Wpisy oznaczone tagiem "epilog" (8)  

sayorinekomori
 
Nie mogę uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, a mieszkam tu już od trzech lat. Wszystko tu jest takie piękne i drogie. Czasem mam wrażenie, że ludzie postrzegają mnie, jako oszusta. A co wy byście pomyśleli? Księżniczka okłamała faceta, on się obraził i uciekł, a potem nagle wraca i zostaje jej narzeczonym. To tak jakbym patrzył na Rose przez pryzmat jej władzy i pieniędzy. A przecież to nie tak! Kocham ją, chcę z nią być, a wizja panowania nad państwem jest czymś, co mnie przeraża.
Westchnąłem głęboko. Przecież się nie wycofam. Przynajmniej pociesza mnie myśl, że to ona będzie królową, a ja tylko jej mężem. To ona będzie nosić koronę ojca, a ja będę dumnie stał u jej boku.
Ten czas tak szybko zleciał. Wydawałoby się, że dopiero wczoraj wpadła na mnie i przerażeniem w oczach przepraszała za swoją niezdarność. Była taka słodka. Wydaje mi się, że już wtedy znalazła szparę w murze, którym się otoczyłem i starając się przez nią przecisnąć roztrzaskała go do samego fundamentu. Cieszę się, że to ona. Moja Rose.
Jednak wróćmy do rzeczywistości. Wiecie, co teraz robię? Galopuję przez las w samotności, bo moja narzeczona postanowiła zniknąć w dniu ślubu! No cudownie! Mało mi atrakcji na dziś?! Jeszcze mi powiedźcie, że się rozmyśliła! O nie… Zaciągnę ją do tego ołtarza, choćby i siłą!
- No kolego – pochyliłem się i poklepałem Josepha po masywnej szyi. – Znajdziesz to miejsce, prawda? – Zapytałem. Koń odpowiedział rżeniem i przyśpieszył.
Nie mam pojęcia ile czasu zajęło mi dojechanie na miejsce, ale gdy tylko ujrzałem, jak Rosaline siedzi pod wierzbą poczułem, jakby wielki kamień spadł mi z serca. Zsiadłem z konia, a ten od razu podszedł do jeziorka.
Rose wyglądała, jak anioł śpiąc tak oparta o potężne drzewo. Witki wierzby falowały na wietrze rzucając cień na jej porcelanową twarz. Westchnąłem nagle rozczulony. Czy byłem na nią zły? Nie w tej chwili. Teraz chciałem ją tylko mocno objąć i powiedzieć, że się martwiłem.
Podszedłem do niej i czule pogłaskałem po policzku.
- Rose – cicho wypowiedziałem jej imię, aby zbytnio jej nie przestraszyć, ale to niewiele dało. Gdy tylko się ocknęła krzyknęła.
- Boże, nie strasz – wysapała łapiąc się za serce. Uniosłem brwi i usiadłem obok niej.
- To moja kwestia – pokręciłem z politowaniem głową. – Cały pałac stoi na głowie, bo ich przyszła królowa postanowiła sobie zniknąć nikomu nic nie mówiąc. To było nieodpowiedzialne – skarciłem ją i zaraz potem siebie. Głąbie, delikatniej!
Rosaline przygryzła wargę i zaczęła wyłamywać sobie palce. Zamknąłem jej delikatne dłonie w swoich, aby przestała to robić.
- Dlaczego to zrobiłaś? – Zapytałem już spokojniej. – Nie chcesz… - zacząłem, ale to zdanie nie chciało mi przejść przez gardło.
- Nie! – Przerwała mi gwałtownie. – Nie, to nie tak. Ja… - rzuciła się na mnie wtulając twarz w moją szyję. Objąłem ją czule i pocałowałem w czubek głowy.
