręcznik, ubrałam szlafrok i wyszłam. Kiedy zobaczyłam, co przyszykowała dla mnie Jessica, odebrało mi mowę.
Była to biała sukienka z dwoma wcięciami po obu stronach. Do tego wybrała białe baleriny, złoty naszyjnik i bransoletki.
- Wow. Zupełnie zapomniałam o tej sukience.
- No widzisz- uśmiechnęła się- Idź się lepiej ubierać.
- Racja.
Po pięciu minutach wróciłam do niej.  W ręce trzymała suszarkę.
- Teraz włosy. Zapraszam- wskazała na krzesło przy toaletce.
Jessica starannie osuszyła mi każde pasmo. Zostawiła je rozpuszczone, bo stwierdziła, że w takich wyglądam najlepiej. Jedynie końcówki lekko podkręciła lokówką.
- No dobrze, jeszcze makijaż- zamyśliła się na chwilę, a potem wzięła się do pracy. Lekko przypudrowała mi policzki, na rzęsy nałożyła tusz, na usta zaś błyszczyk.
- Voila!- rzekła najwyraźniej z siebie dumna.
- Wow... Jess to... Brak mi słów! Dziękuję ci tak bardzo!- przytuliłam się.
Nagle rozległ sie dźwięk dzwonka.
- To pewnie Jacob. No leć na dół!
- Dziękuję- powiedziałam jeszcze raz i ponownie się przytuliłam.
- Liczę, że opowiesz mi każdy szczegół- dodała z uśmiechem.
- Co tylko zechcesz- odpowiedziałam schodząc po schodach. Po drodze spotkałam mamę.
- I jak?- zapytałam.
- Wyglądasz cudownie. Baw się dobrze, tylko nie wróć za późno.
- Dobrze mamo, paa.
Gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam bukiet czerwonych róż.
- Witaj Stello. To dla ciebie.
- Cześć. Są piękne, dziękuję- pocałowałam go w policzek- To jak, jedziemy?- kiwnął głową i wyciągnął rękę. Chwyciłam ją i dałam się poprowadzić do auta. Jacob wyglądał niesamowicie. Miał dżinsową koszulę, której rękawy były lekko podwinięte i trochę cemniejsze spodnie. Dodatkiem były czarne okulary. Chłopak także mi się przyjrzał. Widać było, że jest pod wrażeniem.
- Wow- rzekł- Piękne wyglądasz- szepnął mi prosto do ucha, kiedy otwierał mi drzwi. Poczułam jego oddech na szyi, przeszedł mnie dreszcz.
- Dziękuję- zarumieniłam się.
- Gotowa?
- Oczywiście- odparłam zadowolona.
__________________________________
Sukienka Stelli

