Wpisy oznaczone tagiem "głupawka xD" (335)  

insomniaa
 
W czwartek wieczorem przyjechał mój Bąbelek! <3
Wyszliśmy więc we trójkę z Miśkiem i Bąblem na nocnego tripa. Skoczyliśmy na stację po piwo a potem siedzieliśmy na ławce w Niemcowni. Były rozkminki, głupawki, kontemplacja Smoka, obgadywanie pojebańców. Najlepszy był Bąbel pod klatką:
-Maurycy?!.. a nie, bo ja chciałem jak w tej piosence, ale źle zacząłem xD
W międzyczasie DJ Szmitek u mechanika i w kostnicy:
-Jebnie jak rozrząd w passacie!... Ogień w krematorium!... Kutas w denatceee!... Wieczne rozjebanie racz nam dać panie! xD
A potem powrót ze spaceru:
-A na końcu korytarza... (pdk!) xD
(PS: fioletowy wcale nie jest pedalski, tylko szekszi ^^)


W piątek dialog farmaceutyczny na wkurwie o poranku:
-Chcesz witaminy?
-Chcę prozac.
-Pawulon.
-Pawulon to dla niego. Dla mnie prozac.

W sobotę Miś pojechał na Alter Piknik, a ja czekałam na Niego w domu oglądając "Megatransporty" (wkręciłam się ostatnio bardzo mocno).

Jak przekonać aspołeczną czarownicę do wyjścia między ludzi:
-Pojedziemy w niedzielę na Lato Agatowe?
-A po co? Nie mam ochoty... Tam się przecież nic nie dzieje... Do mnie mieliśmy jechać.
-K. jedzie kupić sobie jakieś kamienie.
-JEDZIEMY!!

No bo przecież jest retrogradacja Merkurego, wszystko się pierdoli na potęgę, trzeba więc profilaktycznie poobkładać się kryształami.

W niedzielę wyruszyliśmy więc na Lato Agatowe z Miśkiem, K. I. i J.
Oglądaliśmy piękne minerały, zjedliśmy przepyszny podpłomyk, degustowaliśmy wina i nalewki - przy tych ostatnich spędziliśmy najwięcej czasu, bo wymieniałam doświadczenia i czerpałam inspiracje. Do domu wróciłam z worem kamyków, krówkami Arco (cynamonowa, śliwkowa, czekolada z chilli, czekolada z miętą - najlepsze krówki jakie kiedykolwiek jadłam!), ukraińską chałwą (pyszota!), butelką wina granatowego oraz nalewkami: miodową, piernikową i z dzikiej róży.

Po południu zjechaliśmy na Wylęgarnię i podjechaliśmy do Braciaka na "warsztat" pogadać i wyleczyć Smoka. Trzeba ciułać hajsy na części.

Wieczorem wróciliśmy do miasta i w końcu mogłam się kulturalnie najebać. Jedyna lampka, przy której czuję się oświecona, to lampka wina.
No bo jak tu nie pić??
Zresztą są tacy, co od rana "włajaż włajaż" (pdk).

Ostatnio ciągle chce mi się spać, a dziś nie mogłam pospać przez pieprzoną biurokrację. Nienawidzę załatwiać spraw urzędowych, tym bardziej, że wymaga to wyjścia spod ciepłej kołderki w mroczny poniedziałkowy poranek.

Potrzebuję słoneczka i ciepełka, żeby wyrównać opaleniznę i wyciągnąć mój goth-kocyk plażowy z Alli.
A tu lipcopad i pogoda jak długość penisa - w zapowiedzi 20, odczuwalne 10.

W następny weekend może odreagujemy: najpierw na Sky & Sand, a potem na HoliFest. Ktoś się wybiera??

...ja aktualnie wybieram się do łóżka, co i Państwu radzę.
Dobranoc, chuj na noc! ;D
 

insomniaa
 
W sobotę wybraliśmy się z Miśkiem i Kromcią na balety. Inicjatorem był Miś, bo miał grać DJ Tonka, czyli muzyka misiowej młodości. Koniec końców i tak się na niego nie doczekaliśmy, bo szybko zwinęliśmy się z tego zagłębia patoli.
Przez większość czasu siedzieliśmy, sączyliśmy drinki i obserwowaliśmy innych imprezowiczy. Obserwacje te sprawiły, że tracę wiarę w ludzkość i utwierdziły w przekonaniu, że niektórzy ludzie chyba nie mają lustra w domu, a wstydu to już na pewno za grosz.
Szybki przegląd parkietu:
-spodenki odsłaniające pół pośladków - to już ja noszę dłuższe majtki o.O W tym miejscu przypominam, że wypadałoby, żeby spodenki były dłuższe niż wargi sromowe, nie odwrotnie ;P
-glonojad w samym koronkowym staniku i z cycami do pępka
-laska w szlafroku
-nietoperz xD
-u facetów też nie za dobrze: mokasyny do dresu, mokasyny do krótkich spodenek z ortalionu, mokasyny w ogóle
-pan, który chodził boso po parkingu
-te głupie cipska, które siadały mi na stole bilardowym, gdy grałam z Miśkiem
-dzikie baunsy ludzi-grzechotników.
Kuuurła, co za pato! Komuś się pomylił Vizir z płatkami śniadaniowymi. Ryż to tam musiał taczkami wjeżdżać!

Dobre imprezy w Plazie to były w zeszłym roku.
Ale było minęło, to se ne vrati...

Ewakuowaliśmy się i pojechaliśmy zawieść Kromeczkę tam, gdzie nie psy szczekają dupami, tylko dupy psami xD Mroczna ta wioska, boję się tam jeździć, bo po ulicy chodzą nawiedzone sarny o.O

W pracy upał daje się we znaki i ryje berety. Razem z Kromeczką przygarnęłyśmy muchę, nazwałyśmy ją Marcin, a ja ją oswajałam i uczyłam siadać na ramieniu xD

Pod C4 grasuje Nosferatu xD (pozdro dla kumatych i dla Morka, który to wymyślił)

Oprócz tego łaszki:
-Tam tak pisze!
-Jest napisane.
-Pisze!
-A jak idziesz chodnikiem i widzisz gówno to mówisz sra czy jest nasrane?
&
-Gryź koryto świniopasie!
&
-Weź mu zajeb!
-Jak mu powybijam zęby, to będzie gumę żuł palcami.
&
-Dawaj jedź tam!
-Niee, bo mnie kurwa w pająku wyniosą xD

Wcale nie jestem nerwowa i nie napierdalam non stop na wkurwie. Złudzenie kurwa optyczne -.-



PS: Oficjalnie dziękuję młodszemu Bratu, za to, że jest cudotwórcą! "Rzeczy niemożliwe od ręki, cuda do trzech dni" ;D

PS2: Po ostatniej dyskusji ze starszym Bratem dowiedziałam się, że nominalna prędkość maksymalna Smoka to 158km/h i ma 60KM. "Gdy pod maską dużo koni, to mózg nogi nie dogoni" xD Łooo, czwarta prędkość kosmiczna xD Przyspieszenie od zera do setki w 18 sekund. Jestem szatanem szos! Pizda ogieeeeń!!! ;D

PS3: 2x18+8 to jest podobno 36, tak samo jak Szczecin leży nad morzem. Dobra, mamy remis głupoty xD


PS4: właśnie dzisiaj mój owczarkołak ma umowne "urodziny", bo dokładnie rok temu trafił na Wylęgarnię. Z tej okazji Borysek dostał kurzą łapkę i duuużo głasków <3
 

insomniaa
 
We wtorek odebrałam Smoka ^^ Checka nie ma, łożysko wymienione, a jak buczało tak dalej buczy. A chuj tam! Ważne, że jeździ. Do 145 km/h się buja, na więcej mi drogi nie starczyło xD

Majóffkę rozpoczęłam więc trasą aż do innego województwa. To było miłe spotkanie. Fajnie tak było sobie posiedzieć, powspominać, pogadać o wszystkim. Na pewno będziemy się częściej wybierać w tym kierunku ^^

Czwartek niestety pracujący, ale na szczęście jakoś szybko minęło.
Między innymi na głupawkach z Markiem:
-Dzwonili do ciebie w sprawie pumy?
-Jakiej pumy?
-Co ma jaja z gumy xD
albo:
-Dzwonili do ciebie w sprawie liści?
-Jakich liści?
-Tych co się dupę czyści xD
no i: "talon na kurwę i balon", "bon na kurwę i dzwon" i "karnet na kurwę i klarnet" (do zrealizowania pod wiadomo czyim adresem, ale nie mogę o tym głośno pisać, pozdro dla kumatych, madafakaaaa bum!).

