Wpisy oznaczone tagiem "imprezowo" (328)  

insomniaa
 
Rozleniwiłam się z tym blogiem strasznie. Aż 25 dni mnie nie było.

Te 25 dni to chronologicznie:

Trip z Synkami po auto - najeździliśmy się za gruzami, a koniec końców auto znalazło się pod nosem. Ale co pojeździliśmy to nasze. Byliśmy w L-niu na lodach pod Kaufem, gdzie spotkaliśmy S., a ja tak dawno tej mordeczki nie widziałam!
Później pojechaliśmy do Bożkowic. Z jednej strony było fajnie, bo z dobrą ekipą. Z drugiej jednak pojechałam tam pierwszy i ostatni raz - Janusze z owłosionymi plecami, kaszojady piłujące pizdy, patusy grillujące pod tabliczką "zakaz grillowania", wiocha, PRL, syf, muł i wodorosty.

Kolejna wolna niedziela minęła pod znakiem rodzinnego grilla. Bardzo lubię te nasze spotkania ^^

Moje urodziny minęły bez szaleństw. W pracy dostałam życzenia bożego błogosławieństwa xD A prezenty dostałam wręcz idealne dla czarownicy! Dziękuję za nie oraz za wszystkie życzenia osobiste, telefoniczne i fejsbukowe! Na FB nie obyło się oczywiście bez przypałowych zdjęć: fakju, alkus i świnia z jabłkiem w pysku xD

Mieliśmy z Miśkiem długi weekend, co w psychiatryku rzadko się zdarza.
Zaczęliśmy go w piątek po pracy na grillu u Braciaka i Bratowej. Jak zwykle przy takiej okazji naszły nas wspominki.

W sobotę planowaliśmy wyjazd na Konigshain, zwiedzanie, grill i moczenie dupki w kamieniołomie. Niestety okazało się, że ani nie pomoczymy dupek ani grilla nie rozpalimy, więc całą bandą zjechaliśmy się na żwirownię.
Obstawiliśmy najlepszą miejscówkę, rozpaliliśmy grilla i ognisko, skakaliśmy do wody ze skoczni, walczyliśmy z szerszeniem i osami, goniliśmy płynącego węża, a jakby tych zwierząt było mało, to jeszcze ja opaliłam się na różowo jak prosiątko xD

Wieczorem poszliśmy na latino party, przed którym zaliczyliśmy żulski bifor z setuniami w parku xD
Jedyny plus imprezy to była ekipa. Poza tym: muza jakaś słaba, bo podobno dj nie dotarł, chlanie drogie, kible nieoświetlone. Dla niektórych impreza skończyła się za szybko, a potem był walk of shame i przypał jak stopińdziesiąt na pół miasta.

Ta noc była długa... Nieprzespana... Nie przez pana... Absolutnie...
(przynajmniej wiem, że Smok nie nadaje się na noclegownię)

Prawie całą niedzielę spędziliśmy na Wylęgarni zaliczając trzeciego w ten weekend grilla. Wieczorem poszliśmy do Royal Berry na lody z naszą patusiarnią <3

W psychiatryku mamy anarchię. Tradycją jest, że jak tylko Zuo wyjeżdża, to coś musi się zepsuć: najpierw lodówka, potem palnik, a na koniec ręka U.
Te wszystkie trudy i znoje umilamy sobie z Kromalą śpiewając "Pan Jezus już się zbliża" i "Anielski orszak" na zmianę z Cypisem:

“Motylem jestem! Jak nie wierzysz to sprawdzaj narkotestem!”


“Barman wódkę mrozi, diler koks dowozi”


"Rewelacja u dilera, towar tani jak cholera" xD

W historii psychiatryka zapiszą się już na zawsze dwa teksty (pdk!)
1. "Wchodzę do domu, ściągam nogi..."
2. "Ser żółty jest świeży, a biały jest biały"
:D

Nie mogę też zapomnieć o naszej wczorajszej pato-dyskusji na ćwąglach:
-Bo go nic innego nie obchodzi a zwłaszcza jego długi, który jest krótki xD

Zaliczyłam Smokiem dwa warsztaty, z czego jeden u Braciaka (i ten przynajmniej jest skuteczny). Po wypłacie powtórka z rozrywki.

Najbliższą niedzielę spędzam na rodzinnej imprezie. Niestety następne wolne dopiero we wrześniu, ale wtedy mam nadzieję, że będę mogła zacząć sezon grzybowy.

W temacie bushcraftu rozjebałam system na ziołowej grupie fejsbukowej - zrobiłam musztardę z resztek po occie jabłkowym i moje dzieło zdobyło ponad 400 lajków! Fejm dojebany xD
Oprócz tego zrobiłam sos tkemali, jutro mam jeszcze jeden sos do przerobienia, a w głowie mnóstwo nowych pomysłów (m.in. na tabasco).


...i tak to prawie zleciał cały cierpień.
Chciałabym móc obiecać, że będę tu zaglądać częściej, ale nie mam czasu a czasem nawet siły.
Wybaczcie.
good night & good luck
Ins.
 

insomniaa
 
Narobiłam sobie zaległości na blogu z powodu problemów sprzętowych. Przez tego laptopa na łeb dostanę albo go wypirdolę przez okno ;/
Chyba pora na modernizację mojego centrum dowodzenia.


Co się u mnie działo?
No jak zwykle nazbierało się tego trochę.

Razem z Miśkiem i Kromką zrobiliśmy w psychiatryku dwutygodniowy maraton. Niby przerażająco brzmi, ale było na lajcie.

Za to po maratonie mieliśmy zajebisty weekend ^^
W sobotę po pracy zadzwonił Braciak. Memory find, Somsiady i wszystko jasne ;D
"-Jak dzwonię do Tuśki i Mati odbiera, to wiadomo, że pijemy!" ;D
Spiknęliśmy się więc z Braciakiem, Bratową, Siostrą i Szwagrem, i wybyliśmy na PSK.
PSK nocą dudni mocą. PSK wieczorem dudni... odorem xD
Siedzieliśmy w terenie przy egelancko zaaranżowanych stolikach, śmieszkowaliśmy i wspominaliśmy stare dobre czasy. Potem ekipa się powiększyła. Spotkanie po latach bandy z jednej piaskownicy - tego to nie grali od jakichś 15 lat!

Weekend minął pod znakiem spotkań rodzinnych, bo w niedzielę przyjechał Braciszek na kawę (święto lasu!). Pół roku tego ryja nie widziałam.

Poza tym niedziela upłynęła zielarsko - byliśmy z Miśkiem na spacerze w lesie. Bilans wyprawy: znaleźliśmy jednego robaczywego kozaka, do jagód nawet nie dotarliśmy, widzieliśmy pół dzika i całego jelonia, nazbieraliśmy czeremchy, a co się najedliśmy malin i poziomek to nasze. Później zbieraliśmy wierzbówkę na herbatę i maliny na nalewkę.
Teraz czekamy na następne wolne, bo trzeba drylować wiśnie.

_________________________________________________________
-I wanna do something stupid
-I'm stupid, do me!
 

insomniaa
 
Nie lubię odpalać mojego ledwo żyjącego archaicznego kompa, ale dziś musiałam to zrobić służbowo, więc przy okazji oto jestem!

Trzeba nadrobić zaległości i opisać wszystko w miarę składnie i chronologicznie.

Byliśmy z Miśkiem w odwiedzinach u Strzepanka. Miś trzymając dzidzię aż się wzruszył, za to zazwyczaj cichy i grzeczny Strzepan u mnie na rękach zaczął się drzeć jak opętany. Wniosek: nie umiem w dziecki.
A propos opętania: jest taki zabobon, że nie wolno wychodzić z dzieckiem przez pierwsze dwa tygodnie (pdk). Przypominam, że wizyta u egzorcysty kosztuje 11k za godzinę xD

Byłam na warsztacie u Braciaka, bo to najlepszy diagnosta jakiego znam. Po diagnozie Smok przeszedł kilka poprawek, jest lepiej, ale przede mną jeszcze kilka spraw technicznych, elektryka, blacharka i wymiana opon, bo kuźwa znowu będę latać na zimówkach do sierpnia ;/

Zainwestowałam w końcu w siebie, a dokładnie w kłaki. Poszłam do Oli, prawdziwej artystki i mistrzyni w swoim fachu. Jeszcze nikt mi w życiu tak dobrze nie zrobił! Znaczy z włosami ;D
Teraz już G. może słusznie nazywać mnie "różowowłosą", chociaż po ostatnich przypałach raczej prędko się u nas nie pojawi ("buraczek" xD pdk, pdkromki)

Różowe mam nie tylko włosy. Ogólnie różowo mi wokoło ^^
Razem z Miśkiem pojechałam na zbiory dzikiej róży. 10 litrów płatków przerobiliśmy na syrop, konfiturę, ocet i gulkand. Ususzyłam też pąki róż - będą do herbaty. Nastawiłam przy okazji ocet truskawkowy.
Tyle ziół do pozbierania, a pogoda wcale mi nie pomaga ;/

Dobrze, że wczoraj pogoda była w miarę znośna i udało nam się zrobić na Wylęgarni pierwszy tegoroczny Projekt X.
Dziękuję wszystkim przybyłym: A., M., K., I., J., K., M., K., N., A., C. <3
Fajnie było w końcu pochillować na legalu, bez maseczek i bez koronaparanoi.