- Zawsze wyobrażałam sobie swój ślub, a teraz się okazało, że planowanie wygląda zupełnie inaczej niż myślałam – wyznała.
- Co masz na myśli? – Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet.
- Nie mogłam się na niczym skupić, nie dawali mi ani chwili wytchnienia. Jaki kolor obrusu, jakie serwetki, perła czy kość słoniowa, ugh! – Warknęła i rozsiadła się wygodnie na moich kolanach. – Ty też masz takie problemy? – Spojrzała na mnie kocim wzrokiem przesuwając palcami po moim karku. Zadrżałem z przyjemności, ale nie mogłem pozwolić sobie na luksus zatracenia się w ten błogi stan. Jeszcze nie nadszedł na to czas.
- Umm… Nie? – Sam nie byłem pewny. Mruknęła niezadowolona z odpowiedzi. – Skarbie – zacząłem bawiąc się kosmykiem jej włosów. W niewyjaśniony dla mnie sposób było to dla mnie uspokajające i pozwalało mi się skupić. – Wszyscy chcą, aby nasz ślub był wyjątkowy. W końcu cały kraj, o ile nie świat, będzie nas obserwować.
- Ale nie pozwalają mi się tym cieszyć!
Zaśmiałem się. Czasem zachowywała się, jak dziecko. Pocałowałem ją w nos.
- Z czego się śmiejesz? – Warknęła.
- Dzieciaku, wszyscy na ciebie liczą, a ty jakieś fochy odstawiasz – zacząłem mówić do niej sposobem, jakiego wręcz nie znosiła. Powstrzymywałem śmiech, gdy naburmuszyła się, jak indyk. Dosłownie.
- Nie jestem dzieckiem! – Zezłościła się. Jęknąłem, gdy wbiła paznokcie w moje barki. - Jestem tylko zirytowana! Nie mogę nawet napić się herbaty, bo ciągle coś, ciągle coś – marudziła dalej, a ja tylko słuchałem. – Przygotowania trwają rok… ROK! A oni nadal w proszku!
- W tej chwili to my jesteśmy w proszku – oznajmiłem. – Powinniśmy się zacząć przygotowywać, bo w końcu spóźnimy się na własny ślub.
Westchnęła i oparła głowę na moim ramieniu.
- Naprawdę się bałeś, że się rozmyśliłam? – Zapytała po chwili ciszy.
- Tak – odpowiedziałem nieco zawstydzony głaszcząc ją po głowie. Nagle ją poderwała i spojrzała mi w oczy. Lśniły czerwienią, niczym u jakiejś magicznej istoty. Czasem miałem wrażenie, że rola leśnej wróżki idealnie by jej pasowała. Albo diablicy.
- To się nigdy nie zdarzy – szepnęła i musnęła moje wargi. Od razu zareagowałem i przytrzymując jej śliczną buzię w dłoniach wpiłem się w jej usta. Zachichotała z chęcią odwzajemniając mój pocałunek
- Musimy jechać – odparłem, po kilku długich minutach, gdy wreszcie się od siebie oderwaliśmy.
- A obiecasz mi coś? – Zapytała wpatrując się w moje oczy. Przechyliłem głowę i pogłaskałem ją czule po policzku.
- Czego sobie życzysz? – Zapytałem przesuwając kciukiem po jej lekko nabrzmiałych wargach.
- Będziemy żyć długo i szczęśliwie? – Spojrzała na mnie swoimi cudnymi oczami. Byłem nimi oczarowany. Takie śliczne. Moje…
- Będziemy żyć długo i szczęśliwie – złożyłem na jej ustach jeszcze jeden delikatny pocałunek, aby przypieczętować naszą obietnicę.
Teraz mogliśmy bez przeszkód wrócić do domu i zacząć ostateczne przygotowania na powitanie nowej, lepszej przyszłości u swojego boku.