Dzisiaj przyjechaliśmy z Miśkiem na Wylęgarnię. Wcześniej rozmowa:
-A co na obiad?
-Mymry z mymrami, kocie gówna z jagodami.
-To chyba dla ciebie. A dla mnie?
-Rzadkie z gęstym xD
Po południu wpadł Braciak z flaszką. Ja niestety całą majówkę wegetuję na abstynenta, bo jestem kierowcą. Jedyne co mi było dane to kieliszek powąchać ;P

Jutro znowu trzeba popracować. Na niedzielę z powodu kiepskiej pogody planów na razie brak.
Jeżdżę, obijam się, nie piję, wiszę na telefonie bardzo dużo i niechętnie. I tak to mija ta majóweczka głównie stacjonarnie (a np. moje zielonogórskie onkologiczne ryjo pojechało do polskiego Rio xD). Czekamy na lepszą pogodę, żeby ogarnąć nowy sezon Projektu X.


PS: to uczucie, kiedy robisz dla kogoś wszystko o co cię prosi, a on ma pretensje, że nie robisz nic. No kurwa! ;/
Tak to już jest: jak ciebie potrzebują to spod ziemi wykopią, a po wszystkim znowu zakopią.
 

insomniaa
 

Niedziela na Wylęgarni była bardzo aktywna, od rana na świeżym powietrzu. Odpaliliśmy wędzarnię, uwędziliśmy szynki, pobawiliśmy się z Bosiołkiem.

Po południu w końcu udało nam się zorganizować "rodzinne" spotkanie przy grillu: ja z Miśkiem, Sis ze Szwagrem i Braciak z Bratową. Jeszcze kilka lat temu spotykaliśmy się codziennie, najpierw w piaskownicy, później gdzieś w terenie, a teraz, gdy wszyscy jesteśmy dorośli i każdy ma swoje sprawy, to tak ciężko nam się razem zebrać.
Uwielbiam ludzi do których mogę powiedzieć "pamiętasz?". Setki wspomnień, głupawek, przypałów i haseł, które tylko my rozumiemy. Rozmowy fazotwórcze, historie takie, że Tolkien z tymi swoimi hobbitami się może w lesie schować xD
Dobre czasy byli... Ale mam nadzieję, że jeszcze lepsze przed nami ^^

Dzisiaj tak bardzo nie chciało mi się jechać do pracy, że aż auto mi zaniemogło i nie umiałam wyjechać z podwórka. To znak!

Obejrzenie się w lustrze po ciężkim weekendzie może grozić oślepnięciem lub nagłym zejściem na serce.
O Bożu, to Tomasz Adamek po dziesięciu rundach wygląda w porównaniu ze mną kwitnąco!
Trzeba się wziąć za siebie i ogarnąć ten ryyyyyj.

Tylko czasu brak i chęci...
 

insomniaa
 
Kuuuuźwa, jak ten czas szybko leci!
Że tak powiem: zapierdala jak Tuśka na Smoku! ;D

A propos Smoka - po tygodniu jeżdżenia stwierdzam, że mam za mały silnik, bo 1.1 to się nawet nie rozbuja ;< Chociaż B. mi powiedział, że to dobrze, bo mnie nie będzie kusiło. Ech, a ojciec chrzestny mojego prawa jazdy już dawno przepowiadał, że będę zapierdalać ;D
Na początku jazda po mieście wywoływała u mnie panikę, teraz bardziej wywołuje wkurw, bo o dziwo to nie ja jestem najgorszym kierowcą na drodze. Ale najlepszym też nie jestem, bo jak mi się uda zaparkować prosto pod C4 to jest święto lasu ;D


Wczoraj przywiozłam mojego Misiołka na Wylęgarnię, bo umówiliśmy się z Bratem i Bratową na ognisko. Fajnie było tak posiedzieć jak za starych dobrych czasów, powspominać te wszystkie przypały, pogapić się w gwiazdy.
O 1:45 zorientowaliśmy się, że przecież jest zmiana czasu. Tak więc wyszliśmy z imprezy przed 2-gą, a wróciliśmy do domu po 3-ciej, mając do przejścia 100 metrów - takie zagięcie czasoprzestrzeni!

Z tą zmianą czasu to wgl przejebane i fuck logic: śpimy krócej, bo się jaśniej robi później. Nie służy to na pewno zdrowiu, zwłaszcza psychicznemu.

Ze zdrowiem fizycznym też u mnie nienajlepiej, ale tłumaczę to sobie tym, że jestem już stara i niedołężna ;P

Ajjj, byle przeżyć do wolnego. Środa minie, tydzień zginie. A potem byle do niedzieli - w niedzielę odpalamy wędzarnię! ^^
 

insomniaa
 
To był mega aktywny weekend ;D

W sobotę wieczorem integracja w kameralnym gronie przy whisky, dobrym żarełku i muzyce skrajnie różnych gatunków. Były tańce, głupawki, a ja zostałam ochrzczona jako "Mariolka" ;D

Łaszek wieczoru:
-Ty masz taki głos! Bardzo lubię jak śpiewasz.
-Tańczę lepiej niż śpiewam.
-Pierdolisz?
-A pierdoli jeszcze lepiej! ;D


W niedzielę od rana demolowaliśmy kuchnię. Zapowiada się mały remont. Polska w budowie, kuźwa mać ;/

Po południu Miś zabrał mnie do restauracji, by trochę przedwcześnie świętować naszą czwartą rocznicę <3
Dostałam od Misia w prezencie wielką chustę w kwiaty. Mogę się nią okutać jak szeptucha i nie chwaląc się wyglądam czarownicująco ;D

Wieczorem A. i M. wpadli do nas na drinka i pogaduchy ^^

Potem szlug-time pod klatką z Braciakiem i głupawka:
-Daj mi telefon, ja go tu ściągnę!
-On jest jak napletek ze stulejką, on się nie ściąga xDD

Jeszcze później kolejne spotkanie pod klatką (i taki mały wzrusz ;D)

Dzisiaj w końcu mogliśmy się wyspać!

Ten tydzień też zapowiada się aktywnie. Ale w weekend odpoczniemy w Pradze! ^^ Z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej panikuję, że nie mam się w co ubrać.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Od 4 lat jestem z najcudowniejszym mężczyzną na świecie <3
Dokucza mi, nabija się ze mnie, robi ze mnie głupka, ale ja odpłacam Mu tym samym i tak się jakoś kręci ta nasza piękna patologia ;D
Udane związki nie są efektem znalezienia idealnej osoby, lecz kochania niedoskonałego człowieka, którego wybrało się na towarzysza życia. Jestem pewna, że to właśnie z Nim chcę spędzić resztę życia. Ostatnio sam z siebie zaczął temat ślubu i wesela. Najwyższy czas, żeby o tym pomyśleć.
Piosenkę na pierwszy taniec mamy już wybraną ;*

PS: lubię na Ciebie patrzeć. Nie tylko dlatego, że jesteś nieziemsko przystojny, ale przede wszystkim dlatego, że wtedy mam przed sobą wszystko czego pragnęłam od życia <3

_________________________________________________________
Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli.
Historia zatoczyła koło - kiedyś próbowałam dać komuś choć kawałek szczęścia, a całkiem niedawno ten ktoś przyniósł szczęście mi.