images-19.jpeg


Ubranie Jacob'a


images-15.jpeg

Bukiet róż

images-11.jpeg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

tusia25
 
Przed biologią miałam naprawdę dobry humor. Nie mogłam doczekać się spotkania z Jacobem. Co się ze mną działo? Dlaczego ten chłopak coraz bardziej mnie intrygował? Co on takiego w sobie miał? Te pytania krążyły w mojej głowie, kiedy szłam na biologię.
Nagle usłyszałam, że ktoś za mną idzie.
-Hej, mała! Zaczekaj!- zawołał równo z dzwonkiem. Znałam ten głos.
Korytarz opustoszał. Zobaczyłam grupkę uczniów. Chciałam się do nich dołączyć. Niestety, ktoś wyskoczył zza rogu, zastawiając mi drogę. Robi się ciekawie, pomyślałam. Obróciłam się, żeby zawrócić. Okazało się, że byłam otoczona. Przede mną stał Max, chłopak którego uderzyłam. Za mną było jeszcze dwóch jego kumpli. Myśl, co robić. Stella, weź się w garść, dodawałam sobie otuchy.
-No i co teraz zrobisz?- zapytał z zawadiackim uśmiechem- Poskarżysz się nauczycielce a może mamusi?- dodał z sarkazmem. Jego kumple odpowiedzieli głośnym śmiechem.
- Jesteś tchórzem!- krzyknęłam.
- Ja? Niby dlaczego?- odparł niewinnie.
- Wszędzie ciągniesz za sobą swoich kumpli? Hmmm... Ciekawe czemu? O no tak, boisz się- wiedziałam, że wchodzę do głębokiej wody, ale musiałam mu to powiedzieć. Z dumą podniosłam głowę. Twarz Max'a zaczerwieniła się ze złości.
- Powiedz to jeszcze raz, a pożałujesz- rzekł przez zęby.
- Bo co? Poskarżysz się mamusi?- powtórzyłam jego słowa. Twarz chłopaka wyglądała teraz jak burak. Usłyszałam za sobą ciche śmiechy.
- Zamknijcie się!- krzyknął ze złością.
Odwróciłam się do jego kumpli.
- Jak możecie mu na to pozwalać? Chcecie, żeby wami manipulował?- zdziwieni popatrzyli na mnie- Musicie coś...- nie skończyłam mówić, bo ktoś zaszedł mnie od tyłu, chwycił moje dłonie i przywarł do ściany.
-Nigdy nie odwracaj się tyłem do wroga- zauważył Max- Ostrzegałem. Nie wiesz, do czego jestem zdolny. Oj, nagrabiłaś sobie dziewczyno.
- Uważaj, bo się przestraszę- rzekłam, starając się ukryć przerażenie w głosie. Próbowałam też zagłuszyć myśli, które w tej chwili kotłowały się w mojej głowie. Nic z tego.
Zaczęłam się wyrywać, ale Max tylko wzmocnił swój uścisk.
- Zrobisz sobie krzywdę- ostrzegł z wyraźnym zadowoleniem.
Nagle usłyszałam kroki.
- Co ty wyrabiasz stary?- to był Jacob. Jaka ulga.
- Dziewczyna jest bardzo pyskata i...
-Puść ją.- powiedział Jake stanowczo. Od razu było widać, kto tu rządzi.
- Ale stary...
- Słyszałeś, czy mam wyczyścić ci uszy?
- Dobra, dobra- w tej chwili odzyskałam władzę nad własnym ciałem. Tak bardzo się bałam. Jednak, gdy Jacob otoczył mnie ramieniem, wszystko ustało. Wsłuchałam się w jego równo bijące serce. Poczułam się bezpiecznie.
- Jeśli zobaczę, że jeszcze raz się do niej zbliżasz, to załatwimy to inaczej. Zrozumiano?- pozostali kiwnęli głowami i odeszli.
- Wszystko w porządku?- zapytał z troską.
- Teraz tak. Dziękuję.- Jake jakby chciał się upewnić, bo zlustrował mnie wzrokiem.
- To dobrze. Zabieram cię stąd.
- Ale co ze szkołą?- rzekłam zdziwiona.
- Chyba nie powiesz mi, że chcesz iść teraz na biologię. Nie martw się, nie będziesz miała kłopotów. Wezmę to na siebie.- mrugnął do mnie.
- No dobrze- powiedziałam niepewnie- A dokąd idziemy?
- Nie mogę Ci powiedzieć, to niespodzianka.
- Powinnam się bać?- Jacob zaczął się śmiać.
- Koniecznie- odparł i wyszliśmy ze szkoły.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

