Wpisy oznaczone tagiem "felieton" (157)  

gablotka-szkolna
 
Liceum Ogólnokształcące nr XII im. Bolesława Chrobrego we Wrocławiu organizuje VIII edycję Ogólnopolskiego Konkursu na Felieton. Uczestnikiem konkursu może być każdy uczeń szkoły gimnazjalnej lub ponadgimnazjalnej z całego kraju. www.szkola.firmowa.eu/news.php?readmore=5548
 

yourchoiceisyourart
 
Pisane przy:





Duża kawa.
Szczypta imbiru.
Dużo czasu.
Szczypta irytacji.

Nawet w tych stronach słyszałam "Jesteś tym, w co wierzysz.", "Jesteś tym, czym się otaczasz.", "Jesteś tym, co wnosisz w relacje z innymi ludźmi."

Złote rady ludzi, którzy sami nie potrafią z nich skorzystać są tutaj na porządku dziennym. Między troskami, falującym na ciepłym wietrze zbożem i muskającym nas słońcem. Może nie ujęte w tak zgrabny sposób, ale jeśli Twoim jedynym zadaniem jest żyć - masz z czasem coś do powiedzenia, co może wnieść wartość w życie innych ludzi.
Gdzieś indziej, zadaniem innych ludzi jest osiągać, zadowalać się, wyprzedzać... wytańczyć cały stres, wymedytować wszystkie wątpliwości.
Ale jeśli trafiasz w te zapomniane przez poprzeczki wieku, osiągnięć i standardu - miejsce... Twoim jedynym zadaniem jest ŻYĆ. Najbardziej pełnie. Najpiękniej. Słuchać. Czerpać. Wyrażać wdzięczność.
Szlachetne i niebezpieczne. Dziś zaczęłam roztrząsać, kto ma/miał wpływ na to, kim jestem.
Istnieje teoria, że najwięcej czerpiemy od 5 osób, z którymi przybywamy najwięcej.
Z zupełnie bez chęci zaszkodzenia sobie i innym, możemy tak po prostu za nimi tęsknić?

Czy możemy dziękować, afirmować... w prosty sposób?
Gdzie jest granica pomiędzy wdzięcznością za to, że ktoś jest w naszym życiu, ma dla nas czas, a adorowaniem?
Czy są jakieś dopuszczalne rzeczy, które możemy o sobie wiedzieć? Czy zawsze trzeba zachowywać tę klasę i spokój, w których niezbyt widzi się sens?
Wystarczy kilka drobnych gestów i słów, by coś zrujnować i by coś zbudować.
Tylko tutaj doświadczyłam czegoś tak godnego niezapomnienia.

Chcesz dla kogoś jak najlepiej? Módl, módl się o niego i dobrze mu żyć. I nie mieszaj się. I nie mieszaj. Wszystko, co masz do powiedzenia powiedz raz. A najlepiej pokieruj wszystkim tak, by nie trzeba było czegokolwiek tłumaczyć.
Niech wszystko wiadomo od razu. Bądź czytelna. Bądź przejrzysta.

Złote rady.
Złote zasady.

Czy pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy wyraźnie są szczęśliwi z tego powodu, że na siebie trafili, już na starcie powinno ustalać się zasady relacji, tylko dlatego, że w naszym życiu są też inni, ważni ludzie? To niedorzeczne.
- Nie prowokuj takich sytuacji. - Słyszę od zawsze stonowanej babci.
Nie mamy wpływu na to, co może się wydarzyć.
Ale mamy wpływ na to, czy naszymi zapędami, bądź nadziejami zniszczymy komuś spokój.
Czy z wyważeniem posłuchamy, odpowiemy, roześmiejemy się i... pożegnamy.
Mając na uwadze to, co sami budowaliśmy od lat.
I nie lekceważąc tego, co ktoś inny zbudował z kimś innym. Kogo my nie poznaliśmy. Dlatego tak łatwo jest nam, wątłym duszom, zbliżać się do rozżarzonych myśli.

Najświętsza racja.

Racja z gatunku tych, które możesz usłyszeć tylko tu.
Nie prowokuj.
Odstąp.
Daruj.
Podziękuj.
Nie domyślaj się.
Nie myśl, co by było gdyby.
Nie warto.
Odwróć się do tyłu.
Może ktoś inny teraz umiera z tęsknoty do tego, do czego Ty podchodzisz z taką lekkością i nieposzanowaniem.

Uprość to.
Uprość to, co nie daje Ci spokojnie spać.
Nie ten kierunek.
Przecież gdyby to miałoby być dla Ciebie dobre, było by proste, intuicyjne... nie dające się analizować.

A.
 

muszka.fabulous
 
Targ. Bazar. Giełda. Ewa lubi zakupy, lubi szukać, przebierać między półkami, straganami, na przykład jak szuka pomidorów to woli te z bazaru niż te z supermarketu. Bo te z supermarketu nie pachną, są jakieś takie sztuczne i mają w sobie dużo chemii, a te z bazaru to zupełnie coś innego, oczywiście najlepiej jak nie są sprowadzane z zagranicy bo to znaczy, że jechały w okropnych tirach, były przerzucane ze skrzynki do skrzynki były pryskane jakimiś płynami, żeby dłużej zachowały świeżość i ładnie wyglądały. Natomiast jak już z bazaru to pomidorki najlepiej jakby były od lokalnego sprzedawcy, który sam je posadził, dbał o nie nawoził naturalnym nawozem, staranie przechowywał i przywiózł na bazarek, żeby Ewa mogła je kupić. Tak za takie pomidory Ewa jest gotowa nawet zapłacić wyższą cenę ale żeby mieć pomidory świeże, pachnące, jędrne i smaczne.
Ewa szuka kogoś bliskiego. Zakłada konto na popularnym portalu randkowym...
tohavefabulousday.blogspot.com/(…)rynek-ruchomosci.…
 

gablotka-szkolna
 
Liceum Ogólnokształcące nr XII im. Bolesława Chrobrego we Wrocławiu organizuje VII edycję Ogólnopolskiego Konkursu na Felieton. Uczestnikiem konkursu może być każdy uczeń szkoły gimnazjalnej lub ponadgimnazjalnej z całego kraju. www.szkola.firmowa.eu/news.php?readmore=5065
 

