Wpisy oznaczone tagiem "fisz" (34)  

meeoow
 
Pokaż wszystkie (3) ›
 

niestereotypowa88
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
I.G.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

rapwmoimmiescie
 
Piję wino, palę skręty z kolegami
Wpadnij kiedyś poniszczyć się z nami
 

frizigreen
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

frizigreen
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

konopielka3
 
11 lat temu bracia Waglewscy – Bartek oraz Piotrek zadebiutowali albumem "Polepione dźwięki". "Wydaje mi się, że wcale nie jest dobrze, że tak szybko wydało się, że jesteśmy synami Waglewskiego. Pierwszą płytę nagrywaliśmy przecież jako Fisz i Emade, nigdzie nie padały nazwiska kompozytorów. Bardzo szybko zostało to ujawnione w »Machinie«" - wspomina w wywiadzie dla Onetu swoje muzyczne początki, Bartosz "Fisz" Waglewski. Dziś obaj nadal nagrywają i właśnie wydali doskonałą płytę "Zwierzę bez nogi". Odbiorców mają różnych, wspomnień dużo, ale też dużo do wyjaśnienia. W szczerej, obszernej rozmowie, Fisz był równie otwarty jak na swoich płytach.

Andrzej Cała: Wstępnie umawiałem się z duetem Fisz Emade, ale pojawiłeś się Bartku bez Piotrka. To nie pierwszy raz taka sytuacja. On rzeczywiście tak bardzo nie lubi wywiadów?

Fisz: No tak, to prawda. Zostawił mnie tę brudną robotę. Nigdy nie chciało nam się opowiadać o tym, co zrobiliśmy, wydawało nam się to nudne. Poza tym nie jesteśmy wybitnymi mówcami, nie mamy też odpowiedniego, narcystycznego nadęcia.

Nie chce wam się opowiadać, bo muzyki się słucha?

Bo tego się słucha, dokładnie. Piotrek wychodzi z założenia, że to co ma do powiedzenia, przekazuje swoją muzyką.

Co by było, gdyby nie muzyka? Sztuka, malarstwo?

Trudno powiedzieć, chociaż rzeczywiście miałem takie zapędy, lubię obrazki. Kiedy myślę o tej całej rewolucji hip-hopowej to nie można też ominąć tego, co się działo w sztuce. Był cały ruch graffiti, chociaż przynajmniej na początku nie miał nic wspólnego z galeriami, były to podpisy gangów, więc czysto formalnie może mniej mnie to interesowało, natomiast same narzędzia już tak, obrazy na pociągach, słupach, murach. W ślad za tym poszła fascynacja ludźmi, którzy z graffiti zrobili swój język, jak np. Jean-Michel Basquiat, Keith Haring. Oni przewijali się na imprezach związanych z bohemą nowojorską, to było środowisko, moim zdaniem bardzo twórcze. Wszystko rozwijało się na ulicach, w klubach, początkowo z dala od mediów. Chociaż fakt, że media wtedy miały inny charakter niż teraz, nie były tak rozbestwione, tak komercyjne. Można było obejrzeć w telewizji program "Yo!", gdzie byli zapraszani ludzie związani ze sceną hip-hop. Środowisko nowojorskie lat 80. było niesłychanie kreatywne , z jednej strony był Lou Reed, Sonic Youth, z drugiej wspomniany wcześniej Basquiat, Haring czy film Wild Style.

Cały czas zastanawia mnie jedno i sporo nad tym myślałem. Jeśli jest coś takiego w Polsce, polskiej muzyce jak główny nurt, mainstream, to czy czujecie się jego częścią?