fantasticstory1998
 
Angelika od kilku minut siedziała w komnacie, którą pokazał jej Marck. Pomieszczenie to było bardzo duże i pięknie się prezentowało. Miało kolory purpury, złota i pomarańczy. Przy suficie wisiał wielki kryształowy żyrandol. Na ścianach powieszone były obrazy, na których widniały postacie elfów. Z ich urody i strojów dziewczyna wyczytała, że to byli książęta i księżniczki elfów.
W jej oczach ukazywał się podziw. Nigdy nawet nie myślała, że takie istoty żyją naprawdę. Co prawda w dzieciństwie wierzyła w to, jej mama czytała Angelice na dobranoc książki, w której takie stworzenia były, a teraz spotkała je naprawdę. I co najdziwniejsze okazuje się, że jest jedną z nich. Ciągle nie może w to uwierzyć.
- Angelika? - głos księcia wyrwał ją z rozmyślań. - Dobrze się czujesz? - pyta.
- Tak... Chyba... Sama nie wiem. - powiedziała smutnym głosem spuszczając głowę. - Jeszcze wczoraj bym nie uwierzyła, gdyby ktoś mi powiedział, że dzisiaj będę rozmawiała z elfem, księciem elfów. Nigdy nie przypuszczałam, że mogę się znaleźć w tak pięknym miejscu, i że poznam tyle wspaniałych, baśniowych stworzeń. Czuję się jakby to był sen, z którego za chwilę się obudzę, a prawda jest taka, że nie chcę się budzić, bo boję się, że już nigdy Ciebie nie zobaczę. Jestem taka zagubiona, ale wiem, że powinnam ocalić Twój świat i to mam zamiar zrobić. Czy jestem córką największej czarodziejki czy nie i tak pomogę wam ocalić ten świat. - Jej oczy nabrały blasku. Podniosła wysoko głowę i spojrzała księciu w oczy. On tylko uśmiechnął się przyjaźnie i wziął za rękę wyprowadzając z komnaty.
- Gdzie Ty mnie zabierasz? - pyta trochę zdezorientowana.
- Muszę Ci coś pokazać - odpowiedział. - Nawet w naszym świecie mało kto wie o istnieniu tego miejsca. To jest taka moja "kryjówka" - powiedział z naciskiem na ostatnie słowo. Po kilku minutach dotarli do magicznego miejsca, które zaparło dech w piersiach dziewczynie. Drzewa były wysokie niczym góry - przynajmniej tak się wydawało młodej czarodziejce - ptaki śpiewały niczym muzy. Gdy się dobrze wsłuchała miała wrażenie, że one robiły to w ludzkim języku. Zwierzęta były bardzo oswojone, może dlatego, że nikt tam praktycznie nie przychodził. Miejsce to tętniło życiem, energią i radością. Angelika nie mogła wyjść z podziwu. Nigdy nawet nie śniła o tak cudownym miejscu.
- Pięknie, prawda? - odezwał się w końcu i wyrwał - znowu - Angelikę z zadumy.
- Pięknie? To o wiele za mało powiedziane. - odpowiedziała.
- Wiedziałem, że Ci się spodoba. - przytulił ją, a ona stała zdziwiona nie wiedząc co powiedzieć. Odsunął się od niej - yyy... Przepraszam - wydukał czerwieniąc się.
- Ni... Nic się nie stało. - uśmiechnęła się lekko - Możemy wracać? Strasznie zgłodniałam. Haha - zaśmiała się.
- No dobrze - I wrócili do pałacu króla Eomera i królowej Fiony. Siedzieli w komnacie, która została przeznaczona dla dziewczyny i rozmawiali. Angelika czuła się tak jakby znała go całe życie, a nie kilka godzin. Rozmawiali o wszystkim. On opowiadał jej o swoim świecie, a ona mu o swoim. Świetnie się razem bawili.
- Jak odkryłeś tamto miejsce? - spytała.
- Gdy byłem mały to często uciekałem z pałacu, żeby uniknąć lekcji. Raz gdy to zrobiłem, to poszedłem tak daleko, że zgubiłem później drogę i szedłem na oślep chcąc wrócić do domu. Rodzice w tym czasie postawili całą straż na nogi, bo nie było mnie aż dwa dni. Haha - zaśmiał się - Nagle zobaczyłem błękitne świetliki, które wyglądały jakby chciały mnie gdzieś zaprowadzić. Nie mogłem się oprzeć i poszedłem za nimi. I własnie w ten sposób znalazłem to miejsce.  - skończył opowiadać, a dziewczyna słuchała go zaczarowana. - A Ty jak znalazłaś portal? - spytał po chwili ciszy.
- Hmmm... Niech pomyślę. - zrobiła zamyśloną minę. - Po prostu szłam do szkoły i nagle pojawiła się przede mną dziura i ujrzałam Ciebie.
- Fascynująca historia. I tyle szczegółów - zaśmiał się.
- Czy Ty własnie ze mnie drwisz? - spytała udawanym podejrzliwym tonem.
- Nie no gdzieżbym śmiał. Księciu elfów nie przystoi drwić z poddanych. - Zrobił niewinną minę.
- Chwila, chwila, chwila. - spojrzała na niego groźnie. Gdyby umiała zabijać wzrokiem już by nie żył. - Nie jestem Twoją poddaną. Ha - powiedziała i nagle uniosła się w powietrze. Zdezorientowana zaczęła panikować. - Co się dzieje? Jak ja to... - Marck patrzył na nią i nie mógł wyjść z podziwu.
- Śmiesznie wyglądasz z tą miną. - powiedział po chwili, gdy już doszedł do siebie.
- To nie jest śmieszne. Jak ja mam stąd zejść? Opuścić się, czy jak to tam. - powiedziała smutna i nagle jakby za machnięciem różdżką spadła na podłogę. - Hmmm zejście nie było takie trudne. - zaśmiała się.

----------------------------------------------

Jak do tej pory to chyba najdłuższy rozdział. Nie wiem jak wam, ale mi się bardzo podoba.
Proszę was o szczerą opinię.
Wiecie, żebym mogła się poprawić następnym razem :)
Ale mam nadzieję, że udało mi się zaciekawić was :)
Miłego dnia :*

8ab54fb836feeaacgen.jpg
  • awatar Paulai: Ciekawe, nie powiem, ale znowu jak dla mnie to się dzieje za szybko... Znów nie widzę tam emocji, które dotykają bohaterów. To, jak się uniosła... Za szybko to się działo. Zaśmiałam się, czytając to, ale coś mi brakuje. Powodzenia z następnym rozdziałem :)
  • awatar MojaHistoria: O rany niesamowite to jest *o*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

