Wpisy oznaczone tagiem "iga" (23)  

ebook-dokument
 
Autor: Magdalena Adaszewska   Iga Cembrzyńska

Iga Cembrzyńska w szczerej opowieści o swoim życiu.

Kobieta obdarzona tysiącem twarzy, wieloma talentami niepowtarzalnym głosem – Iga Cembrzyńska. Adam Hanuszkiewicz powtarzał, że będą z niej ludzie, a Wojciech Has podarował swoją kurtkę i prorokował: będziesz kiedyś wielka. Widzowie pokochali ją za role w „Stawce większej niż życie”, „Hydrozagadce” i „Wrzecionie czasu”. To ona wylansowała przeboje: „W siną dal”, „Mówiłam żartem” czy „Peruwianka”.

Iga Cembrzyńska po latach milczenia opowiada o dzieciństwie w cieniu wojny, życiu w powojennym Radomiu i krętej drodze do aktorstwa. Nieśmiała dziewczyna, która nawet zakląć nie potrafiła, wyrosła na jedną z największych polskich aktorek.

Agnieszka Osiecka zaproponowała jej wykonanie piosenki „Intymny świat”, którą w Opolu podbiła serca milionów. Miała dwadzieścia pięć lat i od razu stała się gwiazdą – od Moskwy aż po paryską Olimpię. Pisano, że Iga to szlagier. Nowoczesność. Świeżość. Młodość. Gracja.

Zagrała w kultowych dziś filmach lat sześćdziesiątych. Urocza w słynnych produkcjach: „Salto”, „Rękopis znaleziony w Saragossie”, „Stawka większa niż życie”, „Otello z M-2”, „Ściana czarownic”, „Komedia z pomyłek”. W niezapomnianej parodii komiksu „Hydrozagadka” stworzyła brawurową czołówkę, która została uznana za największe osiągnięcie filmu.

Z ogromną czułością opowiada o związku z Andrzejem Kondratiukiem. W końcu po kilku godzinach wspólnie spędzonych podjęli decyzję, że nigdy się nie rozstaną, i już ponad czterdzieści lat słowa dotrzymują! Dramatyczne wydarzenia ostatnich lat jeszcze bardziej scementowały ich związek.

Ta intymna rozmowa to opowieść o wielkiej życiowej pasji, sukcesach i porażkach. Opowieść o barwnym, pięknym życiu, ale też niełatwym, pełnym zwrotów akcji i dramatów. Opowieść o kobiecości i spełnionych oraz porzuconych marzeniach. To historia dwóch wielkich i trudnych miłości: do sztuki i do mężczyzny.

Magdalena Adaszewska – dziennikarka, autorka literackich portretów znanych osób ze środowiska aktorskiego, artystycznego oraz tekstów o tematyce społecznej i psychologicznej. Publikowała w miesięcznikach: „Twój Styl”, „Marie Claire”, „Sukces”, „Pani”, „Elle”. Absolwentka polonistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2014 roku ukazała się jej rozmowa z Tadeuszem Plucińskim „Na wieki wieków amant”. Pisanie to jej największa pasja. A spotkania z ludźmi najpiękniejsza przygoda.


Szczegóły publikacji:
www.nexto.pl/(…)moj_intymny_swiat_p98053.xml…

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z działu "dokumentalne" znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-dokument-literatura-faktu-repor…
-------------------------------------------------------------------------------------------------
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Poprzedni tydzień obfitował w wydarzenia. Było tego wszystkiego tyle, że nawet nie wiem jak zacząć ;)
Po pierwsze (na pewno nie darowałaby mi tego gdyby to nie był pierwszy i najważniejszy punkt!) odebrałam telefon od Domi gdzie wśród pisków i śmiechu dowiedziałam się, że Sławek się właśnie oświadczył! Jedyny szczegół jaki wolno mi podać to to, że zdarzyło się to na romantycznej wycieczce ;)
Kolejne wydarzenie, dosłownie dzień po zaręczynach - Milena urodziła zdrową córeczkę. Maks szaleje! Niedługo wybieramy się w odwiedziny, ale już dziś mogę Wam przedstawić moją "nową" bratanicę - Zuzię :)
Iga od kilku dni jest na super wycieczce z Kacprem, którą to wycieczkę ten drań Kacperek trzymał w ścisłej tajemnicy! ;) Jeśli z tego nic nie wyjdzie to chyba zjem swój bilet do aquaparku! Dzwoniła, mega zadowolona i... chyba w końcu szczęśliwa. Oby!
Poza tym, dzwoniła do mnie Ewa. Może najstarsi czytelnicy ją pamiętają - to daleka kuzynka mojego byłego. Ewa wróciła dopiero co zza granicy, spotkałyśmy się po paru latach. Ledwo ją poznałam, ale na duży plus. Poza tym, że ponad rok temu rozwiodła się z Dominikiem to spotyka się z kimś od jakiegoś czasu. Ale na razie - nie zapesza. Chcą razem zamieszkać i spróbować, więc od paru dni szykuje przeprowadzkę.

