Wpisy oznaczone tagiem "imagin" (35)  

movielderic
 
Imaginy Niall 18


nowe.co.pl/Imaginy-Niall-18


Imaginy Niall Horan 18: Home.
#Imagin Niall +18 | Imaginy One Direction.
 

scaryspoiled
 
Imagine Z Niallem Horanem


nowe.co.pl/Imagine-Z-Niallem-Horanem


One Direction - imaginy: Niall.
Directioners Imaginy 69: #Imagin z Niallem ♥.
 

charition
 
Imaginy 18 Niall Horan


nowe.co.pl/Imaginy-18-Niall-Horan


#Imagin Niall +18 | Imaginy One Direction.
Imagin Niall Horan | NicolettaBlog.
 

ruda2001
 
Oki, a więc na ten pierwszy dzień wakacji mam dla was III, a zarazem ostatnią cześć Imaginu z 1D :) Myślę, że wam się spodoba ....

Kiedy zażyłam leki przeciw bólowe – podziałały, ustała gorączka i dreszcze, ale jednak byłam nadal słaba. Zayn pomógł mi wstać i powolnym krokiem zaprowadził mnie na górę do sypialni. Gdy zaszliśmy położyłam się i w kilka chwil zasnęłam… A Zayn poszedł dokończyć sprzątanie.
~~~~
Niall został u nas na noc. Nie wiem co później robili, bo jak zasnęłam to się nie obudziłam. Spałam do około 10. Czułam się o wiele lepiej, ale nie najlepiej. Kiedy schodziłam na śniadanie dopadły mnie mdłość przez wczorajsze wino. Gdy weszłam do kuchni na stole było naszykowanie śniadanie z karteczką  „To dla Ciebie kochanie ;*”. Zsiadłam do stołu, a ty nagle dzwonek do drzwi. Jednak nie otworzyłam, ale do mieszkania wszedł Louis, Liam i Harry chórem mówiąc:
-Cześć i smacznego. Czy jest Zayn?
-Dziękuję. Owszem jest siedzi z Niall’em w swoim gabinecie. Poczekajcie minutę już po niego idę. Weszłam po schodach, zapukałam do pokoju gdzie siedzieli i weszłam.
-Zayn twoi kumple przyszli.
-Taaaak??
-Tak, czekają na ciebie na dole. – odpowiedziałam.
-Ahhhh, no tak mieliśmy pisać piosenkę. Zapomniałem Ci powiedzieć…… przepraszam. – powiedziała
-Nie szkodzi i tak zaraz idę do sklepu.
Wyszłam z Zaynem z pokoju i zeszliśmy do chłopaków. On przywitał się z nimi, a ja poszłam skończyć jeść śniadanie. Kiedy koledzy Zayna mozolnie wchodzili po schodach, podszedł do mnie i powiedział „Kocham Cię”, dał buziaka i poszedł za nimi.
~~~~
Po śniadaniu ubrałam się, wzięłam torebkę i kurtkę, i wyszłam z domu.  Weszłam do spożywczego i zrobiłam najpotrzebniejsze zakupy.  Kiedy stałam w kolejce do kasy znowu zaczęło mnie mdlić, więc po wyjściu ze sklepu zahaczyłam o aptekę. Kupiłam sobie test ciążowy, ponieważ mdli mnie często i okres mi się spóźnia, a nie zabezpieczaliśmy się tamtej nocy. Po drodze do domu myłam sobie jak damy radę w ostatecznej sytuacji z dzieckiem. Przecież Zayn ma trasy koncertowe, a ja studia. Nie wyobrażałam sobie tego…. No nic, jednak swoje myśli wolałam zostawić dla siebie.
~~~~
Wchodząc do domu słyszałam jak chłopki śmieją się nad „tworzeniem” piosenki. Weszłam cicho i zrobiłam test. Z niecierpliwością czekałam na wynik…………… Po kilkunastu minutach na teście zaczęły pojawiać się kreseczki, najpierw jedna, a potem druga. Wynik okazał się pozytywny……….. Nie wiedziałam co zrobić, nie byłam jeszcze na to przygotowana do roli matki w tak młodym wieku, ale zebrałam siły i poszłam na górę.  Zastanawiałam się jak to powiedzieć Zaynowi o ciąży. Przecież my nawet ślubu nie wzięliśmy, a tu nagle proszę……….. wpadka za pierwszym razem.
~~~~
Przeszłam przez korytarz i stałam pod drzwiami pokoju gdzie byli chłopcy. Stałam przy drzwiach do pokoju kilka minut, ale w końcu zebrałam się na odwagę i cicho zapukałam. Otworzył Zayn, kiedy zobaczył, że po moich już lekko różowych policzkach płyną małe kropelki łez, nie powiedział nic i mnie przytulił. Lecz po chwili zapytał z niepokojem:
-Jeju co Ci się stało? Ktoś Ci coś zrobił w sklepie?
-Nie Zayn to nie ktoś, tylko my to zrobiliśmy…….. – odpowiedziałam.
Chłopaki aż się z miejsc podnieśli.
-Ale co zrobiliśmy? – zapytał Zayn.
-No wiesz tamtej nocy nie zabezpieczaliśmy się….. Ale ja nie jestem na to gotowa…..
-Ale na co? – zapytał Niall
-Nie wiem braciszku jak przystosujesz się do bycia wujkiem? – odpowiedziałam Niall’owi.
-Że co?? Ja będę ojcem?? – zapytał zdziwiony Zayn
-Tak….. – odpowiedziałam
-Ale to wspaniale – ucieszył się, że zostanie ojcem.
-Ale co z waszym zespołem, trasami koncertowymi?
-Spokojnie tym się nie martw. Zaopiekuje się Tobą i dzieckiem, a trasy przełożymy na inne terminy. – odpowiadając to przytulił mnie.
Reszta członków zespołu podeszła do nas i zaczęli nam gratulować. A Zayn oficjalnie potwierdził, że za miesiąc weźniemy ślub cywilny, żeby dodatkowo nie obciążać dziecka.
 

ruda2001
 
Pojechałam w piątek trzynastego, pojechałam z kumpelą na trzy dniowy wypad do Spa. Po zajęciach na uczelni wzięłyśmy z mieszkania zapakowanie torby, wsiadłyśmy do jej samochodu i wyruszyłyśmy. Podczas jazdy słuchałyśmy piosenek One Direction. Podróż nie była zbyt długa. Jechałyśmy nie całe 2 godziny. Na miejscu byłyśmy o godzinie 17. Kiedy była nasz kolej w recepcji, podeszłyśmy z odebrałyśmy nasze klucze oraz dostałyśmy harmonogram funkcjonowania Sap. Wyczytałyśmy tam, że o godzinie 19 po kolacji, odbędzie się koncert Ewy Farny. Byłyśmy podekscytowane. Ale trzeba było jeszcze ulokować się w pokoju.
~~~~
Na kluczykach pisało piętro oraz numerek pokoju. Było to drugie piętro, więc postanowiłyśmy jechać windą. Szybko udało nam się odnaleźć nasz pokuj. Rozpakowałyśmy się oraz przebrałyśmy się w stroje na koncert i zeszłyśmy na kolację. Zauważyłam tam, że w Spa jest chłopak, który od dawna mi się już podoba, ale nie mam śmiałości z nim pogadać…Kiedy zjadłyśmy, poszłyśmy zająć miejsca na widowni. Koncert rozpoczął się. Upiłyśmy się jak nigdy. Cała impreza zakończyła się o 5 nad ranem.  Lecz my znalazłyśmy się w pokoju około 4.
~~~~
Następnego dnia po śniadaniu nadal miałyśmy kaca i żeby go złagodzić poszłyśmy na basen. Lecz kiedy znalazłyśmy się w korytarzu przed wejściem na basen Oliwia (moja koleżanka) postanowiła, że kaca zażegna serią masarzy. Była troszeczkę zawiedziona, bo myślałam, że razem sobie popływamy. No, ale trzeba pogodzić się z losem. Wchodząc na basen zobaczyłam, że jest tam również Maciek (chłopak, który mi się podoba). Nie chciałam z nim gadać, ale sam do mnie podszedł i powiedział:
-Widziałem Cię wczoraj na kolacji. Pięknieee wyglądałaś. – zaczął prawić mi komplementy
-Dziękuję…. – odpowiedziałam
-Bo wiesz jest taka sprawa…..Bo chodzi o to…. – przedłużał rozmowę, myłam, że chce ze mną chodzić, ale w tym momencie podszedł do nas jego kolega, popchnął mnie. Ja uderzyłam głową w murek basenu i wpadłam. Widziałam, że on to wszystko nagrał i śmiał się razem z kumplem. Kiedy znalazłam się w wodzie nie umiałam się wydostać, ponieważ mocno uderzyłam się w głowę. Zaczęłam opadać na dno basenu. Jednak zobaczyłam kogoś. Miał on ciemnobrązowe włosy, które zakrywały mu twarz. Jednak nic więcej nie zobaczyłam. Oczy miałam już zamknięte, a powietrze, które udało mi się złapać wyleciało…..
~~~~
Później czułam tylko jak ktoś wyciąga mnie z wody, kładzie na desce ratowniczej, reanimuje, a zrazem wywozi mnie z pomieszczenia….Po długiej reanimacji, ocknęłam się w drodze do szpitala, a Oliwia nic nie wiedziała. Kiedy znalazłam się już na Sali Segregacji w najbliższym szpitalu. Zrobili mi mnóstwo badań. A ten ratownik, nie mogłam go sobie przypomnieć…Lecz kiedy pielęgniarki zabierały mnie na Salę Zabiegową, żeby opatrzeć rany głowy, zapytałam jednej z nich:
-Kim był ten ratownik co mnie uratował?
-Przepraszam Cię, ale nie wiem jak się nazywa. Ale na pewno jest tu w szpitalu. Kiedy zeszyjemy Ci ranę na głowie poproszę go do Ciebie. – odpowiedział pielęgniarka.
~~~~
Zabieg trwał kilka minut, ponieważ rana nie była duża. Zaraz potem znalazłam się na sali. Wynik badań nie wykazały żadnych zmian. Ale był jeden problem….Woda z basenu przedostała się do płuc i miałam uszkodzony kręgosłup. Lekarze o niczym mi na razie nie powiedzieli, ale podczas szycia wkłuli mi do płuc rurkę, przez którą miała spłynąć woda. Kiedy leżałam na desce ratowniczej oddzielona z innymi przyszedł do mnie ratownik ze spuszczoną głową i moim zdjęciem kręgosłupa. Usiadł przy mnie, podniósł głowę, a moje serce jakby stanęło na chwilę….Ujrzałam Harrego. Podziękowałam mu, że wyciągnął mnie z wody, a on złapał mnie za rękę i powiedził:
-Ale nigdy już do niej nie wejdziesz….. – nie dokończył.
-Czemu nie wejdę? – zapytałam ze zdziwieniem…
-Bo…..bo ten chłopak co Cię wepchnął do wody uszkodził Ci kręgosłup. Oczywiście operacja może to trochę zmienić, ale rehabilitacją się tego nie naprawi…..Do końca życia będziesz musiała jeździć na wózku…. – powiedział i kiedy zobaczył spływające łzy po moich policzkach otarł je i szepnął:
- Nie martw się. Zajmę się tobą, a on Ci za to zapłaci…. – mówiąc to odszedł.
Słyszałam tylko jak pielęgniarki zawiadamiają blok operacyjny. Później podpisałam zgodę na zabieg i mnie zabrali. Przy łóżku szedł Harry, trzymał mnie za rękę. Niestety dalej wejść nie mógł.
~~~~
Operacja trwała ponad 5 godzin. Harry siedział zapłakany na korytarzu, modląc się. Gdy tylko wyjechałam z bloku zatrzymał łóżko, podszedł i szepnął „Kocham Cię”. Po operacji spędziłam jeszcze kilka godzin na Sali Pooperacyjnej. A przy mnie czuwał Harry. Woda z płuc spłynęła szybko. Po tym krótkim pobycie odstałam wypis i o godzinie 6 rano następnego dnia, wyjechałam na wózku ze szpitala.
~~~~
Harry pomógł mi wsiąść do samochodu i po kilku minutach byliśmy już w Spa. Mogłam poruszać się tylko na wózku. Gdy wjechałam do holu w Spa czekała tam Oliwia i Maciek. Oliwia podbiegła do mnie cała zapłakana, a Harry pocałował mnie w policzek i poszedł kupić wodę. Opowiedziałam wszystko Oliwi i wygarnęłam Maćkowi prosto w twarz co o nim sądzę. Zaczęłam płakać. Przyszedł Harry otarł łzy, a Maciek widząc to powiedział:
-Przepraszam, że Cię tak skrzywdziłem.  Nie wiedziałem, że takie mogą być skutki. Wiedziałem, że się we mnie zabujałaś, a ja się tylko wygupiłem…. – odpowiedział
-Wiesz te twoje przeprosiny mam gdzieś, teraz jestem z kimś innym szczęśliwa. – mówiąc to odeszłam z Oliwką i Harrym, a on został sam, samiuteńki w holu.