zielonakraina
 

Życie jest jak woda w oceanie, która układa się idealnie do kształtu twojego ciała. Ale tak długo, jak stoisz na brzegu i przymierzasz się oczami do gładkiej toni, nie będziesz mogła tego sprawdzić.
Zanurzasz jeden palec u nogi, au, zimna woda! Nie wiadomo, co czyha w jej głębinach. Może wieloryb z żelaznymi zębami? Albo elektryczny wąż, który kopie śmiałków naruszających jego terytorium? A może rekin ludojad w sprytnym przebraniu, które ukrywa jego ostrzegawczą trójkątną płetwę na grzbiecie? Myślisz sobie, że lepiej zostać na brzegu. Po co ryzykować? Nie wiadomo w końcu, czy tu jest płytko, czy głęboko. Może tuż pod wodą leży zwalony pień? A może w ogóle to jest ocean wieczności, który nie ma drugiego brzegu i wsysa wszystkich pływaków w śmiertelną toń…
Cofasz się. Spoglądasz dookoła. Co robią inni? Niektórzy płyną i szybko znikają za horyzontem. Inni budują sobie chatki na brzegu i przez całe życie starają się zgromadzić jak najwięcej wygodnych poduszek. Żeby miło było siedzieć. Żeby świat wydawał się bezpieczny i miły. I co teraz? Poduszka czy skok?
Myślę, że to jedna z najbardziej niezwykłych rzeczy, jakie odkryłam w życiu. Tak długo, jak stoisz w miejscu, świat też stoi. Jeśli zrobisz krok, świat natychmiast za tobą podąży. Jeśli skoczysz – świat zacznie płynąć razem z tobą. I wtedy dzieje się coś niesłychanego! Niespodziewanie otwierają się nowe możliwości i życie samo podsuwa następne drogowskazy. Dzieje się tak, jakby twoja intencja kreowała kształt przyszłych zdarzeń. Intencja, czyli myśl, pragnienie, postanowienie.
Kiedy marzysz o tym, żeby stworzyć wygodny schemat i zamknąć się w nim jak w pudełku, życie podsuwa ci pluszowe poduszki i milczy. A ty myślisz: „O, fajna nowa poduszka, podłożę ją sobie pod łokieć”. Im bardziej się nie ruszasz, tym bardziej zamiera twój świat. Ale kiedy pewnego dnia wstajesz i patrzysz na ocean, on porusza się u twoich stóp i faluje, bo jest już gotowy do tego, żeby unieść cię do celu. Nawet jeśli nie wiesz, gdzie ten cel się znajduje ani co jest twoim prawdziwym przeznaczeniem, wystarczy, jeśli zdobędziesz się na odwagę, żeby skoczyć. I zechcesz płynąć. I wtedy właśnie dzieje się najbardziej niezwykła rzecz, bo nagle odkrywasz, że ten ocean wcale nie jest zimny. Wprost przeciwnie – wydaje się, że tylko czekał, by unieść cię w łagodnej fali przypływu i porwać cię tam, gdzie nigdy sama nie byłabyś w stanie wymarzyć, że możesz trafić.
Bo życie jest jak ocean. Dostosuje się do ciebie, jakkolwiek będziesz tego chciała. Jeśli chcesz milczeć i stać, życie będzie stało i milczało dookoła. A jeśli chcesz płynąć, to skacz. Ocean twojego przeznaczenia czeka. Gdy tylko zdobędziesz się na odwagę, żeby mu zaufać, on cię bezpiecznie poprowadzi.

Beata Pawlikowska

ocean.jpg
 

pakamera
 
Mars ze zlota? Dlaczego nie? Fantastyczny projekt brytyjskiego projektanta Duncana Shottona wykon.... Czytaj dalej : www.example.pl/zlota-czekolada-26817.htm
 

majikku
 
Nie ma to jak leżeć na balkonie z kotem, popijać koktajl truskawkowy mając perspektywę pizzy z łososiem, szpinakiem i migdałami na kolację i oglądać The Walking Dead. Czy to normalne, że widząc zombie mam ochotę na lody?

A dla was jeden z pierwszych felietonów Duffa:
Why my wife still thinks I am a badass?


