Wpisy oznaczone tagiem "imprezowo" (312)  

insomniaa
 

Niedziela na Wylęgarni była bardzo aktywna, od rana na świeżym powietrzu. Odpaliliśmy wędzarnię, uwędziliśmy szynki, pobawiliśmy się z Bosiołkiem.

Po południu w końcu udało nam się zorganizować "rodzinne" spotkanie przy grillu: ja z Miśkiem, Sis ze Szwagrem i Braciak z Bratową. Jeszcze kilka lat temu spotykaliśmy się codziennie, najpierw w piaskownicy, później gdzieś w terenie, a teraz, gdy wszyscy jesteśmy dorośli i każdy ma swoje sprawy, to tak ciężko nam się razem zebrać.
Uwielbiam ludzi do których mogę powiedzieć "pamiętasz?". Setki wspomnień, głupawek, przypałów i haseł, które tylko my rozumiemy. Rozmowy fazotwórcze, historie takie, że Tolkien z tymi swoimi hobbitami się może w lesie schować xD
Dobre czasy byli... Ale mam nadzieję, że jeszcze lepsze przed nami ^^

Dzisiaj tak bardzo nie chciało mi się jechać do pracy, że aż auto mi zaniemogło i nie umiałam wyjechać z podwórka. To znak!

Obejrzenie się w lustrze po ciężkim weekendzie może grozić oślepnięciem lub nagłym zejściem na serce.
O Bożu, to Tomasz Adamek po dziesięciu rundach wygląda w porównaniu ze mną kwitnąco!
Trzeba się wziąć za siebie i ogarnąć ten ryyyyyj.

Tylko czasu brak i chęci...
 

insomniaa
 
Kuuuuźwa, jak ten czas szybko leci!
Że tak powiem: zapierdala jak Tuśka na Smoku! ;D

A propos Smoka - po tygodniu jeżdżenia stwierdzam, że mam za mały silnik, bo 1.1 to się nawet nie rozbuja ;< Chociaż B. mi powiedział, że to dobrze, bo mnie nie będzie kusiło. Ech, a ojciec chrzestny mojego prawa jazdy już dawno przepowiadał, że będę zapierdalać ;D
Na początku jazda po mieście wywoływała u mnie panikę, teraz bardziej wywołuje wkurw, bo o dziwo to nie ja jestem najgorszym kierowcą na drodze. Ale najlepszym też nie jestem, bo jak mi się uda zaparkować prosto pod C4 to jest święto lasu ;D


Wczoraj przywiozłam mojego Misiołka na Wylęgarnię, bo umówiliśmy się z Bratem i Bratową na ognisko. Fajnie było tak posiedzieć jak za starych dobrych czasów, powspominać te wszystkie przypały, pogapić się w gwiazdy.
O 1:45 zorientowaliśmy się, że przecież jest zmiana czasu. Tak więc wyszliśmy z imprezy przed 2-gą, a wróciliśmy do domu po 3-ciej, mając do przejścia 100 metrów - takie zagięcie czasoprzestrzeni!

Z tą zmianą czasu to wgl przejebane i fuck logic: śpimy krócej, bo się jaśniej robi później. Nie służy to na pewno zdrowiu, zwłaszcza psychicznemu.

Ze zdrowiem fizycznym też u mnie nienajlepiej, ale tłumaczę to sobie tym, że jestem już stara i niedołężna ;P

Ajjj, byle przeżyć do wolnego. Środa minie, tydzień zginie. A potem byle do niedzieli - w niedzielę odpalamy wędzarnię! ^^
 

insomniaa
 
"Is it a dream?
Will i wake up tomorrow
As the shadows dance in my head
Your life is lost
Oh all my lifes in sarrow
I see angels dressed in red"
(Rezurex - "Tonight")


W niedzielę pojechaliśmy z Miśkiem, K. i I. do Pragi na koncert.

Po przyjeździe do miasta wstąpiliśmy do fajnej restauracji na obiad i piwko (na deser był sernik kokosowy - ooorgazmiczny!). Później spacer głównie w poszukiwaniu czekolad Orion, chwila chilloutu w hotelu, a wieczorem OGIEŃ!

Koncert mi się podobał, mimo że takie tłumy ludzi mnie przerażają, a głośno było tak, że do tej pory piszczy mi w uszach.
Dla mnie gwiazdami wieczoru nie byli Nekromantix, tylko ich support - Rezurex, a dokładnie basista Dusty Grave <3 Zostanę ich psychofanką. Kupiłam już nawet koszulkę ;D


Romantyczny spacer ulicami Pragi z moim Miśkiem - nie ma nic cudowniejszego ;* Przecież to "nasze" miasto, bo rok temu właśnie tu mi się oświadczył. Wrócimy tu jeszcze nie raz.
Kocham kocham kocham! <3


PS: w hotelu miałam dziwny, bardzo realistyczny sen. Bałam się, że to wróży coś złego. Po wieściach, które dzisiaj dostałam mogę chyba stwierdzić, że to był sen proroczy...
 

insomniaa
 
To był mega aktywny weekend ;D

W sobotę wieczorem integracja w kameralnym gronie przy whisky, dobrym żarełku i muzyce skrajnie różnych gatunków. Były tańce, głupawki, a ja zostałam ochrzczona jako "Mariolka" ;D

Łaszek wieczoru:
-Ty masz taki głos! Bardzo lubię jak śpiewasz.
-Tańczę lepiej niż śpiewam.
-Pierdolisz?
-A pierdoli jeszcze lepiej! ;D


W niedzielę od rana demolowaliśmy kuchnię. Zapowiada się mały remont. Polska w budowie, kuźwa mać ;/

Po południu Miś zabrał mnie do restauracji, by trochę przedwcześnie świętować naszą czwartą rocznicę <3
Dostałam od Misia w prezencie wielką chustę w kwiaty. Mogę się nią okutać jak szeptucha i nie chwaląc się wyglądam czarownicująco ;D

Wieczorem A. i M. wpadli do nas na drinka i pogaduchy ^^

Potem szlug-time pod klatką z Braciakiem i głupawka:
-Daj mi telefon, ja go tu ściągnę!
-On jest jak napletek ze stulejką, on się nie ściąga xDD

Jeszcze później kolejne spotkanie pod klatką (i taki mały wzrusz ;D)

Dzisiaj w końcu mogliśmy się wyspać!

