Wpisy oznaczone tagiem "kacper" (58)  

ebook-kryminaly
 
Autor: Dawid Waszak  

Każdy miewa w swoim życiu momenty, które trwają wiecznie. Sekundy ciągną się godzinami. Doświadczamy wtedy najgorszych uczuć, jakie można sobie wyobrazić. Pragniemy, aby minęły w mgnieniu oka, ale mózg nie pozwala nam zapomnieć o żadnym szczególe. Najgorsze chwile Kacpra Zborowskiego zaczęły się, kiedy miał sześć lat i trafił do domu dziecka. Choć dziś jest dorosły i wyrwał się z tamtego piekła, wspomnienie koszmaru wraca regularnie. Do Jarocina, swojego rodzinnego miasta, przyjeżdża z nadzieją na odzyskanie dawnej harmonii, a tymczasem wpada w szambo pełne dziwnych tajemnic, intryg i niebezpiecznych ludzi. Kacper nie tylko musi udowodnić, że znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, ale również rozwikłać zagadkę z przeszłości związaną ze zniknięciem jego ojca.

"Mroczne, niepokojące, ale przede wszystkim piekielnie wciągające. Po prostu nie można się oderwać od czytania!" - Alek Rogoziński

Jest niepokojąco, jest tajemniczo i jest finał, który wbija w fotel. Uwielbiam takie klimatyczne książki.
Wioleta Sadowska, subiektywnieoksiazkach.pl

Dawid Waszak stworzył kolejny thriller psychologiczny trzymający w napięciu do ostatniej strony!
Anna Sikorska, annasikorska.blogspot.com

Dawid Waszak delikatnie ujął moją dłoń, a potem szarpnął z całej siły, zabierając mnie do świata, w którym nadal jestem, nawet po zamknięciu książki.
Izabela Milik

Dawid Waszak – urodzony w 1989 roku mieszkaniec Jarocina. Autor powieści: „Narodziny zła” ,„O Tym, który już raz umarł” i „Czerwień Obłędu”. Ta ostatnia zainaugurowała cykl „Jarocin”, w którym autor opisuje mroczne strony swojego rodzinnego miasta. „Mroczny układ” to druga część tej serii.




Szczegóły publikacji:
kryminaly.masz24.pl/mroczny_uklad.html

--------------------------------------------------------------------------------------------------
Więcej ebooków z działu "kryminał, sensacja, thriller", znajdziesz tutaj:
masz24.pl/ebooki-kryminal-sensacja-thriller.html
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 

samosiejka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
.Edith.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

samosiejka
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
.Edith.:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

kaaala
 
Blog about me and my life: Hejka :* 22 : 33 to idealna godzina do tworzenia nowego wpisu. ;)  
Punkt 1.SZKOŁA
-W szkole dużo się dzieje... Kartóweczka,sprawdzianik,teścik itp.  Nowa szkoła , nowi  znajomi
#Kacper B (jak ładnie poprosicie to więcej o tym napiszę)

Punkt 2. Życie prywatne
Kompletny brak czasu dla znajomych,przyjaciół. (Rzecz jasna na bloga też nie). Tu też mega dużo się dzieje.... !  




3691738.png
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Poprzedni tydzień obfitował w wydarzenia. Było tego wszystkiego tyle, że nawet nie wiem jak zacząć ;)
Po pierwsze (na pewno nie darowałaby mi tego gdyby to nie był pierwszy i najważniejszy punkt!) odebrałam telefon od Domi gdzie wśród pisków i śmiechu dowiedziałam się, że Sławek się właśnie oświadczył! Jedyny szczegół jaki wolno mi podać to to, że zdarzyło się to na romantycznej wycieczce ;)
Kolejne wydarzenie, dosłownie dzień po zaręczynach - Milena urodziła zdrową córeczkę. Maks szaleje! Niedługo wybieramy się w odwiedziny, ale już dziś mogę Wam przedstawić moją "nową" bratanicę - Zuzię :)
Iga od kilku dni jest na super wycieczce z Kacprem, którą to wycieczkę ten drań Kacperek trzymał w ścisłej tajemnicy! ;) Jeśli z tego nic nie wyjdzie to chyba zjem swój bilet do aquaparku! Dzwoniła, mega zadowolona i... chyba w końcu szczęśliwa. Oby!
Poza tym, dzwoniła do mnie Ewa. Może najstarsi czytelnicy ją pamiętają - to daleka kuzynka mojego byłego. Ewa wróciła dopiero co zza granicy, spotkałyśmy się po paru latach. Ledwo ją poznałam, ale na duży plus. Poza tym, że ponad rok temu rozwiodła się z Dominikiem to spotyka się z kimś od jakiegoś czasu. Ale na razie - nie zapesza. Chcą razem zamieszkać i spróbować, więc od paru dni szykuje przeprowadzkę.

Tak czytam co napisałam (zawsze tak robię i wyłapuję ewentualne błędy, literówki czy powtórzenia) i nasuwa mi się refleksja - u mnie w małżeństwie to chyba wieje nudą w porównaniu z tym, co dzieje się u innych :D
  • awatar KrakowskaGóralka: Gratulacje dla dziewczyn :) Nudą? Po prostu masz szczęśliwe i spokojne małżeństwo :)
  • awatar megi94: no to dzieje się;) Przede wszystkim gratulacje dla Maksa i Mileny, a z Domi wszystko ok? Bo pamiętam jak pisałaś kiedyś, że ciężko z kontaktem z nią, nie możecie się zgadać itd. ;)
  • awatar Blonde Angel: @megi94: @KrakowskaGóralka: Dziękuję w imieniu rodziców i narzeczonych ;) Megi tak w miarę ok, ma teraz sporo pracy bo zmieniła lekko branżę i musi się wdrożyć przez co mniej przyjeżdża i mało co się widujemy. ale jest ok
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

ringiding
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Leszcz <3:

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

blondeangel
 
Blonde Angel: Świetne wieści!
Dzwoniący telefon... Na wyświetlaczu "Kacper Jukej"... A po odebraniu szczęśliwy głos krzyczący, że "Wracam do PL! A konkretniej, wracam już do Igi!" :)
Cieszę się bardzo, zasługują oboje na szczęście bo wiele przeżyli. Oby im się ułożyło! :)
  • awatar gość: Na pewno im się ułoży, wystarczy chcieć ^^
  • awatar Obywatelka Świata - : Miło się czyta, że jednak ktoś chce wrócić.
  • awatar Blonde Angel: @20-kilku letnia Bradshaw: wraca głównie dla Igi. Ona nie wyjedzie, tu ma pracę no i nie oszukujmy się - jest zbyt zżyta z rodziną na takie wyjazdy. no nic, wazne że wraca! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

