Wpisy oznaczone tagiem "herosi" (27)  

ebook-obyczajowe
 
Autor: Adrian Holecki  

Ilu ludzi, tyle opowieści o miłości. To jest kolejna z nich.
Gdzie przebiega granica między rzeczywistością a wątłymi wyobrażeniami na jej temat? Co znaczy jednostka w spolaryzowanym społeczeństwie? Jakie role w życiu odgrywają miasta i instytucje? Wreszcie – gdzie w tym wszystkim znaleźć miejsce na miłość i na czym tak naprawdę ona polega?
Franek Herocki, od herosa – pół boga, pół człowieka – stara się znaleźć odpowiedź na te pytania, obserwując skrajnie różnych ludzi i odwiedzając miejsca, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Jako niewidoczny obserwator słucha głosów i patrzy na świat przez pryzmat wychowania i wartości wyniesionych z domu. Własnych słabości i lęków. I przede wszystkim niejasno określonej znajomości z kobietą, w której odnalazł cząstkę siebie.



Szczegóły publikacji:
obyczajowe.masz24.pl/mizantrop.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z kategorii "obyczajowe", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-obyczajowe.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

hoshichan
 
星FairyBlue: hoshichan.pinger.pl/m/26977738   ---> poprzedni fragment^^

___________________________________________

- Chodźmy dalej, nie widziałaś jeszcze masy rzeczy. – odezwał się w końcu, a ja byłam wdzięczna za to, że wreszcie mogę zająć myśli czymś innym niż jego oczami.
Najpierw poszliśmy do magazynu, gdzie dostałam czystą, pomarańczową koszulkę. Szczerze nie znoszę tego koloru, nie miałam jednak wyjścia.  Po drodze do łazienki, w której miałam się przebrać, Percy pokazał mi jeszcze zbrojownię i strzelnicę, którą widziałam z werandy Wielkiego Domu.
Wreszcie mogłam pozbyć się brudnych ciuchów. Nawet kolor bluzki przestał mi przeszkadzać tak bardzo, gdy włożyłam na siebie czyste ubranie. Właśnie starałam się choć trochę rozczesać włosy, gdy do łazienki weszły trzy piękności. Dziewczyny były niesamowite, wyglądały jak gwiazdy filmowe, albo sławne piosenkarki.
- Ooo… a cóż to za ptaszyna zawitała w skromne progi naszego obozu?- zapytała czarnowłosa.
Przestałam rozpaczliwie szarpać się z włosami. Nagle poczułam się brzydka… w porównaniu z nimi… jedno  z moich niebieskich pasemek opadło mi na czoło. Spojrzałam przez nie na nieznajome dziewczyny, które patrzyły na mnie z politowaniem. Ich skrzywione miny mówiły wszystko. Jestem nieudacznikiem. Do tego brzydkim i nie wartym ich uwagi.
- Zmiataj stąd, bo nie można patrzeć na te żałosne straszydło.
Już miałam się odwrócić i wyjść, gdy poczułam, że nie chcę być tak traktowana. Nie mają do tego prawa. Kim one są, że mogą mi rozkazywać? Może i jestem nowa, może i nie znam swojego boskiego rodzica, ale to nie jest powód, by kpić z innych. Miałam ochotę przejrzeć je na wylot. I pokazać im, kto tu tak naprawdę rządzi. Ale czy w tedy nie byłabym taka jak one? Nie chciałam zniżyć się do ich poziomu. Odgarnęłam włosy za ucho i już chciałam im coś powiedzieć, gdy nagle rozległ się łomot. Ktoś dobijał się do drzwi łazienki.
- Aurora! Jesteś tam? – usłyszałam głos Perciego.
- Ouuu.  Mała nieokreślona…– zamruczała przywódczyni grupy – I  Percy. Chyba kroi się nam romans… biedna Annabeth – powiedziała z udawanym żalem. – Będzie niepocieszona…
Zarumieniłam się, choć nic nie czułam do tego chłopaka. Po prostu był… pierwszą tutaj osobą, która okazała mi trochę dobroci. Tyle. Nic więcej. Kimkolwiek była ta Annabeth, z tonu dziewczyny wywnioskowałam, że na pewno dziewczyną Perciego.
- Wiesz, kim jest nasza matka? – zapytała przybliżając się do mnie. Byłam przyparta do umywalek, nie miałam drogi ucieczki. Przypomniała mi się wczorajsza noc, byłam w podobnej sytuacji, ale udało mi się wygrać,  wezbrał we mnie gniew.
- Nie obchodzi mnie kim jest lub nie jest twoja matka, ale…
-Afrodyta! – przerwała mi piękność . – Bogini miłości!- zaćwierkała zachwycona- I nie waż się nam podpaść, bo ludzie robią różne rzeczy z miłości, a…
- Drew, przecież to zakazane… - odezwała się niepewnie jej koleżanka.
- Nikt się o tym nie dowie, prawda… kochana? – ostatnie słowa skierowała do mnie.
Znów rozległ się łomot i głos Perciego, powtarzający moje imię.

83d0a4f9accc09f793049df90e1bb88b.jpg
  • awatar Alys27: Ej ej, bo ja nie widzę tego wpisu, dopiero na poczcie zobaczyłam, że jest i zajrzałam do archiwum =.= Zły ping, głupi ping. Jak dawno nic nie pisałaś! Jak dobrze, że jednak się zabrałaś za to :P Czyżby córeczki Afrodyty wmieszały się w sprawy uczuciowe Aurory..? ^^ Może się zmobilizujesz i od razu napiszesz więcej, hm? Hmmm???
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Pachniał morzem. A może to wiatr znów przyniósł zapach znad oceanu? Nie wiedziałam. Miał czarne włosy i wesołe zielone oczy .
Ubrany był w pomarańczową koszulkę z napisem „Obóz Półkrwi”.
- O! Witaj Percy. Wcześnie dziś wstałeś. – powitał go Chejron, zanim chłopak zdążył choćby otworzyć usta. – Może oprowadziłbyś Aurorę po obozie?
Zamiar zwrócenia uwagi Dionizosowi musiały być wypisane na mojej twarzy, skoro Chejron skorzystał  z pierwszej okazji, by zmyć mnie sprzed wzroku Dyrektora obozu.
- Czołem, Panie D. – powiedział Percy i szybkim krokiem oddalił się od niebieskiego domu. Stałam chwilę nie rozumiejąc co się właściwie wydarzyło… Chejron popchnął mnie lekko, więc zeszłam po drewnianych schodach i po kilku sekundach dogoniłam Herosa Perseusza.
- Z Panem D. nienależny zadzierać, uwierz mi. Jeszcze zamieni cię w delfina butlonosego.  – uśmiechnął się czarująco – Byłaby wielka szkoda.
Zarumieniłam się, ale na szczęście szłam krok za nim, więc mam nadzieję, że tego nie zauważył.
Obóz powoli budził się do życia. Ze stajni dało się słyszeć rżenie koni. Z drzew zaczęły wychodzić driady, pokazali się również satyrowie.
- Właściwie co robisz tak wcześnie rano? Nie powinieneś jeszcze spaś? – zapytałam.
Chłopak zamyślił się, popatrzył w stronę morza.
- Nie wiem. – powiedział szczerze. – Obudził mnie zapach oceanu, miałem nadzieję, że to może… ojciec… nie ważne.  Aurora, tak? – zapytał, a ja pokiwałam głową w odpowiedzi. – Nazywam się Percy, jestem synem Posejdona. – przedstawił się z dumą. Pomyślałam, że miło jest wiedzieć, kim są twoi prawdziwi rodzice, zmarkotniałam.
- Ja nie wiem, czyją jestem córką. Nikt się do mnie nie chce przyznać… - wyszeptałam.
- Nie powinno tak być. – odparł mój towarzysz – Znów nie dotrzymali przysięgi? – mruknął do siebie. – Ile masz lat? – Zapytał znienacka.
- Szesnaście, kilka dni temu miałam urodziny.
Odwrócił się do mnie przodem, więc szedł tyłem.
- Więc przyjmij moje życzenia, trochę spóźnione, co prawda… ale… mam nadzieję, że wkrótce dowiesz się, kto jest twoim boskim rodzicem.  – obdarzył mnie kolejnym uśmiechem.
Nagle zahaczył o korzeń drzewa, widziałam w zwolnionym tempie jak rozpaczliwie macha rękoma by utrzymać równowagę. Z mojego gardła dobył się ostrzegawczy, zduszony krzyk. Nie udało mu się. Gdyby nie mój refleks wylądowałby na ziemi. Z szybkością o jaką się nie podejrzewałam, chwyciłam go za przód koszulki, a potem za rękę i pociągnęłam w swoją stronę. Chwiał się przez chwilę na piętach, po czym wreszcie złapał równowagę i stanął pewnie na nogach.
- Niezły refleks… - wysapał. Przez moment ściskał jeszcze moją dłoń, przeszedł mnie dreszcz.
- To… to nic takiego. – wyszeptałam w ziemię. Jego oczy miały tak intensywnie zielony kolor… nie mogłam… nie chciałam długo się w nie wpatrywać. Zapadła niezręczna cisza, podczas której przyglądał mi się z namysłem.
- Chodźmy dalej, nie widziałaś jeszcze masy rzeczy. – odezwał się w końcu, a ja byłam wdzięczna za to, że wreszcie mogę zająć myśli czymś innym niż jego oczami.

