Wpisy oznaczone tagiem "imprezowo" (284)  

insomniaa
 

W czwartek pojechałam z Miśkiem i ekipą ZGK do Pragi na koncert Dropkick Murphys. To była moja pierwsza wizyta w Pradze i pierwszy koncert Dropkicków, ale mam nadzieję, że i jedno i drugie kiedyś się powtórzy.

Koncert był świetny. Zajebisty klimat, mega pozytywna energia. No i genialna kapela, która mnie urzekła już jakiś czas temu, kiedy Miś w pracy puścił mi "Rose Tattoo".
Jedyny minus imprezy - za dużo ludzi! Nie lubię tłumów, duże skupiska ludzkie mnie przerażają. Wolę jednak kameralne koncerty.

Po koncercie pojechaliśmy na Most Karola. Praga jest przepiękna, a widok z mostu na Hradczany - coś niesamowitego!

Gdy tak spacerowaliśmy mostem, Miś nagle się zatrzymał i powiedział:
-Tak to miało być, żebyś była właśnie teraz, właśnie tu...
Wyciągnął z kieszeni pudełeczko, uklęknął na kolano i zapytał:
-Słońce, czy zostaniesz moją żoną?
TAK! TAK! OCZYWIŚCIE ŻE TAK!
lovelovelove.jpg

Piękniej nie mogłam sobie tego wymarzyć. Nie spodziewałam się, że taki będzie finał tego wieczoru. A wszystko to przy akompaniamencie trąbek orkiestry dętej ZGK ;D

loveofmylife.jpg

Nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć, mimo że pierścionek błyszczy na moim palcu, a fejsbuk rozgrzewa się do czerwoności od gratulacji.
Po powrocie do domu nie mogłam zasnąć. Gdy rano się obudziłam, pomyślałam, że to był tylko sen. Ale nie - na szafce leżał pierścionek, a w łóżku obok mnie leżał mój Narzeczony (jak pięknie to brzmi!).

Spełniło się jedno z moich marzeń. Jakie jest kolejne? Zostać panią T. ;*
Ale wszystko w swoim czasie...


You'll never walk alone.
I'll walk with you, hand in hand, forever, 'til the end of time
:*


PS: znacie to uczucie, gdy przez cały dzień jakaś piosenka natrętnie gra wam w głowie i nie możecie się jej pozbyć? W czwartek chodziła za mną rosyjska wersja piosenki Eda Sheerana - "Perfect" w wykonaniu Klavej Koki. Może to był jakiś podświadomy znak?
"Танцуем в темноте, я в твоих руках.
Босыми на траве, слушая наш любимый трек.
Я была растрепана, но ты мне тихо прошептал.
Этой ночью ты просто безупречная"
Pokaż wszystkie (4) ›
 

insomniaa
 
"Za ten nowy rok
I za szanse które mam
Na wyciągniecie dłoni
Już zawczasu chce podziękować
Jak się da
Jak się da"
(Sound'n'Grace - "Idealnie")


Insomniaa wita Was po raz pierwszy w nowym roku!!!
Poprzedni skończył się intensywnie, a obecny zaczął się też całkiem fajnie.

W przeddzień Sylwestra byłam z Miśkiem na koncercie w KULTurBAUEREI. Gwiazda wieczoru - Yellow Cap jakoś niezbyt w moim klimacie, ale rockabilly na supporcie mnie urzekło ^^
Ważne, że zaliczyliśmy rozgrzewkę przed Sylwestrem.

W niedzielę w pracy też były tańce, ale już nie w moim wykonaniu. Lambadajew i te klimaty xD

Imprezę Sylwestrową spędziłam z moim Misiołkiem i jego ekipą. Gorąca atmosfera dosłownie i w przenośni, wspaniali ludzie z sercem na dłoni (którym z tego miejsca dziękuję i wysyłam całusy ;* ), rozkminy na balkonie przy papierosach, dzikie tańce, no i przepyszny barszczyk!
Gdy Miś realizował się jako DJ ja przejęłam jego rolę fotografa (kurde, spodobał mi się ten Nikon ^^).
Do domu dotarliśmy koło czwartej.

Trzy postanowienia noworoczne wynikające z imprezy:
1. zwęzić gumkę w petticoatcie, bo mi spada w tańcu
2. z rajstop nosić tylko kabaretki, bo jak się porwą na dupie to przynajmniej oczka nie lecą ;D
3. nigdy więcej nie przyklejać tipsów!

Nowy Rok spędziłam z Misiem głównie na wylegiwaniu się. Dostałam nawet kawę i śniadanko do łóżka. Heh, nic nowego, mój Skarb często mnie tak rozpieszcza ;*

Późnym popołudniem Bąbel podwiózł mnie do domu. Łaziliśmy po ciemacku po Wylęgarni Smoków i rozkminialiśmy życie ;D

A teraz zabieram się za podsumowanie minionego roku. Mam nadzieję, że wyrobię się z tym jak najszybciej.
 

insomniaa
 

Blog przez tydzień zarastał kurzem (czym pewnie zasmuciłam moich stałych Czytaczy, za co serdecznie przepraszam ;* ).
To wszystko wina listy przedświątecznych zadań, a owa lista jest długa jak tasiemiec w psiej dupie ;/ Dedlajny mie goniooo!
W dodatku czas zabierają mi też treningi oraz wieczorne odmóżdżające rozkminy xD
(W dzień ćwiczę szóstkę Weidera, a nocą siódemkę Alzheimera xD).


Żeby życie miało smaczek, raz praca, raz praca.
Zeszły weekend w pracy był hardcorowy ;D
Najlepsze słowo weekendu: "spierdalaj" xD
Najlepszy pojazd weekendu: "goła dupa na twarz i mokry chuj na spocone plecy" xDDD
Ci ludzie mnie uwsteczniają intelektualnie, srsly.


Na Ądżejki pojechałam do Qlturkombinatu. Za mało się wytańczyłam, bo Misiek ciągle biegał z aparatem. Zresztą "Jozin z Bazin" w wersji dub jakoś mnie do tańca nie porywa. Impreza muzycznie raczej na minus, za to towarzysko jak najbardziej na plus. Jednak jedyny słuszny soundsystem to Joint Venture i tylko u Makena nogi same rwą mi się do tańca.


Mikołajki miałam słodkie, bo spędzone z moim Misiołajem, który rozpieszcza mnie słodyczami i skarpetkami w jelonie ^^
Jak On mnie dobrze zna! Mój Najkochańszy! <3
Ja chyba też trafiłam z paczuszką w Jego gust.


