Wpisy oznaczone tagiem "jakoś" (5)  

lubiedrinyjakmaliny
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

dalekodonieba123
 
To już nie ja.:

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

isiek123
 
Noc była bardzo trudna z tego względu,że spaliśmy na co prawda wygodnej sofie,ale w pozycji prawie siedzącej.Wstaliśmy obolali i z nie chęcią poszliśmy na śniadanie,które przygotował wujek Michał i jego syn Oskar(Oskar był od nas o rok młodszy).
#Noo witam,witam śpiochy.Jak się spało.?-zaczął podśmiewać się z nas wujek.
#Oj,dał byś nam spokój.-powiedziała ciocia siadając przy stole i podparła ręką głowę.
#Wyglądacie jakbyście się wszyscy upili,nie Oskar.?-wujek Michał podszedł do cioci i pocałował ją w czoło.
#Yhym.-rzucił krótko Oskar,speszony obecnością nowych osób.
#Dobra,siadajcie dzieciaki i jedzcie.-powiedziała ciocia i zaczęła robić sobie kanapkę.
#Smacznego wszystkim.-powiedział wujek.
#Dziękujemy i nawzajem-odpowiedzieli wszyscy jednocześnie.
Po skończonym śniadaniu Maks i ja postanowiliśmy się jeszcze przespać,ale już na wygodnym łóżku w pokoju.
Prawie wczołgałam się do pokoju i od razu położyłam się na łóżko.
#Dobranoc misiek.-rzuciłam szybko i przyłożyłam twarz do poduszki.
#Dobranoc,dobranoc.-pocałował mnie w policzek i też położył się spać.
Spaliśmy ze 2 godziny.Wstałam szybciej od Maksa,więc w czasie kiedy on jeszcze spał przebrałam się,pomalowałam i obudziłam go.
#Wstawaj,ile można spać.-usiadłam na niego okrakiem i pochylając się podmuchałam mu we włosy.
Maks powoli otworzył oczy i przeciągając się zapytał o godzinę.
#No już odpowiednia,żeby wstać.-zeszłam z niego i wyjrzałam przez okno.
Po jakiś 30 minutach Maks był gotowy.
#To gdzie idziemy.?-zapytałam stojąc przy drzwiach wyjściowych.
#Jak chcecie to możecie iść z Oskarem na plażę.-zaproponowała ciocia kiedy rozkładała sobie leżak.
#O to dobry pomysł,prawda.?-spojrzałam na Maksa i na Oskara,który właśnie wyszedł z domu i nie wiedział jeszcze o co chodzi.
#No dobry,dobry.-Maks objął mnie w pasie.
#Oskar kochanie Laura i Maks pójdą z tobą.-ciocia Monika uśmiechnęła się do speszonego i wystraszonego Oskara.
#To poczekaj,my tylko pójdziemy po swoje rzeczy.-pobiegłam z Maksem do naszego pokoju,założyłam pod sukienkę strój kąpielowy i zabrałam torebkę.
Na plaży byliśmy po 20 minutach.Rozłożyliśmy ręczniki i pościągaliśmy ubrania.
Kiedy ściągnęłam sukienkę widziałam jak obydwoje patrzyli na mnie zawstydzeni.
#Ty Oskar pewnie codziennie tu bywasz,co.?-zapytałam,żeby przerwać niezręczną ciszę.
#Tak,znaczy nie,znaczy staram się tu przychodzić jak najczęściej.-zaczął się motać i rozglądać po całej plaży.
#Idziemy popływać.?-zaproponował Maks.
#Idźcie,ja się trochę poopalam.-powiedziałam i rozłożyłam się na ręczniku.
Kiedy przewróciłam się na brzuch usłyszałam,że ktoś przyszedł i usiadł na ręczniku obok mnie,to był Oskar.
#Już wróciłeś.?-zapytałam siadając na ręczniku.
#Tak,już mi się nie chce pływać.-powiedział to tak inaczej.Zmienił ton swojego mówienia i teraz nie wydawał się już taki wstydliwy,wręcz przeciwnie.
#A ty nie idziesz pływać.?-zapytał spoglądając na morze.
#Jakoś nie mam ochoty.Ale mam ochotę na loda.Idziesz ze mną.?-spojrzałam na sprzedawcę chodzącego z lodami.Wstałam otrzepałam się z piasku i wyciągnęłam pieniądze.