Ten tydzień też zapowiada się aktywnie. Ale w weekend odpoczniemy w Pradze! ^^ Z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej panikuję, że nie mam się w co ubrać.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Od 4 lat jestem z najcudowniejszym mężczyzną na świecie <3
Dokucza mi, nabija się ze mnie, robi ze mnie głupka, ale ja odpłacam Mu tym samym i tak się jakoś kręci ta nasza piękna patologia ;D
Udane związki nie są efektem znalezienia idealnej osoby, lecz kochania niedoskonałego człowieka, którego wybrało się na towarzysza życia. Jestem pewna, że to właśnie z Nim chcę spędzić resztę życia. Ostatnio sam z siebie zaczął temat ślubu i wesela. Najwyższy czas, żeby o tym pomyśleć.
Piosenkę na pierwszy taniec mamy już wybraną ;*

PS: lubię na Ciebie patrzeć. Nie tylko dlatego, że jesteś nieziemsko przystojny, ale przede wszystkim dlatego, że wtedy mam przed sobą wszystko czego pragnęłam od życia <3

_________________________________________________________
Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli.
Historia zatoczyła koło - kiedyś próbowałam dać komuś choć kawałek szczęścia, a całkiem niedawno ten ktoś przyniósł szczęście mi.

Some people are like a four-leaf clover: hard to find and lucky to have
 

insomniaa
 
Jest już środa, a ja dopiero znalazłam czas, żeby zdać relację z weekendu. Panie majster, taki zapierdol, że nie ma czasu taczki załadować!

W sobotę mieliśmy w psychiatryku armagiedon i apokalipsę. Dawno nie widziałam takich tłumów. Magda Gessler przyjechała robić kuchenne rekolekcje. Tylko czemu kuźwa naszym kosztem? Gdzie są zamachowcy samobójcy kiedy ich potrzeba?  

Po pracy miałam 20 min na ogarnięcie, bo jechaliśmy z Miśkiem na urodziny do mojej Kromeczki <3
Zabraliśmy ze sobą "pana zwierza" o którym wcześniej wspominałam, czyli pluszowego jednorurzca ;D
Imprezka była fajna, kameralna, w rodzinnej atmosferze. Potańczyliśmy do disco polo ^^ A drugą gwiazdą wieczoru zaraz po Kromeczce był króliczek *.* <3

Po imprezie "ciemne interesy załatwia się po ciemku" (pozdro dla kumatych!).

Niedzielę spędziliśmy z Misiem tak jak zwykle, czyli gotując, żrąc, wylegując się w łóżku i oglądając "Black Mirror". Lubię tak leniuchować, ale już sobie obiecaliśmy, że kolejne niedziele będziemy spędzać aktywniej (taaa...).

W poniedziałek przekonałam się, że moje archiwum IPN-u czasem się przydaje ;D

We wtorek: dziwne rozkminy, smutne retrospekcje i psycholog od siedmiu boleści.

Wieczorem była ze mnie taka trochę "panienka z okienka" ;D
-O, widzę cię!
-Ja cię też!
:D


Dzisiaj natomiast obudził mnie wyczekiwany sms. Pielgrzymki po urzędach zakończone. Zamykamy ten etap, co znaczy, że chyba trzeba przestać chlać.

“Seans skończony! Rżnij pan marsza, maestro!”




Wygląda na to, że wszystko jest na dobrej drodze ;D
...a to znaczy, że zaraz coś się spierdoli.
 

insomniaa
 
To będzie długi wpis, zacznę go od tych milszych rzeczy...


W niedzielę mój najukochańszy Miś miał urodziny <3

Uczciliśmy to już w sobotę na piwie z ZGK. Trochę szkoda, że na te imprezy zawsze docieram ostatnia. Za to zawsze mogę liczyć na ciepłe przyjęcie - to miłe, kiedy cały lokal wita cię uśmiechami i przytulasami ^^ Uwielbiam tych ludzi <3

Niedziela minęła nam leniwie. Ja większość czasu spędziłam w kuchni, bo obiecałam mojemu Pyszczkowi all-inclusive ;D Śniadanie do łóżka, dwudaniowy obiad i deser - fotorelację wrzucę w najbliższym wpisie foodpornowym. Najważniejsze, że Miś był szczęśliwy ^^

Wieczorem oglądaliśmy "AHS: Cult". Wkręciłam się. Coś czuję, że ten sezon będzie inspiracją do wielu wpisów.

_________________________________________________________
Lat mam tyle, ile WOŚP. Odkąd pamiętam wrzucałam pieniądze do puszki. W tym roku postanowiłam zagrać z Orkiestrą nie tylko jako Tuśka, ale też jako Insomniaa, przeznaczając miesięczny dochód z reklam na blogu na pomoc dzieciom.
Te pieniądze to pomoc od Was, moi drodzy Czytacze, bo to właśnie Wy czytając bloga generujecie zyski z reklam.

Byliśmy z Miśkiem w MDK na lokalnym finale WOŚP. Tej cudownej atmosfery otwartych serc nie da się opisać słowami. Do domu wróciliśmy przemoknięci, ale szczęśliwi, że zrobiliśmy coś ważnego i dołożyliśmy swoją cegiełkę.

Potem włączyliśmy tv i wszystko runęło...
Jedno serce zgasło, drugie zrezygnowało, a miliony innych pękły na pół...

Spirala ciągle się nakręca. Jak w tym kraju ma być dobrze, gdy ludzie tylko czekają, by skoczyć sobie do gardeł. Wydarzenie, które miało łączyć ludzi, podzieliło ich na dwa obozy - tych, którzy wrzucają do puszki Owsiakowi i tych, którzy chcą wrzucić do puszki Owsiaka.

Mowa nienawiści, hejt - znam to bardzo dobrze, doświadczam tego na każdym kroku. Teraz internet aż kipi od wylewanego jadu, a w komentarzach hipokryzja prima sort: "Stop mowie nienawiści, mordy zdradzieckie!".

“O jedno was tylko błagam: nie odpowiadajcie nigdy agresją na agresję, ponieważ jest to takie samo zło, jak każde inne”


(Robert Brylewski)
 

insomniaa
 
Pierwszy raz w tym roku zasiadam w moim centrum dowodzenia.

