Wpisy oznaczone tagiem "imprezowo" (303)  

insomniaa
 
"Time flies by in the yellow and green
Stick around and you'll see what I mean
There's a mountain top that I'm dreaming of
If you need me you know where I'll be
I'll be riding shotgun underneath the hot sun
Feeling like a someone"
(George Ezra - "Shotgun")


Mając przed sobą ciężki weekend, w piątek chciałam wyspać się na zapas. Niestety mi się nie udało, bo o 8 nad ranem obudził mnie telefon i tekst: "-Kuuurwa, Marta, no nie mów, że ty śpisz!" ;P
Na wpół śpiąco z całej rozmowy zapamiętałam tylko "jojka w czornym gornku" xD Ja nie wiem co te chłopaki mają z tymi jajami - jeden poobijał, drugi przypalił ;D


W sobotę też nie mogłam pospać, bo trzeba było od rana tyrać w psychiatryku.
A wieczorem meloooo! ^^
Poszliśmy z Misiem na biforek do A., M. i A.
Tam wstępnie wprawiliśmy się w nastrój, była żydowska wódka po której rosną pejsy i "unicock" xD

Później udaliśmy się do Nostromo na Rockabilly Party, gdzie spotkaliśmy resztę ekipy. Lubię klimat tego miejsca. To chyba moja najulubieńsza imprezownia.
Nie potańcowaliśmy, bo dziadek z babcią wywijający na parkiecie wpędzili mnie w kompleksy. Ale za to oblegaliśmy fotopstryczek ;D
W międzyczasie przerwa na fajkę ;]
A podczas powrotu okazało się, że mój Misiek jest straszną blaszką ;D Bo mnie nie jara ani te 200 koni ani osioł za kierownicą ;P Ja jestem baba ze wsi, mi można zaimponować conajwyżej kombajnem ;D


W niedzielę zjechaliśmy na Wylęgarnię Smoków.
Poszliśmy z Misiołkiem na spacer do lasu, znaleźliśmy trzy kozaki, maślaka i siedzunia sosnowego. Jestem strasznie zawiedziona ;<

Z rzeczy pożytecznych: zlaliśmy nalewkę jabłkową, nastawiliśmy winogronową, nazbieraliśmy głogu i tarniny na kolejne nalewki.

Weekend zakończyliśmy pijąc urodzinową wódeczkę z Bratem. Za zdrowie Brata to ja mogę nawet wodą mineralną zapijać ;D


Dzisiaj niestety trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości. Teraz byle do następnej niedzieli...
_________________________________________________________
You promised... But all your promises are full of shit. Just like you.
 

insomniaa
 
"We could just go home right now
Or maybe we could stick around
For just one more drink, oh yeah
Get another bottle out
Lets shoot the shit
Sit back down
For just one more drink, oh yeah
Here's to us, here's to love
All the times that we fucked up
Here's to you, fill the glass
'Cause the last few days have kicked my ass
So lets give 'em hell
Wish everybody well, here's to us, here's to us"
(Halestorm - "Here's to us")


Miałam wczoraj nadrobić zaległości na blogu, ale poszłam do A., polała wino i otworzyły się bramy piekieł.
Był dobry jazz.
Bożu, jak ja zachlałam pałę!
Nie pamiętam kiedy ostatnio tak dałam w palnik.

Wieczorem Miś napisał do mnie: "Kocham Cię żulu" :D
Spałam tak, że jedną nogą trzymałam się podłogi, a drugą ściany.
O 4 nad ranem obudziły mnie dziwne dźwięki - kot zarzygał pół kuchni.
Vater do mnie: -Patrz, ty się najebałaś, a kot za ciebie rzyga ;D

Poranek mam na Turnaua: konieczność istnienia ciężka jest do zniesienia.
Zjadłabym śniadanie, ale ze śniadaniem na kacu jest jak z przeszczepem - może się nie przyjąć.

Więcej już nie piję. Zwłaszcza wina, bo po winie cnota ginie ;P
Nooo chyba, że znowu nadarzy się okazja do picia wina z literatki (pozdro dla kumatych!).
 

insomniaa
 

W piątek po pracy byłam z Miśkiem na pierwszej (i mam nadzieję nie ostatniej) edycji Soudsystem Street Festiwal. Świetna impreza! Dobra muzyka, pozytywne wibracje, wszędzie uśmiechnięte znajome mordki.

Zwłaszcza jedną mordkę miło było zobaczyć (wcale nie ze względów materialnych). W końcu mogliśmy się razem napić piwa. Dawno nie było do tego okazji, a brakowało mi tego strasznie. Mam nadzieję, że nie będziemy się spotykać tylko i wyłącznie w celu przekazywania monety.


W niedzielę za to wybraliśmy się z ekipką do Szklarskiej. Zaliczyliśmy bardzo dobry obiadek, a później poszliśmy na malowniczo położony stadion miejski, gdzie grał Jose Popita, a potem Leniwiec.
Był też Holi-fest. Całkiem fajna sprawa, o ile ma się na sobie stare szmaty i można dojść do domu z buta, żeby nie zabrudzić auta. Czemu w Zgc nie ma festiwalu kolorów? ;<

Mam jakiś taki sentyment do Szklarskiej Poręby. Lubię to miejsce i chciałabym tu przyjechać na chillout na cały dzień.
A chillout to coś czego teraz potrzebuję, bo właśnie dzisiaj dotarło do mnie, że nie pamiętam kiedy ostatnio miałam taki wolny dzień żebym mogła po prostu nic nie robić. Od dłuższego czasu ciągle jestem w biegu i nawet wolne spędzam na wysokich obrotach.
Może ja nie potrafię biernie odpoczywać?

_________________________________________________________
Nie lubię, gdy ktoś świdruje mnie wzrokiem.
Już kiedyś o tym pisałam.
Ach, no tak, we wpisie prywatnym.
Z tymi wpisami w końcu trzeba zrobić porządek...
 

insomniaa
 
"Здесь так красиво, я перестаю дышать
Звуки на минимум, чтобы не мешать
Эти облака — фиолетовая вата
Магия цветов со льдом в наших стаканах"
(Федук & Элджей - "Розовое вино")

[wkręciło się ^^]


Jakoś tak szybko leci mi ten tydzień od wolnego do wolnego.

We wtorek zrobiliśmy sobie z Misiem trochu niechcący nocny trip po mieście. Narobiliśmy kilometrów, ale dla takiej panna cotty się opłacało *.*

W środę poszliśmy do Niemcowni. Najpierw część kulturalna: wystawa w Stadthaale. Potem część praktyczna: zakupy piwne. Później część romantyczna: sprawdzaliśmy czy nasza kłódka przy moście jeszcze wisi.