Plan na następne wolne: w czwartek dzień gospodarczy na Wylęgarni, w niedzielę mamy wychodne, zostajemy w mieście i idziemy w tango ;D ;* Stwierdziliśmy z Miśkiem, że musimy się odkuć za to, że naszą rocznicę spędziliśmy w domu na kwarantannie.

W psychiatryku zapierdol i rozpierdol, czyli chujowo ale stabilnie. Czasem ręce opadają na to wszystko, ale hajs się musi zgadzać.
Służbowo z Kromalą łagodzimy kurwicę śpiewając na zmywaku "Barkę" na dwa głosy xD
No pojebało xD

Mam zamiłowanie do starych gratów: tego ledwo żyjącego laptopa, mojego Smoka, PS3 i Galaxy S4. Misiek przekonał mnie do zmiany tego ostatniego i po pierwszym dniu jeszcze się nie przyzwyczaiłam do nowego telefonu. Dziwnie tak.
Ja jestem starej daty i mam takie podejście, że jeśli coś się psuje, to się to naprawia, a nie kupuje nowe. Nie zawsze warto wymieniać coś na nowszy model, bo ten nie musi być wcale lepszy.
I ta zasada tyczy się nie tylko rzeczy ;)


Dużo bym mogła pisać, ale czas goni, a rano trzeba wstać.
Zostawię sobie trochę rozkmin na następny wpis.
Bajooo!
 

insomniaa
 
Nie było mnie tu aż dwa tygodnie.
Jak je spędziłam?
Głównie na wyciu i zwijaniu się z bólu, ale to nie temat na wpis.

Dużo spraw popierdoliło się bezpowrotnie i nic już nie będzie takie jak kiedyś. Zawsze ciężko przychodziło mi godzenie się ze zmianami. Ten rok jest jakiś zjebany, a dopiero się marzec zaczął.

W psychiatryku wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, a ja próbuję się przyzwyczaić i nie zwariować. Bywają dni, kiedy najchętniej bym tu bombę podłożyła...

Z rzeczy milszych: uświęciliśmy synkowe urodziny w patologicznym składzie. Najlepsze imprezy to te, kiedy goście ledwo mieszczą się na chacie ;D "Abba Ojcze!" xD
Zaliczyliśmy też piwko w Zagłobie z całą ekipką (M., K., K., D., R., K., N.).
Marzec zapowiada się ciekawie: najpierw Drezno, potem piąta rocznica z Misiołkiem <3, później domówka u A. i M. a dzień później Praga, w międzyczasie trzeba obalić z Braciakiem obiecaną halbę ajsówki.
Reset psychiczny w towarzystwie najważniejszych dla mnie ludzi - to coś, czego mi teraz bardzo potrzeba.

Przed tym jednak czeka mnie jeszcze kilka poważnych misji. Staram się robić wszystko od razu, bo gdy coś odłożę na później, to będzie mnie tylko coraz bardziej przytłaczać.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nic tak nie niszczy człowieka jak to, kiedy daje z siebie wszystko, wypruwa sobie flaki, a w zamian słyszy, że nic nie robi i za słabo się stara.
Jednym z kłamstw tego świata jest to, że jeśli będziesz dobry dla ludzi, oni odwdzięczą się tym samym. To bzdura. Są tacy, którzy czerpią przyjemność z rujnowania innych.
Tak bardzo śmieszy mnie reakcja ludzi, gdy zaczynam traktować ich tak samo jak oni mnie. Nagle wszyscy wielce pokrzywdzeni. Żałuję, że było mi ich szkoda, kiedy powinno być mi szkoda czasu na nich.


                                                               And then I stood there
                                                               alone
                                                               feeling like
                                                               I was
                                                               nothing
_________________________________________________________
I just feel so fucking empty sometimes and it's so exhausting to feel nothing and everything at the same time...


Oh please, don't pretend like you actually care.
 

insomniaa
 
Witajcie w Nowym Roku!

Stary rok zakończył się oczywiście obowiązkowym corocznym sprzątaniem psychiatryka. Wszyscy wyglądali jak na zgonie, ja siedziałam pod barem co Kromka skwitowała tekstem: "Co w rodzinie to nie zginie" (pdk).
Oczywiście była też beka:
-Jesteś jak frytkownica.
-Gorący?
-Nie, głęboki i tłusty xD
Oraz:
-Jak się podniecam to mi wyskakuje pizda pod okiem.
-Ooo to psiapsi ostatnio przyjechał do mnie podniecony! xD
A N. gadający po podlasku doprowadza mnie do kurwicy:
N. -On się dla mnie podoba xD

Po pracy szybki ogar, biforek i impreza sylwestrowa w gronie "rodziny" i przyjaciół <3
Daleko na zadupiu, bez zasięgu sieci komórkowej, w swojskim gościńcu, w miłej atmosferze (Pan Tadziu w szlacheckim stroju <3), przy dobrym jedzonku i z najlepszymi ludźmi <3
To była zajebista impreza!
Wytańczyłam się tak, że w Nowy Rok miałam zakwasy na wszystkich mięśniach. Ale co poradzić - lubię tańczyć z moim Miśkiem, M. też do tańca prosił, Syna trza było obtańcować, pokręcić dupką z dziewczynami, a Braciak to najchętniej wgl by nie schodził z parkietu (a tańczyć z nim lubię, bo tancerz z niego znakomity).
Akcja na parkiecie:
N. kręci K. i krzyczy: "-Przyspieszam poród!" xD
Potem przy stole:
N. -Jak będzie następna piosenka, to wszyscy idziemy na parkiet.
piosenka: -Myyy Cygaaanieee...
N. -Z Cyganami nie tańczę!
Później N. pił z pałami: -Bo ja mam znajomości! W policji! xD

W drodze powrotnej akcja pod C4:
Podjeżdża K., otwiera szybę, a ja: -Co tam? Stary ci się skończył? xD

Dziękuję całej ekipie za tę zajebistą sylwestrową noc! Fajnie było zakończyć stary rok i rozpocząć nowy w Waszym towarzystwie!

Miły akcent na początek tego roku: życzenia noworoczne "i tobie też szczęśliwego słońce moje najulubieńsze <3" ;D
Przesyłam loffki mojemu BFF na linii Wylęgarnia -> ZG ;*

Jeśli jak mówi przysłowie "jaki Nowy Rok taki cały rok", to mam przejebane. Mimo, że nie piłam, bo byłam kierowcą, obudziłam się o 15 na kacu - tzn. to nie był stricte kac, ale czułam się, jakby czołg po mnie przejechał. Wszystko mnie bolało i nie mogłam się zwlec z łóżka. Na szczęście Miś potrafi przywrócić mnie do żywych (you know what I mean ;D).
Na wieczór przyjechali N. i K. na bajere. Upiekliśmy bułeczki ze wścieklizną, N. wypił butelkę szampana i fazował się stopami, pograliśmy też w kalambury, których najlepszą akcją była "kapusta z napletem" xD



----------------------------------------------------------------------------------------------------
Postanowień noworocznych raczej nie mam. Już kiedyś pisałam o tym, że nie potrzebuję konkretnej daty, by coś zmienić. Niektórzy myślą, że wraz ze zmianą cyferki w roku nagle zmieni się ich całe życie. Pstryk! Magicznie wszystko stanie się lepsze, cudowne, łatwe i na wyciągnięcie ręki. To tak nie działa.

Korzystając jednak z tego, że na przełomie starego i nowego roku ludzi ogarnia jakaś taka melancholia, zaduma i chęć zmiany na lepsze, chciałam przekreślić wszystko co złe i zacząć pisać pewną historię od nowa.
No ale jeśli wyciągasz do kogoś rękę, a ten ktoś na nią pluje, to uroczyście noworocznie chuj mu w dupę.
Nie ma sensu na siłę zmieniać złych ludzi. To jak dolewać kompot do gówna - gówna nie naprawisz a i kompot zepsujesz.

New year - a new chapter, new verse or just the same old story? Ultimately we write it. The choice is ours.


