Wpisy oznaczone tagiem "historyjki" (51)  

landrynkaxox
 
GoOdMoRnInG ! :)

Wybaczcie, że tak długo nie pisałam (ostatni post był tydzień temu). Ale nie miałam czasu ponieważ pomagałam szykować Komunię siostrze. Wiecie, buty, ozdabianie sali, suknia i te sprawy . Wczoraj byłam z rodzicami zobazyć jak wygląda sala. Była ozdobiona cudnie ! Motyw przewodni: bluszcz, który świetnie wyglądał w połączeniu z białym kolorem.Są tam też różne zwierzęta m.in Kucyk ! ;3.  Dodam Wam później zdjęcia. Wszystko zazyna się o dwunastej, jednak trzeba wyjść szybciej. Kupiłam sobie wczoraj taką śliczną, różową sukienkę, specjalnie na tę  okazje :) Nie mam jej zdjęcia na tablecie niestety, dodam wiec później, lub po prostu zrobię klasycznego "edita" c;.

Żeby nie było sucho, dodam jakichś kilka zdjęć c; To zdjęcie jest z wczoraj, jak malowałam paznokcie na dziś. Efekt końcowy jest nawet spox, są różowe z brokatem, aby było naturalnie, i pasowało do sukienki :)
IMG_20150523_204713.jpg

To mnie rozwaliło.. ;/ .

received_356823671162934.jpeg


To jest akurat prawda, bo potrafię czytać z twarzy :)
received_409319512580016.jpeg


_______________________________________________________________________________



#Mrs #Charming
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

ebook-dla-dzieci
 
Autor: Wojciech Filaber  

Historyjki dla dzieci w języku polskim i angielskim” to najnowsza propozycja Wojciecha Filabera dla najmłodszych. Dwujęzyczne opowieści przeznaczone są zarówno dla dzieci dwujęzycznych, jak i do nauki angielskiego dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z poznawaniem nowego języka. Napisane prostym językiem, historyjki przenoszą najmłodszych w barwny i zagadkowy świat zwierząt, które nie tylko muszą czasem walczyć o przetrwanie, ale także, podobnie jak ludzie, jedzą kanapki z serem lub dżemem, piją mleko, pieką placki, oglądają telewizję czy poznają nowych przyjaciół. Te krótkie opowieści pomogą nie tylko zapoznać się ze zwyczajami panującym w zwierzęcym świecie, ale także będą świetnym wstępem do nauki języka angielskiego.


Szczegóły publikacji:
czytajnas.nextore.pl/(…)historyjki_dla_dzieci_w_jez…

Więcej ebooków z działu "dla dzieci i młodzieży", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-dla-dzieci-i-mlodziezy.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Załóż konto w Nexto i oszczędzaj nawet do 80%.
masz24.pl/nexto-nexpresso-premium.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

adalija
 
kartki z kalendarza..jpg

Lubię wyzwania fotograficzne bo to działa mobilizująco. Przy okazji udziału w jednej z takich zabaw wpadłam na pomysł aby wplatać podane  hasła w pogodynkowe historyjki.
Dlatego tym razem postanowiłam się zwrócić także do innej grupy osób niż zazwyczaj, Do tych co lubią pisać opowiadania. Oczywiście można też zamieszczać rozmaite historyjki
na lalkowych blogach. Wiele z Was je przecież chętnie układa. Karolci i Anulce byłoby miło.
A teraz oddaję głos Karolci.
Z pamiętnika Karolci.jpg

To był jeszcze bardziej deszczowszy dzień niż wczoraj.
Właśnie Marcela mi powiedziała, że kiedy się mówi bardziej to nie wszy więc zapytałam Encyklopedyka jak można zastąpić słowo bardziejszy i zaczynam od nowa.
Dziś było więcej wszy niz wczoraj.
Marcela znowu się czepia, że raczej deszcz był intensywniejszy bo nie padał cały czas ale za to ubranie po przejściach można było wyżymać i  w taką pogodę to lepiej jest siedzieć w domu
i opowiadać bajki albo pisać opowiadania,
i moglibyśmy sobie urządzić podobną zabawę jak u Maveriki z blogu lalkami na blogspocie tylko, że literacką.
Więc wobec tego wymyślaliśmy słowa jakich należałoby użyć w opowiadaniu. I to nie musi być najważniejsze słowo w rozdziale tylko trzeba je jakoś podkreślić n.p. wielkimi literami albo w tytule.
Opowiadanie może być nowe albo konynuowane i o czym się chce. Rozdział powinno się zamieścić w poniedziałek bo jakby padało to można go  napisać w tym nooo  łyk .. zapomniałam ... w wolne dni
a jakby w wolne dni było słońce to powinno się napisać już w czwartek ale to nie jest obowiązkowe kiedy się pisze i nawet można się spóźnić z zamieszczeniem.
Prosimy o podanie informacji na swoim blogu o tym, że bierzecie udział w wyzwaniu literackim Karolci i Anulki aby inne osoby, które też lubią takie zabawy mogły wziąć udział. Zamieszczajcie linki do swoich opowiadań pod naszymi poniedziałkowymi wpisami aby dać się znależć ewentualnym czytelnikom.
Pozdrawiam Was od siebie i tej małpy Anulki. Karolcia.
Wyzwanie literackie.jpg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

candy51
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

candy51
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

zz56912
 
Witamy na naszym pingerze!
Prowadzą go: Landryna, Truposzka, Malinka i Blondi :D
Będziemy tu wstawiać śmieszne i zboczone treści (historyjki, obrazki, żarty, cytaty)
Życzymy miłego przeglądania !

PS. Mamy nadzieję, że nie poślecie nas do psychiatryka ;) xD
 

natalia246
 
Gdy otworzyłam mozolnie oczy nie wiedziałam gdzie jestem. Uświadomiłam to sobie dopiero po paru minutach. Zerwałam się z podłogi. Spałam jak suseł, a godzina na zegarze ściennym wskazywała 10 rano. Szybko doprowadziłam się do porządku, posprzątałam za sobą i wyszłam starannie zamykając drzwi.
- Aniu? – odwróciłam się zdziwiona. Piotr patrzał na mnie jak zbity szczeniak.
- Co ty tu robisz?
- Filip mi powiedział, że cię tu znajdę. Jeśli chodzi o tą szkołę… nie musisz iść jeśli nie chcesz. Mogę cię wypisać.
- I tak bym nie poszła i tak.
- Wiem. Przepraszam cię. Zachowałem się jak idiota.
- Tak to prawda.
Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Już dawno wybaczyłam Piotrkowi. Tak naprawdę nie umiałam się na niego długo gniewać.
- Jesteś głodna. Może chciałabyś pójść ze mną do restauracji na śniadanie? Ja stawiam.
- Chętnie. – tak naprawdę, nie miałam zamiaru odmawiać. Nie marzyłam o niczym innym jak o jedzeniu. Kiedy byliśmy na miejscu zamówiłam chyba wszystkie potrawy jakie były w menu. Dosłownie rzuciłam się na jedzenie, a Piotr z uśmiechem mi się przyglądał popijając swoją kawę.    
- Nie powinieneś być w szkole?
- Zrobiłem sobie wolne.
- Aha… Wiesz, Filip mówił, że nie pasujesz mu na nauczyciela.
Piotr nagle mocno się zmieszał. Poczułam, że coś jest nie tak.
- Piotr? Czy ty chcesz mi o czymś powiedzieć.
- Nie.
- Mów.
Westchnął głęboko i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Tak naprawdę, Aniu, to mam jeszcze inną pracę poza szkołą. Właściwie edukacja to tylko takie dorywcze zajęcie. Uczę tylko w poniedziałki i środy. Większość dni, zajmuję się pracą dla… Filipa.
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Nic nie układało się w kupę. Kompletnie skołowany próbowałam ustalić czy nie kłamie, ale on spuścił przezornie oczy.
- Pracujesz dla Filipa?
- Tak.
- Czyli… okłamałeś mnie.
- Po prostu nie powiedziałam ci wszystkiego.
- Ale przecież on jest od ciebie młodszy… o 6 lat.
- Młodszy nie znaczy głupszy.
- Co dla niego robisz?
Nie odpowiedział.
- Wiesz, chyba lepiej już pójdę.
- Aniu…
-  Nie ważne.
- Ty też nie chcesz mi powiedzieć prawdy! – popatrzyłam na niego zbulwersowana. Jak mógł mi wypominać coś takiego?! Ja mu nie mogę nic powiedzieć. On mógł. Czemu więc tego nie zrobił. Pokręciłam tylko głową, wstałam, i odeszłam od stolika.
Włóczyłam się po ulicach Nowego Jorku, jak bezdomna. W sumie to była prawda. Byłam bezdomną. Czemu nie mogłam żyć tak jak ludzie, których omijałam? Zadowoleni rozmawiali przez swoje dotykowe telefony, w modnych ciuchach, radośnie korzystający z życia. Tylko ja jedna tu nie pasowałam. Byłam żadna. Drobna dziewczyna o brązowych długich włosach z fioletowymi końcówkami, potarganymi rurkami i skórzaną kurtką, którą dostałam od Piotra.
Z zamyślenia wyrwał mnie pewien głos.
- Ania!
Zesztywniałam. Chciałam uciec, jednak on, złapał mnie za rękę. Moje nogi przypominały dwa głazy. Co jeszcze złego mnie dziś spotka.?
***
- Szukałem cię.
- Sebastian… to chyba nie najlepszy czas.
- Błagam. Możemy porozmawiać?
Spojrzał na mnie tymi błękitnymi oczami niewinnego dziecka. Nie sposób mu było odmówić.
- No dobrze.
Usiedliśmy na jednej z ławek w parku.
- Chciałem cię za wszystko przeprosić. To co wtedy zrobiłem… byłem naćpany. Mogłaś umrzeć… gdyby coś ci się stało… - ukrył twarz w dłoniach.
- Sebastian… nie cofniesz tego co się stało.
- Ale ja naprawdę żałuję. Obraz kiedy leżałaś tak na ziemi… prześladuje mnie cały czas. Już nawet nie biorę. Przysięgam. Wybaczysz mi? Tak strasznie żałuję.
Chwycił mnie za rękę i popatrzał głęboko w oczy. Żal mi go było.
Zależało mi na nim bardziej niż na kim kol wiek. Kiedy powiedział, że nie bierze, to naprawdę poruszył moje serce. Próbował się dla mnie zmienić. Musiałam to docenić. Pomimo tak wielu sprzeczek bardzo go kochałam. Wiele razem przeszliśmy i był dla mnie bardzo ważną osobą.  
- Już dobrze. – wyszeptałam. Pocałował mnie.
- Chodźmy.
Obejmując się czule, wróciliśmy na stare śmieci. Jednak coś mnie przytłaczało. Wcale nie czułam się doskonale. W głowie miałam Piotra. Musiałam się od niego odciąć. Wiele dla mnie zrobił i byłam mu naprawdę za to wdzięczna, ale to koniec. Koniec tamtego rozdziału. Koniec Piotra.

