Wpisy oznaczone tagiem "jamie" (99)  

cpeweblogb
 
Founded in 1975 in Massachusetts by a New England local named Harvey Gross, the Penfield private company has grown to become one of the most popular brands for quality clothing designed for people who love the outdoors. Today their down-filled jackets, fleece and outerwear have a reputation for blending fashion and function while being long … Continue reading All You Need To Know About Penfield Outdoor Wear → www.computer-product-equipment.biz/all-you-need-…
 

candiess
 
Candiess: Gdzie się podziało moje piękne słońce, moje błękitne niebo?? W dodatku wieje niesamowicie, a dziś dodatkowo pada, już czuje gardło i zaczynam smarkać. What the shit:/

shutterstock_104546126m.jpg


Musze się ogarnąć, serio zaczynam łapać jakąś beznadziejną depresję, nie no dobra to za dużo powiedziane. Po prostu mój nowy pokój nie jest urządzony ,podejrzewam że ta zmiana sporo mnie kosztuje, ale już powoli zaczynam go ogarniać. Czekam tylko na wypłatę.

Może kilka inspiracji na poprawę humoru , dla wszystkich :)

jje.jpg


fantasy.jpg


jamie--.jpg


jamie.jpg


seg.jpg
 

kimb
 
Wpis tylko dla znajomych
KimB:

Wpis tylko dla znajomych

 

betty
 

Wpis tylko dla użytkowników pinger.pl

 

nortus
 

Mam nową teorię dotyczącą polskiego społeczeństwa. Grzmot, który teraz pewnie słyszycie, jest rezultatem powszechnych uderzeń w narodowe czoła połączonych z pomrukiwaniem: „Mój boże, czego ten angolski idiota znowu nie zrozumiał!”, ale dajcie mi szansę; myślę, że tym razem jestem blisko - pisze Jamie Stokes w felietonie dla Wirtualnej Polski.


Zawsze zadziwiał mnie fakt, że Polacy nienawidzą biurokracji oraz zasad i posiadają jednocześnie wysoko
zbiurokratyzowany system rządzenia i administracji. Zakładałem, że to dlatego, iż system ten został im na siłę nałożony przez obcych okupantów i nie mieli jeszcze okazji całkowicie go czymś zastąpić. Teraz jednak zacząłem się zastanawiać.

Od zakończenia komunizmu minęły 22 lata. Biurokracja i nadgorliwość po stronie władz zmniejszyły się w tym czasie, ale z pewnością nie zostały całkowicie zlikwidowane. 22 lata to wystarczająco dużo czasu, żeby to zrobić, jeśli bardzo się chce.

Czy to możliwe więc, żeby biurokracja i nadgorliwość pełniły jednak ważną rolę w polskim społeczeństwie? Czy to możliwe,że polskie poczucie własnej tożsamości nabiera kolorów dopiero wobec bezosobowego, biurokra-tycznego „wroga”, któremu trzeba się przeciwstawić?

Wszyscy nienawidzimy polityków i rządów, nigdy jednak nie spotkałem się z krajem, w którym nienawiść ta wyrażana byłaby tak wyraźnie jak w Polsce (no, może z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych).
Myślę, że to dlatego, że Polacy przez lata cierpieli pod rządami, które faktycznie były znienawidzone. Teraz się zastanawiam,  czy Polacy potrzebują nienawidzić władzy, by czuć się Polakami. Okupantów już nie ma, ale polskie poczucie własnej tożsamości zbudowane na nieustającej walce o wolność pozostało. W takiej sytuacji ktoś musi pełnić rolę ciemiężcy, a rząd wydaje się być idealnym kandydatem, nawet jeśli został wybrany w demokratycznych wyborach.

Nie mówię tutaj o ekstremistach. 99 procent Polaków to ludzie zbyt cywilizowani, by choćby rozważać robienie bomb czy obrzucanie policji kawałkami betonu, większość z tych 99 procent pozostaje jednak przy opinii, że ich rząd to, w najlepszym razie, zbieranina nieczułych głupców, a w najgorszym - głupców robiących wszystko, by ich zrujnować. Patrząc z tej perspektywy, setki tysięcy Polaków pracujących w lokalnych i narodowych biurach rządowych to prawdziwi bohaterowie. Bezinteresownie poświęcają szacunek swych krajan, dostarczając im niezbędnych usług w przebraniu potworów. Jak wszystkie moje najlepsze pomysły, tak i ten pojawił się w barze.

Grupa młodych, modnych ludzi dawała w tym barze koncert, a inna grupa młodych, modnych ludzi tego koncertu słuchała. Zarówno granie jak i słuchanie nie zakończyło się równo o 22,przez co stało się nielegalne. Straż Miejska pojawiła się niemal natychmiast, wręczając grającym mandat w wysokości 100 złotych. Podniosły się w górę ręce i narzekania, co mnie jednak uderzyło – nikt nie był naprawdę zły. Więcej – wszyscy się uśmiechali i zdawali się być z siebie zadowoleni, nawet panowie ze Straży Miejskiej.

Wydaje mi się, że byłem świadkiem edukowania młodej generacji. Młodzi wokół mnie uczyli się, że zawsze pojawia się jakaś sroga siła z zamiarem zrujnowania im dobrej zabawy i ograniczenia ich wolności, a jednocześnie czyniąca przez to, że czują się naprawdę polsko.Gdzieś w barze młody mężczyzna i młoda kobieta ujrzeli radość, którą pojawiła się wśród ich przyjaciół po opresyjnym wkroczeniu Straży Miejskiej i postanowili dołączyć do grupy.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

więcej felietonów pod tagiem:  #Jamie  


oboinationalgeographics-8.jpg


oboinationalgeographics-9.jpg


oboinationalgeographics-10.jpg


oboinationalgeographics-11-800x600.jpg


oboinationalgeographics-12wwwwww.jpg
  • awatar krzyslav: Niech juz lepiej Angol zajmie się czymś bardziej pozytecznym niż próbowanie zrozumienia polskiej mentalnośći, bo słabo mu to idzie. Nie wiem jak długo tu mieszka, ale efekty jego asymilacji są mizerne.
  • awatar catalana: A mnie sie wydaje, ze cos w tym jest ;) Polak musi na kogos narzekac
  • awatar krzyslav: @catalana: Oczywiście że "coś w tym jest". Bunt wobec wszelkiej władzy, wyssany z mlekiem matki zapewnił nam przetrwanie pod rozbiorami i nieustannymi najazdami ze wszystkich stron, przez całą naszą historię. Gdyby przodkowie Stokesa żyli w tym kawału Europy co nasi, On sam mówiłby dziś po rosyjsku, szwedzku, niemiecku a może ...tatarsku.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 



Jestem zdecydowanym zwolennikiem nakazu noszenia przez mężczyzn koszul w miejscach publicznych. Istnieje tylko kilka wyjątków: na plaży, kiedy temperatura przekracza 28 stopni, na basenie, kiedy wykwalifikowany lekarz zaleca jej zdjęcie (koniecznie sprawdź najpierw kwalifikacje lekarza) oraz na planie filmu akcji

-pisze w felietonie dla Wirtualnej Polski Jamie Stokes



Nawet znalezienie się w jednej z tych rzadkich sytuacji wymaga wcześniejszego zastanowienia się nad psychologicznym wpływem, jaki publiczne obnażenie może mieć na niewinne osoby postronne. Tylko naprawdę gorący dzień na plaży albo naprawdę dobrze płatna rola filmowa zmusiłyby mnie do przedstawienia mego nagiego torsu szerszej publiczności. Nikt nie chce oglądać, co 20 lat siedzenia przy biurku i pisania bzdur przy jednoczesnym popijaniu piwa robi z męskim brzuchem.

Polacy nie wydają się brać tych rozważań pod uwagę. Wraz z pierwszym dniem czerwca większość polskich mężczyzn bez wahania przyznaje sobie prawo do pozbywania się torsowych nakryć o każdej porze i w każdej sytuacji, w dodatku bez ostrzeżenia.

Dla niektórych mam wytłumaczenie. Ludzie, którzy w upale i na zewnątrz wykonują ciężką fizyczną pracę mają swoje prawa.Ubocznym skutkiem ich ciężkiej pracy jest zresztą odpowiedni kolor i budowa ciała, które nie rażą oczu.Większość z nas tak jednak nie wygląda. Większość z nas spędza bowiem czas w biurze przed komputerem, zastanawiając się, jak usprawiedliwić wchłonięcie trzeciego batona jednego popołudnia. Nie tworzy to ciała, które wygląda dobrze w naturalnym świetle, tworzy to ciało, które przypomina owłosioną, białą skarpetę wypełnioną mokrym ryżem.

Wspominałem już kiedyś, że Polacy nie przejmują się tym, co mają na sobie, kiedy wychodzą na balkon - skarpetki,majtki i podkoszulek wydają się być zupełnie
naturalnym strojem dla mężczyzny, który w innych sytuacjach widywany jest jedynie w eleganckim garniturze. Latem jednak balkonowe standardy wprowadzane są wszędzie. Odmawiam wejścia do taksówki, którą prowadzi facet bez koszuli. Innego widziałem ostatnio, jak udzielał wywiadu w telewizji - stał bez koszuli na korytarzu przed swym mieszkaniem. Czy to naprawdę takie trudne powiedzieć: "Jasne, chętnie opowiem o tym strasznym morderstwie u sąsiadów z dołu, ale pozwólcie mi wcześniej założyć coś na siebie". Przeraża mnie myśl, że pewnego dnia włączę Wiadomości i zobaczę Piotra Kraśko w samym jeno krawacie.

Na szczęście, nie jestem w mych opiniach odosobniony. W Krakowie, którego ulice pełne są teraz kibiców z całej Europy pozbawionych kibicowskich koszulek, na które wcześniej wydali mnóstwo pieniędzy, wybuchła ostatnio gorąca dyskusja na temat publicznego ekspono-
wania męskich sutków i spoconych włosów pod pachami.

Sonda w lokalnej gazecie wywołała tysiące internetowych komentarzy. Ponad 40% respondentów wyraziło swój sprzeciw wobec ściągania koszulek w miejscach publicznych. "Mężczyzna, który w publicznym miejscu chodzi bez koszuli, demonstruje zwykły brak kultury" - głosił typowy komentarz. "Twój wygląd zdradza ciebie i twoją kulturę" - napisał ktoś ukryty pod pseudonimem "Zniesmaczony".

Jak się tego można było spodziewać, niektórzy komentatorzy przywołali natychmiast temat pozbawionych
koszulek kobiet - podkreślając głównie swe rozczarowanie faktem, że jedynym sposobem na zobaczenie takowych jest użycie lornetki skierowanej w stronę okna sąsiada. Brak kobiet chodzących topless wydaje się być fenomenem południa. Na północy mamy plaże nudystów, co prawda pełne Niemek.
W warszawskich parkach też można spotkać panie podsmażające swoje piersi, nigdy zaś nie widziałem kobiety przechadzającej się topless na południe od Łodzi.

Rzecznik prasowy policji oznajmił wspomnianej gazecie
że nie ma prawa zabraniającego mężczyznom publicznego ściągania koszulek, ale kobieta za taki czyn mogłaby zostać ukarana mandatem w wysokości 100 złotych. Nie podano informacji, czy, gdy to mówił, miał na sobie koszulę.