#Pewnie,ze idę.-on zrobił to samo.
Kupiliśmy sobie po lodzie.Miałam dziwne wrażenie,że Oskar przez cały czas kiedy byliśmy sami przyglądał mi się i siedział coraz bliżej mnie.
Byliśmy na plaży jeszcze 1 godzinę,a potem poszliśmy do domu.
#Muszę się wykąpać.-powiedziałam kiedy byłam sama w pokoju.(Ja z Maksem mieliśmy oddzielną łazienkę)
#Om. . .to może ja pójdę z tobą.-podszedł do mnie,przytulił się zaczął całować mnie po szyi.
#Aaa. . .może innym razem.-powiedziałam i zaczęłam się śmiać kiedy zobaczyłam wyraz jego twarzy.
#No ok.-w tym momencie do pokoju wszedł Oskar.
#Nie chcesz mnie,to nie.Ja sobie posiedzę z Oskarem.-spojrzał na mnie z wyrzutami.Ja tylko przewróciłam oczami,wzięłam czyste rzeczy i poszłam do łazienki.
Kiedy się wykąpałam,wróciłam do pokoju,a Maks poszedł do łazienki po mnie,w tym czasie ja zostałam z Oskarem,który uporczywie nie chciał wyjść z naszego pokoju.
Usiadłam więc obok niego na tapczanie.
#Ładnie wyglądasz.-rzucił arogancko i obejrzał mnie od stóp do głów.
#Dziękuję.-powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
#Laura ,nie będę owijał w bawełnę.Chcę po prostu zobaczyć co masz pod tą ładną sukieneczką.-powiedział i przysunął się do mnie,obejmując mnie przy tym.
Nie wytrzymałam,uderzyłam go w twarz.
#Kocham tylko Maksa rozumiesz.?!I nie daję byle komu gówniarzu.!-wstałam i odsunęłam się od niego.
#Oj maleńka,od razu tam byle komu.Widziałem twoją piękną pupcię iii. . .-podszedł do mnie i wyszeptał mi to do ucha po czym chwycił mnie za pośladki.
#Ty świnio.!-uderzyłam go jeszcze raz i poszłam pod drzwi do łazienki.
#Maksiu wpuść mnie.!Proszę.!-ku mojemu zdziwieniu Maks dość szybko otworzył mi drzwi.Kiedy zobaczyłam go przepasanego tylko ręcznikiem muszę przyznać,że to ja się teraz zawstydziłam.
#Mmm. . .jak ty apetycznie wyglądasz.-weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi na klucz.
#Przepraszam,że nie dałam ci się spokojnie wykąpać,ale no musiałam.
#Nie no co ty,już się wykąpałem,tylko jeszcze się muszę ubrać.
#Pomóc ci może.?-zapytałam chichocząc pod nosem i bawiąc się jego ręcznikiem.
Maks głośno przełknął ślinę.
#Dziękuję kotek,ale poradzę sobie.-spojrzał na mnie z wyrzutami i odsunął się.Dokładnie wiedziałam o co mu chodzi.Nie musiał nic więcej mówić.
#No dobra,jak chcesz.-odwróciłam się do niego tyłem i poczekałam,aż się ubierze.Kiedy był gotowy zeszliśmy na obiad,spakowaliśmy się i czekaliśmy aż przyjedzie po nas tata Maksa.
#Cześć ciociu.-powiedziałam przytulając się do cioci Maksa.
#Cześć młoda,mam nadzieję,że nas jeszcze odwiedzicie.
#Cześć wujek.-zaśmiałam się i przytuliłam wujka Michała na pożegnanie.
#Oskarek chodź,Laura z Maksem zaraz będą jechać.
#Cześć.-powiedziałam wyciągając do niego rękę z kamienną miną.
#Oj chodź tu.-przyciągnął mnie i poklepał po pupie co najwidoczniej zauważył tylko Maks.
#Nienawidzę cię.-wyszeptałam mu do ucha i szybko się od niego odsunęłam.
Maks też się ze wszystkimi pożegnał,kiedy miał wsiadać do samochodu podbiegł do niego Oskar i wyszeptał mu coś do ucha,ale nie wiem co,wiem tylko tyle,że przez to Maks nie odzywał się do mnie przez całą powrotną drogę.
 