To jest trochę inaczej, gdy oceniasz to będąc muzykiem. Nie wiem do końca, gdzie zaczyna się mainstream. Nie interesuje mnie to specjalnie jako muzyka. Na pewno nazwa Fisz Emade przez te dziesięć lat działalności stała się znakiem rozpoznawalnym nawet przez ludzi, którzy do naszej twórczości nigdy nie sięgnęli. Mimo to jednak nasze single ciągle odrzucane są w stacjach radiowych, jak choćby w Trójce. Wychowałem się i ukształtowałem w latach 90., gdy hip-hop u nas raczkował, pojawiały się małe wytwórnie, taka jak Tytusa [Asfalt Records - od red.], gdy Bogna Świątkowska grała hip-hop w radiu. Ta muzyka od początku była głosem ulicy, jakkolwiek to określenie jest wyeksploatowane. Słuchało się jej w szkołach, na podwórkach, w autach, a kasetami wymieniało się jeżdżąc na deskorolce. Jako zespół - Tworzywo - koncertujemy razem już dziesięć lat i tak sobie myślę, że nigdy nie było tak, że zapełnialiśmy dzień po dniu sale na dwa tysiące osób, ale tez nigdy nie zdarzyła się sytuacja, żeby nie było dla kogo grać. Jesteśmy, więc chyba gdzieś pośrodku, co nam zresztą bardzo odpowiada. Poza tym na samym końcu niewielu mam przyjaciół muzyków, czy w tak zwanym "środowisku" - to bardzo zamknięte, narcystyczne środowisko, z którym nie czuję się specjalnie związany. Jako słuchacz, a zbieram namiętnie płyty, dawno wyrosłem z takiego głupiego słuchania tego, co "na czasie". Nie interesuje mnie, co wielcy "opiniotwórcy" mają do powiedzenia – czego dziś słuchamy, a co jest passé . Co jest off, a co jest głównym nurtem? Prince, Miles Davis, Beastie Boys, Bach, Mozart to mainstream czy off? Kogo to tak naprawdę obchodzi?

Znajdują się tacy, uwierz. Odnoszę wrażenie, że nawet będąc częścią tego mainstreamu jesteście w nim ot tak, nie tracąc ani na chwilę własnego kierunku artystycznego, nie zbaczając z obranej drogi. Robicie, co chcecie i kiedy chcecie. Po pierwszych płytach z Piotrkiem przyszło Tworzywo - ciężkie, trochę jak dla mnie przekombinowane. Potem powrót do esencji hip-hopu, fascynacji A Tribe Called Quest czy De La Soul. Na nowym albumie sięgacie jeszcze dalej, do Beastie Boysów, do energii lat 80.

Rzeczywiście, to zawsze były nasze wybory muzyczne, nasze poszukiwania, zawsze mieliśmy wolną rękę. Bez względu na inspiracje czy cytaty, mamy rozpoznawalne brzmienie generowane przez Piotrka, a mój głos i teksty nadają utworom, jak myślę, bardzo autorski wymiar. Te dziesięć lat to też wpływ doświadczeń scenicznych. Zawsze chcieliśmy mieć swoją publiczność. Nie pasowało nam kiedyś to, że te imprezy hip-hopowe były w Polsce takie siermiężne, że ludzie rapowali plecami do publiki, nie chcieli się bawić bo zajęci byli popijaniem siódmego piwka. Taki biesiadny charakter zupełnie mi nie odpowiadał. W międzyczasie były różne poszukiwania, płyta "Wielki ciężki słoń" tworzona w sumie przez sześć osób. To były ważny dla nas czas, ciekawe sytuacje i spotkania muzyczne, chociażby ze względu na możliwość twórczej wymiany zdań, poglądów na muzykę, które doprowadziły do tego, że dziś wiemy, w czym się czujemy najlepiej i dlatego nagrywamy płyty głównie w duecie. Miały miejsce też dwa bardzo ważne spotkania, które zaowocowały płytami. Jedna to zespół Kim Nowak, za którego powodzeniem stał Michał Sobolewski, a z drugie to DJ Eprom, bez którego album "Zwierzę bez nogi" nie brzmiałby tak, jak brzmi. To są osoby, z którymi na gruncie muzycznym rozumiemy się doskonale.

muzyka.onet.pl/(…)nie-ma-dzis-podzialu-na-kulture-w…

Wydaje mi się, że projekt Kim Nowak pozwolił wam się wyżyć i dał oddech potrzebny do dalszego zagłębiania się w czysty, klasyczny hip-hop.

Nie mogę mówić za Piotrka, ale jeśli o mnie jako tekściarza chodzi, to w pełni się z tobą zgadzam. Lubię krótkie, dopieszczone formy, takie jak w Kim Nowak. Lubię sobie pokrzyczeć, powrzeszczeć i wiem też, że będziemy to kontynuowali, choć to nasz najbardziej niszowy projekt. I faktycznie świetnie się potem wraca do tekstów o mikrofonach, do zupełnie innej formy scenicznego spełnienia, jakkolwiek wywołuje to tak samo duże emocje. Te poszukiwania i ucieczki wynikają też z tego, że najgorzej, gdy do życia muzyka wkrada się rutyna, gdy na scenie mamy doświadczenie z teatrem zamiast prawdziwej pasji i emocji. W styczniu wracamy do trasy wraz z Tworzywem i Epromem i to będzie coś, na co bardzo czekamy!