Some people are like a four-leaf clover: hard to find and lucky to have
 

insomniaa
 
Jutro (a właściwie to już dzisiaj, bo jest po północy) Walentynki.
Na fejsie ludzie popadają od skrajności w skrajność. Ci, którzy są singlami i ci, którzy akurat pokłócili się ze swoją drugą połówką, głośno i dobitnie pierdolą Walentynki. Inni na siłę pokazują światu jak to wyjątkowo obchodzą ten dzień i jak to się mocno kochają. Wyścig, kto komu kupi lepszy prezent, większego misia, ładniejsze kwiaty. Spam zaręczyn czas start. Miód i cukier, serduszka, czekoladki, patetyczne wyznania, rymowanki jak z podstawówki, aż do porzygu. Wszystko na pokaz.

A przecież kochać się trzeba codziennie, a nie tylko od święta (w sensie fizycznym jak i metafizycznym)!

Jak będą wyglądać moje Walentynki?
Uświęcę je dopiero po pracy. Miś zrobi kolację, ja zrobię deser. Po kolacji komedia romantyczna i przytulanie? Niee, wolę horror i seks ;D Pewnie dokończymy ostatni sezon AHS. Tak wygląda większość naszych wspólnych wieczorów, więc mogę powiedzieć, że Walentynki mam częściej niż raz w roku. Zresztą z takim cudownym mężczyzną u boku każdy dzień to święto.
Z tą różnicą, że w Walentynki przynajmniej mam pretekst, żeby zrobić prezent mojemu Miśkowi. Niby mogę Mu też robić prezenty bez okazji, ale wtedy mi marudzi, że niepotrzebnie wydaję pieniądze ;P


Najfajniej i tak jest po Walentynkach, bo w markecie jest przecena na czekoladki!!! ^^


----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nocne Polaków rozmowy i konkluzje z nich wynikające:

1. Jak kraść to miliony, jak ruchać to księżniczki.
A kto drobne kradnie, rucha co popadnie xD

2. Za każdym razem, gdy jakiś facet rani kobietę, Bóg powiększa jego zakola o centymetr. Dlatego nie warto ufać łysemu, łysiejącemu oraz temu, co ma włosy rzadkie i zęby jak włosy xD

Pozdrawiam mojego Best-Bro-Ever i upraszam go o nie rycie mi głowy ;D

_________________________________________________________
Some people create their own storms and then get mad when it rains. People who create their own drama deserve their own karma.
 

insomniaa
 
Pierwszy raz w tym roku zasiadam w moim centrum dowodzenia.

Końcówka grudnia była bardzo pracowita. Na szczęście mieliśmy parę rąk do pomocy - historia zatoczyła koło i do psychiatryka wróciło moje Pieczywko aka Kromeczka-Pięteczka ;D

W piątek na Wylęgarni zawitał Bąbelek. Wpadł na kawkę i pogaduchy, no i oczywiście po prezent urodzinowy (wiedziałam, że mu się spodoba! Teraz musimy pograć, zioooom!)
Później szybki szoping. Powinnam nagrywać tutoriale na yt jak wybrać outfit na imprezę w 10 min. Szkoda, że sobie tak szybko nie umiem wybrać, a planowanie stylówki na Sylwka wiązało się z przewróceniem szafy do góry nogami.

W noc przed Sylwestrem śniły mi się nomen omen dziwne rzeczy. Czasem mam wrażenie, że tymi snami wywołuję wilka z lasu. Tym razem też wywołałam.


Impreza Sylwestrowa była przezajebista!
Domówka, pełna chata ludzi, stół pełen żarcia, świetna atmosfera, głupawki, przypały. Miło wspominać, wstyd opowiadać ;D
I po co komu te napompowane bale, po co spina, kreacje? Nie trzeba pałacu by odstawić imprezę na sto fajerek ;D
Dziękuję wszystkim Mordeczkom za wspaniałe zakończenie roku! Oby w tym było jak najwięcej imprez w takim gronie!


Jeśli faktycznie "Jaki Nowy Rok taki cały rok", to mam przejebane. To był zły dzień. Pełen złości, płaczu, kłótni. Nie tak miało być.
Wszystko co nie zostało do końca przecierpiane i rozwiązane, powraca.
Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Zawsze można wyjść i pierdolnąć drzwiami. Owszem, mogłam to zrobić. Ale nie umiem, bo za bardzo mi na Tobie zależy...


Noworoczny wieczór spędziliśmy przed telewizorem oglądając głupią bajkę. Teraz chodzę i śpiewam "Egzorcystaaa za niecałe trzystaaaa" xD

W Sylwestra się nie wyspałam, bo od rana byłam w pracy. W Nowy Rok się nie wyspałam, bo spałam na kanapie (złożonej). Dzisiaj się nie wyspałam, bo też byłam w pracy na rano. Jutro się nie wyśpię, bo przychodzi ksiądz po kolędzie. Nosz kurffff....!

Rok 2019 miał być zajebisty. Jest dopiero jego drugi dzień, a ja już mam dość tej chujowizny.


PS: zakład z Bratem przyklepany. Czekamy do 5-go a potem pijemy wódeczkę (coś czuję, że chyba za moje...)
  • awatar goal digger: Super, że pożegnanie starego roku się udało, takie imprezy są najlepsze :D Co do pierwszego to u mnie też był beznadziejny, dawno nie miałam tak złego dnia. I głowie tylko mi chodziło "ogarnij się, bo potem będziesz cały rok tak miała". XD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

insomniaa
 
Czytacze się skarżą, że ostatnio smęcę na blogu. Ech, żeby tylko na blogu...

Dla szukających rozrywki mam kompilację głupawek z ostatnich kilku dni.

A: -A ty rozbierałeś kiedyś świnię?
Miś: -<patrząc na mnie wymownie> Aaa ugryzę się w język!

-Dla jednej parówki nie opłaca się trzymać całego wieprza w domu!

Jak już jesteśmy przy świniach...
Misiek cierpi na nocny kaszel. Znalazłam mu na to radę:
-Wielkopolska medycyna w notatkach Oskara Kolberga głosi, że "dzieci cierpiące na kaszel należy przed wschodem słońca zanieść do chlewa i kazać im zębami wgryźć się w koryto świńskie"
-Gdzie jest najbliższy chlew?
-U psiapsi xD <pdk>

-On penisem gazu dodaje! Nomen omen do pedała sięga xD

Dyskusja z ziomkiem:
-Co tam u ciebie słychać?
-A się kręci. Wiesz co jest. Seks i biznes.
-Czyli jak zwykle masturbacja i pożyczanie hajsu od mamy? xD

Opowieści z Wylęgarni:
Znacie tę reklamę, która zaczyna się od "Co dzieci przynoszą z przedszkola?". Zawsze dopowiadam, że wszy ;D
Sytuacja: ta sama reklama leci trzeci raz w jednym bloku reklamowym.
-Co dzieci przynoszą z przedszkola?
Głos Vatra z kuchni: -Przestań z tymi wszami!!!

Złote myśli mojego producenta:
ja: -Ciasto na niedzielę trzeba zrobić.
Vater: -Dlaczego?
ja: -Gość w dom, Bóg w dom.
Vater: -Gość w dom Bóg wie po co...