6.jpg
 

ruda2001
 
W sobotni wieczór wybrałam się do kina na film „Trzy Metry Nad Niebem”. Zaszłam, kupiłam bilety, popcorn i kolę. Po 10 minutach znalazłam się na sali i zajęłam swoje miejsca. Film rozpoczął się po 10 minutowym bloku reklamowym. Po chwili pomyślałam „Wreszcie się zaczął”. Oczywiście podczas reklam zjadłam cały popcorn.
~~~~
Film od samego początku mi się spodobał, był bardzo romantyczny, romantyczny, a czasami smutny. Niestety po prawie dwóch godzinach skończył się…Wzięłam swoje rzeczy. Wyszłam z budynku i powoli zaczęłam iść do domu, lecz była ciemna noc i bałam się iść powoli. Przyśpieszyłam tępa, w dodatku zaczął padać nieszczęśliwy deszcz.  Przechodzą przez jezdnie usłyszałam krzyk, a zarazem płacz dziecka… Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam jak ktoś pod kioskiem katuje małego chłopca. Nie zastanawiając się wyciągnęłam telefon z kieszeni , zadzwoniłam po karetkę. Podbiegłam do chłopca, żeby stanąć w jego obronie. Wandal podniósł z chodnika kamień i chciał rzucić w chłopca, ale udało mi się go powstrzymać. Kiedy go odtrąciłam upadł. Mogłam wtedy zająć się chłopcem…. Miał rozciętą głowę i najprawdopodobniej złamaną rękę, ale nic się od niego nie dowiedziałam, ponieważ w tym czasie zobaczyłam nadjeżdżającą karetkę. Zabrali chłopca i odjechali, a ja już miałam iść w sowim kierunku, kiedy nagle……ktoś pochwycił mnie za rękę, przewrócił na chodnik i postrzelił w nogę.  Nie zdążyłam zobaczyć, kim był wandal, ani kto mnie postrzeli, ale domyśliłam się, że to mógł być wandal. Ale teraz nie to mnie interesowało, bardziej bałam się co z nogą. Pocisk utkną mi w udzie i nie mogła wstać. Krew lała się bardzo szybko, więc ściągnęłam chustkę i zawiązałam wokół rany….
~~~~
Deszcz padał nieubłaganie. Ludzie przechodzili obok mnie obojętnie, ale ktoś podszedł do mnie i zaczął krzyczeć:
-Wstawaj z chodnika, bo taranujesz przejście!!
-Kiedy ja nie mogę…..-nie dokończyłam zdania.
-Możesz, ale ci się nie chce! – krzyknął i odszedł.
Leżałam tam i mokłam, a w dodatku telefon wypadł mi gdzieś z kieszeni jak upadłam i nie mogłam do znaleźć…. Prosiłam przechodni, żeby mi pomogli, ale nie zwracali na mnie uwagi. Przechodzili sobie obok mnie, potykając się o krwawiącą nogę. Nie zważali na to, czy mi coś jest, że pada deszcz, jestem mokra i potrzebuję pomocy. A ci co zatrzymali się koło mnie to na mnie krzyczeli i nie zapytali się dlaczego leżę na chodniku o dziewiątej w nocy. W pewnym momencie ktoś zatrzymał się koło mnie i myślałam, że chce mi pomóc, ale on tylko wiązał buta. Deszcz powoli przyśpieszał tępa. Ludzie biegali aż po chodniku, ale nikt mnie nie zauważył. Próbując podnieść się z chodnika, noga zaczęła boleć mnie bardziej. Zrezygnowana ostatkiem sił przeciągnęłam się obok ławki i zaczęłam płakać….
Nagle, na moim ramieniu poczułam delikatny dotyk ręki, a uszy moje usłyszały ludzki głos…
-Dlaczego wylewasz łzy na chodnik w tak beznadziejną pogodę?
-Dlaczego?! Bo stanęłam w obronie młodszego i zostałam postrzelona. I to się nazywa „SPRAWIEDLIWOŚĆ”?? – odpowiedziałam
-Zostałaś postrzelona?! To dlaczego Ci nikt nie pomogł?!! – odpowiedział ze współczuciem w głosie.
-Bo kto do mnie podszedł to krzyczał na mnie, że tamuję ruch na chodniku…Nie dopuszczali mnie do głosu, albo potykali się o moją postrzeloną nogę – rozmawiałam z nim, nie wiedząc kim był.
-Dorwę tego kto Ci to zrobił i nie wybaczę tym co Ci nie pomogli. Zaraz wracam. – i odszedł, ale zaraz wrócił. Przyniósł ze sobą gazę i bandaż. I zapytał:
-Gdzie Cię postrzelili? – wskazałam dokładnie miejsce, a on delikatnie odwiązał całą we krwi chustkę i wyrzucił. Potem ostrożnie podniósł lekko udo, przyłożył gazę i lekko ucisną bandażem. Bolało mnie to trochę, ale dało się wytrzymać. Kiedy wstawał w świetle latarni ujrzałam jego twarz i nie mogła w to uwierzyć… był to Liam Payne. Z początku myślałam, że to sen, ale jednak nie.  Potem powiedział:
-Jedziemy do szpitala.
-Jejku musimy. Ci wszyscy lekarze nie dadzą mi później spokoju… -powiedziałm.
-Ale ten postrzał musi wyjąć lekarz, bo możesz mieć uszkodzone nerwy, albo tętnica. A noga będzie do amputacji. – odpowiedział z troską. Zastanawiałam się chwilę, ale nie chciałbym stracić nogi. Więc się zgodziłam.
Liam zapytał się mnie czy dam radę wstać, nie odpowiedziałam próbując wstać. Ale jakoś mi się nie udało. Więc złapał mnie za ręce i powoli podniósł. Kiedy stanęłam na dwie nogi, druga odmówiła mi jakoś posłuszeństwa i nie umiałam ustać. Liam złapał mnie kiedy miałam upaść, wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu. Później wsiadł on i pojechaliśmy.  10 minut potem znaleźliśmy się w szpitalu, zarejestrował mnie i zostałam skierowana na salę zabiegową. Nikt nie wiedział, że panicznie boję się igieł. Poprosiłam Liam’a żeby wszedł ze mną. Weszłam z nim na salę, kazano mi się położyć. Liam złapał mnie za rękę i szepnął do ucha „Wszystko będzie dobrze”. Kiedy lekarz wyciągnął igłę ścisnęłam go mocniej, a ten wiedział o co mi chodzi.
~~~~
Zabieg trwał kilka minut. On był cały czas przy mnie. Lekarz wyciągną pocisk, opatrzył ranę i powiedział, że mogę iść do domu, ale nie mogę za bardzo obciążać nogi. Ze szpitala zgłosiłam sprawę postrzału na policję. Liam odwiózł mnie do domu i prze tydzień mojej kuracji odwiedzał mnie w domu. Spędzaliśmy wtedy wspólnie czas.  Zeznania wysłałam listem do policji, gdyż nie mogłam chodzić. Podziękowałam Liamowi, że się mną zajął w tej sytuacji, a kiedy z moją nogą było już lepiej umówiliśmy się na pierwszą randkę.


17.jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

ruda2001
 
Imagin z Louis’em

Była to środa, ostatni dzień szkoły, a pogada była taka piękna, że postanowiłam iść nad rzekę popływać.  W domu zapakowałam do torby ręcznik, telefon i słuchawki. Ubrałam mój neonowy strój kąpielowy, a na to letnią sukienkę i poszłam……
~~~~
Kiedy już tam doszłam, nikogo nie znałam, ponieważ nie dawno się tam przeprowadziłam. Pomimo tego czułam się tam bardzo swobodnie. Wyciągnęłam z torby ręcznik w 1D i rozłożyłam na pisku. Wszyscy się na mnie dziwnie patrzyli, ale mnie to nie bardzo obchodziło.  Położyłam się na ręczniku, podpięłam do telefonu słuchawki i włączyłam sobie „What makes you beutifull”, ponieważ byłam największą fanką One Direction. Piosenki zmieniały się jedna po drugiej, słuchałam ich. Kiedy przesłuchałam wszystkich piosenek, usłyszałam jak ktoś mówił, że za 15 minut będzie rejs łódką po rzece tylko za 15 złotych. Miałam przy sobie kilka drobniaków i uzbierałam z nich 15 złotych. Zwinęłam ręcznik i poszłam kupić sobie bilet. Weszłam na łódkę, nie było już tam miejsc siedzących więc stanęłam sobie przy barierce, żeby nie wypaś, bo nie umiałam dobrze pływać. Po 15 minutach łódka odpłynęła od brzegu…..Co chwilę przechodził ktoś obok mnie i potrącał. Myślałam, że wypadnę poza barierkę, ale dobrze się trzymałam. W pewnym momencie na łódce dostrzegłam bardzo znajomą mi twarz był to mój były chłopka, z którym zerwałam i nie chciałam mieć z nim już żadnego kontaktu, ponieważ był bardzo wulgarny w stosunku do mnie. Bałam się, że chce się teraz odegrać za to, że zerwałam z nim dla innego. Kiedy go ujrzałam miałam nadzieję, że mnie nie zauważy. Odwróciłam się nie patrzyłam w jego stronę, ale kiedy znów się odwróciłam sprawdzić czy sobie poszedł, stał on koło mnie i zaczął rozmawiać:

-Hej, dawno się nie widzieliśmy!-powiedział
-Tak wiem, ale nie mam ochoty z tobą rozmawiać.  Już za bardzo mnie skrzywdziłeś…
-Ale ja się zmieniłem. Tęsknie za tobą. Chodziłem na terapię, naprawdę się zmieniłem i brakuje mi Ciebie.-odpowiedział z nadziją.
-Może i się zmieniłeś, ale nie zapomnę tego ci mi zrobiłeś i jestem pewna, że teraz też tak będzie i nie dam ci drugiej szansy. Nie dzwoń do mnie, nie pisz. Ja nikogo takiego jak ty nie szukam…….
-Ale już Cię nie skrzywdzę, nie uderzę, nie zranię.-powiedział. Ale ja mu nie wierzyłam.
-Dobrze przekonajmy się!-uderzyłam, do w poliko, a on złapał mnie w biodrach i wrzucił do wody.
~~~~
Czułam jak zaczynałam tonąć. Przez zalewane wodą oczy widziałam tylko jak ktoś wskakuje do wody i płynie w moim kierunku. Czułam jak ten ktoś objął mnie i zaczął płynąć do brzegu. Kiedy otworzyłam oczy, byłam na suchym lądzie, okryta kocami. Kiedy wzrokiem rozglądałam się z osobą, która mnie uratowała, nikogo nie widziałam, ale kiedy zobaczyłam kto trzyma moją głowę, zamarłam – był to Louis. Kiedy zobaczył jak zaczęłam dygotać z zimna, wziął mnie na kolana i przytulił mocno do siebie. Uspokoiłam się wtedy i poczułam się bezpieczna. Z okropnym łomotaniem serca, zdołałam wykrztusić z siebie kilka słów:

-Dziękuję, że mnie uratowałeś………-nie dokończyłam zdania.
-Oj nie dziękuj. Ale kim był ten chłopak co cię tak potraktował??-zapytał z troską
Zaczęłam płakać, bo nie bardzo chciałam o tym mówić, ale z trudem zaczęłam opowiadać:

-To był mój były. Półtora roku temu zerwaliśmy. Bił mnie, wyzywał i źle traktował.
-Jeżeli nie chcesz o tym mówić to nie mów….
-Ale ja wolę to komuś powiedzieć. Pewnego wieczorku kiedy zasnęłam podczas oglądania filmu zgwałcił mnie. Miałam wtedy 16 lat…….- i w tym momencie skończyłam moją odpowiedź, bo zaczęłam płakać.
-Jejku, nie płacz – powiedział Louis i otarł moje oczy z łez.
-Ja mu nigdy tego nie wybaczę. Za bardzo mnie skrzywdził. – powiedziałam przez zapłakane oczy.
~~~~
Skończyliśmy naszą rozmowę. Siedziałam wtulona w Louis’a. Płakałam.  Czułam jak Louis mnie mocno trzyma i chyba nie miał zamiaru mnie puścić. Siedzieliśmy tam, tak długo dopóki nie zaczęło zachodzić Słońce. Było mi bardzo dobrze przy Louisie. Ale nagle się zerwałam…. Louis zapytał:

-Co się stało??
-Przepraszam Cię, ale muszę już iść. Mama z bratem na pewno się martwią. – odpowiedziałam
-Poczekaj chwilę, muszę Ci coś wyznać……….Wiem, że jesteś fanką One Direction, a ten chłopak nie zasłużył na taką dziewczynę jak ty… - Louis zaczął mówić, ale mu przerwałam
-Dzięki to bardzo miłe, ale nie wiesz o mnie jednego…..Bo jak ten chłopak mnie zgwałcił to….to… - nie dokończyłam. Louis mnie pocałował
-Domyśliłem się, ponieważ jak cię wyciągnąłem z wody to zaczęłaś bardzo krwawić – odpowiedział
-Ale, jak to. To znaczy, że ja…ja, poroniłam?? Wiem, że to dziwne, ale chciałam urodzić to dziecko i oddać do adopcji… - zaczęłam płakać.
-Tak mi przykro… - odpowiedział i mnie przytulił na picieszenie
-Dobrze, ale ja już naprawdę muszę iść…Do zobaczenia. Może jeszcze kiedyś się spotkamy
-Poczekaj odprowadzę Cię do domu i masz tu jeszcze kilka biletów na nasz koncert.
-Dziękuję!! – rzuciłam mu się na szyję.
Potem złapał mnie za rękę i odprowadził mnie do domu. Przed wejściem w furtkę złapał mnie i szepnął do ucha:

-Miło było Cię poznać. Kocham Cię i mam nadzieję, że się kiedyś jeszcze spotkamy. Nie na koncercie, ale może tak osobiście……..

Podoba się?? Chcecie następny?? Jak tak to z kim??
A i jeszcze zobaczcie Imagin z Zayn'em, bo troszeczkę go zmieniłam. I napiszcie czy Imaginy wam się podobają.


16.jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

directionerka_4ever
 
ziall_asdfghjk[1].jpg


Oczami Niall'a:
Pierwszy dzień w szkole.
A właściwie na studiach. Wybrałem dziennikarstwo. Odkąd One Direction się rozpadło postanowiłem się czymś zająć. Często o tym myślałem...
O zespole, o chłopakach. Zayn studiuje na tej samej uczelni, Harry sam koncertuje, a Liam...
Liam'a już nie było. Nie lubiłem o nim rozmawiać. Wypadek, śmierć. Jeszcze Louis, mój przyjaciel. Ma pracę, żonę, spodziewają się dziecka. Prawdziwy szczęściarz. Tęsknie za nimi wszystkimi, wspólnymi koncertami, odpałami. To, że zespół się rozpadł w dużej mierze było moją winą. Moją i Malik'a. Po śmierci jednego członka chcieliśmy grać na dal, mieliśmy fanki. Najgorzej było z Hazzą. Załamał się - sięgał po narkotyki, alkohol. Lou znalazł miłość, oddalaliśmy się od siebie. Zostałem ja i Zayn. Właściwie Ziall.
Tak, jestem homoseksualistą. Odkąd poznałem Malik'a spodobał mi się. Dziewczyny przestały mnie kręcić. Myślałem, że to z czasem minie. Wyznałem to Zayn'owi podczas rozpadu. Uciekł ode mnie. I od tego czasu zespół nie istnieje.
***
Oczami Zayn'a:
Nienawidzę początku roku szkolnego! Nie cierpię...
Te wszystkie formalności. I jeszcze masa dziewczyn jarająca się tym kim jestem. A raczej tym kim byłem. Były gwiazdor One Direction, piszczą na mój widok. Mam nadzieję, że nie spotkam Niall'a. Nie chcę go znać. To znaczy chcę. To wszystko jest takie trudne. Sam nie wiem czego teraz chcę. Zerwałem z Perrie, Niall wyznał mi miłość. Zawsze był moim najlepszym przyjacielem, ale ja zerwałem z nim kontakt. Teraz gdy o nim myślę, przywołuję same dobre wspomnienia. Muszę to naprawić.
*
Wykłady się już kończyły. Dowiedziałem się kiedy Niall kończy zajęcia. Oparłem się o mur szkoły i czekałem. Zapaliłem papierosa. Po dłuższym czasie ujrzałem Horan'a. Nie zauważył mnie, zaczekałem aż kawałek odejdzie. Ruszyłem za nim. Dogoniłem go, pewnie się nie ucieszy.
***
Oczami Nialler'a:
Ktoś szedł koło mnie. Czarna czupryna, palący się papieros. Popatrzyłem na niego, nie wierzyłem, że to ON.
-Zayn? -zapytałem cicho
Pokiwał głową.
-Zayn, wybacz mi... -powiedziałem
-To ty mi wybacz. Ja zrozumiałem, że nie chcę cie tracić. Że chcę być z tobą! -oznajmił mi Malik
Doszliśmy do mojego mieszkania, weszliśmy do środka. Zayn przycisnął mnie do ściany, nie opierałem mu się. Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
*
Miesiąc po tym wróciliśmy na scenę. Jako Ziall Horalik. Tak nas nazwały fanki, a nam to odpowiada.
ziall[1].jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

directionerka_4ever
 
Pierwszy zboczony imagin ;3 Pozdrawiam wszystkie zboczuszki ;3
*
2c339a33e219ca300195e59dfe54bedb19b5384bl[1].jpg

Oczami Lou:
Oglądałem telewizję. Nudziło mnie to. Jak to bywa w sobotnie popołudnie w Tv jest pełno filmów, ale nic fajnego nie można znaleźć. [t.i] brała prysznic. Postanowiłem jej potowarzyszyć. Nagle nabrała cię ochota na co, nie co. Mała rozrywka nie jest zła. Zaśmiałem się i ruszyłem do łazienki. Zapukałem.
-Wejdź. -zawołała
Wszedłem do łazienki, rozebrałem się. Otworzyłem kabinę i wpakowałem się tam. [t.i] zaśmiała się.
-No bo wiesz... mam straszną ochotę się z tobą wykąpać. -powiedziałem
-Wykąpać? Myślałam, że masz ochotę na coś innego. -odrzekła
-No to też.
***
Oczami [t.i]:
Tommo pocałował mnie. Nasze ciała ocierały się o siebie. Przerwałaś pocałunek i uklęknęłaś. Jego 'przyjaciel' stał już na baczność. Za każdym razem zadziwiała mnie jego wielkość. Poprzedni chłopacy nie mieli takiego nadprzyrodzenia. Wzięłam go do ręki, wykonując ruchy - góra, dół. Louis jęczał, lubił to. Wyłączył wodę, pobiegliśmy do sypialni. Woda skapywała z nas, położyliśmy się na łóżku. Poczułam chwilowy ból, mój chłopak włożył we mnie palce. Bawił się tak przez chwilę. Gdy wyjął palce, wszedł we mnie powoli. Jego ruchy na początku były wolne, ale po chwili przyspieszył. Jęczałam głośno, wbiłam paznokcie w jego plecy.
-Louis! -krzyczałam
Po kilku minutach wyszedł ze mnie. Położył się, a ja usiadłam na nim okrakiem. Nasza ulubiona pozycja. Wbił się w moją 'szparkę'. Skakałam na nim energicznie, krzyczałam.
-Tommo!
Jęczał. Zeszłam z niego.
-Nie spuściłeś się jeszcze. -oznajmiłam
-Mhm, to się zaraz zmieni. -zatwierdził
Tym razem brał mnie od tyłu, 'na pieska'. Wchodził we mnie energicznie, mocno. Jak najgłębiej. Krzyczałam jego imię. Czuł, że zaraz dojdzie. Po chwili poczułam jego spermę w sobie. Nie zdążył wyjść. Gdy wyszedł sperma trysnęła na mnie i na niego. Zlizywał ze mnie białą maź. Po tym zaczął dopieszczać moje sutki...
***
Oczami Lou:
Nigdy tak dobrze się nie czułem. [t.i] była dla mnie najważniejsza. Kocham ją i nigdy jej nikomu nie oddam. Jest moja i zawsze będziemy razem.
Pocałowałem ją, usnęła wtulona we mnie.
*
Chcieliście z Lou. Macie z Lou ♥

tumblr_myof8aHdJV1sjfeiso1_500[1].jpg
  • awatar Ziarenko: Dzięki, dzięki, dzięki! Uwielbiam twoje imaginy! Wcześniej nie czytałam imaginów, ale Twoje są super! Nadal uważam, że powinnaś założyć bloga z opowiadaniem! Cześć!
  • awatar Mrs. Tomlinson: Boże, jaka orgia *3* CUDO CUDO I JESZCZE RAZ CUDOOO ! mega
  • awatar Last minute-Opowiadaia: ALE OSTRO Mrauuu pozazrdośćić :P;
Pokaż wszystkie (3) ›
 

directionerka_4ever
 
Oczami [t.i]:
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Byłam umówiona z chłopakiem, Louis'em. Tak, z Louis'em Tomlinson'em. Dzisiaj mijała nasza rocznica. Byliśmy ze sobą już rok. Media głośno komentowały ten związek, lecz ich zdanie mnie nie interesowało. Podobno nie mieliśmy szans, a jednak jesteśmy razem już rok. Dzisiaj Lou zaprosił mnie na romantyczną kolację do naszej ulubionej Londyńskiej restauracji. Mówił, że szykuje jakąś niespodziankę. Otworzyłam mu, pocałował mnie.
877cd04b628125126a3dd91e5fba7097.jpg