Zanim wyrazicie swoją opinię w tym temacie państwowej wagi, miejcie świadomość, że piszę to wszystko ubrany jedynie w sandały, skarpetki i szalik angielskiej drużyny.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie


Wpis z czerwca ale ostatnio aktualny
  • awatar gość: Tez mi sie to nie podoba a dodam ze musze znosic takie i nawet gorsze widoki kazdego dnia i to we wlasnym domu :-/
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @hubolina: w domu? kup im koszulki w prezencie
  • awatar gość: @Nortus & Potwory XX: Raczej mu :-) koszulka to pikus. Ja musze znosic znacznie gorsze widoki ha ha. Nie wnikajmy w szczegoly bo wlasnie jem ;-)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Główny problem z językami polega na tym, że jest ich za dużo, innymi słowy - więcej niż jeden. Tłumaczono mi kiedyś, że ma to związek z jakąś wieżą wybudowaną przez gościa o imieniu Babel, prawdziwość tej historii budzi jednak moje wątpliwości - czy fakt, że gość nosi takie samo imię we wszystkich językach wyraźnie się z tą prawdziwością nie kłóci? - pisze w felietonie dla Wirtualnej Polski Jamie Stokes.


Jedną z najważniejszych konsekwencji istnienia więcej niż jednego języka jest to, że nie mogę wejść do jakiegokolwiek pubu na świecie i zamówić martini z wódką wstrząśnięte, niemieszane. Zanim będę w stanie wykonać takie podstawowe zadanie na przetrwanie, muszę
przejść przez cały bolesny proces uczenia się nowego języka. Biorąc pod uwagę, że istnieje jakieś 6 000 języków, przez które trzeba by przebrnąć, proces może być dosyć czasochłonny - jeśli opierać się na moich postępach w uczeniu się języka polskiego, trwać będzie jakieś cztery i pół miliona lat.

Polskiego uczę się już tak długo, że zacząłem się czuć, jak pacjent poddany przewlekłemu leczeniu, mimo małej nadziei na sukces. Za każdym razem, gdy moja nauczycielka kończy ze mną lekcję, prosi moją żonę na bok i poważnym tonem zaleca jej rozmawianie ze mną po polsku przynajmniej pół godziny dziennie. W tym czasie ja siedzę pokornie w rogu z szeroko otwartymi oczami i dzielnym uśmiechem, choć widzę, że żadna z nich nie wierzy w działanie tej recepty.

Byłoby chyba lepiej,gdyby ludzie przestali przekonywać
mnie, że „polski to bardzo logiczny język”. Albo słowo „logiczny” znaczy po polsku co innego niż po angielsku, albo prawdą jest szeroko rozpowszechniane podejrzenie, że jestem jednak idiotą.

Cały ten pomysł z fleksją jest dla Anglika tak obcy, że na początku ma on wrażenie, że końcówki słów zmieniają się w zależności od czegokolwiek – na przykład dnia tygodnia albo koloru spodni, które się akurat ma na sobie. Kombinowałem w ten sposób: „Hmm, czyli „stary pies” powinienem mówić we wtorek, ale w czwartek, kiedy mam na sobie szorty i właśnie zjadłem lody, muszę powiedzieć „starego psa”.

Nigdy nie odbyłem też rozmowy na temat rodzajów rzeczowników, która nie spowodowałaby w mojej głowie jeszcze większego zamętu niż miałem wcześniej:

Nauczycielka: W języku polskim rzeczowniki mogą być rodzaju męskiego, żeńskiego lub nijakiego.

Ja: Rozumiem. Czyli jak „mężczyzna”, „kobieta” i „Michał Szpak”?

Nauczycielka: Nie do końca, bo słowo „mężczyzna” jest akurat rodzaju żeńskiego. Tak jak „kobieta”.

Ja: No tak, to nie może być zbyt oczywiste, prawda? Rozumiem, że „piwo” jest rodzaju męskiego?

Nauczycielka: Sok jest rodzaju męskiego, piwo nijakiego.

Ja: Nie dziwię się. Jak się wypije zbyt dużo…

Nauczycielka: Nie przejmuj się, Język polski jest bardzo logiczny.

Ja: Czy można posłużyć się tą logiką i powiedzieć, że jeśli dodamy męski sok do neutralnego piwa robi nam się drink dla kobiety?

Nauczycielka (szepcząc do mojej żony): Wydaje mi się, że nie ma już nadziei.

Ja: Chciałbym choć umrzeć z godnością!

Zwykle krótko po takiej rozmowie dowiaduję się, że ludzie, psy, pomidory, tosty i naleśniki w języku polskim uznawane są za żywe (czy żywotne), ale na przykład dęby już nie. Myślę, że to dlatego uczyniliśmy angielską pisownię kompletnie przypadkową – chcieliśmy się na was zemścić.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski


Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie









ri.pinger.pl/(…)gril+sw.jpg…

ri.pinger.pl/(…)badz_bardziej_spontaniczny_i_zmien_…

ri.pinger.pl/(…)badz_bardziej_spontaniczny_i_zmien_…

ri.pinger.pl/(…)celulityt.jpg…

ri.pinger.pl/(…)kot+komputer+i+ja.gif…
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Żony i dziewczyny zagranicznych piłkarzy podczas Euro 2012. Co będą robić w Polsce?

Brytyjski tabloid Daily Star opublikował w zeszłym tygodniu artykuł o tym, co WAGs będą robić w Krakowie. Zaczyna się on tak: "Angielskie WAGs będą prawdziwymi gwiazdami Euro 2012,ekscytującymi Polaków znacznie bardziej niż sami zawodnicy". Biorąc pod uwagę, że większość Polaków nie ma pojęcia kim są WAGs, to trochę ubarwili, ciekawi mnie jednak, co żony i dziewczyny faktycznie będą porabiać w słynnym królewskim mieście


Co oznacza skrót WAG i czy Polacy powinni się go obawiać? Jeśli zdarzyło wam się kiedyś czytać jakiś artykuł na temat zbliżającego się przyjazdu angielskiej drużyny piłkarskiej do Krakowa, być może zwróciliście uwagę, że przy każdej informacji o Waynie Rooney’u i spółce pojawia się także odniesienie
do WAG. Czasem wzmianka ta bywa nawet, na tle całego nudziarstwa o futbolu, mocno uwypuklona - pisze w felietonie specjalnie dla Wirtualnej Polski Jamie Stokes.


WAG nie jest rewolucyjną techniką piłkarską stworzoną do przełamania angielskich przeciwników na Euro 2012, lecz akronimem słów Wives And GirlfriendS (żony i dziewczyny) – odnoszącym się do żon i dziewcząt angielskich piłkarzy. Dlaczego potrzebujemy akronimu dla grupy pań, które bawią się "piłeczkami” poza boiskiem? Ponieważ pozwala to mediom uczynić Euro 2012 interesującym także dla kobiet, a nie tylko dla fanów futbolu.

Kiedy chłopcy zaczytują się w artykułach na temat oficjalnego koloru piłki, panie mogą śledzić losy podróżującej telenoweli pod tytułem WAGs. Typowa przedstawicielka WAG jest młodą, niezbyt wykształconą dziewczyną, która niespodziewanie została zaproszona do świata niewiarygodnego bogactwa i sławy. Szanse i możliwości, by zaczęła upijać się i robić szalone rzeczy są niewyczerpane, a media są po to, by uchwycić każdy moment.

Coleen Rooney, żona gwiazdora drużyny angielskiej, Wayne'a Rooney'a, nazywana jest często "superWAG", ponieważ uosabia wszystkie cechy tego gatunku. Jest córką murarza, która rzuciła szkołę w wieku 16 lat. Dziś ma lat 26, majątek w wysokości 8 milionów funtów (42 miliony zł) i męża, który zarabia 17 milionów funtów (90 milionów zł) rocznie. Lubi zakupy. Gazety lubią zaś robić jej podczas tych zakupów zdjęcia, a potem drukować je pod nagłówkami o treści: "Coleen ZNÓW na zakupach!” Pani Rooneyowa jest przez to jedną z najsłynniejszych kobiet w Wielkiej Brytanii.

Trzeba powiedzieć, że ta bezpodstawna sława nie jest jej winą. Coleen i Wayne znają się od dwunastego roku życia, a na pierwszą randkę umówili się w wieku lat szesnastu, gdy Wayne był tylko dość dobrzej grającym w piłkę chłopcem. Nie jest więc Coleen poszukiwaczką złota ani sławy.Jest zapewne miłą, zwykłą dziewczyną, która przy okazji ma więcej pieniędzy niż sam Krezus. Jak każda 26. latka lubi spędzać czas w sklepach z ciuchami. Jedyna różnica polega na tym, że mogłaby kupić cały sklep.

Brytyjski tabloid Daily Star opublikował w zeszłym tygodniu artykuł o tym, co WAGs będą robić w Krakowie. Zaczyna się on tak: "Angielskie WAGs będą prawdziwymi gwiazdami Euro 2012, ekscytującymi Polaków znacznie bardziej niż sami zawodnicy". Biorąc pod uwagę, że większość Polaków nie ma pojęcia kim są WAGs, to trochę ubarwili, ciekawi mnie jednak, co żony i dziewczyny faktycznie będą porabiać w słynnym królewskim mieście.

Tak naprawdę, klientki o standardzie olimpijskim, takie jak WAGs, znajdą w Krakowie niewiele możliwości doskonalenia swych umiejętności zakupowych. Nie ma prawie miejsc, w których kobieta przyzwyczajona do wydawania około 50,000 zł na pojedyncze zakupy,mogłaby
swoje pieniądze wydać, chyba że bardzo, ale to bardzo polubi oscypki i obwarzanki. Mam więc tylko nadzieję, że w kolejnym wywiadzie z Coleen nie przeczytam, że kupiła ona: "taki fajny obraz z kobietą trzymającą chudego kota, namalowany przez gościa, który się nazywa Leonard Davini”.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie  






Your-Daily-Mix-And-Funny-Pictures-Collection-140.jpg
  • awatar havier35: Ciekawy materiał i interesujące zdjęcia.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

“Ocal polski chleb - skompletuj swą kanapkę!”



Gdy zapytasz Polaka mieszkającego zagranicą, za czym najbardziej tęskni, odpowie zawsze "Za chlebem!", i instynktownie wykona przy tym ruch ręką symulujący smarowanie kromki masłem


Wyobrażam sobie sfinansowaną przez rząd, narodową kampanię reklamową pod hasłem: "Ocal polski chleb - skompletuj swą kanapkę!". Telewizja pokazywałaby filmiki z bezradnym mężczyzną w kuchni, który robi sobie kanapkę i zachlapuje całą koszulę pomidorami już przy pierwszej próbie gryzu. W tym momencie w kuchni pojawiała się milutka kobieta,przewraca oczami nad męską głupotą i dokłada drugi kawałek chleba na wierzch pół-kanapki, wyciągając niezdarę z kłopotów - pisze w felietonie dla WP Jamie Stokes.


Zapomnijcie wreszcie o Smoleńsku, gazie łupkowym i receptach i zauważcie, że dzwony narodowe biją na alarm w innej sprawie, o której nikt nie mówi: Polacy przestali jeść chleb!

Jak donosi Główny Urząd Statystyczny,średnie spożycie chleba w Polsce spadło w ciągu ostatnich 20 lat o niemal 50%.

W 1993 roku przeciętny Polak przetrawiał w ciągu roku 96 kilogramów chleba, bułek, wek i innych produktów na zakwasie. To tyle, ile waży przeciętny Amerykanin. W 2011 liczba ta wyniosła jedyne 54 kilo - tutaj mamy już tylko trzy czwarte wagi przeciętnego Libańczyka.

To wstrząsające statystyki. Prawie tak, jakby Anglicy odpuścili sobie picie herbaty, a Rosjanie bycie dwulicowymi. Gdy zapytasz Polaka mieszkającego zagranicą, za czym najbardziej tęskni, odpowie zawsze "Za chlebem!", i instynktownie wykona przy tym ruch ręką symulujący smarowanie kromki masłem.