Reszta dnia była bardzo pracowita.
Udało mi się odhaczyć kilka zadań z listy.
M.in. upiekłam pierniczki (klasyczne, pomarańczowe i czekoladowe).
I z tym słodkim akcentem Was zostawiam ;)
pierniczki.jpg
  • awatar kataszek: Świetne pierniki, te czekoladowe to tylko kakao
  • awatar gość: Sloł lajf jest odrzucające. Nie wiem czemu, ale tak to odbieram. Nawet nie jako lenistwo, ale jako totalne odrzucenie. Masz żyć tak, jakbyś miał na to tylko jeden dzień. Jeśli żyjesz inaczej, dajesz przekaz śmierci.
  • awatar Insomniaa: @gość: dla mnie slołlajf to raczej takie cieszenie się życiem bez żadnej presji. Wszyscy gdzieś zapierdalają, gonią za karierą, pieniędzmi. Ja chcę być poza tym wyścigiem szczurów. Tym jest mój slołlajf - ostoją, gdzie czas wolniej płynie.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

insomniaa
 
W piątek po pracy pojechałam do Qlturkombinatu na koncert ska.
Ominęło mnie Jet-8, ale zdążyłam na Zero Talent.
Ta kapela robi niezły rozpierdol! Szał na scenie, szał pod sceną, potańczone, poSKAkane.

Niby to nie moje klimaty, ale skakałam razem z moim Miśkiem, mimo iż po pracy bolały mnie kopytka. Ćwiekowane botki przeszły chrzest bojowy ;D

Coraz bardziej zaczynam się przekonywać do Ska. Kupiłam nawet koszulkę zespołu. To był mój pierwszy, ale mam nadzieję nie ostatni, koncert Zero Talent.



Lubię takie imprezy, kiedy widzę te wszystkie znajome mordki. Kiedy wszyscy witają mnie uśmiechem i tulaskami.
Tutaj czuję się jak wśród swoich :)
 

insomniaa
 
"'Cause this is thriller
Thriller night
And no one’s gonna save you
From the beast about to strike
You know it’s thriller
Thriller night
You’re fighting for your life
Inside a killer thriller tonight, yeah
Ahahahahahahahaha
I'm gonna bring it tonight"
(Michael Jackson - "Thriller")


Tuż przed planowanym Halloween nastąpiła jakaś czarna seria niefortunnych zdarzeń - najpierw przez pewien nieszczęśliwy wypadek odpadła nam większość halloweenowej ekipy, później M. zrobił sobie kuku i poszedł na "el quatro", a tuż przed imprezą zdechł miśkowy czarny kot i musieliśmy mu urządzić pogrzeb.

Impreza na szczęście się udała!
Biforek zaliczyliśmy w składzie: Hannibal Lecter, Joker, zombie żołnierz radziecki, seksowna sekretarka, trzech przebranych za samych siebie oraz ja jako taka trochę "slutty death" w szatańskich podwiązkach. Nie pomoże bielidło, kiedy baba straszydło xD Założyłam kabaretki i mówiłam, że przebrałam się za szynkę xD.

Na biforku były ciągłe głupawki gdzieś pomiędzy wódeczką, patologiczną playlistą ("Błogosławieni miłosierni", "Uliczny dancer") i filmikami gore-BHP ;D
Seksowna sekretarka, jako że ma największe doświadczenie w malowaniu, zrobiła mhroczny mejkap naszemu Jokerowi:
-Ale zamknij ten ryj jak cię maluję!
-Dooobrze mamooo...

W Nostromo spotkaliśmy grupę znajomych umarlaków i pielęgniarkę. Kilka fotek jest już na fejsbukach, czekam na resztę na oficjalnej stronie klubu.

Gwiazdą imprezy był Joker xD
(Uff, jak dobrze, że w lokalu na podłodze były te liście! xD).
Zapamiętać na przyszłość: na melanże z nim trzeba zabierać knebel i zatykać mu ryjek jak już zaczyna gadać po angielsku o polityce.
A później to już leci: "-Ich liebe German!" a potem "-Ich liebe Sawiecki Sajuz!" xDD

Chociaż w sumie to jego "-Mordeczko, mordeczkooo" było całkiem urocze ^^
No i darcie ryja wychodząc z klubu: "-Ich bin Kaninchen! Playboy Kaninchen!" xD

Uwielbiam tą onkologię! <3

Następne melo to Bad Taste Party.
Mój Misiek już szykuje sandały i skarpety ;D
See you there! ;)
 

insomniaa
 
"Rasta stands for positive
Love is all we got to give
Bringing for the remedies
Listen to Jah melody
We're living for beyond
Today never will be let astray
Come on peoples fight again
Natty Dread rides again"
(Nattali Rize & Julian Marley - "Natty Rides Again")


Wczoraj byłam z Miśkiem na imprezie w niemieckim klubie Basta na Joint Venture Sound System. Towarzyszyła nam bardzo powiększona ZGK. Xiądz Maken dał czadu jak zwykle i rozruszał publikę. Klub fajny, klimatyczny, taki mały germański Qlturkombinat. Jest to jednak miejsce bardzo klaustrofobiczne, a na imprezie było więcej ludzi niż klub był w stanie pomieścić. Spoceni pijani faceci wymachujący łokciami pod sceną - noł noł noł! ;/
Do domu dotarliśmy o 3. Pobawiłabym się dłużej, ale bolał mnie plec. Ech, starość nie radość ;/

Teraz czekam na kolejny melanż, czyli Halloween w Nostromo z najlepszą ekipą!

_________________________________________________________
Ciężka rozmowa na fb i zarwana noc...
Później wieczór, kiedy coś we mnie pękło i powiedziałam wszystko, co leżało mi na sercu...

Rozmowa w środku nocy na samym środku Mostu Staromiejskiego - tylko tyle i aż tyle, żeby wszystko naprostować.

Mam nadzieję, że już wszystko będzie dobrze.

"Say nothing is over
Though everything’s crazy
Be brave and trust me
It’ not a game over
We gotta try harder
You gotta stay with me
There’s nothing we can’t reach
Cause nothing is over"
(Sunrise Avenue - "Nothing is over")
 

insomniaa
 
W nocy z piątku na sobotę spałam 5h. Rano (tzn. w południe) czułam się i wyglądałam jak zombie. Otworzyłam oko, wypiłam kawę, poszłam spać na godzinę, wstałam i wypiłam drugą. Na śniadanie tiger, powerade i maliny w płynie xD No i można było zapieprzać w psychiatryku!

Przez całe popołudnie w pracy chciało mi się spać i chodziłam półprzytomna. Wieczorem, gdy z M. wpadliśmy już w wir sprzątania, jakoś trochę się przebudziłam.

