Wpisy oznaczone tagiem "frytki" (75)  

gdzietuwyjsckrakow
 
Niedawno wreszcie udało mi się znaleźć miejsce
w zazwyczaj obleganej przez turystów restauracji Gazdowo Kuźnia. Czy odkryłam, dlaczego ludzie walą tam drzwiami i oknami?

29634167_1571426292904680_1996122392_o.jpg

W sumie to nie. Wszystko było dobrze, nawet bardzo, ale brakowało tego “czegoś”.
Bardzo ładny i spójny góralski wystrój: drewno
i ławy. Na tle innych restauracji (które w Zakopcu wszystkie urządzone są podobnie) Gazdowo Kuźnia wyróżnia się kolekcją starych zegarów na ścianie
i humorystycznymi witrażykami.

29680716_1571426279571348_1297813203_o.jpg

Menu również nie mam nic do zarzucenia, szczególnie przypadł mi do gustu duży wybór piw i zamówiłam zestaw degustacyjny Grimbergena. Ponadto pozycje
w karcie są opisane w “góralskiej” gwarze, co ma swój urok.

29527600_1571426332904676_1614007198_o.jpg

Do jedzenia wzięłam drobiowe “zawijoki” z góralskim serem, ziołami i sosem czosnkowym. Po ludzku po prostu de volaille z oscypkiem. Muszę przyznać, że dawno nie jadłam tak dobrego  de volaille. Miękki
z idealną panierką, soczysty i dobrze przyprawiony. Idealny. Do tego poprosiłam o hałuski, ale te okazały się bez smaku i nie równały się z nazywanymi tak przez moją babcie kluseczki, które przyrządzała dla mnie, gdy byłam dzieckiem.

29634574_1571426316238011_161300117_o.jpg

Mój Luby zdecydował się na golonkę z frytkami. Pierwszy minus to golonka w kawałku. Nie lubię się
z nią szarpać i wolę, gdy podają pokrojoną. Smakiem też nie powalała, ale ostrości nadawał jej podany
w pakiecie chrzan i musztarda. Frytki, tak samo jak mój dodatek, bez smaku.

Obsługa Gazdowej Kuźni jest względnie miła, ale ceny wysokie. Za obiad zapłaciliśmy ponad 90 zł. Czy był tyle wart? Nie koniecznie. Gdyby wszystko było równie pyszne jak mój “zawijok” powiedziałabym, że tak.

29693163_1571426302904679_1409552843_o.jpg

Podsumowując nie dowiecie się, co to dobry de volaille póki nie zjecie tego w Gazdowej Kuźni. Poleca jednak tylko de volaille i piwo.
Ogólna ocena 7/10.
Adres: Zakopane ul. Krupówki
 

kasiekkkaa34
 
Kasiek aa23: Krajalnice do ziemniaków, taką ręczną sobie kupiłam. Żeby szybciej ciąć ziemniaki na frytki. Bo niestety bataty są zbyt twarde, jak na nią....
 

gdzietuwyjsckrakow
 
Frytka i Przyjaciele reklamuje się, jako najlepsze frytki w mieście. Spróbowałam i muszę im przyznać rację. Ich frytki nie mają sobie równych.

27152812_1511735265540450_1030119282_n.jpg

Kolejny raz dzięki uprzejmości All in Card miałam okazję odwiedzić krakowski lokal. Dostałam od nich voucher na duże frytki. Dzięki!
Co prawda Frytka i Przyjaciele to stoisko obok Kina Kijów i przystanku “Muzeum Narodowe”, ale to nieważne. W ciepłe dni wystawiają kolorowe krzesełka i stoliki, aby klienci mogli usiąść jedząc frytki i czekając na autobus.

27294691_1511735258873784_1589259008_n.jpg

Pan, który pracuje na stoisku jest bardzo miły
i rozmowny. Chętnie opowie o swojej pracy i poleci najlepszy sos, a sosów mają w Frytce dużo. Ponadto za darmo możemy dostać ser, ananasa lub oliwki do frytek. Świetnie! Ceny są bardzo przystępne,
a porcje ogromne. Zdecydowałam się na oliwki, jako dodatek i sos bazyliowy. Niebo w gębie! Frytki odpowiednio wysmażone i dobrze przyprawione, do tego łagodny sos i słonawe oliwki. Perfekcyjne połączenie. To jest prawdziwy foodgazm i po jednym razie ma się ochotę na więcej.