fun-fashion
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

blondeangel
 
Blonde Angel: W dzień przyjazdu Kacpra w PL tuż po 19 spotkaliśmy się w znanej sieci pizzerii. Byłam ja z Pawłem, Iga z Kacprem, Majka z Konradem oraz Paula z Marcelem. Stały skład. Specjalnie dla nas złączono 3 stoliki, żebyśmy się mogli pomieścić. Afera wybuchła w momencie, kiedy przyszło do składania zamówienia.
- Ja to bym zjadł pepperoni. - stwierdził Marcel, na co Paula zaczęła kręcić nosem.
- Znowu z mięchem? Może dla odmiany weźmiemy inną, no nie wiem, 4 sery?
- Iguś, co bierzesz? - Kacper dał pierwszeństwo swojej towarzyszce.
- Nie wiem, chyba nic. - powiedziała widząc, że między Majką a Konradem rozpoczęła się dyskusja nad wyższością hawajskiej nad wszystkimi innymi, czemu się Kondzio oczywiście sprzeciwiał.
- No tak, Ty to taka gruba jesteś że lepiej nic nie jedz! - Kacper był poddenerwowany zachowaniem znajomych na tyle, że wyładował się na Ig. Na co ona się obraziła i rzeczywiście, do końca wieczoru nie zjadła nic, a Kacper sam wpierniczał zamówioną Americano :D
- A wy co bierzecie? - zainteresował się Marcel, który zdołał jakimś cudem przekonać żonę do peperoni, choć Paula nadal kręciła nosem mówiąc, że wszystkie mięso wydłubie mu na talerz :D
- Średnią. Margarita plus pieczarki i hawai, pół na pół. Jak zawsze. - wzruszyłam ramionami. Paweł kochał ananasy pod każdą postacią, a ja lubiłam prostą pizzę – ser i pieczarki. Od dawien dawna tak zamawialiśmy.
- Kochanie to może my też weźmiemy pół na pół? - zawołał uszczęśliwiony Konrad, który za hawajską nie przepadał. - Ja bym wziął może... Też pepperoni? Marcel mnie namówił!
- A bierzta sobie to duże peperoni, sami! - machnęła ręką Paula – Majuś, co bierzesz?
- Chciałam hawajską.
- To co, duża hawajska dla nas?
- Może być. - rozpromieniła się Maja.
W końcu, po 15 minutach kłótni o smaki pizzy, złożyliśmy zamówienia. Niestety, czas oczekiwania na dania był wydłużony, bo był wieczór, a w pizzerii panował duży ruch. Tymczasem przyniesiono nasze napoje. I tu zaczął się pierwszy zgrzyt... Paweł zamówił sobie sprite, jako, że coli nie podawali (tylko pepsi, której on nie trawi). Tyle, że sprite miał smak wody z cytryną, a nie popularnego napoju...
- Przepraszam, mogę panią prosić na chwilę? - zaczepiłam kelnerkę, taką małą czarnulkę w okularach.
- Słucham?
- Proszę pani, to nie jest sprite, a to właśnie zamówiliśmy. To woda.
- Niemożliwe! Sama lałam sprite dla państwa! - protestowała, a ja bezczelnie uniosłam jedną brew.
- Proszę zabrać tą wodę i przynieść mężowi sprite, który zamówił. - zignorowałam kompletnie jej uwagi. Bez słowa wzięła szklankę i zniknęła na zapleczu. - Boże, mąż, czy ja zawsze muszę wstydu narobić i się kłócić przy ludziach? - zapytałam widząc, że para w średnim wieku, która zajmowała stolik obok się nam przygląda.
- Nic nie poradzisz, to ona zawiniła. Musiała się pomylić albo chciała nas oszukać.
Po chwili przyniesiono pierwszą pizzę... Ze spalonymi brzegami. Trafiło to na chłopaków (duża pepperoni dla Marcela i Kondzia), którzy znów zawołali kelnerkę,
- Proszę pani, tej pizzy nie da się jeść! - zaczął Konrad.
- Ona jest tylko dobrze przypieczona....
- Pani, jak ja bym chciał węgiel na żołądek to dwa lokale dalej jest apteka, kupiłbym za parę groszy! Tutaj to chcę zjeść pizzę, a nie spaleniznę! - Marcel zaczął się wkurzać, na co kelnerka zabrała tacę z jedzeniem i obiecała wrócić z dobrze wypieczoną, a nie spaloną pizzą.
Jako druga przyszła pizza moja i Pawła, na szczęście wszystko było w porządku, więc zaczęliśmy jeść, ku rozpaczy głodnych chłopaków :D Nie minęły 3 minuty, na stół wjechała „duża” hawajska. Duża to ona była chyba tylko z nazwy, bo była wielkości naszej średniej. No i znów, machanie ręką. Przychodzi, aczkolwiek dość niechętnie, znów ta sama kelnerka.
- Ja mam tylko jedno pytanie. - Paula przejęła inicjatywę – Czy to jest duża pizza?
- No taką panie zamawiały. - próbowała uśmiechnąć się kelnerka.
- A może mi pani powiedzieć, jakim cudem duża pizza jest na wielkość TAKA SAMA jak średnia tych państwa? - wskazała na nas ręką Paula.
- Ja to zaraz wyjaśnię! - z prędkością światła zabrała dużą – średniawą hawaii i poleciała na kuchnię, by po chwili wrócić z przeprosinami – Zaraz państwo dostaną małą hawajską, dla wyrównania. Nastąpiła pomyłka, dostali państwo średnią zamiast dużej... - próbowała tłumaczyć.
Czy zadziwię Was mówiąc, że gdy rachunek wyniósł coś około 147zł i 63 groszy, pani kelnerka dostała co do grosza odliczoną kwotę bez grosza napiwku? Myślę też, że więcej po prostu tam nie pójdziemy. Następnym razem lepiej wybierzemy lokal - jakąś małą pizzerię, może na uboczu a nie w centrum, ale na pewno nie tą "sieciówkę - śmieciówkę", bo to co zrobili z naszymi zamówieniami, to jest kpina.
  • awatar Nela18: Drama z tą obsługą! co to w ogóle za dyskusje! jaka laska! co ty w ogóle za lokal wybierasz Blondyneczko? syf, syf, syf bardzo dobrze, że się kłócisz.
  • awatar Blonde Angel: @Nela18: pizzera w galerii handlowej. nigdy więcej, serio. zdradziłam swoją włoską pizzerię tylko raz i żałuję.
  • awatar Klara.: masakra, na pocieszenie ci powiem, ze we Wrocku na rynku w pizza hut jest obsluga do bani, a raz dostalismy tak zweglona pizze ze cala czana byla. Kamil zrobił awanture i dostalismy jakis rabat na kolejna wizyte. i darmowa pizze. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: 2go stycznia rozdzwonił się mój telefon. „Kacper JuKej” – a na zdjęciu wielki facet na ślizgawce, zjeżdżający z niej i wymachujący rękami :D Już samo zdjęcie poprawiało humor, więc zawsze odbierałam telefon zadowolona:
- Halooo?
- Jestem w szpitalu. – słyszałam go bardzo słabo, jakby echo jego słów.
- Jezus Maria co Ci jest? – poderwałam się momentalnie z krzesła i zaczęłam krążyć po pokoju, a wyobraźnia podsyłała mi obraz Kacpra w gipsie, połamanego, potrąconego przez auto……
- Nie wiem, mam problem z sercem. Bałem się że to zawał, zgłosiłem się tu do szpitala i leżę. Mam bardzo wysokie ciśnienie. Mała, nie mów nikomu proszę. Za dwa tygodnie przyjeżdżam, nie chcę żeby rodzice się denerwowali bo jestem daleko…
- Znaczy tylko ja w Polsce wiem?
- Tak.
- No to teraz sama będę latać w kółko po pokoju i się stresować… A Iga? Wie?
- Zaraz do niej będę dzwonił. I proszę, nie stresuj się. Jak się coś dowiem, napiszę albo zadzwonię.
- Łatwo Ci mówić, nie stresuj się! A jak Ci się coś stanie tak daleko?! Boże, nie mogłeś pojechać gdzieś bliżej?! Żeby Cię można było odwiedzić, wspomóc? Co mówią lekarze??
- Starają się zbić ciśnienie lekami i kroplówkami. Jak do nocy nie minie, prawdopodobnie będą robić jakieś surgery.
- Operacja?... – aż usiadłam z wrażenia.  
- Nie martw się Ad! To tylko ostateczność. Leżę pod tym ustrojstwem już z godzinę, jakby ciut mi lepiej.
- Jakby? Ciut? A właśnie, Tobie to wolno dzwonić tak pod tymi aparatami?
- Nie wolno, dlatego kończę pomału. Dowiem się coś, to zadzwonię znów, bo faktycznie, aparatura wariuje przy moim smartfonie.
- Dzwoń proszę, albo chociaż esa napisz, stresuję się…
- Noł stres bejbi. Będzie dobrze, wyliżę się. Buziole. – po czym usłyszałam sygnał przerywanej rozmowy…
  • awatar megi94: Omg, nie m to jak udany początek roku, wyjaśniło się dokładnie co mu jest?
  • awatar klara: dużo zdrowia dla Kacpra, a ty się nie martw, będzie dobrze ;)
  • awatar 10.: nie lubię takich wieści, mam nadzieję, żę wszystko już dobrze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