9e355ac29b03d93f33135fabe1879d37.jpg
 

hoshichan
 
星FairyBlue: - Faktycznie… ale przy pierwszym spotkaniu wolę przybrać tę postać, nie chcę wystraszyć nowych uczestników obozu. Rozumiesz… za dużo nowych rzeczy na raz, może to być szokiem.
- Całe moje dotychczasowe życie było dziwne i szokujące, więc miałabym się przestraszyć postaci z mitologii, którą tak dobrze znam?
Jak mogłabym się go bać? Rozumiem, gdybym miała spotkać Meduzę, Kirke, albo któregoś z Tytanów, ale Chejron należał przecież do „tych dobrych”.
- Chodźmy więc, widzę, że wiesz sporo o starożytnych bogach… chciałbym ci kogoś przedstawić.  – powiedział i uśmiechnął się tajemniczo.  – Jest najważniejszą osobą na Obozie.
Ruszyliśmy. Chejron nadal na swoim elektrycznym wózku i ja, obok niego. Okazało się, że weranda obiega cały dom. Wreszcie stanęliśmy na tyłach domu. Z szeroko otwartymi oczyma chłonęłam widok. Dolina ciągnęła się aż do morza, którego słonawy zapach niesiony wiatrem poczułam aż tutaj. To co znajdowało się pomiędzy mną i oceanem nie była w stanie pojąć nawet moja najbardziej wybujała wyobraźnia.
Wszystkie budynki przypominały ruiny (jednakże nimi nie były…), które miałam okazje zobaczyć w Grecji podczas wakacji. Kolumny, tympanony, wszechobecne białe marmury, których nie naruszył jeszcze ząb czasu. Boisko do gry w siatkówkę wysypane piaskiem było jeszcze puste o tej porze. Widziałam też jeziorko z kajakami, strzelnice na której dzieciaki mogły strzelały z łuków, arenę do nauki walki, oraz wielki i ciemny las, na skraju którego znajdowały się stajnie. Ucieszyłam się, bo lubiłam jeździć konno.
- Kto budzi mnie o tak nieboskiej godzinie! – odezwał się głos zza frontowych drzwi. Zdawało mi się, że się przesłyszałam bo, godzina powinna być raczej nieludzka…
I nareszcie mogłam zobaczyć właściciela tego głosu, którego poznałam natychmiast.
Dionizos wyglądał dokładnie tak, jak go sobie wyobraziłam. Czarne niemal fioletowe, kręcone włosy, pulchna, zaczerwieniona twarz i nieodłączna hawajska koszula w lamparcie cętki.
- Dionizos! – niemal krzyknęłam, zaskoczona.
Bóg skierował swoje spojrzenie na mnie, w jego oczach można było  dostrzec odrobinę szaleństwa.
- Pan. – warknął w odpowiedzi.
Spojrzałam na niego nic nie rozumiejąc. Pan? Jaki Pan? Przecież Pan był leśnym bożkiem, poza tym jestem pewna, że osoba stojąca przede mną jest Dionizosem – bogiem wina.
- Auroro, poznaj naszego Dyrektora, Pana D. – wtrącił się Chejron, zanim Dionizos zdążył stracić panowanie nad sobą.
- Dzień dobry, Panie Dionizosie. – zreflektowałam się. Dyrektor obozu zmierzył mnie ostrym spojrzeniem, prychnął.
- Niemiło jest mi cię powitać w moim… naszym Obozie Półkrwi, Angelo.
Już chciałam mu zwrócić uwagę, że nie tak mam na imię, gdy przy balustradzie werandy pojawił się chłopak.

Dionysus_GN.jpg
  • awatar Alys27: Pojawił się chłopak... Pojawił się..! No w końcu :D kiedy następny rozdział??
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Ogromne, długie cielsko. Wielkie łapy zakończone szponiastymi pazurami, pysk najeżony ostrymi zębiskami. Zwierzę sapnęło przez sen, z jego paszczy popłynęła stróżka dymu. Smok. Najprawdziwszy smok! Zawsze chciałam jakiegoś zobaczyć. Był piękny, chciałam do niego podejść i przekonać się jaką fakturę mają jego łuski, ale Rachel pociągnęła mnie za rękę. Minęliśmy granicę obozu, poczułam jakbym przechodziła przez lodowaty wodospad, nie byłam jednak mokra… dziwne uczucie.
Zeszliśmy do dolinki. Thalia odprowadziła mnie i Rachel do progu wielkiego, niebieskiego domu, sama wraz z Łowczyniami poszła dalej.
Nie pamiętam jak trafiłam do łóżka.
Obudziłam się o świcie. Przez okno w drewnianej ramie do pokoju, w którym spałam wpadły pierwsze promienie słońca. Przypomniało mi się wszystko, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Do oczu napłynęły mi łzy, jak mogłam tak zostawić Davida i Annę? Czy wszystko z nimi w porządku? Właściwie nawet nie pożegnałam się z nimi, ale nie było już na to czasu.
Westchnęłam i otarłam łzy. Wyszłam z łóżka i spojrzałam z niesmakiem na swoje ubrania. Nie dość, że pokryte były brudem, w paru miejscach koszula miała dziury i czerwone plamy krwi. W dodatku w nich spałam. A nie znoszę chodzić w ubraniach, w których spędziłam noc.
Wymknęłam się po cichu z pokoju, drewniane drzwi wydały nieprzyjemny dźwięk, gdy je otwierałam. Z duszą na ramieniu dotarłam do schodów, zeszłam na parter budynku.
Udało mi się dostać na werandę, która wychodziła na wielką łąkę, w oddali majaczyły zabarwione wchodem złoto- różowe wzgórza , powietrze pachniało truskawkami.
Podeszłam do balustrady i oparłam się o nią. Położyłam głowę na ramionach i przymknęłam oczy, czując jak promienie wschodzącego słońca powoli ogrzewają całą moją twarz. Wiatr poruszał włosami, które mnie łaskotały. Uśmiechnęłam się, miałam ochotę spędzić tak resztę dnia.
Nagle poczułam, że nie jestem na werandzie sama.
Odwróciłam się i dostrzegłam niską postać, która najwyraźniej również podziwiała wschód słońca.
Ten ktoś chyba mnie zobaczył, bo zaczął się przybliżać. Wreszcie mogłam stwierdzić, że dziwna sylwetka była wynikiem tego poruszania się za pomocą wózka inwalidzkiego.
Mężczyzna wyglądał na starego, miał siwiejące, przerzedzone włosy i postrzępioną bródkę. Jego tweedowa marynarka wydzielała mocny zapach kawy, nogi miał przykryte kocem.  Uśmiechał się, wokół jego oczu pojawiło się mnóstwo zmarszczek.
- Witaj w Obozie Herosów, miło jest mi cię poznać, Auroro.  Jestem dyrektorem do spraw  nauki , nazywam się Chejron.
W mojej głowie pojawił się obraz centaura. Znałam go doskonale z mitów, które czytała i byłam pewna, że Chejron był centaurem. Opiekował się pokoleniami Herosów, było  to jego życzeniem, więc bogowie je spełnili, dali mu wieczność, by mógł to robić. Dopóki Chejron będzie potrzebny, by szkolić półbogów, dopóty będzie żył.    
- Nie miałeś być przypadkiem centaurem? – zapytałam  niepewnie, nie chciałabym być nieuprzejma, ale było to co najmniej dziwne. Skoro to wszystko jest najprawdziwszą prawdą, to czy on nie powinien mieć końskiego zada?