fantasticstory1998
 
Po kilku minutach doszli do cudownego pałacu elfów, który mieścił się w środku magicznego lasu, gdzie Angelice wydawało się, że drzewa rozmawiają ze sobą. Miejsce to było wypełnione pozytywną energią. Trawa i liście drzew były tak zielone, że mogłoby się wydawać, że są sztuczne. Las ten tętnił życiem. Wszędzie było pełno małych wróżek, wzrostem przypominających motyle. Ich skrzydła były bardzo kolorowe. Dziewczyna nie mogła odwrócić od nich wzroku. Wpatrywała się w te stworzenia z podziwem, a one przyglądały się jej. Pałac był ogromny i porośnięty pięknymi, kolorowymi kwiatami, a gdzieniegdzie na wystających częściach siedziały ptaki i ćwierkały wesoło.
Marck i Angelika weszli do środka. Dziewczyna ujrzała tam wielki hol prowadzący do wspaniale rzeźbionych, drewnianych, ogromnych drzwi. W tym pomieszczeniu przeważały kolory żółci i zieleni, lecz zasłony na wielkich oknach były purpurowe. Na suficie znajdowały się piękne, ozdobne, brylantowe żyrandole. Szli przez hol aż do drzwi, a strażnicy, którzy mieli na sobie zbroje, a w rękach trzymali włócznie skłonili się księciu i otworzyli "bramę", a za nią była bardzo duża sala tronowa, a na jej końcu znajdowały się dwa trony. Były one fantastyczne, na czubku oparcia miały wyrzeźbioną koronę, która była w kolorze złotym. Na nich siedzieli król Eomer i królowa Fiona. Mieli na sobie szaty elfów, które były wyszyte z jedwabiu, a gdzieniegdzie miały wszyte diamenciki. Pani tego królestwa miała suknię złoto-purpurową sięgającą aż do ziemi. Odsłaniała ona ramiona jej właścicielki. Na szyi zaś nosiła wisior, który swym kształtem przypominał liść drzewa. Na głowie miała przecudowny diadem (zdjęcie poniżej)

diadem-spojrzenie-dziewczyna.jpeg


Gospodarz tego pałacu miał koszulę pomarańczową z zielonymi i ciemnymi czerwonymi dodatkami oraz spodnie w kolorze zieleni. Buty jego były bardzo ciemne zielone.
- Matko, ojcze. - Zawołał młody książę gdy razem z dziewczyną weszli tam.
- Synu! Czy coś się stało? - spytała kobieta dźwięcznym głosem.
- Matko, ojcze. Przedstawiam wam Angelikę. Jest z innego świata. Chce wrócić do domu, ale nie wie jak. Podejrzewam, że jest ona zaginioną córką czarodziejki Clarisy, Safirą.
- Ale to przecież niemożliwe. - odezwał się król. - Ona nie żyje.
- Ale ojcze, wiemy tylko, że zaginęła i nikt jej od tamtej pory nie widział. Fakt, że umarła nie został potwierdzony. Czyż nie?
- Wyczuwam od niej silną energię. Dziewczyna nie wie, że ma ogromną moc. - wtrąciła królowa. - To całkiem możliwe, że jest ona tym dzieckiem, dzieckiem, o którym mówią proroctwa: "I przyjdzie na świat dziewczynka, której imię będzie brzmiało Safira, a zostanie ona najpotężniejszą czarodziejką wszystkich wymiarów i  zło się jej ulęknie, lecz nie będzie wiedziała o swojej mocy aż do siedemnastych urodzin, wtedy zaś wróci do swojego królestwa i przepędzi złą wiedźmę na zawsze". Jeśli to ona to ta czarownica już na pewno wie, że wróciła. Trzeba ją szybko odesłać do domu. Poszukamy pomocy, a ty dziecko odpocznij sobie. Marck pokaże Ci Twoją komnatę. Czuj się jak u siebie i powiedz gdybyś czegoś potrzebowała. Jesteś naszą nadzieją.
  • awatar Paulai: nio! Postarałaś się przy tym rozdziale :) Jeszcze, gdybyś więcej pisała, byłoby dobrze :) Pozdrawiam :*
  • awatar Lisa Angels: Po pierwsze, powtórzenia słowa "zielony" możesz zastąpić je np. Koloru traw, lub tej samej barwy. Do tego nadal brakuje mi opisu uczuć, emocji towarzyszących bohaterom.
  • awatar Elise :*: No starałam się jak mogłam aczkolwiek byłam nieco zmęczona i nie zwracałam uwagi na powtórzenia. Będę się starała pisać więcej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

fantasticstory1998
 
Szli tak przez co najmniej godzinę. Angelika ciągle się rozglądała, bo przecież nigdy nie była w tak pięknym miejscu jak to. Ptaki pięknie śpiewały, drzewa szumiały, a strumień płynął niczym zaczarowany, z którego co chwila wyglądały syreny. Były bardzo piękne. Angelika nigdy w życiu nie widziała tak pięknych istot. Pomachała do nich, a one ze śmiechem to odwzajemniły. Były bardzo miłe.
 
Mermaids_Cropped.jpg


- Poczekaj - powiedziała do Marca.
- Co jest? - spytał
- Kim, albo raczej czym są te trzy dziewczyny? - wskazała ręką na syreny. Marck spojrzał na nie i uśmiechnął się do nich. One odwzajemniły uśmiech i pomachały mu, po czym zniknęły w wodzie, by za chwilę wyskoczyć z niej, zrobić w powietrzu salto i znów się w niej skryć.
- To są moje przyjaciółki. Są syrenami. Ta ruda to Case, brunetka to Anabeth, a blondynka ma na imię Bella. Ale nie możemy się zatrzymywać. Zostało nam jeszcze sporo drogi do pałacu. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Dobrze. - Dalej szli w milczeniu. Po dwudziestu minutach nagle przed nimi wyskoczył wielki troll.