-Ślicznie wyglądasz, skarbie. -pochwalił mnie
Podziękowałam.
***
Oczami Lou:
Pojechaliśmy do restauracji. Zamówiłem stolik na tarasie, nikt nam nie będzie przeszkadzał. Kolacja już na nas czekała. Kilka świeczek paliło się na stoliku. Usiedliśmy.
-Co z tą niespodzianką? -zapytała [t.i]
Zawsze była taka niecierpliwa. Uśmiechnąłem się, jeszcze nie teraz. Pewnie się tego nie spodziewa. Uśmiechnęła się. Uwielbiałem jej uśmiech. Jest śliczna. Tak jak i ona cała.
-[t.i]. Ten dzień jest dla mnie bardzo ważny, jak wiesz obchodzimy rocznicę. Z tej okazji, chciałem Ci powiedzieć jak bardzo cię kocham. Jak wiele dla mnie znaczysz. Dziękuję Ci, że tak długo ze mną wytrzymujesz. Po prostu kocham cię, [t.i].
-Nie wiem co powiedzieć, Lou. -odrzekła
Sięgnąłem do lewej kieszeni. Była pusta, trochę się przestraszyłem. Poszukałem w prawej kieszeni i wyciągnąłem małe czerwone pudełeczko.
Wstałem i klęknąłem.
-Kochanie. Czy będziesz moją żoną? -zapytałem
[t.i] wstała. Była zaskoczona, ale po chwili się zgodziła. Nie wahała się. Wstałem i założyłem jej pierścionek.
-Jest śliczny! -pochwaliła
Nie wybierałem go sam. Zayn mi pomógł, on kupił Perrie podobny.
***
Oczami [t.i]:
Byłam naprawdę zaskoczona. Byłam pewna, że chcę być z Lou. Kochałam go. Nie dlatego, że jest sławny. Znałam go przecież od liceum i zawsze mi się podobał. To, że potem się spotkaliśmy to czysty przypadek. Nie przeszkadza mi to, że piszą o nas w mediach, że paparazzi śledzą mój każdy krok. Ważne, że te kroki stawiam wraz z nim. Z moim przyszłym mężem.
***
Następnego dnia media już o tym pisały. Na zdjęciach widoczny był mój pierścionek, a rzecznik prasowy 1D potwierdził tą informację. Tak samo jak zaręczyny Zerrie. Może dojdzie do podwójnego ślubu? To byłoby coś. Na razie jednak nie wbiegam w przyszłość, cieszę się tym co jest teraz.
***
Zaległy piątkowy imagin. Wieczorem +18. Z kim chcecie? :*

elle-louis-tomlinson-hot-topic-de[1].jpg
  • awatar Ziarenko: Jezu, jakie to słodkie! Kocham czytać takie imaginy! Jeszcze do tego najbardziej z nich lubię Lou! Weź z nim zrób następny! Proszę! Piszesz bardzo fajnie! Zastanów się nad założeniem bloga z opowiadaniem! Na pewno bym zaglądała i komentowała! Powodzenia życzę i weny na przyszłość!
  • awatar Mrs. Tomlinson: Jakie boskie *3* +18 zrób z LOU <3
  • awatar Last minute-Opowiadaia: Boskie :p
Pokaż wszystkie (3) ›
 

directionerka_4ever
 
Oczami t.i:

Obudziłam się. Kolejny deszczowy poranek w Londynie. Wstałam i ruszyłam do kuchni, na stole znalazłam jakąś karteczkę:
ρσנє¢нαłєм ∂σ ρяα¢у,
3мαנ ѕιę кσ¢нαиιє :*

Uśmiechnęłam się pod nosem. Liścik od Liam'a, pewnie teraz siedzi w studiu i wróci wieczorem. Po śniadaniu ubrałam się w to:
b801d445894a75fd2408e0ff4d83c783[1].jpg

Zadzwoniłam do Liam'a czy wszystko w porządku. Siedziałam u Anne, mojej przyjaciółki. Wtedy zadzwonił telefon. Myślałam, że to Liam, ale myliłam się.
***
Oczami Liam'a, pół godziny przed telefonem:
Jechałem samochodem. Hazza i Niall kazali jechać mi po coś do jedzenia, kierowałem się do Mc'a. Dzwonił telefon, widząc kto to nie odebrałem. Gdyby dzwoniła [t.i] odebrałbym, ale to nie ona...
Zapatrzyłem się w migający ekran iPhon'a. Czytałem kto dzwonił, nie patrzyłem na drogę. A po chwili słyszałem tylko zgrzyt hamulców, pisk opon, ktoś chyba krzyczał. A ja? Poczułem straszny ból, straciłem przytomność.
***
-Halo? Czy rozmawiam z narzeczoną pana Payne? -odezwał się głos w telefonie
-Tak, coś się stało? -powiedziałam
-Pan Payne miał wypadek i jego stan jest krytyczny.
Miałam łzy w oczach. Lekarz podał mi adres i wraz z Anne pojechałam do szpitala. Byłam cała roztrzęsiona. Jak to możliwe, dlaczego właśnie Liam? Mój Liam...
Harry, Niall, Zayn i Louis kręcili się po korytarzu. Wszyscy byliśmy zasmuceni, usiałam na krześle. Liam długo był operowany. Wszyscy mieli nadzieję. Że będzie dobrze. Że mu się uda.
Ktoś mnie po przyjacielsku objął. Podniosłam głowę, to był Louis. Zawsze, gdy nie było przy mnie Liam'a pocieszał mnie.
-Liam, jest silny da radę. -powiedział Lou
-Wiadomo, że mu się uda. -dodał Zayn, siadając po mojej prawej
Hazza i Niall chodzili po korytarzu, nie wiedząc co z sobą zrobić.
-To nasza wina, [t.i]. -odezwał się Styles
-Równie dobrze ja mogłem jechać. -dodał Horan
Westchnęłam tylko. Nie byłam na nich zła, to nie ich wina. Zadręczali się tym co się stało.
***
Po dłuższym czasie wyszedł lekarz. Wszyscy spojrzeli się na niego, wstałam.
-Przykro mi, ale nie udało się nam go uratować. -odparł
Rozpłakałam się, Louis przytulił mnie. Każdy z nich płakał, nie długo media się o tym dowiedzą...
***
Bania mi pęka po sylwku ziomki XD

One2_1683073a[1].jpg
  • awatar James Arthur: Świetny blog <3 Zapraszam do mnie zostaw po sobie ślad ^^
  • awatar Mrs. Tomlinson: Jezu, takie smutne, aż płakałam na końcu, bo myślałam że Liaś przeżyje. No cóż, talent jest i go nie zmarnuj dziewczynko!
  • awatar sexilouiwiki: Świetne! Ps. Też uwielbiam One Direction i kocham Lou♥♥♥
Pokaż wszystkie (5) ›
 

directionerka_4ever
 
Ubrałaś się w obcisłą sukienkę, zarzuciłaś skórzaną kurtkę i udałaś się na imprezę. Organizatorką była Twoja najlepsza przyjaciółka, Danielle. Nie była to jakaś wielka impreza - około trzydziestu osób i One Direction. Tak, to słynne One Direction. Pięć chłopaków, którzy mają miliony fanów. A ja i Danielle się z nimi przyjaźnimy. No cóż, moja przyjaciółka tworzy szczęśliwy związek z Liam'em. Wie, że podoba Ci się Zayn. Twój przyjaciel. W sumie dla Ciebie to coś więcej niż przyjaźń, ale czy dla niego też?
Nie ma co się okłamywać, Zayn jest idealny. Pociągający. Miał tylko jedną wadę - dla Ciebie nie dostępny. Taki sławny piosenkarz jak on, może wyrwać każdą laskę. Przywykłaś, że nie zainteresuję się taką zwykłą dziewczyną. Chociaż kilka dni temu zrobiłaś mały krok. Wrzuciłaś mu do kurtki list miłosny, widziałaś jak go odczytuje. Jak uśmiechał się pod nosem, zerkając dyskretnie na boki. Nie wiedział od kogo, i tak miało pozostać. Przynajmniej na jakiś czas. Wiele chłopaków się tobą interesuje, mówią jaka jesteś pociągająca. Ale Zayn? To zupełnie inny typ. Flirtuje tylko jak jest pijany, na co dzień przecież dziewczyny podrywają jego...
Wyrwałaś się z zamyśleń, gdy doszłaś do willi Danielle. Przyszłaś wcześniej, aby jej pomóc. Żaden z gości jeszcze się nie zjawił.
***
Goście pojawiali się na imprezie. Wypatrywałaś Zayn'a wśród ludzi, ale nie zauważyłaś żadnego członka 1D. Usłyszałaś muzykę i postanowiłaś nie zaprzątać sobie chłopakami głowy.Impreza się rozkręcała. Ludzie tańczyli w rytm muzyki puszczanej przez DJ'a. Rzuciłaś się w wir tańca, bawiłaś się doskonale. Po kilkunastu minutach poczułaś jak, ktoś złapał cię za ramię. To Liam, pytał gdzie jest jego dziewczyna. Wyjawiłaś mu, że poszła na taras widokowy.Skoro przyjechał Payne, gdzieś musiał kręcić się Malik. Poszłam go szukać. Pragnęłam go ujrzeć, pogadać z nim. Zobaczyłam go przy barku. Barman przyrządzał jakiegoś drinka dla chłopaka. Usiadłam obok Zayn'a i poprosiłam o coś mocnego.
-Cześć [t.i]. -odparł Zayn
Przywitałam się z nim. Uwielbiałaś jego uśmiech, szczery. Bałam się wyznać mu co czuję, co jeśli to zniszczyłoby naszą przyjaźń? Nasza znajomość legła by w gruzach. Danielle radziła bym mu powiedziała. Ale strach, nie pozwalał mi na to.
Piosenkarz obrócił głowę skupiając wzrok na tyłku jakiejś kobiety.
-Pójdziemy gdzieś? -usłyszałam głos Malik'a
Jego oczy były zwrócone na mnie, pokiwałam głową na tak. Szybko wstał i udał się na taras. Pobiegłam za nim. Tutaj muzyka nie była tak głośno, można była swobodnie porozmawiać. Po prawej Liam całował się z Danielle. Zaś Zayn oparł się o balustradę, stanęłam obok niego. Podziwialiśmy widoki, milcząc. Nie cierpię, gdy nastaję taka niezręczna cisza.
-[t.i], pięknie wyglądasz. -powiedział ciemnowłosy
Podziękowałaś.
-Zayn, chyba musimy pogadać.
-Cały czas rozmawiamy...
-Pamiętasz jak kilka dni temu znalazłeś liścik w kurtce?
Czekałaś aż przytaknie. Widocznie wracał myślami do tamtego wydarzenia.
-Pamiętam, ale nie wiem od kogo był. -potwierdził piosenkarz
Chwilę milczałam.
-Zrozum. Był ode mnie. To co tam napisałam było naprawdę szczere. Bałam się, że zniszczę naszą przyjaźń. Ale ja już...
-Nic nie mów. -przerwał mi
Chciałaś coś jeszcze powiedzieć, ale Zayn schylił się. Złączył wasze usta w czułym pocałunku. Czułaś jego delikatny język, równe zęby. Po chwili przestał i powiedział:
-[t.i], zakochałem się w Tobie. Nic nie zniszczy tej przyjaźni!
-A właściwie miłości. -dodałaś
Zaśmiał się cicho. Po czym pocałował Cię w szyję. Po chwili złączył wasze usta. Zayn Malik całował Cię po raz drugi. Ukradkiem ujrzałaś Danielle, która szeroko się uśmiechała. Liam coś do niej szeptał, spoglądając na mnie. Widocznie ta para miała w twojej sprawie jakiś wkład. Czy to ważne?
Ważne jest to, że jesteś szczęśliwa z Zayn'em. Tworzycie idealną parę.
***

Mój pierwszy imagin :D
Trochę eksperymentuję, czy pisać w 1. osobie, czy w 2. No cóż, nad tym jeszcze pomyślę.
Zostawiam wam to do oceny :)
 

imnaginy1d
 
Mijały miesiące, a ty co raz więcej czasu spędzałaś z Harry'm, znaliście się 3/4 miesiące a mieliście wrażenie, że znacie się od dziecka. On ci się zwierzał, natomiast t nie wiedziałaś co robić, raniłas chłopaka tym, że nie mówiłaś mu wszystkiego. Wielkimi krokami zbliżał sie koniec roku szkolnego, a Louis znów zaczoł do ciebie podbijać. Za każdym razem odrzucałaś jego propozycje spotkania, i wszystkie jego zaloty. Pewnego dnia podczas lekcji dostałaś liścik, napisane było na nim: " (t.i.) Kocham Cię wiesz, przepraszam, za to co było wcześniej, ale to było i minęło. Teraz już wiem kogo naprawde kocham. Prosze umówisz się ze mną?" Ty natomiast po przeczytaniu liściku pogniotłaś kartkę i rzuciałaś w chłopaka. Zabrałaś plecak i uciekłaś z klsy, wszystko wróciło, uczucie do Louis'a, pragninie złapania go za rękę, powąchania jego bluzy, wspólnych spacerów, brakowało ci tego. Pobiegłaś do toalety damskiej, usiadłaś na kafelkach i płakałaś, nie potrafiłaś powstrzymać łez, spływały jedna po drugiej. Tego samego dnia otrzymalaś telefon od mamy, że twój tata nie żyje, bo zmarł w wypadku samochodowym. Chwilę później słyszałaś głos Harr'ego, najprowdopodobniej szukał cię. Chwile później usłyszałaś dźwięk otwierających się drzwi. Był to szatyn, widząc cie w takim stanie, usiadł obok ciebie, wyciągnął chusteczki i wytarł ci twarz.
Harry: (t.i.) nie płacz. Nie ma sensu.- chłopak przytulił cię.
Ty: Harry ale ty nie wiesz o co chodzi.
H: Chodzi o Louis'a? O ten liścik?
Ty: Tak, też. Kiedyś chodziłam z nim ale zranił mnie kilka razy, a ja mam już tego dosyć, przestałam do niego czuć cokolwiek, ale teraz, ten liścik...- znów zaczęłaś płakać, a Harry obioł cię i gładził cię po ramieniu.
H: Nie chcesz nie mów.
Ty: Powiem, muszę powiedzieć.
H: Nic nie musisz, nie zmuszam cię.
Ty: Ale ja chcę. Bardzo kochałam Louis'a ale ten ciągle nalegał na sex, a gdy ja się nie zgadzałam, była kłótnia i on mówił "idę na dziwki, pa kochanie" no i tak było. Louis chodził się zabawiać z kobietami, z ulucy a ja zostawałam u siebie w domu sama. Wiesz dlaczego nie rozmawiam z nikim z klasy oprócz ciebie?
H: Nie.
Ty: Oni wszyscy wystawili mnie w zeszłym roku, siedziałam przez całe wakacje sama,wszyscy mnie olali.
H: A Eleanor, przecież się przyjaźniłyście?
Ty: Przyjaźniłyśmy ale ona również wolała chodzić na imprezy z nimi, a mnie zostawili. A do tego wszystkiego dostałam jeszcze dzisiaj telegon od mamy, że mój tata nie żyje.- Harry mnie pocałował w czoło.
H: Spokojnie kochanie, ułoży się jeszcze wszystko, będzie dobrze, masz mnie, możesz na mnie liczyć. Nie płacz. Ja mam tylko ciebie.- W tym momencie czułaś się bardzo bezpiecznie przy Harry'm, przytuliłaś się do niego, głowę położyłas na jego ramieniu.
Ty: Hazza, jak ty wogóle się tu znalazłeś?
H: Wybiegłem za tobą, Hazza?
Ty: Mogę tak na ciebie mówić?
H: Taak, przepraszam ale tak mówiła do mnie moja była dziewczyna. Nie mam nic przeciwko możesz tak mówić.- Gdy wyszliście z toalety było zbiegowisko ludzi, a w tłumie uakazał się Louis.
Louis: Nooo i jak (t.i.) było ci z Harry'm tym pedałem?
H: Zamknij morde!!! Uważaj trochę ze słowami.
L: Oooo (t.i.) ale twój kochaś jest agresywny.- Harry wyszedl z siebie popchnał chłopaka na ściane, a gdy juz chciał go uderzyć, złapałas go za rękę.
H: (t.i.) póść moją rękę.
Ty: Nie Hazz, to należy do mnie, już zrobiłeś wystarczająco, dziękuje.
H: Napewno, poradzisz sobie?
Ty: Tak napewno.- uśmiechnęłaś się do Harre'go. I podeszłaś do Louis'a.
Louis: Na co czekasz, no bij! przecież wiem że nic mi nie zrobisz. Zbyt dużo dla ciebie znaczę, dlatego mi nic nie zrobisz.- Zaczął śmiać ci się w twarz.
Ty: Tak bardzo jesteś tego pewnien?
L: Nigdy nie byłem bardziej pewny.
Ty: No to się myliłeś.- Uderzyłaś go z całej siły w twarz.
L: I co myślisz dziwko, że co bolało mnie to, moje koleżanki z ulucy biją mnie mocniej, a myślisz że mnie to zabolało? HAHAHAHAHAHA- zeszkliły ci się oczy.
Ty: No to proszę jeszcze to w gratisie.- Kopnęłaś chłopaka w krocze, a ten się zgioł, wykorzystałaś okazje i uderzyłaś go jeszcze kilka razy z kolana w brzuch, a doprawiłaś uderzeniem w plecy. Louis z bólu opdał na podłogę.
Ty: I co boli?! Tak? Cieszę się bardzo, teraz ty cierp!! Nienawidzę cię!!- odeszłaś zostawiając chłopaka w takim stanie. A Harry wpadł w podziw, że tak załatwiłaś Louisa.