centaur_by_alanlathwell.jpg
  • awatar Alys27: A mnie się tak Chejron (Chiron) kojarzy z książką o Achillesie... ^^ Oj dawkujesz nam te rozdziały, dawkujesz :P
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Nadal nic z tego nie rozumiałam, ale powoli zaczynało do mnie docierać, że to wszystko jest prawdą. Burza rozszalała się na dobre, niebo przez cały czas rozświetlone było błyskawicami. Włosy zjeżyły mi się na głowie.  
- Nie ma czasu, musimy dostać się jakoś na Wzgórze Herosów. – oznajmiła z dziwnym niepokojem Thalia.
- Czekaj! – wykrzyknęłam, nagle uświadamiając sobie, że o czymś zapomniałam. – A co z Davidem i Anną?! Przecież oni byli tam, na dole w restauracji, gdy…
- Nie martw się o nich, Thalia narzuci na nich Mgłę, swego rodzaju zaklęcie, które sprawia, że ludzie zapominają o naszym świecie. Pomyślą, że wysłali cię na letni obóz, co właściwie niewiele będzie różniło się od prawdy. – powiedziała Wyrocznia.
Rachel pociągnęła mnie za rękę i wyskoczyłyśmy z pokoju. Thalia pobiegła za nami. Na korytarzu czekały na nas inne dziewczyny, ubrane jak Thalia. Łowczynie Artemidy. Jedna z nich podeszła do mnie i przyjrzała się ranom na mojej twarzy, po czym wyszeptała jakieś słowa, posmarowała rany dziwnie pachnącą maścią. Już po chwili nie czułam bólu, tylko lekkie swędzenie.
W fuaer hotelu czekały na nas nowe potwory, ale Łowczynie rozprawiły się z nimi z szybkością błyskawicy. Wybiegliśmy na zewnątrz, gdzie przy krawężniku zaparkowany był… biały busik.
- Łowczynie poruszają się samochodem? – wydawało mi się to zbyt zwyczajne jak dla tak oryginalnych dziewczyn. Thalia nie skomentowała moich słów. Chyba postanowiła się do mnie nie odzywać… mnie pasował taki układ.
Łowczynie wchodziły sprawnie do pojazdu i od razu zajmowały swoje miejsca, przyglądałam się temu ze rosnącym zdumieniem, gdy usłyszałam głos Thalii:
- Ruszaj się Księżniczko! –
Wskoczyłam do pojazdu w momencie, w którym jedna z Łowczyń zapalała silnik.
Nie jechaliśmy długo, albo przynajmniej tak mi się zdawało. Noc była męcząca, więc zasnęłam. Obudził mnie szept Rachel.
- Dotarliśmy na miejsce, obudź się, Auroro.
Przetarłam oczy. Zaparkowaliśmy u stóp wzgórza gęsto porośniętego lasem. Gdy wysiadłam, moim oczom ukazało się gwieździste niebo, jakie zobaczyć można tylko daleko, poza miastem.
Zaczęłyśmy się wspinać. Po dwudziestu minutach stanęłyśmy pod rozłożystą sosną. Na jej gałęziach połyskiwało coś złoto… wyglądało jak owcza skóra… czyżby to było Złote Runo?
Zrobiłam krok na przód i dostrzegłam w ciemności coś jeszcze…

Thalia_grace_2_by_yennythetom-d4uxwu6.png
  • awatar Alys27: Akcja się rozkręca ^^ A powiedz mi... szykujesz jakis romans w tym opowiadaniu? ;)
  • awatar Alys27: Bardzo mnie to cieszy i wypatruję tegoż wątku na horyzoncie ^^
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Nie miałam ochoty nigdzie iść z tym dziwadłem, prychnęłam tylko w odpowiedzi i przeturlałam się pod łóżko. Chwyciłam miecz w dłoń i od razu poczułam siłę, poczułam pewność, że jestem w stanie pokonać tego potwora. Znów usłyszałam syk, tym razem jednak brzmiał nieco niespokojnie…
Wstałam i ścisnęłam mocno rękojeść.
Na korytarzu zapanował chaos, słyszałam dziewczęce okrzyki, tupot stóp i dziwne dźwięki wydawane przez, jak mogłam się domyślać inne potwory.
Skupiłam się na swoim przeciwniku, w uszach słyszałam ogłuszający szum, wiedziałam, jak mam zabić stwora.
Gdy z obrzydliwym sykiem wężowa kobieta ruszyła, ja w ostatniej chwili uskoczyłam w bok i zamachnęłam się mieczem. Trafiłam. Dokładnie tak jak to zaplanowałam. Głowa stwora potoczyła się po ziemi, węże na jej głowie syczały oburzone jeszcze przez chwilę. Nagle jej korpus rozpłynął się w szarym dymie.
Oniemiała wypuściłam miecz z ręki. Byłam wyczerpana, siły, które w cudowny sposób we mnie wstąpiły, gdy chwyciłam miecz, opuściły mnie. Osunęłam się na ziemię. Przypadkiem zahaczyłam bransoletką o ostrze, które na powrót zmieniło się w przypinkę w kształcie kostki. Zauważyłam, że oczko oznaczające jeden, zmieniło kolor z czarnego na czerwony. Nie miałam jednak sił, by dłużej się nad tym zastanawiać.
Ani czasu. W momencie, w którym miecz się zmieniał w pokoju pojawiła się dziewczyna. Rozpoznałam ją od razu. Bohaterkę mojego ulubionego obrazu wypatrzyłabym nawet w  najgęstszym tłumie ludzi.
Usłyszałam jęk, Rachel chyba wracała do siebie, ale nie byłam w stanie oderwać oczu od nowo przybyłej.
Jej włosy były czarne, obcięte w punkowym stylu, zdobiła je srebrzysta przepaska. Nieznajoma miała na sobie białe ubrania, przez plecy przewieszony łuk i kołczan, a w ręce dzierżyła tarczę z twarzą tak przerażającą, że miałam ochotę odwrócić wzrok. Płaskorzeźba umieszczona na samym jej środku była wiernym odwzorowaniem twarzy Meduzy.
-Rachel! – wykrzyknęła i podbiegła do niej. Pomogła jej wstać.
Rudowłosa dziewczyna trzymała się za głowę, była zbyt słaba, by stać o własnych siłach. Usiadła na łóżku pocierając skronie.
- Co się stało? – zapytała słabym głosem.
- Właśnie. Też chciałabym się tego dowiedzieć. – dodała ostrym tonem dziewczyna z mojego obrazu. Właśnie miałam odpowiedzieć, gdy uprzedziła mnie Rachel. Jakby nie rozumiała do kogo skierowane było pytanie, ale przecież oczywistym było, że do mnie, bo niezwykle niebieskie oczy czarnowłosej przewiercały mnie na wylot.
- Ja… byłam w restauracji z rodzicami… i tam spotkałam półboginię, która nie wiedziała kim jest… poszłam za nią do pokoju… rozmawiałyśmy, a potem…
- Przepowiedziałaś coś. Przynajmniej tak mi się wydaje. – wtrąciłam się. – Mówiłaś coś o końcu który na nastać za sprawą początku, coś o świcie i jakimś… obozie?
- Możesz się nie wcinać, kiedy inni mówią? – zapytała opryskliwie nieznajoma.
- Właściwie, kim ty jesteś? Nie musisz być taka niemiła zwłaszcza, że wdarłaś się do mojego pokoju. – odpowiedziałam pytaniem.
Odniosłam wrażenie, że albo ją znienawidzę, albo zostaniemy przyjaciółkami. Po tej krótkiej wymianie zdań mogłam mieć pewność, że raczej to drugie.
Dziewczyna uśmiechnęła się z wyższością.
- Jestem Thalia. Córka Zeusa i Łowczyni Artemidy. Nie koniecznie w tej kolejności.
- Więc to o półbogach to prawda? To wszystko o czym opowiadała mi Rachel?
Wyrocznia pokiwała głową i obdarzyła mnie pocieszającym uśmiechem.
Budynkiem hotelu wstrząsnął grzmot. Potężny.
- Musimy wiać. Nie możemy tu zostać. Coś nie podoba się ojcu…
- Ona musi trafić do Obozu. Najwyższy czas. Artemida nie jest w stanie jej już dłużej chronić, nie po tym, co się dziś wydarzyło… – powiedziała z przekonaniem Rachel.
Thalia spojrzała na nią i skinęła niechętnie głową. Widać Wyrocznia cieszyła się szacunkiem.
- Pani Artemidy nie było dziś z nami… jakiś tydzień temu wyruszyła na większe polowanie i powierzyła opiekę na tą… - tu ruchem głowy wskazała na mnie – nie mogę uwierzyć, że nie wywiązałam się należycie z tak banalnego zadnia… W ogóle nie mogę zrozumieć po co to robią, po co jej pilnują? W czym ona jest tak specjalna?
Łowczyni pokręciła głową. Uznałam, że najwyższy czas wstać z ziemi i przedstawić się Thalii, nie miała najmniejszego powodu, by tak mnie traktować, nie byłam przecież gorsza od niej.
- Jestem Aurora. – powiedziałam i wyciągnęłam do niej rękę. Mimo mojej całej niechęci chciałam zachować przynajmniej pozory uprzejmości. Thalia nie odwzajemniła gestu.
- Czyja córka? Chyba niedosłyszałam. – zadrwiła.
Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. O co jej chodziło? Skoro mnie śledziła od tygodnia, powinna wiedzieć, że moimi rodzicami są Anna i David.
- Nieokreślona. – odezwała się cicho Rachel, po czym zwróciła się bezpośrednio do mnie – Chodzi jej o twojego boskiego rodzica. Jeszcze nie wiemy kto nim jest, ale to dziwne… przecież przysięgali…
  • awatar Alys27: Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! Ta końcówka.. ^^ Czyją córką jest Aurora?? Robi się ciekawie :) W ogóle chyba jakoś dłuższy wyszedł Ci ten rozdział, co? :P
  • awatar Alys27: Tylko 19 stron..? :( to już niedługo się skończy... w jakim teraz jesteś momencie - znaczy ten fragment?
  • awatar Alys27: 7/19 to nie tak źle.. jeszcze trochę przed nami ^^ ale pisz, pisz :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: - Rozumiem cię doskonale, twoje obawy, lęki i niepokój, który odczuwasz. Jakiś czas temu byłam w identycznej sytuacji. – usiadła na moim łóżku i wzięła do rąk szkic przedstawiający Apolla. – Ja również malowałam różne rzeczy, których nie rozumiałam. – uśmiechnęła się. – Ale nie należy się tego bać. Może i życie da ci jeszcze w kość, ale miejsce, które na ciebie czeka… które będziesz mogła nazwać prawdziwym domem jest wspaniałe, jest tam wielu niesamowitych ludzi. Oni ci pomogą przez to przejść. – teraz przyglądała się rysunkowi Herosa Perseusza. Uśmiechnęła się szerzej na jego widok, jakby go rzeczywiście znała…
- On też istnieje naprawdę? – wyszeptałam. Nie byłam w stanie wydobyć głosu. Moje myśli przeskakiwały przez wszystkie postacie, które namalowałam przez lata.
- Tak. To Percy. Półbóg, jak ty. – skierowała swoje spojrzenie na mnie. Jej oczy wypełniał zielony dym, który zaczął wydobywać się również z jej ust. Wokół rozległ się głos dziewczyny, ale zmieniony, jakby na raz mówiły trzy Rahel:
- Jam jest duch Delf, głos Fojbosa Apolla, zabójcy potężnego Pythona. Gdy Świt nad Obozem Herosów zabłyśnie, I jego blask jeszcze wzrośnie, Początek koniec zwiastuje, Jedynie Dwoje świat uratuje.
Rahel upadła zemdlona. A ja wrosłam w ziemię. Czy właśnie usłyszałam przepowiednię? Prawdziwą przepowiednię? Tajemniczy głos uprzejmie się przedstawił, więc nie mogłam mieć wątpliwości co do tego. Nagle dotarło do mnie, co powiedziała Rahel zanim zamieniła się w zombie. Że jestem półboginią? Jak w mitach - herosem. Córką jakiegoś boga lub bogini, chociaż przecież oni nie istnieją! I co z tego, że jedna dziewczyna tak twierdzi. Mimo wszystko to niemożliwe. Nie, nie i nie.
Szyba pękła z trzaskiem, posyłając ostre odłamki we wszystkie strony. Kilka z nich raniło mnie w ramię i twarz, nie zdążyłam się zasłonić. Czułam dwie cienkie stróżki krwi spływające mi po policzku. Do pokoju wraz z wiatrem i deszczem wpadło… coś. Nie widziałam tego dokładnie, bo właśnie w tej chwili zgasło światło. W całym budynku nie było prądu.
Czarny cień przesunął się pod ścianę i potem pod drzwi. Zatarasował mi wyjście z pokoju, byłam uwięziona. Cofałam się powoli w kierunku okna, szkło chrzęściło pod moimi stopami.
Spanikowana nie wiedziałam co mam robić. Pod wpływem jakiegoś impulsu wymacałam na ręce zawieszkę w kształcie kostki. Odpięłam ją i zacisnęłam wokół niej palce.
Gdy potwór ruszył na mnie uciekłam sprzed okna, miałam nadzieję, że wypadnie przez nie, ale zatrzymał się  w ostatniej chwili. Wydawał dziwne syki… jego włosy poruszały się niespokojnie, w zupełnie inną stronę niż powiewy wiatru. Światła zamrugały i zapaliły się na dobre, musieli włączyć zasilanie awaryjne. Wreszcie mogłam zobaczyć co mnie atakuje.
Była przerażająca. Zamiast nóg to coś miało wężowe cielsko i włosy, które posykiwały chicho. Zaczęłam się cofać w stronę drzwi. Nie zdążyłam jednak do nich dotrzeć. Wężowa kobieta ruszyła w tej samej chwili, a ja potknęłam się o skraj puchatego dywanu. Zawieszka, którą miałam w ręce potoczyła się po ziemi i zatrzymała pod łóżkiem.
Rozbłysło jasne światło i po chwili w miejscu kostki, na podłodze leżał brązowozłoty miecz. Przypominał jeden z tych, które widziałam w muzeach na wystawach poświęconych starożytnej Grecji: jego klinga była krótka i kształtem przypominała liść. Blask przygasł, ale miecz nadal wytwarzał delikatną, złotawą poświatę. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczyma.
Potwór zasyczał nieprzyjemnie, przeszły mnie dreszcze.
- Pójedziesssssz ssse mną, ssssłotko.