***
Spędziłam z Sebastianem namiętną noc na dziurawym materacu i jeszcze lepszy dzień. Był cudowny gdy nie był na haju. Zdążyłam już mu wybaczyć wszystkie te okropieństwa. Wszystko miało wrócić do normy. Próbowałam go również namówić aby skończył ze sprzedażą dragów jednak tego nie mógł mi zagwarantować. Kategorycznie odmówił usprawiedliwiając się tym, że inaczej pomrzemy z głodu. Jeśli o mnie chodzi to już nie kradłam. Ostatnie wydarzenia dały mi na tyle do zrozumienia, żeby zatrudnić się w jakimś barze.  Pracowałam od 9 do 16 i wcale nie narzekałam. W dodatku mogłam ukradkiem co nieco podjeść. Byłam zadowolona, że moje życie toczy się w ten sposób. Zamierzałam zacisnąć pasa i może kiedyś, kiedyś wynająć jakieś prowizoryczne mieszkanie dla mnie i Sebastiana. Planowaliśmy wspólną przyszłość.
- Kochanie muszę dziś wyjść. Będę może za 2 godzinki. – oznajmił Sebastian kiedy  wróciłam ze swojej dniówki.
- Dlaczego?
- Chciałbym coś załatwić. Niedługo będę.
- No dobrze…
Próbowałam okiełznać narastającą we mnie panikę. Powinnam mieć do niego pełne zaufanie ale w jego przypadku nie było to możliwe. Trzeba się o niego ciągle troszczyć. Bałam się kiedy opuszczał mnie na tak długo. Bałam się, że znów wróci na haju. Ale przecież powiedział, że już nie bierze. Przez ostatnie 5 dni był naprawdę trzeźwy. Może kilka razy zapalił wraz ze mną papierosa i tyle. Byłam z niego bardzo dumna.
- Nie martw się. – powiedział czytając moje myśli. Uśmiechnął się i pocałował na pożegnanie.
Usiadłam i zaczęłam gryzmolić coś bez sensu w starym zeszycie. Próbowałam się odstresować.
Minęła godzina. Sebastianowi zostało jeszcze kolejne tyle. Nerwowo stukałam butem o ziemię. Nagle ktoś chwycił mnie od tyłu za ramię. To Sebastian wrócił! Zrozumiał, że się o niego martwię.
Jednak po chwili zerwałam się na równe nogi. To wcale nie był Sebastian. Moje serce zaczęło swój nerwowy galop. Chciałam puścić się pędem, jak zwykle kiedy coś mnie przerastało jednak on przewidział mój ruch. Chwycił mnie mocno za rękę.
- Aniu. –wyszeptał błagalnie.
- Piotr. Co tu robisz?
- Wróć do domu. – powiedział i zajrzał mi głęboko w oczy.
- Do jakiego domu? Twojego? Tu jest mój dom. Słuchaj, dziękuję ci za wszystko ale nie chce mieć z tobą nic wspólnego.
- Chodzi ci o to, że cię okłamałem? Że pracuję dla Filipa?
- Słuchaj nic mnie to nie obchodzi! Tam jest twoje życie, tu jest moje. Wybaczyłam Sebastianowi i znów jesteśmy razem.
- Wybaczyłaś temu gnojowi?! – nagły przypływ złości zmienił jego twarz.
- Nie nazywaj go tak! I nie przychodź tu nigdy więcej. – powiedziałam wyrywając się. – Powinieneś już iść.
- Aniu, nie rozumiesz, że u mnie będziesz bezpieczna? Przecież wtedy kiedy byłaś u mnie…
- To było wtedy a teraz jest DZIŚ. Poza tym jak ty to sobie wyobrażasz?! Mam u ciebie mieszkać cały czas na twojej łasce?
- Znalazł bym ci mieszkanie. Wykupiłbym jakieś.
- Daj spokój. Żegnam.
Piotr popatrzył na mnie z bólem. Nic nie powiedział tylko odszedł rzucając mi spojrzenie w stylu ‘’przynajmniej próbowałem’’.
Opadłam na schody ukrywając twarz w dłoniach.
***
Po trzech godzinach ujrzałam Sebastiana wchodzącego przez obdrapane drzwi.
- Miałeś być ponad 2 godziny temu.
- Oj wybacz. Chyba nie tęskniłaś zbyt mocno co?
Położył się obok mnie na materacu obejmując mnie łapczywie.
- Ćpałeś. – powiedziałam oskarżycielsko odsuwając się na bok. Sebastian zmarszczył się.
- Nie prawda. Jak możesz? Przecież ci powiedziałem, że nie biorę. – westchnęłam.
- Wiem.
Zaczął rozpinać moją koszulkę, schodząc pocałunkami na szyję. Chwyciłam gwałtownie jego rękę.
- Sebastian, nie dziś.
- Dlaczego – spytał przymilnym głosem nie przerywając swoich działań. Odsunęłam się.
- Bo nie mam ochoty. – nagle  jego zabawowy nastrój odszedł jak ręką odjął. Spojrzał na mnie spode łba.
- Ale ja mam. – po czym zamknął mnie w żelaznym uścisku. Wyrwałam się gwałtownie i uciekłam. Usłyszałam na odchodnym swoje imię.
Pobiegłam w najciemniejszy zaułek w ulicy, do którego często zaglądałam. Popłakując cicho, chwyciłam swój zniszczony gruby zeszyt, który podarowała mi starsza kobieta w zamian za uratowanie jej pieska z wody.
Nagle coś poruszyło się w ciemności.
- To też jest twoje sekretne miejsce? – usłyszałam grobowy ton. Z pewnością należał do dziewczyny, jednak nie umiałam dostrzec jej twarzy.
- Tak jakby…
- Dlaczego płaczesz? – kiedy odpowiedziała jej głucha cisza dodała: - przez jakiegoś sk****ela?
Zamknęłam ciasno oczy i pokiwałam leciutko głową. Z moich oczu znów popłynął potok łez.
Dziewczyna wyłoniła się z ciemności. Była szczupła, średniego wzrostu z wielkimi zielonymi oczami. Jej ciało było na pewno bardzo pociągające. Skąpy strój, prezentował prawie wszystkie rzeczy jakimi obdarzyła ją matka natura, a było tego dużo. Głowę pokrywała burza czarnych loków. Zobaczyłam, że jej makijaż jest całkowicie rozmazany. Tusz do rzęs właściwie był na całej twarzy. Miała nabrzmiałe od płaczu oczy, które jednak patrzyły na mnie inteligentnym i jakby chytrym wzrokiem. Bez wątpienia była bardzo ładna.
- Faceci są popieprzeni. Nigdy nie wiesz na jakiego trafisz… Vicky jestem. – wyciągnęła do mnie rękę z pomalowanymi na czarno paznokciami. Uścisnęłam ją przyjaźnie.  
- Ania. Co się stało? – Vicky popatrzyła na mnie i westchnęła głośno. Nie chciałam jej naciskać, ale jakoś sama tak wypaliłam.
- Facet z którym byłam. No mówię ci po prostu koleś idealny. Ciacho i do tego dziany. Marzenie każdej laski. Dziś mieliśmy się spotkać u niego w domu. Wiesz POGADAĆ. Jednak on chyba nie miał w swoim słowniku takiego słowa. Jak tylko weszłam zaczął się do mnie dobierać. Skurczybyk był silny ale moje obcasy były jeszcze silniejsze. Uciekłam w ostatnim momencie.  – jej podarta, prześwitująca bluzka mówiła sama za siebie.
- A to gnój. Może po stroju zinterpretował źle twoje zamiary… - dziewczyna popatrzyła na mnie spode łba.
- Nie mieszaj w to stroju. Ubieram się tak jak lubię, i nie mam zamiaru tego zmieniać. Wszyscy ludzie osądzają mnie po ubraniu, a to, że jestem łatwa, że d****a. Czasami mam ochotę takiemu wygarnąć. To jak się ubieram, nie powinno być żadnym usprawiedliwieniem dla jakiegoś zboczeńca. Poza tym szczerze ci kochana powiem, że twoje obcisłe szorty i fioletowe końcówki też nie wyglądają jakbyś była anielicą. – to prawda. Za pieniądze zarobione w barze kupiłam sobie jakiś letni strój, ponieważ zima opuściła Nowy Jork tak gwałtownie, że nawet nie zdążyłam się nacieszyć śniegiem.
- To prawda.
- No a tobie co się stało?
- Mój chłopak pije, pali, ćpa i nie wiadomo co jeszcze. Ostatnio twierdzi, że już nie bierze. Jakoś nie jestem przekonana, ale faktycznie zachowuje się o niebo lepiej i nie wygląda na naćpanego. W dodatku ostatnio był dla mnie taki miły. Jednak dziś rzucił się na mnie mimo moich protestów. Też uciekłam. Sama nie wiem co robić…  - zastygłam zdziwiona. Zwykle tyle nie mówię. Nie otwieram się, wolę pewne sprawy zatrzymać dla siebie, jednak teraz słowa popłynęły jak rzeka. O dziwo ulżyło mi. Vicky słuchała z zainteresowaniem tak jak ja ją. Coś w niej sprawiało, że chciało mi się mówić. Może dlatego, że była taka swobodna i nie naciskała tak jak inni. No i nie miała do mnie o nic pretensji.
- Kopnij go w dupę, tak jak ja zrobiłam.
- Tylko, że ja go kocham…  - Vicky wybuchnęła śmiechem.
- Żebyś się nie zdziwiła… Matko ulżyło mi. Fajnie się do ciebie gada.
- I Vice versa.
- A tak w ogóle to dobierał się do ciebie w twoim domu czy jego?
- … ja nie mam domu.. i on też nie. – Vicky popatrzyła na mnie zdezorientowana. Chyba zrobiło jej się głupio ale wzruszyła tylko ramionami.
- Takie jest życie. – powiedziała puszczając mi oczko. Popatrzyłam na nią promiennie. Polubiłam te jej nieokiełznane loki wraz z jej właścicielką.
Dowiedziałam się od niej, że ma 18 lat, które skończyła w marcu. Pokłóciła się z rodzicami i wyprowadziła z domu do wynajętego przez siebie mieszkanka. Teraz pracuje w restauracji ale za niedługo podobno zostanie szefem bo bardzo dobrze jej idzie. No i wszystko co ekscentryczne, wyzywające i niecodzienne nie jest jej obce.
- Wiesz co laska? Da się ciebie lubić. Na serio. A ja nie wiele dziewczyn lubię.
- Ja tak samo. – powiedziałam uśmiechnięta. Grobowy nastrój przeszedł jak ręką odjął. Siedziałyśmy jeszcze przez chwile żartując jacy to faceci są głupi i nie okiełznani. Sama nie wiem kiedy, ale opowiedziałam jej całą moją historię. Łącznie z Piotrem, szpitalem, szkołą a nawet Filipem.
- Ty a co powiesz na to, żebyśmy wybrały się dzisiaj do klubu na dyskotekę? Ja stawiam. No wiesz uczcić naszą mądrość i głupotę płci przeciwnej?
- Super pomysł!
- Kochana nastaw się na to, że moje pomysły zawsze są super.
***
W życiu nie bawiłam się tak dobrze jak z Vicky wczorajszej nocy. Szalałyśmy chyba sześć godzin. Zakładałyśmy się które z iloma chłopakami zatańczy, i ilu poderwiemy. Dostałam nawet od kilku numer, który był jedynym dowodem na to, że w ogóle tam byłam. Wypiłam tyle, że nie pamiętam kompletnie nic. Wiedziałam tylko, że było zajebiście a wyśmienity humor nie opuszczał mnie przez resztę dnia. Vicky odprowadziła mnie chwiejąc się non stop i mówiąc pomiędzy fazami czkawki , że skontaktuje się ze mną.
- Masz telefon? – spytała się ,co chwila rechocząc. Obydwie zachowywałyśmy się skandalicznie.
- Nie. – powiedziałam szczerząc się jak głupia. Pewnie byłoby mi wstyd ale w tym momencie miałam wszystko gdzieś.
- Hahaha ale jaja! Piękna nie ma telefonu!!!
- Hahahaha
- Kochana kto ci to zrobił?
- Ja nie potrzebuję telefonu! Mi wystarczą dwie puszki i sznurek!
- Ciekawe do czego… bo na pewno nie do dzwonienia. – dała mi kuksańca w bok.  – Trzymaj moją.  – tym razem trochę otrzeźwiałam.
- Pogięło cię? Mam wsiąść twój telefon?
- W domu mam chyba ze trzy! Dla mnie to tak jak majtki.
- Hahaha dobra biorę go! Dzięki!
- Masz na karcie 50 dolarów. Ale dalej to se sama musisz płacić. Twój numer to 555-665-556-8 zaraz ci wstukam mój.
- Taki numer to na pewno zapamiętam.
- No ba. Dobra kochanie trzymaj się. Było zajebiście!
- Laski górą!
Ucałowała mnie i poszła chwiejąc się na boki. Wróciłam na klatkę schodową, padając na materac. Sama nie wiem kiedy zapadłam w kamienny sen.
***
Kiedy wstałam, nie bardzo miałam pojęcie, która jest godzina. Zauważyłam Sebastiana siedzącego obok mnie. Patrzył na mnie zbolałym wzrokiem. Spięłam się gwałtownie.
- Ile spałam?
- Chyba ze 14 godzin.
Nagle poczułam mocne uderzenie w głowie. Chwyciłam się obydwoma rękami ze miejsce bólu. Tak to musiał być kac. Cholerny kac. Nic nie pamiętałam z nocy spędzonej w klubie z Vicky. Sebastian przyłożył mi rękę do twarzy.
- Nic ci nie jest?
- Nie. Tylko głowa mnie boli.
- Co robiłaś kiedy uciekłaś? - spytał się. Spojrzałam na niego niepewnie. Nie chciałam mu mówić o Vicky a już na pewno nie o klubie. Jednak z jego miny wynikało, że nie zmierzał wcale drążyć tematu.  – Dobrze, nie moja sprawa. Należy mi się. Słuchaj Aniu… ja cię chciałem bardzo przeprosić. Nie wiem co mnie opętało. Chyba straciłem kontrolę nad sobą. Jestem p******y a ty mimo to mi wybaczyłaś. Teraz znów cię muszę przepraszać. Ja nie chcę tak żyć. – jęknął ukrywając twarz w dłoniach. Dotknęłam powoli jego twarzy.
- Poradzimy sobie. – szepnęłam całując go w czoło. Chwycił moją rękę i zajrzał głęboko w oczy. – Poradzimy…
- Chcesz zostać sama? Przynieść ci coś na uśmierzenie bólu?
- Słucham?! Podobno nie bierzesz dragów!
- Chodziło mi o tabletkę apap głuptasku. Jeszcze na to nas stać. Dzięki twojej pensji. Co ja bym bez ciebie zrobił…
- Faktycznie, przepraszam. Tak możesz wyjść. Odpocznę trochę.
Kiedy Sebastian wyszedł, opadłam z jękiem na kanapę. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Chyba musiałam ostro przegiąć. Ciekawe jak Vicky się trzyma…
Nagle coś zawibrowało mi w kieszeni. Podskoczyłam zdezorientowana. Przez chwilę, nie wiedziałam o co chodzi. Telefon Vicky! No jasne!
Boże jaka ja jestem głupia. Czemu się zgodziłam brać od niej telefon?! Chyba mogę się usprawiedliwić, że byłam po pijaku nie? Wyciągnęłam sporej wielkości Iphona. Otworzyłam szeroko oczy. To, że brałam od niej telefon to zauważyłam, ale nie miałam pojęcia, że taki!  Przez dziesięć minut próbowałam wyczaić wszystkie te kretyństwa. Kiedy weszłam w wiadomości, zobaczyłam imię Vicky. Chyba wpisała mi już swój numer. Przeczytałam wiadomość:
‘’ Nie wiem jak ty kochana ale mi łeb tak napierdala, że już trzy razy nie trafiłam do kibla i zamiast tego weszłam do kuwety od kota. Ale i tak było zajebiście. Chcę powtórkę. Później do ciebie zadzwonię. Aha i nie miej wyrzutów z powodu Iphona. Najwyżej cię zabije. Buziaki. ‘’
Zaśmiałam się do siebie. Czytała mi w myślach.  Później obczaję telefon. Teraz idę spać.
cdn
Coś ode mneie:
Hej kochani! Chciałam Was poinformować, że założyłam kolejnego bloga z kolejnym opowiadaniem, gdzie już pojawił się rozdział !. A więc zapraszam www.smierc-i-ja.blogspot.com i mam nadzieję, że skomentujecie i powiecie jak się Wam podobało ;*
  • awatar The.End.: Nie: Vicky słuchała z zainteresowaniem tak jak ja *ją* tylko *jej* no i trochę literówek,więcej nie wyłapałam :) No i jeszcze napisałaś wsiąść zamiast wziąć. Pisz dalej ;)
  • awatar Haszen: @The.End.: no nie mogę xd
  • awatar Żyjąca w świecie snów..♥†∞: @Haszen: pisz dalej proszeeee ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