louis-and-harry-3-louis-tomlinson-34826215-500-514.jpg
  • awatar gość: Fajne ;) zapraszam do mnie http://95direction.blogspot.com/
  • awatar gość: Byle tak dalej
  • awatar gość: odjazdowe będzie next part???:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

imnaginy1d
 
Siedziałaś przed laptopem, a dni wolnego od szkoły mijały. Nudziłaś się, dzwoniłaś do koleżankek aby się z nimi umówiś na jakiś spacer lub zwykłą przejażdżkę rowerami, ale one za każdym razem odmawiały, mówiły: "sorka, ale dzisiaj nie mogę", "źle się czuje". Te wakacje były tymi najgorszymi, chciałaś aby się już skończyły ale z drugiej nie chciałaś wracać do szkoły. Był w klasie taki jeden chłopak nazwyał się Louis, zranił ciebie kilka razy, byłaś w nim zakochana, dlatego dawałaś mu kolejne i kolejne szanse. Dopiero teraz zdałaś sobie sprawe, iż nie warto, ponieważ jest on jeszcze głupim chłopakiem i nie rozumie co to znaczy "kochać". Nie chciałś go widzieć chciałaś zapomnieć ale nie potrafiłaś. Brakowało ci osoby z którą mogłaś porozmawiać, powiedzieć jej wszystko co leży ci na sercu, ale byłaś bardziej zamkniętą w sobie osobą, nie potrafiłaś wszystkiego powiedzieć byle komu. Dusiałaś wszystko w sobie, a to pogarszało z dnia na dzień twoje psychiczne samopoczucie. Zbliżał się koniec wakacji, musiałaś się przygotować do szkoły, ale im bliżej było do kolejnego zawitania w niej, tym bardziej nasiliły ci się myśli o Louis'ie. Znowu zaczął ukazywać się we sanch, miałaś chcęci go spotkać ale bałaś się tego.
*** 1 dzień w szkole
Wstałam wcześnie rano ubrałam czarną spódnice i białą koszule, wyszłam z domu. Gdy byłam już na sali gimnastycznej, wszyscy byli już poustawiani klasowo w grupach. Podeszłaś pod ścianę i stanęłaś koło jednego z kolegów, z klasy, chwile później zaczął się apel, później rozeszli się wszyscy do klas, a wychowawcy rozdali plany zajęć. Patrzyłaą się na Louis'a ale nie chciałaś, nie chciałaś ale patrzyłaś, tak bardzo za nim tęskniłaś, chciałaś aby wssytko było jak kiedyś pirewszym razem gdy spotkałaś się z nim. Ale już nic takie nie będzie, wyszłaś jako pierwsza z klasy i udałaś się prosto do domu nie zwracając na nic większej uwagi. Minął 1 tydzień nie oddzywałaś się do nikogo, ale na jednej z przer podeszła do ciebie "przyjaciółka"
Eleanor: Cześć (t.i)
Ty:...
El: Co się dzieje?- nie odpowiedziałaś.- no mów o co chodzi, przecież widzę.
Ty: Nic się nie stało.- Dziewczyna obieła ciebie i odeszłyśmy od znajomych.
El: No mów o co chodzi.
Ty: Możesz mnie zostawić, odejdź.
El: (t.i.) co się stało, nie rozumiem.
Ty: Nic, nie chcę z tobą, ani z nikim innym rozmawiać.
El: Jak chcesz, nie rozumiem ciebie.- Dziewczyna odeszła i zostawiła ciebie samą, znowu zostałaś sama, nie było nikogo przy tobie. Usiadłaś na ławce, która stała niedaleko. Zrobiło ci się bardzo przykro, widząc wszystkich w jednej grupie. Po powrocie do domu przebrałaś się, nie zdążyłaś zjeść obiadu, a usłyszałaś dzwonek do drzwi, poszłaś je otworzyć.
Eleanor: (t.i.) możesz mi wytłumaczyć o co chodziło ci w szkole?
Ty: Idź stąd.
El: (t.i.)?!
Ty: Dobra taka ciekawa jesteś to prosze bardzo, Louis zerwał ze mną na koniec roku, zostałam sama cała klasa się razem świetnie bawiła, a ja siedziałam jak osioł w domu, dzwoniłam do was i każdy mnie olewał!! Zostaw mnie chce być sama, przez całe wakacje byłam to teraz też mogę!! Odejdź.- Eleanor była zdziwiona tym jak zearagowałam.- Nie chcę cię widzieć myslałam że jesteś coś dla ciebie znacze, że jesteś moją przyjaciółką. No spierdalaj!!!!- Dziewczyna odeszła, w szkole nawet się na mnie nie spojżała. Minął miesiąc a ja nadal siedzę sama na przewach, siedzę sama zamknięta w pokoju i nie rozmawiam z nikim. Rodzice zaczęli się o mnie martwić. Nadszedł 2 semestr, a razem z nim przyszedł do naszej klasy nowy chłopak. Zaczęła się pierwsza lekcja w tym semstrze siedziałaś w przedostatniej lawce przy oknie były 3 ławki wolne.
Harry: Cześć, mogę się dosiąść?- Cała klasa się spojżała na was, ponieważ nikt z klasy nie zamieniał z tobą słowa więc penie pomysleli, że go również olejesz.
Ty: No pewnie siadaj.- Uśmiechnęłaś się pierwszy raz do bardzo długiego czasu. Chłopak odwzajemnił uśmiech i zajął miejsce obok Ciebie.
H: Nazywam się Harry.- podał ci rękę.
Ty: (t.i.)
H: Dlaczego siedzisz sama? Myślałem że to ja będę siedział sam, bo nie będę miał tu żadnych znajomości to nikt nie będzie chciał ze mną siedzieć, albo wszyscy będą mieli już swoje miejsce.
Ty: Ja siedzę na każdej lekcji sama i sobie jakoś radzę.
H: Naprawdę siedzisz na każdej lekcji sama?
Ty: Tak.
H: Ja bym tak nie wytrzymał, ciągle mi się chce z kimś gadać albo wygłupiać.- Chłopak uśmiechnął się.
Ty: Jesteś bardzo podobny do większości osób w tej klasie.- Chłopak się już nie odezwał. Do końca lekcji siedział cicho. Przez całe 45 minut siedziałaś i kątem oka przyglądalaś się chłopakowi, miał takie piękne kręcone włosy, szarą koszulke, tak ładnie od niego pachniało, chciałaś aby ta lekcja trwała jak najdłużej. Niestety ale nic nie trwa wiecznie minęło to tak szybko. Na przerwie chciałaś podejść do chłopaka, poczułaś w brzuchu uczucie takie jak kiedyś miałaś gdy patrzyałś na Louis'a. W momencie gdzie podchodziłaś do Harr'ego, ale podeszła do niego Eleanor i zabrała go do ich grupy. Chłopak do końca dnia rozmaiwał z nimi, a na lekcjach nie dosiadał się do Ciebie, tylko do całej reszty. Pod koniec tygodnia Harry podszedł do ciebie, na jednej z przerw.
H: (t.i.) czemu nie siedzisz tam razem z resztą?
Ty: Nie chcę.
H: Eleanor móiwiła, że była twoją przyjaciółką ale coś ci odwaliło i teraz zawsze siedzisz tu sama.
Ty: I co ci jeszcze nagadali, no słucham ciekawa jestem.
H: Mówili mi troche o tobie, ale ja nie lubie gdy ktoś mi o kimś opowiada. Wiesz, zdaje mi się że nie pasuje do nich. Rozmawaiają o każdym, śmieją się i dużo gadają, może jestem do nich troche podobny ale oni przesadzają. Mogę posiedzieć tu z tobą?
Ty: Pewnie siadaj.
H: Czemu ty z nimi nie siedzisz?
Ty: Widzisz ja też nie pasuje do tego toważystwa i mnie zawiedli...
H: Co się stało.
Ty: Nic takiego, nie ważne, nie wracajmy do przeszłości.
H: Okej, jak nie to nie, nie będę ciebie do nieczego zmuszał.- od tego czasu zawsze Harry siedział z tobą na przetwach i siedzieliście na każdej lekcji razem...

images.jpg
  • awatar Liam's princess ♥: super <3333 świetny blog zapraszam :D
  • awatar ι мαкє мιѕтαкєѕ.: Fajny. Nigdy chyba nie czytałam nic lepszego. Zapraszam do siebie. ;)
  • awatar Porankowa ♥: Podoba mi się! i to bardzo! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

oskaroholicy666
 
CZĘŚĆ PIERWSZA: ODRODZENIE

    Był piękny, acz pochmurny dzień, więc pomyślałam, że skoro pada i jest taka brzydka pogoda, to nie będę wychodziła z domu i troszkę posprzątam, powycieram kurze. Wytargałam ze schowka wielką miotłę zrobioną z końskiego włosia i rozejrzałam się.
    Maria, gosposia zatrudniona przez moich rodziców, krzątała się po domu. Poczułam zapach cytrynowego płynu do mycia podłóg i świeżo ściętych margerytek. Wszystko już wysprzątała.
    Ale nie wiedziała o istnieniu jednego pomieszczenia w domu. Na pewno było tam mnóstwo kurzu, zdechłych karaluchów i pleśni, jednak odważyłam się tam pójść.
    Poszłam schodami na najwyższe piętro mojego domu, czyli na stary dwudziestowieczny strych,  niegdyś zamieszkany, teraz przerobiony na rodzinną rupieciarnię. Można było tam znaleźć wszystko: stare zastawy stołowe, jedwabne kalosze, strój do tenisa lacoste, gadżety erotyczne, staw z rybami, czy nawet poćwiartowane zwłoki.
    Otworzyłam szafę w stylu rokoko i wytargałam z niej dużą drewnianą skrzynię. Otworzyłam ją i wyciągnęłam z niej mniejszą. Na samym jej dnie leżała mała karafka. Schyliłam się po nią do skrzyni, ale wpadłam w nią.
    Leciałam na dno tak efektownie i pięknie, niczym Magik spadający z dziewiątego piętra, niczym fortepian Szopena, który carscy żołdacy wyrzucili na bruk. Gdy tak spadałam, jak ten fortepian Magika, skrzynia z hukiem się zamknęła, zamykając także mnie.
    Z dwojga złego, próbowałam otworzyć karafkę, lecz ona nie dała za wygraną. Zostałam zamknięta bez picia, jedzenia i mojega iPhona, na którym zapisane były moje ulubione utwory rapera PiKeja.
    Sekundy upływały niemiłosiernie długo. Nie wiem jakim cudem przetrwałam tam noc.
    Znów zainteresowała mnie karafka leżąca obok, ostrożnie wzięłam ją w dłonie i przyglądałam się jej z zaciekawieniem. Z jej wnętrza dochodził duszący swąd zgnilizny.
    Postanowiłam jeszcze raz spróbować otworzyć ją, lecz nie miałam tyle siły, byłam wycieńczona, na dodatek kończyła mi się codzienna racja tlenu.
    Potarłam karafkę i - ku mojemu zdziwieniu - wyłoniła się z niej postać chłopięcej postury. O włosach miękkich niczym jedwab. Oczy miał niebieskie, a usta jednocześnie miękkie i jędrne. Dobrze wyrzeźbione ciało, aż chciało się dotknąć ogromnych mięśni.
    Wygładził kraciastą flanelową koszulę i rurki w kolorze lila róż i wyciągnął rękę na powitanie.
    Uśmiechnęłam się nieśmiało, bo skądś już znałam tę twarz. Wypuściłam z ręki karafkę.
Oskar.
Oskar Sykes.
 

panterqqa
 
Wybrałam się do centrum handlowego po świąteczne prezenty dla rodziców. Spędziłam tam ponad trzy godziny. Byłam strasznie zmęczona i zdenerwowana bo nic nie mogłam znaleźć. Wkurzyłam się i skierowałam do wyjścia. Sięgnęłam po klamkę gdy nagle…
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Leżałam na łóżku, tyle że to nie było moje łóżko. Te było większe, jakby dwuosobowe . Chciałam się podnieść, ale byłam strasznie osłabiona. Nie wiedziałam gdzie jestem. Miałam ochotę krzyczeć, gdy nagle ktoś wszedł do pokoju.
-Ooo…obudziłaś się.-powiedział szeptem nieziemsko przystojny chłopak.
-Gdzie ja jestem?-spytałam drżącym głosem.
Nic nie pamiętasz? .-zdziwił się chłopak.-Jak wychodziłaś w centrum uderzyłaś się drzwiami w głowę. Byłaś bardzo skołowana i straciłaś przytomność. Zawiozłem się do szpitala, a tam kazali mi odwieźć cię do domu. No i jesteś, tyle że w moim- odpowiedział szybko chłopak i lekko się uśmiechnął.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy chłopak zapytał:
-Chyba powinienem się przedstawić. Jestem Justin-powiedział.
-Justin? Justin Bieber?-odpowiedziałam z szeroko otwartymi oczami. Chłopak z lekkim uśmiechem przytaknął.
-Jejaa…boli mnie głowa, nic nie pamiętam i leże w łóżku Justina Biebera. WOW!-powiedziałam z entuzjazmem. –Ja jestem Kasia.
-Mocno cię boli?-spytał Justin i pokazał na moja zabandażowaną głowę.
-Tylko trochę-odpowiedziałam i złapałam się za włosy. Nagle Justin pochylił się nade mną i pocałował delikatnie w czoło. –Oj…już przestało.-powiedziałam szeptem i zrobiło mi się gorąco. –Odwieziesz mnie do domu?-spytałam.
-Oczywiście, ale najpierw zjemy razem obiad.-oznajmił Justin. Złapał mnie za rękę i poprowadził do jadalni.
 

ay.yo.meg
 
Na blogu znajdziesz imaginy których bohaterami są Alison Mosshart, Jack White, Dean Fertita, mam nadzieję, że pojawi się również Meg White :3
Z góry przepraszam za błędy czy mój jakże wspaniały styl, ale z pewnych powodów piszę na smartfonie, więc zbyt szybko nowych wstawiać nie będę. Mimo wszystko postaram się nie pisać w stylu 'Agata spojrzała na ciastko. Agata zjadła ciastko. Agacie smakowało ciastko'
Tag, a w tle mamy boską sklejkę pasków do spodni i gitar (mhm) Jacka <3.
Tag, jestem aż tak ułomna że robię sklejki z penisami prawie czerdziestoletniego faceta którego nie widziałam nigdy w życiu. No ale bywa. Pojeby są wśród nas, a ja jestem jednym z nich.
Jakby ktoś chciał zrobić sobie zajebistą słit focie z Jackiem to proszę wysyłać zdjęcia, przerabiam w Paincie xd
Oprócz imaginów będę wstawiać właśnie swoje boskie przeróbki i memy, razem z krótkim wyjaśnieniem o co chodzi.
Oczywiście wszystko będzie związane z The White Stripes, Jackiem czy The Dead Weather.
Gdybyście mieli pomysł na sklejkę, imagina, cokolwiek piszcie na ay.yo.meg@gmail.com
To chyba tyle na razie.
I coś mi cenzuruje no...
 