blondeangel
 
Tuż po posiłku zostaliśmy zaproszeni na parkiet, uformowaliśmy wielkie koło, a państwo młodzi odtańczyli dosyć dynamiczny pierwszy taniec. Potem rozpoczęliśmy zabawę. Co trzeba przyznać – DJ’a i wodzireja w jednym mieli świetnego! Jak się później okazało, jedynym minusem były zbyt długie zabawy przy stole (no prawie godzina grania non stop do kotleta, z przyśpiewkami to lekka przesada). W jednej chwili wirowałam z Pawłem, za chwilę z Marcelem, potem znów z Pawłem i z Kacprem. Oczywiście kamera musiała złapać nasze wygibasy z Kacprem, jakby nie było innych par, tylko my, z zamiataniem włosami w roli głównej ;) Potem chłopcy poszli się napić, a my, dziewczyny, zostałyśmy w kółeczku na parkiecie :) Oczywiście zaraz obok pojawili się jacyś chętni panowie do zabawy. Jeden usilnie prosił mnie do tańca, ale odmawiałam. Wyglądał mi na takiego, co po jednym tańcu Bóg wie co sobie pomyśli. Podobnie zareagowała Ig na „swojego” wielbiciela i tak bawiłyśmy się w damskim gronie. W końcu, po jakiejś godzinie zabawy, umęczona i szczęśliwa opadłam na krzesło. Chłopcy zdążyli się już zmyć „na papieroska”, przy stole siedzieli za to: Majka, Marika, Wiktor i, niestety, Czarek. Zerknęłam więc tylko na telefon, napiłam się soku i wyszłam na zewnątrz, aby poszukać mego lubego. Za mną, jak się okazało, podreptał Wiktor.
- Wiesz co, Ada? – zrównał się ze mną i zagaił – Grzywkę masz do podcięcia, wchodzi Ci do oczu.
- Haha, dzięki, ale wiesz, podcinam sama, ale teraz mamy remont i nie za szczególnie mam czas na zajmowanie się włosami.
- Sama? – zapytał, gdy siadałam na ławce koło Pawła, który właśnie palił i gadał z Konradem.
- No sama. A Ty jesteś fryzjerem? – zainteresowałam się jego komentarzem o grzywce.
- Zgadłaś – uśmiechnął się.
- No to trafiłeś na włosomaniaczkę. – wtrącił się Paweł – Wiesz czego ona nie wyprawia z tymi włosami? Wciera jakieś olejki, maseczki, no cuda wianki!
- Serio? – Wiktorowi aż się oczy zaświeciły – A jaki masz problem z włosami?
- Cienkie, trudno zapuścić przez rozjaśnianie. – wyjaśniłam – Poza tym są ok.
- Nie wyglądają źle. – ocenił, przyglądając się – Stylizujesz jakoś?
- Nie, jedynie lekko unoszę do góry nawiewem z suszarki. Poza tym mam do podcięcia jakieś 10-15 cm, bo muszę w końcu wyrównać włosy przez swoje głupie pomysły z cieniowaniem sprzed kilku lat.
- Masz moją wizytówkę, jakbyś chciała coś zmienić, dzwoń. – podał mi kartonik z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu oraz gmailem.
- Misiu, idziemy do środka? – raptem mój mąż, który siedział na tarasie od pół godziny przypomniał sobie o mnie i władczym gestem zagarnął mnie ramieniem!
- Możemy, jak mnie zaprosisz do tańca. – uśmiechnęłam się, chwytając go za rękę. Niestety, na sali okazało się, że było zdrowie młodych itp. itd., a potem, kamerzysta bezceremonialnie opuścił przyjęcie! Czujecie? O 22.40! No i właśnie w momencie znikania kamerzysty chłopcy postanowili polecieć z imprezą na całego. Czarek (który łeb do picia miał, z wprawy) polewał w takim tempie, że mój mąż lada moment byłby, delikatnie mówiąc, wstawiony. Postanowiłam więc wyciągnąć go na parkiet. Oczywiście z jego protestami, jak on dobrze wie ile może wypić i żebym nie przesadzała! No, na przesadzanie było za późno zważywszy na to, że był październik – zgryźliwie dodałam, ale cel osiągnęłam – polazł ze mną potańczyć. Bo mój mąż w piciu niewprawiony – codziennie praca, w której musi pokonywać kilometry autem powoduje, że jak w raz w miesiącu w sobotę wypijemy lampkę wina do kolacji albo on oglądając mecz wypije jedno piwo, to jest święto…  Pobujaliśmy się może z 4-5 piosenek, po czym, jak się okazało, mój mąż zniknął, niby w toalecie. Gdy po kolejnych 20 minutach go znalazłam, on znów siedział na tarasie z papierosem!
- Tak z deka mnie olewasz, nie zauważyłeś? – powiedziałam tylko i weszłam do środka. Migiem znalazła się przy mnie Iga. No tak, jej słynne wyczucie czasu…
- Kotek, coś nie tak?
- Wszystko nie tak, a szczególnie ten burak, co stoi i pali po pół godziny, a ja siedzę tu sama…
- Chodź, posiedzimy razem. – objęła mnie ramieniem. – O, dobrze że jesteś! – zwróciła się do Kacpra, który właśnie nadchodził – pogadaj z kumplem, jak się nie ogarnie i nie zajmie swoją żoną, to biorę taxi i zabieram Ad do domu. – bezceremonialnie wygoniła Kacpra na taras. Po kolejnej półgodzinie okazało się, że jednak moja żaba zamienia się w księcia i jednak potrafi się zachować: wyszedł, poprosił mnie do tańca i aż po północy czas spędziliśmy na parkiecie. Potem wjechał cudowny, cytrynowo-malinowy torcik. Czekały nas jeszcze dwie godziny zabawy (o 2 umówiliśmy się na odbiór z tatą, który miał po nas przyjechać – zresztą, wesele miało trwać jedynie do 4), a Paweł z deka przetrzeźwiał, więc spokojnie udaliśmy się potem w kierunku stołów, żeby ominąć durne zabawy typu: „kto przebije balonik” lub „która para będzie miała najmniej części ciała dotykających podłogi”. Cóż, zabawy o podtekście erotycznym czyli po prostu niesmaczne nigdy nie leżały w moim guście – wyobraźcie sobie za to te hordy ludzi chętnych do drugiej zabawy, te podwinięte kiecki pań po 50, które tuszą mogłyby obdzielić ze trzy młode dziewczyny i ich chudych partnerów, którzy próbowali je utrzymać…
Tymczasem do naszego końca stołu doszła Ig z kieliszkiem, wymownie uniesionym w prawej dłoni.
- O, Igusia, napić się do nas przyszłaś? – Czarek przywitał ją jednym z najczarowniejszych uśmiechów, jaki pamiętałam z naszej krótkiej love.
- No na pewno nie do Ciebie, raczej DO MNIE przyszła. – powiedziałam ironicznie, unosząc jedną brew. Dziewczyny spojrzały zdziwione, a Marika o mało nie zakrztusiła się sokiem. Natomiast Ig skwitowała to ze swoją słynną prostolinijnością:
- Oczywiście że do Ciebie, zawsze wolałam blondynki. – po czym wypiłyśmy po kieliszku, bez popitki, jak zwykle, ku zdziwieniu reszty! :D
Wychodząc tuż po 2 z wesela zostałam wręcz „złapana” w pół przez Wiktora, który koniecznie chciał sobie ze mną strzelić selfie. No to się ładnie uśmiechnęłam, zrobiliśmy to zdjęcie i zaczęłam się ze wszystkimi żegnać. Po czym dowiedziałam się od zawiedzionej Kasi, że Wiktor pyta o mnie. Głupio mi było strasznie chociaż wiedziałam, że Kaśka przyszła z nim nie jako ze swoim chłopakiem ale z kolegą, ale jakoś tak wyszło, że spotkaliśmy się z Wiktorem przy wiejskim stole. Ja wybierałam jedzenie (bo trudno po tym niedosmażonym kotlecie być najedzonym), a on w międzyczasie nalewania bimbru coś gadał do mnie, że wie, że mam męża, ale różnie to w życiu bywa, no i jakbym się kiedyś rozwodziła to żebym dała znać czy coś bo mu się bardzo podobam… Ale uśmiechnęłam się tylko i zrzuciłam jego słowa na karb upojenia alkoholowego, bo było to już po zniknięciu kamery i po rozpoczęciu przez chłopaków akcji „picie”, po czym wybrałam dla siebie kawałek szyneczki, dobrałam drinka i poszłam do swojego męża…
W każdym razie czas na krótkie podsumowanie wesela:
jedzenie – oprócz wiejskiego stołu – na minus. DJ – plus i to ogromny. mąż – ma minusy za znikanie i picie bez umiaru. Iga i Kacper – duży plusik za pomoc w ustawieniu mego męża. Kiecka – no cóż, jeden ogromny plus, bo kiecka zapewniała mi zainteresowanie facetów i to większe, niż te wszystkie wysztafirowane panienki :D Jak to Ig skwitowała – prostota górą!
  • awatar megi94: No to ładnie Pawełek zabalował, dobrze że go Iga z Kacprem do pionu ustawili;) Wiktor mnie rozwalił "Jakbyś się kiedyś rozwodziła..." :D Ale w końcu znalazłam dziewczynę, która też wódki nie popija, bo już zaczęłam wierzyć że naprawdę ze mną cos nie tak:D
  • awatar Blonde Angel: @megi94: Boziu Meg serio?! :D super! :D na mnie się patrzą jak na alkoholika z latami praktyki :D a ja nie lubię rozcieńczonego :D z nami jest w porządku to reszta świata upadła :D
  • awatar Margaret: seryjnie kolo tak za Toba latal? Oj Blonde Blondeee robilas furore chyba w tej niby skromnej ale opiętej gdzie trzeba kiecce :D a Pawel troche przeginal z tymi wyjsciami na papieroska... on pali? fuuuj
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