Końcówka grudnia była bardzo pracowita. Na szczęście mieliśmy parę rąk do pomocy - historia zatoczyła koło i do psychiatryka wróciło moje Pieczywko aka Kromeczka-Pięteczka ;D

W piątek na Wylęgarni zawitał Bąbelek. Wpadł na kawkę i pogaduchy, no i oczywiście po prezent urodzinowy (wiedziałam, że mu się spodoba! Teraz musimy pograć, zioooom!)
Później szybki szoping. Powinnam nagrywać tutoriale na yt jak wybrać outfit na imprezę w 10 min. Szkoda, że sobie tak szybko nie umiem wybrać, a planowanie stylówki na Sylwka wiązało się z przewróceniem szafy do góry nogami.

W noc przed Sylwestrem śniły mi się nomen omen dziwne rzeczy. Czasem mam wrażenie, że tymi snami wywołuję wilka z lasu. Tym razem też wywołałam.


Impreza Sylwestrowa była przezajebista!
Domówka, pełna chata ludzi, stół pełen żarcia, świetna atmosfera, głupawki, przypały. Miło wspominać, wstyd opowiadać ;D
I po co komu te napompowane bale, po co spina, kreacje? Nie trzeba pałacu by odstawić imprezę na sto fajerek ;D
Dziękuję wszystkim Mordeczkom za wspaniałe zakończenie roku! Oby w tym było jak najwięcej imprez w takim gronie!


Jeśli faktycznie "Jaki Nowy Rok taki cały rok", to mam przejebane. To był zły dzień. Pełen złości, płaczu, kłótni. Nie tak miało być.
Wszystko co nie zostało do końca przecierpiane i rozwiązane, powraca.
Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Zawsze można wyjść i pierdolnąć drzwiami. Owszem, mogłam to zrobić. Ale nie umiem, bo za bardzo mi na Tobie zależy...


Noworoczny wieczór spędziliśmy przed telewizorem oglądając głupią bajkę. Teraz chodzę i śpiewam "Egzorcystaaa za niecałe trzystaaaa" xD

W Sylwestra się nie wyspałam, bo od rana byłam w pracy. W Nowy Rok się nie wyspałam, bo spałam na kanapie (złożonej). Dzisiaj się nie wyspałam, bo też byłam w pracy na rano. Jutro się nie wyśpię, bo przychodzi ksiądz po kolędzie. Nosz kurffff....!

Rok 2019 miał być zajebisty. Jest dopiero jego drugi dzień, a ja już mam dość tej chujowizny.


PS: zakład z Bratem przyklepany. Czekamy do 5-go a potem pijemy wódeczkę (coś czuję, że chyba za moje...)
  • awatar goal digger: Super, że pożegnanie starego roku się udało, takie imprezy są najlepsze :D Co do pierwszego to u mnie też był beznadziejny, dawno nie miałam tak złego dnia. I głowie tylko mi chodziło "ogarnij się, bo potem będziesz cały rok tak miała". XD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

samosiejka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
.Edith.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

samosiejka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
.Edith.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

insomniaa
 
"Time flies by in the yellow and green
Stick around and you'll see what I mean
There's a mountain top that I'm dreaming of
If you need me you know where I'll be
I'll be riding shotgun underneath the hot sun
Feeling like a someone"
(George Ezra - "Shotgun")


Mając przed sobą ciężki weekend, w piątek chciałam wyspać się na zapas. Niestety mi się nie udało, bo o 8 nad ranem obudził mnie telefon i tekst: "-Kuuurwa, Marta, no nie mów, że ty śpisz!" ;P
Na wpół śpiąco z całej rozmowy zapamiętałam tylko "jojka w czornym gornku" xD Ja nie wiem co te chłopaki mają z tymi jajami - jeden poobijał, drugi przypalił ;D


W sobotę też nie mogłam pospać, bo trzeba było od rana tyrać w psychiatryku.
A wieczorem meloooo! ^^
Poszliśmy z Misiem na biforek do A., M. i A.
Tam wstępnie wprawiliśmy się w nastrój, była żydowska wódka po której rosną pejsy i "unicock" xD

Później udaliśmy się do Nostromo na Rockabilly Party, gdzie spotkaliśmy resztę ekipy. Lubię klimat tego miejsca. To chyba moja najulubieńsza imprezownia.
Nie potańcowaliśmy, bo dziadek z babcią wywijający na parkiecie wpędzili mnie w kompleksy. Ale za to oblegaliśmy fotopstryczek ;D
W międzyczasie przerwa na fajkę ;]
A podczas powrotu okazało się, że mój Misiek jest straszną blaszką ;D Bo mnie nie jara ani te 200 koni ani osioł za kierownicą ;P Ja jestem baba ze wsi, mi można zaimponować conajwyżej kombajnem ;D


W niedzielę zjechaliśmy na Wylęgarnię Smoków.
Poszliśmy z Misiołkiem na spacer do lasu, znaleźliśmy trzy kozaki, maślaka i siedzunia sosnowego. Jestem strasznie zawiedziona ;<

Z rzeczy pożytecznych: zlaliśmy nalewkę jabłkową, nastawiliśmy winogronową, nazbieraliśmy głogu i tarniny na kolejne nalewki.

Weekend zakończyliśmy pijąc urodzinową wódeczkę z Bratem. Za zdrowie Brata to ja mogę nawet wodą mineralną zapijać ;D


Dzisiaj niestety trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości. Teraz byle do następnej niedzieli...
_________________________________________________________
You promised... But all your promises are full of shit. Just like you.
 

insomniaa
 
"We could just go home right now
Or maybe we could stick around
For just one more drink, oh yeah
Get another bottle out
Lets shoot the shit
Sit back down
For just one more drink, oh yeah
Here's to us, here's to love
All the times that we fucked up
Here's to you, fill the glass
'Cause the last few days have kicked my ass
So lets give 'em hell
Wish everybody well, here's to us, here's to us"
(Halestorm - "Here's to us")


Miałam wczoraj nadrobić zaległości na blogu, ale poszłam do A., polała wino i otworzyły się bramy piekieł.
Był dobry jazz.
Bożu, jak ja zachlałam pałę!
Nie pamiętam kiedy ostatnio tak dałam w palnik.

Wieczorem Miś napisał do mnie: "Kocham Cię żulu" :D
Spałam tak, że jedną nogą trzymałam się podłogi, a drugą ściany.
O 4 nad ranem obudziły mnie dziwne dźwięki - kot zarzygał pół kuchni.
Vater do mnie: -Patrz, ty się najebałaś, a kot za ciebie rzyga ;D

Poranek mam na Turnaua: konieczność istnienia ciężka jest do zniesienia.
Zjadłabym śniadanie, ale ze śniadaniem na kacu jest jak z przeszczepem - może się nie przyjąć.