Podsumowując: porcja frytek z Frytka
i Przyjaciele, albo dwie, albo siedem i spacer po błoniach to przepis na idealne popołudnie, który mam zamiar często wprowadzać w życie jak tylko temperatura znacznie ku temu sprzyjać.
Ogólna ocena 9/10.

Adres: Kraków al. Krasińskiego.
  • awatar st.anger: Wpisuję na listę miejsc do odwiedzenia w czasie najbliższej wizyty w Krakowie
Pokaż wszystkie (1) ›
 

pakamera.pl
 
Recznie dekorowana, dmuchana ustami bombka szklana z polskiej manufaktury. Jedyna w swoim rodzaju.... Wiecej zdjec tutaj www.pakamera.pl/boze-narodzenie-ozdoby-choinkowe…
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Co zastałam w karczmie koło Bulwarów Wiślanych?Wydawać by się mogło miejscówka idealna: nad Wisłą, niedaleko Wawelu, w okolicy błoń, w drodze na kopce Piłsudskiego i Kościuszki oraz do zoo. Stoi tam drewniana karczma obwieszona neonowymi lampkami (Po co one? Nie wiem) z ogromnym ogródkiem piwnym.

23758428_1450996138281030_1658290773_n.jpg

Uważam, że otwieranie karczmy w Krakowie jest dość ryzykownym pomysłem, ponieważ ten typ lokali kojarzy się głównie z Zakopanem. No, ale Smil'y stoi i jakoś się kręci. No właśnie, jakoś…

Pierwsze, co uderzyło mnie po wejściu do środka to ciemność. Wnętrze wygląda trochę jak ciemna, drewniana chata czarownicy. I to jest całkiem dobry kierunek, który zaburza kilka czynników. Po pierwsze góralska parzenica na menu. Po drugie dwa telewizory, emitujące dwa różne programy jednocześnie, w tym obowiązkowo mecz. Generuje to specyficzną klientelę okolicznych panów- kibiców w średnim wieku. Mojemu Lubemu Smil'y skojarzyło się natomiast z przydrożną knajpą i dodam, że było to pozytywne porównanie. W ogóle co to za nazwa dla karczmy: Smil'y?! Tragedia.

22523663_1419052324808745_1381512261_n.jpg

Obsługa Smil'y poległa na całej linii. Gdy wchodziłam do lokalu akurat stali przy wejściu, palili papierosy i dyskutowali w taki sposób, że pomyślałam, że to jakieś żule zrobiły sobie tam przystanek na fajeczkę. Potem, gdy weszli i udali się na zaplecze zrozumiałam, że to personel. Śmierdzący dymem papierosowym personel. Dodatkowo najbardziej leniwy personel, jaki w życiu widziałam. Samoobsługa w pełnym wydaniu: podejdź do baru, zamów, zapłać, przynieś sobie danie, gdy pager się włączy. To byłoby jeszcze nic. Jeśli chcemy zjeść kiełbasę lub karkówkę musimy ją sobie sami grillować na rozpalonym w ogródku palenisku. To nie żart. Nie dość, że płacicie za kiełbasę to jeszcze musicie ją samodzielnie przyrządzić (WTF?!). Przynajmniej po posiłku jakiś chłopaczek zabrał nasze talerze. Chyba nie pracuje tam długo, bo uwijał się ostro w przeciwieństwie do reszty.

Jak łatwo się domyślić kiełbasy nie zamówiłam, chociaż miałam ochotę. Zdecydowałam się na pierogi z mięsem za 13 zł. Były bardzo dobre. Ciasto nie było rozgotowane, a farsz odpowiednio doprawiony i bez grudek. Ruskie smakowały już troszkę gorzej, ale tez ok. Tak samo jak frytki.
Do tego jeszcze dwa piwa i całość kosztowała 44 zł. Niby spoko biorąc pod uwagę, że porcje były słuszne, ale ze względu na samoobsługę spodziewałam się niższego rachunku.