No i najpiękniejsze wyznanie miłości:
-To jakaś patologia jest!
-A może to jest normalne? Może to właśnie my jesteśmy w patologicznym związku?
-Bądź moją patologią do końca życia <3
 

insomniaa
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

insomniaa
 
Z cyklu "całe życie z debilami":
-On też kiedyś grał w kosza!
-Tak, jak byłem młody i byłem murzynem.
-I miałeś afro?
-Nie na głowie.
-A gdzie?
-Na plecach?
-Na plecie xD

Śmieszki nr 2, czyli ciężka rozkmina:
-A jakbyś był z nią na bezludnej wyspie?
-To bym se walił konia. I jej.
:D

-Idziemy po cipsy!
-Jezuuu, dopiero doszłam i znowu muszę gdzieś iść?!

Łaszek wieczoru:
-Jego nie puszcza, on się puszcza!
:D
I jeszcze "creep-porn" xD


Najlepsza i tak była poranna dyskusja.
"Laputana", "Laputita" i...
Na parafii zespół zgrany - ksiądz, dwie kurwy i organy.
I nawet Dzwonnik z Notre Dame do kompletu! <pdk>
Tymczasem ja siedzę w konfesjonale i wysłuchuję całego tego pierdolenia.
Won do piekła, kurwo wściekła!
 

insomniaa
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

insomniaa
 
...i fryzjerem ;)

Kto rujnuje Insomniii życie i jeszcze bierze za to pieniądze?
Fryzjer oczywiście.
Ogólne doświadczenia z fryzjerami mam niezbyt dobre, żeby nie powiedzieć wręcz traumatyczne. Ostatni raz u fryzjera byłam pół roku temu, a przedostatni z 7 lat temu. Jak to się kończyło? Albo utratą miliona monet, albo chodzeniem z fryzurą pt.: "weź się nie pokazuj" i zaklinaniem się na wszystko, że już nigdy więcej nie pójdę do fryzjera, tylko niech te włosy wrócą tam gdzie były. Najlepszy żart technikum: "Ile promili miał Marty fryzjer?" xD

Moje włosy to wgl są jakieś dzikie. Wyprostuję to się kręcą. Zakręcę to się wyprostują. Żyją własnym życiem. Fryzury? Upięcia? Kurwa, co to? Nie umiem, nie znam się, nie pomogę.
Dlatego zazwyczaj chodzę z fryzurą, w której wyglądam jak mój własny ojciec jak był w moim wieku ;D

Przedwczoraj powiedziałam sobie, że raz kozie śmierć i co mi tam szkodzi, jakby co to przecież jesień jest i czapką można zakryć.
Sama sobie ścięłam włosy i sama zafarbowałam (bo jestem żydem i w ten sposób zaoszczędziłam 180 ziko xD).
A teraz chodzę i się jaram! ^^
Kurde, całkiem fajnie mi to wyszło.
Wyglądam jak takie wyrośnięte emo kid ;D


Z cyklu "Vater najlepszym demotywatorem" tudzież "żarty mojego producenta":
<przeglądam się w lusterku, żeby sprawdzić czy farba chwyciła>
-I jak? Złapało?
Vater: -Tak, jak żyda za dupę.


Jak już jestem przy śmieszkach - rozmowa z BFF:
-...no i biorę ten papier z Putinem, żeby mi przetłumaczyły co tam jest napisane, podchodzę i pytam "I'm sorry, could you..."
-Wipe my ass xD
-Exactly xD

No i dzisiaj - dzwoni Dachu, odbieram:
-Pronto!
Dasiek: -Wszystko posprząto! xD

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Już drugi raz usłyszałam, że karmię się ludzką krzywdą.
Taka se jestem hiena, hłe hłe hłe.

Lubię ludzi...
...gnębić*


*The worst thing in the world is when someone doesn't get your sarcasm and you have to keep saying "just joking" so they don't cry.

________________________________________________________

“Czasu dłońmi nie zatrzymasz. Ludzi, którzy nie chcą być w Twoim życiu, też nie. Dłońmi nie dasz rady. Groźbami staniesz się śmieszny. Prośbą naiwny. Tylko właściwy człowiek będzie chciał zostać przy Tobie, kiedy nie zrobisz nic. Nie będziesz walczył, nie będziesz błagał, nie będziesz straszył. Czasem milczenie mówi nam najwięcej i najgłośniej. Milczenie to złoto. Pokazuje naszą wartość w oczach innych.”



Z tym, że ktoś musi walczyć, żebyś ty mógł bezczynnie siedzieć. Ktoś musi się odezwać, żebyś ty mógł milczeć. Ktoś musi się starać, ktoś musi pokazać, że mu zależy. Bo inaczej będziecie tak oboje siedzieć i czekać, i tracić cenny czas. A czasu dłońmi nie zatrzymasz...

Nie potrafię walczyć o ludzi. Gdy odnoszę wrażenie, że komuś na mnie nie zależy, to się wycofuję. Nie chcę przeszkadzać i być zbędnym balastem. Znikam.
 

insomniaa
 
Lubię wolne niedziele.
Głównie dlatego, że spędzam je z moim Misiołkiem <3
Niedzielnie odpoczywaliśmy na Wylęgarni Smoków, a odpoczynek tutaj zawsze jest aktywny.

Przed południem poszliśmy do lasu. Jak się później okazało ja poszłam na spacer, a Misio na grzyby, bo wszystkie (dwa ;D) znalazł On.
Za to dla mnie najlepszym znaleziskiem była miejscówka, której szukałam od dawna. Byłam tam ostatnio z 15 lat temu. Niemiecki kamieniołom w końcu zaliczony!
kamien1.jpg

kamien2.jpg

kamien3.jpg

kamien4.jpg

kamien5.jpg

W kamieniołomie zdobyłam nową sprawność harcerską xD Ale to przemilczę, Misio wie o co chodzi ;D

Po powrocie do domu zajęliśmy się przetwórstwem. Nastawiliśmy pigwowiec na sok, nalewkę głogową i tarninową z jeżyną. Zrobiłam też konfiturę gruszkową z chilli i kolendrą.
nalewki.jpg


Wieczorem oglądaliśmy "Rocky Horror Picture Show".
Doktor Frank-N-Furter jest przegenialny! Tim Curry nawet w pończochach jest taki męski i seksowny ;D

Oglądanie nie obyło się bez śmieszków:
<pojawia się Rocky Horror>
-Wygląda jak Zbyszko z Bogdańca z "Krzyżaków".
-I nawet taką fryzurę ma.
-Świeżo po postrzyżynach xD

<pojawia się Eddie>
-Jak on wszedł w te spodnie?
-Malwina Wędzikowska go wcisnęła ;D

No i żart tylko dla kumatych:
-Ja wiem kto Riff Raffa grał!
-Kto?
-Nasz garbaty kolega xD

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj byłam świadkiem tego, jak działa "instant karma".
Wcale nie jest mi przykro ;P

Bo przykro jest mi z zupełnie innego powodu...
Ale spoko, przywykłam...
Może to też karma?
_________________________________________________________

“You chew people up and then you spit them out again (...) You're like a sponge. You take, take, take, and drain others of their love and emotion. Yeah, well, I've had enough.”



It's all about you.
You fucked up.
Again.
 

insomniaa
 
W środę późnym wieczorem podjechał na manewry, a raczej na szlug-time, wampir w srebrnym volvo. Nie przypuszczałam, że to będzie wstęp do zarwanej nocy. Dosłownie kilka minut gadki i łeb potrzaskany...

Dobrze, że czwartek szybko minął, bo zasypiałam na stojąco. Po pracy, gdy tylko położyłam się w misiowym łóżeczku to odpłynęłam.