Po spacerze zrobiliśmy obiad - chiński rosół. Chyba mogę powiedzieć, że to moje popisowe danie ;D
ramen.jpg


Wieczorem poszliśmy na piwko, bo nadarzyła się niebywała okazja - moja najulubieńsza Łajza przyjechała do Polszy! Bożu, jak ja tęskniłam za tą mordą! <3
Często sięgam pamięcią do czasów, kiedy widywaliśmy się codziennie. Tych odpałów, głupawek i popierdolizmów nie da się zliczyć. Teraz mamy co wspominać.
Wiecie co jest piękne w prawdziwej przyjaźni? Że choćbyście się nie widzieli kilka lat, to gdy się wreszcie spotkacie, rozmawiacie tak, jakbyście skończyli ledwie wczoraj. Nie ma murów, za to zawsze jest między wami jakieś takie metafizyczne połączenie dusz. Coś czego nie zniszczą ani kilometry ani lata rozłąki.

Plan na resztę tygodnia: w piątek Soundsystem Street Festiwal. W sobotę prawdopodobnie zjazd na Wylęgarnię. Niedziela jeszcze nie do końca zaplanowana, ale na 90% zapowiada się w trasie.


PS: Не будем мы играть в кошки-мышки -_- Chociaż przeczuwałam, że tak to się właśnie skończy...

PS2: we wtorek minął rok. Nie ma przypadkowych spotkań i ludzie też nie stają na naszej drodze ot tak. Każdy człowiek zostaje nam dany po coś, aby czymś nas ubogacić, dopełnić, coś pokazać czy uświadomić. Poprzez ludzi dostajemy od życia tysiące szans na to, aby stać się lepszym człowiekiem lub aby temu komuś pokazać coś, czego on do tej pory nie dostrzegł. Każdy człowiek którego spotykamy jest albo darem, albo lekcją, albo rozczarowaniem.
Jak myślisz: kim ty jesteś?

PS3: robię porządki we wpisach. Jest jeden taki wpis prywatny, chyba najdłuższy wpis na tym blogu. Nie wiem czy go komuś pokazać czy może lepiej usunąć. Trochę boję się reakcji...
 

insomniaa
 
W sobotę wieczorem długo biłam się z myślami czy złapać za telefon i się komuś wyżalić, czy lepiej nie zawracać nikomu dupy. Doszłam jednak do wniosku, że wolę się nie narzucać i wybrałam spowiedź wirtualną. Po zdaniu relacji na blogu zasnęłam na klawiaturze.
W niedzielę latałam od rana, żeby ogarnąć podwórko, imprezę i siebie. Jakimś cudem się udało.

Niedzielne popołudnie minęło pod znakiem trzeciego już Projektu X, który tym razem był imprezą (przed)urodzinową. Lubię kiedy na spokojnej Wylęgarni Smoków tyle się dzieje.
Dziękuję wszystkim moim najukochańszym mordeczkom za przybycie i świetną zabawę.
M., K., I., J., M., K., W., A., M., K., K., R. - jesteście najwspanialsi! <3
Brakowało mi tu jeszcze kogoś, ale mam nadzieję, że nadrobimy ;*

Śmieszkowaliśmy, gadaliśmy, piliśmy nalewki mojej produkcji (Bąbelek do tej pory mnie za nie wychwala!). Był crash-test składanej przeze mnie huśtawki - jak wytrzymała ponad 200kg to wszystko wytrzyma! Dwóch panów inżynierów wieszało kokon na drzewie. Grill zdał egzamin. To zdecydowanie moja najlepsza inwestycja.
Była degustacja ciast. Upiekłam brownie z pijanymi wiśniami i sernik z limonką i awokado na spodzie pistacjowym - w życiu nie nasłuchałam się tylu komplementów ^^
sernik.jpg

Łaszek:
Vater: -K. jedz coś.
K. -Ja miłością żyję.
Vater: -<głaszcze się po dużym brzuchu> No ja też.
ja: -<patrzę smutno na mój chudy brzuszek i mówię do Misia> No to ty mnie chyba nie kochasz ;C

Dziękuję za prezenty. Wszystkie jak najbardziej trafione. Wychodzi na to, że będę spasionym (od słodyczy) erotycznym koto-jeleniem w kudłatych kapciach, szyjącym na maszynie i mówiącym po rosyjsku xD

Dzień zakończyłam tradycyjnie podziwiając deszcz Perseidów. Mogłam go oglądać mając u boku największy prezent jaki dostałam od życia, czyli mojego Misia.
Gapiliśmy się w niebo, nagle zobaczyłam gwiazdkę. Pomyślałam życzenie. A Miś jakby czytał mi w myślach powiedział "-To już masz" <3
Ile gwiazdek złapałam? Nawet nie liczyłam. Mi wystarczyła jedna na jedno urodzinowe życzenie. Reszta była modlitwą o szczęście dla tych wspaniałych ludzi, których mam na zawsze w serduchu.

Dzisiaj fejsbuk rozgrzewał się do czerwoności od życzeń.
Tzn. najpierwszy był Daś już w niedzielę rano ;*
Dziękuję za wszystkie życzenia i za to, że na FB nie wypłynęły żadne moje przypałowe zdjęcia (poza "świnią z jabłkiem w pysku", ale to już chyba cały internet widział xD).
Ale te wszystkie wirtualne całusy to ja bym wolała dostać realnie ;P

_________________________________________________________
Zeszłej nocy miałam tak bardzo realistyczny sen...
Podobno jeśli budzisz się bez powodu w środku nocy, to znaczy, że właśnie pojawiasz się w czyimś śnie.
Ale to już temat na osobny wpis...
 

insomniaa
 
Lubię las. Bo co innego można lubić, kiedy do lasu ma się bliżej niż do cywilizacji. Lubię spacerować godzinami, włóczyć się bez celu po dziczy. Stała trasa liczy prawie 10km, taki dystans wystarczy, żeby poukładać myśli i (nomen omen) nabrać dystansu do wszystkiego.

Zazwyczaj do lasu chodzę sama, w niedzielę rano miałam wyjątkowo towarzystwo i to najlepsze z możliwych ;*
Moje Szczęście było przynętą na gzy i komary ;D
Grzyby jeszcze się nie pokazały, za to obrodziły inne dary lasu:
borowki.jpg

jagody.jpg

jezyny.jpg

maliny.jpg

No ale nie można przecież ciągle chować się w dziczy. Czasem trzeba wyjść do ludzi.
Zrobiliśmy drugą edycję wylęgarniano-smoczanego Projektu X ;D  Tutaj po prostu nie da się zrobić kameralnej imprezy ;D Ale to dobrze, bo im więcej ludzi tym lepiej! Brakowało mi tylko jednej mordki, no ale kiedyś nadrobimy (mam nadzieję).

Najprostszy przepis na uszczęśliwienie gości: lemoniada z syropem z kwiatu bzu i serniko-brownie z owocami leśnymi ^^ W życiu nie nasłuchałam się tylu komplementów!
Chociaż dla mnie namber łan to ogórki po meksykańsku od Kromeczki ;D

Zrobiłam w końcu "chillout zone" - powiesiłam hamak, ale to raczej dla mojego Miśka, bo ja nie mam czasu się wylegiwać, bo muszę latać i przynosić Miśkowi kawkę i piwo ;D
A tak całkiem serio - hamak okupuję wieczorami, gdy wyprowadzam Bośka na spacer. Tylko wtedy muszę się pilnować, żeby w nim nie zasnąć.