PS: podsumowanie "Best of 2K19" już za chwilę!!!
 

insomniaa
 
Mroźna aura wywołuje u mnie niemoc tfu(!)rczą, dlatego długo musiałam się zbierać do tego wpisu. Zdecydowanie bardziej jestem jesieniarą (o jakie to teraz modne słowo!), niż jakąś kuźwa zimówką ;P
Okutałam się więc czarną szatą ofiarną, zaparzyłam herbatkę i oto jestem!

Grudzień zaczęliśmy najlepiej jak się dało z najlepszą możliwą ekipką (Miś, Kromka, Synek, Synkowa, Braciak, Siostra, Szwagier, a na miejscu dołączył jeszcze Pasza). Pojechaliśmy na pato-jarmark do Wrocka. Było zajebiście! Z tymi ludźmi to ja mogę jechać nawet na koniec świata.
Najpierw zbiórka w maczku, potem podróż pociągiem.

Oczywiście nie obyło się bez głupawek:
1. -Dzień dobry panie Andrzeju!
2. -Kuuurwłaaaa!
3. N. i jego crush, czyli W. ;D
4. -Tam są takie szafeczki, gdzie się ściąga majteczki.
5. -Szyny były złe, podwozie też było złe xD
6. "Hare krisha, hare krishna" xD
7. Studentka od mandarynek
8. -Jadę pociągiem do Mirka, a potem do Bogdana.
9. -A ten pociąg zajeżdża do drive'a?
10. -Nie jedź z nimi, to pociąg do Goerlitz, zniemczą cię!
-Nie rzucim ziemi.... xD
11. -A w tramwajach też zmieniają opony na zimowe? xD
12. Cygońskie dziecko i:
-Ić stond!
-Wypierdalaj!
13. Pani ze skośną szczęką
14. Braciak jako fryzjer
15. -Wypluj to!
-Tfu! ;D
16. Misiek ruszający czapką w maku i plujący Pieróg xD

Pokręciliśmy się po rynku, napiliśmy się grzanego wina, robiliśmy zdjęcia w fotobudce, a później zjedliśmy obiad w Il Mio - polecam gorąco i mam nadzieję, że kiedyś tam wrócimy na najlepszą pizzę!
Wróciliśmy do domu wieczorem, a ja usnęłam w locie nad poduszką.


W poniedziałek w pracy powtórka z rozrywki, bo miałam rakowisko na popołudniówce xD Ale lubiem <3

Wczoraj po pracy już świętowałam Mikołajki z Miśkiem. Dostałam od Mikołaja sztosowy prezent - kalendarz adwentowy z Douglasa. Poczułam się trochę jak dziecko i otwierając każde okienko jaram się jak dzika! ;D
Drugi święty Nikołaj (pdk) przyniósł mi kubeczek z jeloniem - będę miała w czym pić herbatę z prądem.
Służbowo Mikołajki przepracowaliśmy w tych durnych czapkach. Cóż, raz w roku można się przemęczyć. Chłopaki chodzili w szelkach w renifery (szelki tak naciągnięte aż reniferom się mordy wydłużyły xD).


Wiecie czym jest traumatyczny poranek?
Kiedy Braciak budzi cię o 9 nad ranem, na dworze mróz minus milion, a ty stoisz pod warsztatem w kurtce zarzuconej na piżamę, Braciak wymienia świece (bo jakiś zjeb zamontował do puga świece z astry), a ty trzymasz maskę, żeby jej nie wywiało xD
Nic tak człowieka lepiej nie pobudzi! To już nawet kawy nie trzeba!

_________________________________________________________
Przez 13 lat dobrym i złym chwilom w moim życiu przygrywał piękny soundtrack. Każda piosenka pasowała idealnie. W poniedziałek o 10 rano pękło mi serduszko... Nie tak to miało wyglądać... Oglądałam transmisję z konferencji i ryczałam jak bóbr.  

“Sometimes our hearts get broken but keep them open, cause when it comes, you can never be ready”


Byłeś i zawsze będziesz ogromną częścią mojego życia, moim pocieszeniem, moim wsparciem, zastrzykiem optymizmu. Mam cichą nadzieję, że to nie koniec. I tak już do końca życia będę FOREVER YOURS
 

insomniaa
 
Weekend znowu minął intensywnie ^^

W sobotę po pracy domówka u R. i A.
Pogaduchy, drinki, śmieszki, śledzie i gibos ;D
Do domu wróciliśmy nad ranem.

W niedzielę odsypialiśmy, ale nie za długo bo trzeba było zrobić obiad. Nagotowaliśmy ramenu jak dla pułku wojska, nakarmiliśmy N. i K., obstawiliśmy trochę dla Kromki, a i tak zostało pół gara. Ale wyszedł tak kozacki, że mogę go jeść non stop!

Po obiedzie drzemka i pewnie spalibyśmy do wieczora, gdyby N. nie zadzwonił.
Wzięliśmy więc flachę piernikowego rumu i pojechaliśmy do niego na kwadrat. Najpierw była posiadówka z wszystkimi sąsiadami, a później ekipa remontowa w składzie ja i Syn (i trochę Miś) wpadła do łazienki szlifować ściany ;D A z głośników oczywiście leciał Szmitek na budowie ;D

Głupawek też się ostatnio nazbierało:

Wchodzę na socjal. Widzę, że w kiblu pali się światło, więc krzyczę:
-Syneeek, srasz?
-Niee.
Drzwi od kibla się otwierają, a tam N. z gołą klatą myje pachy w zlewie i psika się cytrynowym odświeżaczem powietrza xD

M. -<łapie się pod pachą> Ale mnie tu boli! Od tego wczorajszego wrzucania kapusty do skrzynek.
ja: -<do Miśka> M. bolą pachy od kapusty!
Miś: -To ja dzisiaj kapusty nie jem.

-A tynkarze są?

-Wypie... Wypie... Wy pierwsi pojedźcie.

-Myłem ręce a nie srałem!

Tutorial jak wyprostować świni ogon xD

<w radiu leci Maanam>
N. śpiewa: -Cygany naaa Cyganach!

"Żanklod" xD

-A Chińczyk jak ma żółtaczkę, to jest bardziej żółty?
-Ale jaja! ...też ma żółte xD

-Idzie Grześ przez wieś... (a dalej K. wie o co chodzi xD)

-No i mi mówi "a ty tak pracujesz i się uczysz, to ty taka zaradna jesteś"
-Noo, taka zaradna to torbę też obrobi xD

-Pies jest mój i N.!

...a to co się działo w butach pozostanie tajemnicą mazdy (pozdro dla kumatych!)

Jutro mam taką ekipę na popołudniówce, że wyczuwam odmóżdżenie xD


PS: pozdrawiam Braciaka, który jest szybszy niż przeciąg i działa zanim jeszcze zacznie coś robić ;D
 

insomniaa
 
Witam was w ten wtorek, który wydawał się poniedziałkiem, a tak naprawdę to jest już środa. Długi weekend zawsze robi rozpiździel czasoprzestrzeni.

Mój długi weekend spędziłam bardzo aktywnie i towarzysko. Nie było czasu na bierny odpoczynek i siedzenie w domu.
Zaczęliśmy w sobotę po pracy kolacją z Miśkiem, K. i N., a do kolacji pigwóweczka i głupawki. Tak fajnie nam się gadało, że zasiedzieliśmy się do późna.
W niedzielę rano pojechaliśmy do RyjĆka na kawę, bo wybierałam się już od baaardzo dawna. Później zjechaliśmy na Wylęgarnię, a po południu pojechaliśmy w dłuższą trasę z rodzinną rewizytą. Nie mogę jeździć w takie dalekie trasy, bo mi od gazu czucie w nodze odbiera xD
W poniedziałek rano byliśmy na warsztacie u Braciaka (pozdro Dziku! ;D), a po robocie wstąpiliśmy na kawson.
Wieczorem poszliśmy na piwo z moim kudłatym Ryszardem.

Dopiero połowa listopada, a ja już niecierpliwie czekam na Sylwestra. Siostra podsunęła świetny pomysł na imprezę, a jak zbierzemy całą ekipkę, to będzie melanż stulecia!
BTW kto chętny na Sylwestra na pięknym zadupiu w totalnym odcięciu od cywilizacji? ;D


Tak poza tym moje życie jest jak utwór Rihanny: większość to "work, work, work" a reszty nie rozumiem.
W pracy z każdym dniem odczuwam jak ubywa mi komórek mózgowych, a wszystko to przez moich najulubieńszych patoli ;D

Non stop głupawki:

-Gdzie pomidory?
-Marek do nich smarka.
-Smarek? xD

N. śpiewa: -Boli mnie noga w jądrze...

N. znowu śpiewa: -Chodź, chodź, chodź na banana, dam, dam, dam ci kolana...

N. remontuje chałupę. Zrobił sobie dziurę w stopie. Taczką.

N. paczy na zdjęcie i śpiewa: -Pizda nad głową, pi pi pizda nad głową xD (pdk!)

N. pali w piecu: nalał podpałki, zagląda czy się pali, z pieca wyjebało kulę ognia na pół kuchni, spaliło mu włosy na ręce, śmierdzi kurczakiem xD

N. po każdym papierosie idzie do toalety. Chodzą plotki, że ma płuca połączone bezpośrednio z odbytem xD

-Nie poznajesz mnie?
-A no coś kojarzę...
-A skąd jak my się nie znamy?