A rano gadka z Misiem:
-Bo ty tak zasnęłaś słodziutko, a potem się przebudziłaś na siku i tak schodziłaś z łóżka najpierw nogami i ja ci powiedziałem, że jak ci dupa nie nadąży, to się zesikasz w przedpokoju xD

Później fitnes:
M. -Dotknij kolanem głowy. Ale swojej! Ale noga musi być prosta!
ja: -Niee, bo to wtedy kolano będzie dalej ;/

Misio głaszcze mnie po głowie:
ja: -Co ty mi robisz? Odmóżdżasz mnie? Czy odtwarzasz? (odtwarzacz = urządzenie do usuwania twarzy)
M. -Robię ci masaż pały xD


Dzisiejszy wieczorny dialog w pracy:
-Ja potrzebuję miesiąca urlopu. Poszłabym do lasu, postawiłabym sobie szałas i tak bym siedziała.
-Szałas na hałas?
-Na ludzkie pierdolenie -.-


A jak już jestem przy głupawkach, to wrzucę kilka ostatnich łaszków z Misiołkiem (on jedyny wie ocb):

R. -<opowiada dowcip> Dziewczyna budzi się u chłopaka w mieszkaniu po upojnej nocy, przeciąga się i mówi "Ooo pokój też masz mały"
-Ooo tak się X. u X. w pokoju obudziła! xD

-Jak X. ma poranny wzwód to X. oczy podbija ;D

-Powitałaby go z otwartymi nogami xD

Rozmowa z BFF:
-Chuj to nie widły żeby pchać w gnój.

I hit z dzisiaj:
-Cytując klasyka: "Jak facet do trzydziestki się nie ogarnął, to już się nie ogarnie"
<pozdro dla kumatych!>


Co tam u mnie poza głupawkami?
Dosłownie i w przenośni grzebię w bombie. Warstwę metaforyczną zostawię dla siebie, albo na następny wpis. Dosłownie zaś wygląda to tak, że albo dalej będę rozgrzebywać ziemię trampkiem czekając aż to wszystko jebnie, albo wezwę saperów.


PS: Jakbym do jutra umrzyła, to na nagrobku mi napiszcie, że jadłam sushi z C4 xD
Nie wiem, co mnie podkusiło ;P


PS2: Cieszę się, że mój Narzeczony jest tak inteligentny, ma zajebiste poczucie humoru, ma do siebie dystans i rozumie co to sarkazm. Bo bez tego nasz związek wyglądałby strasznie chujowo.
Trafiłam na ideał <3
Kocham tego mojego czubka ;*
 

insomniaa
 
Dzisiaj uświadomiłam sobie, że piątek może być pechowy nawet wtedy, gdy nie jest to piątek 13-go.

Sytuacja z dziś:
Spieszę się do pracy, po drodze chciałam kupić na rynku jakieś owoce na ciasto. Przed sklepem wybieram koszyczek z jeżynami, mam w ręce wyliczone pieniądze. Wchodzę do środka, a tam beneficjentka pińcet+ na zakupach: tłuste włosy, zmechacone dresy, torebka Louis Vuitton, kaszojad w wózku na środku przejścia. I zaczyna się....
-A da mi pani ogórków... Ale ja nie wiem ile tych ogórków chcem... No nie wiem, nie wiem... A da pani ze dwa... A to wezmę ze sześć... Da pani już osiem... A pomidorki bym chciała, ale nie wiem jakie... Czy takie... Czy takie...
Czy kurwa srakie. Stoję w tej kolejce, krew mnie zalewa, Misiek stojący przed sklepem pokazuje na migi, że nie mamy czasu. Zostawiam więc jeżyny z okrzykiem "pierdolę to!", dodając w myślach setki zaklęć, żeby tej piździe te dresy na dupie pękły i żeby tego kaszojada jej ociotało.

Kolejny szoping, już w C4 - owoców na ciasto nie ma, łosoś na niedzielny obiad nie dość, że wybrakowany, to jeszcze w kurwę drogi. Znowu mi się spieszy, kolejka długa jak tasiemiec w psiej dupie, a na kasie "Speedy Gonzales". Fuck...

Do tego dołóżmy jeszcze kilku pojebanych klientów w pracy, kilku pojebańców poza pracą no i mamy komplet.

A później się ludzie dziwią co ja taka sfrustrowana chodzę -_-

No może też z powodu PMS-a. Tutaj anegdota:
BFF: -Jak tam sytuacja?
ja: -Mam PMS, więc łatwiej mi się zdystansować.
<pozdro dla kumatych>


Na szczęście mam moją ostoję spokoju. Kogoś, kto jest dla mnie kruszonką na tej czerstwej drożdżówce życia. Kogoś, kto zawsze potrafi mnie uspokoić i uciszyć moje frustracje.
Kocham Go ;* Za to i za wszystko inne ;*

Chociaż czasem jest wredny i złośliwy.
Znacie taki żart?
"Para zakochanych spaceruje po parku:
- Kochany, pocałuj mnie jak Romeo piękną Julię.
- A jak to się robi?
- Hmm... a może przytul jak Abelard swą Heloizę.
- A to jak?
- Jak? Srak! Czytałeś ty coś w ogóle?
- Tak, "Naszą szkapę". Ugryźć cię w dupę?"
Ujmę to tak... Misiek też czytał "Naszą szkapę" :D

Ale najlepsza była nasza dzisiejsza głupawka w pracy, którą lepiej przemilczę dla dobra ludzkości ;P


PS: Wylęgarniano-smoczane konfitury spotkały się z ogromną aprobatą współpracowników. Teraz trzeba będzie naprodukować hurtowo ^^ Tylko muszę zorganizować słoiczki...

PS2: Urbexy mi się śnią po nocach... To znak, że trzeba się gdzieś wybrać. Jest gdzie, ale nie ma czym i z kim... ;/

PS3: "Nie śmiej się bratku z czyjegoś upadku". Ja też się śmiałam, więc lepiej nie będę wsiadać na rower, bo i mnie dotknie palec boży.

_________________________________________________________
Pamiętaj: spędzaj czas z osobami, które lubią cię bezwarunkowo. Nie marnuj go na tych, którzy lubią cię wtedy, gdy warunki są odpowiednie dla nich.

Zaczynam coraz bardziej cenić swój czas.
 

insomniaa
 
Korzystając z dnia wolnego pojechałam na urbex. To już kolejny wypad z moimi onkologicznymi mordeczkami, ale pierwszy oficjalnie jako Border Triangle. No i jakby nie patrzeć "triangle" się zgadzał, bo byliśmy we trójkę (chociaż mieliśmy jechać w piątkę).

Pogodę wybraliśmy sobie chyba najgorszą z możliwych - manewry w takim upale to masakra. Ale z moimi czubkami mogę jechać nawet na Saharę xD

Zdjęcia wyszły trochę biedne, a to z powodu awarii sprzętowej. Aparat mi szwankuje i część zdjęć się nie zapisała ;/

Pierwszy punkt programu: mroczne mauzoleum. Mroczność potęguje jeszcze bardziej opłakany stan budynku.
Barokowa kaplica cmentarna w formie dwunawowej, pięcioprzęsłowej hali, nakrytej dachem mansardowym, przy kościele pw. św. Piotra i Pawła została wzniesiona w latach 1710-1733.
DSCF5214.JPG

Wzrok przykuwają ponure detale... Aż po plecach przechodzą ciarki...
DSCF5211.JPG

Stojący obok kościół został wzniesiony na początku XVIII w. na miejscu wcześniejszej świątyni. W zewnętrzne ściany świątyni wmurowano kilka całopostaciowych nagrobków z XVI i XVII w., m.in. epitafium Heinricha Anselma von Zieglera, zmarłego w 1684 r.
DSCF5213.JPG

Kolejny cel: wybudowana w 1898 roku szkoła ewangelicka. Neogotycki budynek ze strzelistą wieżyczką i maswerkowymi oknami. Ostatni dzwonek zabrzmiał tu w 1945 r. i od tamtej pory budynek popada w ruinę.
DSCF5219.JPG

DSCF5308.jpg

DSCF5305.jpg

Oczywiście najciekawsze zdjęcia (m.in. całej bryły budynku) się nie zapisały. Na pocieszenie szkolne piwnice:
DSCF5307.jpg

Ciekawostka: szkoła wystawiona jest na sprzedaż. Cena 94k. Ktoś chętny?