„Dlaczego moja żona wciąż myśli, że jestem twardzielem”
Jestem ojcem dwóch dziewczynek. Nasz pies Buckley i ja jesteśmy w domu na przegranej pozycji, ale wciąż mogę powiedzieć „NIE”, kiedy moje córki próbują wpiąć mi we włosy różowe wstążki. Buckley, oczywiście, nie ma takiej opcji. Wszedłem do ugrupowania osób w wieku zwanym „kryzys”,  ale nie ma szansy, żebyście zobaczyli mnie jeżdżącego żółtą Corvettą, by wrócić do czasów kiedy miałem dwadzieścia kilka lat. Nie ma mowy! Tak więc, wybrałem hobby, które jest zdecydowanie bardziej macho, by zmniejszyć trochę liczbę estrogenu w moim domu, a zwiększyć testosteron… Jeżdżę Harleyem. I’m a BADASS! (czasami szkoda mi tłumaczyć te zwroty Duffa, bo po polsku nie brzmiałyby tak fajnie, więc je zostawiam – przyp. tłum.)
Dwa lata temu nabyłem zupełnie nowy model Harley’a Davidsona – Road King. To największy motocykl, jaki można kupić od producenta. Dlaczego zdecydowałem się na tak wielki motor? Oczywiście po to, by pasował do moich długich nóg.
Jednakże pomiędzy mną, a moim Harleyem stała drobna przeszkoda. W stanie Waszyngton, każdy nowy kierowca musi ukończyć 16-godzinny kurs, aby uzyskać adnotację motocyklową do swojego prawa jazdy. Tyle na temat nauki jazdy na tym potworze na parkingu U-Dub i pozwalanie, by wiatr kierował moim następnym ruchem. Tyle na temat mojego dudnienia w okolicy, jadąc do Starbucksa po moją ukochaną waniliową latte. Wszystkie laski na ulicach dostały właśnie kilka tygodni wytchnienia, przed pójściem do kręgarza, żeby nastawić swoją skręconą szyję. No worries, ladies, I’ll be out there soon. (nie ma to jak wysokie mniemanie o sobie ;) – przyp. tłum.). Ale najpierw muszę się zapisać na kurs. To nie takie proste. Jak wszyscy wiemy, lato w Seattle kipi zajęciami na świeżym powietrzu i szybko zorientowałem się, że motocykle się do tego zaliczają. Będę musiał poczekać cztery tygodnie…
Klasa to dokładnie to, co możecie sobie wyobrazić : kilku nastolatków, jacyś dorośli i samotna, puszysta kobieta w średnim wieku, próbująca odnaleźć potencjał w tej klasie (nazwijmy ją Sally), no i oczywiście ja. Żadna osoba nie wydawała się krzyczeć „buntownik”, więc chyba będę musiał spełnić mój męski obowiązek.
To był gorący, lipcowy weekend, kiedy moja klasa zaczęła maleć. Każdy poszedł na lunch, ale nie wszyscy z niego wrócili. Drugiego dnia nasza liczebność spadła o połowę. W ciągu lunchu tamtego dnia, odeszła kolejna połowa. Byłem z siebie dumny, gdy siedziałem ma teście, jako jedna z niewielu osób.
- Ooh, some eye candy! (prawdopodobnie chodzi o to, że ktoś jest słodki – przyp. tłum.) – nagle usłyszałem.
Był to głos Sally – stałem się obiektem jej uczuć. Tanie, ale oczywiście uzasadnione. Widzicie, wciąż mam to „coś”. I zdałem test.
Żegnajcie domowe rozrywki! I’m gonna hit the open road! Założę skórę na moje plecy i znikam! Tak jest, nauczyłem się jeździć na tym wielkim motorze! Kiedy klasa stawała się coraz mniejsza, zaczynałem rozumieć, że Road King jest tylko dla NAPRAWDĘ doświadczonych kierowców.  Bez znaczenia, będę jeździł po mojej okolicy, dopóki nie będę najlepszy. Ćwiczyłem skręcanie na końcu mojej ulicy, kiedy mój motor nagle się przewrócił. Musiałem poprosić sąsiada o pomoc w podniesieniu go. Wróciłem do domu ze spuszczoną głową.
Na drugi dzień przyjechało do mnie kilku przyjaciół, żeby zabrać mnie na małą wycieczkę na motorach. Powiedzieli, żebym podążał za nimi i robił to co oni. Teraz mieszkam w mieście i nie ma tu wiejskich krajobrazów. Kalifornijskie doświadczenia w Seattle, z jego przeładowanymi drogami, dają wrażenie grania w wyjątkowo realistyczną grę na poziomie „ekspert”, ale z prawdziwymi konsekwencjami. Gdy dotarliśmy do Lake City Way moje ręce były tak zaciśnięte od trzymania sprzęgła i hamulca, że musiałem powiedzieć przyjaciołom, że to koniec jazdy na dzisiaj (mieszkam 5 minut od Lake City Way). Oczywiście, kiedy wróciliśmy do domu i moja żona spytała jak było, a ja zacząłem snuć opowieści o życiu w drodze, powiedziała : „To dobrze, kochanie” i kazała mi wynieść śmieci.
Resztę lata spędziłem doskonaląc moje umiejętności i czułem się coraz pewniej na moim Harleyu. Nawet zaproponowałem mojej żonie, że wezmę ją na nocną przejażdżkę po mieście. Nawet pojechaliśmy na koncert na moim Road Kingu. (…) Tak jej się spodobało, że zawsze chce ze mną jeździć. Ona naprawdę kocha ten motor. Ostatnio widziałem ją zasmuconą, kiedy musiałem oddać go do warsztatu i zniknął na tydzień. Nigdy bym nie pomyślał, że może tak go polubić.
So here I stand…the figure of pure bad-assyness, for the rest of you to admire and fear. Jestem MĘŻCZYZNĄ w tym domu I mogę robić co mi się podoba. Mogę wrócić do domu kiedy mi się podoba, nie patrząc na godzinę (raz w tygodniu, tak długo jeśli pojawię się przed 11 z galonem mleka). Moje córki patrzą na mnie z podziwem, a żona z uwielbieniem.
Jeśli zobaczycie czarnego Road Kinga z małym, różowym siedzeniem dla psa… to nie ja. Nawet jeśli kierowca będzie wyglądał jak ja i będzie tak wysoki… to NA PEWNO nie jestem ja!
Szerokiej drogi. Duff
 

klein-em
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
e.M:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

kciuk-pl
 
Poszło o felieton sprzed tygodnia, taki mój prywatny dzień świra pod tytułem Kiedy chciałbym wystrzelić w kosmos

Link: www.kciuk.pl/Burza-po-tekscie-MelleraSmierdze-i-…
 

pakamera
 
Wroclaw, europejska stolica kultury, bardzo zobowiazujacy tytul. Przechadzajac sie jednak starowk.... Czytaj dalej : www.example.pl/example-w-krainie-czarow-23887.htm
 

kciuk-pl
 
Szympansowi zajęło jakieś półtora miliona lat, aby wpaść na pomysł użycia kamienia do rozłupywania orzechów. Wcześniej zapewne wykorzystywał do tego celu głowę pobratymca. Jak widać, przedstawiciel jednego z najbardziej innowacyjnych ...