-A ja mam radochę, bo se tenteguje tentego!

Zuo i jego "ja pierdole" nad sosem xD

Zaadaptowane od K.:
-Co robisz?
-Palę i sram xD

-O dobra widzę, seksi lejdi, bierz jo bliżej, potem się poszczęści, może da pod nogę? ;D

-Korzonki mnie bolą, ledwo co chodzę, mam żylaki na cyckach, głowa mnie boli od tego waszego pierdolenia. Ta twoja kobieta to musi być jebnięta na łeb, że wgl cię chciała ty łajzowaty krótkochujny cwelu!

-Dziura na wylocie!

"Kot w kasku z arbuza" oraz inne kakakaski (PDK)

-Ty też się majonizujesz? xD

-Wymiata jak stówę spod kasy xD

-X. to dobry chłopak, z nim to można konie kraść xD (pdk!)

-Gdzie K.?
-Do zoologa poszła.
-Po chomąto dla konia?

Mamy pewnego znajomego, który z racji noszenia spodni opinających części witalne dostał ksywkę "Torbiel":
-Dałam staremu ostrego sosu to mu dupę w kosmos wyjebie.
-Torbielowi też dałaś ostrego sosu, chcesz żeby mu torbę w kosmos wyjebało? xD

A później...:
-Przyjdzie Torbiel to ci herbatę zaparzy xD

Przeróbka pewnego mema made by Bąbelek:

“Leżę na skłocie w Zgc z 25-ma kierownikami ruska gorzała leci 10-cio l. Bongo się kopci na psie kurwa dredy pierdolnięty X. mu zrobił...”



No i ten gest: "masz coś na brodzie i jesteś jebnięta" xD

Aaa no i będę tzw. "babcią" małego Strzepana Refluksa Paralizatora ;D Jeszcze sześć miesięcy! ^^


Jako bonus akcja z Wylęgarni: przed Dniem Wszystkich Świętych Mutra marudziła:
-Weź ten samochód umyj, bo taki brudny, że aż wstyd!
ja: -Wstyd to kraść i z byle jakiej dupy spaść.
Vater: -O! Powiedz to bratu!
;D
 

insomniaa
 
W sobotę był nów. Księżyc w nowiu oznacza reset, czystą kartkę. Zaczynamy wszystko od nowa - nowa praca, nowa droga, nowe życie.

● Nowa praca - to może za dużo powiedziane, ale przenieśliśmy psychiatryk w nowe miejsce. Jeszcze nie mogę się odnaleźć, obowiązków mam więcej, ale mimo wszystko mi się podoba. Wreszcie zakończył się cały ten jubel związany z przenoszeniem, ta niepewność kiedy będzie normalnie.
Jutro po starym kołchozie zostanie już tylko puste miejsce.
6 lat mojego życia, miliony głupawek, tysiące wkurwów, krew, pot i łzy. Trochę szkoda.

● Nowa droga - a tak dokładnie nowa droga życia. Moja Siostra wyszła za mąż! ^^
W sobotę byliśmy z Miśkiem na weselu. Było fajnie, kameralnie, w rodzinnej atmosferze, a przede wszystkim na luzie i bez spiny. Panna Młoda wyglądała cudnie ^^ Pan Młody również wyględnie mimo zmierzwionych włosów ;D
W ramach części prezentu ślubnego złożyłam dla Państwa Młodych mały zestaw degustacyjny w którego skład weszły: pigwówka, malinówka, wiśniówka, śliwkówka, winogronówka, akacjówka, kwiat róży, kwiat bzu oraz pędy sosny.
floszki.jpg

Trochę potańczyliśmy, chociaż mi było mało, ale Miśka już bolały kopytka. Nic dziwnego - byliśmy po niezłym maratonie psychiatrycznych przygotowań, w nocy spaliśmy 4h, a na wesele przyjechaliśmy tuż po porannej zmianie i wielkim otwarciu.

Z tym ślubem to wgl jest związana ciekawa historia... Otóż za małolata zawsze w Noc Świętojańską puszczałyśmy z Siostrą wianki nad rzeką. Jej wianek zawsze płynął pierwszy. No i się sprawdziło - pierwsza wyszła za mąż. Jeejkuuu, jak ten czas szybko leci - przecież jeszcze niedawno biegała po łące w kapelusiku, biła Braciaka w piaskownicy łopatką albo szukała "pokrywek na kapcie" ;D

● Nowe życie - gdzieś tam zalęgła się taka mała fasolka i będę...... CIOCIĄ!!!!! ;D Chociaż formalnie to chyba raczej babcią, skoro będzie to potomek Synka xD
Coś tak przeczuwałam, gdy młodzi napisali, że mają mi do przekazania wiadomość. Myślę "-K. jest w ciąży!", ale nie chciałam spojlerować.



Ufffff... Wreszcie mogę odetchnąć z ulgą. Wszystko się resetuje, więc ja też. Trzeba zrzucić z siebie cały ten ciężar i się ogarnąć, bo wyglądam ostatnio jak zombie.
Jutro lecę na grzybobranie, bo już mnie nosi, a wszyscy wokół szczują mnie zdjęciami grzybów.

Miałam odnawiać "więzi rodzinne", no ale "za krótki ten łańcuch, by brać nogi za pas" ;P

Kończę moje chai latte i mykam spać, bo sen to coś, czego mi ostatnio baaardzo brakuje.
Dobranoc się z Państwem ;)
 

insomniaa
 
"Jestem na dworze sam
Deszcz pada mi na głowę
Gibona w łapie mam
A zgasić go nie mogę
Odchodzę w ciemny las
Rozświetlam fonem drogę
I widzę jedną z dam, przy której tracę mowę
I wracam, i wracam, i wracam se na chatę
Zaparzę se herbatę nie kurwa żadne latte
I puka, i puka, i puka ktoś do drzwi
I widzę panią co skradła serce mi"
(Ronnie Ferrari - "Ona by tak chciała")

Ta piosenka (oraz wiele innych pojebanych piosenek) gra mi w głowie od kilku dni. Razem z Kromeczką śpiewamy w psychiatryku na dwa głosy, aż wszyscy mają nas dość xD

Ale luzik - jutro idę się leczyć, bo mam ustawioną wizytę u "psycho-terapeuty" ;D


A tak ogólnie to czas zapierdala gdzieś pomiędzy wkurwami, śmieszkami, trochę happy lama, trochę sad lama, zawsze mentally disturbed lama.
W dzień jazda na maxa, wieczorami rozkminy o życiu w progu przy fajce.

Głupawka z Miśkiem:
<oglądamy tv, nagle pojawia się czołówka "Sekundy grozy">
-Ooo to chyba będą mówić o stosunkach seksualnych X. <pdk>

Misiek panikuje:
-Coś mi się z fejsbukiem dzieje, samo przeskakuje, chyba wirusa mam!
ja: -<pro haker, patrzę na ekran, na biurko, na Miśka> Położyłeś talerz na spacji <facepalm>


Wczoraj po pracy poszliśmy z Miśkiem i Braciakiem na Altstadtfest. Po drodze oczywiście beka z pojebanych ludzi:
-Mógłby chociaż pokazać w ten sposób swoją męskość.
-Jego co? On nie ma męskości.
-On ma jejność xD

Pobujaliśmy się trochę po rynku, zjedliśmy langosza na wypasie, a potem czilowaliśmy na ławce przy piwie, erdbeerbowle (nie polecam, fujki) i rozkminach. Przy tym czujnie obserwowaliśmy, czy z kręcącej się obok karuzeli nie spadają panu klapki w naszym kierunku xD
W drodze powrotnej spotkaliśmy na moście znajome mordeczki <3


Ech, pora spać, bo jutro muszę wcześnie wstać.
Potem byle dożyć do środy - wybieram się w końcu do lasu na odstress i grzybing. A w niedzielę pewnie upragniony chillout ^^

_________________________________________________________
Po tych wszystkich godzinach jakie na ciebie zmarnowałam poprosiłam cię o jebane pięć minut, a ty się na mnie wypiąłeś. Dziękuję. Oby to kiedyś do ciebie wróciło, ty egoistyczny kurwiu -.-
 

insomniaa
 
To był całkiem miły "długi" weekend.
Długi był tylko umownie, bo niestety służba nie drużba.