899x759_3399_LOTRO_The_Cave_Troll_2d_fantasy_monster_troll_ogre_club_lotro_lord_of_the_rings_online_cave_picture_image_d.jpg


- C-c-co t-to jest? - spytała Angelika przerażona.
- To jest troll i nie za bardzo lubi elfy. - powiedział Marck. Nagle troll próbował ich walnąć tym co trzymał w swojej ręce, jednak udało im się odskoczyć na bok. Dziewczyna przewróciła się, a stwór zbliżył się do niej. Gdy na nią spojrzał po prostu odszedł jakby zaczarowany. Angelika była bardzo zdezorientowana i przestraszona.
- Jak to zrobiłaś? - spytał ją chłopak.
- Co zrobiłam?
- Przecież trolle tak po prostu nie odchodzą i nie zostawiają nikogo przy życiu. - powiedział patrząc na nią wielkimi oczami.
- Ale... Ja nie wiem jak to się stało. Po prostu na mnie spojrzał, a ja tylko pomyślałam, żeby sobie już poszedł i tak się stało. To źle? - spytała.
- To własnie dobrze, tylko, że... Chociaż nie to niemożliwe. - zastanawiał się elf.
- Co jest niemożliwe?
- 17 lat temu wielka czarodziejka Clarisa urodziła piękną jasnowłosą, czarnooką dziewczynkę. Ta dziewczynka miała być najpotężniejszą czarodziejką w całym Arend, jednak po czterech dniach ktoś ją porwał i ukrył gdzieś. Jednak nikt nie wie gdzie. To było dokładnie 17 lat temu jak dziecko zniknęło. Czy Ty miałaś cztery dni temu urodziny? - spytał.
- No miałam. Więc wszystko mogłoby się zgadzać. Tylko potężne czarodziejki potrafią panować nad umysłami innych stworzeń. Jesteś zaginioną córką Clarisy.
- Rodzice mi mówili, że ktoś mnie po prostu położył na progu ich domu i zniknął. Czy to w ogóle możliwe?
- Do tej pory wszyscy myśleli, że nie żyjesz, a Ty się tu  pojawiasz i przynosisz nam nadzieję na pokonanie złej czarownicy Lavendy, która próbuje zniszczyć Arend. To los nam Cię przysłała. To Twoje przeznaczenie Angeliko. Clarisa swojej córce nadała imię Safira.
- Co Ty powiedziałeś? Nadała mi imię Safira? Często słyszałam to imię w śnie. Czułam wtedy tak jakby ktoś mnie wołał. - powiedziała dziewczyna.


*** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Oto rozdział pierwszy miłego czytania :*
  • awatar Paulai: Ciekawie się czyta, lecz moim zdaniem nadal akcja dzieje sie za szybko. Może w moich opowiadaniach nie jest idealnie, ale są tam emocje, których doświadczają bohaterowie. Pomyśl nad tym. Fajne zdj. Pozdrawiam :*
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: Po pierwsze: opisy. W prologu nie było tego aż tak widać, ale tutaj od razu rzuca się w oczy to jak szybko idzie akcja. Za szybko. Musisz bardziej skupić się na opisach, które, to prawda, spowalniają akcję, ale są nieodłączną częścią opowiadań i musisz o tym pamiętać. Po drugie: powtórzenia. Przeczytaj sobie chociażby pierwszy akapit. Aż roi się tam od słowa "piękny/piękna". Po trzecie: emocje bohaterów. Opis gdy pojawia się troll jest tak naprawdę bezosobowy. Tutaj trzeba dać emocje, akcję. Opisać przerażenie bohaterki. Trzymam kciuki nad kolejnymi rozdziałami, bo dobry pomysł, ubrany w piękne słowa, to skarb ^-^
  • awatar Elise :*: Wezmę sobie wasze słowa do serca :) Dzięki :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

fantasticstory1998
 
Świat ludzi:
Ten dzień nie zapowiadał się najlepiej dla Angeliki, miała 2 sprawdziany, 2 kartkówki i pytanie.
Całą noc siedziała i się uczyła, żeby tylko nie oblać, bo i tak była już zagrożona z niektórych przedmiotów. Czarnooka blondynka o długich włosach wstała i podreptała do łazienki, by się przemyć i ubrać w szkolny mundurek, który składał się z białej koszulki i czarnej spódniczki troszkę poniżej połowy uda. Do tego beżowe rajstopy i czarne baleriny.
Angelika nie lubiła tego stroju zwłaszcza w zimie, bo nie lubiła chodzić w spódnicach, a w zimie dodatkowo było zimno, a ona chodziła na piechotę do szkoły.
Dziewczyna jest marzycielką i ma własny świat.
Gdy dziewczyna wyszła z łazienki już ubrana i wymalowana, zeszła do kuchni. Rodziców nie miała zmarli jak rok temu. Mieszka ze swoim bratem, Dawidem, który jest rok starszy.
Oczywiście jeszcze spał. Była godzina 7.40, gdy skończyła jeść śniadanie i wyszła z dom w stronę szkoły. Miała 5 minut drogi, ale lubiła sobie posiedzieć w szkole.
Gdy tak szła nagle przed sobą zobaczyła jedną, wielką dziurę, przez którą było widać baśniowy świat...
photo.jpg


