Wpisy oznaczone tagiem "erotyk" (34)  

ebook-czytaj-nas
 
Autor: LONG Julie Anne  

Ona zazdrośnie strzeże swego serca.
On niebezpiecznie balansuje między opieraniem się pokusie a płynącą w jego żyłach gorącą krwią rodu Eversea…
Aktorka, kurtyzana, hrabina… Piękna Evie przykuwała uwagę Londynu w każdej z tych ról. Towarzystwo nigdy jednak nie wybaczyło jej rozlicznych skandali i nie przestało szeptać, że jej mąż, hrabia Wareham, zmarł podejrzanie szybko po ślubie…
Evie ma dość zjadliwych plotek. Wyjeżdża do swej rezydencji w Pennyroyal Green. Lecz nadzieja na znalezienie tu cichej przystani okazuje się mirażem. Evie znów może stać się bohaterką skandalu. Bo spotka mężczyznę, który obudzi w niej dawno wygasły płomień. I oboje dadzą się porwać zakazanemu pożądaniu…


Szczegóły publikacji:
czytajnas.nextore.pl/(…)wyznania_hrabiny_p87720.xml…

Więcej ebooków i innych publikacji znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
masz24.pl/nexto-nexpresso-premium.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

yexx
 
Kocham jak jego ręka jedzie po moim udzie delikatnym, wolnym, ruchem. Moje serce bije mocniej, słyszę każde jego uderzenie. Mogłabym się w tej chwili rozpłynąć jak czekolada na jego języku, który aktualnie muska moje suche usta i w bieg wprawia wszystkie żołądkowe motyle. Jestem dla niego - myślę i odlatuję w chmury, w przestworza aż po same gwiazdy i nie ma mnie już tutaj, sprowadził mnie w inny, przyjemniejszy świat i zupełnie mi to nie przeszkadza.
 

anastoria
 
BoToZłaKobietaByła:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

ebook-obyczajowe
 
Autor: Stefan Grabiński  

Opowiadania z pogranicza fantastyki, erotyki i grozy. Doceniane przez samego Stanisława Lema. Przeczytaj niesamowity zbiór tekstów jednego z najciekawszych pisarzy przedwojennej Polski.


Szczegóły publikacji:
czytajnas.nextore.pl/(…)niesamowita_opowiesc_p85483…

Więcej ebooków z kategorii "obyczajowe", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-obyczajowe.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Najnowsze wydania popularnych gazet i czasopism znajdziesz tutaj:
masz24.pl/gazety-i-czasopisma-cyfrowe-wydania.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Niesamowita opowieść - ebook.jpg
 

cincilla91
 
Cześć Kochani :*

Dziś w salonie empik odebrałam książkę pt. "Naga" autorstwa Megan Hart.

Niebawem oczekujcie recenzji ;)


Naga_Megan-Hart,images_big,29,978-83-7554-670-5.jpg


Buziaczki :)
 

nieodgadniony
 
pragnę byś podeszła
objęła źrenicami mnie
powstaje iskra
ogień już toczy się

po pierwszym kontakcie
wzroku z oczami
wiesz, że jestem jedyny
nie musisz mnie wabić

nie musisz kokietować
oczu robić maślanych
w środku motyle
w powietrzu czułe dary

chciałbym wierzyć
w taką miłość
gdzie między słowami
dzieje się wszystko

gdzie ludzie z góry
sobie przeznaczeni
nie muszą się bać
iż coś się zmieni

i pójdzie miła
na dobroczynny bal
na którym ją adorować
będzie zamożny pan

daremnie, bo uczucia
stałe do ciebie żarzą
one tylko ku tobie
i nigdy nie wygasną

łączy Was coś więcej
niż ludzkie uczucie
to już nie Ziemia
to kosmos w pigułce

i choćby rozdzieleni
byli od siebie
on nie przestanie
wierzyć w Ciebie
 

nieodgadniony
 
nie lubię lata
ono umysł drażni
prowokując obrazy
lubieżne w jaźni

słońce promieniami
skupia ziemię wokół
po lądzie gorącym
stąpam w amoku

płeć przeciwna wkoło
ponętny tworzy pejzaż
sporo widocznej skóry
na ciele sukienka

niekiedy wręcz pragnę
oczu nie odrywać
wyobraźnia ilustruje
co pod ubraniem skrywasz

czasem niemały dekolt
uwidacznia skrawek piersi
chciałbym rozpiąć stanik
wyrwać je z uwięzi

sukienkę podwinąć
ukazując uda nagie
ręce ku południu
wykonują manewr

po gołych łopatkach
przez gołe lędźwie
pod sukienką dłonie
czynią co zechcesz

pragnę cieleśnie
poczuć Twego środka
spotęgować liczbę
zmysłowych doznań

lecz tą imaginację
wyobraźnia stworzyła
nic prócz popędu
tutaj nie skrywa

nade wszystko uczucie
malować miłości obraz
dwa różne serca
a wspólna melodia

w obecnej chwili
umysł żądze tłamsi
a jeśli opór zniknie
i skorzystam z okazji?
 

mikmik
 
Wchodzę w ciebie
jak wilgoć
w porowatość ziemi.
Spalam ciebie
jak płomień białe ciało świecy.
Wyparuję jak wilgoć.
Zgaśniesz tak jak świeca.
Zsuniemy się w zmęczenie,
jak w głąb wody
kamień.Gdy zamknę oczy - widzę jaśniej,
bo funkcję wzroku przejął dotyk.
Zanurzam się w twe wrzące wnętrze.
Cały erotyk.
Cały erotyk.
 

misiorsztukmiszcz
 
Misior sztuk miszcz: Ewa i wąż. Za ten rysunek zbanowali mnie kiedyś na deviantarcie :D
ewa-i-wąż.jpg
 

misiorsztukmiszcz
 
Misior sztuk miszcz: ,,Lucifer rising".
Lucifer-rising.jpg


,,Lucifer Rising" Kennetha Angera to kwintesencja kina okultystycznego. Każda sekunda przesiąknięta jest energią, która niemalże rozsadza świadomość oglądającego, budząc zgrozę, fascynację i rozkosz jednocześnie. Zdecydowanie polecam wersję z muzyką  Bobby Beausoleil`a, choć Jimmi Page nie stworzył aż tak beznadziejnej ścieżki dźwiękowej, jak uznał reżyser. Fascynujące, jak niesamowite efekty specjalne Anger był w stanie uzyskać dysponując tak skromnymi środkami.
 

nieodgadniony
 
twarz skąpana w modzie, piękna
chętnie zrzucę z Ciebie odzień
Tyś niewiasta, a ja tonę w Twej urodzie
tęczowymi oczyma zaszczycasz moje co dzień
wspomnienia tego nie oddam komu innemu
urodą oszałamia, zjawiskowa Wenus
wtedy skradałaś je, skradłaś serce
od tamtej chwili znaczysz dla mnie więcej
jednak uczucie me przed Tobą chowa się
a serce w ukryciu dla Ciebie bije
w obecnym rozdziale jesteś moim życiem

napotkałaś zagubiony mój wzrok
czuje jakbyś patrzyła w głąb duszy
uczucie to intymne, prędko nie odejdę stąd
widzisz na policzku mym rumieniec zawitał
już chcę tłumaczyć ten stan rzeczy cicho wzdycham
a Ty kładziesz palec na mych ustach, konsternacja
mojej twarzy odbija się w Twych źrenicach lustrach
co zrobisz teraz? poczniesz co?
zaskakujesz w pełni, dotknęłaś mych warg swymi
nie wiem co myśleć mam, cóż czynić?
w głębi cudownych uczuć wezbrała fala
me serce znowuż bije, chwili tej chwała!
niegdyś w bezruchu zastygło, bo kochać chciało
podaruj miła uczucia talon
lecz ów osoby chętnej do podarku nie było
więc istnieć przestało
dzięki Tobie na duchu zdrowym
mej duszy stan odrodzony

w sedno Twych barwnych patrzę oczu
prosze, mą miłość poczuj
przechwyć jej subtelne brzmienie
jestem jeden, cały dla Ciebie
rękoma objąłem ciało w talii
czuję delikatnych włosów aksamit
przywarliśmy jeszcze siebie bliżej
kocham parę oczu tychże
smutek i żal w niepamięć odeszły, bowiem..
erosu wybiła era, wargami obiema
koleżeńską granicę zacieram
 

tuwim
 
Gdy dotykam Twoich bioder
Czuję się jak bym był rodem
Z piekła.
Choć ten anioł nie ma skrzydeł,
To uważam, żebyś z sideł
Moich nie uciekła.

Duszno, parzy, ciało płonie,
A myślami swymi gonię
Nieba.
Pot nam skrapla się na skórze,
A w takiej temperaturze
Więcej nie potrzeba.

W labiryncie naszych jęków,
Odnajduję kod dostępu.
Padam!
Dlaczego ja Ci to robię,
Pytasz, czekasz na odpowiedź.
Ja nie odpowiadam…

(13:39)            4 września 2012


Hips_and_long_leg.jpg


artwork_images_423969340_366839_ruth-bernhard.jpg
 

blog-sex
 
Miałam kilka celów wysyłając około godziny 14 wiadomość do Pana A. Zrobiłam to aby Go zaskoczyć, zdziwić, zbulwersować, podniecić, zniesmaczyć, zakłopotać i rozpalić do czerwoności. Już samo wyobrażenie sobie Jego miny, Jego wykrzywionych ust, zwężających się źrenic, przyspieszającego oddechu i nerwowo trzęsących się dłoni powodowało, że moja krew krążyła szybciej a na karku czułam rozkoszne mrowienie. Wiedziałam, że się zdenerwuje, zdawałam sobie sprawę, że wstrząsnę Nim do głębi ale nie obchodziło mnie to! Dziś chciałam inaczej. Dziś miałam być kimś innym niż dotychczas, chciałam wyłamać się z postawionej mi przez Niego roli. Potrzebowałam zmiany, chwilowej, krótkiej, mało znaczącej i właśnie to zakomunikowałam mu popołudniowo - pikantno - erotycznym smsem.

“Dziś to ja zerżnę Twoją dupę nie zwracając najmniejszej uwagi na Twoje kwilenie i błagalny wzrok. Tym razem to Ty będziesz Moim Sługusem, Moją Dziwką, posłusznie wykonującą moje polecenia.”



Właściwie od Naszego pierwszego spotkania wiadomo było kto dominuje. Nie było wątpliwości co do tego, że to On jest Panem, dojrzalszy, bardziej inteligentny, mroczny, nieodkryty, nieokiełznany, obdarzony niesamowitą zdolnością przewracania ludzkiego życia do góry nogami wdzierając się przy tym w najciemniejsze zakamarki umysłu. Moim zakręcił, wymieszał, wydrążył w nim ciasne tunele, rozgrzebał moją duszę, ciało i rozum. Podarowałam mu siebie, oddałam mu swoje serce, nie oczekując niczego w zamian. Świadomość, że należę do Niego, że ten mężczyzna pragnie właśnie mnie, była tą najbardziej pokrzepiającą. Rozpalał mnie tak jak jeszcze nigdy żaden facet. Dopóki Go nie poznałam, nie sądziłam, że jestem zdolna do odczuwania tak silnych uczuć, tak potężnej dawki emocji nie dostałam nigdy od nikogo. To o Nim śniłam, masturbując się myślałam tylko o Jego dłoniach, On był moimi palcami, towarzyszył mi przy wykonywaniu każdej, najmniejszej nawet czynności. Czułam Jego obecność, nie dawał o sobie zapomnieć, stając przed oczyma wyobraźni każdej godziny dnia i nocy. Nasz seks zawsze był dziki, emocjonujący i zwierzęcy. Oboje czuliśmy się ze sobą dobrze, otwierając się na wszelkie doznania, eksperymenty i pomysły. Nie wiemy czym jest tabu, w łóżku nie znamy słów "nie można", "nie wolno", "nie powinno się" czy "nie wypada". Jednak scenariusz: "On Pan, Ona Jego Służebnica" był niezmienny. To silny mężczyzna, mający ogromną potrzebę dominowania, bycia wyżej, nad kimś, lubi rządzić, jest władczy, męski i nie znosi sprzeciwu. Nie wiedziałam, że i mnie to podnieca. Dopiero spotkanie A. otworzyło mi oczy i uświadomiło gdzie jest moje miejsce. Lubię być Dziwką, Szmatą, Kurwą, Służebnicą, Poddaną swojemu Panu i wykonującą Jego każde, najdziwniejsze nawet polecenie bez zająknięcia. Byleby tylko nie narazić się na srogi gniew i jeszcze bardziej srogą karę...

Wieczorem czekając na Jego powrót zupełnie nie myślałam o tym co stanie się za chwilę. Nie chciałam planować, od pierwszej do ostatniej minuty tworzyć wizji tego co zrobię, co z Nim zrobię, co JEMU zrobię. Uznałam, że to pozbawi mnie przyjemności z oczekiwania, chciałam być jak najbardziej naturalna, przekonywująca i prawdziwa. Wiedziałam jednak, że tym razem to ja będę górą, to ja będę władcza, silna, mocna, dominująca i mająca swoje zachcianki, które będzie musiał spełnić bez mrugnięcia okiem. Ach, jak mocno podniecała mnie świadomość, że tym razem to On nie będzie miał nic do powiedzenia, że będzie Moim Psem, zeszmacę Go, pozbawię godności, zbrukam, ubrudzę i poniżę. Sięgnęłam dłonią między uda. Ciągnąca się za moim palcem nitka śluzu jednoznacznie potwierdziła jak mocno jestem napalona, rozgrzana i gotowa na Jego przyjście. Wiedziałam, że się pojawi, wiedziałam, że przyjdzie, nie mógł odmówić sobie poznania czegoś nowego, odkrycia kolejnej strony mojej osobowości, wiedząc przy tym, że moim celem jest dostarczenie mu największych przyjemności, doprowadzenia Go do ekstazy jakiej nie miał jeszcze okazji doświadczyć. Dzwonek do drzwi. Serce podskoczyło mi do gardła, czułam jego bicie w skroniach a dłonie miałam mocno spocone. Wdech, wydech, przeciągnięcie ramion, poprawienie włosów i dalsze oczekiwanie w napięciu. Słyszę przekręcanie klucza w zamku i otwieranie drzwi. Widzę Jego postać, porusza się powoli, majestatycznie ale widzę w Jego ruchach niepewność. Czuję strużkę lubrykantu cieknącą po moim pełnym, kształtnym i białym udzie…

-Witaj Najdroższy, dobry wieczór. Czekałam na Ciebie. – Sama byłam zaskoczona pełnym brzmieniem mojego głosu, jego stanowczością i pewnością. Patrzę w zielone oczy Mojego Pana, mężczyzny, który samym wzrokiem potrafi dać mi do zrozumienia, że mam klęknąć, wypiąć się, wycałować stopy, masturbować się tak jak stoję, siedzę, nie zwracając uwagi na okoliczności, moje samopoczucie czy humor. Widzę w nich coś dziwnego, po raz pierwszy widzę w nich obawę. Dziś On się mnie boi. Z tym przeświadczeniem mogę przystąpić do swojego dzieła…

Jednak A. nie byłby sobą gdyby całkowicie mi się poddał. W ułamku sekundy znalazł się przy mnie, nos w nos, składając na moich ustach namiętny, zachłanny, soczysty i drapieżny pocałunek. Swoją dłoń skierował na moje podbrzusze szybko zmierzając między nogi. Właśnie tego się obawiałam, Jego siła może mnie stłamsić, zmiąć, istnieje prawdopodobieństwo, że nie będę potrafiła Mu się przeciwstawić, że znów zrobi ze mnie swoją Niewolnicę. Nie mogłam do tego dopuścić, nie dzisiejszego wieczora, postanowiłam być konsekwentna. Chwyciłam Jego rękę, mocno wykręciłam nadgarstek, nie pozwalając mu dotknąć swojej nabrzmiałej i mokrej cipki. Nie spuszczałam z Niego wzroku, wiedział doskonale o tym, że oczy są moim fetyszem i każdy ich ruch, każda iskra, zamglenie czy zmiana zostanie przeze mnie dostrzeżona. Tego się na pewno nie spodziewał. Dźwięk uderzenia otwartej dłoni w mój policzek rozniósł się echem po całym przedpokoju. –Ty kurwo!- Wysyczał przez zaciśnięte zęby. – Tak się nie będziemy bawić. Moja przygryziona warga, szyderczy uśmiech i szalone oczy jeszcze bardziej Go rozjuszyły. Na swoim udzie czułam Jego twardego kutasa, naprężonego, ogromnego i pulsującego. Chwycił mnie mocno za głowę, silnie szarpnął za włosy sprowadzając na dół. W tej sytuacji naturalne byłoby to gdybym klęknęła i zajęła się Jego męskością wpychając ją sobie głęboko, aż po same jądra, do gardła. Ale powtórzę raz jeszcze – nie dzisiejszego wieczora. Wyswobodziłam się z uścisku i szybkim krokiem udałam się do sypialni. Nie dane mi było długo czekać, pojawił się zaraz za mną. Z nagim torsem, rozognionym spojrzeniem i ciężko dyszący. – Wyrżnę Cię tak, że przez najbliższe dni nie usiądziesz na dupie. Lepiej się zastanów nad tym co robisz, bo kara będzie bolesna, okrutna i bądź pewna, że nie będę delikatny. – Widziałam, że nie żartuje, Jego głos jednak drżał a to dodało mi otuchy i pewności. – Lepiej skończ tą farsę, zniż się do tego poziomu na którym powinnaś aktualnie się znajdować, połóż się na podłodze i wyliż moje stopy. Natychmiast.

-Chciałam po dobroci, nie chciałam uciekać się do sposobów rodem z tanich filmów XXX ale nie pozostawiasz mi wyboru… - Po tym słowach zgrabnym ruchem popchnęłam Pana A. na łóżko, siadając na Nim okrakiem, unieruchamiając tym samym wijące się ciało. Pocałunek w czoło, którym został przeze mnie obdarowany był tak wspaniale kłócący się z tym co zamierzałam z Nim zrobić, że aż uśmiechnęłam się w duchu. – Przypnę teraz Twoje nadgarstki kajdankami do obręczy łóżka, radzę Ci się nie ruszać, bo będzie bolało. – Usłyszałam syknięcie gdy zimny metal dotknął delikatną i gorącą skórę rąk. Wstałam, stanęłam obok łóżka i podziwiałam z wysoka swoje dzieło. Idealnie komponował się z ciemną pościelą, taki jasny, niewinny, potulny, do mojej dyspozycji, skazany na wszelką łaskę i niełaskę.

-Masz się nie ruszać, leżeć spokojnie, nie wydając z siebie najcichszego dźwięku, westchnienia, sapnięcia czy głośniejszego oddechu. Nieruchomo, jasne? – Pokiwał głową a w Jego oczach malowała się ciekawość, uznanie i przejęcie. – Jestem Twoją Panią, Ty Moją Dziwką, takie role przypisałam Nam na dzisiejszą noc. – Wyszeptałam mu to wprost do ucha przygryzając całkiem mocno jego płatek. Jednym zamaszystym ruchem pozbyłam Go spodni, ściągnęłam bokserki… - No no, Mój Drogi, tak wielkiego Cię jeszcze nie widziałam. Czyżbyś i Ty marzył o tym aby kobieta Cię zeszmaciła, zgwałciła i poniżyła?! - Nie czekałam na odpowiedź, dobrze widziałam, że jest podniecony do granic możliwości, Jego sterczący gruby kutas odpowiadał za Niego. Kucnęłam nad nim, pozwalając żeby sam czubek muskał moją łechtaczkę. To była dla A. prawdziwa tortura, nie mógł pchnąć, poruszyć się, nabić mnie na siebie i wyrżnąć tak jak to miał w zwyczaju, bez ceregieli i gier wstępnych. Poruszałam zmysłowo tyłeczkiem, od czasu do czasu delikatnie opadając aby sam koniec penisa znalazł się między wargami. Masturbowałam się Jego męskością, podczas gdy On mógł tylko leżeć i patrzeć, skuty, bezbronny i nieruchomy. Szeroko rozchyliłam nogi, każąc Mu obserwować ociekającą sokami cipkę, raz za razem zgarniając nektar dłonią, oblizując i wąchając palce.

-Rozłóż nogi. – Powiedziałam, zsiadając z niego. – Szerzej, najszerzej jak tylko dasz radę. – Położyłam się tak aby dokładnie na wysokości twarzy mieć Jego krocze. – Ugnij nogi w kolanach i szerzej mówię! – Byłam odrobinę podirytowana opieszałym wykonywaniem moich poleceń. Jednakże widok drąga w całej okazałości i malutki, tylni otworek, kurczący się i ciasny zrekompensował mi wszystko. Zaczęłam od jego masowania, zwilżyłam śliną palce i ugniatałam, dotykałam, poklepywałam tą pomarszczoną dziurkę. Dzielnie nie poruszał się, nie jęczał, przymknął oczy i z pokorą poddawał się moim rozkosznym torturom. Nie zaprzestając masażu, drugą dłonią poruszałam wzdłuż trzonu twardego kutasa Pana A. Obciągałam mocno, stanowczo, silnie i bez przystanku. Prężył się pod moją dłonią, pulsował, podziwiałam go, jego majestat, wielkość i grubość. Wsunęłam wskazujący palec w zwartą dupę Mojej Dziwki. Jęknął. Zignorowałam to, zachwycając się momentem, posuwam mężczyznę analnie, rozdziewiczam Jego odbyt przy okazji zręcznie obrabiając mu sterczącą pałę. Te doświadczenia były tak silne, że niemal doprowadziły mnie do orgazmu. Wsunęłam penisa do buzi, nie przestając kręcić kółeczek palcem w Jego tyłku. Łapczywie i zachłannie go ssałam, oblizywałam, wpychałam do samego gardła co spowodowało, że pociekły mi łzy. Nie zważając na to uderzałam się po policzkach, po języku, zgrabnie i z wyczuciem doprowadzając Go tym samym prawie na sam szczyt rozkoszy. W ostatnim jednak momencie przerwałam pieszczoty. Wyciągnęłam palec i dałam mu do oblizania. Skrzywił się ale posłusznie wykonał rozkaz. Rozchyliłam mocno pośladki, dziurka w tyłku zrobiła się nieco szersza po tym jak sforsował ją mój palec. – To dobrze - pomyślałam sobie - będzie mniej bolało…