blondeangel
 
Sunęliśmy dopiero co położoną drogą („rozwiniętą” jak by powiedział wójt Wąchocka, ale to nie był dobry moment na żarty).
- Ty głupi glonojadzie, co zamierzasz zrobić w tym swoim sportowym wozie jak droga nagle się urwie i będzie uskok po 20-30 cm do starego asfaltu?! No co?! – darłam się na niego, a on niewzruszenie patrzył na drogę, nie komentując. Odezwał się dopiero po kilku chwilach, podczas których zaczynałam podejrzewać, że strzelił focha za moje wyzwiska:
- Daj spokój, wiem kto remontował tą drogę. Jest jeszcze zamknięta bo nie ma namalowanych pasów. Chłopaki mają to zrobić w poniedziałek, we wtorek będzie odbiór, a uroczyste otwarcie będzie pewnie koło piątku z wójtem przecinającym wstęgę…
- To czemu wcześniej nie mówiłeś?!
- Bo się słodko na mnie wydzierałaś, moja amebko. – cmoknął mnie w policzek, bo akurat parkowaliśmy pod domem weselnym. Szybko weszliśmy na salę, znaleźliśmy swoje miejsca (tja, były winietki) i wyszliśmy przed lokal powitać młodych. Niestety, chyba tylko około 10 osób wpadło na tak „genialny” pomysł, że z rozpoczęciem wesela można by poczekać na młodą parę… Sporo ludzi rozsiadło się przy stołach, nalało picia i rozpoczęło biesiadę…
Na dworze stali rodzice młodych z chlebem i solą, a poza nimi byliśmy my, kuzyni Marcela, Kaśka z Wiktorem, Marika z Kamilem oraz Majka i, ku mojej rozpaczy, Czarek. Po chwili doszła też do nas Iga.
- Cześć słoneczko. – pocałowałam ją w policzek – Gdzie Ty zniknęłaś po mszy? Myślałam że się razem zabierzemy.
- Nie trzeba było, czekali na mnie rodzice. – uśmiechnęła się. Miała na sobie prześliczną żółtą sukienkę, która podkreślała jej świetną figurę.
- Cudownie wyglądasz. – oceniłam zupełnie szczerze.
- Ty też kochana. – odwzajemniła mi się – Skromniej niż tamte – wskazała głową – ale naprawdę ładnie. Zresztą wiesz, że i tak wolę Ciebie od zgrai tych harpii. – machnęła ręką.
- Ale ona ma męża! – wtrącił się mój i zaczęliśmy się śmiać.
- Jakbyś się rozwodziła, to wiesz, call me! – puściła mi oczko Ig i znowu zaniosłyśmy się śmiechem. W tej samej chwili podjechali młodzi, a z wozu wysiedli kolejno: świadek Kacper, świadkowa: siostra Pauli w kremowej sukience, a po chwili wygramolił się pan młody i podał ukochanej rękę. Nastąpiło tradycyjne powitanie, a po chwili Marcel wnosił żonę do domu weselnego. Wciąż jednak nie mogłam uwierzyć, że na wesele na ponad 150 osób tylko garstka wyszła przywitać młodych! No w głowie mi się to nie mieściło, jak tak można?!
- Gdzie siedzisz? – zapytała mnie Ig, rozglądając się.
- Tu. – wskazałam jej koniec stołu. No cóż, nie liczyłam na nic więcej, byłam znajomą, osobą towarzyszącą ich dobrego kumpla. Nie miałam szans na lepszą miejscówę.
- Trochę to po chamsku. – stwierdziła widząc, że bliżej młodych siedzi Czaro, nota bene praktycznie naprzeciwko mnie. No, może nie jak w godzinie 12 na zegarku z tarczą, ale tak około 2, jeśli wiecie co mam na myśli. Prychnęłam, widząc jego chamską gębę.
- Za to Ty masz dobrą miejscówkę kochana. – luknęłam na miejsce koło świadka, czyli obok Kacpra. Tymczasem rzeczony świadek zmaterializował się obok.
- Cześć słoneczko. – pocałował Igę – Cześć drugie słoneczko. – pocałował mnie w policzek.
- A trzecie słoneczko? – mój mąż jak zwykle miał wyczucie czasu, nadstawiając na niby policzek.
- Nie ma, siema paskudo! – Kacper cmoknął powietrze obok mego lubego, po czym podali sobie ręce, jak zwykle zresztą. – Chodźmy do stolików, bo zaraz obiad podadzą. – objął Ig i ruszyli na swoje miejsca.
Obiad, no cóż. Rosół był zjadliwy. Drugie danie natomiast spowodowało wycieczkę mojego męża do toalety, celem zwrócenia kotleta drogą, którą znalazł się on w żołądku. Powód? Niedosmażony kotlet, nadziewany grzybami, których Paweł w formie nieprzetworzonej (czyli niezesmażonej) nie akceptuje. Myślicie jednak, że spowodowało to wcześniejszy powrót do domu, czy chociażby zaprzestanie picia wódki przez mego ślubnego? Otóż nic z tych rzeczy, bo impreza dopiero się zaczynała!
  • awatar Ania: oj blondi to rzeczywiscie, te biale kiecki to zmora wesel dziewczyny chca blysnac szkoda ze czyims kosztem... natomiast jesli mowa o usadzeniu gosci to nie bierz tego do siebie. ja nie lubie winietek bo kazdy czuje sie pokrzywdzony ze czemu koniec stolu, czemu kolo cioci krysi a czemu nie kolo kuzyna marka... i tak w kolko. kazdy powinien usadzac sie sam i tylko kolo osob, ktore lubi. a nie jak ty z czarkiem na widoku....
  • awatar KrakowskaGóralka: Winietki to nie jest do końca dobry pomysl, bo nie zawsze uda się mieć miejsce koło osób, które się lubi. Zabawa udana?
  • awatar megi94: Zaczynam współczuć młodym, serio było aż tak źle? W ogóle nie rozumiem, jak można nie przywitać młodej pary pod salą?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