Świat magiczny:
Marck znowu był na zwiadach. Ten młody elf czystej krwi, to syn królowej elfów Fiony i króla elfów Eomera. Dziewiętnastoletni o oczach szarych i dłuższych włosach w kolorze brązowym, lubił zabawę i lubił się bić. Często prowokował bójki wśród leśnych żołnierzy, tym razem jednak coś go trapiło. Gdy szedł w stronę pałacu, do którego został wezwany przez swoich rodziców zauważył portal, który prowadził do świata ludzi, a po drugiej stronie zobaczył piękną, czarnooką blondynkę, która za chwilę weszła w ten portal i nagle znalazła się koło szarookiego elfa.
- Yyy... - Dziewczyna była zdezorientowana. - Gdzie ja jestem? Jak ja... - urwała, gdy tylko zauważyła nieziemsko przystojnego Marcka.
- Cześć. Jestem Marck, a Ty kim jesteś? I jak przywołałaś  portal? Przecież tylko najsilniejsze czarodziejki to potrafią. - powiedział podekscytowany.
- Ja jestem Angelika... I że niby co Ty do mnie przed chwilą powiedziałeś? Jaki portal? Ja tylko weszłam w tą... - Odwróciła się, żeby pokazać portal, ale znikną. - Świetnie teraz to już do domu nie wrócę. - powiedziała zasmucona.
- Pójdziemy do moich rodziców. Oni na pewno coś wymyślą. Angeliko, nie smuć się. Zawsze jest jakieś wyjście, nawet jeśli jest niewidoczne. - Powiedział i wziął ją za rękę, aby poprowadzić prosto do pałacu.

wojownik_elf.jpg
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: Hmm, blondynka z czarnymi oczami, ciekawe nie powiem ;) Odnoszę takie dziwne wrażenie, że akcja idzie ciutek za szybko. Ale to nie zmienia faktu, że jestem ciekawa co tam się będzie działo dalej :3
  • awatar Paulai: Bardzo mnie zaciekawiło :D u mnie trafiłaś w 10! Pozdrawiam i czekam na więcej :D :*
  • awatar Lisa Angels: Sam pomysł na opowiadanie jest ciekawe, jednak czeka cię dużo pracy nad warsztatem. Szczególnie nad powtórzeniami, które są u ciebie nagminne. Radzę po napisaniu rozdziału poczekać chwilę i przeczytać go na "zimno" dzięki tamu zauważysz błędy składniowe, które utrudniają czytanie, oraz powtórzenia, które mnie osobiście przyprawiają o białą gorączkę. Mam nadzieję, że pomogłam :D Czekam na następny rozdział
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

basiaoakenshield
 
Następnego ranka znów trenowałam. Tym razem uczyłam się robić uniki. I tak trenowałam przez miesiąc, dzień w dzień. Przez ten miesiąc zrobiłam się silna i bardziej wytrzymała niż byłam dotychczas. Nauczyłam się jeździć konno, bronić się i unikać ciosów. Byłam gotowa.
Pewnego popołudnia zostałam wezwana do biblioteki, podobno na jakieś ważne spotkanie. Zjawiłam się tam o umówionej porze. W bibliotece nie było nikogo, prócz Elronda i Oighriga. Siedzieli przy wielkim, marmurowym, okrągłym stole. "A, już jesteś. Proszę usiądź" powiedział Elrond. Nic nie odpowiedziałam, tylko usiadłam na miejscu. "Przez ostatni miesiąc" zaczął Elrond "Nauczyłaś się podstaw samoobrony. Ale to nie wystarczy, by wygrać ze Złem. Oighrigu, jak uważasz, czy jest już gotowa?" spojrzał na brązowowłosego elfa, ten natomiast odparł: "Ależ oczywiście. Jestem pełen podziwu, że przez niespełna miesiąc zdążyła się tego wszystkiego nauczyć" "A więc, jutro z samego rana wyruszysz w podróż, razem z Oighrigiem" podniosłam na niego wzrok "Ale, dokąd?" "Jak to dokąd?" odparł zdziwiony "Do  Leśnego Królestwa. Nie pamiętasz? Przecież mówiłem Ci już." spuściłam wzrok "Ach, no tak. Zapomniałam. Sorki." "Dobrze. Mniejsza o to. juro pojedziesz do leśnego Królestwa, a tam nauczą Cię walczyć. A teraz, proszę, możecie już odejść do swoich komnat" Po tych słowach wstałam, poszłam do swojej komnaty, usiadłam na łóżku i nie miałam pojęcia,
w co ja się wpakowałam.