Tak czytam co napisałam (zawsze tak robię i wyłapuję ewentualne błędy, literówki czy powtórzenia) i nasuwa mi się refleksja - u mnie w małżeństwie to chyba wieje nudą w porównaniu z tym, co dzieje się u innych :D
  • awatar KrakowskaGóralka: Gratulacje dla dziewczyn :) Nudą? Po prostu masz szczęśliwe i spokojne małżeństwo :)
  • awatar megi94: no to dzieje się;) Przede wszystkim gratulacje dla Maksa i Mileny, a z Domi wszystko ok? Bo pamiętam jak pisałaś kiedyś, że ciężko z kontaktem z nią, nie możecie się zgadać itd. ;)
  • awatar Blonde Angel: @megi94: @KrakowskaGóralka: Dziękuję w imieniu rodziców i narzeczonych ;) Megi tak w miarę ok, ma teraz sporo pracy bo zmieniła lekko branżę i musi się wdrożyć przez co mniej przyjeżdża i mało co się widujemy. ale jest ok
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Świetne wieści!
Dzwoniący telefon... Na wyświetlaczu "Kacper Jukej"... A po odebraniu szczęśliwy głos krzyczący, że "Wracam do PL! A konkretniej, wracam już do Igi!" :)
Cieszę się bardzo, zasługują oboje na szczęście bo wiele przeżyli. Oby im się ułożyło! :)
  • awatar gość: Na pewno im się ułoży, wystarczy chcieć ^^
  • awatar Obywatelka Świata - : Miło się czyta, że jednak ktoś chce wrócić.
  • awatar Blonde Angel: @20-kilku letnia Bradshaw: wraca głównie dla Igi. Ona nie wyjedzie, tu ma pracę no i nie oszukujmy się - jest zbyt zżyta z rodziną na takie wyjazdy. no nic, wazne że wraca! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: W dzień przyjazdu Kacpra w PL tuż po 19 spotkaliśmy się w znanej sieci pizzerii. Byłam ja z Pawłem, Iga z Kacprem, Majka z Konradem oraz Paula z Marcelem. Stały skład. Specjalnie dla nas złączono 3 stoliki, żebyśmy się mogli pomieścić. Afera wybuchła w momencie, kiedy przyszło do składania zamówienia.
- Ja to bym zjadł pepperoni. - stwierdził Marcel, na co Paula zaczęła kręcić nosem.
- Znowu z mięchem? Może dla odmiany weźmiemy inną, no nie wiem, 4 sery?
- Iguś, co bierzesz? - Kacper dał pierwszeństwo swojej towarzyszce.
- Nie wiem, chyba nic. - powiedziała widząc, że między Majką a Konradem rozpoczęła się dyskusja nad wyższością hawajskiej nad wszystkimi innymi, czemu się Kondzio oczywiście sprzeciwiał.
- No tak, Ty to taka gruba jesteś że lepiej nic nie jedz! - Kacper był poddenerwowany zachowaniem znajomych na tyle, że wyładował się na Ig. Na co ona się obraziła i rzeczywiście, do końca wieczoru nie zjadła nic, a Kacper sam wpierniczał zamówioną Americano :D
- A wy co bierzecie? - zainteresował się Marcel, który zdołał jakimś cudem przekonać żonę do peperoni, choć Paula nadal kręciła nosem mówiąc, że wszystkie mięso wydłubie mu na talerz :D
- Średnią. Margarita plus pieczarki i hawai, pół na pół. Jak zawsze. - wzruszyłam ramionami. Paweł kochał ananasy pod każdą postacią, a ja lubiłam prostą pizzę – ser i pieczarki. Od dawien dawna tak zamawialiśmy.
- Kochanie to może my też weźmiemy pół na pół? - zawołał uszczęśliwiony Konrad, który za hawajską nie przepadał. - Ja bym wziął może... Też pepperoni? Marcel mnie namówił!
- A bierzta sobie to duże peperoni, sami! - machnęła ręką Paula – Majuś, co bierzesz?
- Chciałam hawajską.
- To co, duża hawajska dla nas?
- Może być. - rozpromieniła się Maja.
W końcu, po 15 minutach kłótni o smaki pizzy, złożyliśmy zamówienia. Niestety, czas oczekiwania na dania był wydłużony, bo był wieczór, a w pizzerii panował duży ruch. Tymczasem przyniesiono nasze napoje. I tu zaczął się pierwszy zgrzyt... Paweł zamówił sobie sprite, jako, że coli nie podawali (tylko pepsi, której on nie trawi). Tyle, że sprite miał smak wody z cytryną, a nie popularnego napoju...
- Przepraszam, mogę panią prosić na chwilę? - zaczepiłam kelnerkę, taką małą czarnulkę w okularach.
- Słucham?
- Proszę pani, to nie jest sprite, a to właśnie zamówiliśmy. To woda.
- Niemożliwe! Sama lałam sprite dla państwa! - protestowała, a ja bezczelnie uniosłam jedną brew.
- Proszę zabrać tą wodę i przynieść mężowi sprite, który zamówił. - zignorowałam kompletnie jej uwagi. Bez słowa wzięła szklankę i zniknęła na zapleczu. - Boże, mąż, czy ja zawsze muszę wstydu narobić i się kłócić przy ludziach? - zapytałam widząc, że para w średnim wieku, która zajmowała stolik obok się nam przygląda.
- Nic nie poradzisz, to ona zawiniła. Musiała się pomylić albo chciała nas oszukać.
Po chwili przyniesiono pierwszą pizzę... Ze spalonymi brzegami. Trafiło to na chłopaków (duża pepperoni dla Marcela i Kondzia), którzy znów zawołali kelnerkę,
- Proszę pani, tej pizzy nie da się jeść! - zaczął Konrad.
- Ona jest tylko dobrze przypieczona....
- Pani, jak ja bym chciał węgiel na żołądek to dwa lokale dalej jest apteka, kupiłbym za parę groszy! Tutaj to chcę zjeść pizzę, a nie spaleniznę! - Marcel zaczął się wkurzać, na co kelnerka zabrała tacę z jedzeniem i obiecała wrócić z dobrze wypieczoną, a nie spaloną pizzą.
Jako druga przyszła pizza moja i Pawła, na szczęście wszystko było w porządku, więc zaczęliśmy jeść, ku rozpaczy głodnych chłopaków :D Nie minęły 3 minuty, na stół wjechała „duża” hawajska. Duża to ona była chyba tylko z nazwy, bo była wielkości naszej średniej. No i znów, machanie ręką. Przychodzi, aczkolwiek dość niechętnie, znów ta sama kelnerka.
- Ja mam tylko jedno pytanie. - Paula przejęła inicjatywę – Czy to jest duża pizza?
- No taką panie zamawiały. - próbowała uśmiechnąć się kelnerka.
- A może mi pani powiedzieć, jakim cudem duża pizza jest na wielkość TAKA SAMA jak średnia tych państwa? - wskazała na nas ręką Paula.
- Ja to zaraz wyjaśnię! - z prędkością światła zabrała dużą – średniawą hawaii i poleciała na kuchnię, by po chwili wrócić z przeprosinami – Zaraz państwo dostaną małą hawajską, dla wyrównania. Nastąpiła pomyłka, dostali państwo średnią zamiast dużej... - próbowała tłumaczyć.
Czy zadziwię Was mówiąc, że gdy rachunek wyniósł coś około 147zł i 63 groszy, pani kelnerka dostała co do grosza odliczoną kwotę bez grosza napiwku? Myślę też, że więcej po prostu tam nie pójdziemy. Następnym razem lepiej wybierzemy lokal - jakąś małą pizzerię, może na uboczu a nie w centrum, ale na pewno nie tą "sieciówkę - śmieciówkę", bo to co zrobili z naszymi zamówieniami, to jest kpina.
  • awatar Nela18: Drama z tą obsługą! co to w ogóle za dyskusje! jaka laska! co ty w ogóle za lokal wybierasz Blondyneczko? syf, syf, syf bardzo dobrze, że się kłócisz.
  • awatar Blonde Angel: @Nela18: pizzera w galerii handlowej. nigdy więcej, serio. zdradziłam swoją włoską pizzerię tylko raz i żałuję.
  • awatar Klara.: masakra, na pocieszenie ci powiem, ze we Wrocku na rynku w pizza hut jest obsluga do bani, a raz dostalismy tak zweglona pizze ze cala czana byla. Kamil zrobił awanture i dostalismy jakis rabat na kolejna wizyte. i darmowa pizze. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