Możliwe,że powodem tak dramatycznego spadku konsumpcji
chleba jest to, że wszyscy, najbardziej oddani polscy wielbiciele chleba wyjechali z kraju jakieś 20 lat temu,ale to byłby chyba zbyt duży zbieg okoliczności.

Prawdziwym powodem są zasadnicze zmiany, jakie zaszły w polskiej diecie. Kto z was zajada na śniadanie płatki zamiast pachnącej dzieciństwem kromki z twarożkiem? Kto na przekąskę wybiera batona lub "probiotyczny"jogurt zamiast kawałka chleba z szynką? Wiecie, kim jesteście.

Na szczęście istnieje proste lekarstwo na tę erozję w narodowej tożsamości-wprowadzenie prawdziwych kanapek
Każdy polsko-angielski słownik tłumaczy "kanapkę" jako "sandwich". To jawne kłamstwo. "Sandwich" składa się z dwóch kawałków chleba.Polacy wiedzą, jak zacząć robić "sandwich", ale zawsze poddają się w połowie i wychodzi im kanapka. A kanapka to nie "sandwich" tylko trochę jedzenia w pobliżu chleba.

Wyobrażam sobie sfinansowaną przez rząd, narodową kampanię reklamową pod hasłem: "Ocal polski chleb - skompletuj swą kanapkę!". Telewizja pokazywałaby filmiki z bezradnym mężczyzną w kuchni, który robi sobie kanapkę i zachlapuje całą koszulę pomidorami już przy pierwszej próbie gryzu. W tym momencie w kuchni pojawiała się milutka kobieta, przewraca oczami nad męską głupotą i dokłada drugi kawałek chleba na wierzch pół-kanapki, wyciągając niezdarę z kłopotów.

Sukces byłby podwójny-Polacy wraz z modą na przykryte kanapki zaczęliby konsumować dwa razy więcej chleba, a język polski mógłby wzbogacić się o nowy, pożyteczny czasownik. W języku angielskim czasownik "to sandwich" ma ogromną liczbę zastosowań, które nie są dostępne w języku polskim. Na przykład: "Zanim obudziłem się w więzieniu, spędziłem cały wieczór sandwiched pomiędzy Megan Fox i Marią Sharapovą."

Oto moje dary dla waszego narodu.



Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski


Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie
  • awatar funfy.pl: niesamowite z tymi statystykami chleba. To może powinniśmy jeść więcej chleba i będziemy szczuplejsi jak kiedyś :) Zapraszam do mnie :)
  • awatar myBaby: a ja nie lubię chleba..... i co ??? na śniadanie wolę owoce albo warzywka ;) wyjątkiem jest niedziela kiedy jem grzanki z bułki z masłem czosnkowym i jajecznicę albo twarożek,no ale bułka to nie chleb
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @myBaby: no widzisz, przez Ciebie piekarnie bankrutują :D
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 

Uwielbiam ideę primaaprilisowych żartów, nie znoszę jednak primaaprilisowych opowieści.Pomysł,że istnieje taki dzień w roku, w którym oczekujemy od gazet i innych mediów tego, by nas okłamywały, jest cudowny. Problem niestety w tym,że nikt się nigdy nie nabiera.

Kłamstwa primaaprilisowe powinny być naprawdę wielkiego kalibru.Nie ma sensu publikowanie artykułu, w którym twierdzi się, że Matejko urodził się 25, a nie 24 czerwca i zacieranie rąk na myśl, że czytelnicy dadzą się nabrać. Nieprawda musi być imponująca i zaskakująca. Niestety, pierwsza rzecz, jakiej wszyscy szukają w mediach dnia 1 kwietnia to właśnie coś imponującego i zaskakującego.


Milczące porozumienie zawierane tego dnia pomiędzy redaktorami a czytelnikami polega na tym, że ci pierwsi publikują jakąś wyraźnie nieprawdziwą historię, a ci drudzy udają że jest ona prześmieszna i sprytnie wymyślona. Nawet jeśli jej poziom śmieszności przypomina polityczne komiksy z 1837 roku

Najciekawsze w primaaprilisowych żartach jest chyba to, że odzwierciedlają one ukryte lęki społeczne. Przypominają historie science fiction, wykorzystujące kulturowe obsesje i przetwarzające je w wyolbrzymione wyobrażenia i wnioski. „Rok 1984” Georga Orwella nie opowiadał o społeczeństwie w roku 1984, ale tym w roku 1948. Primaaprilisowe żarty nie mają śmieszyć, ale grać na ludzkich lękach.

Jaka byłaby więc najlepsza historia na tę niedzielę? Z mojej perspektywy bezstronnego obserwatora prognozuję pojawienie się następujących tematów:

Frustracja
Biurokracja jest frustrująca w każdym zakątku świata, w Polsce przypomina ona jednak wstążkę przyczepioną kotu do ogona: nieważne jak będziesz szybki, zwinny i zdeterminowany – i tak nie masz szans wygrać. Polacy z pewnością wybuchną więc z oburzenia, słysząc o kolejnej urzędowej głupocie.

Sugerowane tytuły:
Obowiązek meldunku dla kotów i psów
Adresy typu: ul. Długa 45a zostaną zastąpione adresami: ul. Długa 45.1
Nowy system komputerowy wymaga, by wszystkie numery NIP dzieliły się przez 7

Obcokrajowcy
Nikomu nie podoba się idea, jakoby obcokrajowcy mogli mieć wpływ na społeczność, w której mieszkają. Polska historia jeszcze bardziej podgrzała ten temat. Nie zawsze przyjemne relacje z Unią Europejską są typowym źródłem frustracji, na czoło powinien jednak wysunąć się temat Euro 2012.

Sugerowane tytuły:
Ostrzeżenie dla polskich kierowców: angielscy kibice będą mogli jeździć po polskich drogach lewa stroną
Unia Europejska nakazuje nazywanie pierogów „polskimi ravioli”
Międzynarodowe Towarzystwo Geograficzne nazywa Tatry wzgórzami

Kompleks niższości
Polacy są niezwykle wrażliwi na to, jak ich kraj widziany jest zagranicą. Rozpiera ich słuszna duma z własnej kultury, z drugiej strony jednak, z powodów, których nigdy nie zrozumiem, są przekonani, że reszta świata uważa ich za zacofanych idiotów. Przykładem niech będzie choćby ostatnie oburzenie reklamą Coca – Coli pokazującą polskiego budowlańca tęskniącego za domem. Gdyby historia ta nie pojawiła się już tydzień temu, uznałbym, że jest właśnie primaaprilisowym żartem.

Sugerowane tytuły:
Australijskie biblioteki umieściły książki Sienkiewicza w dziale literatury dziecięcej
Brytyjska książka na temat historii nagrody Nobla pomija Skłodowską – Curie
Wyszukiwarka Google ignoruje polskie znaki
Obama wypiera się polskich przodków

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem: #jamie
 

nortus
 




Jeden z problemów z obcokrajowcami jest taki, że wszyscy są nieuprzejmi. Nie ma znaczenia, czy jesteś Anglikiem, Polakiem, Chińczykiem czy Tuwańczykiem: spędź trochę czasu w obcym kraju,a wkrótce przekonasz się, że lokalni mieszkańcy mają maniery kiepsko wytrenowanych gibonów. To oczywiście iluzja. Kiedy mówimy „dobre maniery”, mamy na myśli „maniery takie same jak nasze”. Wyjątkiem są jedynie Nowy Jork i Paryż, gdzie wszyscy ludzie są nieuprzejmi celowo i w dodatku z tego dumni.


Każdy, kto spędził trochę czasu na wyspach, wie, że największa różnica między Brytyjczykami a Polakami polega na tym,że ci pierwsi mówią „proszę”, „dziękuję”
i „przepraszam” dużo, dużo częściej. Przykład:

Pierwszy Brytyjczyk: Czy mógłbyś, proszę, podać mi masło?
Drugi Brytyjczyk: Oczywiście. Proszę bardzo.
Pierwszy Brytyjczyk: Dziękuję.
Drugi Brytyjczyk: Przepraszam, nie domyśliłem się wcześniej, że chciałeś masło.
Pierwszy Brytyjczyk: Nie musisz przepraszać.
Drugi Brytyjczyk: Dziękuję.
Pierwszy Brytyjczyk: Nie ma za co.


W Polsce, taka sama rozmowa wyglądałaby natomiast następująco:
Pierwszy Polak: Daj mi masło.
Drugi Polak: Już.


To przykłady rozmów,w których wszystko poszło dobrze. Co natomiast, gdy dobrze nie idzie? W takiej sytuacji brytyjska etykieta wymaga jeszcze bardziej wyszukanego
języka.


Brytyjczyk: Czy mogę poprosić kostkę masła?
Brytyjski sprzedawca: Bardzo mi przykro, ale niestety nie mamy masła.
Brytyjczyk: To nie Pańska wina.
Brytyjski sprzedawca: Dziękuję.
Brytyjczyk: Proszę bardzo.


W Polsce sytuacja wygląda inaczej:
Polak: Masło?
Polski sprzedawca: Nie ma.


Nietrudno zobaczyć, dlaczego w relacjach między Polakami i Brytyjczykami dochodzi czasem do nieporozumień. Dla Brytyjczyków, którym od kołyski kładziono do głowy, by przy każdej okazji mówili "dziękuję", "przepraszam" i "proszę", bezpośredniość polskich rozmów brzmi bardzo nieuprzejmie. Dla Polaków ozdobność brytyjskich manier pachnie natomiast obłudą.

The Daily Mail, gazeta ozdabiana zazwyczaj nagłówkami w stylu "Najgrubsza Brytyjka od lat nie wychodzi z domu", opublikowała ostatnio artykuł pod tytułem "Dlaczego polska uprzejmość jest nieprzetłumaczalna?"
Równie dobrze tytuł mógłby brzmieć: "Dlaczego Polacy są tak nieuprzejmi?".

Artykuł opisuje badania nad brytyjskimi i polskimi sposobami komunikowania się, których rezultaty pokazały dużą różnicę w społecznych interakcjach między tymi dwoma grupami. Psycholog dr Jörg Zinken zauważa, że Brytyjczycy prawie zawsze wyrażają prośbę w formie pytania (Czy możesz podać mi masło?), nawet wtedy,gdy oczywiste jest, że prośba będzie spełniona. Polacy natomiast zwykle sięgają po tryb rozkazujący (Podaj mi masło).

Dr Zinken próbuje odpowiedzieć na pytanie o przyczyny takiego zjawiska. Twierdzi, że Brytyjczycy kładą ogromny nacisk na wolność jednostki. Zadając pytanie, dają drugiej osobie możliwość odpowiedzenia "nie", nawet jeśli wiedzą, że taka odpowiedź nie padnie. Podanie masła staje się więc wyborem. Polacy zaś, twierdzi dr Zinken,widzą ogromną wartość we wspólnocie
rodziny i bliskich przyjaciół. Mówią zwyczajnie „Podaj mi masło”, bo przesadnie uprzejme pytanie sugerowałoby, że wątpią w ewentualną pomoc przyjaciela, a to przecież byłoby nieuprzejme.