Niedzielny grill przeciągnął się do wieczora. To już chyba tradycja tego miejsca, że po zmroku wypływają różne dziwne wyznania ;D


A wracając do serniko-brownie... Receptura perfekto, ale muszę popracować nad prezentacją:
ciacho.jpg
 

insomniaa
 
"You got a fast car
I want a ticket to anywhere
Maybe we can make a deal
Maybe together we can get somewhere
Any place is better
Starting from zero got nothing to lose
Maybe we'll make something
Me, myself I got nothing to prove"
(Tracy Chapman - "Fast car")


US Car Convention w Dreźnie zaliczone! ^^

Mieliśmy szczęście, bo akurat trafiliśmy na paradę aut i mogliśmy je wszystkie obejrzeć, oszczędzając przy tym parę € na bilecie wstępu.

Misiek zrobił mnóstwo zdjęć, a fotografował mniej więcej do połowy parady. Z tego ogromu wybrałam moim zdaniem najciekawsze:
DSC_0584.JPG

DSC_0589.JPG

DSC_0590.JPG

DSC_0597.JPG

DSC_0609.JPG

DSC_0612.JPG

DSC_0630.JPG

DSC_0632.JPG

DSC_0637.JPG

DSC_0638.JPG

DSC_0639.JPG

DSC_0640.JPG

DSC_0642.JPG

Zaoszczędzone euraki przelaliśmy na procent w bardzo przyjemnej restauracji z pięknym ogródkiem.

Później wybraliśmy się na spacer po rynku. Zatrzymaliśmy się w restauracji Kutscherschaenke - pyszne jedzonko, miła obsługa i przyzwoite ceny.
Po obiedzie chwila rozpusty dla podniebienia i dla portfela w Camondas Schokoladen-Kontor. Miejsce idealne dla smakoszy pralinek. Ceny bolą, ale było warto. A pralinka pistacjowa to chyba najpyszniejsze co w życiu jadłam, normalnie ooorgazm! ^^

Drezno ma swój urok. Lubię to miasto, bo kojarzy mi się z miłymi chwilami spędzonymi w gronie fajnych ludzi.
Chciałabym tam wrócić jeszcze nie raz. Mam nadzieję, że w tym samym składzie.
 

insomniaa
 
Dzień dobry, że tak pozwolę sobie skłamać.
Klątwa poniedziałku dopadła i mnie. Musiałam wstać o 8 nad ranem i teraz chodzę nieprzytomna.

Weekend był ciężki. Dostaliśmy nieźle po dupie, więc w sobotę po pracy trzeba było się odstresować. Spontaniczna integracja, pierwszy (ale chyba nie ostatni) raz w takim składzie.

W niedzielę przed pracą poszliśmy na lody tajskie.
Truskawka + mango = orgazmiczne połączenie! ^^
lody.jpg


Po weekendzie wróciłam do domu, a tam niespodzianka:
borysek.jpg
Wyjechałam na dwa dni, a rodzice już sobie sprowadzili nowego lokatora. Proszę państwa, oto Borys. Gryzie w stopy, mruczy jak niedźwiedź i doprowadza kota do kurwicy (muszę kotu nerwomix kupić xD).

_________________________________________________________
Zawsze wszyscy powtarzali mi: "nie ruszaj gówna, bo śmierdzi". A ja z uporem maniaka grzebałam kijem w kupie, bo przecież kij z kupą był w dzieciństwie bronią wysokiego rażenia. Szkoda, że w dorosłym życiu to tak nie działa.

Pewna mądra kobitka wrzuciła ostatnio na FB takie słowa:

“Uśmiechnij się mimo wszystko. To najbardziej wkurza ludzi, którzy życzą ci źle.”


I to jest moje motto ;)

Fuck off & have a nice day! :D
 

insomniaa
 
"Bo jesteś ty. Znów przy mnie budzisz się
Bo jesteś ty i wciąż czuję, że...
Bo jesteś ty, cóż więcej mógłbym chcieć?
Bo jesteś tu i proszę zostań już (...)
Bo jesteś ty, zaczynasz ze mną dzień
Bo jesteś wciąż, gdy zaczyna się noc
Już wszystko mam. Cóż więcej mógłbym chcieć?
Bo jesteś tu i zawsze tu bądź"
(Krzysztof Krawczyk - "Bo jesteś ty")

[Piosenka z przesłaniem do Ciebie. Kocham zasypiać wtulając się w Ciebie i kocham budzić się obok Ciebie. Nie ważne jak mija dzień, liczy się tylko to, by zasnąć w Twoich ramionach. Nie potrzeba mi niczego więcej. Bo jesteś Ty ;* )


W sobotę po pracy zjechaliśmy z Miśkiem na Wylęgarnię Smoków. Zaliczyliśmy nocne manewry przy piwie z Bratem, jak za starych dobrych czasów. Były dobre rozkminy i analizy psychologiczne pokurwionych ludzi.

W niedzielę mój Miś musiał pojechać na misję, a ja kręciłam się po domu w oczekiwaniu aż wróci i nie wiedziałam co ze sobą zrobić.

Po południu chcieliśmy zrobić grilla, ale deszcz pogonił nas do domu.

Wieczorem pojechaliśmy z Bratem i Bratową na Bagdad na koncert Krzysztofa Krawczyka i Edyty Górniak. (Andromeda Bagdad! xD)
Krawczyk z playbacku to może nie był szczyt moich marzeń, ale publika bawiła się przednio. Te wszystkie gimby śpiewające "Chciałem być marynarzem" ;D No i kolega machający palmą (chyba ryżu za dużo posypali xD).
Później Edyta Górniak opalona jak dwóch murzynów na raz, odziana w szlafrok. A cała oprawa - stroboskopy i bas łamiący żebra. Tymczasem z tyłu jakaś marudna baba drąca pizdę. No słabo.

Za to my bawiliśmy się zajebiście, najlepiej w przerwie między koncertami, gdy śmieszkowaliśmy pod sceną:
<na scenę wychodzi postawny brodaty facet z latarką czołówką>
-A to chyba górnik prosto z kopalni.
-Jaaa, chopie, ja prosto z gruby dupia, a nie z dansingu! ;D
A propos kopalni...:
-Ten Kammeleon nawet ubrać się nie potrafi, w czarnym dresie przyjechał.
-Bo on się przebrał za węgiel! ;D

W drodze powrotnej "kolumbijski kebab", czyli live stream z busa Krzysztofa Krawczyka xD

Wniosek z imprezy: nie ważne gdzie, nie ważne jaka muzyka, najważniejsze z jaką ekipą! Z tymi ludźmi to ja mogę jechać nawet na koniec świata na mongolski balet ;D


W psychiatryku razem z K. wprowadzamy M. w stan psychozy łażąc za nim i śpiewając:
"Zbuduję Ci dom,
będziesz miała schron,
taki szaaałas na hałaaas.
I zasadzę brzozę tuż za rogiem,
żebyś latem miała cień.
Zawiozę do szkoły,
każde z naszych dwudziestu pięciu dzieci"
:D

Wieczorem załatwianie ciemnych interesów ;D

A późnym wieczorem prawie dwie godziny ploteczek przez telefon z A. (stąd właśnie ta obsuwa na blogu).