gowaennemi_gorgone_hd.jpg
  • awatar Alys27: Ach! Motyw tego miecza..! Lubię to bardzo. Któż jest tą tajemniczą postacią, która atakuje naszą półboginię?? Proszę o kolejny rozdział. Najlepiej już teraz ^^
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Wyjrzałam przez wielkie restauracyjne okno. Pogoda uległa znaczeniu pogorszeniu, niebo zasnuły ołowiane chmury, rozległ się grzmot, a po nim kolejny. Lunął deszcz, wzdrygnęłam się gdy do moich uszu dotarł stłumiony dźwięk gromu. Odwracałam właśnie głowę w stronę przybyłych gości, gdy kątem oka dostrzegłam srebrzysty błysk przemykający po trawniku przed restauracją. Nie byłam pewna czy to  błyskawica, bo nie usłyszałam huku.
- … a to moja córka Aurora. – usłyszałam swoje imię i moje myśli od razu powróciły na ziemię. Oprzytomniałam i uśmiechnęłam się do mężczyzny, któremu przedstawiał mnie tata. Zza niego w tej właśnie chwili wyłoniła się Wyrocznia. Dosłownie. Jakby wyszła wprost z mojego obrazu. Dziewczyna miała rude włosy i piegowatą twarz. Wyglądała dokładnie tak, jak Wyrocznia z Delf, którą sobie wyobraziłam, gdy odwiedzaliśmy ruiny świątyni w Grecji zeszłego lata. Zielone oczy zabłysły na mój widok, jakby mnie już kiedyś spotkała i właśnie dostrzegła w tłumie ludzi.
- Cześć! Jestem Rachel. – powiedziała i podała mi rękę.
Byłam w szoku. Dziewczyna, którą namalowałam jako Wyrocznię Apollina istnieje naprawdę? Było to dla mnie niezrozumiałe, osobliwe i przerażające. Zbyt wiele dziwnych rzeczy ostatnio mi się przytrafiło. Nie mogłam tego znieść, wybiegłam z restauracji nie oglądając się na wołających za mną rodziców.
Dotarłam do swojego pokoju, otwarłam szeroko drzwi, nie pamiętając o tym by je zamknąć. Nagły przeciąg rozwiał po pokoju kartki z mojego szkicownika, który zostawiłam na łóżku. Widząc fruwające wokół rysunki zastanawiałam się, czy również i ci ludzie istnieją. Ale skąd mogłam znać ich twarze? Heros Perseusz walczący z Minotaurem, Jazon i czarownica Kirke. Dionizos we współczesnej wersji siebie sprzed tysięcy lat. Szkic przedstawiający Apolla opartego o czerwoną furę, podobały mi się te uwspółcześnione wersje starożytnych bóstw.
Ale przecież takie rzeczy nie przydarzają się normalnym, zwyczajnym nastolatkom. Tylko, że moje życie od początku nie było normalne. Zamknęłam okno, zanim wiatr rozwiał resztę kartek.
Podskoczyłam, gdy poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
- Aurora, tak? Przepraszam, że cię przestraszyłam. Przyszłam sprawdzić, co z tobą… tak nagle wybiegłaś z restauracji i…
- Kim ty jesteś? – niegrzecznie jej przerwałam, ale… tyle pytań kłębiło się w mojej głowie.
Dziewczyna przechyliła głowę i zmrużyła oczy jakby zastanawiała się, ile może mi powiedzieć, i czy w ogóle powiedzieć mi cokolwiek.
- Rachel, ja… nie wiem co się wokół mnie dzieje, zawsze było w moim życiu dziwnie, ale ostatnio… ja chyba zaczynam wariować. Powiedz mi, że to wszystko, co widzę, to tylko wyobraźnia. – Prosiłam ją o to, choć wiedziałam, że tak nie jest. W jej oczach… było coś niepokojącego, jakby gdzieś w niej czaiło się coś potężnego, wiecznego i niepojętego.