harek12345
 
Usiadłaś na kanapie składając nogi po turecku. Od dzisiaj zaczęłaś odliczać dni do wyjazdu.Mijały dwa lata odkąd nie widziałaś się rodzinną i przyjaciółmi z Polski. Chciałaś teraz trochę zarobić pieniędzy dla siebie,by móc zaszaleć z dziewczynami w centrach handlowych. Tak dawno ich nie widziałaś, owszem rozmawiacie przez skypea piszecie na facebooku ale wiadomo, to nie to samo co twarz w twarz. Zawsze kiedy myślałaś o nich wróciły wspomnienia o początkach jakie przeszłaś w obcej ojczyźnie. Strach przez brakiem przyjaciół, i akceptacji otoczenia w szkole. A bariery językowe?. Teraz są to dla Ciebie drobne pestki, które nie przyprawiają o mdłości. Zaczęłaś kreślić w swoim notatniku. Sporządzałaś listę rzeczy potrzebnych na wyjazd. Z tego co mówiła ( imię Twojej przyjaciółki ) jest u nich upalnie więc śmiało mogłaś wykreślić bluzy czy długie spodnie. Delikatnie przygryzłaś koniec długopisu a wzrok utkwiłaś w oknie zerkając na grające w gumę Nelly i Ivy. Bliźniaczki z sąsiedztwa, które wprost uwielbiałaś z wzajemnością. - Cześć kochanie. Do pokoju weszła mama, rzuciła torbę na fotel po czym jak to miała w zwyczaju ucałowała Ciebie w czoło. - Cześć. Jak dzień w pracy ?. Wyglądała na zmęczoną, głupie pytanie. Biedaczka by dostać urlop dzielnie harowała dzień i noc. Właściwie ojciec zaproponował by przełożyć wyjazd jeśli nie czuje się na siłach by tyle pracować, odmówiła. Tęskniła za Polską tak samo jak ty, zresztą jak wszyscy członkowie waszej rodziny. Swobodnie opadła obok Ciebie głośnio wzdychając. - Zanim pójdziesz pracować, przemyśl to ze sto razy. Puściła figlarnie oczko lekko się uśmiechając. - Wezmę pod uwagę. Zaśmiała się. - Oczywiście żartuję, ale pracuj dziecko dopiero kiedy będziesz musiała. Naprostowała zerkając ukradkiem na Twoje notatki. - Weź jedną bluzę, maks dwie i to samo z długimi spodniami. Pogoda może się zmienić. - Dobrze. Spojrzałaś na nią z troską. - Powinnaś się położyć, ugotuję coś dla reszty naszego buszu. Posłałaś jej ciepły uśmiech. - Ooo. Wypuściła powietrze przez usta. - Jesteś kochana, z chęcią skorzystam. Czuję się wykończona. Ponownie zarechotałaś kiedy zrobiła tą swoją specjalną minkę wyrażającą - zmęczenie, zmieszanie, chęć rozbawienia. Właśnie między innymi za to ją kochałaś, miała dystans do siebie, problemów. Była zawsze wesoła nie zależnie jakie brzemię na niej ciążyło. - A jak? znalazłaś dorywczą pracę ?. Pokiwałaś przecząco głową. - Chyba zwiedziłam wszystko..I mówią,że w Polsce kryzys. Zażartowałaś. (imię Twojej mamy ) poklepała się po burczącym brzuchu. - Idę nakarmić Maćka, ty nakarmisz wasze Maćki ?. Spytała unosząc jedną brew ku gorze. Przyglądałaś się jej profilowi. - Mówiłam,że tak. - To idę. Klepnęła Cię w udo po czym podniosła się z miejsca. Miała wychodzić kiedy zatrzymała się w drzwiach, wyciągnęła jakąś kartkę z szuflady i położyła na komodzie. - Zobacz. Wskazała na świstek i wyszła. Ściągnęłaś do siebie brwi, po czym ciekawa podeszłaś do mebla biorąc karteczkę - '' +44 161 245 3467 korepetycje z francuskiego ''. Wywróciłaś oczami po czym lekko pocisnęłaś swoją dłonią w czoło. - Mamo ? od kiedy konkretnie masz ten numer?. Byłaś dobra z tego języka,czemu nie wpadłaś na pomysł z korepetycjami?.- Od zeszłej środy. Obecnie miną równio tydzień od tego czasu. - Zabawne. Burknęłaś cicho. Chciała popatrzeć jak się męczysz nie mogąc znaleźć pracy, obrzydliwiec. - Jesteś wielka krzyknęłaś słysząc jak drepcze po schodach. - Nie przesadzaj, schudłam ostatnio. Schowałaś dane do kieszeni.Uśmiechając się bacznie śledziłaś wskazówki zegara, 15:00.  Oblizałaś zeschnięte usta i pomaszerowałaś do kuchni ugotować obiad dla rodzinny.[...] O godzinie osiemnastej wzięłaś telefon i wybiłaś numer z kartki. Z każdym sygnałem bardziej modliłaś się by ktoś odebrał. Te pieniążki były Ci potrzebne. Niestety włączyła się sekretarka, ten numer nie mógł być zły skoro był od mamy, nie poddawałaś się. Ponownie wybrałaś kontakt. Tym razem się udało, po dwóch sygnałach w telefonie rozbrzmiało wyraziste - Tak słucham?. W środku cała się uradowałaś. - Dzień dobry. - Dzień dobry. Słyszałaś głos kobiecy, delikatny, miły. Aż chciało się słuchać. - Nazywam się [ Twoje imię i nazwisko ] dzwonię w sprawię udzielenia korepetycj..- Ah tak!. Kobieta widocznie ucieszyła się z Twojego telefonu, to było miłe. - Korepetycji . Powtórzyłaś. - Chciałabym obgadać wszystkie sprawy teraz, oczywiście jeśli Pani zechcę mnie wynająć. - Tak,tak. Potrzebuję kogoś od zaraz. - Znaczy,że teraz?. Zdziwiłaś się, Ona to wyczuła śmiejąc się. - Nie, ale od jutra. - Nie ma problemu. Dodałaś pośpiesznie. - Cóż, dobrze tylko proszę powiedz mi ( Twoje Imię ) jakie masz wykształcenie?. - Mam wyniki w szkole ustne jak i za równo pisane 100 procentowe. - Świetnie, smsa wyślę Ci adres, do zobaczenia jutro. - W porządku, do jutra. Rozłączyłaś się odkładając telefon na bok. Dziesięć minut potem dostarczono wyczekiwaną wiadomość.

***

- Niall wstawaj!.Pociągnęła chłopaka za nogę próbując ściągnąć go z łóżka. - Mamo, weź puść moją stopę. Zaczął nią wiercić by kobieta puściła, zadziałało. Jednak Marie nie miała zamiaru dać mu świętego spokoju, szybkim, zdecydowanym ruchem ściągnęła z  niego pościel. - Jezuu, Nialler byś się ubierał do spania. Odwróciła głowę na bok czując nieco zmieszanie. Jej mały chłopczyk, był mężczyzną. Tak to prawda. - Przywitaj się . Zaśmiał się pod nosem ciągle tuląc poduszkę. - Jesteś okropny Niall. Wstawaj jest za dziesięć czternasta, zaraz przyjdzie korepetytorka. - Po co mi ten francuski ?!, skoro masz teraz takie niemiłosierne parcie na ten język to sama się go poucz.Zmierzyła go błagalnym wzrokiem. - Masz piętnaście minut, jeśli się nie ubierzesz przyjdę z miską wody. - Okej. Rzucił z powrotem okrywając się kołdrą. (...) - O , a jednak jak chcesz to potrafisz synu. Chłopak uśmiechnął się półksiężycem do ojca. - Widzisz. Rzucił obojętnie - Jedz. Marie postawiła talerz przed synem. - Mózgownica będzie lepiej łapała nowe słówka. Wystawiła koniuszek języka, dobrze znała nastawienie Nialla do tego pomysłu, teraz robiła mu na złość. Miał chwycić za widelec kiedy rozległo się pukanie, poderwał się z krzesła. - Siedź. Jego matka wskazała na stołek. -I jedz , ja otworzę.

Stałaś przed drzwiami, skromnego domu ale na swój sposób ładnego. Zaczęłaś rozglądać się na boki kiedy drzwi uchyliły się. - Witaj. Nieznajoma kobieta wyglądała znajomo.- Dzień Dobry. Wyciągnęłaś dłoń w jej stronę kiedy wpuściła Cię do środka, rodzice uczyli że przez próg się nie wita. Czułaś się skrępowana, sama nie wiedziałaś kogo będziesz uczyć, a jeśli to jakieś rozwydrzone dziecko ?. - Twój uczeń je śniadanie. - Nic nie szkodzi, poczekam. Machnęłaś dłonią uśmiechając się. - Myślałam,że będziesz starsza. Podsumowała, szłam za nią korytarzami. - Proszę usiądź, rozgość się.Wskazała kanapy, fotele. - Nie, mam siedemnaście lat. Przysiadłaś na fotelu, wzrokiem śledziłaś kobietę. - To niesamowite, jaką wiedzę posiadasz. Jeszcze z jakiś języków tak dobrze sobie radzisz ?. Przysiadła na przeciwko Ciebie.- Jestem dobra z Angielskiego. Roześmiałaś się swym melodyjnym głosem. - Jestem z Polski więc potrafię także rozmawiać po polsku, no i po Hiszpańsku. - Oo, jesteś zdolna. Mój Niall tylko po Hiszpańsku. Słucham ?. Niall ?!. No tak, przecież to matka Horana, czemu ja od razu nie poznałam. Pomyślałaś. Raptem zawładnął Tobą stres, poczułaś jak serce przyśpiesza to samo tętno. I naglę zjawił się On. Tak idealny, seksowny , słodki. - Niall to ( Twoje imię ). - Cześć. Widać było zdziwienie również i u niego, za pewne spodziewał się starego próchna kiedy przyszło całkiem młode. Podszedł do Ciebie uśmiechając się, był taki otwarty. Wiedziałaś, że musisz wygrać z sobą, z tą chęcią rzucenia mu się na szyję i wyszeptania do ucha jak go uwielbiasz , z tą nieodpartą chęcią ucałowania jego ust. - Cześć. Lekko uniosłaś się z miejsca by podać mu dłoń kiedy przewróciłaś wazon, na szczęście z sztucznymi ozdobami. - Ojej przepraszam. Zaczęłaś to wszystko zbierać , ustawiać na swoje miejsce. Słysząc jak się śmieje automatycznie się uśmiechnęłaś , najpiękniejszy dźwięk , rozkosz dla uszu. Z drugiej z strony było Ci głupio, uznałaś siebie za fajtłapę.- Nic nie szkodzi. Pomógł Ci wcelować kwiatkami do skromnego wazoniku.- No to zaopiekuj się gościem, nie przynieś wstydu Horan!.Poklepała go matula po plecach i zostawiła nas samych. Odprowadziłaś ją wzrokiem po czym znów spojrzałaś na niego. - Oczekiwałem kogoś.. - Starszego?. Spojrzałaś w podłogę , lekko się czerwieniąc . A jeśli mu się nie spodobam ?. - Brzydszego. Wzruszył ramionami. - Chodź na górę. Wziął Ciebie za dłoń prowadząc. Niedługo potem znaleźliście się u niego w pokoju. - Cóż mam podręczniki potrzebn...Chciałaś mu je pokazać kiedy on wziął je od Ciebie kładąc na łóżku. - Na to przyjdzie czas..teraz chcę Cię bardziej poznać i normalnie porozmawiać. - Korepetycje trwają miesiąc. - Nie, od teraz zamawiam je na co najmniej cztery lata. Oboje się roześmialiście. Resztę dnia spędziliście razem. Śmialiście się, dogadywaliście się niezmiernie dobrze, kiedyś myślałaś, że On by na Ciebie nawet nie spojrzał, a teraz ?. Teraz był to początek wielkiej miłości.          
208866_431322063573151_692432875_n.jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

imnaginy1d
 
Tak był to ciemno włosy, mulat.
Maciek: Co się stało ?
Ty: Nic.
M: Na pewno ?
Ty: Tak.- Poszliście dalej, pod wieczór wróciłaś do hotelu, większość czasu spędziłaś na siedzeniu, na łóżku i myśleniu o tym co zobaczyłaś. Postanowiłaś, że nie będziesz okazywać tych uczuć i zachowasz je w tajemnicy. Nienawidziłaś Zayn'a ale gdy zobaczyłaś to jak on się całuje z jakąś inną laską twoje serce jakby się przełamało. Następnego rana spakowałaś swoją walizkę, ale również wtedy przeszkodziło ci w tym usłyszałaś do drzwi, poszłaś je otworzyć, w progu stał mulat.
Zayn: Cześć.
Ty: Cześć, wejdź.
Z: Pomyślałem i chciałem się ciebie zapytać czy może chciałabyś się ze mną przejść ?
Ty: Teraz ?
Z: Tak.
Ty: W tej chwili nie mogę.
Z: Dlaczego ?
Ty: Bo pakuję się.
Z: Dlaczego, wyjeżdżasz ?
Ty: Tak.
Z: Coś się stało, tamten chłopak coś ci zrobił ?
Ty: Maciek, nie nic mi nie zrobił.
Z: To dlaczego wyjeżdżasz ?
Ty: Muszę sobie coś przemyśleć.
Z: Przemyśl to tutaj i zostań.
Ty: Nie rozumiesz tego.
Z: No proszę, nie chcę zostać tu sam, bo moja siostra przeniosła się do innego hotelu.
Ty: Jesteś już dorosły, dasz sobie radę.
Z: Ale sama mówiłaś, że jestem dzieciakiem.
Ty: A ty mówiłeś, że jesteś dorosły.
Z: Proszę, zostań.
Ty: No dobrze.
Z: No to jak, idziemy się przejść ?
Ty: To idziemy.- Uśmiechnęłaś się do mulata. Poszliście na plażę, ale tym razem w innym kierunku. Po godzinnym bezustannego spaceru usiedliście na wielkim kamieniu znajdującym się niedaleko od brzegu, nikogo tam nie było. Siedziałaś i patrzyłaś w głąb oceanu myśląc o tym co zobaczyłaś poprzedniego dnia i doszłaś do wniosku, że nie mógł być to Zayn bo było by to dziwne, najpierw całuje się z jakąś laską, a potem zaprasza cię na wspólne spacery.
Z: Co tak cicho siedzisz i nic nie mówisz ?
Ty: Nie jest mi łatwo, ale muszę ci się do czegoś przyznać.
Z: Tak, o co chodzi.
Ty: Wiesz co...- Zrezygnowałaś, z tego co chciałaś powiedzieć, więc szybko wymyśliłaś coś innego.- Wiesz co, chciałabym nauczyć się pływać.
Z: Czy to było takie trudne ?- W myślach odpowiedziałaś na pytanie: "Tak Zayn, to jest bardzo trudne dlatego nie jest to do końca to co chciałam ci powiedzieć", ale co innego powiedziałaś.
Ty: Nie, ale myślałam że zaczniesz się śmiać.
Z: Nie ma powodu do śmiechu, ja też nie umiem pływać.
Ty: To chodź.- Złapałaś chłopaka za rękę i zeszliście z kamienia, ściągnęłaś bluzkę i szorty, a następnie weszłaś do pasa, do wody.
Ty: Zayn chodź !!!
Z: Już idę.- Nie wiedzieliście jak się nauczyć pływać ale przynajmniej zrobiłaś pierwszy krok, bo zbliżyłaś się trochę do chłopaka. Po 20 minutach zabawy (bo inaczej tego nazwać nie można) w wodzie, wyszliście z niej, bo zrobiło się wam zimno. Ubrałaś się i usiadłaś na kamieniu, na którym siedzieliście wcześniej.
Z: (t.i.) co myślisz o wspólnym wyjściu do klubu, dzisiaj ?
Ty: Brzmi świetnie.
Z: To znaczy tak ?
Ty: No jasne.
Z: Cieszę się bardzo.- Posiedzieliście tam jeszcze trochę, a o godzinie 15 poszliście na miasto coś zjeść. Gdy już byliście najedzeni poszliście się jeszcze gdzieś przejść, a gdy na zegarkach pokazała się godzina 20 wróciliście do hotelu by się przebrać w coś odpowiedniego na imprezę.
**** W klubie.
Zaczęłaś tańczyć z Zayn'em, dobrze się bawiłaś ale nic nie trwa wiecznie. Usiadłaś przy barze i zaczęłaś pić kolejka za kolejką.
Z: (t.i.) nie pij tyle.
Ty: Czy ty chcesz powiedzieć, że dużo piję ?
Z: Nie, po prostu ja nie wypiłem jeszcze nic i prawdopodobnie nie wypiję, a ty.... szkoda gadać.
Ty: Jeśli coś ci się nie podoba to idź się bawić z kimś innym.- Chłopak nie odpowiedział, ale również nie odszedł. Po kilkunastu minutach siedzenia przy barze poczułaś czyjąś rękę na swoim ramieniu, odwróciłaś się i zauwarzyłaś Macieja. Bez wahania pocałowałaś chłopaka, nie wiedziałaś co robisz, byłaś tak bardzo pijana, że nie panowałaś nad sobą, Zayn patrzył się na ciebie, widział twój każdy ruch, nie wierzył w to co widzi. Mulat wstał z krzesła i wyszedł z klubu. Rano obudziłaś się, z bólem głowy i nic nie mogłaś sobie przypomnieć. Postanowiłaś, pójść do Zayn'a bo myślałaś, że on był razem z tobą cały czas, zapytać się go co się wydarzyło poprzedniej nocy. Podeszłaś do drzwi apartamentu, w którym mieszkał chłopak, mężczyzna otworzył drzwi.
Z: Czego chcesz ?
Ty: Cześć, chciałam z tobą porozmawiać.
Z: Nie ma o czym.
Ty: Zayn, proszę.
Z: Nie, cześć.
Ty: Dlaczego.
Z: Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
Ty: Ale...- odeszłaś zrezygnowana. Nie miałaś pojęcia, o co chodzi chłopakowi. Od tamtego czasu, aż do wyjazdu z Hiszpanii nie spotykałaś się z Zayn'em ani z Maćkiem, odcięłaś się całkowicie od świata. Po powrocie do kraju, wróciłaś do pracy u państwa Malik'ów. Musiałaś patrzeć na niego, dzień w dzień, cały czas dręczyło cię pytanie: "co się wydarzyło tamtego wieczoru". Mężczyzna nie zmienił się w takiego chłopaka, którym był przed wyjazdem. Zaczął z tobą normalnie rozmawiać. Zaprzyjaźniłaś się z nim. Jednego dnia sprzątałaś w kuchni, usłyszałaś otwierające się drzwi, pomyślałaś, że to Zayn przyszedł ze szkoły. Nie myliłaś się, był to mulat ale razem z nim była jakaś chuda jak palec blondynka. Widząc to zrobiło ci się bardzo smutno, bo on całował się z nią.
**** Kilka dni później.
Z: (t.i.) czemu cały czas chodzisz cały czas smutna ?
Ty: A nic takiego.
Z: No powiedz, może pomogę ci rozwiązać tą sprawę.
Ty: To jest bardzo trudne dla mnie.
Z: Wiesz o tym że możesz mi powiedzieć wszystko.
Ty: Tak wiem, ale to jest wyjątkowa rzecz.
Z: Jak nie chcesz to nie.- Odwrócił się i chciał odejść w innym kierunku, ale ty go szybko złapałaś za rękę.
Ty: Zayn. Widziałam cię z tą dziewczyną jak ją całujesz, jak z nią rozmawiasz. Wtedy gdy byliśmy w Hiszpanii....- zawahałaś się.- Rozkochałeś mnie w sobie...
Z: Ja się w tobie kocham od samego początku...
Ty: To kim dla ciebie jest ta blondyna ?
Z: Natalia jest dla mnie nikim, nic do niej nie czuje. Ona jest tylko przykrywką abym zapomniał chociaż na chwilę o tobie.
Ty: Aha. Przepraszam, że wyrządziłam ci tyle krzywdy, nie wiedziałam o tym...
Z: To ja cię muszę przeprosić, bo to ja się do ciebie nie odzywałem po tym wspólnym wypadzie na imprezę, przecież nie byliśmy razem, a ja o głupi pocałunek się obraziłem.
Ty: Jaki pocałunek.
Z: Wtedy pocałowałaś Macieja.
Ty: Naprawdę ?!
Z: Tak.
Ty: W takim razie chciałabym ci to jakoś wynagrodzić.
Z: Jak ?- Pocałowałaś chłopaka. 3 lata później odbył się wasz ślub, a nie długo po nim urodziłaś 2 wspaniałych dzieci. Niestety ale wasz los nie chciał szczęśliwego zakończenia, bo gdy lecieliście na srebrne gody do Hiszpanii w dokładnie to samo miejsce co zabrał cię pan Malik, była awaria samolotu i niestety ale zginęli wszyscy pasażerowie.