22547574_1419052361475408_1887526201_n.jpg


22523831_1419052331475411_1539659307_n.jpg

Podsumowując to raczej nie moje klimaty. Nie pójdę tam więcej i nie wiem, komu mogłabym polecić Smil'y. Pomimo to uważam, że miejsce ma ogromny potencjał, tylko go nie wykorzystuje.
Ogólna ocena 4/10.
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
O naszych corocznych wyprawach pod namiot do Polańczyka pisałam już wielokrotnie. Jeżdżę tam
z moim ukochanym już od 6 lat. Tegoroczny wyjazd był jednak zupełnie inny.


19489697_1325189617528350_1105731607_n.jpg

Każdego roku pakowaliśmy torby, namiot, śpiwór
i materac i wyruszaliśmy to tej urokliwej miejscowości nad Soliną. Zwykle jechaliśmy
z przyjaciółmi, a wyprawy te zweryfikowały już kilka naszych znajomości. Przyjaźnie się rozpadały
i umacniały właśnie na wakacjach w Polańczyku.

19553271_1325189537528358_2005063560_n.jpg

W tym roku pojechaliśmy wcześniej niż zazwyczaj.
W czerwcu wykorzystaliśmy długi weekend na wycieczkę. Wahaliśmy się czy nie wybrać się ze znajomymi na żagle na Solinę, aż w końcu okazało się, że miejsce na łódce było tylko jedno, więc sprawa się rozwiązała.
Obsesyjnie sprawdzaliśmy prognozę pogody przed wyjazdem. Miny nam zrzedły, gdy zobaczyliśmy mniej niż 10 stopni nocami. Pomimo to pojechaliśmy. Wiedzieliśmy, że ze względu na ogromną ilość wesel
i wieczorów panieńsko-kawalerskich wszystkie pozostałe wakacyjne weekendy mamy zajęte. To była jedyna okazja. Zabraliśmy grube śpiwory i mieliśmy nadzieję, że nie będzie tak zimno.

19512438_1325189954194983_343205586_n.jpg


Wyjazd- nieogar

Na miejscu okazało się, że zapomnieliśmy naszego dmuchanego materaca, co skutkowałoby spaniem na ziemi w namiocie. Karimaty, które oferowali znajomi z łódek niewiele by tu pomogły. Jak się później okazało zapomnieliśmy jeszcze parę innych rzeczy, ale to nie było już istotne. Ponadto nie udało się nam pożyczyć samochodu, więc widoków na ruszenie się poza Polańczyk nie było. Tak samo jak na kąpiele, bo woda w Solinie (gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/27596686) była mega zimna.

19550897_1325190017528310_2052019086_n.jpg


Nowości

Początkowo szukaliśmy miejsca na polu namiotowym. Jakie wielkie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że pole namiotowe “U Wiktora”(gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/22268170), na którym nocowaliśmy przez ostatnie 5 lat zostało zamknięte. Może to dobrze, bo z roku na rok było coraz gorzej. Na innym polu zaraz obok dowiedzieliśmy się, że Pan już nie przyjmuje namiotów, bo przekwalifikował się na drewniane domki. Uderzyliśmy na pole po drugiej stronie. Tam zastaliśmy przemiłą
i bardzo uczynną właścicielkę, która dała nam solidna zniżkę na… domek. Tak, pierwszy raz w życiu w Polańczyku spaliśmy w domku. Burżujstwo po promocyjnej cenie. Było chłodno, ale zapewne nie aż tak jak w namiocie no i nie musieliśmy martwić się nocnymi burzami, prądem i czystością prysznica. Miła Pani wyposażyła nasz domek w takie rarytasy jak lodówka i czajnik elektryczny ;)

19489477_1325189227528389_1802304501_n.jpg


19553270_1325189450861700_716330072_n.jpg


Pijańczyk - Polańczyk

Na tym nie koniec nowego. Oczywiście tradycyjnie zjedliśmy pstrąga (gdzietuwyjsckrakow.pinger.pl/m/24464081)
i najpyszniejsze na świecie mrożone frytki,

19512075_1325189320861713_1919030760_n.jpg

pływaliśmy rowerkiem wodnym,

19489485_1325189377528374_735365757_n.jpg

byliśmy w centrum, grillowaliśmy i graliśmy w bilard na przystani Unitra.
Z powodu braku samochodu postanowiliśmy dokładnie zwiedzić Polańczyk. Długo spacerowaliśmy żółtym szlakiem, który czasem znajdowaliśmy, a czasem gubiliśmy.