Po pracy wpadłam do domku się ogarnąć i poszliśmy z Miśkiem na Altstadtfest. Po polskiej stronie jak co roku o tej porze wszyscy się zwijali, a po niemieckiej impreza dopiero się rozkręcała. Wypiliśmy piwko, spiknęliśmy się z Bąblem i jego ekipką, a później bujaliśmy się razem. Poszliśmy na diabelski młyn - Goerlitz z takiej perspektywy wygląda niesamowicie! ^^

Pod koniec zaniosło nas aż pod C4-Express. Przy wejściu usłyszałam jak ktoś krzyczy "-Siusiaaa, patologio!" - to Muody zrobił mi przypał na pół miasta xD

Łaszek wieczoru: pan stojący w kolejce i tańczący kujawiaka przy kasie, bo chciało mu się siku. Patrzyliśmy na niego sprzed sklepu i płakaliśmy ze śmiechu xD

Później poszliśmy przysiąść na murku. Były głupawki, dyskusje o "crushach", Tinderze, ciąży dwóch mężczyzn w związku partnerskim, kociołku Panoramixa...
Misiek dogryzał Bąblowi, ja wkurzałam Miśka za co groził mi spaniem na kanapie ;D
Nasze melo zakończyliśmy koło 3, ale z tak zajebistymi ludźmi to ja mogłabym siedzieć nawet i do rana.

W domu jeszcze długo dyskutowałam z Miśkiem na różne tematy. Mam nadzieję, że wziął sobie do serca to, co Mu powiedziałam.

Dzisiaj znowu byłam niewyspana, ale jakoś udało się przebrnąć przez tą niedzielę. Po pracy Muodzież podrzuciła mnie na Wylęgarnię Smoków. Za każdym razem, gdy ktoś mnie odwozi, muszę się nasłuchać "Omg, gdzie ty mieszkasz?! o.O"


Teraz pora chyba w końcu się wyspać...

_________________________________________________________
Nie wiedziałam, że to już taki zaawansowany level znajomości xD
Ale spoko, nie narzekam ;D
 

insomniaa
 
Piątkowa impreza na pewno na długo zostanie w mojej pamięci. Niestety bardziej jako przeżycie traumatyczne. Bo oczywiście w tym pojebanym mieście nie można się kulturalnie bawić, a impreza disco polo oznacza bydło, patolę i mordobicie ;/

Wszystko zaczęło się od najebanego damskiego boksera, którego ochrona wyniosła z klubu i przekopała. Pewnym ludziom się to nie spodobało, ktoś zwołał ekipę, a później rozpętało się piekło - latały butelki, w ruch poszły bejsbole, a na sali duszno było od gazu. Nie mogliśmy wyjść z klubu dopóki nie przyjechały bagiety. Do domu dotarłam grubo po 5.


Mimo wszystko dziękuję moim dziewczynom za świetną zabawę! ;*
Zespół dał czadu, ja stałam pod samą sceną. A w międzyczasie wywijałam na parkiecie z A. Pewnie wyglądałam jak robaczek świętojański, bo solenizantka tak mnie wypsikała lakierem z brokatem, że świeciłam się jak psu jajca.
Z niecierpliwością czekam, aż na stronie klubu wrzucą zdjęcia ^^

Dziękuję też J., czyli mojemu "samozwańczemu mężowi" za umilenie tego wieczoru, ratowanie z opresji i eskortę ;D
Dlaczego "samozwańczemu mężowi"?
Otóż założyłam obrączkę, żeby mieć pretekst do odpędzania natrętnych wielbicieli. Na dwóch podziałało, niestety trzeci był trochę oporny.
Było to tak:
stoimy pod klubem na fajce, gadka-szmatka z natrętem, bo się znamy z widzenia, nagle on chce mnie objąć.
ja: -Ej ej, ale bez przytulania!
natręt: -A czemu?
ja: -<pokazując obrączkę> Bo jestem mężatką.
natręt: -No i co z tego?
J: -To, że ja jestem jej mężem, spierdalaj!
Czasem przydaje się bodyguard w przyciasnym podkoszulku :D



"Ty nigdy nie zgadniesz
Jak ja ciebie pragnę,
Musisz wiedzieć, że
Zastanawiam się
Czy warto ciebie kochać?
Czy warto serce oddać?
Ooo zastanawiam się"
(Piękni i Młodzi - "Zastanawiam się")

PS: Szkoda, że na tej imprezie nie było Ciebie. Ale jeszcze Cię zabiorę do Plazy na balety, choćbym nawet miała Cię tam zaciągnąć siłą!
  • awatar ----> JARO <----: nie pisz tego bo twój facet bedzie chciał mnie bić :D
  • awatar Insomniaa: @----> JARO <----: LOL, to po co mi piszesz na fejsie "siema żono"? ;P
Pokaż wszystkie (2) ›
 

insomniaa
 
"Before I leave, brush my teeth with a bottle of Jack
'Cause when I leave for the night, I ain't comin' back
I'm talkin' - pedicure on our toes, toes
Tryin' on all our clothes, clothes
Boys blowin' up our phones, phones
Drop-topin', playing our favorite CD's
Pullin' up to the parties
Tryin' to get a little bit tipsy"
(Kesha - "Tik tok")


Znowu blog leży odłogiem ;/
Tematów do rozkmin mnóstwo, tylko czasu brak.
Ostatnio miałam wrzucić wpis zainspirowany przeglądaniem fejsa pewnego ciekawego osobnika przestawiającego sobą impotencję intelektualną, ale koniec końców zawiesiłam się w połowie wpisu, bo napisał Bąbel, a nocne rozkminy z nim podrzuciły mi dwa kolejne tematy. Wczoraj też się nawinął ciekawy temat, szkoda że się nie rozwinął ;D
(Dobra, wiem, ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Według Dantego piekło ma 9 kręgów - ciekawe w którym już jestem xD)


A teraz szykuję się na imprezę.
Dla mnie takie przygotowania to horror.
Bo jak skompletować z garderoby niereformowalnej grunge'ówy outfit na koncert disco polo??
Strój to pikuś. Już na początku przygotowań okazało się, że jestem upośledem i nie umiem porządnie nóg ogolić - wyglądam jak świnia na rzeźni ;/
Od rana chodzę i biadolę ;<
A jeszcze trzeba zrobić fryz i nałożyć kilo szpachli na ryj coby nie straszyć ;P

Z utęsknieniem czekam na Halloween w Nostromo - wtedy będę mogła być sobą!


Póki co odpalam Polo Tv i idę wprawiać się w dobry nastrój ;)
 

insomniaa
 
"Nic nie trwa wiecznie, niebezpiecznie
jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie.
Dobre momenty, jak fotografie,
zbieram w swej głowie jak w starej szafie.
I tak płynie czas, nie dogania nas.
W każdym z nas czas zatrzymuje się nie raz.
Otoczeni sprzętem, upaleni skrętem,
nagrywamy tę piosenkę.
Łączymy style, mieszamy gatunki,
jak na imprezie trunki."
(Sidney Polak - "Otwieram wino")



Byłam dzisiaj na melanżu u mojej kochanej sis ;*
Jeeejku, kiedy zleciało te 18 lat? Przecież jeszcze nie tak dawno bawiłyśmy się razem w piaskownicy. A teraz moja Dusia jest już dorosła! ^^ Aż się wzruszyłam ;_;

Imprezka była zacna. Pozdrawiam całe babskie grono oraz W. :)

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Łaszek z pracy, którego nie mogę pominąć:
-A macie papryczki JAPAELO?
Japa elo :D
Elo ziom xD
Pozdro 600 xD
Gitara siema xD


Rozmowa z Miśkiem na fb:
-xD
-"xD"? Serio?
-A co. Nie wolno mi?
-Myślałam, że jesteś poziom wyżej ;D


A dosłownie przed chwilą na Spotted zawrzało ;D
Dobrze, że to nie o mnie chodzi, bo ja nie jestem urocza xD
_________________________________________________________
Napisałabym coś jeszcze, ale podobno milczenie jest złotem... ;)
Trzeba umiejętnie ważyć słowa. Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielką mają siłę.