Wspominałeś o chęci posiadania własnej publiczności i skoro mówisz o trasie koncertowej to możesz chyba teraz stwierdzić, że macie naprawdę fajną publikę. Ludzi już ustabilizowanych życiowo, ale pamiętających czasy wymieniania się kasetami. Takich, którzy chcą iść na koncert, żeby odpocząć po tygodniu pracy przy dobrej muzyce i dlatego bawią się bez żadnego ciśnienia, robienia czegoś na pokaz.

Tak, zdecydowanie tak jest. Zresztą już od dłuższego czasu zauważam, że mamy przede wszystkim bardzo zróżnicowaną publikę. To są ludzie w wieku od lat piętnastu do pewnie czterdziestu pięciu. Znają nasze teksty, bawią się i odnoszę wrażenie, że rzeczywiście znają klimat tych lat i czasów, które i ja przeżywałem. To są świetni odbiorcy, ale także bardzo wymagający. Jedni wolą "Moje Piórko", drudzy chcą poskakać przy "Szefie Kuchni". Burzy to stereotyp, ze w Polsce hip-hop to muzyka sekt, ludzi o ograniczonej wrażliwości na muzykę. Ostatnio w trasie oglądaliśmy dokument o A Tribe Called Quest ["Beats, Rhymes & Life: The Travels of a Tribe Called Quest", reż. Michael Rapaport - od red.]. Miałem świadomość, że obcuję z poważnym zespołem, z poważnym gatunkiem muzycznym, z poważną rewolucją, która wydarzyła się w latach 90., za którą stało dużo różnych środowisk. Jeżeli ktoś ciągle postrzega hip-hop stereotypowo, szczerze polecam właśnie ten film.

Czemu po tylu latach współpracy rozeszliście się z Tytusem, waszym pierwszym i przez ponad dekadę jedynym wydawcą?

Niełatwo o tym mówić. W każdym razie rozstaliśmy się w przyjaźni, dostałem ostatnio zaproszenie od jednego z jego artystów na płytę. To jest dość złożona kwestia, nie była to decyzja podjęta w ciągu miesiąca, w pośpiechu, bez przemyślenia. Tytus jest osobą, która ma bardzo określony punkt widzenia różnych kwestii, jasno je ocenia.

Jest apodyktyczny, mówiąc wprost?

Jest apodyktyczny, choć akurat ta cecha jest bardzo pożądana u menedżerów. Jest osobą, która lubi wszystko kontrolować, nad wszystkim czuwać, zajmując się jednocześnie bardzo wieloma projektami, artystami. Dodatkowo prowadzi świetnie prosperujący sklep internetowy. I był taki okres, kiedy czuliśmy się może nie tyle zaniedbywani, co trochę niedopieszczeni. Potrzebowaliśmy jakiegoś kopniaka.. To w ogóle nie jest w pełni komfortowa sytuacja, gdy zajmuje się tobą jako menedżer i wydawca twój kolega, bo czasem trudno zachować niezbędny dystans. Uznaliśmy z Piotrkiem, że nadszedł czas, kiedy to my chcemy mieć wszystko pod kontrolą i sami będziemy dobierać ludzi, z którymi chcemy współpracować. Nadszedł ten moment. Ale trzymamy kciuki za działalność Tytusa i życzymy jak zawsze wszystkiego najlepszego.

Czujecie się, a może czuliście wcześniej, pupilkami mediów?

Ja tego tak do końca nie śledzę, więc...

Pytam dlatego, że - bądźmy szczerzy - zawsze mieliście trochę łatwiej. Nawet jak nagrywaliście hip-hop w starych czasach, gdy ten gatunek był zepchnięty na margines jako jakieś zło, to was traktowało się inaczej, jako synów Waglewskiego, jako tych, którzy nie przeklinają.