natalia246
 
Obudziło mnie jakieś głośne pikanie. Rozejrzałam się w około zamglonym wzrokiem. Biel dominowała w pomieszczeniu gdzie się znajdowałam. Miałam przypięte coś dziwnego do ciała a obok mnie stało urządzenie, które tak idiotycznie pikało. Szpital?! Zarwałam się na równe nogi. Pomieszczenia zaczęły wirować jak na karuzeli. Nie wiadomo skąd znalazły się przy mnie trzy pielęgniarki.  Siłą położyły mnie z powrotem na łóżko.
- Co ja tu robię?
- Miałaś krwotok wewnętrzny kochanie i kilka połamanych żeber. Jesteś nieźle poobijana ale już jest wszystko w normie. Leż i odpoczywaj. Twój chłopak jest w poczekalni. Zaraz go zawołam.
- Mój chłopak? – Pomyślałam, że to Sebastian wezwał pogotowie. Że żałował tego co zrobił. Jednak szybko moje przypuszczenia się ulotniły kiedy w drzwiach stanął Piotr.
- Jak się czujesz skarbie? – powiedział lekko zmieszany.
- Eee dobrze… mogę opuścić już to miejsce?
- Jeszcze tylko kilka testów i będziecie wolni. Na marginesie ma pani wspaniałego chłopaka. Czuwał przy pani całą noc i połowę dnia.
- Tak… mam – posłałam mu pytające spojrzenie.
- To ja was zostawię gołąbeczki.   – kiedy zostaliśmy sami próbowałam usiąść jednak Piotr przygwoździł mnie do łóżka.
- Ani się waż.
- Co ja tu robię? Wyjaśnij mi to wszystko!
- Ech… zaniosłem cię tu po tym jak ten koleś cię poobijał. Krew ci ciekła z ust i miałaś połamane żebra. Musiałem wezwać karetkę!
- Jesteś totalnym idiotą! Nie przyszło ci do głowy, że zajrzą do moich papierów i dowiedzą się, że jestem niepełnoletnia i nie mam opiekuna?!
- Już się dowiedzieli. Ale przedstawiłem się jako twój chłopak i opiekun jednocześnie. Więc nazywasz się Anna Grabowska, masz 17 lat i rzuciłaś szkołę zaraz po skończeniu 3 klasy gimnazjum co?- uśmiechnął się przebiegle. Byłam wściekła a jednocześnie wyczerpana. Wszystko mnie bolało, kłuło i rwało.
- Fajny sposób żeby dowiadywać się czegoś o ludziach. Pewnie nikt nie chce z tobą gadać więc szperasz w szpitalnych kartach co?
- Tak bym tego nie ujął.
- Nie musiałeś mnie tu zawozić sama dałabym sobie radę.
- Z połamanymi żebrami i krwotokiem jasne. Prędzej czy później i tak byś na mnie wpadła. Tak właściwie co to był za sukinsyn? Czemu cię bił i krzyczał? Wyglądał na nieźle naćpanego.
Kiedy założyłam ręce na krzyż i zrobiłam kamienną twarz, wiedział, że nie zamierzam mu niczego mówić.  
- Dobra, dobra jak chcesz. Ale mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że jak stąd wyjdziesz natychmiast jedziesz do mnie?
- Słucham? – już miałam zaprzeczyć kiedy Piotr wszedł mi w zdanie.
- Dziewczyno jesteś cała poobijana. A zakładam, że nie masz gdzie mieszkać. Powiedz sama. Jak się czujesz?
- Jak zepsuta zabawka. – westchnęłam. W gruncie rzeczy ta zapadająca się sofa w salonie Piotra była dość kusząca.
- No właśnie. U mnie przynajmniej wypoczniesz i wrócisz do normy.
- Jednego nadal nie umiem pojąć. Jakim cudem powaliłeś Sebastiana…?
- Czyli jednak go znasz? – chwila nieuwagi i Piotr już dopasowywał kolejny element układanki. Musiałam być przy nim bardzo ostrożna. Nie odezwałam się. – Koleś był cienki a zgrywa pozór pakera. Poza tym chodziłem na karate.  – wyjaśnił.
* * *
Stanęłam przed obszernymi dębowymi drzwiami. Piotr otworzył je sprawnie jedną ręką, drugą wciąż mnie podtrzymując. Nie byłam jeszcze w stanie utrzymać się na moich drobnych nóżkach. Kiedy przekroczyliśmy próg, do moich nozdrzy doleciał niezwykły aromat bazylii i pomidorów. Zauważyłam, że mój towarzysz lekko się zestresował.
- Mamy gościa. – mruknął.  
Zaprowadził mnie do kuchni gdzie ujrzałam wysokiego , umięśnionego bruneta. Miał na sobie luźny strój  składający się z rozpinanej koszuli i czarnych rurek oraz granatowych vansów. Kiedy zdał sobie sprawę z naszej obecności podniósł leniwie oczy. Były brązowe, tak samo jak u Piotra, tylko miały pewne przebłyski szarości. Zapragnęłam podejść bliżej i przyjrzeć się tej dziwnej kombinacji barw. Jednak szybko odechciało mi się tego pomysłu kiedy ogarnęłam całą twarz nieznajomego.  Spostrzegłam, że studiuje mnie z góry do dołu aby w końcu zaszczycić mnie spojrzeniem pełnym pogardy. Dopiero teraz zauważyłam, że jego twarz była… zła. Lodowate spojrzenie, które przybrał sprawiało, że przeszedł mnie dreszcz. Poczułam się bardzo nieswojo. Chciałam opuścić to pomieszczenie. Znaleźć się jak najdalej od tego człowieka.  
- Aniu przedstawiam ci mojego przyjaciela, Filipa… który miał się dzisiaj nie zjawiać. – dodał znaczącym tonem.
Domniemany Filip uśmiechnął się kocio.
- Zorientowałem się, że masz u siebie bazylię a miałem akurat ochotę na przepyszny makaron. Wiesz ten mój specjał.  – spojrzał na mnie nie zamierzając się nawet przywitać.
- Filip, Ania, Ania ,Filip – nacisnął Piotr.
- Cześć. – odparł chłodno.
- Cześć. – powiedziałam tym samym tonem.
- Co jej się stało? Wygląda jak poturbowany worek treningowy. – zwrócił się do Piotra. Poczułam, że z miejsca nie polubię tego kolesia. Nie tylko wyglądał jakby cały świat należał do niego, to jeszcze nie zwracał się bezpośrednio do mnie. Nie należałam do dziewczyn, które dawały sobą pomiatać… no może za wyjątkiem Sebastiana.
- JEJ to się stało, że została pobita. – powiedziałam surowo i zmierzyłam go wzrokiem. Uśmiechnął się tylko bezczelnie i wrócił do mieszania w swoim garnku.
- Filip uważam, że powinieneś już iść. –powiedział Piotr. Jemu również nie pasowała ta sytuacja. Poczułam do niego ogromną wdzięczność.
- Czemu? Chętnie zostanę. Poza tym nie zjadłem swojego makaronu.
- Nałóż sobie do słoika i wyjdź. – powiedział dosyć ostrzej Piotr.
- Jak sobie życzysz… - westchnął teatralnie i zaczął się pakować. Odprowadziłam go zabójczym wzrokiem do samych drzwi, aż zniknął w nich bez pożegnania.
- Zajebistego masz przyjaciela.
- Czasami się tak zgrywa. W gruncie rzeczy to dobry chłopak.
- Mieszka blisko?
- Właściwie to nie. Wszędzie porusza się swoim motorem.
- Wygląda na młodszego od ciebie.
- Bo jest. Ma 20 lat. – powiedział, pomagając mi usiąść na mojej ulubionej sofie. Na początku chciał oddać mi swoje łóżko ale zaprzeczyłam kategorycznie, że chcę zająć sofę. Zatopiłam się w niej przyjemnie. Poczułam jak wszystkie złe emocje są zabierane gdzieś daleko a pozostaje tylko błogi stan wyciszenia. Uśmiechnęłam się ukontentowana.  
- W takim razie ile ty masz lat?
- 26. – popatrzał na mnie z lekkim zmieszaniem, jakby chciał sprawdzić moją reakcję. Wzruszyłam tylko ramionami.
- Aniu, powiesz mi w końcu co się stało tam pod tym blokiem? Męczy mnie ta niewiedza.
- … Może kiedy indziej. Jestem zmęczona.
- Dobrze. Poczekam. Na pewno nie chcesz zająć mojego łóżka?
- Nie nie ma takiej potrzeby.
- Śpij słodko.
***
Piotrek opiekował się mną przez bity tydzień. Moje siniaki goiły się dość leniwie, przez co mój towarzysz nalegał abym została aż wszystkie rany znikną całkowicie. W gruncie rzeczy cieszyłam się z takiego stanu rzeczy. Nie musiałam spać na wytartym materacu w jakimś obdrapanym i zimnym blokowisku. Zamiast tego ułożona wygodnie na Sofie, oglądając telewizję dostawałam śniadanie do łóżka. Można byłoby pomyśleć, że wykorzystuję Piotra. Prawda była taka, że paliłam się do bycia samodzielną ale on nie dawał mi tej szansy w żadnym stopniu. W końcu przyjęłam ten stan do wiadomości. Z jego mieszkaniem zaznajomiłam się w 100 procentach. Miał bardzo ciepłe wnętrze. Dokładnie takie jak lubiłam. Mogłam ten dom nazwać swoim domkiem z marzeń. Polubiłam Piotra. Bardzo przyjemnie się nam rozmawiało. Polubiłam jego uśmiech, charakter i sposób bycia. Przyzwyczailiśmy się do swojego towarzystwa. Był tak pozytywną osobą, że mój stan psychiczny znacznie się poprawił. Nawet nie wypytywał mnie o szczegóły z tamtych ostatnich okropnych dni. Kiedy dawałam mu zdawkowe informacje, odpuścił i nigdy więcej o to nie zagaił. Byłam mu bardzo wdzięczna.