Miałam napisać coś jeszcze, ale po pierwsze nie mam już czasu, a po drugie za dużo słów i lepiej zrobić z tego materiał na kolejny wpis (prywatny?)

Czas pokaże... Czas, który z każdą sekundą przynosi mi nowy materiał na bloga... Ech, trzeba w końcu się wyspać.
good night & good luck
Ins.
 

insomniaa
 
"Na parkiet wbijamy na pełnym lansie,
Do góry skakamy, to podoba nam się
W jej oczach już widzę dwa złote lampiony,
Wyczuła już we mnie grube miliony."
(Łobuzy - "Ona czuje we mnie piniądz")


Byłam wczoraj z moim Łobuzem na koncercie disco polo ;*
Wypiliśmy piwko, trochę się pobujaliśmy i szybko zwinęliśmy się do domu. Jakoś tak nudno było... Ciekawe czemu?
Tekst wieczoru: "-Brakuje mi tu tego przygłupa" ;D

Wstyd się przyznać, ale najebałam się dwoma piwami... Trenera nie ma dopiero tydzień, a mi już kondycja spada ;P

Służbowo sobota była kurewsko przejebana... Gestapo robi więcej szkody niż pożytku, a klienci są tacy, że co drugi kwalifikuje się pod prysznic do Auschwitz. W tym całym burdelu trzeba się skupić na tym, żeby się całkiem nie rozsypać. Dlatego próbuję wmawiać sobie, że jestem cyborgiem i zniosę wszystko. Ale ileż można...
Jeśli tak ma wyglądać każda sobota, to spierdalam stąd, bo z wypłaty nie wyrobię na nerwomix -.-

Tak wgl w tydzień schudłam chyba z 5 kg. Dieta cud: stres i papierosy.

Jutro trzeba się odstresować, więc uciekam do lasu wylęgarniano-smoczanego. Poza zasięgiem, poza światem, z dala od całego tego kurestwa.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Pewne kawałki tej układanki powoli zaczynają się składać w jakąś (niekoniecznie logiczną) całość.

Życie to nie klocki lego, że każdy do każdego pasuje. Mam wrażenie, że to raczej jenga - wyciągasz klocki i czekasz kiedy to wszystko jebnie...
_________________________________________________________
Odwiecznym problemem z moim blogiem jest to, że każdy interpretuje go na swój sposób. Ci, do których skierowane są wpisy, nie odczytują tych sugestii. Za to niektórzy doszukują się odniesień do własnej osoby tam, gdzie ich nie ma.

“Nie każdy potrafi czytać puste kartki książki i słuchać ciszy. Z tym trzeba się po prostu urodzić”



I to niby ja mam dar? Nieee... Ty masz, bo potrafisz czytać między wierszami.


PS: Do tańca i do różańca? Hmm... Jak coś jest do wszystkiego to znaczy, że jest do niczego. Od zawsze myślę o sobie w ten sposób...
 

insomniaa
 
"We give dem it hard, we give dem it strong
We give dem it rough, we give dem it long
We give dem it right and never yet wrong
Sweeter the victory, the hotter the battle
The bigger the cover the fatter the bottle
The place haffi rattle, a my tabernacle dis
Rudeboy bass, mash up da place!"
(Skrillex feat. Damian Marley - "Make it bun dem")


W sobotę po pracy pojechałam na Marleyki. W Qltur Kombinacie jak zwykle było pełno znajomych mordeczek. Impreza zajebista, zresztą jak wszystkie w tym miejscu i z tymi ludźmi.
Piękna kombinacja: Blizna Terror, Kosmos Mega Sound System, Cheeba i mój ulubiony duszpasterz Joint Venture Sound System.
Pobujaliśmy się w rytmie reggae. Uwielbiam tańczyć z moim Miśkiem do takiej muzyki <3 Było gorrrąco ^^

Za to w niedzielę odpoczywaliśmy - pojechałam z Misiołkiem, Bratem i Bratową na plażing na Blaue Lagune. Później dotarli do nas K., I. i J.
Ledwo zaczęłam sezon bikini a już zjarałam sobie plecy. Brawo ja.

Po plażingu pojechaliśmy do Stadtparku na grilla.

Wieczorem zjazd na Wylęgarnię Smoków.

A jutro po pracy będzie randkaaaa!
Trzeba dokończyć niedokończone (You know what I mean ^^)

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nasłuchałam się trochę wczoraj i dzisiaj. Że jestem naiwna, wierzę w bajki, daję sobą manipulować i "ciągnę gówno przez morze".

Mój wybór. Nie wasz problem.
Nie chcę być kolejną pozycją na liście osób, które przekreśliły wszystko grubą kreską.

W waszych oczach mogę być naiwną idiotką.
Dla mnie ważne jest to, w czyich oczach widzę prawdę.
 

insomniaa
 
Insomniaa melduje się w wylęgarniano-smoczanym centrum dowodzenia!
Jestem, bo już mi Bąbel rył beret, że zawodzę fanów. No ale majówka w tym roku była konkretna.

Przez te kilka dni uświadomiłam sobie, że "aktywny wypoczynek" to oksymoron, bo miałam wypocząć, a zamiast tego jestem totalnie zdewastowana i w dodatku chora.

No ale zacznijmy od początku...

Tuż przed majówką zjechaliśmy z Miśkiem na Wylęgarnię Smoków.
Pierwszego maja wybraliśmy się na wycieczkę z ZGK, tym razem o dziwo nie w tematyce koncertowej. Pojechaliśmy na Zamek Czocha na Festiwal Kuchni Historycznej. Były pajdy ze smalcem, kwas chlebowy, kiszone śledzie, "kutasiki", herbata z samowara i solianka. Mam też pomysły na nowe nalewki: chrzanową, pokrzywową i z kwiatów liliowca.
31934715_2107013822876318_6711201513160572928_n.jpg

Jakoś ten festiwal niespecjalnie mnie zaskoczył, bo interesuję się dziką kuchnią i etnobotaniką, więc dla mnie to żadna nowość.
Największy minus imprezy: ludzi od chuja i korki długie jak tasiemiec w psiej dupie ;/
Po wizycie na zamku pojechaliśmy do restauracji Złoty Sen na obiad i chillout. Mieliśmy iść jeszcze na spacer na zaporę, ale już nie mieliśmy siły.

Zauroczyła mnie P., córka znajomych Misia. Mądra, rezolutna nastolatka, lubiąca czarny humor. Normalnie jakbym widziała siebie 10 lat temu.
P: -<pokazuje zdjęcia przy obiedzie> A tu jest zdechła sarna!
ja: -<do Misia> Misiu, ja chcę taką córkę! <3


W środę przerwa w majówkowaniu, bo trzeba było wrócić do psychiatryka.

Trzeciego już tradycyjnie 3-majówka we Wrocku. Pojechaliśmy wesołym busem z ZGK, a w busie śmieszki z fotek w kiblu we Frydlandzie, "Bogurodzica" i "Malarz maluje, z pędzla mu kapie" ;D
Na pergoli w tumanach kurzu skakaliśmy przy Dubioza Kolektiv, a później śpiewaliśmy piosenki Kultu. To moja druga majówka z Kultem, więc już wiem, żeby przy "Baranku" nie pchać się pod scenę ;D
31968035_2109690469275320_5281219691287674880_n.jpg

Po koncercie trasa z Zgc na Wylęgarnię z moim ulubionym kierowcą, a po drodze jak zwykle gawęda.