blondeangel
 
Tuż po posiłku zostaliśmy zaproszeni na parkiet, uformowaliśmy wielkie koło, a państwo młodzi odtańczyli dosyć dynamiczny pierwszy taniec. Potem rozpoczęliśmy zabawę. Co trzeba przyznać – DJ’a i wodzireja w jednym mieli świetnego! Jak się później okazało, jedynym minusem były zbyt długie zabawy przy stole (no prawie godzina grania non stop do kotleta, z przyśpiewkami to lekka przesada). W jednej chwili wirowałam z Pawłem, za chwilę z Marcelem, potem znów z Pawłem i z Kacprem. Oczywiście kamera musiała złapać nasze wygibasy z Kacprem, jakby nie było innych par, tylko my, z zamiataniem włosami w roli głównej ;) Potem chłopcy poszli się napić, a my, dziewczyny, zostałyśmy w kółeczku na parkiecie :) Oczywiście zaraz obok pojawili się jacyś chętni panowie do zabawy. Jeden usilnie prosił mnie do tańca, ale odmawiałam. Wyglądał mi na takiego, co po jednym tańcu Bóg wie co sobie pomyśli. Podobnie zareagowała Ig na „swojego” wielbiciela i tak bawiłyśmy się w damskim gronie. W końcu, po jakiejś godzinie zabawy, umęczona i szczęśliwa opadłam na krzesło. Chłopcy zdążyli się już zmyć „na papieroska”, przy stole siedzieli za to: Majka, Marika, Wiktor i, niestety, Czarek. Zerknęłam więc tylko na telefon, napiłam się soku i wyszłam na zewnątrz, aby poszukać mego lubego. Za mną, jak się okazało, podreptał Wiktor.
- Wiesz co, Ada? – zrównał się ze mną i zagaił – Grzywkę masz do podcięcia, wchodzi Ci do oczu.
- Haha, dzięki, ale wiesz, podcinam sama, ale teraz mamy remont i nie za szczególnie mam czas na zajmowanie się włosami.
- Sama? – zapytał, gdy siadałam na ławce koło Pawła, który właśnie palił i gadał z Konradem.
- No sama. A Ty jesteś fryzjerem? – zainteresowałam się jego komentarzem o grzywce.
- Zgadłaś – uśmiechnął się.
- No to trafiłeś na włosomaniaczkę. – wtrącił się Paweł – Wiesz czego ona nie wyprawia z tymi włosami? Wciera jakieś olejki, maseczki, no cuda wianki!
- Serio? – Wiktorowi aż się oczy zaświeciły – A jaki masz problem z włosami?
- Cienkie, trudno zapuścić przez rozjaśnianie. – wyjaśniłam – Poza tym są ok.
- Nie wyglądają źle. – ocenił, przyglądając się – Stylizujesz jakoś?
- Nie, jedynie lekko unoszę do góry nawiewem z suszarki. Poza tym mam do podcięcia jakieś 10-15 cm, bo muszę w końcu wyrównać włosy przez swoje głupie pomysły z cieniowaniem sprzed kilku lat.
- Masz moją wizytówkę, jakbyś chciała coś zmienić, dzwoń. – podał mi kartonik z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu oraz gmailem.
- Misiu, idziemy do środka? – raptem mój mąż, który siedział na tarasie od pół godziny przypomniał sobie o mnie i władczym gestem zagarnął mnie ramieniem!
- Możemy, jak mnie zaprosisz do tańca. – uśmiechnęłam się, chwytając go za rękę. Niestety, na sali okazało się, że było zdrowie młodych itp. itd., a potem, kamerzysta bezceremonialnie opuścił przyjęcie! Czujecie? O 22.40! No i właśnie w momencie znikania kamerzysty chłopcy postanowili polecieć z imprezą na całego. Czarek (który łeb do picia miał, z wprawy) polewał w takim tempie, że mój mąż lada moment byłby, delikatnie mówiąc, wstawiony. Postanowiłam więc wyciągnąć go na parkiet. Oczywiście z jego protestami, jak on dobrze wie ile może wypić i żebym nie przesadzała! No, na przesadzanie było za późno zważywszy na to, że był październik – zgryźliwie dodałam, ale cel osiągnęłam – polazł ze mną potańczyć. Bo mój mąż w piciu niewprawiony – codziennie praca, w której musi pokonywać kilometry autem powoduje, że jak w raz w miesiącu w sobotę wypijemy lampkę wina do kolacji albo on oglądając mecz wypije jedno piwo, to jest święto…  Pobujaliśmy się może z 4-5 piosenek, po czym, jak się okazało, mój mąż zniknął, niby w toalecie. Gdy po kolejnych 20 minutach go znalazłam, on znów siedział na tarasie z papierosem!
- Tak z deka mnie olewasz, nie zauważyłeś? – powiedziałam tylko i weszłam do środka. Migiem znalazła się przy mnie Iga. No tak, jej słynne wyczucie czasu…
- Kotek, coś nie tak?
- Wszystko nie tak, a szczególnie ten burak, co stoi i pali po pół godziny, a ja siedzę tu sama…
- Chodź, posiedzimy razem. – objęła mnie ramieniem. – O, dobrze że jesteś! – zwróciła się do Kacpra, który właśnie nadchodził – pogadaj z kumplem, jak się nie ogarnie i nie zajmie swoją żoną, to biorę taxi i zabieram Ad do domu. – bezceremonialnie wygoniła Kacpra na taras. Po kolejnej półgodzinie okazało się, że jednak moja żaba zamienia się w księcia i jednak potrafi się zachować: wyszedł, poprosił mnie do tańca i aż po północy czas spędziliśmy na parkiecie. Potem wjechał cudowny, cytrynowo-malinowy torcik. Czekały nas jeszcze dwie godziny zabawy (o 2 umówiliśmy się na odbiór z tatą, który miał po nas przyjechać – zresztą, wesele miało trwać jedynie do 4), a Paweł z deka przetrzeźwiał, więc spokojnie udaliśmy się potem w kierunku stołów, żeby ominąć durne zabawy typu: „kto przebije balonik” lub „która para będzie miała najmniej części ciała dotykających podłogi”. Cóż, zabawy o podtekście erotycznym czyli po prostu niesmaczne nigdy nie leżały w moim guście – wyobraźcie sobie za to te hordy ludzi chętnych do drugiej zabawy, te podwinięte kiecki pań po 50, które tuszą mogłyby obdzielić ze trzy młode dziewczyny i ich chudych partnerów, którzy próbowali je utrzymać…
Tymczasem do naszego końca stołu doszła Ig z kieliszkiem, wymownie uniesionym w prawej dłoni.
- O, Igusia, napić się do nas przyszłaś? – Czarek przywitał ją jednym z najczarowniejszych uśmiechów, jaki pamiętałam z naszej krótkiej love.
- No na pewno nie do Ciebie, raczej DO MNIE przyszła. – powiedziałam ironicznie, unosząc jedną brew. Dziewczyny spojrzały zdziwione, a Marika o mało nie zakrztusiła się sokiem. Natomiast Ig skwitowała to ze swoją słynną prostolinijnością:
- Oczywiście że do Ciebie, zawsze wolałam blondynki. – po czym wypiłyśmy po kieliszku, bez popitki, jak zwykle, ku zdziwieniu reszty! :D
Wychodząc tuż po 2 z wesela zostałam wręcz „złapana” w pół przez Wiktora, który koniecznie chciał sobie ze mną strzelić selfie. No to się ładnie uśmiechnęłam, zrobiliśmy to zdjęcie i zaczęłam się ze wszystkimi żegnać. Po czym dowiedziałam się od zawiedzionej Kasi, że Wiktor pyta o mnie. Głupio mi było strasznie chociaż wiedziałam, że Kaśka przyszła z nim nie jako ze swoim chłopakiem ale z kolegą, ale jakoś tak wyszło, że spotkaliśmy się z Wiktorem przy wiejskim stole. Ja wybierałam jedzenie (bo trudno po tym niedosmażonym kotlecie być najedzonym), a on w międzyczasie nalewania bimbru coś gadał do mnie, że wie, że mam męża, ale różnie to w życiu bywa, no i jakbym się kiedyś rozwodziła to żebym dała znać czy coś bo mu się bardzo podobam… Ale uśmiechnęłam się tylko i zrzuciłam jego słowa na karb upojenia alkoholowego, bo było to już po zniknięciu kamery i po rozpoczęciu przez chłopaków akcji „picie”, po czym wybrałam dla siebie kawałek szyneczki, dobrałam drinka i poszłam do swojego męża…
W każdym razie czas na krótkie podsumowanie wesela:
jedzenie – oprócz wiejskiego stołu – na minus. DJ – plus i to ogromny. mąż – ma minusy za znikanie i picie bez umiaru. Iga i Kacper – duży plusik za pomoc w ustawieniu mego męża. Kiecka – no cóż, jeden ogromny plus, bo kiecka zapewniała mi zainteresowanie facetów i to większe, niż te wszystkie wysztafirowane panienki :D Jak to Ig skwitowała – prostota górą!
  • awatar megi94: No to ładnie Pawełek zabalował, dobrze że go Iga z Kacprem do pionu ustawili;) Wiktor mnie rozwalił "Jakbyś się kiedyś rozwodziła..." :D Ale w końcu znalazłam dziewczynę, która też wódki nie popija, bo już zaczęłam wierzyć że naprawdę ze mną cos nie tak:D
  • awatar Blonde Angel: @megi94: Boziu Meg serio?! :D super! :D na mnie się patrzą jak na alkoholika z latami praktyki :D a ja nie lubię rozcieńczonego :D z nami jest w porządku to reszta świata upadła :D
  • awatar Margaret: seryjnie kolo tak za Toba latal? Oj Blonde Blondeee robilas furore chyba w tej niby skromnej ale opiętej gdzie trzeba kiecce :D a Pawel troche przeginal z tymi wyjsciami na papieroska... on pali? fuuuj
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

blondeangel
 
Sunęliśmy dopiero co położoną drogą („rozwiniętą” jak by powiedział wójt Wąchocka, ale to nie był dobry moment na żarty).
- Ty głupi glonojadzie, co zamierzasz zrobić w tym swoim sportowym wozie jak droga nagle się urwie i będzie uskok po 20-30 cm do starego asfaltu?! No co?! – darłam się na niego, a on niewzruszenie patrzył na drogę, nie komentując. Odezwał się dopiero po kilku chwilach, podczas których zaczynałam podejrzewać, że strzelił focha za moje wyzwiska:
- Daj spokój, wiem kto remontował tą drogę. Jest jeszcze zamknięta bo nie ma namalowanych pasów. Chłopaki mają to zrobić w poniedziałek, we wtorek będzie odbiór, a uroczyste otwarcie będzie pewnie koło piątku z wójtem przecinającym wstęgę…
- To czemu wcześniej nie mówiłeś?!
- Bo się słodko na mnie wydzierałaś, moja amebko. – cmoknął mnie w policzek, bo akurat parkowaliśmy pod domem weselnym. Szybko weszliśmy na salę, znaleźliśmy swoje miejsca (tja, były winietki) i wyszliśmy przed lokal powitać młodych. Niestety, chyba tylko około 10 osób wpadło na tak „genialny” pomysł, że z rozpoczęciem wesela można by poczekać na młodą parę… Sporo ludzi rozsiadło się przy stołach, nalało picia i rozpoczęło biesiadę…
Na dworze stali rodzice młodych z chlebem i solą, a poza nimi byliśmy my, kuzyni Marcela, Kaśka z Wiktorem, Marika z Kamilem oraz Majka i, ku mojej rozpaczy, Czarek. Po chwili doszła też do nas Iga.
- Cześć słoneczko. – pocałowałam ją w policzek – Gdzie Ty zniknęłaś po mszy? Myślałam że się razem zabierzemy.
- Nie trzeba było, czekali na mnie rodzice. – uśmiechnęła się. Miała na sobie prześliczną żółtą sukienkę, która podkreślała jej świetną figurę.
- Cudownie wyglądasz. – oceniłam zupełnie szczerze.
- Ty też kochana. – odwzajemniła mi się – Skromniej niż tamte – wskazała głową – ale naprawdę ładnie. Zresztą wiesz, że i tak wolę Ciebie od zgrai tych harpii. – machnęła ręką.
- Ale ona ma męża! – wtrącił się mój i zaczęliśmy się śmiać.
- Jakbyś się rozwodziła, to wiesz, call me! – puściła mi oczko Ig i znowu zaniosłyśmy się śmiechem. W tej samej chwili podjechali młodzi, a z wozu wysiedli kolejno: świadek Kacper, świadkowa: siostra Pauli w kremowej sukience, a po chwili wygramolił się pan młody i podał ukochanej rękę. Nastąpiło tradycyjne powitanie, a po chwili Marcel wnosił żonę do domu weselnego. Wciąż jednak nie mogłam uwierzyć, że na wesele na ponad 150 osób tylko garstka wyszła przywitać młodych! No w głowie mi się to nie mieściło, jak tak można?!
- Gdzie siedzisz? – zapytała mnie Ig, rozglądając się.
- Tu. – wskazałam jej koniec stołu. No cóż, nie liczyłam na nic więcej, byłam znajomą, osobą towarzyszącą ich dobrego kumpla. Nie miałam szans na lepszą miejscówę.
- Trochę to po chamsku. – stwierdziła widząc, że bliżej młodych siedzi Czaro, nota bene praktycznie naprzeciwko mnie. No, może nie jak w godzinie 12 na zegarku z tarczą, ale tak około 2, jeśli wiecie co mam na myśli. Prychnęłam, widząc jego chamską gębę.
- Za to Ty masz dobrą miejscówkę kochana. – luknęłam na miejsce koło świadka, czyli obok Kacpra. Tymczasem rzeczony świadek zmaterializował się obok.
- Cześć słoneczko. – pocałował Igę – Cześć drugie słoneczko. – pocałował mnie w policzek.
- A trzecie słoneczko? – mój mąż jak zwykle miał wyczucie czasu, nadstawiając na niby policzek.
- Nie ma, siema paskudo! – Kacper cmoknął powietrze obok mego lubego, po czym podali sobie ręce, jak zwykle zresztą. – Chodźmy do stolików, bo zaraz obiad podadzą. – objął Ig i ruszyli na swoje miejsca.
Obiad, no cóż. Rosół był zjadliwy. Drugie danie natomiast spowodowało wycieczkę mojego męża do toalety, celem zwrócenia kotleta drogą, którą znalazł się on w żołądku. Powód? Niedosmażony kotlet, nadziewany grzybami, których Paweł w formie nieprzetworzonej (czyli niezesmażonej) nie akceptuje. Myślicie jednak, że spowodowało to wcześniejszy powrót do domu, czy chociażby zaprzestanie picia wódki przez mego ślubnego? Otóż nic z tych rzeczy, bo impreza dopiero się zaczynała!
  • awatar Ania: oj blondi to rzeczywiscie, te biale kiecki to zmora wesel dziewczyny chca blysnac szkoda ze czyims kosztem... natomiast jesli mowa o usadzeniu gosci to nie bierz tego do siebie. ja nie lubie winietek bo kazdy czuje sie pokrzywdzony ze czemu koniec stolu, czemu kolo cioci krysi a czemu nie kolo kuzyna marka... i tak w kolko. kazdy powinien usadzac sie sam i tylko kolo osob, ktore lubi. a nie jak ty z czarkiem na widoku....
  • awatar KrakowskaGóralka: Winietki to nie jest do końca dobry pomysl, bo nie zawsze uda się mieć miejsce koło osób, które się lubi. Zabawa udana?
  • awatar megi94: Zaczynam współczuć młodym, serio było aż tak źle? W ogóle nie rozumiem, jak można nie przywitać młodej pary pod salą?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