O Sebastianie prawie w ogóle już nie myślałam. Pewnie i tak mało przejmował się tym, że znikłam. Nie tęskniłam. Ani trochę. Czułam wobec niego jakiś rodzaj odpowiedzialności i tylko to mnie do niego przyciągało. Chęć opiekowania się nim. Jedyne co mnie przytłaczało, to myśl, że nie długo miałam tam wrócić.
- Aniu mam dla ciebie pewną informację. – powiedział pewnego poniedziałkowego ranka. – Skończył mi się urlop. Muszę wracać do szkoły. Dziś zostanie z tobą Filip dobrze? – zesztywniałam oniemiała.
- Chyba żartujesz?! Nie mam zamiaru zostawać z tym gnojkiem. Czemu nie mogę być tu sama?
- Aniu wolałbym żebyś była pod czyjąś opieką.
- Albo nie chcesz żebym czegoś ukradła.
- Nie prawda! Jak możesz tak myśleć? Mam do ciebie pełne zaufanie.
- Nie sądzę. Poznałeś mnie na ulicy kiedy próbowałam zwędzić ci portfel.
- Aniu po prostu mi uwierz. Za pół godziny mam zajęcia. Muszę iść. Filip będzie za 15 minut. Trzymaj się. Buziaki. – po czym przytulił mnie na pożegnanie.
- Buziaki… - mruknęłam.


Niedługo po wyjściu Piotra usłyszałam dzwonek do drzwi. Głowiłam się, czy może jednak nie otworzyć, ale uznałam, że lepiej nie kusić losu. Ujrzałam chłopaka, który nonszalancko opierał się o framugę. Posłał mi znudzone spojrzenie.
- Cześć.
- Cześć.
Westchnął i usadowił się na fotelu. Nie wiem czemu ale wkurzyło mnie to, że czuł się jak u siebie. Włączył telewizor po czym zaczął przeskakiwać z kanału na kanał. Stwierdziłam, że nie mam ochoty na jego towarzystwo. Poszłam do łazienki aby zrobić poranną kąpiel. Kiedy byłam już w samej bieliźnie drzwi od łazienki otworzyły się. Filip popatrzał na mnie z lodowatym a jednocześnie wulgarnym spojrzeniem. Krzyknęłam.
- Co ty do cholery wyprawiasz?!
- Nie martw się. I tak nie interesujesz mnie w żadnym stopniu. Po prostu byłem ciekawy czy jest tak jak Piotrek mówił.
- Wypieprzaj stąd. – warknęłam. Jego oczy zrobiły się jeszcze zimniejsze. Zrobił krok w moim kierunku. Naprawdę się wystraszyłam.
- Nie mówi się tak nieładnie.
Kiedy zamknął za sobą, opadłam bezwładnie na toaletę. Ręce mi się trzęsły a nogi były z waty. Naprawdę się bałam. I o co mu chodziło z tą gadką ‘’Czy jest tak jak Piotr mówił’’. Co mu powiedział?
Po kąpieli wciągnęłam kilka razy powietrze i weszłam do salonu.
- O co ci chodzi?
- O co tobie chyba ZNOWU chodzi. Wiesz widziałem cię zaledwie kilka godzin a już za tobą nie przepadam.
- Vice-versa. Co Piotr ci powiedział? – w jego oczach pojawiło się zrozumienie.
- A co miałby mi powiedzieć?
- Że nie jeden jego uczeń jest mądrzejszy od ciebie?
- Uczeń?
- Tak no wiesz. Zwykle uczniowie znajdują się w szkole. – nagle Filip wybuchnął nieskrywanym śmiechem.
- Co?
- Nic. Uważam, że Piotrek nie pasuje do zawodu nauczyciela. Zawsze mu to powtarzam.
- Ja myślę, że nadaje się jak nikt inny. Cierpliwy, spokojny i nie skrzywdziłby muchy. –Filip zaśmiał się po raz kolejny. – No co?
- Nic, nic.
- Co ci Piotrek powiedział.
- Że fajna z ciebie d**a.
Zaczerwieniłam się ze złości. Podeszłam jak najbliżej gnojka i wymierzyłam mu siarczystego policzka.  Spojrzał na mnie z morderczym wzrokiem. Zaśmiał się sarkastycznie.
- Piotr nigdy by tak nie powiedział. – wyszeptałam. Zaczynałam się powoli bać. Czułam, jak w myślach próbuje rozerwać mnie na kawałki. Miałam wrażenie, że coś mi zrobi. Coś za co znów trafię do szpitala.  
Ku mojemu zdziwieniu nic nie powiedział ani nie zrobił. Włączył sobie Xbox’a i nie odezwał się do mnie aż do momentu przyjścia Piotra.
- Cześć. – przywitał się ze mną Piotr. – Nie zgadniesz jaką mam dla ciebie niespodziankę!
Zrobiłam się podejrzliwa. Nie cierpiałam niespodzianek. Wolałam od razu wiedzieć na czym stoję.
- Co to za niespodzianka?
- Zapisałem cię do naszej szkoły!
- Co?! – wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia. – Jak mogłeś?! – wrzasnęłam.
- Coś nie tak? – był wyraźnie skołowany. Chyba spodziewał się po mnie okrzyku radości.
- Czy ja cię prosiłam o coś takiego?! Skoro rzuciłam nauczanie to znaczy, że miałam powód nie?! Nie będę chodzić do żadnej cholernej szkoły!
- Ale Aniu…
- Jesteś kompletnie p******y!
Zerwałam z wieszaka swoją jesienną kurtkę i wybiegłam z domu. Zorientowałam się, że za oknem szaleje śnieżyca, a ja mam na sobie tylko cieniutką kurteczkę. Nie wrócę do Piotra. To na pewno. Do Sebastiana też nie pójdę. Musiałam przemyśleć jak z nim wszystko rozegram. Podsumowując, nie mam się gdzie podziać. Będę musiała coś wymyślić. Pomaszerowałam zziębnięta przed siebie. Jak on mógł. Do szkoły… nic nie rozumiał. Zbyt wiele przeszłam żeby teraz tam wracać. Czemu nie zapytał mnie o zdanie?
Nagle usłyszałam czyjeś kroki.
- Anka! – odwróciłam się. To Filip próbował mnie dogonić. Zwiększyłam tempa. Jednak sekundę później zrównał się ze mną.
- Czego.
Westchnął. Zrobił minę dziecka, którego zmuszano by zjadło szpinak.
- Zaziębisz się. Wracaj do domu.
- Zapomnij. Poradzę sobie.
- Wrócisz do Sebastiana?
- Nic ci do tego. ..Właściwie skąd znasz jego imię?
- Od Piotra. Chodź musimy cię gdzieś ulokować.
- Sama się ulokuję.
- Nie utrudniaj mi tego. – widziałam, że bardzo się zmusza żeby ze mną rozmawiać.
- Dam sobie radę.
- Nie, nie dasz. – nagle chwycił mnie za rękę. Spróbowałam się wyrwać ale jego uścisk był zbyt mocny. Patrzał na mnie z obrzydzeniem.
- Puszczaj do k***y nędzy! Nigdzie z tobą nie idę!
- Powinnaś być mi wdzięczna, że po tym jak mnie walnęłaś ja jeszcze za tobą pobiegłem.
- Wal się.
- Słuchaj, czuję się za ciebie poniekąd odpowiedzialny. Wskażę ci przynajmniej bezpieczne miejsce gdzie możesz się zatrzymać dobra?
- Nic od ciebie nie chcę.
Nie odpowiedział tylko zaprowadził mnie pod jakiś mały kiosk po czym otworzył je własnymi kluczykami. Po mimo moich protestów i prób ucieczki nadal mnie trzymał. Czułam się strasznie upokorzona gdy widziałam jego twarz.
- To twój kiosk?
- Mojej babci. Wejdź.
- Dzięki ale nie. – westchnął i dał mi kluczyki.
- Jeśli zmienisz zdanie. – powiedział kładąc mi je na ręce.
- A co jeśli coś ukradnę? – popatrzał na mnie bez wyrazu i tylko wzruszył ramionami.
- Znajdę cię.  
Filip odwrócił się i odszedł w przeciwnym kierunku. Nie miałam pojęcia co nim kierowało. Walczyłam sama ze sobą. Otworzyć ten kiosk czy też nie? Stałam w miejscu przez dobre pół godziny. Nagle poczułam jak tracę czucie w palcach. Próbowałam się rozgrzać. Poruszać się. Ale kiedy na dobre nic nie czułam z wielkim oporem przekręciłam w drzwiach kluczyk.
Moim oczom ukazał się bardzo zwyczajne małe pomieszczenie. Było ciemno, ale namacałam włącznik i zapaliłam neonówkę na suficie. Wszędzie były starannie posegregowane gazety i czasopisma oraz batoniki i rozmaite gumy. O dziwo w pomieszczeniu było ciepło.  Znalazłam tu nawet koc.
Czułam się okropnie. Pragnęłam stamtąd wyjść, ale ludzkie rzeczy mi na to nie pozwalały. Szczególnie, że wiedziałam, iż jestem na łasce Filipa. Byłam głodna, ale na pewno nie zjem żadnego  batoników. Mój honor był już i tak wystarczająco urażony. Owinęłam się kocem i nawet nie wiem kiedy, zasnęłam wyczerpana