W piątek rano szybkie przepakowanie gratów i jazda do pracy. We wrocku zaczęło mnie łapać przeziębienie, więc w piątek już skrzypiałam.
Wchodzę do pracy, a tam:
-Gardło mnie boli.
-Ciekawe od czego ;D
-Uprzedzając twoje głupie domysły: nie obtarłam ;D

Miałam sobie odpuścić piątkowy koncert After Party, ale powiedziałam sobie, że jednak pójdę choćbym miała zdechnąć i namówiłam dwóch marudów na kulturalne wyjście do Plazy. (Tym razem kulturalne, bo już 18-go na Łobuzach będzie "Who let the dogs out" xD).
Pośpiewałam pod sceną, potańczyłam z Miśkiem, pograliśmy w bilard przy czym rozbiłam kufel piwa.
Łach wieczoru: kolega w czarnych mokasynach ze złotym kutasikiem xD

W sobotę za to zrobiliśmy nocne manewry: najpierw wycieczka na Bagdad na kopalniany punkt widokowy, później Landeskrone. Atrakcją wieczoru był szop ;D

Tymczasem w psychiatryku zajazd: w środę dycha, w sobotę dycha, w niedzielę dycha, aż ja sama ledwo dycham.
Oprócz tego dwaj mistrzowie przypału (jeden lepszy od drugiego), grzechotnik, robaki i rozmowy o dupie ;D
A propos dupy... "5 zł do skarbonki" ;D
-Ty jesteś zboczona! Gdzie ty się patrzysz?!
-To nie ja dupę wystawiam! ;D
(Kiedyś na serio wrzucę te 5 zł xD)

Była jeszcze dyskusja o łatwym zarobku. Wiecie jak facet może dobrze zarobić i jeszcze poruchać? Albo wystawić się na roksie, albo zostać gwiazdą disco polo xD

Dzisiejszy łach wieczoru: tępa pizda, która maluje sobie brwi markerem permamentnym. Tylko zauważ, głupia pizdo, że mózg to nie brwi - nie masz, nie domalujesz.

Hasło na fajrant: "zło pierdolnie z nienacka".
No i pierdolnęło... ;D


Uff... Teraz trzeba się zregenerować, bo na weekend będziemy się degenerować - jedziemy na Marleyki do QK! I to w bardzo zacnym składzie.


PS: ja też lubię te pogaduchy ;)
 

insomniaa
 
"Szósty dzień tygodnia, ja rozpalony jak pochodnia.
DJ napierdala, od koksu cała biała sala.
Nosy ujebane i towarzystwo rozbujane.
Przejebane będzie jak faza po sobocie zejdzie"
(Cypis - "6 dzień tygodnia")

[piosenka przewodnia mało ambitna, tak samo jak moje podejście do bloga o poranku, także tego...]


"Sobota - chuj nie robota" jak mówi starożytne tureckie przysłowie. Służbowo minęła pod znakiem "bajlando", kasku z wiodra i przy akompaniamencie playlisty składanej z zupełnie nie pasujących do siebie gatunków.

A po pracy...
Jebać plany - najlepsze są spontany!
Spontanicznie wybrałam się do Plazy z dwoma przystojniakami: jednym najmojszym ;* a drugi to ten co ma branie zwłaszcza u oszczędnie atrakcyjnych przedstawicielek płci umownie pięknej ;D

Wypite, pośmieszkowane, potańcowane, no i nawet trochę pograne, ale musimy się częściej umawiać na bilard.
Uwielbiam imprezy z tymi czubkami <3
Tylko jakoś na parkiecie nie potrafię się wyluzować...

W drodze powrotnej "śledzenie węża" i:
-Puściłaś mnie!
-Ważne żebyś ty się nie puszczał.
-Puściłaś mnie i się teraz przewrócę!

Spać poszłam o 4.
Nie wyspałam się, bo o 11 nad ranem pod oknami kaszojady darły pizde. Nigdy nie ma pedofila wtedy kiedy jest potrzebny -_-

Ech, zaraz trzeba zgarnąć swoje zwłoki do pracy.
Przejebane będzie, jak faza po sobocie zejdzie ;D
Niektórych podobno jeszcze trzyma ;D
Ale prędko nie zejdzie, bo organizm całkowicie pozbywa się alkoholu po 21 dniach, czyli w naszym przypadku nigdy ;D
 

samosiejka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
.Edith.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

insomniaa
 
"Jesteś taka jak ja, lubisz to lubisz
Troszkę pomarudzisz, później jest jak jest
A ja tak jak ty, lubię to lubię
Może trochę się gubię
Taki jestem wiesz"
(Power Play - "Lubisz to lubisz")


Piątek - wiadomo, weekendu początek, a nasz weekend zaczął się zajebiście.
Impreza w Plazie była mega, a spędziłam ją w towarzystwie trzech przystojniaków i moich dupeczek z D.City.

Przed koncertem był biforek u Misia.
"Piję whisky z colą na dobry początek i dzwonią telefony jak co piątek" ;D

Pierwszy łach wieczoru: skarpetki do sandałów (i to nie był tej nocy jedyny dowód na brak gustu Endrju xD).

Na koncercie Power Play wytańcowaliśmy się w rytmie disco polo. Cieszę się, że Misio tak się wyluzował, bo myślałam, że ten koncert będzie dla Niego męczarnią. Pozytywnie mnie zaskoczył swoim podejściem. Kochany jest, że tak się dla mnie poświęca <3
Niezaprzeczalnym mistrzem parkietu i bogiem densfloru oczywiście był M., który wymachiwał wszystkimi członkami jakimi go Bóg obdarzył tracąc przy tym poczucie rytmu i resztki godności ;D Uwielbiam tego czubka ;D

Na fajce dobra reklama: "trójnóg" ;D

Przy wejściu stało trzech koksików z nóżkami jak bociany. Gadali coś o Qczaju (moim motywacyjnym guru).
bociany: -Koleżanka zna Qczaja?
ja: -Pewnie, że znam!
-A ćwiczysz z nim?
-Nie, bo mi się nie chce.
-Koleżanka ma taką figurę, że nie musi.
M.: -<zmierzywszy mnie od stóp do głów> Mhmmm ;D


Btw trochę szok, że metalówa chodzi na disco, c'nie? ;D
No ale lubię czasem pokręcić tyłkiem przy mniej ambitnej muzyce.
A gdy po koncercie zabrzmiało "Low" Flo Ridy, to już się zaczął taniec godowy xD
("Nie widzi, nie widzi... o... paczy")
Faaajnie było ^^

Dzisiaj poranek na Turnaua:

“Konieczność istnienia ciężka jest do zniesienia”


Tymczasem na msg czekała już traumatyczna fotorelacja ;D

A w pracy trzy zwłoki i Despacito ("czuję się jak ta deska zgnito")

Byle do maja - najpierw koncert Afterparty, a dwa tygodnie później Łobuzy. Pomiędzy jeszcze bardziej kulturalne wypady: 3-majówka we Wro i Marleyki w QK.