PS: Pod kapslem Twojego tymbarka był napis TYLKO WARIACI SĄ COŚ WARCI ;)
Idealna puenta na dziś, nieprawdaż?
Pokaż wszystkie (1) ›
 

insomniaa
 
"Lay awake in bed at night
And think about your life
Do you want to be different?
Try to let go of the truth
The battles of your youth
'Cause this is just a game
It's a beautiful lie
It's the perfect denial
Such a beautiful lie to believe in
So beautiful, beautiful lie makes me"
(30 Seconds to Mars - "A beautiful lie")


Wczoraj działo się pod C4, oj działo!
Przyjechało kino samochodowe. Gdyby puścili jakieś klimatyczne filmy, to byłoby całkiem fajnie. Niestety repertuar mieli chujowy, sprzęt też nie najlepszy, przyjechało kilka aut i gimby na rowerach.

Najlepiej wszystko skwitował lokalny żulian - "Pan Kochany".
-Pani kochana, a co tu impreza będzie?
-Tak, kino przyjechało.
-Pani kochana, ja se w domu żony pizdę obejrzę i też będę miał kino! ;D

Po pracy zgarnęłam Młodzież (K. i N.) na piwko do Grilla, gdzie czekała misiowa ekipka. Do Miśka przypałętał się pies, chcieliśmy go zabrać do domu, ale uciekł nam pod samą klatką i potem Misio miał rozpacz i depresję.

W pracy źle się dzisiaj poczuwałam, ale A. jako najlepszy pielęgniarz próbował mnie ratować kroplami żołądkowymi. Do tej pory nie wiedziałam, że na łyżeczce cukru zmieści się aż pół butelki kropli xD Boże, jak ja się cieszę, że on nie pracuje w żadnym szpitalu! ;O

A teraz?
Siedzę w koszulce z jakże prawdziwym napisem "REALITY SUCKS" (mnie też dopadł szał letnich wyprzedaży xD) i wyglądam jak zwłoki po ekshumacji, a czuję się jeszcze gorzej. Najbardziej ubolewam nad tym, że nie mogę nic jeść - jak ja mam iść spać bez kolacji? ;<

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Na blogowym liczniku zaraz dobiję do 300000.
Nie będzie konkursu, bo na bloga wchodzą 3 osoby na krzyż (ale dziękuję im za to <3)
_________________________________________________________
Mam dylemat natury moralnej.
Czy lepiej powiedzieć komuś bolesną prawdę i tym samym oszczędzić mu upokorzeń?
Czy lepiej się nie mieszać i poczekać aż sam się dowie?

Gryzie mnie to od kilku godzin.

W Starożytnym Rzymie zabijano posłańca, który przynosił złą nowinę. Ja nie chcę tak skończyć.
Z drugiej strony chciałabym być szczera z tym kimś.

Kurwa, po co ja byłam taka dociekliwa... ;x
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
Добрых снов...
  • awatar gość: @Moje Monologi: a ty zamknij dupe
  • awatar gość: Insomniaa jesteś mądra dziewczyna, na pewno będziesz wiedziała co zrobić. Może czasem lepiej się nie mieszać. To tylko takie moje zdanie. Ty zrobisz co chcesz.
  • awatar Czytelniczka : Nie warto trzymać w sobie, zawsze jest lepiej powiedzieć prawdę niż dusić w sobie
Pokaż wszystkie (4) ›
 

insomniaa
 
W sobotę bawiłam się z Miśkiem na weselu K. i A.
20170530_003743.png


Było super!
Przyjęcie odbyło się na pięknej sali udekorowanej w stylu retro z domieszką nowoczesności. Niestety dotarliśmy tam z opóźnieniem, a to wszystko przez pracę. Bawiliśmy się z rodzinką i integrowaliśmy się z jej nowymi członkami.

Miś na początku narzekał na zabawy integracyjne, ale jak przyszło co do czego, to integrował się pierwszy ;D
Najlepiej ze wszystkich mężczyzn tańczył kazaczoka! Jestem z Niego dumna ;*
Za to On pochwalił mnie, że jako jedyna poprawnie tańczyłam kankana. Co z tego, skoro później i tak zaczęłam tańczyć tak jak wszystkie, bo głupio mi było tak odstawać od reszty. Btw mogłam jednak założyć pod sukienkę petticoat, to dopiero byłby efekt przy tańczeniu kankana!

I tu nasuwa mi się myśl...
ZAPAMIĘTAĆ NA PRZYSZŁOŚĆ: nie ma co się spinać jeśli chodzi o wygląd. Ważne, żeby się dobrze czuć. Kobieta w prostej skromnej sukience może wyglądać o niebo lepiej, niż ta w sukni szytej na zamówienie i sprowadzanej z Ameryki, tylko dlatego, że będzie się w niej lepiej czuła, a co za tym idzie będzie bardziej pewna siebie. Bo to, jak wyglądamy, jest ściśle powiązane z tym, jak się czujemy. Kobieta ma dwa stany: albo źle się czuje, bo źle wygląda; albo źle wygląda, bo źle się czuje.
I po co z Mutrą tak się spinałyśmy? Przecież na weselu najważniejsza jest dobra zabawa.

W tę noc świetnie się bawiłam. Potańcowałam trochę z Vatrem - w domu narzeka, że go boli biodro, a wczoraj nie schodził z parkietu!
Trochę żałuję, że wodzirej nie zaproponował ciekawszych zabaw no i że nie było śpiewania przyśpiewek.
Był za to fanklub Dżemu zorganizowany przez Miśka, S. i E. ;D

Cieszę się, że Miś tak dobrze dogaduje się z moją rodziną. Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się ta rozmowa, w której mówił mi jaki to jest niby aspołeczny.
Moja rodzina Go uwielbia, a moi Rodzice kochają Go miłością najszczerszą.


Heh... Przy takich okazjach jak ta rozmawiamy z Miśkiem o naszym hipotetycznym weselu. Taka luźna gadka.
Może to dobry temat na kolejny wpis?
Ale już na pewno nie dzisiaj.
Pora odsypiać.
Nogi boląąą...
 

insomniaa
 
"Rise up this mornin',
Smiled with the risin' sun,
Three little birds
Pitch by my doorstep
Singin' sweet songs
Of melodies pure and true,
Sayin', ("This is my message to you-ou-ou:")
Singin': "Don't worry 'bout a thing,
'Cause every little thing gonna be all right."
Singin': "Don't worry (don't worry) 'bout a thing,
'Cause every little thing gonna be all right!""
(Bob Marley - "Everythings gonna be all right")


Wczoraj razem z Ekipą pod Wezwaniem uświęciliśmy Marleyki w Qltur Kombinacie.
Przedzierzgnąwszy się w koszulkę z Bobem i wymalowawszy oczy w rasta barwy, dotarłam tam prosto z pracy, bo przecież nie mogłam ominąć takiej imprezy!