blondeangel
 
Wieczór panieńsko-kawalerski odbył się dwa tygodnie wcześniej w domu u Pauli, gdzie spotkaliśmy się na grillu. Jako, że jesień w tym roku niespecjalnie dopisała i pizgało jak w kieleckim, to grill ogródkowy zamienił się w grilla elektrycznego w kuchni :D Siedzieliśmy i piliśmy chyba do 2 w nocy, niestety stety – potem trzeba było wracać do domu. A potem, cóż, my zaczęliśmy remont, oni przygotowania do ślubu.
W czasie szpachlowania i malowania, zakurzeni i zmęczeni robotą zorientowaliśmy się, że do ślubu znajomych zostały dwa dni. DWA DNI! Czasu malutko ale dobrze, że w ogóle się zorientowaliśmy że to już (lepiej późno niż wcale nie?)! No ale tak czy tak, musieliśmy wziąć udział w tej sławnej imprezie. W końcu tylko raz w życiu słynny Marcello zostanie zakuty w małżeńskie kajdany czyż nie? :D
Pod kościołem stawiliśmy się punktualnie o 17:40. W sam raz, żeby rozejrzeć się kto jest, przywitać się ze znajomymi i zająć ławkę. Chociaż, przyznam szczerze, uczucia po przywitaniu się ze znajomymi miałam co najmniej mieszane. Marika była odwalona w białą mini na grubszych ramiączkach (swoją drogą, serio? Biała kiecka na ślub? Ja bym się wściekła na miejscu Pauli) i mnóstwo złotej biżuterii. Ok., wyglądała ładnie, ale jakby… niestosownie? To słowo pierwsze cisnęło mi się na usta. Później okazało się, że wyglądała na bardziej odwaloną od panny młodej ale mniejsza… Majka też postawiła na jasną kieckę, ale jej była kremowa w kolorowe wzory. Wyglądała pięknie, nie powiem. Kaśka – choć ubrana w kreację w ogóle nie w moim stylu – kłuła w oczy kiecką w kolorze morskim, piękną, na cieniutkich ramiączkach, taką połyskującą jak łuska z falbankami. Przyznam Wam, że miałam na czas remontu naszykowaną jedną jedyną sukienkę na tę okoliczność – i była to koronkowa sukienka, prosta, bez żadnych ozdób, z rękawem ¾. O, taka:

mojakiecka.jpg


Z tym, że moja nie była czarna, tylko błękitno – turkusowa. Dobrałam do tego jedynie długie kolczyki i szpilki, bo resztę „outfitu” (czy jak to zwą) robiła według mnie właśnie sukienka. O Wszyscy Święci! Jakże się myliłam widząc, jak przyszły odwalone dziewczyny! Minę miałam chyba niezbyt, bo nawet nie zwróciłam uwagi, że Kaśka przyszła z jakimś facetem. Zaraz, zaraz. Przedstawiał mi się. Jak mu było? Wiktor? No, chyba tak. No ale, wracając do mszy. Trzy ławki przed nami zobaczyłam Igę. Siedziała sama, bo, jak się okazało, świadek im się rozchorował i honory miał pełnić Kacper. Chciałam się do niej dosiąść, ale niestety ksiądz wybrał ten moment na rozpoczęcie mszy…
I teraz właśnie główną nawą sunęli narzeczeni. Ona – w prostej greckiej sukni, on – w czarnym fraku. Rozpoczęła się ceremonia, podczas której starszy ksiądz chyba z 5 razy się powtarzał, a kamerzysta (skąd oni go wytrzasnęli, z łapanki?!) ze 3 razy filmował pannę młodą z perspektywy podłogi, o mało nie wchodząc jej pod kieckę! Pod koniec, gdy tradycyjnie trzeba się było odwrócić w kierunku wyjścia, Paula tak mocno szarpnęła biednego Marcela, że o mało się nie wywalił :D Cały kościół ryknął śmiechem, ale zagłuszył go Marsz Mendelssohna.
Życzenia pod kościołem były krótkie, bo już się ściemniało i robiło się coraz chłodniej. Wręczyliśmy małżonkom prezent i zebraliśmy się do auta, by dojechać na salę weselną. Niestety, droga nie obyła się bez niespodzianek. Mgła gęstniała, dróżki w okolicy miasteczka były kręte, wąskie i praktycznie nieoświetlone, a my jechaliśmy jako jedni z pierwszych. Po chwili okazało się, że droga dojazdowa do domu weselnego jest ZAMKNIĘTA i zastawiona szlabanem! Paweł, niewiele myśląc, ominął oczywiście szlabany w myśl powiedzenia: „co, ja nie przejadę, ja nie przejadę?!” I tym sposobem, mimo moich sprzeciwów, wjechaliśmy na nieoświetlony, dopiero co zaasfaltowany pas jezdni, a to był dopiero początek imprezy...
  • awatar megi94: No to ładnie się zaczęło. Mam nadzieję że chociaż wesele bylo udane. A co do sukienek to z tą białą kiecką to naprawdę przegięła, ale niesrety coraz częściej goście się tak ubierają "bo tak im się podoba" w ogóle nie myśląc o pannie młodej...
  • awatar Blonde Angel: @megi94: powiem Ci że moim zdaniem przegięła. Paula miała bardzo skromną suknię, grecką, coś w tym stylu: images37.fotosik.pl/218/ed0eb22009587c00.jpg więc sukienka Mariki, biała i bogato zdobiona (choć krótka) była bardzo nie na miejscu.
  • awatar megi94: @Blonde Angel: no to tym bardziej, a Paula się nie wkurzyła? Gadałaś z nią później?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