Link: www.kciuk.pl/Jestem-lamerem-to-brzmi-dumnie-a128790
 

geekon
 
geekon: Oto pierwsze sprawozdanie z frontu robót nad moją nową Amigą 4000.
Fabryczne egzemplarze wyposażone były w Kickstart 3.0 (więcej informacji o Kickstarcie w artykule z okazji podobnej operacji, którą przeprowadziłem dwa lata temu na A600: geekon.pinger.pl/m/5134415). Chcąc korzystać z nowszych wersji AmigaOS, wypuszczonych już po bankructwie Commodore, należy wymienić chipy Kickstartu na nowsze, 3.1. Kickstart 3.1 dla A4000 zajmuje dwie 256-kilobajtowe kości ROM:
IMG_1139.jpg
Jednak w przeciwieństwie do "małych" Amig, wymiana Kickstartu w A4000 to nie pięciominutowa operacja, lecz skomplikowane przedsięwzięcie, wymagające rozmotowania niemal całego komputera.
Po zdjęciu pokrywy obudowy zaczynamy od odłączenia kabli diód Power i HDD oraz kabla zamka blokującego klawiaturę i mysz.
IMG_1140.jpg
Następnie zdejmujemy plastikowy bezel ściskając zatrzaski przytrzymujące go do obudowy. Oto A4000 bez bezelu (bezela?):
IMG_1142.jpg
Odłączamy zasilanie i taśmę stacji dysków oraz ewentualnych innych urządzeń, które możemy mieć zainstalowane w zewnętrznych zatokach 5.25" i 3.5". Następnie odkręcamy koszyk z zatokami przymocowany do obudowy dwiema śrubkami i całość wysuwamy do przodu zgrabnym ruchem. Oto on (ten ruch):
IMG_1144.jpg
Odłączamy kable twardego dysku i odkręcamy całe to ustrojstwo (trzyma się na czterech śrubkach). Widzimy wreszcie kartę procesorową umieszczoną równolegle do płyty głównej:
IMG_1145.jpg
Ostrożnie, ale zdecydowanie wyciągamy ją z 200-pinowego złącza. Oto spód karty, widoczny procesor 68EC030 25 MHz i koprocesor matematyczny 68882:
IMG_1147.jpg
Po usunięciu karty procesorowej naszym oczom ukazuje się wreszcie miejsce montażu Kickstartu. Widać tam stare kości ROM (3.0):
IMG_1146.jpg
Kości trzeba ostrożnie wyciągnąć podważając płaskim śrubokrętem raz z jednej, raz z drugiej strony. Należy pamiętać, że podstawki Kickstartu są kiepskiej jakości i łatwo je uszkodzić.
IMG_1149.jpg
Po wyciągnięciu starych chipów wkładamy nowe, zwracając szczególne baczenie na kierunek montażu. Nacięcie na kości powinno pokrywać się z nacięciem na podstawce. Niezwykle ważne jest też, by każda z kości trafiła do odpowiedniej podstawki – są one podpisane "U175" i "U176" i takie same oznaczenia powinny być na samych ROM-ach. Błąd spowoduje uszkodzenie chipów i awarię komputera. Oto nowe kości na swoim miejscu:
IMG_1150.jpg
Przed ostatecznym zmontowaniem Amigi z powrotem warto przeprowadzić test, mocując kartę procesorową i uruchamiając komputer. Jeśli zobaczymy taki obraz:
IMG_1153.jpg
to znaczy, że operacja się powiodła i nowy Kickstart został rozpoznany. Można złożyć już Amigę do kupy.
Niebawem (mam nadzieję) następne sprawozdanie!
  • awatar GuyMontag: Jak miło zobaczyć , że ktoś uzywa najlepszego komputera jaki istniał.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