www.mrooczny-cien.blogspot.com
  • awatar The.End.: Jeden błąd-powinno być popatrzył zamiast popatrzał :) Ale dość ciekawie budujesz fabułę,intrygujesz,na początku zastanawiałam się czy Filip i Piotrek nie są gejami :D
  • awatar Lovely thing ♥: Świetny! Kiedy nowy?/dodaję do obserwowanych.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

natalia246
 
Kiedy wymierzył ostatni cios, upadłam szczęśliwa na ziemię. Na dziś to koniec.Wiedziałam za co dostałam. Nie załatwiłam w porę tego pieprzonego hajsu. To moja wina. Przeze mnie nie miał na działkę. Spaprałam sprawę, więc musiałam zapłacić. Powinniśmy płacić za swoje błędy czyż nie? To, że Sebastian mnie bił nie było niczym dziwnym. W ciągu tygodnia dostawałam po twarzy co najmniej jakieś pięć razy. Na szczęśnie siniaki szybko się goiły. Byliśmy ze sobą już od dwóch lat a ja wcale nie narzekałam. On ćpał, ja robiłam swoje. Przynajmniej przy nim miałam jakie kol wiek życie.
- Pamiętaj. Jutro masz mi dać forsę bo inaczej masz przekichane.
- Nie mów tak do mnie . – znów oberwałam, tym razem mocniej. Łzy pociekły wąziutką strużką.
- To ty nie mów tak do mnie. Trochę szacunku mi się należy.  Nie lubiłam momentów kiedy się kłóciliśmy. Wtedy bił mnie  mocniej. Gdy jest naćpany staje się bardziej agresywny. Gdy sobie poszedł odetchnęłam z ulgą. Wzięłam papierosa i odprężyłam się. Mieszkałam w jakimś opuszczonym bloku.  Miejscówka w sumie nie taka zła ale jednak nie cierpię szczurów. Wolałam się zabrać za swoją robotę bo inaczej jutro znowu mi się dostanie. Doprowadziłam się do porządku i weszłam na zatłoczone ulice Nowego Jorku. Mierzyłam i oceniałam każdego kolesia i babę, którzy zdawali się mieć hajsu pod dostatkiem. Nagle zobaczyłam niezłą sztukę. Facet dobrze zbudowany, niezłe ciacho, wysoki i ubrany w same rzeczy z Nike. Bogaty jak nic. Ruszyłam w jego kierunku. Ma wystający portfel w tylnej części spodni! Dziś chyba mam szczęście. Zbliżyłam się powoli aż byłam na wyciągnięcie ręki. Powoli zaczęłam wysuwać portmonetkę z kieszeni spodni. Nagle koleś chwycił mnie żelaznym uściskiem. Stanęłam skołowana. Jeszcze nikt nigdy nie zorientował się, że jest przeze mnie obrabowywany. Miałam w tym taką wprawę, że nigdy bym nie pomyślała, że zwykły mężczyzna…Popatrzał na mnie swoimi brązowymi oczami. Spróbowałam się wyrwać, jednak jego uścisk był zbyt mocny.
- Czemu to robisz? – powiedział aż za nadto spokojnym głosem.  Wiedziałam już co czuje na mój widok. Obrzydzenie, żałość.
- Puszczaj!
- Ale czemu to robisz?
- Bo muszę. Puszczaj bo zacznę krzyczeć!
- Już krzyczysz.
- Więc zacznę głośniej.
- Dobrze tylko obiecaj, że chwilkę poczekasz.
- Dobra. – uwolnił mnie, a ja mimo obietnicy puściłam się pędem w przeciwnym kierunku. Gnałam przed siebie i kiedy w końcu dotarłam do jakiegoś ciemnego zaułku oparłam się o ścianę dysząc nierównomiernie. Byłam nieźle zdezorientowana i wystraszona. Spróbowałam jeszcze raz, tym razem pozbawiając 200 dolarów jakiegoś wylansowanego staruszka. Miałam wystarczająco forsy, żeby Sebastian był zadowolony. Przynajmniej będzie dla mnie miły. Kiedy zbliżała się 21 mój chłopak przyszedł pod blok ze swoimi koleszkami. Wyciągnęłam 200 złotych.  Pocałował mnie namiętnie.
- Świetnie kochanie. Dzięki.
- Nie ma sprawy. -Sebastian całą noc postanowił świętować ze swoimi znajomymi, natomiast ja położyłam się na jakimś dziurawym materacu z zamiarem snu. Cały czas myślałam o przystojnym mężczyźnie, który przyłapał mnie na próbie kradzieży. Jego idealnie ułożone włosy majaczyły mi w wyobraźni. Ten stan unosił się przez dwa dni. ***Postanowiłam już na zapas zaopatrzyć się w porządny zastrzyk pieniędzy. Po raz kolejny wyszłam na główną ulicę Nowego Jorku. Tym razem nie poszło mi tak dobrze. Potknęłam się i wpadłam na jakiegoś pakera, który zaczął za mną biec.
- Chodź! Zabawimy się! – zawołał. Wolałam jednak nie ryzykować. W pośpiechu wpadłam na jakiegoś człowieka. Spojrzałam do góry. Ta sama czupryna i czekoladowe oczy. Czy to był mój najgorszy dzień?
- Znowu ty? – wysapałam.
- Ktoś cię goni? Skoro już tu był to może by mnie gdzieś ukrył? Wyglądał na skorego do pomocy .
- Tamten – wskazałam palcem na zakapturzonego wyrostka. Wytrzeszczył oczy ze zdumienia.
- Nieźle sobie nagrabiłaś. – mruknął i pociągnął mnie w stronę tłumu. Nałożył na mnie swoją szarą bluzę z Nike. Do nozdrzy uderzył delikatny zapach wody kolońskiej o bardzo męskiej woni.  
– Chyba ich zgubiliśmy.
- Chyba tak. Dzięki. – już miałam zawrócić kiedy chwycił mnie z rękaw.
– Zawsze masz  w zwyczaju chwytać tak dziewczyny?
- Tylko ciebie. Poza tym nie oddałaś mi bluzy. Znów zamierzasz coś ukraść?
- Nie miałam takiego zamiaru.  – zaczęłam ściągać z siebie kosztowny drobiazg.
- Ojej a to co? – wskazał na moje kolano. Rzeczywiście nie wyglądało najlepiej. Rana mocno krwawiła i była dość zabrudzona.
- Potknęłam się. – mruknęłam.
- Idziemy do lekarza.
- Nie! Dam sobie radę. Dzięki ale muszę iść. – chwycił mnie za ramiona.
- Nie ma mowy. Jak nie do lekarza to przynajmniej do mnie do domu. Opatrzę cię.
- Mógłbyś się w końcu odczepić? Wkurzasz mnie coraz bardziej. Zaprezentował swoje białe zęby.
- Trudno. Wolę cię nie mieć na sumieniu.
- I nie będziesz miał. Nie proszę cię o pomoc.
- Mam cię zawlec siłą? - Warknęłam.  Nie lubiłam kiedy znajdowałam się w sytuacji bez wyjścia. On ewidentnie nie zamierzał ustąpić.
- Ale od razu potem spadam.
- Jak sobie życzysz.  Kiedy przeszliśmy pewien kawałek drogi, moim oczą ukazał się piękny dom z wieżyczką.
- Tu mieszkasz?
- Tak.
- Nieźle się urządziłeś. Kiedy wpuścił mnie do wnętrza ujrzałam bardzo modernistyczny salon. W jego pomieszczeniu nie było żadnych obrazów, tylko kremowe mury, plazma na całą ścianę, sofa i stolik dzienny. To wszystko było połączone z kuchnią obszernych rozmiarów, która była bardzo dobrze wyposażona.  
- Siadaj na kanapie. Zaraz pójdę po apteczkę. – kiedy chciałam swobodnie opaść na sofę, moje drobne ciałko prawie całkowicie zatopiło się w wielkim materacu. Facet wrócił z obszerną apteczką. Nalał na moje kolano wodę utlenioną. Syknęłam.
- Nawet się nie przedstawiłeś. – wypomniałam, próbując nie myśleć o bólu.
- Piotr.
- Ładnie.
- Dziękuję. A ty?
- Ania.
- Też bardzo ładnie.  – zakleił kolano plastrem  i owinął bandażem.  
– Powinno się trzymać.
- Dzięki. Nieźle ci poszło z tym opatrunkiem.
- Pracuję w szkole. Muszę znać zasady pierwszej pomocy. – uśmiechnął się, drapiącpo swoim lekkim zaroście.
- Pracujesz w szkole?!
- Mhm. Jako nauczyciel języka polskiego. – faktycznie pasował mi na nauczyciela.  Wyglądał na miłego, spokojnego faceta, który wie czego chce.
- Powiesz mi dlaczego próbowałaś mnie okraść? – atmosfera zgęstniała. Nie miałam zamiaru otwierać się przed jakimś nieznajomym typem.
- Eee powinnam już iść. Dzięki… za wszystko. – powiedziałam i wyskoczyłam za drzwi. Usłyszałam jeszcze tylko na odchodnym westchnienie Piotra. Kiedy wróciłam do siebie zastałam Sebastiana. Zwykle nie przebywał w bloku o tak wczesnych porach.
- Tu jesteś. – warknął. To nie zwiastowało nic dobrego. – Przez ciebie mam przej****e. Hajs, który mi dałaś   okazał się zwykłą podróbą. Coś ty sobie myślała k***a co?!
- Nie wiedziałam, że to fałszywki. Ten dziadek, od którego je zgarnęłam też musiał nie wiedzieć.
- Gówno mnie to obchodzi! – uderzył mnie. Upadłam na ziemię. – To nie ty będziesz miała przej****e! Trzeba było trochę pomyśleć. – Kopnął mnie z całej siły w brzuch.  Ból, który przeszył całe moje ciało był nie do zniesienia. Kaszlnęłam. Poczułam jak gorąca ciecz sączy się z moich ust. Był naćpany. Na pewno był naćpany. To tylko i wyłącznie przez to. Nie zrobił by czegoś takiego specjalnie.– Jesteś zwykłą, pieprzoną suką!
- Co tu się dzieje?! – usłyszałam czyjś znajomy głos. – Zostaw ją!
- A ty kto?! -Głośny chrzęst łamanych kości nieprzyjemnie zadźwięczał mi w uszach. Współczułam temu kto stawił się w mojej obronie. Nagle poczułam jak powoli się unoszę. Zemdlałam.
cdn
www.mrooczny-cien.blogspot.com
  • awatar The.End.: Matko. Przecież ty umiesz pisać dialogi! Widziałam je na blogspocie. Więc wciskasz enter i każdą wypowiedź innego bohatera piszesz od tego entera. Interpunkcja leży, ale się na tym nie znam, więc nie będę udzielać ci rad. No i jeszcze czasami się gubisz,w jednym zdaniu masz 200 dolców,a potem złotych. To tyle ode mnie :) Popraw błędy,rozwijaj się i pisz dalej,bo jest okej :*
  • awatar Haszen: @The.End.: z interpunkcją zawsze było źle xD ty nie patrz na literki i interpunkcję nauczycielko tylko na tekst i historię!!!! :d ;*
  • awatar Haszen: @The.End.: o masz dialogi xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