Dobra, trzeba kończyć wpis i wreszcie się wyspać, bo jutro o 9 jadę z łobuzami w trasę. Cel: DAG Christianstadt i Rakotzbrucke w Kromlau.
Jadą świry jadą! ;D
 

insomniaa
 
Właśnie przed chwilą zakończył się największy melanż na Wylęgarni Smoków. Prawdziwy Projekt X - jeszcze tydzień temu myśleliśmy, że posiedzimy przy grillu we troje, a koniec końców nazbierało się 13 osób.

Niektórzy już wczoraj mieli biforek przed grillem, jedni "włajaż włajaż" do świtu w Plazie, inni poszukując wiadra na mieście xD
Chociaż w sumie rozgrzewka była już w psychiatryku ("Idź dopij się żulu" ;D)

Wczoraj po pracy Miś jechał do mnie i śmieszkowaliśmy z ludźmi pracy na przystanku pod C4 (kury śpiewające "Despacito" xD)

Spałam z telefonem pod poduszką, bo o 8 miała być telefoniczna pobudka, ale zamiast tego budziły mnie co chwile relacje z "włajaży" ;D

Grill zaczął się z dosyć dużą obsuwą i tylko siedząc na podwórku wypatrywaliśmy samochodów śpiewając "Jadą, jadą na zabawe" ;D
Impreza była zajebista! Dobre melo z najlepszą ekipą.
Była degustacja przetworów z szafy, muzyka z głośnika, głupawki i ciekawe dyskusje.
No i "wódka, koksy..." a reszte sobie sami dodajcie ;P

Paaadam na ryjek, zresztą pewnie nie tylko ja.
Uciekam więc.

Na koniec chciałabym jeszcze tylko podziękować wszystkim moim najukochańszym Mordeczkom ;*
I do następnego! ;)
 

insomniaa
 
"To regeneracja radości
Z głośników płynie no stress
Uwolnimy w tobie co najlepsze
Poczuj luz
Co nie zabije - wzmocni
Ty wiesz, oddychamy tym samym powietrzem
Więc odkrywaj, przeżywaj
By móc wspominać każdą z pięknych chwil
Poczuj luz
Czas nie odpoczywa
Więc Viva Ventura
W górę zaciśnięta pięść"
(Kamil Bednarek - "Poczuj luz")


To był intensywny weekend ;D

W sobotę po pracy poszłam z M. i A. do Afirmacji, gdzie czekał już Misiaczek z ekipą ZGK. Chillowaliśmy przy piwku i muzyce z winyli. To miał być biforek przed niedzielnym koncertem. Chociaż przed tym biforkiem też był biforek - picie ciepłej orzechówki pod sexshopem, ale za to w miłym towarzystwie ;D

W niedziele w południe bujaliśmy się z Miśkiem i M. rowerami po Goerlitz. Chłopaki chcieli jechać na Berzdorf, ale z moją kondycją umierałam już na Volksbadzie. Pojechaliśmy więc najpierw na punkt widokowy przy wiadukcie:
30530496_2067478476601664_1165051102136107008_o.jpg

A potem na Weinberg, gdzie zwiedziliśmy Weinberghaus
30442532_2094929857418048_182870481873928192_o.jpg

30515964_2067479089934936_1061015226016595968_n.jpg

30515866_2067477189935126_2974768265596764160_o.jpg

30530591_2067478673268311_5604613050591084544_n.jpg

Później chcieliśmy się dostać do opuszczonej willi, którą chciałam zwiedzić już od dawna, ale okazało się, że zamknięto wszystkie możliwe wejścia.
30441155_2094929847418049_4225952299744231424_o.jpg

30412284_2094929237418110_3990544218832502784_o.jpg

30442646_2067477223268456_5625853192878161920_n.jpg

30411666_2094930177418016_6907659076830756864_o.jpg

Po powrocie na Zgc zgarnął nas Nyga i pojechaliśmy na Berzdorf. Na placu zabaw skakaliśmy jak małpki (to chyba w myśl zasady "jesteś tym co pijesz", po tych orzechowych małpkach xD).
Fajnie było poczuć się jak dziecko, pohasać i choć przez chwilę zapomnieć o wszystkich problemach.
30441310_2067477629935082_1757020749417152512_o.jpg

Zajechaliśmy też na Blaue Lagune, gdzie Misiaczek moczył kopytka w jeziorze (a woda miała 5*C).
30442718_2067477386601773_601890235755790336_o.jpg

Obeszliśmy też sortownię węgla i szukaliśmy sposobu jak dostać się do środka.
30441660_2094928530751514_8883690319023964160_o.jpg

30412250_2094928687418165_6880271075406512128_o.jpg

30443096_2094928484084852_3780771466270736384_o.jpg

30265249_2094928690751498_7583941869889912832_o.jpg

30412037_2094928027418231_1984721472861503488_o.jpg

A na koniec wycieczki weszliśmy na wyciąg kopalniany (fotki z dwunożnego drona dostępne na fb ;D).

W domu szybko zjedliśmy obiad i poszliśmy na koncert reggae.

Na pierwszy ogień Jamaram - mega energetyczna kapela z Niemiec. Zajebiste chłopaki, super muzyka, a kiedy zeszli ze sceny w tłum, to już wgl był kosmos! Dla mnie zdecydowanie to właśnie oni byli gwiazdą wieczoru.

Druga gwiazda - "Kamil Bez-Nerek" xD
Reggae dla gimby, ale można było się troszkę pobujać. Zostałabym nawet do końca, ale mój Miś był już umęczony, więc wolałam iść z Nim do domu.

Wieczorem padłam na ryj i do tej pory wszystko mnie boli. Chyba jestem za stara na takie eskapady xD


Dziękuję wszystkim trzem panom M. za zajebiście spędzony razem czas ;)

“Takie chwile jak te nie zdarzają się zbyt często. Takie chwile jak te to nasze zwycięstwo”

 

insomniaa
 
"I love your eyes, they smile at me
They say don't be afraid
We're heading for what we both need
And I know we ain't too late
Horizon's far and hard to see
But I'm sure we can make it"
(Sunrise Avenue - "Point of no return")


W sobotę po pracy byliśmy z Miśkiem na koncercie punkowym w Qlturkombinacie. To był taki nasz wstęp do świętowania naszej trzeciej rocznicy.
Na imprezie nie zabawiliśmy długo, ale ważne, że zobaczyłam znajome mordeczki. No i uwieczniliśmy z Misiem na zdjęciu nasz dopasowany outfit - flanelowe koszule i metalkutte ;D

Wolna niedziela minęła nam leniwie w łóżku przed telewizorem, z przerwą na gotowanie chińszczyzny. Mieliśmy jechać na tripa z Syneczkiem, ale stracilibyśmy cały dzień w trasie.

Potrzebowaliśmy tego dnia tylko dla siebie. Dużo się ostatnio działo i skupialiśmy się na innych sprawach, zamiast na sobie. W tą niedzielę wszystko nadrobiliśmy.