Ja sama byłam na skraju, w tym stanie wystarczyłoby mi niewiele aby osiągnąć pełne spełnienie. Powtórnie Go dosiadłam, tym razem jednak byłam odwrócona do Niego plecami. Kutasa umieściłam między pośladkami i usiadłam na nim. Syk, który wydobył się z ust A. był głośny, za głośny… - Prosiłam Cię kurwa, mówiłam, że masz zamknąć pysk i nie ważyć się wydać z siebie dźwięku. Nie posłuchałeś. – Wizja kołacząca się w mojej głowie spowodowała, że gwałtownie przyspieszyłam wciąż przecież ujeżdżając sterczącego penisa. Uwielbiam zabawy analne, zawsze dostarczają mi niewysłowionych przyjemności. Podskakiwałam, wysuwałam go z siebie aby zaraz potem z impetem opaść, zataczałam tyłkiem koła, ocierałam się o niego, penetrował mnie głęboko, wypełniając ciasną dziurkę po brzegi. Był silny, nie współpracował ze mną biodrami, nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak ciężkie i męczące to dla Niego było. Ale nie współczułam Mu, spełniałam się w swojej nowej roli, bardzo mi ona odpowiadała i pasowała. Moje szybie ruchy bioder i kilkakrotne uciśnięcie łechtaczki spowodowały, że chwilę później moim ciałem wstrząsnęły orgazmowe dreszcze a ja trzęsąc się i jęcząc nie wypuszczałam jeszcze penisa z mojego tyłka. Otulałam go ciasno, pozwalając na to aby poczuł każdy skurcz, każde spięcie ścianek odbytu, każdy, najmniejszy jego ruch. Po raz drugi tej nocy masturbowałam się swoim mężczyzną, tym razem aż po sam szczyt. Z głośnym mlaśnięciem wysunął się ze mnie a ja ręką sięgnęłam do nocnej szafki stojącej u wezgłowia łóżka. Otworzyłam górną półkę i wyciągnęłam z niej… Strap-ona. Mina mojego lubego nie do opisania, przerażenie malujące się w Jego oczach było jawne, nie umiał tego ukryć. –Błagam, tylko nie to, proszę, pppalec byłem w stanie przyjąć aale tto? – Jąkanie było zapewne wynikiem strachu, jeszcze bardziej mnie podkręcała świadomość, że Jego gardło jest mocno ściśnięte. – Ppproszę, nie rób mi tego, zrobię wszystko, przecież to nawet się we mnie nie zmieści, nie da rad… - Zamilkł, zamykając oczy i starając się uspokoić oddech. Pogłaskałam go po głowie, po twarzy, zrobiłam delikatny masaż sutków, sprawiając, że i one nabrzmiały i zrobiły się sterczące. Chciałam żeby się odprężył, zrelaksował, nie zależało mi bowiem na tym aby być dostarczycielką bólu i nieprzyjemności. Nieubłaganie jednak zbliżałam się ku dołowi ciała… Wylądowałam w tej samej pozycji co poprzednio, krocze miałam na wysokości oczu. Kładąc dłonie na udach, rozchyliłam nogi i przystawiłam język do anusa Mojego A. Lizałam go, wsuwałam się w niego, najpierw sam czubek, później całą długość, kręcąc i wiercąc nim na wszystkie strony. Ciężko dyszał a Jego penis wyglądał tak jakby zaraz miał wystrzelić… Nie mogąc czekać dłużej, zapięłam strap-on na biodrach, nasmarowałam go grubą warstwą przygotowaną wcześniej oliwką, przystawiłam do otworku i… pchnęłam. Z całych sił, z impetem wchodząc w męską dupę, po samą nasadę. Nie hamował się, krzyczał w niebogłosy, jęczał, dyszał, wił się jak oparzony czując jak Go rozpycham, jak gwałcę, jak zabieram mu dziewictwo, nie pytając o pozwolenie. Posuwałam faceta, taaak, to od zawsze było moim marzeniem, moją niespełnioną dotychczas fantazją, głęboko skrywaną perwersją. Wbijałam się w Niego z pełną mocą, nie zwracając uwagi na opór jaki stawiał mi kurczący się odbyt. Jednocześnie moje dłonie powędrowały na bordowego penisa, który swoim wyglądem aż dopraszał się by się nim zająć. Pośliniłam dłonie i zaczęłam obciągać. Pewnie, stanowczo, ugniatałam, masowałam, uciskałam i gniotłam sterczącą pałę. Nie byłam delikatna. Rżnęłam Go dziko w dupę, więc i obciąganie musiało być treściwe. Wystarczyło kilka ruchów, poczułam jak skamieniał, penis zrobił się purpurowy i strzelił. Nigdy nie widziałam tak wielkiej ilości spermy. Wylewał z siebie litry nasienia, obryzgując i chlapiąc wszystko dookoła jęcząc przy tym jak zarzynane zwierzę. Orgazm wydawał się nie mieć końca, nieco zwolniłam ale wciąż penetrowałam Jego dupę. Uspokoił się dopiero po dłuższej chwili, ja także zupełnie się zatrzymałam, wysunęłam się z Niego i odpięłam strap-ona. Wyswobodziłam ręce z kajdanków, brzuch wylizałam do czysta ze spermy, rozkoszując się jej smakiem i zapachem. Bałam się tego co teraz nastąpi, już po wszystkim. Bałam się, że może mnie odtrącić, odrzucić, co gorsza, spakować się i wyjść. Obawy zupełnie bezpodstawne. W momencie, gdy miał możliwość swobodnego poruszania rękami, wziął mnie w ramiona, mocno przytulił do siebie i wyszeptał do ucha: - To było niesamowite przeżycie, dziękuję Ci za nie Moja Pani. – Nie potrzebowałam więcej słów, Jego bliskość, dotyk, trzymanie głowy na Jego torsie było największą nagrodą. Zasnęliśmy niemal natychmiast, kurczowo się obejmując…
 

blog-sex
 
Nienawidzę poniedziałków -pomyślałam leżąc rano na łóżku. Moja koszulka nocna była cała mokra od potu, bo sierpniowe upały już od dłuższego czasu dawały się we znaki. Męża w domu już nie było, ponieważ wstaje do pracy dużo wcześniej niż ja. Jest architektem i narzeka, że ma ostatnio "urwanie głowy" ze zbyt dużą ilością zleceń na raz. Wstałam, zaparzyłam sobie kawę, a jej aromat sprawił, że nabrałam trochę chęci do życia. Na śniadanie zjadłam dwie kanapki z żółtym serem, potem szybki prysznic i do pracy...

Nudna praca sekretarki, w nudnej firmie produkującej odzież roboczą. Po studiach miałam problem ze znalezieniem pracy, dlatego byłam zmuszona przyjąć tę posadę.
- Niska pensja, ale lepsza taka praca, niż żadna.

Siedziałam przed monitorem komputera mechanicznie wklepując dane, a stukot klawiatury wprawił mnie w hipnotyczny trans. Nagle z rytmu wybił mnie dźwięk mojego telefonu komórkowego. Dzwonek imitujący rechotanie żab...
- Co mnie podkusiło, żeby ustawić sobie coś takiego?
Na wyświetlaczu przeczytałam, że dzwoni mąż.
- Cześć Krzysiu, co tam? -powiedziałam.
- W sumie to... nic takiego. Chciałem Ci tylko powiedzieć, żebyś nie czekała na mnie z obiadem. Mam bardzo dużo pracy i nie wiem, o której wrócę -odparł.
- Ok, już zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że ostatnio ciągle nie ma cię w domu.
- Nic na to nie poradzę, praca to praca. Cześć -odparł lakonicznie i rozłączył się.

Akurat w pokoju była moja szefowa Alicja. Stała przy regale i przeglądała jakieś dokumenty. Czarne, krótkie włosy, piwne oczy, bardzo zadbana, ubrana w elegancki szary kostium, tak zwana "rycząca czterdziestka".
- Znowu go nie będzie? -zapytała szefowa z utkwionym we mnie, pełnym zrozumienia wzrokiem.
- Tak. Już od dłuższego czasu praca jest dla niego na pierwszym planie. Ostatnio prawie w ogóle się nie widzimy -odparłam. - Jesteśmy ze sobą już sześć lat i bardzo go kocham, ale trudno mi jest pogodzić się z tym, że ciągle siedzę w domu sama -dodałam.
- To nie wróży nic dobrego. Mój mąż -były mąż też rzadko pojawiał się w domu. Pewnego dnia nie pojawił się wcale. Po trzech dniach raczył powiadomić mnie telefonicznie, że odchodzi do innej. Palant -powiedziała szefowa i spuściła wzrok na podłogę. Po kilku minutach Alicja poszła do swojego gabinetu.

Nagle do pokoju wparowała Agnieszka moja najlepsza przyjaciółka, która pracuje w dziale marketingu. Moja rówieśniczka -dwadzieścia siedem lat, gęste, proste włosy do ramion w kolorze miodowy blond, długa grzywka lekko zakrywająca duże orzechowe oczy, sylwetka zaokrąglona tu i ówdzie. Zawsze pogodna, wesoła, lekko "postrzelona", uwielbia zmieniać facetów jak rękawiczki.
Z wypiekami na twarzy wpadła podzielić się ze mną "cudowną" nowiną, że do jej działu przyjęli nowego pracownika -młodego, przystojnego Adriana.
- Mówię ci, jest boski. Bardzo chciałabym go poznać -powiedziała Agnieszka z wyraźną nutą podniecenia w głosie. - Jest wysoki, kasztanowe, kręcone włosy i niebieskie oczy. A na dodatek, jest nieźle zbudowany.
- No, to trafił ci się niezły kąsek -powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Tak, szkoda tylko, że sprawia wrażenie takiego cichego i nieśmiałego. Z tym swoim rozmarzonym wzrokiem przypomina raczej artystę, który szuka swojej muzy. A może to tylko pozory? Najważniejsze, że nie ma obrączki na palcu -dodała.

Podczas przerwy postanowiłyśmy zjeść obiad w pobliskiej restauracji „ Meksyk". Przytulne, ciepłe, czerwono -żółte wnętrze, z mnóstwem kaktusów poustawianych w każdym kącie na podłodze i słomkowych kapeluszy zawieszonych na ścianach. Usiadłyśmy przy małym, dwuosobowym stoliku nieopodal okna i zaczęłyśmy przeglądać menu.
- Na co masz ochotę? -zapytała Agnieszka.
- Na schabowego z ziemniakami i kapustą -odparłam z lekką nutką ironii.
- No, przestań. Czasami trzeba spróbować czegoś nowego. Ja lubię urozmaicenie.
- Wiem coś o tym; dzisiaj blondyn, jutro brunet, a pojutrze łysy "kark" -odparłam z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Ty okropna, monogamiczna babo, nie wiesz co tracisz.
- Co w końcu bierzesz? Ja mam chęć na chili con carne -mięso z fasola, cebulą, papryką i pomidorami -powiedziała Agnieszka.
- Dobra, to ja wezmę tortille z serem. Podobno całkiem smaczne, tylko wypala gardło.

Po chwili podeszła do nas kelnerka i złożyłyśmy zamówienie. Do picia poprosiłyśmy białe, wytrawne wino. Na sali siedziało tylko kilka osób, więc swobodnie mogłyśmy sobie rozmawiać.
- Wiesz, ostatnio mój zegar biologiczny daje o sobie znać -powiedziałam.
- A co, umierasz?
- Bardzo śmieszne. Coraz bardziej odczuwam potrzebę posiadania dziecka. Taka mała cząstka mnie samej do kochania -dodałam.
- A co na to Krzysiek?
- Ostatnio, jak go pytałam, to stwierdził, że nie dojrzał jeszcze do bycia ojcem.
- Ciekawe, kiedy dojrzeje? Może jak będzie miał czterdziestkę na karku?

Obie zamyśliłyśmy się przez krótką chwilę, a potem zaczęłyśmy lustrować otoczenie. W tym momencie podeszła do nas kelnerka z pysznie wyglądającym, aromatycznym jedzeniem.
- Mniaaamm... -zamruczałam jak kotka.
- Ewka, ty przynajmniej masz stabilną sytuację, a ja muszę ciągle polować. Ostatnio, byłam na randce z takim jednym "brumburakiem". Zabrał mnie na romantyczną kolację do baru, w którym podają fast food. Na dodatek sama musiałam za siebie zapłacić. O zgrozo. Czy on naprawdę myślał, że w ten sposób zrobi na mnie dobre wrażenie? -powiedziała Agnieszka.
- Ja nie uganiałam się za facetami, a jakoś nigdy nie narzekałam na brak powodzenia. Może oni czują się przez ciebie osaczeni? -zapytałam.
- Gdybym wyglądała tak jak ty, to też miałabym spore powodzenie. Ty jesteś wysoka, szczupła, masz duży biust, długie, czarne, kręcone włosy i niebieskie „kocie” oczy -odparła Agnieszka.

Od czasu do czasu spoglądałam na gości siedzących przy stolikach. Zauważyłam, że od dłuższego czasu patrzy w naszą stronę jakiś młody mężczyzna.
- Aga, pod ścianą, przy stoliku siedzi jakiś facet i gapi się ciągle tutaj -powiedziałam.
Agnieszka odwróciła się na chwilę, a potem prawie podskoczyła na krześle.
- To właśnie Adrian -powiedziała podekscytowana z wypiekami na twarzy. - Powiedz mi jak powinnam go poderwać?
- Proponuję jakoś subtelnie.
- To, znaczy jak?
- Rusz mózgownicą, głupia nie jesteś.

Skończyłyśmy posiłek i uregulowałyśmy rachunek. Wstałyśmy od stolika i pomału kierowałyśmy się w stronę wyjścia. Przechodząc niedaleko Adriana, odruchowo spojrzałam na niego.
- Boże, ale on jest przystojny.
Nasze oczy spotkały się. Jego przenikliwy, tajemniczy wzrok wdarł się głęboko w moje wnętrze. Omiótł spojrzeniem moją twarz, piersi, biodra i nogi. Poczułam jak od czubków palców aż po czubek głowy przechodzi przeze mnie dziwny dreszcz. Nagle zrobiło mi się gorąco i wilgotno między udami. Nie mogłam uwierzyć, że obcy facet tak na mnie działa. Adrian odprowadził mnie wzrokiem aż do drzwi restauracji. Wróciłyśmy do pracy, każda z nas do swoich zajęć.

Wieczorem postanowiłam położyć się wcześniej spać. Krzyśka jeszcze nie było. Dość szybko usnęłam. Przez sen poczułam, że ktoś mnie dotyka. Czyjeś ręce błądzą po moim ciele, pod koszulką nocną. Otworzyłam oczy i zobaczyłam męża pochylonego nade mną. Poczułam intensywny odór alkoholu i papierosów.
- Piłeś -powiedziałam.
- Tylko trochę. Po pracy trzeba się rozluźnić. Mam na ciebie straszną ochotę.
- Zawsze jak jesteś pijany, to masz ochotę, a na trzeźwo, to nigdy nie masz dla mnie czasu. Daj mi spokój, chcę spać.
- Jesteś moją żoną, należy mi się -mówiąc to, zadarł mi do góry koszulkę i położył się na mnie. Zaczął zachłannie całować, wciskając swój język w moje rozchylone usta. Dłońmi miętosił moje piersi. Odwracałam głowę w każdą stronę i próbowałam go z siebie zrzucić.
- Przestań! -krzyknęłam.
- Masz mi się oddać i koniec -odparł.
Siłą rozłożył mi nogi i wszedł we mnie, praktycznie, bez żadnej gry wstępnej. Poczułam ból -byłam zbyt sucha. Napierał i cofał się, napierał i cofał, i jeszcze raz, i kolejny. Robił to, tak mechanicznie, beznamiętnie. Zależało mu tylko na tym, aby jak najszybciej zaspokoić własną potrzebę. Nie znosiłam, kiedy uprawiał ze mną seks, w taki sposób. Po wszystkim zszedł ze mnie, odwrócił się plecami i usnął.


Następnego dnia Agnieszka wpadła do mojego pokoju niczym torpeda.
- Wczoraj, wieczorem wyskoczyłam z Adrianem do pubu -oznajmiła z dumą w głosie.
- Poderwałaś go w miarę subtelnie? -zapytałam.
- Jeszcze jak. Podeszłam do niego i zapytałam czy miałby ochotę umówić się ze mną na drinka.
- Tak, rzeczywiście byłaś bardzo subtelna. Jak było?
- Nieziemsko. Rozmawialiśmy na wiele ciekawych tematów. On jest taki inteligentny, wszechstronnie utalentowany i ma własną łódź. Już widzę siebie na tej łodzi, jak pływamy razem po jeziorze w blasku zachodzącego słońca.
- Aga, nie przesadzaj. Nie angażuj się tak szybko, bo znowu się sparzysz. Pewnie za tydzień stwierdzisz, że to nie jest ten jedyny.
- To, na pewno ten, jest idealny. Zdradził mi, że na prawej łopatce ma wytatuowanego czerwonego smoka. Opowiadał, że jak był nastolatkiem uczęszczał do klubu karate "Red Dragon". Ma czarny pas i jest cholernie męski -stwierdziła.
- Wiesz, jestem trochę zdziwiona, bo mój Krzysiek też ma taki tatuaż i kiedyś należał do tego klubu.
- Może znają się?
- Muszę zapytać w domu Krzysia. A jak Adrian ma na nazwisko? -zapytałam.
- Stanisławski.

Po pracy postanowiłam wrócić do domu spacerując przez ogromny park. Cisza, spokój, prawie nie ma ludzi, można sobie odetchnąć. Szłam bardzo wolno, lekko powłócząc nogami. Dół mojej białej, cienkiej, prawie przeźroczystej sukienki delikatnie powiewał na wietrze. Długie, ciemne loki, otulające z obu stron pełne piersi poruszały się sprężyście przy każdym moim kroku. Pogrążona we własnych myślach nie zauważyłam, że w moim kierunku nadciągają ciemne, kłębiaste chmury zwiastujące burzę. Nagle pojedyncza, zimna kropla deszczu wyrwała mnie z otępienia. Zrobiło się bardzo ciemno, a wiatr przybrał na sile. Głośny huk i zobaczyłam jak błyskawica przeszywa niebo. Od dziecka bardzo bałam się burzy, dlatego z "duszą na ramieniu" zaczęłam gorączkowo szukać bezpiecznego schronienia. W oddali dostrzegłam białą altanę i nie namyślając się długo zaczęłam biec w jej kierunku, co sił w nogach. Po paru sekundach byłam już przy kamiennych schodach. Wbiegłam na nie, a pech chciał, że jeden ze stopni był bardzo śliski, przez co straciłam równowagę. Przewróciłam się na kolana, zdzierając sobie przy tym skórę aż do krwi. Tępy ból sprawił, że nie byłam w stanie się podnieść.
- Cholera! -krzyknęłam głośno.
- Dlaczego zawsze musi mi się coś przytrafić?

W tym momencie poczułam jak czyjeś dłonie zaciskają się na moich ramionach i ciągną mnie do góry. Kiedy stałam już na nogach, ten ktoś zaciągnął mnie pod altanę.
-Jestem Adrian, pracujemy w tej samej firmie.
-Wiem, widziałam cię, jestem Ewa.
Zapadła między nami cisza. Mierzyliśmy mnie wzrokiem. Miał na sobie białą koszulkę i jasne spodnie „bojówki”. Zauważyłam jak napinają mu się mięśnie szczęki i rozszerzają źrenice. Byłam lekko roztrzęsiona, a on podszedł i niespodziewanie objął mnie swoim ramieniem. Ten nagły, bliski kontakt fizyczny bardzo mnie zaskoczył, ale nie odsunęłam go od siebie. Czułam jak dziwnie drży. W tym momencie przypomniałam sobie to, co mówiła Agnieszka o jego tatuażu z czerwonym smokiem. Zapytałam go wprost:
- Wczoraj byłeś na drinku z moją przyjaciółką i opowiadała mi, że masz na prawej łopatce tatuaż ze smokiem.
- Tak, mam -mówiąc to uśmiechnął się do mnie.
- Mój mąż ma taki sam. Znasz może Krzyśka Mrozowskiego?
Nagle zamarł w bezruchu i nie wydobył z siebie żadnego słowa.
- Co ci jest? -zapytałam.
W tym momencie odsunął się ode mnie, odwrócił na pięcie i wybiegł z altany, znikając gdzieś w oddali.


Gdy burza ucichła ruszyłam dalej parkiem w kierunku domu. Przeszłam przez ulicę i mijając pobliską restaurację stanęłam jak wryta. Zauważyłam znane mi krótkie, blond włosy, niebieskie oczy, smukły kształt postaci, duże dłonie, ściskające czule inną dłoń, znacznie mniejszą i bardziej delikatną. Zgięłam się w pół, czując ból jakby ktoś kopnął mnie w brzuch. Brakowało mi tchu i myślałam, że zaraz się uduszę. Do oczu napłynęły mi łzy. Mój mąż siedział w restauracji z jakąś blondyną, ściskając ją za rękę i patrząc jej głęboko w oczy. Nagle pochylił się w jej kierunku i mocno wgryzł w jej pełne, czerwone wargi. Tego było już za wiele. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Musiałam dowiedzieć się kim jest ta kobieta i czego chce od mojego męża. Przekroczyłam próg restauracji i zaczęłam wolno iść w stronę stolika, przy którym siedzieli. Nogi miałam jak z waty i zaschło mi w gardle. Na mój widok twarz Krzyśka przybrała kolor purpury, a oczy prawie wyszły mu na wierzch.
- Kim jest ta kobieta? -zapytałam.
- To moja klientka -odparł Krzysiek.
- Klientka? Kochanie, znasz tą panią? -zapytała blondynka.
Krzysiek zaniemówił, nie wiedząc co odpowiedzieć. Mocno wzburzona kobieta utkwiła we mnie swój wzrok.
- Czego pani chce od mojego chłopaka? -zapytała.
- Widzę, że mój mąż nie raczył poinformować cię, że jest żonaty , od sześciu lat.
- Krzysztof, to prawda? Jesteś żonaty? Powiedz coś.
- Aniu, ja ci potem wszystko wyjaśnię -odparł Krzysiek.
- Ty, jej wyjaśnisz? A co ze mną? -zapytałam.
Nic nie odpowiedział, tylko siedział jak „słomiana kukła”. Starałam się, jakoś, powstrzymać napływające do oczu łzy, ale nie dałam rady. Wybiegłam stamtąd, potrącając przy drzwiach kelnera, który spojrzał się na mnie, jak na idiotkę. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec.

Biegłam przed siebie ulicą, nie zwracając uwagi na nic, i na nikogo. Potok łez zalewał mi twarz, a w uszach słyszałam szybkie kroki, które sprawiały wrażenie, że ktoś biegnie za mną. Zatrzymałam się w najbliższym zaułku i zaczęłam głośno płakać. Nagle usłyszałam za plecami:
- Nie płacz. On nie jest ciebie wart. To kawał drania.
Adrian podszedł do mnie tak blisko, że czułam ciepło jego przyśpieszonego oddechu na twarzy.
- A ty, skąd to wiesz? Co ty, właściwie, ode mnie chcesz? Dlaczego za mną pobiegłeś? -zapytałam.
- Ja, tylko chcę pomóc. Jeśli uważasz, że się narzucam, to odejdę.
- Nie, zostań. Przepraszam.
- W porządku. Co zamierzasz teraz zrobić? -zapytał.
- Chcę wrócić do domu.
- Chodź, odprowadzę cię.


Przez całą drogę, nie zamieniliśmy ze sobą żadnego słowa. Adrian, co jakiś czas, spoglądał na mnie ukradkiem. Pod drzwiami podałam mu rękę, podziękowałam i weszłam do środka. Czułam, że muszę uspokoić skołatane nerwy. W głowie miałam mętlik i nie wiedziałam, co będzie dalej z moim małżeństwem. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Poczułam ulgę, kiedy gorąca woda zaczęła sunąć po moim ciele, ku dołowi i z charakterystycznym dźwiękiem uderzać o emaliowane dno brodzika.
- Dlaczego on mi to zrobił? Czym zawiniłam?
Te pytania, na które nie znałam odpowiedzi, kłębiły się w mojej głowie. Zakręciłam wodę i wytarłam się ręcznikiem. Wilgotne, ciemne loki opadły na biały, satynowy szlafrok, który na siebie włożyłam. Poszłam do kuchni zaparzyć sobie melisę. Nagle usłyszałam dźwięk klucza, otwierającego zamek w drzwiach. Z daleka poczułam intensywną woń alkoholu. Krzysiek wszedł do kuchni, chwiejąc się na nogach i stanął przy mnie.
- Ewa, wybacz mi. Wiesz przecież, że cię kocham. Chcę cię.
Przycisnął mnie swoim ciałem do kuchennego blatu. Wsunął rękę pod szlafrok i ścisnął nagą pierś. Zaczął zachłannie całować mnie po szyi.
- Nie dotykaj mnie. Ja już ciebie nie chcę.
Gwałtownie odsunęłam go od siebie, aż się zatoczył.
- Chcę rozwodu -powiedziałam.
- Co? Większość facetów, po kilku latach związku, potrzebuje jakiejś odskoczni.
- To bądź sobie z tą swoją „odskocznią”. Mnie w to nie mieszaj i daj mi spokój.
- Dobrze, jak chcesz. Widzę, że nie jestem tu mile widziany.
Wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.

Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Agnieszki. Opowiedziałam jej co się stało i poprosiłam, aby do mnie przyszła, na noc. Nie chciałam siedzieć sama. Agnieszka przyszła mnie pocieszyć. Stwierdziła, że jednak nie warto pakować się w długoletni związek, ponieważ faceci się do tego nie nadają. Najlepiej korzystać z życia i nie przejmować się nimi. Zobowiązała się, również pomóc mi w sprawie rozwodowej. Jeden z jej byłych chłopaków, Łukasz, jest adwokatem.