19511638_1325189514195027_1926798645_n.jpg

Odwiedziliśmy też kościół w Polańczyku, bynajmniej nie na modlitwy, ale z racji bycia fanami architektury sakralnej.

19511726_1325189260861719_1421064741_n.jpg

W ostatni dzień dołączyli do nas znajomi z łódek
i pojechaliśmy zwiedzić zaporę w Solinie od wewnątrz. Nie mam zdjęć, ponieważ jest to obiekt
o charakterze strategicznym i fotografowanie było zabronione.
Brzmi jak normalne wakacyjne zwiedzanie. Pewnie byłoby takim, gdyby nie fakt, że do tej pory Polańczyk był dla nas miejscem gdzie wypiliśmy hektolitry piwa i o dziwo budziliśmy się następnego dnia bez kaca. Jedna, wielka, kilkudniowa impreza
w plenerze pod namiotem i z grillem. Jednym słowem: Pijańczyk.

19251014_1325189317528380_1029549627_n.jpg


Sezon, którego nie ma

Pierwszy raz tak wcześnie zawitaliśmy do Polańczyka. Okazało się, że w dniach 15-18 czerwca sezon się jeszcze nie rozpoczął. Budki z pamiątkami były zamknięte, potańcówki na Unitrze się jeszcze nie rozpoczęły, a mała gastronomia nie otworzyła. Najbardziej żałowaliśmy jednak, że budka z pizzą robioną przez pana, który wygląda jakby dopiero
z więzienia wyszedł była nieczynna. W tym roku nie zjedliśmy naszej tradycyjnej polańczykowej pizzy.

19489538_1325189604195018_1276466284_n.jpg


Przez cały pobyt wspominaliśmy nasze ekscesy z lat poprzednich. Towarzyszyła temu przyjemna nostalgia
i uśmiechy. Szczególnie, gdy rozpoznaliśmy miejsca naszych mocno zakrapianych imprez. Czy żałujemy, że w tym roku było inaczej? Nie :) Jesteśmy już starsi, skończyliśmy studia i nie żyjemy wieczną imprezą. Nie oznacza to, że nasze wakacje w Polańczyku już zawsze będą tak wyglądać. W przyszłym roku planujemy połączyć oba style wypoczynku. Czy się uda? Zobaczymy :)

19551113_1325189630861682_373906912_n.jpg
Pokaż wszystkie (1) ›
 

wikipunk
 
Wiky the Metal-Punk!: Witam!
Tak ostatnio patrzyłam na tę bluzę, którą uszyłam Lunie i jednak nie do końca spełniła moje oczekiwania... Mam wrażenie, że rękawy są ciut za krótkie... A że ja jestem upartą osobą, to dzisiaj (07.08.2017r.) w nocy uszyłam drugą bluzę :P. Korzystając z okazji przedłużyłam trochę także dół. Teraz jestem zadowolona :D. W planach, kiedy szyłam pierwszą bluzę, było też doszycie kaptura. Jednak zrezygnowałam z tego, ponieważ kołnierzyk wyszedł zbyt mały, i kaptur by się tam raczej nie zmieścił :P.
A teraz zapraszam do obejrzenia zdjęć :).
1.jpg

2.jpg

3.jpg

4.jpg

5.jpg

6.jpg

Wczoraj (06.08.2017r.) z Harry'm i z dziećmi wybraliśmy się na wycieczkę i udaliśmy się do smażalni ryb. Byliśmy już tam (bez dzieci) na piwie ;). Gdzieś na blogu też jest wpis z tego dnia :P. Oczywiście zdjęcia muszą być ^^.
Luna ^^. (Tu w poprzedniej bluzie).
1.jpg