__________________________________________________________
To już trzy lata... Od trzech lat jestem dziewczyną najcudowniejszego mężczyzny na świecie, a od półtora miesiąca jestem Jego narzeczoną <3

Nigdy nie przypuszczałam, że spotkam na swojej drodze kogoś tak wspaniałego. Nigdy nie myślałam, że będę tak niewyobrażalnie szczęśliwa.

Tego uczucia nie potrafię opisać słowami. W jednej osobie mieści się cały mój świat, wszystko czego pragnę i czego szukałam całe życie.

Pamiętam te nasze nieśmiałe początki. Dobrze, że wtedy byłam taka zawzięta. Prawdziwe szczęście docenia się wtedy, gdy spojrzy się wstecz i jeszcze raz odczuje minione chwile. Nasze nocne pogaduchy, pierwsza randka i pierwszy pocałunek na który tak długo czekałam, wspólne słuchanie reggae, spacery po Goerlitz, aż do tego dnia, kiedy pierwszy raz powiedział "Kocham Cię".

Jesteśmy dla siebie stworzeni. Pasujemy do siebie idealnie. Jeśli się nad tym zastanowić, mieliśmy wielkie szczęście, że się w ogóle odnaleźliśmy.

Kocham Go najmocniej na świecie i będę kochać do końca życia ;*
I mam nadzieję, że On tak długo ze mną wytrzyma ;D

"Cause if you love somebody like me
Can only mean that you're crazy
Just as crazy as me and
That's why I love you baby
I'm not a superman and
I ain't got no masterplan
Let's just take is all as it goes
Cause if you love somebody like me
You gotta be crazy"
(Sunrise Avenue - "Somebody like me")
 

insomniaa
 
"Schöner Tag, Walkman auf!
Dunkler Sound - Underground
Mach heut' meine Kutte schick
Hör grad mein' Black Metal-Mix
Nun sind alle Patches da
Lieblingsbands völlig klar"
(Romano - "Metalkutte")


Sobota w pracy minęła spokojnie. Spodziewaliśmy się większego szału przed wolną niedzielą.

Służbowy Dzień Mężczyzn uczciłam wręczając chłopakom pijącym po browarku a niepijącym czekoladę ;D

Złożona w piątkowy wieczór "Tablica Lambadajewa" trafiła w ręce jubilata i wywołała niemałe zaskoczenie.


Mój Pyszczek natomiast dostał na Dzień Mężczyzny prezent zdziełany osobiście własnoręcznie przeze mnie. Była to punkowa kamizelka, z którą męczyłam się pół środy i szyłam ręcznie, bo padła mi maszyna.
Misio był zachwycony i zaliczył nawet pierwsze oficjalne wyjście w kamizelce.

Swoją też przy okazji odpicowałam, ale ja w niej wyglądam raczej jak emo z gimbazy xD
29133126_2034592139890298_8795538473210609664_n.jpg

29133934_2034592233223622_2520916073541271552_n.jpg

W sobotę po pracy poszliśmy z ZGK na koncert do Basty. Założyłam mhroczny outfit (jak stwierdził Bąbel: "wyższy level mroczności, ciemno w chuj" xD), dla znajomych do wglądu na insta.
Muzyka w moim klimacie, trochę potańcowałam, ogólnie impreza udana.
Cabaret Grey - świetne wizualizacje na ekranie i wokalistka tańcząca jak w transie.
Dark Side Eons - mega energia, pierdolnięcie i zajebisty wokal.

Zresztą sprawdźcie sami:

 

insomniaa
 

W czwartek pojechałam z Miśkiem i ekipą ZGK do Pragi na koncert Dropkick Murphys. To była moja pierwsza wizyta w Pradze i pierwszy koncert Dropkicków, ale mam nadzieję, że i jedno i drugie kiedyś się powtórzy.

Koncert był świetny. Zajebisty klimat, mega pozytywna energia. No i genialna kapela, która mnie urzekła już jakiś czas temu, kiedy Miś w pracy puścił mi "Rose Tattoo".
Jedyny minus imprezy - za dużo ludzi! Nie lubię tłumów, duże skupiska ludzkie mnie przerażają. Wolę jednak kameralne koncerty.

Po koncercie pojechaliśmy na Most Karola. Praga jest przepiękna, a widok z mostu na Hradczany - coś niesamowitego!

Gdy tak spacerowaliśmy mostem, Miś nagle się zatrzymał i powiedział:
-Tak to miało być, żebyś była właśnie teraz, właśnie tu...
Wyciągnął z kieszeni pudełeczko, uklęknął na kolano i zapytał:
-Słońce, czy zostaniesz moją żoną?
TAK! TAK! OCZYWIŚCIE ŻE TAK!
lovelovelove.jpg

Piękniej nie mogłam sobie tego wymarzyć. Nie spodziewałam się, że taki będzie finał tego wieczoru. A wszystko to przy akompaniamencie trąbek orkiestry dętej ZGK ;D

loveofmylife.jpg

Nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć, mimo że pierścionek błyszczy na moim palcu, a fejsbuk rozgrzewa się do czerwoności od gratulacji.
Po powrocie do domu nie mogłam zasnąć. Gdy rano się obudziłam, pomyślałam, że to był tylko sen. Ale nie - na szafce leżał pierścionek, a w łóżku obok mnie leżał mój Narzeczony (jak pięknie to brzmi!).

Spełniło się jedno z moich marzeń. Jakie jest kolejne? Zostać panią T. ;*
Ale wszystko w swoim czasie...


You'll never walk alone.
I'll walk with you, hand in hand, forever, 'til the end of time
:*


PS: znacie to uczucie, gdy przez cały dzień jakaś piosenka natrętnie gra wam w głowie i nie możecie się jej pozbyć? W czwartek chodziła za mną rosyjska wersja piosenki Eda Sheerana - "Perfect" w wykonaniu Klavej Koki. Może to był jakiś podświadomy znak?
"Танцуем в темноте, я в твоих руках.
Босыми на траве, слушая наш любимый трек.
Я была растрепана, но ты мне тихо прошептал.
Этой ночью ты просто безупречная"
Pokaż wszystkie (4) ›
 

insomniaa
 
"Za ten nowy rok
I za szanse które mam
Na wyciągniecie dłoni
Już zawczasu chce podziękować
Jak się da
Jak się da"
(Sound'n'Grace - "Idealnie")


Insomniaa wita Was po raz pierwszy w nowym roku!!!
Poprzedni skończył się intensywnie, a obecny zaczął się też całkiem fajnie.

W przeddzień Sylwestra byłam z Miśkiem na koncercie w KULTurBAUEREI. Gwiazda wieczoru - Yellow Cap jakoś niezbyt w moim klimacie, ale rockabilly na supporcie mnie urzekło ^^
Ważne, że zaliczyliśmy rozgrzewkę przed Sylwestrem.

W niedzielę w pracy też były tańce, ale już nie w moim wykonaniu. Lambadajew i te klimaty xD

Imprezę Sylwestrową spędziłam z moim Misiołkiem i jego ekipą. Gorąca atmosfera dosłownie i w przenośni, wspaniali ludzie z sercem na dłoni (którym z tego miejsca dziękuję i wysyłam całusy ;* ), rozkminy na balkonie przy papierosach, dzikie tańce, no i przepyszny barszczyk!
Gdy Miś realizował się jako DJ ja przejęłam jego rolę fotografa (kurde, spodobał mi się ten Nikon ^^).
Do domu dotarliśmy koło czwartej.