percy_jacksdesrghon_by_allybebe-d4kew6l.png
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Stałam na rozległej równinie. Powietrze było gęste i ciężkie, nie wiał nawet najlżejszy wiatr. Wszystko trwało w jakimś niepojętym napięciu na coś, czego nie mogłam zrozumieć. Nie potrafiłam złapać tchu, stalowoszare niebo zaczęło zasnuwać się czernią, ale nie chmur. Coś innego, jakaś mroczna siła zagarniała coraz to większe połacie firmamentu. Grunt pod moimi stopami zadrżał, chciałam krzyczeć, ale nie potrafiłam dobyć głosu. Gdy już myślałam, że stoczę się w przepaść, która rozwarła się pod moimi stopami, ziemia zmieniła się w szalejące morze. Wiatr szarpał moimi włosami, ogromne fale toczyły się jedna, za drugą. Najdziwniejsze było to, że nie tonęłam. Stałam na powierzchni wody, unosiłam się i opadałam w rytm fal. Obłoki przesuwały się nade mną z zawrotną prędkością. Nagle poczułam, że coś unosi mnie do góry. Spanikowana podniosłam wzrok i ujrzałam największego orła na świecie. Trzymał mnie mocno w swoich szponach, choć byłam pewna, że zaraz runę w dół. Ocean się zakotłował. Fale stawały się coraz wyższe, jakby starały się nas dosięgnąć. Niebo rozdarła biała błyskawica. Zaczęłam się szarpać. Jeśli było coś, czego bałam się równie bardzo jak wysokości to była to burza z piorunami. Sparaliżował mnie lek, że zaraz zostanę porażona prądem. Szarpałam się coraz bardziej i bardziej, pomyślałam, że wolę utonąć. Nagły podmuch wiatru szarpnął ptakiem tak bardzo, że zaskoczony rozwarł szpony. Zaczęłam spadać. Powietrze szumiało ogłuszająco w uszach, machałam rozpaczliwie rękami by choć trochę ustabilizować lot. Powierzchnia morza przybliżała się w zastraszającym tempie, byłam przygotowana na uderzenie w powierzchnię twardą jak beton.
Zerwałam się z łóżka z krzykiem. Na czole czułam zimny pot, przycisnęłam twarz do poduszki.
- Aurora? - głos Davida dobiegał jakby z oddali, był wyraźnie wystraszony.
- Nic mi nie jest. - wymamrotałam w poduszkę.
Serce nadal waliło mi jak młot, gdy David usiadł koło mnie i zaczął kojącymi ruchami głaskać mnie po włosach. Zawsze działało to na mnie uspokajająco.
Cierpliwie czekał aż sama zacznę:
- Miałam sen… Był okropny. Spadałam, myślałam, że utonę, miałam wrażenie, że ziemia, niebo i ocean chcą mnie pochłonąć, wszystkie na raz. Wyrywały mnie sobie… - mówiłam roztrzęsionym głosem. Usiadłam, przytuliłam się do Davida i zrobiło mi się lżej.
- Każdemu śnią się czasem złe rzeczy. Nieprzyjemne. Ale pamiętaj: to był tylko sen. Nic takiego się nie wydarzy. Kocham cie najbardziej na świecie i nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
- Dziękuję, choć nie sądzę, żebyś zdołał ocalić mnie przed całym złem tego świata.
David roześmiał się i odparł:
- Nie byłbym tego taki pewien. No, - poklepał mnie po głowie – już w porządku?
Uśmiechnęłam się słabo i pokiwałam głową.
- W takim razie radziłbym ci zacząć się przygotowywać do kolacji, bo znając twoje wyczucie czasu pewnie nie zdążysz.
- Zabawne, bardzo śmieszne.
Gdy wyszedł z mojego pokoju, udałam się prosto do łazienki i spryskałam twarz lodowatą wodą. Od razu poczułam się lepiej, straszny sen powoli odchodził w zapomnienie, a podchodząc do szafy z ubraniami zapomniałam już co mnie tak przestraszyło. Postanowiłam ubrać swój ulubiony zestaw: jasne jeansy, szmaragdowozielony top i białą koszulę z podwijanymi rękawami. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Ze szkatułki na biżuterię wyjęłam nowe kolczyki, te które dostałam na urodziny. Przyjrzałam im się z bliska, światło załamywało się na błękitnych fasetkach małych diamencików w kształcie kropel wody. Na ścianie zatańczyły miniaturowe tęcze.
W salonie naszego apartamentu spotkałam Annę. Jak zwykle wyglądała wspaniale. Uniosła brwi na mój widok, ale nie skomentowała mojego ubioru. Już dawno przestała zmuszać mnie do ubierania się pod jej dyktando. Wreszcie przyszedł i David; zeszliśmy do hotelowej restauracji. Nie miałam ochoty na to spotkanie. Nigdy nie lubiłam tych kolacji, lunchów i innych przyjęć spędzanych w towarzystwie wspólników Davida.

Dehong.He.(artist).full.950530.jpg
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Gdy słońce sięgnęło zenitu, a zegarek pokazał południe pozbierałam swoje rzeczy i miarowym krokiem ruszyłam w stronę hotelu w którym się zatrzymaliśmy. Moje dwa cienie ubrane po cywilnemu podążały za mną, jednak zapomniałam o nich gdy ujrzałam budkę z lodami. Na wielkim szyldzie był napis: „Odyl Łoweski”. No właśnie. Nie powiedziałam wam o jednym. Dysleksja notorycznie utrudnia mi życie. Znam parę języków między innymi angielski, włoski, hiszpański, łacinę i grecki. Jedynym językiem, którego czytanie nie sprawia mi problemów jest ten ostatni. Nigdy nie miałam trudności w nauczeniu się go, dlatego tak chętnie się do tego przykładałam.
Kupiłam zimny przysmak i nie oglądając się za siebie przeszłam przez cały park.
Kiedy wróciłam do pokoju miałam piętnaście minut, żeby domyć ręce z farb, i przebrać się do lunchu. Po posiłku David powiedział, że sfinalizował wielki kontrakt, podpisał umowę z jakąś szychą i wieczorem odbędzie się oficjalna kolacja na którą mają przyjść z rodzinami. Poprosił mnie też, żebym już nigdzie nie wychodziła dzisiaj, bo znając moją punktualność pewnie nie zdążyłabym wrócić. Z westchnieniem poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Nie lubię siedzieć w zamknięciu. Duszę się w małych, ciasnych przestrzeniach. Potrzebuję powietrza, wiatru we włosach i promieni słońca na twarzy. Po chwili szeroko otworzyłam okno. Do pokoju wdarły się natarczywe dźwięki ulicy. Ustawiłam sztalugę z szkicem Apolla w taki sposób, by jak najwięcej naturalnego światła padało na płótno. Wyjęłam farby i zaczęłam nadawać dziełu kolor. Złociste żółcie, delikatne brązy i jaśniejąca biel zalały moje myśli. Nic się dla mnie nie liczyło tylko ciepła feeria odcieni. Z transu wyrwał mnie szept dochodzący zza okna:
- Natchnieniem jestem
   Ależ ze mnie ciacho
        Boski Apollo.
Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę głosu, nic jednak nie zobaczyłam. Podeszłam do okna i wychyliłam się przez nie. Nadal nic. Przez myśl przeszło mi, że ktoś się pewnie zgrywa. W życiu nie słyszałam gorszego haiku.
Nagle straciłam chęć do dalszego malowania. Rzuciłam pędzle na stół i sięgnęłam po książkę. Przez chwilę zdołała zająć moje myśli, ale nie potrafiłam się dłużej na niej skupić. Ostatnio działo się wiele dziwnych rzeczy, których do końca nie potrafię wyjaśnić i łudzę się, że te wszystkie straszne, niepokojące sny, kobiece twarze spoglądające na mnie zewsząd… to przewidzenia. A wrażenie, że nimi nie są sprawiaja, że mam ochotę krzyczeć z frustracji, bo nikt prócz mnie tego wszystkiego nie dostrzega.
Gdy byłam mała myślałam, że to normalne, że drzewo do mnie macha, albo zmienia się w zieloną dziewczynę. Anna bardzo dobitnie wytłumaczyła mi, że takie rzeczy nie istnieją, co wcale nie sprawiło, że przestałam wierzyć w to, co widzę. Stałam się… ostrożniejsza i nie wspominałam już więcej o tym przy rodzicach. Nie potrafiłam jednak tego ignorować. One są takie piękne. Skupiłam się więc na ich malowaniu.
Pogrążona we wspomnieniach zasnęłam.
  • awatar Alys27: Czemuś Ty tego wcześniej nie publikowała?! To jest wspaniałe..! Tylko dawkujesz w zbyt krótkich fragmentach :P
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Bardzo mnie cieszy, kiedy piszecie, że podoba Wam się moja twórczość^^ Nie jest najwyższych lotów i jeszcze wiele muszę poprawić, ale dziękuję za miłe słowa^^