panttera
 
Niedziela, 18 grudnia

Siadam na brzegu nie zaścielonego łóżka i biorę na kolana kota. Nerwowo drapię go za uchem, wpatrując się przed siebie. Siedzę w krótkich spodenkach i białym topie. Czuję dreszcz na nagich ramionach. Ilustruję wzrokiem książki od taty, stojące na półce naprzeciwko. Jest ich tak wiele! Zastanawiam się na którą mam dziś ochotę. Może „Dopóki mamy twarze” C.S. Lewisa? Lub coś z kolekcji Alice Kuipers? Wzdycham, stawiam kota na podłodze (który automatycznie wskakuje na parapet) i podchodzę do wysokiego regału, sięgającego pod sam sufit. Staję na brzegu dolnej szafki i sięgam po książkę Emily Giffin, stojącej na najwyższej półce. Dzwoni dzwonek do drzwi. Lekko tracę równowagę i upadam na podłogę. Teraz słychać pukanie. Podciągam kolana pod brodę i rozmasowuję uderzoną nogę. Ponownie rozlega się pukanie, dzwonienie, pukanie i dzwonienie. I tak przez kilka minut na zmianę. Podciągam się i idę lekko kulejąc do drzwi. Nie cierpię mojego życia. Jest tak bardzo trudne.
-Nic ci nie jest? - widzę Chłopaka Z Metra na progu moich drzwi.
-Co? - marszczę czoło.
-Przewróciłaś się?
-Być może - odpowiadam chłodno. Nie mam najmniejszej ochoty teraz na jego odwiedziny. I tak nigdzie z nim nie pójdę. Na j a k ą k o l w i e k  kawę.
-Daj spokój, Or. Przecież widzę - wskazuje palcem na czerwoną plamę na mojej lewej nodze, która powoli zaczyna robić się bordowa. - Kiedy to było? Masz lód? Trzeba to szybko obłożyć lodem… - mówi ciepłym i przyjemnym głosem, robiąc krok w moją stronę. Ja robię krok w tył, spoglądając mu w oczy. Nic nie mówię. - Chodź, pomogę ci.
Wchodzi do mojego mieszkania, a ja bez słowa poddaję się jego terapii. Siadam na kuchennym krześle i w milczeniu obserwuję jak chłopak klęcząc obok mnie, delikatnie przykłada lód do mojej nogi. Nie boli mnie. Czuję się dobrze. On mnie nie pociąga, jednak mimo to mogę teraz mu się uważnie przyjrzeć. Oddycha spokojnie, a jego tors powoli podnosi się i opada. Niemal mam wrażenie, że słyszę jego głośne bicie serca. Hmm to chyba moje serce. Moje serce bije aż tak głośno? Uśmiecham się lekko do siebie, spoglądając na swoją klatkę piersiową. Podnosi się i opada w szybkim tempie. Dotykam prawą dłonią serca i natychmiast wyczuwam jego szybkie bicie. Chłopak podnosi do góry głowę i spogląda najpierw na moją rękę, leżącą na sercu, a potem na moją twarz. Widzę u niego cień zawahania i niepewności. Uśmiecham się do niego.
-Źle się czujesz?
-Nie - odpowiadam z lekkim uśmiechem, a widząc jego pytającą minę, kontynuuję - Przyjemnie bije. W tak szybkim tempie. Spójrz - chwytam jego dłoń i przykładam na piersi, tam gdzie czuć serce. Mój oddech jest nie równy. Uważnie obserwuję jego twarz i wpatrujące się jego oczy w moją klatkę piersiową. Zastanawiam się o czym teraz myśli. Co chce. Czego pragnie. Czy mu się podobam. Czy jestem w jego oczach atrakcyjna i seksowna? Odchylam głowę lekko do tyłu i zamykam oczy. Czuję delikatne muskanie warg chłopaka na mojej dłoni, a potem na piersiach i obojczykach, czy mi się tylko wydaje? Nie chce teraz tego wiedzieć. Chcę trwać w tym jak najdłużej. Czuję ciepło, którego tak nienawidzę. Ale dobrze mi jest tak. Zatapiam ręce w jego zmierzwionych włosach, czując jak pieści mnie wokół ramion. Zapominam o mojej nodze i o tym, że miał mi ją schłodzić lodem.  Nachylam się w jego stronę i obejmuję za szyję. Całuje mnie lekko po nagich ramionach i dekolcie. Czuję pulsującą szybko krew w moich żyłach. Jest mi gorąco. Palą mnie miejsca, gdzie mnie całuje. Jego ręce dotykają moich gołych nóg, przesuwając się po wewnętrznych stronach ud. Podnosi moją koszulkę, dotykając zachłannie mojego brzucha. Całuje go, wędruje ustami w dół, muskając moje ciało kończące się przy zamku od krótkich spodenek. Oboje balansujemy na granicy, wiedząc, że wystarczy tak niewiele. Ściąga ze mnie ubranie i całuje po nagim ciele. Brakuje mi. Brakuje mi. Brakuje mi czegoś więcej. Zsuwam się szybko z krzesła na chłodną podłogę. Nachylam się nad nim i przywieram do jego ciała, swoim. Chwytam jego twarz w objęcie i mocno całuję w usta. Czuję słodki smak, który staje się dla mnie natychmiast pożądaniem. Chcę więcej. Pragnę więcej. Muszę mieć więcej. Zdobędę więcej. Całuję go nie zważając na nic. Nie obchodzi mnie moje życie i otaczający mnie świat. Pragnę teraz tylko jego. Chłopaka Z Metra, którego na dobrą sprawę nawet nie znam. Lecz liczy się teraz coś więcej. Co zaspokaja moje myśli. Znam jego ciało. I mam je przy sobie. Tutaj. Obok. Jego ciało jest teraz połączone wyjątkową mocą z moim- pożądającym i jego rozpalonym.
Czy nadal jestem samotna?