---------
Przepraszam ale nie miałam pomysłu. Ostatnio mam zły humor.


tumblr_mfvq7n4DIK1rku5fso1_500.png
 

zgon123
 
Włączcie sobie jakąś ulubioną smutną piosenkę, polecam Ed Sheeran - Give me love.

Trzy tygodnie przed urodzinami Zayna.
- Możesz w  końcu odebrać ten telefon ?. Zapytałaś zła słysząc ponownie głos sekretarki i non stop powtarzający się wers - Nagraj wiadomość po usłyszeniu sygnału. - Dobrze widzę, że nic nie wskóram dzwoniąc, i tak nie odbierzesz. Nabrałaś powietrza w płuca mocniej przyciskając telefon do policzka. - Zayn, chcę tylko byś oddzwonił, nie odezwałeś się wczoraj tak jak obiecałeś, wszystko w porządku?. Kocham Cię T.I. Nacisnęłaś czerwoną słuchawkę, następnie telefonem cisnąć w łóżko. Było w Tobie teraz tyle emocji, zupełnie nie wiedziałaś co z nimi zrobić. Najchętniej zamknęłabyś je w jakimś metalowym pudełku i nigdy nie otwierała. - T.I , coś nie tak?. Czując dłoń swojej współlokatorki na Twoim barku odwróciłaś się przez ramię. - Tak, wszystko. Osoba, którą kochałaś zmieniła się w przeciągu tygodnia do takiego stopnia, że nie mogłaś porozmawiać z nią nawet o zwyczajnej pogodzie. Zayn od tak zamkną się w sobie, nie próbował nawet uzasadnić Ci swojego złego samopoczucia. - Chcesz porozmawiać ?. Stanęłaś przodem do dziewczyny. - Z chęcią ale nie teraz. Posłałaś jej ciepły uśmiech po czym gwałtownie chwyciłaś swój telefon, torbę, płaszcz i wybiegłaś z domu. Nie mogłaś pozwolić by wasz związek się rozpadł ,  nie mogłaś pozwolić by cierpiał. - Taxi!. Zawołałaś machając ręką na zbliżający się samochód. - Dzień Dobry. Powiedziałaś wchodząc do środka, uprzedzając pytanie szofera podałaś adres zamieszkania swojego chłopaka. - Byle szybko. Zauważyłaś , że mężczyzna z przodu uśmiecha się do Ciebie pokrzepiająco. - Spokojnie, na końcu zawsze jest dobrze. Odparł latając wzrokiem to na przednią szybę to na lusterko z Twoim odbiciem. Czułaś jak pulsuje Ci głowa, a łzy napływają do oczu. Emocje wzięły górę nad Tobą , straciłaś panowanie. Kropelki mimowolnie spadały po Twoich policzkach za każdym razem co je ścierałaś. Usta drgały, a w gardle narastała gorycz. - Jeśli jednak po czasie nic się nie ułoży, to znak że to jeszcze nie koniec. Nie poddawał się, sama nie wiedziałaś czemu Ci to mówi. Wzrok przeniosłaś na szybę, był pochmurny dzień co wcale nie poprawiało humoru. Widziałaś różnych ludzi, z różnymi problemami. To matkę próbującą uporać się z płaczącym dzieckiem to dwie przyjaciółki kłócące się o jakąś błahą rzecz. Można to było wyczytać ich gestykulacji. A także objęte małżeństwo, które dzielnie podążało na przód razem. Choć wcale nie wyglądali na cieszących się swoim towarzystwem, wręcz przeciwnie. Wyglądali jakby każdy z osobna myślał o kimś innym. Właśnie, a może on już mnie nie kocha?.Pomyślałaś.Może poznał jakąś gwiazdeczkę, o wiele ładniejszą, bogatszą ode mnie?. Tak, byłaś jego fanką , dziewczyną na zabój zakochaną w nim . Cóż prócz miłości mogłaś mu zaoferować?. Wypuściłaś powietrze z ust kiedy taksówkarz zatrzymał się. - Jesteśmy. Zmusiłaś się do uśmiechu. - Dziękuję. Chwyciłaś za klamkę gdy nagle coś Cię zatrzymało.- Dziękuję za wszystko. Poprawiłaś się, miałaś nadzieje, że odgadnie o co konkretnie Ci chodzi. Dopiero teraz otworzyłaś w pełni drzwi i wydostałaś się z wozu lekko trzaskając drzwiami. Za Twymi plecami rozległ się pisk opon, ruszyłaś ku drzwiom wejściowym. Zadzwoniłaś dzwonkiem. Dom był ogromny, mógł nie usłyszeć Twojego pukania, nawet walenia pięściami jeśli siedział na górze.Nieoczekiwanie drzwi otworzył Ci Louis. - Cześć. Odrobinę zdziwiona wpatrywałaś się w niego. Świetnie, siedzi z chłopakami a do mnie nie ma czasu oddzwonić. - No wejdź, że . Chwycił Ciebie za rękę wprowadzając do środka. Na kanapie w salonie siedział też Niall, zajadał się zestawem z Nandos. - O proszę kogo moje irlandzkie oczy widzą. Uśmiechnęłaś się do blondyna. - Źle wyglądasz kochana, może chcesz kurczaka ?. - Nie dziękuję. Pokiwałaś głową na boki. Spojrzenie przeniosłaś na Lou. Wydawało Ci się, że był w nieco gorszym humorze niż Nialler. - Gdzie Zayn?. Zapytałaś po chwili milczenia. - Na górze, u siebie w sypialni. Zdjęłaś płaszcz wieszając go na wieszaku, odłożyłaś torbę po czym dałaś parę susów po schodach. Drzwi były lekko uchylone, zajrzałaś przez nie ukradkiem. Widząc całego Malika, który stał przy oknie Twoje serce uradowało się w pełni. Pragnęłaś tylko teraz go przytulić, pocałować i nie odstępować na krok. Jeden dziej jego milczenia sprawił, że niemiłosiernie się za nim stęskniłaś. Pchnęłaś drzwi wchodząc do pokoju, biedak spanikował próbując nieudolnie zagasić papierosa.- Zostaw go. Wiedział,że chciałaś by rzucił te świństwo. I teraz tego byś nie pochwaliła. Wymieniliście się spojrzeniami. Spokojnie zaciągną się fajką, był przy tym taki seksowny. - Odsłuchałem wiadomość. Powiedział wypuszczając dym z ust. W jego głosie czegoś Ci zabrakło. Troski i delikatności z jaką zawsze się do Ciebie zwracał. Zabolało Cię to w jakiś sposób . - Więc czemu nie oddzwoniłeś?.Nie przyszło Ci do głowy że się martwię?.Zamknęłaś drzwi,nie chciałaś by chłopcy słyszeli waszą rozmowę.- Pomyślałem o tym. Zakończył palenie zgadzając peta o zewnętrzny parapet. - I co?. Podeszłaś do niego , spojrzałaś w jego tęczówki. - Zayn, co się dzieje?. Błagam powiedz mi. - Nic się nie dzieje T.I. Oparł się o ścianę patrząc w dal pokoju. - Myślisz, że jestem głupia i nie widzę?. Na Twojej twarzy pojawił się grymas.- Ale na prawdę nic takiego. Ujął Twoją dłoń. - Wierz mi. Widząc obrazek splecionych waszych dłoni odetchnęłaś z ulgą. Bynajmniej wątpliwości odnośnie ' czy on mnie kocha ' zanikły. - Spójrz na mnie. Powiedziałaś załamującym się głosem. Zrobił tak jak prosiłaś.- Jesteśmy razem tak ?.Więc chcę wiedzieć co Cię boli, widzę że coś jest nie tak. Nawet Twoje zapewnienia nie odwiodą mnie od tego. Kocham Cię i chcę czuć to co ty. Mówiłaś coraz szybciej, a nawet głośniej. Niekontrolowanie wyrwałaś swą dłoń. - T.I , spokojnie . Szepnął . - Nie każ mi być spokojną !, boję się. Nie śpię po nocach rozmyślając o co tak właściwie Ci chodzi, czy mnie kochasz. Jakie masz problemy i jak w razie czego Ci pomóc. Więc cholera jasna nie kłam !. Uderzyłaś go piąstkami w jego klatę. Głos Ci się załamał. - Proszę, nie poddawaj naszego związku takiej próbie.Chcę być Twoim oparciem. Uniosłaś wzrok zerkając na jego śliczną buźkę. - Co się stało.. Powtórzyłaś się . Jego klatka piersiowa uniosła się od głębokiego wdechu. - Mam podejrzenia raka.
Stałaś jak wryta, te słowa zamurowały Cię całkowicie. Rozchyliłaś usta by coś powiedzieć kiedy położył palca na nich, zabraniając . - Zbyt Cię Kocham T.I i N. Nutka czułości w jego barwie głosu powróciła. - Bałem się, że Cię stracę, że uciekniesz jak się o tym dowiesz. - Nigdy. Przerwałaś oburzona. - Nie przerywaj. Upomniał Cię lekko unosząc kąciki ust. - W końcu jeśli to prawda to zostało mi ile? rok, dwa lata życia ?. Po co masz być z kimś takim ?. Spojrzał w sufit cofając potok łez. Wyprostowałaś jego głowę , chciałaś by teraz patrzył na Ciebie. - Po co?. Bo Cię kocham ponad wszystko. Przetarłaś łzę z jego ciemnego policzka. - Powinieneś o tym wiedzieć.. Ucałowałaś jego usta ostrożnie. Chodź chciało Ci się teraz usiąść, podciągnąć kolana bo brody i zapłakać postanowiłaś , że będziesz dzielna dla niego. - To tylko podejrzenia, musisz ponownie zrobić badania.Przytulił Cię, spoczęłaś przy jego piersi. Tam czułaś się taka bezpieczna. Pocałował Cię w włoski. - Kocham Cię. Zmieniłam usta w wąska linię. - To tylko podejrzenia. Wymamrotałaś jakby przekonując samą siebie. (...) 12.01.2013r. urodziny Zayn'a. Ten dzień chodź powinien być dla niego najlepszym w całym roku mógł okazać się tym, najgorszym. Poszliście na wyniki jakieś dwa tygodnie temu, trzymałaś go za dłoń kiedy robili mu przeróżne badania. Reszta chłopców stała w holu czekając na was. Przeżywali to tak mocno, próbowali poprawić Zayn'owi humor, nawet czasami im to się udawało. Robili wszystko by o tej przykrej sytuacji zapomniał choć na godzinę. Podjęli decyzję, że fanki dowiedzą się o tym dopiero kiedy zapadnie kluczowa informacja. Dziś miały przyjść jego wyniki właśnie z nią. Malik poprosił byś poszła z nim do lekarza , jego wuja Werona. Bez namysłu się zgodziłaś . Zdziwiłaś się gdy powiedział, że do szpitala pojedziecie autobusem. - Będzie dobrze. Trzeba wierzyć. Położyłaś swoja głowę na jego barku. - Łatwo Ci mówić. Odchrząknął poddenerwowany. - Nie chcę wierzyć, jeśli by potem mogło się okazać że wiara nie pomogła , wątpił bym w nią na zawsze. Chwytałaś jego każde słowo. - To ja będę wierzyć za naszą dwójkę. Dałaś mu soczystego buziaka w policzek. O 13:00 byliście na miejscu. - Poczekaj tu. Ściągnęłaś brwi do siebie. - Nie mam wejść z Tobą?. Nic nie odpowiedział po prostu wpatrywał się w ciebie jak krowa na malowane wrota. - Dobrze. Wzruszyłaś ramionami. Gdy znikną w gabinecie swojego wuja cicho jęknęłaś. Odkąd dowiedziałaś się o tym koszmarze byliście prawie jak papugi nierozłączki. Nawet podjęliście decyzję o wspólnym zamieszkaniu. Chodziłaś przez chwilę w  tą i z powrotem nie mogąc ustać w jednym miejscu. Cała się trzęsłaś. Na skrzynce miałaś pełno sms'ów od przyjaciół czy już coś wiesz, co jeszcze bardziej sprawiało że się denerwowałaś. Było Ci nie dobrze, rozbolał Cię brzuch. Chciałaś by to wszystko się skończyło. Gdy naglę staną przed Tobą Zayn. Z jego twarzy nie można było wyczytać niczego. - No i co ?. Zapytałaś ściskając małe piąstki. - Opuścił wzrok. Ukryłaś twarz w dłoniach płacząc. To mogło oznaczać tylko jedno. Usłyszałaś jego śmiech. Czemu on się śmieje ?. Wlepiłaś w niego nożowe spojrzenie. - Jestem zdrowy! . Niemalże wykrzyczał to na cały korytarz. Podbiegłaś rzucając się na jego szyję i oplatając go nogami. Ponownie się roześmiał. - No już dobrze. Odstawił Cię na ziemię. - Kamień z serca. Podsumowałaś widząc znów jego szczery uśmiech.- Pomylili się aż o 65 %. Ale ja jestem pewien czegoś na 110 %. Uniosłaś jedną brew pytająco. - Co to znaczy?. Klęknął przed Tobą w dłoniach trzymając malutkie pudełeczko. - Wyjdziesz za mnie?. Wiem , że to nie najlepsze miejsce ale obiecałem sobie, że jeśli wyniki wyjdą pozytywne oświadczę się dziewczynie moich marzeń. Zapiszczałaś z zachwytu. - Tak . Nasunął Ci pierścionek na paluszek następnie namiętnie pocałował. Staliście teraz obtoczeniu kółkiem zebranych ludzi,którzy bili wam gromkie brawa. Jednak dla was liczyliście się tylko wy, i nic więcej.
8874f5f8bc.jpeg
Pokaż wszystkie (2) ›
 