Trzy postanowienia noworoczne wynikające z imprezy:
1. zwęzić gumkę w petticoatcie, bo mi spada w tańcu
2. z rajstop nosić tylko kabaretki, bo jak się porwą na dupie to przynajmniej oczka nie lecą ;D
3. nigdy więcej nie przyklejać tipsów!

Nowy Rok spędziłam z Misiem głównie na wylegiwaniu się. Dostałam nawet kawę i śniadanko do łóżka. Heh, nic nowego, mój Skarb często mnie tak rozpieszcza ;*

Późnym popołudniem Bąbel podwiózł mnie do domu. Łaziliśmy po ciemacku po Wylęgarni Smoków i rozkminialiśmy życie ;D

A teraz zabieram się za podsumowanie minionego roku. Mam nadzieję, że wyrobię się z tym jak najszybciej.
 

insomniaa
 

Blog przez tydzień zarastał kurzem (czym pewnie zasmuciłam moich stałych Czytaczy, za co serdecznie przepraszam ;* ).
To wszystko wina listy przedświątecznych zadań, a owa lista jest długa jak tasiemiec w psiej dupie ;/ Dedlajny mie goniooo!
W dodatku czas zabierają mi też treningi oraz wieczorne odmóżdżające rozkminy xD
(W dzień ćwiczę szóstkę Weidera, a nocą siódemkę Alzheimera xD).


Żeby życie miało smaczek, raz praca, raz praca.
Zeszły weekend w pracy był hardcorowy ;D
Najlepsze słowo weekendu: "spierdalaj" xD
Najlepszy pojazd weekendu: "goła dupa na twarz i mokry chuj na spocone plecy" xDDD
Ci ludzie mnie uwsteczniają intelektualnie, srsly.


Na Ądżejki pojechałam do Qlturkombinatu. Za mało się wytańczyłam, bo Misiek ciągle biegał z aparatem. Zresztą "Jozin z Bazin" w wersji dub jakoś mnie do tańca nie porywa. Impreza muzycznie raczej na minus, za to towarzysko jak najbardziej na plus. Jednak jedyny słuszny soundsystem to Joint Venture i tylko u Makena nogi same rwą mi się do tańca.


Mikołajki miałam słodkie, bo spędzone z moim Misiołajem, który rozpieszcza mnie słodyczami i skarpetkami w jelonie ^^
Jak On mnie dobrze zna! Mój Najkochańszy! <3
Ja chyba też trafiłam z paczuszką w Jego gust.


Reszta dnia była bardzo pracowita.
Udało mi się odhaczyć kilka zadań z listy.
M.in. upiekłam pierniczki (klasyczne, pomarańczowe i czekoladowe).
I z tym słodkim akcentem Was zostawiam ;)
pierniczki.jpg
  • awatar kataszek: Świetne pierniki, te czekoladowe to tylko kakao
  • awatar gość: Sloł lajf jest odrzucające. Nie wiem czemu, ale tak to odbieram. Nawet nie jako lenistwo, ale jako totalne odrzucenie. Masz żyć tak, jakbyś miał na to tylko jeden dzień. Jeśli żyjesz inaczej, dajesz przekaz śmierci.
  • awatar Insomniaa: @gość: dla mnie slołlajf to raczej takie cieszenie się życiem bez żadnej presji. Wszyscy gdzieś zapierdalają, gonią za karierą, pieniędzmi. Ja chcę być poza tym wyścigiem szczurów. Tym jest mój slołlajf - ostoją, gdzie czas wolniej płynie.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

insomniaa
 
W piątek po pracy pojechałam do Qlturkombinatu na koncert ska.
Ominęło mnie Jet-8, ale zdążyłam na Zero Talent.
Ta kapela robi niezły rozpierdol! Szał na scenie, szał pod sceną, potańczone, poSKAkane.

Niby to nie moje klimaty, ale skakałam razem z moim Miśkiem, mimo iż po pracy bolały mnie kopytka. Ćwiekowane botki przeszły chrzest bojowy ;D

Coraz bardziej zaczynam się przekonywać do Ska. Kupiłam nawet koszulkę zespołu. To był mój pierwszy, ale mam nadzieję nie ostatni, koncert Zero Talent.



Lubię takie imprezy, kiedy widzę te wszystkie znajome mordki. Kiedy wszyscy witają mnie uśmiechem i tulaskami.
Tutaj czuję się jak wśród swoich :)
 

insomniaa
 
"'Cause this is thriller
Thriller night
And no one’s gonna save you
From the beast about to strike
You know it’s thriller
Thriller night
You’re fighting for your life
Inside a killer thriller tonight, yeah
Ahahahahahahahaha
I'm gonna bring it tonight"
(Michael Jackson - "Thriller")


Tuż przed planowanym Halloween nastąpiła jakaś czarna seria niefortunnych zdarzeń - najpierw przez pewien nieszczęśliwy wypadek odpadła nam większość halloweenowej ekipy, później M. zrobił sobie kuku i poszedł na "el quatro", a tuż przed imprezą zdechł miśkowy czarny kot i musieliśmy mu urządzić pogrzeb.

Impreza na szczęście się udała!
Biforek zaliczyliśmy w składzie: Hannibal Lecter, Joker, zombie żołnierz radziecki, seksowna sekretarka, trzech przebranych za samych siebie oraz ja jako taka trochę "slutty death" w szatańskich podwiązkach. Nie pomoże bielidło, kiedy baba straszydło xD Założyłam kabaretki i mówiłam, że przebrałam się za szynkę xD.

Na biforku były ciągłe głupawki gdzieś pomiędzy wódeczką, patologiczną playlistą ("Błogosławieni miłosierni", "Uliczny dancer") i filmikami gore-BHP ;D
Seksowna sekretarka, jako że ma największe doświadczenie w malowaniu, zrobiła mhroczny mejkap naszemu Jokerowi:
-Ale zamknij ten ryj jak cię maluję!
-Dooobrze mamooo...

W Nostromo spotkaliśmy grupę znajomych umarlaków i pielęgniarkę. Kilka fotek jest już na fejsbukach, czekam na resztę na oficjalnej stronie klubu.

Gwiazdą imprezy był Joker xD
(Uff, jak dobrze, że w lokalu na podłodze były te liście! xD).
Zapamiętać na przyszłość: na melanże z nim trzeba zabierać knebel i zatykać mu ryjek jak już zaczyna gadać po angielsku o polityce.
A później to już leci: "-Ich liebe German!" a potem "-Ich liebe Sawiecki Sajuz!" xDD

Chociaż w sumie to jego "-Mordeczko, mordeczkooo" było całkiem urocze ^^
No i darcie ryja wychodząc z klubu: "-Ich bin Kaninchen! Playboy Kaninchen!" xD

Uwielbiam tą onkologię! <3

Następne melo to Bad Taste Party.
Mój Misiek już szykuje sandały i skarpety ;D
See you there! ;)
 

 

Kategorie blogów