6.jpg


Nie wypowiadam się co do dzisiejszego rozdziału, czekam na wasze opinie.
Kolejny rozdział -> imię blondyna.
Tak bardzo fajnie, jest nanananananana.  :>

tumblr_lwgp0y4Nf61r71exgo1_500_large.jpg


Życzę Wam wszystkim pięknych i najlepiej spędzonych świąt, które będziecie pamiętać jeszcze na długo, jak mam nadzieję z radosnych powodów. ;* I aby nowy rok był pełen miłości i spełnionych marzeń i żeby każdy z was dotrzymał postanowień! ;)
Duuuużo dobrych imprez życzę, piękne!
Na ten świąteczny czas mam dla was pewną sentencję:
„Bo jeżeli miłość ma być treścią naszego życia, to trzeba pokochać. Wszystko.” Ks. M. Maliński

tumblr_mx34xwxFM01qcxdeho1_500.jpg
  • awatar *Etta*: Jeju świetne. Dziękuje za życzenia i nawzajem. Mam nadzieje, że następny jak najszybciej :)
  • awatar My imaginary world♥: WoW! Całkowicie mnie zaskoczyłaś O.O Rozdział jest cudowny! ;3 Dziękuję za życzenia i życzę Ci tego samego <3
  • awatar I'm Lovatic: Oo super. Nareszcie dowiem się jak ma na imię blondyn. Dziękuję za życzenia, życzę Ci tak samo radosnych świąt oraz szczęśliwego Nowego 2014 Roku <3
Pokaż wszystkie (25) ›
 