Więcej już nie piję. Zwłaszcza wina, bo po winie cnota ginie ;P
Nooo chyba, że znowu nadarzy się okazja do picia wina z literatki (pozdro dla kumatych!).
 

insomniaa
 

W piątek po pracy byłam z Miśkiem na pierwszej (i mam nadzieję nie ostatniej) edycji Soudsystem Street Festiwal. Świetna impreza! Dobra muzyka, pozytywne wibracje, wszędzie uśmiechnięte znajome mordki.

Zwłaszcza jedną mordkę miło było zobaczyć (wcale nie ze względów materialnych). W końcu mogliśmy się razem napić piwa. Dawno nie było do tego okazji, a brakowało mi tego strasznie. Mam nadzieję, że nie będziemy się spotykać tylko i wyłącznie w celu przekazywania monety.


W niedzielę za to wybraliśmy się z ekipką do Szklarskiej. Zaliczyliśmy bardzo dobry obiadek, a później poszliśmy na malowniczo położony stadion miejski, gdzie grał Jose Popita, a potem Leniwiec.
Był też Holi-fest. Całkiem fajna sprawa, o ile ma się na sobie stare szmaty i można dojść do domu z buta, żeby nie zabrudzić auta. Czemu w Zgc nie ma festiwalu kolorów? ;<

Mam jakiś taki sentyment do Szklarskiej Poręby. Lubię to miejsce i chciałabym tu przyjechać na chillout na cały dzień.
A chillout to coś czego teraz potrzebuję, bo właśnie dzisiaj dotarło do mnie, że nie pamiętam kiedy ostatnio miałam taki wolny dzień żebym mogła po prostu nic nie robić. Od dłuższego czasu ciągle jestem w biegu i nawet wolne spędzam na wysokich obrotach.
Może ja nie potrafię biernie odpoczywać?

_________________________________________________________
Nie lubię, gdy ktoś świdruje mnie wzrokiem.
Już kiedyś o tym pisałam.
Ach, no tak, we wpisie prywatnym.
Z tymi wpisami w końcu trzeba zrobić porządek...
 

insomniaa
 
"Здесь так красиво, я перестаю дышать
Звуки на минимум, чтобы не мешать
Эти облака — фиолетовая вата
Магия цветов со льдом в наших стаканах"
(Федук & Элджей - "Розовое вино")

[wkręciło się ^^]


Jakoś tak szybko leci mi ten tydzień od wolnego do wolnego.

We wtorek zrobiliśmy sobie z Misiem trochu niechcący nocny trip po mieście. Narobiliśmy kilometrów, ale dla takiej panna cotty się opłacało *.*

W środę poszliśmy do Niemcowni. Najpierw część kulturalna: wystawa w Stadthaale. Potem część praktyczna: zakupy piwne. Później część romantyczna: sprawdzaliśmy czy nasza kłódka przy moście jeszcze wisi.

Po spacerze zrobiliśmy obiad - chiński rosół. Chyba mogę powiedzieć, że to moje popisowe danie ;D
ramen.jpg


Wieczorem poszliśmy na piwko, bo nadarzyła się niebywała okazja - moja najulubieńsza Łajza przyjechała do Polszy! Bożu, jak ja tęskniłam za tą mordą! <3
Często sięgam pamięcią do czasów, kiedy widywaliśmy się codziennie. Tych odpałów, głupawek i popierdolizmów nie da się zliczyć. Teraz mamy co wspominać.
Wiecie co jest piękne w prawdziwej przyjaźni? Że choćbyście się nie widzieli kilka lat, to gdy się wreszcie spotkacie, rozmawiacie tak, jakbyście skończyli ledwie wczoraj. Nie ma murów, za to zawsze jest między wami jakieś takie metafizyczne połączenie dusz. Coś czego nie zniszczą ani kilometry ani lata rozłąki.

Plan na resztę tygodnia: w piątek Soundsystem Street Festiwal. W sobotę prawdopodobnie zjazd na Wylęgarnię. Niedziela jeszcze nie do końca zaplanowana, ale na 90% zapowiada się w trasie.


PS: Не будем мы играть в кошки-мышки -_- Chociaż przeczuwałam, że tak to się właśnie skończy...

PS2: we wtorek minął rok. Nie ma przypadkowych spotkań i ludzie też nie stają na naszej drodze ot tak. Każdy człowiek zostaje nam dany po coś, aby czymś nas ubogacić, dopełnić, coś pokazać czy uświadomić. Poprzez ludzi dostajemy od życia tysiące szans na to, aby stać się lepszym człowiekiem lub aby temu komuś pokazać coś, czego on do tej pory nie dostrzegł. Każdy człowiek którego spotykamy jest albo darem, albo lekcją, albo rozczarowaniem.
Jak myślisz: kim ty jesteś?

PS3: robię porządki we wpisach. Jest jeden taki wpis prywatny, chyba najdłuższy wpis na tym blogu. Nie wiem czy go komuś pokazać czy może lepiej usunąć. Trochę boję się reakcji...
 

insomniaa
 
W sobotę wieczorem długo biłam się z myślami czy złapać za telefon i się komuś wyżalić, czy lepiej nie zawracać nikomu dupy. Doszłam jednak do wniosku, że wolę się nie narzucać i wybrałam spowiedź wirtualną. Po zdaniu relacji na blogu zasnęłam na klawiaturze.
W niedzielę latałam od rana, żeby ogarnąć podwórko, imprezę i siebie. Jakimś cudem się udało.

Niedzielne popołudnie minęło pod znakiem trzeciego już Projektu X, który tym razem był imprezą (przed)urodzinową. Lubię kiedy na spokojnej Wylęgarni Smoków tyle się dzieje.
Dziękuję wszystkim moim najukochańszym mordeczkom za przybycie i świetną zabawę.
M., K., I., J., M., K., W., A., M., K., K., R. - jesteście najwspanialsi! <3
Brakowało mi tu jeszcze kogoś, ale mam nadzieję, że nadrobimy ;*

Śmieszkowaliśmy, gadaliśmy, piliśmy nalewki mojej produkcji (Bąbelek do tej pory mnie za nie wychwala!). Był crash-test składanej przeze mnie huśtawki - jak wytrzymała ponad 200kg to wszystko wytrzyma! Dwóch panów inżynierów wieszało kokon na drzewie. Grill zdał egzamin. To zdecydowanie moja najlepsza inwestycja.
Była degustacja ciast. Upiekłam brownie z pijanymi wiśniami i sernik z limonką i awokado na spodzie pistacjowym - w życiu nie nasłuchałam się tylu komplementów ^^
sernik.jpg