2.jpg

3.jpg

Marika na drabince.
1.jpg

Jasiek.
2.jpg

Paw. W końcu udało mi się zrobić zdjęcie z przodu :P.
3.jpg

Harry, Marika, Jasiek i kolega Mariki i Jaśka grają w piłkę :D.
4.jpg

5.jpg

6.jpg

Frytki ^^.
7.jpg

8.jpg

Pozdrawiam :).
  • awatar Kate - Writes: Frytki najlepsze! Też jestem upartą osobą, tak jak ty i jak mi coś nie pasuje, to zawsze muszę to poprawić. Taka cecha perfekcjonistów... :P Widzę, że dzień zaliczony do udanych. Edit; Mi też kupisz fryty?
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kowalski, opcje!: Ja upór uważam u siebie za zaletę :P. Oczywiście, że dzień udany, jak najbardziej ^^. Jasne, że kupię Ci fryty, daj tylko kasę :P.
  • awatar Millscape: I tamta bluza i ta śliczna <3
Pokaż wszystkie (6) ›
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 
Dwa tygodnie temu wróciłam do pomysłu znalezienia idealnego burgera. W tym celu wybraliśmy się
z moim Lubym do Streetz American Barbecue.

17857607_1252556788124967_618103155_n.jpg

Pierwsze wrażenie lokal zrobił świetne. Urządzony zgodnie z nazwą, czyli po amerykańsku z mnóstwem dekoracji rodem z knajp, które widzimy w filmach wyprodukowanych w USA. Neony, drewniany i dobrze zaopatrzony bar, ozdobne tablice rejestracyjne, które kocham i chciałabym mieć je w swojej kuchni. Nie zaszkodziłoby nawet gdyby tych charakterystycznych elementów było więcej.

17842305_1252556948124951_289089678_n.jpg

Ceny też miło zaskakiwały. Burger za 24 zł, niestandardowe piwo za 7 zł. Propozycje bardzo przyjemne dla portfela.

17888159_1252557621458217_2124224970_n.jpg

Zamówiliśmy po burgerze. Niestety burger mojego Lubego wyglądał tak mało apetycznie, że nawet nie pokaże Wam zdjęcia, bo byłoby ono totalną antyreklamą.
Mój California z ananasem prezentował się całkiem nieźle. Do każdej kanapki w  Streetz American Barbecue dodatkowo otrzymamy sałatkę Colesław
i frytki. Porcja jest ogromna i nawet ja miałam problemy ze zjedzeniem jej w całości.

17821540_1252557614791551_1059693102_n.jpg


17857481_1252556884791624_879335091_n.jpg

Burger mi smakował, połączenie mięsa, ananasa oraz sosu orzechowego okazało się bardzo trafione,
a sos zapewnił mi nowe doznania smakowe. Do frytek czekały na stole trzy sosy mojej ulubionej marki Heinz. Jedynie bułka była słabej jakości, ale biorąc pod uwagę wszystkie plusy mogę przymknąć na to oko.
Tak samo jak na kelnera, który sprawiał wrażenie (głównie ze względu na strój) jakby wzięli go do pracy prosto z ulicy. Może warto zainwestować
w jakieś dostosowane do profilu restauracji uniformy kelnerskie...

Dlaczego zatem dobre złego początki? Zastanawiam się czy to wina Streetz American Barbecue czy może niesprzyjającej aury, ale tak źle po zjedzeniu posiłku to dawno się nie czułam. Niestrawność, uderzenia gorąca, uczucie ciężkości w brzuchu. Chcąc nie chcąc powiązałem te objawy z burgerem. Tak naprawdę mogą mieć nie mieć nic wspólnego. Może kiedyś to sprawdzę, ale póki, co jakoś nie mam ochoty na drugiego burgera.