blondeangel
 
Wieczór panieńsko-kawalerski odbył się dwa tygodnie wcześniej w domu u Pauli, gdzie spotkaliśmy się na grillu. Jako, że jesień w tym roku niespecjalnie dopisała i pizgało jak w kieleckim, to grill ogródkowy zamienił się w grilla elektrycznego w kuchni :D Siedzieliśmy i piliśmy chyba do 2 w nocy, niestety stety – potem trzeba było wracać do domu. A potem, cóż, my zaczęliśmy remont, oni przygotowania do ślubu.
W czasie szpachlowania i malowania, zakurzeni i zmęczeni robotą zorientowaliśmy się, że do ślubu znajomych zostały dwa dni. DWA DNI! Czasu malutko ale dobrze, że w ogóle się zorientowaliśmy że to już (lepiej późno niż wcale nie?)! No ale tak czy tak, musieliśmy wziąć udział w tej sławnej imprezie. W końcu tylko raz w życiu słynny Marcello zostanie zakuty w małżeńskie kajdany czyż nie? :D
Pod kościołem stawiliśmy się punktualnie o 17:40. W sam raz, żeby rozejrzeć się kto jest, przywitać się ze znajomymi i zająć ławkę. Chociaż, przyznam szczerze, uczucia po przywitaniu się ze znajomymi miałam co najmniej mieszane. Marika była odwalona w białą mini na grubszych ramiączkach (swoją drogą, serio? Biała kiecka na ślub? Ja bym się wściekła na miejscu Pauli) i mnóstwo złotej biżuterii. Ok., wyglądała ładnie, ale jakby… niestosownie? To słowo pierwsze cisnęło mi się na usta. Później okazało się, że wyglądała na bardziej odwaloną od panny młodej ale mniejsza… Majka też postawiła na jasną kieckę, ale jej była kremowa w kolorowe wzory. Wyglądała pięknie, nie powiem. Kaśka – choć ubrana w kreację w ogóle nie w moim stylu – kłuła w oczy kiecką w kolorze morskim, piękną, na cieniutkich ramiączkach, taką połyskującą jak łuska z falbankami. Przyznam Wam, że miałam na czas remontu naszykowaną jedną jedyną sukienkę na tę okoliczność – i była to koronkowa sukienka, prosta, bez żadnych ozdób, z rękawem ¾. O, taka:

mojakiecka.jpg


Z tym, że moja nie była czarna, tylko błękitno – turkusowa. Dobrałam do tego jedynie długie kolczyki i szpilki, bo resztę „outfitu” (czy jak to zwą) robiła według mnie właśnie sukienka. O Wszyscy Święci! Jakże się myliłam widząc, jak przyszły odwalone dziewczyny! Minę miałam chyba niezbyt, bo nawet nie zwróciłam uwagi, że Kaśka przyszła z jakimś facetem. Zaraz, zaraz. Przedstawiał mi się. Jak mu było? Wiktor? No, chyba tak. No ale, wracając do mszy. Trzy ławki przed nami zobaczyłam Igę. Siedziała sama, bo, jak się okazało, świadek im się rozchorował i honory miał pełnić Kacper. Chciałam się do niej dosiąść, ale niestety ksiądz wybrał ten moment na rozpoczęcie mszy…
I teraz właśnie główną nawą sunęli narzeczeni. Ona – w prostej greckiej sukni, on – w czarnym fraku. Rozpoczęła się ceremonia, podczas której starszy ksiądz chyba z 5 razy się powtarzał, a kamerzysta (skąd oni go wytrzasnęli, z łapanki?!) ze 3 razy filmował pannę młodą z perspektywy podłogi, o mało nie wchodząc jej pod kieckę! Pod koniec, gdy tradycyjnie trzeba się było odwrócić w kierunku wyjścia, Paula tak mocno szarpnęła biednego Marcela, że o mało się nie wywalił :D Cały kościół ryknął śmiechem, ale zagłuszył go Marsz Mendelssohna.
Życzenia pod kościołem były krótkie, bo już się ściemniało i robiło się coraz chłodniej. Wręczyliśmy małżonkom prezent i zebraliśmy się do auta, by dojechać na salę weselną. Niestety, droga nie obyła się bez niespodzianek. Mgła gęstniała, dróżki w okolicy miasteczka były kręte, wąskie i praktycznie nieoświetlone, a my jechaliśmy jako jedni z pierwszych. Po chwili okazało się, że droga dojazdowa do domu weselnego jest ZAMKNIĘTA i zastawiona szlabanem! Paweł, niewiele myśląc, ominął oczywiście szlabany w myśl powiedzenia: „co, ja nie przejadę, ja nie przejadę?!” I tym sposobem, mimo moich sprzeciwów, wjechaliśmy na nieoświetlony, dopiero co zaasfaltowany pas jezdni, a to był dopiero początek imprezy...
  • awatar megi94: No to ładnie się zaczęło. Mam nadzieję że chociaż wesele bylo udane. A co do sukienek to z tą białą kiecką to naprawdę przegięła, ale niesrety coraz częściej goście się tak ubierają "bo tak im się podoba" w ogóle nie myśląc o pannie młodej...
  • awatar Blonde Angel: @megi94: powiem Ci że moim zdaniem przegięła. Paula miała bardzo skromną suknię, grecką, coś w tym stylu: images37.fotosik.pl/218/ed0eb22009587c00.jpg więc sukienka Mariki, biała i bogato zdobiona (choć krótka) była bardzo nie na miejscu.
  • awatar megi94: @Blonde Angel: no to tym bardziej, a Paula się nie wkurzyła? Gadałaś z nią później?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: - Lecimy potem na basen? – zapytał nas Kacper, obejmując mnie ramieniem po wyjściu z felernego sklepu.
- Czemu nie? O której? – zainteresował się Paweł.
- Może o 20? Dwie godziny do zamknięcia no i mało bachorków, bo za późna godzina.
- Dobry pomysł. – uśmiechnęłam się – Jak jacuzzi będzie wolne, to już dla mnie raj na ziemi!
- Podzwonię jeszcze po ludziach, może ktoś pójdzie z nami.
No i tak trzy godziny później stawiliśmy się pod basenem. Kacper oczywiście zwołał samych kumpli i oprócz mnie i Pawła stawił się Kamil, Konrad i Marcel, oczywiście bez swoich drugich połówek :D
- Nooo chłopaki, tak na basen to ja mogę codziennie chodzić! – roześmiałam się, oddając pani szatniarce kurtkę. – Taakie ciacha tylko dla mnie, no raj po prostu!
- Ty się tak nie podniecaj, zaraz się rozbierzemy i co, zemdlejesz? – zapytał Kacper, przepuszczając mnie przez bramkę.
- No cóż, jakby było co oglądać, to może przed mdleniem najpierw bym się trochę pogapiła. – mrugnęłam do niego i zniknęłam w damskiej przebieralni. Oczywiście chłopcy nie wpadli na tak genialny pomysł jak mój: mianowicie nie miałam na sobie bielizny, tylko kostium kąpielowy. Wystarczyło zdjąć rurki i sweter, wrzucić do szafki, zrobić szybkiego koczka-ślimaczka z włosów i generalnie byłam gotowa. Tymczasem szafkę obok mnie otworzyła jakaś szatynka, która zmierzyła mnie wzrokiem na dzień dobry. Wzruszyłam ramionami, chce, niech się popatrzy jak nigdy nie będzie wyglądać. Śmieszyły mnie takie pańcie na basenie – bezkrytyczne wobec siebie, a każdego mierzyły wzrokiem jakby to konkurs miss był, a nie zwykły miejski basenik. Szybki prysznic i już byłam w środku, zostawiając pod ścianą japonki. Za mną wyszła szatynka i od razu pognała do basenu na bicze wodne, tak jakby jej ktoś miejsce miał zająć… Tuż obok basenu pływackiego, po schodkach wchodziło się do obszernego jacuzzi. Niestety, zajętego przez 4 chłopaków i jedną emerytkę, chyba z wnuczką. Jeden z nich, brunet, zaczął się tak jawnie gapić, że po prostu przechylił się przez brzegi wanny i zaczął suszyć zęby. Wzruszyłam ramionami, odwracając się tyłem. Żałowałam czasem, że nie poszliśmy na drugi basen z koedukacyjnymi szatniami. Ale skąd mogłam biedna wiedzieć, że sama będę w damskiej szatni, a teraz znowuż sama będę czekać na królewiczów? Na szczęście, pojawili się już w drzwiach męskiej szatni.
- No ileż można na was czekać? – zerknęłam na nadgarstek, jakby tam był zegarek – Stoję i stoję!
- Oj mała, gdzieś Ty się uchowała? – zapytał Kamil – że jesteś przebrana przed facetami? Jak Ty to robisz?
- Tajemnica! – uśmiechnęłam się szeroko – Chodźcie na bicze, bo jacuzzi zajęte. – Objęłam chłopaków na tyle, na ile mogłam :D i ruszyliśmy w stronę podwodnych leżaków z biczami.
- O, a ja widzę bicze na biczach. – Kacper szybko ocenił sytuację – Ta lasia w fioletowym się non stop gapi.
- Ta istota bez biustu i z krzywymi girami? Już w szatni robiła obczajkę. – mruknęłam, sadowiąc się z 5 leżaków dalej. Oczywiście zaraz otoczyli mnie faceci – po lewo Kacper i Marcel, a po prawo Paweł i Kamil. - No, to ja jestem w raju, nie wiem jak Wy! - rozłożyłam się wygodnie i pozwoliłam strumieniom wody masować moje zmęczone plecy.
- Ja lecę popływać na parę chwil. - Marcel zebrał się i wskoczył do dużego basenu. Po chwili dołączył do niego Paweł.
- No i co mała z tym prezentem? - zagaił Kacper który wiedział, by tego tematu nie poruszać przy moim mężu.
- A wiesz co, mam kasę, zamówisz mi tylko, okey? Strasznie mi się podoba ten komplet, sama sobie zrobię prezent świąteczny, zasłużyłam, cały rok nawet nikogo nie pobiłam.
- Za co kasę? - zainteresował się Kamil. Oczywiście, on nie w temacie!
- A za seks ze mną! - wypalił Kacper - Tylko nie wiem czy Cię stać, bejbe! - zwrócił się do mnie.
- Mam 5 stów.
- O, widzę, że jednak się dogadamy! - zarzucił mi rękę na ramię.
- Phi, tanio się cenisz! - rzuciłam do niego, a po chwili została na Kacpra głowę wylana woda z czepka. Przez... Pawła!
- Co mi się do żony dostawiasz?
- A bo fajna jest, właśnie ją do rozwodu namawiam! - zaśmiał się Kacper, po czym dorośli faceci rozpętali bitwę na chlapanie :D Oczywiście, ku zazdrości faceta z jacuzzi - raz nawet pozwolił sobie przejść obok i położyć się tuż obok Kamila - chłopcy nie odstępowali mnie na krok. Za wszelką cenę 5 chłopa chciało mnie uczyć pływać - i jak im wyjaśnić, że pełna nadziei na wolne jacuzzi nie wzięłam ani okularów, ani czepka? Brak czepka to jeszcze pal licho, bo włosy bo chlapiącej bitwie i tak miałam zmoczone, ale w samych soczewkach się nie zanurzę, okulary są niezbędne. Z samymi facetami mimo początkowego wkurzenia na laski, że żadna nie raczyła się pojawić i zostałam sama to jednak było super, to były najzabawniejsze dwie godziny w moim życiu. Szczególnie gdy zajęci chlapaniem nie zauważyliśmy zniknięcia Kamila, któremu powaliły się godziny i wyszedł pół godziny wcześniej... :D
  • awatar Klara.: Fajnie Wam, zazdroszczę ;) my już długo na basanie nie byliśmy, a mały uwielbia wodę ;) chyba namówie Kamila i pojedziemy wieczorem :D
