Wpisy oznaczone tagiem "ezoteryczne" (1)  

licho
 
demon1.jpg


Jak zwykle klikając po google by przekonać się "co można znaleźć klikając bez sensu" trafiłam w serię ciekawych miejsc. Jednym z nich, arcyciekawym wręcz, była strona "oddająca złe moce do naszej dyspozycji". Na czym ów dziw polega? Otóż jeżeli ktoś podsiadł mnie w autobusie, nadepnął mi na stopę, wydłubał mi oko, albo po prostu nie lubię go bo ma krzywy ryj, mogę zamówić rzucenie na niego klątwy.

Zainteresowana, na czym owa klątwa polega, czytam dalej i... oczom nie wierzę! Firma na swój nr w ewidencji!
I tutaj rodzi się pytanie, jak zostali zaewidencjonowani. Jak zewidencjonować firmę zajmującą się... modłami?!
Dalej, jak pobierać z tego podatki? Przecież to chore!
Jak taka firma może udowodnić komukolwiek swoje działania?!
Załóżmy że wysyłam do nich list, i pieniądze. W liście proszę, by Kowalskiemu Fryderykowi wyskoczyły pryszcze na czole.
Doręczam wydany z firmy "certyfikat" którego ów nieszczęśnik musi dotknąć, by zapaść na jakiś ciężki dermatologicznie przypadek. Czekam dzień, tydzień, miesiąc - a Fryderyk K jak miał gładką buzię tak ma... No więc jakie z tego tytułu przysługują mi prawa do zwrotu/rozpatrzenia gwarancji? Jak udowodnię, że Fryderykowi nie wyskoczył ani jeden pryszcz, ani nawet nie zaciął się przy goleniu? Przecież równie dobrze firma może mi odpisać, że z ich ezoterycznych danych rodem od Astarota wynika, iż Fryderyk nabył ultra silny płyn przeciwko pryszczom.
Ale powiedzmy że sprawa jest cięższa, i życzę śmierci psu Anieli z szóstego piętra. Mija tydzień a pies nie umiera. Gdzie zgłoszę że zostałam oszukana? I czy nie narobię sobie kłopotów u tejże Anieli, gdy okaże się, że imam się różnych mniej lub bardziej podejrzanych metod, by jej psa pozbawić życia?
Ale powiedzmy że sprawę zbadał Rzecznik Praw Konsumenta i ponaglił firmę by psa uśmierciła(jakkolwiek to nie brzmi). I wtedy okazuje się że ktoś słodkiego psiaka otruł... Czy nie będę pierwszą podejrzaną, skoro walczyłam o to by pies pożegnał się z życiem?

Ale zostawmy Fryderyka K, i niechaj mu cera oczyszczoną będzie, oraz Anielę i jej psa, który - miejmy nadzieję - dożyje późnej psiej starości.

Otóż klątwa zadziała gdy ofiara naszej jakże wymyślnej zemsty dotknie owego certyfikatu czy tam cyrografu. Oczywiście to w naszym interesie leży, by osoba której chcemy dopiec dotknęła dokumentu.
A mnie ciekawi jaka ilość osób po drodze również tego dotknie, i czy wszystkim im wyskoczą pryszcze i zdechnie pies.
A co jeśli kurier będzie się nazywał tak samo jak cel naszych ataków? Padnie trupem podczas wręczania nam przesyłki?

A na koniec rzecz najciekawsza. Wiadomo, że piekielne hordy demonów, nawet jeśli bezcielesne, musza mieć jasno określone, na kogo napadać, dlatego należy podać wszystkie możliwe dane naszego celu.
I jakkolwiek własne dane podajemy firmie składającej modły świadomie i dobrowolnie, to "obiekt" jak go ładnie na stronie nazywają, ani świadomy ani dobrowolny temu nie jest.
Czy mamy prawo ROZSYŁAĆ DANE OSOBOWE OBCYCH LUDZI BEZ ICH ZGODY DO KONKRETNEJ FIRMY?
To chyba na tyle "uwarunkowań prawnych" które składają się na połowę zawartości strony.

Jeśli więc firma ta rzeczywiście składa modły, są to najpewniej modły o jak największą bazę klientów, którą można odsprzedać dalej lub wykorzystać w jakimś innym, pobocznym lub i bardziej oficjalnym biznesie.
Ale jak widać naiwnych nie brakuje, ani w sieci ani poza nią.

A, jeszcze ciekawostka, swoisty antydebilizator. Na stronie klikamy "akceptuja" by potwierdzić, że jesteśmy osobami pełnoletnimi o zdolności podejmowania czynności prawnych. A co jeśli kliknie to nieletni schizofrenik, który dorwał się do neta włamując się na dyżurkę w domu wariatów? :)) Co da jego potwierdzenie? :D
 

 

Kategorie blogów