Część dalsza opowieści o Herosach^^
____________________________________________
-Aurora!
Krzyk Anny wyrwał mnie z zamyślenia. Oprzytomniałam i zbiegłam na dół, do jadalni. Właśnie w moim imieniu doszukiwałam się przyczyny wczesnych pobudek. Aurora jest rzymską odpowiedniczką Eos, bogini zorzy porannej.
Usiadłam przy stole i przepraszająco spojrzałam na mamę i tatę. David zaśmiewał się zza codziennej gazety, a Anna piorunowała wzrokiem moje ubrudzone grafitem dłonie. Szybko schowałam je pod stół.
- Przepraszam. - mruknęłam i popędziłam do łazienki by umyć ręce.
Gdy wszyscy zebraliśmy się wreszcie przy stole i David złożył gazetę, podano śniadanie. Przez cały czas wiercił się i zerkał na mnie i Annę, jakby nie wiedząc co zrobić. Jakby czekał na dobry moment, żeby powiedzieć, że… że co? No właśnie. Że chce rozwodu? Że już mnie nie chcą? Jest chory… ja wiem, na raka? Moje myśli pędzące przez najczarniejsze scenariusze przerwało kaszlnięcie Davida.
- Powinienem wam coś powiedzieć… niestety musimy przerwać nasze wakacje. Mam ważne spotkanie w Nowym Yorku.
- Jadę z tobą!- wykrzyknęłam.
Takiej okazji nie mogłam przepuścić. Zobaczyć te wszystkie galerie sztuki, obejrzeć jakiś musical na Brodwayu, Metropolitan Museum of  Art, Empire State Building.
Anna z westchnieniem odłożyła serwetkę na stół. Splotła dłonie i powiedziała:
- W takim razie… ja też lecę. Tam też można w miło  spędzić wolny czas. - uśmiechnęła się.
Moje szesnaste urodziny minęły mi na pokładzie samolotu. Są to chyba jedne z najgorszych urodzin na świecie, nikomu tego nie życzę. Jest to zasługa jednej, jedynej, malutkiej rzeczy. Nie znoszę latać. Nie boję się wysokości jakoś szczególnie, ale latanie samolotem mnie przerasta. Zawsze uważałam, że za dużo naoglądałam się programów o katastrofach samolotów. Nie jestem specjalnie lękliwa i bojaźliwa, ale do strachu przed lataniem muszę dodać jeszcze… pająki. Szczerze ich nienawidzę i mam wrażenie, że one odwzajemniają to uczucie.
Wylądowaliśmy popołudniu i od razu udaliśmy się do hotelu w centrum miasta. Wieczorem nastąpiła milsza część dnia, zjedliśmy urodzinową kolację, był tort i prezenty. Nowy zestaw kredek pastelowych, węgle do rysowania. Jakiś voucher do spa. Piękne srebrne koczyki z niebieskimi kryształkami i srebrna bransoletka z zawieszką w kształcie kostki. Każda ze ścianek opatrzona była liczą oczek od 1 do 6, ot zwykła  kostka do gry wykonana ze srebra.  Zapięłam bransoletkę na nadgarstku. Niemal nie czułam jej ciężaru.
Następnego dnia wybrałam się do Central Parku. Zabrałam ze sobą sztalugę i farby akwarelowe, które bardzo lubię. Są delikatne, tworzą wrażenie rozmycia, jakby obraz namalowany za ich pomocą był snem, albo próbą przypomnienia sobie snu po przebudzeniu. Rozstawiłam się z całym tym swoim majdanem opodal stawu i zaczęłam malować odbicie drzew, trawnika i nieba w wodzie. Wszystko zdawało się być niebieskie. Praca zupełnie mnie pochłonęła, zapomniałam nawet o dwóch ochroniarzach, którzy stali w dyskretniej odległości ode mnie. Nie znoszę tego. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się im zwiać, ale bardzo szybko mnie doganiali. David miliony razy mi tłumaczył, że to dla mojego bezpieczeństwa, ale… nie mogłam znieść myśli, że jestem pod całkowitą kontrolą, wieczną obserwacją.    

christmas_in_the_park_by_pixelsanddreams-d378cqy.jpg
  • awatar Alys27: Porównanie akwarelek do snu <3 przepiękne! Czemuż tak krótko?? I want moooore! Btw. to chyba totalny przypadek, ale... akurat weszłam na Twojego bloga słuchając muzyki... a znalazłam nową wokalistkę, której twórczość właśnie przesłuchuję. Jak się zwie wokalistka? Aurora :D Byłam w małym szoku widząc pierwsze słowo dodanego rozdziału :D www.youtube.com/watch?v=u_31_RKFxbY
  • awatar Alys27: Noo, co do Gildii Magów... to aż brakło mi słów. W sumie nie wiem, czemu Akkarin tak trochę się wzbraniał przed użyciem mocy z areny... Mogliby tyle zyskać :( I też mam wrażenie, że za szybko się skończyła ta książka. W sensie, że już po pokonaniu Ichanich jakiś dłuższy epilog powinien być. Jakaś większa żałoba. Wybór nowego Wielkiego Mistrza. Nie wiem, ale coś więcej. A nie tylko fakt, że Sonea pracuje w slumsach i że będzie matką. Nie ma jakiejś czwartej części?? ;)
  • awatar Alys27: Tyyyyle części jeszcze przede mną?! :D Czytałaś?? Kurcze, muszę gdzieś je dorwać! Aaaach. Ciekawe czy dobre ^^ Tak, Aurora piękne imię, takie... słoneczne :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Tagowałam ostatnio bloga. Znaczy stare wpisy porządkowałam i przypisywałam im tagi, żeby wiedzieć gdzie czego szukać^^
I trafiłam na 1 ( 1, czicie?! ) fragment mojego opowiadania o Herosach, ff ze świata Perciego Jacksona. Nie wiem jakim cudem jest tylko jeden kawałek, skoro plik w wordzie liczy aż 19 stron! To mój najdłuższy twór i nadal powinien być kontynuowany, ale wiecie... ja niczego nie kończę xp
Od tamtego czasu zdążył urodzić się inny pomysł na ff z tego świata...
Ale postanowiłam to tu jednak wrzucić^^

Więc... miłego czytania^^
(chyba, że Wam się nie chce, nie zmuszam xD )
___________________________________________

Pierwsze promienie słońca musnęły moją skórę, gdy z zachwytem wpatrywałam się, jak ogromna, różowawa tarcza powoli wynurza się z oceanu. Z łatwością wyobraziłam sobie złoty rydwan ciągnięty przez dwa piękne konie. I przystojnego boga, który odgarnia z czoła złociste włosy; jego lśniąca zbroja odbija promienie, oślepiając każdego, kto ośmieli się na niego spojrzeć. Pomyślałam, że warto by namalować taką scenę… Przymknęłam oczy próbując zdecydować się, czy słoneczne bóstwo ma mieć brązowe, czy piwne źrenice. Gdy je otwarłam w odbiciu w szybie dostrzegłam swojego tatę.
Kręcił głową z niedowierzaniem. Odkąd pamiętam próbuje zastać mnie śpiącą o wschodzie słońca, stało się to dla nas swego rodzaju grą. Po prostu nie potrafię spać, gdy słońce wstaje.
-Przykro mi – odezwałam się pierwsza.- Znowu ci się nie udało.
Tata uśmiechnął się krzywo i powiedział widząc, że podchodzę do sztalugi:
- O ósmej podają śniadanie, nie spóźnij się, proszę.
Zbyłam go machnięciem ręki i sięgnęłam po ołówek. David i Anna nie byli moimi prawdziwymi rodzicami. Adoptowali mnie, gdy byłam mała, sami nie mogli mieć dzieci. Co roku jeździmy w różne ciekawe i odległe miejsca w wakacje. Tym razem przyszło nam je spędzić -trochę wcześniej, bo wyjechaliśmy już w połowie czerwca, jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego-  na Azorach, gdzie tata ma willę. David jest prezesem wielkiej europejskiej firmy i jednego banku. Anna z zawodu jest architektem, a z zamiłowania historykiem sztuki antycznej. To ona zainteresowała mnie mitami i sztuką starożytnej Grecji. Uwielbiam malować sceny mitologiczne, albo swoje wyobrażenia bogów.
Kilkoma pociągnięciami ołówka zarysowałam sylwetkę Apolla.
Wyjrzałam przez okno zajmujące całą ścianę, dzięki któremu miałam doskonały widok na wschód. Ocean mienił się złoto, odbijając promienie słońca, tego dnia miał głęboką zieloną barwę. Niezwykle mnie fascynował i pociągał… bezwiednie podeszłam do okna, otwarłam przeszklone drzwi i znalazłam się na małym balkonie. Spojrzałam w dół, na fale, które rozbijały się o wulkaniczne skały. Wydawało mi się, że na jednej z nich dostrzegłam twarz, niezwykle piękną twarz. Kobiety z długimi, niebieskimi włosami w które wplecione miała wodorosty i małe muszle, a nawet perły. Jej zielone oczy przesłaniały gęste rzęsy. Zniknęła równie nagle jak się pojawiła. Oparłam się plecami o balustradę balkoniku. Stanowczo za mało sypiam, za wcześnie wstaję… ale nie potrafię spać dłużej, mój zegar biologiczny budzi mnie zawsze tuż przed wschodem słońca. Wyobraźnia płata mi figle. I to nie pierwszy raz.
Zawsze wydawało mi się, że drzewa mają kobiece twarze, widywałam zielone, młode dziewczyny wystające z pni drzew, bladoskóre kobiety machające do mnie spod powierzchni rzek, jezior. Często je maluje.
Jakiś czas temu zobaczyłam dziewczynę inną niż dotychczas. Była gwieździsta noc, księżyc w pełni świecił jasno, oświetlając gaj oliwkowy. Byliśmy w tedy na wakacjach w Grecji. Z okna mojego pokoju dostrzegłam dziewczęcą postać stojącą na skraju lasu. Światło księżyca nadawało jej srebrzystego blasku, ciemne włosy miała obcięte krótko, rozświetlała je srebrna przepaska; zdobiła jej czoło niczym diadem, czy tiara. W ręku trzymała łuk, drugą opierała o drzewo. Jest to jeden z moich ulubionych obrazów, ciemne odcienie błękitu, granaty rozjaśnione bladym blaskiem księżyca.
-Aurora!


your_biggest_dream_by_viria13-d3gx0l8.jpg
  • awatar Alys27: Nie jestem w fandomie, ani nawet nie widziałam/czytałam PJ, ale to mi się strasznie podobało! Takie masz piękne opisy <3
  • awatar Alys27: Haha :D a ja myślałam, że wiesz... że to mój mózg tylko sobie uznał, że są podobne! Ale wyszukałam w necie i nawet właśnie ktoś tę kompilację OST zrobił.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

dziewczynkawglanach
 
22 października!
A co jest dwudziestego drugiego października?
Premiera "Krwi Olimpu" i narodowy dzień herosa!