Czwartek gospodarczy - najpierw sprzątanie na cmentarium, a później bushcraft - poszliśmy na spacer do lasu, wróciliśmy z kilkoma grzybami, wiadrem czeremchy i "ziomeczkiem", którego przedstawię Wam oficjalnie dopiero gdy nabierze uroku.

Piątek - mała zwieszunia ;D Beka na cały dzień <pdk>

W sobotę gawęda przy kawie ^^
Od dłuższego czasu cholernie mi tego brakowało. Miło było tak porozmawiać o wszystkim i o niczym, chociaż przyznam szczerze, że na początku miałam do tego spotkania bojowe nastawienie ;D

Niedziela: mały Projekt X - grill w kameralnym jak na Wylęgarnię Smoków gronie.
Dziękuję tym, którzy przybyli ;*
A z tymi, którzy z różnych powodów nie dotarli, jeszcze nadrobimy!

Atrakcja poboczna: żniwa i belowanie słomy. Takie tam wakacje na bali. Sama jarałam się niebieskim Forschrittem xD A zapach koszonego zboża przywołał u mnie i Braciaka wspomnienia z dzieciństwa.

Wieczorem rozkminy damsko-męskie przy lampce z Pierrota i flaszce niejednej.

A późnym wieczorem hardcore trip - jazda do Zgc w nawałnicę. Stroboskop na niebie, auto płynęło, wycieraczki nie wyrabiały, a jedyne co widziałam przed sobą to tylne światła fokusa. Ale był czad! ^^


PS: biała świeca zapalona w zastępstwie czarnej spełniła swoje zadanie - odpędziła złe intencje i przyciągnęła dobre. I jak tu nie wierzyć w czarownicostwo?

PS2: Chciałabym coś powiedzieć, ale nie wiem, czy warto i czy wgl powinnam się mieszać. Co ma wisieć nie utonie, a co ma jebnąć to i tak jebnie. Pozostało czekać na to, co przyniesie los.
 

insomniaa
 
Jak miło w końcu zasiąść w moim Centrum Dowodzenia po tak długiej emigracji ^^

Tydzień temu w niedzielę byliśmy z Miśkiem na "rodzinnej" imprezie - urodzinach mojej Sis ;* Popite, pojedzone, a przede wszystkim pośmiane ;D
Tak się śmiałam z Braciaka w "golfie" aż na drugi dzień mi samej szyję powykręcało ;/

Zeszły tydzień był wyjątkowo ciężki...
Po 10h w psychiatryku, do tego wstawanie o 8 nad ranem wymęczyło mnie doszczętnie. Codziennie wstając rano czułam się jak po zderzeniu z pędzącym pociągiem.
Do tego wieczne spiny, "włajaż włajaż" i mantrowanie, żeby komuś nie wyjebać. Nie pozwolę sobie, żeby ktoś do mnie pyszczył i mnie szarpał.
"Szlachta baluje, frajer pracuje. Chuj ci na łeb pizdo jebana" xD
Życzymy miłego dzionka i smacznej kawki (pozdro dla kumatych!)

Poza pracą dobiły mnie jeszcze kłótnie, przez które nie raz ryczałam i nie spałam po nocach...
Ale ja przecież tylko marudzę...

Na weekend udało mi się nieco naładować baterie.
Najpierw w piątek na Soundsystem Street Festiwal, mimo że pod koniec już trochę przysypiałam.
A potem w sobotę, bo w psychiatryku odwiedził mnie Kriss i ustawiliśmy się na piwko z Ryśkiem (w ramach krissowego wieczoru kawalerskiego xD). Fajnie było spotkać moje kochane mordy. Poczułam się jak za starych dobrych czasów w technikum.

Nooo i śmieszkowałyśmy dużo z Kromeczką:

“-Proszę gumka na wynos!”


"-Na miejscu czy na miejscu?" xD

“-Ta broszka należy do Pierdzioszka”


Ale najlepsze było spanie pod beczką xD
No i "miss mokrego podkoszulka": "hej dziewczyny, ściągać kiecki, bo nadjechał Marek Marecki" xD


A teraz uprawiam łomżing (pigwa z miętą i mirabelka) i słodkie nieróbstwo. Tego mi było trzeba!


PS: mam kryzys ekonomiczno-seksualny: patrzę do portfela a tam chuj. Ale jak tylko wygrzebię się z kryzysu, to muszę iść do mojego psychoterapeuty. Mam kilka projektów na dziaby, w tym wspólny z Kromeczką. Kiedyś chciałam sobie też wydziarać koniczynkę, no ale...

PS2: Mercury retrograded all over me...
Dobrze, że właśnie dziś retrogradacja kończy się Czarnym Księżycem. Pora się ogarnąć i zacząć pisać nowy rozdział.
Kilka dni temu wyciągnęłam zakurzoną już talię tarota, by sprawdzić, co powiedzą mi karty. Wszystko składa się w logiczną całość:

“Everything comes with a price”


Nie wiem która cena jest wyższa: materialna, fizyczna czy mentalna...

PS3: przypominam, że zaczynają spadać Perseidy, a ich apogeum jak co roku otwiera moje święto ^^

__________________________________________________
I swear empaths can feel things way before they actually find out things. They can feel when they're being played. They can feel when their "friends" are being shitty. They can feel when something isn't right.
Mam instynkt silniejszy od przeciętnych ludzi. Wiem kiedy coś jest nie tak, kiedy ktoś kłamie albo robi ze mnie idiotkę. I bardzo tego nie lubię.


To, że komuś wybaczam, nie znaczy, że akceptuję to, co zrobił, albo o tym zapomniałam. Nie oznacza to, że znowu mu ufam. Wybaczam dla siebie, żeby przestać się dręczyć i ruszyć dalej, bo trochę ciężko się idzie ciągnąc gówno przez morze. Nie jest tak jak powinno być, nie wiem nawet czy jest dobrze. I tak sobie trwam zawieszona gdzieś pomiędzy "ogiń dym" a "płoń na stosie", zastanawiając się, czy bardziej chcę przytulić czy w łeb przyjebać.
Wiecie co mnie najbardziej wkurwia w ludziach? Kiedy z kimś się pohapiesz, ale tak już na etapie "wypierdalaj nara", a później ten ktoś pisze jak gdyby nigdy nic. Książkowy przykład rozdwojenia jaźni. Nie jeden psychiatra by na tym rodzinę wykarmił. Robi mi to w głowie jedno wielkie WHAT THE FUCK. Nie potrafię udawać, że nic się nie stało.
 

insomniaa
 
W czwartek wieczorem przyjechał mój Bąbelek! <3
Wyszliśmy więc we trójkę z Miśkiem i Bąblem na nocnego tripa. Skoczyliśmy na stację po piwo a potem siedzieliśmy na ławce w Niemcowni. Były rozkminki, głupawki, kontemplacja Smoka, obgadywanie pojebańców. Najlepszy był Bąbel pod klatką:
-Maurycy?!.. a nie, bo ja chciałem jak w tej piosence, ale źle zacząłem xD
W międzyczasie DJ Szmitek u mechanika i w kostnicy:
-Jebnie jak rozrząd w passacie!... Ogień w krematorium!... Kutas w denatceee!... Wieczne rozjebanie racz nam dać panie! xD
A potem powrót ze spaceru:
-A na końcu korytarza... (pdk!) xD
(PS: fioletowy wcale nie jest pedalski, tylko szekszi ^^)


W piątek dialog farmaceutyczny na wkurwie o poranku:
-Chcesz witaminy?
-Chcę prozac.
-Pawulon.
-Pawulon to dla niego. Dla mnie prozac.

W sobotę Miś pojechał na Alter Piknik, a ja czekałam na Niego w domu oglądając "Megatransporty" (wkręciłam się ostatnio bardzo mocno).

Jak przekonać aspołeczną czarownicę do wyjścia między ludzi:
-Pojedziemy w niedzielę na Lato Agatowe?
-A po co? Nie mam ochoty... Tam się przecież nic nie dzieje... Do mnie mieliśmy jechać.
-K. jedzie kupić sobie jakieś kamienie.
-JEDZIEMY!!

No bo przecież jest retrogradacja Merkurego, wszystko się pierdoli na potęgę, trzeba więc profilaktycznie poobkładać się kryształami.