Łaszek:
Vater: -K. jedz coś.
K. -Ja miłością żyję.
Vater: -<głaszcze się po dużym brzuchu> No ja też.
ja: -<patrzę smutno na mój chudy brzuszek i mówię do Misia> No to ty mnie chyba nie kochasz ;C

Dziękuję za prezenty. Wszystkie jak najbardziej trafione. Wychodzi na to, że będę spasionym (od słodyczy) erotycznym koto-jeleniem w kudłatych kapciach, szyjącym na maszynie i mówiącym po rosyjsku xD

Dzień zakończyłam tradycyjnie podziwiając deszcz Perseidów. Mogłam go oglądać mając u boku największy prezent jaki dostałam od życia, czyli mojego Misia.
Gapiliśmy się w niebo, nagle zobaczyłam gwiazdkę. Pomyślałam życzenie. A Miś jakby czytał mi w myślach powiedział "-To już masz" <3
Ile gwiazdek złapałam? Nawet nie liczyłam. Mi wystarczyła jedna na jedno urodzinowe życzenie. Reszta była modlitwą o szczęście dla tych wspaniałych ludzi, których mam na zawsze w serduchu.

Dzisiaj fejsbuk rozgrzewał się do czerwoności od życzeń.
Tzn. najpierwszy był Daś już w niedzielę rano ;*
Dziękuję za wszystkie życzenia i za to, że na FB nie wypłynęły żadne moje przypałowe zdjęcia (poza "świnią z jabłkiem w pysku", ale to już chyba cały internet widział xD).
Ale te wszystkie wirtualne całusy to ja bym wolała dostać realnie ;P

_________________________________________________________
Zeszłej nocy miałam tak bardzo realistyczny sen...
Podobno jeśli budzisz się bez powodu w środku nocy, to znaczy, że właśnie pojawiasz się w czyimś śnie.
Ale to już temat na osobny wpis...
 

insomniaa
 
Lubię las. Bo co innego można lubić, kiedy do lasu ma się bliżej niż do cywilizacji. Lubię spacerować godzinami, włóczyć się bez celu po dziczy. Stała trasa liczy prawie 10km, taki dystans wystarczy, żeby poukładać myśli i (nomen omen) nabrać dystansu do wszystkiego.

Zazwyczaj do lasu chodzę sama, w niedzielę rano miałam wyjątkowo towarzystwo i to najlepsze z możliwych ;*
Moje Szczęście było przynętą na gzy i komary ;D
Grzyby jeszcze się nie pokazały, za to obrodziły inne dary lasu:
borowki.jpg

jagody.jpg

jezyny.jpg

maliny.jpg

No ale nie można przecież ciągle chować się w dziczy. Czasem trzeba wyjść do ludzi.
Zrobiliśmy drugą edycję wylęgarniano-smoczanego Projektu X ;D  Tutaj po prostu nie da się zrobić kameralnej imprezy ;D Ale to dobrze, bo im więcej ludzi tym lepiej! Brakowało mi tylko jednej mordki, no ale kiedyś nadrobimy (mam nadzieję).

Najprostszy przepis na uszczęśliwienie gości: lemoniada z syropem z kwiatu bzu i serniko-brownie z owocami leśnymi ^^ W życiu nie nasłuchałam się tylu komplementów!
Chociaż dla mnie namber łan to ogórki po meksykańsku od Kromeczki ;D

Zrobiłam w końcu "chillout zone" - powiesiłam hamak, ale to raczej dla mojego Miśka, bo ja nie mam czasu się wylegiwać, bo muszę latać i przynosić Miśkowi kawkę i piwo ;D
A tak całkiem serio - hamak okupuję wieczorami, gdy wyprowadzam Bośka na spacer. Tylko wtedy muszę się pilnować, żeby w nim nie zasnąć.

Niedzielny grill przeciągnął się do wieczora. To już chyba tradycja tego miejsca, że po zmroku wypływają różne dziwne wyznania ;D


A wracając do serniko-brownie... Receptura perfekto, ale muszę popracować nad prezentacją:
ciacho.jpg
 

insomniaa
 
"You got a fast car
I want a ticket to anywhere
Maybe we can make a deal
Maybe together we can get somewhere
Any place is better
Starting from zero got nothing to lose
Maybe we'll make something
Me, myself I got nothing to prove"
(Tracy Chapman - "Fast car")


US Car Convention w Dreźnie zaliczone! ^^

Mieliśmy szczęście, bo akurat trafiliśmy na paradę aut i mogliśmy je wszystkie obejrzeć, oszczędzając przy tym parę € na bilecie wstępu.

Misiek zrobił mnóstwo zdjęć, a fotografował mniej więcej do połowy parady. Z tego ogromu wybrałam moim zdaniem najciekawsze:
DSC_0584.JPG

DSC_0589.JPG

DSC_0590.JPG

DSC_0597.JPG

DSC_0609.JPG

DSC_0612.JPG

DSC_0630.JPG

DSC_0632.JPG

DSC_0637.JPG

DSC_0638.JPG

DSC_0639.JPG

DSC_0640.JPG

DSC_0642.JPG

Zaoszczędzone euraki przelaliśmy na procent w bardzo przyjemnej restauracji z pięknym ogródkiem.

Później wybraliśmy się na spacer po rynku. Zatrzymaliśmy się w restauracji Kutscherschaenke - pyszne jedzonko, miła obsługa i przyzwoite ceny.
Po obiedzie chwila rozpusty dla podniebienia i dla portfela w Camondas Schokoladen-Kontor. Miejsce idealne dla smakoszy pralinek. Ceny bolą, ale było warto. A pralinka pistacjowa to chyba najpyszniejsze co w życiu jadłam, normalnie ooorgazm! ^^

Drezno ma swój urok. Lubię to miasto, bo kojarzy mi się z miłymi chwilami spędzonymi w gronie fajnych ludzi.
Chciałabym tam wrócić jeszcze nie raz. Mam nadzieję, że w tym samym składzie.
 

insomniaa
 
Dzień dobry, że tak pozwolę sobie skłamać.
Klątwa poniedziałku dopadła i mnie. Musiałam wstać o 8 nad ranem i teraz chodzę nieprzytomna.

Weekend był ciężki. Dostaliśmy nieźle po dupie, więc w sobotę po pracy trzeba było się odstresować. Spontaniczna integracja, pierwszy (ale chyba nie ostatni) raz w takim składzie.