Informacja ta na pewno bardzo mi się przyda, jak tylko nauczę się identyfikować moich bliskich, polskich przyjaciół. Już nie mogę się doczekać chwili, gdy znów będę miał masło na toście.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie  



Nie wiem jak to tam w Anglii jest ale u nas gdyby zabrakło masła w sklepie to sprzedawca mógłby jeszcze usłyszeć jakim to jest ch .... pier.... i skur.... :D
  • awatar Bafka: Z moich obserwacji wynika, ze Niemcy maja podobnie jak Brytyjczycy. Przuynajmniej ci, na ktorych ja sie w zyciu natknelam zawsze byli uprzejmi, mili, pomocni. Naprawde.
  • awatar catalana: Za to hiszpanie i francuzi to chamy.Nie dośc, że by wyzwali, to jeszcze oskarzyli o defraudację tegoz masła...
  • awatar krzyslav: Moja dezaprobata dla Stokesa nieustannie rośnie. Pisze o rzeczach coraz bardziej oderwanych od rzeczywistości. Nie wiem jak długo facet mieszka w Polsce ale chyba więcej nauczyłem się o jego Ojczyźnie i jego Rodakach przez te trzy lata z okładem niż On dotąd o Polsce i Polakach. Być może przydałoby mu się poznać trochę także parę innych nacji Europejczyków nim zacznie nam wystawiać cenzurki. Powielaniem dawno obalonych lub wydumanych stereotypów sam sobie wystawia wątpliwą cenzurkę.
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 


Co to jest Szkocja?

Wikipedia opisuje ją jako: "kraj będący częścią Wielkiej Brytanii", co dla polskiego ucha brzmi bezsensownie - jak jeden kraj może być częścią innego? Pewnie dlatego większość Polaków poddaje się i wszystko nazywa "Anglią". Za każdym razem, gdy słyszę coś takiego, muszę powstrzymać instynktowną chęć zrobienia uniku i zakrycia głowy przed lecącymi w moją stronę obelgami i butelkami rzucanymi przez Szkotów.


Żaden Anglik ani Szkot nigdy nie popełniłby takiego błędu i nie powiedział, że Edynburg albo Glasgow leżą w Anglii. Byłoby to prawie jak oznajmienie, że Wrocław leży w Niemczech, a Białystok na Białorusi. Nie dziwi mnie jednak zdezorientowanie Polaków: jak kraj tak mały jak Wielka Brytania może zawierać w sobie cztery mniejsze kraje? Jak te kraje w dodatku odróżnić, skoro wszyscy mówią w nich tym samym językiem (z reguły) i,dla kogoś z zewnątrz, wyglądają tak samo i mają te same zwyczaje? Uniwersalne szkolenie z pojmowania natury "trzech w jednym", czyli Świętej Trójcy, nie wydaje pomagać polskiemu umysłowi w zrozumieniu "czterech w jednym", czyli państwa brytyjskiego.

Jeśli niektórym Szkotom uda się doprowadzić swój plan do realizacji, sprawy niedługo staną się prostsze. Dramatyczne wieści z wysp głoszą bowiem, że Szkocja domaga się referendum w sprawie niepodległości. Jeśli plan się powiedzie, na mapie Europy pojawi się nowy naród.

Oto specjalny przewodnik pod patronatem Oka Angola i tytułem

"Wszystko, Co Powinniście Wiedzieć o Szkocji":



1.To nie Anglia

To oczywiste stwierdzenie, będące także pierwszym punktem na liście szkockich powodów żądania niepodległości. Może i wspominają coś o powodach ekonomicznych i socjalnych, tak naprawdę każdy Szkot chce jednak tylko,by ich kraj przestał być już mylony z Anglią. Szkocja i Anglia są jak bracia, którzy dorastali, bijąc się bez przerwy, a jako dorośli zostali przyjaciółmi. Ale takim przyjaciółmi, którzy po kilku drinkach są gotowi skoczyć sobie do gardeł.


2. Jedzenie

Szkockie jedzenie dzieli się na dwie kategorie: pyszne
rzeczy, które Szkoci z dumą eksportują do innych krajów całego świata oraz pyszne rzeczy, które Szkoci wolą zatrzymać u siebie. Najbardziej niezwykłe szkockie dania zawierają "haggis" (zwierzęce wnętrzności gotowane w owczym żołądku - dużo smaczniejsze niż brzmi), "shortbread" (słodki, maślany biszkopt, któremu nie sposób się nie oprzeć) oraz zupę "Cock-a-leekie" (będącą zwykłą zupą z kurczaka, ale o przezabawnej nazwie).

Do drugiej z wymienionych kategorii szkockiego jedzenie należą potrawy, które czynią ten naród jednym z najbardziej niezdrowych w Europie. Ich przygotowanie polega na braniu czegoś, co już jest niezdrowe (czekolady lub pizzy) i głębokim smażeniu tego w panierce z cienkiego ciasta. Tak przygotowany baton Mars jest narodowym przysmakiem, choć mało który Szkot się do tego przyzna.


3. Święta

Szkoci lubią imprezować. To oni wynaleźli ponoć zabawę sylwestrową (którą nazywają Hogmanay) i przykładają się do niej tak bardzo, że nie tylko pierwszy, ale i drugi stycznia jest w Szkocji dniem wolnym od pracy. Gdy odkrywasz, że dwudniowe leczenie kaca zostało tam oficjalnie wprowadzone do kalendarza, naprawdę dociera do ciebie, że masz do czynienia z krajem prawdziwych imprezowiczów.

W połowie stycznia Szkoci mają już ochotę na kolejną imprezę, dlatego wymyślili sobie święto zwane Burns'Night. Służy ono uczczeniu życia i twórczość szkockiego narodowego poety, Roberta Burnsa oraz, przypadkowo, stwarza okazję do picia ogromnej ilości whisky. Podczas tradycyjnej kolacji serwuje się wspomniane wcześniej haggis, przynoszone do stołu przez faceta ubranego w kilt i grającego na dudach. Następnie gospodarz odczytuje dedykowany wniesionej potrawie wiersz zawierający tak piękne wersy jak: "Pośladki twe jak odległe wzgórza". Wszystko to odbywa się jeszcze przez rozlaniem whisky.


4. Wynalazki

Jeśli spędzisz ze Szkotem wystarczająco dużo czasu, w pewnym momencie zacznie opowiadać ci o tym, jak wiele rzeczy zostało wymyślonych przez jego krajan.
"W pewnym momencie" znaczy po około pięciu minutach. Lista szkockich osiągnięć w dziedzinie nauki i technologii jest faktycznie imponująca. To Szkotom powinniśmy dziękować za telewizję, telefony, rowery napędzane pedałami, prawa elektrodynamiki i głęboko smażone batony Mars. W ekstremalnych przypadkach Szkoci będą również przekonywać cię, że to ich przodkowie wymyślili oddychanie i chodzenie na dwóch nogach,kwestie te muszą być jednak jeszcze udowodnione


5. Whisky

"Whisky" to jedno z tych słów, które może sprowadzić na ciebie kłopoty, jeśli tylko niewłaściwie je wypowiesz. "Whisky" bez "e" oznacza pochodzenie szkockie. "Whiskey" z "e" - pochodzenie irlandzkie lub amerykańskie. Jeśli poprosisz Szkota o whisky, a on usłyszy w twoim głowie delikatne "e", będzie udawać, że nie ma pojęcia, o czym mówisz.


6. Sport

Polacy pytają mnie czasem, dlatego Szkocja i Anglia mają oddzielne reprezentacje piłkarskie. To tak, jakby zapytać Polaka, dlaczego Polska i Rosja mają oddzielne armie. Pierwszy w historii międzynarodowy mecz piłkarski odbywał się w 1870 właśnie między Anglią i Szkocją. Wynik był remisowy i od 142 lat próbujemy rozgryźć, jak to się stało.

Chociaż piłka nożna jest narodowym sportem zarówno Szkocji, jak i Anglii, Szkoci wymyślili też swoje dyscypliny sportowe, po to, by dowieść, że są twardsi i bardziej szaleni od swoich delikatniutkich sąsiadów z południa. Większość z tych dyscyplin polega na podnoszeniu bardzo ciężkich rzeczy i rzucaniu nimi przez ramię. Najbardziej znanym przykładem jest "Caber toss", podczas którego mężczyźni rzucają palem z jednego końca pola na drugi. Wielką zaletą tego sportu jest to, że żaden inny naród nie jest tak szalony, by go uprawiać, wygrywają więc zawsze Szkoci.

Jamie Stokes

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie
  • awatar krzyslav: Chyba muszę zebrać się w sobie i zrobić Stokes'owi wykład na temat Szkocji i Szkotów. Najwyraźniej wiedza tego angola o jego, jak pisze "braciach" jest nader płytka i nie dorównuje wiedzy przeciętnego Polaka który spędził trochę czasu w Highlandzie. Widać w umyśle Jamie'go dominuje podświadomy protekcjonalizm nierozerwalnie związany z wyssanym z mlekiem Matki typowo angielskim poczuciem wyższości nad wszystkimi innymi nacjami. Objawia się ono tutaj równie pobłażliwym traktowaniem Szkotów jak i Polaków. Nawet porównania użyte do objaśnienia różnic miedzy Szkotami i Anglikami nie przystają do rzeczywistości, choć bardziej wynika to z jego ignorancji co do uwarunkowań historycznych Polaków. Na początek dobrze byłoby gdyby zauważył że Słowianie bliżsi są mentalnością celtyckim potomkom pierwotnych mieszkańców tej wyspy niż germańskim najeźdźcom - jego przodkom. Tak naprawdę Anglikom bliżej do Niemców czy Skandynawów niż do Szkotów, Walijczyków i Irlandczyków.
  • awatar Zenia&Emilia: To prawda, Szkoci potrafią się oburzyć kiedy porównuje się ich z Anglikami.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 


Musi już odejść. Była mile widzianym gościem, ale mijają kolejne tygodnie stycznia, a ona nie okazuje żadnych oznak chęci pakowania swoich bombek i powrotu w miejsce, z którego przyszła. Trzeba więc będzie coś przedsięwziąć, najlepiej przy pomocy siekiery. Piszę to wszystko tak cicho, jak to tylko mogę, siedzą w pokoju obok – choinka w salonie nie powinna nic wiedzieć o akcji planowanej przeciw niej.

Nie wiem,kiedy to się stało, ale przeskoczyłem okres, w którym zielone, pięknie udekorowane drzewko w rogu pokoju budziło w mym sercu radość i pokój, i ocknąłem się w momencie, w którym budzę się z myślą, dlaczego do cholery w moim domu znajduje się martwe drzewo. To co 24 grudnia wydaje się fantastycznym pomysłem,teraz przypomina symptomy choroby psychicznej.

Jak z wieloma rzeczami w życiu, istnieje dość znaczna luka czasowa pomiędzy zadecydowaniem,że coś się zrobi,
a faktycznym tego zrobieniem. W opisywanym przypadku luka ta została jeszcze bardziej wydłużona, ponieważ rozebranie choinki to jedna z najgorszych domowych robót. Wprawia w depresyjny nastrój, grozi większą ilością zadrapań i ukłuć niż kąpanie kota i tworzy straszny bałagan, który wkurza tym bardziej, kiedy dociera do nas, że sami sobie zgotowaliśmy ten los kilka tygodni wcześniej.

Krzykliwe ozdoby muszą zostać schowane do pudełka i ukryte z tyłu szuflady jak wstydliwy sekret. Po co tak naprawdę spędzamy 11 miesięcy w roku, męcząc się nad wyborem stylowych i eleganckich ubrań, kanap i mikserów, a potem ubieramy nasze choinki jakby były pijanymi transwestytami?

Ukryta metafora zabójstwa staje się jeszcze bardziej naoczna, gdy dochodzimy do momentu, w którym zwłoki drzewa trzeba zutylizować. Budzisz się pewnego ranka, odkrywając, że ulice wyglądają jakby do szczęśliwej Krainy Świąt wdarły się mafijne walki.Ciała,w połowie łyse i z połamanymi kończynami, leżą na chodnikach i rogach ulic,samotne lub grupami, zupełnie jakby były ofiarami strzelaniny lub zostały wyrzucone z samochodów dla ostrzeżenia. Istnieją oczywiście ludzie, którzy lubią udawać, że ich drzewko ciągle żyje i odrodzi się w pełnym zdrowiu zaraz po przesadzeniu do ogródka lub pustej puszki po farbach na balkonie. W całej historii Świąt Bożego Narodzenia coś takiego się jeszcze nie udało. Przypomina to pomysł oparcia zwłok z reklamówką przyczepioną do ręki o ścianę Tesco z nadzieją, że nikt się nie zorientuje.