blog_ks_3023961_6120369_tr_gjj.jpg


I jak wam się podoba epilog z punktu widzenia Louisa?? Hahaha musiałam nieźle ocenzurować jego myśli, jeśli wiecie o co mi chodzi xd
Chciałam też po raz ostatni pokazać, że nawet jako przyszła królowa Rose jest jak dziecko. No ale trzeba było dać się dziewczynie pofochać, póki jeszcze mogła :) (w epilogu Rose ma już 20 lat (Louis to stary pryk... 26 lat ma chłopina))
Tak więc, jest to definitywny koniec Princess. Mam nadzieję, że moje następne małe dzieła będą mile przywitane, jak w przypadku Princess :)
Chciałabym gorąco podziękować wszystkim, którzy wytrwali aż do tego momentu, a w szczególności Lisie Angels. Twoje rady naprawdę mi pomagają. Trudno jest samemu dostrzec pewne błędy, więc bardzo się cieszę, że czyta mnie ktoś taki, jak ty :*

Teraz wam powiem, że miałam sen... W tym śnie był mega-bosko-cudnie-zajebiście przystojny książę ^^ Zostałam chamsko obudzona, więc nie znam końca mojej historii z tym pięknym człowiekiem, ale może sama go dopiszę? Co wy na to? Przystojny książę i biedna dzieweczka?? (w moim śnie byłam plebsem... Nawet obraziłam sobowtóra królowej Mirandy xd) Oczywiście mam zamiar oprócz wątku miłosnego dodać jakąś intrygę i skupić się nad innymi relacjami między bohaterami (trzeba się rozwijać xd) Praca nad fabułą w toku... Pytanie czy chcecie zostać zalani kolejnym pałacem i romansem?? (Ale daleko do tego heheh)

Dobra, już was nie zamęczam, Robaczki ^^ Jeszcze raz dziękuję, że wytrwaliście aż do końca tej historii i będzie mi niezwykle miło, jeśli kiedyś wam się przypomni i powiecie, że to był dobry cukier xd
Pozdrawiam, Sayori :*
  • awatar Lisa Angels: Och, ja chcę, uwielbiam te klimaty :D Cieszę się, że chcesz się rozwijać i postaram się zawsze pomóc jak tylko mogę, sama znam wartość takiej pomocy, więc zawsze jestem do usług :D Luis naprawdę był słodki i mimo wszystko czułam, że wycięłaś niektóre jego myśli niczym rasowy edytor trudniący się cenzurą :D Zaskoczyłaś mnie tym, że Rose nie uciekła, ale się jej nie dziwię, nerwy potrafią obudzić w człowieku nawet skrajne emocje. Żegnam się z Princess z wielkim sentymentem, a już zacieram rączki na nowe opowiadanie, pełne pikantnego romansu i intryg. Już nie mogę się doczekać :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

solo.tu
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

lovelovelas
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

hubertjestem
 
#prolog
7 blant poszedł z dymem jakąś godzinę temu, ja siedzę, rozkminiam, słucham rapu. Dzień jak co dzień teoretycznie, ale...


Rapowałem dziś kawałki z mojej nowej płyty, są spójne, podobają mi się, muszę je nagrać jak najszybciej i zrobić ten album. #progres
Cały czas do przodu, ale czy to prawda?

Tak, jeżeli brać pod uwagę to co robię, ale jeżeli mowa o mnie, to nie, cały czas stoję w miejscu, nie mogłem spać w nocy, czytałem. Czytałem co mi jest, znalazłem ale nie to co chciałem.
Cierpię na Deluzję i Dystymię na pewno, niedobrze, ale mniejsza z tym, przecież to składa się na moją popieprzoną osobowość.
Każdy ma na dziś jakieś plany, tylko nie ja, ja siedzę w domu sam, spalony i piszę, piszę bo potrzebuje 'rozmowy' a najbardziej pomaga ta z samym sobą. Dlaczego? Nie wiem. #nonsens #nevermind
Jestem dziwny, to wiem na pewno, ale nie wiem czy dziwny w tym wypadku oznacza wyjątkowy czy poebany. Mam wrażenie, że ludzie wmawiają mi to czego nie ma, wyciągają złe wnioski, narzucają mi z góry zachowania których nie posiadam w sobie. #WTF?
Ktoś potrafi to wytłumaczyć? Dlaczego tak jest?