Uwielbiam Qltur Kombinat. To zajebista industrialna miejscówka z wielkim potencjałem. Fajnie, że w tym szarym Psk coś się dzieje.

Klimatyczne miejsce, rodzinna atmosfera i świetna muzyka - nie potrzeba nic więcej! A oprócz tego wszędzie znajome mordeczki, które serdecznie pozdrawiam! Uszanowanko! ;D ;*

Potańcowałam trochę z Misiołkiem, podkradłam Mu jakieś piwo z dzikiem na etykietce, a On wypił moje yerba mate i się nayerbał.

Fajny też był powrót - babskie afterparty na tylnych siedzeniach i degustowanie pigwówki ;D

Poznałam mnóstwo nowych ludzi. Teraz fejsbuk się przegrzewa od nowych zaproszeń do znajomych. Hot sunday, indeed ;D

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiecie co jest najważniejsze w piciu alkoholu? Doborowe towarzystwo. Gdy siedzę sama, to czasem nawet piwo mi nie smakuje. A z odpowiednimi ludźmi trunki smakują dużo lepiej - i nie ważne, czy to pigwówka z gwinta, czy whiskey z papierowego kubka. Lubię takie nasze "integracje" i uwielbiam ludzi, z którymi się w taki sposób integrujemy.

_________________________________________________________
Ciężko mi się oswoić z nowo poznanymi ludźmi. Zawsze zajmuje mi to dużo czasu. Chyba tak się dzieje przez tą moją aspołeczność.
Niestety często bywa tak, że jak już się przyzwyczaję do pewnych ludzi i ich polubię, to oni muszą odejść. A potem pojawia się ktoś nowy i znowu trzeba się przyzwyczajać. I tak w kółko.
 

insomniaa
 
"Łąka na niebie się kończy
Ja tańczę, tańczę na słońcu
Słowo, na które czekałem
Padło z Twoich ust w końcu
Tańczę, ja tańczę na łące
Przecież łąka to słońce
Mądrze świat został stworzony
Dzięki za to Ci Ojcze"
(Kult - "Brooklińska Rada Żydów")


W środę pojechaliśmy z "Grupą pod wezwaniem" do Wrocka na 3-majówkę.

Okolice Hali Stulecia to piękna miejscówka.
Ogólnie impreza była całkiem fajna.
Jak dla mnie i dla mojej antropofobii było tylko trochę zbyt tłoczno. Jednak wolę kameralne koncerty, a najlepiej się czuję w QK.

(BTW! 13 maja Reaktywacja Marleyek w Qltur Kombinacie!!!!)


Podczas 3-majówki zaliczyliśmy cztery koncerty.

Coma - na szczęście z daleka i jakoś tak bez szczególnego skupienia. Nie lubię. Bardzo nie.

Illusion - także z daleka, ale już z nieco większą uwagą. Troszkę pokiwałam się w rytm muzyki. Metal zawsze na propsie.

Kult - prawie pod sceną. Na szczęście staliśmy trochę z boku, bo na środku był straszny młyn. Dzikie pogo, ludzie w powietrzu, glany nad głową! Ale atmosfera cudowna! Wszyscy byli jednością: i ta laska w podartej koszulce z Woodstocka, która od pofarbowanych na zielono włosów miała cały zielony ryj; i ten chłopak z tyłu w różowej piżamce w grochy; i ten kolega, który podnosił ręce do klaskania i zapierdalało mu spod pachy. Do tej pory jakoś nie słuchałam Kultu (nadal mnie nie ciągnie do tego, by słuchać z własnej woli), znałam tylko 4 piosenki, ale mimo to na taki koncert pojechałabym jeszcze raz.
kult.jpg

Toy Dolls - oldskulowy zespół. Na Hali było już trochę luźniej, było miejsce żeby poskakać, tylko nogi mi już zaniemogły. Granie jak dla mnie trochę archaiczne, no i na minus były efekty wizualne, gdy wokalista zdjął koszulę. Sad torso is sad ;C
toydolls.jpg


Wróciłam do domu umęczona, ale zadowolona.
Z taką ekipą mogę jechać nawet na koniec świata! ;)
 

insomniaa
 
"Now throw your hands up in the air
Wave them around like you just don't care
If you wanna party let me hear you yell
Cuz we got it goin' on again"
(Backstreet Boys - "Everybody")


Wczoraj, po ciężkiej sobocie w pracy, musiałam się odstresować. Dołączyłam więc do mojego Miśka, który siedział w barze z "ekipą pod wezwaniem". Świetni ludzie, uwielbiam z nimi spędzać czas.

Gdy wracaliśmy do domu mijał nas dziwny koleś. Szedł od krawężnika do krawężnika, a na ramieniu niósł dywan zwinięty w rulon i nim wywijał. Ten widok tak mnie rozbawił, że zaczęłam się dusić ze śmiechu, a Misiek do mnie: "-Co ty masz atak astmy?" ;D

W domu mój Czubek zaczął mnie denerwować, aż wyniosłam się do drugiego pokoju. Spokoju jednak nie zaznałam, bo po chwili do mnie przyszedł. Na plus było to, że przyszedł w miłym dla oka stroju ;D na minus natomiast to, że ściągnął mnie za rękę z kanapy i poobijałam sobie przy tym tyłek ;/

Dzisiaj mieliśmy głupawkę w pracy.
Przyszła jakaś Ukrainka i pyta, czy można płacić w euro:
-Bierecie jewry?
A nam od razu skojarzyło się to z piosenką Backstreet Boys ;D
ja: -Jewrybady!
Miś: -Jeeee! ;D

 

insomniaa
 
Środa.
Wolne.
Upragnione, wyczekane, w końcu.
Czyli...
Pobudka o 8 nad ranem, sprzątanie chałupy, straszenie kota odkurzaczem, trzepanie masła, gotowanie obiadu, doprowadzenie się do wyglądu społecznie akceptowalnego, wizyta Miśka, ściganie dłużników, "zlot macic" (czyli szoping, ploty i drinki - a jak drinki, to można oznaczyć że #imprezowo ), trochę Assassina, pogaduszki z Misiem, blog...
Tak ogólnie to jeszcze hendmejdem się zajmuję, zaczęłam trenować, chciałam rzucić palenie (ale jakoś nie mam motywacji), uczę się rosyjskiego i wgl mam tysiąc pomysłów na minutę.
Żyję tak, jakby doba miała 48 godzin i jeszcze się, kurwa, cieszę jak psychopata.
Chyba wiosnę poczułam ;D

Wszystko by było spoko, gdyby nie mój PMS, przez którego krzyczę na Miśka i płaczę bez powodu. Jestem rozhisteryzowaną zołzą ;C

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nikt nie spodziewał się Hiszpańskiej Inkwizycji... ;D
A ja nie spodziewałam się tego, co dzisiaj usłyszałam.
Ręce mnie opadły i jestem w szoku o.O

PS: Nie wiedziałam, że niechęć do niektórych ludzi mam aż wypisaną na twarzy.