Większość z nas jest bardziej cywilizowana, nie czyni to jednak problemu łatwiejszym. Wielu zarządców budynków odwodzi swych mieszkańców od wyrzucania martwych choinek do wspólnych śmietników, z prostego powodu, że te zaprojektowano, by radziły sobie z obierkami i pustymi butelkami po Cifie, nie z kilkoma hektarami lasów iglastych.

To jasne, że będę musiał rozczłonkować swoją choinkę w mieszkaniu, jak psychopata – amator z piłą. Potem powkładam oderwane członki do plastikowych worków i sekretnie przetransportuję do koszy na śmieci, rozkładając operację na kilka tygodni. Zamierzam zachować absolutną skrupulatność w znajdywaniu każdej igiełki pod kanapą i wyczyszczeniu każdej plamki soku wybielaczem. Potem pozostanie mi już tylko problem świadków…

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie
  • awatar TitoGallery- handmade: moja jeszcze w domku stoi, ale tylko do soboty, a.... w sobotę na podwórko, siekierka i ... do pieca- cieplej będzie :d
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Spędzamy tam 28% naszego czasu


Jeśli akurat coś jesz, odłóż lekturę tego tekstu, gdyż poświęcony jest on głównie toaletom. Dokładniej: toaletom w pubach i barach - pisze Jamie Stokes w Wirtualnej Polsce.


W okresie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku przeciętny obywatel spędza w pubach i barach 23% więcej czasu niż w pozostałą część roku. Tak mówią całkowicie prawdziwe dane, które właśnie wymyśliłem. Kiedy myślimy o czasie spędzonym w barze, wyobrażamy sobie picie piwa i zabawę ze znajomymi, nie zapominajmy jednak, że każdy z nas w miejscach tych również sika.

Przepraszam za poruszenie tego tematu, ale uważam, że ktoś powinien, ponieważ toaletowe warunki w przeciętnym polskim barze są tak adekwatne do potrzeb jak papierowe kapelusze zakładane podczas huraganu. Nie mówię tu o ich czystości - żadna racjonalna osoba odwiedzająca toaletę w pubie nie oczekuje showroomu z IKEI, ale o ich liczbie. Jedna toaleta to bowiem zdecydowanie za mało na 50 osób, które w dodatku zajmują się głównie piciem napojów. To czysta matematyka. Pomnóżmy, powiedzmy, dwa litry piwa przez liczbę osób w pubie i podzielmy wynik przez średnią wielkość ludzkiego pęcherza, a otrzymamy wynik, który potwierdzi nam, że oferowanie jednej tylko toalety jest w tym wypadku jak próba zatrzymania tsunami zamkiem z piasku.

Rzeczywisty rezultat przedstawionych przed chwilą obliczeń oznacza, że czas, który spędzam w pubie dzieli się następująco: 50% na cieszenie się rozmową przy piwie ze znajomymi, 30% na próbę cieszenia się rozmową przy piwie ze znajomymi, a tak naprawdę zerkanie w stronę drzwi toalety co 30 sekund, by sprawdzić, czy jest wolna, 28% na stanie w kolejce przed drzwiami toalety i 2% na przepełnioną paniką chwilę intymności, podczas której nie mogę zapomnieć o 20 osobach stojących za drzwiami ze skrzyżowanymi nogami.

Właściciele pubów powinni zdawać sobie sprawę z tego, że czas spędzony na czekanie w kolejce do toalety jest czasem spędzonym na niepiciu. Przepraszam za bycie brutalnym,ale jeśli chcecie zarabiać pieniądze, musicie dać swoim klientom możliwość nie tylko jak najszybszego przyjmowania, ale też pozbywania się płynów.Jest wiele pubów i barów,do których przestałem już chodzić, bo wiem, że jedną piątą czasu spędzę tam, stojąc w kolejce. Gdybym miał ochotę na frustrujące i niewygodne postanie sobie w kolejce, poszedłbym na pocztę, gdzie zaspokoiłbym tę potrzebę za darmo.

Kolejka do toalety, jak każda przeciwność losu, ma też swoje dobre strony. Można w niej poznać nowych ludzi i odbyć ciekawe rozmowy, które jednak prowadzone są przy jednoczesnym dreptaniu z nogi na nogę. Pozostałe doświadczenia wynikające z tej sytuacji są mniej już przyjemne. Stanie w kolejce było i jest czynnością stresogenną, a dodanie do niej alkoholu i biologicznej potrzeby raczej tego stresu nie zmniejsza.

W pubach z jedną toaletą pojawia się też zawsze problem galanterii. Chłopcy i dziewczyny stoją w jednej kolejce, co znaczy, że chłopcy znajdują się pod presją konieczności przepuszczania dziewcząt pierwszych. Twarde trzymanie się tej zasady oznacza cofanie się w nieskończoność i przesuwanie możliwości przekroczenia progu toalety do godziny zamknięciu lokalu. Jeśli nie chcesz więc spędzić reszty wieczoru z pomoczonymi nogami, musisz utwardzić swe serce i zapomnieć o rycerskości.

Kolejny problem stanowi mały procent osobników, którzy nie potrafią się powstrzymać przed waleniem w zamknięte drzwi ubikacji. Przedstawiciele tego dziwnego i znienawidzonego podgatunku wydają się być za każdym razem zszokowani zamkniętymi drzwiami i z jakichś powodów zakładają od razu, że osoba znajdująca się wewnątrz zasnęła albo specjalnie sika wyjątkowo wolno. Moja osobista wiadomość do tych osobników jest następująca: nigdy nie zasnąłem w ubikacji i nie wiem, czy umiem nawet wolno sikać, ale następnym razem, gdy usłyszę stukanie w drzwi, nauczę się jak to robić, a potem skuszę się na drzemkę.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 


My, Anglicy, jesteśmy prostymi typami i prawda ta znajduje odzwierciedlenie w naszych świątecznych przyjemnościach. Zwróćcie uwagę, że napisałem "przyjemnościach", a nie obchodach. To dlatego, że angielskie Boże Narodzenie składa się w 99 procentach z dobrej zabawy, jeden procent zostawiamy sobie na pamiętanie, że ma ono coś wspólnego z wydarzeniami w Izraelu przed 2 tysięcy lat.Kiedy obserwuję chodzenie do kościoła, abstynencję i wszystkie pobożne rytuały, które towarzyszą polskiemu Bożemu Narodzeniu, czuję się trochę winny, ale potem jadę do Anglii i od razu mi lepiej.

Oto lista najfajniejszych angielskich świątecznych zjawisk, za którymi będziecie tęsknić w tym roku.


Pantomima

W Polsce i w większości krajów europejskich pantomima oznacza jedną z najnudniejszych form rozrywki wymyślonych przez człowieka. Wykonawca z twarzą pomalowaną na biało udaje najpierw, że uwięziono go w szklanym pudle i pokazuje, że jest smutny, potem udaje, że znalazł wyjście z pudła i pokazuje, że jest szczęśliwy. Publiczność budzi się i bije brawo.

W Anglii pantomima oznacza absurdalną, sceniczną interpretację jakiejś znanej baśni (traktującą oryginał ze sporym lekceważeniem),która, z definicji, zawiera elementy transwestytyzmu,eksplozje, bezwstydne
rasowe stereotypy i setki dzieci na widowni wypełnionych słodkimi przekąskami i wykrzykujących tradycyjne dla pantomimy slogany dopóty, dopóki nie zrobi im się niedobrze.

Jeśli kiedykolwiek zostaniecie zaproszeni na angielską
pantomimę, musicie pamiętać o kilku ważnych rzeczach. Główna rola męska grana jest zawsze przez młodą kobietę ubraną w krótką spódniczkę i pończochy. Rola starszej kobiety (zwanej w sztuce "Panią") przypada z kolei zawsze mężczyźnie w średnim wieku, którego przebranie przypomina strój osiemnastowiecznej francuskiej królowej.

Wszystko to uznawane jest za fantastyczną świąteczną rozrywkę dla dzieci, co w dużym stopniu tłumaczy, dlaczego reszta świata nie do końca łapie brytyjski humor.

Crackers

Jeśli nigdy ich nie widzieliście, trudno mi będzie opisać jak wyglądają i dlaczego pełnią aż tak istotną rolę w angielskim Bożym Narodzeniu. Cracker to mała, wybuchowa rolka z tektury i kolorowego papieru, w której ukryty jest kiepski dowcip, równie kiepska papierowa korona i mała zabawka albo puzzle zaprojektowane tylko po to, by od razu wyrzucić je do kosza. Brytyjczycy co roku wydają na to coś miliony funtów, wierząc, że bez crackersów na stole Boże Narodzenie nie może się oficjalnie rozpocząć.

Każdy, od premiera po kierowcę autobusu, musi podczas spożywania świątecznej kolacji mieć na głowie papierową koronę, którą znalazł w swoim crackersie. Główna rola tego nakrycia głowy polega przede wszystkim na sprawianiu, by właściciel głowy wyglądał jak idiota, rolą poboczną jest wywoływanie ekscytującego zagrożenia pożarowego w związku z bliskością świec. Natychmiast po założeniu korony każdy ma obowiązek przeczytania dowcipu, który otrzymał wraz z koroną. Tradycja nakazuje, by dowcipy te były najgłupszymi dowcipami znanymi w literaturze, opartymi na żartach słownych tak biednych, że nawet pięciolatki po ich usłyszeniu walą się w czoła z zażenowania.

Świąteczny Pudding

Puddingi nie są w polskiej kuchni zbyt popularne, a brytyjskiej – wręcz przeciwnie. Przypominają ciasta, ale są znacznie cięższe i podawane na ciepło. Pudding świąteczny jest królem wszystkich puddingów. Jeśli chcemy, by był naprawdę dobry, powinniśmy przygotować go już w okolicach czerwca, a potem zostawić, by dojrzewał w szafie aż do Bożego Narodzenia. Potem pudding gotuje się przez kilka godzin, by podać go z gęstym słodkim sosem zwanym "custard".

Przed podaniem pudding należy podpalić. Ktoś gdzieś kiedyś wymyślił, że dobrze by było, gdyby pudding przynoszony na stół stał cały w ogniu, i stworzył przez to najbardziej stresujący i czasochłonny element przygotowań do świątecznego obiadu. Najbardziej akceptowalną metodą wywołania płomieni jest zanurzenie puddingu w brandy. Problem polega na tym, że metoda nie działa. Puddingi są dość gąbczaste, przez co 90 procent brandy wsiąka w nie zanim ktoś zdąży w ogóle sięgnąć po zapałkę. Rozwiązaniem tego problemu, pojawiającym się zwykle po kilku godzinach obradowania przy winie, jest nieustawanie w dolewaniu brandy do momentu aż butelka stanie się pusta lub pudding wybuchnie niebieskim płomieniem jak podpalona rafineria. Jak się pewnie domyślacie, nasi strażacy są w Boże Narodzenie bardzo zajęci.

Przemówienie królowej

Od 1932 r w Boże Narodzenie każdy brytyjski monarcha wygłasza o godzinie 3.00 po południu przemówienie do narodu. Na początku używano radia, od 1952 dołączono również telewizję, która jednak transmitowała tylko dźwięk, bez obrazu. Wszystko dlatego, że w latach pięćdziesiątych uważano, że patrzenie na króla (lub królową) przez dłużej niż kilka sekund może przemieniać ludzi w komunistów.