#epilog
to wszystko jest dobrze popierdolone.

ps. do tego chilluje.
 

hubertjestem
 
#Prolog
Rok czasu tutaj nic nie pisałem, jak widać, wróciłem! Ale to nie znaczy, że przez ten czas nic nie pisałem. Bo pisałem, bardzo dużo, tutaj też zamierzam pisać, zbierać materiały, pomysły, przemyślenia, blabla. ebać. Koniec wstępu.#yeah


Każdy dzień mija mi szybko, pewnie dlatego, że śpię do 13 a kładę się spać koło 4 dopiero.#damn Ale przez to, że siedzę po nocach, strasznie się nudzę, marnotrawię czas, w sumie, w tym jestem najlepszy i robię to zawsze. Ale dzięki temu bardzo dużo rzeczy się zmieniło, ja się zmieniłem, na dobre? Tak mi się wydaje. Zależy komu i o jakie płaszczyzny chodzi. Znalazłem w sobie #dystans, iskierkę wiary w siebie (mam nadzieje, że ją z czasem rozpalę)i przeróżne chęci dotyczących dosłownie wszystkiego co sobie z wizualizuje w mojej głowie.
To nie jest tak, że mi się nie chce, ja nie mam z kim. Dziękuję, pozdrawiam. Teraz wszystko jasne, si? No więc, koniec tematu.
Nie uważam się za chuj wie kogo, tutaj też ślę pozdrowienia dla niektórych, możecie mnie w d... pocałować i zawijać. Dzięki z góry.
Ostatnio stwierdziłem, że jestem jak #labirynt w którym nigdy nic nie wiadomo. Trafna metafora, zdarza się, że ktoś nie zdąży wejść a już odpuszcza. Uwielbiam takie sytuacje. Ale co zrobię, nic nie zrobię. #Życie
Z muzyką u mnie różnie, jak zawsze, czasami piszę jak głupi, czasami nie piszę kompletnie nic. Już się do tego przyzwyczaiłem. Według mnie, poszedłem daleko w górę, nie myślę co ludzie powiedzą, mam to tam gdzie mają mnie całować. ^^ ROBIĘ TO CO LUBIĘ, DZIĘKUJĘ, POZDRAWIAM, #EBAĆ

#Epilog
Na pewno nie raz tutaj coś napiszę, może nawet znowu zacznę pisać regularnie, może. #likeit
 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

le-bonheur
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

specialgirl
 
Po telefonie od Liama chciała jak najszybciej jechać do przyjaciółki. Teraz przeczcież liczyła się każda minuta.
- Tato!!!- krzyczała.
- Phoebe?
- Tato, Sophie.. Ona…. Och tato!!!- płakała i przytuliła się do ojca. On zawiózł ją na lotnisko. Nie pytał o nic więcej. Domyślał się przez co może przechodzić córka. Przez ostanie tygodnie Phoebe przechodziła istne piekło. Nie radziła sobie ze swoimi obowiązkami, zawaliła naukę, nie rozmawiała z Liamem i chłopcami, nie stawiała się na próbach zespołu…. Całymi dniami albo przesiadywała przed oknem i patrzyła w niebo albo rozmawiała z Sophie. Tak bardzo jej brakowało przyjaciółki…..