blondeangel
 
Tej nocy parkiet jest nasz. Niesamowity jest moment, gdy trzy ładne dziewczyny pojawiają się na parkiecie i nie ma faceta, który by się za nimi nie obejrzał. Tanecznym krokiem wchodzimy na salę i zaczynamy się bujać w rytm „coco jumbo”, by po chwili tańczyć do „ona tańczy dla mnie” i do innych, aktualnych hitów radiowych.
Macarena była niekwestionowanym hitem imprezy. Wokół nas zebrał się spory tłumek gapiów, gdy po kolei wykonywałyśmy oryginalne figury z teledysku. Btw, czy ludzie naprawdę tylko potrafią wyciągnąć ręce przed siebie, założyć je na głowę i podskoczyć? My znałyśmy cały układ i byłyśmy mega zadowolone – niesamowita zabawa, odtańczyć całość i zebrać oklaski całej sali i DJ-a!
Gdy tuż po 21.00 wchodzimy na parkiet, złazimy dopiero po półtorej godziny (bez przerw!), zmęczone, ale mega zadowolone. Przy stoliku jednym chaustem wypijam postawionego tam drinka.
- Tamci chcieli postawić Ci drina. – mówi Monika, gestem głowy wskazując sąsiedni stolik, przy którym jakiś brunet zaczyna się podnosić.
- Lecę do kibelka, a od niego nic nie chcę. – mierzę go wzrokiem, bo chłopak, chociaż przystojny, wygląda… nie wiem, podejrzanie? Trudno mi to wyjaśnić słowami, ale tak jest. Kobieca intuicja. Gdy po odstaniu swojego w damskiej toalecie (może ktoś z Was wie czemu w damskiej są wiecznie kolejki?) wychodzę, zauważam stojącego przy schodach bruneta i słyszę strzępki rozmowy:
- Jak to gdzie jestem, w pracy, spotkanie mam! (...) Mówiłem Ci kobieto o tym! (...) A co mnie to obchodzi, że mały ma gorączkę? To jedź z nim do szpitala a nie będziesz mi głowę zawracać! Narka! – kończy a ja patrzę na niego z politowaniem.
- Kawał ch..ja, a nie chłop. – stwierdzam głośno, żeby usłyszał, po czym odchodzę. Jakim to trzeba być chamem, żeby się o dziecko nie martwić, tylko na balecie siedzieć? Mnie się to w pale nie mieści, ale cóż, intuicja nie zawiodła. Przy stoliku siedzą zadowolone dziewczyny, a mina Domi oznacza jedno: znowu jakieś zabawy.
- Kochana, przykro mi, że nie wypalił panieński, który wymyśliłam. Powiedz mi bawisz się dobrze? – pyta, a ja potwierdzam skinieniem głowy – No to powiemy Ci, jaki był plan A. Plan A zakładał, że popołudniu zbieramy się u mnie na działce i robimy before party. No tu nie wypaliło, bo leje jak cholera… A potem od 19 do 21 jesteśmy w SPA. Niestety, określona ilość osób musiała wejść, jest sezon, wieczory są tam co 2 godziny dosłownie. W planach było jacuzzi, masaż, maseczki i sauna.
- Nikuś, nie wnikajmy w szczegóły, nie wypaliło, trudno. Teraz też jest super! – zapewniam ją, uśmiechając się.
- Ale że nie wypaliło, skompletowałyśmy Ci zestaw SPA „na szybko”. – wyjaśnia moja przyjaciółka i dostaję kolejne prezenty: ŻEL POD PRYSZNIC, PEELING DO CIAŁA TRUSKAWKOWY, SÓL DO KĄPIELI ORAZ MASŁO DO CIAŁA.
- Dzięki, kochane jesteście! – przytulam je mocno.
- To tylko namiastka spa, ale mam nadzieję że się wybierzemy jeszcze tam, tylko może poza sezonem panieńskim. – wyjaśnia Domi.
- A teraz może znów na parkiet? – pyta Ig.
- Nie kochane, teraz ja mam coś dla Was. – mówię i wyjmuję z torebki malutkie żabki. – To na szczęście i na rozmnożenie pieniędzy, a to wiadomo, każdej z nas się przyda! – ściskam je, a dziewczyny mają normalnie świeczki w oczach. – Domi, a teraz coś specjalnie dla Ciebie! – mówię i wyjmuję bransoletkę – Za zorganizowanie cudownego panieńskiego, za wszystkie komplikacje i problemy, za użeranie się z resztą aby ta impreza była niezapomniana! – mówię i widzę zaszklone oczy przyjaciółki.
- Dzięki kochanie, pierwszy raz widzę, żeby to od panny młodej goście na panieńskim dostali jakieś drobiazgi. Jesteś cudowna! – całuje mnie w policzek a ja wiem, że było warto.
Gdy znów pojawiamy się na parkiecie, czujemy na sobie wzrok jakiś 3 kolesi. Nie wiem, jak oni się dobrali czy zgadali ale wychodzi na to, że już sobie rozdzielili nasze skromne osoby pomiędzy siebie. Przy mnie pojawia się blondyn, a bruneci bujają się w okolicach Ig i Domi. Staramy się ich skrzętnie omijać, bo mają lepkie ręce, jeśli wiecie co mam na myśli. Tym sposobem robimy po sali kółeczko, ale kolesie nie odpadają.
- Ad, pokocham Cię na wieki jak go odpędzisz! – najwytrwalszy trafił się Idze, dlatego żeby pozbyć się natręta, zaczynam się koło niej bujać tak, jakby była moją partnerką, nie przyjaciółką ;) Dzięki Bogu, i ten kolo odpuszcza. Siadamy na kanapach ustawionych tuż przy wyjściu z sali tanecznej i oddychamy z ulgą, obserwując tańczących. Tymczasem koło nas pojawia się kolejny gostek, prosząc do tańca Domi. Ta odmawia przeczącym ruchem głowy, więc kolo, który chyba naprawdę jest zdesperowany, prosi do tańca mnie!
- No chyba śnisz! Nie zbieram ogryzków! – mówię, krzywiąc się. Co on sobie myśli, jedna mu odmówiła to może druga? No chyba właśnie tak myśli, bo właśnie zwraca się w stronę Igi, która aż się czerwona ze złości robi.
- Nawet kurwa nie podchodź! – syczy, a kolo nie proponując tańca, odwraca się i wieje :D Humor poprawia się momentalnie, bo z głośnika leci ulubiona piosenka Ig: „Cykady na cykladach” i znów królujemy na parkiecie, wyjąc refren.


Wieczór panieński skończył się o 3:20 rano, gdy wzywałyśmy taksówkę. Ledwo mogłam zebrać się do domu ze wszystkimi prezentami, w krótkiej sukience i wysokich szpilkach, a deszcz nie przestawał padać, jednak wyjątkowo mi to nie przeszkadzało. To był mój panieński, z prawdziwymi przyjaciółkami i z bolącymi stopami, z mnóstwem śmiechu, tańców, prezentów i innych anegdotek, których Wam tu nie przytoczyłam. I wiecie co? Ten panieński był najlepszy na świecie. Był idealny. I był MÓJ :)
  • awatar mama Frania ♡: Super miałaś wieczór panieński. Będziesz miała co wspominać. Fajnie mieć takie przyjaciółki.
  • awatar megi94: Oj kochana, te przyjaciółki Twoje to prawdziwe skarby;)
  • awatar Ania: Cudowny byl Twój panienski! Moze nie w spa i bez dodatkowych atrakcji ale mimo wszystko bije na glowe inne wieczory :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

blondeangel
 
- A teraz… Zabawy część druga! – Domi coraz bardziej się nakręca.
- Laska, znowu? – krzywię się – Tylko błagam, nie żadna prawda czy wyzwanie, bo odpowiem Wam na każde pytanie, powiem wszystko, przysięgam!
- Ale Ty nas słabo cenisz, nie dziewczyny? – krzywi się Iga – taka zabawa jest pospolita, a my pospolite nie jesteśmy!
- Dokładnie! My, niepospolite dziewczyny, będziemy bawić się w klubie pełnym ludzi w… KALAMBURY! – mówi Dominika.
- Ale to nie będą takie zwykłe kalambury, tylko ŚLUBNE KALAMBURY. – precyzuje Monika – Losujesz karteczkę i musisz związane ze ślubem hasło pokazać lub opowiedzieć o nim tak, aby nie użyć słowa z kartki.
- A na zwycięzcę czeka nagroda! – dodaje Dominika – Panimajesz?
- Panimaju, panimaju. To kto pierwszy, może Domi? – proponuję.
- No dobra. To losuję. – wyjęła torebkę prezentową i pogrzebała w kartkach. – No to ja opowiem. Czasem jest, czasem ich nie ma…
- Faceci? – pyta Iga, a my parskamy śmiechem.
- Ig, hasła są ślubne! – mówię, wycierając oczy.
- No co, facet do ślubu też jest potrzebny. – mówi obrażona, ale drgają jej kąciki ust.
- Wracając do hasła, to poprawiny. – mówię, a Nika odznacza plus przy moim imieniu na serwetce.
- Dobra, teraz kolej Igi. Losuj. – mówię, podając jej torebkę.
- O, hasło dla mnie! Potrzebujemy go pod ołtarzem! – cieszy się Iga.
- Facet, znaczy pan młody! – śmieję się – No to Ci się udało koleżanko!
I tak minęło kolejne pół godziny mojego panieńskiego – na zgadywaniu haseł ślubnych. Potem przyszedł czas na podliczenia.
- Panie i Panowie, Ladies and gentelmans! Z 27 haseł nasza panna młoda zgadła 16, także tego… And the winner is… Ada! – krzyczy głosem komentatora boksu Domi. – A teraz nagroda. Jakiego drinka dla zwyciężczyni?
- Może „Western Kaktus”? – proponuję – Nigdy go nie piłam, zawsze musi być ten pierwszy raz.
- Ok.! A w międzyczasie prezenty!
- Znowu? – pytam, ale dziewczyny ignorują moje marudzenie.
- Każda z nas miała za zadanie przynieść Ci jakąś rzecz, która przyda się na romantyczny wieczór z mężem! – mówi Iga i wyjmuje z torebki WINO – Moje ulubione, powinno Ci zasmakować chociaż wiem, że win nie pijasz. – mówi, podając mi butelkę.
- Dzięki kochanie! – ściskam ją, a po chwili przejmuje mnie Monika.
- Ja przyniosłam ŚWIECE ZAPACHOWE, porozstawiaj po mieszkaniu i zgaś światła. – mówi i ścisza głos – Robi się romantycznie a celulitu nie widać. – puszcza mi oczko i obie się śmiejemy.
- A to prezent ode mnie! – mówi Domi i wręcza mi papierową torebkę Marks&Spencer – Długo szukałam ideału, myślę, że taka Ci się spodoba. – tłumaczy, a ja wyjmuję z niej piękną satynową koszulkę nocną z ozdobną lamówką.
- Piękna, dzięki! – ściskam ją i nie mam sumienia powiedzieć, że nie śpię w koszulach nocnych bo nie umiem, wolę szorty i koszulkę.
- Mnie nikt niestety nie wtajemniczył w te prezenty. – dodaje mama.
- Nie szkodzi, od Ciebie i tak już dostałam wielki prezent. – mówię i całuję ją w policzek. Tymczasem z sąsiedniej sali zaczyna grać muzyka.
- O, już 21.00? Super, balet się zaczyna! – Domi zaciera ręce.
- Jaki balet? Znaczy impreza? – pytam, a zza ściany słyszę nieco przytłumione takty „Bałkanicy”.
- Tak. W piątki i soboty są tu imprezy z DJ-em. – wyjaśnia – Ale ściany są tam fajnie wyciszone. Słyszysz muzykę, jakby radio grało w tle, a tymczasem tam gra na pełny regulator.
- To co laseczki, idziemy tańczyć? – patrzę z wyczekiwaniem na wszystkie obecne kobitki.
- Na mnie nie licz! – mówi jednocześnie mama i Monika. Po chwili mama dodaje – My posiedzimy pogadamy, prezentów popilnujemy.
- O właśnie! – podchwytuje Monika – Ja i tak mam dwie lewe nogi do tańca.
- No to co, my lecimy! – podnosi się Domi i biorąc pod rękę mnie i Igę, mówi – Bójcie się, Aniołki nadchodzą!
  • awatar Margaret: teksty Igi mnie rozwalaja, jak ona coś palnie to klękajcie narody ;)
  • awatar Ania: ulalaaaj Blondi ile prezentów! też tak chcę! :D
  • awatar megi94: Iga mnie rozłożyła na łopatki ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