Staliśmy pod salą w sądzie, ja, Agnieszka i Łukasz. To była już druga rozprawa. Nagle pojawił się Adrian.
- Co tu robisz? -zapytałam.
- Alicja powiedziała, że dzisiaj masz sprawę w sądzie. Niestety nie mogłem być na pierwszej, bo szefowa nie chciała mnie zwolnić. Pomyślałem, że może potrzebujesz mojej pomocy. Mógłbym zeznawać, bo przecież widziałem twojego męża z inną.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że nie będzie to konieczne -odparłam.
W tym momencie na piętro, na którym się znajdowaliśmy podjechała winda. Rozsunęły się drzwi i wysiadł z niej Krzysiek ze swoim adwokatem. Na widok Adriana stanął jak wryty. Obaj zaczęli mierzyć się wzrokiem.
- Co ty tu robisz? -zapytał Krzysiek.
- A co cię to obchodzi, gnoju -odparł Adrian. - Za to, co mi zrobiłeś, powinienem się z tobą policzyć. Jeszcze pożałujesz.
Krzysiek w nagłym przypływie furii uderzył Adriana w twarz. Obaj zaczęli okładać się nawzajem pięściami, tak mocno, że po chwili leżeli na podłodze.
- Niech ktoś wezwie ochronę! -krzyczała Agnieszka.
Byłam tak zszokowana zaistniałą sytuacją, że nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Stałam jak „słup soli”, dopóki ochrona nie wyprowadziła Krzyśka, żeby się uspokoił. Podeszłam do Adriana i zapytałam:
- O czym mówiliście? O co chodzi?
- Później, ci wszystko wytłumaczę.


Podczas przerwy w rozprawie Arian zaprosił mnie na kawę. Kiedy siedzieliśmy sami przy stoliku, spojrzał smutnym wzrokiem w moje oczy i zaczął opowiadać o swojej przyjaźni z Krzyśkiem:
- Był kiedyś moim przyjacielem, a przynajmniej tak mi się zdawało. Chodziliśmy razem do tego samego klubu "Red Dragon" i na znak przyjaźni zrobiliśmy sobie identyczne tatuaże. Krzysiek był chorobliwie ambitny i zazdrosny, gdy nie był za każdym razem najlepszy we wszystkim. Obaj braliśmy udział w zawodach karate i ja wygrałem. Wpadł wtedy w szał i chyba mnie znienawidził. Potem niby wszystko wróciło do normy i razem wyjechaliśmy na wakacje pod namiot. Już nie pamiętam nazwy tej wsi. Zaraz po przyjeździe wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. Tam była taka głęboka, wyschnięta studnia. Usiedliśmy obaj na jej brzegu i w pewnym momencie Krzysiek mnie popchnął. Miałem połamane obie nogi i wstrząśnienie mózgu. To cud, że przeżyłem. Siedziałem w tej studni aż do zmroku, zanim ktoś usłyszał moje wołanie o pomoc. Krzysiek ulotnił się i od tamtej pory go nie widziałem. Kiedy w altanie powiedziałaś, że twój mąż ma taki sam tatuaż, wiedziałem o kogo chodzi. Musiałem drania zobaczyć, dlatego szedłem za tobą.
- Nie mogę w to uwierzyć, że pod jednym dachem mieszkałam z człowiekiem, którego tak naprawdę nie znam -powiedziałam.
- Nie musisz do niego wracać. Zasługujesz na kogoś lepszego -odparł i delikatnie położył swoją dużą, szorstką dłoń na mojej. Z czułością spojrzał głęboko w moje oczy i przychylił się. Gorącymi, miękkimi ustami zaczął pieścić moje, ssąc i liżąc je. Wsunął mi do buzi wilgotny język. Całował namiętnie i z pasją. Położyłam dłoń na męskim torsie i poczułam, że jego serce bije równie szybko, jak moje. Wtedy poczułam, że bardzo go pragnę. To była magiczna chwila, w której połączył nas metafizyczny magnetyzm serca.


Na rozprawie sędzia zapytał:
- Czy nadal kocha pani męża?
Byłam roztrzęsiona, ale odwróciłam głowę w stronę Krzyśka i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Nie, już nie kocham -odparłam.


Po rozwodzie poczułam jak „kamień spadł mi z serca”. Agnieszka była trochę zazdrosna o to, że Adrian ciągle się mną interesuje. Na szczęście szybko pocieszyła się innym. Znowu zaczęła spotykać się ze swoim byłym, Łukaszem. A ja wzięłam urlop w pracy. Czułam, że muszę odpocząć. Po bolesnym rozstaniu z mężem postanowiłam zaszyć się gdzieś, z dala od ludzi, aby móc nie myśleć o tym dłużej. Nie zastanawiając się długo, spakowałam walizki i pojechałam na wieś do ukochanej cioci Adeli, która po śmierci wuja, od dziecięciu lat mieszka tam sama.

Już z daleka przywitała mnie jej promienna twarz o łagodnym, pełnym ciepła spojrzeniu. Nic się nie zmieniła, pomimo swoich sześćdziesięciu lat, nadal była atrakcyjną kobietą.
- Ewuniu, jak dobrze cię widzieć. Jak podróż? -spytała, uśmiechając się tym swoim rozbrajającym uśmiechem.
- Dobrze ciociu. Trochę wytrzęsło mnie w autokarze.
- Słyszałam od twojej mamy, że już jesteś po rozwodzie. Biedactwo, musisz ułożyć sobie życie na nowo -powiedziała. - Nie rozumiem, jak Krzyś mógł cię zdradzić?
- W ogóle nie rozumiem mężczyzn. Żeby ich zrozumieć powinnam chyba zacząć regularnie oglądać kanał Animal Planet -odparłam.


Gestem ręki zaprosiła mnie do pomalowanego na żółto domu z czerwoną dachówką. Od progu przywitał mnie Baltazar, mrucząc i ocierając się o moje nogi. Dostałam mały, gustownie urządzony pokoik z widokiem na znajdujące się nieopodal jezioro. Pojedyncze łóżko, ciemna szafa, regał, biurko z krzesłem. Niestety brak telewizora.
- Co ja tu będę robić? Chyba zanudzę się na śmierć.


Po obiedzie ciocia udała się do ogrodu podcinać róże i wyrywać chwasty. Ja poszłam do pokoju rozpakowywać walizki. Wtem usłyszałam natarczywy dzwonek do drzwi. Zeszłam na dół i okazało się, że przy furtce stoi jakiś facet. Podeszłam bliżej i nie mogłam uwierzyć własnym oczom, to Adrian. Widząc mnie uśmiechnął się zniewalającym uśmiechem, który nie jedną kobietę powaliłby na kolana. Poczułam jak przyspiesza mi puls, że za moment stracę grunt pod nogami. Jakimś cudem udało mi się wydusić z siebie głupie:
- Co tu robisz?
- Musiałem cię zobaczyć. Nie mogę przestać o tobie myśleć.
- Wejdź, przedstawię cię cioci.


Odwiedzał nas praktycznie codziennie. Okazał się być bardzo interesującym mężczyzną. Potrafiliśmy rozmawiać ze sobą godzinami o życiu, o naszych marzeniach i planach. Poczułam, że z każdym dniem zależy mi na nim coraz bardziej.

Któregoś dnia Adrian zaproponował, abyśmy wybrali się wspólnie nad jezioro. Był ciepły, letni, dzień. Malowniczy pejzaż ukazał się naszym oczom. Promienie słońca odbijały się od gładkiej tafli wody.
- Jak tu pięknie. Masz ochotę popływać? -zapytałam, uśmiechając się do niego.
- Tak, ale nago -odparł.
Szybko, spontanicznie pozbyliśmy się ubrań. Chłonął wzrokiem każdy milimetr mojego nagiego ciała. Na dłużej zatrzymał się na moim biuście, a potem na kroczu. Zauważyłam jak jego penis unosi się do góry. Stał przede mną, taki wysoki, męski, umięśniony i z pełnym wzwodem. Poczułam przyjemne mrowienie i wilgoć między udami.
- Chodź -powiedziałam i pociągnęłam go za rękę.

Wskoczyliśmy do wody. Zaczęliśmy chlapać na siebie wodą, krzycząc i śmiejąc się głośno, lecz nagle zaległa cisza. Spojrzał mi głęboko w oczy, chwycił w pasie i silnym ruchem ręki przyciągnął do siebie. Zachłannie wgryzł się w moje wargi. Zaczął je pożądliwie ssać, a jego gorący język próbował wkraść się do środka. Poczułam bardzo silne podniecenie, a serce o mało nie wyskoczyło z piersi. Zarzuciłam mu ręce na szyję i przylgnęłam całym ciałem. Jego ogromny, twardy penis uciskał mi na brzuch. Zaczął mocno ściskać mój pełny biust, delikatnie przygryzając twarde sutki. Cała drżałam, równie mocno jak on. Położył dłonie na moich pośladkach i zaczął je masować kolistymi ruchami. Wzbierało we mnie długo niezaspokojone pożądanie. Miałam ochotę wtopić się w niego i pozostać tak, już na zawsze. Rozchylił mi uda i powoli, niespiesznie obmacywał moją szparkę, a następnie palcami rozchylił różowe płatki. Opuszkami palców podrażniał łechtaczkę, tak długo aż stała się twarda. Moja cipka zaczęła pulsować, a ja coraz głośniej jęczałam.
- Aaaaaa, Adrian nie wytrzymam.
- O taaak, skarbie. Nawet nie wiesz, jak bardzo cię pragnę -wyszeptał mi do ucha.
- Włóż mi go, błagam -wyjęczałam.
Pod wodą poczułam jak wchodzi we mnie aż do końca , taki twardy. Napierał i cofał się. Było mi tak dobrze. Pchał coraz mocniej i szybciej, a mi było coraz przyjemniej. Robił to bardzo długo i wchodził tak głęboko.
- Oooo, taak, rżnij mnie mocniej! -krzyczałam.

Wreszcie wstrząsnęło mną tak silnie, że o mało nie wypadłam z jego objęć. Słyszałam jak cicho pojękuje. Przytuliłam go do siebie z całej siły. Po chwili trysnął mi do środka. To było takie cudowne, tak inne od tego, co było z Krzyśkiem. Spojrzał mi w oczy i pogładził dłonią mój policzek.
- Kocham cię -wyszeptał.
- Ja ciebie też -odparłam.

Po wyjściu z wody, bezwładnie upadł na piasek. Ja stanęłam nad nim w rozkroku naga, mokra, wyzywająca. Krople wody delikatnie sunęły po moim ciele ku dołowi, spływając na jego brzuch, uda, krocze. Ten widok na nowo obudził w nim pożądanie. Chwycił mnie w pasie i powalił na piasek. Odwrócił mnie do siebie tyłem i zaczął zachłannie wylizywać moją najintymniejszą, zakazaną dziurkę. Poczułam, że robi mi się coraz bardziej gorąco i błogo. Poślinił palec i delikatnie, powoli wsunął mi go w odbyt. Wkładał i wyjmował, wkładał i wyjmował. Jego twardy penis napierał mi na pośladki. Nagle złapał mnie za biodra i wdarł się we mnie aż po nasadę. Szybka, głęboka penetracja. Jego jądra rytmicznie uderzały o moją szparkę.
-Uuuuuuuu, aaaaaa, zaraz oszaleję! -krzyczałam.
- Masz cudownie ciasną dupkę -wyjęczał.

Było mi tak dobrze, cała w środku pulsowałam. Moje nagie ciało drżało, a z wnętrza wylewał się potężny strumień. Penetrował mnie tak dziko, tak ostro, a ja czułam, że coraz bardziej, leje mi się po nogach. Moje głośne jęki sprawiły, że zaczął dochodzić, nie mogąc już dłużej znieść graniczącego z obłędem podniecenia. Jego ciało wyprężyło się i z cichym stęknięciem spuścił się w moje wnętrze. Sperma spływała po moich udach. Zmęczeni, położyliśmy się obok siebie. Jego ciepła, szorstka dłoń chwyciła moją i z zamkniętymi oczami chłonęliśmy promienie słońca...
  • awatar Boski Amator: super:) zapraszam również do mnie na opowiadania z małolatami
Pokaż wszystkie (1) ›
 

blog-sex
 
Był gorący, letni wieczór, a w powietrzu czuć było nadciągający deszcz. Po niebie płynęły leniwie ciemne, ołowiane, kłębiaste chmury, a przybierający na sile wiatr coraz mocniej kołysał konarami drzew. Jak w każdy piątek Laura śpieszyła na spotkanie ze swoją najbliższą przyjaciółką do restauracji „Ambasador”. Wsiadła do czarnego Bentleya Continental i z piskiem opon ruszyła spod bramy swojej ekskluzywnej posesji. Była pewną siebie, młodą, atrakcyjną i bardzo bogatą kobietą. Wysoki status ekonomiczny posiadała dzięki ojcu, który dorobił się fortuny, grając na giełdzie.


Zacisnęła na kierownicy swoje wypielęgnowane dłonie z długimi, pomalowanymi czerwonym lakierem paznokciami, nadepnęła mocno pedał gazu i po piętnastu minutach była już na miejscu. Lekkim, pełnym gracji krokiem weszła do przytulnego wnętrza jednej z najdroższych restauracji w mieście. Uwielbiała klimat tego miejsca, perfekcyjną obsługę, śnieżnobiałe obrusy na stołach, świeże kwiaty w wazonach, zapalone świece i grający w tle kwartet smyczkowy. Ruszyła przez tłumnie wypełnioną salę, wzbudzając niemałe poruszenie wśród gości, a w szczególności płci męskiej. Długie, blond loki swobodnie opadały na smukłe ramiona, zgrabną figurę podkreślała granatowa, krótka i niezwykle obcisła sukienka od Versace. Na stopach miała czarne szpilki od Aleksandra Mcqueena, a całości dopełniała mała torebka Diora.


Przy ulubionym stoliku pod oknem czekała już na nią jej najlepsza przyjaciółka.
- Cześć. Długo na mnie czekasz? - zapytała Laura.
- Nie, pięć minut, nie dłużej. Ładnie wyglądasz - mówiąc to, Ramona uśmiechnęła się promiennie.
- Dziękuję. Masz świetną, lawendową kieckę - odparła Laura.

Ramona przeczesała palcami czarne, krótkie włosy i spytała:
- Co dzisiaj jemy?
- Mmmm, może koguta w winie? Skuszę się też na lampkę czerwonego, wytrawnego wina, ale tylko jedną, bo jestem samochodem.
- W porządku - odparła Ramona i gestem ręki przywołała kelnera.

Po złożeniu zamówienia kobiety kontynuowały rozmowę.
- Jutro masz urodziny. Jak się czujesz ze świadomością, że kończysz dwadzieścia osiem lat? - zapytała Ramona.
- Dobrze. Do szczęścia brakuje mi tylko stuprocentowo męskiego samca.
- Brakuje ci faceta? A co z Gregiem? Zabrał cię przecież w weekend na swój jacht. Czyżby nie sprawdził się twój latynoski kochanek? - zadając pytania, Ramona nie kryła zdziwienia.
- Daj spokój. Po trzech pchnięciach jęknął i powiedział, że doszedł. W ciągu nocy powtórzył to jeszcze dwa razy w tym samym stylu. Poza łóżkiem też jest beznadziejny, jak wszyscy inni, którzy się wokół mnie kręcą. W rzeczywistości każdy z nich pragnie pieniędzy mojego ojca, a nie mnie. Banda nadętych, bogatych snobów, którzy chcą mieć więcej niż mają - odparła Laura.


W tym momencie podszedł kelner z winem, otworzył je i podał Ramonie korek, aby powąchała. Następnie nalał niewielką ilość do kieliszka, aby mogła sprawdzić kolor oraz bukiet. Skinieniem głowy zaakceptowała zawartość butelki i kelner nalał kobietom do pełna. Po krótkiej chwili przyniósł gorące, apetycznie wyglądające dania, życzył smacznego i oddalił się od stolika.
- Muszę ci się z czegoś zwierzyć. Edi zmienił się nie do poznania - powiedziała Ramona.
- Na lepsze, czy na gorsze?
- Na lepsze. Nie wiem co mu się stało, ale zrobił się z niego niezły ogier. Ostatnio zaproponował mi ostry seks z elementami bdsm. Chciał żebym była uległą suczką.
- No proszę, jak miłość małżeńska kwitnie - zaśmiała się Laura.
- Mało tego, ostatnio stwierdził, że wydaję za dużo pieniędzy. Powiedział, że za każdą wydaną przeze mnie stówkę powinnam brać jego olbrzyma do buzi - powiedziała Ramona.
- A ile ostatnio wydałaś?
- Jakieś dziesięć tysięcy.
- Ha, ha, dziewczyno, do końca życia mu się nie wypłacisz - powiedziała Laura i zaczęła się głośno śmiać.
- Powinnam przy nim zakładać czarny lateks, obrożę i zacząć szczekać - odparła z uśmiecham Ramona.

- Będziemy brały jakiś deser? - zapytała Laura.
- Ja nie mogę, bo się odchudzam.
- No tak, w sumie ja też muszę dbać o linię.

Po zjedzeniu kolacji dziewczyny przez dłuższy czas omawiały szczegóły sobotniego przyjęcia urodzinowego. Jak co roku organizację imprezy wzięła na swoje barki Ramona. Po pewnym czasie spojrzała na zegarek i powiedziała:
- Muszę się zbierać, bo Edi niedługo kończy pracę. Skoro jestem teraz jego suczką to powinnam warować pod drzwiami w oczekiwaniu na powrót pana - mówiąc to, Ramona uśmiechnęła się i puściła oko do Laury. - Ureguluję rachunek. Następnym razem ty postawisz.
- To leć i miłej zabawy życzę .
Ramona wstała od stolika, pocałowała w policzek przyjaciółkę i szybkim krokiem ruszyła do wyjścia. Laura wyjrzała przez okno: „No nie, zaczęło już kropić”.


Na zewnątrz poczuła jak zimne krople mżawki zraszają jej odkryty dekolt i ręce, a silny wiatr targa blond czupryną na wszystkie strony. Gdy tylko wsiadła do samochodu zrobiło się bardzo ciemno i strugi ulewnego deszczu zaczęły tłuc o przednią szybę samochodu. Włączyła wycieraczki i powoli ruszyła w kierunku domu. Miasto nagle wyludniło się i opustoszało. Widziała jedynie wartki strumień wody płynący rynsztokiem po obu stronach ulicy i świecącą zamglonym światłem sygnalizację, która zmieniła kolor na czerwony. Zatrzymała się przed skrzyżowaniem i utkwiła zamyślone spojrzenie w skąpanej deszczem szybie. W tym momencie z letargu zbudziło ją silne szarpnięcie za klamkę, a po chwili otworzyły się drzwi od strony pasażera. Do samochodu wsiadł mężczyzna, obejrzał się nerwowo za siebie, po czym zwrócił się do dziewczyny:
- Jedź! - krzyknął.
Laura chciała zaprotestować lecz niewypowiedziane słowa uwięzły jej w gardle. Zamarła w bezruchu, kiedy zobaczyła lufę pistoletu kaliber dziewięć milimetrów Smith&Wesson wycelowaną w swoją pierś.
- No jazda, ruszaj! - powtórzył.
- Gdzie mam jechać? - zapytała Laura łamiącym się głosem.
- Przed siebie!

Laura z przerażeniem w oczach kurczowo zacisnęła palce na kierownicy, nadepnęła pedał gazu i z wielkim trudem udało jej się ruszyć z miejsca. Słyszała bicie swojego serca, krew w żyłach krążyła w zawrotnym tempie i miała całkowity mętlik w głowie: „Boże i co teraz?”.
- Gdzie masz torebkę? - zapytał.
- W schowku.

Mężczyzna wyjął ze schowka małą, czarną torebkę i zaczął plądrować jej wnętrze.
- Weź wszystkie pieniądze i karty też - powiedziała Laura.
- Dzięki, ale nie tego szukam - mówiąc to, wyciągnął z torebki jej dowód osobisty i obejrzał go z każdej strony. - Pojedziemy do ciebie, panno Lauro - dodał.
- Dlaczego do mnie? - zapytała, nie ukrywając zdenerwowania, które graniczyło z paniką.
- Jak będziesz mnie słuchać i robić co każę, to nic ci się nie stanie - odparł.
- Mieszkam z narzeczonym i na pewno czeka już na mnie w domu - powiedziała Laura, próbując zniechęcić napastnika. Miała cichą nadzieję, że dzięki temu odwiedzie mężczyznę od chęci pojawienia się u niej w domu, jednak on nie dał za wygraną.
- Jakoś sobie z nim poradzę - odparł i uśmiechnął się ironicznie.


Dalszą drogę pokonywali w milczeniu, a mężczyzna co chwilę zerkał w jej kierunku. Najpierw zlustrował jej piękną twarz, duże niebieskie oczy oprawione gęstymi, długimi rzęsami, pełne, zmysłowe, czerwone usta i długie, blond loki. Następnie skierował wzrok niżej na średniej wielkości biust, który kusił zalotnym przedziałkiem oraz na zgrabne, długie nogi. „Gorąca z niej sztuka. Chętnie wsadziłbym rękę między jej uda” pomyślał, jednocześnie czując lekkie podniecenie.

Po kilku minutach byli już pod jej domem.
- Wjedź do garażu - rozkazał mężczyzna.
- Ale...
- Bez gadania. Nie chcę, żeby ktokolwiek zobaczył samochód zaparkowany przed bramą - dodał.
W garażu wysiedli z samochodu i napastnik kazał, aby zaprowadziła go do kuchni. Szła z przodu, a on tuż za nią z bronią wycelowaną w jej plecy. Minęli duży, przestronny hol, a następnie korytarz aż znaleźli się w jadalni, która była połączona z kuchnią.
- Posłuchaj - zaczął - muszę u ciebie przenocować, a rano zniknę - mówiąc to, patrzył na nią wielkimi, niebieskimi, roziskrzonymi oczami. - Zrób mi coś do jedzenia, bo kolacji jeszcze nie jadłem.
Laura, słysząc jego słowa poczuła się tak, jakby dostała obuchem w głowę. „To chyba jakiś koszmar” pomyślała. Po chwili oprzytomniała i wydusiła z siebie:
- Może być odgrzewana lazania?
- Tak, chętnie i coś mocniejszego do picia na rozgrzewkę, bo nieźle zmokłem - odparł.


Laura wyjęła z lodówki półmisek i włożyła do mikrofalówki. Sięgnęła z półki butelkę różowego, półsłodkiego wina i wraz z dwoma kieliszkami postawiła na stole. Czuła, że musi się napić, bo jej nerwy zostały wystawione na ciężką próbę. Napełniła kryształ do pełna i swoją porcję wypiła do końca. Usłyszała dźwięk mikrofalówki i poszła wyjąc z niej lazanię. Jej wzrok co chwilę uciekał w bok na znajdujący się na kuchennym blacie stojak z nożami. Upatrywała w tym szansę zdobycia broni. Powoli przysuwała dłoń, aby móc chwycić za trzonek i w tym momencie poczuła jak mężczyzna ścisnął jej rękę.
- Nawet o tym nie myśl, bo pożałujesz - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Ałł, puść mnie, to boli!
- Bierz jedzenie i siadaj do stołu - dodał.