Dzisiaj cały dzień zachowywałam się jak typowy heros (czyt. byłam nadpobudliwa, nieznośna i nie umiałam się skoncetrować). Od rana rysowałam sobie po rękach (imiona bogów, pioruny, trójzęby, napisy CHB/Demigod/PJ i te sprawy), skakałam, uświadamiałam wszystkich że wychodzi BoO i ogólnie byłam mega podjarana. Bogom olimpijsim dzięki, że w środy mam tylko cztery lecje! O 13.25 poleciałam na peron, wsiadłam do SKM-ki i pojechałam do galerii handlowej. Tak się zapędziłam, że nie zauważyłam tego, że wsiadłam do sprintera >.<. Na szczęście wysiadłam na stacji końcowej, złapałam kolejny pociąg i przejechałam jeszcze jedną stację. Wtedy radoście wbiłam do Riviery, pobiegłam do Empika, zgarnęłam z półki przedostatni egzemplarz "Krwi Olimpu" i poszłam do kasy. Potem zajrzałam jeszcze do Matrasa, a na peronie kupiłam sobie kawę i zaczęłam czytać. Teraz jestem nieco po setnej stronie ^^. A teraz wstawię Wam wspaniałe zdjęcie fragmentu mojej książki, popilnuję chwilę brata i lecę dalej czytać. Dupa, że lekcje jeszcze czekają!
1385373_314125345446433_3676162230431705613_n.jpg
  • awatar Potterwarta: Gratulacje ;)
  • awatar ♪ The Last Song ~ Os: Tez mam ta książkę ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

dziewczynkawglanach
 
Nie publikowałam tego jeszcze. Otóż, na Obozie Herosów ułożyliśmy hymn, każdy pokój coś o swoim boskim rodzicu... My, pokój Hery, miałyśmy dwunastą zwrotkę:
"Idzie Hera pełna stresu
bo dostała dziś piorunem
Bo dostała dziś piorunem
i się bardzo tym przejmuje".
Stoję w pierwszym rzędzie, szara koszulka i czarna grzywa jeśli ktoś byłby zainteresowany :D. Ten nasz piękny fałsz <3.

Będę to sobie puszczać w trakcie roku szkolnego, momentalnie dodaje energii i przywołuję wspomnienia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

ryugopor
 
Jako, że w drugim etapie mamy zrobić przeróbkę jednego zdjęcia i powiedzieć czyją córką/synem/nieznanej płci dzieckiem chciałabym być.. To zacznę od drugiego, bo pierwsze mnie nadal rozbraja. Pamiętajcie. Danie Goprowi przerobienia czegoś bez żadnych warunków to jak zapytanie się nudysty o wygląd nagiego faceta. Nie wychodzi zbyt to dobrze. >_>

Więc~~~
I.

Po zastanowieniu chciałabym być córką/synem/czymkolwiek Morfeusza.. Czemu? Ekhem, przybliżmy sobie postać Morfeusza.. Jest to "bóg i uosobienie marzeń sennych. Postać o wielkiej mądrości."
Wiadomo.. Jako, że lubię wiedzę to mogłabym być też córką A(n)teny, ale nienawidzę sów. I to zbyt mainstreamowe.. A jako córka/syn Morfeusza mogę sobie spać ile chcę i kiedy chcę. A ja spać kocham. Możliwe też, że jeśli byłabym bardziej zdolna to mogłabym wchodzić to snów innych i patrzeć jak bardzo mają chorą wyobraźnię. Albo widzieć z kim chcą uprawiać seks, też ok. Sny to wspaniała rzecz. Dlatego chciałabym być córką/synem Morfeusza. Greckiej wersji, bo wolę obóz grecki. ;u;

A teraz przeróbka~

Najpierw pokażę wam oryginał:

just_the_percy_jackson_gang_by_ch.jpg



A teraz...
...
...
..
.
.
..
..
..
~(^u^~)

PRZERÓBKA BY MUA~~~


PJ-edycjagopra.png



Nadal z tego nie mogę. x'DDD Jestem geniuszem zua..

So, see you~
 

hoshichan
 
i tak to właśnie widzę.
tylko nie wiem jeszcze jak z tego wybrnąć.

dziś urodzinowy wyjazd do kuźnicy^^
pogoda nie dopisała, ale może przynajmniej zabawa będzie dobra?
nici z moich planów imprezy na "plaży" xD
tylko najpierw musze trafić do tej całej kuźnicy...
other girls.jpg


_________________________________
Aurora.
Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. W obozie wszyscy byli dla mnie mili, ale miałam wrażenie, że to z powodu mojego ojca. Nikt z nich nie chciałby go obrazić. A może się mnie bali? Mojej mocy, nie miałam pojęcia, ale przerasta mnie to. Nie prosiłam o takie życie. Nie chciałam tej mocy, a jednak ją otrzymałam. Pewnie uważają, że to niesprawiedliwe. Ale przecież nie miałam wpływu na to, kim są moi rodzice. Nawet mój przyrodni brat odnosi się do mnie z rezerwą. Jakbym była najgorszą rzeczą jaka go w życiu spotkała.
Skierowałam się w  stronę plaży. Ocean zawsze działał na mnie kojąco, choć teraz już wiem ,że to za sprawą ojca. Że nic w tym dziwnego. Słone powietrze wypełniło moje płuca, co rozjaśniło mi myśli. A może to ja się od nich odcinam? Zdjęłam buty i zanurzyłam stopy w wodzie. Poczułam przypływ energii. Z obozu dochodziły wesołe głosy i śpiewy, właśnie zaczynało się ognisko. Odwróciłam się od tego i  znalazłam się w swoim królestwie, gdy woda zamknęła się nad moją głową. Moje ubrania pozostały suche, a oddychanie nie stanowiło dla mnie problemu. Spacerowałam po dnie odganiając ciekawskie ryby, nie miałam ochoty na ich towarzystwo. Nagle znalazłam się u wylotu podwodnej jaskini. Bez cienia lęku i wątpliwości zagłębiłam się w mrok…

FairyBlue.

ps.
palło kocham cię baaaaardzo, baaaaardzo.
i wszystkie tęsknimy za tobą <3
  • awatar kicia^^: ` haha ''Sorry Mario, twoja księżniczka jest w innym zamku'' !!GENIALNE!! ;DD + wbij do mnie ;*
  • awatar .Curly.: eh... ja mam wrazenie ze nawet nie ma takiego Mario ktory chcialby trafic do takiej ksiezniczki,która ostatnio widze stojac przed lustrem,ale tekst dobry. ehh nam też Palły brakuje na scenie. dołączam sie.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hoshichan
 
星FairyBlue: Z ARCHIWUM HEROSÓW

"Pierwsze promienie słońca musnęły moją skórę, gdy z zachwytem wpatrywałam się jak ogromna różowawa tarcza powoli wynurza się z oceanu. Z łatwością wyobraziłam sobie złoty rydwan ciągnięty przez dwa piękne konie. I przystojnego boga, który odgarnia z czoła złociste włosy, jego lśniąca zbroja odbija promienie oślepiając każdego, kto ośmieli się na niego spojrzeć. Pomyślałam, że warto by namalować taką scenę… Przymknęłam oczy próbując zdecydować się, czy słoneczne bóstwo ma mieć brązowe, czy piwne źrenice. Gdy je otwarłam w odbiciu w szybie dostrzegłam swojego tatę.
Kręcił głową z niedowierzaniem. Odkąd pamiętam próbuje zastać mnie śpiącą o wschodzie słońca, stało się to dla nas swego rodzaju grą. Po prostu nie potrafię spać, gdy słońce wstaje.
-Przykro mi – odezwałam się pierwsza.- Znowu ci się nie udało.
Tata uśmiechnął się krzywo i powiedział widząc, że podchodzę do sztalugi:
-Za godzinę śniadanie, nie spóźnij się, proszę.
Zbyłam go machnięciem ręki i sięgnęłam po ołówek. David i Anna nie byli moimi prawdziwymi rodzicami. Adoptowali mnie, gdy byłam mała, sami nie mogli mieć dzieci, więc całą swoją miłość (i pieniądze) przelali we mnie. Co roku jeździmy w różne ciekawe i odległe miejsca w wakacje. Tym razem przyszło nam je spędzić na Azorach, gdzie tata ma wille. David jest prezesem wielkiej europejskiej firmy i jednego banku. Anna z zawodu jest architektem, a z zamiłowania historykiem sztuki antycznej. To ona zainteresowała mnie mitami i sztuką starożytnej Grecji. Uwielbiam malować sceny mitologiczne, albo swoje wyobrażenia bogów. Kilkoma pociągnięciami ołówka zarysowałam sylwetkę Apolla.
Wyjrzałam przez okno zajmujące całą ścianę, dzięki któremu miałam doskonały widok na wschód. Ocean mienił się złoto odbijając promienie słońca, tego dnia miał głęboką zieloną barwę. Niezwykle mnie fascynował i pociągał… bezwiednie podeszłam do okna, otwarłam przeszklone drzwi i znalazłam się na małym balkonie. Spojrzałam w dół, na fale, które rozbijały się o wulkaniczne skały. Wydawało mi się, że na jednej z fal dostrzegłam twarz, niezwykle piękną twarz. Kobiety z długimi, niebieskimi włosami w które wplecione miała wodorosty i małe muszle, a nawet perły. Jej zielone oczy przesłaniały gęste rzęsy. Zniknęła równie nagle jak się pojawiła. Oparłam się plecami o balustradę balkoniku. Stanowczo za mało sypiam, za wcześnie wstaję… ale nie potrafię spać dłużej, mój zegar biologiczny budzi mnie zawsze tuż przed wschodem słońca. Wyobraźnia płata mi figle. I to nie pierwszy raz. Zawsze wydawało mi się, że drzewa mają kobiece twarze, widywałam zielone, młode dziewczyny wystające z pni drzew, bladoskóre kobiety machające do mnie spod powierzchni rzek, jezior. Często je maluje. Jakiś czas temu zobaczyłam dziewczynę inną niż dotychczas. Była gwieździsta noc, księżyc w pełni świecił jasno oświetlając gaj oliwkowy, byliśmy w tedy na wakacjach w Grecji. Z okna mojego pokoju dostrzegłam dziewczęcą postać stojącą na skraju lasu. Światło księżyca nadawało jej srebrzystego blasku, ciemne włosy miała obcięte krótko, rozświetlała je srebrna przepaska, zdobiła jej czoło niczym diadem, czy tiara. W ręku trzymała łuk, drugą opierała o drzewo. Jest to jeden z moich ulubionych obrazów, ciemne odcienie błękitu, granaty rozjaśnione bladym blaskiem księżyca.
-Aurora!"
__________________________________
nowy pomysł. realizacja ruszyła^^
na podstawie "Percy Jackson..." Ricka Riordna.
 