geekon
 
Dzisiaj opowiem Wam o moim nowym nabytku amigowym. Jest nim ni mniej ni więcej jak Amiga 4000, obiekt westchnień amigowców przez całe lata dziewięćdziesiąte, najwyższy model Amigi i jeden z ostatnich produkowanych przez firmę Commodore.
A4000 kosztowała, w latach swojej świetności, ok. 50-60 mln starych złotych, czyli dwukrotnie więcej niż przeciętny pecet. Z tego powodu rzadko trafiała pod strzechy zwykłych użytkowników, natomiast zagościła w studiach telewizyjnych i graficznych, jako profesjonalna stacja robocza. Dziś ten model nadal jest stosunkowo rzadki i kosztowny (w porównaniu z pospolitymi Amigami 500 czy 1200). Swój egzemplarz sprowadziłem z Holandii, bo było to bardziej opłacalne i pewniejsze niż kupowanie wraku w niewiadomym stanie od allegrowych spekulantów.
IMG_1130.jpg
Amiga 4000 miała europejską premierę na targach w Kolonii w październiku 1992 r., niedawno więc obchodziła dwudzieste urodziny. Zalicza się do linii „dużych” Amig, z wyodrębnioną klawiaturą i jednostką (najczęściej w obudowie desktop), o znacznie większych możliwościach rozbudowy niż „domowe” modele typu A500, A600 czy A1200. „Czterytysiączka” jest następczynią udanego modelu A3000 i ma z nim wiele cech wspólnych, a także stosunkowo dużą kompatybilność sprzętową (możliwość używania tych samych kart procesorowych i kart rozszerzeń), co jest rzadkością w amigowym sprzęcie.
A4000 była pierwszym modelem z nowym chipsetem, AGA, który opisywałem w recenzji Amigi CD32. Chipset modernizował możliwości graficzne Amigi, które na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęły już odstawać od pecetowego standardu SVGA. Paletę kolorów zwiększono z 4096 do 16777216 (24 bity), zaś liczbę jednocześnie widocznych kolorów na ekranie w trybach indeksowanych zwiększono do 256, bez względu na rozdzielczość (wcześniej 32 lub 64 w niskiej rozdzielczości i 16 w wyższej). Nowy, specjalny tryb graficzny, HAM8, umożliwiał wyświetlenie na ekranie jednocześnie 262144 kolory, jednak kosztem ogólnej jakości obrazu i szybkości działania komputera.
„Czterytysiączki” oferowane były w dwóch wariantach, różniących się procesorem. Droższa wersja miała na pokładzie Motorolę MC68040 25 MHz, najmocniejszy wówczas procesor tej rodziny, dzięki któremu była szybsza od poprzedniczki, A3000, około czterech razy. Tańsza o niemal połowę wersja A4000/030 wyposażona była w słabszy procesor, Motorola MC68EC030 25 MHz (prostsza wersja procesora z Amigi 3000). Pod każdym innym względem obie konfiguracje były identyczne. Mój egzemplarz ma właśnie ten wolniejszy procesor.
Wraz z nową Amigą debiut miała też nowa wersja systemu operacyjnego, AmigaOS 3.0. W stosunku do starszej wersji nie był to tak przełomowy skok jakościowy, jak w przypadku „przesiadki” z 1.3 na 2.0, ale mimo to nowy system wprowadził szereg istotnych innowacji. Do najważniejszych zaliczyłbym obsługę datatypów (specjalnego systemu uniwersalnych pluginów, rozpoznającego formaty plików; możliwe było dzięki temu np. otwarcie pliku przez aplikację, która pierwotnie danego formatu nie rozpoznawała; z datatypów korzystała uniwersalna przeglądarka MultiView, dołączona do systemu, która mogła wyświetlać pliki tekstowe, graficzne, dźwiękowe itp.), wsparcie bogatszej palety chipsetu AGA i kart graficznych i poprawki w interfejsie użytkownika.
IMG_1122.jpg
Tyle teorii, teraz przyjrzyjmy się Amidze 4000 „in the flesh”.
Jednostka główna to średniej wielkości „beige box” w stalowej, ciężkiej obudowie z plastikowym bezelem (frontem). W przeciwieństwie do Amigi 3000, która miała własną, specjalnie dla nią zaprojektowaną obudowę, A4000 upchnięto w budę zaadoptowaną z commodore'owskiej linii pecetów (prawdopodobnie Commodore SL386). Producent przewidział montaż jednego urządzenia 5.25” (np. napędu optycznego) i dwóch 3,5” (w standardzie była pojedyncza stacja dysków HD 3,5”). Ponadto, w środku obudowy znalazło się miejsce na kolejne dwa, wewnętrzne, urządzenia 3,5” (z czego jedno było zajęte przez montowany fabrycznie dysk Quantum lub Western Digital o pojemnościach nie przekraczających 200 MB).
Bezel, udekorowany logotypem Amigi i plakietką Commodore'a z nazwą modelu, jest też wyposażony dwie diody, sygnalizujące zasilanie i pracę twardego dysku. Jak przystało na dwudziestoletni komputer, nie mogło też zabraknąć zamka na kluczyk, blokującego działanie klawiatury i myszy.
Z tyłu obudowy widoczne są cztery otwory kart rozszerzeń i amigowe złącza. Prądu dostarcza niestandardowy zasilacz typu AT z czterema moleksami i dwiema wtyczkami zasilania stacji dysków. Kwestię włączania komputera rozwiązano w najśmieszniejszy i najbardziej dziwaczny sposób, z jakim się spotkałem – za pomocą najdłuższego na świecie przycisku Power, biegnącego przez prawie całą długość obudowy i wchodzącego do zasilacza. Wygląda to kuriozalnie, ale działa bez zarzutu.
A4000_mobo.jpg
Spójrzmy teraz na płytę główną Amigi 4000. Wykorzystuję zdjęcie z internetu, bo nie miałem czasu aby rozmontować swoją „Czterytysiączkę” i dokładnie ją sfotografować. Mój egzemplarz płyty głównej odrobinę się różni od tego ze zdjęcia, co opiszę później.
Płyta główna w A4000 jest umieszczona poziomo, na spodzie obudowy. Złącza widoczne na zdjęciu po lewej stronie wychodzą z tyłu komputera, zdjęcie jest więc obrócone o 90 stopni.
W lewej dolnej ćwiartce widzimy trzy scalaki tworzące chipset AGA – Lisę (odpowiedzialną za grafikę, następczynię Denise/SuperDenise), Alice (będącą czymś w rodzaju amigowego odpowiednika Northbridge'a, zastępującą dawną Agnus/SuperAgnus) i niezmienioną od pierwszego modelu Paulę, odpowiedzialną głównie za dźwięk.
„Czterytysiączka” ma też kilka innych chipów, niewystępujących w „małych” Amigach. Zalicza się do nich Buster, umieszczony na prawo od Lisy, którego zadaniem jest obsługa slotów kart rozszerzeń Zorro. W moim egzemplarzu Buster tkwi w podstawce PLCC, ale wielu amigowców usuwa tę podstawkę, bo często sprawia problemy z kontaktem, i lutuje Bustera bezpośrednio do płyty.
Pośrodku górnej połowy płyty widoczny jest Gary, kontrolujący szyny danych i niektóre funkcje stacji dysków. Po jego prawej stronie rzucają się w oczy dwie kości ROM, zawierające Kickstart. Na zdjęciu, nietypowo, Kickstart jest wlutowany w płytę; w większości egzemplarzy te kości montowane są w podstawkach, aby ułatwić ich wymianę w razie modernizacji systemu operacyjnego.
Ramsey, na prawo od Kickstartu, to kontroler montowanej na płycie pamięci Fast RAM.
Oprócz tego, na płycie znajdziemy też kilka drobniejszych chipów, w tym CIA (kontrolery wejścia/wyjścia) i przetwornik cyfrowo-analogowy.

Czas na opis złączy wewnętrznych na płycie głównej. Szczególnie rzuca się w oczy centralnie umieszczony slot, przewidziany do prostopadłego montażu daughterboarda. To dodatkowa płyta zawierająca sloty kart rozszerzeń, które instaluje się równolegle do płyty głównej. O daughterboardzie i samych slotach opowiem później.
Przy górnej krawędzi widoczne jest 200-pinowe złącze karty procesora. Bardziej uważni czytelnicy prawdopodobnie zorientowali się, że w moim opisie scalaków na płycie zabrakło wzmianki o procesorze. A to dlatego, że – w przeciwieństwie do „małych” Amig – procesor w A4000 nie jest montowany na płycie głównej, lecz na oddzielnej karcie, instalowanej właśnie w tym 200-pinowym złączu. Wyjątkiem jest tylko specjalna, późniejsza, odmiana – A4000-CR (od „Cost Reduced”), w której procesor 68EC030 wlutowano w płytę, na szczęście bez rezygnacji z owego złącza karty procesorowej, które w fabrycznych egzemplarzach A4000-CR było po prostu puste.
Po lewej stronie slotu procesora widzimy dziwaczne, 6-pinowe złącze zasilania, przez które doprowadzany jest prąd do płyty głównej.
Poniżej projektanci umieścili złącze stacji dysków i złącze kontrolera ATA – 40-pinowe (do dysków 3,5”), zamiast 44-pinowego (do dysków 2,5”), znanego z A600 i A1200.
Wreszcie, w prawej dolnej ćwiartce płyty znajduje się pięć banków modułów SIMM. Pierwszy z nich odpowiada za Chip RAM (pamięć, z której korzysta chipset) i można tam zainstalować moduł o pojemności maksymalnie 2 MB (bowiem tyle wynosi limit Chip RAM-u). Pozostałe cztery banki odpowiadają za Fast RAM (pamięć, z której bezpośrednio korzysta tylko procesor) i można w nie wetknąć maksymalnie 16 MB (4 moduły po 4 MB).
Dalsze rozszerzanie pamięci A4000 jest możliwe za pośrednictwem kart procesorowych firm trzecich i kart rozszerzeń Zorro. Dlatego nikogo dziś nie dziwi 20-letnia Amiga 4000 z 128 MB RAM-u.