W niedzielę wyruszyliśmy więc na Lato Agatowe z Miśkiem, K. I. i J.
Oglądaliśmy piękne minerały, zjedliśmy przepyszny podpłomyk, degustowaliśmy wina i nalewki - przy tych ostatnich spędziliśmy najwięcej czasu, bo wymieniałam doświadczenia i czerpałam inspiracje. Do domu wróciłam z worem kamyków, krówkami Arco (cynamonowa, śliwkowa, czekolada z chilli, czekolada z miętą - najlepsze krówki jakie kiedykolwiek jadłam!), ukraińską chałwą (pyszota!), butelką wina granatowego oraz nalewkami: miodową, piernikową i z dzikiej róży.

Po południu zjechaliśmy na Wylęgarnię i podjechaliśmy do Braciaka na "warsztat" pogadać i wyleczyć Smoka. Trzeba ciułać hajsy na części.

Wieczorem wróciliśmy do miasta i w końcu mogłam się kulturalnie najebać. Jedyna lampka, przy której czuję się oświecona, to lampka wina.
No bo jak tu nie pić??
Zresztą są tacy, co od rana "włajaż włajaż" (pdk).

Ostatnio ciągle chce mi się spać, a dziś nie mogłam pospać przez pieprzoną biurokrację. Nienawidzę załatwiać spraw urzędowych, tym bardziej, że wymaga to wyjścia spod ciepłej kołderki w mroczny poniedziałkowy poranek.

Potrzebuję słoneczka i ciepełka, żeby wyrównać opaleniznę i wyciągnąć mój goth-kocyk plażowy z Alli.
A tu lipcopad i pogoda jak długość penisa - w zapowiedzi 20, odczuwalne 10.

W następny weekend może odreagujemy: najpierw na Sky & Sand, a potem na HoliFest. Ktoś się wybiera??

...ja aktualnie wybieram się do łóżka, co i Państwu radzę.
Dobranoc, chuj na noc! ;D
 

insomniaa
 
W sobotę wybraliśmy się z Miśkiem i Kromcią na balety. Inicjatorem był Miś, bo miał grać DJ Tonka, czyli muzyka misiowej młodości. Koniec końców i tak się na niego nie doczekaliśmy, bo szybko zwinęliśmy się z tego zagłębia patoli.
Przez większość czasu siedzieliśmy, sączyliśmy drinki i obserwowaliśmy innych imprezowiczy. Obserwacje te sprawiły, że tracę wiarę w ludzkość i utwierdziły w przekonaniu, że niektórzy ludzie chyba nie mają lustra w domu, a wstydu to już na pewno za grosz.
Szybki przegląd parkietu:
-spodenki odsłaniające pół pośladków - to już ja noszę dłuższe majtki o.O W tym miejscu przypominam, że wypadałoby, żeby spodenki były dłuższe niż wargi sromowe, nie odwrotnie ;P
-glonojad w samym koronkowym staniku i z cycami do pępka
-laska w szlafroku
-nietoperz xD
-u facetów też nie za dobrze: mokasyny do dresu, mokasyny do krótkich spodenek z ortalionu, mokasyny w ogóle
-pan, który chodził boso po parkingu
-te głupie cipska, które siadały mi na stole bilardowym, gdy grałam z Miśkiem
-dzikie baunsy ludzi-grzechotników.
Kuuurła, co za pato! Komuś się pomylił Vizir z płatkami śniadaniowymi. Ryż to tam musiał taczkami wjeżdżać!

Dobre imprezy w Plazie to były w zeszłym roku.
Ale było minęło, to se ne vrati...

Ewakuowaliśmy się i pojechaliśmy zawieść Kromeczkę tam, gdzie nie psy szczekają dupami, tylko dupy psami xD Mroczna ta wioska, boję się tam jeździć, bo po ulicy chodzą nawiedzone sarny o.O

W pracy upał daje się we znaki i ryje berety. Razem z Kromeczką przygarnęłyśmy muchę, nazwałyśmy ją Marcin, a ja ją oswajałam i uczyłam siadać na ramieniu xD

Pod C4 grasuje Nosferatu xD (pozdro dla kumatych i dla Morka, który to wymyślił)

Oprócz tego łaszki:
-Tam tak pisze!
-Jest napisane.
-Pisze!
-A jak idziesz chodnikiem i widzisz gówno to mówisz sra czy jest nasrane?
&
-Gryź koryto świniopasie!
&
-Weź mu zajeb!
-Jak mu powybijam zęby, to będzie gumę żuł palcami.
&
-Dawaj jedź tam!
-Niee, bo mnie kurwa w pająku wyniosą xD

Wcale nie jestem nerwowa i nie napierdalam non stop na wkurwie. Złudzenie kurwa optyczne -.-



PS: Oficjalnie dziękuję młodszemu Bratu, za to, że jest cudotwórcą! "Rzeczy niemożliwe od ręki, cuda do trzech dni" ;D

PS2: Po ostatniej dyskusji ze starszym Bratem dowiedziałam się, że nominalna prędkość maksymalna Smoka to 158km/h i ma 60KM. "Gdy pod maską dużo koni, to mózg nogi nie dogoni" xD Łooo, czwarta prędkość kosmiczna xD Przyspieszenie od zera do setki w 18 sekund. Jestem szatanem szos! Pizda ogieeeeń!!! ;D

PS3: 2x18+8 to jest podobno 36, tak samo jak Szczecin leży nad morzem. Dobra, mamy remis głupoty xD


PS4: właśnie dzisiaj mój owczarkołak ma umowne "urodziny", bo dokładnie rok temu trafił na Wylęgarnię. Z tej okazji Borysek dostał kurzą łapkę i duuużo głasków <3
 

insomniaa
 
"Chodźmy stąd bo nie ma tu
nic wartego wspomnień,
czasu nie ma, późno już,
płyną światła aut.
Nie bój się i weź do płuc
jak najgłębszy oddech,
wszystko jest odwrotnie znów
nie mów nic i patrz.
I głowami w dół lecimy do chmur
i za plecami setki bzdur
Żyjemy na czas, więc noga na gaz,
drogą spadających gwiazd
Alay!"
(Video - "Alay")


W sobotę mieliśmy iść na We love 90's. Od dawna nakręcałam się na tę imprezę. Co z tego wyszło?
1300 osób zainteresowanych wydarzeniem na FB, kolejka przed bramą długa jak tasiemiec w psiej dupie, 30 ziko wjazd, 12 ziko piwo, na lewo napić się też nie można, bo obok na Lotosie kolejka do wodopoju tak samo długa. Razem z Miśkiem stwierdziliśmy, że wyjebane w takie melo, ale skoro już wyszliśmy z domu, to poszliśmy na spacer wokół "plaży" i przynajmniej posłuchaliśmy sobie muzyki.

Za to odkuliśmy się w niedzielę na Dniach Miasta. Skład mieliśmy mistrzowski: K., A., M., A., M., po drodze spotkaliśmy też inne znajome ryjuszki <3
Razem z Kromeczką szalałyśmy pod sceną na koncercie Video ^^ Uwielbiam ten zespół za świetne piosenki, głębokie i prawdziwe teksty, a najbardziej za Wojtka Łuszczykiewicza <3
Po koncercie piwko ("-Ja tylko jedno, bo prowadzę!" xD), pajda ze smalcem (za miliony monet), turniej w cymbergaja, herbata z kulkami, Szpakira w szlafroku (podobno, nie wiem, nie widziałam) i króffki ^^
Na koniec trip na mroczne wioski, gdzie nie psy szczekają dupami, tylko dupy psami xD

A już w następną sobotę Miś wyciąga mnie na balety, bo będzie DJ Tonka.
 

insomniaa
 
"Hooligan roots of the streets
Fire wicked man a fire babylonian
Hooligan roots of the streets
Fire burn a fire governmental
Hooligan roots of the streets
Fire burn a babylonian wicked
Hooligan roots of the streets
Fire governmental
Ja mam reggae wydrapane w sercu jak tagi w tramwajach
Każda nowa pulsacja moje tętno podwaja
A ja idę Grochowską jest koniec maja"
(Vavamuffin - "Hooligan Rootz")


W sobotę po ciężkiej pracy pojechałam do QK na Marleyki, żeby się trochę odstresować. Niestety na takich imprezach nie mogę nawet potańczyć z moim Miśkiem, bo jako fotograf ZGK ciągle tylko gdzieś lata z aparatem, a jak już przyjdzie do mnie, to dźga mnie obiektywem w plecy.