blondeangel
 
- Po jedzeniu pora na niespodziankiiii! – mówi Domi, a ja już zaczynam się bać.
- Domi błaaaaaagam! Prosiłam Cię, bez żadnych takich!
- Spoko laska, będziesz zadowolona! Oto prezent pierwszy! – schyla się i z torby wyjmuje… WAŁEK DO CIASTA – Oto idealny i wielofunkcyjny przedmiot domowego użytku! Wałek do ciasta, na męża, teściową i niesforne dzieci! – śmieje się i wręcza mi przedmiot.
- Wariatka! – zaśmiewam się, ale wałek biorę. A nuż się przyda… ;)
- A teraz robimy Ci test na dobrą żonkę. Mów przepis na rosół! Szybko, masz minutę!
- Kąpiemy kurczaczka w zimnej posolonej wodzie. Jak się zagotuje, zbieramy pianę z góry, dodajemy włoszczyznę: pietruszkę, pora i marcheweczkę, kostkę rosołową z kury i pół kostki wołowej oraz łyżeczkę sproszkowanego Magi, czyli staropolskiego lubczyku. W razie potrzeby dodajemy ziarenka smaku lub płynne magi, każdy przyprawia jak lubi. W osobnym garnku gotujemy makaron nitki.
- Źle! – krzyczy Monika.
- Buuu to nie rosół! – Domi pokazuje kciuki w dół.
- To najlepszy rosół pod słońcem, gwarantuję Wam! Może nie jest typowy, ale to udoskonalona wersja autorstwa Ady – znikąd pojawia się moja mama – Cześć córciu!
- Co Ty tu robisz? – pytam zdziwiona.
- Jestem na wieczorze panieńskim mojej córki, co w tym dziwnego? – pyta retorycznie i odwraca się stronę Dominiki – Spóźniłam się, plan A nie wypalił.
- Nie wypalił, ale też będzie super. – zapewniła Domi.
- Ej no! Mama wie więcej niż ja! Ja się tak nie bawię! – mruknęłam i założyłam ręce na piersi.
- Cicho tam! – ton Domi nie pozostawia złudzeń – Masz na pocieszenie, żebyś mężowi dobry rosołek podała! – rzuca we mnie torebką zupki ekspresowej: ROSÓŁ Z KURY WINIARY :D
- Dobre, dobre! – śmieję się, a kelner donosi kolejne drinki. Nie wiem nawet, kiedy wypiłam poprzedniego, na razie bawię się super.
- Ja też mam coś dla Ciebie córuś. – mówi mama – Powinnam Ci to dać w dniu ślubu, ale wiem, że musisz go dopasować. – mówi, podając mi małe welurowe pudełeczko.
- Czy to… To to o czym myślę? – mówię, otwierając. Tak! Mam przed sobą mój wymarzony pierścionek, o który nie mogłam się mamy doprosić! Pierścionek zaręczynowy babci, złoty z topazem w koronkowej oprawie! – Dziękuję! – rzucam się jej na szyję.
- Dobra, to teraz czas na konkurs. – mówi Nika przerywając miłą scenkę, a mnie opadają ręce – Nie bój żaby, konkurs pierwsza klasa. Masz chwilkę odpoczynku od wrażeń, a każda z nas napisze na karteczce rady dla przyszłej małżonki. Ty natomiast później będziesz czytać i zgadywać, kto Ci taką złotą myśl poddał. Zaczynamy! – wyjęła karteczki biurowe, kilka cienkopisów i dziewczyny zabrały się do pracy. Z uśmiechem przyglądałam się, jak zasłaniają swoje prace, żebym nie podejrzała co która pisze. Szkoda tylko że zapomniały bidulki, że charakter pisma Domi i Igi znam na pamięć, mamy pismo poznam z zamkniętymi oczami, a Moniki – to wyjdzie z prostej eliminacji pozostałych 3 kobitek :D Po 5 minutach i chyba 15 zapisanych kartkach, zaśmiewamy się, czytając co lepsze rewelacje typu: „Porozrzucane skarpetki=zupa gulaszowa” i „Dobry mąż to najedzony mąż” lub „Porozrzucane ciuchy to nie koniec świata ale okazja do wzbudzenia poczucia winy i wyłudzenia kasy na zakupy” :D
- No kochana, a jak Cię mąż wkurzy i będzie miał nastrój na awanturę to co robisz? – pyta Domi.
- Kłócę się? – bardziej chyba pytam niż stwierdzam.
- Nie kochanie! Idziesz do kuchni, bierzesz tą oto CEBULĘ – podaje mi warzywo – I krojąc, zaczynasz płakać! Łzy zmiękczą każdego faceta! – dodaje filozoficznie.
- Nie no, jesteście zajebiste! – śmieje się – Na to bym nie wpadła!
- No, a jeśli to nie podziała, to masz MARSA na osłodę życia, w końcu faceci są z Marsa, nie? – podaje mi czekoladowego batona – Może zjesz i zaczniesz go rozumieć?
- Ta, i zrobię się zielona! – pokazuję jej język – Ale co tam, przynajmniej cukier we krwi podniosę! – stwierdzam i biorę słodycze.
- A teraz… Zabawy część druga! – Domi coraz bardziej się nakręca.