PS2: Sałatka w Deliszys dobra, tylko szkoda, że nazwa taka zniechęcająca ;D
 

insomniaa
 
"Będziemy tańczyć
Musimy wierzyć w to
Musimy wierzyć że
Naprawdę uda się
Zaufać bajce, która łagodzi sen
Nie chcę umierać"
(Tabu - "Nie chcę umierać")


Właśnie wróciłam z emigracji po bardzo fajnym reggaeowym weekendzie. Udało mi się zaliczyć oba koncerty na które chciałam jechać.

W piątek pojechaliśmy z ekipą na koncert Tabu w Bgt w Hokerze. Mega energetyczna kapela, świetny klimat i pozytywny przekaz. Nie obyło się bez tańców, ale w tym i tak nie przebiliśmy niektórych lokalsów (kurde, Bagdad to się umie bawić xD). Na koniec poleciała nawet moja ulubiona piosenka i darłam się pod sceną: "Sarny! Uwaga sarny!"

W sobotę po pracy pojechałam do Qlturkombinatu. Reprezentowałam nurt pastafariański na spotkaniu ekumenicznym z Xiędzem Makenem. Kolęda z Joint Venture Sound System, Blizna Terror Sound i RastaMarkiem była bardzo udana i obfita w błogosławieństwa. Było kilka znajomych mordeczek z Psk, które pozdrawiam gorąco! Szkoda tylko, że musieliśmy się zwinąć akurat wtedy, gdy najbardziej się wczułam w muzykę.

Następny koncert... hmmm... czas pokaże, co uda mi się zgrać z pracą.
Z pracą, w której ostatnio mamy ciągły zajazd i permanentny dzień chujowego klienta. Jak dobrze było móc to wszystko odreagować.


Dziękuję mojemu Misiaczkowi za to, że walczył jak lew bym mogła pojechać razem z Nim na te koncerty ;* Jesteś najwspanialszy! <3


Na koniec muszę się podzielić z wami pewną mądrą myślą zasłyszaną w trakcie powrotu z Bgt:

“Gdyby tego nie było to by nic nie było, a tak to jest wszystko”


Genialne w swojej prostocie! ;)

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Z tych najbardziej realnych do zaliczenia koncertów czekam na Natali Rize 12. kwietnia w Pradze. Bardzo chciałabym zobaczyć Pragę, ale póki co mój wyjazd jeszcze stoi pod znakiem zapytania.

Kolejny, już troszkę mniej realny, bo nie mam z kim jechać, to Volbeat w Berlinie 23. sierpnia. Niestety nikt nie podziela mojego gustu muzycznego (no, poza Miśkiem, którego ostatnio zaraziłam zamiłowaniem do duńskiego rocka).

A z takich koncertów w bliżej nieokreślonym miejscu i czasie to chciałabym zobaczyć i usłyszeć:
-Sunrise Avenue, najlepiej kameralnie
-Vlada Sokolowskiego, też jak wyżej
-Black Veil Brides
-Nickelbacka
-Trivium
-SOJA
-Gentelmana
-BLiSS (kolejny raz)
-KoRn, ale w wersji unplugged
-Enrique Iglesiasa (moją miłość od podstawówki)
-...i Zenka Martyniuka (moją miłość od przedszkola ;D)

(Wiem, mam specyficzny gust muzyczny ;P)
 

insomniaa
 
"Shake it up
Shake up the happiness
Wake it up
Wake up the happiness
Come on you all
It's Christmas time"
(Train - "Shake up christmas")


Przez poświąteczny kocioł w psychiatryku nie miałam nawet czasu, by opisać moje święta. Jak stwierdził Miś "były bardzo intensywne". W pierwszy dzień poszliśmy do misiowej cioci integrować się z nową częścią rodziny. W drugi zaś pojechaliśmy na Wylęgarnię Smoków i degustowaliśmy moje naleweczki: pigwową, malinową, wiśniową z goździkiem, jabłkową z cynamonem, czarny bez i czeremchową.

Muszę się pochwalić prezentami. Dostałam pod choinkę spodnie, fioletowe puchate nauszniki i palniczek gastronomiczny do creme brulle.

Szkoda, że święta tak szybko minęły i trzeba było wracać do pracy, gdzie z dnia na dzień było coraz większe urwanie dupy. Nie dość, że ludzi od chuja, to jeszcze zdarzali się jacyś pojebani ("Poproszę kebaba z sosem łamanym") o.O
No ale przetrwaliśmy i jakoś dożyliśmy do Sylwestra.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Sylwestrową noc spędziliśmy z Miśkiem na imprezie Thc Promil, gdzie wkręciliśmy się, bo Szwagier puszczał tam muzykę.

Była rodzinna atmosfera, wspaniali ludzie, kilka znajomych mordeczek, pyszne jedzenie.
My przynieśliśmy sałatkę z zupek chińskich z kurczakiem, ananasem, kukurydzą i papryką - przepis od Młodego, za co składam mu serdeczne dziękczynienie ;D

Potańcowałam trochę z Misiem. Jest genialnym tancerzem, podziwiam Go za to, że potrafi się wyluzować i wymiata nawet przy "Kung Fu Fighting" xD
Na szczęście pomiędzy oldschoolowym graniem znalazł się jakiś Shaggy i Beyonce, także ja też miałam przy czym pokręcić tyłkiem.

_________________________________________________________
Miś jest na swój sposób uroczy i słodziutki, gdy za dużo wypije. Czasem mnie wtedy irytuje, ale pomimo wszystko kocham Go strasznie mocno. Mam kaca moralnego, bo wczoraj chyba za bardzo się na Niego złościłam. Teraz, gdy myślę o tym jak uświnił się zupą albo jak majaczył w drodze do domu to się uśmiecham z rozczuleniem, a nie złoszczę.