Podsumowując, gdyby nie moje złe samopoczucie po kolacji poleciłabym Wam tę knajpę z czysty sumieniem. Na dzień dzisiejszy nie wiem, co powiedzieć. Jeśli macie odwagę się tam wybrać to dajcie znać w komentarzach, jakie były Wasze odczucia.
Ogólna ocena 5/10
Adres: Kraków ul. Krupnicza
Web:streetz.com.pl
FB: www.facebook.com/americanstreetzbarbeque/?fref=ts
  • awatar SandraRu: Zdecydowanie amerykańska kuchnia to mój ulubiony rodzaj jedzenia! Za steaki i burgery oddałabym wiele :) W Krakowie niestety rzadko bywam, ale za to we Wrocławiu chodzę tylko tutaj roadamerican.pl/road-menu/ i zawsze wychodzę najedzona i bardzo zadowolona :) Jak będziecie we Wrocławiu to bardzo polecam!
  • awatar Ruda Grażka: @SandraRu: Ich manu wygląda zachęcająco :) Gdy będziemy we Wrocławiu z pewnością spróbujemy burgerów z Road
Pokaż wszystkie (2) ›
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

naswoim
 
Zagubiona mama: w końcu mamy internet :P

Zrobiłam dzis mega pyszną sałatkę do obiadu. Mix sałat, pomidor, ser typu feta, kukurydza. Do tego sos, to on zrobil najwięcej. Musztarda,olej,ocet,miód. no poprostu myśłałam ,że zjem całą miskę tej sałaty :) Jutro powtórka :D
Do tego jeszcze przepyszne miesko :D no kurcze coś mi dziś smakowity obiad wyszedł :P

robiłam tez frytki z batatów. no mnie nie przekonują. Są za słodkie!

Zrobiliśmy też deser , raczej na jutro. Galaretka z hmm serniczkiem na zimno. Zobaczymy co wyjdzie z tego :)

Miłego weekendu :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gdzietuwyjsckrakow
 

13652664_1023825404331441_2141368377_n.jpg

Niesamowite, że dopiero teraz udało mi się dotrzeć na tak popularne ostatnio food trucki. Wcześniej zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. W miniony weekend wybrałam się wraz z przyjaciółką na imprezę Żarcie Na Kółkach z cyklu Lato w mieście. Mój zachwyt nie minął do tej pory! Jedzenie było pyszne, ceny niskie a obsługa wszystkich stoisk przemiła i mega sympatyczna. Do tego duża ilość modnych leżaczków, dzięki którym unikniemy jedzenia na stojąco.

13664280_1023804171000231_1287099615_n.jpg

Zdecydowaliśmy się najpierw na pierogi
z ciężarówki Robimy pierogi. Do wyboru było mnóstwo finezyjnych smaków.

13624969_1023804201000228_45652386_n.jpg


13672110_1023804217666893_1216756898_n.jpg

Postawiłyśmy na bób i boczek z parmezanem oraz na kurczaka z soczewicą. Za mieszaną porcje 10 pierogów zapłaciłyśmy tylko 13 zł. Były genialne! Idealna grubość i konsystencja ciasta, farsz pozbawiony grudek rozpływający się
w ustach. Moje serce skradł szczególne ten bobowy. No i najlepszy pomysł na świecie. Zamiast wstrętnej cebuli lub tłustej śmietany albo skwarków możemy poprosić o posypanie pierogów parmezanem. Proste i dobre rozwiązanie.

13649563_1023825410998107_1398613576_n.jpg

Na drugie danie zjadłyśmy frytki belgijskie. Dobrze wysmażone i grubsze niż przeciętne frytki. Jednak cały szoł kradną tu sosy. Mango i curry oraz bakłażan rozmaryn. Oba wyśmienite. Od bardzo zabawnego Pana kupiliśmy dwie małe porcje po 7 zł każda. Przy czym moim zdaniem małe to one nie są.

13649552_1023804184333563_1927714422_n.jpg


13652558_1023804177666897_926557738_n.jpg


13649451_1023804174333564_1789633015_n.jpg

Podsumowując, food trucki to nowy wymiar jedzenia w plenerze, które jest nieodłącznym towarzyszem lata. Jeśli lubicie tego typu propozycje to koniecznie zróbcie sobie spacer na Bezogródek.
Lokalizacja: Kraków ulica Piastowska.