Niedzielny poranek mieliśmy pracowity, bo trzeba było przygotować wylęgarniane "chillout zone". Hamak wisi, huśtawka poskręcana - można rozpoczynać sezon "Projekt X" ^^

Pierwszy tegoroczny Projekt X zaliczony w składzie: A., M., K., I., J., N., K., M., M. - dziękuję całej ekipie za miło spędzone popołudnie! ;* Pozostałe mordeczki z różnych powodów nie dotarły, ale wiem, że jeszcze to nadrobimy!
Hitem i widowiskiem imprezy był synkowóz i dynamiczny zagłówek xD

Po imprezie poszliśmy z Misiem na romantyczny spacer o zachodzie słońca. Był to też spacer edukacyjny - Miś nauczył mnie robić "sówkę", wracałam do domu dmuchając w ręce i robiąc "uhuuu" xD

Wczoraj dzwonił Bąbelek. Lubię pogaduchy z nim, nawet mimo tego, że najczęściej dzwoni najebany w szpadel xD
No ale "kto nie pije w Bachanalia temu gniją genitalia" xD
Tęsknię za tą moją Mordą kochaną, trzeba jak najszybciej zorganizować jakiś urbex albo bushcraft.

Tak oprócz tego to u mnie bida z nędzą. Paradoksalnie bida jest, bo nie ma "nędzy". Może nielogicznie to brzmi, ale Misiek wie o co kaman.
Ta czarna dziura finansowa mnie wykończy. Chociaż jest jakaś nadzieja:  w nocy śniło mi się, że zbierałam maliny, w południe patrzę w Agrobiznes, a tam cena malin 60 zł/kg - czy to przepowiednia zbliżającego się bogactwa? ;D

Jutro znowu przeprowadzam się do miasta, bo trzeba odstawić Smoka na warsztat. Nie lubię miasta, ale przynajmniej Miś się cieszy, że będzie mnie miał u siebie.


PS: lubię rozmowy z inteligentnymi ludźmi, z takimi od których mogę się czegoś nauczyć. Dlatego lubię rozmawiać z tobą, bo nie robisz ze mnie głupka i potrafisz przetłumaczyć wszystko na mały tusiowy rozumek. Tak oto można płynnie przejść z tematu pompy powietrza w peugeocie do wpływu substancji psychoaktywnych na odbieranie rzeczywistości ;D
 

insomniaa
 

Niedziela na Wylęgarni była bardzo aktywna, od rana na świeżym powietrzu. Odpaliliśmy wędzarnię, uwędziliśmy szynki, pobawiliśmy się z Bosiołkiem.

Po południu w końcu udało nam się zorganizować "rodzinne" spotkanie przy grillu: ja z Miśkiem, Sis ze Szwagrem i Braciak z Bratową. Jeszcze kilka lat temu spotykaliśmy się codziennie, najpierw w piaskownicy, później gdzieś w terenie, a teraz, gdy wszyscy jesteśmy dorośli i każdy ma swoje sprawy, to tak ciężko nam się razem zebrać.
Uwielbiam ludzi do których mogę powiedzieć "pamiętasz?". Setki wspomnień, głupawek, przypałów i haseł, które tylko my rozumiemy. Rozmowy fazotwórcze, historie takie, że Tolkien z tymi swoimi hobbitami się może w lesie schować xD
Dobre czasy byli... Ale mam nadzieję, że jeszcze lepsze przed nami ^^

Dzisiaj tak bardzo nie chciało mi się jechać do pracy, że aż auto mi zaniemogło i nie umiałam wyjechać z podwórka. To znak!

Obejrzenie się w lustrze po ciężkim weekendzie może grozić oślepnięciem lub nagłym zejściem na serce.
O Bożu, to Tomasz Adamek po dziesięciu rundach wygląda w porównaniu ze mną kwitnąco!
Trzeba się wziąć za siebie i ogarnąć ten ryyyyyj.

Tylko czasu brak i chęci...
 

insomniaa
 
Kuuuuźwa, jak ten czas szybko leci!
Że tak powiem: zapierdala jak Tuśka na Smoku! ;D

A propos Smoka - po tygodniu jeżdżenia stwierdzam, że mam za mały silnik, bo 1.1 to się nawet nie rozbuja ;< Chociaż B. mi powiedział, że to dobrze, bo mnie nie będzie kusiło. Ech, a ojciec chrzestny mojego prawa jazdy już dawno przepowiadał, że będę zapierdalać ;D
Na początku jazda po mieście wywoływała u mnie panikę, teraz bardziej wywołuje wkurw, bo o dziwo to nie ja jestem najgorszym kierowcą na drodze. Ale najlepszym też nie jestem, bo jak mi się uda zaparkować prosto pod C4 to jest święto lasu ;D


Wczoraj przywiozłam mojego Misiołka na Wylęgarnię, bo umówiliśmy się z Bratem i Bratową na ognisko. Fajnie było tak posiedzieć jak za starych dobrych czasów, powspominać te wszystkie przypały, pogapić się w gwiazdy.
O 1:45 zorientowaliśmy się, że przecież jest zmiana czasu. Tak więc wyszliśmy z imprezy przed 2-gą, a wróciliśmy do domu po 3-ciej, mając do przejścia 100 metrów - takie zagięcie czasoprzestrzeni!

Z tą zmianą czasu to wgl przejebane i fuck logic: śpimy krócej, bo się jaśniej robi później. Nie służy to na pewno zdrowiu, zwłaszcza psychicznemu.

Ze zdrowiem fizycznym też u mnie nienajlepiej, ale tłumaczę to sobie tym, że jestem już stara i niedołężna ;P

Ajjj, byle przeżyć do wolnego. Środa minie, tydzień zginie. A potem byle do niedzieli - w niedzielę odpalamy wędzarnię! ^^
 

insomniaa
 
"Is it a dream?
Will i wake up tomorrow
As the shadows dance in my head
Your life is lost
Oh all my lifes in sarrow
I see angels dressed in red"
(Rezurex - "Tonight")


W niedzielę pojechaliśmy z Miśkiem, K. i I. do Pragi na koncert.

Po przyjeździe do miasta wstąpiliśmy do fajnej restauracji na obiad i piwko (na deser był sernik kokosowy - ooorgazmiczny!). Później spacer głównie w poszukiwaniu czekolad Orion, chwila chilloutu w hotelu, a wieczorem OGIEŃ!

Koncert mi się podobał, mimo że takie tłumy ludzi mnie przerażają, a głośno było tak, że do tej pory piszczy mi w uszach.
Dla mnie gwiazdami wieczoru nie byli Nekromantix, tylko ich support - Rezurex, a dokładnie basista Dusty Grave <3 Zostanę ich psychofanką. Kupiłam już nawet koszulkę ;D


Romantyczny spacer ulicami Pragi z moim Miśkiem - nie ma nic cudowniejszego ;* Przecież to "nasze" miasto, bo rok temu właśnie tu mi się oświadczył. Wrócimy tu jeszcze nie raz.
Kocham kocham kocham! <3


PS: w hotelu miałam dziwny, bardzo realistyczny sen. Bałam się, że to wróży coś złego. Po wieściach, które dzisiaj dostałam mogę chyba stwierdzić, że to był sen proroczy...
 

insomniaa
 
To był mega aktywny weekend ;D

W sobotę wieczorem integracja w kameralnym gronie przy whisky, dobrym żarełku i muzyce skrajnie różnych gatunków. Były tańce, głupawki, a ja zostałam ochrzczona jako "Mariolka" ;D

Łaszek wieczoru:
-Ty masz taki głos! Bardzo lubię jak śpiewasz.
-Tańczę lepiej niż śpiewam.
-Pierdolisz?
-A pierdoli jeszcze lepiej! ;D


W niedzielę od rana demolowaliśmy kuchnię. Zapowiada się mały remont. Polska w budowie, kuźwa mać ;/

Po południu Miś zabrał mnie do restauracji, by trochę przedwcześnie świętować naszą czwartą rocznicę <3
Dostałam od Misia w prezencie wielką chustę w kwiaty. Mogę się nią okutać jak szeptucha i nie chwaląc się wyglądam czarownicująco ;D

Wieczorem A. i M. wpadli do nas na drinka i pogaduchy ^^

Potem szlug-time pod klatką z Braciakiem i głupawka:
-Daj mi telefon, ja go tu ściągnę!
-On jest jak napletek ze stulejką, on się nie ściąga xDD

Jeszcze później kolejne spotkanie pod klatką (i taki mały wzrusz ;D)

Dzisiaj w końcu mogliśmy się wyspać!