Trudno mi jest o tym mówić, bo ja też patrzę na to z drugiej strony. I wydaje mi się, że wcale nie jest dobrze, że tak szybko wydało się, że jesteśmy synami Waglewskiego. Pierwszą płytę nagrywaliśmy przecież jako Fisz i Emade, nigdzie nie padały nazwiska kompozytorów. Bardzo szybko zostało to ujawnione w "Machinie". Od tego czasu zawsze jest jakieś takie podejrzenie, taki garb, który się ciągnie i to wcale nie jest łatwe. Wszystkie te zarzuty, że nam było łatwiej, że "tatuś nam pomógł" są tak naprawdę śmieszne i nieprawdziwe, wiążą się często z niewiedzą, jak ten nasz "szołbiznes" funkcjonuje. Poza tym nie bardzo wiem, na czym ta pomoc ojca miałaby polegać? Miałby zachęcać ludzi, żeby przychodzili na nasze koncerty, dziennikarzy żeby pisali dobre recenzje, wykupywałby nakłady płyt ze sklepów? Nauczył nas obsługiwać samplery? Mnie nauczył rapować? To śmieszne przecież.

Poza tym takie podejście często wynika niestety z naszej polskiej mentalności: szukamy wrogów, spisku, a przecież to najbardziej naturalna rzecz na świecie, że dzieci przejmują "fach" po rodzicach. Synowie muzyków mają o tyle trudniej, że są skazani na porównywanie, tak dzieję się z młodym Zappą, Dylanem itd. W naszym przypadku trudno nas porównać do ojca, bo zajmujemy się zupełnie innym gatunkiem muzycznym. Może zabrzmi to nieskromnie, ale wracając do naszego debiutu, tam naprawdę były rzeczy bardzo oryginalne – nikt nie rapował tak jak w utworze "Polepiony", nie pisał takich tekstów. Byliśmy inni i dlatego też byliśmy ciekawi dla mediów, które tak naprawdę zawsze omijaliśmy, ograniczając się do promowania płyty. Wielu dziennikarzy mówiło wprost – nie lubimy polskiego hip-hopu, ale wasza płyta obok Kalibra 44 jest bardzo muzyczna, to są konkretne opowieści, utwory mają charakter piosenek. Problem hip-hopu to nie przekleństwa – patrząc na wczesną i jak najbardziej medialną karierę Liroya, tylko chyba schemat dość nudny, który w pewnym momencie stworzył potwora, ogromną karykaturę tej muzyki.. Chyba, że mówisz o takim zjawisku, że każdy może być dziennikarzem. Wtedy rzeczywiście jest ciężko. Ale wtedy też ja jestem "FISH" a Piotrek "Imejd" i jesteśmy synami słynnego tatusia – Lecha Janerki.

Jeszcze jedno pytanie a propos tematu Waglewscy. Czy nagranie i wydanie płyty z ojcem było na zasadzie - miejmy już to z głowy, bo ludzie oczekują, więc najwyższa pora to zrobić, czy to jednak było konsekwencją artystycznych aspiracji, właściwego zgrania się etc. Jak to było?

Przez większość życia sobie tego nie wyobrażałem, no bo jak to by miało wyglądać, ja bym sobie rapował, ojciec grał na gitarze, a Piotrek by robił skrecze? Nie, bez sensu. To wyszło spontanicznie, od mojego ojca, który chciał zrobić płytę solową. Chciał, żebym ja zrobił okładkę i napisał kilka tekstów, a Piotrek miał pomóc przy produkcji. Spotykaliśmy się w studiu, przynosiliśmy płyty, szukaliśmy jakiegoś punktu zaczepienia, no i znaleźliśmy go. Tym spoiwem było takie dylanowsko - cashowe podejście do muzyki korzennej: bardzo naturalne, proste piosenki. Stwierdziliśmy, że robimy to razem, a skoro to robimy to się nie przebieramy, nie udajemy, że tata jest młodszy i słucha w domu A Tribe Called Quest, a my nie udajemy starych punk-rockowców. Okazało się, że da się te światy połączyć, założyliśmy jakby nowy zespół. Już wcześniej pojawiło się kilka płyt, które doskonale o tym świadczą, jak np. "The Better, The Good & The Queen", gdzie ludzie z zupełnie różnych muzycznych światów - m.in. Albarn, Tony Allen czy Danger Mouse jako producent, nagrali doskonały, spójny album. Projekt z ojcem pozwolił mi wrócić do grania na basie, co robiłem już w liceum., a także skłonił mnie do pisania innych tekstów – to zupełnie odległa forma od rapu. Podczas koncertów z kolei okazało się, że możemy być prawdziwym zespołem, a ja z Piotrkiem tworzymy sprawna sekcję rytmiczną.

Czyli to tak naprawdę była praca cały czas na żywym organizmie?

Tak, na bardzo żywym. Aczkolwiek wszystkie kompozycje na płycie są ojca.

Dowiedzieliście się czegoś o sobie nawzajem po tej płycie, po wspólnej trasie?