imnaginy1d
 
Po kilku minutach Zayn był już na dole.
Z: Idziemy ?- Powiedział do ciebie.
Ty: Tak.
Z: To w którą stronę idziemy ?
Ty: Możemy iść w kierunku centrum.
Z: Ok.- Po raz pierwszy od czasu, kiedy pracujesz u państwa Malik'ów rozmawialiście normalnie, bez żadnych kłótni. Weszłaś do jakiegoś sklepu, bo chciałaś sobie kupić jakąś ładną bluzkę. Chłopak ci pomógł w wybraniu bluzki, a ty poszłaś ją przymierzyć. Stwierdziłaś, że bluzka pasuje na ciebie więc kupiłaś ją. Wyszliście ze sklepu i szliście dalej szukając w pobliżu jakiegoś fajnego klubu. Po godzinie wróciliście do hotelu i rozeszliście się do swoich apartamentów. O godzinie 22 wyszłaś ubrana w swoją nową bluzkę, krótkie szorty i delikatnie pomalowana na imprezę do jednego z klubów. Wyciągnęłaś kluczyki z torebki i zamknęłaś apartament, udałaś się prosto do budynku, w którym miałaś zamiar się zabawić. Na początku usiadłaś przy barze, bo uznałaś, że lepiej będziesz się bawić, gdy będziesz miała trochę alkoholu we krwi. Po paru minutach weszłaś na parkiet i zaczęłaś tańczyć, chłopaki podchodzili do ciebie jak gołębie do ziaren. Mogłaś tańczyć z każdym, ale wybrałaś jednego, który wyglądał dla ciebie, na takiego, który nie ma w myślach "najpierw zatańczę, a potem pójdę z nią do łóżka". Tańczyliście, a po jakimś czasie zmęczeni usiedliście koło baru, napiliście się i chwilę porozmawialiście. Mężczyzna wydał ci się bardzo miły, a co więcej mówił w tym samym języku i mieszkał w tej samej miejscowości co ty. W klubie byłaś do 4 rano, bardzo dobrze się bawiłaś tamtej nocy. O 12.30 obudziło cię pukanie do drzwi, wstałaś i poszłaś je otworzyć, w progu zauważyłaś Zayn'a.
Z: Cześć.
Ty: Hej, co chcesz ?
Z: Przyszedłem się zapytać czy chciałabyś iść ze mną przejść się po plaży.
Ty: Teraz ?
Z: Tak.
Ty: Teraz nie, widzisz jak wyglądam ?!
Z: Widzę, chodź ochłoniesz. Ubierz się, umyj i zjedz coś, ja poczekam.
Ty: No dobrze. Ale od razu mówię że to trochę zajmie.
Z: Nie ma sprawy ja mam czas.
Ty: Chcesz wejść ?
Z: Nie, nie będę wchodził.
Ty: Przecież nie będziesz czekać tutaj.
Z: No ok.- Chłopak wszedł do apartamentu i poszedł na balkon, który miałaś. Weszłaś do toalety i wzięłaś szybki prysznic, ubrałaś się i uczesałaś. Po 15 minutach wyszłaś z niej i stanęłaś obok chłopaka.
Ty: Co robisz ?
Z: Nic, myślę. Gotowa ?
Ty: Tak.- Wyszliście z budynku i poszliście brzegiem plaży przed siebie. Nie wiedziałaś dlaczego Zayn tak się zmienił, czy to tylko odwdzięczenie się za to co było  w samolocie. Chłopak cały czas z tobą rozmawiał i zadawał ci niezręczne pytania, na które nie chciałaś mu odpowiadać. Po czasie znudziło ci się gadaie Zayn'a, w końcu ty wybaczyłaś mu tylko to popchnięcie do wody, a nie wszystkie kłótnie, które ci wytoczył. Uratował cię sms o treści "Witaj (t.i.), spotkamy się dzisiaj ? Maciek", odpasałaś "Ok, to w takim razie zaraz przy klubie, w którym byliśmy wczoraj".
Ty: Zayn, przepraszam cię, ale zapomniałam, że umówiłam się z pewnym chłopakiem, z którym się bawiłam całą noc.
Z: Nie ma sprawy, idź.
Ty: Nie będziesz zły.
Z: Nie.
Ty: To widzimy się później.
Z: Cześć.
Ty: Pa.- Pobiegłaś pod klub, w którym bawiłaś się na całego poprzedniej nocy. Maciek już tam na ciebie czekał.
Ty: Dzięki, że wysłałeś mi tego sms'a, bo byłam się przejść z mojego pracodawcy synem.
Maciek: Co taki zły ?
Ty: Nie, znaczy tak.
M: Co się z nim nie tak ?
Ty: Codziennie się ze mną kłóci, mimo że ja jego kłótnie całkowicie ignoruję, a ostatnio by mnie prawie utopił. No może jest przystojny i dobrze się ubiera, ale czasami mam go dość.
M: Faktycznie nie dziwię ci się.- Chodziliście resztę dnia razem po mieście i po plaży. Maciek bardzo spodobał Ci się, dlatego następnego dnia również umówiłaś się z nim. Gdy byłaś już w hotelu usiadłaś łóżku i napisałaś sms'a do swojej przyjaciółki, chwilę później usłyszałaś pukanie do drzwi, wstałaś i poszłaś je otworzyć, w myślach powtarzałaś sobie słowa "tylko nie Zayn, tylko nie Zayn", otworzyłaś drzwi,  a w progu stał twój pracodawca pan Malik.
Ty: Dobry wieczór.
T.Z.: Witaj (t.i.), jak ci się tu podoba ?
Ty: Dziękuję panu, że mogłam tu przyjechać, bardzo mi się podoba.
T.Z.: Nie ma za co. Musimy porozmawiać.
Ty: Słucham pana.
T.Z.: Ja z moją żoną szybciej wracamy do kraju, bo dostałem telefon od jednego z pracowników mojej firmy, że coś się stało.
Ty: To znaczy że wracamy wcześniej ?
T.Z.: Właśnie przyszedłem do ciebie o tym porozmawiać. Chciałem zapytać czy chcesz zostać tu do końca tygodnia, czy wracasz z nami ?
Ty: Może powinnam wrócić razem z państwem ?
T.Z.: To już twoja decyzja, możesz zostać tutaj, bo Zayn i jedna z naszych córek zostają.
Ty: Ale na pewno nie będzie to kłopot ?
T.Z.: Nie, w takim razie chcesz zostać ?
Ty: Tak, chciałabym zostać.
T.Z.: Dobrze, więc do zobaczenia.
Ty: Do widzenia.- Po rozmowie położyłaś się spać. Z samego rana poszłaś się spotkać z Maćkiem. Nie spodziewałaś się tego, ale chodziliście po plaży, spojrzałaś w stronę oceanu, zamurowało cię, nie potrafiłaś wykonać żadnego ruchu...

-------
Wiem, trochę mało tu o 1D, no ale musiałam to jakoś rozkręcić, w następnym wpisie będzie o wiele więcej, obiecuje ;)

zayn-malik-imnaginy1d.pinger.pl.png
  • awatar buuuo:
  • awatar gość: uu rzeczywiście się rozkręca, ciekawe to i ciekawa jestem, co będzie w następnym, oczywiście czekam na next =) Natalia =P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

imnaginy1d
 
Ty: Dzień dobry panie Malik.
Tata Zayn'a: Dzień dobry (t.i.), dzisiaj masz naprawdę dużą robotę do zrobienia.
Ty: Tak, słucham.
T.Z.: Dzisiaj będzie bardzo ważne spotkanie i dom musi być doszczętnie wysprzątany, łącznie z pokojem mojego syna Zayn'a, wiem to będzie bardzo trudna praca, ale przepraszam że dopiero dzisiaj ci o tym powiedziałem, wiem że dasz radę.
Ty: Nic się nie stało, postaram się by pański dom ślnił.
T.Z.: Dziękuję ci bardzo.- Od razu wzięłaś się do pracy, najpierw wysprzątałaś kuchnie następnie salon, a potem toalety, zostały ci jeszcze sypialnia państwa Malik'ów i pokój tego upierdliwego chłopaka Zayn'a. Nie przepadałaś za nim, zaczepiał się w ciebie i nie dawał spokoju. Dosyć szybko się uwinęłaś ze sprzątaniem ale gdy otworzyłaś drzwi do pokoju Zayn'a ręce ci opadły. Wszystkie rzeczy były porozrzucane po całym pokoju, kawałki pizzy również się walały po podłodze, pod łóżkiem były książki, skórki po bananie, skorupki od orzechów, cały pokój to jeden wielki bałagan. W ciągu trzydziestu minut zdążyłaś posprzątać jego łóżko i to co było pod nim. Nie przerywałaś pracy do czasu gdy chłopak nie wszedł do pokoju.
Zayn: (t.i.) co ty tu robisz, nie prosiłem ciebie o posprzątanie pokoju.
Ty: No ty może nie ale twój tata tak.
Z: Taaa mój tata kazał ci sprzątać mój pokój.
Ty: Idź stąd, nie przerywaj mi gdy pracuję.
Z: Jedyna osoba, która może stąd wyjść to ty.
Ty: Zayn, przestań !!!
Z: No dobra.- Poszedł w kierunku łóżka i położył się na nie.
Ty: Zayn !!!! Dopiero co je pościeliłam !!!
Z: I co mnie to obchodzi.
Ty: Załaź.
Z: A bo co ?
Ty: Albo sam będziesz sobie od dziś sprzątał.
Z: No to cześć.
Ty: Spadaj !!!
Z: Zaraz pójdę powiedzieć tacie jak się zachowujesz.
Ty: To znaczy jak ?
Z: Do mnie mówisz "Spadaj" ?! To nie dopuszczalne.
Ty: A wypchaj się.- Wyszłaś z pokoju, a brunet zaczął się śmiać. Poszłaś prosto do gabinetu pana Malik'a dla którego pracowałaś.
Ty: Proszę pana, wszystko jest wysprzątane oprócz pokoju Zayn'a
T.Z.: Dlaczego ?
Ty: Pański syn przeszkadza mi w sprzątaniu, coś jeszcze mam zrobić ?
T.Z.: Trzeba zrobić jedzenie.
Ty: Dobrze więc zaraz się tym zajmę, a co z pokojem Zayn'a ?
T.Z.: Zaraz do niego pójdę.
Ty: Dobrze i dziękuję.
T.Z.: Nie ma sprawy.- Wyszłaś z gabinetu pana Malik'a i poszłaś do kuchni robić przystawki. Nie całe 5 minut później Zayn zszedł na dół.
Z: Wielkie dzięki !!!
Ty: Nie ma za co, dzieciaku.
Z: Jesteś o rok ode mnie starsza i mówisz do mnie dzieciaku.
Ty: A ty jesteś już pełnoletni i mieszkasz z rodzicami.
Z: Weź się tak nie wymądrzaj bo ty nie ukończyłaś żadnej szkoły.
Ty: A ty to co chodzisz do tej swojej szkoły, a i tak nie zdasz i co ci z tego.
Z: A spadaj.
Ty: Nawzajem.
Z: No i super, nara.- Poszedł do swojego pokoju obrażony. Godzinę później zaczęło się spotkanie, podawałaś gościom jedzenie. Gdy Zayn zszedł na dół pomyślałaś "O nie, tylko nie to". Chłopak trochę pochodził, ale później gdy zaczął się nudzić przyszedł do ciebie, złapał za jedną wbitą na wykałaczkę porcję.
Z: Co ty zrobiłaś, to jest obrzydliwe.
Ty: Spadaj, dzieciaku nie mam zamiaru się z tobą kłócić.
Z: To dobrze bo ja mam.- Parsknęłaś i chciałaś odejść, ale chłopak podłożył tobie nogę i się przewróciłaś.
Z: Co ty wyprawiasz !!!
Ty: Zayn !!!
T.Z.: Co się stało ?
Ty: Zayn podłożył mi nogę.- Mówiąc to wstałaś i zaczęłaś sprzątać.
T.Z.: Zayn, marsz do pokoju !!
Z: Jestem już pełnoletni i mogę robić co chcę.
T.Z.: Ale do póki mieszkasz w moim domu masz się dostosować do moich zasad.- Chłopak kopnął cię i poszedł do góry.
T.Z.: Bardzo cię za niego przepraszam.
Ty: Nic się nie stało, przyzwyczaiłam się, posprzątam i przyniosę coś innego.
T.Z.: Dziękuję ci, że jesteś taka dobra. Jutro dam ci dzień wolny.
Ty: Nie ma za co, przecież za to mi pan płaci.
T.Z.: Oj przestań, jutro masz wolne, a i za miesiąc wyjeżdżamy całą rodziną na wakacje do Hiszpanii i chciałbym, abyś pojechała z nami.
Ty: Ojeju, dziękuję ale nie mam tyle pieniędzy.
T.Z.: O to się nie martw, opłacimy ci wyjazd.
Ty: Nie mogę tego przyjąć.
T.Z.: Owszem możesz.
Ty: No dobrze zastanowię się.- Dokończyłaś sprzątanie, a chwilę później przyniosłaś jedzenie dla gości. Po spotkaniu posprzątałaś i poszłaś się położyć spać. Następnego dnia zdecydowałaś się na propozycję pana Malik'a, więc poszłaś do niego i powiedziałaś o swojej decyzji. Mężczyzna był zadowolony z powodu, że zgodziłaś się na wyjazd.
**** Miesiąc później.
Tamtego dnia spakowałaś się w jedną walizkę, bo nie potrzeba było ci więcej rzeczy, a po za tym nie miałaś ich za dużo. O godzinie 12.00 wychodziliście z domu, bo na 13.00 mieliście samolot. Nie mogłaś się doczekać kiedy wreszcie będziesz w Hiszpanii, bo była ona twoim ulubionym krajem. Usiadłaś w jednym z siedzeń w samolocie, a Zayn przechodząc obok ciebie zaczął krzyczeć do swojego taty.
Z: Tato !!! Dlaczego ja mam siedzieć obok (t.i.).
T.Z.: Bo tak ci karzę. Siadaj i bądź cicho.
Z: Pffff.- Chłopak usiadł obok ciebie, a ty się po cichu zaśmiałaś.
Z: Z czego się śmiejesz. Masz przez cały lot zapewnioną atrakcję... Będę cię wkurzał.
Ty: Cieszę się.
Z: Nie wiem z czego.
Ty: Lubię, gdy mnie wkurzasz.
Z: No to jak lubisz, gdy cię wkurzam to będę dla ciebie miły, aż za, więc uważaj.- Nie odzywałaś się. Stewardessa podeszła do ciebie i Zayn'a.
Stewardessa: Czegoś sobie państwo życzą.
Ty: Nie dziękuje.
Z: A ja proszę coca-cole, a ta pani na pewno również napije się coca-coli i pewnie chciałaby coś zjeść.
S: W takim razie zaraz przyniosę.- Stewardessa odeszła.
Ty: Wielkie dzięki.
Z: Proszę bardzo.- Zaczął się śmiać.
Ty: Aha to tak pogrywasz, ja potrafię się zrewanżować.
Z: No to proszę, czekam.- Po chwili stewardessa przyszła z jedzeniem i podała wam.
Ty: Jak ja mam to zjeść ??
Z: Nie wiem, ale na pewno przytyjesz.
Ty: Fajnie, bo muszę przybrać na wadze.
Z: A potem będziesz wyglądać jak słoń.- Przymrużyłaś oczy i zacisnęłaś pięście. Zawołałaś stewardesse, która przyszła po paru sekundach do was.
S: Tak ?
Ty: Ten pan się bardzo źle czuje, powiedział mi że może zaraz zwymiotować, jest cały w stresie i może mieć rozwolnienie.
S: Ojej, dlaczego pan nie powiedział tak wcześniej.
Z: Bo to nie jest prawda.
Ty: On się bardzo wstydzi.
S: Niech pan wstanie to zaprowadzę pana do toalety.- Oburzony mulat wstał z miejsca i poszedł razem z stewardessą w stronę toalety, do której wszedł.
Z: Proszę mnie z tej toalety wypościć, czuję się już świetnie i nic mi nie jest.
S: Pana, przyjaciółka powiedziała nam co innego.
Z: To nie moja przyjaciółka, tylko wróg !!!
S: Niech posiedzi sobie pan jeszcze chwilę, a potem damy panu tabletki i zaprowadzimy pana na miejsce.- Po 20 minutach chłopak wrócił na i usiadł obok ciebie.
Ty: I jak było.
Z: Superr, posiedziałem sobie w kiblu, a potem nafaszerowali mnie tabletkami. Ale nie martw się to dopiero początek wyjazdu.- Po wylądowaniu samolotu udaliście się do hotelu. Miałaś swój własny apartament. Nie rozpakowywaliście się, od razu przebraliście się w stroje i poszliście na plażę. Gdy każdy z rodziny Malik'ów wylegiwał się na plaży lub pływali w oceanie, ty poszłaś na jeden z pomostów, który stał niedaleko. Stanęłaś na samym końcu, wpatrywałaś się w ocean ale nagle jakaś osoba złapała cię w talii i popchnęła do wody. Przeraziłaś się bo nie potrafiłaś pływać, gdy wyciągnęłaś głowę z wody zauważyłaś, że był to Zayn.
Ty: Ja nie potrafię pływać !!!!- Skoczył po ciebie i wyciągnął z wody pewien mężczyzna, który był w tym czasie również na pomoście. Byłaś przez jakiś czas nieprzytomna. Podszedł do ciebie Zayn.
Z: (t.i.) nie umieraj, proszę cię. Jeśli umrzesz, kto będzie sprzątał w domu, kogo będę wkurzał 24 godziny na dobę, kto będzie mnie wkurzał.- W pewnym momencie wyplułaś wodę z ust i otworzyłaś oczy.
Ty: Zayn, ty, ty....
Z: Co ja ?
Ty: Nic.- Wróciłaś do apartamentu, przebrałaś się i chciałaś przejść się po okolicy. Nagle usłyszałaś pukanie do drzwi, poszłaś je otworzyć, a przed nimi zobaczyłaś Zayn'a.
Ty: Co ty tu robisz, czego chcesz ?
Z: Przyszedłem cię przeprosić, za to co zrobiłem, wiem wkurzamy siebie nawzajem, ale to, to nie było już wkurzanie , bo w końcu mógłbym cię utopić. Przepraszam.
Ty: Spoko.
Z: Nie gniewasz się ?
Ty: Nie.
Z: Gdzie idziesz ?
Ty: Idę się przejść po mieście i wyszukać jakiegoś fajnego klubu, bo chcę się zabawić wieczorem.
Z: Mogę iść z tobą.
Ty: Tak, ale bez żadnych pomysłów typu utapianie mnie i zero wkurzania.
Z: Bez wkurzania ?
Ty: Tak.
Z: No dobra.
Ty: To idź się przebierz, bo tak raczej nie pójdziesz.- Chłopak miał ubrane na sobie tylko majtki, w których wchodził do wody.
Z: No, trochę obciach. Poczekasz chwilę ?
Ty: Poczekam na ciebie przed hotelem.
Z: Ok.- Chłopak poszedł do swojego apartamentu, a ty usiadłaś na jednej z ławek stojących przed hotelem.