*W szpitalu*

- Skarbie, jak się dzisiaj czujesz?- zapytał pan Mota. Wchodząc do Sali gdzie leżała jego córka starał się zapominać o cierpieniu. Nie myślał o tym co lekarze mu mówią… On chciał być dla niej nadzieją.
- Jest tak samo..- powiedziała Sophie. Teraz bladła coraz bardziej, niesamowicie schudła. Podciągnęła się, żeby móc swobodnie rozmawiać z rodzicami. Pani Mota czule gładziła córkę po ręku. Przez ostatnie tygodnie jej życie zostało wywrócone do góry nogami. Teraz szukała prawdziwych wartości życiowych.
Sophie leżała i patrzyła na rodziców. Teraz się uśmiechali. Zaczynali żyć ze sobą a nie obok siebie…
Noc była bardzo ciężka dla dziewczyny. Co chwilę zjawiały się u niej pielęgniarki. Zmieniały lekarstwa, ale na nic. Bo one przestawały działać. Kiedy pytała co z się z nią dzieje, nikt nie chciał jej nic odpowiedzieć. Ale nie chciała pokazać rodzicom, że jest gorzej. Wolała kłamać, ale nie mogłaby znieść żalu w ich oczach.
- Kochanie…- zaczęła nieśmiało mama. Sophie zauważyła, że zaczynają jej napływać do oczu łzy.
- Tak?
- Rozmawialiśmy wczoraj z lekarzem….- powiedziała kobieta.
- I co ze mną? – dopytywała Sophie.
Pani Mota milczała. Przygryzała wargę. Nie umiała wydobyć z siebie żadnych słów. Pan mota tępo wpatrywał się w ścianę. To była najtrudniejsza rozmowa w jego życiu.
- Powiedzieli, że lekarstwa przestają działać..- odezwał się po długiej chwili milczenia.
- Ale przecież jak… Ja się wtedy nie czułam…..- mówiła cicho Sophie. Wiadomość spadła na nia jak grom z jasnego nieba. Myślała, że już tylko będzie coraz lepiej. Przez całe leczenie wierzyła, że uda jej się z tego wyjść a teraz?! No właśnie co teraz?!
- Czy umrę?- zapytała ponownie.
- Skarbie nie mów tak!- mówiła z paniką w oczach pani Mota.
- Lekarze powiedzieli, że liczy się każda chwila, ale nie.. Ale to nie możliwe! Przecież widziałem, przecież mówiłaś że jest coraz lepiej!- nie mógł uwierzyć jej ojciec.
-Przepraszam…..- powiedziała cicho dziewczyna. – Przepraszam, że musicie teraz… Ja..- nie potrafiła dobrać odpowiednich słów.
- Ty?! my ciebie przepraszamy… Zawiedliśmy cię…- wyszeptał tata dziewczyny. Czule pocałował ja w policzek.
Pan Mota złapała ja za rękę. Uśmiechnęła się do niej przez łzy. Pogładziła ja po dłoni.
- Kochanie będzie dobrze… ktoś chciał się z tobą zobaczyć…
- Mamo…
- Tak?- zapytała pani Mota.
- Kiedy przyjedzie Phoebe? Musze się z nią pożegnać…
- Och nie mów tak! Nie musisz się żegnać bo będzie dobrze..
- Mamo, zrozum wreszcie! Nic nie będzie dobrze! Nie zdarzy się cud! Skoro oni powiedzieli, że lekarstwa przestają działać to co ma niby być ?! Czemu nikt mi nie chce powiedzieć prawdy!- krzyczała ze łzami w oczach.
Pani Mota była bezsilna. Nie umiała rozmawiać z córką. Ona sama zaczynała się czuć jak małe dziecko.
Na poczekalni stali już chłopcy. Przywitali się z kobietą i weszli do sali.
- Cześć księżniczko!- przywitał się wesoło Louis. Starał się za wszelka cenę, aby dziewczyna się uśmiechała.
- Dobrze, że jesteście….- powiedziała cicho. Zayn podszedł do niej od razu. Pocałował ja delikatnie jakby była bardzo krucha i delikatna. Złapał ją za rękę.
Reszta usiadła na krzesłach, których dziewczyna miała w sali dużo.
- Ja…. Ja wiem, że już niedługo umrę…- zamknęła oczy bo nie chciała widzieć wyrazów ich twarzy. – Lekarstwa przestały działać.. I ja szczerze mówiąc nie czuję się zbyt dobrze. Jestem coraz słabsza i nic na to nie poradzę…
- Błagam cię, nie mów tak..- szepnął Niall. Chłopak miał spuchnięte od płaczu oczy. Mocno zaciskał pieści, żeby nie rozpłakać się jeszcze bardziej.
- Ja muszę się z wami pożegnać…. Bo wiem, że…..- wszystkie słowa wydawały się dziewczynie nieodpowiednie. W głowie znowu miała wielki mętlik, a w dodatku prześladował ja ból. Ogromny ból, który jakby rozrywał jej ciało. Bała się każdej minuty, jednak musiała stawić jej czoła.
Wzięła głęboki wdech. Spojrzała na Louisa.
- Tomo, podejdź proszę…- powiedziała nieśmiało. On stał jak słup soli .Po chwili zreflektował się i usiadł obok jej łóżka.
- Tak?