Upewniłem się tylko w przekonaniu, że ojciec jest bardzo apodyktyczny, lubi i musi mieć wszystko pod kontrolą. Nie można się było nawet chwilę spóźnić do busa (śmiech). Pod koniec mieliśmy już dosyć, bo to była całkiem długa trasa.

Wróćmy do końca lat 90. Ja pamiętam, że wtedy nikt ze środowiska hip-hopowego, czyli automatycznie i wy, nie wyobrażał sobie chwili, gdy da się w ten sposób zarobić na godne życie. Że da się nagrywając rap wieść żywot takiego prawdziwego artysty, który nie ma codziennej pracy, lecz jedynie nagrywa płyty i koncertuje.

Mając taki przykład w domu bardzo tego chcieliśmy. Od zawsze nagrywaliśmy, bawiliśmy się w muzykę i rzeczywiście marzyło nam się z tej pasji na która poświęcamy cały wolny czas, utrzymywać w przyszłości rodziny. Wydaje mi się, że po wydaniu drugiej płyty z Emade faktycznie nastąpił ten moment. Zrezygnowaliśmy ze studiów, poświęciliśmy się w pełni muzyce. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę i to był dobry wybór.

Wracasz czasem do waszych starych płyt? Masz swoje ulubione czy też absolutnie zostawiłeś to za sobą i temat zamknięty?

Rzadko wracam, nie lubię słuchać swoich płyt. To trochę jak oglądanie starych zdjęć – zawsze najbardziej lubimy swój obecny wizerunek. Ostatnio Eprom szukał tzw. "cutów" na naszą nową płytę i rzeczywiście posłuchaliśmy starszych nagrań. Mam wrażenie, że bardzo mi się zmienił głos. Ogólnie jak słuchaliśmy to czasem się czerwieniliśmy, czasem zawstydziliśmy, czasem zaśmialiśmy.

Jak ojciec oceniał wasze pierwsze nagrania?

Początkowo ukrywaliśmy się przed nim z naszymi płytami. Był bardzo krytycznie nastawiony do hip-hopu, nie traktował tego w ogóle jako inspirującego nurtu muzyki, bo jak to, samplowanie, a nie granie? Dukanie do mikrofonu, a nie śpiew? Z czasem jednak docenił. Nie jest na pewno fanem tego gatunku, nie bądźmy obłudni, ale go po prostu szanuje.

To teraz odejdźmy trochę od muzyki, bo o tym dużo już było, poza tym czasem lepiej jej po prostu posłuchać niż o niej czytać i rozmawiać. Pod koniec przybliżmy ludziom trochę Fisza od kuchni. Nadal mieszkacie z Piotrkiem drzwi w drzwi?

Nie, już nie (śmiech). Oj, to stare czasy. Ja już wtedy miałem mieszkanie, a Piotrek wynajmował obok. Teraz mieszkamy na Ursynowie, po przeciwległych stronach, ale w sumie bardzo blisko.

Jesteś ojcem. Jak to zmieniło twoje życie?

To coś bardzo naturalnego. Zawsze lubiłem wracać do domu, lubiłem dzieci, ciepło rodzinne i zawsze moim marzeniem była własna rodzina. Mogę chyba z czystym sumieniem powiedzieć, że się w tym dobrze odnajduję. Mam poczucie, że czas biegnie, że kurczy się a nie rozciąga. To na pewno uczy pokory.

Jesteś człowiekiem, który lubi sięgać do wspomnień. Jak sądzisz, co będziemy z tych obecnych czasów wspominać po latach, jak już nasze dzieci będą odchowane, będą szły własną ścieżką?

Hmm. Sam się nad tym ostatnio zastanawiałem. Jeśli chodzi o muzykę to chyba niewiele, bo nie ma takiego gatunku, brzmienia, który jest rzeczywiście mocnym głosem w 2011 roku. Te mody i nurty bardzo szybko się zmieniają. Wydaje mi się, że to jest okres takiej "gadżetyzacji" życia na wielu płaszczyznach, muzyka też się staje gadżetem.

Jesteś szczęśliwym człowiekiem?

Tak, bez wątpienia. Robię to, co kocham, realizuję się w tym, co od dziecka jest moją pasją. Mam za co żyć, mam rodzinę, która jest wsparciem. Tak, jestem szczęśliwy.

To na koniec pogdybajmy. Do kiedy będziesz rapował, stał na scenie z mikrofonem? Bo wiesz dobrze, że kiedyś się mówiło, że ten hip-hop to taki tylko dla młodzieży (śmiech).