Wyjeżdżając ze wsi zahaczyliśmy jeszcze o opuszczony (?) domek szachulcowy:
DSCF5222.JPG


Dalej na liście: wieś, która została wchłonięta przez miasto. A w niej pomnik poległych w I WŚ:
DSCF5225.JPG


Nieco dalej barokowy kościół św. Marii Magdaleny pochodzący z 1796 r. wybudowany przy wykorzystaniu wcześniejszej budowli z XVI w., położony na wzgórzu. Murowany, jednonawowy z emporami, z kwadratowym prezbiterium, z wieżą od południa. Nie odprawiano w nim mszy od 1992 r., w 2011 r. wybuchł w nim pożar.
DSCF5230.JPG

DSCF5245.JPG

DSCF5243.JPG

DSCF5233.JPG

Za kościołem znajduje się zniszczony cmentarz. Smutny widok...
DSCF5241.JPG

Odbiegając od tematu urbexowego zajechaliśmy na kopalniany punkt widokowy:
DSCF5253.JPG

DSCF5247.JPG

Gdy podziwialiśmy widoki wywiązała się rozkmina:
-A tu wydobywają węgiel drzewny?
-HAHA, ty powinieneś dostać Nagrodę Nooba xD

Później "autostrada Kijów-Donieck", ale jakimś cudem wylądowaliśmy w Paryżu. Jak mówi starożytne bagdadzkie przyłowie "Nawet w Paryżu nie zrobią z dupy ryżu", aczkolwiek w tym ryżowym zagłębiu wszystko jest możliwe ;D
DSCF5254.JPG


Główny cel wyprawy (i największe rozczarowanie): Zittwerke AG - były obóz pracy przymusowej Sieniawka-Kleinschoenau. Obiekt ten ma ogromną historię i długo można by o nim pisać. Zainteresowanym polecam film "Mury mówią" autorstwa ŁGP.
My dzisiaj nasłuchiwaliśmy szeptów tych ścian...

Na terenie filii obozu Gross-Rosen produkowano najprawdopodobniej silniki odrzutowe do samolotów. Liczba ofiar poległych w obozie bliżej nieokreślona. Całe to miejsce jest nadal jedną wielką zagadką.

Część budynków kompleksu jest zajęta przez szpital psychiatryczny, inne przebudowano na budynki mieszkalne, jeszcze inne służą za garaże, a reszta to ruiny.
DSCF5255.JPG

DSCF5256.JPG

DSCF5263.JPG

DSCF5277.JPG

DSCF5278.JPG

DSCF5285.JPG

DSCF5287.JPG

DSCF5295.JPG

O 17:00 zawyły syreny. A my na murach znaleźliśmy taki napis:
DSCF5260.JPG

Na zakończenie urbexu rekreacyjny spacer ulicami Zittau:
DSCF5299.JPG

DSCF5301.JPG

DSCF5302.JPG

A powrót do domu oczywiście śpiewając dziwne przeboje (bo jakże by inaczej).
"Kurwy na dachu, auuuu!" xD
 

insomniaa
 
"Let the darkness lead us into the light
Let our dreams get lost, feel the temperature rise
Baby, tell me one more beautiful lie
One touch and I ignite"
(K-391 & Alan Walker - "Ignite")


Wczoraj po południu pojechałam do Miśka. Na spontan wybraliśmy się z Bratem i Bratową na Kaolin. Były głupawki, wspominki starych akcji, kijanko-żaba, węgorz, odżywka, "Wasza Emulsjo" i bicze wodne ;D
Jest taki film "Zmierzch: księżyc w nowiu", my możemy nakręcić następną część pod rurą: "Kaolin: piasek w rowiu" xDD
Całe życie z wariatami :D


Pojechałabym gdzieś na explorkę, bo już mi się urbexy po nocach śnią... Bąbel podrzucił temat na Pstrąże. Trzeba się wybrać w jakąś niedzielę.
Kusi mnie jeszcze opuszczony szpital, ale tu trzeba się zgrać z wolnym.


Zeszłej nocy doświadczyłam chyba zjawiska telepatii. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że obudziłam się minutę przed dźwiękiem wiadomości z messengera? Tak intensywnie o mnie myślisz, że aż się budzę ;D


PS: chyba będę częściej nosić przykrótkie koszulki... ^^

_________________________________________________________
Masz szczęście, że mówię tylko połowę z tego co myślę.
Albo nawet mniej niż połowę...
Bo im mniej wiesz, tym lepiej śpisz...
Dlatego niektórzy po nocach nie śpią...
 

insomniaa
 
Wczorajsza noc była ciężka. Znowu się nie wyspałam, bo albo Borys piszczał z nudów, albo piszczała jego zabawka, albo Pierożek piszczał ze strachu przed Borysem. Dom wariatów.

Miś był dzisiaj u mnie. Tzn. nie wiem, czy bardziej u mnie czy bardziej u Borysa. Wrzucił jego zdjęcie na FB - 56 lajków, 27 komentarzy. To ja będąc w najlepszej życiowej formie pod ani jednym zdjęciem tyle nie mam.

Kot dalej ma nerwicę. Już drugi dzień z rzędu próbuję łagodzić w kocie objawy nerwicy karmiąc go bitą śmietaną. Teraz mam wrażenie, że kot udaje, żeby tylko śmietany dostać.


W psychiatryku patologia jak zwykle.
Małpy niby te same, a cyrk codziennie nowy.

Tańczymy, śpiewamy "Orki z Majorki", "Balladę o cyckach", piosenkę z bajki o gadającym psie, Bitaminę i:
"Czymej kluski na oknie
Na balkonie je czym
Kluski są dobre samotnie
Je, je, je kaj ten rym?"
Klienci pewnie myślą, że coś ćpiemy :D

Dzisiejsze śmieszki:
-Pamiętasz jak mówiłam, że X. jest trzytorbowy?
-Noo.
-Dementuję. On jest czterotorbowy, bo teraz mam dwa psy xD
(pozdro dla kumatych! ;D)


I tak to się kręci...
Jutro muszę znaleźć chwilę, żeby się doprowadzić do ładu - wyspać i ogarnąć, bo od weekendu lecę w trupa, co zresztą widać po ryju.
A przede mną jeszcze tyle misji...
 

insomniaa
 
"I know that, that you blame me for all that you go through
It could be, so different if you would just let it go
You're all alone
Running out of ways to
Hold on to hope
And it always slips away
You're all alone
But you don't have to
Pretend to cope
There is a brighter way (...)
*I'd be with you, and help you*
*In all that you go through* "
(Kutless - "All alone")


Poprzednim wpisem poniekąd przepowiedziałam sobie przyszłość, bo już na drugi dzień rano wszystko się sprawdziło. Jeden nieodebrany telefon nad ranem i już wjazd na banię, że ze mnie chuj nie przyjaciółka.
Shit happens.

Służbowo sobota - chuj nie robota, bo praca w okrojonym składzie jakoś nie szła.
Niedziela - dzień cwela. Smętna atmosfera, bo moje Maleństwo było smutne :C

Wieczorem oglądaliśmy Mundial w 4K - Kolumbia, Kazań, klęska, a czwarte K dopiszcie sobie sami. Polska reprezentacja nie wyszła z dupy. Mecz żałosny, ale za to towarzystwo doborowe (pozdrawiam szanownych kolegów!).