Laura przyszykowała wszystko i oboje usiedli przy stole. Ponownie nalała wina do kieliszków i swoją porcję wypiła trzema haustami. Alkohol powoli rozluźniał jej ciało, dzięki czemu miała odwagę przyglądać się mężczyźnie, który z apetytem pochłaniał jedzenie. Wyglądał na jakieś trzydzieści lat, ciemnowłosy, krótko obcięty, szeroki w barkach. Miał na sobie czarne spodnie i czarną koszulę, która kleiła się do ciała kompletnie przemoczona od ulewnego deszczu. W pewnym momencie skierował na nią swój wzrok i zapytał:
- A ty nie jesz?
- Jadłam już w restauracji - odparła.
- Masz niezłą chatę. Widać, że władowałaś w dom sporo kasy. Naprawdę robi wrażenie - mówiąc to, zaczął się rozglądać dookoła.
- Chcesz moich pieniędzy? - zapytała.
- Nie.
- W takim razie po co mnie porwałeś?
- Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie - odparł enigmatycznie i lekko uśmiechnął się do niej.
- A mogę chociaż dowiedzieć się jak masz na imię? - zapytała Laura.
- Możesz do mnie mówić Mark - powiedział i zaczął powoli sączyć wino z kieliszka.
- Ok, Mark co dalej zamierzasz zrobić?
- Zamierzam wziąć prysznic, a ty pójdziesz ze mną - odparł i wstał od stołu. - Zaprowadź mnie do łazienki.


Podszedł do niej, chwycił za ramię i pociągnął do góry. Laura po raz kolejny czuła się oszołomiona. Nigdy żaden mężczyzna nie traktował jej w taki sposób, nie rozkazywał, nie dominował. Czuła przed nim respekt nie tylko z powodu pistoletu, ale również ton jego głosu nie uznający sprzeciwu sprawiał, że czuła się mała, bezbronna i krucha.


Zaprowadziła go do dużej, przestronnej łazienki, w której znajdowała się wanna z jacuzzi, kabina prysznicowa, pralka, suszarka i toaleta. Posadził ją na zamkniętej desce klozetowej i niespodziewanie wyjął z kieszeni spodni kajdanki, którymi przykuł jej nadgarstki do grzejnika drabinkowego. Mark zlustrował pomieszczenie, położył pistolet na umywalce i zaczął po kolei sprawdzać szafki.
- Nie widzę tu nawet śladu twojego narzeczonego - stwierdził i uśmiechnął się, widząc nadąsaną minę dziewczyny.

Zaczął powoli odpinać guziki koszuli i odsłaniać umięśnione, męskie ciało. Laura po raz kolejny zaczęła mu się badawczo przyglądać. Omiotła spojrzeniem jego mocno zarysowaną linię szczęki, rozbudowany tors, silne, duże ramiona i płaski brzuch pokryty ciemnymi włoskami. „Drań jest cholernie przystojny” pomyślała.
Ściągnął buty i rzucił je w kąt, następnie zdjął skarpetki, a po chwili również spodnie i stał przed nią w czerwonych bokserkach. Wrzucił ubrania do bębna suszarki i włączył ją.
- Czuj się, jak u siebie - rzuciła Laura z przekąsem.
Mark spojrzał na nią i uśmiechnął się. „Każda inna na jej miejscu zaczęłaby panikować i płakać, a ta potrafi odszczeknąć, kiedy coś jej się nie podoba” pomyślał. Odwrócił się do niej przodem, ostentacyjnie ściągnął bokserki i rzucił je na podłogę. Laura spuściła wzrok, aby nie dać poznać po sobie, jak bardzo jest nim zainteresowana i tym co ma między nogami. Wszedł do kabiny prysznica, odkręcił wodę i zaczął namydlać swoje ciało. Laura starała się dostrzec przez mleczną szybę szczegóły jego anatomii. „Boże, ale ma zgrabne pośladki. Jest cholernie seksowny” pomyślała. Od dawna żaden mężczyzna nie zrobił na niej tak dużego wrażenia, nie wzbudził tak wielkiej ciekawości i podniecenia. Zastanawiała się dlaczego ją porwał? Czy okaże się być psychopatą lub mordercą? Nie chciała dopuścić do siebie takiej myśli, ale wewnątrz trawił ją niepokój. Zaczęła intensywnie myśleć i analizować czy istnieje choć cień szansy na ucieczkę.


Drzwi kabiny rozsunęły się i nagi, ociekający wodą mężczyzna sięgnął po biały ręcznik, po czym owinął go sobie wokół bioder. Podszedł do Laury i oswobodził jej skute kajdankami ręce.
- Teraz prowadź do sypialni - rozkazał.
Wstała i zorientowała się, że Mark jest nieuzbrojony, ponieważ pistolet wciąż leżał na umywalce. Gwałtownie odepchnęła go od siebie, wybiegła z łazienki i zaczęła uciekać w kierunku drzwi wejściowych. Udało jej się dobiec do holu, a tam chwycił ją w pasie i powalił na podłogę. Złapał ją za nadgarstki i przygniótł ciężarem swojego ciała. Był ciężki i z trudem łapała oddech. Wiła się pod nim, próbując go z siebie zrzucić, ale bezskutecznie. Mark czuł jej przyśpieszony oddech, falujące piersi ocierające się o jego tors. Intensywnie poruszała biodrami na wszystkie strony, co sprawiło, że jego ciało przeszył dreszcz. Zaczął odczuwać przyjemne podniecenie i stawał się coraz twardszy. Laura zorientowała się, że coś sztywnego napiera jej na krocze.
- Uspokój się, do cholery, bo zaraz cię zgwałcę - wysyczał.
Znieruchomiała i utkwiła w nim pełen zaskoczenia wzrok. Przysunął swoją twarz tak blisko, że czuła, jak ciepłe powietrze z jego ust muska jej policzki. Spojrzenie, którym ją obdarzył było przepełnione pożądaniem. Z jednej strony odczuwała strach, a z drugiej cała ta sytuacja zaczęła jej się podobać. Jej ciało zaczęło reagować na niego tak, że miała coraz bardziej wilgotne majtki. „On zachowuje się jak nieokrzesany troglodyta, jak zwierzę, jak... Boże, jak prawdziwy samiec” pomyślała.
- Wstawaj - mówiąc to, pociągnął ją do góry za ręce.

Ruszyli w kierunku łazienki, a tam Mark zabrał z umywalki pistolet i odpiął kajdanki z rurki od grzejnika.
- Teraz prowadź do sypialni - wypowiadając te słowa po raz kolejny obdarzył ją ognistym spojrzeniem, które wywołało rumieniec na jej twarzy.


W sypialni rzucił ją na materac i przykuł za nadgarstki do ramy łóżka. Pistolet położył na małym stoliku, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł. Po chwili był już z powrotem, trzymając w ręce kieliszek z winem.
- Wypij to, będziesz spokojniejsza - powiedział i przystawił jej kieliszek do ust.
Laura próbowała zaprotestować, usilnie odwracała głowę, ale on chwycił ją za włosy i zmusił do wypicia całej zawartości.
- Jak będziesz się tak stawiać, to każę ci wypić resztę butelki. Chcesz tego? - zapytał.
- Pieprz się! - krzyknęła.
- Pieprzyć to ja będę, ale ciebie - odparł.
Zrzucił z siebie ręcznik i położył się na niej, mocno przygniatając do materaca. Zachłannie wpił się ustami w jej szyję, zaczął lizać, zasysać i przygryzać delikatną skórę.
- Przestań! - krzyknęła i zaczęła się wić, próbując go z siebie zrzucić.
Przygwoździł ją jeszcze mocniej i wyszeptał do ucha:
- Zerżnę cię na wylot.
Laura słysząc jego słowa, zaczęła drżeć, czując jednocześnie strach i podniecenie. Tak skrajne uczucia na raz stanowiły mieszankę wybuchową, zniewalającą zmysły. Jedną ręką przytrzymał jej głowę i zaczął namiętnie całować, a drugą wodził po kobiecych krągłościach. Obrócił ją na bok, rozpiął suwak i ściągnął z niej sukienkę, a następnie szpilki. Laura widziała, jak jego penis stoi wyprężony w całej okazałości. „Cholera, ale wielki” pomyślała. Mark na dłuższą chwilę zatrzymał wzrok na granatowym, koronkowym staniku, zapinanym z przodu. Nie namyślając się długo chwycił go i rozerwał. Laura cicho jęknęła:
- Co ty mi robisz?
Widziała w jego oczach podniecenie graniczące z obłędem. Patrzył na nią, jak drapieżnik na ofiarę, którą ma ochotę zjeść. Położył dłonie na jej krągłych piersiach i mocno ścisnął. Zaczął je badać, bawić się nimi, masować i ugniatać, a po chwili schylił twarz, delikatnie przygryzał, ssał i lizał po kolei sutki. Laura głośno westchnęła z rozkoszy, a jej majtki były już tak mokre, że przepuszczały wilgoć, która obficie zraszała jej uda. Mark, widząc dużą plamę na jej bieliźnie położył dłoń na jej kroczu i zaczął masować kolistymi ruchami.
- O tak, maleńka. Takiego efektu oczekiwałem - mówiąc to, uśmiechnął się o niej i zaczął pożądliwie całować.
Laura ciężko oddychała, była rozpalona, drżąca, a jej ciało usilnie domagało się spełnienia. Pod wpływem uniesienia nie słyszała nawet jak silny wiatr wyje w kominie, a ulewny deszcz zacina, mocno tłukąc w okno sypialni. Liczył się tylko on i rozkosz, którą od niego dostawała, czas zwolnił tempo. Mark gwałtownie zdarł z niej majtki i włożył głowę między jej rozpalone uda. Z dziką pasją przesuwał gorącym językiem po wilgotnej, zachęcającej szparce, a koniuszkiem podrażniał coraz większą i twardszą łechtaczkę. Laura ciężko dyszała i mocno przyciskała nogami do krocza jego twarz. Po chwili wsunął do dziurki język najgłębiej jak potrafił. Dziewczyna wygięła ciało w łuk, po czym zaczęła intensywnie poruszać biodrami w górę i w dół.
- O tak, nie przestawaj - jęczała głośno.
Pragnęła go dotknąć, zatopić palce w jego ciemnych włosach lecz zaciśnięte na rękach kajdanki uniemożliwiały jej to. Po chwili poczuła, jak Mark wsunął w dziurkę dwa palce, nie przestając jej wylizywać. Wsuwał je do samego końca i wyciągał. Robił to szybko i energicznie. Tego było już za wiele i błyskawica przeszyła jej ciało. Łono rozkosznie pulsowało, a głośny krzyk rozdzierał usta. Roziskrzonymi oczami spojrzała na niego i wyszeptała:
- Wejdź we mnie.
- Poproś - odparł, jednocześnie ocierając się główką penisa o wejście do pochwy.
- Proszę, chcę mieć cię w sobie.
Mark uniósł jej nogi do góry i zarzucił sobie na ramiona. Po chwili wbił się w nią z impetem aż po nasadę członka. Oboje głośno jęknęli. Szybka, głęboka penetracja aż jądra uderzały o kobiece pośladki. Laura nigdy dotąd nie była tak dziko i mocno rżnięta, zakuta w kajdanki, zniewolona, zdominowana. W końcu udało jej się zasmakować tego, o czym nie raz skrycie fantazjowała.

Mark zwiększył tempo, oboje dyszeli i jęczeli, a pot zwilżał ich ciała.
- Dobrze ci ze mną? - zapytał.
- Jeszcze jak - odparła.
Mark uśmiechnął się i dodał:
- Mnie jest z tobą zajebiście, kurwa dobrze.
Laura czuła, że za chwilę oszaleje. Było jej cudownie z nieobliczalnym, dzikim i wulgarnym w swoim zachowaniu facetem. Mark ani na chwilę nie zwalniał tempa. Ujeżdżał ją, jak dziką klacz.
- Ja zaraz... aaaaaa - wyjęczała Laura.
Potężny dreszcz orgazmu wstrząsnął jej ciałem, a po chwili poczuła jak Mark napiął mięśnie i jego penis zaczął pulsować, uwalniając nagromadzone nasienie. Po wszystkim leżeli wyczerpani na łóżku.
- Teraz będzie nam się lepiej spało - powiedział Mark i uśmiechnął się do Laury.
Po tak dużym wysiłku fizycznym szybko odpłynęli w błogi sen.


Rankiem intensywne promienie wschodzącego słońca wdarły się do wnętrza domu, rozjaśniając go swoim blaskiem. Laura powoli otworzyła powieki i zauważyła na poduszce obok kluczyk do kajdanek i kartkę papieru. Pościel w miejscu, gdzie spał Mark była już zimna. Oswobodziła na wpół zdrętwiałe ręce i przeczytała wiadomość: „Proszę, nie dzwoń na policję. Wszystko ci wytłumaczę w swoim czasie.”
 

blog-sex
 
Anioł. Tak nazywałem swoją żonę. Najwspanialszą kobietę na świecie. Do końca życia nie zapomnę jej pięknej twarzy. I tego uśmiechu, który oglądałem codziennie rano przez pięć lat.
Poznałem moją żonę w wieku 20 lat, gdy byłem na studiach. Judyta - bo tak miała na imię, studiowała ekonomię, ja natomiast podjąłem się studiowania prawa.

Mieszkałem w akademiku, a moja ukochana wynajmowała małą kawalerkę.
Poznaliśmy się zupełnie przypadkiem na jednej ze studenckich imprez. Gdy ujrzałem ją po raz pierwszy to zrozumiałem, że będzie ona kobietą mojego życia. Szybko zaczęliśmy się ze sobą spotykać. Świetnie się rozumieliśmy, obydwoje wiedzieliśmy czego potrzebujemy.

W ciągu trzech miesięcy widywaliśmy się niemal codziennie. Pewnego dnia po zajęciach siedzieliśmy w kawiarni, wtedy nieśmiało zapytałem Judyty czy mógłbym u niej dzisiaj przenocować, ponieważ mój współlokator organizował w pokoju imprezę, w której ja nie chciałem uczestniczyć. Moja dziewczyna z tym swoim zabójczym uśmiechem na twarzy odpowiedziała:
- Oczywiście, dla ciebie wszystko.
- Dziękuje - powiedziałem patrząc w tą piękną twarz.
Byłem zadowolony z tego, że sprawy przybrały taki obrót. Wreszcie chciałem rozpocząć
nasze życie seksualne. Wiele razy fantazjowałem w myślach o seksie z moją dziewczyną.
Byłem w niej szaleńczo zakochany i na myśl o tym czułem się szczęśliwy.

Tego samego dnia wieczorem przed wejściem do kawalerki Judyty, kupiłem w kwiaciarni bukiet czerwonych róż. A w sklepie zaopatrzyłem się w bułgarskie wino. Gdy mój Anioł otworzył drzwi swojego mieszkania, poczułem cudowny zapach jej perfum. Ona w tym czasie zarzuciłam mi swoje szczupłe ręce na szyję i pocałowała namiętnie w usta.
- Witaj skarbie - powiedziała.
Ja czując się wniebowzięty odpowiedziałem:
- Nie mogłem już doczekać się wieczora - i wszedłem do środka.

Mieszkanie Judyty było bardzo małe, zaledwie pokój z kuchnią i łazienka. Ale było bardzo gustownie urządzone. Na ścianach niewielkie obrazki, na podłodze puchaty dywan, ładne meble i duże łóżko. Judyta przygotowała skromną, ale pyszną kolację a ja tylko dolewałem wina do naszych kieliszków. Po kolacji zaczęliśmy rozmawiać o naszych planach na przyszłość.
Po trzydziestu minutach rozmowy wstała i odniosła talerze do kuchni. Gdy wróciła do pokoju i stanęła naprzeciwko mnie, najpierw spojrzała mi głęboko w oczy, a później jej wzrok zatrzymał się na moim kroczu. Staliśmy tak chwilę w milczeniu, spoglądając na siebie.
Po chwili spytała nieśmiało, czy może dotknąć mojego penisa, a ja ochoczo przystałem na jej propozycję. Gdy delikatnie musnęła mojego członka ręką przez spodnie, przeszedł mnie dreszcz.
Miałem świadomość, że pierwszą kobietą, która dotyka mojego przyrodzenia jest właśnie ona.
Kilkoma szybkimi ruchami zdjąłem spodnie do kostek. Judyta po chwili oplotła na moim penisie palce i zaczęła delikatnie jeździć po nim w górę i w dół. Za moment zapytała śmiejąc się:
- Będziesz tak stać czy zaczniesz mnie pieścić?
- Nie musisz długo mnie namawiać - odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy.
Nieśmiało wyciągnąłem rękę w kierunku jej jędrnych półkul, które zacząłem lizać i szczypać. Wiedziałem, że ona właśnie tego potrzebuje. Tak więc staliśmy i pieściliśmy się nawzajem.
Potem podniosłem Judytę i położyłem ją na skraju łóżka. Ukląkłem przed nim. Judyta w tym czasie pozbyła się spodni w które była odziana. Wzięła jedną moją rękę i powolutku przesuwała ją w kierunku swojej groty, odchyliła palcem skromne stringi. Dopiero teraz mogłem przyjrzeć się jej skarbowi w całej okazałości. Miała piękną różową cipkę, z niewielkimi wargami. Delikatnie zacząłem napierać palcem na wejście. Judyta coraz szybciej dyszała i zaczęła cicho pojękiwać. Posuwałem palcem coraz szybciej. Tego było dla niej za wiele, poczułem jak jej mięśnie rytmicznie pulsują na moim paluszku, a fala wilgoci zalewa moją rękę skapując na podłogę.
Opadła na łóżko, ale ja nie chciałem na tym poprzestać. Wstałem i nachyliłem się nad łóżkiem, spojrzałem Judycie w oczy, skinęła głową, wiedząc o co chcę ją zapytać. Pochyliłem się jeszcze niżej i pocałowałem ją w usta, był to jeden ze wspanialszych pocałunków w moim życiu. Rozchyliłem mojej kobiecie nogi i zarzuciłem je sobie na ramiona, zwilżyłem penisa i wszedłem w nią jednym szybkim ruchem. Krzyknęła głośno z rozkoszy. Ja byłem w siódmym niebie. Rytmicznie wsuwałem i wysuwałem moje narzędzie w szparkę mojego anioła. Wyciągnąłem ręce do przodu i znowu zacząłem pieścić jej jędrne piersi. Było nam bardzo dobrze. Czułem, że dochodzę, jeszcze kilka razy mocno pchnąłem i wyciągnąłem penisa z jej muszelki. Wytrysnąłem ciepłą spermą na nagi i piękny brzuch mojej kobiety. Obydwoje opadliśmy na łóżko bez sił. Leżeliśmy tak przez chwilę.
Judyta wtuliła się w moje ciało, a ja bawiłem się jej ślicznymi blond włosami. Po dłuższej chwili milczenia i rozmyślania, oboje zapadliśmy w głęboki sen.

Gdy obudziłem się rano, Judyta leżała na wznak i spoglądała w zamyśleniu w sufit. Objąłem ją ramieniem, ona nie poruszyła się jakby wiedziała, że już nie śpię. Znienacka zapytałem:
- Czy zostaniesz moją żoną?
- Tak - odpowiedziała spokojnie moja kobieta.
Odwróciła swoją anielską twarz w kierunku mojej i uśmiechnęła się. Obydwoje rozpłakaliśmy się ze szczęścia, a po chwili zaczęliśmy się śmiać.

Ślub wzięliśmy trzy miesiące później. Całe nasze rodziny były obecne w tym wydarzeniu. Tego dnia nie było na świecie ludzi szczęśliwszych od nas. Czuliśmy się jak w raju. I jak w raju żyliśmy przez pięć długich lat. Obydwoje skończyliśmy studia. Ja dostałem pracę w jednej z kancelarii, która znajdowała się w mieście, natomiast Judyta dostała pracę w jednym z banków. Niestety jej praca wymagała częstych służbowych wyjazdów.

Pewnego ranka, po wspaniałej nocy pełnej rozkoszy, moja żona szykowała się do wyjazdu w delegację na 3 dni. Ja leżałem nagi w naszym małżeńskim łożu, a ona stała przed lustrem i układała włosy.
- Nie lubię gdy gdzieś wyjeżdżasz - powiedziałem.
- Rozumiem, ale muszę to robić ponieważ wymaga tego moje stanowisko. A wiesz ile w mojej pracy jest młodych wilków, którzy tylko czekają na to żeby wskoczyć na moje miejsce.
- Taaak wiem.
Usiadłem na skraju łóżka i założyłem na siebie bokserki. Judyta właśnie skończyła robić makijaż.
Podszedłem do niej i poprawiłem jej ubranie, które i tak świetnie na niej leżało.
- Nie martw się przecież wrócę za trzy dni i wtedy...
Nie dokończyła ponieważ zamknąłem jej usta namiętnym pocałunkiem. Gdy oderwaliśmy się od siebie podniosła z podłogi małą walizkę i ruszyła w kierunku drzwi wejściowych.
Jednak przed progiem zatrzymała się, odwróciła do mnie i powiedziała:
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.

Boże, gdybym wiedział, że wtedy po raz ostatni patrzę na mojego anioła, to chyba upiłbym się na śmierć. Tego ranka po raz ostatni słyszałem głos kobiety mojego życia. Ostatni raz widziałem jak ona potrafi cudownie się śmiać.

Judyta miała wypadek samochodowy i zginęła na miejscu. Gdy jechała na tę nieszczęsną delegacje, w lesie za miastem na nowo wyremontowanej drodze, jakiś kretyn wyprzedzał ją i przypadkiem zepchnął wśród drzewa. Nie miała szans na przeżycie. Uderzyła w drzewo z ogromną prędkością. Winowajcy nie złapano. Gdybym go mógł dopaść to wtedy nie ręczył bym za siebie.

W ciągu jednego dnia zostałem sam jeden, w pustym, bezludnym, bezsensowym świecie.
Moja czerwona róża nagle pobladła.

Z biegiem lat dowiedziałem się - w sposób najokropniejszy z możliwych - że linia między życiem a śmiercią jest bardzo cienka. Wystarczy moment, żeby ją przekroczyć. W jednej chwili życie wydaje się być sielanką, a za chwile zamienia się w piekło.

Żyłem tak z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień i z roku na rok. Próbowałem szukać ukojenia w ramionach innych kobiet. Pojawiałem się w klubach, gdzie można było wyrwać panienkę na jedną noc.
Podchodziłem do takiej i szeptałem słodkie słówka do ucha. Po kilku drinkach taka cizia była gotowa na wszystko, mogłem zrobić z nią co tylko chciałem. I robiłem. Jechaliśmy przeważnie do niej i tam niemal zawsze było tak samo. Identyczny scenariusz.
Najpierw panienka rozpinała mi spodnie i bawiła się moim przyrodzeniem, a potem umiejętnie go ssała. Ja wsadzałem ręce pod jej bluzkę, to jeszcze bardziej potęgowało napięcie jakie w nas było, ściągałem staniczek i delikatnie zaczynałem ugniatać jej młode, śliczne cycuszki.
Taka młoda, napalona panna wręcz zrzucała z siebie bluzeczkę błagając o jeszcze.
Często miała szeroko otwarte usta, a ja widząc to wpychałem penisa jak najgłębiej mogłem. One to lubiły. Jakby dopełnieniem tego wszystkiego był ostry seks.
Jednak nigdy nie potrafiłem pocałować takiej "przygody" na jedną noc, nigdy nie potrafiłem zapomnieć o mojej ukochanej. Podczas takich zabaw zawsze myślałem o tej jedynej.
Budząc się rano często nie pamiętałem imienia dziewczyny która leżała obok mnie. Zawsze po cichu ubierałem się i wychodziłem.

Znajomi z pracy ciągle powtarzali mi żebym kogoś sobie znalazł, żebym spróbował zapomnieć. Ale ja nie potrafiłem zapomnieć. Choć bardzo chciałem znowu być szczęśliwym człowiekiem.

Co roku w tą straszną rocznicę przyjeżdżałem do tego lasu, w to miejsce gdzie zginęła moja żona. Nie wiem dlaczego to robiłem. I robię do tej pory. Kazałem tam postawić krzyż i tabliczkę.
Żyłem w samotności przez siedem lat. Powoli dochodziłem do siebie po tej ogromnej stracie.

I wtedy pojawiła się szansa na to żebym znów mógł być szczęśliwy. W mojej pracy osiągnąłem wysokie stanowisko. Byłem jednym z lepszych prawników w mieście. Mimo młodego wieku, ludzie mieli do mnie zaufanie.