W niedzielę przed pracą poszliśmy na lody tajskie.
Truskawka + mango = orgazmiczne połączenie! ^^
lody.jpg


Po weekendzie wróciłam do domu, a tam niespodzianka:
borysek.jpg
Wyjechałam na dwa dni, a rodzice już sobie sprowadzili nowego lokatora. Proszę państwa, oto Borys. Gryzie w stopy, mruczy jak niedźwiedź i doprowadza kota do kurwicy (muszę kotu nerwomix kupić xD).

_________________________________________________________
Zawsze wszyscy powtarzali mi: "nie ruszaj gówna, bo śmierdzi". A ja z uporem maniaka grzebałam kijem w kupie, bo przecież kij z kupą był w dzieciństwie bronią wysokiego rażenia. Szkoda, że w dorosłym życiu to tak nie działa.

Pewna mądra kobitka wrzuciła ostatnio na FB takie słowa:

“Uśmiechnij się mimo wszystko. To najbardziej wkurza ludzi, którzy życzą ci źle.”


I to jest moje motto ;)

Fuck off & have a nice day! :D
 

insomniaa
 
"Bo jesteś ty. Znów przy mnie budzisz się
Bo jesteś ty i wciąż czuję, że...
Bo jesteś ty, cóż więcej mógłbym chcieć?
Bo jesteś tu i proszę zostań już (...)
Bo jesteś ty, zaczynasz ze mną dzień
Bo jesteś wciąż, gdy zaczyna się noc
Już wszystko mam. Cóż więcej mógłbym chcieć?
Bo jesteś tu i zawsze tu bądź"
(Krzysztof Krawczyk - "Bo jesteś ty")

[Piosenka z przesłaniem do Ciebie. Kocham zasypiać wtulając się w Ciebie i kocham budzić się obok Ciebie. Nie ważne jak mija dzień, liczy się tylko to, by zasnąć w Twoich ramionach. Nie potrzeba mi niczego więcej. Bo jesteś Ty ;* )


W sobotę po pracy zjechaliśmy z Miśkiem na Wylęgarnię Smoków. Zaliczyliśmy nocne manewry przy piwie z Bratem, jak za starych dobrych czasów. Były dobre rozkminy i analizy psychologiczne pokurwionych ludzi.

W niedzielę mój Miś musiał pojechać na misję, a ja kręciłam się po domu w oczekiwaniu aż wróci i nie wiedziałam co ze sobą zrobić.

Po południu chcieliśmy zrobić grilla, ale deszcz pogonił nas do domu.

Wieczorem pojechaliśmy z Bratem i Bratową na Bagdad na koncert Krzysztofa Krawczyka i Edyty Górniak. (Andromeda Bagdad! xD)
Krawczyk z playbacku to może nie był szczyt moich marzeń, ale publika bawiła się przednio. Te wszystkie gimby śpiewające "Chciałem być marynarzem" ;D No i kolega machający palmą (chyba ryżu za dużo posypali xD).
Później Edyta Górniak opalona jak dwóch murzynów na raz, odziana w szlafrok. A cała oprawa - stroboskopy i bas łamiący żebra. Tymczasem z tyłu jakaś marudna baba drąca pizdę. No słabo.

Za to my bawiliśmy się zajebiście, najlepiej w przerwie między koncertami, gdy śmieszkowaliśmy pod sceną:
<na scenę wychodzi postawny brodaty facet z latarką czołówką>
-A to chyba górnik prosto z kopalni.
-Jaaa, chopie, ja prosto z gruby dupia, a nie z dansingu! ;D
A propos kopalni...:
-Ten Kammeleon nawet ubrać się nie potrafi, w czarnym dresie przyjechał.
-Bo on się przebrał za węgiel! ;D

W drodze powrotnej "kolumbijski kebab", czyli live stream z busa Krzysztofa Krawczyka xD

Wniosek z imprezy: nie ważne gdzie, nie ważne jaka muzyka, najważniejsze z jaką ekipą! Z tymi ludźmi to ja mogę jechać nawet na koniec świata na mongolski balet ;D


W psychiatryku razem z K. wprowadzamy M. w stan psychozy łażąc za nim i śpiewając:
"Zbuduję Ci dom,
będziesz miała schron,
taki szaaałas na hałaaas.
I zasadzę brzozę tuż za rogiem,
żebyś latem miała cień.
Zawiozę do szkoły,
każde z naszych dwudziestu pięciu dzieci"
:D

Wieczorem załatwianie ciemnych interesów ;D

A późnym wieczorem prawie dwie godziny ploteczek przez telefon z A. (stąd właśnie ta obsuwa na blogu).


Miałam napisać coś jeszcze, ale po pierwsze nie mam już czasu, a po drugie za dużo słów i lepiej zrobić z tego materiał na kolejny wpis (prywatny?)

Czas pokaże... Czas, który z każdą sekundą przynosi mi nowy materiał na bloga... Ech, trzeba w końcu się wyspać.
good night & good luck
Ins.
 

insomniaa
 
"Na parkiet wbijamy na pełnym lansie,
Do góry skakamy, to podoba nam się
W jej oczach już widzę dwa złote lampiony,
Wyczuła już we mnie grube miliony."
(Łobuzy - "Ona czuje we mnie piniądz")


Byłam wczoraj z moim Łobuzem na koncercie disco polo ;*
Wypiliśmy piwko, trochę się pobujaliśmy i szybko zwinęliśmy się do domu. Jakoś tak nudno było... Ciekawe czemu?
Tekst wieczoru: "-Brakuje mi tu tego przygłupa" ;D

Wstyd się przyznać, ale najebałam się dwoma piwami... Trenera nie ma dopiero tydzień, a mi już kondycja spada ;P

Służbowo sobota była kurewsko przejebana... Gestapo robi więcej szkody niż pożytku, a klienci są tacy, że co drugi kwalifikuje się pod prysznic do Auschwitz. W tym całym burdelu trzeba się skupić na tym, żeby się całkiem nie rozsypać. Dlatego próbuję wmawiać sobie, że jestem cyborgiem i zniosę wszystko. Ale ileż można...
Jeśli tak ma wyglądać każda sobota, to spierdalam stąd, bo z wypłaty nie wyrobię na nerwomix -.-

Tak wgl w tydzień schudłam chyba z 5 kg. Dieta cud: stres i papierosy.