C.D.N. ;)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

mamucik
 
Dzieła Tolkiena są przez wielu postrzegane jako urzekające i niesamowite. Czy aby na pewno opinie te są słuszne? Opowiadanie przygód postaci, w zasadzie wymyślonych jak przez czteroletnie dziecko, nie budzi we mnie zachwytu.
Powieść „Hobbit, czyli tam i z powrotem” moim skromnym zdaniem jest absolutnie niedorzeczna. Do biednego, małego Hobbita przychodzi czarodziej i prosi go, aby towarzyszył krasnoludom w wyprawie do góry, którą zamieszkuje smok. Nie mam pytań… Czy tylko mi wydaje się to śmieszne?
Fani Tolkiena podziwiają go właśnie za ten świat zamieszkiwany przez tyle różnych gatunków. Elfy, smoki, trolle, krasnoludy… Po co tyle kombinować? Zdecydowanie łatwiej byłoby napisać utwór o człowieku. A żeby stał się on interesujący, wymyślić ciekawą przygodę, w której wziąłby udział główny bohater. Jednak Tolkien nie mógł, albo raczej nie chciał pójść na skróty. Musiał napisać o tych wszystkich bajkowych stworzeniach, jakby sprawiało mu to nieopisaną przyjemność.
Historia Hobbita jest jedną z gorszych, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Rozumiem, że nie każdy musi przepadać za fantastyką. Dlatego też osoby, które jej nie lubią lepiej niech nie sięgają po twórczość Tolkiena.
hobbit.jpg
  • awatar Kwas Pruski: Ciekawych, skomplikowanych historii o zwykłych ludziach, dziejących się w zwykłym świecie; jest na pęczki. Wiele z nich to dzieła o wiele lepsze pod względem "mądrości" od Hobbita i to jest oczywiste. Kiedy zaczynamy tak porównywać to fakt faktem ten świat może wydać się baaardzo śmieszny. ALE mam wrażenie że nie bierzesz pod uwagę jednej ważnej rzeczy: Hobbit został wymyślony jako napisana prostym językiem KSIĄŻKA DLA DZIECI. To jest bajka. Cały sens tej opowieści tkwi w tym, że są tam niezwykłe miejsca, smoki, magiczne przedmioty i tak dalej; ponieważ docelowo to właśnie w bajkach ma zachwycać, rozwijać wyobraźnię; i to że postacie są jak to powiedziałaś "wymyślone jak przez 4letnie dziecko" może być w tym wypadku odbierane jedynie na plus. Więc skąd u ciebie to podejście jakbyś naprawdę spodziewała się poważnej lektury? Jeśli obecnie całkowicie uśpiłaś w sobie coś w rodzaju "wewnętrznego dziewięciolatka" i zaczęłaś czytać Hobbita no to fakt, to musiała być dla ciebie katorga. :o
  • awatar Kwas Pruski: Co do całej twórczości Tolkiena, to niewątpliwie wymyślanie musiało sprawiać mu "nieopisaną przyjemność", przecież inaczej by nie wymyślił tak złożonego uniwersum. Tak, złożonego bo chociaż w Hobbicie to wygląda prymitywniej, to przecież w późniejszych książkach poznajemy całą strukturę i sposób funkcjonowania tego napędzanego czarami świata który o dziwo, trzyma się kupy! i jest bardzo logiczny. "Głupia" historia Bilba to tylko mała opowieść tocząca się w cieniu wielkich legend, a to właśnie rozmach i ilość tamtejszych szczegółów czynią książki Tolkiena niezwykłymi. Komu Hobbit spodobał się w dzieciństwie ten z radością sięgnie po Władcę Pierścieni i będzie mile zaskoczony "doroślejszym" stylem pisania. Wytrwali przeczytają bardziej podniosły Silmarilion... Fani fantastyki to ludzie którzy maksymalnie tęsknią za niecodziennością, dlatego to co dla ciebie jest lekkim "przekombinowaniem" dla nich jest esencją ciekawej książki. To pokazuje jak niesamowicie różni są ludzie.. :)
  • awatar Kinga Mamak: @Kwas Pruski: Czytałam Hobbita, bo to była moja lektura w 3 gimnazjum, więc może dlatego od początku podchodziłam do niej bardzo sceptycznie. Nie chciałam urazić żadnego z fanów tej książki i ogólnie twórczości Tolkiena, wyraziłam swoje zdanie i rozumiem, że wiele osób możesz mieć inne ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

banzajpl
 
Ludzka pomysłowość i oddanie pasji nie znają granic. Melynda Moon, 23-letnia modelka z Kanady od dziecka kochała fantasy, a w szczególności elfy. Dziewczyna bardzo chciała się upodobnić do...
www.banzaj.pl/Melynda-Moon-Elfka-w-prawdziwym-sw…
 

henhouse
 
Do mnie już zawitały święta :) Aktualnie Elfy robię taśmowo ! ! ! Można kupić czapkę + buciki, lub osobno samą czapkę i same buciki :) Komplety kupowane są na prezent, na sesje fotograficzne, a czapki do noszenia na co dzień. A jedna z klientek zakupiła butki elfa świątecznego mając nadzieję, że w ten sposób ogłosi bliskim tą najwspanialszą nowinę podczas magicznego wieczoru wigilijnego.
Rozmiary czapek od 0 do 102 lat :)