W pracy przydzielono mi nową, młodą asystentkę. Gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy to pomyślałem, że mój wzrok omamił jakiś czar. Długie, kruczoczarne włosy. Piękna sylwetka, łabędzia szyja którą aż chce się całować. Pełne, średniego rozmiaru, jędrne piersi (takie jak lubię). Ubrana była w bardzo gustownie dobrany kostium.
Gdy mnie ujrzała, podszedłem i przedstawiłem się. Po kilkuminutowej rozmowie, zrozumiałem, że będzie nam razem dobrze się pracowało. Jednak kiedy uważnej jej się przyjrzałem, dostrzegłem na twarzy Julii (bo tak miała na imię) troskę, widziałem, że coś ją dręczy. Skrywała jakąś tajemnicę.

Pierwszy dzień naszej wspólnej pracy przebiegł bardzo udanie. Julia szybko zaaklimatyzowała się na nowym stanowisku. A ja chciałem wierzyć, że wypełni ona moje puste życie.
Podczas jednego z tych pochmurnych i deszczowych wieczorów musiałem zostać dłużej w pracy.

Mój gabinet był bardzo dobrze i drogo wyposażony. Kazałem sobie wnieść duże biurko, telewizor i kilka klasycznych mebli. Wstawiłem tez tam niewielką sofę, na której często odpoczywałem.
Więc tego dnia usiadłem za biurkiem i zacząłem studiować akta następnej sprawy, która miała wkrótce się rozpocząć. Pracowało mi się bardzo dobrze, ponieważ w biurze o tej porze nie było już nikogo.

Pół godziny później usłyszałem trzask zamykanych drzwi i stukot obcasów od marmurową podłogę korytarza. Po chwili odgłosy ucichły i następnie zamieniły się w dźwięk wciskanych klawiszy klawiatury komputera.
Wyszedłem ze swojego gabinetu i zobaczyłem Julię siedzącą przy jednym z biurek.
Z zaskoczeniem wypisanym na twarzy powiedziała:
- Cześć, myślałam, że już tu nikogo nie ma.
- Postanowiłem dzisiaj dłużej zostać, ponieważ niedługo zaczynamy prowadzić dużą sprawę i muszę się przygotować. A co ty tu robisz o tej porze?
- Ee... mam trochę zaległości i chciałam to nadrobić - odpowiedziała.
- Mogę zobaczyć nad czym pracujesz? - zapytałem i podszedłem do jej biurka.
Nachyliłem się nad nią i spojrzałem w monitor komputera. Poczułem przyjemny zapach jej perfum i mniej przyjemny zapach alkoholu. To drugie bardzo mnie zdziwiło. Julia chyba zrozumiała co poczułem, ponieważ szybko rozpoczęła mi tłumaczyć nad czym w tej chwili pracuje.

To co zrobiłem później zaskoczyło mnie chyba bardziej niż Julię. Zacząłem masować jej kark i jednocześnie nieśmiało całowałem jej piękną szyję.
- To chyba nie jest dobry pomysł - niepewnie powiedziała Julia.
Ja zamknąłem jej usta długim pocałunkiem. Ona nagle wstała i chciała zaprotestować, ale ja w porę spojrzałem jej głęboko w oczy i znowu ujrzałem w nich cierpienie i obawę. Cały czas nie wiedziałem co ją dręczy. Julia nagle przerwała moje chwilowe rozmyślania namiętnie całując mnie w usta.
Ja zadowolony poddałem się jej pieszczotom. Nie zwlekając ani chwili złapałem za brzeg dżinsowej sukienki i podciągnąłem do góry. Niestety, sukienka na tyle ciasno opinała uda Julii, iż ukazał mi się jedynie skrawek koronkowych majteczek.
Ona lekko zawstydzona, rozpięła zamek i zrzuciła ubranie do kostek. Przez moment podziwiałem piękny widok. Moja młoda asystentka stała przede mną w samej, bardzo seksownej bieliźnie. Białe majteczki opinały ciasno pośladki, które były tak jędrne, iż bieliźnie pozostało jedynie ładnie się na nich prezentować. Szybko prześlizgnąłem palcem wskazującym po delikatnej skórze Julii i rozpiąłem jej stanik. Wtedy moim oczom ukazały się śliczne, a wręcz idealne piersi. Podszedłem do niej jeszcze bliżej i podniosłem do góry, Julia objęła mnie szczupłymi rękami za szyję. Zaniosłem ją do mojego gabinetu i położyłem na sofie. Ale po chwili wstała i śmiejąc się pokiwała głową. Zbliżyła się do mnie i rozpięła mi spodnie, ściągnęła je razem z bokserkami do stóp. Podeszła jeszcze bliżej i ocierała się o mnie swoimi wspaniałymi majteczkami.
Mój "agent" był gotowy do pracy. Na ustach jego oswobodzicielki wykwitł promienny uśmiech, w oczach pojawił się błysk zaciekawienia. Wzrok swój skupiła głównie na jego końcówce.
Julia usiadła na piętach, a ja zbliżyłem się ku niej. Wyciągnęła rękę i już go miała w garści. Wykonała jeden posuwisty ruch ściągając napletek z żołędzia. Nachyliła się i objęła go małymi wargami. Wkładała i wyjmowała go z ust, a ja czułem się bardzo odprężony. Jej ruchy stawały się coraz szybsze, zamknąłem oczy pragnąc by ta chwila trwała wiecznie. Jednak przerwałem tą zabawę, ponieważ chciałem się jej zrewanżować. Popchnąłem ją lekko dając do zrozumienia, że ma się położyć. Ona ułożyła się wygodnie na kanapie i rozchyliła nogi. Jednym płynnym ruchem zdjąłem jej tą śliczną bieliznę i wtedy zobaczyłem coś niesamowitego. Zgrabnie rysujący się trójkącik na wzgórku łonowym prezentował się ślicznie.
Sięgnąłem ręką delikatnie zagłębiając ją w przestrzeń między udami mojej kochanki. Julia wydała jęk rozkoszy kiedy, przebyłem palcem drogę od łechtaczki do brzegów warg sromowych. Namiętnie wsuwałem palce w jej otchłań. Jej początkowe jęki przeszły prawie, że w krzyk. Rękami zaczęła bawić się swoimi sterczącymi z podniecenia sutkami.
Nie chciałem kończyć tego tak szybko, więc gdy Julia już bardzo ciężko oddychała, ja przerwałem ją pieścić. W pierwszej chwili spojrzała na mnie lekko zdezorientowana, ale za moment nieznacznie się uśmiechnęła, bo domyśliła się co za chwilę nastąpi.
Powoli nachyliłem się nad nią. Julia z szaleńczą namiętności pocałowała mnie w usta, jednocześnie głaskała mnie po policzkach. Nagle uświadomiłem sobie, że od wielu lat nie spotkałem tak wspaniałej kobiety.
Bez ostrzeżenia wprowadziłem jedną ręką penisa w jej norkę. Moja kochanka głośno krzyknęła. Był to donośny okrzyk, przez chwile obawiałem się czy nie usłyszał tego jeden z portierów. Ale teraz nie liczyło się dla mnie nic poza sprawianiem przyjemności kobiecie która pode mną leży i jęczy z rozkoszy.
Rytmicznie posuwałem biodrami w przód i w tył. Poczułem, że lada moment wystrzelę. Julia poczuła pulsowanie mojego penisa i powiedziała:
- Nie wychodź proszę, zostań we mnie, zostań w środku. Chcę cię jeszcze bardziej poczuć.
Grzecznie zastosowałem się do prośby mojej kobiety i wystrzeliłem potężną dawkę spermy w wnętrze jej muszelki. W tym samym momencie ona wygięła się w łuk, a przez jej ciało przeszedł dreszcz. Obydwoje ciężko dyszeliśmy, położyłem się obok niej na sofie. Przylgnęła do mnie, pocałowała mnie. Pokochałem jej usta i to jak potrafi cudownie całować.
- To było wspaniałe - rzekłem mając nadzieje, że nie był to nasz ostatni raz.

I nie był. Od tego pamiętnego wieczora spotykaliśmy się codziennie po pracy. Stworzyliśmy bardzo dobraną parę. Pojawialiśmy się razem w różnych klubach i na romantycznych kolacjach. Niestety spostrzegłem, że Julia za dużo pije. Cały czas nie mogłem zebrać się na to i zapytać co ją dręczy, dlaczego czasami jest taka smutna. Jednak mimo wszystko było nam razem bardzo dobrze.
Tak - kochałem ją. Pierwszy raz od śmierci mojej żony zdołałem kogoś pokochać. Znowu byłem szczęśliwy.

Minął kolejny rok. Ja i Julia jesteśmy ze sobą. Na myśl, że może być inaczej robi mi się słabo. Dzisiaj mija dziewięć lat od tragicznej śmierci Judyty. Jak w każdą rocznicę jadę do tego lasu gdzie zginęła moja żona. Ale teraz nie podążam tam sam, jest ze mną Julia. Postanowiłem oświadczyć się jej właśnie w tym miejscu. Nie wiem dlaczego chcę zrobić to właśnie tu, w tym strasznym dla mnie terytorium. Może w ten sposób chce wyrazić szacunek dla zmarłej osoby. Myślę, że Julia nie domyśla się o co chcę ją dzisiaj poprosić.

Dojeżdżamy do lasu, parkuję przy krawężniku i oboje wychodzimy z samochodu. Obejmuje moją kobietę ramieniem i tak przytuleni wchodzimy między drzewa. Na chwilę zatrzymujemy się w tym miejscu gdzie stoi krzyż i tabliczka. Patrzę na to drzewo. Zamyślam się. Julia zbliża swoją twarz do mojej i opiekuńczo całuje mnie w policzek.
- Chodź - szepcze mi do ucha.
Idziemy dalej ścieżką w głąb lasu. Nad nami jest piękne błękitne niebo. Przez korony drzew przebijają się mocne promienie słońca. Dochodzimy do polanki z krótko przystrzyżoną trawą. Zatrzymujemy się, Julia obraca się twarzą do mnie. Patrzę jej głęboko w oczy i mówię:
- Kocham cię.
- Ja ciebie też - odpowiada.
- Już dawno chciałem ci coś powiedzieć - robię krótką pauzę i zaczynam mówić dalej - Pragnę byś została moją żoną. Proszę cie wyjdź za mnie.
Julia milczy, widzę, że chce coś powiedzieć, ale nie może wydobyć z siebie słowa.
Ja czekam. Ona spuszcza głowę, chowa twarz w dłoniach. Zaczyna łkać, drżą jej ramiona.
Zdezorientowany pytam:
- Co się stało? - i obejmuję ją.
Odsuwa się ode mnie o krok i mówi szlochając:
- Przepraszam, ale nie mogę za ciebie wyjść, choć tak bardzo cię kocham.
- Dlaczego? Co się dzieje?!
- Twoja żona.
- Co moja żona?!
- Widziałam jak zginęła. - Julia łka i ciężko wypowiada słowa - byłam tu dziewięć lat temu. To ja spowodowałam ten wypadek - wydaje z siebie okrzyk rozpaczy - to ja przyczyniłam się do jej śmierci! Przeze mnie straciłeś żonę.
Zaniemówiłem. Teraz rozumiem jaką tajemnicę Julia skrywała przez cały czas. Pojmuję, że chciała utopić swoje smutki w szklance alkoholu.
Milczę dalej.
- Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- To był wypadek - wreszcie zdołałem wykrztusić z siebie słowa.
- Tak, ale to moja wina. I chyba nie będę potrafiła żyć u twojego boku mając tą świadomość.


Drzewa zdają się nas otaczać. Patrzę na nie, a potem patrzę na twarz Julii. Widzę piękno. Widzę rany. Chcę do niej podejść. Jednak nie mogę. Nie wiem dlaczego. Chcę i wiem, że powinienem. Jednak nie mogę.
Zamiast tego odwracam się i odchodzę od kobiety, którą kocham. Spodziewam się, że mnie zawoła, próbując zatrzymać. Nie robi tego. Pozwala mi odejść. Słyszę jej płacz.
Idę dalej. Idę, aż wychodzę z lasu i wracam do samochodu. Siadam na krawężniku i zamykam oczy.
W końcu będzie musiała do mnie przyjść. Tak więc siedzę i czekam na nią. Zastanawiam się, co będzie, kiedy do mnie przyjdzie. Zastanawiam się, czy odjedziemy stąd razem, czy też te lasy, po tylu latach, zabiorą jeszcze jedną ofiarę.
  • awatar Fecunditas: Piękne i wzruszające opowiadanie opowiadanie z nutką erotyzmu.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

blog-sex
 
Sonia zadzwoniła do mnie do pracy.
- Wpadnę pod wieczór, co? - spytała - chciałabym trochę pogadać
- Dobra, ok
Nawet się ucieszyłem, bo nie lubię samotnych, piątkowych wieczorów. Na ten wieczór nie miałem akurat planów, więc dobrze się złożyło.
Sonia jest moją przybraną, albo: przyszywaną siostrą. (Nie wiem nawet, która nazwa jest prawidłowa). Ponad dwadzieścia lat temu spotkali się nasi rodzice. Oboje byli wtedy samotni i szukali szczęścia. Miałem pięć lat, Sonia siedem.

Teraz siedzieliśmy u mnie na miękkich fotelach z kieliszkami wina w rękach zasłuchani w dźwięki piosenek mojej ukochanej Adele.
Milczeliśmy, ale wcześniej Sonia pozwierzała mi się dość "obficie" i wyżaliła. Chodziło o to, że z Jackiem - jej facetem - przechodzili poważny kryzys. Nie dogadywali się, kłócili. Na szczęście nie dochodziło do rękoczynów (bo chyba bym go ubił), ale sytuacja była napięta. Jacek wziął Wiktorię (ich córkę) i pojechał do swej Matki.
Zaproponowałem, że obiję mu mordę, tak profilaktycznie, ale propozycja upadła.

- Zatańczymy? - spytała Sonia
Właśnie rozlegały się pierwsze dźwięki "Someone Like You". Podniosłem się z fotela. Jeśli chodzi o taniec to jestem drewniana noga, ale utwór był wolny i dostojny więc powinno obyć się bez strat w ludziach. Przytuliliśmy się do siebie, policzek do policzka. Sonia praktycznie przykleiła się do mnie. Między nami nie było żadnej szpary. Powoli stawialiśmy kroki.
Nie ukrywam, że cała ta sytuacja sprawiła mi dużą przyjemność...

Sonia, Sonik, Sonija, Cerwona Sonya, Sanyo, Sony - tak ją nazwałem. Lubiłem ją i nadal lubię. Nigdy nie było między nami jakichś większych spięć. Traktowaliśmy się raczej po kumpelsku, bo przecież przyszywane rodzeństwo, to żadne rodzeństwo. Nasi rodzice byli szczęśliwi ze sobą, czyli: wszystko grało.
A poza tym niezła z niej była laska. Niejednemu mojemu kumplowi "stawał" na jej widok, czego nie potrafili ukryć podobnie jak głodnych spojrzeń. Każdy był pod wrażeniem i to dużym. Ja też byłem, ale u mnie było gorzej, albo lepiej, bo te widoki miałem codziennie...
Teraz też wyglądała ekstra. Miała niezłą figurę, a duży biust i zgrabny, krągły tyłeczek... - po prostu - miodzio.
Prawdziwa kobieta, z krwi i kości, silna, świadoma swej kobiecej siły, wiedząca czego chce. W tym momencie wydała mi się jeszcze bardziej pociągająca niż dziesięć lat temu.
Było na czym zawiesić oko.
Do głosu doszły moje dawne pragnienia. Przypomniałem je sobie i odświeżyłem w pamięci...


Po raz pierwszy zobaczyłem w niej kobietę w wieku czternastu lat. Było to pewnego wieczora, gdy zamyślony wszedłem do łazienki. Nie zauważyłem, że była ona zajęta przez Sonię. A ona stała naga przed lustrem osuszając ręcznikiem swe ciało. Przed chwilą musiała wyjść z wanny.
Znieruchomieliśmy na kilka sekund zaskoczeni sytuacją. Co najdziwniejsze - milczeliśmy. Nie było żadnych pisków, wrzasków, nerwowych ruchów i tym podobnych rzeczy. Po prostu tak staliśmy.
Pochłaniałem ten niecodzienny obraz. Wszystko we mnie zawrzało. Podnieciłem się momentalnie.
Sonik pierwsza odzyskała zimną krew.
- Napatrzyłeś się już? - spytała cicho i spokojnie, bez agresji w głosie.
Stała do mnie bokiem, więc jej wdzięki prezentowały się niezwykle subtelnie.
- Nie - odpowiedziałem nieco zadziornie - przepraszam...
Miałem szczery zamiar odwrócić się i wyjść, ale Sonia zareagowała szybciej. Odwróciła się do mnie przodem, ale jednak przykryła się ręcznikiem w pasie.
- Okej – stwierdziła - a teraz spływaj...
Nie potrafię określić co się ze mną wtedy działo. Ale spłynąłem... z niechęcią.
Ten obraz długo we mnie siedział. No wiadomo przecież... normalny chłopak, nastolatek, hormony pracują w akordzie, a tu takie ciało. I to na żywo. Nie żadna rozkładówka Playboy'a czy jakiegoś "świerszczyka", ale pełen real.
Kurde, jaka ona była piękna. Jak wodna nimfa wynurzająca się z toni jeziora. Wilgotne włosy opadły niedbale na jej ramiona. Kropelki srebrzyły się na jej jedwabistej skórze. Piękne, okrągłe, duże cycuszki, duże różowe aureole wokół sutek. Niżej płaski brzuszek. Potem kosmaty ręcznik, który przysłonił mi widok. (Ale od czego moja wyobraźnia, która podsunęła mi i dopowiedziała resztę). No i dwie zgrane nóżki, niczym dwie kolumny. Kurde...
Od tej pory pojawiała się w moich snach i wizjach erotycznych. A że moja wyobraźnia to niczym nie ograniczony ocean, to były to wizje naprawdę odważne. No dobra... to były świństewka pierwszej wody.

Teraz tańczyliśmy.
Moja dłoń mimowolnie i nieświadomie zsunęła się na tyłek Sonii. Nie zdawałem sobie nawet z tego sprawy, dopóki nie zobaczyłem naszego odbicia w szybie jednej z gablotek mojego segmentu. Skoro jednak Sonia nie protestowała...
Przytuliła się za to jeszcze mocniej i objęła za szyję.
Dawno już trwał kolejny utwór. Naszego tańca nie zakłóciła nawet przerwa pomiędzy jednym, a drugim...


Rozlałem do kieliszków resztę wina. Osuszyliśmy całego Mogen Davida. Dobre wino i nastrój chwili zrobiły swoje. Było mi ciepło, ba... wręcz gorąco.
Do tego jeszcze Sonia usiadła mi na kolanach opierając się o jedną poręcz fotela, a nogi o drugą.
- O czym myślisz? - spytała.
Szczerze mówiąc o niczym nie byłem w stanie myśleć. Coraz bardziej było mi gorąco. Czułem się jak w fińskiej łaźni.
Nagle myśl jak płomień wpadła mi do głowy.
- Szczerze? - zapytałem dla całkowitej pewności.
- Jak najbardziej
- Więc, pomyślałem sobie... - wziąłem większy oddech - pomyślałem, że... nooo...
- No wykrztuś wreszcie...
- Poszedłbym chętnie z tobą do łóżka...
Drgnęła nieco i znieruchomiała co dokładnie odczułem. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Walczyłem ze sobą, aby pierwszy nie odwrócić wzroku. Udało się...
To Sonia pierwsza "pękła".
- Pieprzysz - burknęła odstawiając kieliszek.
Targnęło mną złe przeczucie. Cholera, przegiąłem i wszystko szlag trafił.
- Pieprzysz... - powtórzyła
- Wcale nie - postanowiłem brnąć dalej, bo skoro powiedziałem A, to muszę powiedzieć B i C, żeby nie być D - od dawna o tym marzyłem, do dziś cholernie mnie jarasz, zawsze marzyłem, że znajdziemy się w takiej sytuacji jak dzisiejsza i...
- Napijemy się jeszcze? - przerwała mi pytaniem.
Wstała.
Miałem jeszcze jednego Mogena. Otworzyłem go i rozlałem do kieliszków.

Sonia stała przy oknie i wyglądała przez nie oparta o parapet.
- Naprawdę o tym marzyłeś? - spytała nie odwracając głowy.
- Naprawdę - potwierdziłem
- To czemu nie powiedziałeś o tym wcześniej?
- Czemu?! Nie wiem – odpowiedziałem - nigdy nie byliśmy normalną rodziną... zawsze luz i względna beztroska,... normalnie, całe życie z wariatami... ale to chyba dobrze, że tak się układało naszym staruszkom i w ogóle - chyba się trochę motałem - nie wiem czemu...
Sonia trzymała już w ręce kieliszek.
- Napijmy się... za nas - wzniosła toast, a nieśmiała nadzieja wkradła się w moje serce.
Stuknęło szkło.

Równocześnie odstawiliśmy kieliszki. Staliśmy bardzo blisko siebie. Sonia zarzuciła mi ręce na szyję i zbliżyła swe usta do moich. Zaczęliśmy się całować.
Nasz pocałunek był wprost nieziemski. Jeszcze nigdy się tak nie całowałem. Znaczy: nigdy tak się z Sonią nie całowałem.
Mam dwadzieścia sześć lat, moment inicjacji dawno już za sobą, kilka partnerek z dłuższym lub krótszym stażem w związku, a tu nagle... A tu nagle i tu wcale nie zalewam, poczułem się jak nastoletni gówniarz, który po raz pierwszy "wpada z dziewczyną w ślinę".
Kurde... Jak Sonia świetnie całowała. Nasze języki szalały. Robiło się coraz bardziej "ślisko". Moje slipy już trzeszczały w szwach rozpierane przez nabrzmiewającą męskość.
- Chodź - wyszeptałem biorąc Sonię za rękę.
Poprowadziłem ją do sypialni. Nawet nie wiem po co zamknąłem za nami drzwi.
- Chodź - powtórzyłem.
Już ściągaliśmy swe ubrania. Moja koszula, spodnie, skarpety a na końcu majtki lądowały na podłodze. Podobnie ciuchy Sonii.

Opadliśmy na pościelone łóżko. Wtuliliśmy się mocno w siebie. Nasze pocałunki były gorące, pieszczoty dzikie i nienasycone. Zupełnie tak jakbyśmy na siłę chcieli nadrobić to, co nas ominęło.
Całowałem twarz Sonii. Składałem szybkie pocałunki na jej policzkach i wargach. Zaczęliśmy rytmicznie falować.
Piersi Sonii były nabrzmiałe i twarde. Objąłem wargami jej sterczący sutek. Ssałem go. Dotknąłem czubkiem języka. Dłonią masowałem drugą pierś. Ścisnąłem ją nieco mocniej i przeniosłem na nią swe pocałunki.
Paznokcie Sonii wbijały się w moje plecy. Nie czułem jednak żadnego bólu.
Moja ręka powędrowała między jej nogi. Przykryłem dłonią wilgotną muszelkę by po chwili wsunąć środkowy palec pomiędzy wargi sromowe. Z ust Sonii wyrwał się pierwszy, głośny jęk rozkoszy. Po chwili kolejne...
Nie przerywałem tej czynności i posuwałem Sonię palcem zasłuchany w odgłosy ekstazy.
Poprawiłem nieco swą pozycję by mogła sięgnąć i schwycić w dłoń mojego penisa.
Odwróciłem się na plecy. Pozwoliłem przejąć Sonii inicjatywę, a ona od razu to wykorzystała. Całowała mnie po twarzy jednocześnie "maltretując" dłonią zaciśniętą w pięść mojego kutasa. Robiła to gwałtownie i mocno naciągała skórkę odsłaniając żołądź. Gdy syknąłem po raz kolejny stała się delikatniejsza i zwolniła tempo.
Wzięła go do buzi. Jęknąłem. Głowa Sonii równomiernie opadała i wznosiła się. Totalny odjazd...