- Chciałam  ci powiedzieć, że.. Że jesteś niesamowitą osobą. Na początku prawie wcale nie rozmawialiśmy, wydawałeś mi się taki obcy, myślałam, że dalej taki będziesz ,ale…
- Sophie..- uśmiechnął się do niej i dotknął jej dłoni.
- Cii, nie przerywaj mi…. Ale okazałeś się być odpowiedzialny i … I Louis nie zmieniaj się proszę. Bądź zawsze sobą i opiekuj się El.
Chłopak posmutniał.
- My już nie jesteśmy raz…- zaczął mówić…
- Tak mi przykro..- powiedziała dziewczyna. Przytuliła go do siebie.
Później miejsce Louisa zajął Harry.
- Cześć Loczek..- odezwała się do niego mierzwiąc jego czuprynę. On tym razem nie protestował. Nie kłócił się.
- Cześć Mała…- pocałował ją w policzek. – Zayn nie zabij mnie… - spojrzał w stronę Malika, który bacznie przyglądał się całej scenie. On zamknął czy i odwrócił głowę.
- Nie ma proble…- zaczął mówić.
- Ty byłeś chyba najbardziej szalony i uwielbiałam rozmowy z tobą. Mam nadzieję, że znajdziesz kiedyś kogoś, kogo bardzo pokochasz z wzajemnością…- powiedziała na koniec a on rozpłakał się jak dziecko. Odszedł w stronę Louisa. Ta scena była bardzo dziwna, ale jedyna w swoim rodzaju.
- Niall…- powiedziała wyciągając do chłopaka trzęsące się już dłonie.
- Och SOphie…..- powiedział i przytulił się do niej. Ona jeszcze raz powąchała jego bluzę. Pachniała tak samo. Nic się nie zmieniło.
- Niall, ty jesteś niesamowitym człowiekiem. Błagam cię, pisz dalej, graj i… Podobało mi się, że rozmawialiśmy o wszystkim i że swoją osobą pomogłeś mi kiedy byłam w totalnej rozsypce… Gdyby nie ty to….- teraz ona miała łzy w oczach.
Chłopak odszedł a jego miejsce zajął Liam.
- Liam…. Z tobą przechodziłam przez to na początku i pomogłeś mi tak bardzo że ja nawet nie umiem tego opisać. Proszę opiekuj się Phoebe… - mówiła. Spojrzała na jego twarz pełną żalu i bólu. Sama czuła się okropnie, a widok jej przyjaciół przysparzał jej jeszcze większego bólu. Tego wewnętrznego…
Teraz do jej łóżka podszedł Zayn. Usiadł, złapał ja za rękę, pocałował ją w policzek. Bał się, że może zrobić jej krzywdę gdyby….
- Jesteś moim całym światem. Jeszcze do tej pory nie mogę uwierzyć w to, że jesteśmy razem i… ja cię kocham. To wyraża więcej nic tysiąc słów. Kocham cię!- powiedziała a ona ciągle milczał.
- Sophie to dzięki tobie stałem się tym kim jestem. Ty wydobyłaś ze mnie lepszą osobę. Sprawiłaś, że dla miłości gotów byłem tyle poświęcić i pamiętaj, że ja nigdy o tobie nie zapomnę….- powiedział walcząc z łzami.
- Soph, ty… Ty wywróciłaś nasze życie do góry nogami. Kiedy wtargnęłaś w nasze życie i kiedy tak bardzo zmieniłaś Zayna to pomyślałem, ze jesteś jakims aniołem…- zaczął Harry.
- Ale okazałaś się być człowiekiem. Umiałaś radzic sobie w naprawdę trudnych chwilach i wszystkie chwile jakie spędziliśmy razem były…- dopowiedział Louis.
- Były niesamowite. Jesteś jedyna w swoim rodzaju. Jesteś naszą Sophie. Zawsze nią będziesz..- powiedział Niall.
- Jesteś świetną osobą i ja wciąż wierzę, że to się skończy dobrze…- powiedział Liam.
- Wciąż cie kocham….- zakończył  wszystko Zayn kiedy nagle aparatura, do której była podłączona Sophie zaczęła dziwnie piszczeć. Od razu w jej sali znalazły się pielęgniarki, lekarze. Chłopcy zostali wyproszeni. Jej rodzice płakali. Wszystko działo się tak szybko a oni stali w piątkę i chcieli wierzyć że to tylko jeden zły koszmar. Że zaraz wszystko powróci do normy. I wtedy wyszedł do nich jakiś mężczyzna. Był lekarzem. Miał grobową minę. Nie słyszeli tego co mówi, ale domyślali się. Koszmar się spełnił. Sophie już nie wróci…
Wtedy Liam obejrzał się za siebie. Korytarzem biegła przerażona Phoebe.
- Co z nią?!- krzyczała zdyszana.
- Ona… - zaczął mówić Zayn i spuścił wzrok.
- Sophie już nie ma….- powiedział Niall który nie umiał przyjąć do siebie tej wiadomości.
- Kur… Jestem za późno a tyle musiałam jej powiedzieć… Tyle było tych rzeczy..
- Ona wie wszystko…. – powiedział Liam. – Jestem pewien że wie co chciałaś jej powiedzieć.
- Ale ja chciałam ja zobaczyć, ja chciałam się z nią pożegnać!- krzyczała Phoebe. Wszyscy w obliczu takiej tragedii zachowywali się inaczej….