Pozostało nam opisanie złączy zewnętrznych. Przy dolnej krawędzi widzimy dwa gniazda DE9, do których podpina się mysz i joystick. W komputerze ustawionym normalnie na biurku, te złącza są po lewej stronie (nie po prawej, jak w A3000), co być może jest wygodne dla osób leworęcznych, lecz dla mnie (jestem praworęczny) – nie bardzo.
Z tyłu komputera (czyli po lewej stronie na zdjęciu) mamy wyjścia audio (2x RCA), wyjście monitorowe (DB23), 6-pinowe gniazdo klawiatury (miniDIN; ciekawostka – to samo złącze występuje w CD32 i faktycznie można do niego podpiąć klawiaturę A4000, zamieniając konsolę w normalny komputer), dalej mamy złącze zewnętrznej stacji dysków (DB23) i wreszcie, umieszczone jeden nad drugim porty: szeregowy (DB25) i równoległy (DB25).
Brakuje, znanego z „małych” Amig, wyjścia kompozytowego i modulatora z wyjściem antenowym, bowiem ten model Amigi nie był przewidziany do podłączania do telewizora.

A, jeszcze jedna rzecz – obok slotów SIMM na płytach A4000 instalowano niklowo-kadmowy akumulatorek zasilający zegar czasu rzeczywistego (podtrzymujący godzinę i datę przy wyłączonym komputerze). Ten akumulatorek zapadł w pamięć wielu użytkownikom modelu 4000, jako że notorycznie wylewał swoją zawartość na płytę główną, prowadząc – w skrajnych przypadkach – do jej uszkodzenia. We wspomnianym wcześniej wariancie A4000-CR niklowo-kadmowy akumulatorek zastąpiono baterią „zegarkową”; podobnie czynili, własnym sumptem, świadomi użytkownicy starszych wariantów. Na zdjęciu powyżej akumulatorek został wylutowany.
A4000_daughter.jpg
Nareszcie możemy przyjrzeć się daughterboardowi, dodatkowej płycie, tkwiącej pionowo pośrodku obudowy, wyposażonej w sloty kart rozszerzeń.
Amiga miała swój własny standard kart rozszerzeń, Zorro, znacznie nowocześniejszy od slotów stosowanych wówczas w pecetach. W Amidze 2000 (a także w A500, o czym mało kto pamięta) występują 16-bitowe sloty Zorro II, w Amidze 3000 wprowadzono 32-bitowe Zorro III, a w A4000 usprawniono i ujednolicono obsługę Zorro III. W standardowej A4000 użytkownik ma do dyspozycji cztery 100-pinowe sloty Zorro III, w których może zainstalować dowolne z szerokiej gamy kart rozszerzeń (karty dźwiękowe, sieciowe, rozszerzenia pamięci, kontrolery napędów, genlocki, digitizery i rekordery wideo i inne, jeszcze bardziej wyspecjalizowane i bardziej niszowe akcesoria).
Równolegle z najniższym slotem Zorro zamocowano slot wideo – to tam instaluje się amigowe karty graficzne, które omijają ograniczenia chipsetu w dziedzinie obróbki grafiki (między innymi limit narzucany przez skromne 2 MB Chip RAM-u) i dodają wspomaganie grafiki 3D.
Powyżej slotu wideo, równoległe z pozostałymi trzema slotami Zorro umieszczono trzy 16-bitowe sloty ISA. Dla osób urodzonych po 1980 r. wyjaśniam, że ISA było poprzednikiem popularnego standardu PCI, obecnym w pecetach w latach osiemdziesiątych.
Sloty ISA w Amidze 4000 są nieaktywne i można je wykorzystać wyłącznie ze specjalną kartą, zwaną Bridgeboard. Jest to nic innego, jak sprzętowy emulator peceta, ze swoim własnym procesorem (286, 386 lub czymś jeszcze starszym), własną pamięcią i innymi komponentami. W ten sposób możemy mieć w jednej obudowie dwa zupełnie różne komputery, korzystające ze wspólnych zasobów i sterowane jedną klawiaturą.
IMG_1136.jpg
Commodore przedstawiało Amigę 4000 jako swoje szczytowe osiągnięcie i liczyło na powtórzenie sukcesu poprzednich „dużych” Amig. I choć wśród początkowych opinii dziennikarzy i użytkowników przeważały zachwyty, wkrótce zaczęły pojawiać się głosy krytyki, a z czasem uznano, że model A4000 nie wykorzystuje swojego potencjału i ostatecznie jest gorszy od poprzednika, A3000.
Najczęściej wytykanymi wadami A4000, w stosunku do „starszej siostry”, to brak fabrycznie zainstalowanego scan-doublera i zamiana profesjonalnego kontrolera SCSI na amatorski ATA. Narzekano też, że nowy chipset działa wolniej od starego, ECS, a jego możliwości graficzne wciąż nie dorównują dedykowanym kartom graficznym, tym do peceta i do Amigi. Pojawiły się też głosy krytykujące przegrzewającą się obudowę i liczne niedoróbki konstrukcyjne, jak wspomniana wcześniej wadliwa podstawka pod chip Buster czy wylewająca bateria.
Z czasem te krytyczne opinie zelżały i dziś, z perspektywy tych dwudziestu lat od premiery, Amiga 4000 cieszy się opinią sprawnego, sympatycznego komputera.
Brak scan-doublera przestał być dokuczliwy w momencie pojawienia się nowoczesnych monitorów z tunerami TV, doskonale radzącymi sobie zarówno z sygnałem telewizyjnym, jak i cyfrowym. Zachwalany w latach dziewięćdziesiątych kontroler SCSI w Amidze 3000 dziś bardziej przeszkadza, niż pomaga, bowiem nie można do niego bezpośrednio podpiąć tanich, popularnych kart pamięci Compact Flash, zastępujących twardy dysk – a w A4000 jest to możliwe. Wielkich jak stodoła skanerów SCSI czy zewnętrznych nagrywarek CD nikt już dziś nie używa.
Chipset AGA faktycznie działa czasem wolniej niż ECS, ale za to umożliwia uruchamianie gier z lepszą grafiką, których ukazało się stosunkowo dużo, i wśród których występują jedne z największych przebojów w historii amigowej rozrywki – np. Worms Director's Cut czy Slam Tilt.
Problem z źle wentylowaną obudową rozwiązano przekładając „Czterytysiączki” do obudów tower, oferowanych przez firmy trzecie, podstawki Bustera usuwano, lutując chip bezpośrednio do płyty i zastępując niklowo-kadmowe akumulatorki bateriami zegarkowymi.
Osobiście, do największych zalet A4000, stanowiących o jej przewadze nad poprzedniczką, zaliczam montaż powierzchniowy, który gwarantuje większą żywotność niż scalaki wetknięte w prymitywne podstawki oraz usprawnioną obsługę Zorro III. W A3000 ten standard slotu miał swój debiut, i jak to często bywa, nie był to debiut do końca udany, bo standard po prostu nie był gotowy. „Trzysiączka” jest kapryśna w kwestii kart rozszerzeń, a następczyni tych problemów jest pozbawiona.
IMG_1127.jpg
W kwestii wykorzystania potencjału – to sprawa dyskusyjna. A4000 z pewnością ukazała się za późno; w czasach, gdy Commodore stał już nad przepaścią, a coraz potężniejsze i coraz tańsze pecety mogły chwalić się nowocześniejszym i atrakcyjniejszym oprogramowaniem. W latach dziewięćdziesiątych mało który już producent oprogramowania pozostawał przy Amidze – Electronic Arts, firma, która zbudowała swój sukces na amigowym sofcie, ostatni tytuł na komputer Commodore'a (Deluxe Paint V) wydała w 1994 r. Psygnosis ostatnią grę na Amigę, Microcosm, wypuścił w 1993 r. Najdłużej wytrwał Team17, firma o czysto amigowych korzeniach (scenowych), żegnając się z Amigą w 1997 r. ekskluzywnym Worms: Director's Cut.
Urodzone w bólach karty CPU z procesorem PowerPC, z czym amigowcy wiązali ogromne nadzieje, niewiele pomogły. Co z tego, że można było wreszcie na Miggy pograć w Queja, skoro przeglądarki nie obsługiwały CSS-a, Photoshopa trzeba było odpalać na emulowanym Maku (jak sam to robiłem będąc już na studiach), a o otwarciu dokumentów Worda czy Excela można było najwyżej pomarzyć.
AmigaOS 4 z 2007 r., system napisany od nowa z myślą o procesorach PowerPC, przedłużył nieco życie „Czterytysiączek” wzbogaconych o odpowiednie karty PPC, ale taka konfiguracja kosztowała więcej niż platformy nowej generacji, na których AmigaOS 4 chodził szybciej i stabilniej.