Teraz przyszła moja kolej. Wtuliłem twarz między nogi Sonii. Całowałem i lizałem jej cipkę. Była rozgrzana do czerwoności i wilgotna wypływającymi z głębi sokami rozkoszy. Była już gotowa...
Przytknąłem penisa do szczelinki. Zacząłem powoli wsuwać się w nią aż po same jądra. Trzymając mocno Sonię w biodrach wykonałem kilka naprawdę mocnych pchnięć, a za każdym razem z ust Sonii wyrywał się rozkoszny jęk.
Objąłem jej głowę mając ręce zgięte w łokciach na których się opierałem. Całowaliśmy się. Wchodziłem w nią rytmicznie falując w równym tempie.
Cipka Sonii przyjmowała mojego penisa na całej długości. Czułem, że wypełniam ją całą.
- Tak, tak, tak, tak... - jęczała Sonia.
Urywane dźwięki z jej ust były wspaniałą muzyką. Stawały się coraz głośniejsze...
Doszliśmy jednocześnie do finału. Wystrzeliłem w Sonię cały swój arsenał.
Oparłem głowę na jej cycusiach. Sońka objęła mnie i przytuliła mocno do nich. Trwaliśmy tak uspokajając oddechy...
Sonia gładziła moje włosy.


Wciąż leżeliśmy w takiej pozycji w jakiej zastygliśmy. Ja chyba nawet trochę się zdrzemnąłem.
- Dobrze mi jest, wiesz... - usłyszałem głos Sonii - tak dobrze dawno mi nie było... jesteś cudowny...
- Ty też byłaś całkiem niezła, nie spodziewałem się, że masz tyle ognia w sobie...
- Wielu rzeczy o mnie nie wiesz... braciszku...
Spojrzałem na nią uważnie. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
- To było takie... - tu zabrakło mi słów.
- Niesamowite?
- Taak... - zgodziłem się i nagle spytałem - a nie przyszło ci do głowy, że jesteśmy trochę walnięci?
- Nie, ale trochę zgłodniałam... Masz coś w lodówce?
- Coś się powinno znaleźć...

Jedliśmy kanapki w łóżku. Normalnie jak świnki. Patrzyłem na Sonię przełykając kolejne kęsy. Po raz pierwszy widziałem ją taką, a ona mnie.
Byliśmy nadzy i nie przysłanialiśmy swych intymnych sfer. Pełna "głasnost i pierestrojka", nic do ukrycia i śmierć krawatom...
Nie próbowałem nawet zbierać swych myśli.

- Jeszcze... - zalotnie szepnęła do mojego ucha.
Jej palce już błądziły w okolicy mojego podbrzusza. Była nienasycona. Czułem na policzku jej gorący oddech.
- Jesteśmy niemoralni - stwierdziłem
- Wiem - uśmiechnęła się - zboczone świntuszki z nas... to jest bardzo podniecające, nie uważasz?
- Sam nie wiem co myśleć...
- Więc nie myśl... - muskała ustami moją twarz - nie myśl o niczym, tylko poddaj się chwili...
Nie przerywała i całowała mnie coraz dalej. Doszła do sterczącego pala. Zaczęła i jego obsypywać pocałunkami. Potem wzięła go pomiędzy swoje piersi. Otuliła go nimi. Wyglądał jak parówka w cieście. Sonia poruszając się i swoimi piersiami masowała go i próbowała schwycić w usta.
Przyciągnąłem Sonię do siebie tak, aby mieć te dwa okrągłe cudeńka tuż przy twarzy. Sutki sterczały i te czerwone niteczki krwiobiegu wokół nich... To było tak bardzo podniecające i stymulujące.
Położyłem Sonię na plecach. Przykucnąłem nad nią a mój penis znalazł się w wąwozie między dwoma tymi cudami. Przesuwałem nim delikatnie, gdy otulała go nimi a ja przytrzymywałem je rękami. Sonia mocno złapała mnie za pośladki.
- Daj mi go - wyszeptała
Uklęknąłem przy jej twarzy, ale w przeciwnym kierunku niż leżała. Pochyliłem się do przodu i opierając na ramionach położyłem twarz między nogami Sonii. Moje uda i łydki tworzyły kąt prosty a twarz Sonii znalazła się pod wzwiedzionym członkiem. Opuściłem biodra nieco w dół, by mogła mieć łatwiejszy do niego dostęp i bez problemu wziąć go do buzi. Taka odwrócona pozycja sześć na dziewięć.
Lizałem jej wilgotną szparkę. Spijałem soki. Drażniłem językiem łechtaczkę.
Sperma buzowała już w moich jądrach.
- Zaraz wytrysnę - wycharczałem.
Gorący strumień wystrzelił na brzuch i piersi Sonii. Po chwili doszła i ona.

Ostatnią rzeczą, którą zarejestrowałem nim zasnąłem było to, że elektroniczny budzik wskazywał godzinę 3.19. Jeszcze tylko przygarnąłem Sonię mocno do siebie.
Obudziłem się przed szóstą. Cicho wysunąłem się z łóżka.
Pod prysznicem próbowałem to wszystko jakoś ogarnąć, ale za cholerę nie byłem w stanie. W mojej głowie nadal była "wielka kołomyja".
Sytuacja trochę mnie przerosła. No, bo jak miało być inaczej skoro w sypialni spała moja przyszywana siostra, z którą kochałem się przez całą noc i przyznaję, że był to najlepszy seks w moim życiu.
Kur... Nic nie kumałem.

Gdy wszedłem do sypialni Sonia otworzyła oczy i uśmiechnęła. Naciągnęła mocniej kołdrę.
- Już wstałeś? Cześć.
- Cześć
Usiadłem na łóżku.
- I jak? - spytała
- Zajebiście - odpowiedziałem zgodnie z prawdą
- Mnie też... chodź - klepnęła dłonią kołdrę i zrobiła mi miejsce
- Słuchaj, czy my trochę nie przegięliśmy... siostrzyczko - jakoś przeszło mi przez gardło to określenie
- Nie. Dlaczego? Oboje tego chcieliśmy, prawda?... Spełniliśmy swoje marzenia...
- Tylko nie mów, że ty też mnie pragnęłaś?... Takiego szczawia?! - byłem zdziwiony
- Szczawiem byłeś za dzieciaka, ale teraz całkiem niezłe z ciebie ciacho...
- Ok, dzięki, kupiłaś mnie - zaśmiałem się - idź się wykąpać, ja skoczę po bułki, zjemy śniadanie... chyba że jeszcze chcesz pokimać?
- Nie chcę... Rozkaz Wodzu - zasalutowała
Przy tym ruchu kołdra opadła w dół odsłaniając jej cycki. Teatralnym gestem zakryła je dłońmi wydając jednocześnie równie teatralnie przesadzony pisk.
- Aaaaa... - i nagle spoważniała - będę tu jeszcze mogła u ciebie posiedzieć?
- Jasne - moja odpowiedź była błyskawiczna
- Nie chcę siedzieć sama w pustym mieszkaniu
- Okej... Tylko, mam nadzieję, że wiemy co robimy
- Aha, a nawet jeślibyśmy trochę się zapomnieli, to lepiej zgrzeszyć i żałować, niż...
- Żałować, że się nie zgrzeszyło - dokończyłem.

Sobota w rozkwicie.
Po śniadaniu pojechaliśmy na zakupy, potem po parę drobiazgów Sonii. Obiad.
I już zrobiło się ciemno jak to zwykle bywa w lutym.
Wieczorem chciałem trochę popracować. Rozłożyłem laptopa i nawet otworzyłem potrzebne ikonki z dokumentami kiedy spojrzałem na Sonię. Ochota do pracy odeszła natychmiast.
Leżała niedbale na kanapie w krótkiej koszulce do połowy brzucha i krótkich spodenkach. Lewą nogę zgięła w kolanie. Czytała książkę.
Wyglądała ekstra i zaparło mi dech w piersiach. Nie wytrzymałem i usiadłem obok. Udawała, że mnie nie zauważa.
- Hmm... hmm... - to ja.
I nadal cisza.
Dotknąłem palcami jej stopy i powoli sunąłem w stronę kolana
- Miałeś popracować - odezwała się.
- Robota nie zając
- Więc...? - spytała odkładając książkę
- Więc oddajmy się szaleństwu nim noc się skończy - zaproponowałem
- Spodobało ci się?
- Zawsze mi się podobałaś
Głaskałem Sonię po udzie.
- Piękna jesteś...
Komplement był tu chyba na miejscu.
- Łał... mówisz tak, bo chcesz mnie przelecieć...
- Oczywiście...
Świetna żonglerka słowna.
Sonia podniosła się i położyła dłonie na moich policzkach.
- Wiesz co? - spytała - mogłabym się z tobą bzykać nawet gdybyś był naprawdę moim bratem...
Zatkało mnie a Sonia potarła nosem o mój nos.
Zaczęliśmy się całować.

Ściągałem spodenki z Sonii. Zsunąłem je do kostek, a potem odrzuciłem w bok. To samo zrobiłem z czarnymi stringami. Wzgórek łonowy Sonii był wydatny i skojarzył mi się w tym momencie z polem bitewnym, na którym niedługo rozegra się miłosna konfrontacja.
Sonia rozłożyła nogi. Jej cipka stała przede mną otworem.
Dotknąłem jej ustami. Zrobiłem mocny wdech. Była świeżutka i pachnąca.
Rozsunąłem palcami srom. Przesunąłem językiem po szparce. Czubkiem języka zahaczyłem o maleńki diamencik u wejścia do pochwy. Na nim się skoncentrowałem. Sonia zaczęła coraz szybciej i głębiej oddychać.
- O tak, o tak, o tak... wyliż mi ją dokładnie... jestem twoja... cała twoja... zrób ze mną co zechcesz - jęczała.
Wstałem. Ściągnąłem spodnie i majtki. Klęknąłem między nogami Sonii. Sonia zgięła je w kolanach i uniosła miednicę.
Zwilżyłem śliną swojego kutasa i wsadziłem go w nią z impetem. Mocnymi pchnięciami wbijałem się coraz głębiej.
Sonia wygięła się w łuk. Jej koszulka zsunęła się pod szyję i odsłoniła piersi, które przy każdym ruchu podjeżdżały w górę....

To było takie dzikie, zwierzęce i nieokiełznane.
Pozbyłem się wszystkich wątpliwości i obaw. Pozbyłem się tego paraliżującego strachu, że robimy coś złego, niestosownego, wynaturzonego i sprzecznego z przyjętym prawem oraz obowiązującym tabu. I to tak od razu, praktycznie w jednej chwili.
Fakt - był jeszcze Jacek i Wiktoria, ale to raczej inna już historia.
Sonia była moja. Moja. Moja...
Dochodząc wytrysnąłem w jej wnętrze, a po sekundzie poczułem wzmożoną falę wilgoci wydobywającą się z niego...

Wstałem. W kuchni nalałem sobie soku. Po chwili obok mnie znalazła się Sonia. Przytuliła się do mnie i odsunęła po chwili.
Nagle wybuchnąłem śmiechem.
- Z czego rżysz?
- Z nas – odpowiedziałem - dziwnie musimy wyglądać... dwoje golasów w kuchni...
Oparłem się o zlewozmywak.
- Ale nareszcie mamy okazję zobaczyć siebie bez tych cholernych masek, które przybieramy codziennie - powiedziała
- Chyba bez ciuchów - trwałem przy swoim
Sonia nagle ożywiła się:
- Wiesz kiedy jesteśmy najbardziej sobą?... Kiedy jesteśmy najprawdziwsi?... Kiedy uprawiamy namiętny seks z osobą, którą kochamy...
Objąłem Sonię mocno. Trwaliśmy tak bez ruchu dłuższą chwilę.

Sonia otworzyła lodówkę i wyciągnęła z niej jakiś serek homogenizowany w kubku.
- Po dobrym seksie zawsze jem – stwierdziła - inni palą, a ja jem.
Spojrzała na mnie, a ja dostrzegłem w jej oczach, że coś wpadło jej do głowy. Podeszła do mnie blisko. Pocałowała szybko w usta a następnie przykucnęła. Chwyciła dwoma palcami mojego penisa, obciągnęła skórkę odsłaniając żołądź i zanurzyła prawie całego w serku.
Przeszły mnie dreszcze. Po pierwsze: to było dla mnie nowe, a po drugie: serek był nieco zimny.
Sonia zlizywała białą masę. Wsadziła go całego.
To było takie zajebiste. Jęczałem z rozkoszy, gdy Sonia pochłaniała go systematycznie.
Wytarła usta dłonią.
- Mleczny kącik - stwierdziła wstając.
Pociągnęła mnie z rękę w stronę sypialni.
Po drodze zdążyłem wziąć czekoladę ze stolika.
- Teraz moja kolej na konsumpcję - uśmiechnąłem się.

Sonia położyła się na łóżku z rozłożonymi nogami.
Rozsunąłem jej srom i włożyłem pomiędzy wargi kostkę. Poczekałem chwilę aż zacznie się rozpuszczać. Wylizywałem słodycz starannie. Sonia jęczała...
Nie mogłem już wytrzymać i wsadziłem w nią penisa.
Chciałem ją mieć, właśnie tu, właśnie teraz.
Patrzyłem jak zagłębiam się w nią raz po raz. To był niezwykły widok, chociaż znany mi dobrze.
Sonia otworzyła przede mną nieznaną bramę. Pokazała nową, całkiem inną ścieżkę pełną mistycznych doznań. Jeszcze bardziej głębszych niż dotychczasowe...
Wysunąłem się z jej cipki, by wytrysnąć na jej brzuch. Opadłem delikatnie po chwili na jej ciało...
Zasnęliśmy...
 

blog-sex
 
Gorzów, Galeria Askana - restauracja Sfinks. Marcin kończy obiad. Dostrzega atrakcyjną dziewczynę, która właśnie wchodzi do restauracji. Dziewczyna jest zjawiskowa. Przyciąga wzrok wszystkich mężczyzn. Zgrabna sylwetka, ładna buzia, wszystko na swoim miejscu i w odpowiednim rozmiarze... Około metr siedemdziesiąt pięć, włosy... włosy czerwone, asymetrycznie uczesane. Dziwna fryzura. Czerwień agresywnie atakuje wzrok... a te nogi... krótka spódniczka odsłania nawet zbyt wiele, prowokuje, ale w granicach dobrego smaku. W tej akurat dziedzinie, tolerancja Marcina jest olbrzymia... Dziewczyna rozgląda się. Szuka kogoś? Ciekawe, przecież jest tu prawie pusto. Dwie pary, kilku samotnych facetów, którzy wlepiają oczy w nowo przybyłą. Starsza pani czyta gazetę w narożniku. Dziewczyna zbliża się do Marcina. Dzień dobry - mówi - widziałam, że ma pan poznańską rejestrację. Czy jedzie pan w kierunku Międzychodu?

Jadę - Marcin czuje zazdrosne spojrzenia mężczyzn. Powiedzmy szczerze - naprawdę zamierzał wybrać przeciwny kierunek, ale dalszy rozwój zdarzeń zapowiada się interesująco.

A czy mógłby mnie pan wziąć?

Słowo wziąć - podziałało na Marcina. Przybrał twarz hazardzisty. Opanował uśmiech. Ona to dostrzegła. Pośpiesznie dodała - wziąć w kierunku Międzychodu...

To, co teraz powiedziała, zdekonspirowało ją - myślała o tym samym. Nie jest cnotką. Marcin lubił niezbyt cnotliwe dziewczyny, a marchewka wydawała się niezwykle ponętna. Jednym słowem myśliwy był coraz bardziej zaintrygowany zwierzyną, która pchała się w jego łapy.

Oczywiście, chętnie panią wezmę... Wymawiając słowo "wezmę" Marcin spojrzał prościutko w jej źrenice. Jej oczy zabłysły a źrenice wyraźnie się powiększyły. Dobry znak. Próbowała wytrzymać jego spojrzenie, ale opuściła oczy... Nikt nie mógł mierzyć się z Marcinem na długość spojrzenia... Jedziemy, tylko dokończę kawę, powiedział. Czy można zaproponować pani kawę?

Z przyjemnością - uśmiechnęła się do niego. Była w jej uśmiechu dobra wróżba. Marcin zapomniał o obowiązkach, zapomniał o tym, że jechał do Pyrzyc, aby zawieźć narzędzia. Poczuł przypływ męskiej energii. Myśli wydawały się szybkie i jasne... jak nigdy... Przed oczami przesuwały się obrazy,... niezbyt skromne. Widział marchewkę już za dwie - trzy godziny... bez bluzki błaga, aby nadal pieścił jej piersi, gryzł je delikatnie... Widział ją bez tych wszystkich niepotrzebnych fatałaszków, które kobieta ma na sobie, kiedy mężczyzna myśli tylko o jednym... widział już, jak ona płytko i często oddycha... i wreszcie zachłystuje się potężną dawką tlenu... Czy pokój jest posprzątany - szybko analizował swoje mieszkanie... Gdzie ja rzuciłem rano ręcznik, a gdzie wczoraj skarpetki... Czy zasłałem łózko???? Tak, chyba tak... Było w tej dziewczynie coś niezwykle pociągającego. Mogła się podobać! To było takie właśnie uczucie, które czasami pojawia się znienacka i wtedy chcemy śpiewać, tańczyć i robić najgłupsze rzeczy. Niestety taki stan nie pojawia się często. Marcin od dawna nie czuł takiej fascynacji. Bez fascynacji też można bzyknąć laskę, nawet z litości można, bo głupotą byłoby nie skorzystać z okazji, ale to nie to samo, co w takim euforycznym stanie, jaki właśnie się przydarzył.

Spojrzał innym okiem - biuścik trójka, w ogóle taka panienka w sam raz... nie za wysoka ani nie za niska, twarz sympatyczna, symetryczna. Usta... świetne... Marcin prawie czuje jej usta na swoich wargach - na pewno są słodkie i ciepłe... na pewno całuje tak, że faceta aż ciarki przechodzą... Czy ona domyślała się co dzieje się w jego głowie? Dyskretnie nie dawała po sobie niczego poznać. Skoncentrowała wzrok na swojej dłoni, oceniając stan lakieru na paznokciach. Dłonie miała zadbane, gładkie, paznokcie nieznacznie przedłużone i pomalowane pękającym lakierem.

Zapytał o lakier a rozmowa potoczyła się wartko. Głównie to ona mówiła... Dowiedział się, jakie odcienie są dostępne, gdzie można taki lakier kupić. Wspomniała o tym, jak koleżanki zazdrościły jej zakupu, pojechały do tego samego sklepu, ale był zamknięty. Biedactwa musiały jechać dwa razy a za drugim razem akurat takiego koloru nie było... Bo ten kolor jest bardzo trendy - znika błyskawicznie...

Mówiła jeszcze o solarium, które jest obok tego sklepu z lakierami. W tym solarium jej koleżanka uległa poparzeniu, bo wentylacja nie działała... teraz toczy się sprawa w sądzie i ona właśnie była świadkiem, tak, tu w Gorzowie... Była świadkiem, bo też kiedyś była w tym solarium i jakoś tak było jej zbyt gorąco... Gorąco, ale nic się nie stało... Lubi pan chodzić do solarium - ja wiem, że to szkodliwe, ale uwielbiam...

Nie, nie bywam....

To koniecznie musi się pan wybrać, zobaczy pan, jakie to ekstra - była wyraźnie podekscytowana wspomnieniem solarium.

A czy tam trzeba się rozebrać?

Pewnie...

To ja bym, nie mógł... Nie miałbym śmiałości... Widzi pani, ja jestem bardzo wstydliwy...

Ha, ha, ha - nie wierzę... a zresztą - przecież tam jest pan sam. Jeden w pomieszczeniu - nikt nie widzi....

Jak pani na imię - zapytał przed wyjściem.

Marta.

A ja jestem Marcin - podał jej rękę - jeśli mamy jechać, to zapraszam. Odwzajemniła uścisk dłoni i z uśmiechem spojrzała w jego oczy. Patrząc sobie w oczy, unieśli się z krzeseł. Tym razem patrzyła dłużej, ale też skapitulowała. Zaczerwieniła się...

Podczas jazdy mówiła coś o koncercie Miker17;a Oldfielda w Berlinie, na który zamierzała się wybrać i o tym, że koleżanki nie lubią takiej muzyki - wolą disco polo... A pan - jaka muzykę lubi...

Marcin miał odpowiedzieć, kiedy przerwała mu... Proszę... Powiedziała, proszę niech pan się na chwile zatrzyma tu, obok cmentarza - niedobrze mi... Chyba będę wymiotować...

Jest pani w ciąży?

Nie, skąd... Po prostu mi niedobrze. Potrzebuję kilku głębokich oddechów... Tylko na chwilę,... Proszę...

Głęboki oddech... To działało na wyobraźnię. Marcin zjeżdża na pusty parking przed cmentarzem... Cmentarz jak wymarły (ha! ha!...) Kto chodzi po wiejskim cmentarzu w czwartek o szesnastej? A jednak nie, nie jest pusty... Dwóch mężczyzn pojawia się wśród nagrobków... Gdyby to byli murarze, to powinien stać tu ich samochód. Przecież nie przyszli pieszo z towarem. Marcin czuje, że coś nie gra...

Marta wysiadła. Nie, nie wymiotuje. Podaję rękę jednemu z nich. Coś mówi... Marcin nie słyszy o czym mówią. Zaciska pięść. Drugi nieznajomy otwiera drzwi Marcinowego auta i bezczelnie wyciąga go z samochodu.

Pan pójdzie dalej sam. Samochód zabieramy - Dalej Dżesika wsiadaj, pożegnaj się z panem.

Bardzo był pan miły - dziękuję za podwiezienie - mówi marchewka z uśmiechem.

Marcin chwyta głowę napastnika i uderza silnie o maskę samochodu. Gość nie spodziewał się tak szybkiej i zdecydowanej reakcji. Zalał się krwią i osunął na ziemię. Właśnie z trudem usiłuje odzyskać pozycję pionową. Marcin rzuca się ku drugiemu mężczyźnie. Nie ma czasu na dyskusje. Gość widząc, co się dzieje odwraca się i rzuca do ucieczki w kierunku bramy. Marcin skacze na niego, jak tygrys, przewraca... szarpie jego ręką, wyginając ją do tyłu. Facet wyje z bólu.

Marchewka doskoczyła do Marcina i okłada go pięściami... Bije zajadle, próbuje kopnąć i nawet się jej to kilka razy udaje. Marcin nie czuje tych uderzeń, z wyjątkiem jednego solidnego kopnięcia w goleń... Wycedził przez zęby do leżącego napastnika - leż tu, bo łapy połamię i pochwycił Dżesikę za kark. Wyrywa się. Przełamał jej opór i prowadzi do auta. Posadził ją na tylnym siedzeniu. Zatrzasnął jej ręce na oparciach. Dobrze, że kumpel to kiedyś wymyślił. Dziewczyna szarpie rękoma... Nie, nie może wstać, nie może wyjść, może tylko krzyczeć "puść mnie, zostaw ty bydlaku". Tak właśnie krzyczy.

Marcin wyjmuje spod fotela kajdanki. Pierwszy z napastników właśnie zmierza ku niemu z niewielkim nożem w ręce, Jest zamroczony, po twarzy spływa krew. Ostrze pobłyskuje w dłoni. Wydaje się otępiały i wściekły zarazem. Wypuść ją, ty ch... mówi wzburzonym głosem. Marcin wiele razy ćwiczył takie sytuacje, więc precyzyjnie kopie w jego dłoń i bez trudu wysyła nóż w powietrze. Pcha napastnika w kierunku kolegi, który prawie już wstał. Upadek kolegi zatrzymuje go w znów poziomie. Marcin skuł ich prawe nogi kajdankami na wysokości kostek.

Do zobaczenia chłopcy - powiedział - miło było was poznać. Znajdźcie inną robotę, bo do tej się nie nadajecie...

Odjeżdża, pozostawiając ich przed bramą cmentarza.

Przepraszam cię Marcinie - usłyszał z tylnego siedzenia... Ja, ja nie chciałam...