Teraz wychodzili ze szpitala. Chłopcy zatrzymali się na schodach. Phoebe też. Rodzice Sophie nadal nie wychodzili z budynku. Ciągle czekali w poczekalni. Nic dziwnego przecież to byłą ich córka..
- To co teraz będzie…?- zapytał Harry.
Wrześniowe słońce raziło ich w oczy.
- A jutro miała mieć urodziny…- powiedział Zayn.
- Teraz już nic nie będzie takie samo…. Nigdy!- powiedział Niall.
- Idziesz z nami?- zapytał Liam Phoebe.
- Nie. Teraz kiedy jej nie ma… Teraz, to ja…. Ja już nie chcę pamiętać o niczym! Bez niej nie ma sensu!- powiedziała dziewczyna zbiegając ze schodów. Nikt jej nie gonił. Biegła przed siebie. Chłopcy wciąż stali w miejscu. Teraz już wszystko się skończyło…..


Chyba do każdej z nas przychodzi taki moment, w którym jakaś niewidzialna siła podpowiada żeby cos skończyć.... Bardzo przywiązałam sie do tego opowiadania i ciężko było mi pisać epilog. Przede wszystkim bardzo przywiązałam się do Was. I obiecuję, że nie skończę pisać. Mam juz tonę pomysłów na nowe opowiadanie, chociaż tą historię będę jeszcze długo pamiętać. W sobotę dodam bohaterów i prolog.
Kocham Was ! ♥
  • awatar black.violet: O matko ja myślalam ze ona jednak przeżyje ale nie opowiadanie bylo cudowne i bedę je pamiętać czekam na nowe ;**
  • awatar xzwariowanaa123: Boże poryczałam się przez ciebie ! cudowne opowiadanie <3 czekam na new !
  • awatar Back For You ;*: wiesz jak ja płaczę ?! ;< musisz pisać kolejne ! dlaczego jednak Sophie umarła ?! :( nie mogę uwierzyć, że to już koniec ;(( Czekam na Twoje kolejne, tak samo genialne opowiadanie ! ♥ Kocham Cię! :)
Pokaż wszystkie (29) ›
 

 

Kategorie blogów