W tym roku królowa Elżbieta II przemówi świątecznie do swego narodu po raz pięćdziesiąty dziewiąty, co znaczy, że występuje w telewizji dłużej niż sam Strasburger. Niestety nikt nie wie, co się w trakcie tych przemówień dzieje, bo nikt ich nie ogląda. O godzinie 3.00 w Boże Narodzenie większość Brytyjczyków spożywa właśnie swoje świąteczne obiady albo je właśnie spożywać kończy. Jeśli spożywają, to pewnie włączają radio, ale ich uwaga zostaje natychmiast przyciągnięta przez pudding lub piekło papierowych koron. Jeśli właśnie skończyli, to pewnie włączają telewizję, przy której jednak natychmiast zasypiają, ponieważ właśnie skonsumowali osiem kilogramów indyka i ćwiartkę butelki brandy.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie





Santa Names

Afrikaans - Kersfees Vader
Austria - Weihnachtsmann, Nikolaus
Belgium and the Netherlands - Black Pete, Christkind, Noel and Saint Nicholas Brazil - Papai Noel
China - Che Dun Lao Ren
Denmark - Julemanden
England - Father Christmas
Estonian - Jouluvana
Finland - Joulupukki, Old Man Christmas
France - Pere Noel or le Petit
Germany - Weihnachtsmann, Nikolaus
Holland - Kerstman
Iceland - Jolasveinn
Italy - Babbo Natale
Japan - Santa Kurousu
Lithuania - Kaledu Senu
Mexico - San Nicolás, Santa
Norway - Julenissen
Poland - Star Man or Wise Men
Russia - Grandfather Frost (Ded Moroz), Dedushka Moroz
Serbo-Croation - Bozic Bata. Sveti Nickola
Spain - Three Kings
Sweden - Jultomten
Switzerland - Saint Nicholas, Samichlaus or Saminäggi
 

nortus
 

Cała prawda o Wigilii - tak osiągniesz sukces!
 


Nadszedł czas firmowych imprez świątecznych. Jak Polska długa i szeroka, ludzie, którzy nienawidzą się przez 51 tygodni w roku, przygotowują się właśnie do spędzenia razem wieczoru okraszonego alkoholem, po którym na pewno poczują się lepiej.Wiele firm i stron internetowych zajmujących się rozwojem kariery oferuje zestawy rad, jak na takiej imprezie się zachować. Wszystkie są kiepskie. Najwyraźniej piszą je osoby ze społecznymi umiejętnościami na poziomie 14-latka wychowanego przez Smerfy. Prawdę znajdziecie tutaj - pisze Jamie Stokes w Wirtualnej Polsce.

Rada profesjonalna 1:

Firmowe imprezy świąteczne są świetną okazją do zbliżenia się i porozmawiania z wpływowymi szefami. Możesz pogadać o możliwościach swego rozwoju, pilnuj tylko, byś nie zaczął rozmowy, będąc pod wpływem alkoholu.

Rada Angola: Firmowe imprezy świąteczne są świetną okazją do zbliżenia się do wpływowych szefów i poznania ich wstydliwych sekretów. Możesz pogadać o możliwościach swego rozwoju, pilnuj tylko, by zacząć rozmowę, gdy twoi szefowie są już wystarczająco pijani, by podać ci informacje, którymi będziesz mógł ich później szantażować. Dobrym sposobem na wywołanie takiego stanu u szefa jest ciągłe wznoszenie toastów za jego zdrowie i wspaniałe umiejętności menadżerskie - będzie musiał się przyłączyć.


Rada profesjonalna 2:

Wykorzystaj okazję, by poszerzyć kontakty. Nie rozmawiaj tylko ze swoim zespołem. Nie spędzaj zbyt dużo czasu z jedną tylko osobą. Upewnij się, że twoja obecność jest widoczna i życz każdemu Wesołych Świąt. To świetny sposób na zrobienie dobrego wrażenia i bycie zapamiętanym.

Rada Angola: Wykorzystaj okazję, by odizolować i upokorzyć niepopularne osoby i przejąć ich stanowiska. Spędź jak najwięcej czasu z ważniakami i jak najmniej z tymi, którzy nie pomogą ci w awansie. Upewnij się, że ci pierwsi zauważają twoją obecność i że wiedzą, iż jesteś gotów sprzedać własną babcię, by zrobić im przysługę.


Rada profesjonalna 3:

Nie pij zbyt dużo.Nie chcesz przecież, by zapamiętano cię jako tego gościa z biura, który po pijaku przewrócił się na choinkę. Nie daj się zwieść beztroskiej atmosferze. Pamiętaj, że uczestniczysz w profesjonalnym wydarzeniu i ludzie cały czas oceniają twoją wiarygodność i dojrzałość.

Rada Angola: Nie pij zbyt mało. Nie chcesz przecież, by zapamiętano cię jako tego gościa z biura, który siedział w kącie popijając sok pomarańczowy, podczas gdy cała reszta bawiła się na legendarnej imprezie.


Rada profesjonalna 4:

Pamiętaj o odpowiednim stroju, nie bądź za mało albo zbyt elegancki. Jeśli impreza odbywa się między poniedziałkiem a czwartkiem, najbezpieczniejszy będzie typowy strój biurowy. Jeśli impreza odbywa się w piątek albo w weekend, najlepiej poradź się organizatora.

Rada Angola: Pamiętaj o odpowiednim stroju, nie bądź za mało albo zbyt elegancki. Jeśli jesteś mężczyzną, załóż to samo, co masz na sobie każdego dnia - nikt nie zwróci uwagi. Jeśli jesteś kobietą, pamiętaj, że dekolt i czarne rajstopy doskonale komponują się z alkoholem. Zwłaszcza, gdy twoi szefowie są mężczyznami, a zakładam, że są.


Rada profesjonalna 5:

Nie narzekaj na swoją pracę ani na kolegów. Nigdy nie wiesz, kto może to usłyszeć. Skup się na pozytywach i ciesz się udanym wieczorem w gronie współpracowników. Nigdy nie rozsiewaj plotek-może to na stałe zniszczyć twoją reputację.

Rada Angola: Nie narzekaj na swoją pracę ani na kolegów przy niewłaściwej osobie. Plotki rozsiewaj tylko wśród ludzi, którzy będą umieli je docenić. Nieumiejętne rozsianie żenujących plotek o współpracownikach może na stałe zniszczyć twoją reputację.


Rada profesjonalna 6:

Nie publikuj zdjęć na Facebooku. Coś, co tobie wyda się przezabawne, dla innych może okazać się upokarzające. Zachowaj ostrożność zwłaszcza przy publikowaniu zdjęć, na których ktoś pije alkohol - nie chcesz przecież zepsuć reputacji kolegów i swojej firmy.

Rada Angola: Nie publikuj zdjęć na Facebooku, zanim nie upewnisz się, czy nie mogą się przydać do szantażu. Jeśli posiadasz zdjęcie Magdy obściskującej się z Tomkiem w szafce na miotły, zastanów się, co będą mogli dać ci w zamian za trzymanie fotki z dala od internetu. Jeśli nie mogą zrobić nic, włam się na czyjeś facebookowe konto i wrzuć zdjęcie na jego stronę, aby uniknąć kłopotów.


Rada profesjonalna 7:

Nie tańcz zbyt dużo. Bądź zrelaksowany i baw się dobrze, unikaj jednak robienia z siebie głupca i nie wywołuj zakłopotania u innych. Ostrożnie wybieraj partnerów do tańca. Jeśli twój szef ma piękną żonę, możesz kilka razy poprosić ją do tańca, więcej, niż kilka, może sprowadzić na ciebie kłopoty.

Rada Angola: Nie tańcz wcale, chyba, że wiesz, jak to się robi. Pamiętaj, że na jutrzejszych zdjęciach na Facebooku będziesz wyglądać jak głupiec. Jeśli twój szef ma piękną żonę, to raczej ona z tobą nie zatańczy. Jeśli jednak, tańcz z nią często i upewnij się, że ma pod dostatkiem alkoholu. A nuż poznasz jakieś sekrety na temat seksualnych problemów jej męża.


Rada profesjonalna 8:

Nie opowiadaj kolegom o biurowych romansach. Łatwo ulec relaksującej atmosferze imprezy i ogłosić, że potajemnie mieszka się z Anną z działu prawnego. Bez względu na to, czy chodzi o twój romans, czy romans kogoś innego - zachowaj dyskrecję.

Rada Angola: Nie opowiadaj kolegom o biurowych romansach, chyba że opowieść poprawi twoją reputację. Jeśli jesteś mężczyzną, upewnij się, że pozostali faceci wiedzą dokładnie z iloma sekretarkami miałeś już do czynienia. Jeśli jesteś kobietą, upewnij się, że wszyscy wiedzą, który ze starszych menadżerów jest w tobie zakochany i w jaki sposób jesteś w stanie ten fakt wykorzystać przeciw tym, którzy cię nie szanują i nie chcą przynosić ci kawy i ciastek.


Rada profesjonalna 9:

Baw się dobrze!


Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski


wcześniejsze felietony Jamiego pod tagiem:  #Jamie
 

nortus
 



Znane są wam pewnie niektóre dziwaczne syndromy opisywane na łamach popowych stron i magazynów psychologicznych. Mam na myśli zjawiska takie jak Syndrom Stendhala,będący psychozą wywołaną oglądaniem dużej ilości renesansowej sztuki, lub Syndrom Sztokholmski, objawiający się tym, że ofiary porwań zaczynają odczuwać emocjonalną więź ze swymi porywaczami. Moje rozległe medyczne wykształcenie oraz lata obserwacji pozwoliły mi zidentyfikować siedem syndromów lub zaburzeń typowych dla Polski - pisze Jamie Stokes w felietonie dla Wirtualnej Polski


Syndrom Kompulsywnego Karmienia

Syndrom osiągający w Polsce poziom epidemii, występu-
jący zwłaszcza wśród populacji żeńskiej powyżej 30 roku życia. Najbardziej widoczne symptomy obejmują powtarzające się oferowanie jedzenia i napojów osobom,
które wyraźnie stwierdziły wcześniej, że nie chcą, nie mają ochoty bądź nie są w stanie skonsumować/ wypić niczego więcej.
Cykl powtarzających się zachęceń i odmów trwa zwykle do momentu złamania się obiektu zachęcanego i wyrażenia przez niego zgody na skonsumowanie "kawałeczka ciasta i kanapki”, nawet jeśli wybija 3 w nocy i w domu właśnie wybuchł pożar.


Syndrom Zakopiański

Schorzenie, podobnie jak Syndrom Jerozolimski, dotyka zdrowe osoby tylko w określonym miejscu geograficznym
W przeciwieństwie do Syndromu Jerozolimskiego nie objawia się poczuciem religijnej ekstazy, ale silnym pragnieniem kupowania tanich kapeluszy ozdobionych piórkami i nieustannym powtarzaniem "Hej!”. Pierwsze symptomy obserwowane są wśród pasażerów wycieczkowych autokarów już kilka minut po minięciu drogowskazu z napisem Nowy Targ. Do najbardziej rozpoznawalnych oznak schorzenia należą przekonania, że jaskraworóżowy
kombinezon narciarski wygląda pięknie, że jazda na nartach jest bardzo prosta oraz że górska wspinaczka w dresie i trampkach to dobry pomysł nawet w grudniu.


Obsesyjno-Kompulsywny Syndrom Przenoszenia Krzyża

Zaburzenie, nazywane w skrócie syndromem OKSPK, występuje w dwóch wariantach znanych jako Typ I OKSPK i Typ II OKSPK, i obserwowane jest mniej więcej u połowy populacji.