zayn-malik-imnaginy1d.pinger.pl.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

imnaginy1d
 
Następny imagin na życzenie jednej z czytelniczek mojego bloga :D

Najpierw włącz to, a jeśli nie zdążysz przeczytać włącz jeszcze raz.




Jechałaś razem z Louis'em samochodem, na liczniku było ponad 200 km/h, droga była strasznie kręta. Ty siedziałaś za kierownicą.
Ty: Louis nie wierzę, że się na to zgodziłam.
Lou: Nie gadaj, jedź, ja już chcę być na tej plaży.- Nagle za zakrętu wyjechał tobie jakiś inny samochód.
Ty: LOUIS KOCHAM CIĘ.
Lou: JA CIEBIE TEŻ.- Światła samochodu raziły was w oczy. Nadusiłaś pedał hamulca i próbowałaś jakoś wykręcić by nie uderzyć w głazy stojące na poboczu i w nadjeżdżający samochód. Obydwoje myśleliście że to koniec, bardzo mocną silą uderzyliście w kamienie, mieliście szczęście bo poduszki powietrzne wystrzeliły w momencie, w którym powinny. Wasze głowy były bardzo mocno poranione, a Louis miał dodatkowo wybity nadgarstek. Samochód nadawał się tylko do kasacji. Nie dzwoniliście po karetkę ani po policję, bo waszym zdaniem była ona zbędna. Na miejsce, do którego mieliście zamiar dojechać poszliście pieszo. Po 2 godzinach drogi, doszliście do celu.
Ty: Teraz już jest późno i się nie pobawimy tak jak zamierzaliśmy.
Lou: Jutro pójdziemy na plażę, a dzisiaj musimy się gdzieś przespać.
Ty: No musimy.- Poszliście do jednego z lepszych hoteli. Louis zakwaterował was w jednym z apartamentów. Gdy do niego weszłaś byłaś zaskoczona.
Ty: Louis po co nam taki duży apartament ?
Lou: Aby moglibyśmy odpocząć.
Ty: Nie potrzebny nam on taki duży, wystarczył by mi najmniejszy z apartamentów.
Lou: Moja dziewczyna nie będzie się męczyła w małej klitce.
Ty: Oj Lou. Kocham cię. Idę się wykąpać.
Lou: Dobrze poczekam.- Po 15 minutach wyszłaś owinięta tylko w ręcznik.
Ty: Louis jest problem.
Lou: Tak ?
Ty: Nie mamy żadnych rzeczy.
Lou: Chodź zobaczymy czy nie ma nic w szafach.- Zaczęliście przeglądać wszystkie szafy i znaleźliście dwa szlafroki i kilka rzeczy. Ubraliście je. Poszłaś do sypialni i położyłaś się.
Lou: Ok, to ja będę spał w salonie.
Ty: Dlaczego ?- Podeszłaś do chłopaka.
Lou: Bo pewnie nie chcesz ze mną dzisiaj spać, przez to co się wydarzyło. To moja wina.
Ty: Nie, to moja wina, ja prowadziłam samochód.
Lou: Ale ja cię do tego nakłoniłem.
Ty: Nie ma żadnego ale, już do łóżka.
Lou: Jest.- Spuściłaś głowę i poszłaś w kierunku łóżka.
Lou: (t.i.).- Nie zwracałaś uwagi na to co do ciebie mówi chłopak.
Lou: (t.i.) kocham cię.
Lou: (t.i.).
Lou: (t.i.) odezwij się, proszę.-Louis odszedł do ciebie i przytulił cię.
Lou: Wybaczysz mi to ?
Ty: Co ?
Lou: To.
Ty: Co ?
Lou: No to co teraz zrobiłem.
Ty: Hahaha.- Chłopak odwrócił się i poszedł w kierunku salonu, a ty zanim i przytuliłaś go.
Ty: Wybaczę jak będziesz spał ze mną w jednym łóżku.
Lou: Kocham cię.- Poszliście spać, a obudziliście się dopiero w południe, po zjedzeniu śniadania poszliście do sklepu i kupiliście sobie kilka rzeczy do ubrania, a potem na plażę, natomiast pod wieczór na imprezę. 4 dni upłynęły wam bardzo szybko i bardzo miło. W dzień waszego powrotu przyjechał po was Niall, był on najlepszym przyjacielem Louis'a.
Lou: Dzięki, że po nas przyjechałeś.
N: Nie ma za co.
Ty: Cześć Niall.
N: Cześć, wsiadajcie.
Ty: Dzięki że po nas przyjechałeś.
N: Wsiadacie ?
Lou: Tak już idziemy.- Droga była bardzo długa więc trochę czasu zajęło wam dojechanie do domu. Tym razem kierował Niall więc jechał trochę spokojniej od ciebie. w czasie drogi blondyn dopytywał się o wasz wypadek, a gdy już się wszystkiego dowiedział powiedział:
N: Nigdy nie dam wam samochodu, a co więcej nie dopuszczę by ktoś go wam dał.
Ty i Louis: hahahaha !
N: Ja nie żartowałem.
Lou: Jeśli nie żartowałeś to zjem całe jedzenie na świecie.- Ty i Niall zaczęliście się śmiać.
Ty: Ciekawe gdzie byś je zmieścił, a co lepsze jak byś wyglądał.
Lou: To nie jest śmieszne, ale ty i tak dasz mi samochód.
N: Nie dam.
Lou: Dasz.
Ty: Louis zamknij się.- Zaczęlaś całować chłopaka, a Niall widząc wasze w lusterku prawie spowodował wypadek.
Ty i Lou: Niall, co ty robisz ?
N: Nic.
Lou: Przecież my wiemy co robiłeś.
N: Oj no dobra, spojrzałem się na was, tak pięknie wyglądacie, widać że kochacie się bardzo i szczerze, a gdy się na was spojrzy nie wierzy się własnym oczom dlatego, że taka miłość istnieje.
Ty: Niall nie martw się, ty też znajdziesz sobie dziewczynę.
N: Nie znajdę.
Ty: Jesteś przystojny, mądry, masz fajny charakter czego chcieć więcej ?
N: Dziewczyny.
Ty: Każda dziewczyna, która się w tobie nie zakocha, jest nie normalna.
Lou: Ej.
Ty: Co ?
Lou: Kochasz mnie ?
Ty: Tak Kocham cię i nikogo innego.
Lou: Na szczęście, bo już zacząłem w to wątpić.- Gdy wróciliście do domu rozpakowaliście się i poszliście spać, bo było już późno, a Louis szedł na następny dzień do pracy. Rano obudził cię zapach dymu, otworzyłaś oczy, a nad sobą zobaczyłaś palący się sufit. Natychmiastowo wstałaś i chciałaś wyjść z domu ale niestety dom był już zbyt mocno zapalony. Podeszłaś do okna i zauważyłaś już stojącą straż pożarną, postanowiłaś poczekać, aż ktoś ze strażaków po ciebie wejdzie.
*** W tym samym czasie.
Louis siedział wraz z Niall'em, Liam'em i Zayn'em w jednym z pomieszczeń w pracy.
Harry: Louis !!!
Lou: Co ?!
H: Chodź, musisz coś zobaczyć.
Lou: Już idę.- Chłopak podszedł do kolegi, a on pokazał mu jeden z programów emitowany na żywo, był tam pokazany wasz dom palący się.
Lou: (t.i.) !!!- Louis podbiegł do Niall'a.
Lou: Niall daj kluczyki do samochodu !!!
N: Nie, powiedziałem ci wczoraj, że nie dam.
Lou: Dawaj i nie gadaj !!!
N: Nie, nie dam ci.
Lou: Jak nie dasz to sam je wezmę !!!
N: To proszę bardzo, ja ci ich nie dam.- Louis uderzył Niall'a i zabrał kluczyki, pobiegł do samochodu i pojechał w kierunku waszego domu jeszcze większą prędkością niż tą gdy jechaliście na plażę. Po chwili mężczyzna był na miejscu, podszedł do jednego z strażaków.
Lou: Przepraszam, czy ktoś wchodził do tego domu ?
Strażak: Przykro nam, ale dom jest już zbyt mocno zapalony.
Lou: Tam jest moja dziewczyna i przyszła żona !!!
S: Przykro mi.
Lou: Dajcie mi kurtkę to sam po nią wejdę.
S: Nie może pan.
Lou: Owszem mogę.
S: Nie ma pan prawa.
Lou: Mam, dajcie kurtkę albo wejdę tak !!!
S: Proszę.- Mężczyzna podał kurtkę Louis'owi, a ten biegnąc do domu zakładał ją. Chłopak otworzył drzwi, na początku zaczął szukać cię na parterze, a potem pomyślał że możesz być w waszej sypialni. Louis biegnoł po schodach do góry, a te pod jego nogami zapadały się. Mężczyzna do razu poszedł szukać cię do sypialni i nie mylił się bo tam cię znalazł.
Ty: Louis !!!
Lou: (t.i.) !!!- Przytuliłaś się do chłopaka.
Lou: Przepraszam, ale nie ma teraz na to czasu, muszę cię stąd zabrać.
Ty: Ale którędy ?
Lou: Musimy skoczyć przez okno, schodów już w tym domu nie mamy.- Chłopak wziął cię na ręce i zaczął biec w kierunku okna, które rozbił swoimi plecami. Spadaliście, a każdy przechodni zatrzymywał się i patrzył co się dzieje. Gdy wylądowaliście na ziemi Louis leżał na plecach, pod którymi były szkła po oknie, a ty leżałaś na chłopaku, ale bardzo szybko wstałaś i pomagałaś Louis'owi.
Lou: (t.i.) *KOCHAM CIĘ*
Ty: Louis ja ciebie też kocham.
Lou: Dziękuje ci za wszystko.
Ty:...- Nagle zobaczyłaś jak chłopakowi wypływa krew z buzi i uszu.
Ty: Louis !!! Nie, nie rób mi tego !!! Kocham cię !!!- Zaczęlaś płakać. Ludzie, którzy byli tam zebrali się i stanęli bardzo blisko was by to zobaczyć.
Ty: Odwalcie się !!! Wypad !!! Rozejść się !!!- Upadłaś na kolana i zaczęłaś płakać jeszcze bardziej. Niall Podszedł do ciebie i przytulił cię.
Niall: Spokojnie, uspokój się.
Ty: Niall, jak ja mam być spokojna w takim momencie.
N: Nie wiem.- Blondyn również zaczął płakać. Po 10 minutach przyjechała karetka i położyli Louis'a na noszach.
Ty: Gdzie wy go zabieracie ?!
Sanitariusz: Do szpitala.
Ty: Nie możecie tego zrobić !!!
S: Możemy.
Ty: Ale to jest mój Louis, słyszycie ??!! Mój !!!
S: Jak pani chce może pojechać z nami.
Ty: Dobrze pojadę, ale ten pan pojedzie równierz.
S: A kim on jest dla poszkodowanego ?
Ty: On jest jego najlepszym przyjacielem.
S: W takim razie dobrze.- Weszliście do karetki.
Ty: Niall, co ci się stało w oko ?
N: Louis, znaczy się nic.
Ty: Co Louis ?
N: Potem ci powiem, nie teraz czas na takie gadanie.- Całą drogę stałaś, mówiłaś do Louis'a i trzymałaś go za rękę.
N: (t.i.).
Ty: Tak ?
N: Louis chciał ci to dać dzisiaj wieczorem, na waszej kolacji.- Chlopak wyciągnął jakieś pudełko z kieszeni Louis'a i ci je podał.
N: Ale nie otwieraj tego teraz, otwórz, to gdy mnie już nie będzie, ale dzisiaj wieczorem. Obiecaj mi to.
Ty: Obiecuję ci.- Gdy byliście już na miejscu weszliście do szpitala i razem z Niall'em czekałaś na korytarzu czekając, aż wyjdzie jakiś lekarz z gabinetu.
Ty: Powiedz wreszcie co stało się z twoim okiem.
N: Louis mnie uderzył.
Ty: Dlaczego ?
N: Bo chciał kluczyki do samochodu, a ja nie chciałem mu ich dać. Nie wiedziałem co się działo, a dopiero gdy Louis pojechał, Harry wszystko mi wytłumaczył. Nie dziwię się mu, chciał ratować ciebie, a on tak bardzo ciebie kochał. Też bym to zrobił na jego miejscu, nie mam mu za źle że mnie uderzył.
Ty: To wszystko moja wina, Louis nie żyje, gdyby ten związek by nie istniał nadal by żył. Ja nie omal nie zabiłam nas obydwoje, podczas tamtego wyjazdu.
N: Nie obwiniaj się za to, to nie twoja wina. Wiem, widzę to w twoich oczach, nadal kochasz Louis'a i pewnie nie przestaniesz.- Zaczęlaś płakać.
N: Przepraszam.- Przytulił cię.
Ty: Nic nie szkodzi, mówisz to co myślisz.
N: Muszę mówić to z przykrością ale musimy się z tym pogodzić.
Ty: Ja się nigdy z tym nie pogodzę, ja go kocham
N: Mi też jest bardzo ciężko, to w końcu mój przyjaciel.
Ty: Wiem.- Mijały godziny, a nadal nikt nie wyszedł z gabinetu. Nagle do Niall'a przyszedł sms, a po przeczytaniu go wstał z krzesła.
N: (t.i.) przepraszam ale muszę iść.
Ty: Coś się stało ?
N: Nie wiem, Harry napisał że mam przyjechać.
Ty: Ok, jedź.
N: Do zobaczenia.
Ty: Pa.- Niall poszedł, a po 10 minutach przypomniało ci się to, co dał ci blondyn gdy byliście w karetce. Wyciągnęłaś pudełko, rozpakowałaś je, a w nim było drugie mniejsze pudełeczko, które również otworzyłaś. Był w nim pierścionek z małym diamentem, a w środku wyryte było *"KOCHAM CIĘ I ZAWSZE BĘDĘ TWÓJ LOUIS"*. Domyśliłaś się o co chodziło, z pierścionkiem zaczęłaś płakać, założyłaś go na palec i powiedziałaś *"TAK"*.



louis-tomlison-imnaginy1d.pinger.pl.png
  • awatar buuuo: Dziękuję! *__* Na razie się nie odzywam, bo znowu poprosiłabym o Lou ;) Hugs n Kisses! x
  • awatar ReubenKn: %image_title% is without a doubt the most interesting. my website - http://onlinesmpt200.com
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Kategorie blogów