C.D.N...
  • awatar Ania: motyw z cebula najlepszy! popłacz się i to zmiękczy meza! :D bomba!
  • awatar Klara.: ale super, dziewczyny mają zajebiste pomysły ;) po Twoim opisie widać, że wieczór panieński był super ;)
  • awatar megi94: hahaha rewelacyjne to Twoje dziewczyny;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

blondeangel
 
Dostałam cynk, że wieczór panieński odbędzie się 2 tygodnie przed ślubem. Poza tym nie wiedziałam nic, a po głowie chodziły mi różne wizje. Oczywiście, ja – naczelny niecierpliwiec Rzeczypospolitej, nie mogłam znieść faktu, że nie jestem doinformowana o każdym szczególe! Dopiero dzień przed dostałam smsa: „Sukienka, szpilki, czekaj o 18”. Pół soboty spędziłam na szykowaniu się, a drugie pół na wpatrywaniu się w aurę za oknem – a lało jak z cebra… Postanowiłam jednak, że co jak co, ale pogoda nie popsuje mi nastroju! Sukienkę zmieniałam 3 razy – żadna nie była dość dobra na taką okazję! Gdy skończyłam się szykować, zegar wybił 18, więc pędem zapinałam wokół kostki czerwone szpilki, chwyciłam torebkę i wybiegłam. Gdy podjechała moja świadkowa, rozpadało się na dobre. Rozłożyłam więc czarny parasol, a drogę do taksówki pokonałam biegiem. Domi jednak była wyraźnie zła.
- Co jest, boli Cię coś? – zapytałam, widząc jej minę.
- Nie, nic. Zdaje Ci się! – po czym poleciła taksówkarzowi ruszać. Zdziwiłam się, ale ok., niech będzie. Pod lokalem czekały na mnie już Iga i Monika, siostra przyjaciela Pawła i jedna z fajniejszych dziewczyn. (nie wiem jakim cudem, ale o niej na pingerze jeszcze nie było. Fatalne niedopatrzenie!) Rozglądam się po raz kolejny… Będzie nas 4? Gdzie reszta?
- Ad, wchodzimy! Chodź, chodź! – pogania mnie Iga a ja mam wrażenie, że dziewczyny nadrabiają miną. Wchodzimy do wielkiej restauracji umieszczonej w piwnicach jednej z przedwojennych kamienic w centrum miasta. Nigdy wcześniej tu nie byłam, więc rozglądam się z zaciekawieniem. Lokal ma klimat, to fakt. Ściany z czerwonej cegły, punktowe światła nadające fajny, kameralny wygląd, stare, jakby drewniane stoły i… nowoczesne kanapy oraz stary bar, oświetlony ledami. Całość robi wrażenie. Nigdy nie widziałam, żeby stary klimat tak fajnie współgrał z nowoczesnością. Projektant ma gust.
- Ej laski co się dzieje? – pytam, gdy zajmuję miejsce na olbrzymiej czerwonej sofie w loży dla VIP-ów i widzę ich nieciekawe miny.
- Kochana, Ty się nic nie martw, Twoim największym zmartwieniem teraz jest wybór alkoholu. – dodaje ze śmiechem Monika.
- Właśnie! Musisz podjąć ważną życiową decyzję! Najważniejszą, można by rzec! – wygłasza mowę Domi – Co pijemy? Wódka, piwo, wino, drinki, whisky, burbon?
- Drinki. – odpowiadam machinalnie – Jestem na razie na lekach, dużo nie mogę pić.
- Spoko! Kelner, cztery razy Sex on the beach! Misie, a może coś przekąsimy na początek? – proponuje Domi.
- A co tu mają dobrego? – pytam, przeglądając kartę.
- Najlepsze są paluszki drobiowe w cieście piwnym, podają je z najlepszym w mieście sosem słodko-kwaśnym i z frytkami lub ziemniaczkami zapieczonymi w łódeczki.
- Jej, wycieram ślinkę z brody! – mówię, oblizując się – Zamawiaj!
- Się robi, kierowniczko! – salutuje mi Domi i podnosi się z sofy – Idę zamówić, a Wy tymczasem zabawiajcie naszą pannę młodą! – mówi i ledwo znika za rogiem, pojawia się kelner i nasze drinki.
- Dobra laski, teraz spowiedź. – wiem, że Iga jak się uprze nic mi nie powie, dlatego skupiam się na Monice – Nie wiesz kochana gdzie jest reszta dziewcząt? – pytam uprzejmie i dodaję – Gdzieś się będziemy przenosić czy coś? Uchyl rąbka tajemnicy!
- Ada, ja nic nie wiem, serio. – rozkłada ręce Monika – Poważnie.
- O czym nic nie wiesz? – wraca Dominika, więc teraz zaczynam jej przesłuchanie.
- O tym co z resztą panienek na moim wieczorku? – pytam i widzę, jak z każdym słowem jej uśmiech blaknie.
- Mówimy jej? – pyta Igę, a ta zrezygnowana kiwa głową.
- Ad, problem polega na tym, że reszty nie będzie. – Domi ostrożnie dobiera słowa – Nasza Emila nie dostała urlopu i jak wiesz, siedzi w Jukej. Z tego co wiem i na ślub też nie przyjedzie. Karina tak samo, zresztą sama wiesz że dopiero nową pracę znalazła i to trzyzmianową… Paula jest za granicą u siostry, wraca za tydzień. Marika podobno dzisiaj rano wyjechała, złapali jakieś last minute czy coś.
- A to cwaniara, wymiksowała się koncertowo, bo w południe dzwonił do mnie Paweł, poszedł kupić mamie płyn do okularów i widzieli się w sklepie. – mruknęłam. – A co z Majką?
- O tej mi w ogóle nie wspominaj. – skrzywiła się – Proszę, nie pytaj.
- Dominiko, ale ja jednak pytam. – mówię poważnie – Mów. Zniosłam tyle, zniosę i resztę.
- Z nią miałam masę problemów, bo żaden pomysł jej nie odpowiadał. To za drogie, to nie takie, a to za daleko… I w rezultacie Majka wymiksowała się dziś rano, kilka godzin przed i przez nią przepadła nam rezerwacja w pewnym miejscu. Nie pytaj w jakim Ad, i tak już za dużo powiedziałam. Najpierw miałyśmy jechać w pewne miejsce, a tu dopiero po 20-21. No, ale dość smęcenia! Laski, zaczynamy zabawę z prawdziwego zdarzenia!
- Może po jedzeniu? – pytam, bo choć jest mi cholernie przykro, to widzę przepyszne danie, które właśnie przyniósł pan kelner i normalnie czuję ślinotok, a mój nos wariuje od nadmiaru wrażeń. Przysięgam też sobie w duchu solennie odpłacić się za to, że tak mnie wyrolowały, choć informacje o panieńskim dostały jakoś w połowie maja… A dziś mam zamiar bawić się do utraty tchu! – obiecuję sobie samej i sięgam po paluszka drobiowego, który wygląda smakowicie.

C.D.N...
  • awatar 10.: czekam na dalszy opis imprezy i zastanawiam się czy się pojawić na panieńskim kuzynki, z którą nie mam zbyt dobrego kontaktu, z drugiej strony obawiam się że może być jej przykro, kiedy nie przyjdę
  • awatar Blonde Angel: @10.: ale nie masz z nią dobrego kontaktu bo się kłocicie i macie odmienne poglądy, czy nie masz dobrego kontaktu bo rzadko się widujecie, odległośc, swoje sprawy itp? bo jeśli tylko to drugie, to idź ;)
  • awatar Ania: ludzie to sa swinie jednak. mam nadzieje ze bawilas sie super, a z Twojego opisu to sama bym tego dania sprobowala! uwielbiam kurczaka!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Uff! Wszystkie prezenty dawno zakupione, a przed chwilą popakowane! I tak kolejno:
tata i teścio - panowie dostaną po zestawie kosmetyków i po krawacie :)
mama - charms do Pandory, który za nią "chodzi" już z miesiąc :)
teściowa - kosmetyczka z wyposażeniem :)
Paweł - etui do tableta z klawiaturą (bo marudził że ma za duże palce na dotykową klawiaturę :D ) plus jego ulubione perfumy i... pewien drobiazg, ale to tajemnica :)
Domi - kosmetyki i własnoręcznie zrobiony naszyjnik :D plus uroczy drobiazg "dodatek do stroju", ale nie zdradzę jaki ;)
Iga - jak wyżej, kosmetyki, naszyjnik i mały drobiazg typu "dodatek", jak i Domi :)
Madzia (znajoma z magisterki) - wieeelki zestaw kosmetyków :) Powinna być zadowolona, bo uwielbia takie prezenty :)
Marta - świąteczny kubeczek i kosmetyki, plus dorobione przeze mnie kolczyki :)