Ten tydzień też zapowiada się aktywnie. Ale w weekend odpoczniemy w Pradze! ^^ Z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej panikuję, że nie mam się w co ubrać.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Od 4 lat jestem z najcudowniejszym mężczyzną na świecie <3
Dokucza mi, nabija się ze mnie, robi ze mnie głupka, ale ja odpłacam Mu tym samym i tak się jakoś kręci ta nasza piękna patologia ;D
Udane związki nie są efektem znalezienia idealnej osoby, lecz kochania niedoskonałego człowieka, którego wybrało się na towarzysza życia. Jestem pewna, że to właśnie z Nim chcę spędzić resztę życia. Ostatnio sam z siebie zaczął temat ślubu i wesela. Najwyższy czas, żeby o tym pomyśleć.
Piosenkę na pierwszy taniec mamy już wybraną ;*

PS: lubię na Ciebie patrzeć. Nie tylko dlatego, że jesteś nieziemsko przystojny, ale przede wszystkim dlatego, że wtedy mam przed sobą wszystko czego pragnęłam od życia <3

_________________________________________________________
Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli.
Historia zatoczyła koło - kiedyś próbowałam dać komuś choć kawałek szczęścia, a całkiem niedawno ten ktoś przyniósł szczęście mi.

Some people are like a four-leaf clover: hard to find and lucky to have
 

insomniaa
 
Jest już środa, a ja dopiero znalazłam czas, żeby zdać relację z weekendu. Panie majster, taki zapierdol, że nie ma czasu taczki załadować!

W sobotę mieliśmy w psychiatryku armagiedon i apokalipsę. Dawno nie widziałam takich tłumów. Magda Gessler przyjechała robić kuchenne rekolekcje. Tylko czemu kuźwa naszym kosztem? Gdzie są zamachowcy samobójcy kiedy ich potrzeba?  

Po pracy miałam 20 min na ogarnięcie, bo jechaliśmy z Miśkiem na urodziny do mojej Kromeczki <3
Zabraliśmy ze sobą "pana zwierza" o którym wcześniej wspominałam, czyli pluszowego jednorurzca ;D
Imprezka była fajna, kameralna, w rodzinnej atmosferze. Potańczyliśmy do disco polo ^^ A drugą gwiazdą wieczoru zaraz po Kromeczce był króliczek *.* <3

Po imprezie "ciemne interesy załatwia się po ciemku" (pozdro dla kumatych!).

Niedzielę spędziliśmy z Misiem tak jak zwykle, czyli gotując, żrąc, wylegując się w łóżku i oglądając "Black Mirror". Lubię tak leniuchować, ale już sobie obiecaliśmy, że kolejne niedziele będziemy spędzać aktywniej (taaa...).

W poniedziałek przekonałam się, że moje archiwum IPN-u czasem się przydaje ;D

We wtorek: dziwne rozkminy, smutne retrospekcje i psycholog od siedmiu boleści.

Wieczorem była ze mnie taka trochę "panienka z okienka" ;D
-O, widzę cię!
-Ja cię też!
:D


Dzisiaj natomiast obudził mnie wyczekiwany sms. Pielgrzymki po urzędach zakończone. Zamykamy ten etap, co znaczy, że chyba trzeba przestać chlać.

“Seans skończony! Rżnij pan marsza, maestro!”




Wygląda na to, że wszystko jest na dobrej drodze ;D
...a to znaczy, że zaraz coś się spierdoli.
 

insomniaa
 
To będzie długi wpis, zacznę go od tych milszych rzeczy...


W niedzielę mój najukochańszy Miś miał urodziny <3

Uczciliśmy to już w sobotę na piwie z ZGK. Trochę szkoda, że na te imprezy zawsze docieram ostatnia. Za to zawsze mogę liczyć na ciepłe przyjęcie - to miłe, kiedy cały lokal wita cię uśmiechami i przytulasami ^^ Uwielbiam tych ludzi <3

Niedziela minęła nam leniwie. Ja większość czasu spędziłam w kuchni, bo obiecałam mojemu Pyszczkowi all-inclusive ;D Śniadanie do łóżka, dwudaniowy obiad i deser - fotorelację wrzucę w najbliższym wpisie foodpornowym. Najważniejsze, że Miś był szczęśliwy ^^

Wieczorem oglądaliśmy "AHS: Cult". Wkręciłam się. Coś czuję, że ten sezon będzie inspiracją do wielu wpisów.

_________________________________________________________
Lat mam tyle, ile WOŚP. Odkąd pamiętam wrzucałam pieniądze do puszki. W tym roku postanowiłam zagrać z Orkiestrą nie tylko jako Tuśka, ale też jako Insomniaa, przeznaczając miesięczny dochód z reklam na blogu na pomoc dzieciom.
Te pieniądze to pomoc od Was, moi drodzy Czytacze, bo to właśnie Wy czytając bloga generujecie zyski z reklam.

Byliśmy z Miśkiem w MDK na lokalnym finale WOŚP. Tej cudownej atmosfery otwartych serc nie da się opisać słowami. Do domu wróciliśmy przemoknięci, ale szczęśliwi, że zrobiliśmy coś ważnego i dołożyliśmy swoją cegiełkę.

Potem włączyliśmy tv i wszystko runęło...
Jedno serce zgasło, drugie zrezygnowało, a miliony innych pękły na pół...

Spirala ciągle się nakręca. Jak w tym kraju ma być dobrze, gdy ludzie tylko czekają, by skoczyć sobie do gardeł. Wydarzenie, które miało łączyć ludzi, podzieliło ich na dwa obozy - tych, którzy wrzucają do puszki Owsiakowi i tych, którzy chcą wrzucić do puszki Owsiaka.

Mowa nienawiści, hejt - znam to bardzo dobrze, doświadczam tego na każdym kroku. Teraz internet aż kipi od wylewanego jadu, a w komentarzach hipokryzja prima sort: "Stop mowie nienawiści, mordy zdradzieckie!".

“O jedno was tylko błagam: nie odpowiadajcie nigdy agresją na agresję, ponieważ jest to takie samo zło, jak każde inne”


(Robert Brylewski)
 

insomniaa
 
Pierwszy raz w tym roku zasiadam w moim centrum dowodzenia.

Końcówka grudnia była bardzo pracowita. Na szczęście mieliśmy parę rąk do pomocy - historia zatoczyła koło i do psychiatryka wróciło moje Pieczywko aka Kromeczka-Pięteczka ;D

W piątek na Wylęgarni zawitał Bąbelek. Wpadł na kawkę i pogaduchy, no i oczywiście po prezent urodzinowy (wiedziałam, że mu się spodoba! Teraz musimy pograć, zioooom!)
Później szybki szoping. Powinnam nagrywać tutoriale na yt jak wybrać outfit na imprezę w 10 min. Szkoda, że sobie tak szybko nie umiem wybrać, a planowanie stylówki na Sylwka wiązało się z przewróceniem szafy do góry nogami.

W noc przed Sylwestrem śniły mi się nomen omen dziwne rzeczy. Czasem mam wrażenie, że tymi snami wywołuję wilka z lasu. Tym razem też wywołałam.


Impreza Sylwestrowa była przezajebista!
Domówka, pełna chata ludzi, stół pełen żarcia, świetna atmosfera, głupawki, przypały. Miło wspominać, wstyd opowiadać ;D
I po co komu te napompowane bale, po co spina, kreacje? Nie trzeba pałacu by odstawić imprezę na sto fajerek ;D
Dziękuję wszystkim Mordeczkom za wspaniałe zakończenie roku! Oby w tym było jak najwięcej imprez w takim gronie!


Jeśli faktycznie "Jaki Nowy Rok taki cały rok", to mam przejebane. To był zły dzień. Pełen złości, płaczu, kłótni. Nie tak miało być.
Wszystko co nie zostało do końca przecierpiane i rozwiązane, powraca.
Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Zawsze można wyjść i pierdolnąć drzwiami. Owszem, mogłam to zrobić. Ale nie umiem, bo za bardzo mi na Tobie zależy...


Noworoczny wieczór spędziliśmy przed telewizorem oglądając głupią bajkę. Teraz chodzę i śpiewam "Egzorcystaaa za niecałe trzystaaaa" xD

W Sylwestra się nie wyspałam, bo od rana byłam w pracy. W Nowy Rok się nie wyspałam, bo spałam na kanapie (złożonej). Dzisiaj się nie wyspałam, bo też byłam w pracy na rano. Jutro się nie wyśpię, bo przychodzi ksiądz po kolędzie. Nosz kurffff....!

Rok 2019 miał być zajebisty. Jest dopiero jego drugi dzień, a ja już mam dość tej chujowizny.


PS: zakład z Bratem przyklepany. Czekamy do 5-go a potem pijemy wódeczkę (coś czuję, że chyba za moje...)
  • awatar goal digger: Super, że pożegnanie starego roku się udało, takie imprezy są najlepsze :D Co do pierwszego to u mnie też był beznadziejny, dawno nie miałam tak złego dnia. I głowie tylko mi chodziło "ogarnij się, bo potem będziesz cały rok tak miała". XD
Pokaż wszystkie (1) ›
 

samosiejka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
.Edith.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

Kategorie blogów