natalia246
 
Nowy Jork. Miasto, które nigdy nie śpi. Wydawać by się mogło, że każda osoba z tamtejszego społeczeństwa, jest szczęśliwa i pełna życia. Jednak, wiecznie żywe miejsce ma także swoją drugą stronę. A co jeśliby tak wszystkie te brudy wyciągnąć na światło dzienne? Mury, które przesiąknięte płaczem i zapachem tytoniu, wołają o pomoc.  Liczne zaułki, uliczki gdzie kryją się tajemnice, których nikt nie chciałby poznać. Jedną z tych tajemnic jest Ania. Dziewczyna, które zna swoje życie tylko od połowy. Wie, że ma polskie korzenie. Reszta jest wiecznym sekretem. Jednak gdzieś, gdzieś bardzo głęboko ma nadzieję. Nadzieję na szczęście.  To właśnie jest Nowy Jork. Miasto tajemnic i wielkich nadziei.


Coś ode mnie:
No i po opowiadaniu o Delenie, zaczynam pisać kolejne. Dajcie znać co myślicie. Możecie je też czytać tu: www.mrooczny-cien.blogspot.com
Buziaki ;)
  • awatar The.End.: Szkoda,że tak krótko,ale na prawdę zafascynowałaś mnie :)
  • awatar Haszen: @The.End.: jest już rozdział pierwszy także....czytaj i komentuj!!!! xD ;*
  • awatar The.End.: @Damon and Elena - forever: Mam nadzieję,że się nie obraziłaś po tym komentarzu? Chodziło mi po prostu o to,że może być lepiej,a zapis utrudnia czytanie :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

mrs.brown.i.mr.blue
 
Następnego dnia w szkole myślałam tylko o tym żeby zobaczyć Dylana. Czemu? Przecież byłam na niego wściekła! Kiedy szłam pod klasę biologiczną, minęłam go na korytarzu. Spojrzałam na niego wyczekująco a on tylko popatrzał na mnie przelotnie i odszedł ze swoimi koleżkami. Odwróciłam się w tamtą stronę, ale nie zawołałam za nim.
Właśnie tak było przez cały dzień. Myślałam, że umrę z bólu. Za jakie grzechy? Czy to co wczoraj się wydarzyło to był tylko mój głupi sen czy też chora wyobraźnia?  
- Opowiadaj! – Lola zaskomlała kiedy wpadałam na nią na stołówce. Starałam się ją przez cały dzień omijać. Nic nie odpowiedziałam tylko spuściłam ze smutkiem oczy.
- Och…niech zgadnę – wczoraj zawrócił ci w głowie a dziś udaje, że cię nie zna? – to zadziałało na mnie niczym porażenie piorunem. Czyli to nie był sen?
- Śledziłaś nas? – nie chciało mi się w to wierzyć ale wolałam zapytać…
- Nie! Oczywiście, że nie! Tylko, że on…Dylan znaczy się…robi tak z większością lasek.
- Co? To znaczy z kim? – nagle nabrałam szczerej chęci do rozmowy z nią.
- No nie słyszałaś? Dziewczyno to Dallas! Tutaj wszyscy wszystko wiedzą. On przeprowadził się tu  2 miesiące temu. Od tamtego czasu to legenda wśród dziewczyn. Do naszej szkoły przyszedł od tego roku. On z łatwością zaspokaja wszystkie laski. W jeden dzień Lonnie a w następny Anna.  Nie mów mi, że nie zauważyłaś jakie z niego ciacho. Nawet jak ja go widzę to robi mi się gorąco. – spojrzała na mnie troskliwie. Odechciało mi się wszystkiego. Czyli byłam tylko kolejną zwykłą laską, którą chciał się pobawić. Nie przypuszczałabym, że taki z niego cham. W ogóle co to było z tym autem zeszłej nocy?! Nie dawało mi to spokoju. Czy taką przejażdżkę też funduje każdej dziewczynie żeby podnieść jej adrenalinę a potem jeszcze ta gadka, że chciał śmierci…i czy każda po tym wszystkim go policzkuje? Czy on to uznaje za prostą formę zerwania ? Teraz dopiero przejrzałam na oczy – zwykły, arogancki cham!
- Muszę do łazienki – wybełkotałam i uciekłam. A tam spędziłam całą matematykę. Nienawidzę go...
***
Następnego dnia moje nienawiść była jeszcze większa. Postanowiłam go ignorować.  Gdy mijał mnie na korytarzu nie  zerknęłam w jego stronę ani razu. Tylko wtedy kiedy, szłam z Lolą spojrzałam na niego kontem oka. Biło od niego zaciekawienie, ból i jednocześnie irytacja. Sprawiło mi to satysfakcję. Przynajmniej w jednej setnej cierpi tak jak ja. Odwróciłam się w stronę przyjaciółki z uśmiechem i zaczęłam mówić o nieistotnych sprawach oraz udawać szczęśliwą. Na 7 lekcji udałam się w kierunku łazienki aby poprawić makijaż. Kiedy już miałam tam wchodzić, coś wciągnęło mnie od męskiej ubikacji.  Dylan oparł mnie o ścianę. W ostrym świetle łazienkowych lamp, zobaczyłam go w pełnej okazałości. Był bez wątpienia najprzystojniejszym facetem jaki kiedykolwiek chodził po ziemi. Intensywnie niebieskie oczy, wystające kości policzkowe, zdrowa opalenizna i zaczesana na bok, lekko zmierzwiona grzywka, sprawiały, że nie jeden model przy nim wysiadał.  Serce zabiło mi szybciej kiedy pochylił się nade mną.
- Co jest? – zapytał rzeczowo.
- Co, co jest?
- Dziś nie zaszczyciłaś mnie swoim spojrzeniem ani razu. – wytknął mi. Poczułam nagły przypływ irytacji. Prychnęłam.
- A powinnam?
- Zrobiłem coś nie tak?
-Och, obawiam się, że dobrze wiesz. – uniósł jedną brew nic nie odpowiadając. Odeszłam spod ściany i oddaliłam się od niego.
- Właściwie to czemu w ogóle zawracasz sobie głowę rozmową ze mną? – jego spojrzenie było jeszcze bardziej zdziwione. – Przecież następne dziewczyny czekają do ciebie w kolejce. Pewnie nie mogą się doczekać kiedy przewieziesz je z chorą szybkością swoim porsche.
- Następne dziewczyny?
- Daj sobie spokój. Lola mi powiedziała co z ciebie za palant. Jakbyś mógł, chodziłbyś z 10 dziewczynami na raz. – nie było mi łatwo rzucać oszczerstwami do tak pięknej twarzy. Ale w końcu on się nie wahał kiedy bawił się mną jak lalką.
- Julia, ja byłem tylko dla tych dziewczyn miły. One koloryzują.
- Jasne.- prychnęłam i zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Zagrodził mi drogę. Popatrzyłam na niego wściekle.
- O co ci chodzi? – powtórzył pytanie z naciskiem na każde słowo.
- Nie mam zamiaru zadawać się z kimś, kto bawi się mną jak lalką.
- Uważasz, że się tobą bawię? – odpowiedziałam milczeniem. – Rozumiem. Tylko nie wiem jak ci wytłumaczyć w jak ogromnym błędzie jesteś.
- Nie trudź się. Przecież jestem tylko nic nie znaczącą laską. – chwycił mnie za ramiona.
- Błagam, nie mów tak. – jęknął i zamknął oczy. Może on faktycznie mów prawdę? A co jeśli mu zależy?
- Pozwól mi wyjść – wyszeptałam.  Kompletnie nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć… Wypuścił mnie i usunął się w cień. Wybiegłam z płaczem.
***
Następnego dnia nie było go w szkole. Ani potem. Ani przez resztę tygodnia. Nie widziałam do też niegdzie przez kolejny tydzień. Zaczęłam się martwić