Z drugiej strony jednak, w pierwszej połowie lat 90, nawet dynamicznie ewoluujące pecety nie radziły sobie z obróbką (ani nawet płynnym odtwarzeniem) wideo, co dla A4000 wyposażonej w odpowiednią kartę (np. amerykański VideoToaster) nie stanowiło najmniejszego problemu. Stąd tysiące tych komputerów w stacjach telewizyjnych po obu stronach oceanu (np. NBC), stacjach prywatnych (Canal+) czy kablowych. Z Amigi 4000 korzystali filmowcy kinowi i telewizyjni (przy tworzeniu seriali seaQuestDSV, Babylon 5 i Kroniki młodego Indiany Jonesa, a nawet przy wstępnym renderingu dinozaurów do pierwszego Jurrasic Parku).
Szczególnym powodem do dumy była wieloletnia obecność Amig 4000 w NASA, gdzie zajmowały się obróbką danych telemetrycznych otrzymywanych ze statków kosmicznych. Ostatnie sztuki NASA sprzedało na eBayu dopiero w 2006 r. (swoją drogą, dałbym wiele za taki egzemplarz!)
IMG_1129.jpg
Podsumowując, można śmiało stwierdzić, że choć Amiga 4000 nie podbiła świata (a mogłaby, gdyby ukazała się parę lat wcześniej i gdyby produkowało ją Apple), to miała swoje miejsce w historii, pokazała, co potrafi, po czym odeszła na zasłużoną emeryturę jako hobbystyczna maszynka dla takich dziwacznych geeków, jak ja.

W tej chwili moja „goła” A4000/030 jest wolniejsza od mojej rozbudowanej „Sześćsetki”, ponadto nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym, ze względu na brak kompatybilnych złączy. W miarę możliwości czasowych i finansowych, planuję rozbudowę tego egzemplarza, o czym oczywiście będę informował na blogu.
IMG_1118.jpg
 