  • awatar megi94: widzę, że po jesiennej chandrze ślad zaginął;) No kochana, z taką ekipą to i na koniec świata można iść:)
  • awatar Blonde Angel: @megi94: wiesz, z humorem różnie bywa, szczególnie pod wieczór jak mi się wszystkie dolegliwości nasilą... (dolegliwości, bosszz, walnijcie mnie, pierdęczę jak stara baba). w każdym razie, z nimi uśmiech nie schodzi z twarzy. szkoda tylko ze Kacper znowu wyjechał.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: - Młoda, lecimy na zakupy! – Kacper, oczywiście, postanowił kurować mojego doła po swojemu. – Za godzinę, w galerii? Tylko męża uprzedź, żeby mi tu pretensji nie miał!
- Dobra, będę. - chłopaki lubili krótkie komunikaty, więc starałam się dostosować.
- Super! To widzimy się pod makiem za godzinkę, baj!
- Baj baj maszkaro! - zaśmiałam się, rozłączając się. Oczywiście od razu próbowałam zadzwonić do Pawła, ale chyba miał jakieś zebranie, bo włączyła się poczta głosowa... No nic, zaczęłam się szykować. Po paru minutach nadszedł przebłysk inteligencji :D napiszę mu smsa gdzie idę, jak będzie mógł to odczyta! - stwierdziłam, wystukując wiadomość.
Nie minęło 10 minut, rozdzwonił się telefon. Kto? A Kacper.
- Bejbe, za półtorej godzinki, licząc od teraz. Sory, auto mi padło.
- Okey, tam gdzie się umawialiśmy? - zapytałam, próbując jedną ręką włożyć skarpetkę.
- Tak, tam. Dzięki kochanie, to do zobaczenia!
Ledwo się rozłączyłam, telefon rozdzwonił się znowu. Tym razem dzwonił Paweł.
- Ja też bym poszedł z wami na te zakupy. Muszę kupić jakieś dżinsy. - pożalił się.
- Kochanie, o dżinsach truję Ci dupkę od miesiąca. Miło, że w końcu dojrzałeś tą potrzebę i braki w garderobie. - byłam zdziwiona ale pozytywnie - Za ile kończysz pracę?
- Za jakieś pół godzinki.
- No to wpadniesz do domu, odgrzeję Ci obiad i potem polecimy do galerii. - zdecydowałam.
~~~`
2 h później, Galeria.
- Jezuu, ale to paskudne. - Kacper z niechęcią przerzucał różne koszulki.
- Jezuu, jakie wy jesteście wybredne. - przewróciłam oczami - Ładnie by Ci w tej było. - wyjęłam koszulę z długim rękawem w turkusowo białą kratę.
- Mam podobną. - krzywił się. - A Ty co tam przebierasz? - zainteresował się nagle.
- Znalazłam 3 pary spodni dla Pawła. Może kupi choć jedne... - westchnęłam. Bo Pawła ciężko zmusić do zakupów ciuchowych. Dopiero jak ostatnia para mu się porwie na tyłku, z bólem idzie coś kupić... No i właśnie w tym momencie koło nas pojawił się Paweł, wracający z toalety.
- Co to? - zapytał widząc naręcze ciuchów na mojej ręce.
- Spodnie dla Ciebie, oblukaj. - podałam mu pierwszą parę, szare dżinsy.
- Beznadziejny kolor, nie dla mnie. - odwiesił, biorąc kolejne - O, a te są za długie! - ledwo przymierzył do siebie, już ocenił.
- Skrócić takie spodnie to dla mnie 15 minut roboty, wiesz o tym. - spojrzałam na niego, ale widząc brak reakcji, zabrałam mu spodnie i odwiesiłam. - Dobra, nie to nie. A to ostatnia perełka. Lee, limited edition. Nie masz się do czego przyczepić, piękny ciemnoniebieski kolor, lekkie przetarcia i świetne kieszenie z tyłu. - zachwalałam, bo spodnie naprawdę były boskie.
- Dosyć ładne, ale drogie, jaki jest sens kupowania spodni za tą kwotę jak ja w dżinsach chodzę od wielkiego dzwonu...
- A czego się do cholery po Lee spodziewałeś? ceny 49,99 jak w Lidlu?! - prychnęłam i wściekła wzięłam Kacpra pod rękę - Wychodzimy, ja mam dosyć. - pociągnęłam szatyna w stronę wyjścia, ale on zdążył jeszcze w przelocie chwycić spodnie dresowe za 99,99zł i rzucić nimi w kierunku Pawła, krzycząc:
- Paweksiu, weź te, idealne do zamiatania ogródka i do pracy w sumie też założysz! - zaczął się śmiać i tym samym rozładował atmosferę.
  • awatar KrakowskaGóralka: Ojojoj skąd ja znam takie problemy :D Z Wojtkiem jest tak samo :P Kochana, jak się czujesz? :*
  • awatar megi94: oj znam to znam, jak ja z chłopakami wybrałam się na zakupy to ciągle było pytanie: "Czego potrzebujesz?" "Czego szukasz?" i tak w kółko:D I weź takiemu wytłumacz:D A Pawłowi trzeba było je kupić, przynieść do domu i postawić przed faktem dokonanym to wtedy pewnie by chodził w nich:)
  • awatar Nela18: To problem wielu facetów, potrzebuję, a nic mi się nie podoba. Ja już swoje sztuki wytrenowałam, biorą co karzę :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

blondeangel
 
Po wyjechaniu za bramę kościoła zostaliśmy pokierowani przez robotników do objazdu, gdyż na środku drogi (jezdni) trwała budowa! :D Poważnie! Ustawiono betoniarki, leżały cegły, łopaty, a chłopaki „pracowali” w pocie czoła! Tak jak się domyślacie – pracownicy Pawła zrobili nam bramkę! Oczywiście nie obyło się bez prezentów – dostaliśmy m.in. słonia na szczęście, dyplomy „idealnej żony” i „idealnego męża”, a także prezenty – ja szpilki! :D aby męża pod pantoflem trzymać, a Paweł – śliniaczek, aby się do bycia pod pantoflem przyzwyczajać :D Goście weselni wylegli z autokaru, a z okolicznych domów powychodzili ludzie i zaczęli nas filmować, tak bardzo im się podobało :) W każdym razie, to jedno z milszych wspomnień ze ślubu, które rozładowało atmosferę.
Gdy przyjechaliśmy na salę weselną, nastąpiło tradycyjne powitanie chlebem i solą, a potem mój mąż przeniósł mnie przez próg. Potem mieliśmy okazję zjeść przepyszne dwa dania przy olbrzymim stole rodzinnym, ustawionym w kształt litery U. Okazało się, że na naszych talerzach czekają na nas miłe niespodzianki – od właściciela sali dostaliśmy w prezencie pudełeczka w kształcie sukni ślubnej i garnituru, zapełnione naszymi ulubionymi czekoladkami – Pawła były orzechowe, a moje mleczne. Bardzo miły gest z jego strony, nie powiem.
Po zakończonej uczcie faraona z trudem podnieśliśmy się zza stołu, żeby iść zatańczyć po raz pierwszy jako mąż i żona. Choć nasz taniec był niesztampowy – zaczynał się romantyczną balladą, by przechodzić w kłótnię, a następnie w kolejną balladę – i trwał 5 minut, goście nie wyglądali na znudzonych, wręcz przeciwnie. Chyba z 10 osób kręciło nas na telefony, kamery, aparaty czy co tam mieli, jak zauważyłam kątem oka.
Po wszystkim przetańczyłam z mężem jedną piosenkę Abby, a potem zniknęłam ze świadkową na 10 minut do pokoju młodych, w celu podpięcia trenu.
Tutaj muszę po prostu poświęcić chwilkę na opis sali weselnej oraz okolicy, abyście mogły sobie to wszystko wyobrazić. Sala znajdowała się w mieście – praktycznie rzecz biorąc to jakiś kilometr za tabliczką z nazwą miejscowości skręcało się w lewo i wjeżdżało w osiedle willowo – działkowe oraz domków jednorodzinnych. Po prawo był las, a po przejechaniu jakiś 200 m ukazywała się nam mosiężna brama. Po wjechaniu na posesję schodziło się po 4 schodkach i… Znajdowało się w innej bajce po prostu. Przepiękny ogród, z fontanną i huśtawkami, porośnięty wysokimi tujami przy płocie. Obok huśtawki dla dorosłych było parę zabawek dla dzieci – konik na biegunach (plastikowy) i mini zjeżdżalnia.
Gdybyście spojrzały w lewo – stałaby tam sala weselna – parterowa, z oknami i fajnie upiętymi firankami. Z boku Sali był przepiękny taras – całym przeszklony tak, że widać parkiet – a na tarasie ustawione stoliki, tak, że można odpocząć na powietrzu i nadal obserwować wirujące pary. Z tarasu kamiennymi schodkami można było zejść do altany z grillem, a także do oczka wodnego porośniętego dookoła lasem – sporego zalewu, odgrodzonego siatką z uwagi na dzieci. Cudowne zdjęcia stamtąd wyszły. Nad schodkami była „brama” po której pięła się róża – wyglądało to bajecznie!
Po powrocie na salę praktycznie nie schodziłam z parkietu. Wirowałam z każdym, kto się nawinął – z mężem, wujkami, z Maksem, Kacprem oczywiście :D nawet z Madzią i innymi kobitkami. I bawiłam się znakomicie!