Nie mogłam tak dłużej trwać w niepewności. Musiałam coś z tym zrobić.
- Lol? – zaświtał mi w głowie pewien pomysł
- Tak? – Dziewczyna oderwała się znad swojej kanapki.
- A te dziewczyny Dylana…czy one chodzę do niego do domu?
- Tak. Ale każda tam była tylko raz czy dwa razy. Potem chwalą się, że wiedzą gdzie mieszka największe ciacho ze szkoły. – pokręciła głową z dezaprobatą.
- A ty wiesz?
- Skąd. Ale chciałabym…
- I mówisz, że Lonnie się z nim zadawała?
- Tak…a co ci tak zależy. Zamierzasz go odzyskać? – łypnęła na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Skąd!
- Widzę, że nic więcej mi nie zdradzisz. Okej, pogadamy jak już skończysz tą całą maskaradę.
- Dzięki! – pocałowałam ją w policzek i pobiegłam pod klasę, gdzie za chwilę miała zacząć lekcje Lonnie. Muszę się dowiedzieć o co chodzi. Nikt normalny nie opuszcza naszej szkoły na 2 tygodnie  - miałby problemy.
- Lonnie! – zawołałam gdy w końcu pojawiła się w zasięgu wzroku. Dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona. Pierwszy raz się do niej odezwałam od niepamiętnych czasów.
- Tak?
- Czy możesz mi powiedzieć gdzie mieszka Dylan? Wiesz ten…
- Tak wiem o kogo chodzi. – przerwała mi w połowie zdania. Zazgrzytała zębami. – A co? Chcesz go podglądać jak inne dziewczyny?
- Co?! Nie! Oczywiście, że nie! – nie mieściło mi się w głowie, że jego ‘’fanki’’ posuwają się aż do takich czynów. – Zgubił ostatnio swoją ładowarkę do telefonu i chciałabym ją zanieść do jego domu..pewnie jej potrzebuje a w szkole go nie ma… - na poczekaniu wymyśliłam prozaiczne kłamstwo. Miałam tylko nadzieję że nie będę musiała się więcej tłumaczyć.
- Tiaaa… Jeśli tak to ci powiem: Rosnowa 15B. – byłam pewna, że mi nie uwierzyła. Ale najwyraźniej chciała mieć już spokój. Byłam jej za to wdzięczna.
- Dzięki! – zawołałam na odchodnym i już mnie nie było.
***
Ulica Rosnowa była miejscem gdzie mieszkały same snoby. Już na sam początek źle to wróżyło. Kiedy odnalazłam dom 15B, nie chciałam wierzyć własnym oczom. Stałam przed najokazalszą willą, ze wszystkich domów tutaj położonych. Zapukałam w ogromne drzwi. Otworzyła je piękna kobieta o niebieskich oczach, prawie takich jak Dylana i brązowych włosach, długich do pasa. Jej smukła sylwetka i nienaganne ubranie, bez wątpienia świadczyło, że to ona jest właścicielką willi.
- Dzień dobry – przywitałam się zawstydzona. Kobieta wyglądała na niewiele starszą ode mnie.
- Dzień dobry – uśmiechnęła się promiennie. Była bardzo piękna. Niczym bogini. – W czymś mogę pomóc?
- Ja…ja jestem koleżanką Dylana. Julia. Chciałam z nim porozmawiać. Czy zastałam go może w domu? – oczywiście, że nie chciałam z nim rozmawiać. Ale nie mogłam przecież powiedzieć ‘’ chce sprawdzić czy Dylan nie zapadł się pod ziemię a tak poza tym to myślę o nim cały czas i cholernie tęsknię za jego niebieskimi oczami.
- Nie niestety, Dylana nie ma w domu. Jestem jego matką. Może wejdziesz? – Matką Dylana? Ta piękna, MŁODA kobieta jest matką Dylana?!
- Tak chętnie – Wcale nie chciałam tam iść. Kobieta przepuściła mnie w drzwiach i zaprosiła do bogato wystrojonego salonu. Usiadłam na kanapie.
- Lubisz może kokosowe ciastka i kawę?
- Och tak. – co ja mówiłam?! Zachowywałam się zupełnie nie tak jak chciałam się zachowywać.
- To poczekaj tutaj. Zaraz przyniosę. – po czym zniknęła w obszernej kuchni. Za sekundę przyniosła wszystko co ustaliła.  Usiadła obok mnie i wręczyła opakowanie z ciastkami. – Mogłabyś je otworzyć? Ja mam nakremowane ręce…
- Oczywiście.  – zaczęłam mozolnie rozdzierać folę. Była dość ostra. Poczułam ukłucie w palcu, pewnie się zadrasnęłam.
- Nie wiem gdzie Dylan może być…zazwyczaj jest w domu. Myślę, że chyba ma jakiś okres dojrzewania i zniknął na kilka dni. To rozsądny chłopak więc się o niego nie martwię. – uśmiechnęła się słodko. Matka nie wie gdzie jej dziecko przepadło na kilka dni? Wydawało się to dziwne. – O Boże! Czy to krew!? –  Kobieta pobielała. Spojrzałam na swój palec i zobaczyłam małą czerwoną plamkę.
- Och to nic takiego. Zdaję się że skaleczyłam się otwierając ciastka.
- Rany…-  to było jeszcze dziwniejsze. Ona mówiła jak nastolatka. Chwilę potem już jej przy mnie nie było. – Nie ruszaj się! I o nic nie wycieraj krwi. Nie ruszaj tym palcem! – jedna maluteńka kropelka krwi i takie zamieszanie? To jakiś dom wariatów. Zaczęła grzebać w torebce. Wypadł jej dowód osobisty, schyliłam się aby go podnieść. Nagle moje oczy  zrobiły się jeszcze większe. Na dowodzie widniał napis: Samanda Hanagan lat 19. Co to miało do cholery znaczyć?! Matka ma 19 lat a jej syn 18?!  Szybko chwyciła trzymany przez mnie dowód i wyciągnęła z torebki plaster. Podała mi go, ale nie pomogła w zaklejaniu. Trzymała się ode mnie jak najdalej. O co w tym wszystkim chodzi? Ma jakąś fobię czy co?
- Nie trzeba było…-wyjąkałam
- Myślę, że powinnaś już iść – przerwała mi ostro i prawie wypchnęła z domu. – Dowidzenia. – rzuciła na odchodnym .
Coś było cholernie nie tak….
  • awatar Paulann: Czekam na cd ;) Świetnie się czyta. Emocji troszkę się pojawiło i wgl. Świetnie piszesz ;*
  • awatar The.End.: Masz kilka literówek i powtórzeń,ale jest ok. Chociaż wszyscy już wiedzą kim on jest. No prawie wszyscy :D
  • awatar t h i e r r y: Zgadzam się z The.End. i jest świetnie;-)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