Typ I OKSPK charakteryzuje się irracjonalnym prześ-wiadczeniem, że gdziekolwiek w danej chwili znajduje się jakiś krzyż lub inny religijny symbol, powinien on w tym miejscu pozostać na zawsze.

Typ II OKSPK charakteryzuje się irracjonalnym przeświadczeniem, że gdziekolwiek w danej chwili znajduje się jakiś krzyż lub inny religijny symbol, powinien on zostać natychmiast przeniesiony.

Gdyby którykolwiek z omówionych typów pełnił w Polsce funkcję dominującą, panowałby spokój – krzyże i krucyfiksy byłyby przenoszone codziennie lub nie przenoszone wcale. Niefortunny fakt, iż oba warianty schorzenia mocno trzymają się sporej części populacji,
sprawił, że specjaliści z międzynarodowych centrów zdrowia psychicznego zarabiają fortunę, publikując książki na ten temat.


Przymus Przenoszenia Gotówki

Syndrom dotyka niewielką część populacji mającą kontakt z publicznymi pieniędzmi. Z niewyjaśnionych jeszcze do końca przez badaczy powodów schorzenie to objawia się niekontrolowanym pragnieniem przeniesienia
całości lub części publicznych środków na szwajcarskie
konto należące do cierpiącego na omawiany syndrom. Inne symptomy obejmują jeżdżenie mercedesem wartym 120 tys. dolarów i pojawianie się w telewizji z zamazaną twarzą.


Obsesja Pieczątkowa

Obsesję Pieczątkową definiuje się zwykle jako patologiczną odmowę uwierzenia w wystąpienie danego zdarzenia bądź zjawiska, jeśli dane zdarzenie bądź zjawisko nie zostało poświadczone odpowiednim dokumentem z pieczątką. Symptomy obejmują również nieprzyjmowanie do wiadomości, że jakieś zdarzenie nie wystąpiło, jeśli istnieje dokument z pieczątką poświadczający, że wręcz przeciwnie. Zakres Obsesji Pieczątkowej obejmuje wszelkie możliwe zjawiska dotyczące kondycji ludzkiej, nie wyłączając życia i śmierci.Dowodem mogą być niejednokrotnie odnotowywane w tym kraju rozmowy zawierające zwroty takie jak: "Niestety,nie mogę zarejestrować faktu,że Pan istnieje
dopóki nie zobaczę opieczętowanego tłumaczenia Pańskiego aktu urodzenia,” lub "Zgodnie z tym dokumentem Pani już nie żyje. Proszę wrócić z pieczątką potwierdzającą, że jest inaczej”.


Syndrom Taksówkarza

Badania potwierdzają, że namalowanie własnego numeru telefonu na drzwiach samochodu i parkowanie obok dworca kolejowego może poważnie wpływać na pewne obszary naszego mózgu. Udowodniono, że zmniejsza się wówczas obszar naszego widzenia, w którym przestają się już mieścić piesi na przejściach, znaki drogowe, światła oraz inne samochody. Pozostałe symptomy schorzenia obejmują nagłe i rozległe napady amnezji, głównie w kwestii wiedzy na temat przepisów drogowych,
niekontrolowaną potrzebę narzekania na okropny stan państwa oraz niewzruszone przekonanie, że wszyscy inni użytkownicy dróg są idiotami, nawet jeśli są jednocześnie niewidoczni.


Syndrom Ostrego Gderania

SOG jest jedynym przypadkiem zaraźliwego stanu psychicznego. Uznaje się, że dotyczy on około 90% mieszkańców Polski, a jego symptomy odnotowywane są w 95% rozmów odbywających się na terenie kraju. Badania wskazują, że przybywający do Polski obcokrajowcy zarażają się po około 30 do 40 minut po przyjeździe. W skrajnych przypadkach zarażeni obcokrajowcy zaczynają wykazywać objawy zakażenia za pomocą artykułów online.



Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie







Pieczątka.JPG
  • awatar krzyslav: Z kilkoma opisanymi tu syndromami spotkałem się w Ojczyźnie Jamiego! Oczywiście w pierwotnej, niezmutowanej formie. Mam nawet niejakie podejrzenia kto tę zarazę tutaj przywlókł. :D
  • awatar Marlene Gabrielle: ha ha ha ale sie usmialam :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

“Ilu mężczyzn w Polsce ma na imię Gromosław?”




Telewizja wydaje się zakładać, że ciemny pasek na oczach wystarczy, by całkowicie uniemożliwić identyfi-
kację danej osoby, policjanci z kolei zasłaniają całe twarze z wyjątkiem oczu. A co by było, gdyby w sprawę sądową zamieszany został ktoś naprawdę sławny? - zastanawia się Jamie Stokes w felietonie dla Wirtualnej Polski.


Oglądając wieczorne wiadomości, nie byłem pewien, czy nie potrzebuję przypadkiem okularów. Przez pierwszą połowę programu patrzyłem na zdjęcia osób z zakrytymi oczami, przez drugą – na materiały filmowe z ludźmi o zamazanych twarzach aresztowanych przez ludzi o twarzach w kominiarkach. Gubię się trochę w tych sprzecznych strategiach–telewizja wydaje się zakładać,
że ciemny pasek na oczach wystarczy, by całkowicie uniemożliwić identyfikację danej osoby, policjanci z kolei zasłaniają całe twarze z wyjątkiem oczu.

Mężczyzna o imieniu Gromosław C. został właśnie aresztowany za popełnienie jakiegoś przestępstwa, jakiego – nie zrozumiałem. To właśnie jego twarz pokazywano zamazaną lub z paskiem na oczach. W tym dążeniu do uniemożliwienia identyfikacji pana Gromosława uderzyły mnie dwie rzeczy.

Po pierwsze, ilu mężczyzn w Polsce ma na imię Gromosław? Zakład, że nie więcej niż czterech, z których tylko jeden ma nazwisko zaczynające się na „C”

Po drugie, dlaczego nie podjęto żadnych działań w celu ukrycia jego wąsów? Polscy mężczyźni w pewnym wieku z dumą hodują swoje wąsy,które bywają nie mniej charakterystyczne niż oczy ich właścicieli. Szybkie rzut oka na stronę wąsy.pl może wystarczyć do zadrwienia sobie z prawa.

Rozumiem powód ochrony tożsamości osób, oskarżonych i ofiar, wmieszanych w przestępstwa kryminalne. Szkoda tylko,że to przecież zwyczajnie nie działa.Nie działa zwłaszcza wtedy, gdy oskarżony lub ofiara są osobami znanymi. Nie wiem, czy ten, kto wymyślił to prawo, oglądał kiedykolwiek telewizję lub zaglądał do gazety
Bardziej efektywne byłoby chyba poproszenie wszystkich
widzów o zamknięcie oczów, zasłonięcie uszów i głośne mówienie „bla bla bla” za każdym razem, gdy wspomina się nazwisko oskarżonego.

Pomysł skracania nazwiska do jednej tylko litery zakończonej kropką wydaje się szczególnie bezcelowy. Co by było, gdyby w sprawę sądową zamieszany został ktoś naprawdę sławny? Na przykład gdyby papież i królowa Elżbieta zostali przyłapani na ulicznej bijatyce? „Papież Benedykt X. oskarża Królową Elżbietę I. o użycie noża”?

A firmy wezwane do sądu? Czy gazety musiałby napisać: „sieć restauracji McD. oskarżona o zamienienie polskich dzieci w góry chodzącego tłuszczu”? Zastanawia mnie też, co ze sprawami międzynarodowymi? Czy następnym razem, gdy Rosja „dokona interwencji” w jednym z sąsiadujących państw, wiadomości pokażą mapę gór Ural zamazanych w celu ukrycia tożsamości?

Postanowiłem właśnie, że jeśli kiedykolwiek zostanę aresztowany w sprawie kryminalnej i zobaczycie na ekranie zamazaną twarz podpisaną jako należącą do Jamiego S, pomacham wam delikatnie,żebyście wiedzieli na pewno, że to właśnie ja.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniej komentarze pod tagiem:  #Jamie


teczowo.gif


alfa.jpg


kocinosidelko.jpg


kotolamp.jpg


restaurant.jpg
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 



Więc jak w końcu należy zachować się w windzie?


Miejskie życie w Polsce oznacza mieszkanie i prawdo-podobnie również pracę w bloku lub innym wysokim budynku. Cechą wspólną wszystkich bloków i wysokich budynków jest obecność windy. Miliony Polaków podróżuje nimi co dzień, czasem nawet po kilka razy, jednakże zasady dotyczące zachowania się w trakcie uwięzienia z innymi ludźmi w tym małym, poruszającym się pokoiku ciągle jeszcze każdy ustala po swojemu - pisze Jamie Stokes w Wirtualnej Polsce.


Rozumiem dlaczego ludzie, wchodząc do windy, w której ktoś już jest,mają potrzebę powiedzenia "Dzień dobry” oraz,że mówią to,będąc już w windzie, do wchodzących. Dziwne wydaje mi się jednak, że już po 30 sekundach czują potrzebę powiedzenia "Do widzenia", tak jakby w tym czasie zdążyli pogawędzić sobie przy kawie. Jeszcze bardziej dziwi mnie,gdy ktoś mówi "Dziękuję." Za pierwszym razem pomyślałem, że wychodzącemu obce są podstawy inżynierii i założył, że to moje telepatyczne zdolności pomogły mu szczęśliwie zjechać na parter. Moja odpowiedź, że "nie ma sprawy" wywołała jednak tylko dziwny grymas na jego twarzy.

Zauważyłem,że Polacy mówią też "dziękuję" po zjedzeniu
posiłku, nawet jeśli sami go ugotowali,co, jak sądzę, jest wyrazem wdzięczności za miłe towarzystwo przy stole. Przełożenie tej logiki na sytuację w windzie jest jednak trudne.Z jakich powodów mam być wdzięczny za miłe towarzystwo,skoro nie odezwałem się w windzie ani słowem? Czy spokojne stanie w ciszy jest aż tak niezwykłym zachowaniem, że należy za nie podziękować? Może to jakaś specjalna sztuka, w której jestem nieświadomym mistrzem. Jak wygląda to w windach, w których "Dziękuję" nie zostaje wypowiedziane? Ludzie tańczą sambę lub czynią nieodpowiednie komentarze? Może ci dziękujący wiedzą, że jestem obcokrajowcem i wyrażają wdzięczność za to, że nie zrobiłem niczego dziwacznego.

Moje doświadczenia w podróżowaniu windami z Polakami nauczyły mnie, że czasem wypada się odezwać, a czasem nie.Nie dowiedziałem się jednak jeszcze,jak rozpozna-
wać te dwie sytuacje. Szukając podpowiedzi, zapytałem delikatnie Profesora Google o "etykietę w windzie". Pojawiła się zaskakująco duża liczba odpowiedzi, które jednak wcale nie rozjaśniły mi w głowie.

Jedną z rzeczy, z którą ciągle mam problem, jest to, że czasem,gdy wchodzę do windy i mówię "Dzień dobry", druga osoba mi nie odpowiada. Kilkadziesiąt następują-
cych potem sekund ciszy jest tym trudniejsze do zniesienia, im bardziej gotuję się z oburzenia. Podobno to kwestia płci.Na różnych stronach znalazłem informację, że dżentelmen wchodzący do windy, w której znajduje się kobieta, powinien ją pozdrowić tylko wtedy, gdy ona zrobi to pierwsza (zupełnie odwrotnie niż uczono mnie w Anglii). Na żadnej ze wspomnianych stron nie znalazłem jednak informacji, co w takim przypadku z "Do widzenia." Nie mówię więc "Do widzenia" wcale, ugruntowując tym samym moją reputację źle wychowanego cudzoziemca.