Mała - odpowiedział - jestem dla ciebie pan.

Dokąd jedziemy - jej głos drżał... proszę pana... Chcę wysiąść...

Pewnie znów będziesz wymiotować?

Proszę mnie puścić. Błagam. Słyszy z tylnej kanapy

Marcin zatrzymuje samochód, sięga jej torebkę i wysypuje zawartość na fotel . Z kupki wysypanych przedmiotów wydobywa swój dowód osobisty. Ale przebiegła suczka!!! Kiedy ona zwinęła jego dowód? Pewnie jakieś raty albo kredyt na słupa chciała wziąć, dziwka.

Wyjmuje z torebki dokumenty... tak, to jej fotografia na legitymacji. Studentka takimi rzeczami się zajmuje?... Marcin wyjmuje plastikową kartę i czyta głośno "Monika Matysik, urodzona w Malborku 22 grudnia 1987". Odwraca się do niej - czy dziewczyna, która ma ponad dwadzieścia lat nie wie, że nie powinna robić niektórych rzeczy?

Zamknij się - słyszy. Niczego mi nie udowodnisz. Wypuść mnie, natychmiast, bo zawołam policję. Oskarżę cię o gwałt. Z mamra nie wyjdziesz!!! Chamie...

Spoko, mała - właśnie tam jedziemy. Marcin znów uruchomił silnik. Sama zobaczysz, kto nie wyjdzie z mamra.

Samochód podskakuje na nierównościach drogi. Z tylnego siedzenia dochodzą odgłosy płaczu... Agresywny ton zamienia się na błagalny, wspomagany chlipaniem i pociąganiem nosem.

Proszę, bardzo proszę, niech pan mnie puści... Ja,... ja już nie będę...

Wkurwiłaś mnie mała i doigrałaś się... Nie mam litości!!!

Ja bardzo pana proszę... Ja, ja zrobię wszystko, wszystko, czego pan chce...

To znaczy co, na przykład...

Będę panu sprzątać... będę robić zakupy...

Wypchaj się, sam sobie robię zakupy. Jestem wściekły i nic mnie nie przekona... Zasłużyłaś na karę.

Będę dla pana miła.

Mam to w dupie.

Ale tak miła, jak mężczyźni lubią... Niech pan posłucha. Chcę jechać z panem do domu. Będziemy się kochać... Proszę... Tak, jak pan zechce... Tak jak mężczyźni lubią. Proszę... Całą noc... Przecież pan może mnie ukarać osobiście... Po co mieszać policję.

Nie interesuje mnie to. Co to za propozycja za takie wkurwienie... nie masz niczego więcej do zaproponowania?

A co mam powiedzieć?

Nie wiem, czekam...

Proszę, bardzo proszę, naprawdę zrobię wszystko... Jedziemy do pana. Pan jest taki męski... Chcę się panu oddać... Tak jak pan chce... Chcę żeby pan mnie ukarał. Zgadzam się na wszystko, proszę...

Marcin podjeżdżał przed chatę w Murzynowie. Wyrzucił w trawę tenisówkę, która leżała w aucie. Zdjął z jej nogi drugą tenisówkę i uwolnił jej stopy od skarpet. Wyrzucił to wszystko na trawę.

Idziemy - rozkazał.

Posłusznie skierowała się ku drzwiom do domu.

Stój! Stanął przed nią, pochwycił jej bluzkę pod szyją i pociągnął w dół. Rozległ się trzask dartej tkaniny. Dziewczyna aż podskoczyła z wściekłości, ale milczała. Z opuszczoną głową czekała na rozwój wydarzeń.

Rozbieraj się - powiedział tonem nawykłym do wydawania rozkazów.

Zsunęła spódniczkę i usunęła z ramion resztki koszulki. Odpięła stanik i spojrzała pytająco na Marcina, dotykając majtek. Pośpiesz się - powiedział. Zsunęła je powolnym ruchem. Stała na trawie naga, w promieniach wieczornego słońca.

Podaj - Marcin wyciągnął rękę a Monika pochyliła się, pozbierała ciuchy i wręczyła mu zawiniątko. Wrzucił do auta i zamknął drzwi.

Tam jest pompa i mydło - idź się umyj.

Monika podeszła do pompy. Marcin usiadł na ławce przed domem i patrzył, jak dziewczyna pompuje wodę, namydla ciało i spłukuje chwytanymi w dłonie porcjami wody. Kiedy uznał, że wystarczy tych widoków, przywołał ją do siebie.

Podeszła. Patrzył jak stąpa boso po trawie. Była naprawdę zgrabna, Świetna figura, jędrny biust, nogi długie, kształtne zakończone tak, że chciałoby się poświęcić zbadaniu tego zagadnienia nieco więcej czasu. Nawet fryzura intymna skromna i gustowna, zachwyciła Marcina.

Teraz mała zrobisz pięćdziesiąt okrążeń dookoła chaty. Biegiem. Masz być zmęczona. Jasne?

Monika ruszyła biegiem po trawie... Pojawiała się i znikała z drugiej strony domu. Marcin liczył. Przy dwudziestym okrążeniu sam podszedł do pompy, rozebrał się i umył. Mycie trwało sześć okrążeń. Usiadł nagi na leżaku... Było ciepło i przyjemnie. Przy czterdziestym pierwszym okrążeniu dostrzegł, że Monika ledwo dyszy, więc krzyknął, że ma się nie opierdalać... Nie czekał do pięćdziesiątego. Stój - krzyknął przy czterdziestym siódmym. Monika zatrzymała się i pochyliła ramiona ku dołowi. Z trudem łapała oddech. Marcin pochwycił ją za kark. Bez słowa prowadził przed siebie. W zboże... Kłosy już dojrzałe falowały, poruszane lekkim wietrzykiem. Wśród zboża leżał materac. Skąd się tu wziął? Może Marcin sypiał w zbożu? Materac nie był szeroki, mieścili się na nim bez problemu, Marcin przycisnął głowę Moniki do materaca. Pochylona, klęcząc, z czołem opartym o materac wypięła pupę... Nadal z trudem łapała oddech... Marcin rozszerzył jej kolana i wsunął dłoń między jej rozwarte uda... Była wilgotna. Nie mógł się powstrzymać, aby nie zaatakować, jak prawdziwy samiec... Nacisnął dłońmi na jej łopatki... Wykonał kilka zdecydowanych, męskich ruchów, ale widocznie nie sprawiło mu to spodziewanej przyjemności, bo wyjął oręż i odwrócił dziewczynę na wznak. Domyślając się jego oczekiwań, przeniosła ręce nad głowę i rozchyliła uda. Klęczał. Dotykał fiutem jej słodkiej dziurki... Droczył się z nią... Nadal oddychała z trudem. Brakowało tlenu a wstrętny Marcin przesłonił jej usta dłonią... Kłosy falowały... Przymknęła oczy... Półżywa ze zmęczenia, zdana na jego kaprysy.

Patrz mi w oczy - zażądał. Matko, jak biło jej serce, nadal chwytała powietrze i wciąż było go zbyt mało... a ten samiec... nic sobie z tego nie robił. Drażnił jej dziurkę swoim sztywnym instrumentem... Miał takie dzikie oczy... Szerokie źrenice... Miał w oczach pożądanie i szaleństwo... Pragnęła aby teraz, właśnie teraz wszedł w nią i ukarał ją za wszystkie niegodziwości świata...

Chodź, proszę - wyszeptała, między kolejnymi próbami złapania oddechu. Zamknij się! Marcin dostrzegł jej narastające podniecenie... Pieść się - polecił. Położył jej rękę na łonie, No dalej, suczko!!! Nie - chcę ciebie - wyszeptała, samcu, chodź... Chcę teraz samca!!!! Nie przeszliśmy na ty. Rób, co ci każę! Monika wsunęła dłoń pod brzuch i poruszała palcami... Nie zamykaj oczu!!! Patrz na mnie!!! Marcin widział jej źrenice... Były rozszerzone...

Spazm targnął jej ciałem... Drżała... targały nią konwulsje... Oddech nadal nierówny, z trudem łapała powietrze. Marcin wsunął palec w jej usta...

Powracała z dalekiej podróży... Słońce znikło już za chmurami. Spadły pierwsze krople deszczu. Deszcz był ciepły.

Położył się obok niej. Krople, coraz bardziej intensywne, duże i ciepłe padały na jego twarz, piersi, brzuch. Chodź tu - powiedział. Położył ją na sobie, jakby miała stanowić ochronę przed deszczem. Duże ciepłe krople rozpryskiwały się na jej plecach. Pieścił jej mokre ciało przez kilka minut... Przywarła do niego... tak blisko... Uniósł ją ku górze i zdecydowanie nadział na swój rożen. Dalej mała, jedziemy!!! Szybciej!!! Wymierzył jej klapsa... Zaczęła poruszać się powoli, ale poganiana klapsami, już za chwilę pędziła jak szalona, wśród zbóż, w strugach ciepłego deszczu... Marcin przestał ja poganiać... Nie wiedział niczego, bo woda zalewała mu twarz. Dziewczyna zwolniła nieco tempo i po chwili delikatnym klapsem dał jej sygnał, do kolejnej szalonej galopady w zbożową otchłań... Tak kilka razy... Gnali we Wszechświat, coraz bardziej szaleni... Już byli blisko horyzontu. Dotarli do niego z pierwszym błyskiem, z pierwszym solidnym grzmotem. Huknęło strasznie... Przestraszyli się oboje tego huku i wtedy właśnie, w tym wszechogarniającym huku Marcin eksplodował w jej trzewia... Trzymał mocno jej biodra, jak w stalowym uścisku i pulsował w jej wnętrzu. Monika wyciągnęła ramiona w bok i zacisnęła dłonie na kłosach zbóż... Pociągnęła ku górze... Wytrzymały...

Wracali z dalekiej podróży... W strugach deszczu wstali. Marcin ruszył pierwszy. Bez słowa... Znał drogę doskonale. Domu nie było widać... Niczego nie było widać.

Monika szła za nim. Była przekonana, że osuszą się teraz, rozgrzeją, wypiją coś ciepłego. Marcin istotnie podał jej ręcznik. Osuszyła włosy, usunęła z ciała większe krople i owinęła ręcznikiem biodra. Wściekł się. Zerwał z niej ten ręcznik i wskazał dłonią łóżko. Czuła respekt. Nie chciała go przecież denerwować. Marcin był znów podniecony. Bardzo. Nie starał się tego ukryć a ona nie mogła tego nie zauważyć! Upominał się o samcze prawa. "Upominał" jest złym określeniem. On po prostu zaprowadził ja do łózka i nie patyczkował się. Przytrzymał jej kolana, rozwarła na boki... Pochylił się... Wziął ją tak zwyczajnie, jak podnosi się z trawnika czterolistną koniczynkę. Ile było w nim energii, ile siły... Monika niechętna temu, co się działo, poczuła przypływ zwierzęcego podniecenia... Tak - właśnie zwierzęcego... Była teraz samiczką a on bezwzględnym samcem, który z niesamowitą energią rozprawia się z jej kobiecości. Matko!!!... Nie wytrzymam... Monika czuła jak jej ciało pęka, jak eksploduje w tysiącu pojedynczych drgań, z których każde zamienia się w trzęsienie ziemi, czuła, jak wpada w czarną otchłań, w dziurę roztrzęsioną tysiącami drgających cząstek... Na to wszystko leje się Niagara gwiazd... Blask tych gwiazd jest nie do zniesienia... Kurczę, jak jasno... Otwórz mała oczy - usłyszała... zobaczyła, mężczyznę, któremu pot spływa z twarzy, którego twarz wykrzywia się w grymasie... Krzyczał do niej... Krzyczał "teraz, dziwko,... TERAZ" powtórzył jeszcze głośniej... i eksplodował... Trzęsienie ziemi było wszędzie, w kosmosie, wokół niej i w jej wnętrzu... Zasnęła... nie wróciła z tej podróży natychmiast...

Kiedy się przebudziła, jego dłoń przesuwała się półkoliście po jej piersiach. Bawił się sterczącymi sutkami. Udawała, że śpi. Może da jej spokój. Czuła się wykończona. Niestety sytuacja zmierzała w niewłaściwym kierunku. Jego dłoń już była na brzuchu i nieuchronnie zsuwała w dół. Rozsunął stopą jej nogi. Próbowała ścisnąć z powrotem, ale tylko zdekonspirowała się, że nie śpi... Jego dłoń już bawiła się jej tajemnicą... Niewiele było potrzeba, aby ciało zdradziło ją... Nie przeszkadzało mu to, że ona, Monika leży bezwładnie... Niewyżyty samiec... Poczuła jak włazi na nią... i... uderzył ją delikatnie w twarz... Kilka razy...

Ruszaj się mała - słyszysz - pobudka!!! Twój chłopak z wojska przyjechał!!!

Monika otworzyła szerzej oczy. W ciemności dokładnie widziała męską sylwetkę... Poczuła jak wdziera się w jej wnętrze... I znów to samo... Ona wykończona a samiec wydawał się pełen energii a przede wszystkim taki bezwzględny i zdecydowany... Wywołał, znów wywołał u niej ten dreszcz zdobytej kobiecości... Dreszcz nadszedł tym razem dziwnie szybko i rósł i rósł... Na maxa... Aaaaa krzyczała... Aaaaa... jeszcze, jeszcze... Wtedy, kiedy chciała "jeszcze" , wtedy on na złość przestawał... Ja tu rządzę mała - mówił i znów czekał, aby niespodzianie zaatakować...

Skończył... Monika nie potrafiła dokładnie określić kiedy to nastąpiło, bo zwyczajnie, nie miała siły aby kontrolować przebieg zdarzeń, objął ją ramieniem, jakby bał się, że dziewczyna ucieknie i tak zasnęli.

Powtarzało się to tej nocy jeszcze kilka razy. Po porannym przebudzeniu Monika z radością odkryła, że jest sama w łóżku. Zegar wskazywał dziewiątą. Na stole czekało śniadanie i kartka "Masz czekać - żadnych numerów".

Monika rozejrzała się po pokoju. Na krześle wisiała koszula Marcina. Niebieska w białe paseczki. Założyła ją i poszła do łazienki. Lustro powiedziało jej tak bolesną prawdę, że zadrżała. Doprowadzenie wyglądu do porządku zajęło dużo czasu, ale efekt był bardziej niż dobry.

Zjadła śniadanie i wyszła przed dom. Położyła się na leżaku. Naga. Przecież nikogo nie ma w pobliżu. Zasnęła...

Posłyszała odgłos silnika, zamykanych drzwi i kroki. Okryła się koszulą. Przed nią zatrzymało się dwóch mężczyzn. Słońce świeciło prosto w twarz. Nie widziała szczegółów. Jednym był Marcin - drugiego nie znała.

Obejrzyj sobie tę panienkę Borys - to był głos Marcina. Dostaniesz ją, jak wygrasz walkę.

Borys wydawał się zachwycony - Charaszo, powiedział.
 

blog-sex
 
pieprzyk1.jpg


- Szybciej!!! Spóźnię się, pociąg mi odjedzie!!!! - rzuciłam nerwowo do Adama. Jechaliśmy na dworzec kolejowy Toruń Główny, z którego miałam jechać na moje upragnione wczasy w górach. Adam był moim chłopakiem. Bardzo chciałabym żeby jechał ze mną, ale jego obowiązki mu na to nie pozwalały. Szkoda, bo miałam ochotę na szalony tydzień z nim. Byliśmy razem od dwóch miesięcy.
- Ja studentka, on student zaoczny i barman. Luźny związek.
Gdy tak pędziliśmy przez miasto co chwile zatrzymując się na cholernych światłach, traciłam już nadzieje, że zdążę na ten pociąg. Przygotowywałam się do tego od dłuższego czasu i nie chciałam przez błahe spóźnienie wszystkiego zepsuć. Dochodziła godzina 22. Zostało nam na szczęście jeszcze tylko kilka ulic, most i już na miejscu. Byłam zdenerwowana całą sytuacją i podniecona na wyjazd, chociaż sama.
- Będziesz za mną tęsknił? - spytałam znając z góry odpowiedź.
- Jeszcze pytasz ...!!!! - odpowiedział patrząc na mnie z pożądaniem.
Nasze spojrzenia spotkały się na dłużej, ponieważ akurat staliśmy na czerwonym. Jego wzrok mówił wszystko.
- Karolina zrobisz coś dla mnie? - zapytał. Popatrzyłam na niego czekając na odpowiedź.
- Zrobisz mi ręką dobrze??? - lekko się uśmiechnął - Teraz, w samochodzie? A czy to bezpieczne? - zapytałam, ale wiedziałam już co mi odpowie.
- Spokojnie, spokojnie - odpowiedział rozpinając rozporek. Gdy to zrobił popatrzył na mnie wzrokiem błagalnym jakby chciał powiedzieć "proszeeeeee". Włożyłam mu rękę w majtki i wyczułam już twardego kutasa Adama. Wyjęłam go ze spodni i zaczęłam powoli ściskając rękę przesuwać do góry i w dół. Nie musiałam nawilżać go śliną bo już był śliski. Było już ciemno i nie bałam się, że ktoś to zobaczy. Zrobiłam się podniecona, ale wiedziałam, że niedługo dojedziemy na miejsce i nie możemy pozwolić sobie na coś więcej, jechaliśmy już przez most. Zaczęłam mocniej pracować ręką, niewiele czasu nam zostało. Popatrzyłam na Adama. Miał wniebowziętą minę, zagryzał wargi. Bałam się troszkę, że podczas orgazmu Adam może stracić kontrole nad samochodem.
Trzepałam mu coraz szybciej, wpatrywałam się w niego żeby wychwycić moment dojścia. Dojechaliśmy na dworzec. Adam stanął troszkę na uboczu, chociaż na parkingu nie było
widać śladów życia poza taksówkami sto metrów dalej. Waliłam mu dwoma rękami doprowadzają go tym na skraj ekstazy. Nie miałam czasu - wzięłam mu do buzi. Chwilkę później po krótkim ssaniu jego fiuta wystrzelił we mnie dużym ładunkiem spermy, aż zamruczałam. Po wszystkim pocałowałam go czule, wybiegłam z samochodu w biegu zakładając plecak i pobiegłam na dworzec.
Kupując bilet usłyszałam z głośników jak na peron wjeżdża mój pociąg. Uffff zdążyłam!!!!!!!Niespiesznie poszłam na peron rozpamiętując to, co się stało w samochodzie z Adamem. Wsiadłam do już stojącego pociągu. Szczęście, że nie było dużego obłożenia w pociągu, także miałam duże pole manewru jeśli chodzi o wybór miejsca. Przeszłam wzdłuż wagonu szukając najodpowiedniejszego miejsca dla siebie.
Pociąg był prawie pusty. Pociąg jeszcze stał na dworcu, ale nie było widać zainteresowania nim wśród podróżnych więc niespiesznie przemierzałam korytarz PKP Intercity. Z uwagi długiej trasy jaką przemierzył pociąg pasażerowie już spali lub "dogorywali". W końcu znalazłam. Przedział ostatni w wagonie lub jak kto woli pierwszy. Był pusty. Nie chciałam władowywać się do zajmowanego, bo nie chciałam budzić podróżnych. Światło już się paliło. Wpakowałam ciężką torbę na półkę zostawiając sobie tylko podręczną.
W dzień zawsze jakiś miły człowiek pomagał mi z bagażem, ale z uwagi na brak pomocnej dłoni musiałam się sama męczyć, a torba nie była lekka, ale jakoś się udało. UUUFFF usiadłam nieco zmęczona siłowaniem się z niepomagającą mi torbą.
Wyjęłam książkę, wodę i telefon żebym mieć je pod ręką, takie najpotrzebniejsze rzeczy. Pociąg ruszył. Kilka minut później światła mojego Torunia oddalały się na dobry tydzień. Pomyślałam - Musze się odświeżyć po niedawnej "pracy" z Adamem.
Ale najpierw wysłałam mu sms "jadę, już tęsknie za tobą Karolina". Przypomniało mi się jak doprowadzałam go do orgazmu i podnieciło mnie to na nowo. Szkoda, że tak mało czasu mieliśmy, bo on z pewnością zaspokoiłby mnie również oralnie.
Rozpamiętując to sięgnęłam bezwiednie do swojej niezaspokojonej cipki. I wtedy przyszedł mi do głowy szatański plan - zaspokoję się w WC.
Obawiałam się w przedziale, bo jeszcze konduktor nie chodził. Pomyślałam - w wielu miejscach już to robiłam, ale w WC pociągu jeszcze nigdy i dopiszemy ten punkt do już długiej listy. Poczułam znajome mrowienie w brzuchu i to mnie jeszcze bardziej ośmieliło i podnieciło. Wyjrzałam z przedziału. Było pusto, żadnych śladów życia pewnie wszyscy spali w moim wagonie. Konduktora też nie było na horyzoncie. Wyszłam i po kilku krokach byłam już przy WC. Korytarz oświetlało blado światło co sprawiało miły, dyskretny nastrój. Weszłam do środka i aż mnie rzuciło. Na podłodze walał się papier toaletowy przesiąknięty wodą nie wiadomo skąd poza tym czułam nieprzyjemny ostry zapach jakiegoś środka czyszczącego lub odkażającego jakby ''Lizol'' no, ale w końcu byłam w pociągu. I w jednej chwili cały nastrój na masturbacje w toalecie znikł bezpowrotnie. Umyłam tylko ręce i twarz i wyszłam szybko niezadowolona, wręcz wściekła.
Wróciłam do przedziału gdzie czekała na mnie długa, monotonna podróż. Za kilka chwil wszedł konduktor. Miły mężczyzna po 50-ce sprawdził bilet i wyszedł. Niestety nie jestem z tych co rzuca się na najbliższego faceta w chwili słabości, może szkoda, bo byłoby po wszystkim w kilka minut. Oczywiście nie raz fantazjowałam o pieszczotach i seksie w pociągu, ale to
tylko fantazje. Trudniej w realu siedząc w pociągu. Jak zwykle.
Minęło kilka godzin. Przejechałam m. in. przez Poznań i Wrocław. Podróż do tej pory upłynęła bez szczególnych atrakcji. Ludzie przewijali się młodzi starzy, ładni, brzydcy, mężczyźni i kobiety. Część drogi przespałam, trochę czytałam - nic specjalnego.
W Jeleniej Górze pociąg miał mały postój więc poszłam na peron po coś do jedzenia i picia. Zabrałam oczywiście tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a cały bagaż został na swoim miejscu. Kupiłam wodę, coś gorącego w końcu zjadłam i wróciłam do pociągu, bo do odjazdu niewiele czasu zostało. Pociąg opustoszał, zostało niewielu pasażerów do Szklarskiej Poręby, bo tam właśnie się wybierałam. Wróciłam do swojego przedziału przechodząc przez puste korytarze oświetlane przez czerwcowe słońce. W moim przedziale pojawił się nowy podróżny. Był nim młody mężczyzna, właściwie chłopak na oko 18-19 lat. Szczupły, wysoki szatyn w krótkich spodniach i hawajskiej koszuli. Trochę pokrzyżował mi plany, bo chciałam w "swoim" pustym przedziale przebrać się w krótkie szorty letnie. Chłopak grzecznie przywitał się i z powrotem
zanurzył się w swojej lekturze. Zdawał się być nieco nieśmiały i skrępowany moją obecnością.
Po kilku minutach gdy pociąg ruszył chłopak wyszedł - pewnie do toalety lub do warsu - pomyślałam jak się później okazało do toalety. W tym czasie gdy go nie było postanowiłam się szybciutko przebrać w wyżej wymienione szorty. Zdjęłam torbę, zaczęłam szukać, w końcu znalazłam. Nie wiedząc kiedy wróci towarzysz podróży zaczęłam się spieszyć, a gdy się człowiek spieszy wszystko leci z rąk.
Zdjęłam spodnie zostając tylko w stringach szykując się na zmianę ubrania. W tym właśnie momencie wrócił Marek, jak się później okazało tak się nazywał. Stanął w drzwiach i zbaraniał. Patrzyliśmy tak na siebie krótką chwile. Jego wzrok powędrował niżej i spoczął w okolicach moich białych stringów. Po krótkiej chwili konsternacji zaczęłam się ubierać jak gdyby nigdy nic. Cała ta sytuacja nie powiem - podnieciła mnie na nowo.
Cała ta sytuacja spowodowała, że Marek nieco się speszył. Szybko usiadł przy oknie i wrócił do lektury. Chciało mi się śmiać po tej całej niezręcznej sytuacji, ale nie dałam po sobie tego poznać. Usiadłam na środkowym miejscu miejscu. Bawiłam się telefonem z nudów, ale czułam, że co jakiś czas wzrok Marka spoczywa na moich nogach i biodrach. Zerkał bardzo dyskretnie myśląc, że jego spojrzenia umkną mojej uwadze. Mylił się. Pobudzona obrotem sprawy postanowiłam "pograć" ciałem, sama nie wiem czy dla niego czy dla swojej przyjemności. Zaczęłam powoli zdejmować swój cieniutki sweterek. Robiąc to cały czas czułam dyskretne spojrzenie chłopaka.
Zostałam więc skąpo ubrana w szorty i króciutkiej obcisłej koszulce.
Po wizycie konduktora wstałam i podeszłam do zamkniętego okna. Lekko je otworzyłam i wyjrzałam na okolice. Pociąg wlókł się niemiłosiernie dlatego wystawiając głowę czułam rześki wiatr. Stojąc tak przy oknie koło Marka delikatnie wypięłam pupę w jego stronę tak, że jego twarz była niecałe pół metra ode mnie. Dlatego, że pociąg strasznie rzucał musiałam się mocno trzymać okna. Mimo woli moje pośladki podskakiwały i kręciły się na wysokości głowy Marka. Poczułam wzmagające się podniecenie wiedząc, że kręcę tyłkiem tak blisko. Poszłam krok dalej. W momencie gdy pociąg mocniej szarpnął, puściłam się okna, straciłam równowagę i poleciałam w stronę chłopaka obserwującego każdy mój ruch. Moje ciało, a właściwie moja pupa, wylądowała na jego torsie powoli zsuwając się w dół. Nim Marek zdążył zareagować siedziałam tyłkiem na jego kroczu. Z wielką satysfakcją poczułam, że jego kutas (niemały) stoi na baczność.
Nie było tego widać przez spodnie zakryte gazetą. Marek bardzo delikatnie złapał mnie za uda i uniósł do góry pomagając mi złapać równowagę, którą jak sądził straciłam przypadkowo.
- Przepraszam Cię najmocniej, ale tak rzuca pociągiem... - zawiesiłam głos czekając na jego reakcje.
- Nie przepraszaj zdarza się, rozumiem, nic się nie stało - odpowiedział głębokim męskim głosem, zupełnie niepodobnym dla faceta w tym wieku.
Usiadłam zadowolona z powrotem na swoje miejsce patrzą w okno. Zapadła krępująca cisza. Wiedział, że wyczułam jego wzwód na swoich pośladkach i chyba było mu trochę głupio. Kilka minut później powiedział:
- Przepraszam... - powiedział patrząc mi w oczy. Widziałam, że był zawstydzony sztywnym kutasem w spodniach. Oznaczało to bowiem, że patrzył cały czas na moją grę tak jak tego chciałam, ale sama nie przypuszczałam, że tak się podnieci. Sprawiło to kolejny skok w skali podniecenia u mnie.
Zaczęliśmy rozmowę, która rozkręciła się całkiem dobrze i okazało się, że Marek jest bardzo sympatycznym i miłym chłopakiem. Rozmawialiśmy kilka ładnych minut, gdy zapytałam:
- Co Cię tak podnieciło Marek? - spytałam zagryzając delikatnie wargi.
- Strasznie podobało mi się jak kręciłaś pupcią przy oknie, bardzo mnie to podnieciło, masz fantastyczny tyłek - odpowiedział ściszonym głosem jakbyśmy nie byli sami.
Jego odpowiedź nie zaskoczyła mnie, ale nie spodziewałam się, że będzie tak wyczerpująca.
- Jeśli chcesz mogę to powtórzyć, specjalnie dla Ciebie - powiedziałam takim samym ściszonym tonem co on. Chwilę patrzyłam mu w oczy lekko uśmiechając się. Jego twarz na moment spoważniała, lecz po chwili dopasowała się do mojej. Widziałam błysk w jego oku, można powiedzieć, że patrzył mi w oczy z pożądaniem.
- Jeśli byś mogła to powtórzyć byłbym bardzo szczęśliwy, naprawdę - odpowiedział opierając się o oparcie i rozluźniając się nieco w końcu.
Wstałam, podeszłam niespiesznie do okna i odwróciłam się do niego plecami wypinając się nieco jak za pierwszym razem. Zaczęłam ruszać biodrami. Robiłam to jednak znacznie staranniej niż za pierwszym razem. Po chwili odeszłam od okna i oparłam się o siedzenie naprzeciwko Marka wypinając tyłek jeszcze bardziej ku niemu.
- Chcesz dotknąć? - zapytałam stając się naprawdę podniecona.
- Chce i to bardzo - odpowiedział z drżeniem w głosie. Wyprostował się na siedzeniu. Początkowo dotknął mojej pupy troszkę nieśmiało, jakby nie do końca wiedział co się dzieje
bardzo delikatnie, następnie obiema rękami kolistymi ruchami gładził mnie sprawiając mi pierwszą przyjemność. Po krótkiej chwili zacisnął na mnie ręce dość stanowczo, a jednak
delikatnie. Odwróciłam w jego stronę głowę i zobaczyłam że wkłada sobie powoli rękę w spodenki i zaczynał się pieścić.
Odwróciłam się z powrotem i czekałam jak rozwinie się sytuacja. Byliśmy coraz mniej skrępowani całą sytuacją gdyż konduktor już chodził, nasz wagon był praktycznie
pusty i jechaliśmy między gęstymi lasami co dawało nam uczucie dyskrecji. Wygięłam swoje ciało nieco w łuk jeszcze bardziej ośmielając Marka. Ten zaczął delikatnie dwoma palcami masować przez szorty miejsce między pośladkami. Chwile to trwało sprawiając mi jeszcze większą przyjemność gdy wyprostowałam się, odwróciłam się do niego i zmysłowo zapytałam:
- Pokaż co tam chowasz. - Marek niemal natychmiast zagiął spodnie i wyciągnął sterczącego kutasa. Był już śliski, obciągnięty całkowicie. Wypuścił go z ręki a ten przywarł do jego brzucha.
Na początku miała to być niewinna zabawa, troszkę nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Sądziłam, że poflirtujemy i tyle. No, ale nie jestem facetem i nie myślę tak jak on!!