Już dzisiaj karma mnie dopadła i Miś nabijał się ze mnie do rozpuku. Powód? Tłumacząc z angielskiego "otter" na wydrę powiedziałam "odra" - będzie mi to wypominał przez cały rok. A ja Mu wtedy wypomnę, jak gadał przez sen, że trzeba "zrobić kurczaka" ;D Śmiałam się wtedy tak, że aż rozbolał mnie ryjek i się popłakałam. Jak już jesteśmy przy śmieszkowaniu, to dzisiaj śmiałam się z Niego tak, aż się oplułam, a On powiedział, że oplułam się uroczo ;D
  • awatar Chrysalis ♕: Ale chętnie bym tych nalewek spróbowała :) Aaaa uwielbiam nauszniki :D Sałatka z zupek chińskich? Pierwsze słyszę, dawaj przepis. :P
  • awatar Insomniaa: @Chrysalis ♕: Przepis bardzo prosty: makaron z dwóch zupek chińskich, pierś z kurczaka, papryka, puszka kukurydzy, puszka ananasa, mały słoik majonezu. Makaron zalać wrzątkiem, kurczaka usmażyć przyprawiając wg gustu, później wszystko wymieszać i jest normalnie palce lizać! :)
  • awatar gość: Wspaniale, że takie cudowne chwile spędzacie ze sobą! :3
Pokaż wszystkie (4) ›
 

insomniaa
 
Czarnym Piątkiem rozpoczął się najgorszy okres w pracy, czyli czas przedświątecznej gorączki. Zaraz zaczną się zakupy na Mikołajki, a potem na Boże Narodzenie. Będzie urwanie dupy, no ale przecież damy sobie radę, bo jak nie my to kto? ;>

Andrzejkowy weekend w pracy minął pod znakiem "chujowego klienta":
"-A te surówki są surowe?"
<facepalm>

Ale mimo wszystko było pozytywnie. Poskładałam ostatnio playlistę na yt i zapuszczałam ją w pracy, więc podrygiwaliśmy sobie w rytmach popu i r&b best of 00's.
Dla ciekawych link: www.youtube.com/playlist…

To tyle jeśli chodzi o służbowe Ądżejki.
Prywatnie poszliśmy z Misiem do A. i T. i z nimi spędziliśmy miły wieczór przy wiśniówce z kardamonem oraz jabłuszkach.
Poplotkowaliśmy, oglądaliśmy kabarety, śmialiśmy się z kotów, ale największy łach był z gry "Symulator Kromki Chleba" (w C4 za 30 zł).
"Piąta godzina, oczy bolom, wyloguję się jak kozy pozwolom" xD
Do domu dotarliśmy o 3:30, dobrze że cały niedzielny poranek mogliśmy przespać.

We wtorek prawdziwe Andrzejki, więc trzeba odkurzyć karty tarota... A jutro, jeśli czas pozwoli, wrzucę wpis z wróżbami andrzejkowymi.
 

insomniaa
 
"Z Tobą być
Byś tulił mnie w ramionach
Bym była tylko Twoja
Pragnieniem mym na zawsze jesteś Ty
Zasypiać chcę przy Tobie
W mym sercu poczuć ogień
Co zrobić mam by zawsze z Tobą być"
(Piękni i Młodzi - "Niewiara")


W sobotę bawiłam się z moim Miśkiem na weselu Cioci. Rodzina znacznie się powiększyła. Impreza była świetna, lubię spotykać się z rodziną Misia.

Oprawę muzyczną zapewniał "one man band" - dziadek, który zapuszczał szlagiery rodem z dancingów w Ciechocinku. Parkiet należał do tancerzy nie pierwszej młodości, nawet nie drugiej, a raczej trzeciej i to chyba i tak nie ostatnia ich młodość. Dobrze, że później R. zaczął DJ-ować, więc młodsi też mogli się pobawić. Potańcowałam z moim boskim tancerzem - niesamowicie rusza się na parkiecie!

Weselny klimat tak nam się udzielił, że aż zaczęliśmy wyliczać listę gości na nasze wesele ;D

Po powrocie z wesela jeszcze długo rozmawialiśmy w łóżku. Szkoda tylko, że mój sklerotyk tego nie pamięta. Lubię te nasze rozmowy, gdy On jest troszkę wstawiony.

To była świetna impreza, zresztą jak każda, którą spędzam w towarzystwie Miśka. Lubię z Nim imprezować. W końcu mogę robić to bez stresu i bez kłótni o byle gówna, a tak wyglądały moje imprezy jeszcze kilka lat temu. Jego zresztą też. Może to dlatego teraz tak dobrze się razem bawimy.

Kocham Go kiedy ze mną tańczy, kiedy mnie przytula i kiedy śpiewa mi do ucha piosenki disco-polo ;D
Mój Najcudowniejszy <3 ;*
 

insomniaa
 
"It's close to midnight and
Something evil's lurkin' in the dark
Under the moonlight
You see a sight that almost stops your heart
You try to scream
But terror takes the sound before you make it
You start to freeze
As horror looks you right between the eyes
You're paralyzed
'Cause this is thriller
Thriller night
And no one's gonna save you
From the beast about to strike
You know it's thriller
Thriller night
You're fighting for your life
Inside a killer
Thriller tonight, yeah"
(Michael Jackson - "Thriller")


Tej nocy jest Halloween. Chciałam z tej okazji zrobić specjalny wpis z niespodzianką dla czytaczy, ale niestety zbrakło mi czasu na kombinowanie. Gonią mnie terminy, wszystko na ostatnią chwilę i nie mam kiedy odsapnąć. Wszystko przez tamto choróbsko - zmarnowałam wolny czas na chorowanie i teraz jestem ze wszystkim w ciemnej dupie.
No ale ja nie o tym...

Ja Halloween mam już za sobą. W sobotę świętowaliśmy z Miśkiem. Ja jako umarlak płaczący krwią, a On jako "Hrabia Jasiula blabla blabla" ;D Charakteryzacja wyszła całkiem nieźle, chociaż ja po chorobie niespecjalnie jej wgl potrzebowałam, a do tego po całym dniu w pracy i tak wyglądałam jak zwłoki.
Przyszli do nas Wiedźma i Ksiądz na biforek, wypiliśmy po drinku, posłuchaliśmy muzyki i udaliśmy się do Nostromo na Halloween-Party.

Klimat w klubie był niesamowity: snujące się straszydła, pajęczyny, zwłoki zwisające z sufitu, mhroczna muzyka.
O północy w lokalu pojawił się gang Diabełków, Hrabia Funkula i Joker. Musieliśmy uczcić ten fakt sweetfocią ;D

Później z każdą chwilą robiło się coraz bardziej tłoczno, a gdy już się zwijaliśmy, to nie sposób było wyjść z lokalu, bo tłumy przy wejściu czekały na ausweiskontrolle.

Byłam pod wrażeniem ludzkiej pomysłowości w tworzeniu kostiumów. Niektórzy wyglądali naprawdę zajebiście.
Z A. stwierdziłyśmy, że już trzeba zacząć szykować stroje na następne Halloween ;D
Mam nawet kilka pomysłów...

Za rok w Nostromo przerazimy wszystkich tak, że wysrają jelita ze strachu! xD


W pracy też mieliśmy Halloween: Prezes trochę mnie postraszył ;P
A nagrodę za najlepszy kostium wygrał Młody. Zrobił sobie brodę z piany z płynu do mycia naczyń - to w kategorii "Charakteryzacja". A w kategorii "Strój": założył na siebie worek na śmieci i mówił, że przebrał się za mosznę xD
Moszna?
Nie no, bez jaj xD


Wam, moi drodzy Czytacze, życzę strasznej nocy i zostawiam Was z tym świetnym kawałkiem:
 

insomniaa
 

“Lubię jesień… Jesień jakby usprawiedliwia depresję, jesienią nie trzeba być młodym, zdrowym, aktywnym jak latem, jesienią można sobie popłakać, jesień to pora ludzi samotnych.”