Najtrudniejszą - jeśli chodzi o etykietę - sytuacją windową jest wchodzenie z kimś jednocześnie do budynku i wspólne zmierzanie w stronę windy. Normalnie - wchodząc z kimś w tym samym czasie do budynku, nie powiedzielibyście sobie "Dzień dobry", jednak czekając z kimś na windę - już tak. Czy pozdrowienia powinny być zatem wymienione w momencie, gdy dopiero do windy wchodzicie? Chyba nie, bo nigdy się z tym nie spotkałem - podróż upływała zawsze w totalnej ciszy. Ta, już dziwaczna, sytuacja przemieniłaby się w prawdziwe społeczne piekło, gdyby winda się zacięła. Oto stoisz, uwięziony w windzie z kimś, do kogo nie powiesz już "Dzień dobry", bo jest na to za późno. Możesz tak stać w ciszy przez wiele godzin,nie mając nic do roboty poza czytaniem napisów na paczce papierosów. Dopiero kiedy straż pożarna wyciągnie cię już pierwszego za nogi, będziesz mógł zerknąć pospiesznie na towarzysza i rzucić mu krótkie "Dziękuję".

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie



winda_pap388.jpeg
  • awatar Zenia&Emilia: Ja też nie czaje slowa "Dziękuję" w sytuacji windowej,ale Dzień Dobry,czy do widzenia już tak ... Kiedyś byłam świadkiem jak w galaxy weszła para,kobieta powiedziała dzień dobry,a reszta nic,tylko jak odpowiedziałam. Nie czaje,sami nie mówią a ciężko odpowiedzieć.. chociaż w sklepach też bywają takie sytuację,wtedy mam ochotę stanąć przed tym ludziem niewychowanym i powtarzać w kółko DZIEŃ DOBRY :p
  • awatar krzyslav: Tłumaczenie angolowi że takt i wyczucie są odpowiedzią na jego troglodytyzm w kulturze słowiańskiej chyba mija się z sensem. Podobnie jak zachowania Tuska wobec Merkel. Może niech więc brytol wróci do kultury anglosaskiej i wyjaśni dlaczego amerykaniec zdejmuje kapelusz w windzie albo zachowanie Mike'a Dundee na ulicach Nowego Jorku. Moja irytacja felietonami Stoke'sa rośnie i utwierdza w przekonaniu że problem tkwi w niczym nie uzasadnionym poczuciu wyższości jego i jego rodaków a nie "dziwności" naszych zwyczajów.
  • awatar tannat: @krzyslav: zbyt serio traktujesz te felietony
Pokaż wszystkie (13) ›
 

nortus
 


Wygląda na to, że cały polski naród jest obecnie w żałobie po Hance Mostowiak.Nie oglądałem, nie znałem, postanowiłem więc wygrzebać fragment odcinka z jej śmiercią na You Tubie.

Czy to naprawdę wszystko, na co stać polską operę mydlaną? Przyznam,że nie widziałem mniej dramatycznej telewizyjnej śmierci od czasów Smerfów. Kobieta wyglądała jakby zwyczajnie umarła z nudów. Ponieważ zawsze jestem skłonny do pomocy, oferuję polskim scenarzystom krótką lekcję z najlepszych brytyjskich oper mydlanych i zawartych tam rozwiązań na uśmiercanie bohaterów.


Najpopularniejszą brytyjską operą mydlaną jest EastEnders. Brytyjczycy oglądają ją już od 25 lat i przez ten czas byli świadkami śmierci 70 postaci, w tym 16 w wyniku morderstwa. Morderstwo pojawiło się zresztą już w pierwszym odcinku.Nie ma co się dziwić, że bohaterowie EastEnders niemal nigdy się nie uśmiechają, a jeśli już to robią, możemy podejrzewać, że w następnym odcinku zostaną porąbani siekierą. Oglądanie tego serialu można śmiało nazwać najbardziej
depresyjnym doświadczeniem, jakie da się przeżyć przed
telewizorem. Najbardziej popularnymi w serialu przyczynami śmierci są pożary i wypadki samochodowe, ewentualnie, jeśli to możliwe, wypadki samochodowe z elementami pożaru i dźgania nożem.

Na drugim miejscu w kategorii ulubionych znajduje się serial Coronation Street – najdłużej ciągnąca się opera mydlana na świecie. Drugie, a więc pozostające lekko w cieniu EasEnders, miejsce zmotywowało ostatnio
producentów do dodania do rocznicowego(50 lat) odcinka
jakiegoś elementu zaskoczenia. Zaskoczenie polegało na wysadzeniu w powietrze połowy miasta.

Sześćdziesięciominutowy odcinek rozpoczyna się sceną podstępnego wycieku gazu, który powoduje wybuch w barze.Wybuch ten niszczy przy okazji most, sprawiając,
że tramwaje uderzają jak szalone w rezydencje bohaterów serialu. Po pięciu minutach wszystko wygląda
jak scenografia ze Szklanej Pułapki. Trzej bohaterowie
giną w wypadku,a zaraz potem– zapewne dla podkręcenia atmosfery -obserwujemy jeszcze morderstwo popełnione przy użyciu młotka.
Kolejny serial, Emmerdale, różni się trochę od EastEnders i Coronation Street, gdyż akcja dzieje się tu na wsi. Różnica polega też na znacznie większej liczbie eksplozji, pożarów i zniszczeń dokonanych przez szalejące dinozaury. Wygląda to trochę tak, jakby producenci postanowili stworzyć spokojny i ciepły serial o wsi, po czym zdali sobie sprawę z ziejącej z ekranów nudy i zatrudnili Rambo, aby popracował nad scenariuszem. W najbardziej dramatycz-
nym odcinku na wieś spada samolot, burząc domy i powodując śmierć czterech bohaterów. Odcinek ten obejrzało podobno osiemnaście milionów Brytyjczyków i wielu z nich ogląda serial nadal, licząc, że coś takiego jeszcze się powtórzy.

Na czwartym miejscu w rankingu gigantów znajduje się serial Brookside, nie jest on jednak już emitowany. Pierwszy odcinek pojawił się na ekranach w 1989 roku pod hasłem najbardziej realistycznej opery mydlanej na świecie. Hasło to zostało zarzucone, gdy tylko producenci zdali sobie sprawę, że oglądanie prawdziwie realistycznej opery mydlanej jest tak interesujące jak wyglądanie przez okno w deszczowe czwartkowe popołudnie. Do 1985 roku w typowym odcinku tego serialu można już było zobaczyć jakiegoś miejscowego szaleńca uprowadzającego trzy pielęgniarki
albo strzelaninę z udziałem policji. Najpopularniejszy wątek serialu opowiadał historię żony mordującej swego męża i jego ciała zakopanego przez nią pod patio i przypadkowo odkrytego po dwóch latach przez innego bohatera naprawiającego studzienkę ściekową.

Jamie Stokes dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie




mostowiak.jpg
  • awatar Obiektyw-NIEJ: :D
  • awatar krzyslav: Jakoś felietony tego angola coraz mniej mnie śmieszą :(
  • awatar Mirko: Nie zdążyła odejść na drugi krąg? Ktoś ją zdradził o zmierzchu!
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 


Jest coś takiego w miesiącu listopadzie, co sprawia, że ludzie mają ochotę rozpalać ogień. W Polsce cmentarze zamieniają się w przepiękne pola migocących świec. W Anglii wolimy udawać, że palimy katolików, a potem wystrzeliwać z tej okazji fajerwerki. Mówiąc uczciwie, wielu ludzi zapomniało już, że manekiny, które zgodnie z tradycją wrzucamy do ogniska, powinny symbolizować katolików, takie były jednak prawdziwe intencje naszych niedalekich przodków.

W Anglii dzień 5 listopada świętuje się za pomocą ognia i fajerwerków od 1605 roku. Tego właśnie dnia człowiek imieniem Guy Fawkes został przyłapany w piwnicach brytyjskiego parlamentu z kilkoma beczkami prochu, paczką zapałek i ewidentną winą wypisaną na twarzy. Od tamtego czasu Fawkes nazywany był „jedynym człowiekiem, który przekroczył próg Parlamentu z czystymi intencjami”, co nie powstrzymało nas jednak przed corocznym od 400 lat paleniem jego wizerunku.

Dlaczego pan Fawkes postanowił zamienić brytyjski parlament wraz z miłościwie panującym wówczas królem w lekko grillowanego hamburgera? Ponieważ był katolikiem mającym już absolutnie dość antykatolickich
praw wprowadzonych w naszym kraju po tym, jak król Henryk VIII wymyślił sobie nową religię. Plan nie bardzo mu się powiódł, gdyż od tamtego czasu antykatolickie prawa były jeszcze surowsze, a strach przed wpływem papieża przerodził się w trwającą cztery
wieki paranoję.

To miły przypadek, że tuż przed tegorocznym piątym listopada trzystuletnie antykatolickie prawo zostało właśnie w Wielkiej Brytanii obalone. Prawo to, będące częścią Ustawy o następstwie tronu z 1701 r, głosiło, że żaden brytyjski monarcha nie może być katolikiem oraz, że żaden członek rodziny królewskiej, który poślubi osobę wyznania katolickiego, nie może zostać królem czy królową.

Wygląda to na mało znaczącą zmianę, która najwyżej mogłaby mieć wpływ na karierę jednej osoby i to raz na jakieś trzydzieści lat, tak naprawdę jednak jej konsekwencje są olbrzymie. Pierwsze dziecko Williama iCatherine, księżnej Cambridge,może dorosnąć,poślubić katolika lub katoliczkę i wychować swojego potomka w wierze katolickiej (co często ma miejsce w przypadku tak zwanych małżeństw mieszanych). Potomek ten będzie wtedy pierwszym od 17 wieku katolickim dziedzicem brytyjskiego tronu. Ostatnim razem, gdy taka sytuacja miała miejsce, Brytyjczycy woleli sprowadzić sobie innego króla z Holandii.

Według niektórych ludzi przedostatnią katolicką królową Anglii była Polka. Maria Klementyna Sobieska faktycznie Polką była, nie wszyscy jednak uważali ją za brytyjską królową – co chyba najważniejsze, nie uważał ją za nią brytyjski parlament. Sobieska była żoną Jamesa Francisa Edwarda Stuarta,syna katolickiego
króla, Jamesa II – tego właśnie, którego zamieniono na Holendra. Francja, papież i, jak zgaduję, również Polska, uznawały Jamesa i Marię za króla i królową Anglii, Szkocji i Irlandii i nigdy nie wysyłali świątecznych kartek do uznawanych przez parlament króla i królowej Anglii, Szkocji i Irlandii, Williama i Mary.

Patrzę więc teraz w moją kryształową kulę i oto jaką widzę przyszłą historię Anglii:

2013 – Księciu Williamowi i księżnej Catherine rodzi się syn nazwany Filipem 50 Cent Wales.

2031 – Książę Filip 50 Cent, dziedzic brytyjskiego tronu, idzie na uniwersytet studiować Naukę o Surfingu.

2032 – Książę Filip 50 Cent na wykładzie z woskowania deski surfingowej poznaje Magdę Pawlak, katoliczkę polskiego pochodzenia.

2036 – Książę Walii i księżna Pawlak pobierają się w Opactwie Westminster.

2038 – Księciu i księżnej Walii rodzi się córka Andżelika, która zostaje ochrzczona w kościele katolickim, gdyż jest to jedyny sposób na powstrzymanie łez jej polskiej babci.

2082 – Król William V umiera. Księżniczka Andżelika ma być koronowana na brytyjską królową w ciągu 14 dni. Brytyjczycy zaczynają dzwonić do Holandii.

Jamie Stokes dla Wirtualnej Polski

Wcześniejsze komentarze pod tagiem:  #Jamie


london ognie.jpg
 

 

Kategorie blogów