  • awatar gość: cudowna ta sala i to pomyslec ze w miescie, nie masz jakis zdjątek moze chociaz ogrodu samego czy cos?
  • awatar megi94: gdzie ty takie miejsce znalazłaś? cudne;)
  • awatar Blonde Angel: @megi94 wyobraz sobie że w necie! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

blondeangel
 
Drogę pod ołtarz pamiętam jak przez mgłę. Z płyty widać, że byłam uśmiechnięta i patrzyłam przed siebie. Widziałam tylko mojego narzeczonego, który uśmiechał się rozmarzony i nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Nic więcej się nie liczyło, ani ludzie w ławkach, ani ksiądz Franek, który czekał już na nas przy ołtarzu. Pod ołtarz zaszliśmy podobno dość szybko, tata nawet szepnął:
- Chyba trochę się pospieszyliśmy.
Ale nie zwróciłam na to większej uwagi, puściłam ramię taty i podałam dłoń Pawłowi, który pomógł mi wejść między krzesło a klęcznik.
- Cudownie wyglądasz, nie wiem jak skupię się na mszy. – szepnął do mnie mój przyszły mąż i chwycił mnie za rękę. Tak też pozostaliśmy praktycznie przez całą mszę.
Na początku rozglądałam się ciekawie. Dekoracja kościoła spełniła wszystkie moje oczekiwania – białe przybranie ołtarza z mieczyków i lilii, do tego po jednej lilii na każdej ławce zawiązanej białą kokardą. Pomiędzy kwiatami przy ołtarzu, a nami były rozstawione wazony z pływającymi świecami, które stwarzały niesamowitą atmosferę.
Kazanie było niesztampowe, specjalnie dla nas. Miałam świeczki w oczach gdy ksiądz Franek wspominał szkołę, trzy wariatki, z których dwie siedzą pod ołtarzem, a potem opisał swoje pierwsze spotkanie z Pawłem gdy „z oczu biła mu miłość i przywiązanie do tej uśmiechniętej blondynki, a przez całą wizytę trzymał jej dłoń”, gdy byliśmy już zaręczeni i pojechaliśmy odwiedzić księdza.
Podczas przysięgi ksiądz wprowadził nas prawie pod sam ołtarz (staliśmy może ze 2 metry od stołu, który służy za ołtarz, nie wiem jak dokładniej Wam to wyjaśnić). Staliśmy między pływającymi świecami, ślubując sobie miłość, wierność – naprawdę, czułam się jak w bajce. Oczywiście nie obyło się bez śmiesznych sytuacji, gdy Paweł o mało nie pomylił obrączek (chciał mi włożyć większą), oraz jak przejęzyczył się podczas słów przysięgi :)
Końcówka mszy wlokła się strasznie. Podczas komunii lekko zwilżyliśmy suche z upału usta w winie mszalnym, podczas gdy Paweł klęcząc marudził:
- Jak długo jeszcze będę patrzył na księdza, wolę na Ciebie!
- Za chwilę będzie koniec, wytrzymasz. Jeszcze Ci się znudzi to patrzenie na mnie!
- Nigdy. – uśmiechnął się i pocałował mój nadgarstek.
Gdy nadszedł moment wychodzenia z kościoła (a konkretnie w którą stronę się odwrócimy - bo, wedle przesądu - kto przeciągnie męża/żonę na swoją stronę, będzie w związku "rządził") – nastąpił problem. Paweł ciągnął w swoją, ja w swoją :D i tak kilka minut, przy czym goście w kościele wcale się nie krępowali i kibicowali „głośnym szeptem”: „Ada dawaj!” „Paweł śniadania nie jadłeś postaraj się!” :D Oczywiście wygrałam ja, jednym mocniejszym szarpnięciem :D A potem rozbawiony organista (tak tak, widziałam Cię na tym chórze!) zaczął grać Marsza Mendelsona. Wychodziliśmy po czerwonym dywanie z cudownymi uśmiechami na twarzach, kilka zdjęć z tego przejścia wyszło świetnych. Uśmiechałam się promiennie do rozbawionych ludzi, a mijając żonę mego chrzestnego pokazała mi "V" z palców na znak wygranej :D
Po wyjściu przed świątynię, córeczki Maksa i Fabiego obsypały nas płatkami róż - wyszło świetnie, pomimo że dziewczynki nie trenowały :) Potem ustawiła się do nas dłuuuuuuuga kolejka ludzi, którzy byli z nami w tym szczególnym dniu. Pamiętam, że obcałowaliśmy ponad 150 osób, a życzenia trwały ponad godzinę. Uwierzcie mi, pamiętam może z 10% ludzi i z 5% tego, co mówili. Po ślubie byłam tak oszołomiona, że trudno było mi wydukać coś innego niż "dziękujemy" i cmok-cmok :) Marzyłam tylko, aby prędko skończyć to wysłuchiwanie i obcałowywanie, choć kolejka zdawała się nie mieć końca.
Na końcu życzenia złożyli nam świadkowie - Kacper, który trzymał pudełeczko na koperty - oczywiście przy życzeniach wręczał mi go jako "prezent od niego" :D oraz moja kochana Domi - oczywiście padłyśmy sobie w ramiona i trudno było nas od siebie oderwać ;)
Po skończonych życzeniach, gdy autokar z gośćmi powoli wycofywał z placu kościelnego, my również wsiedliśmy do limuzyny, w celu udania się na przyjęcie weselne.
  • awatar KrakowskaGóralka: Idealnie po prostu :) Raz jeszcze gratuluję :)
  • awatar Ania: chciałabym zobaczyc to przeciąganie się pod ołtarzem! Blondi jesteście cudowni :)
  • awatar megi94: Cudnie kochana, z tego ci piszesz miałaś wspaniały ślub i bardzo się z tego cieszę bo zasłużyłaś na to:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: - Skarbeńku błagam pomóż mi gajera wybrać na ten wasz ślub! – Kacper rozmawiając ze mną wyraźnie czegoś szuka, bo w słuchawce słyszę brzdęki i szumy.
- A to słoneczko nie ma jeszcze garniturka? – śmieję się z niego.
- Słoneczko to nie wiem, ja nie mam na pewno, a stary jest za ciasny!
- Było tyle żreć? - rechotam, ale słysząc znajome prychnięcie, dodaję - Kacper słonko, powiedz mi jak Ci mam wybrać gajer jak jesteś prawie 2 tysie kilometersów stąd? – poddaję w wątpliwość jego teorię.
- Prosto! Dam Ci linka do trzech salonów, wybierzesz gajery, w których według Ciebie wyglądałbym lepiej niż zazwyczaj, odeślesz mi i tyle!
- A co dalej? – pytam ironicznie – Skąd mam wiedzieć, czy gajer który leży bezbłędnie na Beckhamie w katalogu będzie tak samo leżał na Tobie?
- Dalej, to ja sobie pójdę do salonu, przymierzę wskazane modele, zrobię se słitfocie w lustrze i wtedy dokonamy ostatecznej selekcji! – mówi dumny z siebie Kacper, a ja wybucham śmiechem.
- No dobra, plan bez zarzutu. Dawaj te linki.
- Wiedziałem że się zgodzisz! Linki masz już na skrzynce, czekam na werdykt, buziole! – rozłącza się, a ja po raz kolejny ze śmiechu ocieram oczy. On jest niereformowalny, ale chyba właśnie dlatego go tak uwielbiam :)
  • awatar megi94: oj ten Kacper jest bezbłędny, jak ty go mogłaś wypuścić te 2000 km od was?:)
  • awatar Blonde Angel: @megi94: Meguś sam się wypuścił :D ale bezbłędny jest, ja bym na to nie wpadła :D
  • awatar Ania: Slitfociavw lustrze rzadzi :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Na yt furorę robią blondyna i brunet, którzy pokazują różne typy tańców zaobserwowane na imprezach. Filmiki są fajne, ale razem to dopiero wymiatają! Oblukajcie filmik o tańcu w parach :D obśmiałam się jak norka :D



Wychodzi na to, że wywijając z Pawłem i z Kacprem jesteśmy Maseraki (Kacperaki? :D ), a poza tym to ewidentnie chodziliśmy tydzień na salsę :D haha!

Na co Kacper dodał: "Ad, a najczęściej spotykane na imprezach? ON ZNÓW SIĘ UCHLAŁ :D"
  • awatar Ania: dobre! ale to ladnie musicie wywijac oj ladnie! ;)
  • awatar Margaret: chciałabym Was kiedyś zobaczyć w tym popisowym tańcu z Kacprem :-)
  • awatar never ending story...: haha :D może lekko przejaskrawione...aczkolwiek true story! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

blondeangel
 
Blonde Angel: Dobra wiadomość - Kacper się zakochał!
Jeszcze lepsza wiadomość - w najlepszej dziewczynie pod słońcem :D

Czyli... Czegóż chcieć więcej od życia, czyż nie? :D to taka moja mała zasługa, ale... są szczęśliwi, to chyba warto było "przekombinować" ;)
  • awatar 10.: Ty to jesteś specjalistką
  • awatar Ania: Blonde ułóż mi życie proszę! :D Ty to masz jakieś zdolności normalnie no :)
  • awatar megi94: haha wiedziałam, że nie dasz mu spokoju dopóki mu dziewczyny nie znajdziesz. Powiedz mi kochana, jakim cudem ty masz taki talent do układania życia wszystkim?;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Kategorie blogów