O dziwo też o tym ostatnio myślałem. I wiesz, nie ma sztywnej granicy. Dopóki będę się z tym czuł dobrze, czerpał radość i będę autentyczny, a nie pomnikowo - śmieszny. Jest mnóstwo artystów, którzy starzeją się na scenie i są wciąż autentyczni w tym, co robią.. Im jestem starszy tym we mnie mniej jakiegoś takiego pretensjonalnego tonu, wymądrzania się. W moim domu płyty De La Soul czy Beastie Boys stoją obok Bacha, Mozarta czy Góreckiego, te zaś w sąsiedztwie płyt np. Sonic Youth. Zacząłem kolekcjonować muzykę klasyczną, ale przy nowym Primusie skakałem jak opętany. Nie istnieje dziś moim zdaniem sztywny podział na kulturę wyższą i niższą.

muzyka.onet.pl/(…)spowiedz-fisza,wiadomosc.html…

67fb4229d6ceffa085d6ea3c7befa847,62,1.jpg
 

guineapig
 
  • awatar Hermoso♡: To nie było chamskie to było sztucznie miłe :) hehehe
  • awatar Disenchanted ♥: oo masz moje ulubione piosenki ;) Daję do obserwowanych,świetny blog.
  • awatar Hermoso♡: Coś typu : " przepraszam że w ogóle czy mogłabyś pożyczyć mi te skarpetki które masz właśnie w staniku ?" ;dd heheh
Pokaż wszystkie (11) ›
 

insilesia
 
To był koncertowy weekend: Katowice obchodziły 146 urodziny z wielką pompą.W podcieniach CKK zagrali: Brzoska i Gawroński, Andrzej Sosnowski & The Chain Smokers, PabloPavo i Ludziki oraz Świetliki. Na Mariackiej posłuchać możnabyło zespołów NeLL, BiFF, Negatyw i Pogodno. Nieco dalej, bo na Mielęckiego swój popis dał Fisz Emade Tworzywo oraz AbradAb. W Dolinie Trzech Stawów gościli: Strefa, Rico Sanchez & The Gipsy Kings Party, Zakopower, a także Kora.
więcej: insilesia.pl/(…)Katowice_swietuja__dzien_2…

(Trwa ładowanie załączników…)

 

enisha
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
enisha:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

joe2
 
keis:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

cytaty-hh
 
Nie rozmawiamy ze sobą wcale, każdy z nas kryje gdzieś w głębi smutki i żale



Tylko dzień dobry, jak leci, w porządku, do jutra.
Takie bla bla bla



Łapię się na tym, że gdy rozmawiam z przyjaciółmi, to tak naprawdę nie mówimy o sobie, przelatujemy przez różne tematy, lecz nigdy o tym, co boli, każdy skrywać to w sobie woli



Jedno słowo może tak wiele pomóc, może działać cuda, przywrócić sens, wprowadzić na słuszną drogę, to się może udać



I więc, gdy zacząłem z kimś rozmawiać, pytam się czy coś go boli, czy chce o czymś pogadać
A on na mnie wybałusza gały, pobladł cały, popukał się w głowę



Włączam kasetę i słyszę mniej więcej coś takiego:"Najebałem się". Później jeszcze kilka razy rzucił kurwa, a dalej było coś o blantach i znowu kilka razy kurwa



Wszyscy zgrywają twardzieli, ja w to nie wierzę, bo wiem, że w każdym znajdzie się lęk i przerażenie



Siedząc przy stolikach, paląc tytoń, popijając alkoholem, jedni spędzają wieczór nad, a inni pod stołem



Mówimy tym samym językiem, choć coraz bardziej zdeformowanym



Mamy swoje ambicje, żale, ideały się sprzedały



Język do kolan, jeśli chodzi o pieniądze, a jeśli porozmawiać to tylko bla bla bla




 

mololo
 
Duetu znanego także jako bracia Waglewscy po prostu trzeba posłuchać..niesamowite głębokie teksty oraz połączenie hip hopu, funky, soul i jazz daje boską mieszankę.. mololo.pl/wydarzenie/frtiftnobts
 

enisha
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
enisha:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

enisha
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
enisha:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

enisha
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
enisha:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

enisha
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
enisha:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

enisha
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
enisha:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

enisha
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
enisha:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

enisha
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
enisha:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

enisha
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
enisha:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Kategorie blogów