A jak już jesteśmy przy tematyce piłkarskiej...
W meczu Polska - Ukraina padły trzy gole (pozdro dla kumatych!). Z tego co słyszałam to była nawet trawa w zębach xD


Wnioski z weekendu:
Dzień, który zaczyna się od (głupiej) pizdy będzie do pizdy.
A dzień zaczęty od dupy będzie do dupy.
(Aczkolwiek dupa spoko. You've made my day! Będzie do fapfolderu ;D)

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Zbiór głupawek z ostatnich dni:

-A weganki też biorą do pyska?
-Tak, ale bez jajek xD

-Też na jego widok przygryzasz wargi?
-Tak, wszystkie cztery xD

-Dokąd tupta nocą jeż?
-Na morderstwa i gwałty zbiorowe.

-Wleciał jak świnia w pomidory!
-Ciśnienie w kołach miał jak żaba w piętach!

No i jeszcze plandeka od tira zamiast gaci, ale to tylko dla wtajemniczonych.

_________________________________________________________
"Crash, crash, burn let it all burn
This hurricane is chasing us all underground.
No matter how many deaths that I die, I will never forget
No matter how many lives that I'll live, I will never regret
There's a fire inside of this heart
And a riot about to explode into flames"
(30STM - "Hurricane")

The quieter you are the more you hear.
It's not about what you know. It's all about what they don't know.

Ten kawał metalu ciąży na piersi...


PS: świnia worek drze i kwiczy... ;P
 

insomniaa
 
"Bo jesteś ty. Znów przy mnie budzisz się
Bo jesteś ty i wciąż czuję, że...
Bo jesteś ty, cóż więcej mógłbym chcieć?
Bo jesteś tu i proszę zostań już (...)
Bo jesteś ty, zaczynasz ze mną dzień
Bo jesteś wciąż, gdy zaczyna się noc
Już wszystko mam. Cóż więcej mógłbym chcieć?
Bo jesteś tu i zawsze tu bądź"
(Krzysztof Krawczyk - "Bo jesteś ty")

[Piosenka z przesłaniem do Ciebie. Kocham zasypiać wtulając się w Ciebie i kocham budzić się obok Ciebie. Nie ważne jak mija dzień, liczy się tylko to, by zasnąć w Twoich ramionach. Nie potrzeba mi niczego więcej. Bo jesteś Ty ;* )


W sobotę po pracy zjechaliśmy z Miśkiem na Wylęgarnię Smoków. Zaliczyliśmy nocne manewry przy piwie z Bratem, jak za starych dobrych czasów. Były dobre rozkminy i analizy psychologiczne pokurwionych ludzi.

W niedzielę mój Miś musiał pojechać na misję, a ja kręciłam się po domu w oczekiwaniu aż wróci i nie wiedziałam co ze sobą zrobić.

Po południu chcieliśmy zrobić grilla, ale deszcz pogonił nas do domu.

Wieczorem pojechaliśmy z Bratem i Bratową na Bagdad na koncert Krzysztofa Krawczyka i Edyty Górniak. (Andromeda Bagdad! xD)
Krawczyk z playbacku to może nie był szczyt moich marzeń, ale publika bawiła się przednio. Te wszystkie gimby śpiewające "Chciałem być marynarzem" ;D No i kolega machający palmą (chyba ryżu za dużo posypali xD).
Później Edyta Górniak opalona jak dwóch murzynów na raz, odziana w szlafrok. A cała oprawa - stroboskopy i bas łamiący żebra. Tymczasem z tyłu jakaś marudna baba drąca pizdę. No słabo.

Za to my bawiliśmy się zajebiście, najlepiej w przerwie między koncertami, gdy śmieszkowaliśmy pod sceną:
<na scenę wychodzi postawny brodaty facet z latarką czołówką>
-A to chyba górnik prosto z kopalni.
-Jaaa, chopie, ja prosto z gruby dupia, a nie z dansingu! ;D
A propos kopalni...:
-Ten Kammeleon nawet ubrać się nie potrafi, w czarnym dresie przyjechał.
-Bo on się przebrał za węgiel! ;D

W drodze powrotnej "kolumbijski kebab", czyli live stream z busa Krzysztofa Krawczyka xD

Wniosek z imprezy: nie ważne gdzie, nie ważne jaka muzyka, najważniejsze z jaką ekipą! Z tymi ludźmi to ja mogę jechać nawet na koniec świata na mongolski balet ;D


W psychiatryku razem z K. wprowadzamy M. w stan psychozy łażąc za nim i śpiewając:
"Zbuduję Ci dom,
będziesz miała schron,
taki szaaałas na hałaaas.
I zasadzę brzozę tuż za rogiem,
żebyś latem miała cień.
Zawiozę do szkoły,
każde z naszych dwudziestu pięciu dzieci"
:D

Wieczorem załatwianie ciemnych interesów ;D

A późnym wieczorem prawie dwie godziny ploteczek przez telefon z A. (stąd właśnie ta obsuwa na blogu).


Miałam napisać coś jeszcze, ale po pierwsze nie mam już czasu, a po drugie za dużo słów i lepiej zrobić z tego materiał na kolejny wpis (prywatny?)

Czas pokaże... Czas, który z każdą sekundą przynosi mi nowy materiał na bloga... Ech, trzeba w końcu się wyspać.
good night & good luck
Ins.
 

insomniaa
 
Dyskusja z Misiem o tym kotecku:
FB_IMG_1528669033712.jpg

-Chcę takiego kotka!
-No co ty, jakby matka szła w nocy do łazienki i by takiego kota zobaczyła, to by zawału dostała.
-Ale zobacz jaki słodki, jak oczkami paczy.
-No jakby paczał uszkami to już w ogóle byłby przerażający.
:D
 

insomniaa
 
Insomniaa melduje się w wylęgarniano-smoczanym centrum dowodzenia!
Jestem, bo już mi Bąbel rył beret, że zawodzę fanów. No ale majówka w tym roku była konkretna.

Przez te kilka dni uświadomiłam sobie, że "aktywny wypoczynek" to oksymoron, bo miałam wypocząć, a zamiast tego jestem totalnie zdewastowana i w dodatku chora.

No ale zacznijmy od początku...

Tuż przed majówką zjechaliśmy z Miśkiem na Wylęgarnię Smoków.
Pierwszego maja wybraliśmy się na wycieczkę z ZGK, tym razem o dziwo nie w tematyce koncertowej. Pojechaliśmy na Zamek Czocha na Festiwal Kuchni Historycznej. Były pajdy ze smalcem, kwas chlebowy, kiszone śledzie, "kutasiki", herbata z samowara i solianka. Mam też pomysły na nowe nalewki: chrzanową, pokrzywową i z kwiatów liliowca.
31934715_2107013822876318_6711201513160572928_n.jpg

Jakoś ten festiwal niespecjalnie mnie zaskoczył, bo interesuję się dziką kuchnią i etnobotaniką, więc dla mnie to żadna nowość.
Największy minus imprezy: ludzi od chuja i korki długie jak tasiemiec w psiej dupie ;/
Po wizycie na zamku pojechaliśmy do restauracji Złoty Sen na obiad i chillout. Mieliśmy iść jeszcze na spacer na zaporę, ale już nie mieliśmy siły.

Zauroczyła mnie P., córka znajomych Misia. Mądra, rezolutna nastolatka, lubiąca czarny humor. Normalnie jakbym widziała siebie 10 lat temu.
P: -<pokazuje zdjęcia przy obiedzie> A tu jest zdechła sarna!
ja: -<do Misia> Misiu, ja chcę taką córkę! <3


W środę przerwa w majówkowaniu, bo trzeba było wrócić do psychiatryka.