13664280_1023804171000231_1287099615_n (1).jpg
  • awatar Andzia86: mniam
  • awatar Mi ki <3: Heh pierwsze słyszę o czymś takim chodź na różnych wydarzeniach znajdują się alejki budek z dobrym jedzeniem smaza kiełbaski hod dogi popcorn a to wszystko w plenerze lepiej smakuje na świeżym powietrzu :) parmezan jest idealny do risotto dobrze wygotowanego ryżu z dodatkami ;)
  • awatar ღ Colour of your dreams ღ: o mniam! Aż zgłodniałam :D Muszę się kiedyś wybrać na takie coś :)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

avur
 
Przygotowanie: 10 min
Gotowanie: 10 min
Dla 4 osób

Składniki:
4 cebule
125 g mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 jajko
250 ml mleka
olej do smażenia
sól

Cebule obierz, pokrój w krążki o grubości 6 mm i włóż do lodowatej wody na 30 minut.
W salaterce wymieszaj sól , mąkę i sodę i zrób w środku zagłębienie . Jajko roztrzep z mlekiem . Połowę powstałego płynu wlej do zagłębienia i mieszaj do powstania gładkiej masy , dodaj resztę płynu  mieszając .
Cebule osusz , maczaj w cieście i smaż na rozgrzanym oleju.
Osusz i podawaj natychmiast.

Życzymy smacznego :D

maxresdefault.jpg
  • awatar Chrysalis ♕: Świetne te przepisy dodajecie :P
Pokaż wszystkie (1) ›
 

milab
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

gdzietuwyjsckrakow
 

12305726_906756429371673_1432783047_n.jpg

Kolejny lokal z wieloletnimi tradycjami na blogu. Można tam zjeść moim zdaniem najlepsze
i największe frytki w Krakowie. Do wyboru mamy dania z karty oraz gotowe dania przyrządzane każdego dnia. Na zdjęciu jedno z takich dań dnia: kurczak z pieczarkami i frytkami kosztował około 20 zł, ale nie zachwycał smakiem, mięso było po prostu przeciętne.

12077240_886607204719929_1822976311_n.jpg

Oprócz ogromnych frytek mają tez równie ogromne kotlety oraz pyszny i tani kompot.
W lokalu obowiązuje samoobsługa, a personel jest względnie miło nastawiony do klientów
i ubrany w specjalne uniformy z kapeluszem. Właśnie z racji braku kelnerów, który odbiorą zamówienie, przyniosą danie oraz rachunek ceny powinny zostać obniżone.

12071322_886607174719932_1317171521_n.jpg

Wszystkie dekoracje, talerze a nawet meble kojarzą się z wystrojem babcinej kuchni i trzeba przyznać, że w lokalu typu bar samoobsługowy ma to swój urok i w jakiś dziwny sposób nawet się broni. Tylko, po co znowu to niebo na suficie?! Przecież to istny kicz, przy którym nawet sztuczne przetwory
i zastawa w kwiatki jest szczytem elegancji.

12071396_886607221386594_2033290554_n.jpg

Hmmm i wszystko fajnie tylko, że Polakowscy zarówno pod względem menu, systemu wydawania posiłków, wystroju i ubioru obsługi są prawie identyczne jak w Polskich Smakach tutaj gdzietuwyjsckrakow.blogspot.com/(…)polskie-smaki.ht…. Albo to Polskie Smaki przypominają Polakowskich. Tak czy inaczej nie rozumiem, dlaczego restauracje wyglądają
i funkcjonują tak podobnie, a mają inne nazwy.
Podsumowując, jeśli macie ochotę i apetyt na naprawdę ogromnego kotleta i frytki to koniecznie idźcie do Polakowskich.
Ogólna ocena 6/10
Lokalizacja: Kraków ulica Franciszkańska.