A Wy? Pochwalcie się jak tam Wasze prezenty? Co komu kupiłyście? I co dostałyście? :)
  • awatar Ania: jej Blonde majątek wydałas! ja kupilam tez tacie krawat i wode po goleniu :D a mamie wzielam zestaw z soraya powinna byc zadowolona. siostrze kupilam torebke a przyjaciolka dostanie ode mnie bransoletke lilou czy jakos tak :D bo jej sie bardzo podobala
  • awatar Klara.: u mnie Kamil dostanie rózgę ;d Bo ostatnio jest bardzo niegrzeczny :D
  • awatar megi94: u mnie się raczej mikołajek tak nie praktykuje tylko dla dzieciaków. Chrześniakowi kupiłam 2 duże auta i zestaw mniejszych plus słodycze, bo on niczym innym się nie bawi (a ma 1,5 roku) a siostrzenicy (5 lat) kupiłam ceramiczne bombki o różnych kształtach typu mikołaj renifer itp. z farbkami to samodzielnego pomalowania, książkę, kulę do kąpieli z wyskakującą zabawką, i 2 książeczki typu łamigłówki, literki itp i różnego rodzaje słodycze. Do tego z Magdą kupiłyśmy sobie dziś z okazji mikołajek bransoletki;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Pukanie do drzwi przerwało mi oglądanie z rana kolejnego odcinka „Ojca Mateusza”. Zdziwiona, podreptałam do wyjścia. Ok., byłam umówiona z Igą, ale miała być po 10, Czyli za jakąś godzinę… Po otwarciu drzwi zobaczyłam jednak swoją przyjaciółkę.
- Cześć Iguś, co tak wcześnie? – objęłam ją na przywitanie i poczułam, jaka jest strasznie zmizerowana i chuda. Jedno spojrzenie na nią i już od progu wiedziałam, że coś się stało.
- Cześć kochana. Miałam przed spotkaniem z Tobą iść z rana na zakupy, ale Rossmana wam tutaj remontują i jednak jestem wcześniej… - uśmiechnęła się blado. Na buzi też nie wyglądała najlepiej: cienie pod oczami i zapadnięte policzki nie były najlepszym dodatkiem do jej urody.
- Nie szkodzi, wchodź! – skierowałam ją do pokoju – Czego się napijesz? Kawa, herbata? Czy może coś zimnego, mam sok, wodę, colę. Albo schłodzone piwo. – uśmiechnęłam się do niej.
- Nie, piwa mam ostatnio dość.  – wyznała – Może colę.
- Ok., rozgość się, a ja tymczasem lecę do szklanki i ciasto. – zawinęłam się do kuchni, a gdy wróciłam, wiedziałam że początkowe przeczucia mnie nie zmyliły. Iga – moja Iga, ta, którą znałam to nie była ta osoba, która siedziała naprzeciwko mnie na sofie. – A teraz mi się tłumacz czemu przez ponad pół roku nie miałam z Tobą kontaktu. Dzwoniłam do Ciebie niejeden raz a tel miałaś wciąż nieaktywny, parę razy też na domowy ale nie odpowiadał.
- Domowego już nie mamy, rodzice zrezygnowali. A ja zgubiłam telefon Ad. Nie miałam żadnych kontaktów, nic, a do tego nie było mnie tu, na miejscu tylko ponad sto kilometrów dalej, w X. Nawet nie miałam jak przyjść i tego wyjaśnić. Dopiero jak napisałaś do mnie maila to złapałam jakiś kontakt…
- A co Ty tam robiłaś? Coś się stało? Coś z Piotrkiem? – na samo wspomnienie imienia jej chłopaka zadrżała jej ręka.
- Zaręczyliśmy się na wiosnę. – wyznała, a ja już miałam się rzucić z gratulacjami, gdy dostrzegłam łzy w jej oczach – Ślub miał być 28 września.
- Jak to, miał być? Zerwaliście?
- Ada, on mnie zdradził. I to pewnie nie raz i nie dwa. Do tego mnie okłamywał. Miał być gdzieś indziej ale moja siostra widziała go w zupełnie innym miejscu i to z jakąś lalą. Odwołałam wszystko... - ramiona jej opadły, a ona patrzyła gdzieś za okno.
- Boże mój, Iga. – przytuliłam ją, bo głos uwiązł mi w gardle – I co on na to?
- Wydzwania, pisze że mnie kocha, a w międzyczasie prowadza się z jakąś inną dziewczyną. Masz pojęcie?
- Nie mieści mi się to w głowie. Jak on mógł coś takiego zrobić?!
- Nie wiem. Nie mnie o to pytaj, nic mnie to już nie obchodzi.
- Jasne, i dlatego że Cię to nic nie obchodzi wyglądasz jak szkielet, lecą Ci włosy garściami bo tak Ci się przerzedziły że szok i dlatego masz cienie pod oczami i łzy w oczach?    
- Daj spokój, nie mam siły już tego roztrząsać. Nie moja wina, że nocą to wszystko powraca...
- Ig, weź się w garść kwiatuszku. Wiem, że mi jest łatwo mówić i w ogóle, ale nie był Ciebie wart i lepiej, że to wszystko wyszło przed ślubem niż tuż po nim.
- Wiem, masz rację. Mama i Majka to samo mi powtarzają ale co mam zrobić? Kochałam go a on mnie tak skrzywdził... Wiesz jaki to był wstyd odwoływać wszystkich gości, którym już zdążyliśmy rozdać zaproszenia? Najgorzej było iść do księdza.
- Był jakiś normalny i zrozumiał?
- Tak. Długo rozmawialiśmy. Powiedział że w roku ma kilka takich przypadków i że naprawdę lepiej, że stało się to przed ślubem niż miałabym ślubować miłość, wierność i uczciwość małżeńską przed ołtarzem komuś, kto nie rozumie znaczenia tych słów.
- No pod tym względem miał Batman rację. Powiedz mi, kiedy zerwałaś?
- W czerwcu, jakoś tak.
- Z biegiem czasu czujesz się lepiej?
- Nie. – przyznała – Wiem, że zrobiłam to, co musiałam. Nie potrafiłabym mu już zaufać po tym wszystkim. Ale wiem też, że jakaś cząstka mnie jeszcze go kocha, mimo wszystko. I tylko tego muszę się pozbyć, żeby wrócić do siebie.
- Racjonalna jak zawsze. – spojrzałam na nią z uznaniem – Ja bym pewnie płakała, histeryzowała i nic nie jadła.
- Tak, pamiętam jak reagowałaś na takie sytuacje. Ale człowiek dorasta Ada, pewnie teraz reagowałabyś inaczej niż trzy lata temu. A teraz, z perspektywy czasu widzisz, że Arek nie był tego wart. Ksiądz mi powiedział, że z każdym kolejnym dniem będzie lżej, bo każdy kolejny dzień uczy nas znosić cierpienie. I pewnie ma rację, bo jest trochę lepiej niż dzień po... – upiła łyk coli i zapytała – A jak u Ciebie? Wiem, że się zaręczyłaś, opowiadaj.
- Ano, zaręczyłam, ślub jest w przyszłym roku, jesteś zaproszona i nie przyjmuję odmowy! – powiedziałam i ją przytuliłam – A Ty kochanie znajdziesz kogoś fajnego, bo jesteś piękna i wartościowa, mimo że wychudzona. – krytycznie zmierzyłam ją wzrokiem a ona pierwszy raz od wejścia szczerze się uśmiechnęła.
  • awatar Dillerka Czekolady: Ja chyba naoglądałam się za dużo filmów, bo ja już widzę jak się okazuje, że Ada nie dała mu nic wyjaśnić, a okazało się że ta dziewczyna która była z Piotrkiem jest jego kuzynką czy coś
  • awatar KrakowskaGóralka: Kurcze. Przykre... :(
  • awatar Obywatelka Świata - : Spokojnie przeżyje. Powoli. Dlatego mówię, że warta jest inwestycja w Siebie. Moje myślenie jest następujące: Bo facet, raz jest raz go nie ma, a to co mam, jakim jestem człowiekiem, oraz moją wiedzę tego mi nikt nie odbierze (znaczy to drugie może wypadek i amnestia)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

keepcalmyoudie
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

yukisairu
 
Justyna K. Piechota: dzisiejsza dostawa bazgrołków. Kocham markerki. @.@
Na artach Jynx i Aegin (postacie Igi) Ulek i Himcia jako brelok (Bleach) i mój Star w dwóch rożnych wersjach.

ocek igi kopia.png


jnx kopia.png


stARR reve kopia.png


ulu himcia kopia.jpg
 

yukisairu
 
Justyna K. Piechota: Wczoraj w nocy byłam w kine na Operacji Argo. Bardzo dobry folm, nie przynudza, napięcie trzyma niemal do ostatniej chwili a niema niepoczebnego rozlewu krwi.
7496968.3.jpg



i chibik na dziś
Nie wyrabiam ię totalnie X.x, a zresztą moich prac i tak  niemal nikt nie raczy komentować więc nie mam żadnego bodźca który zachęcił by mnie do szybszego rysowania.

postać należy do Igi

gohkan kopia.jpg
  • awatar casinobrava.com: Definitely believe that which you said. Your favorite justification appeared to be on the net the easiest thing to be aware of. I say to you, I definitely get irked while people think about worries that they just do not know about. You managed to hit the nail upon the top and also defined out the whole thing without having side effect , people can take a signal. Will probably be back to get more. Thanks
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

ottakaja
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

kciuk-pl
 
Po tym jak urodziła dziecko pragnie wrócić do świata mediów, a swoją przygodę rozpoczyna od odważnej sesji w magazynie „Nuts”. Już 19 listopada modelka wróci do Polski po to, aby promować kickbokserską federację AMW.

Link: www.kciuk.pl/Takie-piersi-ze-glowa-mala-Iga-Wyrw…
 

ann89
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Wrześniowa:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

imiona
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

blondeangel
 
Blonde Angel: Dziś zbieram gratulacje :D

Pierwsza dobra wiadomość: moja zdolna Iguśka wczoraj obroniła się na 5! :D

Druga dobra wiadomość: po 6 latach rozłąki, duet Ad&Kinia wraca do akcji, RAZEM NA JEDNYCH STUDIACH! :D Ojj, współczuję wszystkim, którzy staną nam na drodze, hahaha :D
  • awatar Eithne: A więc gratuluję! :D I obrony Igi, i Waszego duetu ;)
  • awatar spring_girl: Gratki :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

tina1stm
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
xxxxxxxxxxMimixxxxxxxxxx:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Kategorie blogów