queentights
 
queentights: dziś w końcu skończyłam czytac "artyste zbrodni" i mogę zająć się inną książka, ale też serialami, które oglądam.
a jest ich naprawdę sporo :D bo zaczynam coś oglądać po kilku odcinkach chcę czegoś nowego, ale do tego jeszcze wracam. tak więc, oglądam :
1. plotkarę - na razie czekam na nowe odcinki
z5038588X.jpg


2. pamiętniki wampirów - na razie czekam na nowe odcinki
pamietnik_wampirow.jpg


3. słodkie kłamstewka - jestem na s03e04
gqutnl.jpg


4. the firm - jestem na s01e17
tnt24.info_The_Firm_S01E18_HDTV_x264-2HD_ENG_.mid_5578__469327.jpeg


5. za wszelką cenę - jestem na s02e19
miobi.jpg


6. gotowe na wszystko - jestem na s04e10
(kiedyś obejrzałam do 6 sezonu, a teraz oglądam od nowa do końca)
z5633298X.jpg


7. zbuntowani
(kiedyś oglądałam i nie doszłam do końca, gdy będę mieć trochę czasu to znowu zacznę od początku)
Obraz2511.jpg


8. herosi
(kiedyś oglądałam i nie miałam więcej odcinków więc przestałam. zamierzam obejrzeć całość)
herosi_mini.jpg


9. zagubieni
(kiedyś oglądałam, ale pogubiłam się i przestałam. zamierzam jeszcze obejrzeć całość)
5.jpg


10. greek
(kiedyś oglądałam, ale nie było chyba odcinków i przestałam. ale na pewno wrócę do tego serialu jak tylko będę miała czas)
48443283.jpg


11. melrose place
(obejrzałam 2 lub 3 odcinki. serial nawet fajny ale trochę nie miałam na niego czasu)
Melrose-Place-Season-1-cast-promoshoots-melrose-place-8210283-2500-1667.jpg


12. seks w wielkim mieście
(niby klasyka, ale mi się za bardzo nie podoba. oglądałam bo chciałam obejrzeć filmy, a pomimo tego że odcinki są 20 minutowe i tak nie skończyłam...)
Sex-City-Iconic-Missteps.jpg


13. hellcats
(zaczęłam, ale z braku czasu porzuciłam, może do niego wrócę)
hellcats-promotional-group-photo.jpg


14. na powierzchni - obejrzałam cały
z6867219G.jpg


15. internat - obejrzałam cały
(świetny serial!!)
el-internado.jpg


16. nieustraszony - obejrzałam cały
(bardzo fajny)
watch-knight-rider.jpg


17. weronika mars - obejrzałam cały
r,id,d140NTA7aF4yNzU7dV5odHRwOi8vaS53cC5wbC9hL2YvZmlsbS9vcmcvMDkvMzkvMDA4MzkwOS5qcGc7dF5qcGc7c15zZXJpYWxlO2Z0XjE=.jpg


parę już obejrzałam, ale na pewno szłoby mi szybciej gdybym oglądała jeden, później drugi. a ja zaczynam 10 na raz i tak się kończy (: jeśli was interesuje o czym jest dany serial i jak bardzo mi się podoba to napiszcie do mnie lub w komentarzu. chętnie udzielę odpowiedzi :D
  • awatar Luflee fashion ♥: JEZU ILE SERIALI XD Ja na necie tylko 4, ale jeden się skończył po 1 sezonie :/ - The Secret Circle. A z innych to co ty TVD, GG i PLL :) Ale chcę zacząć coś nowego ;)
  • awatar queentights: @Luflee fashion ♥: oh zaczęłam oglądać TSC ale już pierwszy odcinek mi się nie podobał! i dalej nie oglądałam
  • awatar deranged: Zbuntowani<3
Pokaż wszystkie (7) ›
 

fakesmileguy
 
Postać Akkarina można spotkać w 3 tomach "Trylogii czarnego maga" Trudi Canavan. Realia przedstawione w książce to swoiste średniowieczne fantasy.

Jest tylko jedna "oficjalna" gildia na świecie po wielkiej wojnie magów, która skupia wszystkie magiczne talenty członków szlacheckich rodzin. Zwykły szary obywatel nigdy nie jest brany pod uwagę jako potencjalny uczeń, gdyż jakby to wyglądało. Szlachcic z wieśniakiem, ramię w ramię rzucający ogniste kule...
Oczywiście nigdy nie mów nigdy. W czasie dorocznej czystki (wyrzucanie części niższych warstw poza obręb miasta w celu minimalizacji, bezskutecznej zresztą, działalności złodzieji) ujawnia się magiczny talent u dziewczyny z niższych warstw.

Tyle o książce a właściwie jej rozpoczęciu. Omawiana przeze mnie postać pełni rolę wielkiego mistrza w Gildii magów. Już przy samej nominacji zapisał się jako najmłodszy czarodziej pełniący tę funkcję w dziejach gildii. Działo się tak za sprawą niewyobrażalnej mocy, która posiadał. Nikt oczywiście nie zdawał sobie sprawy jak i gdzie ją uzyskał. Co jak co, magowie jednak w miarę szanowali swoje sekrety.

Postać jest niesamowicie klimatyczna. Na początku opowieści skryta, groźna, czasem agresywna, jednak w miarę rozwoju akcji, widać jej brzemię. Czytelnik zaczyna być po jej stronie aż do samego końca.

Bałem się, że będzie to kolejny bohater, który w imię zasad poświęci wszystko i tak tez było w istocie. Pojawiły się jednak wyjątki.

Akkarin w obliczu zagrożenia swego życia potrafił poświęcić pewne jednostki aby uratować własną skórę. Oczywiście później tego żałował, a ja wreście widziałem w nim człowieka.

Późniejsze perypetie z główną bohaterką pokazywały coraz to więcej ludzkich stron maga.

Fabuła książki jest momentami przewidywalna tak więc nawet ten bohater troszkę na tym traci. Jednakże zapadł mi w pamięć jako z jednej strony typowy ale i ludzki mag, a z drugiej jako majestatyczny i inteligentny mężczyzną, z którym można się utożsamić.

P.S. Swoją drogą w książce przedstawiony jest ciekawy system magii.
  • awatar Sąsiadka: ciekawe, ciekawe...jeszcze troche i zacznę czytac fantastyke :)
  • awatar FakeSmileGuy: @Sąsiadka: Jak ze wszystkim, czasem warto a czasem to strata czasu :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

fakesmileguy
 
Skończywszy dziś czytać 3 tom cyklu "Czarnego Maga" zainspirowałem się do stworzenia nowego działu na blogu. Nazwę go Herosi lub bardziej pompatycznie.

O ile pomysł z komentarzami do plotek nie wypalił (głównie dlatego że nie chciało mi się po 2 wpisie tego robić) to tutaj raczej znajdę chwilę aby opisać parę naprawdę wartych uwagi postaci.

Pierwszy wpis niebawem:)
 

shows
 
shows: Kolejna nowość dzisiejszego ranka to ostatni odcinek (s4e19) #heros #herosi jak zawsze do obejrzenia na bit.ly/c55Qp8 #seriale
 

 

Kategorie blogów