12092746_886607211386595_1131258607_n.jpg
 

sayhitodie
 
Porozmawiajmy o jedzeniu. Jak mniemam kręci was to równie mocno jak mnie, góry fast foodów, miliony big mac'ów i basen frytek. A teraz przejdźmy do tematów... diety. I to na tyle, nie mam nic do powiedzenia, jeżeli chodzi o zdrowe jedzenie. Jasne, jadam zdrowo, co jakiś czas przechodzę na "2-dniową dietę"- dwa dni jem zdrowo, a potem jest okazja, żeby pojechać do kfc, cóż... Ale, oto i ja przed wami obiecuję. Od dzisiaj przechodzę na dietę, a wy macie mnie pilnować. Stać nade mną z kijem i mnie bić, kiedy spojrzę na coś tłustego!
Okej, brokuły, kalafior... To kiedy jedziemy do maca?


a to właściwie... żeby dopełnić jakoś posta.
 

gdzietuwyjsckrakow
 

12202426_896582987055684_1868466184_n.jpg

Poszukiwań burgera idealnego w Krakowie ciąg dalszy i nawet smog mnie nie powstrzymuje. Padło na Antlera, w który nie tylko burgery serwują.
W karcie znajdziemy kanadyjski przysmak Poutine (grube frytki, sos pieczeniowy, cheddar), który ponoć leczy wszelkie dolegliwości również te związane z kacem. Zamówiłam i się rozczarowałam.
W prawdzie kaca nie miałam, ale ból głowy prawdopodobnie spowodowany smogiem i kiepskie samopoczucie owszem. Po zjedzeniu niezbyt powalających w smaku frytek z sosem pieczeniowym
i serem samopoczucie dodatkowo się pogorszyło, ponieważ danie to było stanowczo za ciężkie dla mnie. Do tego estetyką też nie grzeszyło.

12208046_898480546865928_1438894196_n.jpg

Burgery jak to burgery też pięknie nie wyglądają, ale te w Antlerze nadrabiają smakiem. Zamówiłam burgera z frytkami... w środku! Tego jeszcze nie było. Poza tym, że technicznie ciężko było go ugryźć to był pyszny. No i opiekana bułka, dla której zdecydowanie warto zamówić tam burgera.

12202406_896583137055669_1455373663_n.jpg

Moja przyjaciółka Kasia zdecydowała się na burgera Toronto z gruszką w occie, jadła go już parę razy i stwierdziła, że za każdym razem smakował inaczej, a ten z poniższego zdjęcia miał jej zdaniem coś nie tak z gruszką. Następnym razem muszę go zamówić, aby ocenić, co z nim jest.

12205056_896583217055661_1414914938_n.jpg

Co do personelu to nie mam zarzutów, panowie są bardzo mili i do tego przystojni. Wystrój jest ok. Minimalistyczny, ale nie za surowy. Ciekawe detale jak dekoracje z nitki na ścianach czy mapa Kanady dodają charakteru. Od razu dostrzegamy motyw przewodni, którym jest wspomniana Kanada: mapa, nazwy burgerów pochodzą od kanadyjskich miast, serwowane są kanadyjskie specjały, to wszystko ładnie ze sobą współgra. Co do cen to są one jak
w standardowej burgerowni w centrum, czyli ponad 20 zł za każdą kanapkę widoczną na zdjęciach.

12188444_896521467061836_1387292042_n.jpg

Podsumowując, jeśli męczy Was duży głód i chcecie zjeść burgera z frytkami to wybierzcie się do Antlera na 2 w 1. Za to, jeśli męczy Was kac to lepiej zostańcie w domu, bo Poutine ma wątpliwe właściwości zarówno lecznicze jak i smakowe.
Ogólna ocena 6/10.
Lokalizacja ul. Gołębia Kraków.

12188440_896583237055659_989300528_n.jpg
  • awatar Sometimes it has to hurt ;3: Hey ^^ Jestem tu od dziś i byłoby mi miło gdybyś odwiedziła mojego bloga i skomentowała pierwszy wpis. Z góry bardzo dziękuję i przepraszam zaspam ;3 Miłego wieczorku ;*
Pokaż wszystkie (1) ›
 

alaicysia69
 
#Nudyy #Frytki xd #Filmy #Śmiech #good #"Keep your frien­ds clo­se, but keep your ene­mies clo­ser. !

You make me rise when i fall...

#Cysia
 

 

Kategorie blogów