(Paweł Pollak)


Miałam dzisiaj wrzucić depresyjny jesienny wpis spod kołdry, z myślą przewodnią "Kołdra nie pyta - kołdra rozumie". Jakimś cudem jednak wykrzesałam z siebie nieco energii by wygrzebać się z łóżka. Poćwiczyłam z Mel B i od razu jesień stała się bardziej przystępna.

Zrobiłam zapasy na chłodniejszą porę - kupiłam 16 par skarpetek.
Oto moje krzywe stopy przygotowane do poniedziałku:
patologiczne stopy.jpg

Trzeba jeszcze wyciągnąć z szafki buty z futerkiem, okutać się szalikiem w jelonki, kupić zapas dobrej herbatki i można stawiać czoła chłodom!
__________________________________________________________
W sobotę dostałam nakaz, by po pracy stawić się w Kalifornii, gdzie czekał Misiaczek z ekipą. Posiedzieliśmy przy piwku, pogadaliśmy. Z racji tego, że jestem aspołeczna i raczej mało rozmowna, czułam się jak szósty filar (bo rolę piątego pełnił I. a ja doskonale wiem co on czuje, bo mam tak samo).
Jednak po imprezie z takimi przesympatycznymi ludźmi nawet największy aspołeczniak czuje się dobrze ;>

Niedzielny poranek spędziłam w ramionach mojego Misiaczka, któremu się troszkę zachorzyło. Im zimniej się robi za oknem, tym bardziej ciągnie mnie do misiowego łóżka, do Jego ciepełka, taka ze mnie ciepłolubna istota.


PS: wczoraj zrobiłam dobry uczynek - nakarmiłam bezdomnego kotka. Szkoda, że był bardzo ruchliwy i nie dał sobie zrobić ładnego zdjęcia.
kotecek.jpg
 

insomniaa
 
[jako piosenkę przewodnią musiałam wrzucić akurat ten kawałek, bo tylko on idealnie pasuje w klimat wczorajszej imprezy, zarówno pod względem muzycznym jak i pogodowym]


Wczorajsze Rockabilly Party było ZAJEBISTE! :D

Jeszcze przed wyjściem stresowałam się, że jak zrobię się na rockabilly girl to będę wyglądać jak jakiś freak. Założyłam kieckę, którą chwaliłam się kilka wpisów temu, nieco nieudolnie zrobiłam mejkap, założyłam kolczyki z wisienkami. Gdy Misiek zobaczył mnie w pełnej okazałości to był zachwycony (cóż, miłość ślepym czyni ;D). On też wyglądał świetnie: koszula w kratę, kaszkiet, szelki - pasuje Mu taka stylóweczka na "rude boy'a".

Przed imprezą zrobiliśmy biforek w zacnym gronie. Tego wieczoru poznałam zajebistych ludzi i mam nadzieję, że to nie był ostatni melanż w takim składzie.

Nostromo okazało się bardzo klimatycznym industrialnym klubem. Mieści się w starej fabryce - mój wewnętrzny urbexowiec bardzo się tym jara ^^ Zespół The Mean Machines dał czadu, chociaż gdy wcześniej słuchałam ich na yt to bałam się, że będzie stypa.

Wymiataliśmy pod sceną. Podziwiam A., K. i N. że tak wywijały - ja już po jednym tańcu czułam, że wypluję płuca.
A mój Misiek... mmmm... jest przeboskim tancerzem! Niesamowicie seksownie rusza się na parkiecie. Do tego ten Jego wzrok. Normalnie wirujący seks jak w Dirty Dancing ;D
Tak zawirowaliśmy, że zaliczyliśmy wywrotkę pod samą sceną. Wstyd jak stopińdziesiąt ;P

Za to Niemcy nie potrafią się bawić - dziewczyny ślicznie wystylizowane stały na parkiecie i przy tych najbardziej skocznych kawałkach bujały się anemicznie jak śpiewaczki z Jarzębiny ;P
Ogólnie bałam się konfrontacji z sąsiadami zza Nysy, ale okazało się, że są wbrew pozorom bardzo otwarci na Polaków. Są bardziej tolerancyjni niż nasi rodacy. Tak więc noc minęła w atmosferze multi-kulti.


...a teraz patrzę na moje ręce i widzę pamiątki po imprezie: zadrapania po kocie (to na biforku Funia tak szalała), ślad po pieczątce który jeszcze nie do końca chciał się zmyć i resztki czerwonego lakieru na paznokciach.


Słucham The 2930s i popijam homemade Erdbeerbowle - to smak tej cudownej nocy, którą chcę zapamiętać na zawsze.
erdberbowle.jpg
 

insomniaa
 
"Cause when the evening comes
We're like fire in the rain
When the night's begun
Our desire heals the pain
And the dreams we share
They are never gonna fade
It's because of love
We're standing here today
We're like fire in the rain..."
(Måns Zelmerlöw - "Fire in the rain")


Ostatnio znowu załączył mi się tryb masochistycznego zombie - nie wysypiam się, jestem zmęczona, ale jest mi z tym zajebiście! Po 6h snu na dobę i jazda na wysokich obrotach - to się nazywa ZDROWY TRUP ŻYCIA ;D


W sobotę tuż po pracy czułam się ledwo żywa. Wyszłam z kołchozu z bolącą głową i miałam ochotę położyć się w łóżeczku, wtulić w moje Szczęście i zasnąć. Mimo to poszłam z Miśkiem na Jakuby/Altstadtfest i wcale nie żałuję. Po polskiej stronie: święto typowego janusza, najebane gimbusy, żule i patole. Po stronie niemieckiej: tłumy ludzi, wszyscy radośni, bawiący się do późnych godzin nocnych. Miasto-widmo tętniło życiem jak nigdy. Ale chyba jednak wolę to ciche Goerlitz. Nie lubię dużych skupisk ludzkich, boję się tłumu i mam chyba fobię społeczną.

Dziękuję zacnej ekipie za doborowe towarzystwo ;)
Następnym razem imprezujemy w Nostromo!

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak ja nienawidzę tych zjebów z InPostu!
W czwartek czekałam na paczkę, a zamiast niej dostałam mailem e-awizo, z którego wynikało, że gdy byłam w domu to mnie nie było. Przez te kurwy musiałam dzisiaj wstawać nad ranem i jechać do Psk po odbiór paczki. Punkt odbioru znajduje się w patologicznym miejscu. Byli tam dziwni ludzie, ale jakoś sobie poradziłam.
Czego się nie robi dla kilku metrów tiulu...
A po co mi ten tiul?
O tym w następnym odcinku ;D
 

 

Kategorie blogów