Jutro trzeba się odstresować, więc uciekam do lasu wylęgarniano-smoczanego. Poza zasięgiem, poza światem, z dala od całego tego kurestwa.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Pewne kawałki tej układanki powoli zaczynają się składać w jakąś (niekoniecznie logiczną) całość.

Życie to nie klocki lego, że każdy do każdego pasuje. Mam wrażenie, że to raczej jenga - wyciągasz klocki i czekasz kiedy to wszystko jebnie...
_________________________________________________________
Odwiecznym problemem z moim blogiem jest to, że każdy interpretuje go na swój sposób. Ci, do których skierowane są wpisy, nie odczytują tych sugestii. Za to niektórzy doszukują się odniesień do własnej osoby tam, gdzie ich nie ma.

“Nie każdy potrafi czytać puste kartki książki i słuchać ciszy. Z tym trzeba się po prostu urodzić”



I to niby ja mam dar? Nieee... Ty masz, bo potrafisz czytać między wierszami.


PS: Do tańca i do różańca? Hmm... Jak coś jest do wszystkiego to znaczy, że jest do niczego. Od zawsze myślę o sobie w ten sposób...
 

insomniaa
 
"We give dem it hard, we give dem it strong
We give dem it rough, we give dem it long
We give dem it right and never yet wrong
Sweeter the victory, the hotter the battle
The bigger the cover the fatter the bottle
The place haffi rattle, a my tabernacle dis
Rudeboy bass, mash up da place!"
(Skrillex feat. Damian Marley - "Make it bun dem")


W sobotę po pracy pojechałam na Marleyki. W Qltur Kombinacie jak zwykle było pełno znajomych mordeczek. Impreza zajebista, zresztą jak wszystkie w tym miejscu i z tymi ludźmi.
Piękna kombinacja: Blizna Terror, Kosmos Mega Sound System, Cheeba i mój ulubiony duszpasterz Joint Venture Sound System.
Pobujaliśmy się w rytmie reggae. Uwielbiam tańczyć z moim Miśkiem do takiej muzyki <3 Było gorrrąco ^^

Za to w niedzielę odpoczywaliśmy - pojechałam z Misiołkiem, Bratem i Bratową na plażing na Blaue Lagune. Później dotarli do nas K., I. i J.
Ledwo zaczęłam sezon bikini a już zjarałam sobie plecy. Brawo ja.

Po plażingu pojechaliśmy do Stadtparku na grilla.

Wieczorem zjazd na Wylęgarnię Smoków.

A jutro po pracy będzie randkaaaa!
Trzeba dokończyć niedokończone (You know what I mean ^^)

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nasłuchałam się trochę wczoraj i dzisiaj. Że jestem naiwna, wierzę w bajki, daję sobą manipulować i "ciągnę gówno przez morze".

Mój wybór. Nie wasz problem.
Nie chcę być kolejną pozycją na liście osób, które przekreśliły wszystko grubą kreską.

W waszych oczach mogę być naiwną idiotką.
Dla mnie ważne jest to, w czyich oczach widzę prawdę.
 

insomniaa
 
Insomniaa melduje się w wylęgarniano-smoczanym centrum dowodzenia!
Jestem, bo już mi Bąbel rył beret, że zawodzę fanów. No ale majówka w tym roku była konkretna.

Przez te kilka dni uświadomiłam sobie, że "aktywny wypoczynek" to oksymoron, bo miałam wypocząć, a zamiast tego jestem totalnie zdewastowana i w dodatku chora.

No ale zacznijmy od początku...

Tuż przed majówką zjechaliśmy z Miśkiem na Wylęgarnię Smoków.
Pierwszego maja wybraliśmy się na wycieczkę z ZGK, tym razem o dziwo nie w tematyce koncertowej. Pojechaliśmy na Zamek Czocha na Festiwal Kuchni Historycznej. Były pajdy ze smalcem, kwas chlebowy, kiszone śledzie, "kutasiki", herbata z samowara i solianka. Mam też pomysły na nowe nalewki: chrzanową, pokrzywową i z kwiatów liliowca.
31934715_2107013822876318_6711201513160572928_n.jpg

Jakoś ten festiwal niespecjalnie mnie zaskoczył, bo interesuję się dziką kuchnią i etnobotaniką, więc dla mnie to żadna nowość.
Największy minus imprezy: ludzi od chuja i korki długie jak tasiemiec w psiej dupie ;/
Po wizycie na zamku pojechaliśmy do restauracji Złoty Sen na obiad i chillout. Mieliśmy iść jeszcze na spacer na zaporę, ale już nie mieliśmy siły.

Zauroczyła mnie P., córka znajomych Misia. Mądra, rezolutna nastolatka, lubiąca czarny humor. Normalnie jakbym widziała siebie 10 lat temu.
P: -<pokazuje zdjęcia przy obiedzie> A tu jest zdechła sarna!
ja: -<do Misia> Misiu, ja chcę taką córkę! <3


W środę przerwa w majówkowaniu, bo trzeba było wrócić do psychiatryka.

Trzeciego już tradycyjnie 3-majówka we Wrocku. Pojechaliśmy wesołym busem z ZGK, a w busie śmieszki z fotek w kiblu we Frydlandzie, "Bogurodzica" i "Malarz maluje, z pędzla mu kapie" ;D
Na pergoli w tumanach kurzu skakaliśmy przy Dubioza Kolektiv, a później śpiewaliśmy piosenki Kultu. To moja druga majówka z Kultem, więc już wiem, żeby przy "Baranku" nie pchać się pod scenę ;D
31968035_2109690469275320_5281219691287674880_n.jpg

Po koncercie trasa z Zgc na Wylęgarnię z moim ulubionym kierowcą, a po drodze jak zwykle gawęda.