geekon
 
geekon: Postanowiłem wczoraj wypróbować niedawno uruchomiony warszawski system samoobsługowych wypożyczalni rowerów, Veturilo.
Pożyczyłem dwa rowery, jeden na Kruczej, drugi spod Intraco i pojeździłem sobie nocą po mieście. Rowery są wygodne i dobrze wyposażone. Mają automatyczne oświetlenie, pojemny koszyk przed kierownicą i regulowaną wysokość siodełka. Pierwszy rower, który wypożyczyłem, był w dobrym stanie, drugi niestety był chyba przez kogoś źle potraktowany - hamulec szwankował, miałem też problemy z przerzutką, ale najgorsze było, że przy zwrocie nie mogłem zapiąć blokady, bo zamek był uszkodzony. Próbowałem skontaktować się z infolinią, której numer jest podany na stacji wypożyczania, ale najwyraźniej o pierwszej w nocy nie ma ludzkiej obsady. Nie wiem, jak ta sprawa dalej się potoczy i czy nie zostanę obarczony odpowiedzialnością za uszkodzenie lub - nie daj Boże - kradzież roweru.
Za wypożyczenie rowerów na łączny czas 4 godzin zapłaciłem 20 złotych. Przez ten czas zdążyłbym objechać Warszawę wokoło, co - podróżując taksówką czy nawet komunikacją miejską - kosztowałoby zdecydowanie więcej. Jednak obecna lokalizacja stacji wypożyczania pozostawia sporo do życzenia. Nie kwestionuję obecności stacji w Centrum, jednak wypożyczalnie na Bielanach i na Ursynowie tworzą alternatywną komunikację rowerową, pokrywającą się z trasą metra (która i tak jest dublowana przez różne linie autobusowe i tramwajowe). Wydaje mi się, że sensowniejsze byłoby zlokalizowanie stacji w miejscach, gdzie metro nie dojeżdża - i taki pomysł przyświecał twórcom starszego, odrębnego systemu wypożyczalni na Bemowie, które obecnie został zintegrowany z Veturilo. W tej chwili chcąc wypożyczyć rower muszę specjalnie jechać (autobusem, tramwajem, pociągiem, samochodem) do Centrum, a po jego zwrocie znów korzystać z komunikacji miejskiej lub własnego środka lokomocji, by dostać się do domu (na przykład).
Samo wynajęcie roweru jest dość kłopotliwe, szczególnie za pierwszym razem. Należy podać swój numer komórki, potem PIN, który wybraliśmy sobie w trakcie rejestracji, następnie wprowadzić pięciocyfrowy numer roweru, który chcemy wypożyczyć, wreszcie zapamiętać czterocyfrowy kod odblokowujący zamek w rowerze. Denerwuje mnie to, jako osobę, która ma problem z zapamiętaniem kodu do domofonu czy PIN-u do karty płatniczej, z drugiej strony jednak być może utrudni to wypożyczenie roweru osobom, które nie są wystarczająco trzeźwe, by zapamiętać cztery różne kombinacje liczbowe.
Veturilo_Warszawa_02.jpg
Jak widać zatem, pomysł jest niewątpliwie trafiony i godny pochwały, jednak jego realizacja - jak to zwykle bywa w polskich warunkach - cokolwiek kuleje. Rowery teoretycznie codziennie są konserwowane, mimo to można trafić na jednoślad, który nie jest w pełni sprawny, co - w połączeniu z faktem, że kwestia odpowiedzialności za uszkodzenie nie jest sformułowana jednoznaczne - może narazić nas na problemy. Pytanie też, czy mieszkańcy Warszawy, niesłynący bynajmniej z dobrych manier i poszanowania cudzej własności, są gotowi na taki system - słyszałem, że już w pierwszych dniach działalności Veturilo rowery zaczęły ginąć i padać ofiarą wandali i chuliganów.
Mimo wszystko, miło spędziłem wczorajszy wieczór, śmigając pustymi ulicami i ciemnymi parkami, choć przyznaję, że dziś tak mnie boli dupsko od siodełka, że mogę siadać tylko na miękkim.
Jeśli zwrócony, lecz nieprzypięty przeze mnie rower nie zginie i nie będę musiał za niego bulić, chętnie skorzystam z oferty Veturilo ponownie, tym razem może wybierając się gdzieś dalej, niż tylko od knajpy do knajpy.
 

majikku
 
Jakiś czas temu Duff wykonał pokazowy pierwszy rzut na meczu Mariners (jego ukochana drużyna)-Red Sox na stadionie w Seatlle i mam dla was filmik z tamtego wydarzenia:


ri.pinger.pl/(…)Duff+McKagan+mariners+game.jpg…
Wiem, że dawno nie było felietonu i chyba zaraz zabiorę się za dokończenie tłumaczenia. Ostatnie dni były bardzo męczące i pracując teraz nad rozdziałem dla Stelli odprężyłam się i uspokoiłam, więc tłumaczenie powinno pomóc jeszcze bardziej.
I trochę zdjęć Axla.


ri.pinger.pl/(…)67512806000ff0b24f6e4e7b.jpeg…

ri.pinger.pl/(…)axl_1_.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0ore5gF4x1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0qal5Svgt1qbzcnyo2_250.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0qb9bi8ED1qb3ttco1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0qccnwwot1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0qccnwwot1qbzcnyo2_250.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0qccnwwot1qbzcnyo3_250.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0qccnwwot1qbzcnyo4_250.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0qccnwwot1qbzcnyo5_250.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0qccnwwot1qbzcnyo6_250.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0qkerwRaj1qbzcnyo1_500.png…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0sl8gJR7Q1qbzcnyo1_400.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0xq4oIAR81qbpheyo1_r1_500.j…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l0zmy4idvg1qb3ttco1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l1cjs28FWF1qbzcnyo1_400.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l1lp4wWMbC1qbybfoo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l1nbqtD5iw1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l1ncz9mu6T1qbojma.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l1ynmcI2JW1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l1yns0mQZb1qbzcnyo1_400.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l1ynu76ED51qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l2b10vgVDp1qb8yoto1_500.png…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l2fk1ye3nJ1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l2l2bblOxn1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l2l2l5gGmh1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l2s3sdIl151qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l2scdgOGpb1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l2sdj0rpdI1qbzcnyo1_400.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l2uzljWT0A1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l2vtosiJVY1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l24ttlLMJW1qbzcnyo1_400.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l24uig50001qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l245ik5Lua1qbzcnyo1_500.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l248a0ByM21qbzcnyo1_400.jpg…

ri.pinger.pl/(…)tumblr_l248cboY3l1qbzcnyo1_500.jpg…
  • awatar Stella Bonasera: Można odprężyć się przy moich debilnych wymysłach?! Wow.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Kategorie blogów