mrs.brown.i.mr.blue
 
Urok licealnych ognisk zapoznawczych. Jeśli jesteś w pierwszej klasie liceum, musisz się zapoznać ze starszą o rok od ciebie klasą. A jeśli opuścisz coś takiego, masz przekichane u nauczycieli pod względem nauki. Tak więc siedziałam na długiej drewnianej ławce i czekałam aż wszyscy wokół zrobią to samo, po czym się ‘’zapoznamy’’ i szczęśliwie wrócimy do swoich domów.
Niewiele osób jeszcze stało. Kilku zakapturzonych wyrostków rozmawiało pod drzewem i to przez nich nie mogliśmy jeszcze zacząć. Już wiedziałam, że ich nie polubię. Kiedy nauczyciel przywołał grupkę do porządku, usiedli wszyscy oprócz jednego. Wkurzyłam się- nie lubiłam ludzi którzy myśleli, że są lepsi od innych a ten najwyraźniej miał o sobie takie mniemanie.
- Dylanie, czy mógłbyś z łaski swojej do nas dołączyć? – spytał pan od wf-u.  Znałam nauczycieli dobrze, tak samo jak całą szkołę- jest połączona z moim gimnazjum.
- Ależ oczywiście – odpowiedział złośliwie zakapturzony chłopak. Odwrócił się powoli i wtedy ujrzałam go po raz pierwszy. Intensywnie niebieskie oczy przebiegły wzrokiem od niechcenia po całym zgromadzonym tłumie, aż w końcu zatrzymały się na mnie. Spojrzał spod słodko zmierzwionej czupryny, a ja w żaden sposób nie mogła odwrócić wzroku. Nie mogłam. Nie chciałam… Coś, jakaś siła mnie do niego przyciągała. Przeszedł wolnym krokiem do najbliższej ławki i wcisnął się w miejsce, które znajdowało się dokładnie naprzeciw mnie. Cały czas intensywnie nawiązywał kontakt wzrokowy. Bezczelny.
- To co zaczynamy? – odezwał się nauczyciel – Będziemy się przedstawiać po kolei, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Proszę: Daniela zacznij. – moja rówieśniczka zaczęła coś bełkotać ale nawet nie starałam się jej zrozumieć. Nie odrywałam oczu od domniemanego Dylana. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji i odwrócić się jak spłoszony zwierzak.
- Julia, wszystko ok.? – Lola szturchała mnie lekko. Była moją najlepszą przyjaciółką ale w tym momencie nie chciałam, żeby cokolwiek mówiła.  
- Mhm…- moja odpowiedź była bardzo dwuznaczna. Jakiś głosik w mojej głowie podpowiadał mi, że takie gapienie się na kogoś to wstyd i głupota, ale szybko go uciszyłam. Na szczęśnie Lola w mig pojęła o co chodzi.
- Och…o cholera…dobra pogadamy później farciaro…chyba… - farciaro?  Chyba? Nie wiedziałam o co chodzi ale postanowiłam dać sobie spokój.
- Dylanie, twoja kolej – zasygnalizował pan Stiff kiedy chłopak nie zamierzał się ruszyć. Wstał nonszalancko, nadal nie odrywając ode mnie wzroku.
- Nazywam się Dylan, mam 18 lat , moje hobby to muzyka. – po czym usiadł. Dalej trwało to chyba godzinę.  Zdecydowanie więcej niż zaplanowali nauczyciele.
- Kochani, przykro nam ale jest już za późno aby kontynuować ognisko. Chyba będziemy musieli dokończyć następnym razem. Rozejdźcie się teraz spokojnie do domów a spotkamy się w poniedziałek. Do widzenia! – całe szczęście kolej na przedstawiania się do mnie nie doszła. Później wszystko potoczyło się mechanicznie. Ludzie udali się pod swoje motory lub auta a Dylan został wciągnięty w swoją bandę. Później go nie zobaczyłam.
- Mmm to opowiadaj – usłyszałam od Loli, której ciekawość aż tryskała z oczu.
- Ech, jestem zmęczona. Możemy porozmawiać jutro? – nie kłamałam. Byłam zmęczona. Ale musiałam przyznać, że chciałam się wymigać od odpowiedzi. Zrobiła obrażoną minę.
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Okej, przełożymy to na jutro. Ale pamiętaj, nie będzie odwrotu. – dodała z złośliwym uśmieszkiem, po czym pocałowała mnie w policzek i już jej nie było. Ech…co za mały kochany chochlik.
Będę się musiała telepać tym cholernym autobusem. W dodatku o 20 wieczorem. Mijając budynek szkoły w drodze na przystanek zaczęłam odtwarzać wygląd Dylana. Wtedy na ognisku, nie widziałam go zbyt dobrze. Pół twarzy miał ukrytą w mroku – ale zamierzałam w szkole zbadać go dokładniej.
Nagle coś chwyciło mnie za rękę i mocno pociągnęło w mroczny kąt ścian liceum. Serce zaczęło mi bić szalonym tempem. Stanęły mi przed oczami wizje rodem z horroru. Ale w ułamku sekundy dostrzegłam to niebieskie spojrzenie. Dylan przycisnął mnie do jednej ścian i zaczął namiętnie całować. Nawet nie wiem czemu odwzajemniłam jego pocałunek, a potem następny…i następny…i następny. Odwzajemniłam serie namiętnych pocałunków. Skończyło się na tym, że ja stałam z jedną ręką wplecioną w jego lśniące włosy a drugą głaszcząc go po idealnej twarzy, a on pochylał się oplatając ciasno ręce wokół moich bioder.
- Wiesz, to nie fair, ty się nie przedstawiłaś – wyszeptał uwodzicielsko kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- Nazywam się Julia, mam 17 lat, moje hobby to sztuka. – powiedziałam słodko tę samą formułkę co on. Jego proste, białe zęby zalśniły w złośliwym uśmieszku.
- Zależy co rozumiesz przez słowo sztuka. – powiedział przesuwając nosem po mojej szyi. Wtuliłam twarz w jego włosy.
- Malowanie. – Tylko ruchy pędzlem dawały mi spokój o jakim marzyłam. – Gdy maluję, mój umysł się wyłącza, a ja mam w głowie tylko linie, które kreśli pędzel. Wtedy nie muszę Myślec o przykrych sprawach.  – rozwinęłam wypowiedź. Jeszcze nigdy nikomu się z tego nie  zwierzałam. Nawet Loli. Poczułam się dziwnie.
- Interesujące. – powiedział, ponownie mnie całując. Był w tym taki dobry. Czułam się lepiej niż przy malowaniu! Czułam się wyśmienicie!
- A ty? Jak masz z muzyką? – zagadnęłam, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- Tworzę, śpiewam, gram.  – odpowiedział rzeczowo. Trochę się zasmuciłam, że nie rozwinął tego tak jak ja.  – Kiedyś opowiem ci więcej. Obiecuję.
- Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać. – postraszyłam go.
- Dlaczego twierdzisz, że jej nie dotrzymam? – oburzył się sztucznie.
- Kiedyś ci opowiem – powtórzyłam go. W jego oczach zalśniły iskierki buntu. Zazgrzytał zębami a potem uśmiechając się, pokręcił głową i na nowo do mnie przywarł. Tym razem całowaliśmy się dłużej. O wiele dłużej. Nagle sobie o czymś przypomniałam i oderwałam się od niego błyskawicznie.
- Rany! Uciekł mi autobus. – kompletnie o tym zapomniałam!
- Nie panikuj mała. Podwieźć cię? – nie rozróżniłam czy była to prośba czy pytanie.
- Hmm no chyba to nic nie zaszkodzi…
- Jasne, że nie. Chodź. – Pocałował mnie jeszcze raz, po czym wziął spontanicznie za rękę i poprowadził. Miałam wrażenie, że to się nie dzieje naprawdę.
Kiedy przystanął przy luksusowym porsche, myślałam, że albo ja śnię, albo z nim było coś nie tak.
- To? – spytałam otępiała i wskazałam palcem srebrne cudo.
- Mam bogatych starych – pewnie przyzwyczaił się do takich pytań. Po czym wyjął kluczyki, które faktycznie pasowały do auta. Wsiadłam jak najostrożniej.
- Marcowa 14 – poinstruowałam go. Zrobił wielkie oczy. – No co?
- Nic.
Jechaliśmy w milczeniu a do mnie zaczęło docierać co właśnie wyprawiam.
- Boże… - co ja najlepszego zrobiłam?!
- Co?
- Właśnie uświadomiłam sobie, że całowałam się z obcym facetem a teraz na dodatek siedzę w jego luksusowym porsche, a on odwozi mnie do domu!
- Dokładnie tak mała. – jego chochlikowaty uśmiech zagościł na jego twarzy równie szybko jak zniknął. – Coś ty najlepszego zrobiła? – powtórzył moje pytanie, a właściwie wywarczał.
- Właśnie nie wiem! – wykrzyknęłam zażalona. Nagle dodał gazu. Drzewa, które jeszcze przed chwilą widziałam w pełnym kontraście, teraz były jedną wielką zieloną plamą. Wiatr tak bardzo napierał na moją twarz, że z trudem odwróciłam się i spojrzałam na licznik – pędziliśmy 250 km/h. Po ok. 10 minutach zahamował z piskiem opon.  Szczęki miał zaciśnięte a w oczach złość. Staliśmy już pod moim domem.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że mogłeś nas zabić? – wyszeptałam. Twarz zbyt bardzo mnie bolała, żeby się na niego wydzierać.
- Zdaję. – warkną i zazgrzytał zębami
- Chciałeś żeby to się stało? –mój głos był bardzo spokojny. Aż za spokojny. To nie wróżyło nic dobrego.
- Tak. – wiedziałam ,że to powie. Nie wiem z jakiego powodu, ale to wiedziałam. Nagle po moich policzkach popłynęły łzy.
- Po co ja w ogóle wsiadałam z tobą do tego samochodu. – wyszeptałam i rozpłakałam się na dobre.
Spojrzał na mnie i momentalnie, jego twarz zmieniła się w maskę bez wyrazu. Zaczęłam otwierać drzwi. Spokojnie i powoli ale mimo to zakręciło mi się w głowie. Wysiadłam i zaczęłam iść w kierunku domu. Nagle nie wiadomo skąd pojawił się przede mną Dylan.
- Nie pożegnałaś się. – powiedział, bez jakiegokolwiek tonu i zaczął przybliżać twarz do mojej twarzy. Odsunęłam się natychmiast.
- Wiesz masz rację. – powiedziałam i całą swoją siłą wymierzyłam mu siarczystego policzka. Skrzywił się i popatrzał na mnie z ukosa. Rozpłakałam się ponownie. Dylan popatrzał na mnie ze smutkiem w oczach a potem mocno mnie przytulił. Staliśmy tak nie wiem ile czasu.
- Chyba powinnam już iść. – wyszeptałam.
- Dobrze – wypuścił mnie z objęć i dotknął chłodną dłonią mojego policzka. – Słodkich snów. – odwrócił się i odszedł.
Mój chłopak czekał na mnie w domu.
-Gdzie byłaś?! Włóczysz się gdzieś i nic mi nie mówisz! - Filip chwycił mnie ostro za ramię.
- Nie twoja sprawa gnojku gdzie jestem. Wal się.
Miałam gdzieś to, że go zdradzałam. Gdybym mogła już dawno bym z nim zerwała. Ale wtedy wylądowałabym na chodniku...

292.jpg

JULIA
CHOPAK~1.JPG

DYLAN
cdn
  • awatar t h i e r r y: Bardzo mi się podoba, tylko zdjęcie Dylana popsuło mi o nim wszelkie wyobrażenia, heh:) W każdym razie-co najważniejsze-rozdział napisany cudownie:-)
  • awatar The.End.: Zgadzam się z kom. thierry. Nie powinnaś dodawać zdjęć,tylko opisywać. To psuje wrażenie. No i jeszcze trochę się poczepiam. Mam taki nawał informacji w głowie. Może powinnaś trochę przystopować? Ale to jest dobrze napisane,z taką lekkością,widać że się nie zmuszałaś do rozdziału. I zastanawia mnie gdzie umieściłaś akcję,wiem tylko,że w kraju anglojęzycznym(imiona),ale na przykład w USA nie ma gimnazjum,a to tam raczej nastolatkowie jeżdżą samochodami lepszymi od nauczycieli. Ale podobało mi się,czekam na cd i od razu dodaję do ważnych :)
  • awatar t h i e r r y: @Nereitte: Też nad tym myślałam, ale jestem pewna, że Dylan ma swoje powody do zmienności, o których pewnie niedługo się przekonamy:)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

ebook-audio
 
Autor: Hanna Bakuła

Lektor: Joanna Jędryka  

Napisane lekkim piórem, sarkastycznie i z humorem. Historyjki o stosunkach damsko-męskich: Kamasutra, Taniec godowy, Nowy kochanek i wiele innych.

Felietony te ukazały się w miesięczniku “Playboy”.

Darmowy fragment audiobooka możesz odsłuchać tutaj:
czytajnas.nextore.pl/(…)seks_na_kredyt__historyjki_…
 

audiobook-dla-dzieci
 
Autor: Renata Piątkowska  

Lektor: Artur Barciś  

Czy wiesz, dlaczego wpada się do kogoś jak po ogień? I dlaczego kot śpi, a myszy harcują? I kim był Zabłocki, który źle wyszedł na mydle? I kto ma węża w kieszeni?... Nie? To koniecznie przeczytaj tę książkę! Renata Piątkowska o przysłowiach opowiada zajmująco, dowcipnie i z werwą. Skąd się biorą? Co tak naprawdę znaczą? Dlaczego czasami wydają się takie dziwne? Do czego mogą się przydać? Każda zabawna historyjka nawiązuje do wybranego powiedzenia, opowiadając o sytuacjach dobrze znanych z codziennego życia, które mogą się zdarzyć każdemu dziecku i w każdej rodzinie.


Szczegóły publikacji:
adladzieci.masz24.pl/z_przyslowiami_za_pan_brat.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej audiobooków z działu "dla dzieci i młodzieży", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/audiobooki-dla-dzieci-i-mlodziezy.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

antybohaterka
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

dissapointeed
 
dissapointeed: Bo ona lubi usiąść sobie na parapecie, wsadzić słuchawki w uszy i patrzeć w gwiazdy, by po chwili iść po telefon i odczytać: "masz 1 nieodebraną wiadomość" od Niego.
 

audiobooki-mp3
 
Akcja Romansu biurkowego... toczy się w ciągu jednego roku w oddziale istniejącego w wirtualnej rzeczywistości banku, do złudzenia przypominającego biuro z historyjek Scotta Adamsa o Dilbercie, w którym pracę znalazł dorosły już Mikołajek z opowieści Sempé i Goscinnego.
Teksty publikowane były przez pięć lat w intranecie Banku Zachodniego WBK. Kiedy wiosną 2009 roku kryzys spowodował, że przestały się ukazywać, jedna z pracownic banku wysłała autorowi e-mail: "No, niestety, tego się właśnie obawiałam, że po kawie, herbacie, wodzie z dystrybutora, dofinansowanym kursie języka angielskiego itd... obetną także Pana felietony. Wielka szkoda. (...) bo dla mnie jest to większa strata niż kawa, herbata, itd."

Lektor: Tomasz Kammel  

Audiobook do pobrania na stronie:
epartnerzy.com/(…)romans_biurkowy,_czyli_99_dni_z_z…

 

hannabella
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

hannabella
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

 

Kategorie blogów