panttera
 
Sobota, 17 grudnia

Owinięta prześcieradłem, siedzę z opartą głową o lodowatą szybę. Moje falowane, brązowe włosy, rozczochrane, opadają na nagie ramiona i plecy. Czuję chłód na moich również nagich udach.                                              Obserwuję spadające płatki śniegu. Są tak samotne jak ja. Każdy z nich jest inny niż reszta. Jak ja. Spadają szybko lub wolno, balansując po ciemnym niebie. Są takie piękne…
Chciałabym być piękna. Mieć idealnie kształtne usta, które każdy chciałby pocałować. Idealnie okrągłe oczy o niesamowitym odcieniu, by każdy, spoglądając w nie, mógł się bezgranicznie rozmarzyć. Idealny nos. Idealne włosy o mocnej, kasztanowej barwie, uwodzicielsko opadające na moje odpowiednie ramiona, proste plecy i kształtne piersi. Mieć idealne biodra. Zachwycające. Idealne pośladki, które byłyby moim największym atutem. Oczywiście zaraz po piersiach. Idealny, płaski brzuch, bez rozstępów czy fałdek. Chciałabym idealnie się poruszać. Z gracją i pociąganiem. Idealnie mówić, tak, by wszyscy zakochiwali się w moim barwnym głosie. Idealnie całować i kochać się. Tak bardzo chciałabym być idealnie idealna, by mieć pewność, że wszyscy mnie cenią i kochają.
Ludzie nie kochają szczerze, zwłaszcza gdy masz tak idealne ciało i życie.
Racja.
Ale chciałabym mieć tą idealność tylko dla siebie, by móc patrzeć z dumą jak inni mi zazdroszczą. Wzdycham i omiatam spojrzeniem cały widok z okna. Na moim ciele pojawiają się co chwila nikłe dreszcze, które są jedyne i niepowtarzalnie wyjątkowe. Zawsze są ze mną i nigdy nie opuszczają. Kocham je.
Chyba powinnaś się leczyć.
Powinnam.
I powinnaś zmienić swoje życie.
Powinnam. Ale nie wiem od czego zacząć. Moją głowę zaprząta w tej chwili chłopak z metra. Wysoki blondyn z niebieskimi oczami w czarnej kurtce. Powiedział do mnie „Hej”, wymieniając przy wszystkich obcych ludziach w pociągu moje imię. On też jest obcy. Choć może nie zupełnie. Rozmawiałam z nim, a on zna moje imię. Uważam, że ludzie przestają być nam obcymi kiedy zaczynamy zastanawiać się nad ich osobowościami lub gdy powiemy im chociażby „Dzień dobry” czy „Cześć’. W takim razie Chłopak Z Metra nie jest mi już obcy. Przynajmniej nie z widzenia.
Przygryzam dolną wargę z całych sił i zaciskam mocniej ręce, trzymające prześcieradło, byleby nie pozwolić na łzy w moich oczach. Dlaczego on nie jest Lu ? Tym Lu, który chciał mnie kiedyś pokochać. Dlaczego to nie on mnie spotkał i nie on powiedział do mnie „Orual”. Tak bardzo bym chciała, żeby do mnie to powiedział. Płaczę. Płaczę w ciszy, łykając łzy, spływające po moich bladych policzkach. Krztuszę się, nie mogąc złapać tchu. Jest mi źle. Chcę, żeby był ktoś obok mnie. Teraz. By móc mnie przytulić. Pocieszyć. Pocałować. Pogłaskać po włosach. Dać nadzieję. Szansę. Jestem sama. Sama w mieszkaniu. Sama pośród czterech ścian. Sama w życiu. Sama na świecie. Sama przeciwko wszystkim.

Podnoszę zaspane powieki do góry, potem lekko unoszę głowę, opieram się na ramionach i siadam na podłodze, obejmując się rękami. Rozglądam się po pustym pokoju. Siedzę pomiędzy oknem balkonowym, a łóżkiem po prawej stronie. Przede mną stoi ogromny regał na całej ścianie z książkami. Głównie od taty. Zawsze dawał mi jakieś na urodziny. Po prawej stronie na ukos od łóżka są drzwi, na lewo od których stoi mały stoliczek nocny na którym stoi pusta filiżanka po kawie i książka Larsa Keplera.
Ciemna, brązowa podłoga z paneli ładnie wygląda na tle białych, staromodnych mebli.
Wstaję i porządniej owijam się prześcieradłem. Wychodzę do kuchni, znajdującej się na ukos na prawo od mojego pokoju. Zaparzam sobie malinowej herbaty i opieram się o kuchenny blat. Przymykam oczy i odliczam sekundy. Jest. Wchodzi. Wskakuje na blat, ocierając się o mnie i cicho pomrukując. Drapię go za uchem.
-Cześć mały. Chcesz zostać moim facetem ?
Kot wydaje z siebie cichy pomruk niezadowolenia.
-No jasne. Chcesz jeść. Jak zwykle- Nachylam się i spoglądam mu prosto w oczy.- Nienawidzę cię.
Odwraca łeb i udaje, że mnie nie widzi. Mrużę oczy i celując w niego palcem, głośno sycząc:
-Nienawidzę cię całego. Uwierz, że gdybym tylko mogła to nie dałabym ci krzty jedzenia. Ale to nie moralne. Masz szczęście! - podchodzę do lodówki i wyciągam puszkę karmy, na której pozuje idealnie puszty i z idealnie lśniącym futrem kot. Nachylam się i nakładam kotu karmę. Resztę, która lekko się wylała na podłogę, wycieram. Biorę kubek z malinową herbatą do ręki i idę do pokoju. Mam godzinę czasu, by się odświeżyć i doprowadzić do porządku, a potem dojechać do Publicznego Domu Dziecka na drugim końcu miasta. Dzisiaj dam bliźniakom prezenty. Tak bardzo się boję, choć już sama nie wiem dlaczego.

4.jpg


Rozdział 4 w oczekiwaniu na kolejny rozdział z blondynem… Mmm, witam moi drodzy ;)
Pokaż wszystkie (18) ›
 

 

Kategorie blogów