Trzeciego już tradycyjnie 3-majówka we Wrocku. Pojechaliśmy wesołym busem z ZGK, a w busie śmieszki z fotek w kiblu we Frydlandzie, "Bogurodzica" i "Malarz maluje, z pędzla mu kapie" ;D
Na pergoli w tumanach kurzu skakaliśmy przy Dubioza Kolektiv, a później śpiewaliśmy piosenki Kultu. To moja druga majówka z Kultem, więc już wiem, żeby przy "Baranku" nie pchać się pod scenę ;D
31968035_2109690469275320_5281219691287674880_n.jpg

Po koncercie trasa z Zgc na Wylęgarnię z moim ulubionym kierowcą, a po drodze jak zwykle gawęda.

W piątek rano szybkie przepakowanie gratów i jazda do pracy. We wrocku zaczęło mnie łapać przeziębienie, więc w piątek już skrzypiałam.
Wchodzę do pracy, a tam:
-Gardło mnie boli.
-Ciekawe od czego ;D
-Uprzedzając twoje głupie domysły: nie obtarłam ;D

Miałam sobie odpuścić piątkowy koncert After Party, ale powiedziałam sobie, że jednak pójdę choćbym miała zdechnąć i namówiłam dwóch marudów na kulturalne wyjście do Plazy. (Tym razem kulturalne, bo już 18-go na Łobuzach będzie "Who let the dogs out" xD).
Pośpiewałam pod sceną, potańczyłam z Miśkiem, pograliśmy w bilard przy czym rozbiłam kufel piwa.
Łach wieczoru: kolega w czarnych mokasynach ze złotym kutasikiem xD

W sobotę za to zrobiliśmy nocne manewry: najpierw wycieczka na Bagdad na kopalniany punkt widokowy, później Landeskrone. Atrakcją wieczoru był szop ;D

Tymczasem w psychiatryku zajazd: w środę dycha, w sobotę dycha, w niedzielę dycha, aż ja sama ledwo dycham.
Oprócz tego dwaj mistrzowie przypału (jeden lepszy od drugiego), grzechotnik, robaki i rozmowy o dupie ;D
A propos dupy... "5 zł do skarbonki" ;D
-Ty jesteś zboczona! Gdzie ty się patrzysz?!
-To nie ja dupę wystawiam! ;D
(Kiedyś na serio wrzucę te 5 zł xD)

Była jeszcze dyskusja o łatwym zarobku. Wiecie jak facet może dobrze zarobić i jeszcze poruchać? Albo wystawić się na roksie, albo zostać gwiazdą disco polo xD

Dzisiejszy łach wieczoru: tępa pizda, która maluje sobie brwi markerem permamentnym. Tylko zauważ, głupia pizdo, że mózg to nie brwi - nie masz, nie domalujesz.

Hasło na fajrant: "zło pierdolnie z nienacka".
No i pierdolnęło... ;D


Uff... Teraz trzeba się zregenerować, bo na weekend będziemy się degenerować - jedziemy na Marleyki do QK! I to w bardzo zacnym składzie.


PS: ja też lubię te pogaduchy ;)
 

insomniaa
 

[Terry Pratchett w tytule pasuje chyba idealnie do tego, co wyprawiały małpiszony i tego, jak panikował Miś]


Po baaardzo aktywnym weekendzie w końcu zasiadłam w wylęgarniano-smoczanym centrum dowodzenia by wrzucić relację z niedzielnych urbexów. *

Trip zaczęłam o 9 nad ranem wraz z Misiaczkiem, M. i A.

Cel pierwszy: Alfred Nobel Dynamit Aktien Gesellschaft Christianstadt, czyli kombinat DAG Krzystkowice.
Fabryka została założona w 1939r. jako filia koncernu IG Farben. Zajmowała się produkcją materiałów wybuchowych, m.in. nitrocelulozy i heksagonu (głównego składnika c4).
W 1945r. została przejęta i rozszabrowana przez Armię Czerwoną.
Obecnie po fabryce pozostały jedynie imponujące żelbetowe konstrukcje rozrzucone po lesie. Obejście całego kompleksu i zwiedzenie wszystkich obiektów to zabawa na cały dzień.
DSC_9214.JPG

My zaczęliśmy zwiedzanie od zbiorników na alkohol (hehehe...) metylowy. Z góry były prawdopodobnie zabudowane konstrukcją drewnianą, po bokach natomiast obsypane ziemią, by stłumić skutki ewentualnego wybuchu. Z tego też powodu są oddalone od pozostałych budynków fabryki i wysunięte najbardziej na południe.
DSC_9217.JPG

DSC_9216.JPG

3.JPG

Już na samym początku urbexu nie obyło się od strat: zeskakując z murku podarłam leginsy i majtki, bo zahaczyłam o drut. Brawo ja. Nomen omen majtki były z napisem "DOUBLE TROUBLE" xD
I jak to wygląda, że pojechałam do lasu z trzema facetami, a wróciłam w podartych majtkach xD Wstyd jak stopińdziesiąt ;D
(Uprzedzając pytania: nie, nie chodziłam z gołą dupą, to była dyskretna dziura ;D)

Zdjęć z samego DAG wyszło ok. 200, ciężko było wybrać te najciekawsze, bo jest tu dużo rzeczy do fotografowania. Najciekawsze to hale produkcyjne, żelbetowe silosy wyłożone kwasoodpornymi kafelkami, sosna wyrastająca ze ściany trafostacji, podziemne korytarze, remiza, elektrociepłownia z wysokimi kominami, rampa kolejowa z suwnicą, hale w których stały niegdyś piece na miał, kasyno - budynek administracyjny. Nie znaleźliśmy tylko oczyszczalni ścieków i Wasserwerk.
DSC_9242.JPG

DSC_9248.JPG

DSC_9249.JPG

DSC_9264.JPG

DSC_9274.JPG

DSC_9280.JPG

DSC_9285.JPG

DSC_9296.JPG

DSC_9305.JPG

DSC_9308.JPG

DSC_9316.JPG

DSC_9318.JPG

DSC_9329.JPG


DSC_9330.JPG

DSC_9338.JPG

DSC_9339.JPG


DSC_9340.JPG


DSC_9343.JPG


DSC_9351.JPG


DSC_9353.JPG

DSC_9355.JPG

DSC_9358.JPG

DSC_9360.JPG

DSC_9368.JPG

DSC_9370.JPG

DSC_9371.JPG


DSC_9373.JPG

DSC_9374.JPG

DSC_9382.JPG

DSC_9388.JPG

DSC_9391.JPG

DSC_9401.JPG

Oprócz fajnych fotek obiektów Misio zrobił też zajebiste zdjęcia nam urbexiarzom ;D Dla znajomych do wglądu na fb.


Kolejny cel: Rhododendronpark Kromlau.

Po niemieckiej stronie mijaliśmy bar o ciekawej nazwie:
-Bar 69, ciekawe co się tu robi
-71.
-Czyli?
-69 i dwójkę ;D

Do parku rododendronów przyjechaliśmy trochę za wcześnie, bo te jeszcze nie rozkwitły. Sam Most Diabła też specjalnie nie zrobił na mnie wrażenia.
DSC_9413.JPG

DSC_9429.JPG


Na koniec jeszcze wycieczka do Drezna i spacer po starówce.
DSC_9436.JPG

DSC_9437.JPG

DSC_9444.JPG

DSC_9446.JPG


12 godzin w trasie z moimi najulubieńszymi łobuzami ;*
Psychicznie wypoczęłam, ale fizycznie do tej pory czuję się jak zwłoki.
A przed nami jeszcze tyle miejsc do zwiedzenia!

Czas goni, pora zmykać spać.


* wszystkie foteczki autorstwa Misia.
Tylko okrąglak z Rakotzbrucke zrobiłam ja.
 

 

Kategorie blogów