Jeżeli również chcielibyście je zakupić na święta to nie zwlekajcie, ani chwili. Co raz bliżej święta, a ja mam tylko dwie ręce ;)


IMG_5533.jpg



IMG_5540.jpg



IMG_5539.jpg
 

malfrue
 
Dziś odebrałam małą paczuszkę, niestety nie na poczcie, ale w Urzędzie Celnym :(
Dostało mi się z Vata :(
Ale oto co mam:


Patit Fairy.jpg


Dwa małe elfiki właśnie zamieszkały u mnie.
Nie są to przecudne Little Fee, ale jak się nie ma co się lubi...

I w tym miejscu pozdrawiam mUcHita23. Tak, marzenia to piękna sprawa.
Mam zamiar się przyłożyć do malowania moich Petit Fairy, choć nie wiem na ile uda mi się sprostać, bo buźki mają maleńkie.
No, raczej twojej Tośce nie dorównam.

Pozdrawiam Was gorąco i na więcej zdjęć zapraszam na :
malfrue.blogspot.com
  • awatar Tiny Bird ♥: Cudowne kruszynki! ^^ Mnie też ostatnio ciągnie do lalek mniejszych rozmiarów. :)
  • awatar MAKARRENA: fajne z nich cudaczki :)
  • awatar mUcHita23: uda ci się na pewno pięknie pomalować :) moją tOśke to ja już kupiłam z makijażem od artystki , ja mogę myszkę Miki narysować ,ale takiego makijażu bym jej nie zrobiła ;)
Pokaż wszystkie (13) ›
 

ebook-fantastyka
 
Autor: Wird Sikes  

Oferowana przez nas książka to kompendium wiedzy na temat świata elfów. Taka publikacja została wydana po raz pierwszy po polsku. Zawiera rozdziały:

 -  Opowieści o elfach i starożytnej mitologii.
 -  Klasyfikacja elfów walijskich.
 -  Elfy znad jezior.
 -  Elfy górskie.
 -  Odmieńcy.
 -  Życie z Tylwyth Teg.
 -  Elfia muzyka.
 -  Elfie kręgi.
 -  Pobożność jako ochrona przed zakusami Tylwyth Teg.
 -  Elfie pieniądze i elfie dary ogólnie.
 -  Korzenie elfów walijskich.

Wydanie dostępne w nowej wersji formatu MOBI.


"Darmowy fragment" do pobrania, znajdziesz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)elfy_brytyjskie_gobliny_wal…

Więcej ebooków z działu "fantastyka", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-fantastyka.html
oraz tutaj:
czytajnas.nextore.pl/ebooki/fantastyka_c1221.xml

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
czytajnas.nextore.pl/nexpressopremium.xml#lp_premium
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

misiorsztukmiszcz
 
Misior sztuk miszcz: ,,Rivendell sex tape".

,,Głos Mordoru" na 1 stronie donosi:

SKANDAL W RIVENDELL!!!
Jak podało Radio Angmar, Młodzieżówka Uruk Hai za butelkę orkowego samogonu nabyła od byłego pana na Isengardzie, obecnie czynnego alkoholika Sarumana, kompromitujące taśmy ukazujące zdziczenie, zboczenie i zezwierzęcenie panujące wśród elfów w ich plugawej osadzie Rivendell. Widzimy na nich elfów obu płci a często o płci niezidentyfikowanej, jak nurzają się w lubieżnych orgiach z czarodziejem Gandalfem (zwanym Rasputinem Śródziemia), awanturnikiem, zbójem, lujem i warchołem Obieżyświatem (zwanym Aragornem) oraz plugawymi niziołkami zwanymi homobitami. Opinia publiczna wreszcie uzyskała nieodparte dowody na upadek obyczajów zwyrodniałej opcji elfickiej. Szkoda, że tak późno. Przypomnijmy, że miłościwie panujący na oświeconym Wschodzie Imperator Sauron od dawna potępiał ludzko-elfie hordy nurzające się w ohydzie i zwyrodnieniu. Orkowie, Haradrimowie, krasnoludowie, wargowie i smoki! Nie dawajcie posłuchu liberalnym propagandzistom Rady Czarodziejów, przejrzyjcie na oczy! Czy przyszłość Ardy można powierzyć takim przeniewierzeńcom i popaprańcom jak elfy? Absolutnie NIE!!! Niechaj prowadzi was oświecone Oko, Hail Sauron! Peace!
Elfka4.jpg
 

 

Kategorie blogów