Usiadłam na swoim miejscu i spostrzegałam, że Marek nieco pobrudził sobie koszulkę, a właściwie jego mokry kutas. Patrzył na mnie i czekał na "mój ruch".
Zaczęłam zdejmować stanik przez koszulkę i po chwili wyciągnęłam go i położyłam obok, naprzeciwko Marka. Moje sutki sterczały mocno co było widać wyraźnie przez obcisłą
koszulkę. Zaczęłam pieścić swoje cycuszki, jednak nie odsłaniając ich przed Markiem. Nie musiałam się dużo napracować by chwycił członka na powrót, ale tym razem nie robił tego w spodniach lecz na wierzchu. Patrzyłam jak Marek długimi, zdecydowanymi ruchami robił sobie dobrze. Nie mogłam się powstrzymać i sięgnęłam do swoich majteczek czując przy dotknięciu wilgoć. Jedną ręką pieściłam odsłonięte już piersi a drugą pieściłam swój największy skarb, sprawiając, że Marek całkowicie spuścił spodnie, rozłożył nogi ukazując mi w całej okazałości swoje przyrodzenie. Był bardzo podniecony, lekko rozchylił usta głęboko dysząc. Zupełnie się nie krępował a w końcu cała ta sytuacja wyniknęła z mojej inicjatywy. Rozpięłam suwak w swoich szortach i powoli zdjęłam je jednocześnie z majteczkami. Spuściłam je do kolan i zaciskając uda patrzyłam na trzepiącego sobie Marka. Cała ta sytuacja z jednej strony niewiarygodnie mnie podniecała a też nie wiedziałam co będzie później, bo w końcu mój współtowarzysz był mi zupełnie obcy i nie wiedziałam czego się mogę po nim spodziewać. Z zaciśniętymi udami zaczęłam przed nim delikatnie pieścić swoją cipkę, co sprawiło w jednej chwili, że zapomniałam o Bożym świecie. Rozłożyłam uda na tyle jak mi pozwoliły szorty patrząc na niego drapieżnie. Ten obciągnął sobie do końca i prawie położył się na siedzeniu ukazując mi kutasa w poziomie. Był większy niż mi się wydawało na początku. Zdjęłam szorty do końca, także od pasa w dół byłam całkiem naga a i piersi były odsłonięte przez podwiniętą koszulkę.
Poniosła mnie dzikości, chciałam mieć jego fiuta poczuć go, zupełnie obcego kutasa. Wstałam zdejmując koszulkę jednym szybkim ruchem. Byłam zupełnie naga. Podeszłam do niego stając na wysokości jego torsu.
- Masz ochotę na coś więcej? - zapytałam, jednak nie myślałam jaka będzie odpowiedź, wiedziałam tylko jedno - muszę mieć orgazm, bez względu jak. Marek przestał się zabawiać.
- A na co masz ochotę? - zapytał patrząc na moje ciało lustrując się od stóp do głów zatrzymując wzrok na mojej cipce z ogolonej z paseczkiem. Patrzyłam na niego, gdy ten wpatrywał się w moje ciało pożądliwie. Pomyślałam, że facet chce iść na całość, podczas gdy ja nie byłam pewna czy też jestem gotowa na seks w przedziale PKP. Jednak postanowiłam, że zaczniemy delikatnie, później zobaczymy jak się sytuacja potoczy. Podeszłam bardziej do okna podziwiając uroki górskiej przyrody za oknem i myśląc kiedy będzie następny przystanek, który mógł zaprzepaścić cały mój wysiłek. Jednak krajobraz nie zmieniał się już od dobrych pół godziny jadąc, a właściwie ślimacząc się po torach. Wypięłam tyłek w stronę Marka i delikatnie kucając w sposób taki, że moja cipka znalazła się na wysokości twarzy Marka. Jednoznacznie dałam mu do zrozumienia o co mi chodzi, co on bezbłędnie odczytał. Nie musiał nawet łapać mnie za pośladki gdyż ustabilizowałam swoją pozycje przez trzymanie się obiema rękami na framudze okna pociągu. Zaczął najpierw delikatnie pieścić palcami upragnioną cipkę, o której myślał przez godzinę jazdy. Robił to bardzo delikatnie. Musiałam go nieco ośmielić zniżając poziom pośladków w sposób, że prawie usiadłam mu na twarz. Wtedy już wiedział, co ma robić. I zaczął bardzo dynamicznie, bez ceregieli liżąc łapczywie moją szparkę tak, że na chwile straciłam równowagę, ale szybko doszłam do siebie i korzystałam z jego pieszczot w pełni. Zaczęłam jęczeć gdy do jego języka wirującego w mojej cipce dołączyły dwa palce penetrujące moje wnętrze. Dotykałam swoje piersi będąc w ekstazie i z trudem stałam na nogach dojeżdżając do małej stacyjki. Było mi jednak wszystko jedno już czy ktoś nas przyłapie czy nie, rozkosz jaką sprawiał mi Marek rekompensowała mi wszystkie moje obawy związane z dyskrecją całej sytuacji. Złapał mnie wpół pleców co pomogło mu jeszcze głębiej penetrować moje ciało. Nagle wyprostowałam się czując nadciągający i nieubłagany orgazm, ale było mi mało pieszczot. Odwróciłam się w stronę Marka i uklękłam na wysokości jego kutasa. Prawdę mówiąc nie jestem wirtuozem seksu oralnego, ale chciałam go poczuć, byłam po prostu ciekawa. Złapałam go za fiuta i popatrzyłam w oczy. Patrzył tak, jak Adam w samochodzie poprzedniego dnia, gdy robiłam mu dobrze. Patrząc na niego zaczęłam ręczną robotę jak wczoraj. Jego kutas był nieco mniejszy, jednak do zadowolenia kobiety wystarczy. Trzepałam mu kilka chwil, gdy poczułam, że chce iść na całość. Wzięłam go do buzi zaciskając usta przy wejściu. Marek aż jęknął z rozkoszy zagryzając wargi. Powoli, ale namiętnie zaczęłam pieścić
jego główkę. Pozwolił mi na pełną swobodę w pieszczotach. Prawdę mówiąc nie lubię gdy facet dociska moją głowę ręką do kutasa sprawiając, że tracę kontrolę nad całą sytuacją.
Byłam mu za to wdzięczna. Klęcząc i pieszcząc jego przyrodzenie Marek sięgnął ręką do mojej cipki delikatnie drażniąc łechtaczkę. Odwdzięczyłam mu się szybszym tempem ssania. Wyjęłam go z buzi i namiętne zaczęłam go lizać od trzonu aż do główki. Szczególną przyjemność sprawiało mu lizanie główki od wewnętrznej stronie co postanowiłam wykorzystać. Wzięłam go na powrót do ust i skoncentrowałam się na lizaniu tego właśnie miejsca. Patrzeliśmy sobie w oczy podczas tych igraszek, patrzyłam na jego młodą bardzo młodą twarz i podobało mi się, że nie mając wielkiej wprawy w seksie oralnym potrafię tak zaspokoić chłopaka. Marek przyspieszył ruchy w mojej cipce i dołożył prócz pieszczenia guziczka dwa palce penetrujące mnie. Myślałam, że zemdleje. Przestałam robić mu dobrze, bo nie mogłam się skupić
Wypięłam pośladki w jego stronę do granic możliwości i czerpałam z tego maksimum przyjemności. Widząc to Marek wstał nie przerywając pieszczot i stanął za mną.
- Masz prezerwatywę? - zapytałam dusząc nie mogąc złapać tchu.
- Poczekaj chwile, zaraz sprawdzę. Mówiąc to odwrócił się i zaczął szukać w dość obszernym portfelu. Podczas gdy on wydawało mi się niespiesznie szukał pomyślałam sobie "ktoś wchodzi i co widzi? Goły facet ze sterczącą pałą szuka czegoś w portfelu i laska też naga wypięta na czworaka w jego stronę czeka na nie wiadomo co... hehe to dopiero widok. Starszy człowiek mógłby dostać zawału chyba." Rozmyślając tak poczułam, że pociąg zwalnia. Marek też to
poczuł i zerknął za okno. Tak jak myślałam zbliżaliśmy się do małej wiejskiej stacyjki. Las się przerzedził by w końcu całkowicie zniknąć wpuszczając tym samym morze światła do naszego przedziału. Podniosłam się nieco siadając pupą na swoich stopach. Marek też chyba był jednak ciekawy czy ktoś wejdzie, bo wychylił się gdy jeszcze pociąg telepał się do miejsca postoju.
- I co tam ciekawego zobaczyłeś? - zapytałam odwracając się głową do niego.
- Stacja jest pusta więc spoko - odpowiedział szukając dalej. Ja w tym czasie wstałam i podeszłam do drzwi przedziału. Chciałam poprawić firanki zasłonięte już jak tylko się dało najbardziej. Zrobiłam to chyba dla lepszego własnego samopoczucia. Pociąg się zatrzymał. Usiadłam na siedzeniu w rzędzie Marka i nasłuchiwałam jakiegokolwiek odgłosu, hałasu czy dźwięku. Jednak podczas postoju było tak cicho, że można by usłyszeć przelatującą muchę.
- Mam!! - ucieszył się Marek odwracając się do mnie z prezerwatywą w dłoni. Pociąg znowu ruszył co sprawiło, że pod wpływem szarpnięcia mój "kochanek" lekko stracił równowagę zbliżając się nieco do mnie.
Podeszłam do niego stając naprzeciwko niego tuż obok. Jego kutas zwisający jeszcze przed chwilą znowu się podnosił by w końcu dotknąć czubkiem mojego uda. Nasze spojrzenia się spotkały, lecz nie na długo, gdyż Marek spuścił po chwili wzrok na moje piersi. Jednym, szybkim ruchem wzięłam od niego zamkniętą szczelnie prezerwatywę. Wpatrywał się w nie kilka chwil gdy w końcu wyciągnął obie ręce i zaczął stanowczo jej ugniatać i masować. Ja w tym czasie złapałam go za fiuta aż jego ciało przeszył dreszcz. Podczas gdy on pieścił i całował moje cycuszki, ja zakładałam mu ubranko. Gdy skończyłam on też przestał zabawiać się moimi piersiami. Oboje wiedzieliśmy co teraz będzie. Chwilę popatrzyliśmy znowu na siebie.
Marek wiedział, że jestem gotowa i mam ochotę przeżyć orgazm z jego bezpośrednim udziałem. Tą chwile ciszy przerwałam mówiąc:
- Zerżniesz mnie w końcu czy nie?! Do stacji końcowej już niedaleko!! - powiedziałam trochę zniecierpliwiona jego bezczynnością. W czasie gdy to mówiłam podeszłam do środkowego miejsca i opierając się o zagłówek wypięłam w stronę Marka tyłek w lekkim rozkroku. Ledwie skończyłam to mówić, chłopak złapał mnie za uda i zaczął naprowadzać kutasa na moją cipkę. W końcu powoli wszedł we mnie co odczułam rozchylając usta w niemym krzyku. Powoli wchodził i wychodził ze mnie trzymając mnie jedną ręką za uda a drugą pieszcząc moją pierś. Jego ruchy stawały się coraz szybsze. W końcu jego ruchy stały się bardzo gwałtowne, nadziewając mnie powodował że kolanami prawie uderzałam o siedzenie. Wyszedł ze mnie na chwile i znowu wszedł powtarzając to kilkakrotnie. Delikatnie odwróciłam się do niego i pchnęłam do niego w taki sposób, że jego kutas wyszedł ze mnie a jego ciało opadło na przeciwległe siedzenie. Odwróciłam się i szybko usiadłam na nim w pozycji "na jeźdźca".
Wzięłam jego kutasa w dłoń i energicznym ruchem naprowadziłam go na moją cipkę. Opadłam biodrami na niego co doprowadziło do maksymalnej penetracji, teraz ja miałam pełną kontrolę. Powolnymi ruchami bioder zaczęłam tańczyć na sprzęcie chłopaka.
Marek podczas mojej jazdy zanurzył głowę w moich piersiach i zaczął lizać miejsce pomiędzy nimi bawiąc się jednocześnie piersiami. Moje ruchy stawały się coraz szybsze i szybsze. Nasze spocone ciała splątały się w miłosnym uścisku. Delikatnie uniósł moje biodra i zaczął mnie nadziewać w zawrotnym tempie. Z moich ust wydobył się całkiem głośny jęk, powodując chyba jeszcze większe tempo.
- MMMMMMMMMM rżnij mnie mocniej - zdołałam wydobyć z siebie podczas, gdy Marek uniósł mnie i odwrócił plecami do niego. Zacisnęłam uda gdy poczułam jego fiuta rozpychającego się w mojej ciasnej cipce. Pod wpływem tego zabiegu opadłam ciałem na jego tors podczas gdy on złapał mnie znowu z piersi. Nadziewałam się na niego szybko biodrami czując zbliżający się orgazm, upragniony orgazm. Czułam, że będzie to potężny orgazm, gdy Marek złapał mnie wpół i sam zaczął pracować potęgując rozkosz całej sytuacji już i tak nie małej. Rozpychał jeszcze kilka chwil moją mokrą, spragnioną cipkę pieszcząc jednocześnie piersi, gdy zaczęłam jęczeć czują spełnienie.
Nie krępowałam się w ogóle, nie interesowało mnie czy ktoś usłyszy. Moje jęki stawały się coraz głośniejsze, Marek nie zwalniał tempa rżnięcia mnie jednego z najlepszych w moim życiu, gdy zaczęłam dochodzić. Moje jęki zmieniły się w stłumione krzyki. Przeżyłam cudowny orgazm, który trwał i trwał przeszywając moje ciało niczym prąd wyginając moje ciało w łuk i pozbawiając niemal życia. Marek po chwili też doszedł a jego ciało przeszył dreszcz, czułam to drżeniem jego ciała i postanowiłam nie zwalniać dla niego tempa. Opadliśmy na bok w miłosnym uścisku.
Leżeliśmy tak kilka chwil pochodząc do siebie po takiej ostrej jeździe. Nie przypuszczałam, że ten młody jak dla mnie człowiek może sprawić, że przeżyje taki gigantyczny orgazm.
Po wszystkim doprowadziliśmy się do ładu bez słowa, milczeliśmy co sprawiało dziwną atmosferę. Usiedliśmy naprzeciwko siebie zajmując się swoimi sprawami. Podobało mi się to, nie wiem dlaczego, ale sprawiało to wrażenie wręcz wirtualne, jakbym kochała się z nierzeczywistym facetem. Moje sponiewierane ciało w końcu było zaspokojone i to było dla mnie najważniejsze, cieszyłam się w duchu, że właśnie w taki sposób.
Wychodząc z pociągu na stacji Szklarska Poręba nasze spojrzenia znowu się spotkały. Posłałam mu buziaka widząc w jego spojrzeniu pożądanie i dzikość.
Ciekawe dlaczego...
 

tuwim
 
„Poczuj mnie”

Gdy ci szeptam do ucha,
ty mnie poczuj, nie słuchaj.
A gdy w twą gibką szyję
usta gorące wbiję,
nie wstrzymuj oddechu.
Oddychaj w pośpiechu
szybko.
Lubię kiedy wyginasz,
kiedy szyję napinasz
gibką.

Gdy ci spojrzę do oczu,
nie patrz na mnie, lecz poczuj.
A gdy w twe piersi twarde
wbiję spragnione palce,
nie wstrzymuj oddechu.
Oddychaj w pośpiechu
szybko.
Lubię kiedy wyginasz,
kiedy plecy wypinasz
gibko.

Gdy w miłosnym uścisku,
czuć będziemy się blisko.
I gdy dwa nasze ciała
przetnie gorąca fala,
nie wstrzymuj oddechu.
Oddychaj w pośpiechu,
szybciej.
Lubię kiedy wyginasz,
kiedy ciało napinasz
gibkie.

(22:06)        9 lipca 2004


akt-01.jpg
  • awatar Poezjoholiczka: " Lubię kiedy wyginasz,kiedy szyję napinasz gibką." jakoś tak mimowolnie przyniosło mi skojarzenie do: "Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu, kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu (...)" powtórzenia sprawiły, że ponownie musiałam się zachwycić nad rytmiką, a nagromadzenie czasowników zapewniło tekstowi dynamikę :) pewnie sam określiłeś innym epitetem wiersz, ale ja (nie mogąc się wyzbyć swojego kobiecego myślenia) nazwę go magicznym
  • awatar Tuwim: @Poezjoholiczka: dziękuję :) skojarzenie z Tetmajerem całkowicie uzasadnione ;) a dynamika i rytm? Lubię gdy wiersz gra! Nie bez powodu wybrałem Tuwima na swojego patrona :)
  • awatar Poezjoholiczka: @Tuwim: Trudnego obrałeś patrona, nie da się go jednoznacznie określić, raz trywialny (chociażby w "Dytyrambie"), to znów w patriotyczny ton wpada ("Do prostego człowieka"), innym razem urzeka sentymentem ("Zmęczony burz szaleństwem"), a gdzie tu jeszcze podpiąć wiersze dla dzieci? To się nazywa wszechstronność i ambiwalencja poety.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

jamniczek-pl
 
*Erotyk*

Między drągami słów
czai się żerdź jego magnetyzmu.
Płyniesz w tamtym kierunku,
płyniesz uliczką, którą biologia naznaczyła.

Spoglądasz na jeden znak
znak stopu;
czerwień tym bardziej przyciąga.
A niedozwolone wpełza w łono twoje.
Wikistrony:
 

 

Kategorie blogów