W piątek rano szybkie przepakowanie gratów i jazda do pracy. We wrocku zaczęło mnie łapać przeziębienie, więc w piątek już skrzypiałam.
Wchodzę do pracy, a tam:
-Gardło mnie boli.
-Ciekawe od czego ;D
-Uprzedzając twoje głupie domysły: nie obtarłam ;D

Miałam sobie odpuścić piątkowy koncert After Party, ale powiedziałam sobie, że jednak pójdę choćbym miała zdechnąć i namówiłam dwóch marudów na kulturalne wyjście do Plazy. (Tym razem kulturalne, bo już 18-go na Łobuzach będzie "Who let the dogs out" xD).
Pośpiewałam pod sceną, potańczyłam z Miśkiem, pograliśmy w bilard przy czym rozbiłam kufel piwa.
Łach wieczoru: kolega w czarnych mokasynach ze złotym kutasikiem xD

W sobotę za to zrobiliśmy nocne manewry: najpierw wycieczka na Bagdad na kopalniany punkt widokowy, później Landeskrone. Atrakcją wieczoru był szop ;D

Tymczasem w psychiatryku zajazd: w środę dycha, w sobotę dycha, w niedzielę dycha, aż ja sama ledwo dycham.
Oprócz tego dwaj mistrzowie przypału (jeden lepszy od drugiego), grzechotnik, robaki i rozmowy o dupie ;D
A propos dupy... "5 zł do skarbonki" ;D
-Ty jesteś zboczona! Gdzie ty się patrzysz?!
-To nie ja dupę wystawiam! ;D
(Kiedyś na serio wrzucę te 5 zł xD)

Była jeszcze dyskusja o łatwym zarobku. Wiecie jak facet może dobrze zarobić i jeszcze poruchać? Albo wystawić się na roksie, albo zostać gwiazdą disco polo xD

Dzisiejszy łach wieczoru: tępa pizda, która maluje sobie brwi markerem permamentnym. Tylko zauważ, głupia pizdo, że mózg to nie brwi - nie masz, nie domalujesz.

Hasło na fajrant: "zło pierdolnie z nienacka".
No i pierdolnęło... ;D


Uff... Teraz trzeba się zregenerować, bo na weekend będziemy się degenerować - jedziemy na Marleyki do QK! I to w bardzo zacnym składzie.


PS: ja też lubię te pogaduchy ;)
 

insomniaa
 
"Szósty dzień tygodnia, ja rozpalony jak pochodnia.
DJ napierdala, od koksu cała biała sala.
Nosy ujebane i towarzystwo rozbujane.
Przejebane będzie jak faza po sobocie zejdzie"
(Cypis - "6 dzień tygodnia")

[piosenka przewodnia mało ambitna, tak samo jak moje podejście do bloga o poranku, także tego...]


"Sobota - chuj nie robota" jak mówi starożytne tureckie przysłowie. Służbowo minęła pod znakiem "bajlando", kasku z wiodra i przy akompaniamencie playlisty składanej z zupełnie nie pasujących do siebie gatunków.

A po pracy...
Jebać plany - najlepsze są spontany!
Spontanicznie wybrałam się do Plazy z dwoma przystojniakami: jednym najmojszym ;* a drugi to ten co ma branie zwłaszcza u oszczędnie atrakcyjnych przedstawicielek płci umownie pięknej ;D

Wypite, pośmieszkowane, potańcowane, no i nawet trochę pograne, ale musimy się częściej umawiać na bilard.
Uwielbiam imprezy z tymi czubkami <3
Tylko jakoś na parkiecie nie potrafię się wyluzować...

W drodze powrotnej "śledzenie węża" i:
-Puściłaś mnie!
-Ważne żebyś ty się nie puszczał.
-Puściłaś mnie i się teraz przewrócę!

Spać poszłam o 4.
Nie wyspałam się, bo o 11 nad ranem pod oknami kaszojady darły pizde. Nigdy nie ma pedofila wtedy kiedy jest potrzebny -_-

Ech, zaraz trzeba zgarnąć swoje zwłoki do pracy.
Przejebane będzie, jak faza po sobocie zejdzie ;D
Niektórych podobno jeszcze trzyma ;D
Ale prędko nie zejdzie, bo organizm całkowicie pozbywa się alkoholu po 21 dniach, czyli w naszym przypadku nigdy ;D
 

samosiejka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
.Edith.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

insomniaa
 
"Jesteś taka jak ja, lubisz to lubisz
Troszkę pomarudzisz, później jest jak jest
A ja tak jak ty, lubię to lubię
Może trochę się gubię
Taki jestem wiesz"
(Power Play - "Lubisz to lubisz")


Piątek - wiadomo, weekendu początek, a nasz weekend zaczął się zajebiście.
Impreza w Plazie była mega, a spędziłam ją w towarzystwie trzech przystojniaków i moich dupeczek z D.City.

Przed koncertem był biforek u Misia.
"Piję whisky z colą na dobry początek i dzwonią telefony jak co piątek" ;D

Pierwszy łach wieczoru: skarpetki do sandałów (i to nie był tej nocy jedyny dowód na brak gustu Endrju xD).

Na koncercie Power Play wytańcowaliśmy się w rytmie disco polo. Cieszę się, że Misio tak się wyluzował, bo myślałam, że ten koncert będzie dla Niego męczarnią. Pozytywnie mnie zaskoczył swoim podejściem. Kochany jest, że tak się dla mnie poświęca <3
Niezaprzeczalnym mistrzem parkietu i bogiem densfloru oczywiście był M., który wymachiwał wszystkimi członkami jakimi go Bóg obdarzył tracąc przy tym poczucie rytmu i resztki godności ;D Uwielbiam tego czubka ;D

Na fajce dobra reklama: "trójnóg" ;D

Przy wejściu stało trzech koksików z nóżkami jak bociany. Gadali coś o Qczaju (moim motywacyjnym guru).
bociany: -Koleżanka zna Qczaja?
ja: -Pewnie, że znam!
-A ćwiczysz z nim?
-Nie, bo mi się nie chce.
-Koleżanka ma taką figurę, że nie musi.
M.: -<zmierzywszy mnie od stóp do głów> Mhmmm ;D


Btw trochę szok, że metalówa chodzi na disco, c'nie? ;D
No ale lubię czasem pokręcić tyłkiem przy mniej ambitnej muzyce.
A gdy po koncercie zabrzmiało "Low" Flo Ridy, to już się zaczął taniec godowy xD
("Nie widzi, nie widzi... o... paczy")
Faaajnie było ^^

Dzisiaj poranek na Turnaua:

“Konieczność istnienia ciężka jest do zniesienia”


Tymczasem na msg czekała już traumatyczna fotorelacja ;D

A w pracy trzy zwłoki i Despacito ("czuję się jak ta deska zgnito")

Byle do maja - najpierw koncert Afterparty, a dwa tygodnie później Łobuzy. Pomiędzy jeszcze bardziej kulturalne wypady: 3-majówka we Wro i Marleyki w QK.


Dobra, trzeba kończyć wpis i wreszcie się wyspać, bo jutro o 9 jadę z łobuzami w trasę. Cel: DAG Christianstadt i Rakotzbrucke w Kromlau.
Jadą świry jadą! ;D
 

 

Kategorie blogów